[Main page][Title page][Library page]
![]() |
DZIEJE NARODULITEWSKIEGO przez
Teodora Narbutta. Tom Szósty. Panowanie Witolda w wieku piętnastym.
Ze czterma rycinami na kamieniu.
Wilno, Drukarnia. A. Marcinowskiego. 1839 |
Dozwala się drukować pod tym warunkiem, aby po wydrukowaniu, złożona była w Komitecie Cenzury, liczba exemplarzy ustawą przepisana. Wilno 1839 dnia 4 Marca.
Cenzor Leon Borowski.
S.II
UKAZICIEL PODZIAŁOW TOMU SZÓSTEGO.
I. Początek wieku piętnastego ... 1
II . Lata pokoju z Krzyżakami ...73
III. Kolej zakłóceń na Rusi ...119
IV. Odmiany stosunków z Krzyżakami ...148
VI. Dalszy ciąg rzeczy, aż do drugiej wojny Pruskiej ... 252
II. Wypadki historyczne od roku 1416 po rok 1419 ... 359
III. Pokój trwalszy z Krzyżakami ...389
V. Rok ostatni panowania Witolda ... 525
I. Przymierze między Świdrygełłą i Krzyżakami
II. Świadectwo i Manifest o zjeździe pod Welloną i t. d
III. List Króla Władysława do Papieża Marcina V
IV. Przywilej Witoldowski
V. Wyliczenie chorągwi, byłych pod Grunwaldem
S.III
VI. O brodach Krzyżackich
VII. O następstwie tronu. po śmierci Jagelły
RYCINY. [W oryginale]
1. Na początku xięgi jedenastej: Cyfra Witolda, zdjęta ze starej chorągwi wojennej; na drugiej stronie Pogoń się znajdowała: rysunek, pochodzi od Xiędza Kornia, Opata niegdyś na Kołoży w Grodnie.
2. Przy § 1574 plan Litwy pod Grunwaldem.
3. Na początku xięgi dwónastej, Portret Witolda, z ryciny na drzewie, w wydaniu polskiem Gwagnina. Bardzo trafny i podobniejszy ma bydź od Augustyańskiego, ktory w kopii, przy Historyi miasta Wilna, przez M. Bal.... Uważać potrzeba, że W. Xiąże, wyobrażony jest w szyszaku Rzymskim, ozdobnym koroną italską, który musi bydź ten sam, iaki otrzymał w podarunku od Konrada Jungiugen W. Mistrza, roku 1400 (§ 1471).
4. Przy § 1620. Portret W. X. Anny Witoldowej, kopia ze starego malowidła na blasie, kolorami, roboty Włoskiej. Był drugi taki, samego Witolda, ale zupełnie połamany, udzielono Autorowi.
S.IV
IMIONA PRENUMERATORÓW NA TO DZIEŁO, O KTÓRYCH WIADOMOŚĆ WYDAWCA DOTĄD OTRZYMAŁ.
Biblioteka XX. Missyonarzy Wileńskich na całe dzieło ... Exemp. 1.
Bitowtt Ernest Franciszek, Proboszcz Zamusko-Gruździewski, na Tom VI-ty ... 1.
Bobrowski b. Prof. Uniw. Wileń. Kan. n aTom V-ty ... 1.
Bowkiewicz Kanonik Kat. Wil. na Tom VI-ty ... 1.
Chądzyński Adryan, na Tomy V. i VI-ty ... 1.
Dmochowski Aurelian na Tom VI-ty ... 1.
Dmochowski, Nom. Bisk. Pr. Kat. Wil. Kaw. na Tom VI-ty ... 1.
Erdman Jan, na całe dzieło ... 1.
Giedrojć X-że Szymon, Biskup, i Kawaler, na cztery pierwsze Tomy ... 1.
Gołębiowski Ignacy, Doktor Medycyny i Chirurgii, na cztery pierwsze Tomy ... 1.
Górski Mikołaj, Prał. Kancl. Kat. Kamień. Vice-Offic. i Kaw. na Tom VI-ty ... 1.
Hutorowicz Jan, Kolleg. Sekr. na Tom VI-ty ... 1.
Januszkiewicz Jan, Adwokat Izby Cywilnej Wileń. na całe dzieło ... 1.
Jeleński Antoni, na pięć pierwszych Tomów ... 1.
Krzyżanowski Franciszek, Prałat Katedry Żmudzkiej, na cztery pierwsze Tomy ... 1.
Księgarz Hollenderski, na całe dzieło ... 1.
Kuczyński Józef, na pięć pierwszych Tomów ... 1.
Kułakowski, na Tom V-ty ... 1.
Łappa Alexander, Prez. S. P. Bobrujsk. na pięć pierwszych Tomów ... 1.
Mackiewicz Franciszek Borgiasz Łukasz. Bisk. Podol.
S.V
Kamien. Dyec. 1 Katolików w Bessarabii i Kaw. na Tom VI-ty ... 1.
Malullewicz. Dziekan i Pleban Olsiadzki. na cztery pierwsze Tomy ... 1.
Niezabylowski Alexander, na pięć pierwszych Tomów ... 1.
Oborowicz Jan, Proboszcz Rożański, Kandydat S. Teologii, na pięć pierwszych. Tomów ... 1.
Plater Hr. Adam, Marszałek, na pięć pierwszych Tomów ... 1.
Plater Hr. Konstanty, na całe dzieło ... 1.
P. M. na sześć pierwszych Tomow ... 1.
Pomarnacki Julian, na Tom VI-ty ... 1.
Przeciszewski Adolf, Marsz., P. Rosieńskiego, na cztery pierwsze Tomy ... 1.
Rupejko z Ruszla Józef, Kanonik Kated. Żmudź, i Kawaler, na cztery pierwsze Tomy ... 1.
Rusiecki Józef, Pleban Swiad. na Tom VI-ty ... 1.
Rymowicz Jan, Pleban Merecki, Magister S. Teologii na Tomy II, III, IV, V i Vl-ty ... 1.
Skiterowicz Wiktor, Kolleg. Sekr. na całe dzieło ... 1.
Słotwiński Ludwik, Marszałek Ptu Ihumeńskiego, na pięć pierwszych Tomów ... 1.
Szymkiewicz Kanonik, na pięć pierwszych Tomow ... 1.
Wierzbicki Ignacy, Sekretarz, na cztery pierwsze Tomy ... 1.
Wysocki Antoni, Archipresbiter Worniański, na cztery pierwsze Tomy ... 1.
Zybergowa Hr., na całe dzieło ... 1.
Żyszkowski, Kan. Rat. Wileń., i Raw. na Tomy V i VI-ty ... 1.
S.VI
Nie chciałbym wartość pracy mojej, mierzyć na skalę, przez spółczesnych krytyków wytkniętą, gdyż, albobym za nadto się zraził naganą, albobym zbyt wiele ceny przydać musiał; środek i prawdziwe osądzenie, należy do potomności. Ciekawy tylko byłbym wiedzieć: co ona wyrzecze o mojem skreśleniu epoki od Gedymina do zgonu Witolda. Gdyż ja sam siebie przyrównywam do chłopięcia, które, zaszedłszy na brzeg morza, zalewającego ruiny potężnego niegdyś grodu, znalazło szczątki obrazu mozaicznego, połamane, rozrzucone, lub pochłonięte wodami; zwabione pięknością sztuki, zajęło się zbieraniem ułamkow i porządkowaniem ich do dawnej symetryi. Złożyło wprawdzie obrysy i wiele szczegółów wy-
S.VII
kryło; lecz postrzega, ile jeszcze nie dostaje, a zapełnić próżni nie będąc w stanie, spogląda na nieprzejrzaną przestrzeń wody, co je pogrążyła; z westchnieniem wypatruje chwili, w którejby morze, wyrzuciło kamyczek, do tej mozaiki należący, spodziewa się, spodziewa, i w końcu samo zostaje zatopionem, w tej bezdeni wiekow zniszczenia.
W tomie niniejszym, przypadają wielkie przesilenia interesow z Krzyżakami, najwyraźniej też przyszło charakter tego zgromadzenia odmalować, do stanu upadku już się zbliżającego, pośród zepsucia swojej moralnej i politycznej organizacyi. Czytelnik niech nie sądzi, żem z przesadą naganę pisał, ona, w porównaniu z obrazem swym skreślonym, przez Kotzebue i innych bezstronnych dziejopisów, jest bardzo umiarkowaną.
Szlachetne i bezzawistne wspieranie znajomościami historycznemi, odbierane od wielu ziomków, było zasiłkiem chlubnym dla mnie i przy wypracowaniu xiąg jedenastej i dwónastej pisma niniejszego. Niech to bę-
S.VIII
dzie powiedziano na uwielbienie tych zacnych osób, których imion, własna ich skromność wyliczyćby nie dozwoliła.
Teodor Narbutt.
Pisałem w Szawrach
roku 1837 Września
3 dnia.
S.IX
OMYŁKI ZASZŁE W DRUKU.
Str. 209 Przyp. wier. 7 zamiast Długości czytać Długossi
Str. — Przyp — wier 8 zamiast Bauderia czytać Banderia
Str. 235 Przyp — wier 13 zamiast Mareschalei czytać Mareschalci
Str. 253 Przyp — wier 12 zamiast sześćdziesiąt tysięcy czytać czterdzieście tysięcy sześćset
Str. — Przyp — wier 13 zamiast siedmdziesiąt pięć tysięcy czytać piędziesiąt pięć tysięcy sześćset
Str. — Przyp — wier 14 zamiast ośm tysięcy czytać dwadzieścia siedm tysięcy czterysta
Str. 375 Przyp — wier15 zamiast odbywał się czytać odbywał
Str. 401 Przyp — wier 8 zamiast pamiętnych zwycięztw czytać pamiętnych ze zwycięztw
Str. 421 Przyp — wier 3 — 4 zamiast Tetery czytać Teteryn
Str. 463 Przyp — wier 15 zamiast jedna część do Wilna czytać jedna do Wilna
Str. 464 Przyp — wier zamiast Radość z następcy czytać Radość z urodzenia następcy
Str. 464 Przyp — wier. 5 zamiast poczałowati czytać peczałowati
Str. 472 Przyp — wier 2 zamiast dowody czytać powody
S.1
Dzieje Narodu Litewskiego Xięga Jedenasta.
ROZDZIAŁ I. POCZĄTEK WIEKU PIĘTNASTEGO.
1469. R. 1400. Rzeczy Żmójdzkie.
Zmójdzini, w samowolności i swobodzie smakujący, pod rządami łagodnemi panków swoich, kierowanych przez kapłanów, nie cierpieli zrazu krzepkiego rządztwa Wielkiego Xiążęcia Witolda, mieniąc to bydź uciążliwością dla siebie, tem bardziej nieznośną, że pochodziła od rodaka; służyli oni wprawdzie Kiejstutowi, ale z obojętnością: bo gdyby szczerze pomagać mu chcieli w ostatnim czasie, jakeśmy widzieli wyżej, pewnieby nie przyszło tak łatwo
S.2
Jagełłowi, wywrócić panowanie stryja swojego. Wkrótce, przed obecną opowiadaniu naszemu epoką, oni zniecierpliwieni samowładztwem Witolda, odzywali się: że woleliby należeć do Krzyżaków, niżeli znosić poddaństwo, tak poniżające, jakiego Wielki Xiąże po nich wymaga. To samo zapewne było nie małą przyczyną ustąpienia Żmujdzi Zakonowi. To odstąpienie, znowu im się pokazało bezprawiem, uciążliwością, że nie chcieli iśdź pod nowe panowanie. Przyszło do tego, że się otwarcie uzbroili przeciw Niemcom, pod wodzem jakimś, nazywającym się Thel. Nie śmieli przecież Krzyżacy zrazu nic stanowczego przedsięwziąć, ograniczali się na wycieczkach, często powtarzanych przez załogi swoje, stojące po zamkach żmójdzkich: raz ten, drugi raz ów powiat był napastowany, pod pozorem wybierania danin, albo ukarania stronników zbuntowanego wodza; to wszystko jednak więcej przynosiło strat i nakładow Zakonowi, niżeli korzyści: ponieważ lud uporczywie się opierał nowym władaczom swoim. Potrzeba wymagała silnej wyprawy, oczekiwano gości zagranicznych; oni przybyli do Pruss, pod koniec roku 1399, pod dowództwem Karola, Xiążęcia Lotaryngii, przezwanego Śmiałym, i Wilhelma, Xiążęcia Gweldryi. Wielki Mistrz, natychmiast w całym swoim kraju, nakazał uzbrajać się: zalecono modły po wszystkich kościołach, o szczę-
S.3
śliwe powodzenie wojny: naznaczono w każdej Kommandoryi pewną liczbę ubogich do karmienia przez sześć tygodni. Marszałek Zakonny, w towarzystwie Xiążęcia Lotaryngii, prowadził wojsko, prosto przez leśne strony do Ragnity; tam przebywszy Niemen po lodzie w pierwszych dniach Lutego, wtargnęli do Żmójdzi. Napad poszedł pomyślnie, to jest: mieszkańcy niespodzianie dali się najechać, że czasu do ucieczki i ratunku nie było. Zaczęto brać tłumy jeńców, albo wycinać lud bezbronny, szeroko zapuszczono zagony i zagrożono spustoszeniem całemu krajowi. To, nieludzkie dzieło, popierano tak silnie i z taką okropnością, ze po dniach dwónastu, Zmójdzini już przymuszeni byli, postradawszy nadzieję ocalenia się, prosić o litość: przyrzekli chrzest przyjąć, oświadczyli uległość bezwarunkową Zakonowi i posłuszeństwo niewolnicze władzom jego; na pewność dotrzymania tej umowy, dali zakładników. Uwiadomiony o tem Konrad Jungingen, kazał obchodzić w obozie festynę rycerską i pasować uroczyście na rycerza, Xiążęcia Lotaryngii, tudzież wielu innych szlachetnego rodu wojowników zagranicznych, wysypał pomiędzy nich dary, Xiążęciu dostał się koń z całem przybraniem rycerskiem. Sam Wielki Xiąże Witold, czy gniewem na Żmójdzinów, czy jakąś ochotą pomagania Krzyżakom skłoniony, dopomagał do tego podbicia: wiemy bowiem, że był wy-
S.4
słany oddział wojska Litewskiego, który połączywszy się z Kommandorem z Ragnity, wszedł do Żmójdzi od strony Graużow (1); tam przez dni dziewięć, pustoszono włoście okropnie, dwa powiaty zawojowane, zostały; przymuszono lud, do czego chciano: chrzest, poddaństwo, uległość nieograniczona, były i tam prawami przez zwyciężców przepisanemi; zakładnicy wybrani, oddani w ręce Kommandora; ten ich przesłał do Marszałka swojego. Pamiętne zdarzenie w tej porze zostawiły nam dzieje: znaleziono pomiędzy Żmójdzinami pewnego rycerza z Brabancyi, który, bardzo dawno wziętym będąc w niewolę, mieszkał pomiędzy nimi swobodnie, zdrów i szczęśliwy, zabrano go jednak, pomimo własnej woli do Pruss (2). Polityka Witolda względem Żmójdzi, była stosowna do okoliczności, jakeśmy namienili: winniśmy obszerniej przeto nad tem się zastanowić. Od wiekow tameczni mieszkańcy, więcej nad inne ludy litewskie kochali się w swobodzie i swojej starożytnej narodowości, zostawieni przy tem upodobaniu, pod rządami dobrych panów, oddzielali się od reszty Litwy i tylko spólność z nią mieli w obronie od Krzyżaków. Lutawor i Witenes, nie wywierali nad nimi więcej powagi, nad tę, którą oni
-------------------------------
(1) Co za prawym brzegiem Niewiaźy.
(2) Voigt: Geschichte Preussens B. VI. S. 184 - 189.
S.5
sami przyznać im chcieli. Gedymin, oswobodziwszy ich zpod jarzma Krzyżaków, począł rozkazować z władzą monarchiczną; Olgerd i Kiejstut, obrońcy ich od ucisku zewnętrznego, mieli tam praw swoich wykonanie: bo i obawa i szacunek to nakazywały. Za rządu zaś synów tych Xiążąt, upadło to znaczenie powagi wielko - xiążęcej, rewolucye krajowe do reszty ją osłabiły. Kiedy Witold objął ster rządu państwa, wiemy, ile się starał o ustalenie samowładztwa: to Żmójdzinów odstręczyło od niego. Przyszły wkońcu wzajemne niesmaki do tego, że trzeba było, albo z orężem w ręku, przymusić do posłuszeństwa ścisłego, albo ustąpić Żmójdź Krzyżakom. Okoliczności przeto, ostateczność tę gdy zbliżyły, musieli Żmójdzini pokazać choć pozór zastosowania się do niej. Zresztą, znajomość bliższa charakteru Żmójdzinów, zapewniała Wielkiemu Xiążęciu, raniej czy poźniej, powrót ich do ogółu państwa, tem nawet korzystniejszy i trwalszy, że, doświadczeniem nauczeni i nabrawszy więcej pojęcia o cudzoziemskiej nad sobą władzy, przekonają się o korzyściach własnych, z jedności najwyższej władzy narodowej pochodzących, oswoją się z chrześciaństwem, do tyla u nich niecierpianem i ochotniej przyjmą prawa ogółowi, Wielkiego Xięztwa przepisane. Tę rachubę polityczną Witolda, następność w zupełności sprawdziła.
S.6
1470. R. 1400. Poddanie się Żmójdzi Krzyżakom.
Dopóki Zmójdzini wierzyć nie mogli, aby niezwykłym w dziejach przykładem, właśni rodacy ich zmuszali do podległości Krzyżakom, dopóty się twardo jeszcze trzymali: lecz, gdy postrzegli wojsko Litewskie, na korzyść tamtych działające, stracili nadzieję i poddali się losowi swojemu. Jakoż wyprawa Krzyżacka, w roku 1400, o której powiedzieliśmy dopiero, miała skutek dla Zakonu tak wielki, jakiego nie wystawują dzieje, w całym tłumie wojen z Litwą. Jedni ją przypisywali cudownej łasce Bozkiej, drudzy szczęściu Konrada Jungingen. On się nie posiadał z radości, która potłumiła w nim zwykłą nawet oszczędność: sypał pełnemi rękoma pieniądze, rozdawał podarunki pomiędzy gości zagranicznych. Obesłał wodzów Litewskich darami, Wielkiemu Xiążęciu kosztowne ofiarował upominki, w rozmaitych sprzętach rycerskich, pisał do niego najpochlebniejsze listy. Lecz widząc, ile Żmójdź za skinieniem Witolda powodować się może, obawiał się jakiej nieszczerości; uprzedzał przeto nadal, aby Wielki Xiąże nie raczył utrudzać wojska swego pomaganiem jemu na Żmójdzi; ponieważ ma Zakon dość własnych sił ku temu, a Xiąże zatrudnień z innych stron zdarzyć się mogących. Mogła mu nawinąć się uwaga, że Wielki-Xiąże, dopomagając do podbicia Żmójdzi, mogł-
S.7
by wreszcie za koszta wojenne pretensyą urościć, albo jeden lub dwa powiały na rzecz swoję zagarnąć (1). Nie zaniechał Wielki Mistrz przedsięwziąć środków do utworzenia nowej organizacyi kraju zawojowanego, mając ze wszystkich już prawie powiatow zakładników, w tak znacznej liczbie, że po zamkach odleglejszych w Prussach, ledwo pomieścić ich można było. Nasamprzód pośpieszył zbudować dwa zamki na Żmójdzi, jeden na gruzach Wellony, Friedberg, drugiego ani miejsca, ani nazwania przez opieszałość kronikarzy nie wiemy. Pierwszym rządcą kraju (Vogt) był Michał Küchmeister Sternberg, któremu powierzone zostały początkowe urządzenia. W zamku Friedberg, osadzono pewną liczbę rycerstwa zakonnego, dowódzca tameczny, otrzymał nazwanie Burghrabiego. Po mieścinach powiatowych i włościach ludniejszych, byli urzędnicy policyjni, do wykonywania mniejszych spraw sądowych i pobierania danin. Przysłano xięży do nawracania: nie mała liczba ludu prostego, szlachty i panów, na samym początku, chrzest z ochotą przyjęła. Niektórzy jednak po przyjęciu chrześciaństwa, widzieli bezpieczniejszą dla siebie rzeczą, przenieść się do Pruss: tacy największe zachęcenie od Zakonu znaleźli w sukniach, pieniądzach i zapomodze gospo-
------------------------------
(1) Ibidem.
S.8
darskiej, otrzymując ziemie, odpowiednej obszerności potrzebom swoim (1) Nie schodziło takoż na zachęceniach dla mieszkańców uległych, w zbożu i bydle: starano się najsprawiedliwiej i najłagodniej obchodzić się z nimi. Obmyślano środki urządzeń territorialnych; rolników podzielono na trzy klassy: szlachta (Bajoras), wolni rolnicy i poddani; zapewniono każdemu na własność ziemię, przez nich posiadaną; lecz należało wymierzyć każdego grunta, aby podług obszerności ich, znosili ciężary posiadacze. Te uporządkowania, Zmójdzini przyjęli z zadowoleniem: gdyż widzieli sprawiedliwość i rzetelność w postępowaniu rządu i urzędników, nabierali coraz więcej przychylności i zaufania ku swoim władcom (2).
1471. R. 1400 Odwiedziny w Prussach.
Początek wieku, jak zazwyczaj w Chrześcianstwie, odznaczał się pobożnemi obchodami, pokutą, zwiedzaniem miejsc świętych. Wielka Xiężna, Anna Witoldowa, chcąc z tych odpustow korzystać, udała się do Pruss, gdzie odwiedziła różne miejsca, słynne pamiątkami pobożności: nasamprzód w Konwencie Brandenburskim relikwie Świętej Katarzyny Męczen-
------------------------------
(1) W liczbie tych przesiedleńców, byli dwaj znakomici panowie Żmójdzcy: Gelgutt i Ginett, z ośmią rodzinami ludzi swoich. Ibidem.
(2) Ibidem.
S.9
niczki, w Kwidzynie cudami słynący grobowiec błogosławionej Doroty, w Starogrodzie głowę Świętej Barbary. Pani ta, wszędzie z wielką spaniałością i kosztem skarbu zakonnego była przyjmowaną, na rozkaz Wielkiego Mistrza, chociaż jej dwór składali liczni dworzanie i damy, mnóztwo pojazdów i czterysta koni gwardyi; tytułowali zaś ją Niemcy nie inaczej, jak Królową. Lecz najwystawniejsze było przyjęcie w Malborgu, gdzie szczególnie z tej okoliczności odbywało się uroczyste nabożeństwo, dawany był stół honorowy damski, rzecz dotąd niesłyszana w dziejach Zakonu, przepych, udarowanie dwónastu dam Litewskich, między któremi Wielkiej Xiężnej pierwszeństwo przyznane: ubiory na głowę, pierścienie, suknie, sprzęt, toalety, stanowiły podarunki, a szczególnie kosztowne różańce, do noszenia przy sukniach paradnych dworacy dostawali konie i puhary. Tym udarowaniom końca nie było: gdyż w każdym konwencie, przełożeni starali się jeden drugiego w hojności przewyższyć (2); słudzy nawet, aż do najniższego, zapomnieni niebyli. Po powrocie Wielkiej Xiężny do Litwy, przysłał Konrad Witoldowi samemu bogate podarunki: szyszak rzymski, wyzło-
------------------------------
(1) Ibidem.
(2) Zostały tego dowody w xięgach finansowych Zakonu: Wielkiego Kommandora naprzykład podarunki, wynosiły pięćset dwadzieścia cztery grzywny srebra.
S.10
cony, przepysznej formy, ozdobiony koroną italską, zwaną Odoakra, kosztowny serwis stołowy, naczynia stołowe do napoju, różaniec bursztynowy, szczególniejszej rzadkości, drogie wina, przysmaczki, konfitury i t. d. Hojność nawet Wielkiego Mistrza, do tego stopnia się posuwała, że żaden przybyły posłaniec z Litwy, nie powrócił, bez monarchicznego udarowania (1).
1472. R. 1401 Sejm Wileński.
Na początku jakoś roku 1401, Wielki Xiąże Witold, Króla odwiedził w Krakowie; po czem oba objeżdżali prowincye Ruskie: zawarli między sobą umowę, względem trwalszego połączenia obu narodów, Litewskiego i Polskiego; jakowej umowy dyplomatyczne potwierdzenie, odłożono do sejmu, w Wilnie zebrać się mającego (2). Na który wydane zostały natychmiast wici na całą Litwę i Rusko-Litewskie prowincye, zwołujące osoby, do sejmowania prawem przeznaczone. Tojest: Xiążąt z familij udzielnie się rządzących, poźniej hołdowniczych, urzędników wysokich państwa, panów i szlachtę przedniejszą, których familie, na ten cel miały przy-
------------------------------
(1) Ibidem.
(2) Lindenblatt: S. 135. On mylnie ten Sejm na Wielkanoc naznacza: gdyż dyploma sejmowe Stycznia 18 ma datę.
S.11
wileje dziedzicząc. Z nich się rada sejmująca od wiekow składała; poźniej Biskupi i urzędnicy wysocy państwa izbę senatorską, jak w Polsce, tworzyli, a panowie uprzywilejowani, zamienieni zostali przez posłów ziemskich. Pod koniec zimy tegoż roku, Król Władysław zjechał do Wilna i sejm otworzył, wraz po Bożem Narodzeniu. Na tym sejmie, Alexander Wingold, czyli Ostej Wingoltowicz Xiąże podówczas Starodubowski, oświadczył ustnie i na piśmie złożoną submissyą, wzmocnioną wszystkich Xiążąt hołdujących pieczęciami, w swojem i ich imieniu, że, na przypadek śmierci Wielkiego Xiążęcia Witolda, państwo zostanie przy Królu Polskim Władysławie, i narod bez jego woli nikogo za Wielkiego Xiążęcia nie uzna, i kiedy Król zechce komu wielko - xiążęcą dostojność ustąpić, osoba ta bydź ma z familii panującej (1). Cały więc naród podległość Witoldowi zaręczył i Xiążęta hołdy oddali. Po czem sejm uchwalił unią narodów Litewskiego, Ruskiego i Polskiego, w treści następnej: "Wielkie Xięztwo Litewskie, ze wszystkiemi swojemi Xięztwami, ziemiami i prowincyami, przystępuje dobrowolnie i za spólną zgodą, do jedności z Królestwem Pol-
------------------------------
(1) Gromeri Index Arch. Cracov. Nr. 425. MS. fol 37, sub. data 1400, zapewne w samym końcu Grudnia, przy otwarciu sejmu.
S.12
skiem. Po zgonie Wielkiego Xiążęcia Witolda, któremu Najjaśniejszy Władysław, Król Polski, Wielki Xiąże Litewski i dziedziczny Pan Rusi, prawo swoje do Wielkiego Xięztwa Litewskiego i Ruskiego ustąpił, całe to państwo spadać ma na Króla i powracać do Korony Polskiej. Zygmunt Kiejstutowicz, dopóki trwać będzie w wierności i przyjaźni, posiadać ma dziedzicznem prawem część Xięztwa Nowogród - Siewierskiego i inne majętności jemu wydzielone. Żona Wielkiego Xiążęcia, będzie posiadała bez przeszkody żadnej, dobra przez męża jej za wiano zapisane. Po śmierci Królewskiej, ani Litwa bez Polski, Wielkiego Xiążęcia, ani Polska bez Litwy, Króla, obierać sobie nie będą: lecz oba narody spólnie i jednozgodnie. Naostatek, oba narody spólnych przyjaciół i nieprzyjaciół mieć będą, i we wszystkich wojnach sobie szczerze dopomagać." Niektórzy, powiada nasz dziejopis, dodają jeszcze następny artykuł: — "Wrazie śmierci Króla, pierwej przydarzonej, Wielki Xiąże Witold, ma tron Polski posiąśdź." Jednakże w swoim exemplarzu dyplomatu, autor tego nie znalazł (1). Pod czas tego sejmu, zawarty był związek, osobnem przymierzem zabezpieczony, z Janem Michajłowiczem, Xiążęciem
------------------------------
(1) Kojałowicz: P. II p 66. cf. Volum. Legum, T. I. p. 61. Datum in Vilno ipso die Sanctae Priscae Virginis et Martyris (18 Stycznia) anno Dni 1401.
S.13
Tweru (1), Xiążętami Mazowieckimi, duchowieństwem Inflantskiem i innymi sąsiednich państw, niepodległych Litwie, władcami. Co do Ruskich Xiążąt, nawet Wielki Xiąże Rossyjski Bazyli, potwierdził to przymierze, ze skłonności przyjaźni dla teścia swojego, albo dla obawy od Tatarów, jak jest inne mniemanie (2). Jednakże to przymierze i całe działanie Sejmu Wileńskiego, Krzyżacy uważali z bardzo złej strony, jak ich czernidła opiewają (3): gdyż postrach nie mały, musiał przelecieć po ich widnokręgu politycznym; tak ogromne stosunki Litwy, takiego wodza mającej na czele, czyniły ją nietykalną, i to najmocniej Zakon bolało, przeczuwający jakie niebezpieczeństwo bydź może dla niego z połączenia się dwóch narodów, mających tak mocne jeszcze związki z sąsiadami.
------------------------------
(1) On był zięciem Kiejstuta, a szwagrem Witolda. Karamzin T. V. Nota 183. Miał za sobą Xiężniczkę Maryą. Karamzin: T. V. str. 152.
(2) Karamzin: T. V. str. 155. 156.
(3) Wielki Mistrz o sejmie tym i przymierzach, pisał we Wrześniu do Papieża: Verum quatenus sue impietatis arcem vallo scrupulose societatis arcius muniret, cum Rege Polonie se suasque Litwanos ac Ruthenos Scismat cos, ymo hereticos in malum Ordinis mei, quin vero tocius cristianitatis quasi in unum coeuntes et consencientes, cristus et balial, deus et ydolum contra racionem fidei perversus colligavit, que liga tanto periculosior sancte matri Ecclesie extitit, quanto sub cristiani nominis tytulo defensorem sibi adviocat er patronum. Registrante p. 18.
S.14
1473. R. 1401. Zwycięztwo nad Multańczykami.
Litwa i Polska doznawała w tej porze pokoju: na Podolu tylko robił zamieszki, Roman, syn Petryły, Wojewoda Multański; tak właśnie w roku 1401, najechał on granice spomnionego kraju. Xiąże tam rządzący Swidrygełło, tak się dobrze uwinął z obroną, ze nie tylko najezdniczych Multańczyków za Dniestr przepędził, lecz pobił stanowczo i całe państwo Romana zagarnął. Po czem, nie pierwej mu powrócono władzę, aż z całym krajem zaprzysiągł hołdownictwo Królowi i wieczną uległość Koronie Polskiej (1).
1474. R. 1401. Rzeczy Żmójdzkie.
Wywiązały się takoż rzeczy jakieś do załatwienia z Krzyżakami: dla tego mówiono o zjezdzie Wielkiego Xiążęcia z Wielkim Mistrzem, i pierwszy pisał: że z uwagi na niezdrowie i wiek podeszły Konrada, sam przybędzie do Insterburga (2). Lecz to widzenie się, niewiadomo dla czego rozchwiało się. Tymczasem, Wielki Mistrz zatrudniał się przyjmowaniem na łono Kościoła przedniejszych panów niektórych
---------------------------------
(1) Kojałowicz: P. II. p. 66.
(2) Data listu: w Sobotę po Trzech Królach, 14014, Registr p. 118.
S.15
Żmójdzkich; między nimi byli nawet liczący się do familii dawniejszych królików, lub Xiążąt tamecznych. Chrzczono ich w Malborgu. Konrad sam był ojcem chrzestnym, udarowywał dostatnio, sprawował uczty; ci biedacy, mieli dzieci swoje w zakładzie, których nie mogli widzieć inaczej, aż się sami pochrzcili i polecili im chrzest przyjąć. Odsyłając na powrot udarowanych, ale bez dzieci, przeto niewiele pocieszonych, przydano im xięży i mnichów, którzyby w ich włościach rozpostrzeniali wiarę chrześciańską. Lepiejby podobno zrobił Konrad, oddając im dzieci, przez coby zaufanie i wdzięczną przyjaźń zaskarbił, a tem samem trwalejby przywiązał do uległości swej władzy. Jednakże, nawracacze czynili znaczne postępy w pracach swoich, do czego wiele dopomagały zasiłki w zbożu przysłanem z Pruss, dla nowonawróconych, w powiatach zrujnowanych, pod czas ostatniej wojny (1).
1475.
Cieszyła nadzieja dobrego Konrada, że Żmójdź już jest na pewnej drodze nawrócenia i podległości niezłomnej. Lecz to były kwiaty, zawcześnie rozkwitłe, żeby mogły przynieść pożądane owoce. Żmójdzini zanadto cenili swoję wolność i narodo-
--------------------------
(1) Voigt: B. VI. S. 190 — 192.
S.16
wość; zanadto napojeni byli nienawiścią ku Krzyżakom; żeby tak prędko można ich było przyzwyczaić do praw obcych. Znał to lepiej od Konrada Wielki Xiąże, przewidywał niepokoje z tej strony wyniknąć mogące, prędzej czy poźniej: dla tego wzmacniał Kowno i inne zamki nadniemnowe, które osadzał stałemi załogami; miał na nowej granicy ciągle stojące wojsko. Że wspierał podupadłych włościan przez ostatnią wojnę, albo ich tułactwu zapobiegając, dawał osady w swoich powiatach; że przyjmował różnego stanu wychodźców, tego nie można było za złe mu poczytywać. Lecz, gdyby wyprawiał do Żmójdzinów umyślnych wysłańców, namawiających do nieuległości nowym władzom; gdyby gwałtem albo podstępami wywodził mieszkańców do Litwy; jednem słowem: gdyby psuł dzieło swoje własne i zrywał traktat; trzebaby więcej dowodow, niżeli proste zażalenie strony zagniewanej, powtarzane przez stronnych kronikarzów, abyśmy tę plamę charakteru Witolda, już w tym wieku, powadze i przy takiem doświadczeniu będącego, przyjąć mogli za podanie historyczne. Lecz, jakeśmy niedawno postrzegali, gdy Wielki Mistrz nie chciał się z nim widzieć w Insterburgu, wnosićby wypadało, że wszczął się już jakiś zarod nieporozumienia, którego rozwijaniu się, dopomagały doniesienia ludzi niechętnych, chcących wzniecić podejrzenia. Tak więc i
S.17
Krzyżacy poczęli swoje warownie do stanu lepszej obrony przyprowadzać, szczególnie Ragnitę i Memel, oraz na Zmójdzi zamki nowo zbudowane starownie wzmacniać, nad Niemnem zamek Gotteswerder (Nowe Kowno) był odnowiony zupełnie. Tymczasem przysłano do Wielkiego Xiążęcia przełożenie z powtórzeniem, przywodzącem na pamięć artykuły przymierza pokoju, szczególnie co do nieprzyjmowania wychodźców, objętych obowiązkami opłat osobistych do skarbu. Wielki Xiąże, dawał odpowiedzi niezadowalniające, które wyłożono: ze chce tylko próżnemi wykrętami uwodzić Zakon. Jednakże, kazawszy uczynić wyszukanie, odesłał znaczną liczbę ludzi stanu niewolnego, zbiegłych kryjomu do Litwy, i tym sposobem przekonywał, że zadość uczynił warunkom przymierza. Lecz Krzyżacy domagali się, aby szlachtę i ludzi wolnych, takoż do powrotu zmusił; tego przymierze nie przepisywało i Wielki Xiąże nie był nawet władnym to spełnić. Lecz kiedy plotki, panujące zazwyczaj w zgromadzeniach klasztornych, poczęły nadawać stosunkom politycznym barwę coraz nieprzyjemniejszą, Wielki Xiąże widzenia się osobistego z Konradem zadał; to przytłumiłoby zapewne nieufność i położyło tamę wzrostowi dalszej niechęci. Lecz i tu przeszkodzono zjechaniu się dwóch znakomitych i prawych mężów: rzucono podejrzenie zdrady. Konrad musiał
S.18
poprzestać na wymawianiu się niezdrowiem, które mu po złych drogach i w niepogodnej porze roku, podróży podejmować nie dozwalało. Niepodobna zawierzyć zamachom zdradliwym, przypisywanym w tej porze Witoldowi, przeciw osobie Wielkiego Mistrza: raz znajomy charakter tego Xiążęcia, pod czasy jego władania Litwą; jego moralność i pobożność, drugi raz wzajemny szacunek miedzy nim a Konradem; naostatek żadna potrzeba polityczna nie utwierdzają tego podejrzenia. Bajka więc ta urosła, nie wątpliwie z plotek, rozsiewanych przez stronników wojny, próżniaków zakonnych, nienawidzących stanu spokojności krajowej. Chciano starca Konrada odstraszyć od zjazdu z Witoldem, a może spodziewano się nawet do ostatecznego poróżnienia doprowadzić, z obawy, ażeby nadużycia urzędników zakonnych, na Żmójdzi popełniane, nie wyszły na jaw. Zkądinąd, szczegół o tej zdradzie nic jest potwierdzonym historycznie (1).
1476.
Cokolwiek bądź, nieporozumienie się wszczęło, stygło wzajemne zaufanie, Wielki Xiąże zaniechał wtrącania się do rzeczy Żmójdzkich, zobo-
----------------------------
(1) Lindenblatt: p. 56. Sam jeden przywodzi to postrzelenie. W regestrantach i innych papierach, nie ma o tem żadnego śladu, jak zbadał Kotzebue: B, III. S. 291.
S.19
jętniał i poprzestał popierać usiłowania Krzyżackie, Powiedział raz przed posłem z Malborga przybyłym, który się upominał o powrót wychodźców Żmójdzkich; "Czy chcecie koniecznie, żebym kazał wszystkim Żmójdzinom razem powrócić do ich kraju? — Dobrze — Ale wiedźcie, ze ci ludzie są wielkiemi stronnikami wolności, ich ziomkom przez was wydartej, której nikt lepiej nad nich bronić nie potrafiłby." W rzeczy samej, owi emigranci, byli pierwszymi zagorzelcami do rozruchow, albo najstalszymi wolności i narodowych zwyczajow miłośnikami, którym należałoby wzbronić jeszcze wszelkich stosunkow z ich ziomkami, jeżeliby chciano lud przyzwyczajać do nowych porządkow wewnętrznych, nie zaś do kraju na powrót ich ściągać, aby niespokojności wskrzeszali. Po tem oświadczeniu Wielkiego Xiążęcia, już emigranci nie mieli żadnego przymusu w niczem: czy żądali powrotu do kraju swego, czego i Krzyżacy lak nierozważnie pragnęli; wolno im było znosić się z kim chcieli, kupić się, knować spiski, słowem: postępować z całkowitą wolnością. Oni znaleźli między sobą wodzów, środki uzbrojenia się, ściągania ludzi, pokazali się raptownie z lasow głębokich, napadli na zamki Krzyżackie, z takim nakładem pobudowane, zdobyli je, jak igraszkę dziecinną, krew Niemców oblała te wały, groźnej potęgi godła; cały kraj, na ten odgłos, powstał w po-
S.20
ruszeniu, krocie ludu wzięły się do oręża, i w jednem prawie okamgnieniu, władza Zakonu na Żmójdzi upadła; urzędnicy, rycerze, xięża, uwięzieni zostali; który nie dobył broni na opieranie się ludowi był ocalonym, nie dla tego, jak mówią, kronikarze pruscy, że się oglądano na zakładników, będących w Prussach, w liczbie stu piędziesięciu osób; ponieważ te dzieci już były pochrzczone i należały do rodzin, takoż chrześciaństwo dobrowolnie przyjmujących w Malborgu, a tem samem, niewiele w takim razie szanowanych, owszem uważanych za zdrajców, zaprzedających swobody krajowe Krzyżakom, ponieważ wiedziano o darach, które na nich spłynęły; lecz dla tego, że Żmójdzini umieli szanować prawo nieszczęścia wojny, i poddanie się dobrowolne w niewolę wojenną. Po tem nieprzewidzianem wybiciu się, wszystkie powiaty Żmójdzi zrobiły związek federacyjny i wysłały posłów do Wielkiego Xiążęcia, jako Monarchy, władzę najwyższą w ręku mającego, prosząc go o przyjęcie ich związku w opiekę i zjednoczenie z państwem swojem (1). Były te rzeczy bezwątpienia rozbierane na sejmie całego narodu, przed którym stawili się posłowie Żmójdzcy, nie zawodnie i Król Władysław był uwiadomiony o
----------------------------------
(1) Zapewne do tego wypadku odnosi się początek Święta Iłgi, o czem Stryjkowski z podań miejscowych miał wiadomość.
S.21
wszystkiem. Głos braci uciśnionych, musiał głęboko wzruszać serca wszystkich, nie wszyscy zaś wiedzieli, co się w istocie działo i ci nawet, co oznajomieni byli z prawdą, milczeli, gdyż boleśno było widzieć odłączenie, tak znacznej części kraju, od spólnej ojczyzny. Wszystko przeto przemawiało za tem, aby skrupuł politycznego zobowiązania się usunąć, i Żmójdź połączyć z Wielkiem Xięztwem.
1477. R. 1401. Zażalenia W. Xiążęcia na Krzyżaków.
Obaczymy jednakże przyczyny wyraźniejsze tego, wyłożone w zażaleniu Wielkiego Xiążęcia, przesłanem Ojcu Świętemu, Cesarzowi i wielu Mocarzom chrześciańskim, przez posła swojego Mikołaja ze Rżeniewa, treści następnej: — "Gdy Wielki Xiąże Alexander czyli Witold, za łaską Bożą przyłączył się do wierzenia świętego Kościoła Katolickiego i chrzest przyjął, nie był nigdy dalekim od pokoju z Zakonem Niemieckim, i na ten koniec, bez żadnego przymuszenia ustronnego, ustąpił mu ziemię Żmójdzką, jak to pojaśnia umowa, w Grodnie zawarta, a następnie na wyśpie Salen uroczystym dyplomatem, pieczęciami, jego własną i jego przyjaciół, stwierdzona i obwarowana. W tej zaś umowie wyrażono: że ziemia Żmójdzka, razem z ludźmi, podatkowej opłacie uległymi i na niej osiedlo-
S.22
nymi, uważać się powinna za należność i własność Zakonu, lecz do tego nie należą ci, którzy mają swobodę osobistą, prawami tamecznemi sobie zawarowane: gdyż, im zostawiona jest wolność, albo na miejscu pozostać, albo na inne się przenieść, podług ich własnego upodobania, lub zdarzonej okoliczności, ponieważ ich osoby nie liczą się do poddaństwa. Gdy z tej klassy ludzie niektórzy, sprzykrzywszy sobie zostawanie pod rządem Zakonu, poczęli przenosić się do Litwy, pod panowaniem Wielkiego Xiążęcia będącej, Zakon do tyla się zapomniał, co do środkow wzbraniania tego, że osadziwszy przechody nadgraniczne, prowadził boje śród zaprzysiężonego pokoju z ludem przyjacielskim. Wielki Xiąże, chociaż widział się bydź zmuszonym, do zasłonienia od ukrzywdzeń podwładnych ziomków swoich, lecz, zważywszy, ze Chrystus od zwolenników swych, nic bardziej nie wymaga nad miłość bliźniego i pokoj między spółbracią w jego wierze; wolał raczej znosić cierpliwie, z odstąpieniem nawet praw swoich, niżeli wdawać się w zajście, lubo w rzeczy słusznej, wzniecać niejedność i krew chrześcian przelewać; mając gorącą żądzę utrzymania pokoju, w nadziei, że mu Bóg za to będzie nadgrodą. Jednakże, kiedy ci ludzie wolni poznali, że Zakon ich uciemięża i do poddaństwa przywieśdź usiłuje, zaczęli wynosić się do Litwy, różnemi dro-
S.23
gami skrytemi i tam osiadać. Zakon się o tem dowiedziawszy, przysłał posłów do Wielkiego Xiążęcia, z upominaniem się o zbiegłych Żmójdzinów, którym odpowiedziano: jeżeli się pokażą w Wielkiem Xięztwie ludzie czynszowi, lub poddani, ze Żmójdzi zbiegli, uręcza Wielki Xiąże wiernie i honorowie, że tych każe wydać, rozesłane będą rozkazy i srogie zalecenia do Xiążąt hołdowniczych i rządzców prowincyj, aby pod ciężką karą, takich ludzi u siebie nie utrzymywali. Lecz co się tycze ludzi wolnego stanu, o tem trzebaby osobiście z Wielkim Mistrzem umówić się i ułożyć; na ten cel, Wielki Xiąże prosi o zjazd i co na nim za słuszne i należyte uznanem będzie, na tem poprzestanie. Jeżeliby zaś nie przyszło do umówienia się, chce Wielki Xiąże zgodzić się na zdanie sędziów, godnych ufności i nieposzlakowanego sumienia. Jednakże, ani na zjazd nie przyzwolono, ani na sąd polubowny zgoda nie zaszła; lecz posłowie zakonni, z wielką śmiałością i odzywaniem się do swojej potęgi wojennej, domagali się, aby wszystkich Żmójdzinów, pomimo zawarowanej dla nich wolności, w ich moc oddać nakazano. Gdy zaś Wielki Xiąże, na takie zapotrzebowanie przestać nie chciał, posłowie z wielką niechęcią odjechali, tak, ze nie można było u nich przyrzeczenia wyjednać, aby przełożenie względem zjazdu osobistego, albo sądu polubownego obrania, do-
S.24
nieśli do wiadomości Wielkiego Mistrza. Z lej przyczyny, Wielki Xiąże, zaufanego sekretarza swojego, posyłał do Malborga, lecz ten przymuszony był słyszeć od Wielkiego Mistrza i przełożonych zakonnych wiele słów ostrych i nieprzyjemnych, gdyż i posłowie odezwali się byli na grzeczne dopraszanie się ze strony Wielkiego Xiążęcia, o wyjednanie skutku przełożenia, że oni nie potrzebują zagranicznego tłómaczenia i wykładali a listów swoich, nie ma więc potrzeby sprowadzać zkądinąd sędziów. Z czego widoczną się rzeczą okazuje, że Zakon Niemiecki, podług swego upodobania, chce w tej rzeczy postępować i działać, nie zważając na żadne prawo i słuszność. Z tych powodów, uprasza Wielki Xiąże Witold wszystkich Xiążąt, Hrabiów i innego nazwania władców, do którychby się to przynależeć mogło z prawa, albo przyjąć się podobało z własnej chęci, aby braciom Zakonu Niemieckiego wyraźnie znać dali, żeby się me ważyli w swojej własnej sprawie, sami siebie stanowić sędziami, lecz puścili to na rozpoznanie niepodejrzanych sędziów polubownych. Innych zaś, którymby się niewygodnie, albo nieprzyzwoicie zdało czynem się mieszać, napomnieć rycerzy Zakonu Niemieckiego pismem i zmusić do słusznego umiarkowania. Prosi takoż Wielki Xiąże, aby mu za złe nie mieli, że wojnę wojną odpierać będzie. Naostatek, uprasza najusilniej Xiążąt, Hrabiów, Pa-
S.25
nów i innych, którymby to pismo jego złożone zostało, należyte ustne objaśnienie od Mikołaja z Rżeniewa, sługi jego, łaskawie przyjąć i zupełną wiarę, słowom jego udzielić (1)." Wielki Mistrz, ze swojej strony rozesłał pisma do różnych Xiążąt duchownych i świeckich, oraz poruczył Kommandorom i rycerstwu swojemu, wszędzie usprawiedliwiać Zakon i zbijać zarzuty, przez pismo Wielkiego Xiążęcia Litewskiego poczynione. Następnie po różnych dworach, usiłowali Krzyżacy czernić Witolda, naostatek przed Papieżem (2). Łatwo zgadnąć treść tych skarg, pełnych wykrętów, usterkow, próśb o radę i pomoc, to jest: pieniędzy i ludzi; wyobrażano, ile wiara chrześciańska w niebezpieczeństwie się znajduje od tego Xiążęcia, słynącego przewrotnością (3); nie będziemy się przeto rozwlekać nad temi wyszczególnieniami. Lecz bezstronnem okiem przeglądając te rzeczy i pisma,
--------------------------------
(1) Data pisma: Willne Dominica Judica 1401. Kopia spółcześna w Tajn. Arch. Król. Takoż u Łukasza Dawida B. VIII. S. 64 — 67. u Voigta, B. VI. S. 196.
(2) Data listów: Marienburg Montag vor Pfingsten 1401. Do Xiążęcia Karola Burgundyi i innych: dat. in castro nostro Marienb. XXIV. die mensis Maji 1401. Do Papieża datum Marienb. tertia die Septemb. 1401 Registr. p. 14 — 18.
(3) Witolda nazywa wszędzie Vir utique dolosus. Lindenblatt p. 37, przyrównywa Żmujdzinów do wilków chowanych, które, im są lepiej karmione, tem niebezpieczniejsze. Kotzebue B. III. S 292, przytoczywszy to porównanie mówi: "Ten obraz lepiej zdaje się bydź podobnym do Krzyżaków."
S.26
postrzegamy przywarę wieku i słabowitość w Konradzie Jungingen, już więcej działającym z cudzego natchnienia i dającym się uwlekać popędowi burzliwych rycerzy swoich, tchnących duchem wojowniczym i kłótliwym. To okrywa jeszcze przyczynę ucisku na Żmójdzi, mimo jego wolę domierzanego i daje poznać powody odpadnienia tego kraju od Zakonu.
1478. R. 1401. Powrót Zmójdzi do jedności z Litwą.
Żmójdź jednakże przyłączyła się do Litwy. Wielki Xiąże przyjął ją pod opiekę swoję, oznajmiwszy o tem gabinetowi Zakonu Niemieckiego. Następnie zaniosł żądanie, o wymianę dzieci szlacheckich, w zakładzie będących, na rycerzy, xięży i urzędników Zakonu, zabranych w niewolę przy powstaniu ostatniem. Krzyżacy, nie tylko nie wydali tej młodzieży, ale jeszcze poczęli z niemi obchodzić się srogo i barbarzyńsko. Zamiast byłego rządzcy nad niemi, zacnego rycerza Anderlau, którego imie historya w rzędzie przyjaciół ludzkości pomieszcza, oddano te dzieci pod dozór innym dzikim i nieludzkim ludziom, pijakom i ciemiężycielom, mimo wiedzy Wielkiego Mistrza zapewne, gdyż on nie raz przepisywał obchodzenie się, ile tylko bydź może, najłagodniejsze. Obrócono ich do ciężkich i podłych posług i robot, źle karmiono, młodsi do paszenia świń użyci byli. Jakowy ucisk, jeszcze przed
S.27
zupełnem odpadnieniem Żmójdzi, rozpoczął sio i dopiero podwojonym został (1). Wielu z tych młodzianów, do rozpaczy przywiedzionych, rzuciło się na swoich oprawców; podówczas, na rozkaz Wielkiego Mistrzu, wszystkich zakuto w kajdany. Hańby tej znieść nie mogąc niektórzy, podarłszy łachmany, któremi okryci byli, uwili z nich powrozy, i na nich się powieszali sami. Te rzeczy gdy doszły do mieszkańców Żmójdzi, zawrzały gniewem najobojętniejsze serca, wszyscy z zapałem poprzysięgli wieczna, zemsto Krzyżakom i rzucili się do nóg Wielkiego Xiążęcia, aby ich raczej wyrznąć do jednego kazał, niżeli oddać miał Krzyżakom. Dotąd Wielki Xiąże, lubo przyjmujący pod swoję opiekę Żmójdzinów, wahał się jeszcze z postanowieniem ostatecznem; chciał zapewne tylko więcej grzeczności i przeprosin za oczernienie siebie przed całą Europą, aby znowu tych powstańców przywrócił do posłuszeństwa Zakonowi, gdyż zrazu nic wszyscy byli dalecy od tego. Dopiero zaś, nie mógł się sprzeciwiać woli całego ludu, widząc ich zrozpaczenie i może obawiając się, aby Duńczykom lub Szwedom nie poddali się. Ustanowił więc z ramienia swojego rządców, przywołał z Rusi, zbiegłego królika Żmójdzkiego Skirwojłłę; naostatek przedsięwziął środki do uzbrojenia ludu.
----------------------------
(1) Kotzebue: B. III. S. 292. Kopia z listu autentycznego Rządcy Żmójdzi do Wielkiego Mistrza.
S.28
Wtenczas Konrad zwątpił: zawzięci ochotnicy do wojny, poznali niebezpieczeństwo: uznano na jednej burzliwej radzie w Malborgu, potrzebę uniżoności: zapamiętalcy ustąpili zdaniu rozsądnych. Udano się z pokornemi skargami do Króla Władysława, przedstawiono mu, ile Wielki Xiąże krzywdzi swój własny honor, działając przeciw swojemu traktatowi wiecznego przymierza, wystawiono przed Królem Żmójdzinów za lud najniesworniejszy na świecie, dziki, nieunoszonych skłonności. Król się skłonił do pośrednictwa w ustaleniu pokoju, zachęcał strony do umiarkowania i spokojności, przynajmniej, nim rzeczy bliżej rozstrzygnionemi nie zostaną. Zgodzono się. Wyznaczył Władysław termin zjazdu na Zielone-Swiątki nad Wisłą, niedaleko Złotoryi. Wielki Mistrz, zadowolony będąc tem postanowieniem, przysłał Królowi w podarunku, szczególnie zachwalonego krzeczota (1).
1479. R. 1401. Utrata Smoleńska.
Zgodził się Wielki Xiąże na te przedugodne układy: miał bowiem zatrudnienie na wschodzie państwa. Przewidu-
----------------------------------
(1) Sławne krzeczoty, z Pruss przesyłane, zdaje się nie były krajowemi, one przez Nowogród i Rygę, dostawały się podobno do Malborga, pochodzą z Permii i gór sybirskich, teraz w Ameryce ich postrzegają, gdzie i żywych mamutów miano odkryć. Materyały do niniejszego paragrafu, wzięte z Kotzebue: B. III. S. 13. 14, Voigta: B. VI. S. 199. 200 i u nich wskazanych źródeł.
S.29
jąc niepokoje w tej stronie, ile mógł, utrzymywał przyjazne stosunki z Bazylim Dymitrowiczem, tem bardziej, że zaślubienie się brata Bazylego, Jerzego, z córką Jerzego Swiatosławicza Smoleńskiego, takoż Jana, syna Włodzimierza Chrobrego, brata Bazylego, z wnuka Olega Razańskiego, mogły przez wpływ niespokojnych i Litwie nieprzyjaznych Xiążąt Jerzego i Olega, zrodzić nowe zaburzenie. Zdarzyło się, co Witold przewidywał. Ci dwaj nieprzyjaciele Litwy, uśpiwszy baczność Wielkiego Xiążęcia Bazylego, albo tajemnie pozyskawszy jego pobłażenie, zebrali wojsko Razańskie, podstąpili pod Smoleńsk i, za pomocą niektórych mieszkańców, sobie przychylnych, ubiegli miasto ze wszystkiemi warowniami, Wówczas Jerzy, wywierał okrucieństwa nad obywatelami, za przychylność do Litwy, kazał wszystkich wymordować z Romanem Michajłowiczem, Xiążęciem Brańskim, namiestnikiem Smoleńskim, których majątkami spanoszył się bezwstydnie. Wielki Xiąże, dowiedziawszy się o tem, pośpieszył z wojskiem, obiegł miasto Smoleńsk i podobno Nowogród Siewierski. Smoleńszczanie, znienawidziwszy Jerzego, za okrócieństwa, chcieli poddać miasto Litwinom; spisek został odkrytym, i Jerzy oblał nanowo bruki Smoleńska, krwią jego obywatelów. Oblężenie jednak się zakończyło zawieszeniem broni(1).
-----------------------------------
(1) Karamzin; Tom V. str. 156. 157. Lindenblatt, p. 66.
S.30
1480. R. 1401. Niespokojność Świdrygełły.
Winien był Jerzy ten rozejm okolicznościom, które spowodowały konieczność bytności Wielkiego Xiążęcia w Litwie: gdyż doszła go wiadomość, o skrytem znoszeniu się Swidrygełły z Krzyżakami, przez wysłańców tajemnych. Cokolwiek mówią dzieiopisowie pruscy, o wstępie w tej mierze przez tego Xiążęcia uczynionym, my mamy słuszny powód przyganiać to samo Krzyżakom, ponieważ oni, ilekroć zabierali się do wojny z Litwą, zawsze chwytali się środków zrobienia sobie stronników w tym kraju; szczególnie pod obecne czasy, Swidrygełło był tem narzędziem politycznem: zawsze niespokojny, w żądzach nieumiarkowany i słabego rozsądku. On sam na ostatnim sejmie wileńskim, potwierdził uchwały narodowe pieczęcią swoją; lecz wkrótce wyjechał na Podole; oświadczył, ze to zrobił z przymusu i pieczęć jego była fałszywą; przeto przyznanie Witolda, Wielkim Xiążęciem Litewskim, chciał mieć za nieważne u siebie, przez
------------------------------
przytacza pod rokiem 1401, powieść ledwo niebajeczną. Gdy Litwini oblegali miasto Nowogród — (Siewierski), Rusini razu jednego wyrzucili z muru sieci, podobne do myśliwskich, w które, zagarnąwszy oblężeńców, do zaniku wciągnęły za podjęciem tej samołówki. Musiały się rzeczy te dziać w nocy. Zdaje się, że ludzie Olega Razańskiego, byli tymi rybakami.
S.31
co i baczność jego na postępki swoje ściągnął, jako mniemany pretendent (1). Skutkiem tych zamiarow Swidrygełły, było zawarcie sekretnego związku z Zakonem i Wielki Mistrz znowu skłonionym został do próbowania wojny z Litwą, zapewne przez przyboczną radę swoję; jednakże, nimby co zacząć można było, wypadało wyrozumieć sposób myślenia Króla. Wysłano więc Kommandora Gdańskiego, Hrabiego Albrechta Schwartzburg i Grudziązkiego, Hrabiego Jana Sayn do Krakowa, z wyraźnem zapytaniem: coby znaczyć miały te związki, na sejmie wileńskim poczynione i to sprzymierzenie się, prawie sekretne z rozmaitymi Xiążętami? Takoż na przypadek wojny z Wielkim Xiążęciem Litewskim: czy Król zamyśla jemu pomagać? Odpowiedź była daną, tak obojętnie i z wykrętami politycznemi połączona, że nie można było, do żadnego się słowa przyczepić. Wszelako posłowie poznali ze wszystkiego, że Król pomagałby Witoldowi całą siłą, gdyż wśpiera go ciągle bronią i potrzebami wojennemi. To wszystko zmusiło radę zakonną, zamilknąć w propozycyach wojennych przed Konradem, a. ten, umiarkowany naczelnik Zakonu, wszelkich powodow do zaczepki starannie unikał, nie było żadnych łotrowań nadgranicznych, nie mówiono na-
------------------------------
(1) Kotzebue: Swidrigail S. 31.
S.32
wet o wyprawach do Żmójdzi, wszystko znamienowało największą skłonność do pokoju. Lecz obawa nie ustawała, sposobiono się na każdy przypadek; lano działa, kule krzesano z kamieni, robiono proch, werbowano żołdaków za granicą za pieniądze. Wielki Xiąże, również nie był bezczynnym: osadził Kowno działami, wielkiego kalibru. Poźniej rozważywszy, że ta warownia bardziej niebezpieczną dla kraju po zdobyciu bydź może, niżeli pożyteczną, czy przez jakąś inną rachubę niedocieczoną, kazał wyprowadzić działa i za pierwszem zbliżeniem się nieprzyjaciela, zamek zapalić. Jeden zbieg z Litwy, uwiadomił w Królewcu Marszałka, o tem postanowieniu dziwnem. Ten, chcąc doświadczyć, popłynął z kilką batami pod żaglami w górę Niemnem, wywiesiwszy na nich wojenne chorągwie, zaopatrzył w potrzeby Gotteswerder (Nowe Kowno), po czem podpłynął ku Staremu Kownowi: zaledwie straże z baszt postrzegły statki wojenne Krzyżackie, wnet podłożyły ogień, baszty wyleciały od prochu na powietrze, cała warownia ogniem się zajęła; a załoga poszła w rozsypkę w góry. Druga obserwacyjna wyprawa, pokazała się w okolicach Grodna, nic nie poczynała przestając na postrzeganiach, w odwrocie tylko zabrała, jakieś stado bydła (1).
---------------------------------------
(1) Voigt: B. VI. S. 202 — 205.
S.33
1481. R. 1401. Poselstwo od Króla.
Tymczasem ukazali się w miesiącu Wrześniu, wcale niespodziewanie, w Malborgu; Xiąże Mazowiecki, Ziemowit i Mikołaj Kurowski, Biskup Kujawski, którzy przyszedłszy na zgromadzenie przedniejszymi przełożonych Zakonu, oświadczyli gotowość ze strony Króla Polskiego, do zawarcia przymierza pokoju. Lecz Krzyżacy, wzięli to oświadczenie za skutek obawy, jakoby powziętej w Polsce, z przyczyny uzbrojenia się Zakonu. Uradowani, że nastraszyli, jeszcze chcieli na tej groźnej stopie pozostać dłużej; przeto dali odpowiedź, że przełożeniom królewskim wtedy uwierzą, kiedy za ich szczerość ręczyć się kto będzie z postronnych Monarchów. Odpowiedź obrażająca, jak tylo jaka bydź może; wyraźne wyzwanie do walki. Król czekał tylko wtargnienia Krzyżaków do Polski. Lecz Wielki Mistrz inne miał zdanie, on nie chciał zagabać Króla, hamował swoje rycerstwo, chciwe boju i między tem, z pochlebstwami wyjeżdżał względem dworu Polskiego (1).
1482. R. 1401. Zażalenia Zmójdzinów.
Żmójdzini, ze swojej strony, rozesłali po dworach europejskich zażalenia w niewyszukanej wymowie, ale w wy-
----------------------------------
(1) Tamże S. 207.
S.34
razach dobitnych, brzmienie ich takie było! "Słuchajcie, słuchajcie! Wy Xiążęta, tak duchowni, jako świeccy, przyjmijcie łaskawie przełożenie zasmuconych, wołanie uciśnionych. My jesteśmy ludem pochodzenia wolnego, szlachetnego, które nam Zakon chce wydrzeć. On nie szukał pozyskania dusz naszych Bogu prawdziwemu; lecz jedynie, aby naszę ziemię odziedziczył. My przez nich jesteśmy doprowadzeni do tych ostateczności i zrozpaczenia, że musimy żebrzeć, albo rabować i rozbijać, abyśmy życie nasze utrzymali. Jakże się oni ważą braćmi siebie nazywać? Jak oni mogą chrzcić? Kto bowiem innych umywać chce, sam bydź powinien czysty. Prawda, że Prussowie są pochrzczeni, ale ich niewiadomość w wierze ta sama, co przedtem (1). Kiedy bracia cudzy kraj najeżdżają, szlą Prussów przed sobą, aby krew ludzką przelewali. Ci też nie opóźniają
--------------------------------------
(1) To miejsce w oryginale jest tak oddane: Sie haben nicht gesacht was Guttes war, nicht Mildikeit und Gerechtikeit, surder viel Bosheit und Gygerkcit. Ein itzlicher der arm gemacht wird, der muss werden ein. Knecht der Sügden, und Sunderlich die neulich sum Globen Kommen und wen es ist nicht moglich, das der welcher unryn gebohren ist, möge andere syn machen, dass die hand rein sey, die Andere rein waschen soll, — Und das seyn die Dinge die uns haben abgezogen von der Taufe bis daher, doby wir erkant haben, dass es lusser ist der Wog des Heils nich erkennen, wenn erkant sonderlich gelossen Wenn hetten wir den Globen genommen, so weren wir mit den Preussen in di selbe arbeit kommen.
S.35
się, palą kościoły, domy, gorzej od Turkow, a im okrótniej postępują, tem większą zasługę mają u Zakonu. Dla tegoż, nie chcąc bydź podobnymi Prussom, wstrzymaliśmy się od chrztu ....Powoli zguba nasza nas dotknęła, ale codzień wzrastała. Wszystkie płody kraju naszego i ule pszczół, bracia nam zabrali; nachylali karki nasze, którzy z przyrodzenia wolni jesteśmy, do robot nocnych; obarczali naszych wyrobników, poddanych, rolników i lud czynszowy rozmaitemi pracami nieznośnemi; odjęli nam polowanie i rybołówstwo, zabronili nam prowadzenia handlu z krajami sąsiedniemi......Najprzykrzej zaś nam było, że corocznie dzieci nasze na zakładników uwozili, Leż wszelkiej litości ludzkiej, hańbili żony nasze w oczach naszych, albo nam z rąk wydzierali, a nie dość im było na dwiestu dzieciach zakładniczych i uwięzionych dziewicach..... Błagamy! Słuchajcie nas! słuchajcie wy, którzy sprawiedliwość miłujecie! Nam słuszniejby należało jęczeć, niżeli mówie. Naszych możniejszych panów powiązanych, oni do Pruss uprowadzili, innych z rodzinami całemi ogniem spalili; ponieważ oni dzieci swoich na lup wydać nie chcieli; nasze siostry i młode córy gwałtem uwlekli; ci, którzy krzyż święty na odzieniu noszą, i myśmy widnieli, z gorzkim bolem, jak oni je bezcześcili: rzecz to jest pewna, i możemy ją zawsze
S.36
udowodnić. Gdyś człowiek, z liczby możnej szlachty naszego kraju, Korkuć nazywający się, miał bardzo piękną córkę, którą mu ci sami bracia zakonni porwali. Brat panny, nie mogąc znieść lej zniewagi i gdy raz bydź musiał świadkiem, jak ieden z zakonników, siostro jego bezcześcił, przebił go mieczem swoim. Pewnemu, znakomitego urodzenia szlachcicowi, zowiącemu się Wyssygyn, uwiekli żonę z dziećmi do Pruss i tam wszystkich wymordowali. Szlachcicowi Swolke, spalili dwór i wieś, a mieszkańców w pień wycięli; zaledwie sarn umknąć potrafi!. Lecz innego szlachcica Sągajłłę ścieli, a ludzi jego w niewolę uprowadzili, — Słuchajcie, wy Panowie chrześciańscy, nam nie pozostała żadna nadzieja, nad śmierć okrutną, do nasycenia ich morderczej żądzy, broczenia swych mieczów we krwi naszej. Sami z chrzczeniem nas ociągali się, żadnych kościołów w kraju naszym nie postawili, żadnych xięży długośmy nie widzieli. Tylko zacni Monarchowie, Witoldi Jagełło, przyjacielsko niektórych z naszych w wierze nauczali. Zlitujcie się nad nami! my prosimy chrztu. Lecz spomnijcie sobie, że ludzie jesteśmy, nie zaś bezrozumne zwierzęta, które bywają darowane, kupione, przedane, ponieważeśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, w wolności dzieci Bożych, którą chcemy zatrzymać i zachować. Przeto wołamy do Ojca Święte-
S.37
go, aby on, przez Biskupów polskich, kazał nas przyjąć na łono Kościoła. Gdyż z całej duszy pragniemy bydź chrześcianami, ochrzczeni wodą łaski, ale nie krwią zniszczenia." Ludzkość się wzdryga na takie obrazy, mówi zacny dziejopis pruski. Cóż mnichorycerze na to odpowiedzieli, odebrawszy z Niemiec kopią tej odezwy? Oto to: "Lud Żmójdzki jest zatwardziały, zbytecznie i nazbyt zdradnych obyczajów był zawsze." Napisali Krzyżacy w okolniku swoim do Xiążąt chrześciańskich: "Dla tegośmy zakładników od Żmójdzinów pobrali, żeby ich do chrześciaństwa doprowadzić, oni się lepiej u nas utrzymują, jak w domu rodziców. Około ośmdziesiąt starych Żmójdzinów, którzy dzieci swoje do Malborga przywieźli, pochrzczonymi zostało, posyłaliśmy w czasie głodu zboże i bydło dla Żmójdzi, na wartość czterdziestu tysięcy czerwonych złotych węgierskich. Zawsześmy się słodko, przyjacielsko i łagodnie z niemi obchodzili; niech sobie mówią, co chcą. Stary wąż, djabeł podburzył ich (wymieniono djabła, ale rozumiano Witolda). Zaniki i kościoły oni spustoszyli, obraz Ś. Mikołaja, wyniosłszy w pole, postawili na cel strzałom swoim. Ich nieposłuszeństwo, ściągnęło na nich srogość Zakonu, im się we wszystkiem sprawiedliwość domierzyła (1)"
--------------------------------
(1) Kotzebne umieścił tę odezwę B. III. S. 14 — 16. 292 — 295 w przekładzie z kopii staroniemieckiej, w Tajn. Areb.
S.38
Widzimy, jak pokrótce Krzyżacy odpowiedź swoję ułożył jak obeszli kategorye, trudne do odpowiedzi, tem jednem wykrzyknieniem: "niech sobie mówią, co chcą!" Któż się ujął za głosem ucisku i niedoli? Kto przemówił przynajmniej za nieszczęśliwym ludem? Nikt. Jęk ten powtórzyły tylko echa pałaców xiążęcych i umilkły na zawsze. Przyjaciele zakonni powiadali, że to wymysł Witolda, ze to przesadzone wykrzyki jego kancellaryi barbarzyńskiej; w końcu nikt w Niemczech i dalej, o Żmójdzi wiedzieć niechciał(1).
1483. R 1402. Wymiana jeńców.
Te rzeczy, gdy się działy w dyplomacyi, naszego przedmiotu tyczącej się zaszło porozumienie się między Wielkim Xiążęciem i Zakonem względem wymiany jeńców krzyżackich, na Żmójdzi zabranych, rycerzy
---------------------------------------
Król. w Foliancie E pod napisem: Teutsche Owd ns Handlung wider Polen, Samayten Litthauen und Wilolden, p. 121 — 128.
(1) Trudno się wydziwić, jak zagraniczni, nawet uczeni, mało wyobrażenia mieli o naszych krajach, rzeczach i ludziach; mimo to, że ziomkowie ich często bywali u nas, pod chorągwiami Krzyżaków zwodząc boje. Tak naprzykład Dom Calmet: (Histoire Ecclesiatique el civile de la Lorraine) zmarły r. 1757, mówiąc podług źródeł krajowych o wyprawie, w której Karol, Xże Lotaryngii, Krzyżakom do Żmójdzi towarzyszył (1465), nazywa Witolda Vitaissy i Saracenem prowadzi niezmierne wojska i zwycięża pod Wilnem Króla Pruskiego. cf. Kotzebue; B. III, S. 290.
S.39
zakonnych, xięży, mnichów i dalszych osób, na młodzież w zakładzie trzymaną, co ze wszelką akuratnością dopełnionem zostało z obu stron (1).
1484. R 1402. Ucieczka Swidrygełły.
Lecz ważniejszym wypadkiem, w początku roku 1402, było ukazanie się na dworze Malborskim Swidrygelły. Xiaże ten, zawsze niekontent z losu swojego, zawsze słabego zdania i powodujący się radami ludzi bez wyboru, miał Podole pod rajdami swemi, uposażenie znaczne i sławę zwyciężcy Multan; lecz, nie przestając na tem, znowu dał się uwikłać w sidła polityki nieprzyjaznej, własnej jego ojczyźnie. Umyślił porzucić Xięztwo, podnieść rokosz przeciw braciom, dla szukania cieni urojeń swoich, snujących się na teatrze krzyżackich intryg niegodnych. Wybrał porę, kiedy Król w Krakowie, mając obchodzić swoje wesele, spraszał braci i przyjaciół, ruch był w państwie znaczny: gdyż i koronacya Królowej Anny zapowiedzianą była. Świdrygełło, przybywszy do Polski, niby zmierzający do Krakowa, raptem przebrał się za kupca, z dwóma tylko pachołkami, porzucił swój dwór i stanął w Toruniu; inni słudzy zaufani, pojedyń-
-----------------------------------------
(1) Data opisu, zawartego w tej mierze: Marienb. Donnerstag nach Prisca (pod koniec Stycznia) r. 1402 P. 18. 19.
S.40
czo różnemi drogami do Pruss dostali się. Wielki Mistrz, przyjął już oczekiwanego Xiążęcia, z otwartemi rękoma. Natychmiast zawartą została solenna umowa na piśmie we trzech tranzakcyach, obejmujących następne warunki (1): Chęcią jest dziedzica państwa Litewskiego i Ruskiego, oraz władnącego Pana Podolem, rozpostrzeniać wszelkiemi możnemi sposobami wiarę chrześciańską, po wszystkich krajach swoich, kościołowi i państwu Rzymskiemu bydź we wszystkiem i ze wszystkiemi Indami swemi podległym, jak są podlegli inni Xiążęta Chrześciańscy; nigdy krajów chrześciańskich wojną nie najeżdżać, pustoszyć, lub doz walać ludom swoim pustoszenia nie będzie, chybaby go napaść gwałtowna, albo niesprawiedliwość ku temu zmusiły. Z Zakonem Niemieckim i wszystkiemi jego krajami, Biskupami, Prałatami, Kapitułami obowiązuje się wiecznie zostawać w pokoju, ani przeciw nim z nikim w związki nie wchodzić. Linia graniczna od Dźwiny, aż do wyspy Salin, a ztamtąd dogranie Mazowsza, została najdokładniej oznaczoną; ta sama, jak w tranzakcyi, z Witoldem zawartej w roku 1398. Wszyst-
-------------------------------------
(1) Kotzebue: B. III. S. 294. Jegoż: Swidrigail: S. 32. Tamże Ankang: S. 169. 170 perextens. Voigt: B. VI. S. 215. 316. Data Tranzak. Marienb. a Mar. 1402. Napierski Index corp. diplom N. 545. 546. 547 w Tajn. Arch. Król. Spec. I. N. 312. Spec. II. N. 81. 223. Dodatek I.
S.41
kie kraje tą linią odcięte od Litwy, mają na wieczne czasy należeć do Zakonu. Xiąże zrzeka się praw wszelkich, któreby do nich mieć mógł. Wszyscy ludzie, do posiadłości Zakonu należący, rolnicy, rycerskiego, lub jakiego bądź stanu, którzy po zawarciu pokoju z Witoldem, przenieśli się do Litwy, za objęciem władzy nad państwem Xiążęcia dziedzicznego, będą natychmiast Zakonowi wydani. Poddani Zakonu w państwach jego, mają używać wolności handlu, bez żadnych celnych opłat, wyjąwszy zdawna zwykle myta, do których i litewscy poddani będą w Prussach obowiązani. Nikt z krajow Zakonu przybywający, bez wyraźnego pozwolenia zwierzchności, w Litwie cierpianym nie będzie. Żadnemu wojsku ciągnąć przez Litwę przeciw Zakonowi nie dozwalać, owszem się sprzeciwiać temu całemi siłami; zbiegłych ludzi z więzień, wydawać. Jednem słowem, potwierdzone i wznowione umowy, zawarte uprzednio z Witoldem, zostały, z wyjątkiem tych punktow, które się przez niniejszą umowę odmieniły, a w szczególności, co się tycze krajow Rusi zadźwińskiej. Gdyż Pskowskie Xięztwo, odstąpione takoż zostało Zakonowi, jeżeli je zawojować sobie będzie życzył. Rzecz dziwna, że Swidrygełło taki opis wydawszy na siebie, żadnego nawzajem na piśmie przyrzeczenia od Zakonu nie otrzymał, jak widać ze wszystkich zabytkow hi-
S.42
storycznych. W rzeczy samej, dawał, czego w ręku nie miał, a ci mu odległe nadzieje w zamian przyrzekali, pięknemi tylko słowy. Prawdziwy handel zamkami napowietrznemi.
1485. R. 1402. Rzeczy ruskie.
Te rzeczy, niespokojności zapewne nabawić musiały Witolda nie tyle przecież, aby zaniechał interessow państwa swojego na Wschodzie. Jerzy, Xiąże Smoleński, zostawiony przy posiadaniu stolicy Xięztwa swojego, lubo uzyskał spokojność przez zawieszenie broni, na czas nieokreślony zawarte, jednakże zanadto upojony swojem powodzeniem, począł znowu wiązać się z Olegiem Razańskim, który zamyślił porobić sobie osobne zdobycze, zapewne dowiedziawszy się o związku Świdrygełły z Krzyżakami, na wywrócenie potęgi Witolda; rozumiał, że najlepszą poro wybierze do tego zamiaru nie wątpiąc o wojnie srogiej z Krzyżakami. Wysłał przeto syna swojego Rodosława, na zawojowanie Siewierszczyzny, który podstąpił pod Brańsk. W tej stronie strzegł bezpieczeństwa granic państwa, waleczny Xiąże, Symon Symonowicz Langweniewicz. Na wieść wtargnienia Razańczyków, on się połączył z wojskiem, dowodzonem przez Alexandra, syna Patrycego Narymundowicza, Xiążęcia naówczas Starodubowskiego. Koło Lubutska zeszły się
S.43
wojska, Rodosław został na głowę pobity i wzięty w niewolę. Ten młody Xiąże, zaprowadzony do Litwy, przesiedział w więzienia trzy lata, nim go brat Teodor namyślił się okupie, zapłaciwszy dwa tysiące rubli srebra. Oleg Razański, słynny z rozmaitych przewrotności politycznych, po tej przegranej, wkrótce jakoś życie ze smutku zakończył (1).
1486. R. 1402. Napady.
W tej porze Wielki Xiąże znajdował się w Krakowie. Krzyżacy, korzystając z jego nieobecności w kraju, wraz po przyjęciu u siebie Świdrygełły i zawarciu z nim stosunkow, które on postarał się, głośnemi uczynić w Rossyi, co spowodowało, jakeśmy postrzegali, w tym samym czasie, napad Rodosława na Siewierskie Xięztwo, zrobili wycieczkę do Litwy w okolice Grodna, którą dowodził Marszałek Werner Tettingen, na czele nie małej liczby ludu zbrojnego ciągnący. W ogólności uważać potrzeba, że potęga Litwy, za panowania Witolda była tyle znaczącą, iż nigdy w małych partyach w jej granice Niemcy nie ważyli się wkraczać, ztąd postrzegamy, że straże pograniczne były niewątpli-
-------------------------------------
(1) Latopisiec Daniłowicza: str. 221. Karamzin T. V. str. 157. 158. Nota 189. Rubel tamtocześny czyni podług Karamzina 5 r. sr. dzisiejszych.
S.44
wie silne in dobrze uorganizowane. W obecnej zaś epoce, Żmójdzi nie mogli najeżdżać bez wojska zagranicznego, której przedziały od Pruss jeszcze mocniej obwarowane strażami się znajdowały. Napad, w mowie będący, był niespodziany, a więc korzystny: wzięto jeńców cokolwiek i trzysta koni, trwał trzy dni tylko. Koło tegoż czasu, Konrad Vietinghof, Mistrz Inflantski, czynił napad na Litwę od granic swoich i zdobycz podobnegoż rodzaju zagarnął, mniejszego jednak znaczenia. Niebawnie zatem Michał Kuchmeister Stetnberg, były rządca Żmójdzi, a teraz Kompan Kommandora z Balgi, Ulrycha Jungingen, zebrawszy odważnych kawalerzystów znaczną liczbę, zapuścił się do Rusi Litewskiej, aż w okolice Indury; nabrawszy zdobyczy cokolwiek, uniknął śpiesznie do Pruss. To wszystko działo się w miesiącu Lutym (1).
1487. Dyplomacye.
Te napady, nazwaćby można kwestą zbrojną, na rzecz nowego sprzymierzeńca Swidrygełły: albowiem Zakon podejmować go musiał swoim kosztem, gdy mimo znacznych dochodów, ten Xiąże, przez rozrzutność niepomiarkowaną, zostawał wstanie, równającym się prawie ubóztwu. Poparcie intryg politycznych, nie mało kosztowało
----------------------------------
(1) Voigt: B. VI. S. 217.
S.45
takoż, trzeba było utrzymywać osobną dyplomacya, agentów, szpiegów, kancellaryi xiążęcą, na której czele znajdował się szlachcic pruski, przebiegły intrygant, Teodoryk Logendorf. Jednakże, ze strony Litwy i Polski pokazano umiarkowanie i pogardę przeciw tym nierozsądnym knowaniom, brudzącym ostatnie lala rządów starego i schorzałego Konrada Jungingen. Król wysyłał kilkakroć gońców z listami do Świdrygełły, przypominając mu hańbę, na którą się naraża i krzywdzi honor familijny; lecz zawsze napróżno; opętały mocno głowę tego wichrzyciela nadzieje, odmalowane mu przez krzyżackich półmędrków, albo przewrotnych mnichów. Udał się do Inflant, aby tam poczynił z Mistrzem Vietinghofem przygotowania do działań, przeciw ojczyźnie swojej(1). Dziejopis pruski, Pan Voigt, dwie kładzie przyczyny, będące na przeszkodzie prędkiemu działaniu: pierwsza, ukazanie się świetnego komety na zachodniem niebie, który, podług tamtoczesnych przepowiadali, groził ogromnemi klęskami, powszechnie rod ludzi dotknąć mającemi. Druga, ze Król Polski przełożył Papieżowi, niesłuszność napadów krzyżackich na Litwę: gdyż Wielki Xiąże, rządzący tym krajem, dobrym jest katolikiem i to u-
-----------------------------------
(1) We Wtorek po niedzieli Laetare wyjechał do Inflant. Voigt: B. VI. S. 220.
S.46
sprawiedliwie osobie gotów, jeżeli Ojciec Święty zabroni Zakonowi Niemieckiemu wyrzynania ludu w jego państwie, zupełnie i całkowicie do chrześciaństwa nawróconego, albo gotowego zostawać w jedności z Kościołem Rzymskim. O tem doniósł szpieg krzyżacki, rezydujący podtytułem Prokuratora przy dworze Papiezkim, z dodatkiem, że się kroją w gabinecie Ojca Świętego, jakieś rzeczy tajemne, przez intrygę Polaków. Lecz szanowny dziejopis, mimo swoję niezmordowaną staranność, wykrycia rzeczy historycznych, o których po większej części przed nim nie wiedzieliśmy, pokazał się do uprzedzenia niechętnym dla Króla Władysława, że mu nawet odmawia szczerości uczuć szacunku dla Konrada Jungingen, rzeczy najwyraźniejszej z siebie, odcieniowanej należycie już dawno od wstrętu do samego Zakonu i jego polityki, w żaden sposób pochwalić się nie dającej. Cóż bowiem miały, polityczne zdrożności gabinetów, przeszkadzać do wzajemnego szacunku tych dwóch szlachetnych i cnotliwych, mocarzy? Krzyżacy nie dawno zrabowali część Rusi Litewskiej, kraj od wiekow chrześciański, podburzyli Świdrygełłę, tak płonnie i niedorzecznie, znosili się z Xiążętami: Jerzym Smoleńskim i Olegiem Razańskim, których do krokow podniecali wojennych przeciw Litwie. Czyż Król nic miał dość powodu do zażaleń przed Papieżem? I jeżeli Papież prawdzi-
S.47
wie i szczerze, jako chrześcian Ojciec, działać miał, powinienby wszelkich środków użyć? aby przeciąć raz na zawsze wojnę Krzyżaków z Polską i Litwa, tym sposobem zarobiłby sobie jeszcze na imie ocaliciela świetnego Zakonu Niemieckiego na północy. Jagełło, działając w Rzymie przeciw polityce Zakonu, nie tracił szacunku dla osoby Konrada, którego znał sposób myślenia i obecne położenie w podeszłej starości; nie był więc przewrótnikiem, kiedy szanował cnotliwego starca i zbliżał się do jego przyjacielsko w lej porze nieprzyjaźni politycznej; kiedy pisał za kupcami Brześcia Litewskiego, aby onym przeszkód w spławie na Wiśle nie domierzano. Również w czasie zjazdu Toruńskiego, w wigilią Bożego Ciała, kiedy Król, będąc w Raciążu, przyjął uprzejmie podarunki od Wielkiego Mistrza, i nawzajem obesłał go rzadką zwierzyną, własną ręką zabitą: możnaż sądzie aby to była gra obłudy, pod maską przyjaźni (1)?
1488. R. 1402. Zjazd.
Przyszło wiec do zjazdu, podobno na skutek wyraźnego postanowienia Papieża, około Bożego Ciała, znajdowali się w Toru-
---------------
(1) Zkądinąd, hypotczy te, krzywdzące pamięć Jagełły, są tylko wyskokiem pióra niechętnego Polakom (V. B. VI. S. 221), albowiem niżej nieco (V. B. VI. S. 226) ten sam ciąg dziejów powiada, że Król był za pokojem, a Witold pracował nad odwróceniem go od tego.
S.48
niu Wielki Mistrz, a Król w Raciążu. Rzeczy jednakie nie wiele ku dobremu postąpiły, oprócz wymiany jeńców, nic więcej nie ustanowiono. Gniewało jednak mnichorycerzy, że Król polecił Witoldowi w lej zamianie ściśle pilnować interesu obu narodów. Ze zaś w Wiźnie, Indzie litewscy znajdujący się na załodze, wycieczkami swemi do Pruss nanieśli nie małe szkody, po napadach Marszałka i Kuchenmeistra Sternberga, to rzecz nie może bydź za złe uważana: bo ci dali powód pierwsi do tego, rabując koło Grodna i Indury.
1489. R. 1402. Zburzenie Memla, odwety.
Krzyżacy nie przestawali ciągle robić usiłowania do wycieczek na Żmójdź. Pilne granic strzeżenie zaledwie pozwoliło małemi skrytemi napadami szkodzić niekiedy; lecz to rozjątrzało krajowców. Pod koniec Maja, oni się uzbroili w znacznej liczbie i tak zręcznie nocną porą podstąpili pod Memel, że miasto nie miało czasu pomyśleć o obronie: natychmiast wybuchły płomienie ze wszystkich stron, w którem zamieszaniu i boju, nie mało mieszkańców różnego wieku i płci zginęło, trzy tysiące jeńców zabrano. Kościoły oszczędzonemi nie były i lud swawolny, najgrawał się ze świętości chrześciańskich. Niema potrzeby zbijać mniemania, ze się napad ten dziać musiał za wiedzą Wielkiego Xiążęcia:
S.49
bo choćby i tak było w istocie, napady krzyżackie, usprawiedliwiałyby ten odwet; lecz nie mógł kazać obrazy świętych poniewierać, bo gdyby i sam był obojętnym obrazów czcicielem, nie zgadzałoby się to z rozsądkiem, będąc na czele państwa chrześciańskiego i otoczonym zostając katolikami. Następnie, Litwini uderzyli na warownię nadniemnowa Gotteswerder, czyli Nowe-Kowno, na wyśpię Salin położoną, pod własnem dowództwem Witolda. Zatoczono działa i tak strzelano korzystnie, że po zabiciu Kommandora miejscowego, załoga na trzecim dniu zdała się i poszła w niewolę. Zabrano działa i potrzeby wojenne, w które ten zamek był hojnie zaopatrzony, zniszczono go do szczętu. Odwet pociągnął za sobą popędliwość do odwetu. Wielki Mistrz ogłosił w całym kraju powszechne uzbrojenie: oprócz bowiem zwyczajnych kontyngensow, musiały miasta i korporacye, dostawiać nadzwyczajnego żołnierza; wkrótce, na ciele czterdziestu tysięcy ludu, wyruszył w pole Marszałek Teltinger. Lecz niemocą dotknięty, poruczył dowództwo Wielkiemu Kommandorowi, Wilhelmowi Helfenstein, który się z nim połączył, przyprowadziwszy oddzielne wojsko w towarzystwie Swidrygełły, mającego pod sobą zastępy Rusinów i Litwinów, sobie przychylnych, albo za pieniądze zakonne zwerbowanych. Wojsko to ogromne, ciągnęło szlakiem niemnowym,
S.50
wioząc statkami ciężary swoję; przybyto do ujścia Niewiary i zatoczyło obóz, na ruinach zamku Gotteswerder. Tymczasem Świdrygełlo, z lekką jazdą posuwał się ku brzegom Wilii, nad którą znalazł Wielkiego Xiążęcia, obozującego z wojskiem, w zamiarze przeszkodzenia przeprawy przez tę rzekę. Krzyżacy, mieli z sobą zapas żywności na trzy tygodnie, nie wahali się przeto udać się do manewrowania: zbliżyli się z małą siłą do Wilii, której prawym brzegiem w górę się posuwali, od wojska litewskiego ciągle obserwowani. Przeprawa przedsięwziętą była, na zwykłem miejscu, pod Wissewalde, gdzie bardzo silny znaleziono opór i przeszkadzanie. Jednakże, udało się Krzyżakom odkryć wyżej nieco kilka brodow, korzystając z tego, rzucili swoję jazdę na brzeg lewy, a ta zwawem natarciem, zmusiła Litwinów odstąpić od miejsca przeprawy, po krwawej bitwie. Z tego punktu, posunęli się nieprzyjaciele śpieszno pod Wilno, albowiem cieszyli się nadzieją ubieżenia miasta, za pośrednictwem stosunków, które miał Swidrygełło, z niektórymi mieszkańcami. Jednakie, spisek ten został odkrytym i sześciu przeniewierców na gardle ukarano. Postrzegłszy Krzyżacy nieudanie się zamachu tego, obeszli miasto, zmierzając pod Miedniki; zamek tameczny sami Litwini spaliwszy, uciekli w lasy. Szli dalej ku Oszmianie, zpod którego miasta, za-
S.51
wrócili się na Soleczniki, spalili to miejsce, tak jak wszystko po drodze swojej niszczyli, mordując lud niewinny. Wielki Xiąże, zamiast ścigania zbliska, jakby był powinien, robił tylko przeszkody, zasadzki po drogach i umacniał miejsca przeprawy przez Wilią i Niemen. Nieprzyjaciel jednak, za pomocą stronników Swidrygełły, gdyż każda sprawa, choćby najgorsza, bez stronników nie bywa, miał wiadomości o wszystkich obrotach wojska krajowego, wziął kierunek przez Ejszyszki, Orany i trafił nad Niemen pod Przewałką, gdzie rzekę przeszedł. Naostatek, bez żadnej dalszej przeszkody, przez kraj Zapuszczański powróciło wojsko do Pruss i stanęło pod Rastenburgiem, po siedmiotygodniowej kampanii (1). Swidrygełło, za poradą Wielkiego Mistrza, pozostał w Baiselauken, małym zameczku, dziś Beeslauk niedaleko Roessel, aby, bliżej mieszkając granic litewskich, łatwiej mógł utrzymywać stosunki ze stronnikami swoimi; miał nawet na ten cel dostarczenia pieniężne, był należycie opatrywany w potrzebach swoich. Postarano się o zaszczepienie rozmaitych nieporozumień, między Wielkim Xiążęciem, a Xiążętami Mazowieckiemi: Januszem i Ziemowitem, dla tego, aby przeciąć ludziom litewskim, w Wiżnie na załodze będącym, obser-
----------------------------------
(1) Voigt; B. VI. S. 223 - 225
S.52
wacye nad poruszeniami krzyżackiemi w lej stronie. Witold ze swojej strony, usiłował wyprowadzić Króla z obojętnego położenia względem Zakonu, przez odkrycie niewiadomych mu szczegółów, w materyi popierania interessów Swidrygełły. Jakoż Król, posłał pismo do Malborga, z wyraźnem uskarżaniem się na przewrotność działań Zakonu, w tej mierze nie szczędząc bynajmniej czci zbiegłego brata. Wielki Mistrz, zamiast odpowiedzi, zniósł w cichości wyrzuty, list zaś królewski, posłał do Xiążęcia Ziemowita, któremu polecił ująć się za honor Świdrygełły, jako krewnego swojego (1).
1490. R. 1402. Zamach na Ragnitę.
Takowy stan rzeczy, przekonał Wielkiego Xiążęcia, że nic można się będzie obejśdź bez wojny, najpotrzebniejszą w tym celu rzeczą, było ubieżenie zamków pogranicznych. W Ragnicie, wodź jeden litewski miał porozumienie z niektórymi ludźmi tamecznymi, spodziewał się za ich pomocą zamek zdobydź. Oskoczona niespodzianie warownia, nie mogła jednak bydź, wziętą podstępem. Kommandor, Hrabia Fryderyk Zollern, miał tyle przytomności umysłu i męztwa, że przeciął wszelkie sposobno-
---------------------------------------
1) Voigt: B. VI S. 226 — 227.
S.53
ści zdradzie i stanął z ludem swoim walecznie do obrony. Skończyło się na spaleniu podzamcza i zabraniu w niewolę znacznej liczby Tatarów, tam w bliskości osiedlonych (1), tudzież bydła i koni w niemałej ilości. Zdrajcy odkryci, powieszeni zostali za nogi. Działo się to wszystko pod sam koniec roku 1402 (2).
1491. R. 1403. Napady krzyżackie.
Krzyżacy, w okropnem przelęknieniu i zawziętości, gotowali się do wojny, wołali na krucyatę, wszędzie, zbierali ludzi, uzbrajali się. "Niewierni podnieśli oręż na chrześcian, palą, niszczą kraje nasze, lud uprowadzają w okropną niewolę" mówili obłudnicy zakonni. W skutek tych pogłosek, na początku roku 1403, przybyli goście zbrojni do Pruss, i o zwykłej porze, koło święta Gromnic, Marsza-
----------------------------------
(1) Szczegół o Tatarach osiedlonych w Prussach mamy u Lindenblatta, p. 156; niewiadomo jednak, zkądby się oni tam wzięli. Zapewna podczas napadow na litewskie kraje, zagarniętą była jaka osada w Trockim, Zapuszczańskim kraju, albo pod Wilnem.
(2) Lindenblatt l. c. — Jeszcze mamy dochowany szczegół historyczny z roku 1402, w kronice rękop. Litew. Bychow. str. 71. o zaćmieniu całkowitem słońca, tam powiedziano: W leto szest tysiacznoje dewiat sot desiatoje mca Junia semoho dnia, izhihe słońce, i pokryło łuczy swoi, treteje hodyny wzszedszu słoncu, (we trzy godziny po wschodzie?) kak obedni pojut, i zwesdy jawilisia hak w noczy, i swetyli try hodyny.
S.54
łek Werner Tettingen, był już w marszu z licznem wojskiem, ku granicy litewskiej, mając w towarzystwie Świdrygełłę. Tymczasem silny oddział wojska pod Waldawą stanął, dla obserwowania od napada Zmójdzinów, dowodził nim Wojt ze Sztumu, gdzie i sam Wielki Mistrz przybył niebawnie. Zamiar sekretny był napadu na Wilno; lecz udawano, ie idzie o Grodno; kierunek iścia zmierzał przez kraj Zapuszczański, jakby ku Grodnowi. Raptem zawróciło się wojsko na Merecz: przebywszy Niemen, zdobyło zameczek tameczny, opustoszyło okolice i udało się ku Trokom; po drodze w okolicach Dawgow pode wsią Zamienikami, stanęli obozem, gdzie dwa dni zabawiwszy, poszli do wsi Oławy, o milę od Trok położonej, lecz ominąwszy Trocki zamek, udali się do wsi. Stejgwill, nad rzeką Strawą. Ztamtąd przez Sumieliszki, Stokliszki i Nerowcnę, siedmiu przechodami wszystko po drodze ogniem i mieczem zniszczyli (1). Wielki Xiąże dał się uwieśdź, pilnował Grodna, tymczasem najludniejszy zakątek Litwy, stał się pastwą rabunku, rzezi, zniszczenia: jeńców zabrano trzy tysiące, miedzy którymi, było sto siedmdziesiąt dwa ze stanu szlacheckiego, nie licząc strat innych. Zapewna, postrzegłszy to Wielki Xiąże, posłał silne wojsko
----------------------------------
(1) Długosz; T. I. Lib. X. p. 176 — 177.
S.55
zpod Grodna; dla odcięcia od Niemna Krzyżaków i uderzenia z tylu; lecz wojsko ich zostawione w odwodzie, zpod Waldawy posunęło się na przód j przeszkodziło temu manewrowi. Trzeci oddział, pod dowództwem Kommandora z Ragnity, powinien był działać przeciw Żmójdzinom, dla rozerwania sił krajowych. Lecz ci, uwiadomieni wcześnie od szpiegów swoich z Ragnity, taką obronę swych granic przygotowali w miejscu, gdzie się ukazał, że zatrwożony Kommandor gotowością; musiał się cofnąć, nic nie poczynając. Obawiano się nawet napadu Żmójdzinów, którzy z całego kraju wystąpili pod bronią. Marszałek nie mógł zbliżyć się ku Wilnowi; Wielki Xiąże stał już na czele silnego wojska, w obronie stolicy państwa. Musiano przeto wziąć się do odwrotu i pod Kownem przebydź Niemen, bez żadnej przeszkody, gdyż Witold nie szedł w pogoń, swoim Wilnianom nie ufając (1), zapewne z przyczyny stosunkow, podejrzewanych ze Świdrygełłą. Było też silne wojsko nieprzyjacielskie w kraju, które z drugiej strony stolicy groziło: Mistrz Inflantski, w tym samym czasie, co Marszałek, wkroczył do Litwy i posuwał się ku Wiłkomierzowi, zabrał w niewolę pięćset czternastu jeńców, w których liczbie dwóch Xiążąt i czterech znakomitych, szlachec-
----------------------------------
(1) Długosz: p. 176.
S.56
kiego urodzenia, panów się znajdowało, trzysta Koni, oraz innego rodzaju zdobycze (1). Widzieliśmy, że ostróżność Wielkiego Xiążęcia i dobre działanie Żmójdzinów, zapobiegło wymierzonym zamachom przeciw Wilnowi, tak sztucznie prowadzonym. Gdyby się bowiem udało wojsku zpod Welawy zatrudnić Wielkiego Xiążęcia pod Grodnem, Marszałkowi zaś zbliżyć się pod Wilno i połączyć z Mistrzem Inflantskim, a Kommandorowi Ragnickiemu zatrzymać Żmójdzinów w ich własnym kraju; podówczas i Wilno i cale państwo, stałoby się łupem Świdrygełły i jego sprzymierzeńców. Rzeczy się jednak zmieniły pod koniec zimy do tego stopnia, że Krzyżacy całe swe siły wojenne, obrócić byli przymuszeni na pilnowanie granic od Samlandyi, aż nim wszystkie wody puściły (2).
1492. R. 1403. Zniszczenie Dynaburga.
Jak tylko Marszałek przeszedł na lewy brzeg Niemna i był już w ciągłym odwrocie, obserwowany przez oddział Żmójdzinów, natychmiast Wielki Xiąże poszedł za Wilią, na dotarcie Mistrza Inflantskiego; lecz ten już uwiadomiony o cofaniu się Marszałka, rzucił się śpiesznie ku Dźwinie zpod Wiłkomierza, że
----------------------------------
(1) Hiarn: S 168.
(2) Voigt; B. VI. S. 239 — 241.
S.57
tylko odwodowe czaty jego, naścignięte bydź mogły, które rozproszył, odebrał zdobycze i wpadł w Krzyżackie posiadłości zadźwińskie, gdzie nie mało szkody poczynił. W powrocie, zdobył Dynaburg, zrabował i z ziemią zrównał warownie (1).
1493. R. 1403. Dyplomacye, zajścia wojenne.
Nie były to jednak czasy do przedłużania wojny. Przezorny starzec, Konrad Jungingen, w orężu nie pokładał wiele nadziei; gdy wielka próba zwłaszcza się nie udała; wolał się oddać dyplomatycznym sprzeczkom. Utrzymywał cala armią szpiegów, którzy od Krakowa do Brześcia Litewskiego, od Inflant do Smoleńska, Wilna, Grodna, Łucka, ciągle się snuli, pod rozmaitemi maskami (2), wiedząc przeto, co się dzieje w kraju nieprzyjaźnym, łatwo mógł urządzić swoje polityczne obroty. Musiał się dowiedzieć, ze Witold na nowo zobowiązał się, nic z Krzyżakami nie poczynać, bez wiedzy i zezwolenia Królewskiego (5). Doszły go nadto wieści z Niemiec, że Król Polski, nie omieszkał poprzeć za granicą zażaleń Witolda i Żmójdzinów, przez co dał wa-
----------------------------------
(1) Hiärn l. c. On się nie pilnuje porządku w opowiadaniu tych rzeczy.
(2) P. Voigt, w xięgach rachunkowych znalazł niezmierne wydatki na tych ludzi, zwano ich Zeitungsboten.
(3) Cromeri Index Archivi Cracovien. MS. fol. 37 verso; Nr. 430.
S.58
gę skargom na Zakon i wiarę im zjednał, trzeba było odpowiedzieć w obronie Zakonu, ogłosił przeto swój okólnik, po dworach Papiezkim. Cesarskim i różnych Mocarzy chrześciańskich, w treści takiej: — "Doszło do wiedzy naszej, że Król Polski, zawsze oskarżać nas lubiący, przed wami nas i nasz Zakon niespodzianemi i wymyślonemi skargami brzydko obwinia: naszą wytrwałość, w rzeczach wiary Chystusowej, nazywa dumą, naszą sprawiedliwość, mianuje przewrotnością, a naszą troskliwość o dobro powszechne Kościoła Świętego, uważa za pogardę i podeptanie ludzkości; a to wszystko ubarwia ohydnemi nazwaniami; ze swego wymysłu pochodzącemi. W urojonych przez siebie oskarżeniach, złorzeczy nam, że my jego kościoły katedralne i inne, które w Litwie i na Rusi, z wielkiemi nakładami pobudował, zniszczyliśmy i wywróciliśmy jakoby. Lecz o wielkich kościołach, nigdzieśmy nie słyszeli, jeżeli bowiem gdzie się jakie znajdują, te przyrównać można do chałup. Jakżeby Zakon, obrońca i zastępca ogółu chrześcian w tych S.ch świata, takie bezprawia popełniał, przez coby nie na sprzyjanie, ale na największą pogardę u całego chrześciaństwa zasługiwał. Tymczasem, kiedy Król rozprawia o swoich kościołach, myśli jedynie o swoich krajach, swoich zamkach i swoim niewiernym narodzie. Oskarża nas: że my jego własnemu i ludów
S.59
jego nawróceniu nie ufamy; chcielibyśmy z całej duszy tak myśleć, gdybyśmy się nie lękali niestałości charakteru i złych przesądów, które nas tak często od naszego zaufania odstraszały i o wielkie przyprawiały szkody. Zaiste, nie można mieć nam za złe, że my dotąd jeszcze, o nawróceniu jego nie wiele trzymamy. Chlubi się on wprawdzie swoimi chrześcianami nowonawróconymi, my jednak mamy ich jeszcze za obcych wierze Chrystusowej: gdyż, jak się oni poczytywać mogą za nowych chrześcian, kiedy ich zastarzałe obłąkanie i dawne zaślepienie w codziennem pożyciu się jeszcze okazują? Jego własny chrzest, którym się tak chlubi, był widocznie raczej skutkiem żądzy osiągnienia Korony Polskiej, aniżeli wiary i dziwno nam jest do dziś dnia, przez jaką obłudę on przyjśdź potrafił do tego! Lecz jak się domyślamy, ma Król inny jeszcze w tem zamiar ukryły; on chce Zakonu naszego straż, i potęgę przed chrześciaństwem zatrzeć i do tego doprowadzić, jak się stało w kościołach Armenii i Cypru, że wpadły pod poddaństwo niewiernych. Od czasu, jak się on Królem Polskim nazywa, stał się jakby młotem na rycerstwo nasze. Zapomaga niewiernych bronią, ludźmi, rozmaitemi potrzebami wojennemi, zbroją, strzelbą, końmi, ciągle wspiera, wzmacnia do dnia dzisiejszego. O jego prawdziwości chrześciaństwa, z tego jeszcze względu mamy mo-
S.60
cną wątpliwość, że Rusinów wspiera i ich nieposłuszeństwo Kościołowi Rzymskiemu jawnie proteguje,. z tego więc względu, podług postanowień Ojca Świętego, istotnie na klątwę zasłużył. Król chlubi się wprawdzie owocami wiary swojej, lecz kiedy Chrystus powiada: poznają się prawdziwi i fałszywi chrześcianie po ich owocach; niechże Król okaże, jakie to, są owoce. Że chrześcian okrótnie mordują, kościoły chrześciańskie plugawią, obrazy świętych pańskich rozcinają i wieszają, zapewniony pokój łamią, braci zakonnych podstępnie w niewolę biorą, ziemie Zakonowi przynależne zagartywają, utrzymują, niewiernym pogańskich obrządkow dozwalają; toż są wzmienione owoce? Gdyż to się wszystko stało na Żmójdzi przez Witolda i jego stronników radę i pomoc. Że ci, którzy chrzest przyjęli, wolność prawdy świętej znowu porzucili, a wolność grzechu, nieczystości i bałwochwalstwa, znowu sobie przywłaszczyli, czyż za to Króla nie można nie winować? ponieważ on odpadłych od wiary osłania i proteguje, ile tylko może. Król sam, jest największą przyczyną apostazyi, przez swoje przyobiecanie klejnotow szlachectwa i nadawania posiadłości dziedzicznych niewiernym." Następnie uwiadamia Wielki Mistrz, jak często już Wielkiego Xiążęcia Witolda, w nadziei poprawy, do łaski przyjmowano i jak on znowu do swojej złośliwości powracał i śluby swoje łamał, jak w nie-
S.61
dawno byłych okolicznościach, kiedy Zakon z nim wiekuisty pokoj zawarł, posiłki mu przeciw Tatarom posyłał; on jednakże z Królem wszedł w nowe związki, pokoj zdradziecko złamał, braci zakonnych uwięził i od tej pory jeszcze się nieznośniejszym okazał, niżeli był kiedy, przeto wszelka nadzieja poprawy musi znikać, jeżeli jej skutkow nie zdziałają biedy, nieszczęścia i zniszczenia jego kraju. Naostatek, rozwodzi się nad przyczyną zatargow z Polską w materyi Dobrzynia i innych obcych naszemu przedmiotowi (1). Latały trochę pierwej korespondencye między Krakowem i Malborgiem: Król się użalał, ze na pograniczu pruskiem Zakon utrzymuje łotrzyków, popełniających wielkie szkody i rozboje w krajach nawet Koronnych. Ze Wielki Mistrz, pozwala bandom rabowniczym zaciekać się na ziemie Litewskie, które aż ku Brześciowi się zapędzają za zdobyczami; z tego zaś względu zapowiadaj iż wielkie niedorzeczności wywiązać się mogą. Wielki Mistrz, na pierwsze odpowiedział zupełnie zaprzeczającym sposobem, wyparł się na niewiadomość zsyłając się. O rabownikach nie zapierał się, lecz twierdził, że wyprawy i wojska wysłane były do ziemi nieprzyjacielskiej, wojować na cześć i na
----------------------------------
(1) Wyjątek z okolnika W. Mistrza dat. Marienb. am 3 Maj 1403 Registr. p. 21 — 24. Co za moralność chrześciańska!
S.62
chwałę Chrystusa i Najświętszej Panny Maryi, na zniszczenie kraju, rebelizującego przeciw wierze świętej, ale pod żadnym względem nic przeciw Królowi (1). Pochlebiał i czernił, to znowu sio uniżał i przepraszał, głaskał panów Litewskich, błagał Wielkiego Xiążęcia, porachowawszy się z siłami swojemi, po kampanii ostatniej i postrzegłszy niepodobieństwo, ściagnienia gości zagranicznych do siebie w tym krytycznym czasie, kazał na głowę umacniać zamki nadgraniczne: Ragnitę, Splitler, Rossity, Memel i inne. Wielki Xiąże, nie zważając na łudzące pisma, wpadł z innej strony do Pruss i opanował Georgenburg, nad rzeką Inster, ztamtąd byłby łatwo zniszczył Ragnitę, której warownie właśnie rozrzucone zostały, dla odbudowania na nowo, ale Marszałek z całą siłą pilnował tego punktu; przeto zmienił drogę powrotu do granic swoich, aby bezpieczniej zdobycz i jeńców uprowadził. Przyszło jednak do widzenia się osobistego z Marszałkiem, który wzywał do tego, żeby się umówić o wymianie jeńców. Tu
----------------------------------
(1) Ta korespondencya w Registrant. p. 54 — 58. Data listow W. Mistrza do Króla i Arcybiskupa Gnieźnieńskiego: Königsberg ipsa die b. Dorothee a. 1403. Do Arcybiskupa pisze: si ipsi domino nostro Regi tantus pro parte nostra favor, benevolentia et sinceritas exponerentur quanto proh dolor displicencie et amicicie contraria persepius nobis in contemptum referuntur, non dubitamus magnificum ipsius animum tanta duricia fore gravatum nec cervicis existere.
S.63
począł Marszałek przekładać Wielkiemu Xiążeciu, nieszczęścia niewinnych rolników, nieprzyzwoitość wzajemnych napadów, korzyści własne Litwy, słowem: potrafił do tyla, że Witold zgodził się na zjazd z Wielkim Mistrzem, aby się pojednali i odnowili pokój. Konrad, uradowny tą powolnością, dziękował Wielkiemu Xiążęciu i założył termin zjazdu na początek Września na wyspie Dubissy (1).
1494. R. 1403. Umowy na wyśpie Dublissy.
Król nawet, zrobił nadzieję znajdowarna się na umówionym zjeździe: dla tego może przewidywano znaczne odstąpienia przez Witolda. Wielki Mistrz z całą wystawnością dworu swego, zapasami w napojach, korzeniach, kuchennych potrzebach, przybył na wyspę Dubissy. Wszelako zdziwił się mocno, znalazłszy Wielkiego Xiążęcia w obozie nad rzeką rozłożonym w blizkości wzmienionej wyspy, w którym znaczne półki Tatarów i Rusinów się znajdo wały. Króla nic było, przysłał tylko znakomitych posłów Moskorzewskiego, Kasztelana Wiślickiego i Zbigniewa z Brzezia. Marszałka nadwornego, opa-
--------------------------------------
(1) Rectyfikacya W. Xiążęcia z Marszałkiem, podpisana przez W. Mistrza: Marienb. Donnerstag vor Margaretha 1403. Registr, p.