Вярнуцца: Jankowski Czesław. Powiat oszmiański: materjały do dziejów ziemi i ludzi

Powiat oszmiański: materjały do dziejów ziemi i ludzi. Cz. 1


Аўтар: Jankowski Czesław,
Дадана: 22.04.2006,
Крыніца: Petersburg. 1896.



  
Materjaly do dziejów ziemi i ludzi
Zebrał i wydał Czesław Jankowski.

Część pierwsza.
Księgarnia K. Grendyszyńskiego

KRAKÓW — G. GEBETHNER I SPÓŁKA
1896
DAR LEOPOLBA MÉYETA


Nakladem wydawcy. — Druk W. L. Anczyca i Sp. w Krakowie.


Powietnikom moim poświęcam.

TREŚĆ.

Słowo wstępne do części pierwszej....................1

Kilka dat i cyfr:

Byłe województwo wileńskie. - Gubernja wileńska. — Powiat
oszmiański. — Obszar. — Ludność. — Ziemia..........7

 (110KB) Powiat oszmiański.
Oszmiana 1385—1830:
Najdawniejsza wiadomość o niej. — Pogrom Świdrygiełły. —
Ustawa Jana III. — Przywilej Stanisława Augusta. — Starostwo
oszmiańskie. — Zamek. — Starostowie. — Nowa ustawa miejska. —
Rok 1812. — Stara Oszmiana...................11

Z Oszmiany do Borun:
Trakt boruński. — Okolica. — Dziedzictwo jmp. Kuszla. — Olany. —
Obraz M. Boskiej Boruńskiej. — Dziwak ze Skirdzim. — Siedziba
ostatniego boruńskiego pustelnika. — Boruny. — Antonowo. —
Bijuciszki. — Andrzej Wolan. — Świłówka. — Kumelany. — Giej-
stuny. — Między borunskim a holszanskim traktem. — Bałwa-
niszki. — Zahorze........................51

Z Oszmiany do Sół:

Trakt wileński. — Krakówka. — W lewo od traktu. — Bierwień-
ciszki. — Polany. — Dookoła Polan pod plant kolejowy. — Drobna
szlachta. — Po prawej stronie traktu. — Żuprany. — Dobra Ra-
dziwiłłowskie. — Od Radziwiłłów do Czapskich. — Zbór ewangie-
licki. — Kościół. — Nowosiółki. — Dookoła granic byłej Radziwił-
łowszczyzny. — Mostwiliszki. — Ponary. — Kuszlany. — Szumi-
liszki. — Wyjazd z Żupran. — Znowu na wileńskim trakcie. —
Była stacja pocztowa. — Narbutowszczyzna. — Soły. — Miasteczko
i dwór. — Wiadomość o rodzinie Poźniaków. — Bonifaców. —
Raczuny. — Warakomszczyzna..................89


VI

Dookoła Graużyszek :
Graużyszki. — Okolica. — Dziedzictwo Naruszewiczów.— Giedejki.—
Wialbutów. — Obie Piktusze. — Łubianka. — Jmćpan szambelan
Bieńkuński. — Bołtup. — Jędrzej Śniadecki. — Surwiliszki. —
Nowopol.............................165
Holszańska ziemia:
Dziedzice Holszan z rodu Algimuntowiczów. - Księżniczka Olena
i Paweł Sapieha. — Pierwsza w Polsce eksdywizja 1647-1650 r. -
Rozdrobienie i dalsze losy Sapieżyńskiej fortuny. - Holszany
(fundum). — Zamek. — Kościół. — Michałowszczyzna. -- Teresja-
nów. — Kozłowszczyzna. — Rosalszczyzna. — Karłowszczyzna. -
Paszkiszki. — Dorże. — Poholsza. — Anielin. — Bohdanów. -
Jachimowszczyzna. — Remikiszki.................201
Wśród siedzib tatarskich:
Jak i kiedy osiedli Tatarzy na Litwie. — Plemię dagestańskie,
zawołżańskie i ordyńskie. — Szlachta i nie-szlachta tatarska. —
Kniaziowie i ułanowie. — »Rewizja dóbr tatarskich« Jana Kier-
deja. — Osady tatarskie w oszmiańskim powiecie. — Tatarska
niegdyś ziemia wraca w ręce Tatarów. — Bieniuny. — Okolica. —
Lipińscy. — Doubuciszki. — Meczet — Cmentarz. — Okoliczne ta-
tarskie siedziby. — Dachny. — Dzieraki. — Pod Krewo, pod Myssę,
pod Bienicę. — Tenczyn. — Sućkow. — Ku wschodniej powiatu
granicy..............................237
Wiszniew :
Pacowie. — Chreptowicze. — Zlewanie się ze sobą Wiszniewskich
posiadłości. — Berezyna. — Słowieńsk. — Wolanów. — Rudniki. —
Nad Berezyna. — Kościół. — Fabryka. — Miasteczko. — Stan obecny
Wiszniewa. — Wiadomość o rodzinie Litaworów Chreptowiczów. 261
Bienica :
Przed trzema wiekami. — Drobni właściciele bienickich gruntów. —
Andrzej Ostrouch i dziedzictwa jego przygody. — Kociełłowie. —
Wiadomość o nich.— Odwieczne ich oszmiańskie posiadłości: Czy-
żyszki i Strypuny. — Samuel-Hieronim Kociełł panem na Bienicy.—
Podskarbi Kociełł. — Ogińscy i Sapiehowie. — Rozprawa pod Ol-
kienikami. — Kościół i klasztor w Bienicy. — Kociełł hojny za
życia a skąpy po śmierci. — Ostatni starosta oszmiański. — Ostatni
oszmiańscy Kociełłowie. — Abramowiczowa. — Szwykowscy. —
Bienica dzisiejsza..................301
Na zachód od Oszmiany:
Oszmiana Olechnowiczów. — Oszmiana Irzykowska. — Dziedzictwo
Monwidów Dorohostajskich. — Krzysztof Dorohostajski. — Muro-
wana Oszmiana. - Drukarnia. — Sapiehowie. - Skarbkowie Wa-


VII

żyńscy. — Taboryszki. - Rezydencja pana pisarza wielkiego li-
tewskiego. — Ukropiszki. — Nagurscy. — Chorążyszki......331
Z pamiętnika. R. 1809—1814........................365
Dopełnienia:
Dawna rozległość powiatu oszmiańskiego. — Krzyżacy w Oszmia-
nie. — Podróż narzeczonej wielk. księcia Aleksandra Jagiellolń-
czyka. — Data wzniesienia kościoła w Borunach. — Monety litew-
skie. — Wiadomość o Koziełłach. — Epizod z kampanii 1813 r. —
Literaci oszmiańscy. — Ks. Stefanja Radziwiłłówna. — Jeszcze
jeden komentarz do »Pana Tadeusza . — Drukarnia w Łosku..381

Szczegółowy skorowidz miasteczek, majątków-, folwarków, wsi. zaścianków,
okolic,oraz nazwisk, dodany zostanie na końcu
ostatniej części pracy niniejszej.

Ilustracje i tablice.
Mapa powiatu oszmiańskiego w granicach 1896 r.
Oszmiana. Kościół parafjalny w 1846 r. Rysował B. Rusiecki.....21
Oszmiana. Kościół parafjalny w 1894 r. Rys. B. Tomaszewicz.....23
Oszmiana. Ulica Żuprańska......................27
Oszmiana. U studni przy ulicy Wileńskiej..............31
Stara Oszmiana. Były kościół OO. Franciszkanów..........49
Olany. Kumelany. Rysował N. Podbereski..............53
Wizerunek N. M. Panny Boruńskiej według sztychu z XVIII wieku.54
Podobizna obrazu N. M. Panny Boruńskiej znajdującego się w Olanach.55
Cerkiew w Borunach.........................63
Dwór w Giejstunach.........................67
Faksymile podpisów Andrzeja Wolana i Anny Radziwiłłówny.....71
Pieczęć grodzka oszmiańska z 1796 r..................87
Okolica szlachecka Gajdziewicze. Kuszlany Jasiewiczów. Rys. N. Pod-
bereski.............................103
Folwark Żuprany...........................117
Bogusław ks. Radziwiłł. Według sztychu Falcka z bibl. ks. Czartory-
skich w Krakowie........................119
Żuprany. Kościół. Ryś. B. Tomaszewicz................123
Nowosiółki; weranda pałacowa....................138
Pałac w Nowosiółkach; gabinet....................138
Nowosiółki; w pałacowem wnętrzu................139
Pałac w Nowosiółkach........................141
Kościół w Sołach. Dwór w Kuszlanach Szafnaglów. Rys. N. Podbereski.143
Podkomorzy Józef Poźniak. Według współczesnego portretu.....163


VIII

Pieczęć ziemska powiatu oszmiańskiego z 1783 r............154
Jędrzej Śniadecki. Według stalorytu wyd. Wilczyńskiego w Wilnie..185
Holszany. Widok ogólny. Ulica. Rys. B. Tomaszewicz........210
Holszany. Szczątki b. Sapieżyńskiego zamku. Rys. B. Tomaszewicz..211
Dziedzice Holszan 1270—1895 (tablica).................213
Kościół w Holszanach. Rys. B. Tomaszewicz.............215
Krzyż pod Bohdanowem. Rys. F. Ruszczyc.............223
Dwór w Bohdanowie. Rys. F. Ruszczyc................229
Przed kościołem w Bohdanowie. Rys. F. Ruszczyc..........230
Meczet w Doubuciszkach. Rysował S. Jarocki............253
Szułojć nad Berezyną. Rys. B. Tomaszewicz.............261
Kościół w Wiszniewie. Rys. B. Tomaszewicz...........267
Oławina, dopływ Berezyny. Rys. B. Tomaszewicz...........274
Hordynów Stan, dopływ Berezyny. Rys. B. Tomaszewicz.......275
Jerzy Chreptowicz. Według obrazu znajdującego się w kościele św.
Jakóba w Wilnie......................283
Joachim Chreptowicz. Według portretu Lampiego..........291
Były kościół i klasztor w Bienicy. Dwór w Bienicy. Rys. N. Podbereski.304
Kociełłowie bieniccy 1634—1813 (tablica genealogiczna)......330
Herb Dorohostajskich..................332
Krzysztof Dorohostajski. Według sztychu Sadelera z 1605 r......336
Faksymil karty tytułowej »Cenzury« Salinariusa, drukow. w Murowanej
Oszmianie 1615 r.............337
Faksymil karty tytułowej dzieła Fr. Modrzewskiego drukowanego w Ło-
sku 1577r....................338 
Skarbkowie Ważyńscy (tablica genealogiczna).....365 
Chreptowiczowie (tablica genealogiczna).



SŁOWO WSTĘPNE
DO CZĘŚCI PIERWSZEJ.

Nie dla dogodzenia własnej ambicji, zarozumiałości lub nie-
właściwym uroszczeniom wziąłem się do niniejszego dzieła,
przerastającego skąpe siły i zdolności moje. Postanowiłem sobie
jedynie skorzystać z przyjaznego zbiegu okoliczności i warunków
życiowych, dających mi przystęp do źródeł dziejowych, głęboko
zagrzebanych w nawpół zbutwiałych lub butwiejących archiwach
rodzinnych moich współpowietników i sąsiadów. Zdawało mi się
rzeczą pożyteczną uratować od ostatecznej zagłady kilka faktów,
dat i nazwisk pozostałych na pargaminach i kartach bibulastych,
nietkniętych ręką badaczów zawodowych. Gdym rozglądał się
pilnie, a z umiłowaniem do zrozumienia nietrudnem, po tych -
chwalić Boga - mnogich jeszcze »fascykułach«, tu i owdzie sta-
rannie przechowywanych, ale najczęściej terających się gdzieś po
strychach i opleśniałych pakach, wskrzesły przed memi oczami
całe, długie, nieraz kilkusetletnie dzieje tego szmata ziemi, oka-
lającego dach, pod którym rodzili się dziadowie moi i ja sam na
świat przyszedłem. Zmartwychwstawały kolejno postacie, których
tłum przepłynął w ciągu lat i wieków po tej dzielnicy naszej mię-
dzy Żodziszkami a Nalibocką puszczą, między królewskiemi Mie-
dnikami a Wołożynem. I zdało mi się, mając tak przed oczami
te »autentyki«, te »oryginały«, te pamiątki, że w bezpośredniej-
szą wchodzę styczność z dziejami tej ziemi i tych ludzi, niż do-
wiadując się o nich z drukowanych dzieł historyków.


POWIAT OSZMIAŃSKI 1 

2

Tedy, odłożywszy na stronę wszystko to, co po dziś dzień
o dziejach oszmiańszczyzny napisanem zostało, powiedziawszy
sobie, że dam wiarę jedynie temu, co czarno na białem będę
miał przed oczami, jąłem spisywać, porządkować i grupować ma-
terjał surowy. W ten sposób powstała część nieduża, część pierw-
sza pracy, która, jeśli siły starczą, a okoliczności pozwolą, roz-
ciągnie się na cały obszar oszmiańskiego powiatu w dzisiejszych
jego granicach. W zestawieniu tem niema jednego faktu, jednej
daty, jednego nazwiska, któregobym nie wziął bezpośrednio
z oryginalnego dokumentu, zwróconego następnie uprzejmemu
właścicielowi, lub znajdującego się w mojem posiadaniu. Że tu
i owdzie przytoczony przeze mnie fakt, data lub nazwisko nie
zgadza się z relacją Balińskiego, Niesieckiego lub którego ze
współpracowników »Słownika Geograficznego«, nie moja wina;
że jaki fakt, data lub nazwisko nie zgadza się z powszechnie
przyjętą rodzinną lub sąsiedzką tradycją, również nie wina moja;
nie chodziło mi o żadne zgadzanie się z dotychczasowemi bada-
czami dziejów oszmiańskiej ziemi i oszmiańskich ludzi, nie cho-
dziło mi o żadne wtórowanie czyjemuś widzimisię, jeno o ścisłą
szczerą, opartą na autentycznym materjale - prawdę.
Powiat oszmiański, stanowiący siódmą mniej więcej część
gubernii wileńskiej, gubernii większej o tysiąc kwadratowych ki-
lometrów niż Szwajcarja cała, ma obszaru sto dwadzieścia pięć
mil kwadratowych. Zaszycie tej ogromnej kanwy, gdyby ścieg
przy ściegu, datami i nazwiskami, wypełniłoby tomów kilka-
naście, a i przerosłoby nawet możliwość, zważywszy na gęste
luki w zrujnowanym, poniszczonym, pogubionym dokumentowym
materjale. Musiałem z konieczności ograniczyć się na uwzglę-
dnianiu większych jedynie posiadłości ziemskich, mniej więcej do
dziesięciu włók obszaru, pomijając folwarki, zaścianki i osady,
a czyniąc wyjątek jedynie dla tych, których dzieje miały w so-
bie jaki rys ciekawszy lub charakterystyczniejszy. Dlaczego zaś
w niniejszej pracy nie rzuciłem najpierw ogólnego, statystyczno-
historycznego poglądu na powiat cały, a najsamprzód o szcze-
gółów się zwracam, odpowiedź na to prosta. Bo, aby rzutem
oka objąć całość i zrozumieć ją i w niej się zorientować, trzeba


3

wprzódy poznać szczegóły, składowe części i cząstki tej całości.
Tedy niech mi wolno będzie, w ogłaszaniu tego materjału, iść ślad
w ślad za postępem własnej roboty, to jest od szczegółów przejść
do całości i dopiero zamknąć niniejszą pracę ogólnym na powiat
poglądem, uwzględniającym w szerszych zarysach i jego prze-
szłość i to wszystko, co w czasie obecnym na zaznaczenie tu
u nas zasługuje. W rozdziale zamykającym część ostatnią pracy
niniejszej znajdzie się miejsce obszerne i na zestawienia i na,
statystykę i na kilka najprostszych wniosków ogólnych 1).
W osobnym również rozdziale chciałbym zgromadzić i w ciąg
jeden ułożyć te momenta szerszego znaczenia, czasu których na
widowni powiatu oszmiańskiego rozegrały się ważniejsze wypadki
dziejowe. Potemu również czas później się znajdzie, bo zestawie-
nie takie oprzeć się będzie mogło na wydanych już historycznych
dziełach. Obecnie rzeczą najpilniejszą spieszyć się z uratowywa-
niem materjału nietkniętego a narażanego niemal codzień na bez-
powrotną utratę. Niech mi wreszcie wybaczonem będzie, że kwapię
się z podaniem do druku tej zaledwie pierwszej i niedużej części
rozpoczętej pracy. Kieruje mną ta sama gorąca chęć zabezpie-
czenia od ewentualnej zagłady tego skromnego zbioru materjałów,
podobnie jak pobudką mi była do rozpoczęcia tej pracy gorąca
chęć uratowania od niepamięci tego wszystkiego, co już na kar-
tach niniejszej książki wyzyskanem zostało. Niech mi też za złe
branem nie będzie, że przekraczając ramy samym tytułem zakre-
ślone (materjały do »dziejów« t. j. do zamkniętego okresu czasu),
że nie trzymając się ściśle przewodniego watka, że odstępując tu
i owdzie od tematu, zaregestrowuję w tym quasi raptularzu
oszmiańskim i szczegóły niemające napozór związku z jakowymś
»dziejów« zarysem i krajobrazowy od czasu do czasu szkic jakiś
i urywek z pamiętnika i opis pamiątki, i coś niecoś do etnografii

1) Również ilustracje, których nader skąpa liczba znaleść mogła miejsce
w niniejszej pierwszej części«, dopełnione zostaną i o wiele szersze
znajdą uwzględnienie w następnych tomach. Jeżeliby zaś w tym lub owym 
szczególe sprostowanie jakie koniecznem się okazało, jeżeliby wypadły
potrzeba i sposobność uzupełnienia tej lub owej wiadomości — tedy
 wybaczonym niech mi będzie krótki addytament przydany ostatniemu tomowi.
1*


4

należącego i anegdotę i drobiazg charakterystyczny. Radbym pod
okładkę książki niniejszej i książek, co po niej przyjść mają, po-
łożyć wszystko to, com na gruncie tutejszym znalazł, wszystko
to, co uszło lub ujść ma baczności zawodowych badaczów,
wszystko to, co od zaginięcia da się uratować a co, jeżeli nie dla
szerszego ogółu, to dla nas »oszmiańczuków« ma niejaką wagę
i interes.
Jeżeli zaś, tak się ma zdarzyć z czasem, że któryś z uczo-
nych, całokształt dziejów naszych obszerniej rozrabiający, zwróci
się, bodaj po szczegół najdrobniejszy, do niniejszego materjałów
zbioru, zwabiony choćby jedynie nieskazitelną autentycznością
wszystkiego, com tu zgromadził -- tedy wyższą nad zasługę mieć
będę zapłatę za trud niejednoletni i mozolny.
W pracy niniejszej korzystałem w nieznacznej tylko mierze
z dzieł już drukiem ogłoszonych (najmniej ze »Słownika Geogra-
ficznego«, wydawnictwa iście pomnikowego, ale specjalnie o po-
wiecie oszmiańskim zawierającego nad wszelki wyraz skąpe szcze-
góły). Łatwo czytelnik ślady dzieł tych sam odnajdzie, gdyż sta-
rałem się rozmyślnie uwidocznić to wszystko, com brał z drugiej
ręki, wiążąc tem niejako pozbierane bezpośrednio ze źródeł ma-
terjały.
Cała osnowa tego pierwszego tomu opartą jest przeto nie-
mal wyłącznie na treści starych »fascykułów«, na autentycznych
dokumentach, bądź znajdujących się we własnem mojem posia-
daniu (np. wszystkie dokumenty dotyczące Sół i rodziny Poźnia-
ków), bądź udzielonych mi uprzejmie. Kolejno albo też jedno-
cześnie posługiwałem się oryginalnemi rękopismami, przechowy-
wanemi w chwili obecnej w Kumelanach, w Świłówce, w archiwum
kościoła Holszańskiego, w Paszkiszkach, w Bołtupiu, w Remi-
kiszkach, w Taboryszkach (zbiór niezwykle duży i starannie prze-
chowany), w Jachimowszczyźnie, w Wiszniewie, w Surwiliszkach,
w Bohdanowie, w Bieniunach, w Dorżach, w Nowosiółkach, w Ku-
szlanach, w Bierwieńciszkach, w Dzierakach, w Bienicy. W tym
i owym dworze, zwłaszcza stanowiącym niegdyś fundum obszer-
nej fortuny, znalazły się materjały dotyczące posiadłości ziem-
skich odrzuconych daleko a przedczasem jedną całość stanowia-


5

cych; znalazły się również dokumenty niewytłumaczonym dla
mnie zbiegiem okoliczności, zabłąkane daleko od miejsc, do któ-
rych się odnoszą (np. papiery Graużyskie). Cytować pod linijką
pochodzenie każdej podawanej wiadomości nie sposób było; mu-
siałem ograniczyć się do przytoczeń najważniejszych jeno źródeł.
Wszystkim, którzy przy układaniu niniejszego tomu łaskawą
a chętną darzyli mię pomocą, w szczególności zaś pani Marji
Skarbek-Ważyńskiej, pp. Władysławowi Skarbek-Ważyńskiemu,
Janowi Odyńcowi, hr. Adamowi Czapskiemu, Konstantemu Szwy-
kowskiemu, Adamowi Salmonowiczowi, Kazimierzowi Poderni,
Bolesławowi Rusieckiemu, Andrzejowi Podbereskiemu, Kazimie-
rzowi Szafnaglowi, Rafałowi i Stanisławowi Popławskim, Hen-
rykowi Karczewskiemu, Edwardowi Czernickiemu, Antoniemu
Jurgensonowi, Edwardowi i Ferdynandowi Rószczycom, Fran-
ciszkowi Odyńcowi, Juljuszowi Ganowi, Władysławowi Chądzyń-
skiemu, niech mi wolno będzie na tem miejscu złożyć pełne naj-
żywszej wdzięczności podziękowanie.
Polany, w listopadzie 1895 r.

Kilka day i cyfr.

Byłe województwo wileńskie, rdzenna dzielnica Litwy, ustano-
wione od 1413 r. czyli od pierwszej unii horodelskiej, miało w gra-
nicach swoich pięć powiatów: wileński, oszmiański, lidzki, wiłko-
mierski i brasławski. Z nich od 1569 r. t. j. od unii lubelskiej po-
syłano posłów na sejm dziesięciu, zaś trzej senatorowie woje-
wództwa wileńskiego: biskup, wojewoda i kasztelan zajmowali
pierwsze miejsca po senatorach poznańskich. Miastem stołecznem
województwa było Wilno; z ważniejszych miast województwa wy-
mieńmy: Oszmianę, Lidę, Wiłkomierz Brasław i Żełudek.
Po ostatecznym rozbiorze kraju, w 1795 r. rozkazała Cesa-
rzowa Katarzyna utworzyć z księstwa żmudzkiego i części wi-
leńskiego województwa gubernję wileńska, z Wilnem jako stolicą.
W 1796 r. zlano w jedną całość gub. wileńską i gub. słonimską
i całości tej nadano nazwę gubernji litewskiej. Atoli pięć lat tylko
trwały jej granice. W 1801 r. Cesarz Aleksander kazał gub. litew-
ską znowu rozdzielić na dwie części, na gub. wileńską i gub. gro-
dzieńską z pozostawieniem obu tym gubernjom nazwy gubernij
litewskich. W 1842 r. z tych »gubernij litewskich« wykrojono sa-
moistną gubernję kowieńską. Od tej daty, a właściwie od 1 lipca
1843 r. po dziś dzień granice gubernji wileńskiej nieuległy żadnej
zmianie. Obejmuje ona siedm powiatów, które są: wileński, oszmiań-
ski, trocki, lidzki, świeńciański, wilejski i dziśnieński. Gubernja
wileńska zajmująca siedmiu powiatami swemi przestrzeń 42.528
kwadratowych kilometrów (772 mile) większą jest niż Hollandja


8

niż Belgja, niż Danja, niż Szwajcarja (to ostatnie państwo liczy
41.346 kwadr, kilometrów obszaru).
Pokrywający największą część gubernji powiat ossmiański,
rozciąga się w dzisiejszych granicach swoich na przestrzeni
6.885 1/10 kilometrów (wiorst kwadratowych 6.050 czyli 125.04
kwadrat. mil.) i pod względem obszaru zostawia za sobą niejedno
udzielne księstwo niemieckie. Na ogromnym wileńskiej gubernji
obszarze liczą dziś ludności 1.373.772 dusze płci obojej (w 1880 r.
dusz 1.171.400); cyfra nieduża, dająca na wiorstę kwadratową
mniej więcej 32 mieszkańców, podczas gdy w dwa razy mniejszej
Belgji przypada na kilometr kwadratowy 203 mieszkańców, w Hol-
landji 135, w Szwajcarji 70, w Danji 51, w Serbji 41. Powiat
oszmiański ma w chwili obecnej ludności 204.738 dusz płci obojej
a w tej liczbie:
Rz. katolików.....120.988
Prawosławnych..... 59.553
Żydów............. 23.057
Mahometan......... 633
Roskołów.......... 485
Ew. luteranów..... 21
Ew. reformowanych. 1
Miasto powiatowe Oszmiana ma 5.156 mieszkańców. Północna
częsc powiatu górzysta z największemi w gubernji całej wynio-
słościami; część południowa nizka, błotnista i lasami pokryta;
w środku powiatu wzgórkowata, falista równina. Na północy prze-
ważnie glina i piasek; na południu błota i nierzadko czarnoziem.
Z całej gubernji ma powiat oszmiański najwięcej wzgórz, błot
I lasów (31.4% ogólnego obszaru); najmniej - jezior. Rzeki główne:
u północno wschodniej granicy Wilja, u granicy południowo – za-
chodniej Niemen; środkiem powiatu płynące: Oszmianka ku
Wilji, i Berezyna ku Niemnowi. Lud białorusiński mówiący wła-
ściwem sobie, tak zw. »chłopskiem« narzeczem; tu i owdzie, jakby
oazy czysto litewskiego ludu, po litewsku mówiącego, osady
i wsie. Gmin 23, z których największa polańska liczy 10.370 dusz
płci obojej. Prawosławny w powiecie klasztor jeden (w Boru-
nach) i cerkwi ogółem 55. Rzymsko-katolickich kościołów ogółem 24


9

rozrzuconych po dwóch dekanatach, oszmiańskim i wiszniewskim.
(Parafje dekanatu oszmiańskiego w Holszanach, Sołach, Grauży-
szkach, Żupranach i Murowanej Oszmianie, dekanatu wiszniew-
skiego w Gieranonach, Lipniszkach, Konwaliszkach, Subbotnikach,
Surwiliszkach, Trabach, Iwjach, Zabrzeziu, Derewni, Oborku).
Ziemia przeważnie w ręku właścicieli prywatnych. Przecina pół-
nocną nieznaczną część powiatu jedna linja kolei żelaznej, Libawo-
Romeńska ze stacjami Słobodka, Soły, Smorgonie i Zalesie. Fa-
bryki, przemysł i handel mało rozwinięte, prawie wyłącznie w ręku
żydów. Środowisko najbardziej przemysłowe i fabryczne: Smor-
gonie 2).

2) »Pamiatnaja kniżka wilenskoj gub. na 1894 god. — Słownik Geogra-
ficzny. — El. Reclus. Geografja Rossji Europejskiej. Przekład ruski
dopełniony i przejrzany przez specjalną redakcję. Petersburg. 1883.
 — Rubrycele.


OSZMIANA
1385—1830.

Oszmiana, jedna z najstarożytniejszych osad na Litwie, bo
istniejąca już, podobno, w 1040 r., o mil siedm od Wilna, w pół-
nocnej stronie powiatu leżąca, nazwę swą wzięła od litewskiego
słowa aszmenies, co znaczy »ostrze« i stąd też kronikarze krzy-
żaccy zowią ją z litewska Asschemynne.
Klucz dla szczegółowego rozjaśnienia dziejów Oszmiany za-
ginął chyba na zawsze. Przeszły przez nią liczne i niszczycielskie
wojsk nieprzyjacielskich inkursje; z dymem szło nieraz mia-
steczko całe a z niem razem wszelkie archiwalne dokumenty.
Przywileje na prawa i swobody miasta poginęły zwłaszcza czasu
moskiewskich najazdów, gdy to w całem w. księstwie »żadne ru-
chome rzeczy w całku na swem miejscu zostać się nie mogły« —
jak żalą się ojcowie miasta przed królem Sobieskim. Dopełniła
dzieła zniszczenia inwazja szwedzka zapoczątkowana w 1702 r.
wkroczeniem w granice Rzeczypospolitej wojsk Karola XII 3),

3) Wypis z ksiąg grodzkich powiatu oszmiańskiego. Roku tysiąc siedem-
setnego wtórego miesiąca Septembra ośmnastego dnia. Na urzędzie J. Kr. Mości
przedemną Hieronimem Komarem podstolim mozyrskim i podstarościm sądo-
wym powiatu oszmiańskiego, Wielmożny Jm. Pan Stefan Jan Slizień pisarz
ziemski pow. oszmiańskiego starosta krewski, tak za oznajmieniem Jm. Pana
Władysława Jana Hromyki cześnika i regenta grodzkiego pow. oszmiańskiego
jakoteż za uwiadomieniem Jm. Pana Aleksandra Chmielewskiego regenta ziem-
skiego imieniem całego powiatu oszmiańskiego i sam od siebie solenną zanosił
manifestacyą każdemu donosząc do wiadomości oto: iż gdy hostilitas w ojczy-
znie naszej tak w Koronie Polskiej jakoteż i w Xięstwie Litewskiem przez nie-


12

oraz inwazja francuska 1812 roku. Kiedy między 1826 a 1834 r.
poszukiwano urzędownie inwentarzy i map byłego starostwa
oszmiańskiego, okazało się, że niemal wszystkie one poginęły.
Burmistrz oszmiański Chodorowicz złożył oświadczenie sądowi
granicznemu, że »przez wypadki rewolucyjne miasto Oszmiana
pozbawione zostało wszelkich papierów i dokumentów«. Przeszu-
kano archiwa powiatów wileńskiego, dziśnieńskiego i borysow-
skiego, ponieważ spodziewano się, że przy rozdzieleniu czasowem
powiatu oszmiańskiego na trzy części rozdzielono zarazem i po-
wiatowe archiwum. Poszukiwania nie doprowadziły do żadnego
rezultatu. Dowiedziano się tylko, że istniały inwentarze starostwa
oszmiańskiego z 1648, 1668 (sporządzony na rozkaz króla Jana
Kazimierza i podskarbiego litewskiego Hieronima Kryszpina Kir-

przyjaciela Szweda zakroczyła, którzy będąc nieprzyjaciołami różne grasowa-
nia po całem Państwie naszem czynili i po niemałych — w miastach stołecz-
nych Kownie, w Wilnie i innych miastach, rezydencjach — okupach, braniach,
biciach, mordowaniach, zabijaniach, nad ubogimi ludźmi pastwieniach się,
w roku tym 1702 miesiąca Maja 9 dnia do Oszmiany miasta sądowego niemałe
wojsko szwedzkie przybyło. Tam, jako nieprzyjaciele postronni sprawując się,
wszystko wolne mając, co się podobało czynili; a nadto sklep gdzie różne po-
wiatu całego oszmiańskiego i innych województw i powiatów akta, księgi ziem-
skie, sprawy, prawa, zapisy wieczyste, dokumenta na fortuny szlacheckie były
w należytem złożeniu, skrzynie z księgami rozbito, księgi na podwórze powy-
rzucano, inne poobdzierano, poszarpano a inne zaś czyli przez tych nieprzy-
jaciół Szwedów czyli też przez innych różnych ludzi i obywatelów tegoż po-
wiatu, dokumenta różne ze śrzodka tych ksiąg powydzierano a w niektórych
regestra z początku niemal w każdej księdze co się zostały, dla snadniejszego
komu czego potrzeba znajdzienia będące, powyszarpywano i czyli one podpa-
lono alboliteż na ładunki obrócono czyliteż z sobą pobrano, a najbardziej ksiąg
od roku 1683 aż do roku 1696 doszczętu zginęło, tylko oprócz pół seksterna
roku 1687 znaleziono — i innych zaś wiela lat, których dociec niepodobna, nie-
mało na ten czas potracili. Po przejściu tedy tych namienionych nieprzyjaciół
z Oszmiany, Jm. Pan Hromyka, w pobliżu Oszmiany mieszkający, zjechawszy
do dworu Oszmiany a takowy nalazłszy ruiną, te księgi poszarpane, w błocie
poszmarowane, po wszystkim tym dworze porozrzucane a inne w miasteczku
po gospodach i w polu w szałaszach szwedzkich pozbierawszy, do tego sklepu
we dworze oszmiańskim będącego, złożył a Wielmożnemu Jm. Panu Pisarzowi
przez list swój uwiadomił. Jmć Pan Pisarz zaś namienionego ziemskiego re-
genta to jest Jm. Pana Chmielewskiego tamże dla zweryfikowania i obaczenia
tej ruiny zesłał i ten, przebrawszy i zgromadziwszy, co mógł tych ksiąg na-
leźć zregestrował... »(Z archiwum w Bohdanowie).


13

szensteina przy podaniu starostwa Cypryanowi Pawłowi Brzo-
stowskiemu referendarzowi i pisarzowa lit.) oraz z 1680 roku;
znaleziono kopję partykularną inwentarza z 1556 r. Wszelkie za-
tem źródłowe wiadomości o stanie i prawach Oszmiany staro-
żytnej oprzeć się musiały, jak na dwóch filarach, na dwóch oca-
lonych w 1812 r. oryginalnych dokumentach, mianowicie na przy-
wileju danym Oszmianie przez Jana III i na przywileju renova-
tionis króla Stanisława Augusta. Na nich też i na skąpych wzmian-
kach dziejopisów narodu litewskiego oparł relację swoją o Osz-
mianie Michał Baliński (»Starożytna Polska«), relację tę powtó-
rzył wyraz po wyrazie »Słownik Geograficzny«, a i my, niestety,
pomimo zabiegów i chęci usilnych, uzupełnić ją jedynie możemy:
raz dosłownem przytoczeniem wspomnianych dwóch dokumentów,
powtóre kilku szczegółami, zaczerpniętemi z resztek byłego ratu-
szowego oszmiańskiego archiwum.
Na kartach historji pierwszą wybitniejszą nieco wzmiankę
o Oszmianie spotykamy pod datą 1385 r. Podówczas to krzyżacy,
z mistrzem Konradem Zölnerem na czele, przedsiębiorąc wyprawę
na zniszczenie dziedzicznych Jagiełły posiadłości t. j. księstwa
krewskiego podeszli, pustosząc kraj cały, aż pod Oszmianę, a na-
stępnie, cofnąwszy się rychło, stanęli obozem pod Miednikami,
gdzie ich podjazdy załogi oszmiańskiej niepokoiły. Czem była
podówczas Oszmiana? Twierdzą oczywiście; — ale czy leżała do-
koła tej twierdzy jaka samoistna własność ziemska i we władaniu
była czyim? Przyznaje np. sam Bobrzyński (»Dzieje Polski« wyd.
1887 I. 270), że o wewnętrznej organizacyi Litwy w XIII wieku
mało dotychczas pewnego wiemy. Książę w zamian za służbę wo-
jenną i posłuszeństwo swoim rozkazom oddawał pewnej liczbie
znakomitszych panów, bojarów, cały kraj w dziedziczne dzier-
żawy i panowie ci w dzierżawach swoich wyznaczali szczuplejsze
dzierżawy dla rycerstwa, zobowiązując je do służby wojennej na
swe zawołanie, do rozlicznych powinności i danin. Nikt więc na
Litwie nie miał własnego gruntu. Dopiero Jagiełło w 1387 r. po-
równawszy bojarów litewskich z polskimi panami, dzierżawy na
własność im nadał. Przypuścić przeto można, że i Oszmiana była
w XIII i XIV wieku dzierżawą nadaną jakiemu bojarowi, podo-


14

bnie jak np. Holszany i że potem na własność któremu z boja-
rów lub książąt litewskich oddaną została. Pewną jest natomiast
rzeczą, że w 1432 roku była Oszmiana rezydencją książęcą z zam-
kiem i dworem. Po śmierci Witolda w 1430 r. nastąpionej, pano-
wie litewscy składający senat czyli radę najwyższą, zebrali się
na sejm do Wilna, aby pod przewodnictwem króla Jagiełły ra-
dzić o wyborze nowego wielkiego księcia. Król poprowadził na
tron jednego z młodszych braci swoich Świdrygiełłę i czyniąc
zadość królewskiej woli, Litwini tego Świdrygiełłę księciem obwo-
łali. Świdrygiełło odpłacił się bratu czarną niewdzięcznością;
chciał zerwać związek Polski z Litwą i połączyć się z Krzyża-
kami przeciw Jagielle. Wojował z nim Jagiełło, pobił go paro-
krotnie, aż wreszcie doprowadzony do ostateczności, zezwolił, aby
panowie litewscy dumnego, popędliwego i wiarołomnego Świdry-
giełłę zrzucili z tronu i ogłosili wielkim księciem litewskim Zyg-
munta, syna Kiejstuta, księcia starodubowskiego. Działo się to
w 1432 r. Świdrygiełło z niewielkim pocztem Rusinów i Tatarów
przebywał wówczas na zamku swoim w Oszmianie i niczego nie
spodziewając się ucztował wesoło. Zygmunt na czele hufca zło-
żonego z Litwinów i Polaków, mając przy boku swoim księcia
Holszańskiego, najechał z nienacka na Oszmianę, zamek opano-
wał i samego Świdrygiełłę zmusił do ucieczki do Płocka. W je-
sieni tegoż roku przyszło raz jeszcze pod Oszmianą do starcia
między Zygmuntem a Świdrygiełłą. W walnej bitwie ten ostatni
pokonany został i straciwszy dziesięć tysięcy zabitych a cztery
tysiące jeńców, ustąpił z pola. Zygmunt, na podziękowanie Bogu
za zwycięstwo, fundował w 1434 r. przy kościele parafialnym
oszmiańskim, założonym prawdopodobnie przez Jagiełłę lub Wi-
tolda — kollegiatę, która w następstwie upadła 4).
W tej epoce rozpadła się Oszmiana na Starą i na Nową.
Nowa Oszmiana (gdzie dziś miasteczko), mając dwór książęcy,
zaczęła zabudowywać się w miasto. Stara Oszmiana, pierwotna
osada tego nazwiska, o parę wiorst od miasteczka oddalona, od-

4) Porów. M. Baliński »Staroż. Polska« wyd. 1886.IV 178 K. Skirmun-
tówna »Dzieje Litwy« str. 101. Dr. A. Lewicki »Powstanie Świrdygiełły«. Kra-
ków 1892. str. 161.


15

daną została w 1505 r. przez Aleksandra Jagiellończyka, który
tu kościół i klasztor drewniany zbudował — 00. Franciszkanom.
Już za Zygmunta Starego była Nowa Oszmiana miastem
mającem zabezpieczone swoje prawa i swobody. Rewizja komi-
sarska, w 1537 r. odbyta z rozkazu królewskiego, opisuje ustawę
poboru targowego i powinność mieszczan. Ustawę tę Jan III po-
twierdził przywilejem 11 lipca 1683 r. danym, a którego zawar-
tość brzmi słowo w słowo jak następuje:
»Jan Trzeci z Bożej łaski Król Polski, Wielki Książę Litew-
ski, Ruski, Pruski, Mazowiecki, Żmudzki, Kijowski, Wołyński, Po-
dolski, Podlaski, Inflantski, Smoleński, Siewierski, Czernichowski.
Oznajmujemy niniejszym listem przywilejem Naszym wszem wobec
i każdemu z osobna, komu o tem wiedzieć teraz i w potomne
wieki będzie należało. Wszystka intencja i umysł Nasz na tym
jest założony i ugruntowany fundamencie, aby przy zapewnieniu
zupełnej praw, swobód i wolności swych całości od Najjaśniej-
szych Predecessorów Naszych sobie nadanych pod szczęśliwem
panowaniem Naszem wszyscy poddani Nasi od Pana Boga Nam
powierzeni nienaruszenie zostawali, a że incuria temporum tak
wielu tych że poddanych Naszych od praw i dyspozycij swych
poodpadało i przez to od dzierżawców samych i od ich namiest-
ników nad dawne prawa, ustawy i zwyczaje wielkie krzywdy
i opressje ponoszą, nie mając powinności swych słusznemi i na-
leżytemi określonych granicami, tedy i w tem na ojcowskiem Na-
szem nie schodzi pieczołowaniu, gdy i takowym osobliwą łaską
Boską i szczodrobliwością Naszą królewską subvenire usiłujemy —
tak aby mając obrony i zaszczytu swego autentyczny dokument,
mogli się tem bezpieczniej od takowych zasłaniać impetycji i nie-
należytości. Przeto gdy sławetni Maciej Stanisław Dymitrowicz,
Jerzy Jacyn, Adam Guscian, mieszczanie i obywatele miasteczka
naszego Oszmiany w powiecie oszmiańskim leżącego imieniem
swym i całego pospólstwa tegoż miasta pokornie przez pp. rad
i urzędników Naszych przy boku Naszym natenczas rezydujących
suplikowali i oraz w tejże się suplice żałośliwie uskarżali, że im
podczas przeszłych moskiewskich inkursji i najazdów na W. X.
Lit. wszystkie przywileje, prawa i dyspozycje onym od Najjaś-


16 

niejszych Antecessorów Naszych nadane konfirmowane i appro-
bowane, dla tejże wojny, w którą żadne ruchome rzeczy w całku
na swem miejscu zostać się nie mogły, poginęły, jedną tylko wy-
jąwszy rewizję komissarską w roku 1537 odprawioną a z ksiąg
grodzkich powiatu oszmiańskiego per extradum w r. 1675 miesiąca
nowembra 30 dnia autentycznie wyjętą i wypisaną, Nam oraz
przy podanej suplice prezentowaną, w której ustawy i powin-
ności miejskie tak są opisane: Najprzód ustawa. Podczas dnia
targowego od sztuki wosku po groszy 2, od krużka po gr. 1, od
wozu kupieckiego końmi dwoma gr. 7, od wozu kupieckiego je-
dnym koniem pieniędzy 5, od wozu małych kupczyków koniem
jednym gr. 2, od bydła wielkiego po gr. 1, od czworga małego
bydła gr. 1, od kupca wierzchowego, który przy wozach idzie, po
gr. 1, a gdzieby który kupiec jadąc z jakąkolwiek kuplą mający
co inszego w wózku swoim, na którymby sam siedział, okrom
żywności swojej w potrzebie ku strawie pożytku jego myto prze-
minął i tego co w wozie jego jest nie powiedział co idzie z kupli
ku pożytkowi jego, takowy towar ma być konfiskowany. Powin-
ność zaś jest takowa mieszczan: tych, którzy w rynku siedzą,
płacić powinni od sadzibnego pręta do skarbu J. K. Mości po 7 1/2
pieniędzy białych, a którzy w ulicach, od sadzibnego pręta po 5
białych, a z ogrodzonych - białych 2 1/2; z ogrodów miejskich,
z każdego morga płacić powinni po gr. 3, a z prętu po 1 białym,
z włoki każdej czynszu po gr. 40, z morgów miejskich po gr. 3,
za tłoki po gr. 12 z włoki każdej płacić mają; a inszych powin-
ności pełnić, stancji dawać, także z listami J. K. Mości chodzić,
za urzędniczemi, także na stróże, na tłoki, ani na żadną inszą
robotę nie powinni. Szynki jako to: miody, piwa i gorzałek we-
dług tejże rewizji spólne mają płacąc od miodu do skarbu J. K.
Mości kopę 1, od piwa także kopę 1, a od gorzałki groszy 30,
z zaścianka zaś gruntu dobrego po groszy 3, gruntu podłego po
gr. 1 1/2 sztuka. A tak my Król, z podanej Nam supliki przerze-
czonych poddanych Naszych wyżej wpisane konsensa powinności
i ustawy punctatim wypisane wyrozumiawszy i jako autentycznej
rewizji, krom żadnej suspicyi będącej, zupełną wiarę dawszy i do
tejże Ichmościów supliki łaskawie sie skłoniwszy, zwyż insero-


17

waną ustawą i powinności mieszczanów oszmiańskich, poddanych
naszych, miłościwie approbować, konfirmować i ratyfikować umy-
śliliśmy, jako też we wszystkich punktach, klauzulach, artykułach,
periodach, ligamentach, i kondycjach aprobujemy, konfirmujemy
i retyfikujemy teraźniejszym listem przywilejem Naszym, mieć
chcąc i deklarując, aby za tak ważną poczytana i znana od
wszystkich była jakoby ta, która od słowa do słowa wpisana zo-
stała tak z ograniczeniem jako i z innemi kondycjami i cyr-
kumstancjami w sobie wyrażonemi superius, przytem powagą Na-
szą wszystkie defekta, inquantum by się znajdowały jakiekolwiek
z okazji praw i przywilejów oryginalnych przez inkursję nie-
przyjacielską zgubionych, co oraz do wiadomości urodzonego
dzierżawcy Naszego starostwa oszmiańskiego teraz i na potem
będących i ich namiestników przywodząc mieć chcemy i władzą
Naszą królewską rozkazujemy, aby przerzeczonych poddanych
Naszych, mieszczan oszmiańskich, w potomne wieki podług tego
prawa cale i nienaruszenie zachowali i w niczem prawu temu
nie sprzeciwiali się ani denegowali, inaczej nie czyniąc dla łaski
Naszej i pod winami na sprzeciwiających się przywilejom Naszym
prawem pospolitem warowanemi. Na co dla lepszej wiary ręką
się Naszą podpisawszy, pieczęć W. X. Lit. przycisnąć rozkaza-
liśmy. Dan w Warszawie dnia 11 miesiąca Julii roku Pańskiego
1683 panowania naszego dziesiątego roku« 5).
W sto lat potem mieszczanie oszmiańscy, w prawach swoich
i przywilejach alterowani przez starostę, udają się raz jeszcze
do opieki i łaski monarszej. Stanisław August, bez względu na
zaginione przywilejowe dokumenty, przychylając się do prośby
burmistrza, radców i ławników oszmiańskich, wydaje w r. 1792
miastu Oszmianie przywilej renovationis brzmiący dosłownie
w ten sens:
»W Imię Pańskie amen. Na wieczną rzeczy pamiątkę. My

3) Pieniądz biały równał się za czasów Sobieskiego denarowi, których
w jednym groszu było dziesięć, zaś grosz ówczesny równał się 1/2 grosza
dzisiejszego, czyli 3/4 kopiejki. Zatem tedy 7 1/2 pieniędzy białych miało war-
tość, odrzuciwszy ułamki = 1/2 kopiejki; 5 białych = 1/4 kopiejki; 2 1/2 białych
= 43/246 kopiejki; 3 grosze = 2 1/4 kop.; 40 groszy = 28 l/2 kop.
POWIAT OSZMUŃSKI


18

Stanisław August etc. oznajmujemy tym naszym renovationis et
locationis dyplomatem wszem w obec i każdemu komu o tem wie-
dzieć należy tak teraźniejszego jako i potomnego wieku ludziom.
Przełożono nam jest przez panów rady urzędników przy boku
naszym rezydujących i imieniu i rzeczy szlachetnych burmistrza,
wójta, radców, ławników i całego ludu miasta naszego wolnego
Oszmiany, w W. Ks. litewskiem w powiecie oszmiańskim położo-
nego, iż gdy prawami sejmu teraźniejszego pod związkiem kon-
federacji trwającego, o miastach postanowionemi, mianowicie kon-
stytucją pod tytułem »Miasta nasze królewskie wolne w pań-
stwach Rzeczypospolitej« — wszystkie miasta nasze królewskie
za wolne, obywatele takowych miast jako ludzie wolni, ziemia
w miastach przez nich osiadła a dotąd niewątpliwie i prawnie
posiadana za własność tychże miast i obywatelów w nich osia-
dłych dziedziczną uznanemi zostały, dawne przywileje im służące
zupełnie utwierdzone a Nam, królowi, takowym miastom wolnym,
nietylko tym, którymby dawniejsze przywileje lokacyjne zagi-
nęły, za dowiedzeniem ich byłości, nowe dyploma renovationis,
i tym, które miejscem sejmików i sądów ziemiańskich prawem
sejmu teraźniejszego oznaczone zostały, ale nawet gdyby w ja-
kiem miejscu na gruntach naszych królewskich osada ludzi wol-
nych dała przystojną siedlisku swemu miasta postać, dyploma
erectionis wydać moc zostawiona i zachowana. A że miasto nasze
wolne, Oszmiana, od wieków ufundowanem miejscem sądów zie-
miańskich powiatu oszmiańskiego zaszczycona, nietylko przy-
stojną postać miasta formuje a przeto zdolnem jest do otrzyma-
nia przywileju renovationis et locationis, ale nawet świeżo zapa-
dłem sejmu teraźniejszego prawem, za miejsce do odbywania
sejmików ziemiańskich powiatu oszmiańskiego oznaczona jest
i podatki wszelkie publiczne jako to: pół-podymne, czopowe, sze-
lążne i sznurowe tak jak inne uprzywilejowane miasta opłaca.
Zaczem suplikowano Nas, abyśmy z mocy zwierzchności Naszej
Najwyższej, która Nam prawami krajowemi jest dozwolona, sto-
sując się oraz do konstytucji wyż nadmienionej, temuż miastu
dyploma renovationis et locationis wydać, ziemię przez to miasto
z mocy dawnych nadań w ograniczeniu dotąd niewątpliwie egzy-


19 

stującem osiadłą i posiadaną, ze wszelkiemi własnościami tak co
są w aktualnej posesji, jako też te, któreby zdawna do tego mia-
sta należały, własnością dziedziczną nadać, magistrat i juryz-
dykcję sądową na wzór innych miast uprzywilejowanych usta-
nowić, niemniej fundusze i dochody ogólne na rzecz tegoż miasta
przeznaczyć i bezpieczne onych użycie zapewnić, od władzy i ju-
ryzdykcji innej, jakoto ziemiańskiej, wojewodzińskiej, starościń-
skiej i dalszych, od obcego wszelkiego wpływu i od ciężarów
arbitralnie nałożonych uwolnić, juryzdyki wszelkie obce du-
chowne i świeckie uchylić, i one pod władzę i juryzdykcję osz-
miańskiego magistratu poddać, do wolności innym miastom równe
podatki Rzeczypospolitej opłacającym przystosować, wolnej elek-
cji magistratu i urzędników na mocy praw sejmu teraźniejszego
dozwolić raczyli. Do której prośby, ile na prawie pospolitem grun-
tującej się, My król łaskawie się skłoniwszy i do wyż wzmienio-
nych konstytucyj na sejmie teraźniejszym ustanowionych stosow-
nie się mając, chcąc oraz przyrzeczone miasto Oszmianę i jego
obywatelów w wolnościach i zaszczytach miejskich zapewnić, do
dobrego bytu i porządku doprowadzić, one wolnym ludem, handle
i rzemiosła sprawującym, pomnożyć, a pomnażające się z czasem
dochody Rzeczypospolitej zwiększyć, mając oraz i to w zamiarze,
aby z nadaniem wolności miastom kraj cały w handle i ręko-
dzieła powstawał a przez to zamożnym i bogatym równie obcym
narodom stał się — toż miasto Oszmianę za wolną uznajemy,
wszystkich obywatelów w tym mieście osiadłych i na potem osia-
dać mających a poddaństwu niepodległych, do prawa miejskiego
uciekających się, za ludzi wolnych, ziemię w obrębie tegoż miasta
położoną i przez nich osiadłą, ich domy, wsie i terytorja, gdzie
jakie do których miast prawnie teraz należą, własnością ich dzie-
dziczną być przyznajemy — co nie ma przeszkadzać zaczętym
i niedokończonym sprawom — magistrat utworzyć i sędziów
miejskich t. j. burmistrza, wójta, radców i ławników gminnych,
pisarza i syndyka i kasjera na wzór innych miast wolnych
uprzywilejowanych obierać, rządy i sądy wedle przepisów prawa
sejmu teraźniejszego pod tytułem »Urządzenie wewnętrzne miast
wolnych Rzeczypospolitej w Koronie i W. Ks. Lit. «sprawować


20

dozwalamy, a wszystkich obywatelów przerzeczonego miasta
Oszmiany, bądź ze szlachetnego bądź miejskiego urodzenia ludzi,
handle, rękodzieła i rzemiosła sprawujących albo szynkiem ba-
wiących się, bądź z jakiegokolwiek przemysłu żyjących i w temże
mieście tak teraz possesje mających jako i na potem one nabyć
mogących, jakiegokolwiek byliby dostojeństwa, professji lub
kunsztu, juryzdykcji miejskiej i magistratowi miejscowemu tegoż
miasta równym oraz podatkom, wolnościom i zaszczytom pod-
ległymi mieć chcemy i wzmienione miasto Oszmianę wraz z jego
obywatelami od wszelkich juryzdykcyj: ziemiańskiej, wojewodziń-
skiej, starościńskiej, zamkowej i dalszych, na mocy prawa świeżo
zapadłego, wyjmujemy i że żaden z obywatelów tego miasta
w żadnej sprawie czy to z possesji miejskiej czy to z osobistości
wynikłej przed żadnym innym obcym sądem odpowiadać nie bę-
dzie tylko przed urzędem miejskim podług przepisu teraźniej-
szego prawa o miastach postanowionego, przez osiadłych w tem
mieście obywatelów obranym, sądzić się ma — stanowiemy. A gdyby
któżkolwiek dekretem sądu miejskiego oszmiańskiego mniemał się
być uciążonym, tedy do sądów apellacyjnych w mieście Wilnie
prawem sejmu teraźniejszego dla miast W. Ks. Lit. za wydzia-
łowe oznaczonych lub do sądów naszych zadwornych assesor-
skich W. Ks. Lit. podług gatunku spraw w prawie wymienionych
apellować będzie mocen. Urząd zaś i sąd miejski z urzędów i są-
dzenia tegoż miasta, jako też całe przerzeczone miasto Oszmiana
nie gdzieindziej jak tylko przed Nami i sądem naszym zadwor-
nym assesorskim W. Ks. Lit. w sprawach prawem przepisanych
odpowiadać będą winne; tudzież aby to miasto w rynku publicz-
nym ratusz dla obrad i sądów miejskich, także w miejscach przy-
zwoitych kramnice i jatki na pożytek miejski jako też publiczną
cegielnię miejską wystawiło — onemu — dozwalamy. Żeby zaś prze-
rzeczone miasto Oszmianę tak w rzeczach sądowych jako też
i rządowych miejskich pewnego zażywało zaszczytu, onemu herb
taki jaki się tu daje odmalowany widzieć, to jest na jednej stro-
nie ręka trzymająca szalę, na drugiej stronie tarcza, pomiędzy
temi ciołek z napisem pod nim: Memoria Stanislai Augusti, 1792 r.
przez toż miasto obrany nadajemy, którego to herbu na pieczę-


Oszmiana. Kościół parafialny św. Michała.
według szkicu B. Rusieckiego rysowanego z natury w 1846 r.

ciach i wszelkich oznakach temuż miastu używać pozwalamy 6);
innych wszelkich swobód, wolności i zaszczytów jakowe prawami
krajowemi miastom wolnym są dozwolone i jakowemu zarządze-
niu najwyższym władzom też miasta wolne podlegać są obowią-
zane, to wszystko w tern mieście wolnem Oszmianie dopełnione
i wykonane mieć chcemy oraz wszelkich prerogatyw, tak z praw
krajowych, mianowicie z konstytucyj na sejmach postanowionych
jako też z prawa miejskiego Magdeburskiego wynikających, tymże
mieszczanom oszmiańskim używać dozwalamy i aby w tem od
nikogo żadnej nie mieli przeszkody ostrzegamy. Na co dla lepszej
wiary niniejsze dyploma ręką Naszą podpisane, pieczęcią W. Ks.
Lit. stwierdzić rozkazaliśmy. Dan w Warszawie dnia 22 miesiąca
Maja roku Pańskiego 1792, panowania Naszego 28 roku«.
Była zatem Oszmiana za czasów Rzplitej głównem miastem
bardzo obszernego powiatu (podług konstytucji r. 1717 liczącego
84.200 mieszkańców — wedle »Słów. Geogr.«). Odbywały się w niej

6) Herb nadany Oszmianie przez króla Stanisława Augusta istnieć prze-
stał w 1800 r. na mocy ukazu cesarza Aleksandra I z 5 sierpnia 1800 r. o uło-
żeniu herbarza dla wszystkich miast państwa Rossyjskiego.


22

sądy ziemskie i grodzkie, oraz sejmiki na wybór posłów. Stani-
sław August, jak widzieliśmy, uczynił ją miastem wolnem i nie-
podległem, uchylając Oszmianę z pod wszelkich juryzdyk obcych
i z pod wpływu starościńskiego. Król Zygmunt August nadał był
miastu włokę gruntu pod szpital. Folwark Święty Duch, pod Osz-
mianą leżący, należał prawie zawsze w ciągu wieków na prawach
własności do starostów oszmiańskich. Posydował go w r. 1763
Andrzej Ogiński mieczny W. Ks. Lit., ówczesny oszmiański sta-
rosta i przedał go następcy swemu na starostwie, Michałowi
Brzostowskiemu koniuszemu lit. Był w następstwie Święty Duch
w posiadaniu Ważyńskiego podkomorzego oszmiańskiego, który
przedał go Tadeuszowi Kociełłowi, postępującemu w r. 1772 na
starostwo oszmiańskie.
W miasteczku od niepamiętnych czasów istniał kościół pa-
rafjalny przez Jagiełłę lub Widolda fundowany, kościół do dziś
dnia istniejący, pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Mikołaj
Rudy Radziwiłł, brat królowej Barbary, będąc starostą oszmiań-
skim, założył w Oszmianie zbór kalwiński w drugiej połowie
XVI wieku; świątynia ta dawno istnieć przestała. Przestał też
istnieć zniesiony w 1850 r. kościół Dominikanów na rynku sto-
jący. Wznieśli go byli w 1667 r. Andrzej i Dorota z Oborskich
Poczobutowie pisarzowstwo ziemscy oszmiańscy 7). Po spaleniu
się w 1797 r. Dominikanie sami odbudowali kościół też drewniany.
Fundusze przez fundatorów nadane były: plac w mieście Oszmia-
nie, liczący trzy morgi gruntu, folwark Burakowszczyzna (dy-
mów 6) i dwa małe nieosiedlone folwareczki. Ostatnim przeorem
był ks. Piotr Orzechowski 8).
Starostwo oszmiańskie obejmowało w 1772 r. samo miasteczko
Oszmianę z ratuszem w rynku, z ulicami: Holszańską, Poprzeczną,
Św. Duchowską, Wileńską, Żuprańską - oraz wsie: Olany, Gie- 
Niowice i Powiaże, wreszcie rozmaite uroczyska łączne, orome
i leśne: Miasteczko oraz wspomniane wsie dawały rocznej intraty
1.430zł.; aręd, młynów, szynków etc. wpływało do starościńskiej

7) Vol. leg. IV. f. 1008.
8) E. Tyszkiewicz. »O klasztorach djecezji wileńskiej«.


Oszmiana. Kościół parafialny św. Michała
według fotografji z 1894 r.

kasy 4.500 zł.; krestencja dworna czyniła
przeszło 700 zł., tak iż summa generalis
rocznego dochodu starostwa oszmiań-
skiego dosięgała cyfry 6.658 zł. Były
też i ekspensa zwyczajne i nadzwy-
czajne, jako to: annuata roczna proboszczowi oszmiańskiemu
(600 zł.), wydatki na reperację budynków i dróg, pensje służbie
wypłacane 9), tak iż pozostawało dochodu netto mniej więcej
4.000 zł.; a ponieważ kwartę roczną wnoszoną do skarbu Rzplitej
obliczano na podstawie dochodu netto, przeto w czasie, o którym
mowa (1772 r.) opłacało starostwo oszmiańskie kwarty 1.034 zł.
15 groszy 1 szeląg (w 1787 r. kwarty rocznej 2.340 zł. 21 gr.
2 szel.). Dochody zwiększały się z roku na rok. W 1798 r. sta-
rostwo oszmiańskie — graniczące z Jagiełłowszczyzną Wołodź-
ków, Polanami Jankowskich, Łajłubką Tracewskiego. Bierwień-
ciszkami Hromyków, Żupranami Radziwiłłów, z gruntami oszmiań-

9) Parobcy starosty, służący »na własnem odzieniu«, otrzymywali rocz-
nego jurgioltu po 30 z:., dziewki folwarczne pensji rocznej po 20 zł., pastuch
dostawał 16 zł. rocznie, a zaś ordynarję każdy z nich miał następującą, na je-
dną osobę, na rok cały: żyta beczkę, jęczmienia ośmin dwie, grochu ośmina,
gryki ośmin dwie, konopi garniec jeden, soli garncy sześć, pszenicy garncy
cztery i na okrasę półtora wieprza. (Rok 1775).


24

skiego probostwa, z Woszkiennikami i Sylwestrowszczyzną Bień-
kuńskich,z Bołtupiem Wereszczaków podkomorzyców nowogródz-
kich - dało dochodu netto 10.028 złp. Mieszczanie oszmiańscy
obowiązani byli z każdego domu wysłużyć staroście sześć dni
co roku na swoim chlebie do żniwa oraz odbyć dwie drogi do
Wilna (w razie jeśli który nie chciał lub nie mógł jechać, płacił
staroście za obie nie odbyte drogi zł. 5 gr. 2). Żydzi, jako nie
chodzący na »tłoki« płacili staroście po zł. 3 na rok. Mieszczanie
i żydzi obowiązani byli: w razie potrzeby osypywać groble, re-
perować mosty, oraz jeździć z posyłkami »pobliższemi« — o mil
kilka. W ostatnich czasach istnienia starostwa, specjalną rubrykę
dochodu zaczęła stanowić poczta. Wskutek Najwyższego ukazu
z d. 24 kwietnia 1797 r. determinującego zostawienie poczt litew-
skich podług dawniejszego onych urządzenia — wziął Tadeusz
Kociełł od dyrekcji poczt litewskich w tymże 1797 r. kontrakt na
utrzymywanie poczty w Oszmianie z terminem 15-letnim. Dzier-
żawca obowiązany był sam dać pomieszczenie całemu poczto-
wemu oddziałowi oraz postawić dostateczną liczbę koni i utrzy-
mywać urzędników. Rząd wymagał tylko, aby dzierżawiona poczta
utrzymywaną była »porządnie« i funkcjonowała prawidłowo.
Dzierżawca dawał na to porękę, wnosząc i zapisując ją na do-
brach swoich (Kociełł np. — na Bienicy). Dzierżawca pobierał
wszystkie dochody prawem przepisane a mianowicie: po dwa
złote polskie od mili za każdego konia, oprócz tego opłacany
z góry na ręce poczt-komisarza obowiązkowy trinkgeld za każdą
stację po dwa złote, za bryczkę l 1/2 złotego (wagengeld) i za sma-
rowanie kół 1/2 zł. (szmirgeld). Pasażer uiszczał całą tę opłatę przed
odjazdem ze stacji - »kto zaś onych, tj. pieniędzy, nie zapłacił,
takiemu poczt-komisarz ma prawo nie dawać koni«. Poczta osz-
miańska utrzymywana przez Kociełła dała zaraz w pierwszych
miesiącach dzierżawy (19 lutego — 1 czerwca 1798 r.) dochodu
1.423 zł, ale rozchodu 1.105 zł. Ekstraordynaryjny również do-
chód dawały staroście place i domy w mieście samem, stanowiące
jego osobistą prywatną własność a z łaski królewskiej z pod
wszelkich opłat i ciężarów miejskich i starościńskich wyjęte. Tak
oto, naprzykład, kupił był jeszcze w 1667 r. Samuel Hieronim


25

Kociełł plac w Oszmianie od niejakiego żyda Jakóbowicza i dom
na placu tym postawił. Król Michał eliberował ów dom w 1671 r.
a przywilej potwierdziła konstytucja sejmowa 1775 r. 10). Staro-
stwo oddawane bywało w dzierżawę, w całości lub częściowo,
względnie do opłat kwarty i oficjalnych wykazów intraty, za wy-
soką cenę. Tak np. Michał Kazimierz Kociełł, któremu był ojciec

10) Michał z Bożej łaski król Polski etc. Oznajmujemy tym naszym listem
przywilejem, iż co za konsensem urodzonego Cyprjana Pawła Brzostowskiego
referendarza i pisarza W. Ks. Lit. jako starosty oszmiańskiego, pewny plac
z ogrodem, w temże mieście Oszmiańskiem, juryzdykcji starostwa oszmiań-
skiego zdawna podległy, urodzony Samuel Kociełł podkomorzy oszmiański
u żyda Mejera Jakubowicza i u żany jego nazwanego nabył i na nim się po-
budował, tedy ponieważ tenże urodzony referendarz i pisarz W. Ks. Lit. po-
zwolił urodzonemu podkomorzemu oszmiańskiemu u nas o libertacją na ten
dom starać się i my na przyczynę Panów Rad i urzędników przy nas naten-
czas będących do prośby urodzonego podkomorzego oszmiańskiego skłoniw-
szy się, pomienfony dom jego z ogrodem, przezeń u żyda pomienionego ku-
piony, antiquitus do juryzdykcji starostwa oszmiańskiego należący, od wszel-
kiego płacenia czynszów albo składanek i contribucyj miejskich, quocumque
titulo nazwanych, salvis jednak oneribus Reipublicae, także od stawienia gości
i innych ciężarów dwornych uwalniamy i libertujemy, to jednak warując, aby
to uwolnienie domu i placu tego pożytkom urodzonego starosty oszmiańskiego
nie preiudikowało i na przeszkodzie nie było. Co do wiadomości wszem wobec
a mianowicie sławetnym mieszczanom miasta naszego Oszmiańskiego podaw-
szy, chcemy mieć i rozkazujemy, abyście pomieniony dom i plac przez uro-
dzonego podkomorzego oszmiańskiego nabyty, przy tej, od Nas za pozwole-
niem urodzonego referendarza i pisarza W. Ks. Lit. starosty oszmiańskiego
nadanej libertatiej zachowali i w nim mieszkających od juridictiej swojej ta-
mecznej w pogotowiu do ciężarów, składek i kontrybutjej quocumque titulo
nazwanych, od których tym listem naszym libertatywnym uwolniliśmy, nie-
pociągali i pociągać nie ważyli się, inaczej nie czyniąc. Na co dla lepszej wiary
ręką się Naszą podpisawszy, pieczęć W. Ks. Lit. przycisnąć rozkazaliśmy. Dan
w Warszawie dnia 15 miesiąca Januarii R. P. 1671 panowania Naszego wtó-
rego roku. (Oryg. w Bienicy).
Place dwa w mieście Oszmianie leżące, quondam przez ur. Samuela
Hieronima Kociełła podkomorzego oszm. w r. 1667 Februarii 8 dnia wieczyście
nabyte, a przez Najjaśniejszego króla J-mści Michała osobliwemi przywilejami
libertowane, w naturę dóbr ziemskich obrócone i w taryfę domów abjurato-
wych umieszczone, przy dziedzictwie ur. Tadeusza Kociełła starosty oszm.
i sukcesorów jego zachowujemy, od wszelkich powinnośni miejskich uwalniamy,
a w naturze dóbr ziemskich one zachowując, szynki propinacje i dalsze wszel-
kie pożytki mieć, bez żadnej od starostów oszm. i od kogożkolwiek prze-
szkody, powagą Sejmu teraźniejszego pozwalamy. (Vol. leg. Konst. Lit. 1775,
v. VIII. f. 667).


26

w ostatnich latach życia ustąpił starostwa oszmiańskiego rządy
i dochody, oddał w 1798 r. Lejbie Berkowiczowi w jednoroczną
dzierżawę za 8.000 zł., bynajmniej nie całe starostwo jeno tylko
karczmę w rynku, młyn z waluszem, karczmę na gościńcu bo-
ruńskim i dwie włoki gruntu pod Olkiewiczami.
Rezydencję starosty zwano »zamkiem«. Stał ów dwór sta-
rościński opodal kościoła parafialnego, mniej więcej naprzeciw
tego domu, w którym dziś mieści się kaznaczejstwo. Wśród
obszernego dziedzińca, oparkanionego dylami i kratą drewnianą
u wierzchu, zamkniętego wielkiemi wrotami z dwoma po bokach
furtkami, stał nieco w lewo dom mieszkalny o piętnastu oknach,
z drzewa stawiony, gontami kryty, mający ku ozdobie przed gan-
kiem dwa słupy na czerwono malowane, unoszące latarnie. W sie-
niach podłoga ceglana i latarnia zwieszająca się na sznurze z pu-
łapu. Z sieni w lewo pokój o dwóch oknach, z »blaszanemi pa-
jączkami malowanemi na czerwono, wiszącemi u sufitu; dalej
pokój »pański« zastawiony meblami krytemi płócienkiem nie-
bieskiem w paski, oświetlany pajączkami ściennemi, z wiszą-
cemi na ścianie od lat niepamiętnych czterema lusterkami. Bo-
kówka, garderoba, spiżarnia, gabinet, raczej salka recepcjonalna,
gdzie starosta przyjmował interesantów, sadzając ich na prostych
drewnianych ławach i stołeczkach, dopełniały liczby ośmiu poko-
jów starościńskiego zamku. W prawo od mieszkalnego budynku
oficyna, ozdobiona na froncie galerją o toczonych balaskach.
W niej izba sądowa ze stołem dużym dla sędziów w pośrodku,
ze stołem mniejszym dla regentów, z ławą dla palestry, z ław-
kami dla procesujących się, z piecem o zielonych kaflach — dla
ozdoby i ciepła. Opodal druga oficyna, w której mieściła się
kuchnia, gdzie była izba szafarska, gdzie były komory i komórki.
Ex opposito siedział na starościńskim dziedzińcu poważny »imbar«
mieszczący w sobie rozmaite skarbczyki i schowanki, gdzie stało
puzdro okute na flasz dwadzieścia cztery, gdzie chowano zapasy
farfurowych talerzy, kielichów etc. Między imbarem a rezyden-
cjonalnym budynkiem stała wielka szopa sejmikowa z drzewa
czesanego, w zamki stawiona, gontami kryta, z wyciętemi tylko
oknami bez ram i szkła, z biegnącemi dookoła wewnętrznych


27 

ścian ławami we trzy stopnie, ze stołem ogromnym w pośrodku.
Rzecz prosta, była i piwnica, była wołownia, była suszarnia, była
słodownia; poza parkanem dziedzińcowym stały gospodarskie za-
budowania a zaś tuż nad rzeczką Oszmianką stał browar. Za-
rządzał zamkiem i wszystkiem co go otaczało (1792) jmp. Onufry
Micka, murgrabia, obowiązany strzedz pilnie węgłów i rucho-
mości, rzemieślników opłacać, psujące się zamki naprawiać, dwór

Oszmiana Ulica Żuprańska.

i oficyny w ochędóstwie należytem utrzymywać, obowiązany mieć
oko, aby bydło miasteczkowe, werwawszy się w ogrodzenie, nie
skopywało i nie zagnajało dziedzińca; obowiązany był wreszcie
jmp. murgrabia wyglądać przytomnie przyjazdu pańskiego na
przelotną do Oszmiany rezydencję w czasie nastania sejmików, są-
dów, albo li też jakiego innego publicznego zjazdu, kiedy oży-
wiały się dwór i zamek, dając jmp. murgrabiemu szersze nieco
do popisu i występu pole.
Nietylko Oszmianie, ale, ba, całemu powiatowi imponowała
karczma starościńska osiadła od wiek wieków na tem mniej wię-


28

cej miejscu, gdzie dziś stoi murowany dom Abelowicza, tj. u rynku
samego, opodal nowej cerkwi, wzniesionej na fundamentach by-
łego Dominikańskiego kościoła. Kiedy lat temu około trzydziestu
rozwalać ją przyszło, ledwie radę sobie z tem dano, tak olbrzy-
miemi były brusy drzewa, tak mocnemi żelaznych sztab związania...

Starostami oszmiańskimi byli:
1387 — Gedygołd*).
1387 — 1398 — Minigajło z Dziewieniszek **).
1507 - Kniaź Andrej Konstantynowicz Prihabski.
1515 — Kniaź Wołodko Iwanowicz Horski.
1520 — Mikołaj Kieżgajło ***).
1520 — Jan Jundziłł.
1522 — Jan Janowicz Zabrzeziński.
1522 — Mikołaj Zabrzeziński.
1526 — 1530 — Jan Janowicz Zabrzeziński (powtórnie).
1538 — 1541 — Hieronim Chodkiewicz.
1549 — 1550 — Kniaź Juri Wasilewicz Sołomerecki.
1554 — Juri Chodkiewicz.
1555 - Jan Mikołajewicz Hajko ****).
1557 — Mikołaj Radziwiłł h. Trąby.
1579 - 1580 — Mikołaj Radziwiłł.
1585 - 1591 - Stanisław Narbutt.
1598 — Paweł Stefan Sapieha h. Lis.
1622 — Aleksander Sapieha.
1629 — Jerzy Deszpot Zenowicz h. własnego.
1634 — Jan Anzelm Wilczek h. Poraj.

*) Podpisał 17 lutego 1387 r. akt, którym Władysław Jagiełło uposażył
kościół św. Stanisława na zamku wileńskim (Daniłowicz. Skarbiec I. 265).
**) Na chrzcie: Michał. Syn Gedygołda. Należał do najznakomitszych pa-
nów litewskich skoro, niemal stale, podpis swój kładł zaraz po książętach
przed innymi bojarami. Akt unii w Horodle 1413 r., gdzie przyjął herb Rawa,
podpisał jako kasztelan wileński. Musiał umrzeć bezpotomnie około 1416 r.
Nie wymienia go Boniecki w spisie starostów oszmiańskich. Wiadomość o nim
bierzemy z J. Wolffa »Synowie Giedymina«. Kraków 1886. str. 80.
***) Od niego wykupuje starostwo oszmiańskie Jan Jundziłł za 600 kop
groszy.
****) Patrz o nim na stronicy 189.


29

1650 — Radziwiłł Bogusław.
1650 — Sakowicz Adam Maciej h. Korwin.
1651 — Gąsiewski Wincenty h. Ślepowron.
1662 — Sapieha Krzysztof.
1667 - Połubiński Aleksander h. Jastrzębiec.
1668 — 1674 — Brzostowski Cyprjan Paweł h. Strzemię.
1683 — Sapieha Michał.
1685 — Pac Kazimierz Michał h. Gozdawa.
1701 — 1724 — Z Bratszyna Deszpot Zenowicz Krzysztof.
1727 — Kopeć Michał h. Kroje.
1734 — 1736 - Chomiński Ludwik Jakób h. Poraj.
1740 — Wołodźko.
1740 — 1755 — Ogiński Tadeusz.
1763 — Ogiński Andrzej.
1763 — 1772 — Brzostowski Michał.
1772 — 1799 — Kociełł Tadeusz h. Pelikan.
Nadmieńmy, że Brzostowski cedowawszy starostwo swoje
vigore consensu króla Stanisława Augusta Tadeuszowi Kociełłowi,
przez lat kilkanaście o to starostwo procesował się z Kociełłem, aż
wreszcie ostatniego aktu podania starostwa oszmiańskiego ostat-
niemu staroście dopełnili 7 sierpnia 1790 r. podkomorsko-komi-
sarscy urzędnicy: Józef Ważyński podkomorzy oszmiański, Fran-
ciszek Jankowski sędzia ziemski powiatu oszmiańskiego i Antoni
Hojniewicz sędzia ziemski trocki 11).
Po rozbiorze kraju rząd rossyjski oddał starostwo oszmiań-
skie w dwudziestopięcio-letnią dzierżawę generałowi Koncziało-
wowi 12). W roku 1830 należało ono do generałowej Łukoszyno-

11) Odnośny dokument w archiwum miejskiem oszmiańskiem. Istniała
też przez czas krótki kasztelańja oszmiańska, utworzona w styczniu a zniesiona
w jesieni 1793 r. Jedynym kasztelanem oszmiańskim był Marcin Oskierka,
podniesiony z marszałka pow. oszm. do godności oszmiańskiego kasztelana
12 stycznia 1793 r. (J. Woff. Senatorowie i dygnitarze W. Ks. Lit. Krakow. 1885).
12) W ślad po rozbiorze kraju istnieć przestały starościńskie sądy osz-
miańskie. Zamek starosty opustoszał i podupadł; dla nowych juryzdykcyj są-
dowych pobudowano domy nowe - jak świadczy Laudum obywatelstwa osz-
miańskiego z 1797 r. Postanowienie to obejmujące uchwał kilka, zawiera ustęp
następujący: »Ja marszałek i my obywatele powiatu oszmiańskiego, stan du-


30 

wej, w 1837 r. przestało oficjalnie istnieć, a w 1843 r. lustrator
Kierbedź dokonał rozdziału starostwa. Wsie w skład jego wcho-



chowny, świecki i rycerski przeznaczeniem uniwersałem Władzy Rządowej na
dniu 1 Augusta star. stylu do miasta sądowego Oszmiany zebrani etc. Naj-
dując wyraźny rozkaz przez uniwersał w dniu 13 Julii podpisany względem
opatrzenia budowli skarbowej, którą zreperować lub też nową postawić należy,
nie mając w miasteczku sądowem cokolwiekby na reperację zdatnem być mo-
gło, determinowaliśmy postawić nową. Plac na takową budowlę obieramy i na-
znaczamy plac skarbowy czyli zamek nie zajmując placu dziedzicznego Jaśnie
Wielmożnego JPana Kociełła starosty oszmiańskiego, na którym dotychczas,
dopiero ku ruinie znacznie nachylony dom stoi sądowy. Determinujemy na-
stępnie dom sądowy powiatowy i razem dla Sądu Ziemskiego Niższego, w któ-
rym ma być pierwsza izba na sądy ziemskie i grodzkie a naprzeciwko jej
izba ustępowa dla palestry; udzielnie ma być izba dla kancelarji ziemskiej
z dwoma mniejszemi pokoikami dla pomieszczenia dozorcy kancelarji i jego
aplikantów oraz papierów; takoż izba z dwoma pokoikami ma być dla kan-
celarji grodzkiej; piąta osobna izba z drugim pokojem ma być dla Sądu Ziem-
skiego Niższego a naprzeciwko czyli przez korytarz izba szósta na skład pa-
pierów tegoż sądu. Secundo, dom drugi dla aresztantów opatrzony kratami
żelaznemi i drzwiami futrowanemi mocnemi«. Postanowiono również wznieść
osobny domek murowany »w nieobszernej peryferji« specjalnie dla archiwum
przeznaczony. Na wszystkie te erekcje zawotowano składkę po 2 zł. gr. 15
z każdego dymu. Jednocześnie powzięto uchwałę »aby nietylko trakty pocz-
towe większe ale i inne powiększe drogi poprawione były«. Polecono Komi-
sarzowi, aby w czasie jesiennym po zebraniu z pól zboża, rekwirował przy-
sięgłego geometra oszmiańskiego do pomiaru traktu pocztowego, idącego przez
Oszmianę od granicy powiatu wileńskiego do granicy gubernji mińskiej. Trakty
i drogi rozdzielono na dystansy, postanawiając kto mianowicie ma jaki dystans
wyreperować. I tak: rzeczony trakt wileński od granicy powiatu wileńskiego
do Oszmiany oddano do poprawy parafjom Oszmiańskiej, Ciudzienickiej, Gu-
dohajskiej i Graużyskiej. Od Oszmiany do Żupran oddano trakt w opiekę
parafji Zuprańskiej, 00. Franciszkanom, Bierwieńciszkom, Pikunom, Prac-
kowszczyznie, Bortelom, Łajłubce i dalszym pomniejszym attynencjom itd. itd.
Powiększe zaś drogi przecinały lat temu sto powiat oszmiański w następują-
cych kierunkach: z Oszmiany przez Boruny do Podbrzezia, od Podbrzezia na
Zabrzeź do granicy gubbernji mińskiej; od tegoż Podbrzezia szedł w prawo
Gościniec na Wołożyn, do granicy mińskiej gubernji. Z Oszmiany do Holszan
I do Trab; z Trab przez Subotniki i Lipniszki do granicy powiatu lidzkiego;
Z Oszmiany przez Graużyszki do Dziewieniaszek. Z Nowogródka i Nieświeża
przez Mikołajów do granicy lidzkiej i wileńskiej. Z 0szmiany do Krewa
a z Krewa do Smorgoń; ze Smorgoń o Borun.
 Traktem czarnym, jak i dziś,
zwano gościniec oddzielający się od traktu pocztowego i idący ku Wilnu na
Łoszę. Z Sół do granicy pow. wileńskiego na Gierwiaty i Michaliszki. W innej

stronie szedł szerszy nieco gościniec z Oborka na Połczany, Horodziłów, Ho-
odeczno, Miłejków i łączył się z boruńskim traktem. »Dozór takowych dróg –


31

dzące oraz miasteczko przeszły na własność rządu; miasto od-
dano pod zawiadywanie magistratu. W 1847 r. geometra Buko-
jemski zdjął dokładne mapy i plany byłego oszmiańskiego sta-
rostwa; okazało się, że miało ono obszaru 197 włók 28 morgów
104 pręty miary litewskiej. Jeszcze w 1854 r. duch b. oszmiań-

Oszmiana. U studni przy ulicy Wileńskiej.
skiego starostwa błąkał się lękliwie po urzędowych dokumentach
i w tym dopiero roku wykreślono ściśle granice miejskiej osz-
miańskiej ziemi. Dochody miejskie, unormowane dawnemi przy-
wilejami, wynoszące w 1847 r. zaledwie 358 rs. 59 1/2 kop. podnie-
siono do sumy 1678 rs. 48 k. Ustawę miejską uregulowano, bez
uwzględnienia przywilejów królewskich, w 1860 r.

piszą obywatele — za zniesieniem się z JP. Komisarzem ziemskim, oddajemy
kluczwojtom, którzy zażywając sotników i dziesiętników, powinni każdy pilnie
dozorować swojej parafii«. Drogi pomniejsze obowiązany zostaje reperować
każdy obywatel na własnym gruncie. Nieposłusznego w tym względzie oby-
watela ma prawo kluczwojt denuncjować JP. komisarzowi ziemskiemu »dla
koniecznej tego naszego postanowienia egzekucji«. Następują podpisy obywa-
telów z marszałkiem powiatowym, Franciszkiem Poźniakiem na czele.


32

Srodze ucierpiało miasto w 1812 r.
Burmistrz Kazimierz Czekanowski, w przewidywaniu za-
głady grożącej miastu, wysłał był do Wilna oryginały przywile-
jów Jana III i Stanisława Augusta, aby drogie te każdemu Osz-
miańczukowi dokumenta ochronić od zniszczenia. Jakoż ostroż-
ność okazała się wcale nie zbyteczną. »Przy rejteradzie wojsk
francuzkich, ostatnich dni miesiąca Nowembra - czytamy
w oświadczeniu burmistrza i radnych z d. 25 kwietnia 1813 r. -
w tę porę kiedy wiele domów spalono w mieście a niektóre znisz-
czono a dalsze wszystkie spustoszono (w jakiej kolei dom szla-
chetnego Kazimierza Czekanowskiego burmistrza, gdzie egzysto-
wała izba sądowa ratusza oszmiańskiego i budowle przy nim)
spalono i zgładzono doszczętnie archiwum całe«.

»W Oszmianie - pisze w pamiętniku swoim J. Karczew-
ski 13) — widzieliśmy transmigrate prawie wszystkich ludów
świata. W Maju (1812) szła armja rossyjska ku Wilnu a z nią
nieznane nam dotąd pułki kałmyków, baszkirów, tatarów itd.
Razu jednego staliśmy w rynku oszmiańskim, kiedy przechodził
pułk baszkirów, w czapkach futrzanych z uszami, uzbrojonych
łukami, ze strzałami w sahajdakach. Pytaliśmy oficerów tego
pułku stojących wraz z nami: do jakiego to romansu prowadzą
tych kupidynów z łukami i strzałami? Oficerowie tedy, zatrzy-
mawszy jednego z przechodzących mimo baszkirów, kazali mu
zsiąść z konia i przygotować swój łuk do strzału. Staliśmy przy
ulicy Żuprańskiej, na rogu kramek; w ulicy Holszańskiej, koło
plebanji szła koza. Baszkir wziąwszy, zdawało się, na cel nie
kozę ową, ale wieżę farnego kościoła, kozę na miejscu ustrzelił.
Nie żartowaliśmy już więcej z tych »kupidynów«.
W miesiącu Julii nadciągnęła do Oszmiany armja francu-
ska a z nią wszystkie ludy Europy. Nie czekając ich, poucieka-
liśmy do domów, gdzie porabowani zostaliśmy przez maruderów.

13) Rękopis w posiadaniu p. Władysława Sielanki w Bohumiliszkach
lidzkiego powiatu. (Porówn. Bieniuny).


33 

Miałem moje składy w Oszmianie, w Kozianach (folwarku dzier-
żawionym od oszmiańskiego probostwa) i całą gospodarkę w Bie-
niunach; wszędzie mię ogołocono. W Remikiszkach mieszkali
Snadzcy. Sam staruszek oczekiwał z niecierpliwością i przychyl-
nością wielką przybycia Francuzów. Przyszli nareszcie! Snadz-
kiego, witającego ich w progu perorą uroczystą precz odepchnęli
i rzucili się — rozbijać zamki szaf i kantorków. Tedy gospodarz,
nie straciwszy przytomności umysłu, nuż sam razem z nimi plą-
drować własne szuflady i zsypywać pieniądze do — własnych
kieszeni. Maruderzy, sądząc, że to jeden z towarzyszów, dali mu
uratować w ten sposób część mienia. Do Oszmiany przybył Ney.
Spotkał go w rynku podprefekt Żaba i witał mową. Marszałek
nie z własnych ust dał odpowiedź, ale kazał odpowiadać — ad-
jutantowi swojemu. Była to wcale dziwna scena, której trudno
było się spodziewać po zachwalonej grzeczności Francuzów. —
Konie, pojazdy i lepsze ruchomości skryłem w lesie pod Bieniu-
nami; o schronisku tem wiedział tylko jeden żyd, wypróbowanej
wierności. Ten popadł się w ręce maruderów, którzy opanowaw-
szy go, jęli wołać: baron, baron! Żydowi zdało się, że pytają
o drogę do — Borun. Wyprowadziwszy ich tedy na wzgórze po-
kazał Boniny. Francuzi wziąwszy to za żart, nie zaś za pomyłkę,
nuż żyda prażyć. Żyd z bólu i strachu zaprowadził ich prost do
schroniska mojego w lesie. Zabrali mi wszystko i ze schroniska
i ze dworu. Ulitowawszy się nad zabieranym mi pięknym ko-
niem wierzchowym, któregom był nabył od Ignacego Wańkowi-
cza, dodałem Francuzom sam dobrowolnie siodło angielskie, aby
go swojem dragońskiem nie okaleczyli. Po takiem opatrzeniu nie
było przy czem i po co siedzieć w Bieniunach. Zabrałem chorą
żonę i dzieci i poszliśmy wszyscy piechotą do Brodowszczyzny
Gnatowskich, gdzie zgromadzili się też i inni sąsiedzi. Istotnie
zastaliśmy tam wielu. Wszyscy byli ogołoceni ale spokojni, nawet
weseli. Że w samej Brodowszczyznie tak dobrze jak nic prawie
nie było, chodziliśmy na furażowanie. Kto prosię, kto kurę gdzie
dostał, niósł na wspólny stół. Razu jednego Odyniec, ojciec zna-
komitego poety Edwarda, będący też między nami, przyniósł
garść korzeni bahunowych, któremi nas obdzielił; paliliśmy jak



34

hawannę. Był też z nami Ignacy Wańkowicz. Uciekającemu wraz
z dobytkiem z Wilna do Mińska Francuzi przecięli drogę, więc
chcąc niechcąc osiadł w Brodowszczyznie i nieustannie troszczył
się o swoje pełne kufry. W poblizkich Piotrowiczach zabito eko-
noma. W Borunach maruderzy siedząc w karczmie, upatrzyli so-
bie człowieka, idącego przez rynek i poszli o zakład o butelkę
wina, kto pierwszym strzałem trupem go położy. Jakoż człowiek
padł niebawem na miejscu. Tedy wójt z mieszczanami wystąpili
dla pochwycenia złoczyńców; maruderzy dali ognia, zabili całą
rodzinę i poszli sobie spokojnie. Powtarzające się podobne wy-
padki dokoła, niepokoiły nas. Dowiedziawszy się więc, że w po-
bliżu przechodzi któryś z francuskich generałów, wydelegowa-
liśmy doń panią Wańkowiczową, jako mówiącą po francusku,
z prośbą o danie nam żołnierzy jako sowgardę. Generał jakoż
i przysłał nam jednego żołnierza. Zdawało się, żeśmy bezpieczni;
aż tu jednego dnia nadciąga z góry od Giejstun kilku uzbrojo-
nych dobrze maruderów. Żołnierz nie daje im wejść do domu,
w którym siedzimy wszyscy. Byliby go oni zabili, gdyby nie po-
straszył ich, że dom pełny — żołnierzy. Tymczasem w domu były
same kobiety tylko i dzieci. Wszyscy śmiałkowie z pośród nas,
co się najbardziej na maruderów odgrażali - powyskakiwali
oknami tylnemi do ogrodu. Po takiej przygodzie ruszyliśmy się
co rychło wszyscy do wyjazdu, dla szukania bezpieczniejszego
schronienia. Mężczyźni szli pieszo, znalazły się pojazdy tylko dla
kobiet i dzieci. Kiedyśmy mijali Giejstuny, widzieliśmy w nich
pełno wojska, którego oddział tegoż dnia jeszcze odwiedził Bro-
dowszczyznę.
Przyszliśmy do Oszmiany. Pod samem miastem zabili Fran-
cuzi ekspedytora poczty Osickiego, który nocował w domku swoim
za rzeką, a rankiem szedł do miasta. Któryś z maruderów palnął
w przechodzącego przez kładkę. Oficer polski, znajdujący się
w Oszmiame, zebrał naprędce swoich kolegów i sąd złożono wo-
jenny. Miałem kwaterę w plebanji starej a tuż obok w plebanji
nowej - później spalonej - odbywał się ów sąd, tak, żem na
wszystko patrzał. Z gromady przyprowadzonych maruderów wy-
stąpił jeden i przyznał się, że to on Osickiego zabił. To powie-


35 

dziawszy siadł na kamieniu przy drzwiach i przez cały czas sądu
siedział najspokojniej, obojętny na wszystko. Sądzono go na roz-
strzelanie w ciągu dwudziestu czterech godzin. Nazajutrz, wypro-
wadzono go na Żuprańską ulicę, w to miejsce gdzie dziś ostróg
stoi. Stanąwszy przed plutonem, jął skazaniec przemawiać do to-
warzyszów, tłumacząc im, że wszystko jedno, zginąć tak, czy
wlec się dalej za Napoleonem... Nie pozwolono mu mówić dalej,
uderzono w bębny. On oddał jednemu kamratowi woreczek z pie-
niędzmi, drugiemu garstkę tytoniu, nie pozwolił zawiązać sobie
oczu. »Obejdzie się; — rzekł — patrzyłem śmiało na śmierć tego,
którego zabiłem, nie zlęknę się własnej«. Gdy runął na ziemię,
wypadł mu z gęby kłak tytoniu, który obyczajem Holendrów żuć
musiał. Był to Westfalczyk. Wśród nich istotnie najwięcej było
maruderów.
Wybraliśmy się wreszcie do Wilna. Tam przybywszy, ledwie
miałem czas ulokować żonę i dzieci u łaskawych na mnie Ję-
drzejów Śniadeckich, sam pobiegłem zaraz do kafehauzu, gdzie
cztery szklanki dobrej kawy duszkiem wypiłem — tak byłem do
niej upragniony. Nakurzyłem się przytem tytoniu do sytości.
Głód najlepsza przyprawa. Tak zasilony i ukontentowany, w sta-
rym, mocno wytartym surducie bajowym, w cudzych łatanych
butach a napuszony, udałem się bunczucznie do katedry na od-
bywającą się tam uroczystość — połączenia Litwy z Koroną.
Tłum ludu był niezmierny; wojsko wprowadzone do kościoła pil-
nowało przejścia. Między dwoma szeregami wojska weszli dele-
gowani z Warszawy: Wybicki i Aleksandrowicz. Wybicki starzec
siwy, upudrowany, we fraku mundurowym, suto haftowanym;
Aleksandrowicz młody, dość pełny, rumiany, przystojny, z pod-
goloną głową, czarnym wąsem, w stroju polskim: kontusz, pas
suty na białym atłasowym żupanie, szarawary zawiesiste, czer-
wone buty przy tęgim furdymencie, na gołej szyi bez chustki
bogata spinka brylantowa. Usiedli obaj w stallach kanonicznych.
Po nabożeństwie, Sierakowski przysłany także z Warszawy na
Prezydenta Rządu Najwyższego, miał jakąś przemowę, w której
nie było ni sensu ni wymowy. Przyjęliśmy jednakże za dobrą
monetę, wykrzyknąwszy serdecznie: vivat zjednoczenie Litwy


36

z Korona! - Dziwna rzecz, że człowiek goły i głodny jak ja
wówczas byłem, był jednak wesół, jakby przy największem
szczęściu!...
Po wyjściu z kościoła, napotkałem wojskiego Zaleskiego,
obywatela bardzo znakomitego; był wymowny, miał wielką naukę
i znaczenie u pierwszych magnatów. Ten dowiedziawszy się o mo-
jem położeniu, wziął mię za rękę i zaprowadził do Najwyższego
Rządu, którego był członkiem.
Nalazłem tam ze dwadzieścia osób mnie znajomych, wszystko
dostojnicy, którzy także należąc do składu Rządu, pospuszczaw-
szy oczy, dokoła stołu siedzieli. Jeden tylko Sierakowski, prezy-
dent, — szumiał, pysznie w krześle rozparty i konferował z Abra-
mowiczem, siedzącym przy nim poważnie i poglądającym z ubo-
cza, czy my godność jego obserwujemy. Zaleski zarekomendował
mię prezydującemu jako zdolnego na — sekretarza, którego plac,
po usunięciu się Kazimierza Kontryma, wakował. Sierakowski
powiedziawszy mi prefację, której główną treścią było, że może
wisieć ten, kto źle służy — kazał mi wejść natychmiast w obo-
wiązek. Stanąłem więc na końcu długiego stołu. Zaczęły prze-
chodzić interesa. Najpierwszy z Frankiem, który był kupił jakieś
dobra narodowe w Wiłkomierskim i któremu chciano lasy od-
bierać; dalej lista generalna cen i inne materje, których już teraz
nie pamiętam. Wszystko to działo się nagle, hucznie, bez rozpa-
trzenia się, jednak konkludowano i kazano mi na dzień jutrzej-
szy wygotować decyzje. Narzucali mi tyle papierów, że się nie
mieściły w zanadrzu mojego starego surduta, w tym jedynym
depozycie dziwnej mojej kancelarji. Zauważyłem i to, że Siera-
kowski jak wszystkimi, tak i moim protektorem Zaleskim lekce-
ważył. Skończyła się sessja; ja niemając ani kwatery, ani kała-
marza, ani pióra, ani papieru, gdzie podziać się, gdzie nawet
przysiąść do roboty niewiedziałem. Zresztą pisać rezolucje bez
sentencjonarza było niebezpiecznie, bo albo ja mogłem niepojąć
wielu szczegółów w takiej nagłości i takim hałasie, albo decy-
dujący mogli się następnie zaprzeć swego zdania, rzecz rozpa-
trzywszy. To właśnie zniewoliło mojego poprzednika Kontryma
do usunięcia sie. Więc i ja poszedłszy do Śniadeckich, ułożyłem


37 

list, nibyto od mojej żony ze wsi, wołającej o ratunek i obronę
przeciw maruderom. List i papiery mnie rzucone odesłałem do
Rządu wraz z mojem pismem, tłumaczącem się grzecznie, że
chciałbym dalej służyć, ale oto dla spraw domowych nie mogę.
I niepokazałem się więcej na oczy Rządowi 14).
Widziałem Napoleona w Wilnie z całym generalitetem i mia-
łem zaszczyt otrzymać jego salutację z następującej okazji. Gwar-
dja Krasińskiego wychodząc z Wilna, musiała zostawić kilkudzie-
sięciu kawalerzystów nie mających koni, których tymczasem roz-
dawano na sowgardy. Trzech z nich uprosił Jędrzej Śniadecki;
jednego dla mnie a dwóch dla siebie. Wiszniewski porucznik,
dla mnie przeznaczony szedł ze mną od św. Jana ku Dominika-
nom i kiedyśmy mijali zaułek dworcowy, około domu Ogińskiej,
zniknął mój towarzysz. Zatrzymałem się, czekając na niego i nie-
uważałem, że od biskupiego pałacu, czyli teraz dworca, jechał
Napoleon na siwym koniu w swoim kapelusiku, ciemno-zielonym
surducie, bez żadnej okazałości, a za nim szereg długi ministrów
i marszałków, których mundury i czapraki na koniach kapały
złotem. To nagłe spotkanie się tak mię zmieszało, że ledwo schwy-
ciłem czapkę z głowy, co Napoleon spostrzegłszy, przyłożeniem
ręki do kapelusza odkłonił mi się — i pojechali dalej ku Domi-
nikanom, poglądając na górne piętra, w których nikogo nie zo-
baczyli. Ja zaś obejrzałem całą jego świtę, złożoną z ministrów
i marszałków; na czele stary Berthier, łysy Ney etc. Między tem
zjawił się porucznik Wiszniewski, który lepszą ode mnie mając
baczność, spostrzegł zdaleka Napoleona, a że był bez pałasza,
musiał się skryć od niego.
Mieszkałem czas jakiś w murach uniwersyteckich u brata
Wincentego, którego okna wychodziły na alumnat i skrzydło pa-
łacu biskupiego, gdzie kwaterował Napoleon. Było to in Junio,
kiedy noce krótkie, a jednak przed dniem, przy świecach, przy
wszystkich oknach pracowano, tam pisali, tam pieczętowali, tam
z mapami biegali. Słowem snu im nie było.

14) Autor pamiętnika jest zdeklarowanym i zaciętym przeciwnikiem Na-
poleona; relacja jego może być przeto trzymaną w ciemniejszym, niż należy
kolorze.


38 

Wyjechał potem Napoleon do Moskwy, a ja z sowgardami
do Oszmiany, skąd jednego wyprawiwszy do Bieniun, z dwoma
udałem się do Bołtupia Śniadeckich, gdzie świadkiem byłem mę-
stwa tych gwardjaków. Jeden z nich był brygadjer Bełza, drugi
gwardjak ze Żmudzi, Wojtkiewicz. Bełza był człowiek stary, ale
wesoły i rzeźki, powiadał, że ma żonę w »Espanii« i we Francji
i jeszcze się musi ożenić tutaj, aby mieć wszędzie swoje gospo-
darstwo. Wojtkiewicz młody, nie było na nim znać żmudzinow-
stwa. Jednej nocy ze wsi bołtupskiej Siekierowców, znajdującej
się wśród lasu, przybiegła kobieta z przerażającemi lamentami,
że cała wioska napełniona maruderami, którzy zabijają ludzi
i rabują. Zgrzytnął zębami Bełza, przeklinając maruderów, że
mu spać przeszkodzili; ale Wojtkiewicz oświadczył, że się sam
oprzątni i nie dał wstać Bełzie. Wziąwszy więc lancę i pałasz
na temlak, siadł na konia i pobiegł z przewodnikiem do Siekie-
rowców, gdzie skoro przybył, z jednego końca wioski krzyknął.
Maruderów taki obleciał popłoch, że odrzekłszy się pieczonych
kur, prosiąt i blinów, niektórzy do drzwi nietrafili i uciekali
oknami, a że te ciasne były, więc uwięzłych w nich Wojtkiewicz
bez miłosierdzia płazował. Sam jeden około trzydziestu zbrojnych
maruderów rozegnał.
Jakoż przyznać to można, bez chluby naszej, że z całej zbio-
rowej armii Napoleona, najmężniejsi byli Polacy i najprzywią-
zańsi do niego. Wszędzie mu wiernie służyli a on im — nigdzie.
Tymczasem w Oszmianie formowała się podprefektura, do
której i mnie wprządz chciano. Nie mając czem żywić żony
i dzieci, schroniłem się w Nowogrodzkie do podkomorstwa We-
reszczaków, gdzie kilka tygodni przeżyłem. Ztamtąd jeździłem
do Horodyszcza Paca gdzie były piękne kasztany, których do-
stawszy nasion, posadziłem w Bieniunach na wiosnę 1813 r.
Z tych, znajdujące się w ogrodzie obok siebie trzy kasztany pa-
miątką będą wojny 1812 r.
Doczekaliśmy się nareszcie chleba. Urodzaje roku 1812 były
niepraktykowane. Coś nadzwyczajnego musiało być w atmosfe-
rze, co taką wegetację wzbudzało. Naprzykład, jadąc do Wilna
in Junio widziałem u Zienkowiczów w Równem Polu, tuż przy


39 

gościńcu, na prawem ręku, w dwornym poletku, rozpołożony
obóz na kłosującym już owsie, którego już prawie śladu nie było,
tak był zjeżdżony i stratowany. Później w Auguście widziałem
tenże sam owies najpiękniejszy, jakby na pognojach.
Przykrzyła mi się w gościnie nieczynność, do tego potrzeba
było pomyśleć o spustoszonym majątku, więc powróciłem do
Oszmiany, gdzie chcąc nie chcąc musiałem przyjąć do mojej
kwatery podprefekturę — i chociaż żadnej funkcji w niej nie
przyjąłem, robić jednak musiałem wszystko, gdyż podprefekci,
pierwszy marszałek Żaba, a po jego śmierci prezydent Zabłocki
byli ludzie niedeterminowani. Wtenczas to Szulc, potem sowie-
tnik Rządu Gubernjalnego, który był przy sprawniku Pieskim,
a po ucieczce jego został w Oszmianie, nie wiedząc co z sobą
począć, znalazł przytułek u mnie w kancelarji podprefektury
i doczekał się rejterady Francuzów, a zatem powrotu Pieskiego.
Nakazany został pobór kantonistów z końmi, dla przyjmo-
wania których przysłany był do Oszmiany Ksawery Rymsza
oficer wojska polskiego, który w pełnieniu tego komisu okazał
najniegodziwsze skłonności, brakował konie najlepsze dlatego,
żeby na obywatelach wymuszać opłatę. Naznaczono po 20 czer-
wonych złotych a on skupował po kilkanaście i odsyłał do etapu;
słowem był łupieżcą najbezczelniejszym! Śmiesznie się raz zda-
rzyło. Ekonom Wołłodkowicza z Łazdun, Makarewicz, zdawał
konie i kantonistów i kiedy mu wszystkich Rymsza pobrakował,
przez dystrakcję, zapomniawszy przed kim znajduje się, zacyto-
wał zwyczajne przysłowie: »Pan Bóg lepszy jak pan Rymsza« -
i wyszedł. — Ten pan Rymsza udawał wielkiego junaka. Tym-
czasem jednego razu Teofil Komar oficjalista nowej policji, do-
niósł z Surwiliszek, że tam zjawili się kozacy, co tak przeraziło
Rymszę, że w obecności wielu zgromadzonych, dostawszy wol-
ności żołądka, ledwie się uniósł za próg i zaraz zabrawszy kan-
tonistów i swoje zbiory, uciekał do Wilna, ale spotkany w Mie-
dnikach przez Abramowicza powrócił i tem się ratował, bo mógłby
ciężko pokutować za samowolne wyjście i przerwanie naboru.
Okazało się potem, że Komar zobaczywszy gwardję włoską w dłu-
gich granatowych surdutach, bez rozmysłu, także ze strachu, po-


40

słał wiadomość mylną o kozakach, którą wraz odwołał. Ten wy-
padek zrządził nam drugą podobną scenę. Ignacy Zambrzycki,
były sprawnik, udając zagorzałego patryotę, zahodował duże
wąsy i ciągle podprefekturze assystował - lecz równo z wiado-
mością Komara zniknął. Dopiero nazajutrz znów się zjawił, ale
już bez wąsów, których ze strachu pozbył się dziwną operacją,
bo nie mając pod ręką brzytwy, rznął wąsy scyzorykiem tępym
a z niemi i ciało pokiereszował. Kiedyśmy się z niego śmieli, tłu-
maczył się, że lepiej było tak wąsy stracić, niż z wąsami —
głowę.
Nabór kantonistów szedł bardzo łatwo. Włościanie prawie
dobrowolnie stawili się i będąc przyjętymi, chodzili po mieście
i nie uciekali.
Całe lato z żoną i dziećmi przesiedziałem w Oszmianie, ro-
zumiejąc się być bezpieczniejszym przy podprefekturze. Było za-
trudnienia wiele, rozporządzenia wojenne nagłe niecierpiały
zwłoki; prócz przechodów wojska i amunicji, pędzono za armją
trzody bydła najpiękniejszego tyrolskiego, szwajcarskiego i ho-
lenderskiego, które zmęczone drogą i karmione zbożem, okropnie
padały. Za to bydło omal że nie przepłacił życiem assesor Józef
Łokuciewski. Był etap mięsny w Smorgoniach, gdzie się znajdo-
wał commissaire de guerre oficer francuski rangi wyższej — a ze
strony obywateli kazano dodać deputata, którym naznaczyliśmy
Łokuciewskiego. Żydzi skusili komisarza wojennego i pod hasłem
upadku, nabywali od niego to bydło. Łokuciewski, rozumiejąc,
że tak być powinno, temu nie przeszkadzał, ale jak doszła wia-
domość do Hohendorffa, rządcy wojennego w Wilnie, komisa-
rzowi kazano przybyć do Wilna; który tam nie dojechał, ale
w Miednikach umarł, a Łokuciewski przez wojenne sądy został
skazany na śmierć. Szczęściem nadeszła rejterada i on ocalał.
Osobliwsza była policja wojenna u Napoleona. On się już
rejterował, już był w Smorgoniach a my, siedzący w podprefek-
turze, nic o tem nie wiedzieliśmy. Widzieliśmy tylko różne poje-
dyńczo przemykające się figury, aleśmy to osądzili być skutkiem
rozporządzeń zwyczajnych wojennych. Razu jednego spostrze-
gliśmy z ulicy Żuprańskiej wychodzącą karetę dziwnej wiel-


41

kości — staroświecka, poszóstna, bardzo wysoka, biało malo-
wana, - szła zdaje się własną siłą, gdyż ledwie znać było dwoje
koników włościańskich, któremi kierował tajemniczo żołnierz, sie-
dzący pod kozłem na skręcie, poganiając je po francusku albo
też po włosku, to jest zamiast ćwiczenia, porąc prętem w zadek,
od czego te nieszczęśliwe stworzenia, w czasie gorącym, toczone
były przez robaków, mnożących się w ranach. Słowem mieliśmy
arcy-piękne przykłady zagranicznej cywilizacji. Wciągnąwszy się
tedy na rynek, stanął, wylazł z pod kozłów, otworzył portjerę,
z której wylazł ogromny mężczyzna, odziany w jubkę kobiety
rossyjskiej, której stan był mu pod pachami. Słowem do niewy-
powiedzenia śmieszna była ta figura. Damel 15), w lanszafcie rej-
terady Francuzów nie przesadził wcale, malując ich w kapach
i ornatach. Powyciągawszy się trochę, ten pan kareciany, kazał
żołnierzowi kupić kilka obwarzanków i wlazłszy z niemi do ka-
rety, znowu ruszył dalej drogą ku Wilnowi. Śmieliśmy się, bo
nie wiedzieliśmy, co to znaczy.
Tuż przed Napoleonem uciekał ks. Józef Poniatowski. Bę-
dący wówczas w Oszmianie pułkownik Paszkowski, znajomy
księciu, wziąwszy nas z sobą poszedł do niego. Widzieliśmy tedy
tego bohatera ale w stanie bardzo smutnym. Miał głowę zwią-
zaną i rękę na temlaku; był już dosyć siwy a od spracowania
i niewczasów mocno osłabiony i pożółkły. Nimeśmy doszli do
niego, lokującego się w domu Chądzyńskiego, na lewym ręku,
w długim przedpokoju, leżało na podłodze wielu młodych ofice-
rów, towarzyszących księciu, jak nas informowano, wszystko fa-
milij pierwszych, jako ks. Sanguszko i t. p. Zmęczeni nagłym
biegiem w czas zimny, dopadłszy kwatery ciepłej, jak kto mógł
ulokował się i smaczno zasypiali na gołej podłodze. Paszkowski,
pogadawszy na osobności z księciem, pożegnał go razem z nami
i odszedł, a książę ze świtą swoją niebawem ruszył dalej.
Wtem nadbiegł z Wilna posłany od administracji Wielmożny
Antoni Mokrzecki, który przywiózł rozkaz, żeby in spatio dwu-

15) Litografja, wyobrażająca przechód cofającego sie wojska francuskiego
przez plac ratuszowy w Wilnie. W kolekcji »Albumu wileńskiego« Wilczyńskiego.


42

dziestu czterech godzin do wiary niepodobną partję zboża przy-
gotować. Jakkolwiek było impossibile, siedliśmy jednak za stół
razem z panem Mokrzeckim i robiliśmy rozkład. Wśród niego,
późno w noc, dał się słyszeć hałas na dziedzińcu, gdzie, jako
przed podprefekturą, były przygotowane furmanki. Wyszedłem
i znalazłem pięknego oficera w białym płaszczu, który chciał
wziąć furmankę, a chłopi mu się opierali, mówiąc: »Choć ty mnie
kaput, a ja ciebie nie allon! « Słysząc, że oficer mówi po polsku,
wyperswadowałem, żeby wstąpił do podprefektury, okazał dowód
naprzód potrzebowania furmanki, a będzie ją miał daną bez
sprzeczki. Poszedł więc ze mną, przeklinając nas i wszedłszy do
izby, rzucił na stół ogrome arkuszowe pismo, pięknemi wciśnie-
niami naokoło bramowane, z cyfrą Napoleona w promieniach.
Był to paszport, wydany posłowi do zdradzającego Schwartzen-
berga. Kiedyśmy się zdumiewali nad ważnością tego jegomości,
on tymczasem siadłszy na sofie zaczął wytrzęsać lulkę, a ja mu
usłużyłem tytoniem. Wtem dał się słyszeć głos dziecka w przy-
ległym alkierzu; co posłyszawszy oficer, zapytał, czy i dzieci są
tutaj. Odpowiedziałem, że mam z sobą żonę i dzieci. »Alboż to-
bie niemiłe, że je tu trzymasz?« - rzekł mi. Tłumaczyłem tedy
bezpieczeństwo przy podprefekturze, on zaś zdumiony naszą nie-
świadomością, oznajmił nam, prawie osłupiałym, że Napoleon już
w Smorgoniach, że lada moment Oszmiana obaczy się w popio-
łach. W Smorgoniach na jednym końcu domu odpoczywał Na-
poleon, a drugi koniec podpalali żołnierze; że on właśnie dlatego
chce się spieszyć, aby nie widzieć za sobą tego spustoszenia.
Rzuciłem się zatem do ratowania żony i dzieci. Bryczkę
miałem, ale koni dostać nie mogłem. Było wprawdzie przygoto-
wanych 60 koni w domu Chądzyńskiego, ale te pilnowane przez
żandarmów, jaki miały cel, nie było wiadomo. Okazało się potem,
że przygotowane były dla Napoleona. Dostawszy jednakże na-
prędce jakichś szkap parę, ruszyłem w ciemną noc przez pola,
żeby nie być na drodze. Takim sposobem z wielką męką i nie-
bezpieczeństwem dostałem się do Bieniun. Po moim wyjeździe
z Oszmiany, w parę godzin, wpadli tam kozacy drogą od Borun;
zwiedzili dwór (starosty), biegali koło domu Chądzyńskiego, gdzie,


43

jak rzekłem, były przygotowane konie dla Napoleona; niczego
się jednak nie tknęli, tylko narobiwszy strachu i zamieszania,
zniknęli. Wraz potem nadjechał Napoleon ze strony Smorgoń,
w karecie, odziany futrem sobolowem, powleczonem zielonym
aksamitem. Konwojowali go sami Polacy od gwardji Krasińskiego.
Tymczasem oddział francuskiej piechoty, podesłany z Wilna, znać
dla bezpieczeństwa Napoleona, palił domy w miasteczku dla
ogrzania się. Nie wiem z pewnością, ale mówiono, że sam Kra-
siński siedział w karecie z Napoleonem«.
Karczewski, ile że sam naocznie przejazdu cesarza przez
Oszmianę nie widział, kilka błędnych podaje szczegółów. Niech
mi przeto wolno będzie wstawić na tem miejscu w jego opo-
wiadanie relację historyka francuskiego Bourgoing'a, najlepiej
i najdrobiazgowiej poinformowanego o tym epizodzie wielkiej
dziejowej tragedji 16).
»Cesarz — pisze Bourgoing — przybył do Smorgoń 23 listo-
pada (5 grudnia) o godzinie drugiej po południu. Wieczorem dnia
tego, wezwawszy do siebie adjutanta, spytał go, czy od chłodu
dobrze zabezpieczony i otrzymawszy odmowną odpowiedź, rzekł
mu krótko: »Dam panu bóty futrzanne i szubę niedźwiedzią;
pojedziesz pan natychmiast do Wilna z Caulaincourt'em. Spiesz
się pan i zachowaj wiadomość przy sobie«.
Odjazd cesarza nastąpił o godzinie 8 wieczorem. Stanęły do
drogi trzy karety i jedne sanie. W pierwszej karecie, na dwa

16) Paweł de Bourgoing, uczestnik kampanii 1812 ?., następnie za Bur-
bonów ambasador francuski przy dworze Petersburgskim, świadek naoczny
odjazdu Napoleona ze Smorgoń. W pełnem ciekawych szczegółów dziele swo-
jem p. t.: Souvenirs d'histoire contemporaine. Episodes militaires et politiques.
Paris. 1864, historyk francuski, znający dobrze nasz język, korzystał — jak
sam się przyznaje — ze szczegółowego opisu podróży cesarza ze Smorgoń do
Warszawy, zawartego w rękopiśmiennym pamiętniku cesarskiego adjutanta
hr. Dunina-Wąsowicza. Co się stało z pamiętnikami temi, powiedzieć nie umiemy.
W roku bieżącym (1895) hrabianka Natalja Potocka udzieliła redakcji pary-
skiego »Figara« kilka kartek pamiętnika hr. Wąsowicza, pisanego po francu-
sku. Że wzmiankowany adjutant cesarski spisywał wspomnienia swoje w ję-
zyku ojczystym, mamy na to wskazówkę z innych źródeł. Pamiętnik przeto,
posiadany przez hr. Potocką, byłby w takim razie przekładem cennego źródło-
wego dokumentu.


44 

miejsca, w znanym dobrze całej armii ekwipażu Napoleona 17),
siedział cesarz sam, mając obok siebie Caulaincourt'a; mameluk
Roustan zajął miejsce obok stangreta. W drugiej karecie sie-
dzieli marszałek Duroc i hrabia Lobau; w trzeciej generał Lefe-
bvre dowódca konnych strzelców gwardji, kamerdyner i dwaj
lokaje. Nareszcie w sanie, na osobisty rozkaz cesarza, siadł
hrabia Wąsowicz i bereiter Amodru, który natychmiast oznajmił
młodemu polskiemu oficerowi, że celem podróży nie było wcale
Wilno — jeno Paryż. Eskortę dzierżył szwadron z trzydziestu
strzelców konnych, wybranych przez generała Lefebvre'a. Sanie
szły przodem i mknąc szybciej znacznie niż karety stanęły
w Oszmianie na godzinę przed cesarzem.
Przybywszy tam o samej północy, zdumiał się niemało Wą-
sowicz zastawszy cały garnizon oszmiański pod bronią z komen-
dantem na czele. Komendantem tym był jeden z würtemberg-
skich generałów. Miał on pod sobą garnizon, złożony z Polaków,
Francuzów i Niemców; stał również do boju gotowy oddział pol-
skich ułanów świeżo do Oszmiany przybyłych. To niezwykłe
trzymanie garnizonu na stopie wojennej w małem miasteczku,
położonem o mil niespełna ośm od forpocztów francuskiej armji
nakazywała najprostsza ostrożność. Ze wszech stron następowały
na Oszmianę oddziały ruskich wojsk, prześladujące odwrót wiel-
kiej armji. Wspomniany oddział polskiej kawalerji (trzy eska-
drony ułanów) cofnął się był gwałtownie do Oszmiany po ostrej
utarczce, stoczonej tuż pod samem miasteczkiem. Adjutant cesar-
ski zachwycony był świetnym stanem i mężnym wyglądem uła-
nów, odbijających pod temi dwoma względami od francuskiej
piechoty i kawalerji wyczerpanych nadludzkiemi pochodami. Ko-
mendant oszmiański dziwił się niepomału odwadze cesarza, pu-
szczającego się samopas w podróż poprzez mrowie nieprzyjaciół,
zalegające całą drogę. Miano nadzieję, że w Oszmianie zatrzyma
się cesarz na dzień cały i rozliczano, że Rossjanie dowiedziawszy

17) Z karety tej przesiadł się Napoleon do sań, kupionych po drodze już
w granicach ks. Warszawskiego. Znajduje się dziś ona w Metzu, u powroźnika
Wagnera, który nabył ją od niejakiego hr. Hunolsteina


45

się o jego ze Smorgoń wyjeździe, pośpieszą zabiedz mu drogę;
niesposób było myśleć, aby sprawa tak doniosła jak podróż ce-
sarska mogła utrzymać się przez czas dłuższy w tajemnicy.
W czasie tych rozpraw nad niebezpieczeństwami grożącemi
imperatorowi, nadjechał i on sam. Spał twardo w karecie swojej.
Hr. Wąsowicz zbudził go i doniósł o wszystkiem, o czem języka
zachwycił. Nie wzruszyło to bynajmniej cesarza; przewidział był
z góry wszystko i na wszystko był przygotowany. Spytał naj-
sampierw czy będzie miał nową kawaleryjską eskortę; odpowie-
dziano mu, że stoi w pogotowiu 266 ułanów. — »Doskonale!« —
rzekł - wyszedł z karety i wszczął rozmowę z komendantem.
Kazał sobie następnie podać kartę Litwy i jął pilnie rozglądać
się po niej. Generałowie zaklinali go, aby na jawną nie szedł
zgubę i wstrzymał się z wyjazdem chociażby do dnia następnego.
Ale cesarz nie zwrócił nawet i uwagi na te rady: wydawało mu
się o wiele niebezpieczniejszem puszczać się w drogę w biały
dzień. Pomyśliwszy chwilę, spytał adjutanta:
— Polscy ułani gotowi?
— Tak W. C. Mość; byli oni już tu przed naszem przy-
byciem.
- Niech siadają na koń; eskortą otoczyć karetę; jedziemy
natychmiast; noc ciemna, Rossjanie nas nie dojrzą. Na szczęście
liczyć trzeba, inaczej nic się nie wskóra.
Zmieniono konie u powozów. Cesarz podawszy sam adju-
tantowi swemu parę pistoletów, kazał mu siąść na kozły obok
generała Lefebvre'a, którego nieustraszone męstwo i przytomność
umysłu w niezliczonych okazjach miał już cesarz sposobność
wypróbować. Mameluk Roustan poszedł do sań, mających iść
ślad w ślad za cesarzem a pułkownik Stojkowski, dowódca es-
korty, otrzymał rozkaz jechania u drzwiczek karety.
- Liczę na was wszystkich - rzekł cesarz. - Miejcie na
oku obie strony drogi.
Potem, zwracając się do tych oddanych mu duszą całą nieu-
straszonych ludzi:
- W razie nieuniknionego niebezpieczeństwa - dodał - za-
bijcie mnie, niedopuściwszy, aby mię wzięto.


46 

Hr. Wąsowicz tknięty do żywego rozkazem, przywodzącym
na myśl czasy dzikiego barbarzyństwa, zawołał:
— Pozwól mi, W. C. Mość, przetłumaczyć jej słowa Polakom!
— Tak, tak, powtórz pan im moje słowa.
Usłyszawszy przetłumaczony im na język polski rozkaz ce-
sarza, w głos jeden huknęli ułanie: »Siebie zarąbać pozwolim
wpierw nim damy zbliżyć się komu!« - i powóz, wśród grom-
kich okrzyków ruszył z miejsca.
Działo się to o godzinie drugiej po północy dnia 24 listo-
pada (6 grudnia) w porze roku kiedy noce mają godzin siedm-
naście. Mgła, na którą liczono, nie okrywała całego widnokręgu.
Wyjechawszy z Oszmiany, ujrzano wzdłuż całej drogi w mniej-
szej lub większej oddali żarzące się ognie biwuakowe; oczywistem
było, że przyjdzie się pomykać mimo nieprzyjacielskich, rozrzu-
conych po całej przestrzeni, obozowisk. Wojska rossyjskie nad-
ciągnąwszy pod Oszmianę dla oswobodzenia miasta, rozłożyły
się po całej okolicy, w szczególności po lewej stronie traktu, ze-
środkowawszy przeważną siłę pod Nowosiadami. Okazało się te-
raz jawnie, jak roztropnie począł był sobie Napoleon nie usłu-
chawszy rad swojej świty i puściwszy się w dalszą drogę tej
jeszcze nocy. Na rozświcie dnia zazwyczaj ruch wzmaga się
w biwuakach, przytomnieją z nocnego odrętwienia straże i prze-
dnie czaty baczniej nadstawiają ucha; noc zaś, długa, ciężka noc
zimowa, łamie najczujniejszą nawet energję i daje znużeniu wziąć
bodaj chwilowo górę nad hartem i zapobiegliwością najprzytom-
niejszych wodzów. Ranek dnia następnego wykazał w całej pełni
zasadność i nieodzowność cesarskiego postanowienia. Sprawdziły
się obawy oszmiańskiego komendanta; o brzasku dnia nieprzy-
jaciel zaatakował miasto.
Tymczasem, pod niebem pokrytem chmurami, po śnieżnej
równinie, posuwał się naprzód korowód cesarski niepewnym
szlakiem traktu rozjaśnionego bladem śniegów odbiciem. Wśród
głębokiej ciszy słychać było dalekie głosy nieprzyjacielskich for-
pocztów i pikiet, błyskały tu i owdzie rozsiane wzdłuż drogi
ognie biwuakowe. Niebo było bez gwiazd i dzięki tej tylko oko-
liczności ciemna masa powozów, otoczonych 266 ułanami, prze-


47

mykała się niepostrzeżona. Gdyby noc była jaśniejszą nieco, tak
jasną jak dwa, trzy dni temu, wątpliwości nieulega, że zaatako-
wanoby uchodzących; gdyby śnieg padał, również wątpliwości
nieulega, że cesarz zbiłby się był z drogi. Tak jednak zbiegły
się wszystkie najprzyjaźniejsze okoliczności po temu, aby wy-
szedł Napoleon cały z tej szalonej imprezy. Mróz ciął siarczysty;
eskorta ledwie utrzymać się mogła na siodłach; raz po raz zwalał
się z konia który jeździec i padał jak kłoda u drogi; marzły ko-
nie same. Ale i ów mróz sprzyjał tym razem cesarzowi; przy-
kuwał on czaty nieprzyjacielskie do ogni roznieconych w polu,
obezwładniał straże; kozacy, zawinąwszy się w kożuchy, spali na
posterunkach, zmożeni chłodem i wybijającem z ostatnich sił czu-
waniem. Dwaj energiczni ludzie, których cesarz na kozły karety
swojej był posadził, z pistoletami w ręku, czuwali przytomnie nie
spuszczając z oka okolicy. W mgle gęstej, tuż niemal u drogi,
stali nieruchomi, zesztywniali na mrozie, kozacy.
Gdy o rozświcie dnia, przy 28 stopniach mrozu, dojechano
szczęśliwie do Równego Pola, z całej eskorty cesarskiej, pozostało
już tylko 36 Polaków. Ci wytrzymali — reszta została na dro-
dze. W Równem Polu zluzowali polską straż Napoleona Neapoli-
tańczycy ze stojącego tam oddziału gwardji konnej, pod do-
wództwem księcia Rocca-Romana«.
Tegoż dnia, jak się rzekło, uderzył na Oszmianę pułkownik
Siesławin z licznym oddziałem kozaków, regularnej kawalerji
i lekkiej, na saniach, artylerji, zmuszając komendanta garnizonu
do cofnięcia się za miasto po gorącej utarczce. O tej bitwie osz-
miańskiej, stoczonej w każdym razie, niemal w ślad po wyjeź-
dzie z Oszmiany cesarza, sprzeczne podawano wieści, to atoli
pewne, że we dwa dni potem, armja francuska, nadciągnąwszy
ze Smorgoń do Oszmiany, zastała miasto i drogi okoliczne za-
walone trupami, wioski sąsiednie popalone, ale śladu wojsk ros-
syjskich już tam nie było. W Oszmianie, przez którą tylko
przeszli Francuzi, otrzymano pierwsze wiadomości o pomyślnem
przedostaniu się Napoleona, pod osłoną polskiej straży, do Rów-
nego Pola, a stamtąd do Miednik, gdzie spotkał go rezydujący od


48

lipca w Wilnie ksiaze Bassano, minister cesarski spraw zagra-
nicznych.
Wrócmy do przerwanego opowiadania autora pamietnika.
»Po przejezdzie Napoleona - pisze w dalszym ciagu Kar-
czewski - nastapil nocny rabunek i cokolwiek byłem zgroma-
dzil w Oszmianie, wszystko to znowu przepadło. Mieszkałem
przez całą zimę w Bieniunach, gdzie przy wielkiej nędzy, mia-
łem też i sceny. Mrozy dochodzily 30 stopni, mimo to artylerja
biegła po śniegach głębokich przez pola. Byl to oddzial party-
zantów rossyjskich, dla mnie w Bieniunach nieustanni goscie.
Nie kazalem nawet z pierwszej izby wynosić słomy, żeby zawsze
gotowa była do odpoczynku. Śmiesznie bywało słyszeć rozho-
wory wojskowych. Z wojska regularnego mówili o rangach, krzy-
żach i innych »otliczenjach« a kiedy sie zjechali kozacy, cały był
ich rozhowor, o tem wiele który »nażył«.
Jednego razu kozak przejezdny, wziżwszy mię za rękę, po-
prowadził na przeciwek do ciemnej piekarni. Desperowałem idąc,
że mi ostatni surdut odbierze, ale on obejrzawszy piekarnię i nie
widząc w niej nikogo wiecej, dobył z zanadrza niemały futeralik
napełniony samemi brylantami, które zda się oświeciły kąt ciemny
i zaproponował, żebym to u niego kupił. Ja, rad, że nie o mój
surdut lub buty chodziło, zakląłem się, że nie mam pieniędzy
choć mnie oddawał wszystko za 15 rs. Powtórzyła się bajka Kra-
sickiego o zgłodniałym Arabie i o worku znalezionym, w którym
zamiast kaszy ujrzał djamenty.
Dnia jednego wieczorem nadjechało trzech kozaków. Jeden
z nich pokiereszowany, z roztrzepaną od blizn brodą, będąc pół
pijany, był bardzo złośliwym. Nie złażąc z konia, wywołał mię
z izby, a nałajawszy się do woli, kazał kozakom zrewidować mój
dom, azali nie przechowuję w nim Francuzów. Kozacy przecho-
dząc koło mnie, szepnęli do ucha, żebym się nie trwożył, a przy-
gotował dla oficera butelke wódki, to on się ułagodzi. Był to
człek złośliwy i pijący, ale jak o nim kozacy mówili »chrabryj«.
Jakoż po obejrzeniu domu i nie znalezieniu Francuzów, oficer
zsiadł z konia i zabrał się nocować. Postawiłem przed nim go-
rzałkę, siedliśmy za stołem, a on mi w poufałości pokazał bardzo


49

piękne brzytwy. Siedm sztuk było żwirowanych, w złotej opra-
wie i w futeraliku. Podobały mi się tak dalece, żem mu zapro-
ponował, aby mnie one sprzedał. Odpowiedział mi, że chętnieby
to uczynił, ale musi z nich zrobić prezent dla adjutanta pułko-
wego. Dałem mu wiec spokój. Wtem pociągnął mnie ktoś za połę;
była to służąca z piekarni, która mie tam wzywała. Poszedłem
i jakiż okropny nalazłem widok! Przy 30 stopniach mrozu, czło-

Stara Oszmiana. Były kościół 00. Franciszkanów.

wiek nagi, mający tylko na sobie majtki plócienne i jakieś na
nogach z onucz opięcie, stojąc przy piekarnianym piecu, trzymał
w objęciu słup jego i na zbliżąjacych sie kłapal zębami. Czło-
wiek niestary, dosyć przystojny z czarnym włosem na glowie
i takiemiż oczami. Wraz tedy powróciwszy do mego kozaka, pro-
siłem, żeby obaczył, jakie nasze położenie, kiedy mimowolnie
w domach naszych musimy mieć Francuzów. Posłał swoich ko-
zaków obejrzeć nieszczęśliwego; w majtkach znaleźli i zabrali
u niego kilka napoleondorów. Nie wiem co z nim zrobili, gdyż
mię tegoż czasu spotkał drugi ambaras. Była w starym domu

POWIAT OSZMIANSKI


50

kuchnia od sieni ścianą oddzielona, z wejściem od tyłu. Dano mi
wiedzieć, że tam przyszedł raniony żołnierz polski. Pobiegłem do
niego i aktualnie znalazłem okropnie ranionego, gdyż mu nawet
jelita wychodziły. Zapytałem: Co się z nim stanie, kiedy za
ścianą są kozaki? Odpowiedział: Że mi nie zrobi kłopotu, tylko
prosi opatrzyć ranę. Opatrzyłem tedy kompresami ranę. Dałem
dla okrycia się jakiś worek, będący pod ręką i wyprawiłem tyl-
nemi drzwiami. Co się z nim stało? Bogu wiadomo. Znajdowano
wiosną wiele trupów po jamach warzywnych we wsi — i gdzież
ich jeszcze nie było!
Dożyliśmy nakoniec ciepła...«18).

Kościół Franciszkański, fundowany w Starej Oszmianie przez
Aleksandra Jagiellończyka, omal, że całkiem nie został zniesiony
przez wojska rossyjskie w 1655 r.19). Po dwustu latach znowu
walący się w gruzy kościół odbudowali sami zakonnicy w 1822 r.
Siedzieli Franciszkanie w klasztorze pod Oszmianą, władając
wcale pokaźną ziemską posiadłością, rozrzuconą drobnemi czę-
ściami po okolicy, jeszcze w 1830 r. — poczem klasztor zniesiono
a gmach kościelny, do dziś dnia istniejący, obrócono na cekhaus.
Ostatnim gwardjanem był ks. Twarowski.

18) Nabożeństwo w katedrze wileńskiej, o którem wspomina Karczewski
odbyło się d. 14 lipca 1812 r. Opis tej uroczystości, podczas której akt konfe-
deracji podpisało pięć tysięcy osób, oraz mowę J. Sierakowskiego, wypowie-
dzianą podówczas w katedrze podaje Leonard Chodźko w La Pologne histori-
que, littéraire, monumentale et pittoresque. Paris. 1836—1837. II. 130.
19) Klasztor spalono tak, że »jeno szczególny mur kościelny bez żadnego
klasztornego, dwornego i poddanych budynku zostawał«. Przybyły na gwar-
djaństwo w 1661 r. ksiądz Krukowicz nieznalazł »ani żadnego budynku, ani
chłopka ani najmniejszego zasiewku, zkądby miał mieć pożywienie, ani apa-
ratów kościelnych, ani funduszów«. (Kopja aktykowanego »opowiadania« ks.
Józefa Krukowicza gwardjana z dn. 20 czerwca 1661 r. — w Bołtupiu).


Z OSZMIANY DO BORUN.

Trakt boruński. — Okolica. — Dziedzictwo Jmp. Kuszla. — Olany. — Obraz
M. Boskiej Boruńskiej. — Dziwak ze Skirdzim. — Siedziba ostatniego boruń-
skiego pustelnika. — Boruny. — Antonowo. — Bijuciszki. — Świłówka. —
Kumelany. — Giejstuny. — Między boruńskim a holszańskim traktem. —
Bałwaniszki. — Zahorze.

Wziąwszy się z Oszmiany na wschód, przez most na rzece
w miejscu tem dość szerokiej, mimo huczącego i pluszczącego
młyna, mimo budującej się, czy nie aż trzeciej już z rzędu »ka-
mienicy«, przez małego miasta małe przedmieście, wydostajemy
się z kotliny, w której leży Oszmiana, na tak zwany boruński
trakt. Koła zaryły się w głęboki piasek, ciężko podsadziły się
konie pod górę i wyjechaliśmy na rozległe, szerokie płasko-
wzgórze. Przed nami pola i łąki leżące zielono-złocistą szachow-
nicą, usiane laskami i czubami drzew, upstrzone rzuconemi gdzie-
niegdzie na krajobraz kupkami chat, zamknięte, hen, na skraju
horyzontu, siną, łamaną, gęsto poprzecinaną linją dalekich lasów.
Droga piasczysta srodze. Gdziebądź spojrzeć, na obrywach
łagodnych wzgórz, któremi tu i owdzie faluje równina — piasek.
Jesteśmy w okolicy gruntów lżejszych, traw obfitszych i wesel-
szych krajobrazów. W lewo od drogi podmiasteczkowe osady go-
spodarskie, pełne robotnika na niedużych poletkach; w dali świeci
się odcięty od Bogdaniszek folwark Olchówka, własność obecnie
oszmiańskiego burmistrza Wysockiego. A jest i nieodzowny żyd,
pędzący w poprzek gościńca na gospodarskim drabiniastym wo-


52 

zie w pole po snopy; szeroko rozwiał mu się chałat czarny, od
kurzu poszarzały, rozlatane ramiona tłuką mu po żebrach, w ru-
chu nieustannym wierówkowe lejczyny; spieszy się »jak żyd
w tańcu« i słusznie czyni, bo bez kontraktu na dzierżawie sie-
dząc, na własny tylko spryt, własną ruchliwość i własną pracę
liczyć trzeba. Niech co chcą mówią, a żyd gospodarzący na roli
weźmie i szlachcica i chłopa ruchliwością, energją, wyrachowa-
niem a nierzadko i pracowitością.
Bystra, kręta, kapryśna Oszmianka, rzuciwszy się prosto na
północ od Oszmiany, raz jeszcze bieg swój zmieniła i dotyka oto
w jednem miejscu niemal że samego traktu, rozkładając wzdłuż
migotliwej, powyginanej wstęgi swojej iście atłasowe bujnych łąk
murawy. Zamigotała, błysła i zgasła. W głąb okolicy zasunęła
się znów rzeczka, cofnęły się za nią łąki i znów ogromny tu-
man kurzawy, wzbijający się za nami po drodze, leci na rżyska
żytnie, gęste owsy, czerniejące gryki, powichrzone grochy, na pól
niezliczone, fantastyczne kwatery. Za niedużą wioskową osadą,
siedzącą na ładnym wzgórku, otwiera się na równinę widok roz-
legły, a w głębi, po lewej ręce, na tle obfitych kląbów drzew, bie-
leje nowo zbudowany pałac w Nowosiółkach hr. Czapskiego. Po-
letki dworne widać jak na dłoni a miedzaw miedzę z niemi wieś
obszerna Nowosiółki, pokaźna, oczywiście zamożna, zamknięta
murowanym młynem Nowosiółkowskim. Przejechawszy przez
nią, mamy już teraz przed sobą pasieki, pasieki i pasieki, ślad
lasów silnie po wszystkich hr. Czapskiego posiadłościach wy-
trzebionych. W lewo od traktu, jak sięgnąć okiem, ba, o wiele
dalej jeszcze, ciągną się długo i szeroko poletki radziwiłłowskiej
niegdyś Żuprańszczyzny, owego żuprańskiego hrabstwa, opiera-
jącego się jednem skrzydłem o Soły a drugiem o Boruny; -
w prawo od traktu migają zdaleka, gdyby rzędem leżące obok
siebie pomniejsze folwarki. Wszystko to dziedzictwo niegdyś,
bardzo dawno temu, niejakiego jmci pana Kuszla, od którego
nazwę swą wzięły liczne po dziś dzień istniejące Kuszlany
oraz Kuszelewszczyzna. Należał do niego pas spory ziemi a do-
stał mu się dziedzictwem w połowie XVI-go wieku po Ławrynie
Charytonowiczu Strzałce, który nie mając potomstwa, Kuszla


53

owego za prawego potomka wziął był sobie.
Tak oto Możejków pierwszy, najbliżej Oszmiany leżący folwark, w Ku-
szlów ręku był czas niemały, następnie różne losu koleje przeszedł, zanim
na początku ubiegłego wieku dostał się w aktorat Mosiewiczów. Kusze-
lewszczyzna dziś własność Szczepanowiczów. Oto Grzybowszczyzna, wypro-
wadzająca nazwę swą od Mikołaja Tomaszewicza Grzyba, władającego tą
samoistną ziemską posiadłością w 1581 r.; w sto lat potem należy do Woroni-
czów, następnie do Kuszlów, a w XVIII w. do Zabłockich. W miejsco-
wości, gdzie dziś folwark Mostwiliszki — tuż w sąsiedztwie — pojawił się
był w 1586 r. Paweł Niekraszewicz i jął skupywać rozmaite schedy
i niwy od siedzących zdawna w tej okolicy Bohuszków, Pietkiewi-
czów, Olańskich, Grzybów i innych. Tak z dokupli utworzona wła-
sność ziemska przeszła w 1620 r. w ręce Wojciecha Mostwiłły, od
którego nazwę wzięła. Mostwiliszki były potem własnością Gintow-
tów, jeszcze raz Niekraszewiczów, następnie Ostrowskich, Miecz-
nikowskich (z Janowca w te strony przybyłych), Pietkiewiczów,
Baranków. W 1747 r. Jerzy Baranek i Teresa z Prószyńskich
darowali ów folwark klasztorowi boruńskiemu. W pobliżu folwark
Adamowo, attynencja Nowosiółek.

Kumelany. Olany.


54

Na dwunastej wiorście od Oszmiany — wieś i folwark Ku-
cewicze. Zdaleka widnieje stojący w pośrodku wsi stary kościółek
drewniany, o czerwonym dachu, z dorobionemi dwoma małemi
zielonemi kopułkami; typowa cerkiewka, otoczona cmentarnemi
katolickiemi krzyżami. We wsi, gmina obejmująca 4.629 dusz
obojej płci. Za wsią, opodal, folwark Kucewicze ładnie położony,
z dobremi gruntami, do niedawnych czasów stanowiący attynencję

Wizerunek N. M. Panny Boruńskiej
według sztychu z XVIII wieku.

Olan, przedany przez Leona Ważyńskiego, dzisiejszego Olan dzie-
dzica, Michałowi Antropowowi. — Znów piaski, znów pasieki
i snujące się po tym całym szmacie drogi wspomnienia uczniaków,
podążających tędy niegdyś z wakacyj do szkół boruńskich i z ko-
rytarzów bazyljańskiego klasztoru do siedzib rodzicielskich; na-
potkanych po drodze kilka ciężkich wozów przekupniów korą
i skórami, wlokących się gdzieś z za Wołożyna do Oszmiany —
i już i do Borun niedaleko. U osady Czerkasy załamuje się w prawo


55

pod ostrym kątem wysadzana drzewami droga — oczywiście do
dworu leżącego opodal, wśród gęstego zadrzewienia na wynio-
słości wzbijającej się z równiny. To Olany, od lat wielu i po dziś
dzień siedziba Ważyńskich.
Wiadomość o rodzinie Ważyńskich kładziemy na innem
miejscu; co zaś do Olan samych, których archiwum zupełnemu
uległo zniszczeniu, to przed wiekami podarowane zostały przez
króla Zygmunta Augusta niejakiemu Barańskiemu. Były też przez

Podobizna obrazu N. M. Panny Boruńskiej
w Olanach.

czas niejakiś podobno w posiadaniu jednego z synów Jurja Sa-
piehi, o którym zaledwie ślad jakiej takiej wiadomości pozostał.
Następnie w 1523 r. włada niemi Jan Zabrzeziński wojewoda no-
wogrodzki, poczem w 1546 r. znajdujemy je w ręku Kościeleckich.
W każdym jednak razie, co wątpliwości nie ulega, były one wła-
snością ostatniego z Monwidów Dorohostajskich Władysława
i przez córkę jego Zofję, Sapiezie poślubioną, na czas krótki we-
szły w dom Sapieżyński. Hieronim Ważyński starosta tyrkszlań-
ski nabył je wraz z innemi majętnościami od Sapiehy w 1678 r.


66

Wnukowie Hieronima rozbili rodzinę Ważyskich na trzy linje:
na linje taboryską, linję lidzką i linję olańską. Od Hieronima
przez syna jego Hieronima Sebastjana, dalej przez Kaźmierza,
Józefa, Michała, Porfirego, przeszły Olany w ręce Leona Ważyń-
skiego, wyratowane z pod konfiskaty 1831 r., dzięki temu tylko,
że Michał Ważyński zapisał był w testamencie dobra swoje Olany
nie synowi Porfiremu, jeno wnukom swoim Leonowi i Władysła-
wowi (zmarłemu w młodym wieku). Porfiry Ważyński po wzięciu
Oszmiany w 1831 r., dognany przez czerkiesów w Olanach, do-
kąd był się schronił, wywieziony został na Wschód, gdzie lat 25
przebył 20). Konfiskacie uległ jedynie folwark olański Dynapol
od Wańkowiczów przez Porfirego Ważyńskiego kupiony i roz-
parcelowany został między chłopów. Dziedzic Olan, na Syberji
przebywając, uczynił ślub, że jeśli go Bóg w rodzinne strony
powróci, tedy kaplicę w Olanach wystawi. Jakoż za łaską Mo-
narszą do kraju wrócił i z wotum swojego się wywiązał. Kaplica
atoli nie istniała długo; zamknięto ją 1863 r.; dziś pustkami stoi.
W starym, kilkakrotnie przerabianym dworze olańskim prze-
chowała się niezwykła pamiątka: obraz M. Boskiej Boruńskiej.
Tradycja rodzinna opowiada, że Michał Ważyński, w ścisłej będąc
zażyłości z 00. Bazyljanami boruńskimi, otrzymał był od nich
w darze obraz cudowny Matki Boskiej z boruńskiego kościoła,
a zakonnikom dał w zamian obraz do dziś dnia w cerkwi boruń-
skiej będący. Pozostawiamy dla braku kompetencji i bliższych
szczegółów kwestję nierozstrzygniętą: który obraz autentycznym
jest, czy ów w cerkwi boruńskiej, czy też ów z olańskiego dworu?
Obraz olański, malowany cienko na desce sosnowej, niegrubej,
bez żadnego podkładu; malowidło zdradza włoskie pochodzenie
lub naśladownictwo włoskich wzorów; ślad późniejszego przema-
lowywania znaczny na spodniej szacie, obecnie czerwonej, Matki
Boskiej; takąż farbą widać dotknięcia na ustach i takąż farbą
czerwoną domalowane nadpisy: po lewej stronie głowy M. Bo-
skiej: M 0X a po prawej: 1C XC, tło brunatne, szata Chry-
stusa biała.

20) Puzyrewskij »Polsko-Russkaja Wojna 1830« — Petersburg 1890, st. 165.


57

W Olanach, liczących dziś z attynencjami 604 dziesięciny
obszaru, mieszka stale Leon Ważyński, ożeniony ze Szwykow-
ską, a przebywa w nich czasowo syn Leona Władysław, oże-
niony z Górską, mający małoletniego syna Konstantego, naj-
młodszego potomka olańskiej linji Ważyńskich.
Na wprost Olan, po przeciwległej stronie boruńskiego
traktu, dziedziczył do niedawna w dwóch niewielkich folwar-
kach Michałowszczyznie i Skirdzimach staroświeckiej daty szlachcic
Wincenty Raczkiewicz, uchodzący w okolicy, niebez słuszności, za
oryginała. W książkach zagrzebany siedział, podobno nad dziejami
Litwy, ateuszem siebie zwał, a umierając pochować siebie kazał
w szczerem polu w sklepie mogilnym ad hoc przez niego samego
zbudowanym. Została po nim książka w niewielkiej liczbie egzem-
plarzy odbita, nie puszczona w handel księgarski, zagwożdżona
gdzieś na strychu w Skirdzimach. Wartość ma jedynie bibljogra-
ficzną; jest to bezładnie ułożony szereg uwag nad pierwotnemi
dziejami Litwy, uwag czerpanych przeważnie z dzieła Narbutta.
Autorowi zdawało się, że spisuje własne myśli, tymczasem spi-
sywał pamięciowe swoje reminiscencje; znać tylko pewną, wcale
nie zaściankową erudycję, gorące i zaszczytne umiłowanie przed-
miotu. Pełny tytuł dziełka brzmi: »Roztrząsania zasad historji
północnej Europy przez Wincentego Raczkiewicza. Wilno. Czcion-
kami A. Marcinowskiego. 1860«. Pisane w Skirdzimach, wydane
oczywiście nakładem samego autora. — Skirdzimy są w chwili
obecnej we władaniu syna ś. p. Raczkiewicza.
Jeszcze wiorst parę naprzód po głębokim piasku, jeszcze
mimo dwóch, trzech osad wioskowych, mimo nieodzownych pa-
siek, nastroszonych zczerniałemi pniami i wjeżdżamy w las do
sąsiadującego z Borunami Antonowa należący. I w tym lesie pa-
miątka: ślad siedziby ostatniego boruńskiego pustelnika. Jak
zwał się? — niewiadomo; z opowiadania Chodźki wiemy tylko,
że Onufry było mu na imię, że szlachcic, za młodu żołnierz, po-
tem dworzanin jednego z litewskich magnatów, straciwszy uko-
chane jedyne dziecko i równocześnie żonę, na eremicie osiadł
pod Borunami. W lesie głuchym, nie więcej jak wiorst parę od
miasteczka, u samego traktu, zbudował sobie chałupę, a jak chce


58

Chodźko, zajął od lat kilku opuszczoną małą pustelniczą chatkę,
dębami kształtownie ją osadził, wykarczował miejsce na ogródek
i wiódł żywot do żadnego już dziś żywota niepodobny. Pustelnia,
kościół i cmentarz stanowiły widnokrąg, po którym obiegało co-
dzienne jego życie. Znała go i kochała dziatwa boruńska, chętnie
go widywali u siebie zakonnicy; od czasu do czasu pojawiał się
»pustelnik« w którym z dworów poblizkich, często n. p. zazierał
do Olan i przynosił to w prezencie, to na sprzedaż wyśmienite,
w ogródku pustelniczym hodowane truskawki. Jak żył długo,
tego już dziś w okolicy nikt nie pamięta; tradycja tylko o nim
żyje nawet między prostym ludem. Miejsce, gdzie w lesie byto-
wał człowiek ów osobliwy, znane nawet chłopakom wioskowym
i zwie się »pustelnią«. Pozostał na niem znak siedziby: odwie-
dzany przez Chodźkę »kopczyk gruzów«.... nie, pozostał już dziś
kopczyk tylko, bo gruzy znikły, pozostało dębów siedm szere-
giem rosnących, pozostało miejsce, mało zarośnięte, kształt kwa-
dratowy pustelniczego ogródka jeszcze mające. To i wszystko,
co przetrwało do dziś dnia po przyjacielu z lat dziecinnych
Chodźki, Odyńca i Korsaka... Rychło i te szczątki ostatnie ostat-
niej podboruńskiej pustelni znikną na zawsze z powierzchni ziemi.
Las antonowski przeznaczony na wyrąbanie; siekiera dębów pu-
stelniczych nie oszczędzi; socha rozorująca pasieki nie ominie
»kopczyka«, gdzie ongi stała chata starca »o sędziwej twarzy,
okolonej gęstą, siwą brodą...«
Las ustał; pociągnął jeszcze staj parę wzdłuż gościńca niz-
kiemi leszczyn krzakami i odsłonił okolicę. Przed nami stał w całej
swej okazałości kościół boruński. Należałoby powiedzieć: cerkiew,
ale wyraz cerkiew nie przychodzi na myśl, na widok gmachu,
w którym, oprócz zakończenia dwóch wież, nic nie odmieniono.
I dobrze się stało; bądź co bądź piękna to budowla, istotnie im-
ponująca tembardziej, że włożona niejako w małe, malutkie mia-
steczko, wioskę prawie. Odyniec we »Wspomnieniach« swoich słu-
sznie nazywa Boruny »wsią zwaną miasteczkiem« — »dlatego —
pisze — że ma duży kościół, piękny, murowany i otoczony mu-
rem, zegarową wieżę, kapliczkę na środku rynku i dwupiętrowy
klasztor, ale zresztą zabudowana prostemi drewnianemi domami


59

w liczbie najwięcej 25—30, licząc w to szkołę; dwie karczmy za-
jezdne na rynku i dwie tuż za miasteczkiem. Wszystkie te domy
należące do mieszczan nieróżniących się niczem od włościan,
a raczej od zaściankowej szlachty, własną ręką uprawiającej
rolę, zabudowane były częścią w rynku naprzeciw kościoła, czę-
ścią wzdłuż trzech tak zwanych ulic, ale rzeczywiście wzdłuż
trzech dróg najzwyczajniejszych z wybojami i koleinami, piasczy-
stych i błotnistych po deszczu, rozchodzących się na trzy strony
z miasteczka, ale przez które wpoprzek nawet ścieżki brukowanej
nie było«. Wspomnienia Odyńca sięgają 1813 r., a jego opis Bo-
run dziś jeszcze z czystem sumieniem można powtórzyć. Przez
lat ośmdziesiąt z okładem nic się tam nie zmieniło — na wygląd.
Te same, albo takie same domki, karczmy i drogi rozbłocone,
ten sam wspaniały gmach kościelno-klasztorny, dominujący nad
lichą mieściną. Do kapliczki na rynku, po kasacie kościoła, prze-
niesiono figurę Chrystusa; stoi tam opięta w złocone »ryzy« i ko-
ronę ma na głowie bizantyjskiego kształtu. Na ołtarzyku, u stóp
figury, wala się porzuconych miedziaków kilka. Obraz cudowny
Matki Boskiej pozostał w cerkwi, nieruszony z miejsca. Lud rzym-
sko-katolicki, jak dawniej tak i teraz pielgrzymki doń odbywa,
wierząc święcie, że obraz w ołtarzu, pod którym według podania
miejscowego znajduje się pień drzewa, co to na nim wizerunek
cudowny znaleziono, nie przestał cudów czynić pod tą lub pod
inną kopułą. Raz po raz widzieć można mężczyzn i kobiety, ob-
chodzących cerkiew na klęczkach, padających na twarz przed
przybytkiem Boruńskiej Panny Najświętszej, śpiewających uło-
żoną na Jej cześć pieśń starą, staroświecką:
Cudowna Matko od Boru,
Pani niebieskiego Dworu,
Obrałaś dziką pustynię
Skąd Twe imię na świat słynie,
By przez grzech bydlęta,
Rozumne zwierzęta
Tam cię szukały.

Gdzie niedźwiedź miał legowisko,
A łosie swoje pastwisko,


60 

Tam teraz niebieskim żyje
Grzesznik i pokarmem tyje,
Dusza zubożała
Aby nie ustała
W drodze do chwały.

Kto miał szkodę od złodzieja,
Nie zawiodła go nadzieja;
Trąd zniszczał, febra ustała;
Komu fortuna gorzała
Zgasiło płomienie
Gorące westchnienie
Do Twej przyczyny.

Złością ludzką zczarowani,
Od żelaza szwankowani,
Zarażeni kołtunami,
Skancerowani ranami,
Łaski Twej doznali
Gdy się uciekali
Do Matki bez winy.

Obraz Twój bazylijana
Świątobliwego kapłana
Brażyca już umarłego
Wskrzesił, potem się od niego
Dostał Pieślakowi
Twej fundatorowi
Borun świątnicy.

Temu po ciężkiem leżeniu
Ukazałaś w objawieniu
Miejsce Tobie ulubione,
Że tam Twe będzie chwalone
Imię w przyszłe wieki,
Gdzie Twej opieki
Pewni grzesznicy.

Oszmiańskiś powiat obrała,
Stąd Twa słynie na świat chwała;
Dawajże mu łaski hojne,
Królestwu czasy spokojne,
Rycerstwem, senatem
Rządź i całym światem
Jako królowa...


61 

W gmachu klasztornym pustki; zajmuje go nieliczne prawo-
sławne duchowieństwo z usługą kościelną. Szkoły, w których
»rozwijało się i upływało rok rocznie życie około dwóchset mło-
dzieży, najwięcej synów szlacheckich, właścicieli ziemskich z osz-
miańskiego i sąsiednich powiatów, od dziesięciu do ośmnastu lat
wieku«, szkoły, które tylu swoimi uczniami najsprawiedliwiej
szczycie się mogły — dawno istnieć przestały 21). Cisza, wielka
cisza zapanowała w Borunach. Przeżyły swoje.
Cmentarz tuż za miasteczkiem, na lewo przy trakcie, a jak
okiem sięgnąć w tę i ową stronę — prześliczna dokoła okolica.
Nic nie dodał Chodźko pisząc na cześć jej pean w »Borunach«
swoich; a i góra, o której wspomina, nic nie przechwalona. »Gdy
o wiorst parę od Borun — pisze — na najwyższą na drodze
wstąpisz górę, nagle zmienia się obraz i rozległy na mil kilka
rozwija się widnokrąg, wzrok twój panuje nad nim, opiera się
na ciemnych masach lasów i w głębokie jary i parowy przenika«.
Na lewo dostrzegał Chodźko zarysy niewyraźne Krewa, na prawo
bielały mu zamek i kościół w Holszanach. Być może, że wzrok
pokolenia dzisiejszego osłabł nieco, być może, że lasy na widno-
kręgu podrosły, ale z góry, o której mowa, choć widok daleki,
bardzo daleki, jednak ani Krewa ani Holszan nie dopatrzyć. Do-
kładnie jeno określić da się miejsce, gdzie leżą — a po drodze do
nich małoż to malowniczości i powabu! Przedewszystkiem zaś
z miejsca, na którem stoimy, na trakcie tuż u niedużego malo-
wniczo rzuconego w drzew kupę cmentarzyka, na raptownym
u szczytu góry skręcie gościńca, obejmujemy wzrokiem całe Bo-

21) Odyniec w swoich »Wspomnieniach«, Ignacy Chodźków swoich »Obra-
zach« zostawili nam żywy wizerunek Borun w najświetniejszej ich epoce. Stą-
pać po śladach tych pisarzów nie naszą rzeczą, a odświeżać w pamięci ich
pism, chwalić Boga, potrzeby niema. Za czasów pobytu Odyńca w szkołach
boruńskich w 1818 r. profesorami tam byli: przełożony a zarazem nauczyciel
matematyki ks. Maksymiljan Lebell; nauczyciel fizyki i języka rossyjskiego
ks. Faustyn Bełdowski; nauczyciel prawa i historji ks. Sozonty Uszacki; nau-
czyciel wymowy ks. Bartłomiej Lewkowicz; nauczyciel gramatyki polsko-łaciń-
skiej ks. Herakliusz Lebell; nauczyciel arytmetyki i geografji ks. Benedykt
Homolicki, kapelan; nauczyciel języka francuskiego ks. Szymon Kotowicz.
(Kalendarzyk polityczny dla wydziału uniwersytetu Imperatorskiego wileń-
skiego na rok 1818«. Wilno str. 84).


62

run otoczenie. Nic wdzięczniejszego jak ta panorama, cała w zie-
leni, cała w dworach i dworeczkach, w winących się drogach,
w polach zielonych, żółtych, czerwonych, białawych, w reliefach
gajów i gaików, pagórków i dolin, cała tak typowo litewska, tak
przedziwnie swojska, nie opatrująca się nigdy, tak jak nie prze-
syca nigdy chleb nasz żytni powszedni, dziwnie jakaś na tym
pięknym szmacie żyznej ziemi miła, pogodna i jasna!
Ludna to strona — widać odrazu na oko. W Królestwie tak
gęsto przy sobie nie siedzą dworskie siedziby, jak w tem najbliż-
szem Borun sąsiedztwie. Przed frontem kościoła, w odległości
wiorst dwóch, trzech, czterech, pięciu, zatoczyły półkole dwory
i folwarki tak misternie, jakby naumyślnie rozmieszczone, że
z każdego z nich kościół boruński widny jak na dłoni. Boruńska
strona; — wszystko się tu jakoś w kupie trzyma, a osią zda się
i ogniskiem tego dworów i wiosek aglomeratu — Boruny z tym
gmachem kościelnym swoim, górującym nad całą okolicą. Jakie
tu życie niegdyś towarzyskie i sąsiedzkie kipieć musiało!
Więc tedy, niemal nawprost samych drzwi kościelnych, wy-
biega z miasteczka i ciągnie się wiorstę przeszło piękna, gęsta
aleja dwóch rzędów drzew, ocieniających szeroką drogę wiodącą
do Antonowa. Aleja to pamiątkowa. Sadzili ją własnoręcznie
uczniowie boruńscy, wywdzięczając się dziedzicowi ówczesnemu
Antonowa, Wańkowiczowi, za uprzejmość jego i serdeczność
szkolnej młodzieży okazywane. Antonowo, jak wogóle wiele w tych
stronach majętności, należało przed laty do Wańkowiczów, na-
stępnie przeszło w ręce Mokrzeckich, od nich kupił je Woje-
wódzki a od Wojewódzkiego nabył niedawno zamożny Rossjanin
Gaugier, urzędnik rady miejskiej petersburskiej, za 40,000 rs.
(samego lasu było w Antonowie włók 15). Aczkolwiek sam dzie-
dzic nie mieszka stale w majątku puszczonym w dzierżawę a tylko
na lato zjeżdża pod Boruny z rodziną, widać staranie około utrzy-
mania w porządku zarówno dworu jak gospodarki. Dobry to,
bardzo dobry kawał ziemi.
Opodal, miedza w miedzę z Antonowem - Bijuciszki, staro-
dawna siedziba kalwinów Wolanów, następnie własność Wańko-
wiczów, dziś w posiadaniu prawosławnego oficera Witolda Wojt-


63 

kiewicza, którego ojciec, dozorca oszmiańskiego więzienia, nabył
po ukazie grudniowym 1864 r. Bokszyszki pod Trabami i w mo-
wie będące Bijuciszki. Właściciel nie mieszka w majątku swoim
oddawszy go za tysiąc rubli w dzierżawę. Stary, typowy dom
mieszkalny Wańkowiczowski w zupełnej ruinie, ziejący tęchlizną
i wilgocią, zapada się w ziemię i rychło zniesionym zostanie. Jest

Cerkiew w Borunach.

jeszcze, przypominający dawne czasy spichlerz z gankiem na słu-
pach, jest kilka odwiecznych drzew w niedużym sadzie za miesz-
kalnym domem; nowe budynki wzniosły się i wznoszą; szczątki
tego co było rozpadają się powoli w pruchno — i znikają. Do-
okoła dworu porasta bujnym plonem piękna, żyzna gleba.
W sąsiedztwie Bijuciszek, nieduży folwark: Świłówka. Dworek
schludny, ziemia dobra, położenie ładne, okolica cała w gaikach,
we wdzięcznych do uprawy polach, w nadrzeczułkowych łonecz-


64 

kach. SwiLówka jest dziś wlasnością Zawadzkich, nie bez racji
słuszności piszących się, z Wielkich Zawad Rogala Zawadzkimi.
Przed laty, wielu laty, Mikolaj Kazimierz, właściciel Wielkich Za-
wad położonych w województwie płockiem w powiecie drogickim,
przybył w 1655 r. z Polski na Litwe, nabywszy posiadłości ziem-
skie w Orszańskiem. Służył on wojskowo pod »złotym znakiem«
hetmana Wielkiego litewskiego Janusza Radziwiłła i znajdował
się w Wilnie czasu spalenia i zrujnowania miasta. Wywodził się
on z Rogalitów Zawadzkich, siegajacych korzeniami genealo-
gicznego drzewa w rok 1103, wywodzących pokrewieństwo z Guz-
manami i Odrowążami, z matka Alfonsa XI króla Kastylji itd. itd.
o czem Niesiecki nie wspomina i o co z potomkami Jmc pana Mi-
kołaja Kazimierza spierać się nie będziemy. Syn Mikolaja, Krzysz-
tof, nabył od Karpiów Chaniewicze w Słonimskiem. Wnuk jego,
Józef horodniczy Słonimski, przesiedlil się do oszmiańskiego po-
wiatu, nabywszy w 1748 r. od Karola i Stefana Boryczewskich
braci rodzonych majętność Kamionkę 22), leżącą dziś powyżej linji
koleji libawo-romeńskiej, niedaleko wsi Słobódki. Synowie Józefa:
Tomasz, Antoni, Jan i Stanisław dokupują do tej posiadłości od
Róży z Dowgiałłów Brzoskowej 1757 r. folwarki Indrupie oraz
Owczaniszki alias Michałowszczyzne. Ów Stanislaw Zawadzki,
dziad dzisiejszego Swiłówki właściciela, przesłużył w szeregach
wojska polskiego lat dwadziescia kilka, namiestnikiem byl cho-
rągwi wojewody trockiego Ogińskiego, następnie chorążym bry-
gady petyhorskiej kasztelana mińskiego Rokickiego (patent Sta-
nisława Augusta 1778 r.) i doszedłszy do rangi najpierw porucz-
nika kawalerji narodowej w petyhorskiej brygadzie wojsk W. Ks.
Lit. (patent królewski 1784 r.) nastepnie majora tejże kawalerji
narodowej — podał się w 1790 r. do dymisji, aby we dwa lata
potem wrócić znów do szeregów. Czasu kampanji Kościuszkow-
skiej nominowany zostal generał-majorem 23) powiatu oszmiań-

22) Własność ongi Leona Jana i Gabryjela Kołbów-Sieleckich.
23) Odnośna nominacja brzmi dosłownie: »Michał Wielhorski, generał-lei-
denant całą siłą zbrojną litewską, pod naczelnictwem Tadeusza Kościuszki ko-
menderujacy. Z mocy mi daney od Najwyzszego siły zbroyney narodowey
Naczelnika, oznaymuię ninieyszym listem patentem moim wszystkim obywa-


65 

skiego i chlubnie odznaczywszy sie na tem stanowisku, odbyw-
szy następnie w 1798 r. deputacje na trybunał główny litewski
z powiatu oszmiańskiego, umarł w 1802 r. w majętności swojej —
Kamionce. Niedługo atoli miała Kamionka pozostać w Zawadz-
kich ręku. Sprzedał ją wraz z attynencjami (Kiermielany, In-
drupie itd.) za 205.000 zł. w 1808 r. brat Stanisława, Jan Zawadzki
Ignacemu Wańkowiczowi dziedzicowi sąsiednich Olginian, poło-
żonych dziś u samej granicy oszmiańskiego — w wileńskim po-
wiecie. Sprzedanym również został w 1815 r. folwark Poholsza,
pod Holszanami leżący — Jankowskiemu. Świłówka natomiast
przeszła w rece Zawadzkich zbiegiem następujących okoliczności.
Folwark ów, liczacy 28 dusz obojej płci, stanowił z dawiendawna
attynencje Bijuciszek i losy ich dzielił. Na początku bieżącego
wieku należały Bijuciszki wraz ze Swiłówką do Teodora Wań-
kowicza, ożenionego z Izabellą z Gąsowskich, zaś w r. 1804 do
Wincentego Wańkowicza, brata Teodora, ożenionego z Kajetaną też
córką Gąsowskich; właścicieli przedanej Teodorowi Wańkowiczowi
majętności Trzeszeczenięta. W 1814 r. nastąpiła ex-dywizja Biju-
ciszek. Folwark Swiłówka pzypadł w udziale Kajetanie z Gąsow-
skich Wańkowiczowej, która wyszedłszy powtórnie za mąż za
syna Stanisława Zawadzkiego, Dawida, sędziego ziemskiego osz-
miańskiego, wniosła w 1816 r. tę posiadłość w dom Zawadzkich.
Tenże Dawid Zawadzki wyzbył się ostatniej attynencji Kamionki,
przedając Ignacemu Wańkowiczowi Wiaże. Za drugą żonę miał
siostrę Antoniego-Edwarda Odyńca Aloizę i dziś właścicielami

telom, wszystkim wyższey i niższey rangi woyskowym, iż będąc upewnionym
o gorliwey chęci bronienia Oyczyzny obywatela Stanislawa Zawadzkiego, Ma-
iora bywszego Kawaleryi Narodowey brygady 2-giey, nominuyę go Generał Ma-
iorem powiatu Oszmiańskiego. Co wszystkim Generałom, oraz wszystkim wyż-
szey y niższey rangi oficyerom wiadomo czyniąc, przykazuię, aby pomienio-
nego obywatela Stanisława Zawadzkiego za aktualnego Generał Maiora po-
wiatu Oszmiańskiego znano, onemu co do prerogatyw szarży tey wlaściwych
zadość czyniono było; z tym iednak warunkiem, iż Generał Maiora powiatu pod
komendą Generała Maiora woyska liniowego iść będzie powinien. Co dla lepszey
wiary przy wyciśnięciu pieczęci Zwiazku Narodowego, własną podpisuię się
ręką. Dan w Wilnie dnia 20 miesiąca Czerwca 1794 r. M. Wielhorski«. Pieczęć
»Komendy siły zbroyney litewskiey« z napisem w pośrodku: »Wolność. Całość.
Niepodległość«.


POWIAT 0SZMIAŃSKI, 5


66

Świłówki są dwaj synowie Dawida i Aloizy Zawadzkich — Hen-
ryk i Stanisław.
Posuwając się dalej na południe, wzdłuż boruńskiego traktu,
oto w jednej ławie: Kumelany niegdyś attynencja Giejstun, na sa-
moistną własność ziemską wykierowana dzięki staraniom i zami-
łowaniu do niej brata Antoniego Edwarda Odyńca, Ignacego,
stanowiące dziś nieduży, ale starannie zagospodarzony i ślicznie
położony folwark. Na wzgórzu stoi dworek sam, zabudowaniami
gospodarskiemi otoczony; przed nim sad owocowy, założony nie-
dawno, za nim stary sad owocowy, miejsce niegdyś popisu pszczel-
niczych i ogrodniczych ambicyj Ignacego Odyńca; dookoła wzgó-
rza poletki polne, opięte mniejszemi i większemi laskami, za la-
skami półkrąg łąk, a całość jak sznurkiem migotliwym obwie-
dziona z trzech stron małą, ale bystrą rzeczką Tarakanką. Ostat-
nia to resztka własności ziemskiej Odyńców w oszmiańskim po-
wiecie, ocalała w rękach trzech braci: Jana, Tadeusza i Pawła,
którzy, jest nadzieja, nie zechcą się z nią rozstać. Od dworku
nawprost przez sad schodzi się w parów przez Tarakankę utwo-
rzony i minąwszy świeżo usypaną grobelkę, stajemy na wzgórku,
gdzie domniemanie cmentarz był niegdyś, a gdzie dziś krzyż wy-
soki stoi. Przed nami, widne jak na dłoni, może w prostej linji
wiorstę niespełna odległe, owym krzyżem na wzgórku niejako
od Kumelan odgraniczone — Giejstuny.
Boże miły, co się z niemi stało! Zniszczenie i poniewierka.
Nowonabywcy Odyńców siedziby rozdzielili ją między siebie.
Włościanin, pokątny doradca Bobrownicki, osobistość, o której
opinji zamilczeć wolę, zajął na część swoją sam dwór; szwagier
jego, Kurałowicz, pobudował się tuż pod sadem dwornym, wy-
ciąwszy rosnący na tem miejscu gaik brzozowy. Dom mieszkalny
z typowym dachem swoim, dom pamiątkowy, staroświeckiej,
z dwoma skrzydłami na tyłach, struktury, zniszczał już prawie
ze szczętem. Nowy Giejstun właściciel mieści się jako tako
w kilku pokojach na lewo, oddawszy prawą stronę domu w nie-
podzielne posiadanie parobkom swoim i swojej trzodzie chlewnej.
Przez ganek, frontowemi drzwiami, odbywa się nieustanna pro-
cesja cieląt, owiec i prosiąt; okna deskami zabite, drzwi z zawias


67

powywalane; po tamtej stronie domu, między skrzydłami, kupy
nawozu i śmieci. Poszliśmy w sad. Aleje i szpalery wycięte. Lipy
prastare, arszyn przeszło średnicy mające, leżą powalone sie-
kierą; dookoła sterczą pnie. Nowonabywca potrzebował lipy,
klonu i jesionu dla reperacji gospodarczych narzędzi. Ostała się
tylko — dotychczas przynajmniej — altana w głębi sadu, pod
której cieniem stał niegdyś wózek dziecięcy autora »Barbary«

Dwór w Giejstunach.

i »Felicyty«, gdzie gwarzyli ochotnie jego szkolni koledzy, naj-
pierw boruńscy, potem wileńscy, dla odwiedzenia przyjaciela,
czasu wakacyj, zjeżdżający się do Giejstun. Niedługo i ta altana
szumieć będzie ponad owocowemi drzewami giejstuńskiego sadu.
Znający się na rachunkowości jmć pan Bobrownicki nie dopuści,
aby jaki taki kapitał marnował się uwięziony w cennem drzewie
lipowem — zaś jako skrzętny i dbający o piękny wygląd swej
nowej posiadłości gospodarz, obiecuje dom mieszkalny, tę »starą
ruderę«, znieść na wiosnę roku przyszłego (1895) i wybudować
na jej miejsce z resztek sprzedanego w ślad po nabyciu Giejstun
5*


68

lasu, nową okazalszą rezydencję. Może i lepiej, że zniknie zupeł-
nie i na opał pójdzie dom, do którego ścian przylgnęło wspom-
nień tyle. Przynajmniej poniewierać się tak nie będzie. Rysował
go z natury Napoleon Orda i w albumie swoim umieścił, wize-
runek atoli, jak zresztą niejedno Ordy odtworzenie, wyszedł nie
ścisły; dom giejstuński w albumie Ordy wygląda jakgdyby był
murowany, a kształt typowego dachu znacznie zmieniony 24).
Co zaś do dziejów i Giejstun samych i graniczących z niemi
Piotrowicz (będących od niedawna własnością prawosławnego sę-
dziego śledczego Łazarewicza), Kumelan, Kajecieniąt (dziś wioski),
Zahorza, Brodowszczyzny (do niedawna Gnatowskich, potem Nie-
wiarowiczów, dziś rozparcelowanej między włościan) to dzieje te,
odtworzone na podstawie rękopiśmiennych dokumentów, przed-
stawiają się jak następuje.
W świetnej epoce kwitnących nauk w Polsce, w XVI i na
początku XVII wieku, kiedy w żadnym innym kraju, tak w ro-
dowitym języku jako i po łacinie wdzięczniej i jędrniej nie pi-
sano niż u nas, zaświtało jednocześnie wiele znakomitych talen-
tów, które w ciągu niezmordowanych zapasów teologicznych wy-
jawiły zadziwiającą potęgę rozumowania i krasomówstwa. Naj-
przedniejszym ze wszystkich, którzy do tej walki z obu stron
stawali, był Skarga, mąż wielki, mówca zachwycający, obrońca
wiary katolickiej najżarliwszy. Ale najdzielniejszym jego prze-
ciwnikiem - pisze Baliński — godnym jego pod względem ta-
lentu był Andrzej Wolan.
Mało dziś wie kto o nim, a jednak swojego czasu była to
i znacząca wiele i wpływowa osobistość, znana od końca do końca
Rzeczypospolitej. Urodzony około 1530 r. w Wielkiej Polsce, w domu
zarażonym już podówczas wyznaniem reformowanem Braci Cze-
skich, z dawnej szlacheckiej rodziny, pieczętującej się klejnotem
herbowym Lis, kształcił się w djalektyce i retoryce we Frankfur-
cie nad Odrą, z głośniejszymi ówczesnymi inowiercami w blizkich
zostawał stosunkach, z rzadkich zdolności i bystrości dowcipu

24) Dwór w Giejstunach, którego wizerunek podajemy według fotografji
zdjętej w lipcu 1894 r., spalił się doszczętnie wczesną wiosną 1895 r.


69

w rychle zasłynął. Tedy go wuj Hieronim Kwilecki, zarządzający
na Litwie ogromnemi dobrami królowej Bony, zalecił na sekre-
tarza podczaszemu litewskiemu Mikołajowi Radziwiłłowi. Odtąd
potężny brat królowej Barbary miał mu być wiernym mecena-
sem i opiekunem. Wolan sumptem Radziwiłła wysłany do Aka-
demii Królewieckiej, skończył z wielką chlubą ciąg obranych
nauk, a utwierdziwszy się silniej jeszcze w opinjach reformy,
stale z bratem Jakóbem na Litwie osiadł. Radziwiłł otoczony
zwolennikami i krzewicielami Reformy, pokierował wysoko Wo-
lana. Młodzianowi, biegłemu w starożytnych językach, w Piśmie
św. i dialektyce wyrobił urząd sekretarza przy Zygmuncie Au-
guście, a król Radziwiłłowskiego protegowanego puścił na dyplo-
matyczną drogę. Wolan jeździł jako komisarz królewski do Rygi,
podczas poddania się wielkiego mistrza krzyżackiego. W nagrodę
pierwszej tej zasługi nadał mu król w 1568 r. dwie wsie w osz-
miańskiem, graniczące z posiadanemi już podówczas przez Wo-
lana Bijuciszkami. Wsie te Czereszczenięta (według innej pisowni
Tereszczeniata) i Gierbienięta Andrzej Wolan przezwał Wolanowem.
(Niesiecki wspomina o miasteczku Wolanowie, zaś »Słownik Geo-
graficzny« o folwarku Wolanowie; dziś istnieje tylko tej nazwy
mała wioseczka tuż pod dużą wsią Gierbieniętami, na wschód od
Holszan. Porównaj: »Wiszniew«). Rychło dziedzic Bijuciszek za-
jąć miał znakomite miejsce między pisarzami naszymi łacińskimi.
Powszechny rozgłos zjednało mu wydane 1572 r. dzieło pod ty-
tułem: „De libertate politico", traktujące z wielkim talentem o pra-
wie publicznem. W czasie bezkrólewia po Zygmuncie Auguście,
Wolan w swojej Mowie do Senatu przypominał narodowi, jak wy-
sokich trzeba szukać przymiotów w tym, którego na czele swem
postawić zamyślamy, a wysłany w poselstwie do cesarza Maksy-
miljana ważną oddał krajowi usługę, zażegnawszy wojnę z Rossją.
Dziełem wielkiej erudycji teologicznej „Pro sacratissima Euchari-
stia" rozpoczął Wolan w 1576 r. rozgłośną swoją polemikę z Pio-
trem Skargą, właściwie z Jezuitami, nastającymi na reformato-
rów. Jednocześnie wystąpił utalentowany autor do walki z so-
cynjanami, drukując ogniste przeciwko nim filipiki. W roku 1584,
Wolan ze wszech stron napadnięty przez Jezuitów ogłosił pracę


70

niezmiernej wagi dla historji reformy w Polsce: »Pięć ksiąg prze-
ciw dziełu Skargi Jezuity«, datując ją z tychże swoich Bijuciszek.
Pisma te jego rozmaite rozchodziły się daleko poza granice kraju,
jednając mu szeroką sławę. Do Bijuciszek przybywali raz poraz
wybitniejsi Wolana jednowiercy z kraju i z zagranicy, a król
Stefan Batory polecał mu z całą ufnością misje rozmaite. Po zgo-
nie Stefana, zabiegi cesarza Rudolfa o koronę polską sprowa-
dziły w 1587 r. posła cesarskiego Danjela Poinca aż pod strze-
chę skromnego domu Wolana. Z tego się pokazuje, jakie zna-
czenie i powagę miał ów mąż tak srodze przez przeciwników
swoich napastowany. Za Zygmunta III raz jeszcze wywarł sekre-
tarz królewski wpływ na sprawy polityczne kraju swojego, wy-
wiązawszy się świetnie z dyplomatycznych negocjacyj, prowadzo-
nych w Bendzinie z przedstawicielami cesarza o przyznanie ko-
rony polskiej Zygmuntowi. Na schyłku zawodu swojego pisar-
skiego wydał jeszcze Wolan, po wzięciu udziału w synodzie dyssy-
denckim w Wilnie, jedno z najznamienitszych pism swoich, zaty-
tułowane: »Rozmyślania nad listem św. Pawła do Efezyan«; z dru-
giej zaś strony na polu obywatelskiej działalności zaznaczyć na-
leży podróż jego w 1595 r. do Moskwy ze Lwem Sapiehą odbytą,
dla utwierdzenia pokoju z carem Fiodorem. Ostanie lata ruchli-
wego swego i czynnego życia zaznaczył Wolan piękną »Mową
do Radziwiłłów i Chodkiewiczów«, zagrzewającą do zgody obie
te wielmożne rodziny. Pasmo pracowitych dni tego niepospoli-
tego człowieka przecięła śmierć, nastąpiona 6 stycznia 1610 r.
Umarł Andrzej Wolan w Bijuciszkach i tamże pochowany. Dzieła
jego stanowiące dziś rzadkość bibljograficzną drukowane były
kolejno w Łosku (powiat oszmiański) w drukarni Jana Kiszki,
w Wilnie, w Krakowie i w Niemczech 25).
W pobliżu otóż wspomnianych Bijuciszek, należących do
owego żarliwego krzewiciela kalwinizmu na Litwie, leżała w XVI
wieku nieduża attynencja Radziwiłowskich dóbr Soły, zwana
Giejstunami, albo-li też Kiejstunami. Po Mikołaju Radziwille odzie-
dziczył dobra Solskie syn jego Jan, starosta żmudzki, ponim zaś,

25) M. Baliński. Pisma historyczne, T. III, 3-136. Warszawa 1843.


71 

drogą spadkobierstwa i z rozdziału dokonanego między trzema
siostrami w 1545 r. wzięła je Anna Radziwiłłówna, żona Stani-
sława Kiszki wojewody witebskiego. Co się stało z ogólną masą
dóbr Solskich, o tem na innem miejscu piszemy; mała ich dwu-
nasto-włokowa cząstka pójść miała odmiennemi losu kolejami.
»Że kalwińskie błędy — pisze Niesiecki — w wielkich do-
mach litewskich najwięcej się potenczas gnieździły, dlatego i An-
drzej Wolan w respektach był u książąt Radziwiłłów«; — oczy-
wiście zatem dla respektu tego, przedaje mu Anna Radziwiłłówna
Kiszczyna w 1574 r. za 400 kop groszy litewskich »selce moie
własnoie imienia moieho Solskaho prozywaiemoie Kieystuny
leżaczeie w Powiete Oszmianskom meży KrewemyHolszany«. 
Nie dla siebie jednak kupił tę posiadłość jmć pan Andrzej.
Miał on, jak się rzekło, brata rodzonego Jakóba, dla którego prezent
niespodziany był obmyślił. 
Jakoż nie minęło lat trzech, darowuje Andrzej
Wolan bratu swojemu Jakóbowi wspomniane Giejstuny» cho-
tiaczy jeho sobi ku miłosti braterskoi ochotnijszym uczyniti«.
(1577 r.)
Sąsiadami Bijuciszek i Giejstun byli w czasie owym niejacy
Naruszowie, siedzący na rozdrobionej między trzech braci nie-
wielkiej ziemskiej posiadłości, zwanej Łostaje, graniczącej oprócz
z Bijuciszkami i Giejstunami jeszcze z dobrami Wiszniew Seba-
stjana Góreckiego i z gruntami kniazia Aleksieja Bilesimowicza.
Bracia Naruszowie postanowili wyzbyć się posiadłości swojej,
a początek tej generalnej rozprzedaży dał Wacław Narusz z Re-
kucianką żonaty, przedając w 1571 r. część swoją Łostaj ziemia-


72 

ninowi J. K. Mości pow. oszm. Jmć p. Bartoszowi Mikołajewiczowi
Czyżowi i małżonce jego Urszuli z Naruszów. W ślady Wacława
poszedł Wojciech Narusz i w tymże jeszcze roku część swoją
Łostaj odstąpił za 60 kop groszy Czyżowi. Niedługo potem w r.
1575 ostatni z Naruszów, Jan, »bez żadnej namowy ani przymu-
szenia ludnego, lecz sam po swojej dobrej woli i chęci swej«
przedaje część swoją, ostatnią, Łostaj, sam »dworek ojczysty«
wspomnianemu Czyżowi za 50 kop groszy litew. »licząc w każdy
grosz po dziesięciu pieniędzy białych«. Bartosz Czyż, zaokrą-
gliwszy podboruńską fortunę swoją kilku. dokuplami (Wojcie-
chowszczyzna, Jakubowszczyzna, Wensławowszczyzna, Janow-
szczyzna od Naruszewiczów) nie długo cieszył się ziemskiemi do-
brami, gdyż w r. 1576 umarł w Łostajach i wszystką posiadłość
swoją żonie na wieczność zapisał. Od Czyżów przechodzą Łostaje
do Menżyków, Menżykowie zaś dokupują do nich Zaprudzie od
Abrahima Jahicza i Jahi Isupowicza (ożenionego z Achmatówną)
Zawadzkich, tatarów; dokupują Łukaszowszczyznę i Zahorje nad
rzeką Łostają od Wojciecha Łastowskiego - i tak pomnożone
dobra swoje Jan i Dorota Menżykowie przedają w r. 1628 Osta-
fiemu Kierdejowi pisarzowi grodzkiemu i podstolemu grodzień-
skiemu. Ostafij Kierdej w następstwie starosta rosieński, oże-
niony z Chrapowicką, był to pan całą gębą, dla którego rzucić
groszem znaczyło tyle, co innemu garścią piasku. Spodobała mu
się okolica, grunt był żyzny, o possesorów nietrudno; nie namy-
ślając się długo, w 1629 r. od Abrahima Jahicza Zawadzkiego,
chorążego tatarskiego mereszlańskiego i żony jego Chatmy Boh-
danówny, dziedziców Kojacieniąt, nabywa za 800 kop groszy
litew. — Kumelany.
Kumelelany stanowiły attynencję posiadłości ziemskiej, zwa-
nej Kojacienięta (Kojacianiata) nadanej przez W. Ks. Litewskich
tatarom. Siedzieli tam różnemi czasy i Zawadzcy i Arazowiczo-
wie i Glińscy i Ułanowie i Moszyńscy. A gdy w 1713 r. dziedzice
Kojacieniąt Mostafa Moszyński i Danjel Radecki wraz z rodzinami
swemi »wynieśli się extra limites patriae«, król August II, przy-
wilejem wydanym w 1719 r., na tej z dawien dawna tatarskiej
glebie »post proditores Rzeczypospolitej opustoszałej« tatarską


73 

znów rodzinę Achmatowiczów osadził. Giejstuny tymczasem, zmie-
niając wciąż i zmieniając sąsiadów, pozostawały w aktorstwie ro-
dziny Wolanów. Jakób Wolan dokupił był do nich w 1584 r. od
Cimochów folwark Rowy - ale miały Giejstuny uledz niebawem
legalnej zaborczości Kierdejów. Jarosz Wolan zbywa je w 1621 r.
wspomnianemu Ostafiemu Kierdejowi, który około 1630 r. jest
już teraz właścicielem wcale pokaźnego pasma ziemi, rozciągają-
cego się poniżej Borun między Krewem a Holszanami. Ale for-
tuna ta pańska, jak i łaska pańska, przejechała się tylko na pstrym
koniu. Dlaczego Kierdejowie jednym zamachem wyzbyli się wszyst-
kich tych swoich posiadłości w boruńskiej stronie? — odgadnąć
trudno. Dość, że w 1639 r. wszystkie te wyżej wspomniane ma-
jętności i folwarki przeszły drogą sprzedaży za 9.000 kop groszy
litew. z rąk Kierdejów w ręce Jerzego Wolana i odtąd przez lat
sto przeszło miały już w nieprzerwanej spokojnej possesji Wo-
lanów pozostać 26).
W 1717 r. przechodzą te wszystkie dobra, zastawiane ko-
lejno przez Wolanów Kierbedziom i Grabskim, we władanie To-
masza i Reginy Wolanów a to tym sposobem, że ojciec Tomasza,
Jakób, sprzedaje te posiadłości swoje rodzonemu synowi za 2.000
talarów bitych. Tomasz tedy układa się z braćmi swemi Stani-

26) Andrzej Wolan miał trzy żony. Synów powiła mu dopiero trzecia
żona Miłosława kniaziówna Żyżemska, starościanka rzeczycka i synów tych
było trzech: Piotr, podkomorzy oszmiański, tak wielkiej siły, że karetę sześcio-
konną za koło porwawszy w biegu zatrzymywał; Jan, chorąży oszmiański
i Tomasz, sędzia grodzki, następnie marszałek oszmiański. Wyprowadzając
dalszą genealogję Wolanów, myli się Niesiecki, dając Tomaszowi, ożenionemu
z Reginą Cedrowską za ojca Aleksandra, marszałka oszmiańskiego. Ojcem To-
masza był któryś Jakób, a braćmi jego byli Stanisław i Bogusław. Przekony-
wające o tem oryginały dokumentów autentycznych miałem w ręku. Brat An-
drzeja Wolana, Jakób, był podkomorzym oszmiańskim i synów miał dwóch:
Jarosza, sędziego ziems. oszm. i Samuela, pisarza ziemskiego oszmiańskiego.
Okazuje się zatem, że podczas gdy linja Jakóba wypuściła z rąk swoich po-
siadłość Giejstuny, wykupiła też posiadłość, znacznie przez Kierdejów rozsze-
rzoną, linja Wolanów od Andrzeja idąca. Zarówno zaś Niesiecki jak i służące
Wolanom dokumenta do dziś dnia przechowane, potwierdzają jednozgodnie
wielką liczbę urzędów powiatu oszmiańskiego, niegdyś przez Wolanów piasto-
wanych. Nie wahaliśmy się przeto położyć na tem miejscu szczegółowszą nieco
o tym zacnym rodzie wiadomość.


74

sławem i Bogusławem, którzy, otrzymawszy ukontentowanie od-
powiednie, praw swoich do ojcowizny zrzekają się całkowicie. To-
masz cześnik oszmiański, ożeniony z Cedrowską nie mieszka
w Giejstunach jeno puszcza je w zastaw za 4.000 talarów bitych
Czyżowej, podczaszynej mścisławskiej i kupuje sobie majętność
Romanów, w powiecie orszańskim sytuowaną, dokąd przenosi się
na stałe. Zdegustowanie się jmć pana Tomasza do pięknej pod-
boruńskiej okolicy usprawiedliwia poniekąd ta okoliczność, iż
wszystkie jego posiadłości tamtejsze przez inkursje nieprzyja-
cielskie »przez Szwedów, Kałmuków i Moskałów« spalone, zra-
bowane i zniszczone zostały. Nadmieńmy przy sposobności, że
przez czas krótki był jmp. Tomasz właścicielem Karłowszczyzny,
nabytej przez niego w 1728 r. od Sabińskich i przez niegoż
w 1736 r. odprzedanej Marcinowi Koncewiczowi, horodniczemu
powiatu oszmiańskiego za 15.000 zł. pol. Przed ostatecznym atoli
przeniesieniem się do Romanowa w 1737 r. przedaje — tak —
przedaje Tomasz Wolan w mowie będące posiadłości swoje
synowi swemu Janowi Wolanowi i za aktoratu tego Jana Wolana,
ożenionego z Anną Puttkamerówną, tytułującego siebie starostą
czotyrskim (jakieby posiadłości w skład tego starostwa wchodzić
miały - powiedzieć nie umiemy; przypuszczalnie dobra Wielkie-
Sioło z attynencjami w nowogródzkim powiecie leżące) nastają
dla Giejstun i attynencyj ich najświetniejsze czasy.
Przedewszystkiem sam Jan Wolan obiera sobie w Giejstu-
nach rezydencję, wykupiwszy je z zastawu podczaszynej mści-
sławskiej i w ślad zatem pilnie bierze się do uregulowania granic
z sąsiadami. Masę jego posiadłości stanowią: Giejstuny same,
inaczej Łostajami nazywane, obejmujące 20 1/2 włók ziemi, dy-
mów 41, dusz męskich 115, Kumelany, Piotrowicze, Zaprudzie,
Łukanowszczyzna, część Zahorza, Łostaje, Wojciechowszczyzna,
Ligi (kupione jeszcze w 1560 r. przez Andrzeja Wolana od Se-
bastjana Góreckiego, właściciela Wiszniewa, za 300 kop groszy
i przez tegoż Andrzeja bratu Jakóbowi darowane), Jakubow-
szczyzna, Rowy, Wensławowszczyzna, Janowszczyzna, zwana »Na-
ruszewicza«, Zawadzkowszczyzna, Brodowszczyzna, obszerne sia-
nożęcie między wsią Trasieczenięta a wsią Wojtkuny, schedy


75 

ziemi uprawnej niezabudowanej za traktem boruńskim, powyżej
Zahorza, folwarki Czotyrki i Kantorowszczyzna. Zapobiegliwemu
i chętnemu do wszelkich kompromisów Wolanowi, najwięcej czyni
wstrętów i ambarasów niepohamowany procesowicz Jmć Pan
Józef Chodźko, sędzia grodzki oszmiański, rezydujący w dzie-
dzicznem swojem Zahorzu 27), leżącem in proxima, contiguitate
z giejstuńskiemi gruntami. Właściwie mówiąc, proces graniczny
Zahorza z Giejstunami trwa od 1743 r. do 1770 r.; przerwę w nim
bowiem tylko czyni sąd podkomorski 1751 r., po którym atoli
Józef Chodźko w rychle znów bierze się do tyrańskiego za-
cinania szablą w głowę poddanych łostajskich, do odbierania
wozów i koni po gościńcach, do przeróżnych ekspulsyj i najaz-
dów. Sądem również kompromisarskim kończy Jan Wolan dłu-
goletnią sprawę rozgraniczenia Giejstun od Kojacieniąt Bohdana
Achmatowicza; wytyka wreszcie w 1755 r. wieczne granice mię-
dzy giejstuńskiemi posiadłościami a gruntami wsi Wojtkuny, na-
leżącej do dóbr Żuprany Radziwiłła, chorążego W. Ks. litew. dóbr
będących naówczas w zastawie u Abramowicza, pisarza ziem-
skiego wileńskiego. Zachowanie ma jp. Jan Wolan u sąsiadów
bliższych i dalszych a dla poddanych jest ojcem istotnym. Garną
się ci poddani do niego ze wszech stron a on chętnie ich do sie-
bie przyjmuje, osadzając zwłaszcza w Piotrowiczach wiele napły-
wowych włościan.
I nadszedł czas, że pięknie zagospodarowane i energicznie
administrowane Giejstuny wyjść miały na wieczne czasy z rąk
Wolanów. W 1759 r. Jan i Anna z Puttkamerów Wolanowie prze-
dają wszystkie swoje ziemskie posiadłości między Krewem a Hol-
szanami za sumę 110.000 złp. Marjannie ze Świętorzeckich Mitkie-
wiczowej koniuszynie lidzkiej, zaś koniuszyna wypuszcza tymże
Janowstwu Wolanom Giejstuny w jednoroczną dzierżawę, aby
dotychczasowi dziedzice czas mieli z wszelką wygodą i swobodą
ruchomości swoje uprzątnąć.

21) Własność Czerniawskich, od których nabyli tę posiadłość Chodźkowie,
a Jmp. Michał Chodźko stawił tam w 1732 r. nowe zabudowania dworskie na
nowem (do dziś dnia pod dworem będącem) miejscu.


76

Przedają Wolanowie Giejstuny, po tylu latach dziedzicznego
dzierżenia, oczywiście nie bez żalu; wnosić jednak należy, że
bądź co bądź uważali oni za siedzibę swoją rodzoną nie Giej-
stuny, jeno Bijuciszki. Na domysł ten prowadzi nas ustęp z aktu
sprzedażnego, pisanego przez Jana Wolana w Łostai Giejstufi-
skiej 1759 r., dnia 20 kwietnia, w którym czytamy dosłownie:
»Majętność Bijuciszki Wolanowskie w tymże powiecie oszmiańskim,
m contiguitate z majętnością Łostajami-Giejstunami sytuowaną,
ab antique w imieniu naszem będące et ad presens w wieczystej
possesyi u brata naszego rodzonego Wielmożnego Jegomości
Pana Stefana Wolana, generała adjutanta buławy wielkiej W. Ks.
Litewskiego zostającą, nigdy żadnych differencyj z majętnością
Łostajami nie mającą, którą et in futurum chcąc w tychże grani-
cach perpétue ubezpieczyć i obwarować per expressum w teraź-
niejszym wieczystym przedaży naszej prawie, zupełne tych to
dóbr Bijuciszek z Łostajami i Giejstunami tym sposobem opisu-
jemy ograniczenie. Iż dróżka staroświecka i teraz z Kajecieniąt
idąca przez drogę z Bijuciszek do wsi Giejstun na Brod Ka-
mienny na rzeczce Tarakance będący, przy której dróżce są kopce
usypane między gruntami i sianożęciami giejstuńskiemi i kaje-
ciańskiemi tatarskiemi, dalej za tym, tą dróżką idąc, wzdłuż przez
drogę idącą ze dworu giejstuńskiego przez sianożęcie i przez
rzekę Tarakankę, oraz przez Kumelany giejstuńskie i przez Pod-
lipie bijuciskie do dworu bijuciskiego, mimo pole i zarosłe biju-
ciskie Podlipie i mimo Kumelany giejstuńskie do Zahorza przez
gaj. A tak ta dróżka jest granicą i zawsze ma być między grun-
tami, sianożęciami, zaroślami i lasami giejstuńskiemi i bijuciskiemi.
Ex quo z jednej strony tej dróżki, aż pod sam gaj i koło Świłówki
znakami na drzewach poczynionemi — Bijuciskie, a z drugiej
strony tejże dróżki — Giejstuńskie są własności, które według
tychże na drzewach będących znaków et juxta sonant jam teraź-
niejszego ograniczenia, zawsze bez żadnego naruszenia być i zo-
stawać powinne. Quam strictissime warujemy i ubezpieczamy«.
Stylu w tem niema i jasności brak niemały, jest natomiast rze-
telna troska o nienaruszalność po czasy wieczyste Wolanów ro-
dzinnej, bijuciskiej ziemi.


77

Koniuszyna lidzka wypłaciła Wolanom gotówką 106.000 zł.
a z pozostałych 4.000 uiściła się umówioną jednoroczną dzier-
żawną ratą z góry kwitowaną. Dla siebie ekscepowała folwark
Piotrowicze (następnie przez nią darowany) folwark Kantorow-
szczyznę (oddany w arędę Dombrowskim), karczmę Olchówkę,
uroczyska Zaścień Wielki i Mały, Rowy, Siodlarsczyznę i sianożęć
za boruńskim gościńcem. »Ponieważ — pisze jmp. koniuszyna
w dzierżawnym kontrakcie — ciż W W. JP P. Wolanowie sta-
rostowie czotyrscy przerzeczone dobra Łostaje-Giejstuny bez ża-
dnego zasiewu a osobliwie żytniego ode mnie koniuszynej lidz-
kiej mają dopiero sobie podane, a zaś na przyszły rok tysiąc
siedymset sześćdziesiąty zasiewu żytniego nie są obligowani we-
dług naszego postanowienia i dobrowolnych cirkumskrypcyj ka-
zać zasiewać — więc, za przysłaniem ludzi moich z folwarku Pio-
trowicz do orania ugoru w czasie przyzwoitym (za zdnieńciem
zboża przez WW. PP. starostów czotyrskich zasianego) oraz mie-
szania, bronowania i zupełnego zasiewu żytniego uczynienia,
a przytem do orania na zimę dla zbóż jarych pola, iż tymże pod-
danym moim Piotrowickim W W. PP. starostowie czotyrscy ża-
dnym sposobem bronić ani też za derogacją swojej arędnej pos-
sesji sądzić nie mają, wyraża się i opisuje się«. Na innym zaś
miejscu tegoż kontraktu: »Gdyby budynki dworne — pisze —
i cała majętność przez nieurodzaj, upadek bydła, inkursye nie-
przyjacielskie, ogień — uchowaj Boże — przypadkowy, powietrze
tudzież rozejścia się swawolne poddanych i inne jakowekolwiek
z dopuszczenia Bożego przychodzące kazusy — byleby nie z okazji
arędownych possesorów, dependujących dyspozytorów — do ruiny
przyszła, tedy WW. JP P. Wolanowie, starostowie czotyrscy, za
to odpowiadać ani do prawa pociągani być nie mają«. Nadto,
w nieograniczonej zaiste uprzejmości swojej, gwarantuje koniu-
szyna Wolanom chętną pomoc w przeprowadzkowej rumacji. Po-
zwala im po upływie dzierżawnego terminu t. j. po św. Jerzym
1760 r. pozostać w Giejstunach jeszcze do 20 maja i obowiązuje
się dać im »podwód piętnaście i pieszych czterech dla przepę-
dzenia bydła najdalej o mil trzydzieści«. A przytem - - pisze
w rzeczonym kontrakcie— »nim nastąpi takowa rumacja, dla sa-


78 

mych WW. Państwa starostów i ludzi tychże WW. Państwa w ca-
łym giejstuńskim dworze do takowego terminu 20 maja rezy-
dencję a dla koni i bydła wszystkiego paszę waruję, oraz dla
przyzwoitej wygody stróża i wartownika i drew na opał do
dworu Jchmościom punktualnie dodawać, tudzież mliwo bez
miarki na potrzebę tychże WW. Państwa starostów we młynie
piotrowickim do terminu 20 maja zawsze ma być. Bez najmniej-
szego zawodu to wszystko opisuję i jak najmocniej ubezpieczam.
To tylko warując wzajemnie dla siebie, ażeby ciż WW. Państwo
starostowie czotyrscy przy swojej rumacji podwód zbytecznie nie
obciążali, oraz siana i słomy na tychże podwodach nie wywozili,
koni i bydła swojego na sianożęciach i między zbożem na paszę
pędzać nie kazali«. Słowem dworskość wersalska od pierwszej
do ostatniej kontraktu stronicy. Co zaś do samych Giejstun jako
rezydencji, to dworowi ówczesnemu szlacheckiemu nie można
było odmówić pewnej nawet okazałości. Okalał go parkan szta-
chetowy, przecięty wjazdową bramą tarcicami krytą; od bramy
w prawo spichlerz a przy spichlerzu lamus dwupiętrowy z da-
chem gontowym. Za spichlerzem stała piekarnia a opodal jej »gę-
siornik«; dalej budynek folwarkowy kryty dranicami, nad sa-
dzawką browar, otoczony ogrodami a przy nim wołownia o sło-
mianej strzesze. Na lewo od wrót wjezdnych — piwnica, świro-
nek, pod nim sklep na warzywo i wyjście bramą wysoką na
dworną sianożęć. Wracając napowrót ku dworowi, szło się mimo
kuchni z wysoko sterczącym, potężnym kominem; wedle kuchni
lodownia. A oto i rum mieszkalny na wprost folwarku stojący,
wszystek z ciosanego drzewa, gontami kryty. Z ganku do sieni
wiodą drzwi ciężkie, dębowe a w domu ośm pokoi i apteczka,
wszędzie drzwi dębowe, piece z kafli zielonych w pasy białe,
a nadto aż sześć kominków, to jest w każdym niemal pokoju po
jednym; okna w ołów oprawne, oramowane białemi okienicami
zewnętrznemi. Za rumem sad owocowy parkanem ogrodzony,
dwoistą bramą zamknięty. Od rumu po prawej ręce studnia
z gontowym dachem; zdała świeci się stajnia, za nią obory dwie
i wozownia. Za wjezdną bramą gumno nowo zbudowane na tor-
pów szesnaście, przy gumnie komory dwie dla zsypywania plew,


79 

na gumnisku odryna jedna i druga, jakby dwa skrzydła gumna
stanowiące i osieć. Gumnisko całe oparkanione płotem z drzewa
okrągłego. Na dworskich gruntach szkliło się ośm kopanych sa-
dzawek. W Kumelanach, stanowiących dworny poletek, stała chata
samotna, zaczątek budowanego tam przez Wolana folwarku.
Drzewa do dworu dostarczał głównie las Ligi, albo las Wolanow-
skim zwany, graniczący z Goreckowszczyzną alias Wiszniewem,
mający 11 włók rozciągłości. Z takiej to siedziby w r. 1760, po
ekspiracji dzierżawnego kontraktu, wyprowadzili się Jan i Anna
Wolanowie — dokąd? — nawet domysłów na to nie mamy.
Jmć Pani Mitkiewiczowa, dama przedewszystkiem dobro-
czynna, ufundowała w Boninach szpital na siedmiu ubogich
i oddała go pod zarząd ks. ks. Bazylijanów boruńskich, prze-
znaczając dla tychże szpitalnych ubogich swoich na każde święto
Bożego Narodzenia żyta beczek 2, jęczmienia 2, grochu l/4 beczki,
beczkę soli, oraz wieprza karmnego, co wszystko z Giejstun po,
wieczne czasy dostawiane rok rocznie być miało. Ona to, odłą-
czywszy na zawsze folwark Piotrowicze od Giejstun, darowała
go w 1763 r. na wieczność Piotrowi Gierałdowi Januszewiczowi,
podstolemu derpskiemu (dorjpackiemu) »konsyderując przedłu-
żone zasługi Jegomości Pana Piotra Januszewicza mężowi memu,
zeszłemu w Bogu Jegomości Panu Mitkiewiczowi, koniuszemu
lidzkiemu i mnie samej okazane, niemniej respektując, że za te-
goż Jegomości Pana Januszewicza mam wydać w małżeństwo
wnuczkę moją Jejmość Pannę Franciszkę Kuleszankę, podcza-
szankę żytomierską«. A powiedzieć trzeba w nawiasie, że ów Jmć
Pan Piotr Januszewicz, w następstwie rotmistrz Wiłkomirski, nie
pięknie wywdzięczył się zacnej pamięci dobrodziejki swojej, in-
festując jej sukcesorkę nieustannemi o granice swoich Piotrowicz
procederami, następując na ziemie giejstuńskie, tłukąc żydów
w karczmie Olchówce, rąbiąc płoty u tejże karczmy erygowane,
wpadając z sochami na giejstuńskie, jakoby dyferencyjne, po-
letki i przeróżne inne czyniąc wiolencje. W roku 1770 umiera
podczaszyna lidzka, a w testamencie jej czytamy: »Majętność
moje Giejstuny alias Łostaje nazwaną, w powiecie oszmiańskim
leżącą, doznawszy od córki mojej JPani Kościałkowskiej, podko-


80

morzyny wiłkomirskiej afektu i uszanowania, tęż majętność Giej-
stuny dożywociem onej zapisuję, wyłączywszy folwark Piotrowi-
cze, dany ode mnie prawem wieczysto darownym JP. Piotrowi
Januszewiczowi. Po najdłuższem zaś życiu córki mojej podko-
morzynej, majętność Giejstuny alias Łostaje wnukowi mojemu
Tadeuszowi Kościałkowskiemu, podkomorzycowi Wiłkomirskiemu,
zawdzięczając od onego ku mnie miłość, uszanowanie i usługi,
wiecznemi czasy daruję i zapisuję«.
Tak się też i stało. Po śmierci podkomorzynej Kościałkow-
skiej objął Giejstuny z attynencjami w aktorstwo swoje Tadeusz
Kościałkowski, tytułujący się starostą czotyrskim, oddał je w dzier-
żawę za 2.200 zł. Morykoniemu, podkomorzemu wiłkomirskiemu
i w krótkim przeciągu czasu — pokrył je całkowicie długami. W r.
1785 nastąpiła eks-dywizja dóbr Tadeusza Kościałkowskiego. Naj-
bliżsi sąsiedzi: Wincenty Wańkowicz (dziedzic Bijuciszek) Ma-
rjanna Gnatowska (dziedziczka Brodowszczyzny), Adam Konce-
wicz (dziedzic Karłowszczyzny), Ignacy Januszewicz (dziedzic
Piotrowiczów), Jan Chodźko (dziedzic Zahorza), Kodziowie, Przy-
borowa, Rodziewicz, Sakowicz rozebrali między siebie mniej-
szemi lub większemi cząstkami wszystkie Kościałkowskiego pod-
boruńskie ziemskie posiadłości. Same fundum Giejstuny wraz
z Kumelanami przypadło na dolę dwojga małoletnich dzieci Ja-
kóba Sakowicza podczaszego starodubowskiego, zmarłego w r.
1783 r. w Wielkiem Siole 28). Byli to Józef i »Hanulka« Sakowi-
czowie, zostający pod pieczą matki, wyszłej secundo voto za mąż
za Tomaszewskiego, oraz opiekunów: Antoniego Gnatowskiego

28) Rok to był dla Giejstun krytyczny i fatalny z powodu właśnie owej
taksy i eksdywizji, odbywającej się w Giejstunach przez tygodni 3 i dni 4
w sam sianokos i żniwa. Dla pp. komorników wychodziło z samych Giejstun
codzień po ludzi 18 - »dla której okazji ani siana sprzątnąć, ani zboża z pola
zebrać w porę nie można było, tak, że w polu wszystko zginęło i pomitrężyło
się«. Giejstuny same, wydzielone dla małoletnich kredytorów Sakowiczów, miały
obszaru włók 7, morgów 14, bez żadnego zasiewu, krescencji, bydła, ptactwa
i naczynia albowiem wszystko, co jaką taką ruchomość w majątku stanowiło,
kazano oddać innym Kościałkowskiego kredytorom. Kumelany nie miały ża-
dnych zabudowań, stanowiąc jeden z giejstuńskich poletków. Wzniósł tam do
dziś dnia istniejące zabudowania i folwark samoistny z Kumelan utworzył do-
piero syn Tadeusza Odyńca, Ignacy.


81 

(egzekutora testamentu), Ignacego Bohuszewicza i Franciszka
Poźniaka. Matka Tomaszewska wyjeżdża z mężem aż gdzieś za
Orany, zostawując w Giejstunach małoletniego podczaszyca Jó-
zefa pod dozorem opiekunów, właściwie pod dozorem Tadeusza
Odyńca, który podówczas Giejstuny trzyma w dzierżawie i w nich
Mieszka 29). Józef Sakowicz dochodzi do pełnoletności i w 1800 r.
d. 21 września przedaje Giejstuny Tadeuszowi Odyńcowi, rotmi-
strzowi wileńskiemu, pełniącemu w następstwie, czasu marszał-

29) Obszerne rachunki z opieki nad małoletnimi Sakowiczami za lata
1783 — 1789 mamy u siebie w Polanach i notujemy z nich niektóre pozycje:
1783. Na ekspens stołu dla WW. eksdywizorów w Giej-
stunach, które puste i gołe zostały, oraz wikt koni, na rozmaite
kuple, konsumpcje, trunki, usługę, ludziom najętym i dwóm
kucharzom od dnia 10 do 19 tegoż miesiąca Nowembra .... 590 zł. — gr.
Za sześć zamków wiszących, dużych do Giejstun .... 14 » — »
Za faskę masła przez W. ad presens Tomaszewską na po-
grzeb zeszłego podczaszego u WW. Januszewiczów wziętą ..18 » — »
1785 Junii 20. Za przywiezieniem do Giejstun przez WW.
PP. Tomaszewskich WJP. Józefa Sakowicza, podczaszyca sta-
rodubowskiego, jakowa szczupła ruchomostka przy onym zosta-
wiona, regestr przez WP. Tomaszewskiego zaświadcza. A jaki
ekspens na WJP. Józefa Sakowicza następuje, w tymże rege-
strze wyraża się:
Za barakanu łokci 8 1/2 w Wilnie na parę sukien dla WJP.
Józefa, łokieć po zł. 4, a za astrakanu łokci 6 po groszy 20 ..38 » — »
Za guziki jedwabne do żupana i kontusza....... 1 » - »
Krawcowi za robotę, w Giejstunach robiącemu, prócz je-
dwabiu i haftek........................4 » - »
Za kapelusz w Wilnie dla tegoż WJP. Józefa......3 » — »
Za parę grzebieni z futerałem, a jeden pojedynkowy .. 1 » 15 »
Za dwie szlafmice dubeltowe.............. 4 » - »
Za alwar cały dla WJP. Józefa zł. 2 gr. 15, za dykcyonarz
francuski zł. 2, na drogę do Wilna JP. Dyrektorowi zł. 2. —
Summa............................ 6 » 15 »
Za librę papieru dla WJP. Józefa............ — » 24 »
Za rozmaite lekarstwa na kaszel chorującemu WJP. Jó-
zefowi i po dwakrotnie na ściągnienie............ 10 » - »
Doktorowi Langmaierowi za rozmaite preskrypcje dla
WJP. Józefa na kaszel.................... 36 » — »
W Wilnie za dekokt i inne lekarstwa powtórnie dla WJP.
Józefa............................ 29 » — »
Lokajczykowi Antoniemu, prostej kondycji będącemu, zo-
stawionemu przez WWPP. Tomaszewskich przy WJP. Józefie, 

POWIAT OSZMIAŃSKI.


82 

kowstwa Adama Przeciszewskiego (1806), urząd wice-marszałka
powiatu oszmiańskiego.
Tadeusz Odyniec, osiadłszy na stałe w Giejstunach i dwór
tamże pobudowawszy, dla zaokrąglenia majętności swojej, »nie
z sukcessyi — jak pisze w testamencie - po rodzicach ani po
kimkolwiek wziętej, lecz własną pracą, staraniem i krwawym mo-
zołem nabytej«, przykupuje do niej trzy schedy, oderwane od
Giejstun przez eksdywizję 1785 r., a mianowicie od Kodziów

który był przez niedziel 14, wedle zmówienia WWPP. Toma-
szewskich, dałem spodnie nowe sukienne, sukna falendyszu, ze
wszystkiem z podszewką i robotą kosztujące zł. 9. Parę butów
nowych kosztujących zł. 6. Item skórkę na buty kosztującą
zł. 3 i gotowemi pieniędzmi zł. 12............... 40 zł. - gr.
Że zaś takowy lokaj, z gatunku swojego hultaj, koszto-
wałby przez rok 260 wedle umowy WW. Tomaszewskich, więc
onego do tychże Tomaszewskich odesłałem. A na onego miejsce
przyjąłem chłopca szlachcica JP. Józefa Wiercińskiego bez jur-
gieltu na łaską lecz na odzieniu całem skarbowem, sukniach,
butach i koszulach ze względu, że razem z Paniczem uczyć się
będzie mógł, jako dopiero czyta i początki ma pisania.
Za parasonik żelazny w Wilnie dla WJP. Józefa..... 20 » — »
Za cegieł 1.000 do wymurowania pieców, w Borunach ku-
pionych, prócz sprowadzenia................. 32 » — »
Od wymurowania pieców trzech mularzowi zapłaciłem.. 24 » — »
Za beczkę wapna miary wielkiej gospodarskiej..... 10 » — »
Za rok 1785 wedle naznaczenia testamentowego przez ze-
szłego podczaszego dla exekutora testamentu zł. 1.500 determi-
nowane, więc kładzie się słusznie i sprawiedliwie.......1.500 » — »
1786. Za pocelowanie kobierca czyli dywana z Wielkiego
Sioła przywiezionego, a przez szczury pojedzonego, na łóżko
dla WJP. Józefa Podczaszyca, ponieważ matka WJP. Toma-
szewska najmniejszego dywanika nieboszczykowskiego nie wy-
dała, krawcowi zapłaciłem.................. 1 » — »
Za zrobienie pary sukien z barakanu w Wilnie kupionego
dla WJP. Józefa, krawcom w Giejstunach na dwornym chlebie
robiącym........................... 4 » — »
Za łót jedwabiu do tychże sukien, oraz osobno za guziki
jedwabne i haftki, wszystko to z Wilna przywieziono..... 2 » — »
Jp. Kowalewskiemu, dyrektorowi WJP. Józefa, rocznego
jurgieltu za rok skończony.................. 180 » — »
1787. Odwożąc do Wilna WJP. Józefa do szkół w Wilnie,
przez tydzień dla oporządzenia tegoż WJP. Józefa bawiąc, wy-
dałem na ekspens koni 4 i ludzi oraz stancyę....... 60 » — »


83

schedę zwaną Zawadzkowszczyzną, schedę wydzieloną Hermene-
gildowi Przyborze cześnikowi rzerzyckiemu i schedę przypadłą
w udziale kredytorowi Kościałkowskiego, Rodziewiczowi horodni-
czemu oszmiańskiemu. Dzięki tej zapobiegliwości Tadeusz Ody-
niec, umierając w 1833 r. zostawia dzieciom swoim 884 dziesięciny
ziemi, przeznaczając je do równego między synów swoich roz-
działu. Ożeniony z Teresą z domu Gnatowską miał Tadeusz Ody-
niec czterech synów: Antoniego Edwarda, autora »Felicyty« i »Li-
stów z Podróży«, urodzonego w Giejstunach w 1804 r., Ignacego,

JPannie Bogumile, ciotce swojej, z rąk swoich dał WJP.
Józef..................... 24 zł – gr.
Za stół od trzech osób: WJP. Józefa, dyrektora i chłopca
do wakacyi tj. za siedm miesięcy W. J. X. Gzowskiemu, kano-
nikowi wileńskiemu vigore onego kwitu zapłaciłem...... 600 » — »
Po wykradzeniu ze szkół WJP. Józefa podczaszyca, na
dniu 15 Julii przez JP. Tomaszewskiego, nieprzyjaznego ojczyma,
na odzyskanie którego do Przełaji, za Oranami półtorej mili,
dyrektora z chłopcem posyłając, za furmankę najętą zapłaciłem 40 » — »
Temuż na drogę i na ekspens............. 8 » — »
Za procesa dwa wyjęte, jeden w Ziemstwie Wileńskiem, drugi
w Ziemstwie Oszmiańskiem na WWPP. Tomaszewskich o zło-
śliwe zerwanie ze szkół WJP. podczaszyca a stąd o zatamowaną
edukację dla onego.....................
Za proces na WP. Żabę, który powtórną ekspulssję wło-
ścianów giejstuńskich z gruntów uczynił.......... 4 » — »
Za same ryby w Wilnie kupowane na Inkwizycję, oraz
za ryby w Wiszniewie i w Smorgoniach, jako ten akt był
w postne dni adwentowe, z winem i dalszemi potrzebami in
summa wydałem....................... 140 » — »
1788. Za uczynioną wiolencyę przez WJP. Żabę i WJP.
Czechowicza, którzy to obydwa Ichmości ludzi giejstuńskich
z urzędnikami będących, wedle ograniczenia kopców i znaków
granicznych oglądających, na drodze pod Bieniunami dognali,
pod urzędnikiem konia podstrzelili, a dwóch ludzi giejstuńskich
bez broni będących schwytawszy, tychże niemiłosiernie zbili
kolbami i kijami, na ostatek przez samego Czechowicza ręką
onego własną w Bohdanowie dobijani.
Za dwa procesa ze wszystkiemi ekspensami, z podróżami
jenerała i kancelarji ziemskiej oszmiańskiej.......... 20 » — »
Posłańcowi najętemu z Wilna do Świran do WJP. Bohu-
szewicza, opiekuna WW. Sakowiczów, w interesie onych... 7 » — »
i t. d.


84 

Hipolita i Walerjana, oraz trzy córki: Angelę, Karolinę i Aloizę
poślubioną Dawidowi Zawadzkiemu. Ile że Antoni Edward czas
niemały za granicą przebywał, gospodarzył w Giejstunach brat
Ignacy, a gdy w 1846 r. do działu dobrowolnego przyszło mię-
dzy braćmi, przypadły na dolę Ignacego Kumelany, na dolę zaś
Antoniego Edwarda Odyńca - Giejstuny. Nie przebywał w nich
atoli nigdy poeta, stale w Warszawie zamieszkały, różnym oso-
bom, krewnym dalekim, Giejstuny swoje w dzierżawę puszczając.
Po śmierci jego, w 1885 r. nastąpionej, drogą spadku wzięła po
nim Giejstuny córka Teresa Chomętowska i nie zajrzawszy nigdy
do nich, sprzedała je w 1890 r. dwóm włościanom rzymsko-kato-
lickiego wyznania Bobrownickiemu i Kurałowiczowi. W ręku
Odyńców, synów Ignacego, zostały tylko po dziś dzień Kumelany,
folwark nieduży, administrowany do czasu rozdziału między
trzema braćmi Tadeuszem, Janem i Pawłem — przez Jana
Odyńca.

Tak tedy, w ciągu wieków, władali Giejstunami następujący
dziedzice:
do 1545 r. — Radziwiłłowie.
1545—1574 — Anna Radziwiłłówna Kiszczyna, wojewodzina wi-
tebska.
1574—1621 — Wolanowie.
1621—1639 — Ostafij Kierdej, starosta rosieński.
1639—1759 — Wolanowie (powtórnie).
1759—1773 - Marjanna Mitkiewiczowa, koniuszyna lidzka.
1773—1778 - Kościałkowska, podkomorzyna Wiłkomirska (w do-
żywochi).
1778—1785 - Tadeusz Kościałkowski, starosta czotyrski.
1785—1800 — Józef i Anna Sakowiczowie, podczaszyce staro
dubowscy.
1800-1885 — Odyńcowie.
1885-1890 — Teresa z Odyńców Chomętowska.
od 1890 r. — Bobrownicki i Kurałowicz, włościanie.


85

Za Giejstunami, za Bijuciszkami, za wielką wsią Trasiecze-
nientami, zwracając się na północo-zachód i wracając ku Oszmia-
nie, pomiędzy traktami boruńskim i holszańskim, zmienia się zu-
pełnie okolica; rozsypują się nieprzebraną obfitością kamienie,
wzgórza łamią się w parowy, chłodnieje grunt, miejscowość staje
się dziką i posępną. Drogi od czasów Mendoga nietknięte ręką
ludzką, zieją wyrwami, wędołami i grzązkiemi gdzieniegdzie mo-
czarzyskami, porastają gęsto dęby, źle uprawione i, co prawda,
niełatwe do uprawienia pola zalegają krzaki; łąki w kępinach,
spore dyrwanów kawały, jodłowe lasy, trochę gdzieniegdzie gliny.
Miejscowość tylko tu i owdzie gęściej zaludniona; między wio-
skami, po dzikich prawie uroczyskach, zapadnięte w wędoły ka-
mienistych pól, samotne, jednochatkowe siedziby. Na połowie
mniej więcej drogi między Borunami a Oszmianą — większa po-
siadłość ziemska Bałwaniszki Minejki wśród okolicy niezmiernie
obficie dębami porosłej.
Na południe od Giejstun natkniemy się rychło na grunta
dawniej Sapieżyńskich, potem Czechowiczów posiadłości, dookoła
Bohdanowa leżących i w tejże stronie rozciągać się zaczynają
schedy holszańskich niegdyś dóbr Algimuntowiczów, potem Sa-
piehów, potem Żabów, potem Korsaków, dóbr dziś rozdrobio-
nych na większe i mniejsze samoistne posiadłości. Nie zapuszcza-
jąc się atoli dziś jeszcze ani w te okolice ani też nie przekra-
czając traktu boruńskiego w stronę Krewa, odwiedźmy już tylko
Zahorze, zamykające owo półkole siedzib, rozbitych jakby amfi-
teatralnie przed frontem boruńskiego kościoła.
Z Zahorzem łączą się ściśle wspomnienia boruńskich szkol-
nych czasów. Dzierżawił je podówczas od Jana Chodźki, autora
»Pana Jana ze Świsłoczy« stary szlachcic polski p. szambelan
Bujnicki i przyjmował w nich gościnnie słynne studenckie ma-
jówki. Odbywały się te majówki w lasku niedużym, brzozowym,
tuż przy gościńcu samym, w lasku po dziś dzień istniejącym i sta-
rannie przez dzisiejszego właściciela Zahorza utrzymywanym
i ochranianym. Lasek ów leży między traktem a dworem, któ-
rego zabudowania pod gaik podchodzą. Jaka tu kipieć musiała
ochota, jaki gwar, jaki tłok! »Sąsiedztwo nasze było niezmiernie


86 

liczne, blizkie i wesołe« — pisze Odyniec, a Chodźko opowiada
o nieodmiennem gromadzeniu się całego tego sąsiedztwa na Za-
horzańskie majówki. (»Boruny« III.) A zacny staruszek szambe-
lan Bujnicki, uprzejmy, rad gościom swoim gospodarz, popra-
wiając pasa na nizkiej, krępej figurze, błyskając szeroką łysiną,
kłaniając się w lewo i w prawo, uwijał się między dziatwą, wśród
pań i panienek, przystępując raz po raz do ichmość księży pro-
fesorów i księdza prefekta z flaszką staruszki i sporym kielisz-
kiem i nie znajdując nigdy niegrzecznego odmówienia lub wstrętu.
Pan Dziewiałtowski, metr muzyki, na czele kapeli, rznął od ucha,
pan szambelan walił w pierwszej parze z panią mostowniczyną,
za niemi huk par.... Tam opodal kipi siarczysta partja »palanta«,
w innej stronie rozsiadło się kółko starszyzny przy kufelkach,
a przez polankę pod dworem widać już błysło gdzieniegdzie
światełko i gwar się wszczął i brząkanie naczyń i wynoszą po-
wiewające białemi obrusami podwieczorkowe stoły.... A tam hen
w dali, w ostatnich słońca zachodzącego blaskach, stoi wyniosły
i poważny, alma mater boruńskiej strony, nad okolicą górujący,—
kościół Maryi Panny.
Tak niedawno to zda się było — a tak już dawno! Tak zda
się nic nie zmienił się krajobraz w łagodnej tej pogodzie swojej
i przedziwnej malowniczości, że domalować dość tylko sztafaż
z przed laty - wspomnieniem — a wróci to, co zniknęło na
zawsze...
Jan Chodźko, między 1813 r. a 1820 r. zbył śliczne Zahorze
swoje profesorowi medycyny przy uniwersytecie wileńskim Fer-
dynandowi Spitznaglowi, który do Zahorza zjeżdżał z rodziną
swoją na letnie miesiące. Najstarszy syn jego Ludwik, świetne
rokujący nadzieje, bohater znanego poematu Słowackiego »Go-
dzina myśli«, był serdecznym przyjacielem i Słowackiego i Odyńca
a dwaj ci młodego Spitznagla koledzy częstemi bywali gośćmi
w Zahorzu. Od Spitznaglów przeszło Zahorze do Skibińskich,
a przez Skibińską, wydaną za mąż za Dunina-Ślepścia, w ręce
tej rodziny, posiadającej do dziś dnia pamiątkową majętność.
Obecnie właścicielem Zahorza jest generał Dunin-Ślepść, stale za-
mieszkały w Petersburgu, przebywający pod Borunami część lata.


87

Generał, teoretyk-gospodarz, w ogrodownictwie zamiłowany, nie-
tylko troskliwie ale i nakładowo opiekuje się wiejską siedzibą
swoją; to też Zahorze i na polu i we dworze wygląda aż miło,
pozostawiając po sobie najprzyjemniejsze i wrażenie i wspo-
mnienie.
Z pod ganku niedużego mieszkalnego domu, co zachował
jeszcze, mimo miejskich wygód weń zaszczepionych, dobrą i miłą
cechę pewnej staroświeckości - drogą sadzoną, mimo pamiątko-
wego lasku, wyjeżdżamy rychło znów na trakt boruński. Na pa-
rowiorstowej przestrzeni, minąwszy, też o staj kilka od traktu
leżący, majątek Lisieckich Karpuciszki, wjeżdżamy napowrot,
okrążywszy je szerokiem półkolem, w wioskowe miasteczko,
w podkościelne Boruny.



Z OSZMIANY DO SÓŁ.

Trakt wileński. — Krakówka. — W lewo od traktu. — Bierwieńciszki. — Po-
lany. — Dookoła Polan pod plant kolejowy. — Drobna szlachta. — Po prawej
stronie traktu. — Żuprany. — Dobra Radziwiłłowskie. — Od Radziwiłłów do
Czapskich. — Zbór ewangielicki. — Kościół. — Nowosiółki. — Dookoła granic
byłej Radziwiłłowszczyzny. — Mostwiliszki. — Ponary. — Kuszlany. — Szu-
miliszki. — Wyjazd z Żupran. — Znowu na wileńskim trakcie. — Była stacja
pocztowa. — Narbutowszczyzna. — Soły. — Miasteczko i dwór. — Wiadomość
o rodzinie Późniaków. — Bonifaców. — Raczuny. — Warakomszczyzna.

Szeroki trakt, do niedawnych czasów gościniec pocztowy
wileński, przeciąwszy Oszmianę, wybiega z niej wylotem Żuprań-
skiej ulicy na północ, ku Smorgoniom. Jeszcze w początkach
wieku zwano go »szwedzkim« traktem — dlaczego? powiedzieć
nie umiemy; obecnie słuszniejby było zwać go traktem »fran-
cuskim« lub »napoleońskim« na pamiątkę historycznego tędy
przechodu wielkiej armji w 1812 roku lub pamiętnego przejazdu
cesarza w nocy z 23 na 24 listopada ze Smorgoń do Oszmiany.
Brzozy, podwójnym rzędem ciągnące się po obu stronach traktu,
nie pamiętają Francuzów; Bourgoing przecie opowiada wyra-
źnie, że jeśliby noc była ciemniejszą, groziłoby Napoleonowi zbi-
cie się z traktu i zabłądzenie, co oczywiście staćby się w żaden
sposób nie mogło, gdyby droga już wówczas wysadzoną była
drzewami. Natomiast już »za Francuzów« leżały wzdłuż całej
drogi z Oszmiany do Żupran lasy głębokie do Żupran i Nowo-
siółek należące, co przetrwawszy czasów mnogich koleje, sprzą-
tnięte zostały siekierą lat temu kilkanaście. Piaszczysty i falisty


90 

szlak gościńca, miejscami wcale malowniczy, winie się teraz po
przez morze całe pasiek wyrabianych przez trzymających je
w dzierżawie od hr. Czapskiego burłaków. Jedna z ich czaso-
wych osad gospodarskich leży tuż przy trakcie, o wiorst kilka
od Oszmiany.
Odjechawszy od miasteczka wiorst około pięciu, mając po
prawej ręce kawał pięknego lasu sosnowego, co ostał się jakoś
dotychczas wśród powszechnej zagłady dzięki oględności właści-
ciela p. Chądzyńskiego, mamy oto przed sobą pierwszą większą
karczmę, po lewej stronie gościńca stojącą. To Krakówka. Według
miejscowej tradycji nazwa ta powstać miała stąd, że na tem
właśnie miejscu pięciu »krakusów« prowadzonych tędy w 1831
roku pod więziennym konwojem, zbiegło i rzuciło się w lasy
okoliczne. Dwóm z nich udało się umknąć, trzech dosięgła kula
i pochowano ich tuż przy trakcie, po prawej stronie drogi, może
z pół wiorsty za karczmą, gdzie jeszcze przed pięciu, sześciu
laty stał wysoki krzyż drewniany. I w istocie, nazwy »Krakówka«
w żadnych dokumentach i mapach z przed 1830 roku nie spo-
tykamy; dziś zaś Krakówką zowie się i wspomniana karczma
i wioska tuż przy niej i nawprost jej leżący folwark nieduży,
niedawno powstały, słowem miejscowość cała.
Obejmijmy wzrokiem szeroki pas ciągnący się po obu stro-
nach wileńskiego gościńca i zboczmy w tym celu oto najpierw
na wazką dróżkę prowadzącą w lewo od karczmy, przez wioskę
Krakówkę — do Bierwieńciszek.
Gdzie dziś dwór sam leży, nadał był w 1520 roku września
20 dnia król Zygmunt pięć niezabudowanych pustoszy nieja-
kiemu Dymitrowi Fiedorowiczowi Bierwieńcowi, od którego po-
szła nazwa. Jedyna córka Bierwieńca wniosła wianem posiadłość
tę mężowi swojemu Janowi Perepeczy a syn Jana Perepeczy
Dymitr przedał Bierwieńciszki swoje w 1628 roku Hromykom.
W 1635 roku należały one do braci Samuela i Krzysztofa Hro-
myków i w rodzinie tej lat przeszło sto przetrwały. W roku
1816, Barbara z Narkowiczów primo voto Roubina, s. v. Kon-
wicka, odziedziczywszy całe niemal Bierwieńciszki po krewnych
swoich Hromykach, przedaje takowe Antoniemu i Izabelli z Bu-


91

katych Chądzyńskim. Częścią Bierwieńciszek włada jeszcze przez
czas pewien Pieślewicz siedzący z dziada pradziada na niwach
położonych między istniejącym dziś dworem a traktem wiodą-
cym z Żupran do Oszmiany. Dziś majątek ten, na dobrej leżący
glebie, ale dzierżawami długoletniemi mocno sfatygowany, na-
leży do Witolda i Ludwiki Chądzyńskich 30).
Na północ od dworu, tuż w pobliżu, folwark nieduży Pikuny
niegdyś i przez lat niemało we władaniu Gabryałowiczów, obe-
cnie własność dwóch rodzin drobnej szlachty Kowzanów i Dmo-
chowskich.
Na zachód od dworu wieś i folwark Bierwieńce stanowiące
wpierw attynencję Bierwieńciszek, odprzedane przez Antoniego
Chądzyńskiego Słotwińskiemu, którego córka wniosła je wianem
Żebrowskiemu, dzisiejszemu Bierwieńców właścicielowi. W lewo
od Bierwieńców — niegdyś samoistna własność ziemska, dziś osada
szlachecka i chłopska Bortele. Wiemy zaś o nich tyle tylko, że
dziedzictwem były w 1672 Jana Narkowicza ożenionego z Gie-
drojciówną 31). Wdowa po nim pozostała, wyzbywszy się wszel-
kich tkliwszych uczuć rodzinnych, nietylko że wyszła powtórnie
za mąż za niejakiego Michałowskiego, nietylko że zagarnęła so-
bie trzy czwarte nieboszczykowskiej fortuny, mianowicie mają-
teczek Cielejszki, ale odjechawszy precz daleko z Michałowskim,
czworo dzieci swoich w opuszczonych, zdewastowanych Borte-
lach nieludzko porzuciła. Tedy stryj Mateusz Kazimierz Narko-
wicz, człek zacny, bierze w opiekę i sieroty i ich zdezelowany
fundusik. »Objąłem — pisze w testamencie w 1682 r. w Borte-
lach sporządzonym — czworo ubogich sierot z Bortelami i onych
do siebie pobrać musiałem i odziewać, budowania nakrywać,
budować stajnie, obory nowe, gumno, świren nakrywać, nawet
płoty ogradzać..... zaczem to wszystko temu potomstwu wie-
cznie oddaję«. Fuit quondam — cnota i u nas. A że siedlisko

30) Kopja aktywowana działu braci Hromyków z 1635 październ. 28.
w archiwum nowosiółkowskim oraz inne tamże przechowane dokumenty.
Prośba appelacyjna z 1818 Chądzyńskich i Pieślewicza, zaskarżających sąd
kompromisarski w sprawie z Karolem hr. Czapskim. Oryginał w Polanach.
31) Według dokumentów znajdujących się w Polanach.


92

niepoczesne obrała sobie była w niepokaźnych Bortelach, niema
co temu przyganiać; przeciwnie, oto mimo Bortel przechodząc,
uczcijmy dobrem wspomnieniem zacną pamięć poczciwego sierot
opiekuna...
Dalej w tymże zachodnim kierunku zapuszczając się w oko-
licę, mimo leżącego nawprost Bortel folwarku polańskiego Lego-
wszczyzna, odbiegłszy od wileńskiego gościńca niepełnych wiorst
pięć, natkniemy się na faliste, kamieniste, czysto-żytnie, o glinia-
stem podglebiu, ciężkie i chłodne grunta majętności Polan Jan-
kowskich.

Ród Jankowskich, o którego rozrodzeniu się po wszystkich
ziemiach dawnej Rzeczypospolitej już Paprocki wspomina, pod
względem liczebności gniazd rodzinnych ustępuje na Litwie je-
dnemu chyba tylko, niemniej starożytnemu rodowi Korsaków.
»Co krzaczek to Korsaczek« powiada przysłowie; o Jankowskich
z równą słusznością da się toż samo powiedzieć. Jankowscy roz-
maitemi pieczętują się herbami; rodzina, w Oszmiańskiem od lat
mniej więcej trzystu osiadła, pieczętuje się herbem »Jastrzębiec«.
Protoplastą jej, według urzędowego genealogicznego drzewa
oraz dokumentów znajdujących się w archiwach wileńskiej szla-
checkiej heroldyjnej Deputacji, był Piotr Jankowski żyjący w pier-
wszych początkach XVI wieku. Od tego Piotra rozramieniają
się dwie główne linje rodziny Jankowskich: starsza i młodsza.
Starsza idzie od syna Piotra Mikołaja; młodsza od syna tegoż
Piotra — Jana. Starszą linję nazwaćby można linją »tryplańską«
ile, że syn Mikołaja Szymon włada majętnością Trypla vel Try-
ple, w oszmiańskim powiecie, między Subotnikami a Geranonami
położoną, na mocy reskryptu króla Zygmunta III z dnia 23
marca 1590 roku. Trypla owa (alias: Tryple) ma odtąd nieprzer-
wanie we władaniu starszej linji Jankowskich pozostać do dziś
dnia. Syn Szymona Andrzej, ożeniony z Dorotą Kociełłówną
córką Wojciecha Mikołajewicza (1622) 32), nadaje Trypli nazwę

32) Ks. Justyn Antoni Kociełł, pleban i altarysta w Horodziłłowie. »Domy
W. Ks. Litewskiego niektóre z Polsko-koronnemi i zagranicznemi domami
spokrewnione« 1817. Rękopis, 2 tomy. (w Bienicy).


93

»Trypla-Jankowszczyzna«. Syn Andrzeja Jakób, zamiast rozdzie-
lić ojcowiznę między trzech synów swoich (Stanisława, Łukasza
i Jana), testamentem w roku 1683 sporządzonym zapisuje Tryplę
w wieczyste władanie synowi swemu Janowi, który umierając
w 1685 r. oddaje ją synowi Michałowi. Michał mający trzech sy-
nów 33), darowuje Tryplę (w 1756 r.) jednemu z nich Franciszkowi,
po którym dziedziczy syn Wincenty, sędzia graniczny oszmiański
i bezdzietny umiera. Tedy Trypla, przechodzi na syna stryjecz-
nego brata Wincentego, na Walerjana, po dziś dzień Tryplą wła-
dającego. Walerjana syn, Wincenty, urodzony w Trypli w 1865
roku, jest zatem najmłodszym z prostej tryplańskiej linji i Trypli
przyszłym dziedzicem. Przypomnijmy teraz sobie, że właściciel
Trypli Jakób, ojcowizny nie rozdzielił, a w 1683 roku zapisał ją
jednemu z synów swoich Janowi. Pozostali bez ziemskiej posia-
dłości bracia Jana, Łukasz i Stanisław poszli własną drogą, szu-
kając dla siebie nowych siedzib. Należy przypuścić, że Łukasz
to nabył sytuowaną w tymże powiecie oszmiańskim majętność
ziemską Polany i dał początek linji Jankowskich - polańskiej.
Kiedy? Na samym schyłku XVII wieku. Od kogo?
W pierwszej połowie XVII wieku, pod Oszmianą, w pół-
nocno-zachodniej stronie, w pobliżu wielkiego traktu idącego

33) Michała-Macieja, Antoniego i Franciszka. Antoni był regentem ziem-
skim oszmiańskim, jak okazuje się z »Kredensu« brzmiącego dosłownie: »Jan
Benedykt Wialbutt, pisarz ziemski powiatu oszmiańskiego. Jaśnie wielmożnym,
wielmożnym Ichmość Panom Senatorom, Dygnitarzom, Urzędnikom ziem-
skim, grodzkim, Rycerstwu, Szlachcie, Obywatelom powiatu oszmiańskiego
M. W. Panom Braciom i dobrodziejom, po zaleceniu usług moich braterskich
donoszę do wiadomości, iż ja, mając na osobie swej funkcją pisarstwa ziem-
skiego oszmiańskiego, umyśliłem dla wygody całego powiatu oszmiańskiego
i prędszej ekspedycji w kancelarji mej ziemskiej oszm. ex vi legis Statutu X.
Litew. i constytucyj sejmowych, drugiego Regenta jako to JMści Pana Anto-
niego Jankowskiego, dobrze urodzonego obywatela pow. tegoż, prawa umie-
jętnego, ustanowić, powierzawszy Jmści akta, dekreta i inne różne, które się
będą do kancelarji regulowały interesa, aby onemi jako odemnie w tem bę-
dąc ufundowany, po wykonanym juramencie wiernie i życzliwie dysponować
raczył, którego w tem obligowawszy, w respekt łaski wszystkich W. M. Pa-
nów tak mnie samego jako i JMści pana odemnie dependującego, Regencję
ziemską mającego, rekomenduję a dla lepszej wiary Jmści dawszy ten kredens,
do onego przy pieczęci mej podpisuję się. Pisań w Oszmianie roku 1725, mie-
siąca Junji pierwszego dnia«. Podpis i pieczęć. (Oryginał w Polanach).


94 

dziś z Wilna do Mińska, znajdowało się, sąsiadujących z sobą
o miedzę, majętności kilka, mających wspólną nazwę Polany.
Niewielkie te własności ziemskie, powstałe z rozdrobienia obszer-
nego dominium Wiesztortów 34), należały jednocześnie do Pietkie-
wiczów, Dąbrowskich i Warakomskich. Były tedy, leżące obok
siebie, zachodzące szachownicowemi granicami jedne w drugie:
Polany Pietkiewiczów, Polany Dąbrowskich i Polany Warakom-
skich. Najdawniejsza wiadomość o Polanach Warakomskich sięga
roku 1585; część owych Polan przedaje tegoż roku lipca 2 dnia
niejaka Franciszkowa Warakomska wdowa, wspólnie z synem
Piotrem, za 300 kop groszy Jmć Panu Antoniemu Achremowi-
czowi. Dalej mamy dokument stwierdzający, że w 1640 roku
pewną częścią dziś istniejących Polan władają Jan i Ewa Piet-
kiewiczowie i inny dokument stwierdzający, że właścicielem Po-
lan w 1647 roku jest Jmć pan Mikołaj Kazimierz Dąbrowski
pisarz grodzki oszmiański. Przybywa do nich wreszcie Jmć pan
Mateusz Warakomski też piszący się na Polanach i budujący
piękne gumno tuż pod lasem »Proniewszczyzna«, do Polan
Dąbrowskiego należącym. Rzecz prosta, że ci trzej właściciele
trzech Polan w ustawicznej o granice są z sobą zwadzie. I tak,
we wspomnianym 1647 roku wystosowuje jp. Dąbrowski do
szlachty oszmiańskiej »list otworzysty«, uskarżający się, że mu
jp. Mateusz Warakomski trzebi las proniewski i następuje w »niwę
proniewską« pod gruszą, przy drodze z Oszmiany do p. Pietkie-
wicza (też w Polanach siedzącego). List ów datuje Dąbrowski
»z Polan«. Charakteryzującym dosadnie ten nieznośny stosunek
między sąsiadami dokumentem jest umowa w 1643 roku zawarta
między Dąbrowskim a Warakomskim, w której czytamy: »Ja
Mateusz Warakomski ziemianin J. K. Mości powiatu oszmiań-
skiego, zeznawam tym moim listem dobrowolnym zapisem iż,
co mieszkając mnie w sąsiedztwie z ziemianinem J. K. Mości
pisarzem grodzkim pow. oszmiańskiego Jmć panem Mikołajem
Kazimierzem Dąbrowskim, szachownice gruntów na niektórych

34) Wiesztorowe drobna, zubożała szlachta mają dziś siedzibę swoją
tuż pod Polanami Jankowskich w okolicy zwanej Zwirbliszki przy wsi tejże
nazwy. 

 
95 

miejscach imion naszych, w powiecie oszmiańskim leżących,
przeszkodą były, upatrując aby pokój był, z wynalazku przyja-
cielskiego, między nami, na odmianę gruntów z obu stron co
komu było przyległejszego pozwoliwszy, przez miernika pomie-
rzywszy, odmianą wiecznie jeden drugiemu ustąpiliśmy, to jest
ja Mateusz Warakomski Jmci panu pisarzowi grodzkiemu oszmiań-
skiemu od imienia (majątku) mego Polańskiego ustąpiłem na-
przód grunta me...« (następuje długa enumeracja zamienianych
morgów i prętów).
Nieporozumieniom jednak kresu tern nie położono. Kres im
położyło przeniesienie się p. Warakomskiego (pisze się on cza-
sem Warakumski) w dalsze strony, za Żuprany, nad rzekę
Oszmiankę do Raczun, o których wspomni się na innem miej-
scu — i przypuścić należy, że Dąbrowscy jego Polany odkupili.
Przynajmniej wiadomo na pewno, że w 1680 roku mówią o nich
dokumenty (np. rozgraniczenie z Jagiełłowszczyzną Wołodźków),
jako o jednych jedynych Polan właścicielach. A Pietkiewiczowie?
Pietkiewiczowie zostali przy jednej tylko części swoich Polan,
mianowicie przy tychże Polan attynencji, przy Hryncowszczy-
znie (gdzie dziś wieś Hryńce przy drodze z Oszmiany do stacji
kolei Słobodka) a Hryncowszczyznę ową trzymali u nich w dzier-
żawie niejacy Ostrowieccy.
Gdy się to dzieje, przybywa w te strony Łukasz Jankow-
ski, zastaje Polany w ręku Dąbrowskich i — o ile wnosić mo-
żna - Polany owe od Dąbrowskich nabywa. Na poparcie tego
wniosku mamy dokument stwierdzający, że syn Łukasza Woj-
ciech w 1750 roku Polanami włada. Może on je sam nabył? Kwe-
stja zostaje między Łukaszem a Wojciechem nierozstrzygnięta.
Dokument zaś rzeczony opiewa: »Ja Mateusz Radzimiński Frąc-
kiewicz starosta jakuński sędzia, Samuel Thadeusz z Naramo-
wic Naramowski starosta dwerczański podsędek, Tomasz Michał
Lachowicki-Czechowicz starosta dziewieniski pisarz, Urzędnicy
ziemscy powiatu oszmiańskiego. Jmość panom Janowi kniaziowi
Świrskiemu, Andrzejowi Horainowi i ich Jmćpaniom małżonkom
oznajmujemy tym naszym urzędowym zaręcznym upominalnym
listem, iż doniesiona nam querimonia nomine Jmć pana Woj-


96

ciecha i Anny z Zahorskich Jankowskich, regentów grodzkich
pow. oszm. małżonków, iż WPanowie mając dobra nazwane Wie-
sztortowszczyzna, Cieniukowszczyzna i Dołhawotakowszczyzna
w powiecie oszmiańskim leżące in contiguitate z majętnością Jmć
panów Jankowskich małżonków, nazwaną Polany, w tymże powiecie
oszm. sytuowaną, będące — różnych lat, miesięcy i dni grunta, lasy
tychże żałujących querulantow do majętności Polan należące Po-
lańskie, Matyasowskie, Chrzczonowskie, Smildziewskie, Pokopskie
i innemi różnemi uroczyszczami nazwane pozabieraliście i za-
bieracie, na pasieki powytrzebialiście i one sobie przywłaszczyć
i używać usiłujecie, gwałty, wiolencje czynicie, przy pochwałkach
odgrażacie się. W takowej tedy krzywdzie, przy zaniesionym
manifeście, Jchmość panowie małżonkowie Jankowscy upraszali
nas urzędu, ażebyśmy list zaręczny upominalny wydali. Jakoż
my urząd ziemski pow. oszmiańs., stosując się do prawa pospo-
litego oraz zabiegając takowym inconwenjencjom, ażebyście
WPanowie gruntów, lasów, sianożęci Jchm. panów Jankowskich
małżonków zabierać na pasieki, wytrzebiać, wytrzebionych uży-
wać, do rozprawy prawnej także gwałtu, wiolencji, odpowiedzi,
pochwałek czynić nie ważyli się pod zaręką pięciu tysięcy kop
groszy litewskich, której połowica stronie a druga do sądu na-
leżeć ma - tym naszym upominalnym zaręcznym listem upomi-
namy i do onego przy pieczęciach rękoma naszemi podpisujemy
się. Pisań w Oszmianie roku tysiąc siedmsetnego pięćdziesiątego
miesiąca Junji ósmego dnia«. (Podpisy, pieczęcie) 35).
Tenże Wojciech, oprócz wymienionych Polan, posiada Ka-
mionkę też w pow. oszmiańskim, którą puszcza w dzierżawę
trzyletnią w 1747 roku niejakim Janowi i Marjannie Jagiełowi-
czom za opłatą roczną po 500 złotych. On też nabywa w tymże
powiecie sytuowane Skoderwy (Skoderwie alias Skoderwa) 36),
leżące w pobliżu Wiszniewa Chreptowiczów. Skoderwie owe
miały 9 włok obszaru a były to dobra królewskie w dożywocie
z ojca na syna puszczane Chreptowieżom (mamy w ręku con-
sensa takie na Skoderwy wydawane Litaworom Chreptowiczom

35) Oryginał w Polanach.
36) Dziś własność hr. Buteniewa-Chreptowicza.


97 

przez Zygmunta III, Władysława IV i Jana Kazimierza), aż
wreszcie w 1724 roku dał na te Skoderwie donatywę August II
Jmć panu Sebastjanowi Szczorczowi, towarzyszowi chorągwi
Usarskiej - in premium meritoriim. Jmć pan Szczorcz nic nie
miał pilniejszego jak odprzedać te Skoderwie Wojciechowi
Jankowskiemu w 1732. Zjawia się tymczasem Jmć pan Maciej
Szaniawski stolnik drogicki, przedstawia przywilej na Skoderwie
jemu przez Augusta II w 1730 roku wydany i napadłszy na pp.
Wojciechowstwo Jankowskich, przybyłych na intromisję do Sko-
derw, gwałtowną z nich czyni nowonabywców ekspulsję »tumul-
tuarnie z zebraną do kilkudziesiąt ludzi z dóbr Słowieńska 37)
w tymże powiecie oszm. leżących, w dziedzictwie obżałowanego
(Szaniawskiego) będących, gromadą najechawszy, expulsją uczy-
nił. Samą żałującą Jeymość panią Jankowską, in viduali na ów
czas statu zostającą, wypędził, odpowiedziami i pochwałkami in-
festując, ruchomość i różne substaneye samej delatorki i gospo-
darza tamecznego per violentiam zabrawszy, restytucji nie czyni,
dóbr per expulsionem zabranych ustąpić nie chce, z onych nie-
słusznie fruktyfikuje«. Naturalnie proces. Sąd dekretem w 1732
roku wydanym uznał prawa do Skoderw i Szczorcza i Jankow-
skich i tychże Jankowskich do nowonabytych dóbr reindukcję
zarządził. Wspomnienia doznanej molestacji musiały jednak jp.
Wojciechowi zohydzić owe Skoderwie, bowiem rychło z rąk je
wypuścił, odprzedając bez żalu w 1743 r. ówczesnym dziedzicom
Wiszniewa Sawaniewskim.
Wojciech zostawił po sobie pięciu synów, nie rozdzieliwszy
między nich fortuny swojej. Dwaj z nich, Andrzej i Wojciech
byli regentami, Maciej pisał się podczaszym wendeńskim, Adam
był komornikiem, Mikołaj — miecznikiem powiatu oszmiańskiego,
sędzią Trybunału W. Ks. Litew. i podstolim wendeńskim, następnie
kanonikiem katedry mińskiej. Wszyscy oni w sprawach wspólnej
majętności ziemskiej dotyczących występowali oficjalnie unani-
miter, rządził atoli właściwie Polanami i Polan wszystkiemi atty-
nencjami najstarszy brat Franciszek, koniuszy lidzki, podczaszy

37) Porównaj: »Wiszniew«.
POWIAT OSZWIAŃSKI. 


98

smoleński. A dobra to już były wcale pokaźne. Oprócz Polan
bowiem władał jp. Franciszek z braćmi dobrami Konwaliszki
(od 1768 roku) też w pow. oszmiańskim; posiadał nadto jako
własność osobistą Sobakińce w pow. lidzkim 38); miał następnie
od 1775 starostwo pokretońskie 39) oraz wsie Borowce i Ciecie-
micze w pow. oszmiańskim, które jako w nieprawem władaniu
wileńskich Bernardynek Św. Michalskich zostające, król St. August
im odjął i na wieczność Jankowskim oddał 40); do Jankowskich
wreszcie należało i Cieszyłowo (w gub. mińskiej), posiadłość nie-
gdyś, przed stu laty, Puciatów. Zaś z najbliższych samych Polan
attynencyj dokupuje podczaszy lidzki Zwirbliszki od jp. Fran-
ciszka Hermana i w 1777 roku oddaje w zastaw trzyletni jp. Ja-
kóbowi Horajnowi za pożyczoną sumę 1350 złotych; w 1785 roku
oprócz Zwirbliszek są przy Polanach jeszcze Marciniszki, sąsia-
dujące z Kamionką jp. Jana Zawadzkiego horodniczego słonim-
skiego, z którym o naruszenie granic procesują się Jankowscy
ustawicznie. Za rządów też jp. Franciszka miała wsięknąć w po-
lańskie fundum i część ostatnia Wiesztortowskich niegdyś a po-
tem Pietkiewiczowskich polańskich posiadłości. Po ekspiracji za-
stawy danej Ostrowieckim przez Pietkiewiczów na »Hrynco-
wszczyznę«, taż Hryncowszczyzna sprzedaną zostaje Jankowskim
przez Pietkiewiczów w 1773 roku i intromisję do niej nowona-
bywców czyni Andrzej Zabłocki, rotmistrz i grodowy pow.
oszmiańskiego. Ostrowieccy biorą Hryncowszczyznę od Jankow-
skich w dzierżawę.
Z licznych procesów przez Franciszka Jankowskiego pro-
wadzonych spore miejsce w pozostałych po nim dokumentach
zajmują zatargi z Wołodźką, osiadłym w sąsiadującej z Po-
lanami Jagiełłowszczyznie. Zaznaczmy na tem miejscu, że Ja-

38) Jak się okazuje z dokumentu, wydanego przez Augusta III w 1755
roku, pozwalającego Franciszkowi Jankowskiemu urządzać w tychże Soba-
kińcach kiermasze. Sobakińce, dziś Pokrowy, są własnością Szalewiczów; od-
ległe od Lidy 55 wiorst, od Wasiliszek wiorst 21.
39) Conferowane przez sejm extraord. warszawski 1775 r. Vol. leg. VIII.
fol. 681.
40) Dokument z dnia 6 grudnia 1771 z podpisem królewskim i pod pie-
częcią W. Ks. Litew. wydany z Warszawy (oryg. w Polanach).


99 

giełłowszczyznę już w 1630 roku znajdujemy w posiadaniu Wo-
łodźków i Wołodźkowie siedzą w niej jeszcze w 1829 roku, po-
czem już Jagiełłowszczyzna przechodzi niebawem we władanie
dzisiejszych jej właścicieli, Ważyńskich. I tak w 1666 roku ma
Mikołaj Wołodźko, pisarz grodzki a następnie podstoli oszmiań-
ski, proces z mieszczanami oszmiańskimi o 4 włoki gruntu na-
leżącego do Jagiełłowszczyzny. Spór rozstrzyga »list wyjezdny«
Krzysztofa Sapiehy, starosty oszmiańskiego, datowany z Oszmiany
8 maja 1666 r. »Ja tedy — pisze starosta — widząc to, iż ci
mieszczanie oszmiańscy nie mają żadnego prawa i dokumentu,
niesłusznie o te włok cztery Jmć pana pisarza turbują, następu-
jąc na dobra szlacheckie, przy Jmć panu Wołodźku pisarzu
grodzkim oszm. te włoki zostawiłem i aby się mieszczanie oszmiań-
scy więcej nigdy w to nie interesowali zakazałem«. - W 1782 r.
procesują się Franciszek i bracia jego z Ignacym Wołodźką
o zaoranie części drogi z Ukropiszek do Bortel idącej mimo gu-
mien Jagiełłowskich. W parę lat potem rozgrywa się po sądach
głośna sprawa o naruszenie przez jpp. Wołodźków gruntów wspo-
mnianej już wyżej Hryncowszczyzny między drogami z Ukro-
piszek do Żupran i z Ukropiszek do św. Ducha wiodącemi. Jak
się rzekło, Hryncowszczyznę z ramienia Jankowskich dzierżawili
Ostrowieccy. Wołodźko napadł parobków akurat przy robocie,
w polu. »Ekonoma polańskiego, żyto na tym gruncie dla de-
latorów (t. j. Jankowskich) przez jmć pp. Ostrowieckich zasiane
z ludźmi zbierającego (oczywiście w roku poprzednim dzierżawa
musiała ekspirować) spędził, gwałt, wiolencję i formalną delato-
ribus (Jankowskich) z tych siedmiu morgów uczynił expulsje,
żyta więcej jak 50 kop na tem miejscu zżął i gwałtownie zwiózł
i zabrał, pochwałki na dalsze wiolencję czynił, na życie i zdro-
wie delatorów (Jankowskich) i ich poddanych odgrażał się«.
I szedł pozew po pozwie, dekret po dekrecie, aż dla załagodzenia
sporu między sąsiadami wdać się musieli w sprawę opiekunowie
wdowy Scholastyki Wołodźkowej i małoletnich Wołodźków J. O.
książę Adam Czartoryski generał Ziem Podolskich, biskup żmudzki
Giedroyć Stefan i podkomorzy naówczas oszmiański Józefat
Ważyński.
7*


100

Na szerszej widowni publicznej wystąpił jp. Franciszek, pod
koniec życia powołany na podkomorstwo oszmiańskie - o ile
nam wiadomo - raz jeden. Wybrano go posłem na sejm elek-
cyjny do Warszawy wspólnie z bratem Adamem Jankowskim.
Obaj jako delegaci, pierwszy powiatu lidzkiego (Sobakińce w lidz-
kiem), drugi powiatu oszmiańskiego, podpisali akt elekcyjny
króla Stanisława Augusta w 1764 roku 41). Ożeniony był podcza-
szy smoleński z Józefą Koziełłówną, starościanką mieńdziańską
i zostawił dwóch synów: Ambrożego i Aloizego 42).
Ambroży 43) (urodz. 2 lutego 1786 w Polanach — zmarły w Po-
lanach 12 stycznia 1828 r.) odziedziczył po ojcu dobra polańskie;
brat jego Aloizy wziął Konwaliszki, w których wspólnie ze stry-
jem Mikołajem kościół fundował. Wychowanie początkowe brał
u babki swojej podczaszynej Kiełbpszyny, potem kształcił się
w domu rodzicielskim, następnie w konwikcie Missyonarzy; koń-
czył nauki w uniwersytecie wileńskim. W roku 1808 obrany
vice-marszałkiem, w 1811 podkomorzym powiatu oszmiańskiego,
w 1820 i 1823 wzywany na urząd marszałka, dla zbiegu różnych
okoliczności przyjąć nie mógł urzędu; wreszcie w 1826 obrany
marszałkiem pow. oszm. na tem stanowisku życie zakończył 44).

41) Vol. leg. VII, f. 230 i 231.
42) Aloizy Jankowski, urodzony w 1787 r. w Cieszyłowie, sędzia ziemski
oszmiański, assesor Izby cyw. wileńskiej, wstąpił do 1 pułku ułanów polskich
w randze podporucznika 25 lipca 1812 r. Odbył kampanje 1813 i 1814, biorąc
udział w bitwach pod Gabel, Stolpen, Lobau, Lipskiem (gdzie, ranny, krzyż
srebrny Legii honorowej otrzymał), oraz w kilku we Francji potyczkach.
W sierpniu 1814 wszedł z korpusem w granice Polski i zamieszkał w Kon-
walijkach. »Stan służby« Aloizego J. podpisał jenerał dywizyi dowodź, naczel.
korpusu hr. Krasiński, szefowie szwadronu Grodzicki i Jagmin, pułkownik
Tomicki i inni.
43) »Krótki rys życia, zgonu i pogrzebu ś. p. Ambrożego Jankow-
skiego, marszałka powiatu oszmiańskiego, ku wieczney potomstwa jego pa-
mięci przez Wincentego Jakubowskiego szlach. pow. oszm. sekretarza 1828
roku. Wilno. W drukarni dyecezalnej u XX. Missyonarzów przy kościele św.
Kazimierza«. Stronic 38.
44) W 1826 na obradach szlacheckich elekcyjnych pow. oszmiańskiego
kandydatami do marszałkowstwa byli: Antoni Łappa, Ambroży Jankowski
i Kazimierz Czechowicz. Obrani zostali na delegatów do elekcji gubernialnej:
Fr. Czechowicz, Marcin Ważyński, Justyn Czernicki, Józef Sulistrowski, Aure-


101 

Na początku wieku bieżącego własność ziemską linii Jan-
kowskich polańskiej stanowiły: Polany z attynencjami i Konwa-
liszki. Konwaliszkami władał niepodzielnie jedyny w życiu po-
zostały brat Franciszka podczaszego smoleńskiego, Mikołaj Jan-
kowski, kanonik katedry mińskiej, po którym dziedziczył Aloizy,
zaś Polanami władał Ambroży. Tenże Mikołaj kanonik był za-
razem współwłaścicielem Polan, ile że z działu dokonanego w 1817
roku przypadła na rzecz jego trzecia część Polan, oceniona na
152,382 złote pols. Po śmierci kanonika Mikołaja przeszły Kon-
waliszki we władanie synowca jego Aloizego, po śmierci zaś
Aloizego przeszły na Ambrożego. Co zaś do samych Polan, to
w roku 1817 należały do nich następujące attynencje: folwark
Założyn, dwór i wieś Suchodoły 45), wsie: Polany, Polanki, Strzel-
czyki, Radziuny, Kiewliszki, Grodzie, Gałagury 46), Łopocie (prze-
dane w 1829 r. za 3.000 rs. Karolowi hr. Czapskiemu z Nowo-
siółek), Hryńce, Legowszczyzna, Starosiele, Prackowszczyzna 47),

lian Dmochowski, Aloizy Jankowski, Teodor Wańkowicz, Ant. Mokrzecki,
Wacł. Klukowski, Karol hr. Przeździecki. Na chorążego: Ludwik Umiastowski.
Na prezydenta ziemskiego: Rajmund Chodźko. Na sędziów ziemskich: Hiero-
nim Umiastowski, Józef Bukaty, Ign. Zambrzycki. Na prezydenta grodzkiego:
Kazim. Świeboda. Na prezydenta granicznego: Antoni Umiastowski.
45) Suchodoły nabywa w 1571 r. od Andruszewicza Jmćp. Stefan Rajski.
W 1596 należą one do Melchiora Rajskiego i graniczą z różnemi małemi po-
siadłościami Mikołaja Monwida Dorohostajskiego wojewody połockiego (jako
to: Kołotyszki, kołotowskie grunta i t. p. Porów: dzisiejszą nazwę wsi Koło-
tuny w tejże okolicy), który je na części Suchodoł zamienia. W 1675 zapi-
suje Suchodoły Jmp. Kazimierz Koziełł Poklewski, podkomorzy wendeński,
żonie swej Zofii z Zienowiczów. W 1736 należą S. do Ludwiki z Sulistrowskich
Koziełłowej, starościny dziśnieńskiej; do dworu należą wsie Suchodoły, Ra-
dziuny, Strzelce i Gałagury a trzyma je w dzierżawie Jan Weryha. Wysiewało
się podówczas w Such, żyta beczek 20. Ceny zaś zboża były następujące:
beczka żyta zł. 12, owsa zł. 6, jęczmienia 7, grochu 12, pszenicy 20 zł.
46) Gałagury i Andruszkowszczyznę sprzedają w 1593 r. Michałowscy Kie-
wliczom.
47) Prackowszczyzna nazywała się niegdyś Radziwiłłowszczyzną, potem
Siemionowszczyzną i należała kolejno do Pawłowiczów, od których przeszła
w 1593 r. do Mackiewiczów a od tychże do Jana i Halszki z Kłosowskich Sza-
błowskich. Szabłowscy część Prackowszczyzny odprzedali w 1609 r. Marcinowi
Wolskiemu. W 1701 należała wraz ze Skiłondziszkami do Narkowiczów, w 1724
do Hermanów, w 1736 do Szablińskich. Dziś, rozdrobiona na małe cząstki nie-
zależne, »okolica« szlachecka.


102 

Chodźkuny, Zwirbliszki, tworząc obszar wynoszący 192 włoki,
26 morgów, 207 prętów. Po śmierci Ambrożego, opiekunowie
dwóch małoletnich jego synów ocenili tę posiadłość ziemską na
100 tysięcy rs. assygn.
Ożeniony był Ambroży Jankowski z Karoliną, córką Fer-
dynanda i Bogumiły z Szadurskich, Kontrymówną i zostawił
dwóch synów: Franciszka w małoletności zmarłego oraz Karola,
który po nim Polany i Konwaliszki odziedziczył.
Karol (urodź. 27 stycznia 1827 w Polanach, zmarły w Wil-
nie 3 czerwca 1887) sprzedał Konwaliszki Kazimierzowi Umia-
stowskiemu, Polany zaś w jego ręku zostające miały przed uwła-
szczeniem włościan obszaru 109 włók, 20 morgów. Ożeniony
z Wandą córką Antoniego i Anny z Późniaków Benisławską,
aktem darowizny, w 1883 roku sporządzonym, synowi swojemu
Czesławowi (urodz, w 1857 r. w Polanach) dziedziczną majętność
Polany przekazał. W chwili obecnej Polany wraz z attynencjami
to jest z folwarkami Chodźkuny i Legowszczyzna oraz zaścian-
kiem Krasny Bór w pow. wileńskim, mają ogólnego obszaru
włok 42. W Polanach samych wprowadzony ośmiopolowy płodo-
zmian, w folwarkach stara trzypolówka; wszystko w dzierżawie.
O młodszej linji rodziny Jankowskich nie mamy żadnych
szczegółowych wiadomości. Urzędowe drzewo genealogiczne wy-
prowadza ją od syna Piotra - Jana. Poczem idą w porządku
pokoleń Kasper, Wojciech, Aleksander, Mikołaj, Władysław, Fran-
ciszek (ożeniony z Wawrzecką) i Wincenty, koniuszy lidzki, stol-
nik ejszyski na mocy przywileju kr. Stan. Augusta z 1783.
Wincenty ma synów trzech, z których jeden Mikołaj - Zygmunt,
sędzia graniczny oszmiański, władał majętnością Zaharanko-
wszczyzna w pow. oszm., która to Zaharankowszczyzna w po-
siadaniu jest obecnie Wincentego Jankowskiego, syna Mikołaja-
Zygmunta. Od Franciszka, drugiego syna Wincentego, wywiódł
się, jako syn, Bolesław Jank., ur. 1835 r., ożeniony z córką ka-
pitana-lejtenanta floty, Wierą, księżniczką Uchtomską i prawo-
sławne dzieci swoje heroldyjnie do młodszej linji rodziny Jan-
kowskich przyłączył.


Okolica szlachecka Gajdziewicze pod Sołami. 
Kusziany Jasiewiczów. 

Dookoła Polan, jak zresztą po całym niemal powiecie, gęsto rozsiane tak
zwane »okolice« szlacheckie. Powstały one przeważnie z rozdrobnienia
większych szlacheckich ziemskich własności, bądź w drodze eksdywizyjnych
działów, bądź sprzedaży. Czasem znowuż są to sąsia dujące z sobą
kilkowłokowe posiadłości dziedziczne


104 

starych, prastarych rodzin szlacheckich, co nawet w ciągu wie-
ków wybić się nie zdołały z »państwa na czterech chłopach«.
Szlachcic taki »okoliczny« często gęsto pełnej włoki ziemi nie
posiada, majętności swojej nie nazywa ani folwarkiem, ani za-
ściankiem, ani nawet pustoszą - ale ot, siedzi, krzepko siedzi
na swoim zagonie, i choć ponad poziom chłopskiej umysłowości
nie wyrósł, ma siebie za coś nierównie od chłopa lepszego
a przynajmniej znaczniejszego. Mówią do niego pan i znajomi
i goście i parobcy w polu. On sam za sochą chodzi, syn jego
bydło w pole wygania, córki zna w jednej ławie z włościan-
kami ale - pan taki to a taki nieodmiennie spodnie w butach
nosi, panna taka a taka żnąc, pilnie twarz chustką zasłania, aby
jej płeć szlachecka w słońcu nie ogorzała, a gdy śmierć nadcho-
dzi, szlachcic z dziada pradziada leguje ostatnich rubli kilkanaście
na pogrzebanie szlacheckich kości nie gdzieś tam »między chło-
pami na wiejskim cmętarzyku, jeno w miasteczku powiatowem,
gdzie szlachecka mogiła przy mogile szlacheckiej. To też i fan-
tazja u niego »od waszeci« i gest i ochota. Zamożniejszą szlachta
okoliczna pozuje na »obywateli«; drobniejsza i uboższa stara się
o to jedynie, aby w chłopskim tłumie szarym nie zaginąć. Ty-
siące odcieni dzielą i łączą jednocześnie tę liczną i szeroko po
Litwie całej rozlaną klasę. Począwszy od często zdarzającego się
między nimi wygórowanego poczucia »honoru« a kończąc na naj-
niewyszukańszem łajdactwie - wszystko się tam zdarza między 
szlachtą ową. Czysty typ dawnej szlacheckiej »tężyzny« prze-
chował się u właścicieli folwarków; po zaściankach spotykamy
już jedynie tejże tężyzny jarmarczną karykaturę; ślady jej giną
u najdrobniejszej włokowej i półwłokowej szlachty, której już
od chłopów zgoła odróżnić nie sposób.
Folwarczany szlachcic jest konserwatystą czystej krwi. To
też gospodarka u niego idzie zazwyczaj nieświetnie; trzy-po-
lówka w pełnym rozkwicie; budowa opuszczona; czasem tylko
dom mieszkalny jako tako pokaźniejszy ma wygląd — dla splen-
doru. Kiermaszu żadnego nie opuści, huczne lubi wyprawiać fety
rodzinne, pilnie przestrzega imienin, chrzcin i egzekwij sąsiedz-
kich, stara się dobrze mówić po polsku, lubi konie, nie czyta


105 

nic zgoła, dokumenta, jeśli ma jakie, rodzinne, zwłaszcza o szla-
checkiem pochodzeniu jego mówiące, ceni bardzo, chowa w skrzyni
do ostatecznego przebutwienia; rad z parantelą i genealogią wy-
jeżdża; rad zahula i facjentkę wytnie na szkapę ladajaką. Oko-
liczny szlachcic gospodarzy u siebie na sposób czysto chłopski;
szlachcic wreszcie pół- i ćwierć-włokowy stanowi odcieniowe
przejście od szlachty do chłopów.
Na j)rzestrzeni tedy wiorst kwadratowych kilkudziesięciu,
od Oszmiany ku zachodniej granicy powiatu, powyżej traktu
wileńskiego, nie szukać graniczących z sobą o miedzę większych
majętności. Rozsypały się dziś po. całym tym szmacie ziemi:
wioski oraz folwarki i »okolice« szlacheckie. Nie sposób wymie-
nić je wszystkie. Oto najpierw u drogi wiodącej z Oszmiany do
stacji Lib.-Romeńskiej dr. żel. Słobodka, majętność większych
nieco rozmiarów Suchodoły, własność dziś Ewarysta Zasimow-
skiego, dobrze zagospodarzona, dalej folwark kilkowłokowy Ra-
dziuny - Kundzicza, folwark Żurawy - Kowzana, Baruliszki -
Hermana, Polany — Ostromęckich, Kiewliszki (włok 12) - - Adama
Wojniusza i Boreliszki Jana Wojniusza, dwóch przedstawicieli
jednej z najstarszych rodzin szlacheckich litewskich, Meljanowo
Stankowskiego, a w innej stronie ku północy Indrupka Dęb-
skich. Zaś wśród tych »folwarków« - - »okolice«. Tedy Bojary
własność kilku Grodziów, Raczki, gdzie siedzą na drobnych ziemi
działach Choińscy, Zalescy, Bielscy, Bilińscy, dalej Wisztoki i Bryn-
dziszki (folwark Górne Bryndziszki należy do Łukuciewskiego), Stemp-
kowszczyzna, dalej Blikany, rozdzielone między samych Hołubów
i Szablińskich, Jurszany folwark Ejnika oraz okolica. szlachecka,
gdzie między innymi siedzą np. na 5 włokach Wasilewscy, na
dwóch włokach Gabryałowicze i t. d.
Wróćmy napowrót do wileńskiego gościńca, do Krakówki,
od której odbiegliśmy tak daleko i posuńmy się dalej traktem
ku Żupranom. Oto porządnemi zabudowaniami świecący się z da-
leka, o staj kilka od drogi, folwark Latowicze, attynencja Nowo-
siółek Adama lir. Czaj)skiego. Ujechawszy wiorst ze trzy, pia-


106

szczystą przebywamy górę, a po tamtej jej stronie — miasteczko
starodawne Żuprany. W prawo przed nami wzgórza, a na jednem
z nich ślady żuprańskiego niemal przedhistorycznego »horody-
szcza« ; po za miasteczkiem nieco w lewo też spora gruntu wy-
niosłość, nawprost nas zielona linia traktu biegącego dalej ku
Smorgoniom, a w miasteczkowej kotlinie, ześrodkowujący od razu
całą widza uwagę, kościół niedawno erygowany sumptem Adama
ojca i Adama syna hr. Czapskich, z kamienia i cegły czerwonej.
Żuprany przez trzysta lat blisko własnością były Radzi-
wiłłów.
W Radziwiłłów possesyi, w kilkadziesięcioletniem, a nawet
kilkusetletniem ich dziedzictwie, znajdowały się różnemi czasy
obszerne ziemskie posiadłości w powiecie oszmiańskim leżące.
Dość wspomnieć dobra takich rozmiarów jak Soły, Smorgonie,
Lebiedziew, Subotniki, Łazduny, Naliboki, Mikołajów, Derewna,
Żuprany, wraz z mnogiemi ich folwarkami, wsiami, zaściankami.
Poszczegółowe dzieje tego Radziwiłłowskiego dziedzictwa w ka-
żdej z osobna majętności, znajdą miejsce dla siebie w różnych
pracy niniejszej rozdziałach; tutaj, dla lepszego zaraz u wstępu
zorjentowania się, niech nam wolno będzie dać najogólniejszy
zarys stopniowego tworzenia się olbrzymiej fortuny ziemskiej
Radziwiłłów oraz zaznaczyć drogę, którą z biegiem wieków
przebyła główna, nienaruszalna dóbr tych massa, stanowiąca
główną Radziwiłłowską ordynację.
Pierwsze na nią światło rzuca wspaniały dokument sześcią
pieczęci opatrzony, powstały 1577 r., ustanawiający Radziwiłłow-
ską ordynację. Jest to dział trzech synów księcia Mikołaja Ra-
dziwiłła zwanego »Czarnym«: Mikołaja Krzysztofa marszałka
lit, Stanisława starosty żmudzkiego i Albrychta marszałka na-
dwornego. Dokument ten ustanowiony w celu aby, jak piszą
książęta: »do imenej naszych potomki naszy żenskaho rożaju
mimo potomków urożonych po mieczu mużskoho stanu oprócz
wyprawy swojej i inszych reczy ruchomych im naznaczonych
ne prichodili i onych do władzy i wecznoho szafunku swojeho
ne posiehali - sporządzony w Nieświeżu r. 1586, przez Stefana
króla polskiego przyznany, następnie przez wszystkich królów


107

aż do Stanisława Augusta potwierdzany, ściśle rozróżniający
dobra allodjalne od ordynackich, stał się opoką, o którą miały
się w następstwie rozbijać Radziwiłłowskie marnotrawstwo i Ra-
dziwiłłowskie wielkopaństwo, stał się kamieniem węgielnym, na
którym spoczęła i dookoła którego osiadała powoli magnacka
fortuna, jedna z największych w świecie. Już w czasie dokona-
nia tego działu (1586) dziedziczyli Radziwiłłowie imponujące do-
bra. Tedy ks. Stanisław otrzymał: dobra Ołyckie ze wszystkiemi
attynencjami, zamek Chorłup z miastem, zamek Radziwiłłów
z miastem, dobra Niechniewicze, dobra Naliboki (nabyte przez
Mikołaja Czarnego od Szemetów i Zawiszów w 1555), dobra Du-
niłowicze, dwór w Mereczu w wojew. wileń. etc. Na schedę ks.
Albrychta dostały się: zamek Kłeck z okolicznemi dobrami, za-
mek Gródek z miastem i wsiami, dobra Lebiedziew (zamienione
przez Mikołaja Radziwiłła w 1558 z królem Zygmuntem III na
dobra Kurzeniec), dobra Gieranony (dziś Subotniki z miastem
i włością), dobra. Łazduny, dwór Chożow etc. Ks. Mikołaj Krzy-
sztof, najstarszy brat, wziął dobra Nieświeskie (weszłe w dom
Radziwiłłów około 1523 r. przez Annę Kiszczankę, żonę Jana
Radziwiłła), dobra Świeżeńskie etc. Jak widać z tego, dobra
w oszmiańskim powiecie leżące były już przed trzema wiekami
w posiadaniu Radziwiłłów i pierwsze niejako składowe części
ich ziemskich majętności stanowiły 48). Jerzy Radziwiłł kardynał,
czwarty syn Mikołaja Czarnego, brał również udział we w mowie
będącym dziale, i na mocy jego dziedzicem został Dusiat, Krewna,
Muśnik, Wornian etc, jeno dobra te jego w skład ustanowionej
ordynacji nie weszły.
Przypatrzmy się teraz dalszym dziejom rozbitej na trzy
części Radziwiłłowskiej fortuny. Pierwszy ordynacji ustanowiciel
Mikołaj Krzysztof Radziwiłł nabywa od Krzysztofa Świrskiego
dobra Mikołajewszczyznę (Mikołajów) po obu stronach Niemna
leżące i w 1597 zapisuje je wieczyście synowi swojemu Janowi
Jerzemu a w 1601 r. jeneralny podział czyni wszystkich dóbr

48) Soły już w 1545 przeszedłszy przez Radziwiłłów ręce wyszły z ich
dziedzictwa.


108

swoich między pięciu synów. Najstarszemu synowi Janowi Je-
rzemu daje Nieśwież, Mir i insze dobra, drugiemu Albrychtowi
darowuje Szydłowiec, Gródek, Łachwę etc; Krzysztofowi dobra
Czarnawczyce, Stwołowicze etc; Zygmuntowi daje dobra De-
Rewna (nabyte przez Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła w 1594
w części od Mikołaja Rusieckiego a częścią w 1595 otrzymane
w darze od żony Halszki Eufemji z książąt Wiśniowieckich);
najmłodszemu wreszcie synowi przypadają w udziale dobra Biała
w powiecie brzeskim leżące, oraz majątek Kroże na Żmudzi. Po
śmierci Jana Jerzego Radziwiłła, kasztelana trockiego, pozostali
trzej jego bracia: Albrycht Władysław, kasztelan trocki, Zygmunt
Karol, kawaler maltański i Aleksander Ludwik, stolnik W. ks.
lit, dokumentem w 1626 w Delatyczach czynionym, przyrzekli
najuroczyściej i na zawsze ustanowioną przez ojca i stryjów or-
dynację we wszystkich klauzulach, punktach i paragrafach świę-
cie zachować. Jednocześnie dział między sobą czynią spadłych
po bracie majętności. Ks. Albrycht wziął Nieśwież i Mir; Zy-
gmunt i Aleksander Ludwik wzięli Łachwę i Korelicze. W lat
dziesięć po rzeczonym dziale, zeszedł z tego świata i ks. Albrycht
Władysław, z którego powodu nastąpił znowu między pozosta-
łymi braćmi, książętami Zygmuntem i Aleksandrem Ludwikiem
nowy dział w r. 1636 uczyniony; majętność szydłowiecką wziął
Zygmunt, dobra czarnawczyckie Aleksander Ludwik. Niedługo
wreszcie potem pokombinowali się bracia w ten sposób, iż książę
jegomość pan kawaler maltański uważywszy na swój sposób
życia kawalerskiego, na swoje rycerskie i przy Królu Jegomości
przy dworze zabawy oraz insze ważne przyczyny a niemniej
z miłości swej czystej braterskiej, bratu swemu Aleksandrowi
Ludwikowi księstwo Nieświeskie i hrabstwo Mirskie ustąpił; brat
oddał mu w zamian, między innemi posiadłościami, oszmiańską
Derewnię. Ks. Zygmunt Karol Radziwiłł, krajczy lit, kawaler
maltański, umarł w 1642 i ks. Aleksander Ludwik posiadł teraz
w spadku po trzech swoich braciach wszystkie główne ordy-
nackie dobra.
Zostawiwszy rzeczy na tym punkcie, zwróćmy się teraz do
wywodu, jaką kolej przechodziły dobra ks. Stanisława Radzi-


109

wiłła, wespół z Mikołajem Krzysztofem, piewszego ordynacji sta-
nowiciela. Objął po nim wszystkie majętności syn Albrycht Sta-
nisław, kanclerz lit, i aczkolwiek dwakroć żonaty bezpotomnie
zeszedł z tego świata. A tak linja domu ks. Stanisława, starosty
żmudzkiego skończyła się na nim. Dobra owego przez lat trzy-
dzieści siedm pod trzema królami kanclerza, jako ordynackie,
nie spadły w najmniejszej nawet części na rodzoną siostrę, jeno
że ks. Albrycht Radziwiłł pałał ku żonie swojej przedziwnym
afektem, zostały na mocy nieboszczyka testamentu w dożywociu
wdowy po kanclerzu, Krystyny Lubomirskiej 49). Po śmierci jej
intromitowali się do wszystkich dóbr pozostałych synowcowie
stryjeczni: ks. Michał Kazimierz, wojewoda wileński, syn ks.
Aleksandra Ludwika oraz Michał Karol syn ks. Jana Albrychta.
Dobra ołyckie niedługo potem z rąk syna ks. Michała Karola
przeszły do linji nieświeżskiej.
Trzeciego wreszcie stanowiciela ordynacji, ks. Albrychta Ra-
dziwiłła marszałka nadwornego, dobra wszystkie przechodziły
w ten sposób: Naprzód dostały się synowi jego Janowi Albrych-
towi, też marszałkowi nadwornemu, po którym Michałowi Karo-
lowi, podczaszemu litewskiemu, wnukowi, albowiem brat jego
Jan Władysław umarł bezpotomnie, a naostatek prawnukowi
Stanisławowi Kaźmierzowi, na którym jako bezdzietnym wygasła
ta linja Radziwiłłów. Chociaż w linji żeńskiej szedł teraz prosto
na sukcessję dom książąt Sanguszków, atoli nie Sanguszkowie
lecz dalsi męzcy potomkowie Radziwiłłów podzielili się w 1690
dobrami ś. p. ks. Stanisława Kazimierza. I tak: ks. Kleckie, Da-
widgródek etc. etc. wziął ks. Dominik Mikołaj Radziwiłł, kanclerz
wielki W. Ks. Lit; Niechniewicze, Naliboki, Subotniki, Łazduny,
Łachwa, Kwiatkowce etc. zostały przy ks. Karolu Stanisławie,

49) »Księżnie Jejmości Paniej małżonce mojej jedynej i ukochanej z Lu-
bomierza Lubomierskiej, którą, mając od Boga nad zasługi moje wedle myśli
daną za dożywotniego przyjaciela i towarzysza, ta będąc cnót wielkich i wy-
sokich (co piórem trudno opisać) wielką mi wygodą była i układnością cie-
szyła, dni wieku mego po Panu Bogu przedłużając i zdrowia mego przestrze-
gając. Dziękuję tedy wielce za niezmyśloną i rzadko widzianą miłość i posza-
nowanie, co odwdzięczając zapisane i zeznane prawa onej potwierdzam jako
dożywocie na wszystkich majętnościach moich«.


110

podkanclerzym W. Ks. Lit. Nie zawadzi na tem miejscu zwrócić
uwagę, iż co tylko wymienieni książęta, wzięli spadek majątkowy
nieinaczej jak tylko na mocy ustaw ordynacji i wszystkie do-
bra, przez nich w 1690 dziedziczone, były z natury rzeczy do-
brami ordynackiemi nieulegającemi odłużeniu prowadzącemu do
sprzedaży; pomimo to, za rządów ostatniego ordynata ks. Domi-
nika a właściwie za rządów jego plenipotentów, dobra Niechnie-
wicze przedane zostały Chreptowiczowi za 1,400.000 złp., Subo-
tniki przedano Umiastowskiemu za 38.000 czerwonych zł., Łazduny
zaś darował książę Dominik przez ręce swego plenipotenta Wo-
łodkowiczowi. O czem szczegółowiej powie się we właściwem
miejscu.
Mieliśmy wyżej pod piórem imię ks. Aleksandra Ludwika,
stolnika litewskiego, syna jednego z pierwszych założycieli or-
dynacji, który po zmarłych swoich braciach wziął był w spadku
wszystkie ich dobra i od którego poszły dwie linje domów or-
dynackich mianowicie nieświeżska i klecka. Po śmierci tego księ-
cia dwaj jego synowie: starszy Michał Kazimierz, hetman litew-
ski, kanclerz i wojewoda wileński oraz Dominik Mikołaj, woje-
woda połocki następnie kanclerz litewski, po długich pertrakta-
cjach zawarli ze sobą umowę, mocą której ks. Dominik Radziwiłł
zrzekł się na rzecz brata Nieświeża, Ołyki, Białej i innych nie-
małych majętności swoich.
Po śmierci ks. Michała Kazimierza Radziwiłła synowie jego:
Jerzy Józef, podczaszy lit. i Karol Stanisław, kanclerz lit., wy-
jąwszy z podziału Nieśwież i Mir (spadające na starszego syna),
rozebrali między siebie »pomniejsze« majętności, których natu-
ralnie był legjon cały. Ks. Jerzy Józef wziął całą Ołykę, a mię-
dzy innemi Smorgonie i Porpleszcze w powiecie oszmiańskim;
zaś ks. Karol Stanisław Białe ze wszystkiemi folwarkami i mię-
dzy innemi Głębokie w powiecie oszmiańskim.
W spadku po tych dwóch książęcych braciach, wzięli dobra
ordynackie synowie ś. p. ks. Karola Stanisława mianowicie: Mi-
chał Kazimierz, hetman lit. i ks. Hieronim Florjan, chorąży lit.
Ci dwaj dział między sobą w r. 1735 czyniąc piszą: »My książęta
Radziwiłłowie obydwa bracia, chcąc nietylko inviolabiliter utrzy-


111 

mać i zachować gloriosos actus świętej pamięci książąt Ichmo-
ściów antecessorów naszych, ale one równo z prawami ojczystemi
ważąc, księstwo całe Nieświskie, hrabstwo Mirskie, dobra, maję-
tności swobodne... od działu zobopólnego odłączywszy... do tejże
Ordynacji wiecznemi czasy przyłączamy i do posessyi mnie Mi-
chała Kazimierza ks. Radziwiłła kasztelana trockiego, hetmana
polnego W. Ks. Lit. jako starszego brata applikujemy«. Ks. Hie-
ronim Florjan Radziwiłł, lubo miał dwie żony, zeszedł jednak
z tego świata w 1760 r. bez żadnego potomstwa, dobra zatem
jego drogą naturalnej sukcesji, tak ordynackie jako też nabyte
(t. zw. Neyburskie) oraz wzięte po siostrze ks. Wiszniowieckiej —
spadły na brata starszego, ks. hetmana.
Hetman litewski ks. Michał Kazimierz, umierając w 1762,
zostawił po sobie dwóch synów: Karola Stanisława, wojewodę
wileńskiego (»Panie Kochanku«), urodzonego z Wiszniowieckiej
i ks. Hieronima, podkomorzego lit, ur. z Mycielskiej oraz pięć
córek (z Wiszniowieckiej : Karolinę Rzewuską i Teofilę Morawską,
a z Mycielskiej: Weronikę Czapską, Józefę Massalską sec. v. Gra-
bowską i Morykoninę). A że ks. Hieronim był natenczas (1762)
nieletni, przeto brat starszy książę »Panie Kochanku« objął wszy-
stkie dobra i opiekę nad bratem swoim. W jaki sposób zaplątał
się wojewoda wileński w polityczne nieszczęścia Rzeczypospoli-
tej z historji wiadomo; nietylko na wierność i poddaństwo Im-
peratorowej Katarzynie II przysiądz nie chciał, ale nawet ple-
nipotenta w imieniu brata swojego nieletniego na wykonanie
naznaczonej przysięgi nie posłał i opieki nie zrzekł się. Z tego
powodu, wszystkie niepodzielone dobra na Białej Rusi, jako to
Newel i Siebież, w ogóle 42.000 dusz męskich zawierające, skon-
fiskowane na zawsze zostały. Wyjechawszy za granicę, wojewoda
wileński, jużto celem wynadgrodzenia strat tak wielkich przez
własną winę bratu poczynionych, jużto naostatek z miłości bra-
terskiej, uczynił w mieście Mannheimie, w marcu 1773 r., wie-
czystą rezygnację wszystkich dóbr swoich na nieletniego ks. Hie-
ronima Radziwiłła. Naznaczono na opiekuna dla małoletniego —
ks. Mikołaja Radziwiłła. Po dojściu do pełnoletności pojął ks. Hie-
ronim za żonę księżniczkę de la Tour et Taxis i syna miał Do-


112

minika; a ponieważ na mocy rezygnacji ks. Karola Stanisława
dziedzicem był dóbr wszystkich, przeto żadnego działu bracia
nie czynili. Wkrótce ks. Hieronim w najpiękniejszej porze wieku,
zaledwie mając lat 27, zeszedł z tego świata. Brat więc, ks. Karol
Stanisław Radziwiłł, który był niegdyś jego opiekunem, został
opiekunem i jego syna t. j. małoletniego ks. Dominika. Ks. Do-
minik Radziwiłł po śmierci stryja swojego »Panie Kochanku«
zostawał naprzód pod opieką ks. Macieja Radziwiłła, następnie
zaś pod opieką ks. Michała Radziwiłła »ostatniego« wojewody
wileńskiego. Po dojściu do pełnoletności objął całą ogromną for-
tunę obciążoną względnie niedużemi długami, wynoszącemi około
50 miljonów złp. Plenipotenci ordynata przedawszy za 55 miljo-
nów złp. rozmaitych majątków, nietylko długów nie zaspokoili,
ale nadto 28 miljonów zł. długu całkiem nowego zaciągnęli. Ale
fortuna ordynacka wytrzymywała wszystko, nawet nadużycia
pełnomocników, nawet wybryki bajecznej księcia rozrzutności.
W r. 1810, po wyprzedaniu całych mil kwadratowych, leżało je-
szcze pod aktoratem najbogatszego na Litwie magnata: w po-
wiecie słuckim 106 folwarków (czytaj: majątków) oraz trzy mia-
sta: Kopyl, Nieśwież i Słuck; w pow. mińskim - folwarków 29
i dwa miasta Koydanów i Świeżeń; w pow. ihumeńskim — fol-
warków 17; w bobrujskim - folwarków 25; w borysowskim fol-
warków 5; w mozyrskim folwarków 10; w wilejskim folwarków
2; w wileńskim — 3; w oszmiańskim — 8 (w liczbie »folwarków«
takie np. Naliboki); w wiłkomierskim — 19; w upickim — 8 (mię-
dzy niemi np. Birże, dziś Tyszkiewiczów); w rosieńskim Kiej-
dany miasto i folwark; w kowieńskim — folwarków 3; w nowo-
gródzkim — 28 i miasto Mir; w lidzkim - 11; w brzeskim — 2;
w newelskim — 5; w białostockim 23 i dwa miasteczka Za-
błudów i Orla; na Wołyniu - 18 i miasto Ołyka; w powiecie
łuckim — oprócz klucza Maniewickiego, folwarków 5; w rówień-
skim — 2; w kowelskim — miasteczko Trojanówka i folwark
Hradysk; w Galicji — miasto Biała, folwarków 34, dobra Sława-
tyckie; w Warszawie i Gdańsku pałace; w Wilnie — gmachy
Kardynalji. Zaścianków i wiosek nie zliczyć, a wśród wspomnia-
nych »folwarków« takie majętności jak Hresk szacowany lekko


113

na 694.000 zł., jak Iwan wartości 800.000 zł., jak Otkołowicze
warte 675.900 zł., jak Nieśwież, oceniony bez budowli 1,443.694 zł.,
jak Mikulicze warte 1,600.000 zł., jak Horodyszcze szacowane
nisko na 1,500.000 zł., jak Głębokie ocenione 2,000.000 zł., jak
Kiejdany (bez miasta) cenione 1,100.000, jak Lubcz wart na owe
czasy przeszło miljon, jak Sobolew w obwodzie białostockim
(680.000), jak Gródek, tamże, szacowany 800.000 i t. d. i t. d. Lasy
obejmowały przestrzeń 10.840 włók 50).

50) W jaki sposób zarządzał dobrami ks. Dominika plenipotent Ludwik
Kamieński, w następstwie wice-gubernator miński, dowodzą akta procesu wy-
toczonego temuż Kamieńskiemu przez jeneralnego prokuratora massy fundu-
szów księżniczki Stefanji Radziwiłłównę]. Zadalekoby nas zawiodło przyto-
czenie chociażby setnej tych dowodów części. Dwa, trzy przykłady wystarczą.
Ignacy Baliński, ojciec Michała, miał na Radziwiłłowskich dobrach Jaszuny
prawo zastawne na sumę 6.500 czerw. zł. Ukazem z 1805 r. naznaczony został
Sąd główny litewsko-wileński 2go departamentu na rozbiór wszystkich spraw
ks. Dominika Radziwiłła; dla sędziów nie postanowiono najmniejszej opłaty,
oprócz lukrów sądowych prawem dozwolonych. Baliński był tegoż sądu ase-
sorem, i otrzymał między 1805 a 1811 r. z kasy księcia ogółem 5.867 czerw. zł.
Czy były to lukra sądowe? dość, że suma taka upoważnia do wniosku, iż tym
sposobem asessor Baliński sumę swoją zastawną prawie doszczętnie wybrał.
Ks. Dominik, będąc jeszcze w kraju, nim wydał plenipotencję Kamieńskiemu,
miał już niecofniony zamiar wykupić Jaszuny i przedać je wraz z ogromną
puszczą. Dajmy na to, że szacunek samych dóbr nie przechodził wspomnianej
sumy zastawnej, lecz puszcza jaszuńska (czterysta kilkadziesiąt włók) pod
Wilnem miała piękną cenę. Zapłaconoby chętnie po 2.000 zł. za włókę lasu,
tak iż za majątek i puszczę można było z łatwością otrzymać miljon złp. Cóż
czyni plenipotent Kamieński? Dnia 15 czerwca 1811 przedaje Ignacemu Baliń-
skiemu dobra Jaszuny z całą puszczą za 40.000 rubli assygnacyjnych. Nastę-
puje rozrachunek. Okazało się, że należy I. Balińskiemu od księcia sumy za-
stawnej i lukrów sądowych razem 10.000 czerw. zł. czyli rubli srebrnych 30.300,
a że za Jaszuny wypadało księciu rubli assygnac. 40.000 czyli rubli srebrnych
10.000 — zatem po sprzedaniu Jaszun, ks. Dominik Radziwiłł zostawał jeszcze
dłużnym nabywcy 20.300 rubli srebrnych! Po śmierci księcia prokurator Za-
leski rozpoczął z synem Ignacego Balińskiego, Michałem, układy celem roz-
wiązania tej ciekawej przedaży. Michał Baliński zgodził się na kombinację
i w marcu 1821 r. sprawa jaszuńska skończyła się na tem, że Michał Baliński
dopłacił do skarbu książęcego 55.834 złp. — W r. 1811 z ręki tegoż Ludwika
Kamieńskiego, działającego na mocy plenipotencji generalnej ks. Dominika,
przeszło we władanie Michała i Joanny z Karpiów hr. Tyszkiewiczów t. zw.
księstwo Birżańskie (3.074 dusze płci męskiej) za sumę 450.000 rs. a warte
było trzy i cztery razy tyle. — Serwińscy nabyli część hrabstwa Bialskiego
za 350.000 zł. a dóbr tych taniej przedać niż za złotych miljon niktby się nie
POWIAT OSZMIAŃSKi. 8


114

Książe Dominik Radziwiłł pojąwszy za żonę Teofilę z Mo-
rawskich (po śmierci jego poślubioną generałowi Czernyszewowi),
zostawił po sobie córkę jedynaczkę Stefanję. Ukaz cesarza Ale-
ksandra I z 1814 r. uznał prawym następcą ks. Dominika Ra-
dziwiłła oraz dziedzicem ordynacji nieświeżskiej, mirskiej i ołyckiej
ks. Antoniego Radziwiłła wielko-rządcę poznańskiego...
Byłoby co o każdym z tych wymienionych książąt pisać, ale
tu nie historję J. O. domu Radziwiłłowskiego, ale tylko seriam
sukcessji wyprowadzam, która krótkości potrzebuje. Byli w tym
prześwietnym domu heroes fortissimi, belli duces victoriosissimi,
cives patriae amantissimi, ecclesiarum, collegiorum fundatores.
Nie ustawały w tym domu summi et primi in patria magistratus,
a to nie raz albo drugi ale continua serie. Jako buławy hetmań-
skie, laski marszałkowskie, pieczęcie kanclerskie, krzesła sena-
torskie w tym domu znajdziesz, skolligowane imiona najwyższych
książąt, znajdziesz infuły biskupie, purpury kardynalskie, znaj-
dziesz nakoniec i koronę królewską w osobie Barbary Radzi-
wiłłównej, królowej polskiej - co długo opisować natura tej
dedukcji nie pozwala.

Wróćmy do radziwiłłowskich — Żupran.
Jedna z najstarożytniejszych osad na Litwie Żuprany owe;
początek ich, jako ludzkiej siedziby, ginie dosłownie — w pomroce
dziejów. Jako dochodowa własność ziemska nadane zostały w 1407
przez Witolda 51) jednemu z najmożniejszych podówczas panów

ważył i t. d. i t. d. (Petyta w sprawie massy Radziwilłowskiej z JW. L. Ka-
mieńskim ułożone przez Ig. Łagiewnickiego adw. sądu główn. lit.-wil. Wilno,
w drukarni A. Marcinowskiego, 1832. Replika w sprawie M. Malinowskiego,
prokuratora, z Tyszkiewiczami i Kamieńskim. Tamże, 1837 etc. etc).
51) Przywilej w oryginale na pergaminie z doskonale zachowaną wiszącą
pieczęcią znajduje się w Nowosiółkach hr. Czapskiego. Wojewoda wileński
zowie się tam Albertus alias Montwid. Otrzymał on podówczas jednocześnie:
Soły, Wołożyn, Łazduny, Geranony z attynencjami tych dóbr, jednem słowem
cały niemal powiat oszmiański. Żuprany stanowią w następstwie własność
wojew. wileńskiego Jana Moniwida (Johannes Monivid), jak świadczy jego
testament pisany w 1468 r. (Oryginał łaciński na pargaminie z pieczęcią w No-
wosiółkach).


115

litewskich Wojciechowi Moniwidowi, staroście wileńskiemu (1396
—1412), w następstwie wojewodzie wileńskiemu (1412—1424) 52)
posiadającemu znany z dziejów wielki gmach w Wilnie u stóp
góry zamkowej. Jaką rzeczy koleją przeszły Żuprany w dom
Radziwiłłowski, wyjaśnienia nie znajdujemy, dość powiedzieć,
że w połowie XVI wieku własność Radziwiłłów stanowią 53). Sto-
piły się już były podówczas z Żupranami Nowosiółki, graniczące
z niemi dobra, należące w 1530 do księcia Holszańskiego Pawła
biskupa łuckiego 54). Do tych dwóch wielkich posiadłości ziem-
skich, z miasteczkiem, dworami, folwarkami etc. przybyła nieba-
wem spora attynencja Skirdzimy, tak iż żuprańskich dóbr Radzi-
wiłłowskich granice zamykały pokaźny obszar ziemi sięgający
mniej więcej od Krewa, t. j. od linji między Krewem a Kopce-
wiczami do Narbutowszczyzny, a od granic Myssy Bukatych do
granic Polan Jankowskich. Same Żuprany, dwór, miasteczko
i drobne awulsy nosiły po koniec XVIII w. nazwę hrabstwa
Żuprańskiego.
Kolejnemi dziedzicami Żupran byli następujący Radzi-
wiłłowie:
Mikołaj, syn Jerzego, Radziwiłł (1512—1584) zwany »Rudym«,
brat rodzony królowej Barbary, pierwszy książę z Radziwiłłow-
skiego domu, podczaszy litew., hetman wielki litewski, wojewoda
trocki i witebski, kanclerz litew., starosta oszmiański, gubernator
inflancki, pan na Birżach i Dubinkach, pierwszy senator, pier-
wszy minister i najwyższy wódz w kraju swoim, nierozdzielny
towarzysz tryumfów króla Stefana, privati boni negligentior,
publici studiosissimus. W r. 1564 przyjął wiarę kalwińską i, gor-
liwy dyssydent, liczne w dobrach swoich zbory ewangielickie
fundował, między innemi w Oszmianie, gdzie był starostą.
Mikołaj (1546—1589), syn jego, wojewoda nowogrodzki, pod-

52) 1424.
53) List ks. Mikołaja Jurjewicza Radziwiłła, wojew. trockiego, do urzę-
dnika żuprańskiego względem pomiaru tych dóbr, datowany z Wilna 25 sierp-
nia 1553 roku.
54) Prawo zamienne wydane przez biskupa niejakiemu Pawłowi Wiej-
skiemu proszącemu, aby podarowaną mu przez biskupa schedę w Nowosiół-
kach pozwolono mu było zamienić na inna.


116

komorzy lite w., też od wiary katolickiej daleki, ożeniony z Wi-
śniowiecką a potem z Chlebowiczówną.
Jerzy (1578—1613), syn jego, kasztelan trocki, zmarły bez-
dzietnie. Dobra żuprańskie przechodzą tedy na jego stryjeczno
rodzonego brata, którym jest:
Janusz (1579—1620), wnuk Mikołaja »Rudego« a syn Krzy-
sztofa, kasztelan wileński, jako gorliwy protestant w niezgodzie
z królem Zygmuntem III, w ostatnich latach życia stale za gra-
nicą przebywający.
Bogusław (1620—1669), koniuszy litewski, syn jego, zostający
do 1636 pod pilną i troskliwą opieką swego stryja Krzysztofa
Radziwiłła. Generalny ks. Pruskiego gubernator, rezydujący od
1657 w Królewcu, słynny wojownik, głowa litewskich kalwinów,
najpierw stronnik Szwedów a potem z królem Janem Kazimie-
rzem pogodzony 55). Ostatni z książąt na Birżach i Dubinkach,
zszedł z tego świata bez męzkiej płci potomstwa a odziedziczyła
po nim Żuprany córka jedynaczka:
Ludwika Karolina (1667—1695), 1 voto żona Ludwika mar-
grabiego Brandenburgskiego, 2 voto żona Karola Filipa ks. Neu-
burgskiego. Ogromne dobra pozostałe po księżnie Ludwice-Ka-
rolinie spadły na jedyną jej córkę Elżbietę, wydaną za mąż za
ks. Sulzbach. Mnóstwo domów rościło do dóbr tych pretensje,
a najprzód dom brandenburgski na następnej zasadzie: Ludwika-
Karolina wychodząc za margrabiego Ludwika szczególnym za-
pisem 3 kwietnia 1681 r. wydanym, oddała mu w zastaw wszy-
stkie dobra swoje na Litwie a mianowicie Birże za 120.000 czerw,
zł., Dubinki, księstwo słuckie i kopylskie (za 300.000), Kojdanów,
Kopyś, Zabłudów, Kiejdany, Bielicę, wogóle za sumę 590.000
czerw. zł. Ale tych pieniędzy margrabia Ludwik nigdy nie wy-
liczył swojej małżonce. Z tego powodu pretensje domu branden-
burskiego upadły; upadły też pretensje Potockich oraz Sapie-
hów 56). Dobra te zostały wykupione przez Radziwiłłów i dla


55) B. Kalicki. Bogusław Radziwiłł, koniuszy lit. Szkic historyczny. Kra-
ków 1878.
56) E. Kotłubaj. »Galerja Nieświeżska«. Wilno 1857 str. 178.


117

tego też i Żuprany znajdujemy znów w posiadaniu Radziwiłła.
Włada niemi:
Michał »Rybeńko« Radziwiłł (1702—1762), najmożniejszy ma-
gnat w Polsce, wojewoda wileński, po którym dziedziczą synowie:
Karol »Panie Kochanku« urodzony w 1734 z Wiśniowieckiej
i Hieronim urodzony z Mycielskiej, podkomorzy lit. Po śmierci
Hieronima (1787) przez trzy lata władał całą olbrzymią Radzi-
wiłłowską fortuną sam Panie Kochanku. Po jego zaś śmierci
(1790), jak się opowiedziało wyżej, przechodzą Żuprany z całą
bezdzietniego wojewody wileńskiego fortuną na jego synow-
ca, małoletniego syna Hieronima, na ks. Dominika Radziwiłła, or-
dynata. Był on ostatnim z Radziwiłłów Żupran właścicielem.
W ciągu półtrzecia wieku tego Radziwiłłowskiego nad Żu-
pranami panowania, w różnych osób zastawie lub dzierżawie
dobra te zostawały. 

Janusz Radziwiłł w Żuprany. Folwark.

1619 osadził na gruntach żuprańskich, poniżej traktu z Oszmiany do Borun idącego,
kilka rodzin tatarskich, darowując im schedy gruntów pustkami
leżące. W lat kilkanaście potem kościół żuprański w rynku sto-
jący obrócony został na zbór ewangielicki, którego gmach po-
trzebujący restauracji istniał już w 1595 r. Oczywiście zatem
chciano gminie ewangielickiej wygodzie kosztem rzymsko - kato-
lickiej świątyni. Prawowało się o to pogwałcenie duchowieństwo
rozgłośnie i długo, aż wreszcie sprawa ugodliwie zakończoną
została. Ksiądz Paweł Kleczkowski, kanonik wileński, pleban
nieświeżski, kojdanowski i żuprański, dobił się w 1646 do tego,
że na rozkaz ks. Bogusława Radziwiłła, bawiącego naówczas


118

po za kraju granicami, wysłany został specjalny pełnomocnik
książęcy dla rozpatrzenia sprawy, Andrzej Poczobut. Kościół
duchowieństwu zwrócono a zagarnięte aparata kościelne, wieś
Hanczary, ogrody, tudzież poddanych służebników kościelnych
napowrót w używalność zuprańskiej plebanji oddano.
W 1652 oddał ks. Bogusław w zastaw Żuprany za 40.000 zł.
Marcinowi von Enden (Fonenda piszą go stale w dokumentach)
nielada kapitaliście. Trzymał on podówczas w zastawie oprócz
Żupran dobra Radziwiłłowskie Wiażyn w woj. mińskiem za 50.000
zł., od Pawła Sapiehy Woronę w woj. połockiem za 40.000 zł.,
od Jana Kazimierza hr. z Tarnowa Muśniki w woj. wileńskiem
za 60.000 zł. i t. d. Po śmierci owego Fonendy wynikły długie
ze spadkobiercami, w kraju i w Królewcu zamieszkałymi, koro-
wody zanim od nich Żuprany wykupiono. Przyszła »ruina mo-
skiewska«; obniżyła się wartość majątków, przez inkursje nie-
przyjacielskie zrujnowanych, grosz natomiast wszelki podskoczył
w cenie i oto w 1666 Bogustaw Radziwiłł oddaje w zastaw Żu-
prany Samuelowi Hieronimowi Kotłowi (Kociełł) pisarzowi skar-
bowemu W. Ks. Lit, następnie podkomorzemu oszmiańskiemu już
tylko za pożyczoną sumę 24.000 zł. - »Miłościwy Panie Podko-
morzy oszmiański - pisze z Królewca 1667 r. stycznia 23 tenże
Bogusław Radziwiłł do swojego zastawnika — mnie wielce mi-
łościwy Panie i przyjacielu. Mając w pamięci, delatią WM. Pana
względem niedoskonałego rewizorów moich sprawienia się w ma-
jętności Żuprańskiej w niebytności WM. Pana, zleciłem już tymże
rewizorom moim panu Janowi Pękalskiemu i Leznickiemu, aby
za zniesieniem się z WM. Panem o czasie (który rozumiem naj-
sposobniejszy być po skończeniu, da Bóg, przyszłego sejmu ku
wieśnie, gdy nic nie będzie pod śniegiem), zjechali do Żupran
i tam to meliorowali w czym WM. Pan będziesz potrzebował
według słuszności bez krzywdy mojej i uciążenia zbytniego pod-
danych. Nie wątpię też, że WM. Pan nil supra aequitatem exi-
ges, ale insistes declaratiey mojej mnie w Warszawie uczynio-
nej względem słusznego z poddanemi obejścia się. A że mam
inter alia przysłany sobie punkt z responsu J. Kr. Mości woj-
sku W. Ks. Lit. danego, który widzę praeter mentem Króla Jego


119

Mości napisany, komunikuje go WM. Panu jako dobremu przy-
jacielowi memu i proszę jeśli możesz, abyś mi exprimere raczył
qua mens est wojska W. Ks. Lit. w otrzymaniu tego punktu,
który nie tak innych jako mnie movere musi dla przewrotności
ludzkiej mnie zawsze bez przyczyny niesłusznie szczypiącej. Od-
daję się zatym łasce WM. Pana pilno. Mnie wielce Miłościwego
Pana życzliwy przyjaciel i sługa. B. Radziwiłł koniuszy W. X. Lit.«.
A w innym liście, też z Królewca, w rok potem, 1668, 21
maja datowanym, pisze książę z chwalebną o Żuprańszczyznę
troska: »Donieśli mi skargę poddani moi ze wsi Markunów w dzier-
żeniu natenczas WM. Pana będącej, że srogie i nieznośne nad
inwentarz i dawne zwyczaje ponoszą krzywdy i uciążenia. Co
jako jest rzeczą niesłuszną, nie wątpię, że i sam WM. Pan uwa-
żywszy, będziesz miał na to refleksją, a jeśli to tam jaki namie-
stnik, z ramienia WM. Pana w pomienionej wsi zostawający, ta-
kowych się dopuszcza exorbitantii, słusznie mu zganiwszy, zaka-
żesz inposterum onerować nadzwyczaj utrapionych poddanych.
O co pilno WM. Pana prosząc i pewien będąc, że się do requi-
sitiey mojej stosować zechcesz, zostawam i t, d.«.
Mniej więcej około daty zgonu ks. Bogusława, podkomorzy
Kociełł przelew swej zastawy uczynił na Aleksandra Hilarego
Połubińskiego, marszałka wielkiego W. Ks. Lit., wołkowyskiego,
bobrujskiego i jezierzyskiego starostę. Ten puścił Żuprany na
rok jeden - od Gromnic 1674 do Gromnic 1675 — w dzierżawę
za 3.500 zł. jm. panu Steckiewiczowi, miecznemu oszmiańskiemu.
Po nastałej śmierci ostatniego z Radziwiłłów na Birżach
i Dubinkach, dziedziczkę jego fortuny margrabinę Brandenbur-
ską, mieszkającą w Berlinie, fundując się na niewieściej w inte-
resach majątkowych niedołężności, ze wszech stron molestować
poczęto. Między innymi napastnikami odznaczał się zwłaszcza
starosta oszmiański, dokonawszy w 1683 gwałtownego najazdu
na Żuprany. Król Sobieski dobył właśnie podonczas Wiednia,
pan starosta oszmiański atoli nie dobył Żupran; Radziwiłłowscy
wierni słudzy odparli go zwycięzko, a sądy przykładnie ukarały.
Margrabina na głównego wszystkich dóbr administratora powo-
łała podczaszego kaliskiego Stanisława z Niezabytowa Niezaby-


120 

towskiego i ten jął gorliwie zaprowadzać ład i porządek po ma-
jątkach i folwarkach. Wiadomo jak gorliwą zelatorką interesów
jednoty ewangelickiej była margrabina Brandenburska 57); nowy
na to dowód przynosi nam oto list biskupa wileńskiego Koto-
wicza pisany do niej z Warszawy dnia 23 maja 1685 roku: »Ja-
kom ja przyjaźń wielkiej godności książęcia Jm. rodzica W. Ks.
Mości wysoce zawsze poważał, tak gdy W. Ks. Mość przez Jm.
pana posła brandenburskiego, na teraźniejszym sejmie obecnego,
ponowienie onej w osobie swej przypominać raczysz, życzliwego
i ochotnego do usług swych znajdziesz. Wielkiej importantiey
rzeczy po mnie potrzebujesz W. Ks. Mość, gdy instancją swoją

57) »Łatwo wystawić sobie można, jak bolesne uczucie śmierć Bogusława
ks. Radziwiłła w zwolennikach wyznania helweckiego w Litwie wzniecić mu-
siała. Był on ostatnim po mieczu potomkiem dyssydenckiej dzielnicy Radzi-
wiłłów na Birżach, Dubince, Słucku i Kopylu ostatnią podporą współwierców
swoich i ostatnim z możnowładców dyssydenckich w Polsce, którego głos
wniesiony za współwiercami, czy to do biskupów, czy do osób prywatnych,
czy też do sądów i innych władz rządowych, miał jeszcze jakąś wagę. Po nim
nie było już pomiędzy dyssydentami litewskimi żadnego możnowładcy, któ-
ryby ich od prześladowań zasłaniał. Wszystkie bowiem inne znakomitsze ro-
dziny dyssydenckie, jako to: Zienowiczowie, Chlebowiczowie, Dorohostajscy,
Pacowie i t. d. albo przeszły od dawna już na łono kościoła katolickiego, albo
wygasły, jak np. książęta Pruńscy, albo zdrobniały, jak np. Abramowiczowie;
nie miały więc już kościoły helweckie w Litwie żadnego majątkiem, znacze-
niem i rodem znakomitego opiekuna, co w rządzie oligarchicznym, jakim był
polski, gdzie, w obliczu interesu wyższej arystokracji, prawa i wszelkie inne
względy umilkały, niemałą było dla nich klęską. Do tego kalwini litewscy lę-
kali się, i słusznie, aby jedynaczka księcia Bogusława Radziwiłła, Karolina
Ludwika nie dostała się w małżeństwo katolikowi. W takim razie, liczne ko-
ścioły helweckie w dobrach jej, po księciu Januszu dziadzie i księciu Radzi-
wille ojcu, upadłyby były natychmiast. Używali tedy wszelkich sposobów, aby
ją w wyznaniu swem utwierdzić, a potem za dyssydenta wydać. Na jej dwo-
rze więc przebywali w tym celu ministrowie, Mikołaj Minwid, a później Daniel
Jabłoński. Pełnomocnik jej, Ryszard Fehr, polubieniec ks. Bogusława, ewan-
gielik, zabiegał także, z gorliwości religijnej i własnego interesu o to, aby
księżniczka nie dała ręki któremu z magnatów katolickich w Polsce. Takowym
zabiegom, wysławianiu niezmiernego majątku, a nadewszystko wdziękom i pię-
knym przymiotom duszy przypisać należy, że się odezwał o 13-letniej księ-
żniczki rękę Ludwik, elektorowicz brandenburski, i ślub księżniczki odprawił
się w Królewcu 1680 r. Wiadomość o szczęśliwem tem zdarzeniu napełniła
kalwinów litewskich niepojętą radością: składali za nie po świątyniach swych
publiczne dzięki Najwyższemu, a z wszystkich dystryktów duchowieństwo ich


121

za zniesionem przez swawolę miejscem nabożeństwa ewange-
lickiego w mieście Wileńskiem W. Ks. Mość wnosisz, pasterskie
bowiem staranie moje na tem zależy, abym wszystkich do ow-
czarnie kościoła świętego katolickiego pociągnąć mógł; lecz iż
mają prawa panowie dissidenci i J. K. Mości Pana mego miło-
ściwego reskrypta i ja tej moderatiey zażywać zechcę i impe-
diować naprawienia miejsca tamtego zabraniać nie każę, zwła-
szcza, żem jest komisarzem od J. K. Mości do tej sprawy na-
znaczonym. Udano mi było, że księgi pewne, kancyjonały, litew-
skim językiem, »nowe«, miały być w dobrach W. Ks. Mości roz-
dawane, lecz, iż mam teraz inszą informatią, iż takowe księgi

wysłało deputatów do Królewca dla złożenia nowożeńcom szczerych życzeń
i oddania ich opiece zborów litewskich. — W końcu panowania Jana III było
jeszcze w Litwie 48 zborów kalwińskich, 4 szkoły, 47 duchownych i znaczna
liczba rodzin szlacheckich, trzymających się tego wyznania, z których najzna-
komitsze: Grabowscy, Putkamerowie, Rychliccy, Dąbrowowie, Siostrzaniewi-
czowie, Domasławscy, Szwykowscy (niedługo potem jedna ich linja wróciła
na łono kościoła katolickiego), Zabłoccy, Zarembowie, Abramowiczowie, Pako-
szowie, Wolanowie, Cedrowscy, Łabowscy, Kazarynowie, Maćkiewiczowie, Mę-
żykowie, Gintowtowie, Worłowscy, Budrewiczowie, Grużewscy, Rymwidowie,
Kesztortowie, Mikuliczowie, Laudańscy, Górscy, Bohdanowiczowie, Niezabitow-
scy, Olendzcy, Frąckiewiczowie, Kochlewscy, Czyżowie, Ganckawowie, Stry-
jeńscy, Pakosławscy, Przystanowscy, Estkowie i t. d. — Gdy August III do
grobu zstępował trzymali się jeszcze helweckiego wyznania, ze szlachty litew-
skiej: Grabowscy, Krasińscy, Ottenhauzowie, Zarembowie, Przystanowscy,
Wołkowie Łaniewscy, Grotkowscy, Stryjeńscy, Bronikowscy, Gołuchowscy,
Putkamerowie, Olendzcy, Grużewscy, Wolanowie, Kempieńscy, Cedrowscy,
Galińscy, Mikulicze, Konarscy, Mnińscy, Estkowie, Zabiełłowie, Borowiczowie,
Glińscy, Ciechańscy, Pakoszowie, Chomentowscy, Abramowiczowie, Chodoro-
scy, Studniccy, Borzymowscy, Gradowscy, Grotkowscy, Biniaszewscy, Hubo-
wie, Budrewiczowie, Izbiccy, Bukowscy, Gruszewscy, Czyżowie, Przystanow-
scy, Maćkiewicze, Dunkinowie, Nolkinowie, Łukiańscy, Kępieńscy, Kurnatowscy,
Dubowieccy, Hazlerowie, Walterowie, Łabowscy, Mnińscy, Lipińscy, Lachniccy,
Okolowie, Pękalscy, Metyccy, Miłośniccy, Orwidowie, Bulkowscy, Mąkiewiczo-
wie, Bitnerowie, Siestrzeńcewiczowie, Świdowie, Petrozolinowie, Stancelewi-
czowie, Siedmigrodzcy, Pawłowiczowie, Białobłoccy, Spinkowie, Perehudowie,
Reczyńscy, Piaseccy, i kilka innych domów. — Audytorami (parafjanami) zboru
żuprańskiego, byli między innymi z pośród szlachty okolicznej: Abramowi-
czowie, Kamieńscy, Zabłoccy, Warakomscy, Zarębowie, Kuncewiczowie. W 1682
zbór spalonym został »przez złość«; w 1716 r. konfederaci tarnogrodzcy spa-
lili wieś Żuprany«. — (J. Łukaszewicz. Dzieje kościołów wyznania helweckiego
w Litwie. Poznań 1842).


122 

jeszcze za dziada W. Ks. Mości były i są w zażywaniu, i w tej
sprawie dalej wznawiać i trudnić na instantia W. Ks. Mości nie
każe. Tylko niech wiara święta katolicko-rzymska ubliżenia
i krzywdy nie ponosi a słudzy W. Ks. Mości i ministrowie skro-
mnie zachowują się i ludziom religiey katolickiej ubliżenia nie
czynią — w czem siła, powaga i upomnienie W. Ks. Mości do-
pomódz może«.
Że też i żuprańskiemu zborowi nie musiało się dziać źle
pod opieką mnrgrabiny, rzecz oczywista. Dzierżawca Żupran od
1688 r. Andrzej Pomian Pezarski ma sobie za warunek położony
w datowanym z Berlina arendownym zapisie, aby całą żuprań-
ską dzierżawę wynoszącą 6.100 zł. wnosił do kas zborów ewan-
gelickich w Wilnie, Żupranach i Lebiedziewie. Nie zapomniano
jednak i o kościele katolickim. Za przyzwoleniem dziedziczki jął
wspomniany Pezarski w 1692 restaurować z fundytu pogorzały
kościół żuprański. Funduszu na to dostarczyły »nieprzewidziane«
dochody żuprańskie, jako to np. sztrafy nałożone na wsie Cze-
chy i Markuńce w kwocie 250 zł. za »nieposłuszeństwo i zna-
czny bunt przeciwko dworowi«, pieniądze wyręczone za skóry
padłego bydła w majętności Żupranach i t. p. Roboty poprowa-
dził cieśla Kozłowski z Borun, za umówione wynagrodzenie zło-
tych sto i beczkę żyta; przy założeniu nowych ścian kościoła
wyasygnowano dla robotników beczkę piwa; najemnikowi pła-
cono po 15—18 groszy na dzień; za krzyż żelazny sążniowej
długości, dla ustawienia na kościele z Wilna sprowadzony, za-
płacono 37 zł. gr. 15 i t. d. Restaurację ukończono w jesieni
1694 roku wydawszy na nią 900 zł.
Tegoż roku załatwiono spór graniczny z sąsiadem Pieśla-
kiem przy obecności w Żupranach podkomorzego oszmiańskiego.
Administracja Radziwiłłowska wystąpiła honeste podejmując
wspaniale wysokiego urzędnika. Wypito miodu beczek cztery
(po 40 zł. beczka), wielką mnogość węgierskiego wina (garniec
po zł. 8), piwa beczek dziesięć (beczka po zł. 4), wódki aniżko-
wej garńcy ośm, wódki lawendowej garncy dwa; spożyto przy
Boskiej pomocy: masła półtora faski (faska 8 zł.), gęsi dwanaście,
tuzin kaczek, baranów cztery, prosiąt dziesięć, cielę i jałowicę,


123

słoniny połeć i korzeni wszelkich za 20 zł., a kucharzowi z Wilna spro-
wadzonemu zapłacono aż 14 zł.! Sam jm. pan podkomorzy oszmiański otrzymał
jako honorarjum talarów 20. Jm. pan Pezarski zakonnotował w bu-
dżecie żuprańskim cyfrę ogólnych na tę recepcję wydatków: 601 zł. 24 gr.
Nastała druga wojna szwedzka. Na wiosnę 1702 roku wojska Karola
XII zajęły Wilno, rozlawszy się szeroko po okolicznym kraju. Inwa-
zja ta straszna nie przepuściła i Żupranom. Przeciągi wojsk, kwaterunki,
dostawy, opłaty zaciążyły nawet takiej fortunie jak Radziwił-
łowska. »O Żupranach to referro — pisze ciężkim tym czasom
współczesny, naoczny świadek — że już i pisać i mówić i radzić
o nich nie można, bo afflictio afflictionem sequitur, gdyż niedość
że były radiciter spustoszone i lokacją chorągwi węgierskiej
piechoty obciążone i niemal do końca ściśnione, ale jeszcze wy-
dano do Żupran na 5.000 zł. assygnację na chorągiew wołoską,
której sam rotmistrz, niejakowyś pan Pisarzewski, tam z niemałą
assystencją zjechawszy, do ostatka wszystko zrujnował i cokol-
wiek trzymało się w chatach ludzi rozproszył. My tu w ustawi-
cznych zostawając trwogach i na takowe patrząc dewastacje, mu-
simy ingemiscere. Ach, Domine Jesu, in quae nos reservasti tem-
pora! Ja zaś jechać do Kiejdan i Szwabiszek żadną miarą nie
mogę, w takowych zostawając trwogach a fronte et a tergo, kiedy
nietylko od Żmudzi ale też i z drugiej strony od Wizun i Obel-


Żuprany. Kościół.


124

nik trapią nas wojska szwedzkie i Pan Bóg wie, co z nami bę-
dzie. Tu jako że ludzie trwożą i jako powarzeni chodzą i jako że
nasz obóz ściąga się pod Olkienikami, proszę Dobrodzieja, racz
niektóre skrzynki i drobiazgi moje przyjąć do siebie...« 58).
W lat kilka potem, w 1714 r. znajdujemy Żuprany w za-
stawie u Michała Łaniewskiego Wołka, chorążego starodubow-
skiego, po którym utrzymuje się przy tej zastawie żona jego
Anna, procesująca się w 1747 z plebanem żuprańskim Niekra-
szewiczem o nastawianie przez tegoż na grunta dworne.
W 1750 Żuprany z Nowosiółkami puszcza Hieronim Radzi-
wiłł, podczaszy lit., w zastaw za 91.500 zł. Abramowiczowi, pisa-
rzowi ziemskiemu wileńskiemu. W czternaście lat potem okupują
Żuprany z attynencjami (będące własnością Karola Radziwiłła
Panie Kochanku) Stanisław i Teofila z Radziwiłłów Brzostowscy
starostowstwo bystrzyccy, płacąc Jerzemu Abramowiczowi wlew-
kowych 107.800 zł. W 1778 bierze w zastaw Żuprany z atty-
nencjami za sumę 304.300 zł. biskup wileński Massalski, od któ-
rego wykupuje je Pawlikowski cześnik miński w 1781.
Nowy Żupran zastawnik zaznał bied i kłopotów niemało.
Czasy, tak obfite w graniczne procedury, uwzięły się, zda się,
aby dać koncert rzetelny na żuprańskich stosunkach sąsiedzkich.
W dobie owej między 1781 a 1786 r. oprócz niezliczonej liczby
pośledniejszej pod względem mienia i przewagi szlachty, sąsia-
dują z Żupranami i ich attynencjami wielce niespokojni nati et
possessionati. Jmp. Rokicki chorąży petyhorski, siedzący tuż pod
bokiem w swojej Jackowszczyznie (Aloizowie), o staj kilka od
dworu Nowosiółek, nieustannie emuluje o dworne nawet poletki
i wdziera się do lasów; Zabłocki pisarz grodzki oszmiański, od
strony Kuszlan, wciąż ma się niespokojnie; Ważyński, podkomo-
rzy oszm. w Olanach siedzący, kłócić się nie przestaje; Raczkie-
wicz w Skirdzimach, Sakowicz w Giejstunach, Tatarowie rozsy-
pani w podboruńskiej stronie na pomniejszych ziemskich posia-

53) Z listu Trzebickiego, żuprańskiego administratora, pisanego do ka-
znodziei zboru ewangelickiego w Słucku księdza Adama Łaniewskiego Wołka,
z Żupran 1702 roku 17 marca.


125

dłościach różne dają pokrzywdzenia wioskom żuprańskim Wojt-
kunom, Bałwaniszkom, Karpuciszkom i innym; uciążliwi są Sta-
rym Borunom Bazyljanie boruńscy; wdzierają się w granice: Po-
źniak sędzia ziemski oszm. od Sół, Komarowie od Graużyszek,
Chomiński od Narbutowszczyzny; szlacheckie osady w Klejach
i Szumiliszkach siła sobie przywłaszczają; Świeboda rotmistrz
oszm., Hromyko z Bierwieńciszek, Gabryałowicz z Pikun, Jan-
kowscy z Polan (o granice Chodźkun, nabytych od Radziwiłłów),
słynny pieniacz szambelan Felicjan Bieńkuński z Łubianki, ks.
ks. Franciszkanie oszmiańscy, nieustanne zatargi czynią. Było
bo też w co wdzierać się i co rwać!
Samo, tak zwane »hrabstwo Żuprańskie« obejmowało w so-
bie miasteczko z przecinającemi rynek trzema ulicami: Dworną,
Solską i Ostrowiecką, liczące domów 35, dające czynszowego do-
chodu 3.393 zł. 28 gr., dalej wioski Zamościany, Łatowicze i Ło-
pocie oraz zaścianek Dukojnie. W hrabstwie liczono dusz pod-
danych roboczych 161. Sam dwór żuprański z domem mieszkal-
nym i odpowiedniemi dworskiemi zabudowaniami stał tuż pod
miasteczkiem. Attynencja Nowosiółki, z obszerną względnie rezy-
dencją, z budynkiem urzędniczym, skarbcem murowanym i t. d.
miała pod sobą wsie Gudzinięta, Zabłocie, Nazdraczuny, Wiabro-
wicze, Bałwaniszki, Wojniewicze, Snipowszczyznę, Nowosiółki,
Ogrodniki, Olkiewicze, Petrule, Chodźkuny, Ambrożewszczyzna,
Owieczkojnie, Markuny, (wójtowstwo Markuńskie), Czechy, Turły,
Grodzie, Kierele, Horodowicze, Pakienie, Dziakowszczyzna i Kor-
wele, oraz zaścianki Antonowszczyzna, Czarny, Walejniszki i Ja-
kiełowszczyzna. Poddanych roboczych liczono w Nowosiółkach
806, a włók ziemi 458. Skirdzimy, druga główna Żupran atty-
nencja (obok której tejże nazwy folwark Raczkiewiczów) — miała
pod sobą wsie Mirkliszki, Zienowszczyznę, Boruny Folwarkowe,
Boruny Stare, Wojtasze, Montuciszki, Ponary, Wojtkuny, Karpu-
ciszki, Woszczyniki, Katorowszczyzna, Jedziwicze, Gajdzie i Iłyń-
cie, in summa włok 167. Do dóbr tych należał też drobny awuls,
wieś Bukatowa pod Sobotnikami, o którą przez lat już ośmdzie-
siąt wiedli spór Bukatowie. Liczyły przeto Żuprany, Nowosiółki
i Skirdzimy, w jednej ławie leżące, między 1781 a 1786 r. podda-


126

nych dusz 1749, domów 333, włók gruntu 795, dostarczały ro-
cznie 25.037 robotnika i dawały w przybliżeniu intraty ogólnej
23.000 zł. 59).
Nieszczęśliwi cześnikowstwo mińscy Jan i Brygida z Pisz-
czałów Pawlikowscy, ulokowawszy kapitał swój w ręce Radzi-
wiłłów, a osoby własne we dwór Żuprański, wykręcający się jak
w ukropie wśród niezliczonych z sąsiadami ambarasów, mieli
rychło popaść w jeszcze gorsze tarapaty. Gdy przyszedł termin
wykupienia zastawy, pomimo licznych wzywań, Radziwiłłowie
wykupić Żupran ani myśleli albo li też nie mogli. Wywiązał się
długoletni proces - aż wreszcie dopiero 1794 r. Michał Radziwiłł,
jako opiekun małoletniego księcia Dominika, wszedł z Pawlikow- 

59) W »ustawie« dla poddanych hrabstwa Żuprańskiego, dodanej do in-
wentarza z 1781 r. czytamy między innemi następujące punkta: »Jeżeliby się
z poddanych którykolwiek rozpił i rozhultaił, gospodarstwa swojego należycie
nie utrzymywał, a przez to ku ubóstwu zmierzał, ustanawia się, aby o tem
dziesiętnicy włościańscy do dworu wraz raportowali, a dwór ma takiego z na-
łogu pijaństwa wyprowadzać, wziąwszy go do dworu, trzymając kilka niedziel,
a zadając mu ciężkie i nagłe roboty we dworze, aż do potu. Ażeby zaś w domu
jego nie upadła robocizna i gospodarstwo, dać mu z pańszczyzny robotnika,
a biorąc go do dworu dać mu plag ze trzydzieści także i odsyłając do domu
skarać go równą liczbą do upomnienia i poprawy«. — »Ponieważ żydzi aren-
darze całej włości hrabstwa Żuprańskiego, przez zbytek dozwolonej sobie od
przeszłych posessorów zastawnych wolności, bardzo wielu poddanych przez
różne podejścia i nieustanne z gorzałką po wsiach czołganie się i wizyty, oraz
przez wielkie borgowanie w nałogi powprowadzali pijaństwa, że już niektórzy
więcej czasu w karczmach na biesiadach, niżeli w domach przy robocie w naj-
gorętszej tracili porze, przezco znaczna liczba poddanych tak zbolała, że nie-
tylko na opłacenie żydowstwu za trunki do szczętu z swoich się wyzuła ma-
jątków, ale też, poddawszy na zastawę grunt swój siedzibny, temuż żydowstwu
sami się calem swem domostwem zaległe jeszcze roczne wysługują nabory,
i włość Żuprańska jednemi się tylko napełniła kątnikami —zapobiegając tej nie.
przyzwoitości i dalszej dla skarbu szkody, ustanawia się: l-o wszyscy aren-
darze, czy to polowi czy miasteczkowi pod żadnym pretekstem nie mają się
przejeżdżać po wsiach z gorzałką, czy to po kolendzie, wedle swych zwycza-
jów, czy to dla kupna zboża lub jakowych żywiołów, ale to wszystko w Żu-
pranach na targu nabywać się powinno, czego dziesiętnicy włościańscy jaknaj-
pilniej dostrzegać mają, wpadających do wsi żydów grabić, wiązać i razem
z grabieżą do dworu przystawować powinni, a ci żydzi za takowego edyktu
przestępstwo do skarbu talarów dziesięć zapłacić i łoju kamień dać mają a go-
rzałka zagrabiona na zysk poddaństwu, w której wsi zajęto, oddać się po-
winna«.


127

skim w kombinację, sprawę zakończył, sumę zastawną spłacił
i oswobodzone Żuprany oddał 1796 r. w dzierżawę biskupowi
Wołczaskiemu.
Stał się atoli tymczasem fakt, mający silnie zaważyć na lo-
sach żuprańskiej ziemi.
Potomek Henryka von Hütten, rycerza niemieckiego z cza-
sów Henryka I cesarza, obdarzonego już w 930 r. tytułem hra-
biego, potomek hrabiego von Hutten pana na Franckenburgu,
wojującego wespół z Bolesławem Krzywoustym i osiedlonego
w Polsce, potomek Hugona von Hutten, kasztelana gdańskiego,
który nazwisko swoje von Hutten przeistoczywszy na nazwę pol-
ską, protoplastą się stał domu Czapskich, a którego potomstwo
rozsiadło się nietylko w województwach chełmnińskiem, malborg-
skiem, pomorskiem i w Warmii, lecz przeniosło się w rychle do
Wielko-Polski do Mało-Polski i do Litwy, syn Ignacego von Hut-
ten-Czapskiego kasztelana gdańskiego - Franciszek-Stanisław
Kostka von Hutten- Czapski, podkomorzy pomorski od roku 1756,
wojewoda chełmniński od roku 1766, senator za ostatnich lat pa-
nowania Augusta III, następnie żarliwy konfederat Barski, będąc
stronnikiem i przyjacielem księcia »Panie kochanku«,udał się z nim
razem zagranicę na pokonfederacyjne tułactwo. Przybywszy do
Frankfurtu nad Menem, litewski magnat i wdowiec po dwóch żo-
nach, wielko-polski hrabia, zawarli między sobą w dniu 21 wrze-
śnia 1772 r. układ, wskutek którego zaręczoną została hrabiemu
Czapskiemu przyrodnia siostra Radziwiłła »Panie Kochanku«, uro-
dzona z Mycielskiej, księżniczka Weronika Radziwiłłówna.
Wróciwszy hrabia Czapski do kraju, pojął ją za żonę —
nikt atoli odpowiednim posagiem ukontentować księżniczki nie
pośpieszył. Poumierali i ojciec jej Michał książę Rybeńko i brat
Karol »Panie Kochanku« i wstąpił na Radziwiłłowskie dziedzic-
two jedyny spadkobierca olbrzymiej fortuny, małoletni ks. Domi-
nik ordynat Ołycki i Nieświeski, a o uregulowaniu interesów pie-
niężnych hr. Czapskiej ani słychać było.
Cofnijmy się teraz wstecz o lat kilkanaście.
Gdy dobra w Koronie leżące książąt Karola i Hieronima 
Radziwiłłów za długi ojczyste, macierzyste i własne księcia Ka-


128

rola dwoma dekretami Trybunału Lubelskiego 1780 i 1783 r. prze-
znaczone zostały wierzycielom na taksę i eksdywizję, gdy sąd
zjazdowy w Ołyce zatrudniał się wyjaśnieniem masy dóbr i roz-
różnieniem długów - żyć przestał ks. Hieronim Radziwiłł pod-
komorzy W. Ks. Lit, ojciec małoletniego księcia Dominika.
Małoletność pozostałego księcia miała wprawdzie opiekę
przyrodzoną w osobie ks. Karola, wypadło jednak przybrać in-
nego, choćby tylko asystującego opiekuna. Został nim ks. Maciej
Radziwiłł podkomorzy wówczas litewski.
Roku 1790 dnia 21 listopada umarł ks. Karol »Panie Ko-
chanku«, zostawując po sobie za następcę jedynego synowca,
wspomnianego ks. Dominika Radziwiłła i w testamencie dał mu
za opiekuna ks. Macieja Radziwiłła, onemu zaś do »współeczni-
ctwa« t. j. do dzielenia trudów z opieki wypływających, ks. Jó-
zefa Radziwiłła wojewodę trockiego, Michała Radziwiłła kaszte-
lana wileńskiego i ks. Aleksandra Sapiehę kanclerza W. Ks. Lit.
Ci czterej mieli wspólnie zarządzać olbrzymią małoletniego
fortuną. O rozmiarach jej da wyobrażenie ten choćby jeden tylko
szczegół, że ks. Dominik Radziwiłł, wyszedłszy z opieki i sprze-
dawszy dóbr swoich za pięćdziesiąt milionów złotych, pozostawił
jeszcze po sobie majątki stanowiące wartość przeszło stu dwu-
dziestu miljonów złotych 60). Oprócz opiekunów, prowadzili inte-
resa małoletniego ks. Dominika: plenipotent generalny Ludwik
Kamieński, późniejszy wice-gubernator miński i następca jego
Wincenty Trębicki, którzy obaj brali po 10.000 zł. rocznego wy-
nagrodzenia; w skład administracji wchodzili również obrońcy
prawni przy sądach głównych, pobierający, w miarę ważności
spraw, od 800 do 2.000 zł., adwokaci po subseliach powiatowych
płatni mniej więcej po 400 zł., regent archiwarius Franciszek Osi-

60) Radziwiłł »Panie Kochanku« posiadał w samych królewszczyznach
16 miast, 583 wsi, 25 wójtowstw, prócz niezmiernych dóbr własnych dziedzicz-
nych. Z powodu zajęcia dóbr swoich pod kuratorję wciągu 1764—1768r. mógł
uformować pretensję sądową do ks. Ad. Czartoryskiego na 100 miljonów złp.
W 1764 r. miał on nadwornego żołnierza 6,000 — ale z tem wszystkiem racho-
wano księciu »Panie Kochanku« tylko 5.000.000 złp. rocznego dochodu. (Korzon.
»Wewnętrzne dzieje Polski«. I. 248).

 
129 

powicz szambelan b. dworu polskiego, otrzymujący rocznie 6.700
zł., komisarze po dobrach biorący rocznie 2—4.000 zł., niezliczona
ilość oficjalistów niższych i wyższych stopni. Na czele zaś całej
tej machiny urzędniczej i tego bezdna interesów i kłopotów wsze-
lakich stanął ks. Maciej Radziwiłł kasztelan wileński, starając się
jaki taki ład i porządek w fortunie po ks. »Panie kochanku« po-
zostałej zaprowadzić.
Główny ten opiekun przypuszczał początkowo do wspólni-
ctwa wojewodę trockiego oraz Michała Radziwiłła, od 1790 r. wo-
jewodę wileńskiego, niebawem atoli począł ich od rady i rządów
usuwać, kierując sam na własną rękę wszystkiemi opiekuńczemi
sprawami. Wojewodowie zaprotestowali. Zjazd współopiekunów
w miesiącu marcu 1791 r. w Nieświeżu odbyty, nie doprowadził
do żadnego porozumienia, przeciwnie, rozjątrzył tylko ks. kasz-
telana. Dumny Maciej Radziwiłł do żadnych narad przystąpić
nie chciał, sam tylko ze swoimi poradnikami w zamku się zam-
knął, otoczywszy się wojskiem garnizonu nieświeżskiego, most
podnieść kazał i jadących książąt wojewodów do zamku nie wpu-
ścił. Pomimo to jednak do procesu nie przyszło, unikano go przez
wzgląd na opinję. Do zatargu dał pierwszy hasło sam ks. kasz-
telan, odwołując się do Trybunału głównego litewskiego, który
go też na stanowisku samojednego opiekuna zatwierdził. Ale wła-
dza Trybunału litewskiego nie mogła się rozciągać do dóbr Ra-
dziwiłłowskich w Koronie leżących, tam gdzie były udzielne
prawa i udzielny trybunał. Nie bacząc na to, przywłaszczył sobie
ks. kasztelan i opiekę nad dobrami koronnemi. Sprawa przeszła
do Trybunału lubelskiego.
Niepodobna przypuścić, aby ks. kasztelan Maciej Radziwiłł
sam ze swojej osoby nie był dość troskliwym o dobro małolet-
niego dziedzica, bowiem znane były powszechnie cnoty obywa-
telskie tego męża, oraz jego przywiązanie do rodziny, lecz zna-
lazły się w najbliższem jego otoczeniu osoby, którym wcale na
prosperowaniu Radziwiłłowskiej fortuny nie zależało. W latach
wreszcie krajowych zaburzeń rzucił się ks. kasztelan w polityczne
imprezy: w roku 1791 we wrześniu sprowadził z Królewca, kosz-
tem małoletniego, rekwizyta wojskowe, blizko za pięć kroć sto
POWIAT OSZMIAŃSKI. 9


130 

tysięcy złotych*), w maju 1792 r. znosił się listownie z Komissją
Cywilną Wojskową, oraz sejmem warszawskim, a gdy w tymże
roku król Stanisław August przystąpił do konfederacji general-
nej w Brześciu Litewskim, ks. kasztelan akcesu do niej odmówił.
Stało się więc, że w r.1793 w dniu 20 (8) marca podaną
została z woli Imperatorowej Katarzyny nota do konfederacji
generalnej w Grodnie, następującego brzmienia: »Nie mogła nie
dostrzedz Najjaśniejszą Imperatorowa Jejmość, że dobra znaczne
młodego ks. Dominika Radziwiłła, dobra dziedziczne tej familji,
która Najjaśniejszą Imperatorowa Jejmość zawsze interesowała,
pod pretekstem opieki, wystawione były interesowi fakcyi i du-
chowi partyi z największą małoletniego szkodą... Z zupełną
przeto ufnością niżej podpisany, Aktualny Konsyliarz Stanu Naj-
jaśniejszej Imperatorowej całej Rossyi, z wyraźnego rozkazu
dworu swojego, udaje się do Najjaśniejszej Konfederacyi Gene-
ralnej etc... ażeby ks. Maciej, kasztelan wileński, bez zwłoki od
pretendowanej opieki był oddalony, a sprawowanie tejże opieki
tak nad osobą jako i nad dobrami ks. Dominika, powierzone
było ks. Michałowi Radziwiłłowi, wojewodzie wileńskiemu, zna-
nemu z osobistego swego charakteru, swojej zdatności, majątku
w dobrach leżących i przywiązania do małoletniego, którego jest
najbliższym krewnym«. Podpisano: Baron de Buchler. Wskutek
tej noty nastąpiło sancitum Konfederacji generalnej obojga na-
rodów, usuwające od opieki ks. Macieja, a naznaczające na ge-
neralnego i samojednego fortuny ks. Dominika opiekuna — ks.
Michała Radziwiłła, wojewodę wileńskiego, gorliwego i, jak z hi-
storji wiadomo, wcale nie bezczynnego, a zdecydowanego Rossji
stronnika 61).

*) Vol. leg. IX, str. 451, wyd. Akad. Urn. 1889 r. Podziękowanie sejmu-
jących stanów.
61) Niemały wpływ na ten obrót rzeczy wywarła księżna Helena, żona
wojewody Michała Radziwiłła, Przeździecka z domu. »W majątku olbrzymim
po ks. Hieronimie zostającym, było wiele do zrobienia: zreformować admini-
strację, wprowadzić ekonomję, przemienić i ukrócić tysiące nadużyć, spłacić
ciążące na majątku długi, było rzeczą nielada. Potrzeba było do tego ręki
i woli żelaznej, głowy wytrawnej; nikt lepiej od wojewody warunkom tym nie
odpowiadał. Ale książę Maciej, choć mniej zdolny od wojewody do interesów,


131 

Uciążliwa ta opieka trwała do 1805 r. Ks. Wojewoda, objąw-
szy wszystkie interesa litewskie małoletniego księcia, objął też
ciężary i długi naglące, którym wszystkiemi sposobami trzeba
było zaradzać; trzeba było zaspakajać wierzycieli, jednych w pro-
centach, innych w kapitałach, te i inne dobra z pod zastawy wy-
kupywać, mieć baczność na niezliczoną ilość interesów prawnych
po różnych sądownictwach, wreszcie rozjeżdżać nieustannie z wo-
jewództwa do województwa, z powiatu do powiatu, objeżdżać
całą rozciągłość dóbr Radziwiłłowskich, być raz w Grodnie,
drugi raz w Wilnie, to znowu w Petersburgu, nawet zagranicą
dla sprawy klejnotów pozastawianych w Dreźnie, we Wrocławiu,
w Rzymie - zarządzać tam sprzedażą losów, ówdzie opłatą po-

ale więcej od niego popularny na Litwie, miał tyleż za sobą głosów co i ks.
Michał. Niełatwą było rzeczą dla sędziów orzekać w tak ważnej sprawie. Ks.
Maciej, ożeniony z Chodkiewiczówną, miał wielu stronników na Litwie i drogą
kądzieli był rzeczywiście dość blizkim krewnym ordynata nieświeskiego; prawa
jednak wojewody (Michała) były po mieczu. Niemało wreszcie utrudniała
sprawę żyjąca i młoda dotąd matka Dominika, księżna Hieronimowa, urodzona
Tour-Taxis, która wyszedłszy powtórnie za mąż za Kaznowskiego, opiekę nad
synem drugiemu chciała mężowi swemu poruczyć«. Zabiegi jej atoli spełzły
na niczem. »Ks. Michał natomiast, który znał już praktyczny sposób działania
w interesach, nie szczędził pieniędzy i zachęt. Przybyła też do Grodna księżna
Helena i tak umiała podbić wahających się i niepewnych, że pomimo niepo-
pularności ks. wojewody, którego obawiała się jak ognia niezliczona admini-
stracja nieświeska, jednym głosem wyższości ks. Michał nad kasztelanem wziął
górę«. »Pieniądze Teppera są uratowane; — pisze Sievers — młody ks. Radziwiłł
dostał wojewodę za opiekuna«. Prawda, że do dochodów ks. Michała przybywał
tem samem dziesiąty grosz z opieki, i ten niemało już znaczył, ale książę do
spraw publicznych ciągle użyty, tak, że nawet w tej chwili do Rady Nieusta-
jącej należał, dźwigał też na barki olbrzymi ciężar, który go przez całe życie
miał nadal ugniatać, każdą myśl jego, każdą chwilę wolną pochłaniać«. (X. M. R.
„Ostatnia wojewodzina wileńska". Kraków 1892, str. 32—34).
Wspomniany 10-ty grosz z opieki, czyli od intrat majątkowych, wynosił
summę 76.734 czerwonych zł. flor. 11 i groszy 14, czyli dzieląc przez lat 12,
od roku 1793 do 1804, wypadało opiekunowi za pracę na każdy rok po czer-
wonych zł. 6.394, flor. 9, groszy 28 2/3. A ponieważ grosz ów opiekuński nie był
wojewodzie wypłacanym akuratnie i procentów narosło, tedy w 1805 r. należność
wojewodzińska dosięgła cyfry 112.648 czerwonych złotych 15 flor. I 9 1/2 groszy,
którą to summę opiekunowi wypłacono. (Głos produktywny, czyli objaśnienie ra-
chunków z rzeczy opieki nad dobrami i interesami zeszłego ś. p. JO. księcia
Dominika Radziwiłła i t. d., pisany przez Hrehorowicza, plenipotenta wojewody
wileńskiego 1823 r. sierpnia 31 w Wilnie).
9*


132

datków, na innem miejscu własną powagą a często i własnym
groszem zapobiegać najazdom i wiolencjom. Dodajmy do tego
nastąpiony w czasach tych właśnie ostateczny rozbiór kraju,
gmatwający jeszcze bardziej interesa fortuny ziemskiej, rzuconej
częściami w granice trzech państw.
Najpilniejszą z całego steku spraw czynnością dla księcia-
opiekuna było załatwienie opłaty długu, wynoszącego przeszło
200.000 czerwonych złotych, należnych skarbowi monarszemu.
Urósł był ów dług po zlikwidowaniu zbankrutowanego bankiera
Teppera, u którego ks. Karol Radziwiłł był się zadłużył, a którego
należność miała być wypłaconą skarbowi państwa rossyjskiego.
Ambasador Sievers nalegał o zapłacenie choćby połowy należno-
ści, wyrażając się w liście do ks. opiekuna, że jeśli tego ks. opie-
kun nie uczyni — sekwestr dóbr małoletniego jest nieuchronny.
Układy ze skarbem monarszym doprowadziły jedynie do tego
skutku, że wzięto w zakład długu państwowego miasto Słuck.
Książę wojewoda czasu swojej opieki długu nie zapłacił; nie
uczyniła tego co prawda i po ustaniu jego opieki komissja nazna-
czona Najwyższą Wolą dla urządzenia interesów Radziwiłłow-
skich, aczkolwiek w jednym tylko roku 1805 massa fortuny ks.
Dominika Radziwiłła dała dochodu przeszło dwanaście miljonów
złotych, pomimo że bywały lata, iż ks. Dominik miewał po dzie-
sięć miljonów złotych leżących w gotowiznie! Dług rzeczony umo-
rzyła dopiero przedaż niektórych Radziwiłłowskich posiadłości.
Jako mała dywersja dla spraw ważniejszych okazały się, po
śmierci książąt Karola i Hieronima, podejrzanej autentyczności
obligi i zapisy na kilka miljonów złotych, o które była później
sprawa kryminalna w Warszawie z fabrykantami wekslów.
W roku 1793 generał Tutulmin zajął zamek nieświeżski na
swoją rezydencję a w r. 1795 na mocy imiennego ukazu Impe-
ratorowej uzyskał opiekę nad dobrami ks. Dominika Radziwiłła.
Generał Tutulmin w ciągu tych rządów swoich nie zostawił do-
wodu żadnej czynności, do jakich prawo opiekunów obowiązuje.
Natomiast pozostawił nadzór nad dobrami książęcemi ziemskiej
i miejskiej policji, że już nie wspomnieć o tem, iż listem pisanym
10 maja 1796 r. z Kamieńca Podolskiego zalecił Remmersowi ho-


133

rodniczemu nieświeżskiemu, iżby zabrawszy z zamku meble, prze-
słał je niezwłocznie do Żytomierza, na koszt małoletniego księcia.
Przez dwa lata wszystkie domy w Nieświeżu i Słucku, oraz zamek
zajęte były ciągle na kwaterunki i składy rządowe bezpłatnie,
przez co budowle opuszczone i zrujnowane zostały; rozebrany
został skład broni ś. p. księcia Karola, nie wyłączając armat;
panowie horodniczowie słucki i nieświeżski wstrzymywali opłaty
aręd, przez co małoletni książę na kilkadziesiąt tysięcy miał
szkody; wdawali się nieustannie w rządy ekonomji, przyczyniając
tem krzywd niemało; wyprowadzali włościan bezpowrotnie i t. d.
Wobec tych stosunków, radzono księciu Michałowi zrzec się do-
browolnie opieki; książę atoli, chcąc dom Radziwiłłowski z upadku
podźwignąć, udał się do Petersburga i wyjednał tam nowy ukaz
imienny Imperatora Pawła (r. 1796 grudnia 14), usuwający Tu-
tulmina od opieki i powołujący do niej napo wrót księcia Michała.
Jeżeli nie umiejętnym, jeżeli za mało energicznym, w każ-
dym razie jednak, przyznać mu to trzeba, gorliwym był opieku-
nem ks. wojewoda wileński i czasu jego rządów dobra Radzi-
wiłłowskie uszczerbku nie zaznały; przeciwnie nawet, część dłu-
gów, górą trzy miljony złotych, z nich zeszła. Książę Dominik
doszedłszy do pełnoletności objął fortunę wartującą przeszło 170
miljonów, obciążoną już tylko mniej więcej 60 miljonami długu.
Magnat poszedł początkowo utartą dziadów drogą, rzucając złoto
garściami, niewiele troszcząc się o jutro, ocuciwszy się atoli z próż-
niackiego życia wśród strasznych kataklizmów 1812r., własnej
jazdy pułk uformował, zaciągnął się pod sztandary Napoleona
i postrzałem armatnim kontuziowany, życie zakończył młode we
francuskiem miasteczku 11 listopada 1813 r. 62). Dla wyciągnięcia po-
zostałej po nim fortuny z bezładu powikłanych spraw, ustano-
wioną została komissja, działająca w imieniu jedynej córki i spad-
kobierczyni ś. p. ks. Dominika, księżniczki Stefanji Radziwił-
łówny. Na wniosek jednego z »gorliwych obrońców« wywle-

62) Ks. Dominik słusznie Krezusem litewskim zwany, był to młodzieniec
pełen ognia i życia, tańczący wybornie, jeżdżący jeszcze lepiej konno, po-
wierzchowności przyjemnej, awanturniczej odwagi, serdeczny, rozrzutny, za-
lotny. Słynna rozrzutnością dobra ordynackie prawie zrujnował, a po krotkiem,


134 

czono z grobu dzieje opieki ks. wojewody i z kilkoletnich olbrzy-
mich interesów kazano mu zdać olbrzymi rachunek. Zaczepiony
wykazał, że nie on massie dóbr księżniczki Stefanji cośbądź wi-
nien, ale przeciwnie jemu, b. wojewodzie wileńskiemu, należy się
ani mniej ani więcej tylko czerwonych złotych 176.324, złotych 5,
groszy 4 1/2. Nie wchodźmy w te kwestje; faktem jest, że książę
wojewoda upadającą i eksdywizji blizką fortunę, na ks. Dominika
spadłą, podźwignął i że względnie w świetnym ją stanie w ręce
najpierwszego na Litwie magnata oddał.
Na tem miejscu najbliżej nas obchodzącą sprawą jest zatarg
trzech ciotek małoletniego księcia z jego opiekunem.
Ciotkami temi były córki ks. Michała Kazimierza, urodzone
z Mycielskiej: Morykonina, Czapska i Massalska 2-o voto Gra-
bowska. Czapską ową była nie wyposażona Weronika, przyrodnia
siostra ks. Karola »Panie Kochanku«. Rościły one wszystkie trzy
pretensję: l-o do połowy majątku macierzystego; 2) do czwartej
części całej fortuny ojcowskiej (bez długów). Rzecz szła o prze-
szło 50 miljonów. Nie wskórawszy nic w Trybunale litewskim,

szalonem życiu, z szaloną odwagą znalazł śmierć wśród naszych legionów. Ge-
nerał Krasiński sam patrzał na śmierć towarzysza broni, a serce jego przy-
wiózł do Krasnego. W kościele krasneńskim, przy chrzcielnicy, w rogu filaru,
wmurowano skrzyneczkę z nadpisem: »Serce Dominika Radziwiłła Xiążęcia na
Nieświeżu, Ołyce etc. Majora Gwardyi polsko-francuskiej Napoleona Cesarza,
zmarłego w Lantheron we Francyi 11 Nowembra 1813 r. z odniesionych ran
na batalji pod Hanau, tu złożone przez jego byłego pułkownika Wincentego
hrabiego Krasińskiego Generała Dywizyi, w 1816 r.« (Ostatn. wojem, wileńska
przez X. M. R.).
Ukaz cesarza Aleksandra, datowany z Chaumont we Francji, dokąd był
zawiódł wojska rossyjskie pościg za Napoleonem, stanowił co następuje: 1) Kon-
fiskata dóbr po ks. Dominiku za prośbą ks. Antoniego kasuje się. 2) Dobra
ordynackie przenoszą się na osobę ks. Antoniego (syna Michała wojewody wil.).
3) Dobra dziedziczne oddają się w prawną sukcessję, a do nieletniej córki na-
znaczeni opiekunami ks. Adam Czartoryski, Wawrzecki oraz książęta Walenty
i Konst. Radziwiłłowie. 4) Ustanowi się do rozpatrzenia długów i interesów
komissja przez ordynata, wdowę po ks. Dominiku i wierzycieli wybrana, zło-
żona z dziesięciu członków z hr. Pociejem oboźnym litew. na czele. Pobierać
ona będzie 2% z czystego dochodu a działać będzie wszechwładnie tak w Rossyi
jak w Polsce i do niej wszystko regulować się winno. — Cesarz wiec utrzy-
mywał ordynację w całości, a dobrami allodjalnemi kazał spłacać kredytorów,
rozkładając ich długi na czas nieograniczony, (l. c. str. 214).


135

udały się ciotki małoletniego księcia z prośbą do cesarza Pawła
i zyskały ukaz imienny, dany wojennemu gubernatorowi Gole-
niszczewowi-Kutuzowowi z poleceniem, aby sprawa ciotek z ma-
łoletnim księciem sądem polubownym ukończoną została. Sąd
kompromisarski (1801), w którym na prezesa był wyznaczonym
Jerzy Białopiotrowicz pisarz wojskowy litewski, a na arbitrów
Feliks Chrzanowski chorąży brzeski oraz Górecki — odmówił
komportacji ogólnej a uznał tylko prawa skarżących do majątku
macierzystego. Czapska, Morykonina i Grabowska niezadowolone
z wyroku udały się ze skargą do cywilnego gubernatora Fryzela
i zyskały rozporządzenie, ażeby dekret kompromisarski był nie-
zwłocznie rozpatrzony w Sądzie głównym wileńskim. Książę-
opiekun apelował do Senatu a Rządzący Senat zaopinjował
(1802 r. marca 20), że wszelkie sprawy na sąd kompromisarski
oddane nigdzie indziej sądzone i ostatecznie wyrokowane być
nie mają jak tylko w tymże sądzie kompromisarskim; przeto też
wszystkie przedsięwzięte, wskutek zlecenia gubernatora Fryzela,
kroki procesowe — kasują się, a sąd kompromisarski zwraca się
do prawnego postępowania. Na tem skończyła się cała sprawa;
Czapska, Morykonina i Grabowska dalszego sądzenia się zanie-
chały i od pretensyj swoich odstąpiły 63). Po ustałej opiece, ks.
Dominik Radziwiłł ordynat bierze rzecz całą pod własną rozwagę
i decyzję i dla zaspokojenia Weroniki Czapskiej przeznacza dwa
miljony złotych. W miljonie złotych oddane zostały synowi Fran-
ciszka i Weroniki hr. Czapskich Karolowi dobra Stanków w pow.
mińskim a w sześćset tysiącach złotych dobra Żuprany z mia-
steczkiem, Nowosiółkami, Skirdzimami, wsiami i pomniejszemi na-
leżącemi do nich attynencjami 64), a że Nowosiółki i Skirdzimy

63) Głos produktowy ze strony J. O. Xiążęcia Michała Hieronima Radzi-
wiłła przeciwko Generalnemu Prokuratorowi massy fortuny J. O. Xiezniczki
Jejmości Stefanii Radziwiłłówny (str. 531); Obrona ze strony Prokuratora;
Głos assesoryjny tegoż; Kontr-rachunki etc. różnemi czasy do 1839 r. drukiem
ogłaszane.
64) Akt wieczysto wydzielczy i zrzeczny, podpisany i dokonany w dniu
27 maja 1811 r. imieniem J. O. ks. Dominika Radziwiłła przez pełnomocnika
i plenipotenta księcia, Ludwika Kamieńskiego chorążego ejszyskiego, prezydenta
Sądu Głów. 1-go dep. gub. mińskiej. Kopja urzędowa z r. 1847 w Nowosiółkach,


136 

były podówczas w dzierżawie Zaleskiego, a Żuprany w tenucie
arendownej niejakiego Grunberga, przeto ich raty dzierżawne
począł hr. Czapski natychmiast sam pobierać. Działo się to
w 1811 r.
Na samym wstępie pościgła dziedzictwo Czapskich gorsza
niż obie szwedzkie katastrofa. Cofające się w 1812 roku z pod
Berezyny na Wilno armje napoleońskie przeszły przez Żuprany
i Nowosiółki jak zawierucha, zgliszcza i ruinę zostawując po so-
bie. Jesienią 1812 r. spalono w Żupranach różnych budowli tak
dwornych jak włościańskich przeszło 180, zaś ogólna cyfra szkód
przez wojnę w Żupranach i Nowosiółkach wyrządzonych dosięgła
54.000 rs.65). Sam hr. Karol wziął czynny udział w wypadkach ów-
czesnych. Gdy w 1812 r. cesarz Napoleon przemienił gubernję
mińską na departament, hr. Czapski nominowany został dyrek-
torem skarbu tegoż departamentu; znajdował się w Głębokiem,
w głównej kwaterze wielkiej armji i Napoleon powierzył mu prze-
wiezienie kasy stamtąd do Warszawy, którą to missję hr. Czapski
pomimo trudności i niebezpieczeństw dopełnił szczęśliwie 66).
Po wróconej w kraju spokojności, dziedzic Stańkowa, Żu-
pran i Nowosiółek powołany został w 1816 r. przez obywatel-
stwo na wysoki urząd marszałka powiatu mińskiego, w Wilnie
zaś był członkiem komissji edukacyjnej litewskiej a przez lat
ośmnaście sprawował urząd kuratora szkół gubernji mińskiej.
Niemniej pracowitą była działalność hr. Czapskiego około ure-
gulowania własnych majątkowych interesów. On to pozałatwiał
między 1814 r. a 1826 rokiem owe niezliczone spory graniczne,

65) »W Żupranach w samem miasteczku, w którem partyzant moskiew-
ski tylko o godzinę minął się z cesarzem, spalili żołnierze z gruntu całe domy,
aby się przez kilka chwil rozgrzać. Blask tych promieni zwabiał nieszczęśli-
wych, których siła mrozu i ból rozdrażniły aż do szaleństwa; przybiegali jak
szaleni, wśród zgrzytania zębów i piekielnych śmiechów rzucali się na ogniska,
na których ginęli w straszliwych konwulsjach. Ich wygłodzeni towarzysze spo-
glądali na nich bez zgrozy; zdarzali się nawet tacy, którzy przyciągali do sie-
bie owe ciała zeszpecone i pokaleczone płomieniami, i aż nazbyt prawda, że
nieśli do ust tę obrzydliwą strawę! (Ségur. »Histor. Napoleona« II).
66) »Rodowód hr. Czapskich« drukiem ogłoszony w Paryżu, z drukarni
J. Claye bez daty. W bibl. Adama hr. Czapskiego w Nowosiółkach.


137

trapiące Radziwiłłów, a o których napomknęło się wyżej. Ucią-
żliwym zwłaszcza i zawikłanym był proces dziedzica Żupran ze
słynnym na powiat cały, wspominanym niejednokrotnie szambe-
lanem Bieńkuńskim, który, gdy swoim majątkiem nigdzie dóbr
hrabiego Czapskiego dosięgnąć nie mógł, kupił od Gałeckiego
dyfferencje folwarków Ponary i Migule, aby tylko módz zadrzeć
się z Czapskim. Jakoż i użył do woli tej rozkoszy w ogromnym
procederze, który w roku 1826 wszystkie niemal sądowe instancje
poruszył.
Kres sporów odwiecznych z Rokickimi położyło kupno fol-
warku Aloizowa w 1819 r. za 10.800 rs. i dołączenie onegoż do
fundum Nowosiółek. Aloizowo zwało się od dawien dawna Jac-
kowszczyzną i dziedzictwem było najpierw Kuszlów, następnie
w 1670 r. Koziełłów, do których też podówczas należały Olany-
Ożyszki (w rychle potem Pieślewiczów). Dopiero Aloizy Rokicki
nabywszy w 1783 r. Jackowszczyznę od Heleny Sołłohubowej
przezwał ją Aloizowem i nazwę tę folwark dotąd nosi.
Za dziedzictwa też Karola hr. Czapskiego przestał istnieć
w Żupranach zbór ewangelicki, aczkolwiek rozpadająca się jego
budowla przetrwała jeszcze czas jakiś i świeciła ruiną i pustkami
do lat niemal ostatnich.
Że był to jeden z najpierwszych zborów na Litwie, dowodzi
fakt, iż istniał już w Żupranach w 1595r. Mieliśmy przed oczami
dokument, stwierdzający, iż w tym właśnie roku Stanisław Kor-
winus kaznodzieja żuprańskiego zboru, zamianę gruntów czynił
z sąsiadem swoim Bartłomiejem Narbuttem właścicielem pobliz-
kiej Narbutowszczyzny. Nie ulega również wątpliwości, że fun-
dowali go Radziwiłłowie, od samych zawiązków Reformacji do
»nowinek genewskich« skonwinkowani. Zaś i zapewniać niepo-
trzeba, że dziedzice Żupran świadczyli wciąż i świadczyli zbo-
rowi, ile który chciał i mógł - dla tern bezpieczniejszej i pew-
niejszej substancji i samego zboru ewangelickiego i jego kazno-
dziejów, preceptorów, rektorów, alumnów, oraz szpitali, również
wdów, sierot, ubogich przy każdym ewangelickim zborze szuka-
jących pomocy i opieki. Raz po raz administraturo wie i dzier-
żawcy żuprańskiej Radziwiłłowszczyzny otrzymywali polecenia,


138 

Nowosiółki. Weranda pałacowa.

aby interesa zboru pilnie i uczciwie strzeżonemi były. Tak n. p.
w 1661 r. pisze Bogusław Radziwiłł, naonczasgeneralnyksięstwa
Pruskiego gubernator, brański, poszyrwincki etc. starosta do dzier-
żawcy Żupran: »Ponieważ z synodu kiejdańskiego jest naznaczony
do zboru żuprańskiegoksiądz Bogusławski, nie wątpię że Wmp. z powinnej
ku chwale Bożej gorliwości w tem poczuwać się będziesz, co do 
zatrzymania onej na tamtem miejscu należy. Osobliwie żądam, abyś
Wmp. dla odprawowania nabożeństwa i mieszkanie dla pomienionego 
księdza wystawić kazał na gruncie moim, gdzie się miejsce
najsposobniejsze pokaże. Co tem prędzej być może, gdy młyn spustoszały
na szopę obrócony będzie. A de zdawna kaznodziejom zboru żuprańskiego był
w tej majętności pewny grunt ograniczony, który iż teraz cale jest zni-
szczony, gdy przyjdzie do posessyi onego, pilno requiruję i żądam, aby
pomienionemu kaznodziei wszelka obrona od krzywdzących sąsiadów
była i salarjum, ponieważ w tych czasach tak złych, takie być nie
może jakie antiquitus w tej majętności postanowione było, żeby go
takie dochodziło, jakie być może.
Więc gdy poddanych do zboru należących odyskiwać będzie, żeby w tem nietylko
przeszkody żadnej

Pałac w Nowosiółkach - Gabinet.


139 

nie miał, ale owszem doznał pomocy. A że za teraźniejszem spustosze-
niem przez samą plebanję drogę uczyniono, aby zabroniona była
chcę mieć«. (Z Wilna 6 Decembra 1661). Stałapodówczas plebanja zbo-
ru na wyspie, dookoła rzeką Oszmianką otoczona.
W 1716 r. zbór żuprański ledwo się trzymał ze wszech stron
podparty; okien było siedm, z których trzy deskami zabite. Dzwon-
nica na babińcu, dwa dzwony z trudnością dźwigająca, chyliła się sro-
motnie, trzymał się tylko względnie dobrze szpital na cmentarzu
stojący; 

Nowosiółki. - w pałiicowem wnętrzu. 

ogrodzenia dookoła nie było. Z upadku tego dźwignął dom Boży
- rozumie się przy Radziwiłłowskiej pomocy — Wielebny w Bogu
ksiądz Daniel Reczyński consenior dystryktu wileńskiego, najechawszy
na żuprańską plebanję we wspomnianym powyżej roku. Do zboru należał
od dawien folwark Omelany, należała wieś Juszki, należało kilka sianożęci,
kilkanaście niw i sched, kilka włok gruntu leżących szachownicą
wśród kuszlańskich posessji, należała lasu włoka między Wołoj-
ciami i Klejami, włoka gruntów dookoła plebanji samej, jezioro
w Raczunach itd. itd. — słowem wyposażenie co się zowie. Nadto
zaś wiele osób postronnych śpieszyło z jednorazowemi ofiarami,
annuatami, darowiznami. Tak np. w 1730 r. niejaka Jmp. Helena
Murawska zbudowała sobie na placu nad rzeką Oszmianką, do
zboru należącym, budynek mieszkalny i do końca życia w nim
przemieszkawszy, darowała go seniorom ewangelickim. Toż samo
uczyniła i Jmp. Anna z Gumińskich Wilamowska »zostawszy
w stanie owdowiałym a chcąc życie przy chwale Bożej prowa-
dzić i one konkludować«. Erygowała na placu zborowym w Żu-
pranach dworek z kilku gospodarskiemi budowlami, zawarowała
sobie w nim dożywotnią spokojną rezydencję i zamykając po-


140

wieki, zborowi go w pośmiertnym upominku ofiarowała. A i cho-
rążyna starodubowska Łaniewska-Wołłkowa, osiadłszy na doży-
wotniej dewocji przy zborze żuprańskim, zapisała temuż zborowi,
w 1754 r. zamieszkiwany dworek. Na co przeto jak na co, ale na
dochody zbór żuprański nie mógł się użalać. — Dobre i złe czasy
jego przeminęły.
Dźwignięciem nowej rzymsko-katolickiej świątyni na miejsce
lichej cmentarnej kapliczki drewnianej, w której parafjalne od-
prawowało się nabożeństwo, zajął się gorliwie syn Karola hr.
Czapskiego, Adam, ożeniony z córką Henryka hr. Rzewuskiego,
dziedzic w spadku po ojcu wziętych Żupran i Nowosiółek. Bu-
dowę rozpoczęto w 1854r.; wypadki krajowe ją przerwały, a do-
kończył dzieła syn hr. Adama, dzisiejszy Żupran i Nowosiółek
właściciel.
Wspomniany hr. Adam, kochający się w naukach ścisłych
i sztukach, rezydował w Nowosiółkach, które rychło stały się
dawnej Radziwiłłowskiej Żuprańszczyzny głównem ogniskiem.
Do osobliwego atoli splendoru podniósł Nowosiółki obecny ich
właściciel, syn hr. Adama, też Adam, z Jadwigą Rejtanówną oże-
niony. W 1893 r. stanął w Nowosiółkach nowy pałac rezydencjo-
nalny o czterdziestu kilku pokojach, w którym znalazły wygodne
pomieszczenie: zasobna bibljoteka, oraz piękny zbiór obrazów
(Tiepolo, Canaletto i inni).

Rozglądając się po sąsiedztwie rozległej Radziwiłłowskiej
Żuprańszczyzny, znajdujemy oprócz wspomnianych już Możej-
kowa, Kuszelewszczyzny, Mostwiliszek i Olan:
Ponary i Hamzicze starodawne siedziby tatarskie. Hamzicze
przedane w 1561 r. przez Warkę Iwaszkiewicza Żukowi Arbur-
dowiczowi; dziś wieś. Ponary nabyte w r.1540 od Tatarów przez
Jerzego Radziwiłła wojewodę wileńskiego, własność następnie
Fiedora Łastowskiego, przedane przez tegoż w r.1559 znowu
Tatarowi Kurmanowi Achmietowiczowi; z biegiem wieków prze-
chodzą przez ręce Dawidowiczów, Wołłków, Bielaków, Rogińskich,


141 

dostają się wreszcie Gałeckim, w których posiadaniu były jeszcze
przed kilku laty. Dziś w russkich ręku.
Strypuny — starodawne dziedzictwo Kociełłów.
Stymony (Sthemony — jak czytamy w dawnych dokumen-
tach) należały w r. 1585 do Hrehorego Andrzejewicza i grani-
czyły z Węsławiętami (Wojsławientami) Mikołaja Monwida Doro-
hostajskiego wojewody połockiego. W r.1597 są one w posia-

Nowosiółki. — Pałac.

daniu Stanisława Ginwida Kubiłojcia, sąsiadującego z Sakowi-
czem, z którym rozlicznych stymońskich gruntów zamianę czyni.
W następstwie całemi Stymonami zawładnęli Sakowiczowie, a je-
den z nich Jakób Gabryjel wykroił z tej majętności, w r.1703, samo-
istny folwark z lasu i sianożęci złożony, nazwany przezeń Tal-
muciszki. Folwark ów przedany został Chodźce, ożenionemu z Sa-
kowiczówną. Rodzili się, żyli i umierali Chodźkowie w Talmu-
ciszkach, aż wreszcie w r. 1757, po stryju bezdzietnym Józefie
Chodźce starościcu Zawistowskim, sędzi grodzkim oszmiańskim,


142

wzięli folwark Kazimierz i Bogumiła Markiewiczowie. Brat Ka-
zimierza, Antoni, przedał Talmuciszki w r. 1788 Stanisławowi
Czyżowi rotmistrzowi oszmiańskiemu, ówczesnemu całych Sty-
moń właścicielowi. (Odnośne dokumenta w Karpuciszkach Lisiec-
kich pod Borunami). Stymony, wśród górzystej, kamienistej, za-
padłej, drobnemi dróżkami pociętej, zagajnikami usianej okolicy
własnością dziś są Czyżów.
Poniżej Stymoń i Talmuciszek — Nowa-Słoboda osada staro-
wierów, nabywców tej ziemskiej posiadłości od Chądzyńskiego,
ojca właściciela Bierwieńciszek. Po drodze ze Stymoń do Myssy
Bukatych ładnie na wyniosłem płaskowzgórzu leżący folwark
Skuratowo, dziś Terleckiego.
Po lewej stronie traktu wileńskiego: Barańce, przechodzą po
Wojniuszach i Baranowiczach do Chomińskich. Do niedawnych
czasów należały do Samuela Świebody, ożenionego z Żylińską;
obecnie kupione przez Aleksandrowicza z prawosławną żonatego.
Skiłondziszki vel Blindziny w r. 1641 dziedzictwo Halszki
z Czyżów Pawiowej Narkowiczowej. W r. 1684 należą do Stefana
Ostrowskiego chorążego wendeńskiego i żony jego Teresy z Su-
listrowskich. Dziś folwark nieduży Kossackich.
Ankudy po Gintowtach i Ankudowiczach przechodzą w r. 1805
do Kazimierza Świebody. Obecnie folwark Kukielów.

Na zachód od Żupran rozciąga się obszar ziemi niemały
przed wiekami jeszcze noszący nazwę Kuszlany.
Był on ongi i pozostał rozdrobionym na pewną liczbę sa-
moistnych ziemskich posiadłości, których rozgraniczenie ścisłe,
wspólna nazwa Kuszlany niepomiernie utrudnia. Dość powiedzieć,
że dziś jeszcze na wzmiankowanym szmacie ziemi mamy leżące
obok siebie: Kuszlany będące obecnie w posiadaniu Kazimierza
Szafnagla i jego żony Marji z Sulistrowskich, Kuszlany-Dorgiszki
inaczej Wierkielany własność Hryniewskiego, Kuszlany Jasiewi-
cza, Kuszlany Bohuszewicza, Kuszlany Tymowskiego, Kuszlany
Markowskiego, Kuszlany Mejnartowiczów. A co to dawniej było!
Jedne jedyne Kuszlany-Dorgiszki, zwano kolejno i Markowszczy-


143

zną i Kuszlanami Szklennikowskiemi i Koryznow-
szczyzną i Komarowszczyzną i Kuszlanami Wielkie-
mi i Kuszlanami Zabłockiego... Zlewały się owe
Kuszlany ze sobą, rozpadały się, tworzyły prze-
najrozmaitsze konstelacje majątkowe, gdyby szkieł-
ka przesypujące się w kalejdoskopie. Nieskończona
ilość sąsiedzkich granicznych zatargów, handlowa-
nie poddanymi, oddawanie z rąk do rąk dokumen-
tów, gubienie ich, posiłkowanie się coraz to nowemi,
ukutemi na poczekaniu, nazwami siół, uroczysk,
niw, łąk, lasów, sched, poletków — wszystko to wy-
twarza gmatwaninę, rzetelnie mówiąc, okazową.
Z odmętu tego wyłania się dochowana do
naszych czasów najdaw-
niejsza wiadomość o samoistnej Kuszlańskiej posiadłości, sięga-
jąca 1581 r. W czasie owym posiada w miejscowości, zwanej dziś
Dorgiszki, majątek nieduży podkomorzyna trocka Zofja Dorgo-
wiczowa. W spadku po niej bierze tę posiadłość córka wydana
za mąż za Protasewicza sędziego grodzkiego wileńskiego; dzie-
dziczy po niej syn Jan a w 1594 r. aktorami owych Kuszlan są
Paweł i Anna Protasewiczowie. Ci oddają je w zastaw za 800
kop groszy Janowi Muśnickiemu, niespokojnemu człeku, prawu-
jącemu się zawzięcie o używalność mostu na rzece Sikuni z jmć

Kościół w Sołach.
Dwór w Kuszlanach (Szafnaglów).


144 

panem Balcerem Wesołowskim, właścicielem Koziszek, leżących
nad rzeką Oszmianką. Muśnicki przelewa niebawem prawa swoje
zastawne na Faszcza, ale, pożałowawszy tego kroku, sam Kusz-
lany od Protasewiczów na wieczność nabywa. Syn Jana, Mikołaj
Muśnicki, lekce sobie ważąc ojcowiznę, przedaje ją w r. 1654 Se-
bastjanowi Petelczycowi.
Tuż w pobliżu tymczasem migoce inna kuszlańska mgła-
wica. W miejscowości, gdzie w 1533 roku siedzieli Skinderowie,
mająteczek nieduży utworzyli sobie Tomasz i Wojciech Szklen-
nikowie nazwawszy go, naturalnie, Kuszlany Szklennikowskie.
Sąsiadem Szklenników był Dawid Kory zna, też w Kuszla-
nach rezydujący. Drugim na innym flanku sąsiadem Szklenni-
ków był Tobjasz Rymsza — a zaś Rymszy, Koryzny i Szklen-
ników sąsiadem był pan Samuel Dziadowicz, rodzący się z Ostej-
kówny, właściciel też Kuszlan, ale większych nieco.
Jmć pan Dziadowicz Samuel pożarł sąsiadów swoich, sku-
piwszy między rokiem 1636 a 1639 ich posiadłości.
Utraćmy na chwilę z oczu pana Dziadowicz a. W samoist-
nych również Kuszlanach, również pod Dorgiszkami, rezydowali
Jan i Katarzyna ze Skirmuntów, primo voto Rymszyna, Demb-
kowscy, w rozwalonym domie, otoczonym pogniłemi i walącemi
się gospodarskiemi budowlami. Aktorowie tej smutnej dezolacji
wynieśli się z niej rychło, oddając ją w zastaw Trojanowi Krzy-
wińskiemu, który, też oczywiście zdegustowawszy się do niej,
przelew swojego zastawu na Dziadowicza uczynił. Tedy Demb-
kowscy przedają Kuszlany swoje Sebastjanowi Petelczycowi cze-
śnikowi oszmiańskiemu. Aliści oto zjawia się nagle i niespodzie-
wanie najprawniejszy na te Kuszlany sukcesor jmć pan Jerzy
Rymsza pasierb Dembkowskiego i opowiada, że do niewoli mo-
skiewskiej wzięty, nie mógł praw swoich dochodzić, ale teraz oto,
wrócony w kraj ojczysty, dołoży wszelkich starań, aby fortunę
utraconą odzyskać. Nie pomogły nic atoli te starania Rymszy,
zabiegi i procesy; Kuszlany zostały przy Petelczycu a raczej przy
dwóch synach jego, Adamie i Cypryjanie.
Widzimy tedy, że Kuszlańskich posiadłości przeważna liczba
skupioną była podonczas, w końcu XVII wieku, w ręku dwóch


145

właścicieli: Dziadowicza i Petelczyca. Na stronie zostali posiada-
cze jeszcze innych szczuplejszych Kuszlan, o których poniżej
mowa będzie.
Jednym z tych pomniejszych Kuszlan właścicieli był Ale-
ksander z Worony Czyż z Turówną żonaty. Ten jął pęcznieć
w ziemską fortunę. Jął skupywać drobne Kuszlanki, schedy po-
jedyncze od Lipków, Wierzbickich, Dziakońskich, Sokołowskich
i od krewnych swoich Czyżów i utworzywszy z tego aglomeratu
posiadłość względnie większą, zbył ją około 1700 r. Jakóbowi
Kijanowskiemu skarbnikowi oszmiańskiemu. Jak i skąd był się
ów Kijanowski w tych stronach wziął, nie mówią dzieje; wiemy
tyle tylko o nim, że w 1678 r. rozpoczął pod Żupranami dzia-
łalność swoją kupując od Iwaszkiewiczów Kuszlany Iwaszkie-
wiczowskie za 1.000 zł. Kupla ta wezbrała w nim apetyt. Kładzie
on kres dziedzictwu Dziadowiczów nabywając od ostatniej Dzia-
dowiczównej, za Kondratowiczem zamężnej, Kuszlany Dziado-
wiczowskie.
Rychło potem zawiązuje pertraktacje o Kuszlany z synem
Sebastjana Petelczyca Franciszkiem łowczym oszmiańskim, oże-
nionym z Karasiówną. Pertraktacje te atoli natrafiły na niemiłą
okoliczności komplikację. Łowczy oszmiański oddał był w zastaw
Kuszlany swoje Janowi Kazimierzowi Kirkorowi cześnikowi mści-
sławskiemu. Chcąc teraz Kuszlany Kijanowskiemu sprzedać, na-
leżało wejść w stosowny układ z Kirkorem, który jednak, sam
chcąc nabyć majątek, o przyjęciu zastawu słyszeć nie chciał.
Powziąwszy Kirkor wiadomość, że Petelczyc Kuszlany zbył, jął
płatać figle i dawnemu i nowemu ich właścicielowi. Dziewkę
na imię Zośka, szukającą gęsi i kaczek, przejąwszy na drodze,
do dworu swego zaprowadził, czeladnika Petelczyca w miasteczku
Sołach napadłszy zbił, urzędnika swego Łapę na jejmość panią
Kijanowską nasłał, który, zdybawszy ją w polu, słowami nie-
przystojnemi zdyfamował a kańczugiem pod nos kiwając i z pi-
stoletu strzelając ogromnie przestraszył. Pomienioną dziewkę
Zośkę, że była z Kuszlan się wyrwała, w Żupranach poścignął,
zbił, zmordował, i jako chciał nad nią się pastwił; samego Pe-
telczyca, z gośćmi do Sół jadącego, dopędził, przez całą milę za-
POWIAT OSZMIAŃSKI 1U


146 

biegał mu drogę, z muszkietu paląc, o śmierć chcąc przyprawić.
Wywiązał się proces szeroki i długi, aż wreszcie Petelczyc, człek
jak widać potulny, między młotem a kowadłem zostający, wszedł
w układ z Kijanowskim i Kuszlany swoje za 20.000 zł. przedał
Kirkorowi, od którego odkupił je, nie dawszy interesowi za wy-
grane, Kijanowski.
I rósł on dalej w fortunę ziemską. Pozostałą jeszcze z Ku-
szlan Rymszowskich schedkę nabywa od Dadziboga Janowicza
Rymszy w 1701 roku. W tymże roku nabywa za 4.000 zł. nie-
wiedzieć już które Kuszlany od Marcybelli z Warakomskich Sa-
muelowej Dmochowskiej, spadłe na nią po ojcu Stefanie i stryju
Gabryjelu. (W 1699 była je Dmochowska sprzedała Stanisławowi
Poźniakowi, chorążemu oszmiańskiemu, staroście żorańskiemu
za 3.000 zł., ale ten odrzekł się. Dla Kijanowskiego więcej widać
warte były).
Nietknięte zaborczą ręką Kijanowskiego zostały tylko Ku-
szlany-Wierkielany w aktorstwie - jeśli się nie mylimy — Łu-
kucjewskich oraz Kuszlany będące w 1655 własnością Barbary
Aleksiejowej Jasiewiczowej, która je testamentem zapisuje dwóm
synom swoim Andrzejowi i Michałowi Jasiewiczom.
Takim to sposobem pod aktoratem Kijanowskich powstała
największa obszarem majętność kuszlańska zwana odtąd często-
kroć i nie bez przyczyny Kuszlanami Wielkiemi. Po Kijanow-
skich została jedna jedyna córka Eleonora. Posażna ta panna
wyszła najpierw za mąż za Charmańskiego, następnie ponowiła
związek małżeński z Komarem, poczem stanęła po raz trzeci na
kobiercu z Zenowiczem a pochowawszy go i żal srogi utuliwszy,
zawarła związki, tym razem dożywotne, z chorążycem wołyńskim
Czyrwińskim. Czyrwińscy, władając Kuszlanami, mnogie wiedli
procesa, między innemi np. o poddanych z Karolem i Teresą
Sulistrowskimi dziedzicami Szemiotowszczyzny. Z ręki Czyrwiń-
skich drogą kupna otrzymał Kuszlany ze wszystkiemi attynen-
cjami Ludwik Komar.
W 1749 r. Kuszlany należące do Franciszki z Kownackich
Komarowej podstolinej mozyrskiej oraz do trzech jej małoletnich
synów są w dzierżawie u Aleksandra Dziendoleta. W 1764 r. Do


147 

Kuszlan, oddanych w zastaw Jerzemu Siemaszce staroście tel-
szewskiemu, odrabiają pańszczyznę wsie Szczopany, Raczkiany,
Pociewicze i Golczuny; arendarz z dwóch karczem wnosi 600 zł.,
żyta wysiewa się beczek 25, owsa 25; ogół intraty majątkowej
wynosi 1056 zł. 26 gr. 2 szelągi. Mówiąc nawiasem, wspomniana
wieś Golczuny, własność skarbu Rzptej, nadaną została za wy-
sługi wojenne Jerzemu Komarowi wojskiemu wendeńskiemu przez
konstytucję sejmu walnego warszawskiego w 1662 r.; do Koma-
rów również należały folwarki: Kuszelewszczyzna i Kujałowszczy-
zna. W 1775 Tadeusz Komar oddaje w zastaw Kuszlany Janowi
i Zuzannie z Zabłockich Sobańskim. W 1779 Józef i Adam Ko-
marowie puszczają w zastaw Kuszlany Trojanowi Sawicz-Za-
błockiemu — i rychło potem część Kuszlan przechodzi w spadku
na Teklę z Komarów Kulwiecową, względnie na jej męża Józefa
Kulwieca stolnika powiatu zawilejskiego. W 1798 r. Jerzy i An-
toni Komarowie oraz Józef Kulwiec przedają Kuszlany ze wszy-
stkiemi attynencjami Trojanowi Sawicz-Zabłockiemu skarbnikowi
smoleńskiemu, po którym dziedziczą dwaj synowie Bernard
i Maciej.
Maciej Zabłocki prezydent sądu granicznego oszmiańskiego,
następnie podkomorzy oszmiański, zamierzając wstąpić w związki
małżeńskie z Poźniakówną, wymurował w Kuszlanach w 1811 r.
stylowy dom mieszkalny, po dziś dzień tę majętność zdobiący.
W skład majętności jego wchodziły, oprócz samego fundum (1811
rok) wsie: Kuszlany, Pociewicze, Szczepany, Raczkiany, Gajdzie
(obecnie folwark attynencyjny Kuszlan, u wsi), Kuchciki, Dorgi-
szki, folwark też Kuszlany, folwark Kuszlany-Wierkielany od Łu-
kucjewskich nabyty (dziś własność Hryniewskiego), zaścianek
Sikunie, zaścianek Rudziszki, wreszcie nabyte z exdywizji maję-
tności Solskiej Stanisława Poźniaka 1810 r. zaścianek Uciecha
oraz scheda w miasteczku Sołach, ogółem dusz 209. Trzej Macieja
bracia stryjeczni Andrzej, Ignacy i Tomasz mieszkają w dzie-
dzicznym folwarku swoim Pietkowszczyznie w pow. oszmiańskim.
Z Kuszlanami sąsiadują: Hrynkiewicz w Gawdziewiczach, Su-
pińscy w Strypunach, a Maciej Zabłocki zabawia się z nimi
w spory graniczne podobnie jak z Jasiewiczami siedzącymi o mie-
10*


148

dzę w Kuszlanach swoich, z Czyżami właścicielami folwarku Sty-
monie, wreszcie z Karolem hr. Przeździeckim o attynencję Smor-
goń, wieś i folwark Węsławienta. Syn Macieja Jan jeszcze w 1833
miał w swojem władaniu Kuszlany.
Odkupił je od niego Józef Sulistrowski z Sorokinówną żo-
naty, dziedzic Połoczan, a w dzierżawę od Sulistrowskiego wziął
je Skibiński (jedna jego córka poślubiła Dunina-Ślepścia, druga
Komara) i stale przez czas długi w nich mieszkał. Dopiero syn
Józefa Konstanty Sulistrowski, z Prószyńską ożeniony, Kuszlany
za rezydencję sobie obrał. W chwili obecnej stale przebywa
w Kuszlanach 67) i wzorowo kieruje tamtejszą obszerną gospo-
darką Kazimierz Szafnagl z jedyną córką Konstantego Sulistrow-
skiego Marją ożeniony 68).

Na przeciwległej Kuszlanom stronie Żupran, istnieje do dziś
dnia również nieco większa majętność nazwana Szumieliszki. W 1590

67) Cały obszar majątku wynosi 1200 dziesięcin; grunt piasczysto-gli-
niasty, żytni; płodozmian ośmiopolowy; prowadzoną jest od pewnego czasu
eksploatacja torfu na szeroką skalę dla celów agronomicznych.
68) Zarysu szczegółowszych dziejów Kuszlan pomniejszych, dookoła Ku-
szlan Szafnaglowskich rozrzuconych, nie kładziemy na tem miejscu raz dla
tego, że zupełny niedostatek dokumentów, jaki taki ciąg stanowiących, staje
temu na zawadzie, a powtóre, że luźnemi tylko wzmiankami czytelnika nużyć
nie chcemy. Już i tak dobicie się ładu wśród pełnego luk źródłowego mate-
rjału, odnoszącego się do dziejów największych w okolicy Kuszlan, przedsta-
wiało trudności o które, być może, rozbiła się ścisłość tego lub owego z przy-
toczonych faktów. Zarówno jako próbkę gmatwaniny, przez którą brnąć na-
leżało, jako też — jako okaz urzędowych z przed laty aktów, pozwalamy so-
bie przytoczyć wyjątek z dekretu kompromisarskiego rozgraniczającego w 1751
roku Gawdziewicze od Osipan. »Wyjechawszy — piszą pp. komisarze — od
Gawdziewicz dróżką między gruntami jpp. Hrynkiewiczów idącą, i przyje-
chawszy w koniec wideł tejże drogi rozchodzącej się, dążącej w prawo do
Węsławieniąt a w lewo do Wiszniówki, przy których widłach kamień wielki
przy drodze i ex opposito sosna ze znakami, z tych wideł odwróciwszy się
w lewo dróżką do Wiszniówki idącą, przy różnych drzewach różnemi znakami
in antecessum znaczonych, tą zaś dróżką pojechawszy, odwrócił się dukt jpp.
Hrynkiewiczów z pomienionej idącej do Wiszniówki drogi w lewo kręto i ciągnąc
się przy kamieniach granicznych aż do sosny alias choiny wielkiej klejmami
dawnemi oznaczonej i wraz za sosną do kamienia wielkiego granicznego; od


149 

r. ma je w dziedzicznem posiadaniu jmp. Maciej Grodź, który
umierając w 1646 zostawuje po sobie synów dwóch: Aleksandra
i Michała. Ci, dokupiwszy do Szumieliszek attynencją folwark
zwany Szarkomiedzie, do niejakich Ostrowieckich należący, roz-
dzielają między sobą ojcowiznę i Aleksander połowę dziedzictwa
swego sprzedaje Stanisławowi i Konstancji Rodziewiczom. Ro-
dziewicz umiera, żona jego wychodzi powtórnie za mąż za Li-
sowskiego, córka poślubia Dmochowskiego i obie one jako sukce-
sorki sprzedają ziemię swoją Iwaszkiewiczom 69). W 1761 Iwa-
szkiewiczowie przedają Szumieliszki całe wraz z attynencjami:
Szarkomiedzie, Kleje i Lachówka za 10.000 zł. Jerzemu Bogu-
sławskiemu, który 1772 zbywa je za takąż sumę Józefowi Nie-
kraszewiczowi. Odtąd pozostają Szumieliszki aż do połowy bie-
żącego wieku we władaniu Niekraszewiczów, poczem drogą spadku
przechodzą na Jana Sasinowskiego, w którego posiadaniu znaj-
dują się w chwili obecnej.

Wyjeżdżając z żuprańskiego rynku, porzucamy za sobą
wielką karczmę hr. Czapskiego oraz zbiegłą w dół na prawo ulicę
prowadzącą mimo młynu do Nowosiółek, pozostawiamy w lewo
dróżkę niedużą biegącą ku Szumieliszkom, przejeżdżamy mimo
drewnianego budynku, w którym mieszczą się liche kramki ży-

tego kamienia, odwróciwszy się kręto w lewo, zaczyna się miedza kamienna
in tractu której miedzy znajdują się kamienie opodal jeden od drugiego i ta
miedza extenditur do dróżki z Moskaliszek do Gawdziewicz idącej i do sosny
wielkiej dawniej znaczonej. Z tej dróżki w lewo kręto extenditur dukt do ka-
mienia wielkiego płaskiego per modum krzyża wyrażającego, od tego kamienia
przez łuh innemi kamieniami znaczony extenditur granica do miedzy kamien-
nej w borze będącej ciągnącej się do brzozy starej znaczonej i dalej taż mie-
dza borem przez pasiekę ad praesens przez jpp. Rodziewiczów żytem zasianą,
która miedza, lubo jest w pasiece zorana, jednak wspiera zoraną miedzę. Ex-
tenditur granica aż do drogi większej z Sół przez Gawdziewicze do Kuszlan
idącej...« i t. d. i t. d. przez trzy arkusze ścisłego pisma, z których połowa
wystarczy aby granicy między Gawdziewiczami i Osipanami — nigdy nie
odnaleść.

69) Akta procesu między Wołodźkami a Michałowskimi i Żebrowskimi -
w Taboryszkach Ważyńskich.


150 

dowskie, mijamy stojący tuż przy rynku na wzgórzu kościół,
i błotną, szeroką wprawdzie, ulicą, przy której siedziba stoi
asessora, wydostajemy się przez most nad małym strumieniem,
na północną Żupran stronę. Tuż za miasteczkiem rozramienia
się droga. Trakt, po którym dziś poczta kursuje, załamał się
w lewo — i poszedł pod górę, aby mimo Barańców dotrzeć do
stacji kolei żelaznej Soły — (nazwanej, mówiąc nawiasem, oczy-
wiście chyba dla tego Sołami, że zbudowano ją tuż pod dworem
Stanisława Żylińskiego... Dokurniszkami). My atoli trzymać się
będziem starego traktu, co poszedł linją prostą w kierunku mia-
steczka i dworu solskiego. Wiorsty trzy za Żupranami przecho-
wały się jeszcze szczątki byłej stacji pocztowej, na której i my
wędrówkę naszą po starym gościńcu zakończymy.
Na płaszczyźnie, która się tu szeroko rozwinęła, widnieje
opodal dwór. To Narbutowszczyzna, co nazwę swoją wzięła od
dziedzica swego z końca XVI wieku Bartłomieja Narbutta. Mie-
szkał tam jmp. Bartłomiej Narbutt jeszcze w 1611 r. — Była
potem ta majętność podżuprańska kolejno w posiadaniu Dow-
giałłów, Szymkowiczów i w 1750 Łaniewskich Wołłków; w 1781
przechodzi na własność Chomińskich i Zabiełłów, poczem około
1805 r. własność częściową stanowi Krukowskiego aż wreszcie,
zdaje nam się, że drogą spadku po Chomińskich, dostaje się
w ręce Karola Czernickiego. Przymusowo przedana po 1863 r.
jest we władaniu Rossjanina Nożyna, potem Baturyna, aż wreszcie
kupuje ją dzisiejszy właściciel Chodyko z prawosławną ożeniony.
Grobelką mimo narbutowskiego ogrodu, mimo dobrych za-
budowań gospodarskich tego ładnie położonego majątku, dalej
piaseczkami po równinie, przecinając lekką żyzną glebę, prowa-
dzi nas droga przez dużą wieś Iwaszkowce. Tuż za nią na lewo
cmentatarzyk wiejski z kaplicą drewnianą a o staj kilka najno-
wocześniejsza »ozdoba« krajobrazu - linja Libawo-Romeńskiej
kolei żelaznej. Plant kolejowy niemal że podcina pierwsze domy
miasteczka Sół.
Miasteczko, pożal się Boże; trochę błota, dużo śmiecia, dużo
żydowstwa, kilkanaście kramików, gmina... Cała ozdoba mia-
steczka plac duży, na flanku którego ubogi drewniany kościół.


151 

Rychło kończą się domy i droga sadzona prowadzi do leżącego
opodal, spowitego w zieleń starych kląbów, dworu; inna droga,
nieco biorąca się w lewo, również sadzona, biegnie paralelnie
do wstęgi rzeki Oszmianki przez wieś Degiesie pod Bonifaców.
Ze wzgórza, przeciętego tą drogą tuż pod Sołami, szeroko
i daleko wzrok sięga. Mamy oto przed sobą całe duże dziedzic-
two niegdyś — Poźniaków.

Rodzina Poźniaków, pieczętująca się herbem Grzymała 70),
używająca niegdyś przydomku »Krzywkowicz«, w kilku woje-
wództwach dawnej Polski osiadła, wywodzi się od Hrehorego
Krzywkowicza Poźniaka władającego majętnością Birżunie, sy-
tuowaną w księstwie Żmudzkiem, a nadaną mu w r. 1500 przez
króla Aleksandra. Synem jego był Iwan a wnukami Fiedor i Boh-
dan. Fiedor ów, »bojaryn czerkaśki« otrzymuje od króla Zy-
gmunta Augusta w wieczne dziedzictwo Białohorodkę, w woje-
wództwie kijowskiem, za przywilejem datowanym marca 27 dn.
1558 r. Brat jego Bohdan miał synów dwóch, Mikołaja i Ale-
ksandra, a o tym ostatnim wiadomo tyle tylko, że posiadał do-
bra Klimowszczyznę alias Krasny Staw w województwie po-
łockiem położone.
Szczegółów większą obfitość mamy dojnero o osobie syna
jego o Janie Franciszku, od którego, rzec można, wyszła linja pro-
sta Poźniaków w Oszmiańskiem osiadłych i majętnościami ziem-
skiemi tamże przez czas długi władających. Ożeniony był Jan
Franciszek z Anną Brygidą z Obrąpalskich (Obrompalskich)
i niewiedzieć czy istotnie tak bardzo ojczyźnie się zasłużył, czy
protekcje jakieś miał niezwykłe, dość, że przez długie lata cieszy
się niezmiennym króla Jana Kazimierza faworem. Król w 1660 r.
konferuje mu pisarstwo dekretowe W. Ks. Lit. a w 1663 pisar-
stwo ziemskie wileńskie 71), a obok urzędów spadają nań raz

70) Bez wież nad hełmem. Nie zaś herbem Bełty, jak pisze »Słów. Geogr.«
ani też herbem własnym, jak pisze Niesiecki.
71) W 1665 r. w procesie o Iwje między Sapiehami a kredytorami Ki-
szków figuruje Jan Franciszek Poźniak jako jeden z koraisarzów specjalnie


152

po raz wcale pokaźne ziemskie króla donatywy. I tak w 1650 r.,
przeto iż »urodzony Jan Franciszek Poźniak i przedtem w ró-
żnych okazjach odważne niejednokroć Nam oświadczywszy usługi,
w teraźniejszem Państw Naszych zamieszaniu wszystkie conditie
swoje in spolium wiarołomnemu nieprzyjacielowi puściwszy,
w statecznej ku Nam wierze perseveravit« daje mu król w doży-
wocie dobra Kuszliki w województwie połockiem; w ślad za tem
1663 r. daje mu Jan Kazimierz prawo dożywotnie na wójtow-
stwo potomszewskie w ks. Żmudzkiem; niedługo potem dostaje
mu się w dożywocie inna królewszczyzna, majętność Zorany
w starostwie żmudzkiem, która post fata Franciszkowstwa Po-
źniaków w 1677 r. przeszła na Połubińskich; dalej w 1665 otrzy-
muje Jan Franciszek w dożywocie dobra królewskie zwane: wój-
towstwo Korklańskie również w ks. Żmudzkiem sytuowane 72);
wreszcie w tymże 1665 r. otrzymują małżonkowie Poźniakowie
w dożywocie królewskie dobra Lachowszczyzna w województwie
połockiem (»wolni będą trzymać i używać aż do żywotów swoich
oboje albo która z nich dłużej żyć będzie osoba«). Otóż przeżyła

dla sprawy tej przez króla wyznaczonych. (Sapiehowie II. 167). Jest członkiem
trybunału skarbowego ustanowionego przez konstytucję sejmową 1661 r. ce-
lem uzyskania zaległych podatków (Vol. leg. IV f. 791).
72) »Jan Kazimierz z Bożej łaski i t. d. Oznajmujemy tym listem przy-
wilejem consensem Naszym komu to wiedzieć należy. Wniesiona Nam jest
prośba urodzonego Macieja Wojny, abyśmy dzierżawę jego wójtowstwa Kor-
klańskiego w X. Żmudzkiem leżącą z dworem, folwarkami, wsiami, zaścian-
kami, poddanymi na nich mieszkającymi, jeziorami i wszelakiemi z dawna
i teraz do niej przynależnościami, z osoby i prawa jego dożywotniego, na
osoby urodzonych Jana Franciszka Poźniaka pisarza ziemskiego wileńskiego
i Anny Brygidy Obrompalskiej małżonków ustąpić i cedować pozwolili. Do
której urodzonego Wojny prośby tem łaskawiej skłoniwszy się, iż merita
urodzonego Poźniaka pisarza ziemskiego wileńskiego, tak przy boku i dworze
Naszym jako i wojska W. X. Litewskiego przez czas niemały statecznie w cno-
cie i wierze zostającego, dobrze są Nam wiadome, że nietylko żadnemu nie-
przyjacielowi Ojczyzny Naszej bogatym onych munificentiom nie dał się po-
wabić, ale i zdrowia swojego, dla naszej całej Rzeczypospolitej usługi, nie ża-
łując, niemałe straty na własnej substantiey swej znacznie ponosić musiał,
w nagrodę tedy tego pomienioną dzierżawę wójtowstwa Korklańskiego — Ma-
ciejowi Wojnowi — na osobę Poźniaka i małżonki jego zrzec i ustąpić pozwo-
liliśmy«. (Consens królewski z Warszawy 24 stycznia 1665 — za podpisem pod
pieczęcią).


153

męża pani Anna Brygida i w 1672 r. włada sama Lachowszczy-
zna 73). Trzymał nadto jmp. Poźniak w zastawie od krajczego
Władysława Tyszkiewicza dobra Niemenczyn pod Wilnem oraz
w dzierżawie Zorany, żmudzką królewszczyznę 74). Były to ma-
jętności intratne, ani słowa, ale po większej części dożywocia
lub terminowe zastawy. Jedne dobra dziedziczne ojcowskie, Kli-
mowszczyzna, nie wystarczały dla jmp. Franciszka; pośpieszył
przeto, we wspomnianym 1665 r. chwycić w lot dobrą sposobność
i kupił za sumę 60.000 zł. — sytuowane w oszmiańskim powie-
cie dobra Soły.
Przed wiekami należały Soły wraz z miasteczkiem, dworem
i folwarkami najpierw do wspominanej już niejednokrotnie wiel-
kopańskiej rodziny Monwidów a następnie do wojewody wileń-
skiego Mikołaja Radziwiłła. Odziedziczył je po nim syn Jan
Radziwiłł, starosta żmudzki, po którym fortunę całą w spadku
wzięły trzy córki, a mianowicie: Anna żona Stanisława Kiszki
wojewody witebskiego, Petronela żona Stanisława Dowoyny wo-
jewody połockiego, i Elżbieta wydana następnie za mąż za Hie-
ronima Sieniawskiego wojewodzica bełdzkiego. Trzy te siostry —
»we środę przed św. Dorotą 1545 roku« — dział między sobą
dobrowolny uczyniły i z działu tego Soły wraz z miasteczkiem
i attynencjami przypadły na dolę Anny, która je w magnacki
dom Kiszków wniosła 75).

73) Konsens na wyrabianie towarów leśnych w Lachowszczyznie wdowie
Późniakowej przez króla Michała wydany.
74) Vol. leg. VII. f. 860.
75) »Imenie Soły dwór zo wsim budowaniem. Pasznia dwornaja, try poli
zasewajut na kożdy hod; żyta boczok semdziesiat u kożdom polu i jaryn
u tychże polach, czym może zasejat. Grunty serednyja. Sanożatej dwornych
nad rekoju Oszmenoju może byt wozów na trysta, bo łozoju zarośli; a nad
reczkoju Kiernowoju może byt wozów na dweste, też welmi łozoju zarośli.
Mesteczko Soły nad rekoju Oszmenoju, w samom rynoczku kosteł Rymski
nowo zbudowany na tom mestcu hde cerkow ruskaja była, (pry tom kostele
kniaź kotory maiet sełco Hołki, służob 7) w tom mesteczku służob 24, dymów
47. Z kożdoho domu płatu po 6 hroszy a chto piwo waryt, dat powinien 2
hroszy. Korczma dla hostey z kotoroie płaty i z młynów na ręce Oszmene za-
zaniatym na hod po 12 kop hroszey. Z toho mesteczka, na żniwa lete, tolko
powinni z kożdoho domu po dwa dni u tydzień od światoho Spasa do Usych


154

Janusz Kiszka, wojewoda połocki, ożeniony z Krystyną
z Druckich-Sokolińskich 76) funduje w miasteczku Solskiem ko-
ściół (oczywiście ów, o którym inwentarz z 1544 r. wspomina,
uległ był ruinie) 77) — i w 1632 przedaje dwór, miasteczko i fol-
warki za 60.000 zł. Danielowi Poniatowskiemu, wojskiemu wen-
deńskiemu. W rok już potem wszczyna się między Kiszką a Po-
niatowskim zwada o wieś Nowosiółki: czy ma ona czy nie ma
do nowonabytych Sół należeć? Z tego powodu nakazuje Sąd
trybunalski Soły corychlej i urzędownie — ograniczyć ale sprawa

Swetych. Z toho mesteczka inszoie powinnosti boisz niet«. Do głównego fun-
dum należały: »sioła Kowali nad reczkoju Kiernowoju dymów 18, Raczuny
nad rekoju Oszmenoju dymów 34, seło Śnigiewiczy dymów 11, seło Zaozerje
za ozerom Solskim dymów 17, seło Wiłejki nad ozerom Zmertwym dymów
9, (te dwa ostatnie sioła »dla lepszosti gruntu majut dawat po połboczki owsa
z każdoie służby i niewody do łowenia na tych ozerach ryb, rybi zimie i letie
łowiti i do dwora Solskoho oddawati powinni«), seło Wasiukowiczy nad recz-
koju Sikunieju, seło Tatarskoe Kropiwna dymów 18 (Tatarowie oprócz robót
posługi dworne na koniu odprawiali), seło Iwaszkiewiczy nad rekoju Oszme-
noju, seło Hołki pod Krewom, kotoroe teper derżyt kniaź (ksiądz) Jan Nie-
wiengłowski pry kostele Solskom, dworec Dubotołłski i seło Dubotołłki (za
Wilją w sąsiedztwie Daniuszewa, wysiewu beczek 25 żyta). Puszcza toho ime-
nia Solskoho z ostupami hołownymi poczynaiet sia od reczki Kuny u dolż
(w dół) do hranicy gruntów kosteła Smorgonskoho nazwanoho Łatyhoły na
czotyry mili, a w poperok od ozera Zmertwoho do reczki Ozeryna try mili.
W toy puszczy wsich ostupow czotyrnadcat welikich na łosy i inny zwier
diki, hdzie też i rysi dostawajut«. (Inwentarz sporządzony w lipcu 1544 r.
przez rewizorów zesłanych do Sół z ramienia dzielących się ojcowizną księ-
żniczek Radziwiłłówien. Kopia — w Bienicy. Oryginał — w Polanach).
76) Na nim wygasł w męzkiej linji ród słynnych magnatów. Janusz
Kiszka umarł 1653 r. w gnieździe rodzinnem Kiszków, w Krzywieżach (powiat
wilejski). Krzywicze zaś owe lat temu czterdzieści należały do Zenona Lubań-
skiego, a po śmierci jego przypadły z działu między dwoma córkami starszej
Zenonie poślubionej Stanisławowi Szwykowskiemu. Dziś są własnością p. Gór-
skiego ożenionego z Marją córką nieżyjących Stanisława i Zenony Szwy-
kowskich.
77) D. 21 kwietnia 1620 r. »w miejscu tem gdzie się herezja najwięcej
szerzyć poczęła była« a jednocześnie kaplicę w majątku Kiszków Daniusze-
wie, jako filję. Za Jana Kazimierza Szwedzi kościół solski spalili; nabożeństwo
odprawiało się w szopie. Dopiero w 1699 r., staraniem ks. Adama Skrzetu-
skiego, przy pomocy chorążego Stanisława Poźniaka, na starem podmurowa-
niu odbudowano nowy kościół drewniany. (Przyałgowski. Żywoty biskupów
wileńskich. II. 101.)


155 

ograniczenia przewleka się, raz »dla wielkich śniegów«, spadłych
w marcu 1635 r., to znowuż dla innych rozmaitych powodów.
Upragnione to ograniczenie dokonane dopiero zostało w 1637 r.
przez Korejwę sędziego ziemskiego oszmiańskiego. Daniel Po-
niatowski umarł w Sołach i odziedziczył je po nim syn Stefan,
który poświęciwszy się służbie Bożej, czas jakiś plebanem był
przy kościele własnego miasteczka. Gdy atoli kanonikiem krusz-
wickim został, i w tak odległe zbierał się przenieść strony, ojco-
wiznę swoją sprzedał - Janowi Franciszkowi Poźniakowi. Akt
wieczystej tej sprzedaży, podpisany 11 maja 1665 r., tegoż dnia
w Trybunale Głównym wileńskim przyznanym został. Taką to
rzeczy koleją, Soły, przeszedłszy przez ręce Radziwiłłów, Kisz-
ków i Poniatowskich, dostały się Poźniakom, w których nieprzer-
wanem władaniu aż do roku 1810 pozostawać miały.
Całe dziedzictwo po Janie Franciszku Poźniaku objęli sy-
nowie jego. Z nich Aleksander umarł wcześnie bezdzietny w Kli-
mowszczyznie, zaś Stanisław i Antoni oczyszczają z długów Soły
i 30 sierpnia 1686 r. dział między sobą czynią. Stanisław bierze:
Soły z miasteczkiem, wieś Wasiuki, wieś tatarską Kropiwno
z mieszkającymi w niej Tatarami, kilka jeszcze obrębów i niw,
oraz majętność Klimowszczyznę vel Krasny Staw w wojewódz-
twie połockiem. Antoni otrzymuje z rozdziału: dwór Raczuny
(nazwane później Bonifacowem) »gdzie przedtem wieś Raczuny
była«, wieś Snigiany nad rzeką Kiernową i Oszmianką, wieś
Zajezierze, wieś Wiłejkowicze (obecnie Wołejkowicze), folwark
Medryki-Kowale, z młynem na Kiernowie, nadto Chrytoniszki
i Piekieliszki w województwie wileńskiem. Obaj bracia zostają
kollatorami solskiego kościoła i piszą w dzielczym akcie: »Jeśliby
który z nas braci swą połowicę z działu dostała w cudze ręce
zbył, tedy ten, komu się ona dostanie, do kollatorstwa nic nale-
żeć nie powinien, ale przy tym, kto dzierżący będzie, ono zo-
stawać ma«.
Dziedzic solski, Stanisław, wdał się w ojca i zajął wśród
Poźniaków najwybitniejsze stanowisko. Sypnęły się nań urzędy.
Zostaje w 1685 stolnikiem oszmiańskim, w 1690 chorążym oszmiań-
skim, dostaje niedługo potem starostwo żorańskie. Razy kilka-


156 

naście był posłem na przedsejmowe sejmiki, jak świadczą listy
cyrkularne przez królów Jana III i Augusta II na imię jego
między 1682 a 1698 r. wystosowywane. On to, pan chorąży, da-
tuje z Sół uniwersały wzywające bracią szlachtę na sejmiki i po-
pisy 78); jemu konferuje król Sobieski w 1688 r. w dożywocie
dobra królewskie Zaborze w województwie połockiem, dotych-
czas w dzierżeniu Snarskiego podstolego połockiego, ożenionego
z Anną Poźniakówną. On to wreszcie nie przyjmuje pisarstwa
wielkiego W. Ks. Litewskiego i przywilej na nie oddaje w 1693 r.
w ręce Aleksandra Pawła Sapiehy marszałka nadwornego W.
Ks. Lit. dla odstąpienia komu bądź innemu na urząd ten ocho-
tniejszemu. Odstąpi p. Późniak przywileju ale nie — darmo; kto
da »1000 talarów« oraz »rumaka z rzędem i wsiądzeniem« war-
tości 1000 złotych, ten weźmie pisarstwo. Czy znalazł się ama-
tor i czy targu dobito? — nie wiemy. Żyje p. Stanisław w Sołach

78) »Jaśnie Wielmożnym, Wielmożnym Ichmościom PP. obywatelom po-
wiatu oszmiańskiego, moim wielce miłościwym Panom a Braciom. Przy odda-
niu uniżonej usługi donoszę, że applikując się nietylko do dawnych zwycza-
jów ale do samego o popisach powiatowych prawa, jako liberis votis Ichmość
panów, z łaski i affektów braterskich zostający in officio chorąztwa oszmiań-
skiego, abym się nie zdał być segnis do akkomodowania się Waszmośó panom
w urzędzie moim, bratersko zapraszam Wm. panów na sejmik Św. Michalski
popisowy i uniżenie proszę, abyście pro solito more z należytym porządkiem
do boju należącym, według kwitów, każdy ze swoich majętności przy sobie
samych poczty stawić raczyli tak usarskie jako i kozackie. Będzie to glorio-
sum samychże Wm. panów nomini, że veteri akkomodując się legi, suas uka-
żecie Martis vires, gdy na zaszczyt tej Ojczyzny in casum pospolitego rusze-
nia nie mniejszą w przyszły czas mieć możecie gotowość. A ja, przy uniżonej
usłudze mojej, naznaczywszy tego aktu dzień 29 Septembris, do woli Wm. pa-
nów applikując się, in loco locis czekać będę. Która to innotescentia aby pewniej
promulgowana była, do akt grodu oszmiańskiego dla publikaciej wcześnie
podaję. Datt. w Sołach R. Pańs. 1695. 30 Augusti. W. moich M. Panów i Braci
uniżony sługa Stanisław Poźniak chorąży oszmiański, starosta żorański. m.p.-
Lub innym razem, w 1700 roku: »...upraszam abyście na ten termin ze wszel-
kim wojskowym porządkiem i moderunkiem do Oszmiany z chorągwiami
przybywali, z dóbr zaś duchownych i pańskich, podług prawa pospolitego,
poczty aby do generalnej powiatu naszego były ordynowane chorągwi, Ich-
mość zaś panowie zastawnicy lub też per arendam ziemskie dobra trzymający
in suis personis do swojego każdy ma się łączyć rotmistrza, gdzie i ja na wy-
rażony termin i miejsce, da Bóg, przybywszy (jakom zawżdy zwykł), moją
usługę woli Wm. panów devuebo«.


157 

buńczucznie i szeroko; siostrę Krystynę wydaje za mąż za Szum-
skiego, córkę Annę za Buchholca stolnika upitskiego, wyposa-
żając ją 20.000 złotych; dwie młodsze córki Petronela i Marcjanna
ożywiają dom otwarty gościnnie. A w domu tym przeważnie rej
wiedzie żona jejmość pani Marcybella z domu Amforowiczówna,
niewiasta nie byle jakiej głowy i skrzętna nad wszelką pochwałę
gospodyni. Ta bowiem pani Marcybella potrafi jeszcze za życia
męża uzbierać a parte wcale piękny kapitalik, potrafi potem,
dożywocie mając na Sołach i administrując niemi czasu mało-
letności syna jedynaka, kapitał ów znacznie zaokrąglić, aby,
umierając, rozpisać w testamencie bardzo roztropnie i zacnie
sumy rozmaite nawet najdalszej rodzinie a zwłaszcza dzieciom
brata mężowskiego Antoniego, zmarłego w sąsiednich Raczu-
nach-Bonifacowie, z którym Poźniakowie solscy w świętej a przy-
kładnej żyli do końca zgodzie. Pobłogosławił Bóg pp. Stanisła-
wowstwu i w dobytku i w splendorze, odmówił im tylko liczniej-
szego męskiego potomstwa. Gdy starosta żorański spoczął na
sen wieczny w murowanych sklepach solskiego kościoła, pod
własnej fundacji ołtarzem N. M. Panny Różańcowej, gdy obok
mężowskich popiołów spoczęły zwłoki jego wdowy, ostał się dla
Sół dziedzic jeden jedyny, syn starosty Dominik.
Testament ojca sporządzony w Sołach 13 sierpnia 1711 r.
legował mu co następuje: Soły (przy nich jako attynencje fol-
wark Sikuń i folwark Koziszki) 79), Raczuny Bujwidowskie ku-

79) Porównaj: »Samuel Koziełł-Poklewski strażnik oszmiański, Karol
Trzeciak dworzanin skarbu W. X. Lit., Aleksander Michałowski poborcowie
powiatu oszmiańskiego. Oznajmujemy tym naszym kwitem, iż Wielmożny
Jmć pan Stanisław Poźniak chorąży powiatu oszmiańskiego, stosując się ad
mentem Constitucyi sejmu warszawskiego anni 1690 legis novellae, podymnych
ośmioro ratę, którą z majętności swych Sół, Koziszki i Sikunią, w powiecie
oszmiańskim będących, z karczmami, młynami z dymów piętnastu w tejże
parafii solskiej, do nas poborców oddał, summa złotych sześćdziesiąt, z czego
Jmści kwitujemy. Pisań w Wilnie dnia 28 Januaryi anno 1691«. Podpisał Trze-
ciak i subcollector Longin.
Tenże folwark Sikuń vel Sikunie, albo też Sikunia, przechodzi w 1679 r.
testamentem od księdza Melchiora Giedrojcia» z familji i urodzenia książąt
Giedrojciów litewskich« do XX. Bonifratellów wileńskich. Od nich tez ów fol-
wark nabyli Poźniakowie.


158 

pione za 18.000 zł., Kuszlany, w powiecie oszmiańskim nabyte od
Samuela Michałowskiego, Hłyboczany w województwie mińskiem,
majętność Korwie-Mejszagołę w województwie wileńskiem, ku-
pioną przez matkę, to jest przez p. Annę Brygidę Franciszkową
z Obrompalskich po śmierci męża Franciszka Poźniaka, folwark
Rzesza-Pałuciszki, nabyty od Niesieckiej pisarzowej ziemskiej
połockiej, Dekśniany Koreywińskie w województwie mińskiem,
kupione od Kęsowskiej, wspomnianą majętność dziadowską Kli-
mowszczyznę, Puciłów-Łużki, majętność nabytą od Walickich,
Dunaje kupione od Zaleskich w województwie mińskiem sytuo-
wane, wreszcie domy w Wilnie i Oszmianie.
Dominik, podkomorzy oszmiański (na mocy przywileju króla
Augusta III z r. 1744) przymnożywszy fortuny nie w ziemiach
ale w kapitałach, które czasu śmierci jego, u osób rozmaitych,
na rozmaitych posiadłościach ziemskich lokowane przeszło 70.000
zł. wyniosły, umarł w 1752 r. Zostały po nim dzieci małoletnie:
czterech synów Stanisław, Ignacy, Antoni i Franciszek oraz trzy
córki Marcybella, Teresa i Teodora, nad któremi, z testamentowej
woli Dominika Poźniaka, opiekę mają ksiądz Sapieha koadjutor
wileński, Jerzy hr. Fleming podskarbi litewski i Tadeusz Ogiński
kasztelan trocki. Siostry otrzymały posażne sumy przez ojca
w testamencie wyznaczone, dział majętności ziemskiej między
braćmi nastąpił dopiero w 1763 r. po zejściu w młodym wieku
ze świata najstarszego z braci, Stanisława. Mocą tego dobrowol-
nie dopełnionego aktu dzielczego dostały się Franciszkowi Soły
wraz z miasteczkiem i attynencjami, Antoniemu Klimowszczyzna,
Hłyboczany i Kuszlany, zaś Ignacemu Raczuny Bujwidowskie 80),
Korwie i dom w Wilnie.
Gdy się to dzieje, majętność Raczuny Wielkie, które odtąd
stale nazywać będziemy Bonifacowem, nazwą dzisiejszą, prze-
chodziły koleje spadkowe po linji Antoniego Poźniaka brata Sta-
nisława. Antoni umierając oddał je synowi Marcjanowi, a gdy
po zejściu ze świata tegoż Marcjana, przyszło między trzema jego

80) Owe Raczuny Bujwidowskie należały w 1599 r. do Jana Wieliczki
podstolego oszmiańskiego, który z Kiszką Stanisławem niektóre ich grunta na
grunta przyległych Sół pozamieniał.


159 

synami do działu, otrzymał je nie rotmistrz Adam, nie Tadeusz
horodniczy oszmiański, ale ksiądz - ksiądz Maciej Poźniak. Do-
bra to rzecz majętność ziemska, ale jak dla księdza, ambara-
sowna wielce. Oto pięknego poranku otrzymuje ks. Maciej pro-
bostwo miadziolskie. Daleko, — zabrać z sobą Raczun-Bonifa-
cowa ani sposób. I oto, podobnie jak niegdyś ksiądz Poniatowski
z Sołami, tak teraz ks. Maciej nie wie co począć z majątkiem
swoim. Jedyna rada — sprzedać. Jak się rzekło, tak się stało.
Aby nadto Bonifaców ów »z rodziny« nie wyszedł, przedał go
ks. Maciej Poźniak krewnemu swojemu p. Franciszkowi Poźnia-
kowi właścicielowi Sół, sąsiadujących jak dziś tak i wówczas
o miedzę z Bonifacowem. Dobito targu 19 stycznia 1776 r. za
sumę 135.000 zł. pol. i takim to zbiegiem okoliczności znów w je-
dnego właściciela ręce wróciła cała niemal Poźniakowszczyzna
oszmiańska. Do Bonifacowa — mówiąc nawiasem — należały jako
attynencje dwa folwarki też Raczunami zwane, a mianowicie Ra-
czuny kupione od Chomskich i Raczuny Warakomskie zwane
następnie »Warakomszczyzna«, nabyte od spadkobierców jmć
pana Karola Warakomskiego 81).
Potomkowie Adama i Tadeusza Poźniaków przenieśli się
w strony Mohilewskie i żadnych o nich wiadomości nie mamy.

31) Mateusz Szedgajło Warakomski w 1650 r. posiadał majętność ziemską
Polany, pod samą Oszmianą położoną. Wskutek zatargów z sąsiadami zbrzy-
dziwszy sobie tamte strony, przeniósł się w pobliże Sół, gdzie nabył folwark
Raczuny, zwane odtąd Raczuny Warakomskie. W tychże Raczunach swoich
umarł Mateusz, zostawując je synowi Jerzemu. W spadku po Jerzym przeszły
Raczuny na Karola i Konstantego. Karol, odkupiwszy od Konstantego jego
część Raczun, służył wojskowo pod chorągwią pancerną Michała Kazimierza
Kozła (Koziełła) podkomorzego oszmiańskiego, rotmistrzem był, i nieustannie
do obozu go ciągnęło, na potyczki z Turkami »gdzie w takowych okazjach
albo życie, albo i też na placu poledz spodziewać się trzeba«. Ten to Karol,
wyjeżdżając w 1684 r. po raz jeszcze jeden do obozu, pisze w Raczunach te-
stament i poleca, aby »ciało moje grzeszne, jeśli przywiezione w ojczysty kraj
będzie, jako ziemia ziemi, przez miłą małżonkę moją Jejmość panią Leonorę
Karolową Warakomską i Jmć pana Konstantego Warakomskiego, brata mego
starszego rodzonego, obrzędem ewangelickiej wiary, w które-jem się urodził
i wychował, bez żadnego kosztu i pomocy świata tego, tylko zażywszy sług
bożych, kaznodziejów, w polu Raczuńskiem, wedle Jchmościów dziada i babki
moich, oddane być ma«. Po dziś dzień, w polu między Raczunami Salmonowi-


160 

Antoni, właściciel Hłyboczan, był surrogatorem ziemskim
oszmiańskim. Co stało się z jego dwoma synami i z dziedzicz-
nym ich majątkiem nie wiemy. O Antonim znajdujemy ślad w do-
kumencie dowodzącym, że w 1781 r. wziął on w zastaw majętność
Karola Radziwiłła Rubieżewicze w województwie mińskiem (po
baronowej Fersenowej generał-majorowej wojsk rossyjskich) 82)
Ignacy, stolnik oszmiański, umarł w swoich Raczunach-Bujwi-
dowskich, Raczuny te zapisawszy w dożywocie siostrze rodzonej
Teresie, starej pannie, która mieszka w nich aż do śmierci, to
jest do 1815 r. Franciszek, sędzia ziemski oszmiański (na mocy
przywileju Stanisława Augusta z 1765 r.), następnie marszałek
ziemi oszmiańskiej (z przywileju Stanisława Augusta 1794 r.)
umiera w Sołach nie sporządziwszy testamentu, zostawując pię-
ciu synów, z których Tadeusz i Dominik poumierali rychło, prawa
swoje do dziedzictwa odstąpiwszy bratu Stanisławowi.
W roku 1804 nastąpił dział między trzema synami Fran-
ciszka Poźniaka. Najstarszy Stanisław, pisarz ziemski oszmiański
(z elekcyj powiatowych) wziął: Soły z miasteczkiem i folwarkami
Wiłejkowszczyzna oraz Pakoszów, wsie Wasiuki, Rudnię Solską
i Rudnię Starą, Uciechę, Wiszniówkę, Rudziszki, młyn i staw
solski, jezioro zwane »Martwe« oraz karczmy na gruntach tych
posiadłości. Józef, deputat do sądu głównego litewskiego (1802),

cza a Warakomszczyzną przechowało się miejsce, sosenkami porosłe, gdzie
według miejscowej, żywej jeszcze tradycji, w ciągu mnogich lat chowano »niem-
ców«, to jest ewangelików i gdzie Szadgajłów Warakomskich dziada, ojca i syna
spoczywają popioły. Lat temu niedawniej jak ze trzydzieści pogrzebiono tam,
w czystem polu, cyrulika solskiego Frolanda. Karol Warakomski zapisał Wa-
rakomszczyznę w dożywocie żonie i zostawił synów dwóch Bogusława i Adama
oraz dwie córki i od tych to jego spadkobierców Poźniakowie, przypuszczal-
nie Antoni lub Marcjan, odkupili Warakomskie Raczuny około 1700 roku. (Po-
rów.: str. 95.)
82) W nadgłówku odpowiedniego »konsensu«, pisze się Karol ks. Radzi-
wiłł iście »monarszo« - jak następuje: »Karol Stanisław Radziwiłł, książę na
Ołyce, Nieświeżu, Birżach, Dubinkach, Słuchu, Kopylu, Czartorysku, Klechu,
y Świętego Państwa Rzymskiego hrabia na Mirze, Szydłowcu, Krożach, Ko-
pyci, Koydanowie, Kieydanach, Bielicy, Żmigrodzie, Białym Kamieniu, Zabłu-
dowiu y Białłey a na Żółkwi, Złoczowie, Pomorzanach, Newlu, Siebieżu etc.
Pan y Dziedzic, wojewoda wileński, orderu Białego Orła, Św. Andrzeja i Św.
Huberta kawaler«. W otoku pieczęci takiż napis łaciński.


161 

sędzia ziemski oszmiański (1809), chorąży oszmiański (1811), sę-
dzia graniczny (1814), podkomorzy oszmiański (1817), otrzymał
z działu: Bonifaców, wsie: Snigiany, Zajezierze, zaścianki De-
giesie, Żółty Piasek i Perechody, młyn i staw w Śnigianach, je-
zioro zwane »Ryże«, oraz odpowiednie karczmy. Regis (właściwie
Franciszek Regis) najmłodszy z braci wziął podobnie jak Józef
1/5 ojcowizny a mianowicie: Warakomszczyznę, wieś Warakom-
szczyzną, zaścianki Koński-Bór, Milcieje, Podbrzozy i obręb »Lu-
cyniewski«, ».z wolnym w nich propinacji utrzymaniem«, z pod-
danymi obojej pici, z całym ich dobytkiem i t. d. »oprócz dziew-
czyny Olechnianki przez nas siestrze naszej, JWPannie Ludwice
Poźniakównie marszałkównie powiatu oszmiańskiego, wieczyście
ustąpionej«. Nadto Józef nabytą wspólnie ze Stanisławem od
Szemiottów w 1802 r. majętność Nowosiółki w gubernji wileń-
skiej, w powiecie zawilej skini temuż Stanisławowi na wieczność
ustąpił.
W roku 1804, najstarszy z Poźniaków Stanisław był też
i najmajętniejszym. Do Sół 83) jego niebawem przyłączyły się
i Raczuny Bujwidowskie, które w 1815 r. przeszły na niego po
śmierci dożywotnicy na nich, siostry Teresy. Siostra Teresa miłu-
jąca ogromnie brata Stanisława, jemu też cały swój osobisty ka-
pitał i całą swoją ruchomość zapisała w testamencie. W tymże
jej testamencie, w Raczunach Bujwidowskich na krótko przed
śmiercią pisanym, znajdujemy legat po 1.000 zł. dla dwóch syno-
wie, córek Józefa, dla Konstancji (później Święcickiej) i dla Anny
(później Benisławskiej). Pochowano siostrę Teresę podkomo-
rzankę na solskim cmentarzu. Nadto Regis przedaje bratu Sta-
nisławowi Warakomszczyznę. Fortuna ta pokaźna niebawem roz-
paść się miała. Stanisław Poźniak miał długi przewyższające war-
tość wszystkich posiadanych majętności. O nim to do dziś dnia
przechowuje się opowieść, że nagabywany o złożenie dowodów

83) Jesienią 1794 r. — jak czytamy we współczesnej notatce — ze zda-
rzonej pod miasteczkiem Sołami potyczki między wojskiem rossyjskiem a Po-
lakami, z okazji strzałów z armat i ręcznej broni, zgorzał w Sołach kościół,
dom plebański, wszelkie kościelne ubiory i księgi metryk, chrztów i po-
grzebów«.


P0WIAT OSZMIAŃSKI.
11


162 

szlacheckiego pochodzenia, przesłał na ręce odpowiedniego za-
rządu... wykaz swoich długów, tłumacząc się jasno i dobitnie:
»Komużby, jeśli nie szlachcicowi, pokredytowano na taką sumę!
Oto mojego szlachectwa dowody.« Nastąpiła eksdywizja. Dnia 10
maja 1810 r. z wileńskiego głównego sądu II-go departamentu
wyznaczony sąd konkursowy zarządził rozdział ziemi i podda-
nych między Stanisława Poźniaka kredytorów.
Soły z miasteczkiem i folwarkami pomniejszemi wzięli z po-
mienionej eksdywizji Sobańscy i po śmierci Tadeusza Sobań-
skiego spadły one wraz z Dokurniszkami sukcessyjnie na dwie jego
córki Brygidę i Pelagję Sobańskie. Brygida wzięła Dokurniszki,
które niebawem mąż jej Dmochowski, dla pokrycia długów po
ś. p. Tadeuszu Sobańskim pozostałych, sprzedał Hippolitowi Ży-
lińskiemu; Pelagja zaś, wypłaciwszy siostrze 18.000 rs. nadwyżki,
wzięła Soły. Taż Pelagja, poślubiona generałowi Antropowowi
wyznania prawosławnego, narodowości rossyjskiej, zamieszkała
po śmierci męża w Sołach i tam dom otwarty i gościnny pro-
wadziła do końca życia. Po jej śmierci, synowie nie mogąc zgo-
dzić się na dział równy między sobą, przedali Soły obecnemu
ich właścicielowi Iwanowowi.
W Bonifacowie 84), władając nim i rezydując w nim do śmierci,
umarł w 1847 r. podkomorzy Józef Poźniak, urodzony w 1769 r.
ostatni z rodu Poźniaków dziedzic w Oszmiańszczyznie. Spadek
wzięły po nim dwie córki, Anna i Konstancja. Z rozdziału ma-
jętności całej, na dolę Konstancji przypadły Raczuny Bujwidow-
skie; Anna otrzymała Bonifaców. Przez rok jeden 1847—1848
gospodarzył w Bonifacowie mąż Anny Poźniakówny, Antoni Be-
nisławski, po którego śmierci w 1848 r. nastąpionej, Bonifaców
stał się własnością małoletnich jego dzieci. Dwaj bracia Bolesław
i Bronisław Benisławscy po dojściu do pełnoletności, podzielili
się ojcowizną; starszy Bolesław wziął w posiadanie Annopol
w gubernii witebskiej, Bronisław otrzymał Bonifaców, w którym
zamieszkał. Po śmierci Bronisława, uwięzionego w 1864 r. i zmar-
łego w wileńskim więziennym szpitalu w 1865 r., przeszedł Bo-
84) Liczącym w 1839 r. 211 dusz męskich.


163 

nifaców w posiadanie brata jego, Bolesława Benisławskiego,
który go sprzedał Bazarewskiemu, Tatarowi, obecnemu Bonifa-
cowa właścicielowi.
Raczuny Bujwidowskie przeszły eksdywizyjnem prawem
w ręce Józefa Poźniaka i dostały się po nim w spadku córce
Konstancji Adolfowej Święcickiej, mieszkającej z mężem
w Niestaniszkach w powiecie świeńciańskim. Po śmierci mę-
ża, przeniósłszy się do leżącego w pobliżu Sół Dzialina
(Ożugirami dawniej zwanego), sprzedała Konstancja Święci-
cka swoje Raczuny Bujwidowskie w 1869 r. wnuczce (po
matce) Józefa Poźniaka, Konstancji Benisławskiej, żonie
Władysława Salmonowicza. 
Raczuny Bujwidowskie przestano nazywać  »Bujwidow-
skiemi«; zowią się one odtąd wprost Raczuny i drogą spad-
kową, po śmierci Władysława i Konstancji Salmonowiczów,
przeszły w posiadanie jedynego ich syna, dzisiejszego
Raczun właściciela, Mieczysława Salmonowicza. Nieduży to, ale
pod względem urodzajności gleby oraz stosunkowej obfitości
siana, a i niemniej pod względem dobrego zagospodarowania,
jeden z najlepszych majątków w powiecie.
Trzecia wreszcie część solskich majętności Poźniaków, Wa-
rakomszczyzna, nabyta z eksdywizji 1810 r. przez Malinowskich,
przedaną została przez Władysława Malinowskiego Bazarew-
skiemu, wspomnianemu wyżej nabywcy Bonifacowa.

*) Według olejnego portretu, będącego w posiadaniu p. Aleksandra Be-
nisławskiego. 

Podkomorzy Józef Poźniak*)
1847.

DOOKOŁA GRAUŻYSZEK.

Graużyszki. — Okolica. — Dziedzictwo Naruszewiczów. — Giedejki. — Wial-
butów. — Obie Piktusze. — Łubianka. — Jmć pan szambelan Bieńkuński. —
Bołtup. — Jędrzej Śniadecki.
Zakreślany w promieniu Oszmiany krąg kilkunasto-wior-
stowy zawiedzie nas w dalszym ciągu na szeroki, piasczysty,
wzgórzysty gdzieniegdzie, dobrze utrzymany gościniec, podąża-
jący w południową od Oszmiany stronę, na Klewicę.
Już zdaleka bije w oczy na wzgórzu samotnem wśród rów-
niny stojący kościół graużyski. Nie dojeżdżając do tej starodaw-
nej siedziby, mijamy opodal traktu leżący w prawo Bołtup Śnia-
deckich, cały w rozległe moczary pogrążony, oraz tuż przy trak-
cie, pod wioską, nastroszony kilku wysokiemi krzyżami, gęstem
drzewiem porosły, malowniczo położony, okalający skromną ka-
pliczkę, cmentarz Horodniki, na którym prochy Jędrzeja Śnia-
deckiego spoczęły.
Przebywamy nie bez trudu małą grobelkę, mając w oddali
po lewej ręce pokaźnie wyglądający dwór graużyski i oto jesteśmy
w małem miasteczku, liczącem koło 200 mieszkańców. Jedyną
jego okrasą — położenie samo. Wyniosłość, na której je przy-
czepiono, stanowi wododział dopływów Niemna, t. j. Mereczanki,
Wilji i Berezyny, a krajobraz, rozwijający się dookoła przed
oczami, nie bez powabu i pewnej okazałości. Na zachodzie »w dali
oddaleniem sinej« nizkie, wilgotne łąki łubiankowskie, gęste wial-
butowskie lasy; na południu pod wsią Łojciami, wyniosłość jedna


166

z najwyższych w powiecie; na wschód, prawie że widoczne, białe
mury holszańskiego kościoła... Kościół graużyski prześlicznie
sytuowany. Kto go w tem miejscu umieścił, smak miał i gust
miał nie zawadzający wcale zapobiegliwości o chwałę Bożą. Nie-
stety jednak o zrobieniu z Graużyszek tego, coby zrobić można —
ani marzyć. Uboga parafja, dusz trzy tysiące z czemś licząca,
zdobyła się, coprawda, niedawno na dzwon nowy, kilka miłości-
wych osób z sąsiednich parafij pozwoliło sięgnąć w piękne lasy
swoje, zacny proboszcz ksiądz Wysocki niedosypia i niedojada
krzątając się około jakiej takiej restauracji świątyni Pańskiej —
ale ani dzwon z Warszawy sprowadzony, ani kopa bierwion, ani
energiczne usiłowania proboszczowskie, podobnie jak przysło-
wiowa jaskółka, jeszcze wiosny nie stanowią.
»Kronikarze litewscy — czytamy w »Słowniku Geograficz-
nym« — odnoszą początek Graużyszek do połowy XI wieku, do
czasów podaniowego bohatera Litwy, kunigasa Erdziwiłła, któ-
rego wódz Grauża na otrzymanym wydziale za współudział
w uwolnieniu ziem litewskich z pod zawisłości od Rusi, był za-
łożycielem tego gródka. Za istnieniem tu warowni przemawia
samo położenie Graużyszek, dominujące nad otaczającemi oko-
licami. W każdym razie jest to bardzo dawna osada, starożytność
której potwierdza i nazwa czysto litewska, pochodząca od słowa
graużu co znaczy: gryzę, albo od grauzas — piękny«.
Tyle »Słownik Geograficzny«. Nie ulega natomiast wątpli-
wości, że dobra Graużyskie, rozciągające się dookoła istniejącego
i obecnie miasteczka, należały w 1588 r. do Melchiora Grauży-
Snowskiego kasztelana witebskiego 85).
Po śmierci kasztelana, żona jego Barbara darowuje wszyst-
kie dobra po mężu jej pozostałe, a mianowicie: Graużyszki, Gie-
dejki, Poholszę, Klewicę — Naruszewiczom kasztelanowstwu mści-
sławskim. Po zejściu ze świata kasztelana mścisławskiego zostali
dziedzicami tych dóbr wdowa Halszka z Komajewskich i syn je-

85) Może od tych to właśnie Graużów poszła nazwa Graużyszki? nie zaś
Grawźy z kronik Bychowca i Stryjkowskiego. J. Karłowicz (»Pam. Fizjogr.«
1884.) wyprowadza nazwę Graużyszek od litewskiego słowa grauż — żwir.


167
 
dynak małoletni Albrycht 86). Matka i syn przedają w 1605 r. do-
bra Graużyszki Janowi Korsakowi sekretarzowi J. Kr. Mości.
Jan Mikołaj Korsak zapisał w 1618 r. znaczne sumy, a mia-
nowicie dobra Jasie w w powiecie zawilejskim, dom w Wilnie
i 800 kop groszy litewskich, opartych na Graużyszkach i Kon-
waliszkach, w celu utworzenia przy akademji wileńskiej funduszu
(bursy) korsakowskiej na utrzymywanie w przeciągu dziesięciu
szkolnych miesięcy dwudziestu uczniów z narodowości litewskiej,
dziesięciu z rodziny Korsaków i dziesięciu z innych domów ubo-
gich. Z funduszu tego i dziś korzysta dwudziestu biednych wy-
chowańców wileńskiego gimnazjum 87). W owym czasie samo fun-
dum Graużyszki ze wsiami Łójcie, Pawiłojcie, Kraniańce, Widoj-
cie i Paszkiele miało wysiewu żyta beczek 80, jarej pszenicy
beczek 7.
Jan Korsak pisarz ziemski oszmiański przedaje Graużyszki
swoje Szymonowi Butrymskiemu, po którym dziedziczy syn Mar-
cin i umiera, zapisawszy Graużyszki na wieczność żonie swojej
Halszce z Bychowców. Niedługo ta »wieczność« jmp. Halszki
trwała. W rok po śmierci męża przedaje ona majętność grauży-
ską, w zastawie 20.000 zł. u Sulatyckiego będącą — Ostafjemu
Kierdejowi, ożenionemu z Zofją Chrapowicką, za sumę 40.000 zł.
Działo się to w 1641 r. i stał już podówczas w miasteczku Grau-
żyszkach kościół, o którym twierdzą »Rubrycelle«, że przez Kier-
deja fundowany został 88).

86) Porów. Niesiecki. Wyd. Bobrowicza 1841, t. VI. 524. Do Rudominów —
jak utrzymuje »Słownik Geograficzny« — Graużyszki nigdy nie należały. Trzy-
mał je tylko za aktorstwa Snowskich w zastawie Jan Rudomina burmistrz
ówczesny miasta Wilna.
87) »Słownik Geograficzny«.
88) »Słownik Geograficzny« podaje wiadomość, że kościół w Graużysz-
kach fundowany był »przez niejakiego Ostafjusza Kordeja niewiadomo w któ-
rym roku«. Widzieliśmy wyżej (»Z Oszmiany do Borun«) że Ostafij z Radzi-
wonowicz Kierdej starosta rosieński, sędzia grodzki i podstoli grodzieński, na-
stępnie kasztelan żmudzki, posiadał - między 1628 a 1639 r. - wcale pokaźny
obszar ziemi między Krewem a Holszanami; przypuścićby tedy można, że ów
to właśnie Ostafij Kierdej, z Chrapowicką ożeniony, wzniósł kościół w Grau-
żyszkach w pierwszej połowie XVII w. nie będąc jeszcze właścicielem tej ma-
jętności. Na to jednak żadnych źródłowych dowodów nie mamy.


168 

Z działu między trzema synami Ostafieja otrzymał Grau-
żyszki w r. 1663 syn jego Aleksander cześnik oszmiański, któ-
rego córka Helena, oddawszy rękę swoją w zamęźcie Mateuszowi
Romerowi podkomorzemu trockiemu 89) wszystkie dobra ojcow-
skie a między niemi i Grauźyszki z Rałłowszczyzną wniosła
w dom Römerów. 
Helena Römerowa, umierając w 1715 r. zapisała testamen-
tem Graużyszki jednemu z synów swoich, Stefanowi Romerowi.
Ten, prawem w r. 1765 kwietnia 12 dnia wrydanym, oddał Grau-
żyszki w zastaw ks. ks. Jezuitom wileńskim za 80.000 zł. Dzie-
dziczył po nim syn jego Damazy. Ten był kapitanem wojsk pru-
skich w czasie siedmioletniej wojny, a wróciwszy do kraju pełnił
urzęda najpierw chorążego a potem podkomorzego województwa
trockiego. Pojąwszy za żonę Katarzynę Ważyńską i fortunę swoją
licznemi przykuplami pomnożywszy, zostawił Grauźyszki dwóm
synom Hilaremu i Onufremu oraz trzem córkom. Bracia Röme-
rowie pomarli bezdzietnie a siostra ich Aloiza, wydana za mąż
za Michała Korsaka, wniosła Grauźyszki napowrót w dom daw-
niejszych tej majętności właścicieli 90). Ostatnim polskiej narodo-
wości dziedzicem Graużyszek, liczących oprócz lasów 887 dzie-
sięcin uprawnej ziemi, był Adam Korsak, od którego w r. 1867
aktorat tej pięknej majętności przeszedł do obecnego Graużyszek
właściciela — Połozowa.

Giedejki. Majętność ta, dziś nieduża, a niegdyś pokaźne dobra
tworząca, głęboko w lasy i rozbagnione okolice z nad źródeł Me-
reczanki zasunięta, w początku XVI wieku stanowiła własność
Wizgirdów. Wizgirdowie owi, ród możny i zamożny, posiadali
również sąsiadujący z Giedejkami Wialbutów i lekce sobie ważąc

89) Synowi zasłużonego obywatela i wojownika, mianowanego generałem
artylerji W. Ks. Lit. przez Jana Sobieskiego 1687 r. (Niesiecki. Wyd. Bobro-
wicza 1841, t. X. 382. Kopja testamentu Mateusza Romera generała artylerii
z 1699 r. w Polanach).
90) Niesiecki. »Słownik Geograficzny«. Dokumenta, znajdujące się w Ta-
boryszkach i Nowosiółkach, oraz akta uprzejmie dostarczone piszącemu przez
p. Miohałowe. Wołczaską i przechowywane w Polanach.


169 

niezabudowany, może nawet mało dostępny kawał ziemi, posia-
dłość zwaną Giedejki z rąk swoich wypuścili.
W r. 1550 są one w dziedzictwie Mileckiego, wójta wileń-
skiego, a wsie giedejskie Stulgi, Murzyny, Bujniany, Bieciuny,
należą do oszmiańskiego starostwa. Mileccy wyprzedają Giedejki
Melchjorowi i Barbarze z Kłoczków Snowskim kasztelanowstwu
witebskim, ówczesnym dziedzicom Graużyszek, którzy Giedejek
i Graużyszek będąc właścicielami, przykupili do nich folwarki:
Klewicę, Poholszę i Trzesiakowszczyznę. Po śmierci Snowskiego,
wdowa jego Barbara dobra te wszystkie swoje darowała wiecz-
nością w r. 1588 Stanisławowi Naruszewiczowi, wówczas kaszte-
lanowi mścisławskiemu, a następnie smoleńskiemu, ożenionemu
z Halszką Komajewską. Niebawem Stanisław Naruszewicz dni
życia dokończył, a żona jego, kasztelanowa smoleńska, zarzą-
dzając wszystkiemi majątkami czasu małoletniości jedynego syna
Albrychta, jeszcze przed rokiem 1600, dawne fundum Giedejki,
sytuowane tam, gdzie dziś wieś Łopiejki leży, skasowawszy, nowy
dwór, gdzie dziś znajduje się fundum Giedejki, założyła.
Taż wielce zamożna, roztropna i zapobiegliwa o wszelkie
dobro ziemskie pani, pilnie zajęła się ścisłem dwojga majętności
swoich, Graużyszek i Giedejek, rozgraniczeniem; następnie zaś
Giedejki, pięknie zabudowawszy, puściła w zastaw sędziemu ziem-
skiemu oszmiańskiemu Bielikowiczowi i — jak to często bywa -
doprowadziwszy i Graużyszki i Giedejki do chwalebnego ładu
i porządku, obie te posiadłości zbiegiem niezależnych od niej
okoliczności przędąc była zmuszoną. Graużyszki kupił Jan Kor-
sak skarbny W. Ks. Lit., pisarz ziemski powiatu oszmiańskiego;
Giedejki zaś nabył w 1608 r. Lacki, od którego odkupił je w r.
1615 Bohdan Podbipięta a córka jego wniosła je posagiem w dom
Korsaków. Szczęsny i Adam Korsakowie, właściciele i Graużyszek
i Giedejek, mając nieustanne z zastawnikiem Giedejek Bieliko-
wiczem waśnie o granice, aczkolwiek tak ściśle przez Narusze-
wiczową a następnie przez samego Korsaka ojca odznaczone, chcąc
wyzbyć się kłopotu, przedają Giedejki w 1626 r. Andrzejowi Bokie-
jowi. Ten przedał je Jerzemu Korfowi, od którego nabył Giedejki
w 1655 r. Adam Litawor Chreptowicz wojewodzie nowogrodzki.


170

Widzimy tedy, ilu w ciągu niepełnych lat stu zmieniły Gie-
dejki właścicieli, podczas gdy prawo zastawne na nie utrzymało
się sukcessyjnie w jednej zastawników, Bielikowiczów, rodzinie.
Odtąd mieli zmieniać się z równą po sobie szybkością zarówno
właściciele wieczyści jako i właściciele zastawnicy.
Chreptowicz wykupuje Giedejki od Bielikowiczów i we wspo-
mnianym 1655 r. oddaje je w zastaw za sumę 12.000 złotych pol.
niejakiemu Wulfowi Grang-Krygierowi. Należały podówczas do
Giedejek wsie: Giedejki, Buniany, Bieciuny, Krejwany, Stulgi,
Murzyny, osady chłopskie w Lepuńcach i w Wilczanach, zaś
wyobrażenie o tem jak sam dwór podówczas wyglądał, daje nam
»inwentarz« Giedejek dla Wulfa Grang-Krygiera przez Chrepto-
wicza sporządzony.
»Wjeżdżając — czytamy w nim — do dworu od Oszmiany
wrotami, które są stare, z tarcic robione, po lewej ręce dom
wielki, gontami podbity. Od domu w lewo kuchnia dranicami
kryta, dalej stajnia »robiona na konie« słomą kryta, przy niej
»wrota dwoiste«, a od stajni idąc ku folwarkowi świrnów nowych
trzy a za niemi świren czwarty stary. Za temi świrnami »sad
wiszniowy« niebardzo wielki; przy tem sadzie nieopodal browar,
dalej piekarnia na warzywo i studnia; przy niej »prosto idąc« -
budynek gospodarski o kilku izbach z kuchnią i komorą, tak
zwany »rumek gospodarski«. Przed tym »rumkiem« syrnica stara,
zaś idąc od niej w lewo, jeszcze jeden świren słomą kryty, przed
którym piwniczka »zła, zawalona«. Dalej stajenka mała, a przy
niej stajenka nowa, »osobliwa«. Wreszcie dostajemy się na gu-
mnisko przez wrota dranicami kryte, mimo osieci i tokowni. Oto
i gumno wielkie, w którem na końcu jeszcze jedna osieć, za tem
gumnem drugie i trzecie gumno, chociaż to ostatnie bardzo już
stare. Zwracamy ku oborom trzem, a od nich znowu przez wrota
z dranic, wracamy ku domowi. Dwór cały częścią płotem, częścią
parkanem ogrodzony. Oprócz wiosek pańszczyźnianych, wymie-
nionych wyżej, na dworską robociznę składali się t. zw. »boja-
rowie« na włóce ziemi każdy osiadły, oraz osadnicy na półwło-
kach. Ci pierwsi, oprócz zwykłego prawem i zwyczajem uświę-
conego odrobotku, obowiązani byli dawać do dworu od każdej


171 

włoki co rok po 4 kopy groszy gotowemi pieniędzmi, po beczce
żyta, beczce owsa, po 2 gęsi, 4 kury i po »jajec sztuk dwadzie-
ścia«; ci drudzy, półwłokowi osadnicy, dawali co rok do dworu
oprócz zwykłej robocizny po 24 grosze litewskie, po beczce owsa
i żyta, po dwie gęsi, po kur czworo i po »jajec sztuk dwadzie-
ścia«, obowiązani byli straż odprawiać, dawać »podwody do
Wilna i gdzie tego potrzeba okaże«. Plon pszczół zarówno je-
dnych jak drugich szedł na połowę dla nich i do dworu.
Przyszła wojna moskiewska, a z nią spadła na zasobną i po-
kaźną majętność Chreptowiczów ruina. Zburzono przedewszyst-
kiem zabudowania dworskie, których ponowna erekcja koszto-
wała possesora do 2.000 zł.; znikła z powierzchni ziemi wieś Gie-
dejkami zwana, »przez wojnę moskiewską i przez powietrze pod-
dani wyginęli« a tylko puste grunta zostały w dwornej dyspo-
zycji. Do tego wszystkiego, czasu possesji owego Wulfa Grang-
Krygiera, »kupiectwem zatrudnionego a na odpór sąsiadom nie-
śmiałego mieszczanina«, wielki uszczerbek w granicach te dobra
poniosły. To też Chreptowicz Adam pozbywa się Jmć Pana
Wulfa, zwracając mu zastawnych 12.000 zł. oraz 2.000 zł. wydanych
na podźwignięcie zabudowań dworskich i w 1680 r. puszcza w za-
staw Giedejki jmć panu Jerzemu Wawrzyńcowi Ziemie podsto-
lemu oszmiańskiemu, pisarzowi skarbowemu W. Ks. Lit. Jak tam
z gospodarką słychać było za czasów »nieśmiałego na odpór są-
siadom mieszczanina« nie wiemy, trzeba jednak jmć panu Wul-
fowi oddać tę sprawiedliwość, że na erekcję zabudowań gospo-
darskich sumptu i pracy nie żałował. P. podstoli oszmiański, obej-
mując w zastawne dzierżenie majątek, znalazł na miejscu starego
mieszkalnego domu »rum« nowo zbudowany z izbą w cztery
sążnie, z komorą, o drzwiach »z zaszczepkami na zawiasach«,
o pięciu oknach »szklanych w drzewo oprawnych«, z piecem ka-
flowym białym; za tym rumem rum drugi, jeszcze obszerniejszy
a przed temi dwoma domami mieszkalnemi zielenił się nawet
»ogródek z różnemi ziółkami«. Świecił się browar nowy, drani-
cami kryty, stały w podkowę trzy obory, wrotami ku gościńcowi
zwrócone, dawniejszą stajenkę zastąpiła nowa wielka stajnia
z pomostem »i porządkiem należytym«, opodal wznosił się świren


172 

w dwa piętra, jak należy w drzwi zamczyste opatrzony, a za
płotami w polu kiełkowało na zwilżonej wiosennemi deszczami
glebie czterdzieści beczek żyta. Wsie Bieciuny, Stulgi, Buniany,
Murzyny i Kreywany odrabiały jak przed trzydziestu laty obo-
wiązkową pańszczyznę; nie było już tylko osady chłopskiej w Wil-
czanach, bo tej p. Wulf Grang-Krygier nie miał już czasu od-
budować.
W ciągu następnych lat siedmnastu Jmć p. Ziemło prawo
swoje zastawne na Giedejki odprzedał Jmć. p. Łapie, za którego
posessyi pesessorowie Klewicy (naówczas w aktorstwie Mosiewi-
czów będącej) silnie podcięli puszczę giedejską, włók czterdzieści
obejmującą. Ważniejsza atoli wnet miała nastać zmiana. W 1697 r.
właścicielami Giedejek zostają małoletni Chreptowiczowie Antoni,
Tadeusz, Michał oraz dwie Chreptowiczówny, jedna wydana na-
stępnie za mąż za Jundziłła, druga za Kontryma i opiekunowie
tych małoletnich, tegoż samego roku sprzedają Giedejki chorą-
żemu lidzkiemu Mosiewiczowi.
Mosiewicz włada niemi niedługo, bowiem już w 1705 r. sprze-
daje Giedejki Jerzemu Girdzimontowi-Szymkiewiczowi pisarzowi
skarbowemu W. Ks. Lit. panu mnogich dóbr i włości, dziedzicowi
naówczas sąsiadującego z Giedejkami Wialbutowa. Odtąd, to jest
od 1705 r. złączone ze sobą Wialbutów i Giedejki wspólne prze-
chodzą losów koleje przez lat przeszło sto t. j. po 1831 r.
Wialbutów, inaczej przez czas długi Zabłociem zwany, stanowił
podobnie jak Giedejki w pierwszej połowie XVI w. własność dzie-
dziczną Wizgirdów. Z czasów owych - rok 1521 - przetrwały
dokumenta, świadczące, że część Giedejek Wizgirdowie na wie-
czysty zapisali fundusz ks. ks. Franciszkanom oszmiańskim.
W 1605 r. włada Wialbutowem Jarosz Szymonowicz Mekrasze-
wicz a w 1630 r. syn jego Adam. Attynencję wówczas Wialbutowa-
Zabłocia stanowi folwark Wialbutowo-Fabjanowskie, zwane Wy-
soką. Po Niekraszewiczach zostaje dziedzicem Wialbutowa 1699 r.
Jerzy Wawrzyniec Girdzimont-Szymkiewicz pisarz skarbowy litew-
ski, starosta trabski. Ten skupuje okoliczne posiadłości a między


173

innemi: niedużą schedę od Wizgirdów, resztkę ich fortuny; przy-
ległą schedę od Wialbutów; sianożęcie poblizkiej Piktuszy, zwa-
nej Wielką, należącej do Aleksandra Masły; od Świderskich niwę
zwaną Hanunowską oraz, jak wspomniano wyżej, Giedejki.
Wszystkie te schedy, niwy, pustoszę i folwarki Szymkie-
wicz zlał w jedno i do dóbr swoich Wialbutowskich incorporo-
wał. Pościgło go srogie nieszczęście; wojsko szwedzkie, przecho-
dząc przez Wialbutów w 1702 r. dwór cały spaliło. Po śmierci
Szymkiewicza, wdowa pozałatwiała spory graniczne z Naramow-
skimi, dziedzicami naonczas Łubianki, a gdy i ona losowi śmier-
telności uległa, odziedziczył wszystkie po niej dobra Jan Radzi-
miński-Frąckiewicz sędzia ziemski oszmiański, starosta jakuński,
i trabski. 91).
Ten Giedejki (mówiąc nawiasem ciągle i zawsze w zastawie
będące) z pod zastawy Kazimierza Ważyńskiego, ożenionego
z Wialbutówną, oswobodził i listem wieczysto-kwitacyjnym (1732)
od wszelkiej Ważyńskich pretensyi grunta Wialbutowskie i Gie-
dejskie uwolnił. Mezważając jednak na ów list wieczysto-kwita-
cyjny, w rok już potem Ważyńscy zabierają gwałtownie folwark
Wysoka między gruntami Giedejek i Wialbutowa szachownicą
leżący, oraz zajazd czynią na karczmy giedejskie u graużyskiego
gościńca. Wreszcie Frąckiewicz sprzedaje Wysokę Jurahom (do
dziś dnia nieprzerwanie jej właścicielom), ale i im Ważyńscy
przez czas jeszcze długi spokoju nie dają. Frąckiewicz, licznych
swoich procederów nie doprowadziwszy do dobrego końca, mi-

9) Kasper Radzimiński, z Czerskiej ziemi, długo w wojsku litewskiem
żołd prowadząc, wziąwszy w zasługach od króla znaczne na Litwie majętności,
tamże osiadł; którego syna Franciszka, że prostszy gmin Froncem nazywał,
od tego nowe temu domowi urosło imię Fronckiewiczów. Na pamiątkę zas
szczepu, z którego wyszli, pisać się zwykli Frąckiewiczowie z Radzimina, albo
Proncowie Radzimińscy (Niesiecki). Rozrodzeni w oszmiańskim powiecie. Je-
den z nich ożeniony z Rozalją Koziełłówną był podstarostą oszmiańskim. An-
toni Radzimiński-Frąckiewicz starosta trabski i jakuński, ożeniony z Heleną
Rdułtowską. Synem jego, jeśli się nie mylimy, był wspomniany Jan a wnu-
kiem ks. Franciszek, franciszkanin, gwardjan oszmiański, zmarły w Kołtyma-
nach w 1816 r. Nadmieńmy wreszcie, że senatorskie krzesło zasiadał Kazimierz
Radzimiński-Frąckiewicz starosta lidzki, podskarbi nadworny w 1689 r. i mar-
szałek trybunału litewskiego 1693 r.


174 

trężony niemi ustawicznie, decyduje się sprzedać w 1748 r. Gie-
dejki a we cztery lata potem (1752) Wialbutów—Janowi Szczyttowi
kasztelanowi smoleńskiemu, ożenionemu z Pacówną. Szczyttowie
dokupują do Wialbutowa i Giedejek niektóre przyległe majętno-
ści n. p. Krzyżelewszczyznę alias Grzymałowszczyznę (1756) na-
stępnie wieś Kozarezy od Grabskich dziedziców Klewicy i wszyst-
kie te posiadłości trwają w ich ręku aż po rok 1800. W 1800 r.
Józef Szczytt marszałek powiatu mozyrskiego przedaje Wialbu-
tów Oktawjuszowi i Wiktorji z hr. Potockich hr. de Choiseul
Gouffier pułkownikowstwu gwardji konnej Jego Imperatorskiej
Mości. Tenże Choiseul nabywa od Szczytta w 1806 r. Giedejki
a w rok potem Grzymałowszczyznę, zostając w ten sposób sąsia-
dem Żemłosławia, świeżo nabytego przez Kieniewicza, Wysokiej
należącej do Jurahów, Łubianki Bieńkuńskich oraz Raudonnik
Stańkowskich.
Wszystkie ziemskie posiadłości Choiseul'a kupił Marcin Wa-
żyński w 1815 r. W szesnaście lat potem, po sądzie eksdywizor-
skim z dnia 23 marca 1831 r. rozebrali je między siebie liczni
pani Marcinowej kredytorowie. Wialbutów w całej swej rozcią-
głości dostał się na własność Śniadeckim i dziś dobrze zagospo-
darzony, dający około 3.000 rs. intraty rocznej, po śmierci An-
drzeja Śniadeckiego, własnością jest dwóch pozostałych po nim
córek. Giedejki, na mocy tegoż eksdywizorskiego zasądzenia,
objął w posiadanie Ksawery Czernicki (ur. 1795 r. z Chomińskiej,
zmarły 1893 r., prezes sądu powiatowego oszmiańskiego, z Anielą
Reuttówną, dziś nieżyjącą, ożeniony). Po śmierci jego przy-
padły Giedejki z rozdziału między synami w dziedzictwo Stani-
sławowi Czernickiemu 92). Dziś mają one włók 17 obszaru. Grzy-
małowszczyzna wreszcie (włók 13 obszaru) jest dziś w ruskiego
właściciela ręku.

92) Czerniccy, herbu Jastrzębiec, szlachta Starej bardzo daty, początkowo
w Koronie, następnie na Litwie z dawien dawna osiadła. Paweł z Czernic Czer-
nicki posiadał około 1629 r. dobra Russotę i Hoże w powiecie grodzieńskim.
Aleksander Czernicki podstoli wileński, nabył w 1653 r. folwark Jackuny, dziś
w wilejskim powiecie i possydował folwark Bohdaniszki w powiecie oszmiań-


175 

Piktusza wielka (inaczej zwana Zarojściem albo Masłowszczy-
zną) wraz z attynencją swoją Piktusza mała alias Ożurojście na-
leżała przed laty do Rychlickich. W 1634 r. aktorstwo jej mają
Sabińscy, następnie Słońscy, wreszcie Masłowie. W r. 1716 dzie-
dzicem Piktuszy jest biskup wileński Karol Pancerzyński, od któ-
rego przechodzi ta majętność do starosty ozarzyckiego Pance-
rzyńskiego, Pancerzyński przedaje ją Jasiewiczom a w 1752 r.
nabywają Piktuszę od Jasiewiczów Wojciech i Anna z Zahorskich
Jankowscy, dziedzice Polan. Mieszka tam przez czas niedługi syn
Wojciecha Jankowskiego, Adam, komornik oszmiański i znajduje
się w Piktuszy podczas pożaru w r. 1778, salwując się przez okno
ucieczką »w jednej bieliznie opalonej«. W r. 1786 synowie Woj-
ciecha, Franciszek podczaszy smoleński, sędzia ziemski oszmiań-
ski i Mikołaj miecznik oszmiański przedają Piktuszę wielką i małą
za 68.000 zł. szambelanowi Ignacemu Ważyńskiemu. Z eksdewizyi
niektórych majętności Marcina Ważyńskiego, w 1831 r. wziął
Piktuszę wielką (mniej więcej 20 włók obszaru) Chmielewski
i jest dziś ona w posiadaniu Wilhelma Chmielewskiego. Piktusza
mała, folwark 10-cio włokowy, jest dziś własnością Lisieckich.
Łubianka (Łubianka-Sipowszczyzna), wspominana powyżej
niejednokrotnie samoistna własność ziemska, należała niegdyś
do Gintowtów 93), następnie do Samuela Naramowicza Naramow-
skiego starosty dworczańskiego, podsędka oszmiańskiego, który

skim. Jan Michał Czernicki otrzymał w darze w 1722 r. od ciotecznego brata
Kawęczyńskiego majętność Siemionowicze w województwie mińskiem. Michał
Czernicki nabył w 1771 r. od Antoniego Poźniaka chorążego oszmiańskiego
folwark Kuszlany w powiecie oszmiańskim (dziś, jeśli się nie mylimy, Tymow-
skich własność) i posiadłość tę umierając w 1797 r. synowi swojemu Anto-
niemu regentowi ziemskiemu i grodzkiemu powiatu oszmiańskiego do dziedzi-
czenia przeznaczył. Ow Antoni był dziadem Ksawerego Czernickiego, pierw-
szego Giedejek właściciela. Nadmieńmy wreszcie, że ze wspomnianego roz-
działu między braćmi: Stanisławem, Cezarym, Aleksandrem i Edwardem nieduża
attynencją Giedejek, zwana Matowszczyzną, przeszła we władanie Edwarda Czer-
nickiego, który, przyłożywszy niemało zapobiegliwych i umiejętnych do niej
starań, po dziś dzień tam gospodarzy.
93) W 1684 r. dziedziczy na Łubiance Józef Aleksander Lula Gintowt,
który wziął ją po ojcu swoim Wojciechu i przedaje bratu Wawrzyńcowi.
(Prawo przedażne w kopii w Bołtupiu).


176 

ją w 1753 r. darował synowcowi swojemu Kazimierzowi. Niedługo
potem, przechodzi Łubianka we władanie niezmiernie niespokoj-
nej, nieustannie procesami wichrzącej rodziny Bieńkuńskich, do
których nadto przez czas pewien należały: Sylwerstowszczyzna,
pod samą Oszmianą, Woszkieniki i Pogiry u granicy powiatu
wileńskiego 94).
Jako charakterystyczny rys działalności Bieńkuńskich w osz-
miańskim powiecie, dajemy jeden jedyny, ale niezliczonemi do-
wodami poparty głos — Bzyljankom wileńskim, zabrany przez
nie w 1801 r. w długoletnim procesie granicznym z szambelanem
byłego dworu polskiego Felicjanem Bieńkuńskim. Rzecz toczy
się o naruszenie przez Bieńkuńskiego granic majętności Ba-
zyljanek.
»Komu nieszczęsnym losem wypadnie mieć kłótliwego są-
siada — żalą się przed sądem uciśnione Bazyljanki — temu naj-
lepsza fortuna stać się musi obmierzłą, bo tracąc spokojność,
jako najpierwsze dobro, tracąc przytem znaczniejszą część intrat
na ustawiczną od pieni obronę, cóż wreszcie zostaje się miłego?
Duch kłótni, czyli nieprzezwyciężona jakaś skłonność do napa-
stowania cudzej własności, do prowadzenia ustawicznych proce-
derów, do robienia obrotów, wybiegów i kwestyj prawnych,
stawszy się przyjemną i zwyczajną zabawą W. JP. szambelana
Bieńkuńskiego, stała się zarazem nieszczęściem tych wszystkich,
którzy z jego majątkiem sąsiadują i graniczą; ci bowiem zostając
w ciągłem zawichrzeniu, attakowani od szambelana via juris et
facti, mając sobie przerwane pasmo zabaw gospodarskich, wy-
cieńczeni ustawicznemi wydatkami, obowiązani do nieprzerwanej

9l) Dzisiejsza Sylwerstowszczyzna zwała się Oszmianą, a od właściciela jej
w 1681 r. Bartłomieja Sylwestrowicza: Oszmianą Sylwestrowską. Woszkieniki
(folwark i wieś) oraz Kolczuny nadane za zasługi przez konstytucję 1662 r. (Vol.
leg, IV. f. 904) Jerzemu Komarowi, przeszły przez ręce Kuncewiczów; nabyte
w 1788 r. od Adama Kuncewicza horodniczego oszmiańskiego przez Seweryna
Bieńkuńskiego brata szambelana. Pogiry kolejno Daniewiczów, Haniewiczów,
Świrskich, nabyte w 1767 r. przez Michała Bieńkuńskiego strukczaszego osz-
miańskiego. Z działu między dwoma braćmi w 1796 r. dokonanym, właścicie-
lem samojednym Sylwerstowszczyzny i Woszkienik został Seweryn Bieńkuń-
ski, zaś w Łubiance osiadł szambelan Felicjan.


177

w kilku juryzdykcjach czułości, wreszcie nie widząc końca swoim
cierpieniom, ale coraz dalsze w onych zagłębianie się, stają się
prawdziwie godnemi użalenia i mają prawo domagać się, aby
administracya sprawiedliwości skróciła im tę klęskę. W liczbie
nieszczęśliwych W. JP. Bieńkuńskiego sąsiadów, znajdują się
WW. PP. Bazylianki wileńskie, które od majętności swojej
Daukszyszek w powiecie oszmiańskim położonej, graniczą z dobrami
W. Bieńkuńskiego, zdawna Łubianką a teraz Felicyanopolem
przez niego nazwanemi. A lubo Bazylianki i z powołania swego
spokojne i majątek ich znajduje się w pewnych granicach, bo
dekretem ultimae instantiae kasztelańsko-kommissarskim ze wszyst-
kiemi sumieżnikami i szczególnie z dobrami Łubianką został ogra-
niczony, a tego graniczenia kopce, ściany i inne znaki dotąd są
widzialne, nie przeto jednak uniknęły Bazylianki od intruzyi
i prostytucyi Bieńkuńskiego, bo on postanowiwszy wszystkich
swoich sąsiadów zawsze allarmować, nie mógł z tej koleji i Ba-
zylianek wypuścić.
Uroczysko Woytkowiedz zdawna należało do majętności
Daukszyszek, przez Leona Sapiehę wojewodę wileńskiego, het-
mana litewskiego na fundusz PP. Bazyliankom, oddane, jakowy
fundusz przywilejem Władysława IV w r. 1639 konfirmowany
został.
Mimo odwieczną possesję blizko wspomnianego uroczyska,
dla zaginionych jednak znaków na ziemi, gdy na różnych miej-
scach utworzone zostały przez sąsiadujących spory graniczne,
wyprowadziły Bazylianki w r. 1755 najprzód sąd podkomorski,
a potem kasztelańsko-kommissarski. Jakowym dekretem lubo od
Bołtupia JW. Wereszczaków i od Wialbutowa dóbr JWW. Szczy-
tów co do Woytkowiedzia ściany nie zostały dla Bazylianek po-
łożone, jednak długo trwała z tymi sąsiadami nienaruszona spo-
kojność, lecz z czasem JWW. Szczytowie zaczęli wpierać się do
uroczyska Woytkowiedzi, a Wereszczakowie w drugim miejscu
do przyległych gruntów, za których przykładem natychmiast po-
szli Bieńkuńscy. Tak więc rozrywany widząc swój majątek, PP.
Bazylianki w r. 1780 Oktobra 12 dnia, zaniosły w grodzie oszmiań-
skim na wyż wymienionych sumieżników uroczysty proces.
POWIAT OSZMIAŃSKI.


178

A gdy następnie coraz bardziej pomnażały się od JW. Szczytów
i Bieńkuńskiego intruzye i zabory, Bazylianki więc powtórnie
w r. 1798 Nowembra 15 na JWW. Szczytów i Bieńkuńskich ma-
nifestowały się. W. Bieńkuński, sposobiąc sobie materyały do ba-
wienia się na długi czas procederem, rozszerzył w imaginacyi
swojej granice Łubianki, posunął je naokół w sąsiedzkie grunta
łąki i lasy, zakwestyonował każdemu w szczególności sąsiadowi
jego własność, gdzie tylko mógł dopełniał akcje uczynkowe i z uło-
żoną pewną plantą, udał się do grodu oszmiańskiego (gdzie miał
brata sędzią) po remmissę na sąd podkomorski z JWW. Weresz-
czakami, Bazyliankami i dalszemi wszystkiemi swemi sumieżni-
kami«. - Tak molestowane Bazylianki zrzekły się dobrowolnie
uroczyska Wojtkowiedzi na rzecz Bieńkuńskiego. Nieukontento-
wał się atoli tem Bieńkuński; owszem to go zachęciło do peł-
nienia dalszych bezprawiów. Najprzód bowiem, objąwszy pomie-
nioną Wojtkowiedź, wszystkie znaki graniczne, oddawna między
jego Łubianką a Daukszyszkami istniejące, jako to kopce, roz-
kopywać, klejmione sosny ścinać, wypalać i z ziemią równać, las
wytrzebiać i dla okazania niby to pewnej i dawnej na tych miej-
scach possesji chatę budować rozkazał. Powtóre, napadłszy gwał-
townie na łąki Bazylianek, takowe gwałtownie skosić i siano za-
brać udysponował i t. d.
Bazylianki, broniąc się od tej uciążliwej, napastnej i nie-
praktykowanej pieni, w takim okropnym zostając ucisku, widząc,
że tą koleją mogą z czasem uronić same Daukszyszki i cały fun-
duszowy majątek, ruiną i zgubą zagrożone, udają się przed sąd
główny litewski, szukając dla siebie ratunku od prześladowania,
zasłony od napaści i skrócenia zabiegłej pieni Bieńkuńskiego.
»Ilu on ma sąsiadów, tylu jest skarżących się jednostajnym gło-
sem na jego niespokojność, na niezwyczajne w prawnościach
obroty i zawikłania, na podstępy i gwałtowności, które on z ko-
lei dokonywa, dnia jednego napróżno w tej swojej zabawie nie
straciwszy. Tedy, gdy możniejsi obywatele, mieszkający zawsze
w dobrach swoich, nie mogą się obronić od napaści W. Bieńkuń-
skiego i zmordowani jego piennemi obrotami, wołają o zbliżenie
końca tym niespokojnościom, cóż mówić o PP. Bazyljankach,


179 

które w murach swoich zamknięte, odporu żadnego czynić nie-
zdolne, nie mają innej obrony prócz modlitw i odwoływania się
do powszechnej opieki prawa?«
Niemały w powiecie rozgłos miał też proces tegoż szambe-
lana Bieńkuńskiego ze Stefanem Wereszczaką, podkomorzym
nowogrodzkim, dziedzicem sąsiadującego z Łubianką Bołtupia;
zapisał się również dobrze w pamięci współczesnych proces
z Ważyńskim i Karolem hr. Czapskim. Ani atoli sądy, ani głos
opinji publicznej zapamiętałego pieniacza tego od zakusów na
cudzą własność powstrzymać nie zdołały.
Aż trafiła wreszcie kosa na kamień. Jędrzej Śniadecki,
słynny wileńskiego uniwersytetu profesor, a od r. 1806 właściciel
Bołtupia, stoczywszy walny z Bieńkuńskim proceder, zmógł groź-
nego przeciwnika i majętność jego wpędził w eksdywizję. W r.
1815 sąd eksdywizorski Łubiankę rozparcelował i część jej nie-
małą Śniadeckiemu oddał.
»Wieki następne nie powierzą — pisze o szambelanie
Bieńkuńskim Józef Karczewski w pamiętniku swoim — aby na
świecie mógł istnieć taki potwór. Żył najnędzniej; głównem jego
pożywieniem był bób; gdy chciał lepiej zjeść, szedł do swego
chłopa i kazał sobie smażyć jajecznicę. Nikomu nic nie dał,
a stracił własny majątek (chat 50) i drugi majątek w spadku
wzięty po bracie, oraz wszystkie kapitały. Zakończył życie nagle,
na wschodach sądu głównego, podczas gdy przed kratkami szła
jego sprawa. A iluż to ludzi on do ruiny przyprowadził bajecz-
nem pieniactwem swojem! Na sprawie z nim granicznej stracił
podkomorzy Wereszczaką kilkadziesiąt tysięcy zł., broniąc Bołtu-
pia, aż wreszcie dla uniknięcia większych jeszcze strat, sprzedał
go Śniadeckiemu. Bieńkuński sam pisał niebywałe »głosy« swoje,
wbijał się w cudze interesa, nabywał dyfferencje cudzych mająt-
ków, byleby tylko waśnić się z kimbądź i kłócić. W rozmowie
i tłumaczeniu się jadowitym był, nierzetelnym i nieznośnym. Raz
po konferencji z nim, Śniadecki do łóżka się położył. Procesował
czas długi Gintowtów, posiadających w sąsiedztwie Łubianki fol-
wark też Łubianką zwany. Gintowt w trakcie procesu umarł;
Bieńkuński nakłonił pozostałą po nim wdowę do sprzedania mu


180

Łubianki — na oblig; następnie romansując z Gintowtówną, oblig-
Ów - wykradł. Powierzchowności był wstrętnej; włosy rude far-
bował i maścił łojową świecą; ubierał się niechlujnie i dziwacz-
nie, pudrując arcap. A do końca życia chciał młodego udawać,
wciąż zamierzając ożenić się z jakąś stutysięczną ośmnastoletnią
panną. Buttlerowa, mieszkająca naówczas w Wialbutowie, bardzo
zacna i poważna dama, miała przy sobie Zenowiczównę, do któ-
rej adresował się Bieńkuński. Wesoła młodzież namówiła Buttle-
rowa, aby zaprosiła się do Bieńkuńskiego na podwieczorek. Rad
nie rad Bieńkuński obiecał czekać gości. Przyjechano do Łu-
bianki, gdzie dom mieszkalny i wszystkie budowle przedstawiały
najopłakańszy widok, waliły się prawie. Ambroży Korsak i kilku
jeszcze panów, towarzyszących Buttlerowej, postanowili śledzić
gospodarza i istotnie zdybali go w piekarni, dającego rozporzą-
dzenia jakiejś babie, aby piekła co żywo naleśniki z mąki, którą
arcap swój pudrował i na byle jakiej tłustości, bo masła kawałka
w domu nie było. Goście zlękli się traktamentu i pośpieszyli od-
jechać. Po tej wizycie Bieńkuński nie zaprzestał jeździć do Wial-
butowa na obiady, podobnie jak procesując się z Wereszczaką,
częstym gościem bywał w Bołtupiu. Powiadano, że ojciec obu
Bieńkuńskich, sam agent trybunalski, zaprawiał synów od dzie-
ciństwa do prawowania się, każąc im stawać przed sobą jako
strony, napadać i bronić się. To tak znakomicie przystało do
młodszego Felicjana, że pieniał się potem z rodzonym bratem
Sewerynem, którego pokrzywdził. To też ojciec już nazywał Fe-
licjana szwedem, jakowe miano, z krzywdą szwedzkiego narodu,
przy nim na zawsze pozostało. Sejmikowiczem też był zawoła-
nym. Dawniej, ktokolwiek tytułował się szlachcicem miał prawo
wotować. Działy się wielkie nadużycia; nieraz chłopa udano za
szlachcica; nieraz też jednego i tego samego szlachcica kilka razy
przebierano, udając za każdym razem inną osobę. Cała rzecz
była w tem, aby tego motłochu jaknajwięcej uzbierać. Felicjan
Bieńkuński, który każdego szlachcica znał z imienia, pamiętał
imiona żony jego i dzieci, był mistrzem w zbieraniu takich wo-
tantów. W ten sposób wykierował się na deputata do Trybunału
litewskiego z powiatu oszmiańskiego i postępkami swemi nastę-


181

pnie powiatowi wstyd przyniósł. Senat, uznawszy go za pienia-
cza, kazał wziąć od niego rewers, że podawać próźb nie będzie.
Unikając wydania takowego rewersu, Bieńkuński krył się przed
policją i gdy zrobiono nań obławę, zemknął do Petersburga,
skąd został wypędzony. Tak tułał się i niema dziwu że zginął!
żyjąc tak — to tylko dziwna, że w takiem życiu miał do śmierci
upodobanie. Pozwał raz sąsiada swego Krepsztula oto, że ten
obiecał mu pożyczkę i nie dał. Bieńkuński naliczył sobie z tego
powodu większą sumę strat, niż wynosiłby rzekomo przyrze-
czony mu kapitał. Innym razem, przyszedł do Śniadeckiego,
z którym się procesował i prosił o pożyczenie rubla. Śniadecki
dał mu rubli kilka. Wywdzięczając się za to, poszedł Bieńkuński
do kaznaczejstwa, kupił papieru stemplowego i przysłał na nim
Śniadeckiemu — pozew. O nim to pisze Kątkowski:

Wszak słyszałeś o sławnym tak nazwanym »szwedzie«,
Co przepieniał chat dwieście i służył o biedzie?
A gdy strona w nieszczęściu podała mu rękę,
Zgadnij czem się wywdzięczył? — Pozwem za podziękę.

Foliał możnaby zapisać osobliwemi sprawami tego jedynego
w swoim rodzaju człowieka!...«
Dziś okrojona ze wszystkich końców Łubianka, stanowiąc
folwark nieduży, należy do Bronowskiej, a łąki jej przeszły do
rąk rozmaitych sąsiednich majętności właścicieli.

Wśród posępnej, lasami i moczarami pokrytej, nizkiej oko-
licy, leży znacznego obszaru posiadłość Śniadeckich — Bołtup.
Przed trzema wiekami siedzieli w tej miejscowości na nie-
dużym folwarku Staszkiewiczowie, następnie Malijewiczowie. Ci
ostatni zaokrąglili niepoczesną majętność swoją różnemi i nie-
małemi przykuplami. Powchodziły kolejno w skład dóbr bołtup-
skich folwarki i wsie, po większej części dziś już samodzielnie
nie istniejące, jako to: Strzałkowszczyzna nabyta od Strzałkow-
skich, Banilewszczyzna nabyta od Banilewiczów, Siekierzyszki
kupione od Siekierów i t. d. Józef Eljasz Malijewicz, przeżywszy


182

dostatnio i wystawnie wiek długi, w testamencie swoim w 1698 r.
sporządzonym, dobra Bołtup z przyległościami, obejmujące bez
mała 150 włók, zapisał na wieczność Michałowi Wilamowieżowi
miecznemu oszmiańskiemu i żonie jego Annie z Gizbertów-Stu-
dnickich 95).
Data w datę przejścia te nie dadzą się ściśle wyprowadzić,
dla zaginięcia odnośnych dokumentów poniszczonych czasu naj-
ścia Szwedów w 1702 i w pożarze wileńskim 1706 r. Dość na
tem, że obdarowany Wilamowicz otrzymał majętność niemałą
co prawda, ale wyniszczoną doszczętnie, bez krestencji, bez bu-
dynków, bez poddanych, bo ci się w znacznej części byli poroz-
chodzili, wreszcie bez kapitałów w gotówce, którąby spłacić mo-
żna było zarówno liczne legaty nieboszczyka jak liczne jego a na-
glące długi. Wilamowicz dokazał sztuki; kredytorów zaspokoił, za-
pisy na kościoły popłacił, Bołtup zabudował, poddanych napowrót
posprowadzał; kosztowało go to 26.416 zł. Były to pieniądze
żony. To też wywdzięczając się za przysługę, wszystko co miał
mieczny oszmiański, nieruchomość i ruchomość wszelką, zacnej
małżonce swojej w 1705 r. zapisał i — umarł. Niepocieszona wdowa
wyszła powtórnie za mąż za Aleksandra Benjamina Abramowi-
cza czesnika oszmiańskiego i przez lat kilkanaście spokojnie
w Bołtupiu dziedziczyła. Aż i drugiego jej małżonka Bóg po-
wołał do swej chwały, nie pozwoliwszy jmpani Annie ani razu
ucieszyć się potomstwem. W 1743 Abramowiczowa darowuje Boł-
tup z attynencjami i wsiami synowcowi swemu Krzysztofowi
Gizbertowi Studnickiemu, strażnikowi oszmiańskiemu. Krzysztof
Gizbert Studnicki i żona jego Marjanna z Żydowiczów sprze-
dają w 1760 r. Bołtup Franciszkowi Wereszczace, podczaszemu
województwa nowogrodzkiego, ożenionemu z Zofją z Radzimiń-
skich-Frąckiewiczów.
Podczaszy nowogrodzki właścicielem był Tuhanowicz w wo-
jewództwie nowogrodzkiem leżących, trzymał w tymże woje-
wództwie w zastawie dobra Dorohi od Radziwiłła wojewody
wileńskiego, posiadał tamże majętność Guttowszczyznę, a i gro-

95) Dukt ze strony Wereszczaków na sąd podkomor. lidzki. 1801 r. -
Oryg. w Bołtupiu. 
 

183

sza mu gotowego lub po ludziach leżącego nie brakło. To też
do nowonabytego Bołtupia nie myślał się sprowadzać. W domu
mieszkalnym tamtejszym, nie pozbawionym pewnego komfortu,
bo i z piecami kaflowemi i z szybami o białem szkle w ołów
oprawnem, osadził ekonoma i dojeżdżał tylko od czasu do czasu
do Bołtupia, przyjrzeć się co też słychać z gospodarką i — pro-
cesami. Bołtup był duży, ale nieintratny. Pańszczyznę odrabiały
wsie: Szwedy, Debiesy, Mordasy, Ogrodniki, Siekieryszki. Żyta
wysiewało się beczek 25, pszenicy 1 beczka.
Po Franciszku Wereszczace objęli dziedzictwo synowie An-
toni i Stefan. Pierwszy z nich wziął na swoją część Tuhanowicze
i zastawne Dorohi, drugi Gutowszczyznę i Bołtup, ale zajęty
sam urzędowaniem i w Nowogrodzkiem mieszkający, same tylko
z dziedzictwa swego ciągnął kłopoty i ambarasy. Zwłaszcza do-
kuczał srodze wspomniany wyżej Felicjan Bieńkuński i nieod-
rodny brat jego Seweryn właściciel, podobnie jak Łubianka, są-
siadujących z Bołtupiem Woszkiennik. Trzeba nadto wiedzieć,
że w samym środku bołtupskiego fundum umieściło zrządzenie
Opatrzności całe — starostwo. Sitkowskie zwało się ono i miało
obszaru, wstyd powiedzieć, pełnych włók cztery. Była to kró-
lewszczyzna, nadana jeszcze przez Zygmunta III Malijewieżowi,
następnie konferowana przywilejami cessionis kolejnym Bołtupia
właścicielom, aż wreszcie w 1775 oddana przez Stanisława Augu-
sta w dożywocie Wereszczace. Ambaras był z tem nielada, bo
z ramienia rządu wtrącano się raz po raz do byle jakiego gaiku
porosłego w granicach »starostwa«, zarządzano lustracje, potrze-
bowano wiadomości etc. Wereszczaka zniechęcił się rychło do
Bołtupia i w 1806 r. przedał go za 13.000 czerwonych złotych
Jędrzejowi Śniadeckiemu.
Kim był Jędrzej Śniadecki nie trzeba chyba obszerniej
objaśniać.
Urodził się 30 listopada 1768 r. w majętności ojca swojego,
położonej pod miastem Zniczem w powiecie kcyńskim (dziś w W.
Ks. Poznańskiem). Gimnazjalne nauki pobierał w Krakowie, gdzie
go osobiście król Stanisław August chlubnie wyróżnił. Stopień
doktora medycyny i filozofii otrzymał w Padwie 1793 r. Podró-


184

żował następnie po Europie, a bawiąc w Londynie zaprzyjaźnił
sie ściśle z posłem dworu polskiego Bukatym. Śniadecki, włada-
jąc znakomicie angielskim językiem, dał się poznać w stolicy
Anglii pełnemi dowcipu i ostrej satyry artykułami zamieszcza-
nemi w gazecie będącej naówczas pod wpływem posłów polskiego
i szwedzkiego. Dwa lata przebył w Edymburgu kształcąc się
dalej w sztuce lekarskiej pod najznakomitszymi mistrzami. W 1796
jest w Wiedniu, skąd powołany zostaje do Wilna. W 1797 roz-
poczyna w Wilnie wykłady jako profesor chemji i farmacji na
tamtejszym uniwersytecie. W 1800 r. wyszły z druku jego Po-
czątki chemji, pierwsza książka oryginalna polska o chemji tra-
ktująca; w 1804 ukazał się pierwszy tom Teorji jestestw organicz-
nych (tom drugi wyszedł w 1811 r.). W 1805 rozpoczął Sniadecki
wespół ze znakomitym naturalistą Jandziłłem wydawanie pisma
perjodycznego naukowego »Dziennik wileński«, w którym dru-
kował wziętą do dziś dnia rozprawę swoją »o fizycznem wycho-
waniu dzieci«. Założone w 1806 w Wilnie Cesarskie Towarzy-
stwo lekarskie obrało go pierwszym swoim prezesem. Oprócz
mnóstwa artykułów treści naukowej, pisał też chętnie Śniadecki
utwory satyryczne do Wiadomości Brukowych«, używając pseu-
donimu Sotwarosa lub Reja (wybornym i zacnym dowcipem ce-
luje jego »Próżniacko-filozoficzna podróż po bruku«). W osta- 
tnich latach życia wykładał na katedrze kliniki a po zwinięciu
uniwersytetu wileńskiego zatrzymał ją (wrzesień 1832) w utwo-
rzonej medyko-chirurgicznej akademji. Ostatnim czynem nauko-
wym Śniadeckiego było zarządzenie w 1837 powtórnego wyda-
nia »Teorji jestestw«. Umarł w Wilnie 29 kwietnia 1838 r. 
Życie i zabawy wiejskie - pisze M. Baliński — przekładał
nad pobyt w mieście, od którego też zaraz się uchylał, skoro
mu tego obowiązki stanu dozwalały; i gdyby mu los zostawił
dowolny wybór zawodu, zapewneby się stał zawołanym gospo-
darzem. Tak bowiem miłe mu były zatrudnienia wiejskie, że się
im zupełnie w ciągu lata poświęcał. Stąd też majętności jego
zostały należycie urządzone i pięknie zabudowane« 96).

96) Dzielą Jędrzeja Śniadeckiego. Wyd. M. Balińskiego. Tomów 6. War-
szawa 1840. Tom I. Życiorys. Str. 13—88.


185

Słusznie mówi Baliński. Śniadecki pomimo rozległej skali
prac naukowych, pomimo wykładów uniwersyteckich, pomimo
wreszcie ogromnej praktyki lekarskiej 97), nie zaniedbywał ani
na chwilę majątkowych spraw swoich. Rzec nawet śmiało mo-
żna, że pod względem umiejętności w zarządzaniu funduszem
stanowił autor »Teorji jestestw organicznych« rzadki między
uczonymi wyjątek. Aż dziw ogarnia, rozglądając się po nota-
tach Śniadeckiego-dziedzica. Projekty manifestów, produktów,
próśb, gromadzą się na stosy kontraktów i listów czysto inte-
resowych, które ów człowiek, znajdujący na wszystko czas
i uwagę, rozrzuca po kancelarskich izbach; sądowych stołach,
po archiwach folwarków i majątków nabywanych, branych w za-
stawę, zamienianych, parcelowanych, na licytację wystawianych.
Lokowanie sum, procesy graniczne, kłopoty z dzierżawcami, za-
łatwianie obszernej korespondencji, konferencje z prawnikami -
oto czem profesor urozmaica sobie chwile tak zwanego wy-
tchnienia. Nabycie Bołtupia 98) nie odjęło mu wcale zajęć; prze-
ciwnie chyba. W ślad po intromissji rozpoczął się proces
z Bieńkuńskim, a jednocześnie rozpoczęły się starania o osta-
teczne wcielenie nieszczęsnego czterowłokowego starostwa do
bołtupskich dóbr. Te ostatnie zabiegi nadspodziewanie rychło
odniosły dobry skutek. Ukaz Cesarza Aleksandra I oddał t. zw.
starostwo sitkowskie w wieczyste i dziedziczne władanie Jędrzeja
Śniadeckiego. Rok 1812 prawie że majętność bołtupską z ziemią
zrównał. Komisja dla spraw służby wojskowej dotyczących, urzę-
dująca w Wilnie w 1814 r. pod prezydencją W. Pusłowskiego,
Ignacego Lachnickiego, Ludwika hr. Platera i ks. Onufrego Lu-
beckiego zaliczyła Bołtup, pod względem zupełnej dezolacji po-
wojennej, do majątków - klasy pierwszej. A jednak Śniadecki
wywikłał fortunę swoją ze wszystkich klęsk i przygód! Umiera-

97) Wzywał go np. do siebie do Warszawy w listopadzie 1826 r. ówcze-
sny namiestnik Królestwa Polskiego xiąże Zajączek. (Rękopis bibl. Jagielloń-
skiej nr. 3513).
98) Bołtup - Białorzeka, od litewskich dwóch słów: haltas - biały
i upis — rzeka.


186

jąc w Wilnie w 1838 zostawił ją w doskonałym stanie 99). Zwłoki
Jędrzeja Śniadeckiego uczniowie uniwersyteccy wynieśli na bar-
kach własnych z miasta za rogatki Ostrobramskie i w miejscu
tem gdzie trumnę na wóz położyli, rękami swemi pomnik usy-
pali. Pamiątkowa góra po dziś dzień zowie się Jędrzejówką. Po-
chowano Śniadeckiego na cmentarzu w Horodnikach 100) pod Boł-
tupiem. - Jeden z największych fizjologów pierwszej połowy
XIX wieku spoczywa tam pod urną marmurową skromnego po-
mnika bielejącego malowniczo wśród gęstych drzew, na wzgó-
rzu, tuż u gościńca z Oszmiany do Graużyszek wiodącego 101).

99) W 1819 nabył Jędrzej Śniadecki duży majątek też w oszmiańskim
powiecie sytuowany, opodal traktu z Oszmiany do Wilna, przy samej granicy
wileńskiego powiatu — Równopol, oddany pod taksę eksdywizorską za długi
dziedzica Piotra Zienkowicza chorążego oszmiańskiego. Śniadecki również,
jeśli się nie mylimy, przyłączył do Bołtupia wspomniane wyżej Woszkieniki
(Waszkieniki) Bieńkuńskich, dziś w ogólnym składzie majątków Śniadeckich
stanowiące spory samoistny folwark.
100) w Horodnikach, o wiorstę mniej więcej na wschód od Bołtupia,
gdzie, według Chodakowskiego, miał niegdyś stać starożytny gród sławiański,
stoi nieduża kaplica cmentarna. Do roku 1830 utrzymywali w niej kapelanję
Franciszkanie ze Starej Oszmiany, obowiązani odprawiać mszę św. w każdą
pierwszą niedzielę miesiąca. Płacił za to rocznie dwór bołtupski złp. 100.
101) Wspomniane wyżej straty majątkowe a zarazem, po części, i tegoż
majątku Jędrzeja Śniadeckiego obszerność potwierdza własnoręczna naszego
uczonego notata, skreślona już po śmierci brata Jana, rektora wileńskiego
uniwersytetu. Zabłąkała się ona jako pro memoria między majątkowe bołtupskie
dokumenta różne, a ma, nawet w tej notatkowej formie swojej, jasność, jędr-
ność i czystość stylu i języka, dla których tak słusznie przyznano Śniadec-
kiemu zaszczytny tytuł wzorowego pisarza polskiego, władającego jak mało
kto przedtem i potem tak poprawnym językiem i stylem polskim.
Od roku 1797 — pisze — jestem w służbie Monarszej jako ordynaryjny
profesor. Naprzód w byłym uniwersytecie wileńskim dawałem ciągle przez
lat dwadzieścia pięć kurs chemji; zdaje mi się, żem go dawał gorliwie i z po-
żytkiem uczniów, bo i dzisiejszy profesor chemji moim jest uczniem i tylu
nauczycieli po szkołach i gimnazjach również z mojej wyszło szkoły. Nie by-
łem nigdy zamieszany do żadnych politycznych robót i w pismach moich,
bądź w dziełach, bądź w dziennikach i innych perjodycznych pisemkach, ni-
gdym ani nie obraził Rządu ani się wdał w jakiekolwiek rozumowania poli-
tyczne. Wszelako po rejteradzie Francuzów z Litwy, nasłana do majątku mo-
jego w powiecie oszmiańskim komenda, zabrała mi wszystko: bydło i konie,
a budynki z zawartemi w nich składami i sprzętami popaliła. Mówiono mi, iż
to była zemsta i kara za to, iż brat mój, naówczas rektor uniwersytetu, był


187 

Jędrzej Śniadecki pozostawił po sobie troje dzieci; dwie
córki, z których jedna poślubiła historyka Michała Balińskiego,
a druga, ideał lat chłopięcych Juljusza Słowackiego, wyszła za
mąż za Michała Czajkowskiego (późniejszego Sadyka paszę),
głośnego powieściopisarza - oraz syna Józefa zmarłego w 1856.

pod bytność Francuzów członkiem ówczasowej komisji rządowej. Ja wszakże
do niczego nie należałem, a brat nawet mój, po trzykrotnem odmówieniu tego
placu, przyjął go nakoniec na wyraźny Napoleona rozkaz. Na tym urzędzie
niczem Rządu Rossyjskiego nie obraził, a uniwersytet, wszystkie gabinety
i kassę mającą naówczas sto kilkadziesiąt tysięcy rubli srebrnych, z własnem
narażeniem się rządcom francuskim — ocalił. Oczerniony tylko był brat mój
przez Niemców, którzy naówczas do Petersburga uciekli; ale pewien swojej
niewinności, z komissją w czasie rejterady francuskiej nie wyjechał, a sam
N. P. Cesarz Aleksander o niewinności i zasługach brata mojego się przeko-
nał i publicznie mu to oświadczył. Ja wszelako, zrabowany za to i spalony,
poniosłem stratę kilku tysięcy czerwonych złotych, której-em nawet nie po-
szukiwał. Po skończeniu mojej dwudziestopięcioletniej służby jako profesor
chemji, otrzymałem emeryturę i usunąłem się z uniwersytetu — wszakże gdy
potem po śmierci profesora Herberskiego uniwersytet znalazł się w ambara-
sie, nie mając na prędce profesora kliniki, i to naówczas, kiedy była najmo-
cniejsza potrzeba dostarczenia do służby Monarszej medyków, ja wezwany
na ten plac od rektora uniwersytetu, porzuciwszy moje interesa domowe, resztę
zdrowia znowu z ochotą poświęciłem służbie publicznej. Tak cały niemal wiek
dojrzały służąc Monarsze, nie szukałem ani nadgrod ani honorów. Patrzałem
obojętnie na wyrządzane mi bardzo często poniżenia i daną wyższość nietylko
moim kolegom ale i moim uczniom. Straciłem raz niewinnie znaczną część
majątku przez zrabowanie mię i spalenie i na tom się nie skarżył. Teraz ko-
misja liquidacyjna podolska kasuje mi oblig ks. Czartoryskiego na 5.000 czer-
wonych złotych, co z zaległemi procentami czyni 6.200 czerw. zł. Jestem oto-
czony liczną familją, podeszły w wieku i mało już mogący pracować, służę
od dawna i gorliwie. Za cóż mi tak znaczną część mego majątku konfiskują?«
Powiedzieć nie umiemy co się z tą należnością stało, przypuścić jednak
wypada, że nie pozostawiono w zawieszeniu słusznej Śniadeckiego pretensji.
Wpłynąć też mogło na sprawę poważanie, którem Generał Ziem Podolskich
uczonego otaczał. W szczątkach bołtupskiego archiwum ocalał list ks. Adama,
któremu miejsca nie chcemy tu odmówić, a którego brzmienie takie:

Petersburg, 21 Septembra 1804.

Odebrałem przysłane mi przez W. W. M. Pana dzieło o Teorji jestestw
organicznych i z niemałem ukontentowaniem zacząłem je przebiegać. Z pier-
wszego rzutu oka widać w niem ten porządek i ten ciąg rezenowania, które
tak istotnie są potrzebne do jasności każdego uczonego pisma i które z sa-
mego wstępu nie uchybiają nigdy uprzedzić czytelnika na stronę autora. Gdy
dzieło to szczególniej jest pisane dla uczonego świata, pozostawałoby żądać,


188 

Wnuk zasłużonego profesora, Andrzej Śniadecki, posiadający
w wileńskim powiecie dobra Worniany, a w oszmiańskim prze-
szło dwieście włók ziemi (Bołtup dający w przybliżeniu 4.000 rs.
intraty, Wialbutów do 3.000, Eównopol i Waszkieniki czyniące
rocznie mniej więcej po 2.000 rs. dochodu), umarł 1893 r. Cała
jego fortuna przeszła na wdowę Marję z Wereszczyńskich oraz
na dwie małoletnie córki Marję i Zofję Śniadeckie.

Poniżej Graużyszek, wiorst 28 od Oszmiany, 6 od Trab, 17
od Holszan, 14 od Dziewieniszek, zamknięte między gruntami
byłego starostwa trabskiego i ziemiami byłego dziewieniskiego
starostwa, między Dorżami dawną Korsaków siedzibą a Radzi-
wiłłowskiemi niegdyś Subotnikami, rozrzucone szeroko po nizkiej,
poprzecinanej rzeczułkami, niewdzięcznej i chudej glebie, u zbie-
gowiska traktów, przecinających się w tem miejscu krzyżem nie-
mal prostoramiennym, świecące się z daleka pięknemi zabudo-
waniami dworskiemi i siedzącym malowniczo, na wzgórzu pod
dworem, ładnym kościółkiem leżą starodawne Surwiliszki.
Nie jak pamięć ludzka sięga - bo dawno to już bardzo
było - ale jak sięgają do dziś dnia przechowane dokumentowe
rękopisy, to jest w 1542 r. należały one dziedzicznie w jednej

ażeby zrobić je więcej powszechnem tłumacząc na język francuski lub łaciń-
ski, chociaż zaprzeczyć nie można, iż w tym ostatnim języku wszelkie nowe
wyobrażenia wyrazić byłoby trudno. Jeżeli mi wolno przełożyć myśl moją,
zdawałoby się, iż tytuł Essai sur la théorie, który się zwyczajnie daje przy
wykładzie nowego systematu jakiejkolwiek nauki, więcejby przyzwoitym był
dla tego dzieła i ten skromny tytuł mniej by zapewne zaostrzał pociski suro-
wej krytyki, na którą każde nowe pismo musi być wystawione. Spodziewam
się, że W. W. M. Pan nie zechcesz inaczej uważać myśl moją tylko za dowód
prawdziwego udziału, jaki biorę do prac rodaka, którego talentom oddając
wszelką sprawiedliwość, w ostatku nie wątpię bynajmniej, iż powszechność
będzie umiała cenić trudy W. W. M. Pana i że z ukontentowaniem widzieć
będzie kontynuacją Jego dzieła. Korzystam chętnie z niniejszej zręczności,
abym zapewnił W. W. M. Pana o rzetelnem poważaniu, z jakiem jestem W. W.
M. Pana uniżonym sługą.

A. Czartoryski.


189

części do Surwiłów, od których nazwę wzięły a w drugiej części
do Jana Hajki.
Surwiłowie ci: Kasper, Jerzy i Wojciech byli to zacni zie-
mianie J. Kr. Mości powiatu oszmiańskiego 101), nie uganiający się
za żadnemi urzędami i żadną wśród społeczeństwa preponde-
rencją, zaś jp. Jan, syn Mikołaja, Hajkot 102), ożeniony z Różą
Życzyłówną, był to pan nielada, dygnitarz, któremu czego jak
czego a tytułów nie brakło. Był on i pisarzem króla Zygmunta
Augusta i, jednym z pierwszych, starostą oszmiańskim, starostą
trabskim, starostą uciańskim, starostą krasnosielskim, marszał-
kiem oszmiańskim i na ostatek pierwszym kasztelanem berestej-
skim (brześciańskim). Karmazyn i szaraczki w przykładnej żyli
ze sobą zgodzie na surwiliskich gruntach. Łączył ich nawet
wspólny interes: obrona przeciw książętom Holszańskim, niespo-
kojnym sąsiadom, naruszającym granice ich majętności 103). Mie-

101) »Szlachta litewska i w przywilejach ogólnych i w nadaniach poje-
dyńczych i we wszystkich statutach najczęściej zwaną jest ziemianami. Nawet
po Zygmuncie Auguście nazwa ziemian w znaczeniu właścicieli ziemskich cią-
gle się utrzymuje. Dopóki nie dosłużyli się żadnego urzędu, członkowie pier-
wszych domów w kraju używają nazwy ziemian. Niema najmniejszej wątpli-
wości, że ktokolwiek przyjdzie z aktem urzędowym, w którym przodek jego
był nazwany ziemianinem J. Kr. Mości, ten ma w ręku dostateczny dowód
na szlachecką rodowitość«. M. Malinowski »O ziemianach podług dawnych
praw litewskich«. T. Wil. I. str. 233.
102) Raz w reskrypcie królewskim z 28 czerwca, 1553 wyznaczającym ko-
misję do sprawy granicznej z ks. Holszańskim, czytamy: »Koniuszy Horo-
deński diak Nasz pan Jan Mikołajewicz Hayko«; zaś w aprobacie królewskiej
dekretu komisarskiego z 23 listopada 1554: »pisar Nasz«; w akcie pomiaru
gruntów dworu Rudominowskiego z 20 sierpnia 1557: »pisar Króla Jegomości,
starosta oszmiański i uciański«; wreszcie w liście podawczym gruntów ple-
banji surwiliskiej z 25 maja 1560, oprócz powyższych tytułów: »starosta kia-
snosielski«; a w prawie zastawnem od Michała Somieszczy na dwie sianozęcie
z 11 listopada 1569: »kasztelan berestejski, derżawca trabski«. Porównaj: J.
Wolff »Senatorowie i dygnitarze« 98. 268. 103) List upominamy w imieniu króla
Zygmunta do kniazia Janusza Jurjewicza Holszańskiego i brata jego Włodzimierza
Jurjewicza o metykanie granic majętności Surwiliszek. Maja 15 dn. 1542 (Kopja pod
pieczęcią uniwersytetu wileńskiego z oryginału znajdującego się w archiwum funduszu
edukacyjnego, wydana w 1882). Approbata króla Zygmunta Augusta dekretu ko-
misarsklgo w sprawie Hajków i Surwiłów o dyfferencje gruntów surwiliskich
z gruntami wsi Sienkieniąt i Gudelów ks. Holszańskiego. (Takaż kopja).


190

szkali zaś Surwiłowie sami w Surwiliszkach, we dworze stoją-
cym tuż przy gościńcu z Trab do Wilna idącym, a jp. pisarz
królewski odwiedzał tylko od czasu do czasu swoją posiadłość.
W r. 1560 zażyłość między Surwiłami a Hajkami zaszła tak da-
leko, że po rozmaitych dokonanych działach i zamianach stanęło
na tem, iż władali jedną połową Surwiliszek dwaj bracia Sur-
wiłowie, Stanisław i Kasper, a drugą połową Jan Hajko i trzeci
brat Surwiło, Wojciech. Mieli oni wszyscy wspólną kollację sta-
rego surwiliskiego kościoła, wzniesionego przed laty pod wezwa-
niem św. Jana; i aby z powodu tej wspólności sporów bądź ja-
kich nie wynikało, postanawiają w dniu 7 maja 1560 r. grunta
do plebanji należące między siebie rozdzielić i — dwa kościoły
mieć w Surwiliszkach. »Kostieł stary zostati maiet pry połowicy
pana Stanisława a Kaspora Surwiłów a protiu toho Jeho Miłost
pan Pisar i z bratom ich Woitiechom majut sobie nowy kostieł
postawiti, niźli nie na tomże cmyntaru ale na mszom mestu po-
hożom, kotoroie pan Stanisław i Kaspor Surwiły na to im na
połowicy swoieje otmienoju dadut« 104). 
Sam jp. Jan Hajko nie zdołał dotrzymać obietnicy, bo go
śmierć zabrała, ale wdowa po nim, wspomniana Róża z Życzy-
łów Hajkowa, kasztelanowa brzeska, czyniąc zadość obietnicy
przez ś. p. małżonka uczynionej, mniej więcej około r. 1590 ko-
ściół nowy w Surwiliszkach, pod wezwaniem św. Trójcy do dziś
dnia istniejący — wystawiła 105).
Tymczasem we dworku Surwiłów zaszły zmiany. Poumie-
rali bracia: Stanisław, Wojciech i Kasper. Zostały po nich dwie
majętności: Surwiliszki w oszmiańskim i Deksniany w mińskim
powiecie. Sukcesorowie: Jarosz i Aleksander, synowie Wojciecha
Surwiły oraz córka Kaspra Katarzyna, poślubiona Ławrynowi
Songinowi podsędkowiczowi lidzkiemu, zgodnie wyłączywszy

104) Odnośny dokument, jako i wszystkie inne, z których dalsze wiado-
mości brane — w urzędowych kopjach z archiwum funduszu edukacyjnego.
Obecnie w Surwiliszkach.
105) Rubrycele nasze, błędami i niedokładnościami przepełnione, nie prze-
puszczają też i fundatorce surwiliskiego kościoła, nazywając ją »Gałkowską«
vel Hajkowską (Direct, hor. can. 1892).


191 

pewną część Surwiliszek na dolę stryjecznej siostry swojej oraz
na dolę Jana Surwiły, syna Stanisława, wzięli dla siebie tę ma-
jętność jako »wowsiem szyrszoie i lepszoie«. Janowi oprócz dro-
bnej cząstki Surwiliszek, dostały się całe Deksniany.
Zaledwie tak się rzeczy ułożyły, pojawia się na horyzoncie
okolicy przybysz z Wielkopolski, z województwa malborskiego,
potomek starodawnego domu, herb Mora noszącego na pieczęci,
jmp. Wojciech Szorc, ożeniony z Dorotą Zienowiczówną. Temu
przedaje w 1589 Jan Surwiło starościc rumborski, przenosząc się
do Deksnian, niedużą część Surwiliszek na niego z rozdziału
między braćmi przypadłą. To był początek. We cztery lata po-
tem jm. pani Ławrynowa z Surwiłów Songinowa przedaje te-
muż Szorcowi za 1.500 kop groszy litewskich swoje Surwiliszki
wraz z dworkiem stojącym tuż przy gościńcu z Iwja do Wilna.
Nie upłynęło dwóch lat, a sąsiad surwiliski Michał Prus zbył
Szorcowi folwark swój »Baranowski« (Baranowszczyznę) nad
rzeczką Trokupią leżący. Jeszcze w rok potem zdecydował się
i wnuk Róży Hajkowej Jan, syn Adama Hajko, sprzedać swoje
Surwiliszki Szorcowi za 2.000 kop groszy lit. Najdłużej trzymał
się Jarosz Surwiło spadkobierca brata swojego Aleksandra; ale
i ten uległ ogólnemu prądowi. W r. 1601 ostatnia piędź surwi-
liskiej ziemi przechodzi z rąk Jarosza Surwiły w ręce Wojciecha
Szorca. Rozpoczął się wiek nowy a z nim nowe nad całemi zje-
dnoczonemi Surwiliszkami dziedzictwo.
W pierwszych latach nastałego stulecia pożegnał ten świat
Wojciech Szorc. Wdowa po nim Dorota z Zienowiczów Szorcowa
»pragnąc rozmnożenia i rozszerzenia chwały Boskiej; oddzieliła
od dóbr swoich Surwiliszki folwark nazwany Narwiliszki i oddała
go w 1618 r. na wieczne czasy oo. Franciszkanom zakonu braci
mniejszych konwentu wileńskiego. Ku temu folwarkowi przydane
zostało sioło Piekuńce (włok osiadłych i pustych 25), leżące przy
trakcie z Wilna do Trab, nadto sianożęcia różne nad rzeczką
Dowkupią oraz rodzina cała pewnego bojarzyna Oniszkiewicza,
specjalnie zakonnikom »dla posługi«. W testamencie 1620 czy-
nionym, zapisała nadto fundatorka dla kościoła i klasztoru, już


192

stojących w Narwiliszkach, liczne grunta między Giełoszami
a Baranowszczyzną sytuowane.
Syn pobożnej pani Szorcowej wstąpił w związki małżeńskie
z Katarzyną Wilczkówną i został marszałkiem oszmiańskim 106).
Wdowa po nim wyszła powtórnie za mąż za Aleksandra Przyp-
kowskiego, cześnika oszmiańskiego i, zarządzając po śmierci tego
drugiego małżonka fortuną całą, dopełniła w 1645 r. ważnego
aktu odgraniczenia Surwiliszek od starostwa dziewieniskiego,
naonczas będącego w posiadaniu Krzysztofa Chodkiewicza wo-
jewody wileńskiego, starosty krewskiego. Sporządzili rozgrani-
czenie owe komisarze królewscy Komar i Sieheń na miejsce do
Surwiliszek przybywszy, wespół z komisarzami ze strony jm.
pani Przypkowskiej stawionymi: Bortkiewiczem i Szwykowskim
Janem.
Niedługo potem rządna ta pani żyć przestała. Wzięli po
niej w sukcesji Surwiliszki: synowiec Krzysztof Wilczek i siostra
Anna z Wilczków Wodoracka, podsędkówna oszmiańska. Od
Wilczków przeszły Surwiliszki wianem przez Annę Sapieżankę,
z Wilczkówny urodzoną, w dom Naruszewiczów a in subsequenti
tempore posiadł je Aleksander Hilary Połubiński marszałek wielki
W. Ks. Lit. Ten Surwiliszki ze wszystkiemi attynetfcjami dnia
22 grudnia 1678 r. zapisem donacyjnym, reborowanym przez
konstytucję sejmową 1678 r. oo. Jezuitom respective Adamowi

106) Marszałkiem oszmiańskim nazywa go dokument ugodliwy z Fran-
ciszkanami z dnia 25 maja 1629. Z tegoż samego Szorców rodu pochodził
zmarły w 1637 r., pochowany w Wilnie u św. Jana, Mikołaj Krzysztof Szorc,
marszałek oszmiański, o którym Niesiecki wspomina, że dwadzieścia i dwie
lat z obozu nie wyjeżdżał, służąc ojczyźnie w różnych ekspedycjach. Mieć
na uwadze trzeba, że marszałkowie ówcześni tak dobrze jak nie urzędowali
wcale i że de facto nawet wybieranymi nie bywali, jak to widać z akt sejmu
elek. 1669 r., w których czytamy: prawo o marszałkach powiatowych W. X.
Lit., żeby byli per eledionem obierani, że dotąd in executione nie jest, tedy ab
hinc Król Jegomość tych urzędów oddawać nie ma, tylko jednemu bene pos-
sessionato, z czterech elektów na sejmikach powiatowych obranemu, a ktoby
non per electionem na sejmiku albo impossessionatus na ten urząd otrzymał
przywilej, tedy nullitatis subjacere powinien i takiemu dekreta suffragari nie
mogą. Vol. leu. V. f. 17.


193

Wardackiemu Societatis Jesu rektorowi nowicjatu wileńskiego
i wszystkim zakonnikom tegoż klasztoru – darował 107).
Odtąd Surwiliszki przez lat niemal całych sto zostawały
w posiadaniu Jezuitów. Ojcowie, nie można powiedzieć, aby nie-
zakłócony żadnemi kłopotami wiedli żywot. Dokuczali im sąsie-
dzi. Oto np. w 1683 wywiązuje się długi proces z sąsiadką, księ-
żną Radziwiłłowa podczaszyną W. Ks. Lit, właścicielką Subotnik
o granice. W 1705 uskarżają się ojcowie na innego sąsiada swego
na starostę dziewieniskiego Iwanowicza Jana, iż tenże »naje-
chawszy pewnego razu z wieloma assystentami swymi na łąki
wsi Podukupia, spędził chłopa jezuickiego, koszącego tam siano,
zabrał mu siermięgę, kosę i instrumenta do kosy należące i pe-
wnie byłby go zabił, gdyby jegomościa assystenci nie byli poha-
mowali«. A że starosta dziewieniski w napaściach swych i uro-
szczeniach nie ustawał, pisał do niego ksiądz Bartolt, rektor no-
wicjatu wileńskiego, niejednokrotnie, prosząc najczulszemi wyrazy
o zaniechanie nieprzyjacielskich względem sąsiadów wycieczek.
»Wizytując nasze Surwiliszki — pisał ks. rektor — zabrałem
obligacją, ażebym W. M. Panu Dobrodziejowi jako sąsiadowi
naszemu a teraz absenti, listowny oddał honor. Za czym nietylko
imieniem mojem, ale też całego zgromadzenia najniższą W. M.
P. Dobrodziejowi oddaję wenerację. A żem niemałe querelle sły-
szał przeciw obywatelom starostwa dziewieniskiego, którzy nie
mając żadnego dokumentu wdzierają się w łąki nasze surwi-
liskie, pokornie W. M. Pana Dobrodz. suplikuję, ażebyś W. M.
P. Dobrodz. raczył imponere terminum tym pretensjom niesłu-
sznym. Ograniczenie sam teraz lustrowałem; widziałem kopce,
krzyże na drzewach, i też z niemałą żałością moją widziałem
kopiec jeden rozkopany, z którego kamień niemały, ze znakiem

107) Donacją wieczności majętności Surwiliszek w powiecie oszmiańskim
cum omnibus attinentiis z folwarkiem Wierzbuszkami tudzież folwark nazwany
Gura w województwie wileńskiem przez Wielm. Aleksandra Hilarego Połu-
bińskiego marszałka W. X. Lit. Wielebnym OO. Jezuitom nowicjatu wileń-
skiego konferowaną, ex quo pomieniony nowicjat fundatione caret, authoritate
praesentis Conventus za zgodą wszech Stanów salvis oneribus Reipubl. appro-
bujemy. Konst. sejmu grodzieńskiego 1678 dla W. X. Lit. 61.
 POWIAT OSZMIAŃSKI 13


194

krzyża i strzały, wyjęty i od obywatelów dziewieniskich wrzu-
cony w rzekę Gawję. Suplikuję pokornie W. M. Pana Dobro-
dzieja, ażebyś zakazał obywatelom starostwa dziewieniskiego
wiolencje czynić i kazał kamień na miejsce kopcowe powrócić.
Uznaną w tej mierze W. M. Pana Dobrodzieja facilitatem będę
winien przed Panem Najwyższym recompensować«. Starosta do-
stąpił oczywiście owej przyrzeczonej recompensaty, bo zatarg
jakoś niebawem przycichł. — Najbardziej atoli Jezuitom, jak zre-
sztą i wielu innym sąsiadom swoim, dał się we znaki jp. Korsak
marszałkowicz upitski, z przyległych Dorż.
Zakon Jezuitów uległ kassacji. Wszelka doczesna posiadłość
zakonu, z mocy uchwał sejmowych 1773 i 1775 r. przeszła pod
zarząd skarbu Rzplitej i wcieloną została do funduszów komisji
edukacyjnej. Dobra pojezuickie oddawano drogą licytacji przy-
rzekającemu najwyższą od summy szacunkowej procentową do
skarbu opłatę oraz przedstawiającemu najpewniejszą ewikcję 108).
Tym trybem Surwiliszki ocenione 142.220 złp. dostały się
1774 r. Józefowi Kazimierzowi Stypałkowskiemu pisarzowi grodz-
kiemu powiatu lidzkiego. Obowiązał się on płacić do skarbu ro-
cznie 4 ½ % od summy szacunkowej i ewikcję oparł na majątku
swoim Kasperowszczyzna w powiecie lidzkim sytuowanym.
Z początku nieźle mu się działo. Przykupił nawet od księ-
dza Kuncewicza, altarzysty trabskiego, sąsiadujący z Surwilisz-
kami folwark Baranowicze, płacąc zań 30.000 złp. Ale zmieniły
się czasy. Zaczęły rosnąć procesy i długi. Napastował z za mie-
dzy dorżańskiej Korsak. Wodzą się za łby panowie, a odpowia-
dają - poddani. Razu pewnego dwaj chłopi Stypałkowskiego
idą w las, rzekomo dyfferencjonalny, i rąbią tam witki brzozowe;
zjawiają się ludzie jp. Ignacego Korsaka, odbierają od nich sie-
kiery i, niedość na tem, prowadzą ich do Dorż na egzekucję.
Tam — pisze woźny w obdukcji swojej położonego przed
gankiem Jerzego Janczysa wprzód sam wjmp. Korsak, potem

108) Wartość dóbr jezuickich, zabranych na cele edukacyjne, wynosiła
w Koronie i Litwie 32 miljony złp. (Korzon. Dzieje wewnętrzne Polski.
I. 267).


195 

Żołądziewski, szynkarz dorżański, zmieniwszy pana swego już
zmordowanego, z rozkazu tegoż, niemiłosiernie bili, więcej pół-
torasta kijów zaliczyli i drugiego Stanisława Palucia, podobnież
przed gankiem położonego, tenże Żołądziewski bił i bezprzyczyn-
nie pastwił się, tak iż ledwo przy życiu zostają. Innym razem
Korsak, cierpiący »partykularną złość« do sąsiada swego, każe
jednego z poddanych Stypałkowskiego pojmać na drodze i do
siebie do dworu prowadzić. Tam rozciągają nieszczęśliwego na
ramę drewnianą, przywiązują go do niej i sieką co się zmieści
rózgami. Potem sadzi Korsak owego chłopa, okutego w kajdany,
do aresztu i o głodzie ścisłym trzyma przez sześć dni! - Ale
na tem wszystkiem cierpiał osobiście Stypałkowski — mało; ko-
sztowały go tylko procesa. Zaległych rat do skarbu uzbierało
się rychło prawie do stu tysięcy złotych. Stosownie do litery
prawa odjęto od Stypałkowskiego Surwiliszki, za dług wzięto
przykuple, które do Surwiliszek przyłączono, wzięto też folwark
dziedziczny załogowy Kasperowszczyznę i w r. 1791 nieszczę-
śliwy Stypałkowski wyjechał z Surwiliszek w jednym płaszczu
na jednokonnej kałamaszce.
Nastąpił rozbiór kraju. Dobra pojezuickie przeszły w za-
wiadywanie skarbowe. W ciągu lat dziesięciu, z dziesięciu prze-
szło przez Surwiliszki posesorów. Naostatek w 1802 r. izba skar-
bowa wileńska, na zarządzonej licytacji, oddała Surwiliszki Ada-
mowi Kołyszce sędziemu ziemskiemu wiłkomierskiemu. Grani-
czyły one podówczas z Dorżami Korsaka, z Łyczkowcami i Sa-
miszczami Dmochowskiego, z probostwem trabskiem, z Subotni-
kami ks. Radziwiłłów, z Żemosławiem Szczytta marszałka po-
wiatu mozyrskiego, z gruntami Narwiliszek XX. Franciszkanów,
z folwarkami Umiastowskiego; obejmowały tak zwane miasteczko
z kościołem, szpitalem i karczmą oraz jedenaście wsi: Girowicze,
Surwiliszki, Maciuki, Podokupie, Miedziki, Baranowicze, Batuki,
Hanczary, Czerniewicze, Jackowszczyzna i Dworcowszczyzna;
dawały zaś dochodu netto nie więcej nad 8.300 zł. Nie dziw; już
inwentarz 1793 r. zaznaczał, że grunta surwiliskie »bardzo liche
do urodzajów okazują widoki. To też i jp. Kołyszko nie sypiał
w Surwiliszkach na różach. Na domiar niepowodzeń Najwyższy
13*


196

ukaz 1807 r. zarządził podniesienie summy szacunkowej Surwi-
liszek o część czwartą, a opłaty roczne z 4 l/2 i 5% do 6%. Summa
tedy szacunkowa wzrosła do 26.666 rs. 66 3/4 k. a procentu na rok
wypadło płacić Kołyszce 1.600 rub. Surwiliski dziedzic uległ -
długom; zadłużywszy się skarbowi na kilkanaście tysięcy rubli,
oddać musiał i majątek i inwentarz i własną wszelką ruchomość.
W 1817 r. ówczesny minister oświaty Adam ks. Czartoryski po-
lecił Surwiliszki wystawić raz jeszcze na niewiedzieć którą licy-
tację. Przy majątku srodze spustowanym utrzymał się Jan Zie-
leński, obowiązawszy się płacić rocznie funduszowi komisji edu-
kacyjnej najwyższą summe: 1.900 rs. 107). Nie świetnie wiodło się
i Zieleńskiemu; już w 1825 r. było na Surwiliszkach 5.000 rs.
remanentu. Nie wiele brakowało, aby trzecia z kolei jednokonna
kałamaszka zajechała przed ganek surwiliskiego dworu. Porato-
wali krewni i dobrzy ludzie, ale któżby się nie był zdegustował
do gospodarki w tak opłakanych warunkach?
Dnia 9 marca 1840 r. Apolonja Zieleńska ustępuje Surwi-
liszki Annie ze Skibińskich Zygmuntowej Popławskiej, która tę
majętność, obejmującą około 180 włók i liczącą 86 dusz męskich,
synowi swojemu Romanowi Popławskiemu darowuje.
Popławscy przyszli nam na Litwę z koronnego lubelskiego
województwa, gdzie jeszcze w 1520 r. Jan Popławski herbu Śle-
po wron posydował majętność Tchorzewo oraz sytuowaną tamże
dziedziczną własność ziemską zwaną Ruda-Popławy leżącą »w polu
szczerbińskiem«, od której sam on i potomkowie jego zwać się
poczęli, dla odróżnienia się od innych Popławskich - Popław-
skimi-Szczerbikami. Dopiero Benedykt Karol, urodzony 1691 r.,
syn Michała podstolego krzemienieckiego, podarowawszy synowi
swemu Walerjanowi ojczystą Rudę, przeniósł się z Korony na

l07) Dwór surwiliski ówczesny nie wyglądał pokaźnie; stał tam stary
budynek mieszkalny nieduży z drzewa ciosanego, z przybudówką słomą krytą,
z wyprowadzonemi nad dach trzema kominami, dwoma z cegły, a trzecim
drewnianym — dla optyki. Front domu zdobił ganek o czterech słupach;
siedm pokoików wypełniało skromny dworek; całą ozdobę bawialni stanowił
garnitur mebli płótnem zwyczaj nem ociągniętych, podpierających ściany na
kolor blado-różowy pomalowane.


197

Litwę i dziedziczył majętnością Sieniewicze w powiecie grodzień-
skim, zagarniętą następnie w pierwszej połowie XVIII wieku
przez ks. Massalskiego kasztelana wileńskiego, hetmana polnego
litewskiego. Linja Popławskich litewskich poszła przez Łukasza,
syna Benedykta Karola (ur. 1716) na syna tegoż, Benedykta
Wojciecha starostę młodzieszańskiego, ur. 1740. Benedykt Woj-
ciech miał dwóch synów: Wincentego pisarza ziemskiego me-
reckiego, właściciela Kiejżan w Trockiem oraz Rafała Klemensa.
Ten ostatni, urodzony w 1775, ożeniony z Izabellą Tomaszewi-
czówną, był sędzią granicznym powiatu oszmiańskiego, następnie
chorążym oszmiańskim i starostą młodzieszańskim. W 1801 r.,
Narbutt wojski lidzki, trzymający od 7 stycznia 1794 r. w emfi-
teutycznej posesji starostwo trabskie, ustąpił je Rafałowi Klemen-
sowi Popławskiemu, który w Trabach założył pierwszą na Litwie
wielką fabrykę wyrobów sukiennych, zatrudniającą przeszło dwu-
stu ludzi. O rozległości byłego starostwa trabskiego daje już to
miarę, że płaciło się z niego do skarbu kwarty 3.421 rs. i że li-
czono w niem 709 dusz męskich poddanych. Rafał Klemens
umarł w 1827. Jedyny syn jego Zygmunt (ur. 1798) objął po ojcu
starostwo trabskie i władał niem na prawie emfiteutycznem do
1844 r. a zaś na prawdę dzierżawnem jeszcze przez lat trzy, t. j.
do 1847 (poczem b. starostwo trabskie przeszło w administrację
rządu). Żona to Zygmunta Popławskiego, Anna ze Skibińskich,
nabyła, jak się rzekło, w 1840 r. Surwiliszki.
Po Zygmuncie objął dziedzictwo Surwiliszek syn jego Ro-
man Popławski (ur. 1825, ożeniony z Zofią z hr. Mohlów); po
Romanie zaś dzisiejszy Surwiliszek właściciel Stanisław Popław-
ski, z Domejkówną ożeniony. Jego zapobiegliwej rzutkości za-
wdzięczają Surwiliszki, zawsze jednostajnie trudne, z powodu
jałowości gruntu, do intratniejszego zagospodarowania, powsta-
nie kilku przedsiębiorstw przemysłowo-fabrycznych, między któ-
remi piękne już, zarówno dla właściciela jak dla okolicy, zaczyna
dawać rezultaty fabryka dachówek, zatrudniająca trzydziestu
robotników. Od czasu do czasu, przez kilka letnich miesięcy,
funkcjonuje fabryka kleju stolarskiego. Surwiliszki, posiadane
do dziś dnia na dawnych, dla majątków pojezuickich ustanowio-


198

nych prawach, mają w chwili obecnej ogółem 1297 dziesięcin
obszaru (nadział włościański odjął od nich około 90 włók) i płacą
do skarbu rocznie w dwóch ratach 800 rs.

Między Graużyszkami a Oszmianą, w klinie dwóch zbiega-
jących się do Oszmiany gościńców: holszańskiego i grauży-
skiego — leży majętność Nowopol, siedziba dziś — Odachowskich.
Pierwotna Nowopola nazwa była Polany Łoszelowskie od
dziedzica w 1590 r. Mikołaja Łoszela. Łoszelowie zbyli posiadłość
swoją Krzysztofowi Hermanowi, ten zaś sprzedał ją w 1630 Da-
nielowi Woroniczowi. Za aktoratu Woroniczów trzymali Nowo-
pol kolejno w zastawie: Juszkiewicz, Wolan (1642—1646), Za-
błocki i Jeśman. Czasu zastawy tego ostatniego, około 1665 r.
Jan Filon Woronicz zbył Nowopol Malewiczowi chorążemu par-
nawskiemu, poczem majątek przeszedł do Jesmanów, wreszcie
do Wieczorów, którzy go około 1750 r. przedali Antoniemu Szy-
manowskiemu 108).
Z dziedzictwem Szymanowskich łączy się wspomnienie dłu-
giego zatargu ze szlachtą okolicy zwanej Poleniki, leżącej tuż
u traktu holszańskiego, miedza w miedzę z Nowopolem. Szło
o gruntu kawał Stodoliszczem zwany, przylegający do gościńca.
Pobudowali byli kiedyś na nim jeszcze poprzednicy Szymanow-
skich w Nowopolu karczmę. Szlachta polenicka, roszcząc do
tego gruntu pretensję, uczyniła najazd i karczmę zniosła. Z bie-
giem lat, widownia awantury pokryła się bujnym lasem. W 1773
Szymanowscy, pragnąc wznowić dyfferencję, las ścięli; szlachta
burzyła się, protestowała, ale oporu stawić nie śmiała. Zachęceni
tem Szymanowscy, aby posesję swoją na rzeczonym gruncie
utrwalić, wznieśli na nim, tuż w pobliżu gościńca — kaplicę.
Tego było już szlachcie zawiele. Zebrawszy się w kupę, pod
przewodem jp. Józefa Komara najpokaźniejszego w Polenikach
dziedzica, kaplicę nawpół ukończoną rozwalili, porąbali, z po-

108) Stan majętności Nowopola na sąd podkomorski lidzki podany i akty-
kowany 1801 r. — oraz inne dokumenta z arch, w Bołtupiu.


199 

wierzchni ziemi sprzątnęli. Sypnęły się pozwy i dekrety; proce-
sowano się jeszcze w 1781 r., ale jaki cała sprawa ostatecznie
obrót wzięła, o tem już wieść do nas nie doszła 109).
Był następnie Nowopol własnością Ganów i jako majątek
posagowy Ganówny, żony Ignacego Odachowskiego, przeszedł we
władanie dzisiejszych właścicieli. Jerzy Odachowski (dziad obe-
cnego Nowopola dziedzica) posiadał Gierwiaty, majętność dziś
Domejków, u granicy oszmiańskiego, w powiecie wileńskim sy-
tuowaną. Nawiasem połóżmy wiadomość, że Tadeusz Domejko,
urodzony z siostry Jerzego Odachowskiego, będąc opiekunem
wdowy po Jerzym Odachowskim, rozkochał się w przecudnej
urody wujence swojej (Strusiównej z domu) — i z nią się ożenił.
Tą rzeczy koleją przeszły Gierwiaty w dom Domejków.
Syn Jerzego Odachowskiego, Ignacy, urodzony w 1775 r.,
napoleonista, ozdobiony medalem św. Heleny, następnie pułko-
wnik wojsk polskich w 1831 r., wybitną odegrał rolę czasu przed-
ostatnich zaburzeń krajowych. Na innem miejscu do wspomnie-
nia o nim powrócimy. Umarł przeżywszy równo lat sto, w 1875 r.
Syn jego, Napoleon Odachowski, ożeniony z córką Kazimierza
Domejki (siostrzenicą Ignacego), złożywszy w ręce hr. Prze-
ździeckiej dwudziestokilkuletni zarząd dobrami ś. p. Rajnolda
Tyzenhauza, osiadł w rodzinnym podoszmiańskim Nowopolu
i zajął się czynnie i skwapliwie dźwignięciem na nową stopę
gospodarki oraz odbudowywaniem dworu, zniszczonego do fun-
damentów, przed laty trzydziestu, kilku z kolei pożarami. Piękną
Nowopola ozdobę stanowi nowo zbudowana wśród malowniczego
borku, opodal dworu stojąca kaplica, nad mogiłą syna dzisiej-
szego Nowopola dziedzica wzniesiona.

109) Akta procesu w Bienicy.

HOLSZAŃSKA ZIEMIA.

Dziedzice Holszan z rodu Algimuntowiczów. — Księżniczka Olena i Paweł Sa-
pieha.— Sapiehowie w Holszanach. — Pierwsza w Polsce exdywizja 1647—1650
roku. — Rozdrobienie i dalsze losy Sapieżyńskiej fortuny. — Holszany (fun-
dum). — Zamek. — Kościół. — Michałowszczyzna. - Teresjanów. — Kozło-
wszczyzna. — Rosalszczyzna. — Karłowszczyzna. — Paszkiszki. — Dorże. —
Poholsza. — Anielin. — Bohdanów. — Jachimowszczyzna. — Remikiszki.

Po wygaśnięciu w 1267 r. rodu Palemona, z którego wy-
szedł był niemały szereg książąt panujących nad Litwą całą, po
gwałtownej śmierci ostatniego z Palemonów Wojsiełka, zdra-
dziecko zamordowanego przez Lwa, księcia Włodzimierskiego, we
Włodzimierzu na Wołyniu,—rozpadła się Litwa na większe i mniej-
sze księstwa, nie mogące przez lata długie połączyć się w pań-
stwo jednolite. W ciągu tego niejasnego dziejów litewskich okresu
osiadają rozmaici książęta na samoistnych litewskich dzielnicach
a o książętach tych wiemy przeważnie tylko z podań narodo-
wych; o niewielu z nich wspomina wiarogodna historja. Poda-
niowi z czasów owych książęta są: Swyntorog, od którego imie-
nia zwała się dolina, wpośród której stanęło potem Wilno, Tra-
bus domniemany założyciel Trab, Romunt i wreszcie Narymunt,
któremu przypisują nadanie Litwie po dziś dzień istniejącego
herbu, pogoni.
Jeden z synów owego samodzielnego księcia litewskiego
Romunta ll0) zwał się Holsza i założycielem był Holszan oraz

110) Niesiecki, bawiąc się w pochlebne dla niektórych rodzin naszych do-
mysły, pisze: «Romand, książę litewski, zostawił pięciu synów, od których


202

pierwszym władcą rozległych dóbr skupionych dookoła tej sie-
dziby, stanowiących odtąd książąt Holszańskich potężną dzielnicę.
Synem tego Holszy był Algimunt (Olgimunt, Ougemund)
w 1280 r. a synowie tego Algimunta i wszyscy odtąd potomko-
wie rodu książąt Holszańskich jęli zwać siebie Algimuntowiczami.
Pewnem jest, że rodzina Algimuntowiczów, już może za czasów
Gedymina (1315—1339), przyjęła wiarę chrześcijańską (aby na-
po wrót wrócić do pogaństwa) i prawdopodobnem jest, że Gedy-
min jednemu z Algimuntowiczów, Mindowgowi, po bitwie pod
Irpieniem, powierzył zarząd Kijowa (1321 r.). Jan - właściwie
Iwan — Algimuntowicz książę Holszański (Hersog Iwan von Gal-
schan Ougemundesson - jak podpisuje się na ugodach Witolda
z Zakonem) był towarzyszem losów Witolda, który córkę jego
Ulijannę poślubił. Przebywał on razem z Witoldem u Krzyżaków
(1388), córkę Witolda, poślubioną Bazylemu W. ks. Moskiewskiemu,
morzem z Gdańska do Narwy a potem lądem do Moskwy pro-
wadził, z Witoldem wyprawy pod Wilno odbywał; następnie ra-
zem z tym starodawnej Litwy bohaterem rósł w niepomierną po-
tęgę i znaczenie. Umarł około 1401 r.
Syn jego Andrzej miał trzy córki: Wasilisę za Olgierdowi-
czem, księciem Bielskim, Marję, żonę Eljasza hospodara Moł-
dawskiego i Zofję (Sońkę), która w 1422 r. poślubiwszy Jagiełłę,
króla polskiego, koronowaną została w Krakowie w 1424 r.; jako
wdowa, zmarła na zamku krakowskim 31 września 1461 r. Pisze
o niej Długosz (II. 277), że była to pani rzadkiej pobożności
i hojności, nawet rozrzutna nad miarę swoich dochodów, wynio-
słego serca, dumna, niestałego umysłu. Zofja ks. Holszańska była
matką Jagiellonów; z niej jednej miał król Jagiełło potomstwo.
Inny syn Iwana, książę Szymon (Symeon dux de Olschani),
był namiestnikiem Witolda w Wielkim Nowogrodzie. Po wynie-
sieniu Świdrygiełły na Wielkie Księstwo Litewskie, kniaź Szy-
mon przeszedł na stronę Zygmunta Kiejstutowicza, pretendenta

wielkie w tym kraju domy urosły, to jest od Narymunda, najstarszego syna,
dom książąt Radziwiłłów wywodzi Kojałowicz; od Doumonta książęta Siesickie
i Świrskie poszły; od Giedrusa Giedrojciowie; Trojden w klasztorze życie
swoje zakończył; od Holszy dom książąt Holszańskich«...


203 

do tronu wielkoksiążęcego i wspólnie z nim wykonał w 1432 r.
wspomniany na innem miejscu napad na Świdrygiełłę, bawią-
cego z dworem swoim w Oszmianie. Świdrygiełło umknął a Zy-
gmunt został Wielkim Księciem, atoli w 1433 r. kniaź Szymon
Holszański dostaje się w Borysowie do niewoli Świdry giełły
i odesłany do Witebska, utopion w Dźwinie.
Niemniej wybitną rolę w dziejach litewskich odgrywa syn
jego Jerzy (Dux Georgii Syemionowicz). Dowiedziawszy się w 1440 r.
o śmierci W. Księcia Zygmunta, zwołał on do swoich Holszan
radę panów litewskich i ci wysłali z Holszan posłów zaprasza-
jących na tron wielkoksiążęcy Kazimierza Jagiellończyka. Sam
ks. Szymon witał następnie w Brześciu przybywającego na Li-
twę królewicza, i osypany książęcemi i królewskiemi łaskami,
umarł — prawdopodobnie w 1457 roku — zostawiwszy pięciu
synów.
Z działu między braćmi otrzymał ks. Aleksander posiadłość
ziemską Lebiedziew wraz z tytułem księcia lebiedziewskiego.
Kasztelanem wileńskim był i brał udział w poselstwie jadącem
w 1494 r. do Moskwy po żonę dla króla Aleksandra.
Ostatnim z Algimuntowiczów holszańskich był syn ks. Ale-
ksandra, Paweł, biskup łucki, następnie wileński (1536 — 1555),
który testamentem w 1544 i 1551 r. sporządzonym zapisał był
dobra swoje: Holszany, Wołpę, Lebiedziew, Chożowę, Duniłowi-
cze, Stanków, Hłusk, Żytyn królowi Zygmuntowi Augustowi.
Król atoli, na instancję spadkobierców biskupa Pawła, hojnego
zapisu nie przyjął 111).
Synowica biskupa Pawła Olena z linii Dubrowickiej, księż-
niczka Holszańska, córka kniazia Jurja i Marji Sanguszkówny,
zaślubiwszy około 1525 r. Pawła Sapiehę, z linii Sapiehów Ko-
deńskich, wniosła dziedzictwo Algimuntowiczów, Holszany, w dom
Sapiehów.
Paweł Sapieha marszałek hospodarski, na mocy działu
z braćmi w 1519 r. dokonanego, właścicielem był Kodnia i po-
łowy Druji; gorliwy o chwałę Bożą, liczne w dobrach swoich

111) J. Wolff. Kniaziowie Litewsko-Ruscy. Warszawa 1895, str. 94 i następ.
Przyałgowski. Żywoty biskupów wileńskich. Petersburg 1860, str. 132—160.


204

wzniósł kościoły, lecz w sprawach publicznych nie odegrał wy-
bitniejszej roli. Wojewodą był podlaskim a następnie nowogrodz-
kim. Pamiętnym jest zatarg jego z królową Boną, posądzającą
go o zabranie cudzych gruntów dla wzniesienia miasta i zamku
w Kodniu. Proceder trwał długo; dopiero Zygmunt August
w 1547 r. na Litwę przybywszy, wniknął bliżej w szczegóły tej
sprawy i wydał Pawłowi Sapieże potwierdzenie poprzednich
przywilejów na dobra kodeńskie z przyległościami. On to pod-
pisuje w Lublinie w 1569 r. akt unji. Olena Holszańska umiera
około 1558 r. i pochowana w cerkwi zamkowej kodeńskiej a po
jej śmierci wstępuje Sapieha w związki małżeńskie z Chodkie-
wiczówną. Dzieci zostawił Paweł Sapieha kilkoro. Z rozdziału
między rodzeństwem wziął Mikołaj Sapieha, urodzony z Oleny
Holszańskiej, Dorże, część dóbr holszańskich, które w 1583 roku
zbył za 3500 kop groszy kasztelanowi wileńskiemu Ostafjejowi
Wołłowiczowi. Fundum holszańskie otrzymuje ze wspomnianego
działu Bohdan Sapieha, kasztelan smoleński, wojewoda miński,
też z Oleny Holszańskiej urodzony i poślubiwszy kniażnę Ma-
rynę Kapuściankę, zapisuje jej trzecią część Holszan. On to,
jeszcze przed 1559 r., dla odległości niektórych wsi od głównego
fundum, założył fundum drugie pod nazwaniem Bohtianowa. W skład
tej wielkiej filii Holszan weszły folwarki: Hołoblewszczyzna, Go-
reckowszczyzna, Jachimowszczyzna ze wsiami Jachimowszczyną,
Czernice, Dubowicze, Dziesiętniki, Wojgiany, Pierzchały, Bukaty,
Naruszowce, Kozierowce, Połuby i Rymowicze. Umarł Bohdan
Sapieha 1593 r., trzymając się stale obrządku wschodniego i po-
chowany w wileńskiej cerkwi św. Trójcy.
Za aktoratu Bohdanowego syna, Pawła Sapiehy (ur. 1565),
miały Holszany najświetniejsze swoje czasy. W 1580 r. pokojowy
króla Stefana Batorego a po wstąpieniu na tron Zygmunta III
dworzanin hospodarski, następnie koniuszy w 1593, starosta dyr-
wiański, homelski, oszmiański i telszewski, otrzymuje w 1623 r.
urząd podkanclerzego litewskiego, spełniając powierzone mu obo-
wiązki z przykładną skrupulatnością. Żywot Pawła Sapiehy do-
statecznie przedstawiony jest w przywileju, którym mu przez
króla nadane zostało w obozie pod Smoleńskiem w 1610 r. sta-


205

rostwo homelskie: »Paweł Sapieha, koniuszy W. Ks. Lit., staro-
rosta oszmiański, postępując przykładem cnych przodków swoich
przystojnie, pilnie, będąc w komorze króla Stefana czas niemały
onemu służył, tak że od zaczęcia panowania naszego, po wszy-
stek czas bytności swej na dworze naszym, we wszystkich spra-
wach i postępkach swych, przystojnie, pilnie, wiernie i dbale,
z ozdobą dostojeństwa naszego, posługi swoje nam i Rp-tej od-
dawał; poczty znaczne na każde potrzeby nasze i Rp-tej swym
własnym kosztem wywodził; także insze różne sprawy nasze
i Rp-tej przedkładane miewając, z wielką życzliwością i chęcią
do usługiwania naszego — wykonywał; w których usługach do
końca nie ustając, na teraźniejszą ekspedycję moskiewską nie-
mały poczet ludzi, jazdy i piechoty, swoim własnym kosztem
żywił; za co konferujemy starostwo homelskie i t. d.«. W nagrodę
również usług oddanych królowi i ojczyźnie otrzymuje Paweł
na Holszanach Sapieha liczne dobra a między innemi w 1633 r.
wakujące po śmierci Jadwigi Piaseckiej, wdowy po pisarzu pol-
nym, starostwa Gieranony i Lipniszki z folwarkiem Ryńdziuny.
Polubowną ugodą dopełnia rozgraniczenia dóbr holszańskich od
majątku Dorze Jana Korsaka, sekretarza królewskiego. Ożeniony
był Paweł Sapieha trzykrotnie. Pierwszą jego żoną była Elżbieta
Wesselinówna, po której wziął w posagu 36.250 zł., przeciwko
którym zapisuje jej oprawy sowitej (tj. podwójnej) 72.250 zł.,
opartych na połowie dziedzicznych dóbr Holszan i Bohdanowa 112).

112) »Na połowicy — jak pisze w swoim zapisie »oprawnym« w 1602 r.—
całej i zupełnej imienia mego Olszan z folwarkiem, dworem, stawy, także
arędą, czynszami, także zupełnej połowicy wsiów Drelewicz, Czurk, Wołowik,
Kowby, Nowosad, Zahladnik, Gebeniąt, Dorgiszek, Ciennik, Norenek, Siemier-
nik, Sienkieniąt, folwarku Wonojedowski, Goreczkowski z poddanemi i innych
wsiach i dobrach do tej majętności olszańskiej należących mnie jakimkolwiek
prawem służących, także na całej i zupełnej połowicy imienia mego Bohda-
nowa, całego także miasteczka Bohdanowa, z dworem, stawy, także arędą,
czynszami, więc na połowicy wsi Pierzchail, Dziertnik, Nowisioł, Rymowicz,
Dziesiątnik, Wojstontowicz, Dowkniewicz, Listwian, Oleblisk, Naruszewicz, In-
kowicz, Jachimowszczyzny, Jachimowskiej, Polludy, Bukat, Koszarz, Czernice
w powiecie oszmiańskim leżących i innych wsi do tego Bohdanowa należą-
cych, wyjmując jednak nadanie kościelne przez się uczynione. - (Sapieho-


206

Po śmierci jej żeni się w 1618 r. z Katarzyną Gosławską, a gdy
ta umiera, wstępuje po raz trzeci w związki małżeńskie z osobą
tym razem z Korony, co dotychczas rzadko się zdarzało w ro-
dzinie Sapiehów, mianowicie z Zofją Daniłłowiezówną. Ostatnie
lata życia, złamany wiekiem i usługami ojczyźnie, w których
stracił był rękę podczas wojny z Moskwą, spędził podkanclerzy
Paweł Sapieha w Holszanach; tamże na zamku 19 lipca 1635 r.
umarł i pochowano go w fundowanym przez niego holszańskim
kościele przy klasztorze Franciszkanów. Wdowa po nim, Zofja,
wychodzi w 1638 r. zamąż za Opaleńskiego, podskarbiego na-
dwornego koronnego i pogrzebiona w Leżajsku. W holszańskim
kościele nie spoczywają zatem obok Pawła Sapiehy trzy jego
żony we wspólnym grobie, jeno upamiętnił je tylko rzeźbiarz na
podkanclerzego sarkofagu.
Po dziedzicu Holszan zostały trzy córki, z których Krystyna
poślubiwszy podstołego Jana Chodkiewicza, umarła przed ojcem
nie zostawując potomstwa, a dwie drugie wstąpiły do zakonu.
Dobra Pawła Sapiehy przeszły na dwóch jego synowców, Kazi-
mierza i Tomasza, którzy działu ich w 1638 r. dopełnili. Kazi-

wie. Materjały historyczno-genealogiczne i majątkowe. Petersburg 1890—1894.
I. 455).
Podstawą stosunków majątkowych między małżonkami, w tych kształ-
tach, w jakich widzimy je ujęte w trzech statutach litewskich (1529, 1566
i 1588 r.) jest zasada zupełnej podzielności majątków małżeńskich. Majątki
dane kobiecie w posagu, były jej osobistą własnością. Przed zawarciem mał-
żeństwa, narzeczony wydawał narzeczonej, rodzicom lub krewnym, wnoszącym
za nią posag, wianowy list czyli zapis, w którym zabezpieczał wniesienie,
w pewnej sumie pieniędzy, na trzeciej części swego nieruchomego majątku.
Majątek, na którym ciążyła oprawa, znajdował się w użytkowaniu męża, nie
mógł on go jednak sprzedać ani zastawić bez zgodzenia się żony. Żona miała
na majątku tym hipotekę; nie podlegał on odpowiedzialności za długi, zobo-
wiązania i przestępstwa męża, popełnione w czasie po sporządzeniu wianowego
zapisu. Majątek ten jednak odpowiadał za zobowiązania się i długi samej żony.
Po śmierci męża żona zostawała na stolcu wdowim, użytkując z zapisanej
oprawy do końca żywota lub do powtórnego zamążpójścia. W tym ostatnim
wypadku sukcesorowie męża, który zapisał jej oprawę, mogli ją wywianować
płacąc całą sumę wiana. Po śmierci żony cały jej majątek przechodził w spadku
na dzieci. (WŁ Spasowicz. O stosunkach majątkowych między małżonkami
wedle dawnego prawa pols. «. Pisma IV. 38—49).


207 

mierz Sapieha, starosta niemonoicki, leśniczy bielski, otrzymał
po stryju na swoją schedę Bohdanów, a Tomasz marszałek try-
bunału, wojewoda nowogrodzki, wziął Jachimowszczyznę, Wakę
i Pietuchów. Dobra Holszany w dział nie weszły z powodu znacz-
nych długów je obciążających. Kazimierz umarł w 1639 r., To-
masz w 1646 i pogrzebion w kościele holszańskim.
W rok potem (1647 r.) nastąpiła — pierwsza w Polsce —
(ukończona w 1650 r.) eksdywizja i rozdrobienie połowy Holszan
między kredytorów ś. p. Tomasza Sapiehy. Druga Holszan po-
łowa, z rezydencyą samą, utrzymała się przy dwóch córkach Ka-
zimierza Sapiehy, Annie i Barbarze.
Po wyjściu samego fundum holszańskiego oraz Bohdanowa
z rąk Barbary Sapieżanki Wołłowiczowej, pozostała jeszcze przez
czas pewien resztka Holszańszczyzny we władaniu Sapiehów,
ale o niej wiemy tyle tylko, że w 1677 r. przeszła w ręce Kazi-
mierza Władysława Kodeńskiego Sapiehy, kasztelana trockiego,
słynnego wojownika, właściciela dóbr kodeńskich i Murowanej
Oszmiany. Tenże Sapieha oddaje w 1692 r. holszańskie posia-
dłości swoje (jakie?) pod zastaw Andrzejowi Kamieńskiemu, cze-
śnikowi bracławskiemu, za pożyczoną sumę 18.000 zł. Ostatecznie
resztek Holszańszczyzny wyzbywa się w 1704 r. Jan Fryderyk
Sapieha, ostatni ostatniego skrawka ziemi holszańskiej z rodu
Sapiehów właściciel 113).
Taksa eksdywizorska Sapieżyńskich dóbr Holszańskich, tak
niezmiernie doniosłego dla całej okolicy znaczenia, dopełnioną
została ostatecznie w 1650 r. Aktu tego dokonał Adam Maciej
Sakowicz starosta oszmiański, koniuszy wileński, dzierżawca ja-
kuński, wydzieliwszy i dla siebie samego »za fatygę« folwarków
i sched niemało 114).
Nawet samo fundum uległo rozdziałowi; linja demarkacyjna,

113) Patrz niżej, str. 212.
114) »...a że ja, starosta, zacząwszy od dnia 11 Augusta aż niemal do
ostatniego dnia miesiąca Nowembra odprawując pomiary gruntów, czyniąc
weryfikacje gruntów, poddanych, ziemian, bojar i komputując wszystką ma-
jętność bohdanowska i Olszańska i potem równy dział czyniąc, wielką pracę
i zabawę a za tem omieszkanie wielu ważnych swoich spraw i potrzeb ponio-


208

oddzielająca własność zięciów Sapiehy od własności reszty kre-
dytorów, przeszła tuż pod samym zamkiem, zaś starosta Sako-
wicz zawarował jedynie, aby nikt z osób, którym dostały się za-
budowania dworskie, nie śmiał murów rozbijać i rujnować. Za-
mek trzypiętrowy z ogromnemi sklepami, mnóstwem izb, piecami
w herby, drzwiami snycerską robotą misternie ozdobionemi, mar-
murowemi na słupach kominkami, przypadł w udziale obu cór-
kom Kazimierza Sapiehy, Annie Leśniowolskiej starościnie brań-
skiej i Barbarze Wołłowiczowej cześnikowej W. Ks. Lit. wiań-
skiej i płotelskiej starościnie, oraz ich małżonkom. Przepołowione
zostało miasteczko samo, wieś Darklowce (Drahlowce), sioło Siemier-
niki (włok 20), sioło Dorgiszki (włok 20) siedziba tatarów Wojni-
czów (włok 6) i Sienciłów (włok 9). Zaścianek Krywule (włok 4),
dany przez Sapieżynę podkanclerzynę sec. voto Opaleńską
marszałkowa koronną, w dożywocie popowi holszańskiemu, zo-
stawił starosta »upatrując, że żadnej innej fundacji na cerkwie
holszańskie niemasz« po wieczne czasy przy pomienionych
cerkwiach.
Uległy dalej rozdziałowi: folwark Remejkiszki w zastawie za
30.400 zł. u Stanisława Dziewiałtowskiego będący, włość Remej-
kiszki (sioło Norszty 115), wieś Nowosiady, wieś Wojsznaryszki,
sioło Wołowiki, tegoż sioła »morgów błotnych 13« i t. d., czyli
włości Remejkiskiej ogółem włok 88), folwark Paszkiszki w zasta-
wie za 9.000 zł. u Rogińskiego będący (»...przy samych wro-
ciech - pisze starosta eksdywizor — domek stary, izba biała
z komorą, naprzeciwko piekarnia, syrnica, świronek; za wrotami
obory stare, gniłe dwie, gumno jedno. Ogród owoszczowy, po-
nieważ tylko jeden a niemały, tedy na poły rozdzieliwszy, prze-
pędzić bróznami kazałem i połowicę Jegomości panu cześnikowi

slem, mierniczych i różnych osób, którzy tego pilnowali, kontentując, niemało
własnego sumptu mojego łożyć musiałem, zaczem...« liczy sobie starosta bo-
nifikacyi 20.054 złote w zamian za które tyle to a tyle ziemi sobie wydziela,
zupełnie tak, jakby on sam był Sapiehów kredytorem.
115) Norszty i Sakocienięta należą między 1711 a 1733 r. do dóbr hol-
szańskieh i w zastawie są u Szymkowiczowej starościny trabskiej.


209

podałem, a drugą połowicę równą na kreditory zostawiłem. Ryb-
nik za ogrodem z upustem starym, na poły z kreditorami zosta-
wiłem. Bydła ani zboża połowicy JmPan Rogiński oddać nie
chciał, o które salvę za domawianiem strony Jmści Panu cześni-
kowi W. Ks. Lit. zachowuję«), sioło Paszkiszki, sioło Sienkieniata
(dziś wieś), sioło Łyczkowce, sioło Charytońce, sioło Piwowarce.
W dalszym ciągu uległy taksie eksdywizorskiej: sioło Ko-
raby, sioło Czurki, puszcza Jachimowska, folwark Kozłowszczyzna
wydzielony za sumę zastawną Janowi i Konstancji Bortkiewi-
czom, folwark Michałowszczyzna, sioło Siekierowce, majętność Jachi-
mowszczyzna, sioło Kryczniki, wioska Dobowicze, sioło Narciuki, sioło
Markienienta, sioło Datkowce, grunta pod Krewem za Borunami
leżące, zwane Pikmanowszczyzna, również grunta sąsiadujące z po-
siadłościami tatarów Hamszyców, z Ponarami, z gruntami ple-
bana krewskiego, z posiadłościami Judyckich i Kozłów; sioło Sa-
kocienięta, sioło Kowszary, wieś Kozłowicze, majętność Klewica, wy-
dzielona w połowie Mikołajowi Gruzdziowi, obliczając włókę pól
dwornych z sianożęciami po 250 złotych; po tejże cenie włókę
puszczy klewickiej ; sioło Reszkuciany, sioło Kozorezy, majętność
Bohdanów z folwarkami Hołobliszki i Goreckowszczyzna i wszystkiemi
attynencjami, sioło Borcie, sioło Ludy, wieś Nowosiady, wieś Gir-
duszki, uroczyszcze Szylwy w puszczy wspólnej z Trabami, wieś
Czernica, uroczyszcza nad rzeką Czernicą, wieś Wołowiki (włok 27)
rozdzielona w ten sposób, że 14 włok wydzielono Sapieżankom,
10 włok kredytorowi Dziewiałtowskiemu a 3 włoki wziął sobie
»za fatygę« Sakowicz. Te wsie, które mało miały sianożęci, wy-
posażono używalnością na błotach pod Paszkiszkami, pięknem
sianem porosłych.
Starodawny, przez Algimuntowiczów wzniesiony na górze
pod Holszanami, drewniany zamek warowny leżał w ruinie. Po
dziś dzień na górze owej trzy wiorsty od miasteczka odległej,
Horodyszczem pospolicie zwanej, wyorują cegły i szczątki fun-
damentów. Paweł Sapieha dźwignął był w Holszanach nową re-
zydencję, do chwili obecnej w nieznacznej części istniejącą, »zam-
kiem« zwaną, dźwigającą na sapieżyńskich podwalinach dom
mieszkalny dzisiejszych Holszan właścicieli. »Zamek wzniesiony
POWIAT OSZMIAŃSKI. 14 


Holszany. Widok ogólny. Ulica.

z grubych murów - pisał o nim Baliński w 1837 r. ll6) — ma
w sobie kwadratowy dziedziniec, do którego wielka brama skle-
piona prowadzi«. — »Będąc opiekunem nad nieletniemi dzie-
dziczkami dóbr Holszan — pisze W. Raczkiewicz w 1860 r. 117)—
miałem zręczność zamek holszański obejrzeć: mogę mówić, że na-
wet i dziś na Litwie jest to najwspanialsza budowa. Szwedzi go
po większej części zrujnowali, ale w części i dotąd jest jeszcze
mieszkalny. Zamek to obszerny, kwadratowy; po rogach miał
cztery wieże, oraz przy ścianach północnej i południowej po je-
dnej bocznej; front na wschód słońca. Cały zamek był trzypię-
trowy i zamieszkany. Z jego świetności, prócz w części ścian,
a w większej części ruin, nic nie pozostało; gdzieniegdzie drobne
cegiełki różnych figur i kolorów walają się, któremi niegdyś po-

116) M. Baliński. Pamiętniki o królowej Barbarze. Warszawa 1837 r.
Tom I, str. 3.
117) W. Raczkiewicz. Roztrząsania zasad historyi północnej Europy.
Wilno 1860 r.


211

sadzki pokojów były sadzone«. - »Połowa tego zamku - czy-
tamy w »Słowniku Geograficznym« z roku 1882, tom III, str.
163 — utrzymuje się dotąd w stanie mieszkalnym, ale już niema
trzeciego piętra; kaplicę obrócono na skład różnych rupieci, tylko
w kilku pokojach pozostały ślady malowideł na płótnie i sufi-
tach; para dawnych widoków nade drzwiami, wreszcie portret
któregoś z Sapiehów i stół marmurowy dopełniają szczupłej
garstki niemych świadków przeszłości Sapieżyńskiego zamku«.
W chwili obecnej (1895 r.) zamek holszański już prawie całko-
wicie wyzbył się wszelkich przeszłości śladów. Narożne baszty
starodawne porozsadzał prochem właściciel do niedawna Holszan,
Garbaniew, potrzebujący wytrzymałych cegieł dla budowania
karczmy w miasteczku; baszta została jedna tylko, stojąca opodal
murowanej rezydencyi, osiadłej na dawnych zamkowych funda-
mentach; stoi, podobno, jeszcze w ogrodzie kaplica Sapieżyńska,
raczej stoją jeszcze jej szczątki na spichlerz czasowy obrócone;
znajduje się jeszcze, podobno, we dworze portret »któregoś z Sa-
piehów«. Tuż przy »zamku« rozpoczyna się miasteczko, ciągnące
się długo jedną główną ulicą przez rynek, mimo cerkwi dawniej
unickiej, mimo kościoła. Miasteczko nieco okazalsze, niż inne po-
wiatowe, ale bez żadnych wybitniejszych cech.
Paweł Sapieha wzniósł w 1618 r. kościół stojący do dziś
dnia w pośrodku miasteczka i w klasztorze przy nim Francisz-

Holszany. Szczątki byłego sapieżyńskiego zamku. 14*


212

kanów osadził 118). Fundator, dom Boży »charactere parafiali ule-
gitymowawszy« zapisał zakonnikom pro victu et amidu 240 kop
groszy (6.000 zł.) i prowiantu rocznego od tej summy po wieczne
czasy po 600 złp. kamień wosku i 20 garncy wina. Po latach,
Mosiewicz, dziedzic Holszan, aby z wypłatami temi nie mieć am-
barasu, dał w zastaw Franciszkanom holszańską wieś swoją Nor-
szty. Klasztor skasowano w 1832 r. Kościół okazały i obszerny,
góruje nad miasteczkiem. We wnętrzu przechowały się dotąd
godne uwagi: kazalnica drewniana z wielkim smakiem suto rzeź-
biona, freski wyobrażające szereg kolumn, stanowiących tło dla
wielkiego ołtarza, oraz wspomniany wyżej sarkofag Pawła Sa-
piehy z wyobrażeniem trzech żon jego, przyległy nizko do ściany
w prawem skrzydle świątyni. Archiwum kościelnego ani śladu;
w zakamarkach składów kościelnych but wieją piękne resztki
dawnej franciszkańskiej biblioteki.....
Jak kamień uderzony młotem, rozpadła się wielka Sapie-
żyńska fortuna. Wątek dziejów tych pojedynczych części i odła-
mów do uchwycenia trudny, zarówno dla defektu pism jak dla
srogiej mnogości prawnych, sądowych, procesowych i granicznych
powikłań. Spróbujmy jednak zorjentowac się w tym chaosie.

118) w parafii holszańskiej między 1838 a 1842 r. znajduje się: miaste-
czek trzy (Holszany, Boruny, Bohdanów) wsi 40, okolic 5, zaścianków 64, dwo-
rów 18, a mianowicie: Antonowo (dziedzic: Antoni Mokrzecki) Bijuciszki (dzie-
dzic: Teodor Wańkowicz, ożeniony z Weroniką z Masłowskich) Bieniuny (dzie-
dzic: J. Karczewski, żona Teodora z Buczyńskich) Bohdanów (dziedzic: Ferdy-
nand Rószczyc) Brodowszczyzna (Onufry Gnatowski, ożeniony z Antonowską),
Giejstuny (Ignacy Odyniec), Góry (Wincenty Laudański, żona Brigida Wołł-
kówna), Holszany (Żabowie), Holoblewszczyzna (Franciszek Czechowicz), Kajecie-
nięta (Józef Jusewicz), Karlowszczyzna (Marceli Wojewódzki), Kozłowszczyzna
(Teod. Vietinghoff, następnie Joachim Plewako), Michałowszczyzna (Teresa Wi-
tuńska), Narkowszczyzna, Paszkiszki (Tomasz Gan), Poholsza (Antoni Pławski),
Remikiszki (Izydor Salmonowicz, ożeniony z Karoliną z Szostowickich), Swi-
lómka (dziedzic Dawid Zawadzki) — folwarków 18, a mianowicie: Anielin, Bal-
waniszki, Bynapol, Goreckowszczyzna, Markienięta, Katerympol, Kurhany, Kurow-
zczyzna, Małyszkowszczyzna, Miłwinów (Fr. Milewski), Pawlinów, Plebańce, Po-
dolin, Popowszczyzna (W. Nowickiej) Rodziowszczyzna, Sakocienięta, Woyszna-
ryszki, Wojgiany. Dymów szlacheckich było w parafii ogółem 246, dymów wło-
ściańskich 650. Liczba parafian wynosiła w 1838 r. — 5.720 dusz, w 1842 r. —
6.298 dusz. (Z ksiąg holszańskiego kościoła).


213 

DZIEDZICE HOLSZAN
1270—1895.


1
Romunt
samodzielny książę litewski
około 1270 roku.

2
Holsza
domniemany syn ks. Ro-
munta, który nazwę dał
Holszanom.

3
Algimuntowicze
książęta Holszańscy
potomkowie Holszy
1280—1500.

4
Biskup Paweł
ostatni książę Holszański
1555.

5
Paweł Sapieha
mąż Oleny ks. Holszań-
skiej, wojewoda nowogrodz-
ki i podlaski
1579.

6
Bohdan Sapieha
syn Pawła, kasztelan brze-
ski, starosta homelski
1593.

7
Paweł Sapieha
syn Bohdana, koniuszy
i podkanclerzy litewski,
starosta oszmianski
1635.

8
Kazimierz i Tomasz
Sapiehowie
synowcowie Pawła Sapiehy,
czasu dziedzictwa których
następuje eksdywizja
1650.

9
Kazimierz Wołłowicz
starosta płotelski, mąż Bar-
bary córki Kazimierza Sa-
piehy 1653.

10
Waleryan Kuncewicz
wojewodzie brzeski, mąż
Anny
córki Kaź. Wołłowicza
1676.

11
Franciszek Mosiewicz
marszałek lidzki, mąż Ka-
tarzyny córki Waler. Kun-
cewicza 1700.

12
Ks. Eljasz Mosiewicz
karmelita, przeor konwentu
Mińskiego, jedyny syn mar-
szałka lidzkiego, przedaje
Holszany Żabie
1746

13
Hieronim
Kościesza Żaba
starosta koszański
1780.

14
Ignacy
Kościesza Żaba
syn poprzedniego.

15
Antoni
Kościesza Żaba
syn poprzedniego.

16
Ludwik Korsak
mąż Olimpii córki Anto-
niego Żaby.

17
Garbaniew
kupuje Holszany od
L. Korsaka.

18
Jan Maksymilianowicz
Jagmin
od 188S r. marszałek pow.
oszmiańskiego, mąż córki
Garbaniewa
1895.


214

Widzieliśmy wyżej, że dwie Sapieżanki, córki Kazimierza
Sapiehy, utrzymały się obie przy połowie Holszan, srodze eks-
dywizją 1650 r. obciętych. Anna Leśniowolska zrzekła się w r.
1653 na rzecz siostry Barbary Wołłowiczowej swojej części
Holszan, oraz całego Bohdanowa. Córka Barbary Sapieżanki
i Kazimierza Wołłowicza wniosła Holszany w posagu mężowi
swemu Walerjanowi Kuncewiczowi wojewodzicowi brzeskiemu
(1676) a córka Kuncewiczów Katarzyna wniosła Holszany wia-
nem mężowi swemu Franciszkowi Mosiewiczowi marszałkowi
lidzkiemu (1700). Na rzecz tego Mosiewicza, w 1704 r. uczynił
zapis wieczysty reszty Holszan w ręku Sapiehów pozostałej Jan
Fryderyk Sapieha, pan ogromnej fortuny, kanclerz wielki litew-
ski (akt czyniony 23 kwietnia 1704 r. a 14 lutego 1744 r. akty-
kowany znajdował się w archiwum holszańskiem). Jedyny syn
Franciszka Mosiewicza, ks. Eljasz Mosiewicz, przeor Karmelitów
mińskich sprzedał Holszany w 1746 r. Hieronimowi Kościeszy
Żabie staroście koszańskiemu, po którego śmierci (1780) objął Hol-
szan dziedzictwo syn Ignacy. Za dziedzictwa syna Ignacego, Anto-
niego Żaby, męża Kajetany z Wołłków, miał spaść na Holszany
cios nowy; eksdywizja 1835 r. oderwała od Holszan liczne wsie
i folwarki. Antoni Żaba miał dwie córki: Emilję i Olimpję. Olim-
pja Żabianka poślubiwszy Ludwika Korsaka (rodzonego brata
Adama właściciela Graużyszek, Józefa 119), oraz Ambrożego) wnio-
sła mężowi swojemu w posagu fundum Holszany, oraz te jego
attynencje, których nie tknęły dwie eksdywizje, Sapieżyńska
i Żaby. Ludwik Korsak, ostatni polskiej narodowości właściciel
Holszan, sprzedał je Garbaniewowi, po którego śmierci przeszły
Holszany w dziedzictwo zięcia jego Jagmina, prawosławnego,
naznaczonego przed siedmiu laty na urząd marszałka szlachty
powiatu oszmiańskiego. Przedostatni Holszan właściciel, Garba-
niew, upamiętnił dziedzictwo swoje doszczętnem zniszczeniem
holszańskiego archiwum.

119) Córka Józefa Korsaka, poślubiona Kosobudzkiemu, ma dziś w dzie-
dzictwie swojem ostatnią resztkę wielkiej Korsaków fortuny ziemskiej: folwark
Kurowszczyznę, przy trakcie z Oszmiany do Holszan leżący. Mieszka tam
z mężem.


215

W promieniu kilku i kilkunastu wiorstowym od Holszan
leżą dziś rozsypane, odcięte niegdyś od Sapieżyńskiego dominium
posiadłości, attynencje dawne holszańskie, okruchy wielkiego
mienia.
Tuż o miedzę z głównem fundum - Michałowszczyzna. Wy-
dzielono ją w 1650 roku za dług Tomasza Sapiehy Mikołajowi
Iszorze.

Holszany. Kościół.

Zaszedłszy w lata Iszora i żona jego Jeleńska z domu, za-
pisali Michałowszczyznę po wieczne czasy księżom Franciszka-
nom holszańskim, warując sobie na niej dożywocie a we dworze
mieszkanie. Znalazł się atoli Jmć pan Konstanty Wołkanowski,
syn z pierwszego małżeństwa pani Iszorowej i urościwszy sobie
pretensje do Michałowszczyzny, gwałtowną a niespodziewaną
z niej ekspulsję zarówno dożywotników jak Franciszkanów
uczynił i folwark zagarnął. Niedość na tem; Wołkanowski tę nie-


216

prawnie zagarniętą posesję darowuje, jakby swoją, żonie, Godeb-
skiej z domu. Ta po śmierci męża przedała Michałowszczyznę
rodzonemu bratu swemu Walerjanowi Godebskiemu, skarbnikowi
pińskiemu. Przez czas niemały procesowali się o Michałowszczy-
znę 00. Franciszkanie i z Wołkanowskim i następnie z Godeb-
skim; uzyskiwali na nich przeróżne banicje i kondemnaty, wsze-
lakoż nic wskórać nie mogli. Walerjan Godebski, zadłużywszy
się u ówczesnego Holszan właściciela Franciszka Mosiewicza
marszałka lidzkiego, oddał mu w okup obligów swoich — Micha-
łowszczyznę. Franciszkanie nuż teraz nacierać na Mosiewicza;
korzystając z wewnętrznej wojny domowej, wstrząsającej krajem,
wznowili dawny proceder i srogim najazdem dzierżawcę Micha-
łowszczyzny, niejakiego Małkowskiego, poturbowali. Weszli w spra-
wę medjatorowie; Mosiewicz słuszne bądź co bądź pretensje Fran-
ciszkanów ukontentował, wykupując się sporą sumą pieniężną,
jednocześnie jednak i podstępnie przelewając prawa swoje do
Michałowszczyzny — oczywiście jako kompensatę za poturbo-
wanie - na Małkowskiego. Wszczął się znów proceder, ale tym
razem między Mosiewiczem a Małkowskim, przerwany zejściem
ze świata Mosiewicza, który życie postradał wśród konfederacyj-
nych ówczesnych zamieszek. Zakończyła sprawę pozostała po
Mosiewiczu wdowa marszałkowa lidzka, dziedziczka rozległych
Holszan, sprzedając za 38.200 zł. Michałowszczyznę w granicach
eksdywizji 1650 r. t. j. ze wsią Dziadkowce, z kollacją cerkwi
(unickiej) Michałowskiej, ze wsiami Siekierowce i Baczkowce,
z częścią puszczy jachimowskiej, ze wszystkimi poddanymi »te-
raz będącymi i przez wojnę i powietrza rozeszłymi«, ze dworem
spalonym czasu inkursji szwedzkiej, z polami nie zasianemi przez
zrujnowania nieprzyjacielskie — Małkowskiemu. Działo się to
w 1717 roku.
W połowie ośmnastego wieku jest Michałowszczyzna jeszcze
w posiadaniu Małkowskich, jak o tem świadczy relacja sądowa
o charakterystycznej »wizycie«, złożonej pewnego grudniowego
poranku 1749 r. przez Jejmość panią Annę Małkowską krajczy-
nię oszmiańską, sąsiadom swoim Piaseckim w Paszkiszkach. Dały
powód do tych odwiedzin — naturalnie — waśnie graniczne, czasu


217

trwania których sąsiad nad sąsiadem przerozmaitych dopuszczał
się wiolencyj. Krajczyna oszmiańską jedzie we własnej osobie
natrzeć łba procesującym się z nią Piaseckim. I oto — jak de-
kret inkwizycyjny opiewa — najechała Jejmość pani Małkowska
na dwór Paszkiszki, z niemałą kompanją. Pyta u ludzi i rekwi-
ruje, żali dziedzice są w domu; odpowiadają ludzie, że niemasz
w tej majętności Jchmościów, lecz że ad praesens w majętności
swej Wojstomiu przebywają. Tedy Jejmość pani krajczyna »nie
dając temu wiary, kazawszy dać ognia po wszystkich budyn-
kach, niektóre zamki poodbijawszy, nuż z kompanją swoją W.
JPp. Piaseckich szukać. Tamdem w mieszkalnych budynkach
i w piwnicy nie nalazłszy, w gumnach, odrynach, stajniach, także
we wszystkich budynkach, z różnemi przegróżkami i pochwał-
kami, sposobem nieprzyjacielskim, z pomocą i radą swych przy-
jaciół, plądrowała i gdyby Prowidencja Boska, oraz ludzie dzie-
dziców ogni po słomach nie gasili, pewnieby cały dwór znisz-
czyła. I tak nie nalazłszy gospodarzy, do majętności swej Ko-
złowszczyzny odjechała«.
Michałowszczyzna należała w 1804 r. do Grzegorza Neste-
rowicza i przeszła na córkę jego Vietinghoffową, która sprzedała
ją Wituńskim l20). W 1815 r. należała do Teresy Wituńskiej i syna
jej Alfonsa; obecnie znajduje się w posiadaniu Skinderowej, Wi-
tuńskiej z domu.
Tuż w pobliżu: Teresjanów też do niedawna Wituńskich, od-
dzielony prawdopodobnie od Michałowszczyzny, własność dziś Ta-
beńskiego, ożenionego z siostrą dziedziczki Michałowszczyzny.
Między dworem w Michałowszczyznie a Teresjanowem, świecą-
cym się zdaleka nowemi zabudowaniami, leży wieś Michałow-
szczyzna z cerkiewką w pośrodku, jaskrawo malowaną, niegdyś
unicką, dziś prawosławną. Okolica wcale malownicza, rzeczkami
pocięta, niedużemi gajami i borami upstrzona, trochę w rolniczej
kulturze zaniedbana; dwory i dworki nieduże, staroświeckie, wy-
chylają się co wiorst kilka z za kląbów lip i ogrodowych
szpalerów.

120) Pamiętnik J. Karczewskiego.


218

Wspomniana wyżej Kozłowszczyzna, będąca w połowie ze-
szłego wieku wespół z Michałowszczyzną własnością Małkowskich,
dziedzictwem była w 1838 Ferdynanda Vietinghoffa, a w 1842
Joachima Plewaki; dziś należy do Niekraszów.
Rosalszczyzna, zwana niegdyś i po dziś dzień tradycyjnie
Czortów Stupień, od leżącego na dworskiem polu kamienia, ma-
jącego na sobie odcisk rzekomo koziej nogi złego ducha — na-
leżała w połowie zeszłego wieku do Jana i Anny z Winczów
Rosalskich. Dziś własność Rodkiewiczów (dziedziców Tokarzyszek
i Juraciszek w Oszmiańskiem).
Karłowszczyzna oraz rozparcelowana dziś między chłopów
Małyszkowszczyzna należały niegdyś do Sabińskich, potem do Wo-
lanów, następnie do Koncewiczów. Dziś Karłowszczyzna należy
do Witolda Wojewódzkiego. Goreckowszczyzna, zwana przed wie-
kami Wiszniewem, a biorąca nazwę swoją dzisiejszą od właści-
cieli w XVI wieku, Góreckich, przedana została około 1830 roku
przez Karczewskiego Baranowiczowi; teraz własność Achmato-
wicza. Hołoblewszczyzna dziś Bronowskich. Góry od Czechowiczów
przeszły do dzisiejszego właściciela Stankiewicza. Wojgiany, dane
w posagu siostrze Jana Czechowicza dzisiejszej ich właścicielce
Ruszczycowej. Dorgiszki w połowie dziś do Juljusza Gana, a w po-
łowie do chłopów należące 121). Krywule dziś okolica szlachecka,
główna siedziba Pietrusewiczów i Soroków. Łyczkowce pod Sur-
wiliszkami, u samego traktu z Trab idącego, ładnie położony,
nieduży folwark nad rzeczką Klewą, należał do Gąseckich, na-
stępnie i niedawno do Dmochowskich, dziś w ręku Antonowicza.
Narkowszczyzna (pod Bohdanowem) — dziś Snarskich.
Stanowiły i stanowią w chwili obecnej większą samoistną
posiadłość ziemską - Paszkiszki. Wydzielono je exdywizją 1650
roku z dóbr sapieżyńskich Adamowi Rogińskiemu. Po śmierci
syna jego Aleksandra dzielą się rodzinną majętnością w 1704 r.
synowie Stanisław, Andrzej i Stefan. Przy ziemi utrzymuje się
ten ostatni i w 1709 r. przedaje Paszkiszki Marcjanowi Piase-

121) Marcin i Joanna z Brzezińskich Piaseccy przedają je w 1794 Rafa-
łowi Bieńkuńskiemu, strukczaszemu oszmiańskiemu, który w 1804 r. ustępuje
Dorgiszki za 60 czerwonych zł. Tomaszowi Ganowi.


219

ckiemu, któremu niebawem potem w 1718 ustępuje Mosiewiczowa,
właścicielka Holszan, za 5.000 zł. wieś Paszkiszki, przyległą do
dworu. W 1745 Jerzy Antoni Piasecki, podczaszy orszański, re-
gent ziemski powiatu oszmiańskiego, zapisuje Paszkiszki w do-
żywocie żonie swej Zofji z Wilkańców »osobliwszą pomienionej
Jejmości pani Zofii miłej małżonki mojej ku sobie uznawając
przyjaźń«. Pani Zofja w trzykrotne wstępowała związki małżeń-
skie; pierwszym jej mężem był Radziwiłłowicz, drugim wspo-
mniany Piasecki, trzecim wreszcie Brzeziński, rotmistrz ziemi
nurskiej. Obejmuje po niej w spadku Paszkiszki w 1770 r. krewny
jej, Tadeusz Lubicz Zakrzewski, rotmistrz oszmiański. Główne
attynencje majątku jego stanowiły podówczas: część Dorgiszek,
wieś Siekienięta, kupiona w 1757 przez Piaseckich od Hieronima
Żaby, oraz Dworzyszcze, gdzie stał okazalszy nawet niż w Pasz-
kiszkach dom mieszkalny z ciosanego drzewa. W Paszkiszkach
samych budynek mieszkalny był skromny, ale dranicami kryty,
nowy, z angielskiemi wewnątrz piecami o zielonych kaflach,
z oknami »pod szkłem białem«. Tadeusz Zakrzewski marca 23
dnia 1800 r. przedaje Paszkiszki wraz ze wszystkiemi attynen-
cjami za 56.000 złp. Tomaszowi Ganowi, potomkowi jednego
z najstarszych rodów, w Oszmiańszczyźnie osiadłych. Już bo-
wiem 1620 r. Jerzy Gan herbu Rawicz posiadał folwark Ne-
mowiany w Oszmiańskiem; Wasyl Gan w 1650 roku był również
ziemskim właścicielem w Oszmiańszczyźnie, zaś w 1658 r. Jan
Czyczyn Eygirt dał w posagu córce swej Matyldzie, wydanej za
mąż za Piotra Gana, »doznawszy od zięcia swego wszelakich
usług i miłości«, majętność swoją Eygirdy i Seliszczenięta, mię-
dzy Trabami a rzeką Berezyną leżące. Tomasz Gan, ożeniony
z Krystyną Dmochowską, czynny od 1789 r. na posługach pu-
blicznych w rozmaitych urzędach powiatowych, dziadem był dzi-
siejszego Paszkiszek właściciela, Juljusza Gana 122).

122) W 1813 sąsiadowali z Paszkiszkami w Woysznaryszkach Sokołłowscy.
Stosunki sąsiedzkie były dobre, jak świadczy epizodzik, rzucający światło na
sposób postępowania dziedziców z poddanymi. Pozwalamy sobie powtórzyć
wyjątek z listu pisanego w kwietniu 1813 r. przez Ignacego Sokołłowskiego
do Tomasza Gana: «Podczas samego wejścia Francuzów w kraj nasz — pi-


220

Na tem miejscu niech mi wolno będzie położyć wiadomość
o dwóch, trzech sąsiednich ziemskich posiadłościach, bądź pośre-
dnio mających łączność z byłą sapieżyńską fortuną, bądź we-
szłych na piewien przeciąg czasu w całość dóbr sapieżyńskiego
mienia spadkobierców. Skoro zresztą raz już jesteśmy w pod-
holszańskiej okolicy, nie wybiegając z niej wcale, łatwo, co pra-
wda, nie nazbyt wygodnemi ścieżkami, dotrzeć możemy do wiorst
siedem od miasteczka Holszan oddalonych Dorż.
Dorze położone między Holszanami a Graużyszkami nad nie-
dużym stawem, opodal wsi tejże nazwy, własnością były przed
wiekami możnego rodu Monwidów Dorohostajskich i przeszły
następnie w ręce Sapiehów, którzy je do dóbr swoich holszań-
skich przyłączyli.
W połowie XVI w. ożenił się był Onikiej Korsak, podko-
morzy połocki, z córką księcia Pawła Sapiehy i Oleny Holszań-
skiej. Dano owej Sapieżance, Marynie, w posagu - Dorże. Oni-
kiejowa Korsakowa umarła w 1566 r., nie zostawiwszy mężowi
swemu żadnego potomstwa, zaś wdowiec po niej pojął w powtórne
związki małżeńskie Tryzniankę i w Dorżach osiadł. Przeciwko temu
nieprawnemu zagarnięciu Dorż zaprotestowali Sapiehowie (Dorże
bowiem jako część dóbr Holszańskich, po śmierci Maryny Kor-
sakowej powinnne były przejść drogą spadku na braci jej i sio-
strę urodzonych z Oleny Holszańskiej), proces wszczęty o Dorże
przez Mikołaja i Bohdana Sapiehów w 1584 r. ciągnął się długo,
oczywiście jednak Korsak z rąk swoich Dorż nie puścił, włada

sze — uciekł stąd, odemnie, z Woysznaryszek, furman, mój poddany,
Adam Liberowski — młody człek - i ożenił się z Teklą Wierzbiłowiczówną,
siostrą tego samego, którego W. M. Panu Dobrodziejowi wiecznością ustąpi-
łem. On dopiero znajduje się w wiosce W. M. Pana, u człeka Rosalskiego
oboje służą. Bądź łaskaw Pan dobrodziej wieczorem późno każ ze dworu
swoim ludziom nieznacznie i ostrożnie wziąć, do dworu sprowadzić i ludziom
moim na ręce zdać, aby nie zemknął. Wdzięczen będę mojemu Dobrodziejowi
za tę łaskawą uczynność. Ten człek, u którego mój Adamko z żoną służą, na-
zywa się Jan Filipczuk do Rosalskiego należący. Rosalski nic o tem nie wie.
Zmiłuj się, oświadcz pomoc, aby nie w dzień onego brać, bo zemknąć może —
żwawy i determinowany. Jak tylko wezmą, pozwól Pan w piekarni przenoco-
wać, bo w nocy niebezpieczno — i razem, aby kłódkę samemu włożyli na
nogę. Łaskawym względom mię oddając, zostaję itd.«


221

bowiem niemi w 1620 r. Jan Korsak, sekretarz królewski, mówiąc
nawiasem, dziedzic pobliskich Grażyszek — a sąsiad jego Paweł
Sapieha polubownie przeciąga granicę między bezspornie przez
Korsaka posydowanemi Dorżami a attynencją Holszan — Pasz-
kiszkami.
Nie mamy dokumentowych dowodów w ręku, przypuścić
jednak należy, że Dorże w ciągu nie to lat ale wieków nie wy-
chodziły nigdy z aktoratu Korsaków. W 1830 r. dziedzicem ich
jest Michał Korsak, syn Adama Ignacego i Ludwiki z Koziełłów.
Nastaje w 1837 r. niezbędna niestety w dziejach fortun naszych
exdywizja, tym razem atoli, rzecby można, »familijna«; z massy
bowiem dóbr obciążonych długami Adama Ignacego Korsaka
wydzielono samo fundum Dorże z zabudowaniem dworskiem
Ludwice z Koziełłów, matce Michała, a przeróżne Dorż folwarki
Józefowi, Adamowi, Ambrożemu i Ludwikowi Korsakom. Z małemi
wyjątkami cała prawie exdywizja 1837 r. odbyła się na rzecz -
tych lub owych Korsaków.
Dorze (fundum) nabyli w r. 1849 od Ambrożego Korsaka
Ławrynowiczowie. Rezydował w nich i gospodarzył gorliwie osta-
tniemi czasy Laudański, ojczym dwóch Ławrynowiczów, Czesława
i Konstantego. Po śmierci bezżennie ze świata zeszłego Cze-
sława przeszły Dorże na własność brata jego Konstantego, oże-
nionego ze Staszkiewiczówną, która, wdową zostawszy, po dziś
dzień w Dorżach rezyduje.
Attynencją Dorż, Walerynów (między Dorżami a Grauży-
szkami), przypadł w udziale siostrze Czesława i Konstantego,
Patrycji Ławrynowiczównie, poślubionej Franciszkowi Odyńcowi,
pod którego troskliwą i umiejętną opieką znajduje się dziś pię-
kne gospodarstwo i ogrodnictwo w podźwigniętym Walerynowie.
Wspomniana exdywizja 1837 r. oderwała od Korsakowego
mienia nieduży folwark Słobódką zwany, leżący tuż za miedzą
głównego dorżańskiego fundum. Otrzymał go Seweryn Szwań-
ski. A stał w pobliżu dworu Dorż, na wzgórzu u drogi z Surwi-
liszek idącej, kościółek drewniany, zbudowany przez Adama Kor-
saka za indultem biskupa wileńskiego Massalskiego w 1786 roku.
Taksa exdywizorska wydzieliła na rzecz Ludwiki Korsakowej ów


222

właśnie kościółek, trzebaż jednak, że stojący w obrębie schedy
Seweryna Szwańskiego — a zaś Szwańskiemu stajnię i wozownię
z dorżańskich dworskich budowli, tj. na terytorjum wydzielonem
Ludwice Korsakowej. W innych czasach urosłby stąd niechybny
proceder, w tym wypadku atoli przystąpiono do polubownej za-
miany stajni i wozowni na kościółek, którego właścicielem zo-
stał Szwański. Kościółek, już srodze zrujnowany w 1850 roku,
sam, rzec można, rozpadł się lat kilka temu; obecnie śladu po
nim nie zostało. Seweryn Szwański, sędzia graniczny ihumeński,
przechrzciwszy Słobódkę swoją na Dorże, zostawił je córce swo-
jej Julji poślubionej Tarnowskiemu. Dziś właścicielami Dorż (po-
wiedzmy: małych) ładnie u samej drogi półkręgiem budowli go-
spodarskich leżących, są Tarnowscy.
Posapieżyńska Poholsza, malowniczo w północnej stronie
Holszańszczyzny sytuowana, własnością była w 1763 r. Igna-
cego Radzimińskiego-Frąckiewicza rotmistrza lidzkiego, który
darował ją Janowi Łastowskiemu rotmistrzowi oszmiańskiemu.
Drogą sukcesji przez Justynę z Łastowskich Zawadzką prze-
szła Poholsza w posiadanie Stanisława Zawadzkiego, a po
śmierci tego zasłużonego obywatela, w 1802 r. nastąpionej, na
jego synów. Zawadzcy »potrzebą interesów znagleni« w 1815 r.
przedali Poholszę, liczącą 54 dusze płci męskiej, za 10.000 rs.
Walentemu Jankowskiemu. Obecnie własność Pławskich.
Wiadome nam dzieje Lenkowszczyzny (tuż przy trakcie z Hol-
szan do Oszmiany), folwarku leżącego na północnym skraju hol-
szańskich posiadłości, sięgają 1609 r. Datę tę nosi akt sprzedażny
Matysa Szymonowicza, uczyniony na Lenkowszczyznę Romaszce
Bernatowiczowi. Przez Bernatowiczównę przechodzi folwark wia-
nem we władanie Samuela Wojniusza (1697 r.), następnie prze-
dażą do Jurewiczów (1726), potem przedażą do Pieślaka (1770),
item przedażą do Talibskich (1778). W 1798 r. Stanisław i Bo-
gumiła Talibscy przedają Lenkowszczyznę za 35.000 zł. Ignacemu
Żabie, synowi Hieronima, właściciela Holszan. Miała na tym fol-
warku dożywocie Aniela Ignacowa z Łopacińskich Żabina i chcąc
ów czasowy aktorat swój upamiętnić, Lenkowszczyznę przezwała
Anielinem. Nazwa została do dnia dzisiejszego. Trzymał od Ża-


223

biny Anielin w dzierżawie w latach 1813—1817 Adam Ruszczyc,
płacąc rocznie po 2.000 zł. Należały do folwarku wsie Len-
kowszczyzna i Kamionka. Za długi Antoniego Żaby wydzielony
generałowej Ansio.

Ze wszystkich holszańskich niegdyś attynencyj rozległość
miał największą i najwcześniej samoistną posiadłość jął stano-
wić — Bohdanów.
Wydzielił go z ogólnego Holszan obszaru i nazwę mu dał,
do dnia dzisiejszego istniejącą, Bohdan Sapieha, kasztelan brze-
ski i smoleński, starosta homelski, zmarły w 1593, ojciec spoczy-
wającego pod sarkofagiem holszańskiego kościoła, podkancle-
rzego Pawła Sapiehy.
Jaki obszar miała ta nowo kreowana majętność, ściśle określić trudno.
W zapisie oprawnym, wydanym przez Pawła Sapiehę żonie Elżbiecie Wesselinównie
(1602), czytamy: »Czyniąc ja małżonce mej miłej oprawę na całej
i zupełnej połowicy imienia mego Bohdanowa, całego także mia-
steczka Bohdanowa z dworem, na połowicy wsi Pierzchaił, Dzier-
tnik, Nowijsiołł, Rymowicz, Dziesiątnik, Wojstontowicz, Dow-
kniewicz, Listwian, Oleblisk, Naruszewicz, Jukowicz, Jachimowszczyzny,
Jachimowskiej (prawdopodobnie: puszczy), Polludy, Bukat, Koszarz, Czernice
i innych wsi do tego Bohdanowa zdawna należących« 123).

123) Z metryki litewskiej dosłowny odpis w Sapiehowie. Petersburg
1890. I. 455.


224

W lat kilkanaście potem przybywają do Bohdanowa jeszcze
niektóre attynencje, a w ich liczbie Góreckowszczyzna, niegdyś
zwana Wiszniewem, własność jeszcze w XVII w. Góreckich, tak
iż w kilkakrotnie wspomnianym roku 1650 obszar ogólny Boh-
danowa, z folwarkami, młynami etc. wynosił 326 włók.
Taksa exdywizorska Holszan wydzieliła Bohdanów na rzecz
dwóch córek Kazimierza Sapiehy, Barbary Wołło wieżowej i Anny
Leśnio wolski ej. Anna Leśniowolska zrzekła się wszelkich praw
swoich do Bohdanowa na korzyść siostry swej Wołłowiczowej
(dział dopełniony 30 kwietnia 1653 r.). Tekla Wołłowiczówna,
stolnikówna W. Ks. Lit., wyszedłszy za mąż za Piotra Michała
Paca, chorążego bracławskiego, wniosła mężowi swemu wianem
Bohdanów, tj. miasteczko, fundum, sioła: Pierzchaiły, Bukaty,
Dziertyniki, Poludy, Kozierowce, Rymowicze, Nowosady, Dzie-
siętniki, Dowkniewicze, folwark Goreckowszczyznę (włok 11), fol-
wark Hołoblewszczyznę i znaczną część Jachimowszczyzny.
W Wielonie 124) 22 lutego 1696 r. umierał Piotr Michał Pac,
starosta żmudzki 125). Nieodstępujący go kapelan, świętemu swemu
powołaniu zadość uczyniwszy, jął nakłaniać magnata do sporzą-
dzenia ostatniej testamentowej dyspozycji.
- His formalibus - rzecze na to starosta — dajcie mi po-
kój; nie turbujcie się o testamencie, znajdziecie wszystko, nietylko
testament, ale i najmniejszą kartę...
I w rzeczy samej, zaledwie pan starosta zamknął powieki,
znalazł się wśród dokumentów po nim pozostałych nie to testa-
ment, ale formalny, urzędowy zapis w 1693 r. uczyniony, ręką
własną nieboszczyka Paca podpisany, a w nim — siurpryza.
Zapis brzmiał słowo w słowo jak następuje: »Ja Piotr Mi-
chał Pac Gieneralny xięstwa Żmudzkiego Starosta czynię wia-
domo i zeznawam tym moim wieczystym dobrowolnym darownym
zapisem, donosząc to w każdy czas wielu ludziom komu by tego
wiedzieć należało do wiadomości, iż ja, nie mając z Jejmością pa-
nią Teklą Wołłowiczówna stolnikówna W. X. Lit. Pacową Sta-

124) W Rosieniach według J. Wolffa (»Pacowie« str. 208).
125) Brat Michała Kazimierza Paca, wojewody wileńskiego, hetmana wielk.
W. Ks. Lit., zmarłego w 1682 r. (J. Wolff »Senatorowie i dygnitarze« str. 152).


225 

rościną Żmudzką miłą małżonką moją potomstwa, tedym za syna
mego własnego Jmści Pana Michała Danilewicza Podkomorzyca
Oszmiańskiego Starostę Płotelskiego siestrzeńca mego rodzonego
wziąłem, który, będąc u mnie przez czas niemały, mnie wiernie,
życzliwie przy wszystkiem uszanowaniu usługował. A chcąc ja
Starosta Żmudzki i do dalszych zachęcić tegoż Jmści Pana sie-
strzeńca mego życzliwości, niemniej mając to sobie na dobrem
u ważeniu, iż wielu ludzi żyjących bez dyspozycji testamentowej
i żadnego rozporządzenia fortun swoich z tego świata insperate
schodzą — tedy tym zapisem moim oddaliwszy bracią, sióstr, ro-
dzonych i wszystkich krewnych moich, majętność moją wieczystą,
z równego działu z zeszłym Jaśnie Wielmożnym Jmścią Panem
Michałem Pacem, Wojewodą Wileńskim, Hetmanem Wielkim W.
X. Lit. i z drugimi Jmściami Panami bracią moją na mnie nale-
żącą, w xiestwie Żmudzkiem w powiecie Wielońskim (Srzednik),
drugą zaś majętność nazwaną Bohdanów w powiecie Oszmiań-
skim, od zeszłej Jejmści Paniej Małżonki mojej mnie wiecznością
zapisaną, leżącą, ze wszystkiemi do nich przynależnościami, przy-
kuplami, zastawami, nic z nich nie wyjmując ani wyłączając, ku
temu summę na starostwie Płotelskiem będącą oraz wszystką ru-
chomość, srebro, złoto, cynę, miedź, suknie, szaty, futra różne,
obicia, kobierce, dywany, stada, konie cugowe, rumaki, rynsztunki
wojenne, wozy kowane i cokolwiek ruchomością nazwać i mia-
nować się może excepto klejnotów, które już teraźniejszej J. W.
Jejmści P. Marjannie Naruszewiczównie podkanclerzance W. X.
Lit. primi voti Chodkiewiczowej oboźnej W. X. Lit. secundi roli
Pacowej Starościnej Żmudzkiej miłej małżonce mej darowałem -
daję, daruję i na wieczność, zachowawszy sobie wolną dyspo-
zycję tego wszystkiego aż do żywota mego — zapisuję. Ma i wo-
len będzie Jmść Pan siestrzeniec mój... itd.«.
Rzecz prosta, Danilewicz pośpieszył objąć w posiadanie tak
szacowny prezent i urzędową intromisję odprawiwszy, legalnym
Bohdanowa został dziedzicem. Lecz niema niezakłóconego szczę-
ścia na ziemskim padole. Wdowa po staroście żmudzkim wy-
szedłszy za mąż za Kaczanowskiego, sporo ruchomości Pacow-
skich, Danilewiczowi zapisanych i darowanych, do majątku
POWIAT OSZMIAŃSKI. 15 


226

swego Możejkowa wywiozła. Bagatela »flasze garńcowe złociste
sadzone talarami, auszpurskiej roboty!« — mniejsza o żupany,
delje i półmiski; już nie na ruchomość lecz na nieruchomość sta-
rościńskiego siostrzeńca miał niebawem nastąpić zamach. Pomi-
nięty w zapisie Paca brat starosty żmudzkiego, Kazimierz Pac,
Kawaler Maltański 126), rozpoczął z Danilewiczem o Bohdanów
zwadę, krzywdy mu czyniąc rozmaite. Proces trwał długo, bar-
dzo długo — przez cały czas dziedziczenia Danilewiczów na
Bohdanowie. Główny instygator tej całej sprawy, niepocieszony
Kawaler Maltański, opuścił, coprawda, świat ten djabła warty
w 1719 r., zapisał atoli w testamencie pretensje do Bohdanowa
krewnym najbliższym swoim - i oto o pretensje te wodzili się
za łby jeszcze w 1787 roku wnuk Michała Danilewicza sędzia
grodzki smoleński z dwoma Pacami: Józefem generał-majorem
wojsk W. Ks. Lit. oraz Michałem starostą ziołowskim, spadko-
biercami dawno leżącego w grobie Maltańskiego Kawalera — nie
bacząc na to, że od lat przeszło czterdziestu władał już Bohda-
nowem — Wiktor Czechowicz.
Od Danilewiczów zaś do Czechowiczów przeszedł Bohda-
nów drogą sprzedaży. Franciszek Danilewicz, syn obdarowanego
przez Paca starosty płotelskiego, sprzedał Bohdanów z Rymo-
wiczami (w zastawie u Wojciecha Jankowskiego), Hołoblewszczy-
zną (w zastawie u sukcesorów Mosiewiczowej, marszałkowej lidz-
kiej), Jachimowszczyzną (w zastawie u Kulikowskich), z Gorecko-
wszczyzną (zastawioną Małkowskiemu) dnia 15 maja 1742 roku
Tomaszowi Lachowickiemu Czechowiczowi skarbnikowi, rotmi-
strzowi i pisarzowi ziemskiemu oszmiańskiemu, staroście dziewie-
niskiemu i żonie jego Barbarze z Sulistrowskich — za 100.000 złp.
Bohdanów przebył w possydowaniu Czechowiczów lat bli-
zko sto.
Po śmierci Tomasza Czechowicza trzej jego synowie: Filip
Ignacy starosta rosseliski, Wiktor sędzia ziemski i podstoli

126) Pisarz W. Ks. Lit., z ramienia Stanisława Leszczyńskiego marszałek
nadworny, starosta piński, szyrwintski, mejszagolski etc. O nim J. Wolff : »Pa_
cowie«. 216—222.


227 

oszmiański, oraz Ignacy 127) koniuszy pow. oszmiańskiego, w na-
stępstwie marszałek pow. zawilejskiego — dział czynią między
sobą fortuny rodzicielskiej (1779 r.), mocą którego otrzymał Wi-
ktor Czechowicz fundum bohdanowskie z folwarkami i wsiami
(brat Ignacy otrzymał na swoją dolę Surwiliszki, dziś w Świę-
ciańskiem, dotąd w ręku Czechowiczów zostające). Wiktor Cze-
chowicz 128), któremu Bohdanów wzniesienie wielu gospodarskich
budowli zawdzięcza, dziedzic zapobiegliwy i rządny, czas długi
w Wilnie pochorowawszy, rozstał się z tym światem w pełnym
zaburzeń r. 1795. Pozostało po nim dwóch synów małoletnich,
Kazimierz i Franciszek, pozostała wdowa Feliejanna z Żabów,
pozostała fortuna ziemska, obejmująca we wspomnianym wyżej
roku: samo fundum Bohdanów, wsie Dowkniewicze, Dziesiętniki,
Sieliszcze, Rymowicze, Szalciny, Naruszowce, Bukaty. Zynko-
wszczyzna, Dziertniki, Pierzchaiły, Jachimowszczyzną, Czernice,
zaścianki: Hromykowszczyzna, Multanki i Gury. oraz folwark
Hołoblewszczyzna; z wysiewem w Bohdanowie beczek komisyj-


127) Na mocy uchwały Sejmu czteroletniego w dniu 30 maja 1789 r. na-
znaczeni zostali komisarzami na powiat oszmiański dla zbierania ofiar do-
browolnych w Koronie i W. Ks. Lit.: Marcin Oskierka marszałek, Tadeusz
Kociełł starosta, Fr. Poźniak sędzia ziemski, Supiński podstarosta, Andrzej
Zabłocki pisarz grodzki, Ignacy Czechowicz sędzia grodzki, Sulistrowski
szambelan, Chodźko łowczy, Dederko koniuszy, Ważyński szambelan, Jan-
kowski sędzia assesor. W. Ks. Lit., Hutorowicz rotmistrz, Koziełł podstolic,
Aloizy Rokicki chorąży wojsk W. Ks. Lit., Umiastowski regent ziemski. (Vol.
leg. IX. str. 89. Wyd. Akad. Urn. 1889).
l28) Z licznych umów podstolego oszmiańskiego wyjmujemy, jako spe-
cymen, następującą: Ja niżej wyrażony czynię wiadomo tym moim kontrak-
tem Bartłomiejowi Zacharewiczowi kunsztu mularskiego, danym na to: iż wyż
pomienionego Zacharewicza z pomocnikami od siebie najętymi, na podmuro-
wanie całej nowej oficyny zgodziłem. We srzedzinie zaś której tak po jednej
jako i drugiej stronie dla wystawienia z kaflów pieca z kominami teraźniej-
szej mody z luchtami przez dach wyprowadzonemu Tudzież w kuchennej
izbie piec osobliwej roboty z wygodą dla kucharza, z łączonym kominem
jak należy wszędzie wystawić, za którą to takową robotę zgodziłem pomie-
nionego Zacharewicza za złotych dwieście: dico 200. Do tego akkommodacyi
dać przyrzekłem miary komisyjnej beczkę żyta i beczkę jęczmienia, vigore tego
kontraktu po skończonej całej robobie dotrzymać mam. I na tom ony Zacha-
rewiczowi mularzowi kunsztu mularskiego dał z podpisem ręki mej. Pisan
w Bohdanowie w 1781 r. septembre 30 dnia. Wiktory Czechowicz. S. Z.
Oszm. mp.«. 
 15


228

nych żyta 42, jarego zboża 40, z 600 wozami siana. Posiadłość
była piękna, ale kłopotów z nią mnóstwo, zwłaszcza podczas wsze-
lakich w kraju niepokojów. Boryka się z temi kłopotliwemi in-
teresami pani Czechowiczowa, jako opiekunka nieletnich swych
dzieci. Obejmuje po jej śmierci Bohdanów Kazimierz Czechowicz,
zaś Franciszek Czechowicz Hołoblewszczyznę. Kazimierz, cho-
rąży, potem marszałek pow. oszmiańskiego, ożeniony z Przeci-
szewską, oryginał co się zowie, założył w Bohdanowie sad nie-
bywały, z hodowlą bobrów w kopanym stawie, z »kafeehausem«,
z różnemi niespodziankami, kioskami i t. p., ulicom we wsi Boh-
danowie ponadawał szumne nazwy, a tuż opodal starego dworu
bohdanowskiego sumptem wielkim erygował schodzący lochami
w ziemię — »skarbiec«. Wyginęły bobry, poszły w niepamięć
nazwy ulic wioskowych, w niedokończonym »skarbcu« nigdy
grosz żaden nie schronił się na dłuższy spoczynek; pan marsza-
łek lubił żyć szeroko. Kazimierz i Franciszek Czechowiczowie
zmuszeni zostali oddać Bohdanów w 1817 r. pod exdywizje, która
całą niemal majętność podzieliła na drobne części pomiędzy kre-
dytorów. Samo fundum ostało się przy marszałkowej Czechowi-
czowej i oddane zostało w załóg w wileńskim »prykazie« za dług.
Prykaz« nie otrzymując należności, naznaczył w 1836 r. pu-
bliczną licytację Bohdanowa i nabył go tegoż roku Ferdynand
Rószczyc.
Rószczycowie herbu Lis, starodawna szlachta, używająca
przydomku »Zbirohowski« od posiadłości ziemskiej niegdyś przez
Michała Rószczyca w XVI wieku posydowanej — rodem są z nad
Buga w wojew. brzeskiem, gdzie już przed rokiem 1511 dobra
Kodeń dziedziczyli. Do nich też należały przez czas niemały Mo-
krany w wojew. brzeskiem; przenieśli się następnie w pow. ko-
bryński gub. grodzieńskiej. Nowonabywca Bohdanowa, Ferdy-
nand Rószczyc, regent ziemski kobryński i zawołany adwokat,
posiadał w pow. kobryńskim majątek Bakowszczyznę.
Po Ferdynandzie Rószczycu odziedziczyli ojcowiznę dwaj
synowie, Edward i Emanuel, rządząc przez czas długi wspólnie
Bohdanowem; do działu przystąpiono dopiero w 1882 r.; z losu
przypadł w udziale Bohdanów (471 dziesięcina ogólnego obszaru)


Dwór w Bohdanowie.

na dolę Edwarda Rószczyca, zaś niezabudowany (posagowy Fer-
dynandowej Rószczycowej) folwark Wojgiany (670 dzieś.), dostał
się Emanuelowi Rószczycowi. Dziedzic obecny pięknie położo-
nego u samego wołożyńskiego traktu i skrzętnie podtrzymywa-
nego na staroszlacheckiej stopie Bohdanowa, Edward Rószczyc,
ma syna jedynego Ferdynanda.
Hołoblewszczyznę nabyli od Franciszka Czechowicza Bro-
nowscy i dziś w niej dziedziczą.
Kościół w Bohdanowie wzniósł kosztem swym i staraniem
Piotr Pac, starosta żmudzki w czasie, kiedy dziedzicem był Boh-
danowa (w drugiej połowie XVII w.); konsekrował pod wezwa-
niem św. Michała Archanioła w 1690 biskup sufragan Mikołaj
Słupski. Przy kościele rezydował zawsze stale ksiądz Francisz-
kanin z holszańskiego kościoła. Parafialnym został kościół w Boh-
danowie w 1792 r. W r. 1812 wojsko francuskie przechodzące
okolicą na kościół napadło i nie znalazłszy żadnego łupu, ogień
w pośrodku zakrystyi roznieciwszy, jęło palić ławki, ornaty i t. p.
Zakrystjan zdołał uratować parę już poniszczonych przez ogień


230

ornatów i te w takim stanie, w jakim ocalały, znajdują się w Boh-
danowskim kościele. Dziś kościół jest filjalnym; odprawia w nim
nabożeństwo proboszcz lub wikary z Holszan przybywający.
Kościół drewniany, tuż opodal traktu, między dworem a wsią
stojący, ma długości 26, szerokości 13 łokci; po-
grzebion w nim leży Kazimierz Czechowicz marszałek oszmiański
1834 r.

Najbardziej ku południowi wysunięta holszańska niegdyś posia-
dłość, Jachimowszczyzna, składała się za sapieżyńskiego aktoratu z
niepokażnego folwarku i szeroko ciągnących się ku Baksztom
uroczysk tak zwanej Jachimowskiej »puszczy«; na obszarze 164
włok rozrzuconych było przeszło 80 włościańskich dymów.
Exdywizja 1650 r. rozdrobiła tę Jachimowszczyznę między
licznych kredytorów Tomasza Sapiehy. Sam dwór jachimowski
wraz z cerkwią Św. Piotra we wsi stojącą, przypadł w udziale
Kulikowskim (włok 42); znaczną część sched wzięli Radziwiłło-
wiczowie, z którymi, mówiąc nawiasem, procesuje się przez lat
wiele o rozmaite sumy pieniężne wielebny ojciec Samuel Jachi-
mowicz, presbiter cerkwi unickiej krewskiej i małżonka jego,
Jadwiga z Kuźmińskich. Kilkanaście tych sched jachimowskich
nabył od Wirowskich, Bukowskich i Radziwiłłowiczów Piotr Pac

Przed kościołem w Bohdanowie.


231 

i darował je wespół z Bohdanowem 1693 r. Michałowi Danile-
wiczowi.
Pozostało atoli na jachimowskim gruncie wielu jeszcze po-
siadaczy drobnych, kilku lub kilkunastu włokowych niw, siół,
uroczysk oraz małych folwareczków owej dawnej sapieżyńskiej
Jachimowszczyzny: Kulikowscy, Rogińscy, Jan Swołyński, mar-
szałek oszmiański (którego wydzielone taksą dwie włoki, prze-
szły na Mackiewiczów, następnie na Hauryłkiewiczów), Łyntup-
scy, Czyżowie, Baczewscy i t. d.
Wszyscy ci dziedzice — rzecz nieunikniona — nieustannie
wadzili się z sobą o granice, o schedy, o poddanych, - o gnia-
zdo bocianie. Na te czułe sąsiedzkie stosunki rzucić może świa-
tło list autentyczny, pisany w r. 1743 przez jejmość pannę Mar-
cjannę Kulikowską do jejmość pani Zofji Rodziewiczowej, który
de verbo ad verbum ma tenor następujący: »Mnie Wielce Serde-
czna Dobrodziko. Wziąwszy doskonałą wiadomość o zabiciu na-
szego brata, który z rąk męża WM. Pani poszedł z tego świata,
ciężko na to ubolewam, że WM. Pani obierasz sobie takich mę-
żów, że się to wszystko w nich znajduje co gardłem pachnie,
jako to okazją śmierci siostry naszej Klary przez niepoczciwą
akcję męża WM. Pani, a z drugą się lepiej popisał, ponieważ za
mizerny kawałek gruntu takie popełnił zabójstwo. Bo choćby
żadnego na niego nie było świadka, to sama sprawiedliwość
Boska i krew niewinna będzie na niego instygowała. Ja zaś ze
swojej strony wlewam na Panią Rogińską, ta niech dochodzi tak
ciężkiej krzywdy i to wyrażam WM. Pani, że zrzeczenie, które
ja dałam WM. Pani nie jest ważne, ponieważ dałam za życia
ojca mego, który nie naznaczał żadnych posagów, bo i nie było
zkąd, a że WM. Pani przez przyjaciół wymogłaś na mnie to
zrzeczenie, tedy ja kasuję i wlewam na Panią Rogińską, która
jest najbliższa do tego folwarku jako najmłodsza. Dość się WM.
Pani na nim wysiedziała z panami mężami swymi, że i ojciec
nie mógł w domu za nimi umrzeć, aż musiał cudzych kątów szu-
kać. Zaczym życzę WM. Pani we wszystkiem się uspokoić, a za
trzeciego za mąż gotować się, do mnie się nigdy nie odzywać,
ani się siostrą moją tytułować. Prawo i wszystkie papiery na


232 

Jachimowszczyznę życzę oddać Pani Rogińskiej dobrowolnie, bo
potem będziesz Wm. Pani musiała, kiedy się ja w to wtrącę.
Zatym zostaję WM. Pani Dobrodziki najniższą sługą. Marcjanna
Kulikowska«.
Kres tym wszystkim termedjom położył około 1744 r. To-
masz Czechowicz, który drobne te posiadłości częścią wykupiw-
szy, a częścią wyprocesowawszy, całą Jachimowszczyznę do Boh-
danowa inkorporował. Nabytek to był dość mierny: obszar duży
lecz chudy. Budowlom i krestencyi jachimowskiej srogi był cios
zadał rok 1702, kiedy to Karol XII, forytując na tron polski
Jakóba Sobieskiego, z wojskami swemi po Polsce plądrował,
kiedy to obywatele najechanej ojczyzny do tratowania jej i ni-
szczenia dopomagali sami. Szły przez okolice holszańskie na-
przemian wojska szwedzkie i wojska krajowe, zarówno jedne,
jak drugie nie oszczędzając niczyjego dobytku. W jednym głó-
wnym folwarku jachimowskim, przez jeden dzień, 11 kwietnia
1702 roku, przechodząca tamtędy chorągiew pancerna Wielmo-
żnego Jmci Pana strażnika W. Ks. Lit. Ludwika Pocieja zabrała
z sobą, świrny odbiwszy, wszystko co było: orkiszu, owsa, se-
rów, krup, kur, płótna w składach lub nawet na krosnach jesz-
cze, chleba, soli, wozów, nawet butów, które z nóg dworskim
ludziom ściągano; piwa wypito beczek dwie w karczmie u żyda,
gorzałki garncy pięć, a browar, odbiwszy zamki, do ostatniej
kropli wysuszono.
Niedługo atoli miała Jachimowszczyzna stanowić jednolitą
całość pod dziedzictwem jednego właściciela. Przyszła w r. 1817
nowa na nią exdywizja, majętności Czechowiczowskich. Rozbili
ją znów na części uspakajani ziemią kredytorowie, a pewną
liczbę tych jachimowskich drobnych sched wykupiła i w całość
połączyła między r. 1834 a 1844 Anna ze Skibińskich Zygmun-
towa Popławska. Syn jej, Rafał Popławski, brat ś. p. Romana,
właściciela Surwiliszek 129), jest dziś właścicielem samego jądra
dawnej Jachimowszczyzny, nie mającej już dziś atoli więcej nad
włok dziesięć obszaru. Stoi tam dwór staroświecki, okolony owo-

129) Porów, wiadomość o Surwiliszkach.


233
 
cowym sadem, a tradycja miejscowa opowiada, iż tam, gdzie
dziś aleja rośnie jodłowa, wznosił się wśród ogromnych lasów
zameczek myśliwski, przez Sapiehów niegdyś erygowany. I w isto-
cie, na podniosłej tej miejscowości, do dziś dnia jeszcze między
ludem »Sapieżynką« zwanej, odnaleźć można, pokopawszy nieco,
odłamki cegieł i kafli znaczonych sapieżyńskiemi cyframi i herbami.

Okrążyliśmy tedy ze wszech niemal stron holszańskie fun-
dum; mieliśmy kolejno przed oczami najbardziej na północ wy-
sunięte awulsy: Poholszę i Anielin, wschodnią attynencję: Boh-
danów, najpołudniowszą część Holszan: Jachimowszczyznę, za-
wadziliśmy po drodze o niejeden majątek i folwark. Pozostaje
nam jeszcze położyć na tem miejscu wiadomość o samoistnej
dziś niemałej ziemskiej posiadłości leżącej w zachodniej stronie
o wiorst cztery od miasteczka, między Holszanami a Dorżami.
Posiadłość ta zowie się Remikiszki (Remejkiszki, jak się dawniej
pisało, Remi, jak ją dziś nazywają niektórzy).
Najdawniejsza o nich wiadomość sięga 1602 roku. Stano-
wiły one podówczas folwark samoistny leżący między Dorżami
Korsaka, Woysznaryszkami, mającemi kilku właścicieli, Paszkisz-
kami i Holszanami Sapiehów. Władał niemi Tatar Stanisław
Furs. W lat trzydzieści potem, niemal jednocześnie, sprzedaje
Korsak świeżo nabyte Woysznaryszki (włók 50) Sapiehom, a Furs
tymże Sapiehom sprzedaje Remikiszki i obie te miejscowości zlane
z masą dóbr sapieżyńskich dzielą tychże dóbr losy.
Po Kazimierzu Sapiezie, staroście niemonoickim, pozostały
dwie córki Anna i Barbara Sapieżanki, a opiekę nad małole-
tniemi objął stryj ich, Tomasz Sapieha, wojewoda nowogrodzki.
Ten, zarówno swoją niedzielną połowę dóbr holszańskich, jak
i dziedzictwo Sapieżanek odłużył tak, że po dojściu Sapieżanek
do pełnoletności i po obraniu przez nie stanu, Trybunał litewski
dekretem 1647 r. grudnia 7 130) zarządził dóbr holszańskich eks-
dywizję. Połowę dóbr holszańskich z folwarkami i attynencjami

130) Nie zaś w 1642, jak pisze Słownik Geogr. Tom III. str. 103.


234 

przysądzono córkom Kazim. Sapiehy, to jest Annie Sapieżance
l-voto Franciszkowej Leśniowolskiej, starościnie brańskiej, oraz
Barbarze Sapieżance Eustachowej Wołłowiczowej, stolnikowej
W. Ks. Lit. Drugą dóbr tychże połowę przeznaczono na taksę
wieczystą między resztę kredytorów. Dla dopełnienia działu i taksy
oraz dla rozdziału między kredytorów, wyznaczył sąd Adama
Sakowicza starostę oszmiańskiego. Dekretem owej taksy holszań-
skiej, w 1650 r. doprowadzonej do końca, Remikiszki przepoło-
wiono. Jedna ich połowa przypadła w udziale Dziewiałtow-
skiemu 131), druga została przy aktorach Holszan samych.
Połowa Remikiszek Dziewiałtowskiego dostała się w dzie-
dzictwie córce jego, wydanej za Krzysztofa Szuksztę, od Szuk-
sztów przeszła takowa do Porzeckich, w czasie zaś tego aktor-
stwa fluktuacyj ziemia remikiska, otrzymawszy nową nazwę
«Łukuciewszczyzna«, nieustannie była w zastawie. 
Druga połowa Remikiszek zostająca w aktorstwie Leśnio-
wolskich i Wołłowiczów, rychło następnie razem z Holszanami
samemi przeszła do Jana Walerjana Kuncewicza, a za wyj-
ściem Katarzyny Kuncewiczówny w zamęźcie za Franciszka Mo-
siewicza marszałka lidzkiego, do Mosiewiczów. Po Mosiewiczach
zaś, dziedzicem dóbr Holszany i co za tem idzie, w mowie bę-
dącej połowy Remikiszek, został Hieronim Kościesza Żaba. I ta
połowa nieustannie w różnych osób zastawnej possesyi zosta-
wała. Między zaś aktorami jednej połowy Remikiszek i aktorami
drugiej połowy, między zastawnikami jednej połowy a zastawni-
kami drugiej połowy nieustanne toczyły się procedery o granice.
Nie podlegał tylko kontrowersyi fakt, że sam obszar dworny
Remikiszek powinien wynosić włók 53 obszaru. Chodziło tedy
o to, aby primo położenie i granice owych 53 włók ściśle ozna-
czyć i aby secundo linję demarkacyjną przeprowadzić między
obu połowami majętności.
Rzeczy tej dokonał w 1753 r. podkomorzy Franciszek Zyn-

131) W tej połowie znajdowała się i odprzedana Dziewiałtowskiemu czą-
stka ziemi, którą był sobie starosta Sakowicz wydzielił »za fatygę«. A takich
cząstek rozrzuconych po całych dobrach holszańskich było sporo.


235 

dram Kościałkowski. Ten, nie zajmując gruntów wiejskich, osia-
dłych, czynszowych i pustych, samą tylko obszerność dworną
Remikiszek, t. j. 53 włoki wydystyngował i obręb ów ograni-
czywszy, ściany graniczne ustanowiwszy, dział wewnętrzny, zgo-
dny z eksdywizją 1650 r. uczynił i komornikowi na gruncie usku-
tecznić polecił.
W 1763 r. Tomasz Porzecki, dziedzicząc swoją połową Re-
mikiszek, wyprzedał jej aktorstwo z puszczą, lasami, ze wszyst-
kiem, co do niej należało nic nie wyłączając — Żabom. Takim
to rzeczy składem Remikiszki, wprzód do dwóch dziedziców na-
leżące, weszły do jednego Żabów aktorstwa i w ręku ich do
1818 r. zostawały. W tym bowiem roku Antoni Żaba »dla znie-
sienia długów ojca swojego na dobrach holszańskich będących«,
sprzedał Remikiszki Izydorowi Salmonowieżowi za 240.000 zł. 132).
Z pozostałych dwóch synów Izydora Salmonowicza, objął
w dziedzictwo Remikiszki Edward, ożeniony z Olgą Marszycką.
Obecnie włada niemi wraz z rodzeństwem syn Edwarda Salmo-
nowicza, Adam, kierujący wzorowo i postępowie rozległą go-
spodarką.

i3i) Porów. »Głos ze strony Izydora Salmonowicza przeciwko WW. Jmci
PPanom Ludwice matce, sędziney Ziemskiej Oszmiańskiej i Michałowi synowi,
Sędziemu Granicznemu Oszmiańskiemu, Korsakom. Po czternastu dekretach
t. d. szczególniej po dekrecie sądu granicznego apelacyjnego z 1830 r. ogło-
szony« — w sprawie zagrabienia przez Korsaka części lasu remikiskiego.
Drukowany oryginał w Remikiszkach.

WŚRÓD SIEDZIB TATARSKICH.

Jak i kiedy osiedli Tatarzy na Litwie. — Plemię dagestańskie, zawołżańskie
i ordyńskie. — Szlachta i nie-szlachta tatarska. — Kniaziowie i ułanowie. —
»Rewizja dóbr tatarskich« Jana Kierdeja. — Osady tatarskie w oszmiańskim
powiecie. — Tatarska niegdyś ziemia wraca w ręce Tatarów. — Bieniuny. —
Okolica. — Lipińscy. — Doubuciszki. — Meczet. — Cmentarz. — Okoliczne ta-
tarskie siedziby. — Dachny. — Dzieraki. — Pod Krewo, pod Myssę, pod Bie-
nicę. — Tenczyn. — Ku wschodniej powiatu granicy.

Stoimy na klasycznym gruncie starodawnych siedzib ta-
tarskich.
Przez środek mniej więcej tych siedzib i osad przechodzić
będzie idealna linja, przeciągnięta od wschodniej powiatu gra-
nicy szerokim półkręgiem ponad Krewem, ponad Łoskiem, mimo
Myssy, przez Ponary, przez Urlenięta, do Łostaji, odwiecznej ta-
tarskiej osady, opierającej się miedzami o Wiszniewskie grunta.
W poprzednich rozdziałach zawadziliśmy już raz o Tatarów,
siedzących niegdyś w Kajecieniętach, w Kumelanach. Kiedy
w strony oszmiańskie przyszli, czy za Witoldowych jeszcze cza-
sów, czy później? Kiedy osiedli długim pasem na oszmiańskiej
ziemi? — nie rzecz nasza rozstrzygać.
»Państwo, w którem osiedli nasi przodkowie - pisze cyto-
wany przez Muchlińskiego Tatar z Litwy, zdający w 1558 r. zię-
ciowi sułtana Sulejmana sprawę o stanie Tatarów litewskich 133) —

133) A. Muchliński. Zdanie sprawy o Tatarach litewskich. Teka Wileńska.
1858. Porównaj też: Dr. Antoni J. Sylwetki i szkice. Serja IX. Kraków 1893.
str. 246.


238 

mianuje się w krajach iślamskich Lehistanem; krajowcy zowią ją
Polonia i Polska. Ogromną zajmuje przestrzeń świata... Naj-
więcej familij naszego rodu osiedliło się tutaj za czasów emira
Timura. Król Lechski prosił u niego posiłków przeciw swym wro-
gom; wskutek czego emir przysłał kilka tysięcy swego walecz-
nego wojska a kiedy otrzymali zwycięstwo, na prośbę króla po-
zostali oni w jego posiadłościach, osypani wszelkiemi oznakami
łask monarszych, jako to: posiadłościami ziemnemi, pysznemi
kaftanami i bogactwami. Imię zaś tego króla, który był jakby
podporą utrzymującą Iślam w krajach giaurów, jest Wattad (Wi-
towt) i pamięć jego dochowała się do naszych czasów, albowiem
corocznie obchodzi się dzień wyłącznie przeznaczony pamiątce
tego króla«.
Inni historjografowie Tatarszczyzny litewskiej, odmawiają
nazwy »Tatarzy« Witoldowym osadnikom, rozróżniając ściśle
osadników tatarskiego, t. j. przedniejszego i nogajskiego t. j. po-
śledniejszego pochodzenia.
»Mylnie historycy litewscy mniemają - pisze na początku
bieżącego wieku, również litewski Tatar, Maciej Tuhan-Bara-
nowski, którego notaty zebrał skrzętnie przed laty kilkunastu
ś. p. Antoni Kruman 134) — że w 1397 r. Witold zabrawszy do nie-
woli Tatarów poosadzał ich nad rzeką Waką oraz po niektórych
miastach państwa litewskiego. Witoldowi udało się wtedy wpraw-
dzie zagarnąć w jassyr siłę stepowego narodu, ale jeńce owi nie
byli to Tatarzy jeno Nogaje, albowiem nad brzegami Donu i mo-
rza Azowskiego czystej krwi Tatarzy nigdy nie mieszkali; sie-
dliskiem ich był, jak wiadomo, wyłącznie Krym. Litwa brała do
niewoli nieraz całe ułusy Nogajów, Budżaków, Czeremisów i Kał-
muków; ci zazwyczaj zlewali się z miejscową ludnością, przyjmo-
wali pierwej lub później chrzest. Kilka zaledwie kolonij nogaj-
skich przetrwało do dziś dnia w okolicach wileńskich.
W bitwie grunwaldzkiej walczyło wespół z Litwinami i Po-
lakami do 40.000 Tatarów pod wodzą syna carskiego Dżel-el-
Eddina. Ten, po rozgromię krzyżackim wypoczywał czas jakiś

134) Rękopis.


239 

na Litwie. Powracając z bogatym łupem do Krymu, zostawił Wi-
toldowi kilka oddziałów swoich wojowników, których książę litew-
ski pożenił z Litwinkami i którym rozdał ziemię w okolicach nad-
niemeńskich, oraz w szerokim promieniu od Wilna. W ten spo-
sób powstały pierwsze rzeczywiście tatarskie na Litwie osady.
Niedługo potem carewicz Achmet ze 30.000 wojska, pomaga Świ-
drygielle w 1432 r. odrywać Litwę od Polski i zostawia na Litwie
do 3.000 żołnierza, którzy przyjmują służbę u kuninga, tworząc
cztery pułki konne, rozpadające się każdy na sześć chorągwi.
Nad temi pułkami marszałkował pierwszy kniaź z Dagestanu:
TemirTuhan-beg. W. Ks. Litewski nadał tym tatarskim wojo-
wnikom przywileje i obdarzył ich ziemią. Sam Tuhan-beg otrzy-
mał w dziedzictwo wieś Winkszumpie, a w lenne władanie mno-
gie włości. W późniejszych czasach dziedzictwo tych posiadłości
potwierdzone zostało przez królów polskich. W ten sposób po-
wstała druga z rzędu serja osad tatarskich w teraźniejszych po-
wiatach: wileńskim, lidzkim, trockim, oszmiańskim i w innych.
Alkoran wyznawcom swoim pozwala wstępować w związki mał-
żeńskie z chrześcijankami, zabraniając natomiast mahometankom
wychodzić za mąż za chrześcijan. Na mocy tego, wielu Tatarów
jęło żenić się z chrześcijankami i po żonie brać nazwiska. Tak
n. p. chorąży Baranowski wydał córkę swą za syna wspomnia-
nego marszałka tatarskiego, za Mirana Tuhan-bega, od którego
poszedł ród do dziś dnia istniejący Tuhan-Baranowskich; kniaź
Najman-beg, będąc żonaty z córką bojara litewskiego Oleszka,
przyjął nazwisko Oleszkiewiczów, zaś potem, od nadanego ma-
jątku Kryczyn, potomkowie jego zwać się zaczęli Kryczyńskimi,
tak, iż dziś całkowite nazwisko tej starej tatarskiej rodziny zli-
twinionej a następnie spolszczonej, brzmieć powinno: Emirza
Najman-beg-Oleszkiewicz-Kryczyński. Z początku duchowieństwo
łacińskie krzywo bardzo patrzyło na te związki, atoli Witold,
a później Świdrygiełło, chcąc na zawsze utrzymać Tatarów na
Litwie, protegowali bardzo podobne małżeństwa mieszane i po-
wstało też ich względnie sporo aż do ostatecznego połączenia
Polski z Litwą. Za Zygmunta III rozpoczęły się ścieśniania praw
i przywilejów Tatarów; w r. 1616 zabroniono muzułmanom żenić


240 

się z chrześcijankami, zaś w r. 1775 zakazy wszelkie, tyczące się
Tatarów zniesiono, a w r. 1786 wszystkie tatarskie, nawet doży-
wotnie, posiadłości ziemskie za dziedziczne uznano. Szlachta ta-
tarska na równej stanęła stopie ze szlachtą polską, w szeregu,
na roli, na urzędzie 135).
Małżeństwa muzułmanów z chrześcijankami wywarły wpływ
na całe pokolenia rodzin. Mężowie chrześcijanek, ich dzieci lub
wnuki ich zapomnieli rychło albo o alkoranie, albo o języku arab-
skim lub też o obojgu razem. Powstały rody tatarskie, pokolenia
karmazynów lub szaraczków, należące jedynie z wiary do krym-
skiego swego pra-gniazda.
Azjaci atoli, przybyli na Litwę w XIV i XV w., aczkolwiek
następnie ze szlachtą polską wszyscy równouprawnieni, stanowią
jednak z pochodzenia swego trzy oddzielne, by się tak wyrazić,
klasy społeczne, stojące na oddmiennej stopie hierarchii rodowej.
Na czele postawilibyśmy Tatarów z plemienia dagestańskiego.
Byli to sami kniaziowie, begowie i emirzowie, którzy wskutek
politycznych zaburzeń, zmuszeni byli emigrować z kraju wła-
snego, a służąc wiernie wielkim książętom litewskim, posiadali
niegdyś u nas z ich lub królów polskich łaski wielkie, często
ogromne — dobra. Z owego dagestańskiego plemienia pochodzą,
po dziś dzień na litewskiej ziemi siedzący: Najman-beg-Oleszkie-
wicze-Kryczyńscy, Tuhan-beg-Baranowscy, Ułan-beg-Maluszyccy,
Ułan-beg-Achmatowicze, Jaliar-beg-Zabłoccy, Edigej-emirza-Ko-
ryccy, Kulzeman-emirza-Talkowscy, Terek-emirza-Buczaccy, Urus-
emirza-Dowgiałłowie, Aksak-emirza-Skirmuntowie, Tenikej-emi-

135) »Ponieważ konstytucja 1768 r. folio 271, zabezpieczając naród tatar-
ski przez wzgląd na wierne ich w ojczyźnie zasługi etc. etc. — przeto za po-
wszechną stanów Rzeczypospolitej zgodą, tychże Tatarów przy nadaniach króla
Jana Kazimierza i Jana III i pośledniejszych, przez Nas i antecessorów na-
szych prawem lennem i dożywotniem danych, wieczyście zachowujemy oraz
takowe ich posessje, czy to lenne czyli też dożywotnie, w dziedziczne zamie-
niamy i prawu ziemskiemu poddajemy... Przytem wszystkie prawa i konsty-
tucje narodowi tatarskiemu służące stwierdzamy i za niewzruszone mieć chce-
my...« Konstytucja sejmu 1786 r. XXXI. Vol. leg. IX, str. 40. Wydanie Akademii
Umiej. 1889 r.


241 

rza-Bazarewscy, Bułat-emirza-Tupalscy, Urman-emirza-Chaleccy,
Dżigit-emirza-Józefowicze i t. d.
Zawołżańskie plemię przysłało na Litwę prostych żołnierzy,
którzy już tu na litewskiej ziemi dobili się szlachectwa. Osiedli
z dawien dawna w gubernii grodzieńskiej, wileńskiej, mińskiej,
lubelskiej, wołyńskiej, podolskiej, trudnią się na własnej ziemi
rolnictwem, uprawą tytoniu (zwanego »multan«) lub w służbie
rządowej pozostają.
Wreszcie zadońskie albo ordyńskie plemię dało nam jako
osadników — wojennych jeńców zabranych przez Litwę w czasie
wojen z Krynicami. Osadnicy ci, pochodzenia nogajskiego (zatem
nie tatarskiego) do roku 1831 nie byli uważani za szlachtę i dziś
dopiero na zasadzie wspólnej z Tatarami litewskimi muzułmań-
skiej wiary, korzystają ze szlacheckich przywilejów. Biedna ta
klasa ludzi, trudniąca się wyrabianiem skór, furmaństwem i t. d.
żyje po większych i mniejszych miastach litewskich, jako to:
w Kownie, Mińsku, Nowogródku, Słonimie, Sokółce, Wasiliszkach,
Iwju, Krewię, Nieświeżu, Lachowiczach, Kłecku, Widzach, Mia-
dziole, Dołhinowie, Olkienikach, Butrymańcach i t. d.
Co się zaś dotyczy Nogajów, zabranych przez Witolda w r.
1397 do niewoli, to żadnych oni praw obywatelskich przez czas
długi nie używali. Dopiero w połowie XVIII w. główny naczelnik
litewsko-tatarskiej jazdy, Mustafa Tuhan-Baranowski, wyjednał
u Stanisława Augusta równouprawnienie dla nich z innymi mu-
zułmanami; odtąd zaczęto ich za Tatarów uważać.
Do wstąpienia na tron Zygmunta III, liczono na Litwie
i Rusi przeszło sto wiosek muzułmańskich, bogatych i dużych.
Było też niemało dziedzicznych majętności, należących do Tata-
rów. W czasie pospolitego ruszenia, wystawiali Tatarzy 20.000
dobrze uzbrojonej kawalerji. Rewizja 1631 r. naliczyła w całej
Rzeczypospolitej do stu tysięcy ludności mahometańskiej a 800
rodzin tatarskich, osiadłych na własnej ziemi. Lud wojenny ta-
tarski tworzył sześć chorągwi, zwanych sciahami. Część Tatarów,
przeważnie za panowania Zygmunta III, emigrowała do Krymu
i do Turcji, tworząc tam istniejące i dziś jeszcze kolonje. Miesz-
kańce tych kolonij różnią się od autochtonów typem i strojem.

POWIAT OSZMIAŃSKI 16


242 

Tyle Muchliński i Tuhan-Baranowski.
Tak lub owak się stało, w ten lub inny sposób dostali się
na Litwę czystej lub mniej czystej krwi Tatarowie, dość że w »Re-
wizji dóbr Tatarskich w Wielkiem Księstwie Litewskiem« dopeł-
nionej i opracowanej w 1631 r. przez Jana Kierdeja, pisarza ziem-
skiego oszmiańskiego, wyliczone znajdujemy następujące w po-
wiecie oszmiańskim osady tatarskie: Łostaja, Urleniata, Berezynia,
Sielce, Mysa, Hamżycze, Koziaki, Mysakowicze, Tułubaje, Bohda-
nowo, Kumielany, Kajacienięta, Połoczany, Ponizie, Świetlany.
I przylgnęli ci przybysze do nowej swojej ojczystej ziemi;
do dziś dnia w potomkach owych rodzin tatarskich, wpośród nas
przez lata i wieki siedzących, odzywa się z pełną siłą głębokie
przywiązanie do siedzib swoich starodawnych. Ci, co utrzymali
się do dziś dnia na pradziadowskim zagonie, ruszać się z niego
nie myślą, ci zaś, z rodu których wyszły przed laty tatarskie
z dawien dawna posiadłości, leżące gdzieś pod Mysą, pod Boni-
nami, pod Łostają, ci kwapią się na tatarski grunt powrócić
znowu. Zwłaszcza w ostatnich czasach daje się nie dwuznacznie
uczuwać silny między Tatarami ruch dążący do pochwycenia na
powrót we władanie bodaj najdrobniejszych cząstek rozproszonej
dziś po różnych dziedzictwach tatarskiej ziemi. I tak oto, osta-
tniemi czasy powróciła w aktorat Tatara Kryczyńskiego majętność
Łostaja, wielką przezeń troskliwością otaczana; inny Tatar, też
Kryczyński, nabył folwark Rowy, trzeci Tatar — również Kry-
czyński - odkupił Goreckowszczyznę, Paulinów i Obodziszcze,
wszystko jeszcze przed wiekami tatarskie osady. Za folwark
siedmiowłokowy nie wahano się płacić 9500 rb., dziś kiedy ziemia
u nas wcale nie jest w cenie.
Doszło do tego, że w całej okolicy powyżej Bohdanowa
wszystka niemal ziemia, nawet szara, kamienista, niewdzięczna
ziemia, wróciła w tatarskie ręce. Jak oaza leżą w pośrodku,
dziedziczone w chwili obecnej przez Karczewskich — Bieniuny.
Pierwszym, o którym wiadomość do nas doszła, ich właści-
cielem, był tatar kniaź Furs Juchnowicz Asanczukowicz, siedzący
w Bieniunach mniej więcej około 1500 r. Fursowie była to rodzina
tatarska, jedna z najzamożniejszych i najsilniej rozrodzonych


243 

w powiecie oszmiańskim. Nazwisko to (prawdopodobnie od arab-
skiego wyrazu foras = koń) spotykamy nierzadko w pierwiast-
kowych dziejach majętności okolicznych (por. np. Remikiszki),
a przyznawany jej tytuł kniaź dowodzi szlachetnego pochodzenia.
Fursowiczami wreszcie są niezliczeni Tatarowie, z którymi i teraz
i potem, na innych miejscach i przy innych sposobnościach spotkać
się nam przyjdzie.
Od rzeczonego Fursa nabył Bieniuny Jan Narusz, który dał
nazwę kilku okolicznym osadom, wsiom, siedzibom (Naruszewsz-
czyzna, Naruszewcy).
Syn jego Stanisław Narusz sprzedaje w 1544 r. Bieniuny
kniaziowi Januszowi Druckiemu-Lubeckiemu i w lat kilkanaście
potem (1569) spór o dziedzictwo tej majętności zawodzą niejacy
Chilimonowie dowodząc, że Narusz nieprawnie władał Bieniu-
nami i że, co za tem idzie, nieprawnie sprzedał je kniaziowi
Lubeckiemu. Aliści jednak już kniaź Janusz był puścił Bieniuny
w zastaw siostrze swojej Annie i czwartemu jej mężowi knia-
ziowi Druckiemu-Sokolińskiemu. Ztąd skomplikował się proces,
w końcu atoli wygrała go Zofja Chilimonowa i oddano jej Bie-
niuny za zwrotem pewnej sumy pieniężnej kniaziom wypła-
conej 136).
Bok 1569. (maj) Zofja Chilimonowa wyprocesowaną ma-
jętność swoją przedaje Sebastjanowi Góreckiemu.
Rok 1569. (październik) Sebastjan Górecki przedaje Bieniuny
kniaziowi »Juriu Pawłowiczu Sokolińskomu Babiczu-Druckomu.«
Bok 1571. Naruszowie, dzieci i spadkobiercy ś. p. Stanisława
Narusza dają ostatecznie za wygrane wszelkim o Bieniuny pre-

136) Janusz kniaź Lubecki, syn kniazia Romana (Druckiego), właściciela
Lubcza na Wołyniu. Sam, po żonie, dziedzic dóbr Przyłuki w Mińskiem.
Um. 1548.
Hanna (Anna) Lubecka, siostra jego, 3-voto za Mikołajem Ostykiem,
starostą krewskim, pani wielce niespokojna, waśliwa i energiczna. Ostykowie
oskarżali ją o otrucie męża. Wyszła za mąż po raz czwarty za kniazia Pawła
Sokolińskiego.
Kniaź Juryi (Drucki) Sokoliński, syn kniazia Pawła, w 1577 r. waleczny
obrońca Dynaburga, kalwin, f 1606 r- (Wolff- Kniaziowie Litewsko-Buscy,
str. 203—205.)
 16*


244

tensjom i przyznają kniaziowi Sokolińskiemu prawo wieczysto
zrzeczne na wszelkie Biniuńskie grunta.
Rok 1590. W jaki sposób przeszły Bieniuny od Sokolińskich
do Sanguszków powiedzieć nie umiemy. W rzeczonym roku ma je
w posiadaniu swoim kniaź Hrihory Lwowicz Koszyrski Sanguszko,
a od niego przechodzą w ręce Piotra Stabrowskiego. (Piotr
Stabrowski oddaje Bieniuny w zastaw za 120 kop groszy lit.
sąsiadowi swemu Adamowi Chreptowiczowi.)
Rok 1593 listopada 14. dnia. Piotr Stabrowski darowuje
Bieniuny »służebnemu swojemu«, dobremu szlachcicowi z ziemi
krakowskiej Piotrowi Niepreskiemu. Do listu darownego podpis
swój przykładają jako pieczętarze Hryhory Sanguszko i Bohdan
Ogiński.
Rok 1596. Zaledwie atoli Jmćpan Niepreski Bieniuny w ręce
dostał, spadły nań kłopoty. Pierwszą jaskółką zwiastującą tę
niemiłą wiosnę był pozew Jmćpana Sasina Dubieckiego o zwrot
200 kop groszy. Sąd, doliczywszy procenta do procentów, wydał
dekret (za podpisem Jana Tryzny, marszałka tryb. W. Ks. Lit.)
przysądzający Sasinowi - 500 kop. groszy! - Nie było rady,
nieszczęsny Niepreski, nie mając pieniędzy pod ręką, oddał Sasi-
nowi Bieniuny w zastaw za dług. Próbował bronić się dowodząc,
że Sasin gwałtami wymógł na nim wydanie prawa zastawnego.
Nie pomogły wykręty, pogorszyły jeno sprawę. W rezultacie sąd
ziemski oszmiański w r. 1600, zważywszy, że Niepreski sumy
zastawnej Dubieckiemu nie płaci, zważywszy, że sam Niepreski
położył był warunek, iż w razie nieotrzymania na termin należności,
Dubiecki staje się aktorem Bieniun - wieczność Bieniun, t. j.
dziedzictwo wieczyste Sasinowi Dubieckiemu przysądził. Nie-
długo bo niedługo cieszył się Jmćpan Niepreski szumnym tytułem
obywatela ziemskiego!
Rok 1608. Mikołaj i Hanna Sasino wie Dubieccy przedają
Bieniuny Tatarzynowi hospodarskiemu Machmieciowi Bohdano-
wiczowi Fursowiczowi ułanowi 137) za 800 kop groszy lit. (czysty

137) Ohłan po turecku a uhłan po tatarsku znaczy: chłopię, chłopiec, paź,
a postawiony po imieniu właściwem tureckiem albo mongolskiem, odpowiada


245

interes!). Takim to rzeczy składem po stuletniem prawie wędro-
waniu z rąk do rąk wróciły napowrót Bieniuny w ręce tatarskie.
Nie miały w nich atoli gościć długo.
Rok 1618. Od czasów dawnych, w każdym razie w XVI.
jeszcze wieku, siedzieli tuż w pobliżu nad rzeką Łostają, dzie-
dzicząc na niedużym folwarku zwanym Juchniewszczyzną —
Lipińscy herbu Poraj, ewangielicy. Czy władali oni całym w dzi-
siejszych granicach folwarkiem zwanym Łostaja, tego z powodu
poplątania ograniczeń wypośrodkować trudno, w każdym razie
znaczną jego częścią. Syn Adama Lipińskiego, Jan, wyzbył się
tej posiadłości swojej (1617 r.) t. j. folwarku Łostaja na rzecz
sąsiadujących z nim Tatarów, a w następnym roku kupił za
1000 kop groszy lit. Bieniuny od wspomnianego wyżej Machmiecia
Bohdanowicza Fursowicza. Miały odtąd Bieniuny pozostawać
w ręku Lipińskich nieprzerwanie, przez lat 130.
Zacny to był ród, ów ród Lipińskich. Przez ciąg cały po-
bytu ich na oszmiańskiej ziemi, święta zgoda i zacność nieskazi-
telna, przechodząc tradycyjnie z pokolenia w pokolenie, pano-
wały w tej rodzinie. Dom bieniuński za czasów dziedzictwa
Lipińskich daje istotnie niepowszedni przykład cnót rodzinnych
i obywatelskich tak niestety rzadkich, u nas w dobie chylenia się
ku upadkowi Rzeczypospolitej. Z ojca na syna przechodzi suk-
cesja; bracia aby utrzymać niepodzielną ojcowiznę w ręku jednego
z Lipińskich, kwitują siebie zgodnie i zbożnie z wszelkiej należ-
ności, wyposażają siostry, nawet, co rzecz już niemal podziwienia

wyrazowi perskiemu mirza i oznacza książąt z krwi chanów. Uhłany składali
jakby wyższą szlachtę ordyńską, mającą posiadłości ziemskie t. j. ułusy
(udziały). Od tego słowa uhłan poszła nazwa konnicy: ułanów. U naszych
Tatarów pod imieniem ułanów należy rozumieć potomków uhłanów chańskich,
którzy posiadali ułusy a którzy następnie tak zdrobnieli, że okolice zostały
osiedlone ułanami jak naszą drobną szlachtą i nazwa ułanów stała się tam
li-tylko nazwiskiem rodowem. (Muchliński.) Tatarzy używający na litwie tytułu
kniaziów byli potomkami beg'ow chańskich, którzy po sułtanach, książętach
krwi chanów, byli najbliższymi krewnymi chanów, członkami dynastji panu-
jącej. Wszyscy z czasem »kniaziowie« zarzuciwszy tytuły, zjechali na prostą
szlachtę. Ułanowie stanowili w hordzie wyższą szlachtę mającą posiadłości
ziemskie, t. j. ułusy, biorącą udział w obiorze chana i zajmującą rozmaite
wyższe urzędy. (J. Wolff. 1. c.)


246 

godna, prawie że żadnych procesów z sąsiadami o granice nie
prowadzą; wdowy dożywotniczki dobrowolnie zrzekają się doży-
wocia swego na rzecz synów; jednem słowem w ciągu przeszło
lat stu nie wszczął się ani razu między rodzeństwem proces bądź
jaki zapamiętały, ani jedno nie powstało zgorszenie. Cześć pa-
mięci tych dobrych i zacnych ludzi.
Po Janie Lipińskim 138) i żonie jego Eufemji z Wolanów
przeszły Bieniuny sukcesją na dwóch jego synów Adama i Stani-
sława. Bracia nie dopuścili do działu. Adam Lipiński wydaje
bratu swojemu Stanisławowi list kwitacyjny, w którym pisze:
»iż co wydając w stan ś. małżeństwa za szwagra naszego Jmci-
pana Jana Miłośnickiego siostrę naszą pannę Katarzynę Lipińską,
pan Stanisław brat mój swym własnym groszem dał w posagu
gotowemi kop sto groszy litewskich a na wyprawę kop ośm-
dziesiąt litewskich, tedy ja, czasu działu z panem bratem moim
majętności naszej Bieniuńskiej w powiecie Oszmianskim leżącej,
po godnej pamięci panu Janie Lipińskim ojcu naszym nam nale-
żącej, nie mam ni do czego przychodzie.« Stanisław tedy został
jedynym Bieniun właścicielem.
Rok 1628. Stanisławowa z Grabkowskich Lipińska sporządza
testament datowany w Bieniunach, w którym całe mienie swoje
mężowi zapisuje: »W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, Boga
w Trójcy jedynego - pisze — stań się wola Jego święta. Ku
wiecznej pamięci. Amen. Ja Hanna Wojciechówna Grabkowska
Stanisławowa Lipińska ziemianka Króla Jegomości powiatu osz-
miańskiego, będąc ja z woli Bożej zastąpieniem płodu w brze-
mieniu ciężką, a poglądając na to że w takowych czasiech siła
białych głów zchodzi z tego świata śmiercią — tegoż się i ja
w tem brzemieniu mojem spodziewając a pomniąc na to że każdy

138) »Tomasz Wolan poborca powiatu oszmiańskiego. Czynię wiadomo
tym kwitem moim, iż za pobór czworozłotowy w roku teraźniejszym 1621
Januaryi 7 dnia na seymiku relacyjnym w Oszmianie, od wszystkich zgodnie
pozwolony a w jesieni do mnie oddać naznaczony, Pan Jan Lipiński z imienia
swego Bieyniun od służby jednego i od ogrodnika jednego, uczynił dosyć.
Pisań w Oszmianie Roku 1621 8-bra 10 dnia. Tomasz Wolan poborca pow.
oszm. ręką swą.«


247 

człowiek podległy jest śmierci a czasu i godziny zejścia swego
z tego świata niewiedząc, mając przestrogę w Ewangelii świętej
gdzie mówi Pan Jezus Chrystus Zbawiciel nasz: czujcie bo nie-
wiecie czasu i godziny kiedy na was co przyjdzie - będąc ja
jeszcze z łaski Bożej przy dobrem zdrowiu i pamięci zupełnej,
testamentem moim ostatniej woli mojej, postrzegając tego aby
po żywocie moim rozruchu i warchołu między Jegomościa Panem
małżonkiem moim miłym Panem Stanisławem Lipińskim i między
pannami siostrami mojemi także i między Ichmościami Pany
przyjacioły moimi o majętność moją, która mi po rodzicach moich
przez ręce Ichmości Panów przyjaciół moich na część moje do-
stała mi się, tak mieć chcę iż gdy mnie Pan Bóg z tego świata
do chwały Swej świętej powoła, duszę moje grzeszną w ręce
Jego święte poruczam, a ciało moje grzeszne ziemi oddane
być ma, które Pan małżonek mój miły Pan Stanisław Lipiński
w majętności swej ojczystej Bieniunach w powiecie oszmiańskim
leżącej, na pagórku za wroty wielkiemi na gruncie swym pogrześć
i pogrzeb przystojny ciału memu według wiary naszej ewangie-
lickiej ma dać. Z majętności mej ruchomej i pieniężnej - do-
znawszy ja przeciwko sobie wiernej i uprzejmej miłości i przy-
stojnego w stanie małżeńskim uszanowania po małżonku moim
miłym po Jegomości Panu Stanisławie Lipińskim i chcąc mu to
wzajem miłością moją małżeńską nagrodzić — sumę moją wszystką
pieniędzy cztery tysiące i trzysta złotych polskich tak też i wszy-
stkie rzeczy moje ruchome, złoto, srebro, perły, kamienie, szaty
i cokolwiek rzeczą ruchomą nazwaną być może, najmniejszej
części na siostry moje rodzone jak też najbliższe krewne i po-
winne moje i ni na kogo innego nie wyjmując ani zostawując,
ale owszem wszystko od nich oddalając, Jegomości Panu Mał-
żonkowi memu miłemu Panu Stanisławowi Lipińskiemu w wie-
czny i wolny szafunek daję, daruję i tym testamentem ostatniej
woli mojej zapisuję«. Po śmierci zapisodawczyni, Stanisław Li-
piński - jak to naówczas we zwyczaju było powszechnym - wstą-
pił powtórnie w związki małżeńskie z Rymszanką (1650) i za po-
sagową sumę 800 kop groszy oddał jej w zastaw Bieniuny. Wy-


248 

kupił majętność syn Stanisława Samuel, objąwszy w 1670 r.
dziedzictwo po śmierci rodzica.
Rok 1680. Brat Samuela Adam, z uwagi na to, że Samuel
spłacił dług macochy na Bieniunach ciążący, ustępuje bratu swoją
połowę Bieniun, tak że ich jedynym właścicielem zostaje Samuel
Lipiński stolnik starodubowski. Ten wyposaża siostry: jedną po-
ślubioną Wilamowskiemu, drugą wyszła za mąż za Siehenia skarb-
nika owruckiego (po 100 kop groszy każdej). W pospolitem za-
mieszaniu, nastałem w kraju, a zwłaszcza u jego granic po zgo-
nie Jana III, brał Jmćpan Samuel czynny udział; »sam osobą
swoją z moderunkiem do wojny należącym pod Grodno stawał
i w obozie aż do konkluzyi był« — jak attestuje na piśmie cho-
rąży ziemski oszmiański Stanisław Jerzy Poźniak. Umierając za-
pisuje dożywocie na Bieniunach żonie swojej Zofii z Brzeskich.
Ta po śmierci męża odstępuje całe dożywocie swoje synom, wa-
rując sobie jedynie spokojne w Bieniunach do końca życia mie-
szkanie. Brat Samuela Jan obrany zostaje w 1698 r. deputatem
naznaczonym do zbierania podatku, uchwalonego przez sejmik
powiatu oszmiańskiego, na wystawienie trzech chorągwi (z dymu
po 10 zł.). Chorągwie te poszły za ordynansem starosty żmudz-
kiego pod Jurbork i walcząc w ich szeregach padł Jan Li-
piński.
Rok 1705. Dziedziczy w Bieniunach Stanisław piszący się
»na Lipnie Lipiński«, ożeniony z Heleną Niemorecką.
Rok 1722. Pozostała po Stanisławie wdowa doznaje napaści
ze strony sąsiadów Tatarów; bronią ją opiekunowie małoletnich
zmarłego Stanisława dzieci, a rzecz w relacji trybunalskiej przed-
stawia się dosłownie w ten sens: »Przed nami sędziami na Try-
bunał Główny W. Ks. Lit. z województw ziem i powiatów na
rok teraźniejszy 1722 obranymi. Gdy z porządku regestrowego
ku sądzeniu przypadła sprawa Wielmożnego Jmćpana Krzysztofa
Kamińskiego sędziego ziemskiego oszmiańskiego, także Jmćpana
Tomasza Wolana cześnika oszmiańskiego i Bogusława z Ko-
nopnice Grabowskiego starosty jakimowskiego, opiekunów po-
tomstwa po zeszłym Jmści Panu Stanisławie Lipińskim pozosta-
łego, tj. Ichmościów Panów Rafała i Bogusława Lipińskich sy-


249 

nów i Jejmości panny Anny Lipińskiej córki in minoremnitate
będących, z Pany Aleksandrem Ułanem pułkownikiem i Dańje-
lem Kieńskim rotmistrzem oficerami pułku tatarskiego J. Kr. M
Tatarami, także Jejmością Panią Elżbietą z Niemoreckich Stani-
sławową Lipińską, na szkodę pupilorum będącymi, za pozwem od
aktorów przed nas Sąd wyniesionym, mieniąc oto: Jż co dawno
zeszły Machmieć Bohdanowicz Ułan Tatar powiatu oszmiańskiego
antecesor dopiero obżałowanego pana Aleksandra Ułana pułko-
wnika J. Kr. M. z małżonką swoją tamże specyfikowaną, będąc po-
trzebnym pieniędzy... majętność swoją Bieniuny... szczególnie so-
bie wyłączywszy morgów czternaście gruntu... zeszłym w Bogu Ja-
nowi i Eufemji Lipińskim przedał. Którą to majętność nietylko
sami supra wyrażeni małżonkowie Lipińscy ale etiam et succes-
sors illorum przez wiek cały, id est lat sto i dalej, aż naostatek
i niedawno zeszły Jmćpan Stanisław Lipiński rodzic minoremnium
actorum spokojnie dzierżyli. Tandem gdy z wyroku Divinae pote-
statis, przed laty kilko i dalej, wspomniany Jmćpan Stanisław Li-
piński decessit, a sama Jejmość w ciężkiem sieroctwie z drobnemi
dziećmi odległą będąc miejscem od swoich przyjaciół i kolliga-
tów pozostała, natenczas obżałowane osoby, upatrzywszy sobie
pożądaną zdawna porę a osobliwie obżałowany pan Ułan puł-
kownik czy z jakowejści niesłusznej malevolorum delatorów
rady, czyli sami przez się, z wielą przybranych sobie na opressję
stanu szlacheakiego pomocników, uczyniwszy condictamen na przy-
właszczenie gwałtowne przykupli titulo Bieniuny: nazwanej Krze-
czowszczyzna w pobliżu od obżałowanych posesji Łostai będącej,
a mianowicie gdy taż Jejmość Pani Lipińska żadnego starania
o całości fortuny i dania wiedzieć opiekunom do upomnienia się
takowej krzywdy, ile w odległem miejscu rezydującym i różne
publiczne interesa traktującym, nie chciała, pod takową porę
obżałowane osoby, różnemi laty miesięcy i dniami, skombino-
wawszy się z sobą in unum na opresję sierocą, innumerabilia
genera invasionum, exactionum, violentiarum, expulsionum i co tylko
może się nazwać excessem i gwałtowną inconveniention w zabie-
raniu gruntów, lasów i sianożęci, sian pokoszonych, pooraniem
gwałtownem pól i gruntów, także popsowaniem granic et his


250 

similibus extorsionibus, z wielą pochwałek na własne zdrowie żału-
jących, toties wspomniane pozostałe po zmarłym rodzicu aggra-
wowali sieroty i tym podobne szkody, afronta wyrządzali.« Nie
dość na tem, słuchajmy dalej. Gdy sąd podkomorski miał sprawę
rozstrzygnąć »obżałowany pan pułkownik i rotmistrz J. Kr. M.
sub titulo niby popisu, a w samej rzeczy formując jakoweś sobie
misteryum, sprowadziwszy komputowych chorągwi pięć tatarskich
pułku swojego, z orężem wszelkim do boju należącym, armata
manu uszykowawszy je na granicy differentiarum gruntów,
z tamtąd koni kilkanaście do dworu Bieniuńskiego, sub praetextu
niby in assistentiam Jmćpana komornika ordynowawszy, z nie-
pohamowanej zawziętości swojej, variis fulminibus, jako się im
podobało, żałujących na honorze szlacheckim despektowali, zaś
odpowiedziami srogiemi do pokonania w życiu samych także
poddanych odgrażając, a zatem do Chocima albo Saksonii gdyby
inaczej być nie mogło oddalić deklarując, nulla data sibi occa-
sione niewinne dzieci, a per consequens i żałujących delatorów,
oprimowali. O którą to takową niezwyczajną i niepraktykowaną
transakcyę opiekunowie«...... sprawę niniejszą zawiedli. Zawiedli
i wygrali.
Rok 1740. Helena Stanisławowa Lipińska, spoinie i zgodnie
z synami pod jednym dachem w Bieniunach lat niemało prze-
mieszkawszy »będąc w podeszłym wieku i w słabości zdrowia,
a chcąc teraz w pokoju bez domowych gospodarskich interesów
i trudności pozostawać« zrzeka się na synów swoich Rafała i Bo-
gusława wszystkiego swego mienia, oraz legowanego przez ś. p.
męża dożywocia.
Rok 1742. Rafał i Bogusław Lipińscy przedają Bieniuny
swoje »majętność ab atiąuo ziemską szlachecką, od niemałego
czasu w dziedzicznej possesji Lipińskich zostającą« za 10.000 zło-
tych Stanisławowi i Jadwidze z Pakoszów Wolanom.
Rok 1748. Stanisław i Jadwiga z Pakoszów Wolanowie pod-
czaszycowie mozyrscy przedają Bieniuny ze wsią Macewicze,
z budowlami mieszkalnemi i gospodarskiemi w zupełnej niemal
ruinie, za 12.000 złotych Janowi i Marjannie z Choromowiczów


251 

Sobolewskim, Tatarom. Po raz trzeci weszły Bieniuny w aktorat
tatarskiej narodowości właścicieli.
Rok 1812. Józef Karczewski l39) nabywa od Sobolewskich
Bieniuny wraz z Goreckowszczyzną.
Otrzymawszy je po ojcu, też Józefie, w sukcesji, włada dziś
Bieniunami (316 dziesięcin ogólnego obszaru) Henryk Karczew-
ski. Ładnie położony dwór otacza stary, dwupiętrowy niezwykle
obszerny dom mieszkalny, budowanyw r. 1828. Przechowały się
w nim do dziś dnia ostatki zasobnej bibljoteki, oraz kilka cen-
nych obrazów, gromadzonych tu skrzętnie i umiejętnie przez
dziada obecnego Bieniun właściciela.
Z pomiędzy folwarków najbliższej Bieniun leżących, należały
Borgaliszki w r. 1620 do Piotra Sylwestrowicza; Gudowszczyzna na-
bytą została w r. 1619 przez Jana Lipińskiego od Jerzego Chrep-

139) Józef Karczewski, urodzony w grodzieńskim powiecie w 1781 r. roz-
począł zawód palestrancki w 1797 r. w kancelaryi grodzkiej oszmiańskiej za
pisarstwa Jana Szczepanowicza. W 1798 r. Tomasz Umiastowski, deputat wów-
czas wywodowy (w następstwie prezydent sądu głównego) zwróciwszy uwagę
na zdolności młodego kancelisty, wezwał go do siebie do Wilna i dał mu pierw-
sze na szeroką skalę zajęcie w deputacji. Był następnie Karczewski adwoka-
tem przysięgłym w Oszmianie, brał czynny udział w mnogich procesach są-
dowych oszmiańskiego obywatelstwa, prowadził eksdywizję Łazdun i Bohda-
nowa i chlubnie odznaczył się zarówno zdolnościami umysłu jak i nieskazi-
telną prawością charakteru. Gdy po śmierci ostatniego ordynata Dominika
Radziwiłła, utworzoną została komissja dla zaprowadzenia ładu w olbrzymich
interesach olbrzymiej fortuny, oraz dla rozgraniczenia dóbr z dawien dawna
ordynackich (dla oddania ich ks. Antoniemu, nominowanemu przez cesarza
ordynatem) od dóbr allodjalnych, przeznaczonych na wiano dla jedynej córki
ś. p. księcia Dominika — powołano Karczewskiego do czynnego w komissyi
współpracownictwa. Był on początkowo adwokatem przy rzeczonej komissyi,
a następnie bronił gorliwie interesów księżniczki Stefanji, jako massy radzi-
wiłłowskiej plenipotent, potem kassjer, wreszcie jako przez czas pewien za-
stępca generalnego prokuratora. Z ręki, rzec można, Karczewskiego otrzymał
ks. Wittgenstein, znaczną część dóbr posagowych żony swojej ks. Stefanii Ra-
dziwiłłówny. Kiedy strona przeciwna, to jest ks. ordynat Antoni, wraz z ca-
łym sztabem plenipotentów swoich i adwokatów, starał się wykazać, że wszyst-
kie dobra po ks. Dominiku pozostałe, są ordynackiemi dobrami i w żaden
sposób niedadzą się od massy oderwać i żadnym prawem wyjść z domu Ra-
dziwiłłowskiego nie mogą i że ks. Stefanję nie inaczej należy wyposażać, jeno
kapitałami nie zaś ziemią — Karczewski wykazał, iż tyle to a tyle majątków
i folwarków nie może wejść w skład ordynacji, jako dobra niezaprzeczenie


252

towicza; Krzywsk należał w r. 1721 do Strumiłły, występującego
jako sąsiad medjator we wspomnianej sprawie Stanisławowej
Lipińskiej; dziś Romanowskiego. Wreszcie w Karłowszczyznie
mieszka między 1610 a 1635 r. Sakowicz szwagier Stanisława
Lipińskiego.

Między Myssą a Bienicą, wśród okolicy całej w stromych
wzgórzach, drogach krzywych i kamienistych, źródlanych, krę-
tych ruczajach, gęstych liściastych lasach, wpośród mrowia dro-
bnych folwarków, okolic, siedzib i zaścianków, w kotlinie zam-
kniętej ze wszech stron malowniczemi stokami wysoko podję-
tych wzgórz, leżą rozsypane między zielenią drzew, na falistym
gruncie, domy i domki jednej z najstarszych osad tatarskich. To
Doubuciszki (Dowbuciszki lub jak mówią włościanie: Doubuszki).

allodjalne. Karczewski w porządku był i z sumieniem i z prawem; starał się
wszelkiemi siłami poprzeć interesa swojej klientki. Że jego cnotliwa gorliwość
wydała nieprzewidziane owoce — nie jego wina, a i przewidzieć nikt podów-
czas nie mógł, że dobra oddane w posagu księżniczce Stefanji przejdą z bie-
giem czasu i spadków na księżnę Hohenlohe i że, zaskoczone nowych praw
postanowieniami, pójdą kiedyś na przymusową przedaż.... Z komissji radzi-
wiłłowskiej, z której początek wzięły fortuny tylu ludzi, przypuszczonych do
zawikłanych i ogromnych interesów magnackich, wyszedł Karczewski z czy-
stemi rękami i czystem sumieniem, nietylko że nie dostatni ale prawie ubogi.
Zebrawszy z postronnych palestranckich, licznych prac swoich grosz jaki taki,
trzymał od 1806 r. dzierżawą od probostwa oszmiańskiego nieduży folwark
Koziany pod Oszmianą, zaś w 1812 r. nabył Bieniuny, gdzie, po raz trzeci wstą-
piwszy w związki małżeńskie i wypoczynku spragniony, na stałe zamieszkał.
Prawnik, dotknąwszy się ojczystego zagonu, przekształcił się we wzorowego
gospodarza. Rzecz rzadka na Litwie, już w 1826 r. przy pomocy Flatta dyrek-
tora Instytutu agronomicznego w Warszawie, zaprowadził Karczewski w Bie-
niunach swoich płodozmian i na niedużej ziemskiej posiadłości wykazał, co
może zdziałać praca usilna i zapobiegliwość rolnika. Przez współobywateli po-
wołany w 1829 r. na oszmiańskiego sędziego granicznego, w 1835 r. na kura-
tora wiejskich magazynów, światły ten i powszechnie szanowany człowiek,
nieustając w pracy obywatelskiej, palestranckiej i gospodarskiej, umarł mię-
dzy 1850 a 1855 r. Pozostał po nim w rękopisie »Pamiętnik«, obejmujący prze-
szło sto arkuszy, z niejednego względu niezwykle ciekawy, z którego pozwo-
liłem sobie korzystać w pracy niniejszej i w dalszym jej ciągu korzystać nie-
omieszkam. Szkoda tylko, że nazbyt wielka autora pamiętnika otwartość w ujaw-
nianiu szczegółów prywatnego życia licznych dobrych znajomych swoich, kła-
dzie, do czasu, tamę ogłaszaniu drukiem in extenso mnogich kart jego zapisek.


254 

wicie roku, na miejscu z dawien dawna istniejącego w Doubu-
ciszkach meczetu, powstał istniejący do dziś dnia meczet drew-
niany. Z kamienia grobowego, leżącego na skraju dawnego cmen-
tarza z zachowaną jeszcze na nim datą »R. 1757«, wnosić można,
że w tym mianowicie roku, jeżeli nie meczet, to cmentarz w Dou-
buciszkach założono. Napisy na płytach mogilnych, na wschód
obróconych, napoły w polskim i ruskim języku; od czasu wyda-
nia dosyć względnie świeżego rządowego rozporządzenia, napisy
polskie na grobowcach tatarskich pojawiać się przestały; został
tylko na nich arabskiem pismem wyryty werset koranu, oraz
półksiężyc, górujący nad każdem epitafium. Leżą tam na doubu-
ciskim cmentarzu: Kryczyńscy i Talkowscy, Zabłoccy i Lebiedzie,
Ułanowie i Baranowscy. Ze starszych, zacierających się powoli,
wrastających w ziemię, mchami powlekających się kamieni mo-
gilnych, zanotujmy przelotem kilka po polsku kreślonych nad-
pisów: Stefan Dawida syn Talkowski 1857; Dawid Bilata syn
Talkowski major kawalerji wojsk rossyjskich 1849; Helena
z Kryczyńskich Bazarewska 1848; Talkowski 1846; Felicjana
z Ułanów Kryczyńska 1851; Osman Kryczyński podpułkownik
wojsk rossyjskich 1854; Sulejman Kryczyński 1859; Tamer-
łan Kryczyński 1860.
Dookoła meczetu i w szerokim promieniu po okolicy, same
mniejsze lub większe posiadłości tatarskie. Da o ich liczbie wyo-
brażenie choćby tylko wykaz kollatorów doubuciskiego meczetu
z 1802 r. Kollatorowie ci obowiązali się byli dobrowolnie opłacać
rodzaj annuaty »pososznem« zwanej, czyli podatku po dwa złote
rocznie od każdej sochy, pracującej w ich majątku. Do parafii,
by tak powiedzieć, doubuciskiego meczetu należały w 1802 r. na-
stępujące, prawie i po dziś dzień w tatarskim ręku, majątki i fol-
warki:
Kaskiewicze - Józefa Kryczyńskiego (soch 9); Bołbotów —
Biłata Kryczyńskiego (soch 6); Polany (pod Lebiedzie wem) -
dziedzictwo Macieja i Abrahama Ułanów oraz majorowej Zabło-
ckiej (soch ogółem 21); Ponizie - Sulkiewicza i Kryczyńskich
(soch 15); Wiewiury - Juszyńskich (soch 8); Doubuciszki - Ju-
szyńskich, Tupalskich, Kryczyńskich i Talkowskich (soch ogó-


255

łem 18); Loszany i Bohdanowsk — Szachuniewiczów (soch 16); Dzie-
raki — Kryczyńskich (soch 3); Kaszy mow — Kryczyńskich (soch 5);
Łostaja — Kryczyńskich (soch 4); Doubuszki Michała i Abrahama
Kryczyńskich (soch 7); Czerkasy — Jakóba Muchy, chorążego b.
wojsk polskich (soch 5); Łostaja — chorążego Mustafy Dowgiałły,
Rudziewiczów, Talkowskich i Sulkiewiczów (ogółem soch 31);
Bieniuny i Rowy — Sobolewskich (soch 12); Kajecienięta, Barga-
liszki i Kuty — Achmatowieżowej (soch 12); Bowdyry — Kryczyń-
skich (soch 2); Hamzicze — Bajraszewskich i Szczerby (soch 2).
Oprócz tego siedzieli podówczas na posesjach lub dziedzictwach
w dalszej i bliższej okolicy tatarskie rodziny: Oganowskich, Krup-
skich, Azulewiczów, Czymbajewiczów. Ogółem płaciło pososzne
daubuciskiemu meczetowi soch tatarskich 176.
O samych Doubuciszkach wiemy tyle tylko, że w drugiej po-
łowie zeszłego wieku należały do Eljasza Kryczyńskiego, a żona
jego Regina z Dowgiałłów, owdowiawszy, rozdzieliła je w 1777 r.
na pięć części między pięciu synów. Dziś Doubuciszki górne
i dolne należą do Tatara Półtorzeckiego.
Genealogję wszystkich tatarskich okolicznych posiadłości
odtworzyć niełatwo. Zmieniają one dziedziców, nie wychodząc
atoli z rąk tatarskich, przeważnie z aktoratu najsilniej w tych
stronach rozrodzonych Kryczyńskich. Dla przykładu i nawiązu-
jąc rzecz z Doubuciszkami, połóżmy wiadomość o niedużym fol-
warku, zwanym Dzieraki alias Rymcieniszki. Należały one przed
laty do Dawida Kryczyńskiego murzy najmańskiego, chorążego
tatarskiego. Ów, mając czterech synów, taki między nimi roz-
dział swej ziemskiej posiadłości w 1776 r. ustanowił: Józef rot-
mistrz J. Kr. M. chorągwi tatarskiej otrzymał folwark Kaskie-
wicze oraz Doubuciszki; Bilat porucznik i Eljasz rotmistrz otrzy-
mali folwark Sielce-Kodyszewicze; Jan nieżyjący, względnie za-
tem jego syn Mustafa, otrzymał folwark Rymcieniszki Tuchto-
jowskie alias Dzieraki. Mustafa Janowicz Kryczyński nie mogąc
długów ojca swego w inny sposób zaspokoić, poddał Dzieraki
pod eksdywizję w 1786 r. W lat kilkanaście potem jeszcze taksy
nie dopełniono a Kryczyńscy, kredytorów spłaciwszy, oddali
oczyszczony folwark napowrót w ręce Mustafy. Przybył był


256 

w owych czasach na Litwę z Królestwa mołła tatarski Jakób Le-
biedź. Urząd mołły sprawował on już czas niemały, ale po zajęciu
kraju przez Niemców wolał szukać gdzieindziej schroniska. Za-
sługi jego uczcił w 1796 r. król Pruski, zaszczycając go meda-
lem l40). Jakób Lebiedź został w 1802 r. mołłą w Doubuciszkach
a w 1823 r. nabył od Kryczyńskich Dzieraki, w których, roz-
dzielonych, dziedziczą dziś dwaj jego wnukowie Amurat i Sa-
muel Lebiedziowie. Pod Dzierakami przetrwały ślady dwóch sta-
rodawnych cmentarzów obok siebie leżących: na jednym grze-
bano Tatarów, na drugim żony ich — Polki.
Tuż w pobliżu Dachny, mające przed laty nazw kilka a mia-
nowicie Rymteniszki, Daszkowszczyzna, Ostejkowszczyzna i Łu-
kaszowszczyzna. Należały one częściowo w XVI w. do Daszko-
wiczów, do Rymteniów i do Dachnowiczów. Rymteniowie, Mar-
cin ojciec i Jan syn zbywają swoją część Dachnów za 150 kop
groszy lit. w 1591 r. Romanowi Frąckiewiczowi. Wnuk tego
Frąckiewicza, Jan, sprzedaje w 1609 r. dziedzictwo swoje za 247
kop groszy Hrehoremu Wołkowi, który w 1627 r. zapisuje swoją
posiadłość w Dachnach żonie swojej Reginie. »Rejna Fronckowna
Jurjewa Hryhorowa Wołkowaja« ma trzy córki, z których naj-
starsza w panieńskim umarła stanie, średnia do klasztoru wstą-
piła a trzecia najmłodsza «bez woli mojej - jak pisze matka — swa- 
wolnie za mąż poszła za neiakoho Tymocha prostoho stanu czo-
łoweka. Tedy Wołkowa żal i rankor mając w sercu, darowuje
swoje oszmiańskie posiadłości w 1651 r. przyrodnim braciom
swoim Samuelowi Krzysztofowi i Aleksandrowi Leniewiczom Ka-
mińskim. Tymczasem w 1641 r. Maciej Matysowicz Daszkowicz
Ostejko puścił był w zastaw część swoją Dachnów w 80 kopach
groszy Mężyńskim (prawo zastawne, pisane w Oszmianie 1641 r.
marca 9 dnia). Od Daszkowiczów przeszła ta posiadłość na Mu-
ścików a od Jana i Katarzyny Muścików nabyli ją w 1683 r. Sa-
muel Leniewicz Kamiński i żona jego Dorota Giwojnianka.

140) Na jednej stronie orzeł z gałązką oliwna a w otoku nadpis: Vobis
quoque pater. -Fides Borussorum regi pracest. 1796. Po drugiej stronie popier-
sie króla i nadpis: Frid. Wilhehmus Borussorum rex.


257 

Dachnów inną część przedaje Zuzanna Dachnowiczowa
Stanisławowi i Krystynie z Zagórskich kniaziom Świrskim. Sy-
nowie Stanisława kniazia Świrskiego Antoni i Piotr zbywają
sukcesję swoją Józefowi Kożuchowskiemu; intentuje im oto pro-
ces wnuczka kniazia Stanisława jejmość Pani Elżbieta z Roma-
nowskich Ziemacka i wyprocesowawszy wspomnianą część Dach-
nów, przedaje ją w 1774 r. Marcinowi Kamińskiemu staroście
lidzkiemu. Od roku tedy 1651 zaczęły powoli Dachny wchodzić
w posiadanie Kamińskich a w 1774 r. w całokształcie swoim zna-
lazły się w ich aktoracie.
Oski należące ongi do kniazia Oskowicza poczem do Baza-
rewiczów, przeszły w 1700 r. we władanie Aleksandra Kryczyń-
skiego.
Tuż w pobliżu Krewa leżąca Kuncewszczyzna (dawniej zwana
Rabiejewszczyzną) nazwę swą wzięła od dziedzica w 1676 r. Wa-
wrzyńca Kuncewicza. Zakrewie również pod samem Krewem,
zwane niegdyś Zakrewie Piotraszkowskie i Szymanowskie, wła-
snością było w 1627 r. Jakóba Mikołajewicza Zakrewskiego. Ten
majętność swoją wraz z dwoma placami w samem mieście Kre-
wię oraz z lasem, napastowanym srodze przez sąsiada kniazia
Abrahima Kieńskiego, przedaje za 430 kop groszy Mikołajowi
Stanisławowiczowi Zakrewskiemu (dokument przedażny pisany
w Krewię 1627 r. stycznia 30 dnia a 6 lipca tegoż roku w gro-
dzie oszmiańskim przyznany. Wypis wydany przez Jana Kier-
deja pisarza ziems. oszmiańskiego. W Polanach).
Dookoła Krewa, właściwie dookoła byłego starostwa krew-
skiego: Lenkowszczyzna — dziś własność Strutyńskich, Kozarow-
szczyzna — dziś własność dr. Stefana Łastowskiego, Mikulewszczy-
zna zaścianek tegoż, Nirówka — w tatarskiem ręku, Krzywsk — dzi-
siaj Romanowskiego, Milejków - własność Filipowa b. sędziego
pokoju, Chodźkowszczyzna — dziś Łukućjewskich. Między Krewem
a Myssą: Bohuszki — okolica szlachecka, siedziba Bohuszewiczów,
Migule i Ponary — obecnie Narkowicza, Tańszczyzna stanowiąca
niegdyś attynencję krewskiego starostwa, dziś własność skarbu
na prawie wieczno czynszowem dzierżawiona przez Szutowicza.


POWIAT OSZMIAŃSKI. 17 


258

Trzymali ją w posesji od rządu Świętochowscy, mieszkając tam
jeszcze w 1849 r. Wyżej nieco pod Doubuciszkami samemi,
jakby wpięte w faliste wzgórza otaczające meczet, folwarki ta-
tarskie: Ciereszki - dawniej Bazarewicza dziś Koreckiego i Czer-
wony Dwór — Talkowskich.
Siedzibą też od wieków tatarską były prześlicznie położone
u drogi ze Smorgoń do Krewa Sakowicze, wieś i majątek nale-
żące niegdyś do Sulkiewiczów, nabyte w 1793 r. przez Michała
Wołczaskiego. Gdy syn Michała Leonard wyzbyć się musiał Sa-
kowiczów, rezydencję sobie przeniósł tuż w pobliże i samoistną
własność ziemską utworzył, dając jej nazwę Tenczyn. W następ-
stwie znowu przeszły Sakowicze w aktorat Wołczaskich i, bez
śladu już dziś dawnego dworu, jeden z poletków Tenczyna sta-
nowią. Tenczyn jest dziś własnością dr. Leonarda Wołczaskiego.
Pięknie na urodzajnych i łącznych gruntach zagospodarzony,
ma ogółem 30 włók obszaru. Na wprost Tenczyna, malowniczo,
na wysokiem wzgórzu, w otoczeniu mnogich drzew zieleni, bie-
leje z daleka potężnemi murami były bazyliański unicki kościół
a od 1839 r. cerkiew Sućkow. Wznosił się przy nim klasztor dziś
doszczętnie zniesiony; gmach byłego kościoła nie uległ prawie
wcale zmianom; w głębi nawy nad b. wielkim ołtarzem piękna
rzeźba, wyobrażająca Przemienienie Pańskie w stylu barokowym.
Dalej ku Bienicy: Zahorze — dziś Pileckich, Kaskiewicze górne
i dolne — do dziś dnia w ręku Kryczyńskich, Kazimierzów — obe-
cnie Bohdanowicza i Trepałów — obecnie Rutkowskiego, dwa nie-
gdyś bienickie folwarki. Ponizie - jedno Antosewiczów, drugie
t. zw. »tatarskie Oganowskiego i trzecie nabyte po 1863 r. od
Mieczysława Tukałły za 21.000 rs. przez Tadeusza Kozłowskiego,
urodzonego smorgończyka, byłego unitę. Wszystkie trzy ma-
jątki piękne, leżące miedza w miedzę, u szerokiej drogi z Bie-
nicy do Smorgoń. Wspomniane Ponizie Kozłowskiego, po sprze-
daży lasu za 26.000 rb., warte jeszcze dla doskonałej gleby
40.000 rs. - w dzierżawie. Kopanebłoto - folwark dawniej Pu-
zynów następnie bienicki, obecnie Dowgiałły, wbrew swej na-
zwie na zupełnie suchych gruntach leżący. O Polanach, o Ustroniu,


259 

dziś folwarku Leonarda Wołczaskiego, leżących też wśród kon-
stellacji starodawnych siedzib tatarskich, postaramy się dać
wzmiankę na innem miejscu, dotarłszy do samej wschodniej po-
wiatu granicy. Znajdziemy również osady tatarskie skupione pod
Iwjami, gdzie drugi w oszmiańskim powiecie meczet stoi 141). Za-
znaczmy tu jeszcze tylko, że okolica, którąśmy przebiegli od
Myssy do Bienicy, od Zalesia do Krewa — podobnie jak ob-
fituje w tatarskiej narodowości dziedziców, tak też dziś w lu-
dność prawosławną wyjątkowo jest bogatą. Pierwszy krzyż pra- 

141) O Tatarach z dawien dawna w Trockiem osiadłych, mówią i wspo-
minają mnogie dokumenta w oszmiański powiat zabłąkane. Zwłaszcza rodzina
kniaziowska Jankiewiczów w częstych stosunkach z Tatarami, oszmiańskimi
zostawała. Czytamy oto np. na starej szmacie hibulastej z czasów Jana Kazi-
mierza, jako w roku 1660 miesiąca maja wtórego dnia przed Krzysztofem
Tyszkiewiczem podwojewodzim trockim opowiadał i żałosną zanosił protestację
kniaź Janusz Selimanowicz Prużyński (Pruszyński, Prószyński) ziemianin Ta-
tarzyn J. Kr. M. województwa trockiego. Kniaź Samuel Jankiewicz towarzysz
chorągwi JW. Lettawa strażnika polnego, pułku JW. Pana Gosiewskiego pod-
skarbiego i hetmana, w zmowie będąc z kniaziem Bułatem chorążym tejże
chorągwi JW. strażnika — zabił mu syna. Rzecz się zaś tak miała: Żałującego
syn, nieboszczyk kniaź Prużyński towarzysz chorągwi kniazia Rzyżewskiego,
był wespół z obżałowanym kniaziem Bułatem wyznaczonym na deputację do
wybierania chleba na kompanję ze starostwa jurborskiego. Obaj koledzy
w dniu 12 kwietnia rzeczonngo 1660 r. zjechali do Jurborka w ks. Żmudzkiem
i stanęli tam kwaterą u niejakiego mieszczanina Andrzeja Wińskiego. Czasu
gdy w wesołej kompanji siedzą i gawędzą w gospodzie, nastała zwada. »Ob-
żałowany kniaź Jankiewicz, snąć mając dawny jakiś rankor przeciw niebo-
szczykowi, umyśliwszy onego o śmierć przyprawić, uczyniwszy jednostajną
zmowę z kniaziem Bułatem, a już mając na to przysposobionych różnych po-
mocników sobie znajomych i jemu wiadomych, gdy zeszły nieboszczyk o tem
po co był w deputacji zesłany statecznie z kompanją rozmawiał, a żadnej na
się niechęci ni od kogo się nie spodziewał, w tę porę, obżałowany kniaź Jankie-
wicz słowy uszczypliwemi wprzód zelżył a potem porwawszy się do szabli,
siec za stołem siedzącego począł — i gdy się nieboszczyk onemu składać chciał,
jako nic nie winny, w te czasy inni pomocnicy onego do szabel porwali się
i nań siedli a wtem kniaź Bułat przypadłszy, z tyłu za ręce nieboszczyka wziął
i gdy się ten innym ... (kilka nieczytelnych słów) bez miłosierdzia rękę prawą
precz nieboszczykowi uciął. Od którego razu żałujący obłożnie leżąc i nie mogąc
z tej choroby od takowego zranienia wynijść, w tymże roku dnia dwudzie-
stego szóstego miesiąca kwietnia z tego świata, leżąc w temże mieście (Jur-
borku), w ciężkim bólu śmiercią zszedł«.
 17*


260 

wosławny, stojący w wiosce Myssie, idzie wioskami wszystkiemi
aż poza Bienicę i poza Zalesie, a cerkwie liczne, w Myssie, w Bie-
nicy, w Zalesiu, cerkwie na cmentarzach, cerkwie przy dworach,
do po-unickich swych murów ściągają mnogość niemałą po-uni-
ckiej ludności. Lud też nierzadko uprzejmem »zdrastwujtie!« wita
przechodnia.


Szułojć nad Berezyną.

WISZNIEW.

Pacowie. — Chreptowicze. — Zlewanie się ze sobą Wiszniewskich posiadłości. —
Berezyną. — Słowieńsk. — Wolanów. — Rudrtfki. — Kościół. — Fabryka. —
Miasteczko. — Stan obecny Wiszniewa. — Wiadomość o rodzinie Litaworów
Chreptowiczów.

Rozległe dobra wiszniewskie, leżące dziś między Wołoży-
nem a Bohdanowem, opierające się od północy o trakt idący
z Borun do Zabrzezia, a ze strony południowej o lasy baksztań-
skie i nalibockie, czy należały kiedy, przed czterema wiekami,
do Gdygołdowiczów 142), a następnie do Steczków, o tem w do-
kumentach, któreśmy mieli przed oczami, żadnej nie znaleźliśmy
wiadomości.
Rzeczą jest natomiast pewną, iż część dzisiejszych Wisz-
niewskich posiadłości należała przed wielu laty do Hanny Mi-
kołajówny Ościkówny, córki Mikołaja Ościka (lub Ostyka), sta-
rosty krewskiego i rumborskiego, wydanej za mąż za kniazia
Lwa Koszerskiego-Sanguszkę, a zmarłej przed 1584 r. Odziedzi-
czył po niej tę cząstkę małą Wiszniewa, wraz z innemi macie-
rzyńskiemi dobrami, kniaź Hrihory, syn Lwa, Sanguszko i w 1593
darował ów, nieokreślony bliżej w dokumentach kawał ziemi
Janowi Pacowi, ciwunowi wileńskiemu, staroście kamieniec-
kiemu 143).
142) Do Gedygołdowiczów lub do Giedygołdowicżów, jak pisze »Słów.
Geograficzny« (Tom XIII, 622).
143) J. Wolff. (»Pacowie« str. 12.) przytacza dokument z 1527 r., mocą
którego Paweł biskup łucki, książę Holszański, darowuje część Wiszniewa
szwagrowi swemu, Mikołajowi Pacowi. A dalej pisze (str. 23): »Po śmierci


262 

Prawie jednoczasowo, samo fundum ówczesnego i dzisiej-
szego Wiszniewa znajdowało się w ręku Paców. Dziedziczył na
niem Stanisław Pac, podstoli litewski, następnie wojewoda witeb-
ski, dzielny z czasów Zygmunta Augusta wojownik, który to -
jak pisze Niesiecki - w roku 1566 moskiewskie kraje szeroko plą-
drował, Sitna dobył, a oblężony na Witebsku, fortecy szczęśliwie
dotrzymał 144). Zostało po nim synów dwóch i trzy córki, których
opiekunem był wspomniany wyżej Jan Pac. Doszedłszy w 1596
roku do pełnoletności, dzieci Stanisława Paca dział czynią for-
tuny ojcowskiej i Samuel i Jerzy Pacowie wydzielają z tej for-
tuny na rzecz sióstr swoich Barbary, Katarzyny i Halszki cały
Wiszniew wraz z attynencjami l45). Nadmieńmy wreszcie, że już
w 1554 roku część pewną Wiszniewa miał we władania swojem
Mikołaj Pac, biskup kijowski, i że ją bratu swemu Stanisławowi
odprzedał. Okaże się przeto, że między 1554 a 1596 rokiem, to
jest przez całą drugą połowę XVI wieku, był Wiszniew w po-
siadaniu Paców.
Między 1596 a 1604 rokiem, Pacówny: Barbara, Katarzyna
i Halszka, działając za radą opiekuna swego Jana Paca, sprze-
dały Wiszniew Adamowi Chreptowiczowi; jednoczasowo Jan Pac
zbył mu swoją część Wiszniewa, pochodzącą z sanguszkowskiej
darowizny. Od tej daty rozpoczyna się dziedzictwo nad Wisz-
niewem możnego i zasłużonego rodu Litaworów Chreptowiczów
herbu Odrowąż, dziedzictwo, które z małą przerwą trwać miało
niemal do dnia dzisiejszego 146). 

biskupa holszańskiego, który majątki swoje wszystkie zapisał królowi, Paco-
wie i inni spadkobiercy biskupa, dopominali się przynajmniej udziału w jego
majątkach macierzystych; król przychylił się do ich prośby i w 1558 r. na-
kazał powrócić majątki macierzyste kniazia Pawła biskupa wileńskiego: Ha-
nutę, Deksniany, Wiszniewo, Świrany i inne — siostrzeńcom biskupa: Miko-
łajowi Pacowi biskupowi kijowskiemu i braciom jego rodzonym, Stanisła-
wowi, Pawłowi i Dominikowi, a po drugiej siostrze biskupa, Mikołajowi Ju-
rjewiczowi Ostikowi i siostrze jego, Zofji Kmicinej«.
144) Patrz o nim: J. Wolff »Pacowie«. Petersburg 1885. str. 27—32.
145) Akt pisany w Mińsku 28 stycznia 1596 r. W oryginalnym ekstrakcie
w archiwum wiszniewskiem.
146) Że Wiszniew już w li 04 r. należał do Adama Chreptowicza, dowo-
dzi: vidimus zapisu wieczysto ugodliwego zamiennego, oraz granice stano-


263 

W osobnym addytamencie znajdzie czytelnik wiadomość
o tych Chreptowiczach, którzy pisali się dziedzicami na Wisz-
niewie; tu zaś niech miejsce znajdą szczegóły nieliczne samej
Wiszniewskiej ziemi dotyczące.
Fortuna ta ziemska, granicząca w 1608 r. z Bohdanowem
Pawła Sapiehy, Wolanowem Jana Wolana, z Trabami królew-
skiemi, z Wołożynem Krzysztofa Radziwiłła, z lasami ks. biskupa
wileńskiego Benedykta Wojny, z gruntami kniazia Hieronima
Giedrojcia, brała w siebie powoli przyległe folwarki i wsie, które
następnie stanowić miały jej długoletnie attynencje.
Tak oto Jerzy Chreptowicz nabywa od Krzysztofa Radzi-
wiłła wieś Hanczary za 2.000 zł. w 1624 r., a około tego czasu
skupuje od Tatarów drobne posiadłości ziemskie, stanowiące dziś
folwark Berezynę i wsie doń przyległe; sam folwark Berezyna
sprzedany został Jerzemu Chreptowiczowi w 1617 r. przez Boh-
dana Fursowicza.
Koleje najbardziej urozmaicone przechodził Siowiensk. Stara
ta osada, wspominana już w latopisach XIV wieku, jako mia-
sto, należała do wojewody mińskiego Baltazara (Balcera) Stra-
wińskiego, ożenionego z Zofją księżniczką Drucką-Horską 147).
Wojewoda miński, zapisawszy wszystkie dobra swoje żonie w do-
żywocie, umiera w 1633 118) roku bezpotomny, a wdowa po nim
wychodzi za mąż za Krzysztofa Chodkiewicza. Po śmierci byłej
mińskiej wojewodziny (Strawińska 2-voto Chodkiewiczowa zeszła
ze świata w 1657 r.) następuje rozdział funduszu ś. p. Strawiń-
skiego między sukcesorów i kredytorów (1677) i Słowieńsk wraz
z attynencjami rozbierają między siebie: Maksymiljan, Horyan
podstarości oszmiański i Jan Strawińscy oraz Izabella Strawiń-
ska żona Wirowskiego i Juljanna Strawińska żona Jana Bu-
kraby 149). Ci przedają niemal równocześnie posiadłości te swoje

wiącego między Ad. Chreptowiczem a Pawłem Sapiehą zawartego w dacie
1604 r. miesiąca Augusta 2 dnia, a w 1605 r. Junii 8 dnia w Ziemstwie oszmiań-
skiem przyznanego (archiwum w Bohdanowie).
l47) J. Wolff. Kniaziowie Litewsko-Ruscy. Warszawa 1895. str. 145.
148) Niesiecki. Lipsk 1839—1846. Tom I. 226.
149) List pojezdny wieczystej taksy majętności Słowieńska po zeszłych
Jaśnie Wielmożnych JP. Krzysztofie Chodkiewiczu wojewodzie wileńskim


264 

słowieńskie kustoszowi i prałatowi wileńskiemu, Benedyktowi
Zuchorskiemu.
W końcu XVIII wieku należał Słowieńsk do Zuchorskich,
poczem drogą wiana za trzema rodzonemi siostrami Zuchor-
skiemi, wydanemi za trzech braci Szaniawskich przeszedł na ich
własność l50). W sto lat potem, dziedzic Słowieńska 151), Stanisław
Szaniawski starosta augustowski, zchodzi bezpotomnie ze świata
w 1765 r. i spadek po nim wziąć mają: Konstanty Szaniawski
starosta małgowski, Mikołaj i Joanna z Szaniawskich Piaskow-
scy starost, taraszczańscy, synowie Marjanny z Szaniawskich hr.
Tarnowskiej, Marja z Szaniawskich Korzeniewska starościna żoł-
kieńska, Anna z Szaniawskich Ossolińska kasztelanowa Czechow-
ska i Teresa z Szaniawskich Bajerowa starościna kiszeńska. Zja-
wia się atoli jeszcze jeden pretendent do sukcessji po Stanisła-
wie Szaniawskim, mianowicie Hilary Nornicki, syn Antoniego,
rodzący się z Zuchorskiej, pisarzewicz skarbowy litewski. Wszczyna
się zapamiętały proces; obie strony godzą się wreszcie na sąd
kompromisarski, który pod przewodem superarbitra kasztelana
smoleńskiego z Burzyna Burzyńskiego przychodzi do skutku
w 1767 r. Wygrywają sprawę Szaniawscy i intromitują się do
Słowieńska. Nornicki atoli nie daje za wygrane, zagarnia bez-
prawnie nietylko cały klucz Słowieński ale i wszystkie inne do-
bra po Stanisławie Szaniawskim pozostałe i włada niemi przez
lat dziesięć blizko, pomimo wyroków sądowych na korzyść Sza-
niawskich ferowanych. W odwet za to, robią Szaniawscy 24
czerwca 1774 r. przy pomocy szlachty najazd na Słowieńsk, sta-
czają walkę i zdobywają zameczek słowieński. Wreszcie konsty-
tucja sejmowa z r. 1775 przyznała im Słowieńsk na własność 152).
Wtedy to administrują Słowieńskiem, jako wspólni dziedzice,

i Pani małżonce Jejmci księżnie Druckiej Horskiej Chodkiewiczowej wojewo-
dzinie wileńskiej etc. 1677 r. września 30 (w wiszniew. arch.).
150) Słów. Geogr. X. 834.
151) Król August III (5 marca 1750) daje Stanisławowi Szaniawskiemu
przywilej na odprawowanie targów i jarmarków w miasteczku jego dziedzi-
cznem Słowieńsku, na dwa targi co tydzień i sześć jarmarków w ciągu roku.
152) »Słownik Geograficzny« 1. c.


265 

Piaskowscy i Korzeniewski kasztelan zakroczymski i w r. 1774
oddają Słowieńsk w dzierżawę świeżo przybyłemu na Litwę
z Korony, Mateuszowi Michałowi Dzieszko-Kraszewskiemu pod-
czaszemu ziemi Sochaczewskiej. Czasu tej dzierżawy spłonął
w Słowieńsku »pałac drewniany rezydencjonalny«. W 1778 r.
Hilary Nornicki wszczyna powtórnie proces o Słowieńsk z Ko-
rzeniewskimi i Piaskowskimi, rzuca nawet kalumnję na Kraszew-
skiego, jakoby to on był sprawcą pożaru rezydencji; rozpoczyna
się proceder na wielką skalę nietylko już między Nornickim i wła-
ścicielami Słowieńska, ale między Nornickim i Kraszewskim,
wreszcie między nieszczęsnego Słowieńska współdziedzicami.
Ostatecznie w końcu zeszłego wieku dostał się Słowieńsk w dzie-
dziczne posiadanie właściciela Wiszniewa, Joachima Chreptowicza.
Inna Wiszniewa attynencja Wolanów, nazwę swoją wzięła
od słynnego Andrzeja Wolana, o którym obszernie na innem
pisaliśmy miejscu l53). Darował mu był w 1568 r. król Zygmunt
August dwa »sioła« należące do krewskiej królewszczyzny, po-
łożone między gruntami kniaziów tatarskich Machmeta, Bohdana
i Juchny Fursów, dziedziców Łostajskich. Sioła te zwały się
Girbieniata (Gierbienięta) i Tereszczeniata (Czereszczeniata), do-
kupił zaś do nich Andrzej Wolan w 1574 r. od Tatarów Czym-
baja i Asamieja Szachuniewiczów grunt poblizki, zwany Mace-
lewszczyzną, oraz kawał gruntu od Tatara Hasana Machmeto-
wicza i od Tatara Achmeta Fursowicza chorążego tatarskiego.
Na tych gruntach swoich ufundował »imienie, dwór, od mienie
samoho zwanyi Wolanowo«. Dziś samodzielna posiadłość ziem-
ska tej nazwy nie istnieje; pod wielką wsią Gierbieniętami, leży
tylko do dziś dnia mała wioskowa osada, zowiąca się Wolano-
wem (wiorst 12 na wschód od Holszan). Andrzej Wolan, ożeniony
z Miłosława księżniczką Żyżemską 154) darował w 1600 r. kwie-
tnia 25 Wolanów synowi swemu Janowi. Kiedy i jakim rzeczy
porządkiem posiadłość ta przeszła we władanie Chreptowiczów,
wyjaśnienia nie znaleźliśmy.

153) Str. 68.
154) Prawo wieczyste przedażne od Fursów Wolanowi na grunt Owru-
ciszki 1593 r. grudnia 29 (Kopja w archiwum wiszniewskiem).


266

Jeszcze inna Wiszniewa attynencja: Rudniki stanowiła nie-
gdyś samoistne »starostwo«, mizerne co prawda, bo składające
się z jednej jedynej wsi, Rudniki zwanej i z dwóch trzech awul-
sów łąkowych, pod Wołożynem leżących. Dworu lub jakiej takiej
rezydencji starostwo rudnickie nigdy nid posiadało. Władał niem
jako królewszczyzną w 1748 Mikołaj Chojecki rotmistrz oszmiań-
ski, sędzia trybunału głównego litewskiego. Post fata Chojeckiego
oddane zostało w 1769 r. Apolinaremu Wołodźce, a po tegoż
śmierci w 1789 nastąpionej, komissja skarbowa W. Ks. Lit. kon-
ferowała je Michałowi Downarowiczowi.
Rosły i zaokrąglały się piękne Wiszniewskie dobra, spływa-
jąc powoli całe w ręce Chreptowiczów. W Wiszniewie samym
istniało już w 1748 r. miasteczko. (Przywilej na targowe Augu-
sta III) a dnia 3 sierpnia 1778 dał mu król Stanisław August
przywilej opiewający: »Iż jako zawsze ojcowską naszą jest tro-
skliwością i pieczołowitością, ażebyśmy możliwemi i przyzwoi-
temi sposobami Państwo rządowi naszemu od Boga powierzone do
jaknajdoskonalszego uszczęśliwienia przybliżali i przyprowadzali;
tak zapatrując się na to, że niemałą onego częścią jest pomnożenie
i opatrzenie miast w Państwach naszych, tak dla wygody oby-
watelów przez rozszerzenie handlu i rękodzieł, jako też dla
ozdoby kraju - gdy Wielmożny Joachim Chreptowicz Podkan-
clerzy W. Ks. Lit. suplikował Nam, ażebyśmy miasto jego dzie-
dziczne, Wiszniew nazwane, w powiecie oszmiańskim, a w do-
brach jego tegoż imienia leżące, prerogatywą i przywilejami
wszystkim miastom w Państwach Naszych przyzwoitemi zaszczy-
cili i z niemi porównali i przywileje nasze na targi i jarmarki
tamże zbierające się utwierdzili i approbowali. Przeto My, Król,
skłaniając się do próśb Wielmożnego Joachima Chreptowicza
Podkancl. W. Ks. Lit, za zdaniem Panów i Rad przy boku Na-
szym będących, pomienione miasto Wiszniew do wszystkich przy-
wilejów miastom Naszym przyzwoitych przypuszczamy. Czynie-
nie w niem i ustanowienie wszystkich porządków miejskich,
utworzenie magistratów temuż Wielmożnemu Joachimowi Chrep-
towiczowi Podkancl. W. Ks. Lit. dozwalamy i zalecamy. Niemniej
mieszkańców i obywatelów miasta tego teraz osiadłych i na po-


Kościół w Wiszniewie

tem osiąść mających, protekcją ich, łaską i powagą naszą zaszczycamy i
ubezpieczamy«. Tenże król przywilejem z dnia 17 października
1777 r. ustanowił dla miasta Wiszniewa coniedzielne targi oraz
cztery doroczne jarmarki, a mianowicie: na dzień św. Jerzego
»rzymskiego«, na św. Trójcę, na Narodzenie N. M. Panny i na
Trzy Króle.
W 1782 r. komissja skarbowa W. Ks. Lit. oznacza wysokość
myta mostowego, które ma prawo pobierać podkanclerzy Chrep-
towicz za przejazd przez most erygowany przezeń na rzece Be-
rezynie w uroczysku zwanem Podbrzeź, na walnym trakcie z Miń-
ska i Nieświeża przez Oszmianę do Wilna idącym. Płata mostowa
i grobelna wynosiła: trzy grosze miedziane od każdego konia
lub wołu ciągnącego wóz kupiecki.
Kościół w Wiszniewie drewniany fundował w 1424 r. Sie-
mion Gdygołdowicz kasztelan wileński, dzierżawca smoleński 155),

155) Boniecki wymienia jako dziedzica na Wiszniewie Gedygołda (Gedy-
gold alias Jerzy) marszałka wielkiego ks. Witolda (1401), starostę podolskiego


268 

i o tem, że kościół smutne losu przechodził początkowo koleje,
świadczy to, co pisze w 1608 r. Adamowa Chreptowiczowa, od-
dając po śmierci męża dobra Wiszniewskie na wieczność synowi
swojemu Jerzemu: »Kościół katolicki starożytnej fundacyi od
przodka mego mnie Adamowej Chreptowiczowej Anny Koma-
jewskiej, Pana Siemiona Gdygołdowicza, który wszystek sprofa-
nowany i dalej czterdziestu lat bez chwały bożej w ręku heretyckich
nowochrześcijańskich będąc, był spustoszony, do którego kościoła
według fundacji tak ludzie, jako i grunty od różnych osób ro-
zebrane były, które my swym własnym groszem z ręku różnych
ludzi przez prawo i wielki nakład rekuperowawszy, znowuż do
tego kościoła Wiszniewskiego katolickiego powróciwszy, plebana
wiary katolickiej temuż kościołowi podawszy, wszystko to do
kościoła postąpili...« Zwrócono kościołowi nadaną mu przez Gdy-
gołdowicza włókę ziemi tuż przy kościele, dalej grunt zwany
Szelciny (włók 4 morgów 14), różne sianożęcie, wieś Klimy
o ćwierć mili od Wiszniewa, wieś Bunie o mil trzy, folwark Ur-
lenięta, wieś Dudki i, co najważniejsza, folwark Otmyty w woje-
wództwie mińskiem sytuowany, obejmujący do 80 włók, przez
Gdygołdowicza nadany.
Równie gorliwym opiekunem kościoła okazał się syn Ada-
mowstwa Chreptowiczów Jerzy kasztelan smoleński, następnie wo-
jewoda nowogrodzki. Zniósłszy stary drewniany kościół, wzniósł
od fundamentów nowy murowany, rozpocząwszy erekcję w 1637 r.
a ukończywszy ją pomyślnie w 1641 r. Konsekrował świątynię
Pańską dnia 18 października 1675 r. Mikołaj Słubski sufragan
wileński sub titulo Visitationis B. V. Maryae. Dwie po skrzydłach

(1415—1423), wojewodę wileńskiego (1426—1432), żyjącego jeszcze w 1434 r.
(»Poczet rodów. Warszawa 1887, str. 6-2). Oczywiście jest to ten sam Siemion
(nie Jerzy) Gdygołdowicz, o którym mówimy. Trudno jednak przypuścić, aby
Adamowa Chreptowiczowa przodka swojego nazwiska nie umiała pisać jak
należy. Zresztą i nadpis na portrecie w kościele, aczkolwiek późniejszy, tak
a nie inaczej podaje brzmienie nazwiska fundatora Wiszniewskiego kościoła.
J. Daniłowicz w »Skarbcu dyplomatów« nie wspomina wcale o tem, aby Gdy-
gołdowicz (pisze go: »Gedygold«) był dziedzicem Wiszniewa (II. 137). Posta-
ramy się w dalszej części pracy niniejszej wizerunek Siemiona Gdygołdowicza
zamieścić.


269 

kościoła kaplice stoją do dziś dnia; jedna z nich wzniesiona zo-
stała pierwej, niż kościół sam, bo w 1626 r. przez Jerzego Chrep-
towicza, którą następnie z nowowzniesioną świątynią połączono;
drugą przymurowano do kościoła 1771 r. Kościół nawiedził po-
żar dnia 6 października 1777 r. i w kilka lat później odrestauro-
wał go i gontem pokrył Adam Chreptowicz. W ostatnich latach
Rzeczypospolitej istniało przy Wiszniewskim kościele bractwo św.
Trójcy, ustanowione w 1747 r. przez ks. ks. Trynitarzów. W mia-
steczku w 1795 r. znajdowało się lutrów 29, mających własne mo-
giłki; żydów było 196, którzy mieli bóżnicę swoją w miasteczku
wzniesioną za pozwoleniem ks. biskupa wileńskiego udzielonem
w 1778 r. W początkach bieżącego wieku istniała przy parafii
szkółka nie wyposażona żadnym funduszem. Liczba parafian wy-
nosiła w 1817 r. dusz męskich i żeńskich ogółem 3.390. Folwark
fundacyjny Otmyty odjęto plebanji na rzecz skarbu w 1794 r.
Nieduży murowany kościół Wiszniewski, wznoszący się u wjazdu
do miasteczka opodal traktu z Holszan do Wiszniewa idącego,
pamiątek z czasów minionych przechował niewiele. W wielkim
ołtarzu staroświecki obraz N. M. P. w złotej szacie; u stropu na
sklepieniowym łuku reljefowe herby Chreptowiczów (Odrowąż
i połączone z nim Trąby i Leliwy) litery G. L. C. H. R. (Georgius
Litawor Chreptowicz), oraz data 1637 r.; nad kolatorską ławką
również Chreptowiczów, zjednoczone herby; w lewo na ścianie
tablica z 1641 r., upamiętniająca wzniesienie murowanego ko-
ścioła; wreszcie na ścianie pod chórami portret fundatora, nie
współczesnego pędzla z podpisem: »Siemon Gdigołdowicz kasz-
telan wileński, fundator pierwszej plebanji Wiszniewskiej w 1424«.
Na cmentarzu kościelnym stoi pomnik Adama Chreptowicza, zmar-
łego w Wiszniewie, właściwie w folwarku Odrowąż, gdzie cza-
sowo przebywał. Na płycie grobowej napis: Piis manibus Illu-
strissimi Comitis Adamo Litawor Chreptowicz Auguslissimi Russo-
rum Imperatoris a consiliis actualibus mortui Wisznioviae anno
MDCCCXLIV Mensis Decembris die XIII. Przed kilku laty ks. pro-
boszcz Wiszniewski uważał za stosowne przechowywane w ko-
ściele archiwum wraz z innemi »niepotrzebnemi« ruchomościami
spalić; zakrystjan uratował na własną rękę parę inwentarzy.


270 

Fabryka odlewów żelaznych, pierwsza i jedyna na Litwie,
założoną została przez Joachima Chreptowicza w 1778 r. 156) dla
przerabiania miejscowej rudy żelaznej, znajdującej się w niema-
łych pokładach, ale w niewysokim gatunku w Szczorsach, w Bak-
sztach i kilku jeszcze miejscowościach Wiszniewszczyzny. Ha-
mernia założona w 1789 r.; w Bukatowie stanął piec wielki mu-
rowany do pławienia żelaza. W początkach swojego istnienia
spotrzebowywała fabryka rocznie 12.000 sążni trzyłokciowych
kubicznych drzewa i 60.000 czetwieryków rudy. Od 1 maja 1795 r.
do 1 maja 1796 r. przez tygodni 36 przepławiono z rudy 4,317
centnarów żelaza. Centnar żelaza w sztabach przedawano po
zł. 30, a centnar żelaza kutego stalonego po zł. 40. Sprzedaż szła
na miejscu kupcom przybywającym z Wilna, Mińska i okolicy.
Fabryka w 1830 r. zatrudniała 72 robotników stałych, oprócz na-
jemnika i dworskiej czeladzi dawanej do pomocy. Przestała
istnieć lat trzydzieści temu. Dziś dwór samego fundum Wiszniew-
skiego zajmuje duże kamienne zabudowania byłej giserni.
W roku tyle dla kraju pamiętnym 1794 - Wiszniew, bę-
dący w posiadaniu Joachima Chreptowicza podkanclerzego obej-
mował: miasteczko; samo fundum Wiszniewskie z folwarkami:
Zapurwie, Bombały, Milkinięta, Skodorwy, Nowosiółki, Rogalew-
szczyzna, ze wsiami: Huta, Wojstowicze, Gierbienięta, Wolanów,
Danilki, Lutoszanka, Olszanka, Łostojańce, Naruciowszczyzna,
Tupcze, Lebiedzie, Ancelowszczyzna, Dudy, Bobry, Dobra-Ziemia,
Kraskowszczyzna, Zarzecze i dziesięciu zaściankami; klucz Sło-
wieński (miasteczko i dobra) w skład którego wchodziły fol-
warki: Rowkowicze, Zamojdź, Pieślakowszczyzna, Filipienięta,
Kucienięta, wsie: Dolewicze, Krażyn, Kałdyki i dwa zaścianki;
klucz Berezyna z folwarkami: Merowy, Kiby, Sawicze, Jałowce,
Gowdzie, Pocie, wsie: Rudniki, Zamojdź i dwa zaścianki. Oprócz
tego trzymał Chreptowicz na prawie arendownem pięćdziesięcio-
letniem dobra stołowe biskupa wileńskiego: Bakszty, obejmujące
wsie: Bakszty, Ogrodniki, Zabrzezie, Pacewicze, Ostrowce, Dow-
nary, Zubowicze, Gudziszki, Dewergi, Grabowa i kilka niedużych

156) Nie zaś «około 1790« jak pisze Korzon »Dzieje wewnętrzne« II. 244). 


271 

zaścianków. Wiszniew, Słowieńsk i Berezyna wraz ze wsiami
pokrywały obszar 28.000 dziesięcin. Dobra te miały w 1797 r.
dusz poddanych obojej płci 2.518. Bakszty tegoż roku miały
obójej płci poddanych 1.979 dusz 157)
W pierwszej połowie XVIII wieku, w dziedzictwie Chrepto-
wiczów na dobra Wiszniewskie nastaje przerwa. Obejmuje dzie-
dzictwo Wiszniewa z attynencjami córka Ludwika Chreptowicza,
Zofja, wydana za Dominika Sawaniewskiego wojskiego W.
Ks. Lit. Przez czas pewien tedy rządzą w Wiszniewie Sawa-
niewscy. Aby atoli fortuna z powrotem w ręce Chreptowiczów
weszła, zapisuje Wiszniew nietylko z dawnemi ale z dokupio-
nemi awulsami Zofja Chreptowiczówna l-voto Tyszkiewieżowa,
podkomorzyna Słonimska, 2-voto Sawaniewska Joachimowi Chrep-
towieżowi na wieczność, zawarowawszy sobie dożywocie. Zofja
Sawaniewska umarła bezdzietnie w Wiszniewie w 1773 r.
Szczegółowe dziejów Wiszniewszczyzny rozjaśnienie mu-
simy z konieczności ograniczyć na powyższych dannych; liczne
braki w dokumentowym materjale, dotyczącym zwłaszcza za-
wiązków Chreptowiczowskiej fortuny usprawiedliwia uczynione
w 1662 r. przez Jana Chreptowicza oficjalne zajawienie, że
wszelkie dokumenty mające z Wiszniewszczyzną związek, spa-
lone zostały przez Moskwę. Przyczyniły się również do silnego
nadszarpania Wiszniewskiego archiwum przejścia wojsk w 1812 r.,
kiedy to wojsko francuzkie zniszczyło doszczętnie Wiszniewską
propinację oraz połowę krestencji, a żadna wioska bez szwanku
nie wyszła. 158)

157) Podkanclerzy Chreptowicz posiadał dobra (Szczorse, Wiszniew etc),
wartości 5,214.395 złp. Gdy je oddawał dwóm synom, po strąceniu długów,
przypadło na każdego po 1,964.000 złp. (M. Zaleski. Pamiętniki, str. 221).
158) Senator Michał Kleofas Ogiński, jadący, właściwie zmykający przed
posuwającem się w głąb Rossji wojskiem francuzkiem, pisze w »Pamiętnikach«
swoich: »Przybywszy do mej wsi Zalesia o 14 mil od Wilna dnia 14/26 czerwca
(1812 r.) sądziłem, że będę mógł przynajmniej przez kilka dni tamże się
zatrzymać; lecz dnia następnego dowiedziałem się, że oddział huzarów fran-
cuzkich posunął się aż do Oszmiany na połowę drogi do Wilna, a w chwili
gdy wsiadałem do powozu rano dnia 27 Czerwca, zawiadomiono mnie, że ułani
posunęli się aż do Smorgoń o 10 wiorst ztamtąd.
Przybywszy do Mołodeczna, mej posiadłości, którą miałem o 18 mil od


272

Ostatnim Chreptowiczem dziedziczącym na Wiszniewie był
Michał Chreptowicz. Siostra jego jedna wyszła za mąż za Titowa,
druga poślubiła Buteniewa i ta z woli testamentowej Michała
Chreptowicza została dziedziczką całej Chreptowiczowskiej for-
tuny, Szczors, Wiszniewa itd. Starszy syn Buteniewa i Chrep-
towiczówny, przyjąwszy do nazwiska ojcowskiego tytuł hra-
biowski oraz nazwisko matki, hr. Michał Chreptowicz-Buteniew
ożeniony z hr. Lamsdorf, wziął po niej sukcesję i Szczors, Wisz-
niewa oraz wszystkich tych dóbr attynencyj jest w chwili obecnej
właścicielem.
Wiszniew, doprowadzony do stopnia kultury, na jakiej go
dziś widzimy, jest nietylko jedną z najpiękniejszych, ale kto wie
czy nie najpiękniejszą ziemską posiadłością w oszmiańskim po-

Wilna, sądziłem, że się dostałem do miejsca pewnego i spokojnego i chciałem
tamże przedłużyć mój pobyt, ponieważ przypuszczałem, że wojska moskiewskie
powstrzymają przynajmniej na tę odległość postępy nieprzyjaciela; lecz dnia
30 czerwca rano byłem zmuszony oddalić się ztamtąd z pośpiechem, dowie-
dziawszy się, że wysłano oddział jazdy do Wilejki nad Wilją o 20 wiorst od
Mołodeczna, aby opanować magazyny bardzo znaczne, które przygotowano
tamże dla wojsk rossyjskich.
Zatrzymałem się blisko 24 godzin w Miassocie o jedną stację od Moło-
deczna, aby zasięgnąć wiadomości więcej stanowczych co do poruszeń wojsk....
Ponieważ od Wilna trzymałem się ciągle traktu pocztowego, wiedziałem,
prawda, że kilka oddziałów francuzkich posunęło się ku różnym punktom,
lecz poruszenia obu wielkich armij były mi zupełnie nieznane. Byłem wielce
zdziwiony dowiadując się, że dnia 4 lipca marszełek Davoust przybył do
Wiszniewa i że dnia 6 lipca generał Bagration znalazł się we Świrze, kierując
się w stronę Mińska, i że dowiedziawszy się, że Francuzi zbliżają się do tego
miasta, puścił się innym kierunkiem przechodząc przez Raków.
Ponieważ nas nie doszedł jeszcze żaden szczegół o działaniach wojen-
nych od czasu przejścia Niemna, było nasze zadziwienie niesłychane, gdyśmy
się dowiedzieli, że marszałek Davoust znajduje się odciętym od wielkiej armii
francuzkiej, a Bagration od reszty armji moskiewskiej i że obaj ci dowódzcy
są bliskimi spotkania pod bramami Mińska.
Byłoby to dało powód do wielu domysłów, gdyby był czas do nich:
lecz dnia 7 lipca z brzaskiem jutrzenki, gdy opuszczałem Mińsk, aby się zbliżyć
ku Białej Rusi, dowiedziałem się, że Płatów miał spotkanie z oddziałem wojsk
francuzkich w okolicach Miru a kanonada dość silna, którą słyszeliśmy ze
strony Wołożyna oznajmiała, że Francuzi zbliżają się do Mińska, dokąd mar-
szałek Davoust odbył swój wjazd dnia 8 lipca. (M. Ogiński. Pamiętniki.
Przekład polski. Poznań, J. Żupański. 1871. Tom III, str. 105—108).


273 

wiecie. Grunt lekki z podglebiem nieprzepuszczalnem przeważa;
na falowatych poletkach leżą w północnej stronie Wiszniewsz-
czyzny wzorowo na własną rękę zagospodarowane folwarki;
południem ciągną się niezmierzone okiem łąki opierające się o
rzekę Berezynę, nawodnione niezliczonemi jej przytokami. Po-
wyżej wołożyńskiego traktu — prawie przedsmak zachodniej
cywilizacji; nad Berezyną - prawie dziewicze lasy i pampasy,
w które wżynają się coraz głębiej moszczone drzewem, wysoko
sypane drogi, ciągnące się pod szpalerami łóz wzdłuż regulo-
wanych, w proste jak struna kanały ujętych rzeczek. W fol-
warkach kamień, cegła i gonty, na polach pociętych w syme-
tryczne kwadraty i trójkąty, skrzętnie z kamieni oczyszczonych,
zboża w pas, pługi, stada rasowych owiec; na łąkach, wywal-
czonych zapobiegliwością ludzką z pod nieprzystępnych do nie-
dawna moczarów, trzęsawisk, bagien, z pod gęszczarów, olch
i osin stoją gęsto rozrzucone niezliczone stogi siana. Tu i owdzie
nad winącemi się kręto dopływami Berezyny (Hordynów Stan
i inne) zachowały się w całej malowniczości swojej zakątki
dawnej puszczy, całe w nieprzebytych gęszczarach, gdzie goszczą
łoś i dzik, pyrchają stada dzikich kaczek, stada wszelakiego ptactwa,
gdzie pną się po nadwodnych karczach chmiele i »liśniki«, gdzie
czerwienieją potężne kalin grona, lasem stoją mięty olbrzymie,
gdzie wśród niezmąconej niczem ciszy chwieją się ajerów najroz-
maitszych ławy, gdzie w pogoni rybołówczej przemykają się zwolna
łodzie, w pniach olchowych i osinowych drążone, przepychane
mozolnie po rzek zakrętach giętką, wysoką żerdzią, »prysem«
w gwarze miejscowej zwaną. Tu i owdzie na roztrzebionych
pastwiskach ciągnących się na ogromnej przestrzeni wzdłuż Bere-
zyny uwijają się lub ciągną sznurem po kładkach przedsiębiorczy
łowce na raki, bieleją stada gęsi w sztuk kilkaset, pykają w dali
dymki pojedynczych chat rozrzuconych po oazowych osadach
puszcz. I to właśnie bratanie się co chwila na wpół dzikiej przy-
rody z obrazami wzrastającej z dnia na dzień kultury nadaje
Wiszniewowi zarówno oryginalne piętno jak niemało powabu.
Obszerny bo też to i warsztat, z którego praca ludzka plon
swój bierze.


POWIAT OSZMIAŃSKI. 18


274 

Wiszniewszczyznę stanowią: samo fundum oraz fol-
warki główne: Kociowszczyzna, Karolinowo, Ireniewo
(dawne Bielany), Helenów, Berezyna, Słowieńsk, Kal-
warja i Bukatowo; mniejszych do sta dziesięcin ob-
szaru folwarków pięć: Michałowo, Klimy, Bobry, Ra-
pieje i Gast. Ogół obszaru Wiszniewa, po nądziale wło-
ściańskim pozostałego, wynosi 19.230 dziesięcin; w tem
lasów 14.500 dziesięcin, z których pod łąki wyrobiono
mniej więcej 2.000 dziesięcin tak, iż ogólny obszar łąk
Wiszniewskich wynosi w chwili obecnej do 2.500 dzie-
sięcin. Płodoźmiany wszędzie: w każdym folwarku
dwa, wewnętrzny tj. na lepszych poletkach — dziewię-
ciopolowy i zewnętrzny i j. na gorszych, dalszych polet-
kach, sześciopolowy, pastwiskowy. Wszędzie własna go-
spodarka posługująca się pługami Sucheniego. Bydło
piękne, półkrwi holenderskie, a dążeniem administracji gospodarskiej
jest zaprowadzenie w całej Wiszniewszczyźnie czystej krwi holendrów.
Ogółem stoi bydła rozlokowanego po folwarkach, licząc z młodzieżą, sztuk
tysiąc. Pakt oddawany na garńce; garniec rządowy mleka po 9
kop. na okrągły rok. Okrom tego w samym Wiszniewie, dokąd


Oławina, dopływ Berezyny.


przywozi się mleko ze wszystkich folwarków, jest
syrowarnia i centryfuga. Na pierwszym planie starań gospodarki
stoi bydło, którego nie mało ważnem dopełnieniem jest 3.000 sztuk
owiec hodowanych głównie w Kalwarji i Ireniewie (rambouillety).
Całe żyto sprzedawane mąką, z której otrębie idą na karm dla inwen-
tarza, również na karm oddawane bywają wszystkie kartofle. Obsłu-
guje gospodarkę Wiszniewską transmisja turbiny. Gorzelnie dwie w He-
lenowie i Berezynie, piwowarnia w Wiszniewie, tartak, młyny
trzy, z turbiną jeden, dwa zwyczajne. Pszenicy nie sieje się
nigdzie; w płodoźmiany wchodzą żyto, owies, kartofle, koni-
czyna czerwona, szwedzka i biała. Wśród licznych, by się tak


Hordynów Stan. 18*
 

276 

wyrazić ubocznych dochodów Wiszniewskiej gospodarki, wyróżnić
należy eksploatację raków; na przestrzeni sześciuset dziesięcin
łąki pociętej rzeczkami płynącemi ku Berezynie, wydzierżawiono
ostatniemi czasy połów raków przedsiębiorcom zagranicznym za
opłatą roczną 480 rs.; wolno im wyławiać raki od dziewięciu
centymetrów wielkości, ikry i małych brać nie wolno. Termin
połowu od lutego do października; robotnikom łowiącym raki
skrzynkami drewnianemi płacą dzierżawcy po 25 kop. od kopy
i ekspedjują towar do Niemiec, do Berlina, do Paryża. Same
najlepsze ostępy rakowe w wiszniewskich dopływach Berezyny
wydzierżawiane nie są.
Doniosłej reformie uległy łąki, dzięki przecięciu ich szero-
kiemi trwałemi drogami; droga taka uścieła się bierwionami,
przykrywa ziemią dobytą z dwóch szerokich kanałów i przysy-
puje piaskiem; gdzieniegdzie kanał przydrożny stanowi sprosto-
wane koryto rzeki; koszt stosunkowo nieduży, (zważywszy na
niską cenę drzewa i robociznę wydzierżawiaczów łąk, przez które
idzie droga) doprowadził do tego, że niedostępne, dla trzęsawisk
i bagien, olbrzymie łąki oddawane dziś miejscowym włościa-
nom na połowę ukosu lub wydzierżawiane, przynoszą dochodu
8—20 rs. od dziesięciny. Droga nadto, prowadzona łąkami, w pro-
stej niemal linji, z Wiszniewa do Bakszt, niemało ważną odda
przysługę stosunkom handlowym nietylko dworu ale i okolicy.
Że dziś Wiszniewskie posiadłości stoją na takiej stopie, na jakiej
je widzimy i że w kulturze racjonalnej rozwijają się z roku na
rok, zasługa w tem niepodzielna raz generalnego administratora
wszystkich dóbr hr. Chreptowicza-Buteniewa p. Fiszera, który ze
Szczors, gdzie od 37 lat ma pieczę nad jednem z pierwszorzę-
dnych w kraju gospodarstw, dyrektywę daje całej gospodarce
Wiszniewskiej, zasługą jest powtóre Wiszniewskiego od lat kilku
zarządcy p. Antoniego Jurgensona, którego energii i wytrwałej
pracy zawdzięcza Wiszniew wprowadzenie w życie najdonio-
ślejszych zmian na drodze ładu, porządku i postępu dokonanych.
W chwili obecnej Wiszniew, wraz z attynencjami swemi, przy
rozległych wkładach i meljoracjach, daje czystego, netto, dochodu
rocznie 30—35,000 rs.


277 

Miasteczko czynszowe, całe na gruncie dworskim stojące,
ciągnie się dobrą wiorstę po obu stronach wołożyńskiego traktu.
Jak wszystkie nasze miasteczka niechlujne, żydowstwem przepeł-
nione, w roku bieżącym otrzymuje właśnie bruk na całej prze-
strzeni głównej i jedynej ulicy swojej. Jarmarki, mało uczęszczane
odbywają się co środa. Parafia prawosławna przy cerkwi muro-
wanej liczy 2838 dusz obojej płci 159), parafia rzymsko-katolicka
wiszniewska 5723 parafian obojej płci 160). W miasteczku poczta
i apteka. W miasteczkowym przemyśle grają pewną rolę kowale,
których ma Wiszniew dwunastu do piętnastu, a prym zaś trzy-
mają pończosznicy (maszyn 60—70-ciu), żydzi miejscowi.

Wiadomość o rodzinie Chreptowiczów 161). Starożytny ród li-
tewski Chreptowiczów, z przydomkiem Litawor, — wywodzący
swój początek od Wyssogierda, któremu w 1413 r. w Horodle
nadano herb Odrowąż, — posiadał z bardzo dawnych czasów,
z nadań Wielkich Książąt Litewskich, majętność Szczorse nad
Niemnem w Nowogródzkiem, Bohuryn na Wołyniu nad Hory-
niem i Krasnybór nad Bobra w Grodzieńskiem. Rodowód ich
z większą pewnością rozpoczyna się od Jakóba Litawora Ch-a,
który miał 4 synów: Bohdana, Daniela, Bazylego i Mikołaja,
żyjących w połowie XV wieku.
Bazyli, syn Jakóba, przez króla Kazimierza Jagiellończyka
używany był dwukrotnie w poselstwie: 1486 r. 9 czerwca, do
kniazia Riazańskiego, w sprawie o krzywdy obywatelom litew-
skim od poddanych jego uczynione, i w 1492 r. w podobnychże
skargach do W. K. Moskiewskiego Iwana Wasilewicza i syna
jego Wasila. Zwyczajem polskim, wnukowie Bazylego od posia-
dłości Bohuryn poczęli się pisać Bohuryńskimi - Chreptowi-

159) Pamiatnaja kniżka Wil. gub. 1894.
160) Rubrycele za 1893.
161) Całą tę wiadomość o rodzie Chreptowiczów, przychylając się łaska-
wie do prośby mojej, skreślił i zamieścić na tem miejscu pozwolił, p. Kazi-
mierz Podernia.


278

czarni, i gałęź ta, osiadła na Wołyniu i w Kijowskiem, wygasła
w początkach XVIII wieku.
Z pomiędzy nich:
Melecjusz Bohuryński - Chreptowicz, jeden z 5 synów Jana,
podstarosty łuckiego i prawnuk Bazylego Jakubowicza 162), roz-
począł swój zawód za Zygmunta Augusta, jako ziemianin i ry-
cerz, stawiać się nieraz królowi na wojnę z pocztem zbrojnych
i zakładając osady w dziedzicznych włościach, z których, na
mocy działu z braćmi, zatrzymał sobie majętność Puciatyn w Mo-
zyrskiem. W stanie duchownym, obyczajem swego wieku,
szukał spokoju na stare lata, i wtedy to przybrał imię zakonne
Melecjusza. Doczekał się w tym zawodzie odznaczenia, gdyż go
obrano Archimandrytą kijowo-peczarskiego monasteru, lecz spo-
kojności wiele nie zaznał wskutek gwałtownych procesów
o grunta klasztorne z namiestnikiem województwa kijowskiego,
kniaziem Mateuszem Woronieckim i jego żoną Anastazją, którzy
czynili najazdy na posiadłości monasteru. Henryk Walezy po-
twierdził wybór na archimandrytę, lecz Melecjusz starał się nastę-
pnie jeszcze i o potwierdzenie Stefana Batorego, któremu, gdy
szedł przeciwko zbuntowanym Gdańszczanom, mnisi zanieśli o to
prośbę na sejmie toruńskim, a posłowie i senatorowie kijowscy
ją poparli. Powtórnie więc uzyskał potwierdzenie sobie archiman-
dryi 10 listopada 1576 r. Oceniając jego zdolności i gorliwość,
sędziwy władyka włodzimierski i brzeski Teodozy Łazowski
wybrał go sobie na koadjutora i zastępcę, a król Batory listem
z dnia 23 grudnia 1579 r., powierzając mu rządy tej dyecezji,
pozostawił mu i przełożeństwo Ławry Peczarskiej. Odtąd Mele-
cjusz faktycznie zarządzał dyecezją, której dochody jednak pozo-
stawały przy Łazowskim, na mocy dobrowolnego między nimi
układu, z datą 23 kwietnia 1580 r. Mianowany w 1588 r., po
śmierci Łazowskiego, władyką włodzimierskim i brzeskim, Mele-
cjusz okazał się na tem stanowisku gorliwym o dobro i podnie-
sienie kościoła ruskiego pasterzem, otwierając od roku 1590

162) W wielkiej Encyklopedji Ilustrowanej błędnie pokazany jako poto-
Bohdana Marcinowicza i kniażny Eudoksji Horskiej.


279 

perjodycznie synody w Brześciu. Na jednym z nich podpisał
wraz z innymi biskupami wyrok przeciwko władyce lwowskiemu
Gedeonowi Bałabanowi; w Kijowie zaś przed patryarchą Teo-
fanem, który za pozwoleniem Zygmunta III organizował kościół
ruski, zaskarżył władykę łuckiego i ostrogskiego Cyrylla Terle-
ckiego, zarzucając mu dwużeństwo. Unii się nie doczekał, umarł
bowiem w początkach 1593 r.
Najstarszy syn Jakóba Bohdan, z ponawianych dwukrotnie
związków małżeńskich zostawił 7 synów.
Z pomiędzy nich: Jan, był za Kazimierza Jagiellończyka
podskarbim dwornym, namiestnikiem uciańskim, Słonimskim
i marszałkiem litewskim. Gdy w 1492 r. biskup wileński Wojciech
Tabor koronował w kościele katedralnym Aleksandra na Wiel-
kie Księstwo Litewskie, marszałek Ch., podając mu berło i miecz
goły, przemawiał do niego, »aby nie wołoskim, które jest obłu-
dne, ani czeskim albo niemieckim obyczajem, ale prawdziwym
litewskim i Witoldowym przykładem rządził i sądził«. W nastę-
pnym roku jeździł marszałek w poselstwie z listem Aleksandra
do wielkiego kniazia Moskwy Iwana Wasilewicza, z podzięko-
waniem za obiecaną mu w małżeństwo Helenę i przedłożeniem
zarazem skarg o rozmaite krzywdy litwinów. Przybywającą
w lutym 1495 r. do Litwy Helenę, Chreptowicz spotykał na granicy,
i w uroczystym pochodzie prowadził do Wilna, a na akcie we-
selnym sprawował urząd marszałka. W 1493 r. sprawował również
poselstwo z Bersztów od Aleksandra do króla Olbrachta i panów
koronnych, a jednocześnie do mistrza Pruskiego i mazowieckich
książąt, z prośbą o pomoc wojskową i pieniężną przeciwko
Moskwie.
Złożywszy w tymże roku urząd podskarbiego na rzecz
młodszego brata swego Teodora, otrzymał starostwo puńskie.
Z kolei, we 3 lata później, wskutek dopominania się królewicza Zy-
gmunta o wydzielenie mu części w Wielkiem Księstwie Litewskiem,
posłował Ch. od Aleksandra do króla, królowej matki i do braci,
przekładając im, iż na to się nie zgodzą panowie litewscy i pro-
wadził inne jeszcze powierzone sobie interesy panującego domu.
Jednoczasowie administrował cztery lata mennicą litewską, zaś


280

w 1498 r. został namiestnikiem nowogrodzkim. W tymże roku
występował Ch., jako marszałek litewski na czele rycerstwa ziem-
skiego, przy uroczystem zakładaniu obronnych murów Wilna.
Na akcie potwierdzenia Unji Litwy z Koroną, 24 lipca
1499 r., podpisał się w liczbie panów litewskich, a znajdujemy
również jego podpisy i na innych przywilejach spółczesnych.
Wyprawiony na ekspedycyę moskiewską z księciem Konstantym
Ostrogskim, marszałek Ch. wraz z nim i innymi, 14 lipca 1500 r.
w bitwie pod Wiedroszą dostał się do niewoli, z której na mocy
zawartego pokoju, w roku 1508, został uwolniony. W następnym
roku Zygmunt I mianował go namiestnikiem drohickim i mar-
szałkiem królewskim, a z kolei starostą kobryńskim, brzeskim,
markowskim i luboszczańskim. Umarł w 1513 r., wieku lat 87.
Pochowany w Wilnie u Bernardynów.
Z małżeństwa z Jadwigą księżniczką Hołszańską, siostrą
późniejszego biskupa wileńskiego księcia Pawła Holszańskiego,
Jan Ch. zostawił syna Kazimierza młodo zmarłego, oraz dwie
córki Annę i Zofję. Wdowa jego, samowładna i niespokojnego
ducha, przeżyła męża o lat 25, i w tym czasie miała ciągłe z obu
swymi zięciami głośne zatargi, których szczegóły przechowały
się w metrykach litewskich. Starsza córka Anna poślubiła, z wy-
boru serca, młodego wojewodzica trockiego Jerzego Ostyka, wbrew
woli matki, która uparła się ją wydać za starszego znacznie wie-
kiem podkomorzego litewskiego Andrzeja Dowojnowicza, i na-
wet zmusiła mieszkającą przy sobie Annę do wzięcia z nim ślubu.
Stąd — nieprzyjmowanie przez marszałkowa umyślnie wysyłanych
do niej posłów od króla, który się wdał w tę sprawę, popierając
Ostyka, — napad podkomorzego na wojewodzica i obcięcie osta-
tniemu palców, - i wreszcze zbrojny napad Ostyka na dom
Mniszków i porwanie swej żony, a wszystko zakończone
potwierdzeniem przez króla małżeństwa z wojewodzicem, na
skutek oświadczenia Anny, że do podkomorzego wrócić nie chce.
Nie znalazł u marszałkowej łaski i drugi jej zięć, ziemianin ma-
zowiecki Jan Oborski, który w 1523 r. zaślubił młodszą jej
córkę Zofję. Pomimo, iż Jadwiga Ch.-a sama odwiozła ją zięciowi
do domu, pozwała go w parę lat potem, podczas sejmu piotr-


281 

kowskiego, o gwałtowne porwanie córki, żądając unieważnienia
małżeństwa. Sprawę między obywatelem udzielnego księstwa
i litewską obywatelką, z polecenia króla, sądził prymas Jan
Łaski. Wezwana na sąd Ch.-a nie stanęła, wymawiając się po-
gróżkami zięcia, a prymas przesłuchawszy świadków, małżeń-
stwo potwierdził. Zostawszy wdową, Oborska powtórnie w 1531
roku wyszła za dworzanina królewskiego Mikołaja Wrelew-
skiego. Poróżniona z córkami Jadwiga Ch.-a darowała królowej
Bonie macierzyste swe dobra, od której ostatecznie przeszły
one w dom Tyszkiewiczów.
Bazyli, brat poprzedniego, był namiestnikiem włodzimier-
skim, zdołbickim i onikszteńskim i łowczym litewskim, a z kolei
namiestnikiem i leśniczym grodzieńskim. Przy wstąpieniu Ale-
ksandra na tron polski, podpisał się w Mielniku, 1501 r., na
akcie potwierdzenia Unji Litwy z Koroną, razem z bratem Mar-
cinem; w końcu zaś 1504 r. brał udział z innymi komisarzami
w oznaczeniu granic między Litwą i Mazowszem. Był żonaty
z córką Paszka Dochnowicza Teodorą (Fedią Dochnówną), z któ-
rej zostawił tylko jedną córkę Annę, wydaną za księcia Andrzeja
Michałowicza Sanguszkę-Koszerskiego marszałka litewskiego 163).
Teodor (Fedko), brat obu poprzednich, dał początek oddziel-
nej linii Chreptowiczów, wygasłej w końcu XVIII wieku. Po bra-
cie swym Janie został podskarbim dwornym litewskim, a w roku
1501 podskarbim ziemskim, czyli wielkim, ustąpiwszy podskarb-
stwa nadwornego na rzecz brata swego Marcina. W tymże czasie
był kolejno namiestnikiem bielickim, brzeskim i ostryńskim, dzier-

163) W dziele: „Poczet rodów w Wielkiem Księstwie Litewskiem w XV i XVI
wieku", A. Boniecki błędnie przypisał Bazy leniu Bohdanowiczowi jeszcze syna
Olechnę i córkę Nadzieję (Hryńkową Wołłowiczową), którzy byli dziećmi Ba-
zylego Jakóbowicza, stryja namiestnika włodzimierskiego. W dziele zaś
„Kniaziowie litewsko-ruscy od końca XIV wieku" w sprawie o podziale spadku
po Paszku Dochnowiczu, J. Wolff utrzymuje, że Wasilowa Chreptowiczowa
(Fedia Dochnówną) była matką żon Jakóba Michałowicza-Montowtowicza sta-
rosty krzemienieckiego, kniazia Andrzeja Michałowicza Sanguszkowicza-Ko-
szerskiego i kniazia Wasila Michałowicza-Sokolskiego (str. 132). W innem zaś
miejscu mówi, że kniaź Wasil Michałowicz-Sokolski miał za żonę wnuczkę
Paszka Dochnowicza, prawdopodobnie córkę Wasila Chreptowicza (str. 489).


282

żawcą lidzkim i wasiliskim. Za udział w spisku Michała Gliń-
skiego był uwięziony w lutym 1609 roku i pozbawiony urzędów,
odzyskał zaś wolność 10 maja 1511 roku. Zygmunt I, w r. 1522
grudnia 12, osobnym przywilejem oddał mu w opiekę monastyr
ławryszewski. Umarł przed rokiem 1528, wieku lat 78, pochowany
w Szczorsach.
Jerzy, syn Teodora, dworzanin królewski w r. 1534, wspól-
nie ze stryjecznymi braćmi swymi, Bohdanem synem Marcina
i Janem synem Aleksandra, wydał manifest przeciwko księciu
słuckiemu Jerzemu Szymonowiczowi. Ożeniony z wdową po knia-
ziu Bohdanie Iwanowiczu Putiatyczu, Ludmiłą, z domu księż-
niczką Drucką-Tołoczyńską, rozwiódł się z nią i wstąpiwszy do
stanu duchownego, został pod imieniem Hermana arcybiskupem
połockim. Umarł 1556 r. w Połocku i tamże pochowany; Ludmiła
zaś zmarła w późnej starości w 1572 r.
Adam, wnuk Jerzego, syn Jana i Magdaleny Skumin-Tysz-
kiewiczówny, córki Jana Skumina marszałka królewskiego, w 7
roku życia stracił ojca. Był podkomorzym nowogródzkim, a w r.
1620 pisał się marszałkiem Trybunału. Po stracie pierwszej żony,
18-letniej Elżbiety Słuszczanki, ożenił się w 1584 r., będąc 26-letnim
wdowcem, z Anną Komajewską, siorotą, prawnuczką wojewody
smoleńskiego Szymona Gdygołdowicza i wziął po niej w posagu
w liczbie innych majątków, dobra Wisznie w w Oszmiańskiem,
które się utrzymały w rodzinie Chreptowiczów do obecnych cza-
sów. Fundowany tam w 1424 r. przez pomienionego wojewodę
kościół katolicki, oddany następnie kalwinom, Adam Chreptowicz
powrócił katolikom; w roku zaś 1598 fundował kościół w Kra-

Z tego więc, że w mowie będący spadek był podzielony na dwie części, autor
wnosi, że Paszko miał tylko dwie córki: księżnę Michałowa Ostrożecką i Wa-
siłową Chreptowiczową, i że ta ostatnia miała trzy wyżej wymienione córki.
Zaprzecza temu stanowczo testament Wasila Ch.-a z 1505 roku, w którym jest
mowa tylko o jednej jego córce Annie Sanguszków ej. Montowtowiczowa i So-
kolska, o ile wyrozumieć można, mogły być wnuczkami Paszka Dochnowicza
z trzeciej jego córki, jeśli nie po synie, a więc i w tym wypadku byłyby cio-
tecznemi siostrami księcia Piotra Ostrożeckiego, z którym się spadkiem po-
dzieliły. Vide „Pamiętnik rodu Chreptowiczów" spisany przez kanclerza Joachima
Chreptowicza, drukowany w »Kronice Rodzinnej« w 1890 i 1891 roku.


283 

snoborze, w Grodzieńskiem, a przed rokiem 1632 — Bazyljanów-
unitów w Nowogródku. Światły nad swój wiek, a »zręczny i do-
świadczony« według świadectwa spółczesnego Pamiętnikarza Sa-
muela Maskiewicza, — Adam Chreptowicz posyłał młodszych sy-
nów do nauki za granicę, sam zaś w późniejszym wieku spisał
na tle wypadków krajowych kronikę swego domu, p. t: Ród Ich
Mci Panów Chreptowiczów, zakończoną na 1617 roku 164).
Jerzy, syn Adama, urodził się w Wiszniewie w 1586 roku.
Za młodu był żołnierzem i w wojnie inflanckiej brał udział w zdo-
byciu Parnawy w 1609 roku. We 2 lata potem, wróciwszy do
domu, zaślubił Zuzannę Nonhartównę starościankę rakanciską,
ławaryską i orańską, a w 1615 roku znowu udał się na posługę
Rzeczypospolitej, pod znakiem hetmana polnego Krzysztofa Ra-
dziwiłła, w ekspedycyę przeciwko Moskwie, »wyprawiwszy się
dosic ozdobnie, na koni ośm«. Następnie był leśniczym mereckim,
orańskim i przewalskim, a z kolei kasztelanem smoleńskim, żmudz-
kim, wojewodą parnawskim i nowogródzkim. W roku 1632 fun-
dował w Wilnie, na przedmieściu Łukiszkach, kościół ŚŚ. Filipa
i Jakóba i przy nim klasztor Dominikanów. Na dwa lata przed
śmiercią, jednego z 4 synów — Bohdana utracił pod Zbarażem,
drugi zaś Jan pod Żółtemi Wodami był wzięty w niewolę. Umarł
wojewoda w 1650 r., a trzej synowie jego w tymże samym już
roku podzielili się ojcowizną. Najstarszemu Adamowi, co się na-
stępnie ożenił z Elżbietą Isajkowską, dostały się między innemi,
w powiecie oszmiańskim, Gojcieniszki i Dowbuciszki ; Jerzemu
staroście hajewskiemu przypadła tamże majętność Giedejki, a po-
wróconemu z niewoli Janowi — Wiszniew i Wolanów, w tymże
powiecie. Ostatni po kądzieli potomek z linii podskarbiego Teo-
dora, wnuczka wojewodzica Jana i córka Ludwika, Zofja, l-o voto
Adamowa Tyszkiewiczowa podkomorzyna Słonimska, 2-o voto
Sawaniewska wojska W. Ks. Lit, darowała zapisem donacyjnym
Wiszniew podkanclerzemu Joachimowi Chreptowiczowi.

164) Rękopis dobrze przechowany jest własnością Dra Józefa Bielińskiego.
W Encyklopedyi Orgelbranda większej (t. V. p. 503) Adam Chreptowicz błę-
dnie jest pokazany jako brat wojewody nowogródzkiego Jerzego Chreptowi-
cza, który był jego synem.


284 

Stanislaw, syn Eustachego, brata wojewody Jerzego, był
mianowany przez tegoż stryja swego podwojewodzim nowo-
gródzkim. Po ukończonych naukach w Akademii wileńskiej, zo-
stał obrany w 1648 roku deputatem na Trybunał główny litew-
ski i jako sędzia zjednał sobie, według świadectwa Kojałowi-
cza, pochlebną opinię publiczną. W tymże roku, przy obiorze
Jana Kazimierza, posłował na sejmie elekcyjnym z województwa
nowogródzkiego. Służąc pod hetmanem litewskim Pawłem Sa-
piehą, legł w bitwie ze Szwedami, pod Pragą w roku 1656.
Marcin Chreptowicz, syn Bohdana Jakóbowicza, brat mar-
szałka Jana, Bazylego i podskarbiego Teodora, otrzymał w 1495
roku od w. ks. Aleksandra urząd koniuszego dwornego i jedno-
cześnie był namiestnikiem izblańskim, a następnie żołudzkim. Po
wyniesieniu brata jego Teodora w 1501 roku na podskarbstwo
ziemskie, objął po nim podskarbstwo dworne, a po rezygnacyi
z tego urzędu w 1504 r., zachowując tytuł koniuszego, miano-
wany był jeszcze łowczym litewskim. Gdy Aleksander wstępował
na tron polski, koniuszy Marcin, razem z bratem Bazylim łow-
czym litewskim i innymi baronami i szlachtą, w Mielniku pod-
pisał łaciński akt przysięgi, potwierdzający Unię Litwy z Koroną
i swoją doń pieczęć przyłożył. Piastował oba urzędy do począt-
ków 1509 roku, kiedy po stłumieniu rokoszu Glińskiego, z któ-
rego siostrą był żonaty, oskarżony został przez księcia Łukom-
skiego przed królem i senatem, w Wilnie, wspólnie z bratem
swym Teodorem, Olbrachtem Gasztoldem, Aleksandrem Chodkie-
wiczem i księciem Połubińskim, o tajemne znoszenie się ze swym
szwagrem. Oskarżonych wskutek tego uwięziono po różnych
zamkach i Marcin, wzięty przez starostę grodzieńskiego Stani-
sława Kiszkę, trzymany był u niego przeszło 2 lata. Bawiący
w Brześciu Litewskim król Zygmunt, za wstawieniem się o to
wielu panów, w d. 18 maja 1511 r. wszystkim przebaczył i z wię-
zień uwolnił. Dopiero w 1524 roku Zygmunt mianował Mar-
cina Chreptowicza koniuszym trockim i następnie marszałkiem
litewskim.
Z małżeństwa z księżniczką Glińską, której na imię podo-
bno było Anna, Chreptowicz miał syna Merkurego, zmarłego


285 

w młodości; drugiego zaś małoletniego syna Bohdana zaręczył
w 1506 r. z córką Szymona Olizara, z zezwolenia jego wdowy.
Zapobiegając przytem roztrwonieniu fortuny swej przyszłej sy-
nowej, wyjednał u króla Aleksandra opiekę nad jej dobrami
i osobą, z warunkiem, aby przy nim mieszkała, aż do pełnolet-
ności syna. Wywołało to znowu w 1507 r. skargę Olizarowej do
króla o odebranie jej przez Marcina córki i jej majątków, skut-
kiem czego rozkazał Zygmunt I Olizarównie zamieszkać nadal
przy swej ciotce, do czasu zawarcia małżeństwa; Marcin Chrep-
towicz zaś, zachowując opiekę nad jej dobrami, obowiązany był
wydzielić matce dożywociem majętność Brzostowice. Wszakże
w ostatnich dniach tegoż roku, król cofnął powyższe rozporzą-
dzenie, aprobując wyrok w tej sprawie króla Aleksandra. Marcin
Chreptowicz żył jeszcze w r. 1526; pochowany w Szczorsach.
Bohdan, syn Marcina, starosta ejszyski i orański, wspólnie
z braćmi stryjecznymi Jerzym Teodorowiczem i Janem Aleksan-
drowiczem Chreptowiczami w roku 1557, 2 stycznia, podpisał
ugodę z książętami słuckimi Jerzym i Szymonem, synami Je-
rzego Szymonowicza. Od stryja swego Bazylego namiestnika
włodzimierskiego otrzymał wołyńskie dobra Bohuryn, potwier-
dzone mu przez króla w 1528 r. Część wszakże tych dóbr nie-
zawodnie ustąpił swym braciom stryjecznym Janowi, Bazylemu
i Piotrowi, synom Aleksandra, którzy odtąd poczęli się pisać Bo-
huryńskimi-Chreptowieżami 165). Królowej Bonie również odstąpił
w 1539 r. majętność Błudów na Wołyniu, a we 2 lata potem był
przez nią przed sądy zapozwany w oderwanie stamtąd ziemi.
O małżeństwie z Olizarówną, z którą Bohdan był zaręczony
jeszcze dzieckiem, dokumenta i podania milczą, wiadomo zaś, że
miał za sobą księżniczkę Eudoksyę (Owdotję) Drucką-Horską,
córkę kniazia Iwana Wasilewicza i żony jego Nastazyi. Oboje
pochowani są w Szczorsach.
Bohdan Piotrowicz, wnuk Bohdana Marcinowicza, sprzedał

165) A. Boniecki w »Poczęcie Rodów« i »Wielka Encyklopedya ilustro-
wana«, błędnie nazywają potomków Bohdana Marcinowicza Bohuryńskimi-
Chreptowiczami.


286 

ostatecznie Bohuryn, nie będąc jeszcze pełnoletnim, co zeznała
w 1578 roku, przed sądem grodzkim mińskim, macocha jego Pio-
trowa Chreptowiczowa z domu Anastazya księżniczka Czarto-
ryska, siostra kniaziów Aleksandra i Iwana Fedorowiczów Czar-
toryskich. W młodości służył Bohdan wojskowo, a w roku 1594
przez Zygmunta III mianowany był referendarzem W. Ks. Lit.
W 1608 roku był deputatem z grodzieńskiego na Trybunał główny
litewski pod laską Eustachego Kurczą podkomorzego parnaw-
skiego. Umarł w 1610 r., pochowany w Grodnie u Bernardynów.
Z Katarzyny Dłużniewskiej sędzianki płockiej zostawił 6 córek
i 3 synów: Olbrychta, Jana zmarłego bezpotomnie i Michała. Ci
dwaj dali początek czterem oddzielnym gałęziom tego domu, z któ-
rych trzy dopiero w nowszych czasach wygasły.
Olbrycht, najstarszy syn referendarza (ur. 1583 1632), z Mań-
kowskiej pozostawił 4 synów: Krzysztofa, w młodym wieku zmar-
łego bezpotomnie, Piotra, Marcina i Samuela.
Piotr, syn poprzedniego, podsędek grodzieński, dał początek
wygasłej w pierwszych latach tego wieku grodzieńskiej linii
Chreptowiczów. Z niej pochodził:
Karol, syn Jakóba stolnika grodzieńskiego. Pozyskawszy
wielkie względy u podskarbiego Fleminga, zawdzięczał mu po-
mnożenie fortuny i ożenienie się z daleką krewną swoją, bogatą
Anną Chreptowiczówną, siostrą późniejszego kanclerza Joachima
Chreptowicza. Oparty na rachubie, związek ten nie był wpraw-
dzie szczęśliwym, otwierał jednak Chreptowieżowi szersze widoki
na przyszłość. Jakoż Chreptowicz dzięki temuż podskarbiemu, zo-
stał wice-ekonomem dóbr stołowych królewskich. Dorobił się nie-
małego grosza na tym urzędzie oszczędny z natury Chreptowicz
i gdy dla szybszego zbogacenia się zapragnął wziąć jeszcze
w dzierżawę ekonomję grodzieńską, lub który inny z kluczów
ekonomicznych, znalazł przeciwnika w osobie tegoż Fleminga.
Widząc w tem pokrzyżowanie własnych swych zamiarów, pod-
skarbi odebrał Chrepto wieżowi urząd wice-ekonoma i zaczął go
ścigać swą zemstą. Pomimo to, Chreptowicz wówczas już pisarz
ziemski grodzieński, został posłem z Grodzieńskiego na sejm
1761 r. Pole szerszej działalności politycznej otwarło mu się do-


287 

piero w 1767 roku, gdy był obrany marszałkiem konfederacyi
grodzieńskiej i posłem na sejm konfederacki poradomski. Po bez-
skutecznej walce na sejmie przeciwko naciskowi z góry partji
moskiewskiej, ogłosił za powrotem do Grodna manifest przeciwko
jego uchwałom, który wszędzie rozsyłał i przyjął do akt ziem-
skich również manifest biskupa Sołtyka, którego nigdzie akty-
kować nie chciano. W następstwie tego, porzuciwszy żonę i ma-
jątek, w r. 1768 wyniósł się za granicę, zdążając do Rzymu. Po-
łączywszy się z konfederacyą Barską, podpisał w Nielipowcach
manifest z datą 18 sierpnia, a po przybyciu, w marcu 1771 roku,
do Preszowa, oświadczył generalności swój zamiar wkroczenia
na Litwę i innych wciąż do tego nawoływał, co, jak wiadomo,
nie miało skutku. Po upadku konfederacyi, Chreptowicz pogo-
dziwszy się z królem, mianowany był w 1781 r. chorążym nad-
wornym litewskim, a po rezygnacyi z tego urzędu, starostą gro-
dzieńskim i kawalerem orderu św. Stanisława. W Grodnie 1 maja
1786 roku ustanowił gród, który przetrwał do końca Rzeczy-
pospolitej.
Marcin, syn Olbrychta, w połowie XVII wieku, w czasie
zajęcia Litwy przez cara Alekseja Michajłowicza, padł ofiarą ra-
bunku zalewającego kraj nieprzyjaciela, tracąc nietylko całą for-
tunę i ruchomość, lecz i wszelkie akta własności jego służące.
Zrujnowany doszczętnie i od kozaków srodze mordowany, »za-
niósł o tem w 1660 r. manifest do Grodu Lidzkiego, jako ziemia-
nin Jego Król. Mci pttów Grodzieńskiego i Lidzkiego«. Lecz na
niewiele się to przydało, ponieważ w tych ciężkich terminach
nie wspomogli go nawet najbliżsi majętni krewni; pozostał więc
przy niewielkiej posiadłości w powiecie lidzkim, którą otrzymał
tytułem darowizny od dalekiego krewnego, Adama Chreptowi-
cza wojewodzica nowogródzkiego. Potomkowie Marcina do dziś
dnia istnieją w powiecie lidzkim.
Samuel, brat poprzedniego, wnuk referendarza Bohdana,
żołnierz za młodu, żył także w czasie »potopu«, gdy Rzeczpo-
spolita zewsząd objęta była pożarem wojen, a gdy się pokój
w kraju ustalił, w 1667 roku, osiadł w swej majętności w Mo-
zyrskiem, gdzie potomkowie jego piastowali różne ziemskie urzędy.


288

Prawnuk Samuela, Michał, koniuszy mozyrski, przeniósł się ztam-
tąd, przed pierwszym rozbiorem kraju do województwa połoc-
kiego, gdzie nabył dobra przy ówczesnym kordonie rossyjskim
leżące. Idąca od Samuela białoruska linja Chreptowiczów wy-
gasła na prawnukach koniuszego Michała, stryjecznych braciach:
Aleksandrze, pułkowniku wojsk rossyjskich (1890 r.), Konstan-
tym, (1872 r. w Krakowie) i Aloizym, marszałku witebskim
(1871 r.).
Michał, najmłodszy z synów referendarza Bohdana, pisarz
ziemski nowogrodzki, zostawując po sobie 6 synów, z dwukro-
tnie zawieranych związków małżeńskich, dał początek Szczor-
sowskiej linji tego domu.
Eljasz, najstarszy syn Michała z pierwszej żony Owsiano-
wej, był podwojewodzym nowogródzkim, deputatem z Nowo-
gródka w r. 1645 na Trybunał główny litewski, a kolejno stol-
nikiem i podkomorzym nowogródzkim. Na wnuku jego Teodorze,
który umarł Jezuitą w r. 1733, zakończyła się ta gąłęź domu.
Bohdan i Michał, synowie Michała z drugiej żony Sakowi-
wiczówny, siostry Adama Macieja Sakowicza wojewody smoleń-
skiego i administratora skarbu litewskiego, legli w bitwie pod
Szkłowem, 12 kwietnia 1654 roku. Wdzięczna pamięć o nich prze-
chowana w konstytucji 1662 r.
Adam, najmłodszy z synów Michała, stolnik nowogródzki,
otrzymał od Jana Kazimierza, po Judyckim, kasztelanję nowo-
gródzką, ale z przyczyny wojny i wyjazdu króla za granicę, nie
złożył na kasztelanję przysięgi i wkrótce umarł 166). Posłował z No-
wogródzkiego na sejm 1662 r. Wdowa jego Elżbieta, z domu
Pacówna, wykupiła część Szczors od Samuela Chreptowicza, syna
podkomorzego nowogródzkiego Eustachego, z linji podskarbiego
Teodora.
Jan, syn Michała, wnuk poprzedniego, po skończeniu nauk
w Akademji wileńskiej, rozpoczął zawód wojskowy, a w r. 1728
posłował z Nowogródzkiego na Trybunał główny litewski pod
laską ks. Michała Radziwiłła, znanego z przysłowia »rybeńko«.

166) Adam Chreptowicz nigdzie się nie znajduje na liście kasztelanów
nowogrodzkich, lecz w heraldyce Wielądka nosi ten tytuł.


289 

We trzy lata potem już stolnik nowogródzki, mianowany był
przez hetmana wielkiego litewskiego księcia Wiśniowieckiego,
komisarzem od wojska na Trybunał skarbowy. Z kolei, posłował
w r. 1733 z Nowogródka na sejm konwokacyjny i następnie,
w 1736 r., otrzymał w województwie trockiem starostwo żośleń-
skie. Jako człowiek światły i prawy, nie gardzący przytem i wzglę-
dami możnych, w widokach własnych, Jan Chreptowicz za Au-
gusta III wielokrotnie był powoływanym do rozmaitych posług
publicznych. Trockie województwo w roku 1738 obrało go ko-
misarzem na komissję grodzieńską do zniesienia podymnego
podatku, a w rok potem deputatem na Trybunał główny litew-
ski pod laską pisarza litewskiego Antoniego Przeździeckiego
i następnie posłem na sejm grodzieński w r. 1744. Posłował ró-
wnież i na sejmy warszawskie, z powiatu starodubowskiego w r.
1748, a po dwóch latach z Inflant. W końcu 1752 r. wziął po
Burzyńskim kasztelanję brzeską, stolnikiem zaś nowogródzkim
po nim został jego synowiec Joachim, a we 4 lata potem posu-
nął się wyżej w senacie, biorąc po śmierci Szyszki kasztelanję
nowogródzką i otrzymał w 1758 r. order Orła Białego. W gło-
śnej sprawie ordynacji ostrogskiej Chreptowicz stał po stronie
księcia Janusza Sanguszki marszałka litewskiego, lubo w po-
czątku, jak świadczy Matuszewicz, zgodził się był podpisać me-
morjał do króla, potępiający tranzakcję kolbuszowską; ostatecznie
jednak od tego się uchylił. Jakkolwiek był gorliwym stronnikiem
Czartoryskich, wszakże charakterem swym pojednawczym i umiar-
kowaniem hamował nieraz zapędy przyjaciół »familji«. Gdy
w bezkrólewiu po Auguście III, stronnictwo reformy zawiązy-
wało konfederację przeciw księciu wojewodzie wileńskiemu, ka-
sztelan Chreptowicz używał całego wpływu swego lubo bezsku-
tecznie na biskupa Massalskiego, aby zażegnać nadciągającą
burzę. W uznaniu zasług oddanych »familji«, otrzymał w sam
rok swojej śmierci (1765) order rossyjski św. Andrzeja. Żonaty
był z Anną Romerówną, córką Jerzego Romera starosty żośleń-
skiego i przeżył wszystkie dzieci swoje 167).

167) Prostując podany w heraldyce Wielądka niewątpliwy rodowód ka-
sztelana Jana Chreptowicza, Juljan Bartoszewicz blednie go nazwał w »Ency-
POWIAT OSZMIAŃKIM 19 


290

Mercjan, starszy brat poprzedniego, starosta werbelski,
kształcił się w akademji wileńskiej i w 1726 r. był deputatem na
Trybunał główny litewski pod laską wojewody trockiego Kazi-
mierza Ogińskiego. Z małżeństwa z Reginą Wojnianką podcza-
szanka nowogródzką zostawił syna Joachima i córkę Annę.
Joachim, syn Marcjana, urodził się w 1729 r. w Jasieńcu,
w domu swej babki po matce, Teofili z de Raessów, w drugiem
zamęźciu Niesiołowskiej kasztelanowej smoleńskiej. W domu ro-
dziców w Szczorsach otrzymał staranne wychowanie pod kierun-
kiem księdza Chmielowskiego, z którym się udał następnie do
akademji wileńskiej, zkąd po dwuletnich studjach, w towarzy-
stwie tegoż księdza wysłany był dla dalszych nauk do Bruns-,
bergu. Wróciwszy znowu ztamtąd po trzech latach, jeszcze lat
parę kształcił się w Nieświeżu i w Wilnie. Po skończonych nau-
kach, zaciągnął się najprzód do wojska litewskiego, pod znakiem
husarskim królewicza Ksawerego, lecz niedługo w owych spokoj-
nych czasach bawił się w żołnierkę i w 1752 r. po stryju swym
Janie, który wziął krzesło w senacie, został stolnikiem nowo-
gródzkim, a w następnym roku był obrany z Grodzieńskiego po
raz pierwszy i jedyny deputatem na Trybunał główny lit. Odtąd
z tytułem stolnika stale przewodniczył nowogródzkim sejmikom,
gdyż z powodu ciągłego ich zrywania, Nowogrodzianie nie obie-
rali wyższego ziemstwa. Na sejmy warszawskie posłował w r. 1754
z Nowogródzkiego razem z młodym księciem miecznikiem litew-
skim, znanym »Panie Kochanku«; w parę lat potem ze Staro-
clubia na sejm 1756 r., który nie doszedł z powodu nieobecności
zatrzymanego wojną w Saksonji króla, i po raz trzeci, również
z Nowogródka w 1758 r. z księciem Michałem Radziwiłłem kraj-
czycem litewskim. To koleżeństwo poselskie zbliżyło go jeszcze
bardziej z Radziwiłłami, którzy go lubili, chociaż podzielając dą-
klopedji Orgelbranda Większej« (V. p. 503) synem Adama i pomieszał go
z innym spółczesnym Janem Chreptowiczem stolnikiem grodzieńskim, po-
chodzącym od Piotra Olbrychtowicza z linji grodzieńskiej. Stolnik grodzieński
Jan Chreptowicz żonaty był z Anną Szpilewską i zostawił syna Ignacego, pó-
źniejszego pisarza ziemsk. grodzień. Tenże błąd za Bartoszewiczem powtó-
rzyła Wielka Encyklopedja Ilustrowana«.


291 

Joachim Chreptowicz.
Według obrazu Lampiego w posiadaniu p. K. Poderni w Wilnie.

żenią reformatorskie Czartoryskich, Chreptowicz był tychże stron-
nikiem i wszędzie gorliwie popierał ich sprawę oraz trzymających
z nimi Massalskich. Sprzyjały mu same okoliczności do zawią-
zania stosunku i z hetmanem wielkim koronnym Branickim, przy
pomocy nawet zawziętego Czartoryskich przeciwnika, stolnika
brzeskiego Matuszewicza. Cierpiący »z wielkiej do czytania ksiąg
aplikacji« Chreptowicz, zamyślił szukać porady w Białymstoku
u słynnego hetmańskiego lekarza Klemansa, gdzie wówczas ba-
wił przejazdem Matuszewicz, angażując się do uformowania na
Litwie przeciwnego »familji« francuskiego stronnictwa. Zape-
wniony przez stolnikową brzeską o dobrem dla niego usposo- 
bieniu jej męża, Chreptowicz po przybyciu do Białegostoku,
przyjęty był z dystynkcją u hetmaństwa, i odtąd zbliżył się z gło-
śnym pamiętnikarzem.


292 

Po raz czwarty posłował na sejm warszawski w 1762 roku.
Na parę miesięcy przed zgonem Augusta III, gdy książę woje-
woda wileński chciał się pogodzić z biskupem Massalskim i bra-
tem jego hetmanem wielkim litewskim, Chreptowicz z Matusze-
wiczem, jako reprezentanci dwóch wielkich stronnictw, paktowali
z sobą w Grodnie o warunki zgody, która dla wygórowanych
żądań »familji« do skutku nie doszła. Chreptowicz jednak w na-
grodę swych zasług został pułkownikiem petyhorskim buławy
wielkiej litewskiej. Z bezkrólewiem miała zaświtać dla kraju
nowa, szczęśliwsza era i odtąd, stając się bardziej czynnym stron-
nikiem Czartoryskich, Chreptowicz zaczął grać wybitną polity-
czną rolę. W konfederacji litewskiej występuje jako marszałek
województwa nowogródzkiego, posłuje po raz piąty w 1764 r.
na sejm konwokacyjny, a na elekcyjnym sejmie znowu jako mar-
szałek przewodniczy Nowogrodzianom i przemawia na sessji
4 września od wojska litewskiego do stanów, popierając stolnika
litewskiego. Odpowiadali mu prymas Łubieński i marszałek sejmu
Sosnowski. W charakterze posła występuje również na sejmie
koronacyjnym, mając instrukcję upomnieć się za całością buławy
litewskiej, wbrew wyrażonej woli stanów — i zostaje sekretarzem
W. Ks. Lit, pierwszym piastującym ten nowy urząd, tudzież wy-
znaczonym do tak nazwanej kombinacji stanów. W maju 1765 r.
zostaje morszałkiem Trybunału głównego litewskiego i kawale-
rem Orderu św. Stanisława. Z urzędu swego, często bawiąc przy
boku króla, Chreptowicz w grudniu tegoż roku, w jego obecno-
ści zaręczył się z podkanclerzanką litewską Konstancją Przeź-
dziecką, siostrzenicą wojewody wileńskiego Michała Ogińskiego
który miał za sobą cioteczno-rodzoną siostrę królewską, a przez
to Chreptowicz zpowinowacił się z królem. W kilka miesięcy po-
tem stracił ojca, znowu posłował na sejm pod laską Czaplica
i był wyznaczony deputatem do konstytucji, a po skończonym
dopiero sejmie, oddany mu biskup Massalski pobłogosławił
w Warszawie związek jego małżeński 2 grudnia 1766 r.
W następnych wypadkach, które rozwiały wszelkie illuzje
stronników reformy, jak konfederacja Radomska i sejm 1767 r.
oraz i w konfederacji Barskiej Chreptowicz nie brał żadnego


293

udziału. Solidarny z wyrabiającem się stronnictwem rządowem,
wpływał w dobrej wierze na odmianę publicznej opinji w naj-
ważniejszych zagadnieniach państwowych i społecznych, lecz nie
posiadał ani żelaznego charakteru, ani hartu woli potrzebnego
do bardziej energicznej polityki na zewnątrz. Wychowany w tra-
dycjach ze smutnej epoki Sasów, nie był zdolnym do żadnych
poświęceń, ale miał światły i wykształcony umysł, bardziej się
nadający do rządów wewnętrznych, tylko — w czasach spokoj-
nych. Ostrożny przy tem i być może jaśniej i dalej od innych wi-
dzący, gdy ujrzał niepodobieństwo walki z piętrzącemi się tru-
dnościami, odmienną od szwagra swego Karola, łatwiejszą po-
szedł drogą i usunął się w zacisze domowe. Lecz i prywatne
życie tego człowieka — powiada Tadeusz Czacki — wpływało
do życia politycznego kraju.
Przedewszystkiem zajął się uregulowaniem licznych swych
posiadłości, gromadzonych w ich gałęzi domu jeszcze od czasów
jego prapradziada Michała, który również jak i jego następcy
pomnożył fortunę. Dziedziczył i po bezdzietnym stryju swym
Janie i od Sawaniewskiej, ostatniego potomka z linji podskar-
biego Teodora, Chreptowicz otrzymał oszmiańskie dobra Wiszniew,
gdzie założył później wielkie huty żelazne i hamernię. Podobnież
i od szwagra swego bezdzietnego Karola, Chreptowicz wziął ma-
jętność Krasnybór w Grodzieńskiem, przedtem należącą również
do Chreptowiczów z linji podskarbińskiej, a od wuja swej żony
hetmana Ogińskiego otrzymał prawem darownem dobra Bieszen-
kowicze nad Dźwiną w województwie połockiem. Najbardziej
jednak zajął się Szczorsami, gdzie pierwszy wprowadził popra-
wne gospodarstwo, wybudował pałac i cerkiew na miejscu zgo-
rzałej, zgromadził znaczny księgozbiór, zawierający polskich
dzieł (tylko!) sześć tysięcy tomów, a w późniejszym czasie, pierw-
szy na Litwie oczynszował swych włościan, nadając każdemu
z gospodarzy oddzielną posiadłość. Z innej strony, od tegoż
czasu bliższe stosunki łączą Chreptowicza z Marcinem Poczobu-
tem, astronomem akademji wileńskiej, na której dalsze losy wpływ
niemały oboje wywierali.
W części dla poratowania zdrowia, lecz więcej dla nabycia


294 

wiadomości i doświadczenia, udał się Ch. w 1769 r. przez Gdańsk,
w podróż za granicę, zwiedził Niemcy, Czechy, Hollandję, Szwaj-
carję, Francję i Anglję i tą samą drogą, przez Gdańsk, wrócił
do Warszawy. Trwająca przeszło dwa lata podróż po Europie
polskiego statysty nie była zapewne bezowocną, dając mu mo-
żność porównania ówczesnego stanu Europy ze stanem własnego
kraju, nabycia wielu potrzebnych wiadomości i zawiązania sto-
sunków, przeważnie w świecie naukowym.
Tymczasem w rok po powrocie jego z zagranicy, wielkie
zmiany polityczne nastąpiły w ojczyźnie: pierwszy rozbiór kraju
i zniesienie zakonu Jezuitów, zmiany które poniekąd już zaryso-
wały charakter przyszłej jego działalności politycznej. Z tytułu wła-
ściciela Bieszenkowicz nad Dźwiną, Ch. stał się poddanym ce-
sarzowej Katarzyny, a w początkach sejmu delegacyjnego 1773 r.,
wziąwszy od króla wakującą po swym teściu pieczęć mniejszą
litewską, znalazł się na bardziej odpowiedzialnem niż dotąd sta-
nowisku. Z innej strony, kassata Jezuitów i ścisły stosunek jego
z Poczobutem, który się troskał o dalsze losy wileńskiej aka-
demii, nasunęły podkanclerzemu litewskiemu myśl obrócenia
ogromnych funduszów pojezuickich na cele wychowania publi-
cznego. Ocalał najprzód przyszłość, (mówi J. Bartoszewicz) t. j.
nadzieję narodu, młodzież. Znalazłszy poparcie u króla dla
swego projektu, uzyskał zaraz na sejmie jego przyjęcie i usku-
tecznienie pod nazwą »Komisyi edukacyjnej obójga narodów«.
Było to pierwsze ministerstwo oświecenia w Europie. Prezesem
był mianowany biskup wileński Massalski, jedym zaś z komisa-
rzy Ch., który objął w swój zarząd departament akademji
i szkół na Litwie. Odtąd nazwisko jego ściśle się wiąże z dzie-
jami akademii i późniejszej Głównej Szkoły litewskiej, którą
osłaniał również jak i Poczobuta, swoją czynną opieką. Nie mógł
wprawdzie zapobiedz głośnym nadużyciom funduszów komisyi
przez wszechmocnego jej prezesa, lecz razem z innymi komisa-
rzami skutecznie się oparł projektowi przekształcenia na podrzę-
dne liceum Głównej Szkoły litewskiej, gdzie się kształcili jego
synowie pod bliższem przewodnictwem profesora Szymona Ma-
lewskiego i pod opieką rektora Poczobuta. Oświata i dobrobyt


295 

były to jego hasła przewodnie, w duchu których zreformował
z jednej strony cały departament szkół na Litwie i założył
szkołę podwydziałową w Wiszniewie, z drugiej zaś, służył in-
nym przykładem własnym, nadając wolność włościanom i zakła-
dając fabryki w swych dobrach. W tymże samym czasie, gdy
sejm 1776 r. wezwał Andrzeja Zamojskiego do napisania praw
krajowi, Ch. wspólnie z biskupem płockim Szembekiem, Józefem
Wybickim i innymi, czynnie pomagał eks-kanclerzowi w tej za-
wczesnej jeszcze wówczas dla narodu, pomnikowej pracy, odrzu-
conej na sejmie 1780 roku.
Powyższa wszakże działalność podkanclerzego jeszcze nie
wypełnia całego 20-letniego okresu jego pracy, od chwili gdy
został ministrem. Jednocześnie był tenże starostą starodubow-
skim i grodowym orszańskim, prezydował sądom assesorskim,
był komisarzem menniczym i zasiadał przez dwa lata w Radzie
Nieustającej, przewodnicząc w departamencie zagranicznym. Jadąc
z królem na sejm grodzieński 1784 r., Chreptowicz przyjmował
u siebie w Szczorsach Stanisława Augusta, na sejmie zaś wy-
znaczonym był z innymi deputatem do Konstytucji i czytał w obu
izbach wnioski od tronu. W niespełna dwa lata potem dotknęły
go straty w rodzinie; pochował 14-letniego syna, a po roku i żonę.
W pracach sejmu 4-letniego wziął udział, po niejakiem wahaniu
się, doradzając pożyteczne reformy, i sam przedstawił własny
projekt o miastach wolnych w Rzeczypospolitej, a następnie zjednał
króla dla takiegoż projektu posła Suchorzewskiego, gdy jego
własny upadł. Na sessyi 10 września 1789 r. wyznaczonym był,
w liczbie innych, do projektów formy Rządu, 3 zaś stycznia 1791 r.
mianował w imieniu króla czterech senatorów deputatami do
Konstytucyi. Po uchwaleniu ustawy zasiadł w »Straży do boku
królewskiego« jako minister spraw zagranicznych, wykonawszy
przysięgę 8 czerwca, i miał przeznaczone rocznie ze skarbu na
potrzeby swego wydziału 1 1/2 miljona złp. Złożył również do
łaski inny projekt rozgraniczenia normalnego na Litwie, który
po wielu przewłokach został w końcu tegoż roku przyjęty, zaś
26 stycznia 1792 r. jeszcze mianowanym był jednym z delegatów
do ułożenia Konstytucji Wielkiego Sejmu.


296 

Gdy nastała Targowica, zaskoczony szybko po sobie następu-
jącemi wypadkami, Chreptoptowicz uległ reakcji i doradzając
w końcu królowi do niej przystąpić, okazał słabość duszy. Zdał więc
z rozkazu konfederacji kanclerzowi Małachowskiemu kancelaryę
zagraniczną i fundusz, który miał w dyspozycji, postanawiając
rachunek z niego złożyć na sejmie. Na domiar klęsk, opłakuje
w tymże czasie stratę 20-letniego syna Ignacego, w miesiąc zaś
potem, dnia 14 czerwca 1793 r., otrzymuje z rąk targowiczan
nominację na kanclerza W. Ks. L. Było to nad siły posuniętego
już w latach Chreptowicza, złamanego na duchu i o skołatanem
zdrowiu; złożywszy więc w ręce króla, przed samym sejmem
grodzieńskim, pieczęć wielką litewską, w towarzystwie najmłod-
szego syna Ireneusza wyjechał za granicę. W jego nieobecności
sejm przyjął rachunek z funduszów spraw zagranicznych i wydał
kanclerzowi pokwitowanie. Po odbyciu kuracji w Karlsbadzie,
przez Bawarję i Tyrol udał się do Rzymu, zkąd zrobił wycieczkę
do Neapolu, a dowiedziawszy się w stolicy świata o Kościuszce,
przez Wiedeń wrócił na Litwę wiosną 1794 r. Udział jego w ruchu
Kościuszkowskim opisały spółczesne gazety. Złożywszy Naj-
wyższej Radzie Narodowej świadectwo grodzieńskiej komisji
boni ordinis, do której był obrany podczas swej nieobecności,
usprawiedliwił się całkowicie z rzuconych nań potwarzy i
otrzymał w pochlebnych wyrazach świadectwo o tem na piśmie.
W Grodnie przemawiał jeszcze do wzburzonego ludu w obronie
hetmana Ogińskiego. Podzieliwszy następnie mocno nadrujno-
wane rewolucją swe dobra między dwóch pozostałych synów
Adama i Ireneusza, po raz trzeci udał się za granicę.
Osiadł pod koniec życia w Warszawie, za rządów pruskich,
i był jednym z najgorliwszych założycieli Towarzystwa Przy-
jaciół nauk. Zmienne koleje życia i niestałość rzeczy, na które
patrzył, a w części i zetknięcie się z francuzkimi encyklopedys-
tami oddawna już ostudziły w nim były wiarę ojców; przebyte
wszakże nieszczęścia ojczyzny znowu nawróciły sceptyka i wolno-
myśliciela. Jako mecenas i opiekun nauk skupił około siebie
wszystko, co było wybitniejszego w ówczesnym świecie uczo-
nym i literackim, interesował się kwestjami wychowania i nauko-


297 

wemi i prowadził korespondencję z Poczobutem i Janem Śnia-
deckim. Dla uniwersytetu wileńskiego przeznaczył na własność
swoją bibliotekę i chciał ją oddać za życia, ale rektor Stroj-
nowski nie śpieszył się z jej odebraniem. Później dopiero Śnia-
decki delegował w tym celu do Warszawy profesora Malew-
skiego, ale na razie już i kanclerz nie mógł dotrzymać obietnicy,
gdyż dla braku pieniędzy księgozbiór oddany był w zastaw.
Po śmierci kanclerza spadkobiercy odwołali się do testamentu,
w którym o darowiźnie żadnej nie było wzmianki i bibliotekę
do Szczorsów zabrali, gdzie dotąd pozostaje.
Nastanie Księstwa Warszawskiego wlało znowu jeszcze
nieco życia w sędziwego starca; drżącą ręką chwycił za pióro i
pisywał wielce cenione- wówczas artykuły. W tymże zapewne
czasie ułożył dla synów »Pamiętnik rodu Littaworów Chrepto-
wiczów«. Przeżywszy upadek Polski, zmarł ostatni z kanclerzy
W. Ks. L. w 84 roku życia w Warszawie dnia 4 marca 1812 r.
Pochowany w kościele Kapucynów.
Adam, najstarszy syn kanclerza Joachima, po ukończeniu
nauk w Akademji wileńskiej, razem z młodszym bratem swym
Ignacym odbył podróż do Getyngi i do Harcu dla obeznania
się w tej ostatniej miejscowości z górnictwem, a następnie zwie-
dził przedniejsze miasta północnych Niemiec i Kopenhagę. Na
wiosnę 1788 r. z woli ojca udał się do Anglji w towarzystwie
przyjaciela ich domu, majora Wejraucha, dla wyższego wykształ-
cenia i obycia się ze światem, z listem polecającym od króla
do Franciszka Bukatego ministra-rezydenta Rzeczypospolitej
w Londynie. Młodzieńcem 23-letnim posłował z województwa
nowogródzkiego na sejm wielki, i w dniu 22 marca 1791 r. prze-
mawiał za uchyleniem ceł między koronnemi prowincjami i litew-
skiemi, co popierało wielu innych posłów. Był rotmistrzem kawa-
lerji narodowej wojsk litewskich i kawalerem orderu ś. Stani-
sława, a po trzecim podziale kraju został na Litwie komisarzem
sądowo-edukacyjnym i wizytatorem szkół litewskich z ramienia
wileńskiego uniwersytetu oraz zdawał sprawę z tych czynności
w Warszawie swemu ojcu. W 1812 r. był naznaczonym w depar-
tamencie wileńskim na członka Rady administracyjnej pod pre-


298 

zydencją barona Nicolai, mając zlecone sobie zaopatrywanie
wojsk francuzkich w żywność i urządzanie szpitalów. Dnia
28 września 1834 r. był obrany prezesem wileńskiego Towarzy-
stwa dobroczynności i rezygnował z tego obowiązku 4 czerwca
1836 r. Światły i miłujący nauki i słynny też swego czasu agro-
nom, Adam Chreptowicz był przyjacielem uczonych i poetów,
którymi, za przykładem ojca, lubił się otaczać, chętnie do ich
użytku oddając swój księgozbiór, bogaty w rzadkie i cenne
źródła do historji krajowej. Rezydencja jego Szczorse, w której
założył był dla ludu szkołę systemu Lancastra i dokąd zwykle
zbierali się na cały czas feryj wakacyjnych profesorowie wszech-
nicy wileńskiej, nosiła za jego czasów nazwę »Puław litewskich«.
Jego staraniem wydano z rękopisów biblioteki Szczorsowskiej
»Pamiętniki Samuela Maskiewicza« (Wilno. 1838 r.), a w »Wize-
runkach i roztrząsaniach naukowych« drukowały się różne arty-
kuły historyczne, z których niejeden był jego własnego pióra.
Zmarł bezpotomny w 1844 r. w Wiszniewie, mając lat 76.
Michał, jedyny wnuk kanclerza Joachima po najmłodszym
jego synie Ireneuszu Kawalerze Maltańskim, żonatym z Lilien-
feldówną, po odbytych studjach na uniwersytecie dorpackim,
od roku 1830 poświęcił się służbie państwowej rosyjskiej, w której
doszedł, jako dygnitarz, do najwyższych szczebli za panowania
Mikołaja I. i Aleksandra II. Karjerę dyplomatyczną, do której
podobno nie posiadał potrzebnych zdolności, zawdzięczał pro-
tekcji teścia swego, rosyjskiego ministra spraw zagranicznych,
kanclerza hr. Nesselrode, z którego córką był żonaty. Był posłem
Cesarza Mikołaja w Neapolu i ostatnio w Londynie, gdzie wszakże
przebywał niedługo. W roku 1862 przybył do Warszawy z na-
miestnikiem W. Ks. Konstantym i stał na czele jego dworu, na-
stępnie zaś był mianowany członkiem Rady Państwa i wielkim
szambelanem Cesarsko-Rosyjskiego dworu. Jako dziedzic Wisz-
niewa, który razem ze Szczorsami wziął prawem spadku po
stryju swym Adamie, Michał Chreptowicz w ostatnich latach był
honorowym sędzią okręgu smorgońskiego gubernji wileńskiej.
Dumny ten biurokrata, większą część życia spędził za granicą
i umarł w Paryżu bezpotomny licząc lat 83, dnia 3 lutego 1892 r.


299 

Ze śmiercią tego ostatniego potomka szczorsowskiej linji
Chreptowiczów nazwisko jego z nadanym mu przez Mikołaja I.
tytułem hrabiowskim i całą fortuną przeszły, na mocy ukazu
z dnia 9 czerwca 1895 r., na jego siestrzana, urodzonego
z Maryi Chreptowiczówny, Michała Buteniewa, niegdyś posła
rosyjskiego przy dworze papiezkim 168). 

168) Jestto przywilej szlachty rosyjskiej, że po wygaśnięciu wszystkich
członków jakiegokolwiek domu, ostatni jego przedstawiciel może przelać swoje
nazwisko, herb i tytuł na krewnego po kądzieli, a w braku ich, chociażby i
na obcego. Z nazwiskiem Chreptowiczów stało się to wbrew powyższemu,
nieuchylonemu dotąd bynajmniej prawu, ponieważ jedna gałęź tego domu,
zubożała, istnieje jeszcze obecnie w powiecie lidzkim.


BIENICA.

Przed trzema wiekami. — Drobni właściciele bienickich gruntów. — Andrzej
Ostrouch i dziedzictwa jego przygody. — Kociełłowie. — Wiadomość o nich. —
Odwieczne ich oszmiańskie posiadłości: Czyżyszki i Strypuny. — Samuel-Hie-
ronim Kociełł panem na Bienicy. — Podskarbi Kociełł. — Kościół i klasztor
w Bienicy. — Ostatni starosta oszmiański. — Ostatni oszmiańscy Kociełłowie.—
Szwykowscy. — Bienica dzisiejsza.

Na samym północno-wschodnim skraju oszmiańskiego po-
wiatu, wzdłuż granic byłego starostwa markowskiego, mniej wię-
cej między dopływem Wilji, rzeką Uszą a wzgórzami okalają-
cemi Łosk, w miejscowościach którędy dziś pociągi kolei Libawo-
Romeńskiej od stacji Smorgoń do stacji Mołodeczna przebiegają,
częścią na równinach ciągnących się wzdłuż dzisiejszego plantu
kolejowego, częścią po gliniastych skrętach i zakrętach górzystej
nad-łoskiej okolicy — leżały ongi, w początkach XVI w., grunta,
niwy, osady, zaścianki i folwarki mające wspólną nazwę Bienica,
a zaś właścicieli moc wielką.
Ziemia bienicka ówczesna była przeważnie własnością Ta-
tarów, owych odwiecznych oszmiańskich Tatarów, rozsypanych
wielmożną ręką brata Jagiełły długim pasem winącym się od
Lebiedziewa ponad Łoskiem, Krewem i Boranami w dół ku Wi-
szniewowi. Ale i obok Tatarów siedzieli podówczas na bienickiej
ziemi jeszcze: Wołłowiczowie (1509), Okuszkowie (1520), Koma-
rowie, Ostrouchowie — nie zliczyć wszystkich drobnych dzie-
dziców.


302 

Dziedzice owi, sąsiadujący ze sobą w tych i owych »Bie-
nicach«, że waśnili się wciąż o granice, temu i dziwie się
nie można, zważywszy na ówczesne powikłania ziemskich po-
miarów, zważywszy na luźność ówczesnej procedury sądowej,
biorąc zwłaszcza pod uwagę temperament i upodobania ówcze-
snych ludzi. Drobnych tych samoistnych ziemskich posiadłości nie-
tylko już dziś ślad zaginął; zaginęły już nawet i ich nazwy, zmie-
cione z widowni świata wespół z pokoleniami dawnych ich dzie-
dziców. Gdzie dziś oto odszukać takiej Bienicy-Wieremieje-
wszczyzny, o której granice w 1554 r. spierał się z pp. Olesz-
kiewieżami Jmć Pan Wyszotrawka? Pan Wyszotrawka twierdził
i upierał się, że grunta jego leżą po obu stronach dróżki idącej
»od pięty rzeczki Hordziei«, podle sianożęci p. Andrzeja Ostro-
ucha ku pewnej brzozie, wśród pewnych zarośli — zaś Olesz-
kiewicze prowadzili świadków po drodze ze Smorgoń do Lebie-
dziewa i odszukiwali śladów mogiłek uświęconych podobno pro-
chami ich pradziadów i przed sąd komisarski wytaczali sprawę
i postawili wreszcie na swojem tak, że się przy nich, Oleszkie-
wiczach, cała i nienaruszona Wieremiejewszczyzna ostała.
W innej stronie tejże okolicy skupywał od Tatarów i Okusz-
ków niwy rozmaite podkomorzy oszmiański Stefan Lwowicz
Roski, i pobawiwszy się w bienickiego dziedzica, sprzedaje po-
siadłości swoje w 1582 r. Michałowi i Rajnie z Poniatowskich
Mackiewiczowiczom-Komarom wraz z kollacją cerkwi unickiej.
Trzeba bowiem wiedzieć, że stała podówczas w Bienicy (o ile
wnosić można poniżej dzisiejszego miasteczka, nad rzeczką Bie-
nicą) cerkiew, o której grunta, przyległe do drogi, z Wilna do
Markowa idącej, a sąsiadujące z gruntami Wasyla Ostroucha
chorążego oszmiańskiego oraz z gruntami Komarów, zawodził
raz po raz procesa niejaki jp. Kołłątaj, człek niespokojnej
ambicji.
Jednem słowem, jak słusznie w którymś z pożółkłych i spło-
wiałych rękopisów ówczesnych powiedziano: w bienickiej tej stro-
nie »różne uroczyska różni nabywali, różni i zbywali i mieniali
circa annum 1554« i aż do końca wieku.
Powoli z tego odmętu kupli, przedaży i zamian wypływa


303 

na widownię większych rozmiarów dziedzictwo, mianowicie Ostro-
uchów. Potomek odwiecznych drobnych bienickich niw właści-
cieli, Andrzej Ostrouch, ożeniony z Halszką Komarówną, bierze
najpierw wianem niektóre posiadłości Komarów, potem sukcesją
po krewnym Wasylu uroczyszcze Trepałów vel Dołhy Łoh, nadane
niegdyś przez króla Zygmunta w 1547 r. Olechnie Ostrouchowi.
Wbiło go to nietylko w pokaźniejszy byt materjalny, ale i w po-
żądliwość na coraz to obszerniejsze dziedzictwa. Znalazły się też
rychło i niedaleko chętne oferty. Tatarzy Teneszko Michajłowicz,
Dawidowicze, Mitkiewicze, przedają grunta swoje Andrzejowi
Ostrouchowi; w 1601 r. przedaje mu za 3.000 kop groszy Bienicę
swoją Samuel Wołłowicz; wreszcie w 1608 r. żona Halszka Ko-
marówną zapisuje na wieczność mężowi Turzec i Czerewacze
(darowane w 1576 r. jako »dworzec swój z dawna do majętności
Sół należący nad rzeczką Turją, Turzec nazwany, z budowaniem,
ludźmi etc.« przez Hannę Kiszczankę wojewodziankę witebską,
żonę Krzysztofa Zienowicza starosty czeczerskiego, słudze swemu
Michałowi Komarowi). Procesował się o grunta Turca z Ostro-
uchami wspomniany wyżej jmp. Wyszotrawka, ale nadaremnie,
w 1615 r.
Tak powstała fortuna Ostrouchów, mających rezydencję
swoją już podówczas na tem miejscu, gdzie dziś miasteczko
i dwór bienicki stoją. Splendor atoli tej rodziny trwał niedługo.
Ostrouchowie, nie przywykli żyć na pańskiej stopie, ściągnęli
rychło na szlachecką chudobę wielkopańskie długi. Dla zaspo-
kojenia kredytorów zdecydowano się w 1628 r. oddać nietylko
nowopowstałe miasteczko Bienicę — Komarom, ale i wieś Jako-
wicze, Czerewacze i Turzec - Ihnatowiczowi, wreszcie wieś Le-
nidki alias Nielidki (włók osiadłych 13) — Steckiewiczom. Dzie-
dzictwo Ostrouchów zawisło na włosku; łatano jak się dało dziury,
wchodzono w kombinacje, już miano salwować interesa przeda-
jąc Bienicę z miasteczkiem i wsiami, oraz z »podawaniem« tj.
z kollacją cerkwi bienickiej »założenia św. Heljasza proroka«
w jedną rękę za 30.000 zł. Krzysztofowi Komarowi, przynajmniej
choć krewnemu; chwytano się rozmaitych środków i projektów,
czasu których Andrzej Ostrouch — należy przypuścić, że alte-

Byty kościół i klasztor w Bienicy.
Dwór w Bienicy.


305 

racją podcięty — żyć przestał. Spadkowe dziedzictwo objął po
nim syn Michał Idzi Ostrouch, ożeniony z Potencyanną Szumską.
Myliłby się, ktoby sądził, że kredytorowie pośpieszyli zostawić
go w świętym spokoju. Łukasz Ilmatowicz urwał od Ostro-
uchowskiej Bienicy Turzec, Steckiewiczowie wzięli Nielidki; po-
jawił się też na horyzoncie własny już Michała Idziego kredy-
tor podsędek Wiłkomirski, Jan Komorowski. Biedny Michał Idzi,
cierpiący za własne i za ojców winy, przeżywszy jak w ukropie
lat niewiele, zmuszony patrzeć jak kredytorowie taksowali włókę
jego gruntu osiadłą po 180 kop groszy a pustą po 85 kop gr.
litewskich, zeszedł z tego świata zostawując dwóch synów: Ge-
deona i Felicjana. Ci, nacierani ze wszech stron ewikcyjnemi pro-
cesami, fikcyjnie tylko władając folwarkami i wsiami, posydo-
wanemi de facto przez kredytorów, nie widząc sposobu utrzy-
mania się przy posiadłości ziemskiej, okrytej sumami zastawnemi
i obligami — oddają dobrowolnie Bienicę całą, w 1653 r., w ręce
Samuela Hieronima Kociełła. »My — piszą w prawie wieczystem
i przekaznem, datowanem 28 maja 1653 r. — miasto dojścia
tych dóbr i pozyskania jakiego pożytku od sądu, z wynalazku
Jchm. panów przyjaciół naszych, którzy nas w tem jako prawa
nieumiejętnych przestrzegli, nie przypuszczając tej sprawy przed
rozsądek prawny, do tej majętności Bienicy żadnego sobie prawa
wynajdować i zadawać nie mamy«. Kociełł w zamian obowiązał
się spłacić długi i z pod zastawy co było do wykupienia, wyku-
pić. Powiedzmy już zaraz na tem miejscu, iż ostatni Ostrouch,
który się był przy ziemi utrzymał, Józef, przedał w 1662 r. Sa-
muelowi Hieronimowi Kociełłowi dwa nieduże folwarki swoje,
w pobliżu Turca leżące, nazwane Bienica Bogdanowska i Gaje.
Takim był zmierzch fortuny Ostrouchów w oszmiańskim
powiecie. Siedzibami ich zawładnął Samuel Hieronim Kociełł, za-
kładając fundamenta niemałego i rozgłośnego w następstwie Ko-
ciełłów dziedzictwa.
Ród Kociełłów herbu Pelikan szczyci się starodawnem szla-
chectwem. Wyprowadzają go heraldycy, liczący się bardziej z fan-
tazjami pańskiemi, niż ze ścisłością faktyczną, od niejakiego sło-
wiańskiego książęcia Kocela, czyli też Kocziela, który to w 800 r.
POWIAT OSZMIAŃSKI. 
 20 


306 

miał podobno chrzest święty przyjąć z rąk św. św. Cyrylla i Me-
todyusza. Nie sięgajmy tak daleko. Jak to tam z owym książęcym
chrztem było, niewiadomo, wiadomo natomiast i wątpliwości nie
podlega, że Andrzej Kociełł, syn Stanisława, posiadał w 1512 r.
własność ziemską, zwaną Czyżyszki, i że w 1522 r. wespół z bra-
tem swoim Janem, dokupił do niej Strypuny, w oszmiańskim po-
wiecie między Żupranami a Krewem leżące. Brat Jan, ożeniony
z Krystyną Rudomińską chorążanką oszmiańską, posiadał na-
daną mu przez króla Zygmunta III majętność Podkrewie. Byli
zatem Kociełłowie czystej krwi, z urodzenia i posessji, szlachtą
oszmiańską. Strypuny poszły dziedzictwem po linji Andrzeja
Kociełła i przez Seweryna syna, Władysława wnuka dostały się
w ręce prawnuka Gabrjela (1677). A pp. Kociełłów, jednego rodu
a różnych linij, była moc wielka. Wywodzący się od brata Sta-
nisława, Jarosz Kociełł, posiadał w 1634 r. cząstkę niewielką grun-
tów w Bienicy. To też syn jego, wspomniany Samuel Hieronim,
posiadłszy urzęda znaczne i intraty, zamyślił nie gdzieindziej
jeno w Bienicy, nie opuszczając granic rodzinnego powiatu, od-
powiedną do znaczenia i stanowiska, zawieść ziemską fortunę.
I dokazał tego w czasie niedługim. Był on najpierw wojskim
starodubowskim i pisarzem skarbowym W. Ks. Lit., następnie
podkomorzym, nakoniec marszałkiem powiatu oszmiańskiego.
Z żony Anny Wonlarówny (von Lar) urodził mu się syn, w na-
stępstwie najmożniejszy i najgłośniejszy z Kociełłów, Michał pod-
skarbi wielki litewski.
Widzieliśmy wyżej, jak ruina ostrouchowska dała niejako
Samuelowi Kociełłowi w ręce całą Bienicę. I jęła Bienica w ręku
Kociełła rosnąć i rosnąć.
Trepałów, rozparcelowany przez Ostrouchów, rozprzedany
Wołkowyskim, Narkiewiczom i innym, zbiegał się powoli, część
po części, do rąk marszałka oszmiańskiego. Ponizie, które w 1549 r.
król pozwolił był Chodźkowi Pożarzyckiemu zbyć wiecznością
Bohdanowi Jesmanowi, zapisane w 1618 r. przez Ezejaszową
Jesmanową drugiemu mężowi swemu Rokickiemu, przeszły w r.
1672 post fata Stanisława Rokickiego na trzy jego córki: Helenę
Kiełczewską, Zuzannę Gimbutównę i Dorotę Rahozinę. Mężowie


307

ich sprzedali w 1674 r. Ponizie Samuelowi Kociełłowi. Siwica
i Redźki, należące do radziwiłłowskiej Żuprańszczyzny i będące
w zastawie razem z całemi Żupranami u Fonendy (von Enden),
przeszły w ręce Samuela Kociełła, jako dar Bogusława Ra-
dziwiłła.
Przybyła też do majętności Kociełła wieś Zaskiewicze. Zy-
gmunt August w 1568 r. nadał był 12 włók osiadłych w siole
Zaskiewiczach i 3 włoki puste w siole Chodkiewiczach, oddzie-
lone od starostwa markowskiego, Fiedorowi Jesmanowi dzier-
żawcy mejszagolskiemu. Po śmierci Jesmana spadły te ziemie
sukcesją na Staszkiewiczów i Wołodkiewiczów, od których nabył
je w 1590 r. kanclerz Lew Sapieha i oddał je w 1646 r. w do-
żywocie Bazylemu Bace podczaszemu trockiemu. W 1665 roku.
Paweł Sapieha darował te wsie Samuelowi Kociełłowi 169).

169) »Paweł Jan Sapieha wojewoda wileński, hetman wielki ks. litewski,
borciański, rostawski, zdzitowski etc. starosta. Czynię wiadomo i zeznawam
tym listem dobrowolnym wieczystym zapisem moim, iż mając w wolnej dy-
spozycji mojej wsie nazwane Zaszkiewicze i Chodkiewicze w powiecie oszmiań-
skim leżące prawu wieczystemu podległe, natenczas w dzierżeniu jm. pana Ba-
zylego Baki podczaszego trockiego będące, w rekompensę wyświadczenia do-
brej i życzliwej przeciwko mnie przyjaźni jm. pana Samuela Hieronima Kotła
pisarza skarbowego W. Ks. Lit., wojskiego starodubowskiego, a chcąc i w czas
przyszły do nieodmiennej Jmści zachęcić sobie życzliwości, wieczność wyżej
rzeczonych wsi Zaszkiewicz i Chodkiewicz (salvo iure, modemi posessoris) z pod-
danymi natenczas w nich zostającymi i rozeszłymi, z gruntami, lasami, borami,
gajami, sianożęciami, z rzekami, rzeczkami, etc. etc. daję, daruję i tym listem
dobrowolnym zapisem moim na wieczne czasy zapisuję i w intrommissyą
przez generała wieczność tych wsi podaję. Wolen będzie jmp. Kociełł pisarz
skarbowy W. Ks. Lit. te wioski Zaszkiewicze i Chodkiewicze od jm. pana Baki
podczaszego trockiego eliberowawszy, tak onemi jako własną wiecznością swoją
szafować, komu chcąc dać, darować, przedać, zapisać, według woli i najlep-
szego upodobania swego dysponować itd. itd. Pisań w Warszawie dnia 7 mie-
siąca Januarii roku 1665«. (Oryg. w Bienicy).
Król Jan Kazimierz daje przywilej Kociełłowi na mostowe w Zaskiewi-
czach, wyznaczywszy w kwietniu 1666 roku komisję dla oglądnięcia złej na
rzece przeprawy. Albowiem — pisze król — »dał nam sprawę urodzony Sa-
muel Hieronim Kociełł wojski starodubowski pisarz skarbu W. Ks. Lit., iż pod
wioską jego, nazwaną Zaszkiewice w powiecie oszmiańskim leżącą na gościńcu
wielkim z Mińska na Zalesie do Wilna i innych miast i miasteczek idącym, na
rzece Zaszkowce, trudny i bardzo niebezpieczny przejazd i częstokroć ludzie
podróżni dla złej przeprawy wielkie szkody podejmują«. Komisarze zjechaw-
 20*


308

A że Jan książę Czartoryski posydował w owym czasie staro-
stwo markowskie, tedy Kociełł wygodną z nim niektórych grun-
tów Zaskiewickich oraz szachownic zamianę uczynił 170). Dwie
wsie: Turzec 171) i Bienica-Czerewacze wzięte za dług Ostroucha
przez Łukasza Ihnatowicza, przedane zostały przez syna jego
Ostafiego Samuelowi Kociełłowi. Wieś Nielidki nabył w 1678 r.
Kociełł od Steckiewicza podstolego rzeczyckiego za 4.000 zł. Się-
gnął wreszcie Kociełł ku środkowi powiatu i nabył w 1679 r. od
Aleksandra i Zofji z Gąsiewskich Przejemskich piękny, niedaleko
od Berezyny leżący majątek Horodziłów 172).
Szczęściło się Samuelowi Kociełłowi; nietylko majątkami
obdarzali go przyjaciele, darowali mu za życia nawet — sklep
grobowy. Otrzymał on ów prezent niezwykły od Ogińskich i Sa-
piehów. »Ja Marcjan Ogiński — piszą oni — wojewoda trocki,
ja Marcybella Hlebowiczówna Ogińska wojewodzina trocka mał-
żonkowie, ja Kazimierz na Bychowie Sapieha wojewoda połocki
i ja Krystyna Hlebowiczówna Sapieżyna wojewodzina połocka
małżonkowie, czynimy wiadomo tym naszym listem dobrowolnym
darownym wieczystym zapisem, iż co po sławnej pamięci Jaśnie
Wielmożnym Jm. Panu Jerzym Karolu Hlebowiczu wojewodzie
wileńskim, między inszemi legitimo iure sukcessyami nam nale-
żącemi, dostała się w kościele OO. Bernardynów wileńskich ka-
plica, idąc od ołtarza wielkiego po lewej ręce, w boku kościoła
leżąca, pod którą sklep jest i tam ciała Ichmościów Panów Hle-
bowiczów są złożone. Tedy my wszystkie osoby w tym liście
wyżej wyrażone, miejsce obok przy samym sklepie po prawej 

szy na miejsce w czerwcu wspomnianego roku oznaczyli myto za przejazd po
zbudowanym przez Kociełła moście, od każdego woza jednokonnego ludzi ku-
pieckich, żydów i furmanów po l 1/2 grosza, a od bydła rogatego na sprzedaż
wiodącego się po jednym szelągu. »Stan jednak duchowny i szlachecki, także
podwody ich pogotowiu, wierzchowni i ci, co pieszo idą, od płacenia tego myta
mają być wolni«. (Przywilej za podpisem króla, dany z Warszawy 19 czerwca
1666 r. — Oryg. w Bienicy).
170) Konfirmacja tej zamiany przez komisarzów króla Michała dokonanej,
za podpisem królewskim. Oryg. w Bienicy.
171) Dziś folwark p. Świętorzeckiego.
172) O którym obszerniejszą wiadomość znajdzie czytelnik w części dru-
giej pracy niniejszej.


309 

ręce, wchodząc do sklepu od cmentarza, będące, Jm. Panu Sa-
muelowi Hieronimowi Kotłowi podkomorzemu oszmiańskiemu da-
jemy darujemy«. (1671 r. 4 marca. Oryg. w Bienicy). I żoną do-
brą obdarzył Pan Bóg bienickiego dziedzica. Wywdzięczając się
»za szczery małżeński afekt« zapisała mu ona nietylko wszystkie
sumy posagowe na Bienicy oparte, ale i wszystkie zgoła rucho-
mości swoje, łańcuchy złote, manele i zausznice, perły i lichtarze,
płaszcze sobolowe, ankry atłasowe, kołdry altembasowe, letniki
aksamitne, wszelkie klejnoty i ochędóstwo całe.
Po Samuelu Hieronimie Kocielle 173), odziedziczył fortunę
całą urodzony w Mołodecznie 174) 1653 r. syn jego jedyny Michał
Kazimierz.
Jeszcze za życia ojca powołany na podkomorstwo oszmiań-
skie, mianowany w 1685 r. kasztelanem witebskim, w 1700 r. kasz-
telanem trockim, w 1703 r. wojewodą trockim i usunięty przez
króla Leszczyńskiego w 1707 r., został 9 marca 1710 r. podskar-
bim wielkim W. Ks. Lit. 175). W 1698 i 1702 urzędował jako mar-
szałek trybunalski; był zarazem pułkownikiem w wojsku litew-
skiem i rotmistrzem petyhorskim; miał własną nadworną milicję
z dragonów i ułanów złożoną. Pojął w zamęzcie Annę Rachelę
Korsakównę podczaszankę połocką l-o voto Danilewiczową pod-
komorzynę wendeńską, dla której darowizną 50.000 zł. zapisał
i dożywocie na dobrach swych Hanucie ustanowił.
Michał Kazimierz Kociełł był pan całą gębą. Urzęda, wpływ 

173) Na akcie elekcyjnym Jana III, czasu obioru tego króla 21 maja 1674 r.
suffragja swoje dawali jako deputowani z powiatu oszmiańskiego, między in-
nymi: Cyprjan Paweł Brzostowski starosta oszmiański, Mikołaj Władysław
Przeździecki marszałek oszmiański, Samuel Hieronim Kociełł podkomorzy
oszmiański, Roman Danilewicz chorąży oszmiański, starosta inturski, Adam
Jerzy Kociełł wojski starodubowski, Jan Teodor Dunin z Rajec Rajecki pod-
stoli oszmiański, starosta jakuński, Michał Kazimierz Kociełł starosta skirty-
moński, Stanisław Poźniak starosta lachowski. (Vol. leg. wyd. Ochryski. Pe-
tersburg 1860. Tom V. str. 149).
174) Dobra i miasteczko w powiecie wilejskim, trzymane przez Samuela
Hieronima Kociełła od Wincentego Korwina Gosiewskiego podskarbiego wiel-
kiego litewskiego, hetmana polnego litewskiego, w zastawie przez lat kil-
kanaście.
175) J. Wolf. Senatorowie i dygnitarze. Kraków 1885.


310 

na współobywateli, animusz niepospolity, a wreszcie bogactwo,
uczyniły zeń osobistość znaną nawet daleko po za granicami
Litwy. Dochody dawały mu swoje: dobra dziedziczne Bienica
(dymów 107) z folwarkami, Hanuta (dymów 77) z folwarkami: Za-
błociem, Hrudzienicą i Ordzicią, Horodziłów (dymów 49) z fol-
warkami, oraz względnie mniejsze posiadłości: Szkodziszki, Her-
maniszki, Łukiszki, Kymcieniszki, Chożów, kupiony przezeń w r.
1724 od Szabłowskiego, Nowy Bychów nabyty w r. 1706 od Jana
Kazimierza Dąbrowskiego podkomorzyca wileńskiego, Wiazowice,
Usza, Wiażyn, Sieliszcze i t. d. i t. d., oraz liczne w zastawie
trzymane dobra, między któremi Mołodeczno (dymów 137) i Gawja
na południu powiatu oszmiańskiego. Nie mniejsze intraty dawały
starostwa, których sześć posiadał Kociełł, mianowicie: starostwo
mścisławskie, markowskie, radzińskie, płungiańskie, krasnosiel-
skie i skirtymońskie. Wielki i zapamiętały przeciwnik Sapiehów,
czasu rozterek krajowych po śmierci Jana III, a następnie w pierw-
szych latach panowania Augusta II, czynny brał udział w nie-
szczęsnej wojnie domowej, toczonej między dwoma wielmożnemi
domami Ogińskich i Sapiehów. Kociełł przystał całą duszą i całą
potęgą swoją do partji Ogińskich, tworząc wespół z Hrehorym
Ogińskim starostą generalnym żmudzkim, z Zarankiem chorążym
żmudzkim, którego tak słusznie Narbutt istną plagą Litwy na-
zywa, oraz z Pociejem podkomorzym brzeskim tę rozhukaną
bandę, która demoralizując naród, kraj nam niszczyła, a brato-
bójcze staczając walki, splugawiła karty naszych dziejów.
Jużcić nie bez grzechu byli i Sapiehowie. Jan Kazimierz
Sapieha hetman i wojewoda wileński, oraz brat jego Benedykt
Sapieha podskarbi wielki, mając w ręku swoim całą siłę zbrojną
litewską i cały skarb publiczny, rządzili despotycznie na Litwie,
szerząc strach, bezprawia i gwałty. Zajęcie i dewastacja dóbr
biskupa wileńskiego Brzostowskiego, rozstrzelanie Białłozora,
zatargi z królem Janem, wreszcie ostatnia awantura, rzekomo
przypadkowe postrzelenie książąt Wiśniowieckich na ulicy św
Jańskiej w Wilnie 176), oburzyły na nich całą szlachtę litewską.

176) J. Narbutt, gorliwie w dziele swojem trzymający stronę Sapiehów
przypisie nieszczęsne postrzelenie książąt tej okoliczności, iż powóz Wiśnio-


311

Zaprzysiężono srogi odwet; partja Ogińskich wzrosła do kolo-
salnych rozmiarów. Zawzięta na Sapiehów szlachta, uzyskawszy
milczące przyzwolenie króla Augusta, jęła, pod pozorem ciągnię-
cia w pole przeciwko Szwedom, gromadzić się w istotne pospo-
lite ruszenie. Cel był wszystkim, nie wyłączając Sapiehów, do-
brze wiadomym. To też i Sapiehowie poczęli na gwałt zbroić
się, ściągając, również pod pozorem ruszenia na Szwedów, w je-
dną massę wojska litewskie regularne, któremi hetman Jan Ka-
zimierz mógł samowolnie rozporządzać.
Pierwsze kroki nieprzyjacielskie rozpoczął Kociełł (który
już w Piosieniach brał udział w urządzeniu samotrzasku na stol-
nika Sapiehę) i wraz ze Śliźniem stanął na czele ruchawki po-
wiatu oszmiańskiego. Zamiast udać się do Lipniszek, gdzie było
wyznaczone generalne miejsce zborne dla wszystkich województw
i ziem, chciał on odznaczyć się wielkim jakimś czynem wojen-
nym, któryby mu zapewnił pierwszorzędne stanowisko i cały
kierunek sprawy w jego ręce oddał.
Zamiarem jego było, przy pomocy stronników miejscowych,
napaść na Wilno znienacka, rozbroić Sapiehów i tak odrazu i
wojnę zakończyć i zostać panem położenia, nie potrzebując
władzą dzielić się z innymi. Plan ten został zdradzony; zamiast

wieckich zaprzężony był końmi maści bułanej, podobnemi do koni, któremi
zwykle jeździł zażarty przeciwnik Sapiehów Kociełł. Również o nieporozu-
mieniu« czytamy w cennym i bezstronnym zbiorze materjałów, wydanym
świeżo przez Sapiehów (»Sapiehowie« II). Natomiast L. Powidaj, usiłujący wy-
kazaniem grzechów Sapieżyńskich osłabić wrażenie tej bezprzykładnej obławy
na Sapiehów urządzanej, pisze: »Faktem jest, że Sapiehowie dobrze wiedzieli,
że to nie do Kociełła strzelali i że nie Wiśniowieccy byli stroną zaczepiającą.
(»Wojna domowa Sapiehów ze szlachtą litewską«. Przegląd P. Rok. VII. 1872.
Zeszyt 4 i 5). Zaś współczesny Stefan Kostrowicki towarzysz usarski pod zna-
kiem kanclerza Ogińskiego wręcz pisze: »D. 25 Apryla 1700 r. W niedzielę po
południu sam J. P. Sapieha wojewoda wileński hetman W. Ks. Lit. jadących
z wizytą X. X. Korybutów Wiszniowieckich, dwóch braci, na ulicy przed swoim
pałacem postrzelał i szkodliwie ranił, pierwszego Janusza dwoma kulami
w krzyż niemiłosiernie, drugiego w palce u ręki lewej, a P. Cedrowskiego Se-
bestjana, przytomnego w tym hałasie, ciężko posieczono w głowę, w ręce obu-
chami żołnierze zbili i onego zamęczono i do zboru zawieść kazano kalwiń-
skiego«. (»Przypadki różne ciekawe, nadarzone za Jana Sobieskiego«. Z ręko-
pisu. W Tygodniku Petersburskim, nr. 14 z 1842 r.).


312 

napadać, został sam napadnięty przez podskarbiego Benedykta
Sapiehę na przeprawie przez Oszmiankę i po krótkiej strzela-
ninie rozbity został pod Oszmianą zupełnie. Porażka ta atoli
żadnej nie przyniosła korzyści Sapiehom; Kociełł cofnął się do
Nowogródka, aby tam połączyć się z Radziwiłłem i zebrał rychło
rozproszone bandy swoje, zaś nienawiść szlachty ku Sapiehom
jeszcze bardziej się wzmogła.
W ostatnich dniach października 1700 r. zaczęła szlachta
gromadnie zbierać się pod Lipniszkami, odbyto walną konfe-
rencję w Oszmianie, a w Lipniszkach samych zebrano generalne
koło i oświadczono: nie myśleć na teraz o Szwedzie, bo gor-
szego mają nieprzyjaciela w domu i dotąd broni nie złożyć, do-
póki Sapiehowie dla spokoju publicznego nie przestaną być
groźnymi. Związkowi wybrali na marszałka Kociełła, na regi-
mentarza z tytułem generalnego pułkownika Michała Serwacego
Wiśniowieckiego, na sekretarza generalnego kanonika wileńskiego
Białłozora, brata rozstrzelanego pod Jurborkiem. Po tem ukon-
stytuowaniu się, ruszył cały tabor do Olkienik, miasteczka od-
dalonego o 1 1/2 mili od Lejpun, gdzie był obóz Sapiehów, liczący
mniej więcej 9000 wojska.
Pospolite ruszenie szlachty liczyło do 20.000 głów. Sztab
generalny tej szlacheckiej armji tworzyli: kasztelan Kociełł, Do-
minik Słuszka wojewoda połocki, Stefan Tyzenhaus wojewoda
nowogrodzki, Michał Dowmont-Siesicki wojewoda mścisławski,
Kazimierz Pociej kasztelan trocki, Marcjan Ogiński podskarbi
nadworny, Gedeon Radzimiński chorąży W. Ks. Lit. Z wyjątkiem
Sanguszków, Czartoryskich i Chodkiewiczów, mających wówczas
główne swoje majątki na Wołyniu, oraz Tyszkiewiczów, Hlebo-
wiczów i Chreptowiczów, wszystkie głośniejsze imiona litewskie
widzimy w obozie nieprzyjaciół Sapiehów. Pospolite ruszenie
z każdego powiatu szło pod swoim dowódzcą. Oszmiańskiem do-
wodził Zienowicz l77).
Pertraktacje na nic się nie zdały. Stoczono między Olkie-
nikami i karczmą lejpuńską formalną bitwę zakończoną rozgro-

177) L. Powidaj l. c.


313 

mem sapieżyńskich pułków i adherentów. Hetman Sapieha złożył
oręż, oddając się »panom braciom« na parol, honor i uczciwość.
Sapiehowie, Benedykt i hetman, cofnęli się do Wilna, a syn het-
mana Michał Sapiecha pozostał na placu dla doprowadzenia do
końca układów. Wiśniowieccy zaprosili ks. koniuszego Sapiehę
do swojego pojazdu i udali się z nim do Olkienik. Zatrzymano
się w klasztorze Franciszkanów. Tam na wstępie ksiądz Białło-
zor, kanonik wileński, mszcząc się za rozstrzelanie brata swojego,
chciał uderzyć jeńca w twarz, ale go powstrzymano; jął go tedy
lżyć. Sapieha ścisnął ramionami i rzekł do Karłowicza, sługi
swego, który księcia na krok nie odstępował: »Miły bracie, widzę
z pierwszego traktamentu jaki nastąpi skutek z danego mi pa-
rolu«. Zaprowadzono księcia do celi, przyniesiono materac, na
którym położył się w ubraniu. Przybyła też i szlachta z pod
Lejpun, otoczyła klasztor i przez całą noc kupami chodząc i
hucząc, usiłowała wedrzeć się do klasztoru.
Gdy rozedniało, posłał Sapiecha do kasztelana Kociełła,
prosząc go do siebie i ten natychmiast przyjechał: »Wiem -
rzekł jeniec do Kociełła — że posiadasz u szlachty wielką wziętość,
ratuj mię, nie daj zginąć. Czyż winien jestem, żem ojca nie od-
stąpił? Ksiądz Białłozor pomstuje nademną, aczkolwiek wie
dobrze, że do kriegsgerichtu wyznaczonego na brata jego nie
należałem«. Kasztelan Kociełł, niby rozczulony, rzekł: »Boga
biorę za świadka, że szczerze Wm. Panu chcę usłużyć«. I z tem
odjechał do miasta. Sapieha nie mogąc przez dwie godziny
doczekać się obrony, wysłał posłańca do starosty Ogińskiego,
prosząc o ratunek. Posłaniec nie wrócił. Posłał do biskupa
wileńskiego. Ten nadjechawszy jął szlachtę uspakajać, ale war-
choły rzuciły się na niego samego i ledwie biskupa z rąk tłumu
wyrwano; konie jego zabrano i karetę porąbano. Rzuciła się
wtedy zgraja do drzwi siennych, które przyniesionemi kłodami
rozbito i wyparto drzwi do stancji księcia; czterej najzawziętsi
z łotrów poczęli go pałaszami rąbać, jeden z nich porwał go za
włosy i ciągnął na podwórze, drugi ugodził szablą w głowę, od
którego cięcia padł na ziemię. W takiej pozycji rąbali go do-
woli, a najwięcej w rękę, którą książę głowę zasłaniał; nakoniec


314

wywlekli pół umarłego na ulicę, rzucili w błoto i tam życia
dokonał.
Sapiehowie udali się spiesznie za granicę Prus i do
Warszawy. Ogiński, Kociełł i Wiśniowieccy przebyli jeszcze
więcej tygodnia w Olkienikach, gdzie spisali akt konfederacji
postanawiającej pozbawić Sapiehów i ich stronników wszystkich
urzędów i honorów, na przyszłość do takowych nie dopuszczać,
dobra zaś ich wszelkie rabować i konfiskować. I poszły krajem
rozboje po drogach, łupieztwa, złodziejstwa, zdzierstwa po mias-
tach, napady na obywatelskie domy 178).
Takie były smutnej pamięci czyny wojenne kasztelana Ko-
ciełła. Z Sapiehami pogodził się dopiero w 1720 r., zawarłszy
układ ze stolnikiem Jerzym Sapiehą względem dekretów, które
w czasie zamieszek krajowych Kociełł był na Sapiezie uzyskał
i na mocy których zajął był sapieżyńską Dubrownę 179).


178) J. Narbutt. Dzieje wewnętrzne narodu litewskiego. Wilno 1843
Tom II, str. 87—92.
179) Sapiehowie III. 65. II. 193-195. W archiwum bienickiem przecho-
wały się liczne ordynanse głośnego w dziejach tej doby księcia Wiśniowiec-
kiego, słanych do dowódzców rozmaitych oddziałów wojska. Brzmią one
prawic wszystkie jednakowo w ten sen: »Michał Serwacy Korybut na Wisz-
niowcu i Zbarażu, książę Wiszniowiecki, hrabia na Dolsku, Dąbrowicy i Ko-
marnie, Hetman Polny wojsk W. Ks. Lit., Piński, Gliniański i Wiłkowyski
starosta. Jego Mości Panu Kapitanowi a w niebytności JP. Porucznikowi ko-
mendę mającemu chorągwi dragońskiej Wielmożnego Jego Mości Pana Pisarza
W. X. Lit, (Kociełła) daję ten ordynans mój, ażebyś W. M. Pan za dojściem
onego zaraz szedł z chorągwią jako najprościejszym traktem przy wszelkiej
skromności tu do obozu albo gdzie się natenczas lokować będzie. Co Wasz-
mosci serjo intimuję i jako najprędszy pośpiech zalecam, tudzież w ciągnieniu
wszelką modestję. Datt. W obozie pod Wołożynem d. 30 Aprilis anno 1701
M. X-że Wiszniowiecki Hetman Pol. W. X. Lit.« Takież ordynansy z Rożanny
1701, z Grodna tegoż roku, z obozu pod Stokliszkami w sierpniu 1702. -
Zona podskarbiego Rachela Anna z Korsaków Kociełłowa opowiada, iż mąż
jej na granicy moskiewskiej w miasteczku Czerenowie zrabowanym raz został
zupełnie. Okazuje się z dokumentów że trawka to była Sapiehów, mszczą-
cych się za zajęcie kilku znacznych kluczów hrabstwa czerejskiego. Wyniknął
ztąd z Sapiehami długi proces, który dopiero za medjacją króla ukończony
został («Domy Wielkiego Księstwa Litewskiego niektóre z Polsko-koronemi
i zagranicznemi Domami spokrewnione. Porządkiem alfabetu ułożone przez
JX. Justyna Antoniego Kociełła, plebana i altarystę Horodziłowskiego. R.1817.
- Dwa tomy – Rękopis.)


315 

Tegoż wspomnianego 1700 r. Michał Kazimierz Kociełł nowy
rezydencjonalny pałac w Bienicy swojej postawił i pyszny kościół
murowany z cegły wzniósł opodal dworu. Kościół stanął pod
wezwaniem św. Trójcy i oddany został oo. Bernardynom, którzy
w klasztorze bienickim, również przez Kociełła fundowanym,
osiedli.
Z założeniem kościoła w Bienicy wiąże się podanie opowie-
dziane przez Chodźkę w »Obrazach litewskich«. Podskarbi Ko-
ciełł jechał razu pewnego z Mołodeczna. Przelęknione konie
uniosły, wzięły na kieł i leciały jak szalone, cugle pękły, sztangret
spadł z kozła, a pan Kociełł, widząc widoczną swą zgubę, po-
lecał się tylko Bogu. I przyszła mu myśl uczynić jakie pobożne
wotum. Postanawia więc wymurować kościół na tem miejscu,
gdzieby konie stanęły. Ledwie myśl ta jak błyskawica prze-
mknęła mu po głowie, konie jakby najsilniejszą ręką w tył
targnięte, zaryły się i stanęły. Pan Kociełł wysiadł z karocy,
ukląkł na ziemi, zmówił pacierz i we dwa lata potem na tem
samem miejscu gdzie mu Bóg życie zachował - słuchał mszy
świętej.
Opowiada dalej Chodźko, że podskarbi w kościele przez
siebie fundowanym wymurować kazał dla siebie w ziemi sklepik
osobny, przeznaczając go na schronienie ziemskiej swej powłoki
i przeżywszy matuzalowe lata, tam się i położył. Lecz gdy czuł
się słabym, kazał odmalować portret swój w całej postaci, przy
postaci stolik, pod stolikiem szkatułkę otworzoną, a w szkatule le-
żących kilka worków z pieniędzmi; nawet na każdym worku po-
naznaczał malarz z jego rozkazu liczbami summę, którą on po-
dyktował; i portret ten obok swego łóżka na ścianie zawiesił.
Dziwili się wszyscy i odgadywali, coby to miało znaczyć? Aż
gdy wkrótce pan Kociełł oddał duszę Bogu, znaleziono rozpo-
rządzenie jego własnoręczne pod głowami, że obraz ten przenieść
on rozkazuje do kościoła i umieścić na ścianie nad sklepem grobo-
wym; że summy na workach oznaczone, są zakopane w jego grobie
i przeznaczone na podźwignięcie kościoła bienickiego, jeżeliby
kiedy uległ zupełnej konflagracie; lecz aby bez takiej tylko osta-
tecznej potrzeby dobytemi nie były, sam zatem ich strzedz po-


— 316 —

stanowił i dlatego w grobie własnym one zakopał i świętokradz-
kim lub chciwym rękom nie da. W lat kilkadziesiąt po śmierci
Kociełła spalił się któregoś roku dach na klasztorze bienickim.
G ward] an, ks. Czapkowski, osądził, że właśnie stał się casus prze-
widziany przez fundatora i że może śmiało poruszyć strzeżone
przez niego worki A więc po solennych egzekwiach za duszę
jego, przystąpiono do odwalenia wielkiej i ciężkiej płyty mar-
murowej, pokrywającej grób pana Kociełła. A że nie chciano
publikacji tej roboty, więc wzięto się do niej w nocy, przy lam-
pach i w zamkniętym kościele, a kilku tylko patrów i kilku przy
nich braciszków pracować zaczęło. Mrowie wszystkim po skórze
przechodziło i robota szła niesporo. Ks. Czapkowski modlił się
bez przestanku i kropił pracujących, ośmielając ich i tłómacząc,
że pieniądze te pójdą właśnie podług woli pana Kociełła i że
tyle tylko z nich weźmie, ile konieczna potrzeba wymaga. Na-
koniec podważono kamień i podjęto na drągi... Grób otwarty...
Pokropił go i schylił się doń ks. gwardjan chcąc zajrzeć w głąb...
Wtem lampa, jakby z rąk mu wyrwana, wpadła do sklepu i roz-
prysła się tam z brzękiem i dźwiękiem, a razem kamień runął
z łoskotem na swoje dawne miejsce i porysował się na kilka
części... a na dobitkę, w tym samym momencie, ogromny a okro-
pny trzask, jakby łamiącego się muru, ogłuszył wszystkich i wszy-
stkie lampy pogasły. Ojcowie i bracia padli na ziemię jak nie-
żywi, a każdy posłyszał jakby ponuro szepnięte sobie nad uchem:
Hequiescat in pace!
Pan Kociełł pieniędzy swoich nie dał. Nie dał ich i po dziś
dzień nikomu.
Kościół przez niego erygowany obrócono, ćwierć wieku
temu, na cerkiew; wynikł we wnętrzu pożar, nabożeństw zanie-
chano x dzis erkiew pustką sto. porfa^ o ? ^
kch rozmiarów, wyobrażający podskarbiego Kociełła w całej po-
n cv WZ7Zl0ny " kOŚCi°ła' ZnajduJe ^ dziś we dworze w Bi*
1 ???? ?" mm m°Żna istotnieowe %nne worki, leżące
llńS e ? S 1 ?g? tylk° ŻG ZnaCZenia °WeJ fanta^ «?« "eż
Soła znaT/ artyStrneJ' °dgadna6 trud- W pośrodku ko-
znajduje sie obszerny sklep grobowy, zamknięty ciężkiem


— 317 —

wiekiem, W posadzkę wprawionem. Stały tam Kociełłowskie tru-
mny; dziś śladu ich niema; sklep najzupełniej pusty. Tradycja
miejscowa twierdzi, że podskarbi Kociełł leży pod progiem fron-
towych drzwi kościelnych i wskazują tam na niedużą płytę ka-
mienną, zewnątrz kościoła umieszczoną, utrzymując, że ona to
właśnie grób fundatora przywala. Płyta istotnie pęknięta w paru
miejscach; ponad nią na grubym murze kościelnym widać długą
rysę pęknięcia. Podobno, najmniej ku temu powołane ręce czy-
niły już, lat kilkanaście temu, na tern właśnie miejscu poszuki-
wania. Ale pan Kociełł i tym razem - - pieniędzy nie dał.
Od legend powróćmy do dziejów. Jeżeli po śmierci hojnym
nie jest pan Kociełł, natomiast hojnym był za życia. Familja Ko-
ciełłów niezmiernie była rozrodzoną; nie mniej niż w Oszmiań-
skiem liczono Kociełłów w mścisławskiem województwie, gdzie
różne dziedziczyli dobra, jako to: Łyżę, Horłów, oraz niejedną
majętność na Żmudzi. Dość powiedzieć dla przykładu, że gdy
siostra podskarbiego Kociełła, Teresa, wychodziła za mąż w 1686 r.
za Krzysztofa z Bratoszyna Deszpota Zenowicza kasztelana no-
wogrodzkiego a w późniejszym czasie marszałka oszmiańskiego,
tedy na godach weselnych w Bienicy odprawujących się, znaj-
dowało się w pośród gości ani mniej ani więcej tylko pięćdzie-
sięciu pp. Kociełłów i pięćdziesiąt panien Kociełłówien. Otóż tedy
podskarbi Kociełł, nie obdarzony żadnem potomstwem, a pilnie
bacząc aby kociełłowskie majątki z rąk Kociełłów nie wycho-
dziły, jął powoli starostwa, dobra i zastawy swoje licznym kre-
wnym swoim rozdawać. I tak Jan Józef Kociełł stolnik oszmiań-
ski otrzymał z rąk możnego familjanta starostwo skirtymońskie
oraz folwarki: Usze, Seliszcze, Lewków, Wolanowszczyznę; Do-
minik Kociełł cześnik oszmiański otrzymał w darze Chożów; Mi-
chał Kociełł chorąży parna wski starostwo mścisławskie; Michał
Ślizień starosta krewski, siestrzan podskarbiego, obdarzony zo-
stał Połonką w Wołkowyskiem. Główną atoli massa swej for-
tuny rozrządził podskarbi dnia 25 marca 1719 r. aktem pisanym
tejże daty w Mołodecznie. Wszystkie majętności swoje, zarówno
ojczyste jak zastawne, oraz całą gotowiznę w leżącej monecie
jako też i w obligach, zatem Bienicę z folwarkami, Mołodeczno


318 

z attynencjami, Hanutę itd. itd, po nastałej śmierci swojej, zapi-
sał Kazimierzowi Kociełłowi, krewnemu swojemu, synowi Ga-
bryela, dziedzica Strypun (por. tablicę genealogiczną).
Tak rozrządziwszy fortuną swoją podskarbi Kociełł, licząc
wieku lat 69, po drodze na sejm warszawski wstąpiwszy do Po-
łonki, umarł tamże 6 października 1722 r. Ciało jego sprowa-
dzono do Bienicy i w kościele tamtejszym z wielką pompą po-
grzebiono.
Kazimierz Kociełł osiadł w Bienicy, z »ubogiego krewnego«
stawszy się najmożniejszym z Kociełłów dlatego jedynie, że Ko-
ciełłem się zwał i Pelikanem pieczętował. Ożeniony był dwakroć:
z Eufrozyną Frąckiewiczówną podstarościanką oszmiańską, z któ-
rej miał córkę Rozalję, wydaną za Ogińskiego; drugą żonę miał
Barbarę Chomińską marszałkównę oszmiańską, która dała mu
syna Tadeusza. Pan na Bienicy, zapisem dispositionis datowa-
nym lipca 10 dnia 1736 r. rozrządził fortuną swoją tak: dobra
Bienicę, Horodziłów i Czyżyszki oraz dwór na Puszkami pod
Wilnem ze wszelką ruchomością i dobytkiem oddał synowi Ta-
deuszowi, żonie Barbarze zawarował rządy na tych dobrach do
czasu dojścia syna do pełnoletności, dla Kazimierza i Rozalji
Ogińskich przeznaczył 20.000 zł., a jeśliby Tadeusz Kociełł w nie-
letności miał zejść ze świata, wtedy dobra dla niego przezna-
czone na Ogińskich spaść mają; majętność Jazno, w mińskiej
gubernji pow. dziśnieńskim leżącą, darował żonie Barbarze z Cho-
mińskich; starostwo markowskie polecił, aby cessyą na syna prze-
lane zostało; Mołodeczno i Hanutę z attynencjami Ogińskim
zapisał.
Tadeusz Kociełł objął po ojcu dziedzictwo i przysporzył go
znacznie. Za jego rządu przybyły do bienickiego dominium: fol-
wark Uhlany kupiony od Martusewicza w 1781 r. za 3.000 zł. oraz
folwark Horki. Horki była to stara tatarska siedziba jeszcze
w 1581 r.; następnie Okuszków 180) (1626-1680) zaś na początku

180) W roku 1661 sierpnia 10 dnia Siemion Okuszko i małżonka jego
Krystyna z Chodźków stawali przed podstarościm oszmianskim Korejwą i po-
wróceni swieżo z ucieczki, »buduczy bardzo u wielikom ubóstwie i utrapieniu« -
opowiadali co następuje: Że oto podczas nastąpienia wojska moskiewskiego


319

przeszłego wieku należały do Radzikowskich, następnie do Żyt-
kiewiczów, którym w 1719 r. podskarbi Kociełł »uznawszy szczerą
i życzliwą usługę pana Jana Żytkiewicza sługi mego, chcąc onego
łaską moją do dalszej życzliwości powabić«, dorzucił był do Ho-
rek prawem darownem włókę gruntu. W 1774 r. należały Horki
częściami do kilku właścicieli: do potomków wspomnianych Okusz-
ków, do Rodziewiczów, do Grudzińskich, do Józefowiczów, do
Boufałów, do Kożuchowskich. Od nich wszystkich w ciągu lat
sześciu (1774—1780) poskupywał Tadeusz Kociełł sąsiadujące
z Bienicą Horki. Największą atoli kuplą zaokrąglił Tadeusz Ko-
ciełł dobra swoje Horodziłowskie. W sąsiadujących z niemi
trzech folwarkach zwanych Raczków, Różewicze i Cielatki, dzie-
dziczył ongi Orda kasztelan żmudzki i darował je 1666 r. sio-
strzeńcowi swemu Konstantemu Siesickiemu. Sto lat potem po-
siadł te folwarki Benedykt Mickiewicz, przedał je Pancerzyń-
skim, a w 1772 r. Michał i Klara z Merłów Pancerzyńscy, staro-
stowstwo dobrosielscy zbyli je Tadeuszowi Kociełłowi za 15.000 zł.
Tadeusz Kociełł był to pan mądry, roztropny, rządny 181), a prze-

na Wielkie Księstwo Litewskie, uchodzić musieli z dziećmi i dobytkiem z dóbr
swoich »Hor«; że mając nieprzyjaciela we wszystkich powiatach ziemi swojej,
zaledwie ze skąpem wyżywieniem ujść mogli w kraj spokojniejszy; że czasu
ucieczki poginęły dokumenta i nadania królewskie na dziedziczną ich majęt-
ność Okuszki w powiecie oszmianskim leżącą, a którą wojsko rossyjskie idące
przez powiat oszmiański ku Wilnu w 1655 r. w popiół obróciło i spustoszyło.
181) Tadeusz Kociełł umawia felczera i czyni wiadomo kontraktem swoim:
»Iż ja ugodziwszy do rocznej służby (1789) w skarbie moim pana Aleksandra 
Biegulskiego felczera, naznaczyłem mu rocznej pensji złp. 1.300, tysiąc trzysta,
z której takowej umówionej summy ma i powinien będzie o wszelkie naj-
zdrowsze, najświeższe i najdoskonalsze aptyczne medycyny starać się i niemi
ogólne poddaństwo moje, tak służbą dworską jako rolniczą obowiązane, we
wszelkich chorób zdarzeniach, tak wnętrznych jako powierzchownych, najdo-
skonalej kurować, opatrować, i najmocniejszego około ich zdrowia dokładać
starania, nie wymagając żadnych od nich podarków, szczególnie na tem tylko
przestając, coby z własnej woli poddany mój mógł ofiarować. Oprócz tego
najsilniej obowiązanym zostaje starać się o ulepszanie zdrowia mojego, peł-
niąc wszystkie z potrzeby wypadłe dla mnie posługi, od których nigdy nie
ma być wolnym, chyba wtenczas, gdybym ja onych nie potrzebował, albo
gdyby wogóle z poddaństwa mojego wcale nie było pacjenta. Co się zaś tycze
sług moich obojej płci pensjonowanych i liberji jurgieltownie służącej, nie
obowiązanym będzie inaczej ich radą i medykamentami z funduszu pensji


320

dewszystkiem oszczędny. Dochody miał, ani słowa, niemałe, ale
dom otwarty, stosunki towarzyskie i reprezentacje wszelkie po-
chłaniały huk pieniędzy. Starostwo oszmiańskie liczące dusz mę-
skich 107 a żeńskich 112, starostwo markowskie, piękne dobra
Dubniki w województwie wiieńskiem, wreszcie dobra bienickie
i horodziłowskie, liczące razem dusz obojej płci 1995, zapełniały
względnie obficie bienicką kasę, ale czasu ówczesnego żaden sąd
polubowny, żadna festyna, żaden występ publiczny i zbiorowy
w oszmiańskim powiecie, nie mogły się obejść bez bienickiego
pana. To też pośpieszył starosta oszmiański z rewindykacją sumy
361.363 zł. wydanych jeszcze przez podskarbiego Kociełła z wła-
snej szkatuły na potrzeby Rzeczypospolitej. Sejm koronacyjny
1764 r. odtargował prawie połowę z rachunku tego i polecił wy-
płacić Tadeuszowi Kociełłowi w ciągu czterech lat 200.000 zł.
Piękny grosz na owe czasy! 182). Pogrzebion Tadeusz Kociełł
w kościele w Bienicy, a na płycie marmurowej umieszczonej
w prawej ścianie nawy, położono mu następujące epitafjum:
»D. O. M. Tadeusz Kociełł, powiatu oszmiańskiego i markowski
starosta, generał major wojsk litewskich, orderów Orła Białego
i św. Stanisława kawaler. Urodził się K. 1736 lipca 7 dnia, umarł
zaś R. 1799 lutego 5 dnia - a od potomstwa, przez tę nieodża-
łowaną stratę w smutku zostawionego, jako ojciec najlepszy,
wieczną wdzięczności i uszanowania ma sobie poświęconą pa-
miątkę«.
Ożeniony raz z Tyszkiewiczówną, a drugi raz z Oskier-
czanką, córką Marcina i Teresy marszałkowstwa oszmiańskich

swojej kupionemi ratować i opatrować jak tylko za środkującą nadgrodą.
Wszystkie podróże z interesu kuracji poddaństwa mojego wypaść mogące,
swemi końmi i pojazdem odbywać obowiązanym zostaje. Za doniesieniem
o chorych, opuściwszy własne by też największe interesa, do nich jechać
i czasu najmniej nie opaźniać jest obligowanym. Do wyznaczonej w górze
rocznej kapitulacji (z której wszystkie wydatki na apteki ma czynić) do-
łącza się dla tegoż pana felczera następująca ordynarja, jako to: żyta beczek 2,
jęczmienia beczka 1 ćwierci dwie, pszenicy ćwierci 2, gryki ćwierci 2, owsa
beczek 2, konopi garńcy 8, wieprza karmnego jednego, baranów 2, masła fa-
fasek 2, serów sztuk 30, soli garńcy 20, siana wozów 10, piwa stołowego na
każdy dzień po garncu jednym, warzywa ogrodowego co możność pozwoli«.

182) Vol. leg. VII. 415.


321

zostawił po sobie dwóch synów Kazimierza Michała (któremu
sam jeszcze za życia wydzielił w sukcesji Bienicę, Jazno, Du-
bniki etc), Józefa (dla którego przeznaczył Horodziłłów) — oraz
córkę Barbarę wydaną za mąż za Andrzeja Abramowicza rot-
mistrza kawalerji narodowej wojsk W. Ks. Lit. 183).
Po śmierci Tadeusza Kociełła wynikł zatarg między synami
jego a pozostałą wdową. Tej ostatniej sumę posagową ubezpie-
czył był ś. p. starosta oszmiański na dobrach swych Jazno. Ka-
zimierz Michał Kociełł rotmistrz kawalerji narodowej, podczas
gdy starościna w smutku pogrążona, nie była w stanie rządów
dobra Jazna w silnej mieć obronie, zesłał do tychże dóbr swego
pełnomocnika i całą krestencję, całą oborę i wszystkie narzędzia
gospodarskie do Bienicy przewiózł i przeprowadził, wyegzekwo-
wawszy czynsze i arędy. Starościna udała się do sądu; urzędnik
Rypiński przybył do wsi Turca, attynencji Zaskiewicz; rotmistrz
Kociełł, zgromadziwszy tumult ludzi, przemocą i siłą zabronił
czynienia egzekucji. Po długim procesie, który nietylko sprawę
posagowej summy starościny ale i sprawę wszystkich wogóle dłu-
gów i zobowiązań starosty poruszył, sąd ziemski oszmiański ka-
zał z dóbr Jazno taksą kredytorów ukontentować a gdyby tych
dóbr nie stało, wtedy na Bienicy i dalszych posiadłościach ich
lokować. Do taksy atoli nie przyszło i sprawa cała załagodzoną
została wspólnemi obu braci usiłowaniami i ofiarami. Józef Ko-
ciełł poseł na sejm czteroletni 184) pułkownik wojsk polskich, umarł
w 1810 r. i pochowany w kościele w Bienicy, gdzie z lewej strony
od wejścia ma w ścianę wmurowaną tablicę. Napis na niej ta-
kowy: »D. O. M. Józef Kociełł były wojsk polskich pułkownik,
bolnicki i jalicki starosta, orderów Orła Białego i św. Stanisława
kawaler. Urodził się R. 1764 września 20. Umarł R. 1810 lipca 18
mając wieku lat 46. Od opłakującego nieodżałowaną w nim
stratę rodzeństwa, w czystej serc ofierze, wieczną czci, przywią-
zania i wdzięczności ma sobie poświęconą pamiątkę. Pełniącemu 

183) Ojcem jego był Jerzy starosta sądowy starodubowski i hubski;
matką Dernałowiczówna sędzianka grodzka rzerzycka.
184) Vol. leg. 1788. str. 48. Wyd. Akad. Um. 1889 r.
POWIAT OSZMIAŃSKI. 


322 

religji, cnót, ludzkości prawa, - Śmierć życiem, wdzięczność wień-
cem, a nadgrobkiem sława«.
Michał Kazimierz Kociełł ostatni z linji Kociełłów oszmiań-
skich, rozstał się z tym światem w 1813 r. w Józefpolu (niedaleko
Horodziłowa). Był on szambelanem J. K. Mości, prezydentem
komisji cywilno-wojskowej powiatu oszmiańskiego, rotmistrzem
kawalerji narodowej wojsk polskich przez rząd Kościuszki na-
znaczonym, jenerał-majorem powiatu oszmiańskiego. Pochowany
w Bienicy i płytę ma grobową na wprost pomnika brata Józefa
w kościelną ścianę wewnętrzną wmurowaną. Czytasz na niej: 

D. O. M.
Michał Kazimierz Kociełł rotmistrz kawalerji na-
rodowej wojsk polskich. Urodził się R. 1767, sierpnia 15.
Umarł R. 1813. marca 22.
od
Barbary z Kociełłów Abramowiczowej rotmistrzowej kawa-
lerji narodowej wojsk polskich, nader smutną lecz cnotom
i przywiązaniu winną ma sobie ofiarowaną pamiątkę.
»Szczątek domu Kociełłów przeznaczeń godzina
»Zbiera, Ojczyzna traci najczulszego syna,
»Ja brata jedynego — krewni przyjaciela,
»Słudzy, włość — ojca, biedny lud — wspomożyciela.
»Obojętna na jęki i płacz mój śmierć sroga
»Wskazując zegar czasu, pełni wolę Boga«.

Na nim wygasło dziedzictwo Kociełłów w Bienicy i Horo-
dziłowie.
Ślady przejścia tego rodu po ziemi oszmiańskiej przecho-
wały się do dziś dnia w Bienicy. Stoi tam ów pięknej bardzo
struktury kościół kociełłowski, górujący nad niedużem miastecz-
kiem o jaką ćwierć wiorsty od dworu. Pustka w nim i ruina.
Opodal drzwi kościelnych na cmentarzu grobowiec Szwykow-
skich; w samej świątyni - występy ołtarzów, na ścianach płyty
grobowe Kociełłów z ponadtłukiwanemi płaskorzeźbami; pod
chórem kamień wpuszczony w ścianę, a na nim napis: »Karolina
z Kulwieców Soroczyna prezydentowa ziemska pow. oszm. 1813
februarii 3 dnia«. Przy kościele stał niegdyś klasztor o grubych
murach i potężnych sklepieniach; rozpadający się w gruzy gmach


323

jął w roku bieżącym rozbierać dzisiejszy Bienicy właściciel. Dwór
w Bienicy przechował się w doskonałym stanie, jakby zda się
przed chwilą opuścili go Kociełłowie. Pod względem charakteru
istną już dziś osobliwość stanowi ów dom obszerny o dwudzie-
stu kilku pokojach, cały od stopni ganku do występów dachu -
staroświecki. Sień ogromna o ceglanej posadzce prowadzi do
obszernej sali z występującemi ze ścian półkolumienkami; w lewo
i w prawo szereg pokojów o wysokich sufitach, piecach »na nóż-
kach«. Lewy narożny pokój przechował jeszcze na ścianach swo-
ich przeszłowieczne freski, festony kwiatów i owoców winące się
wśród sielankowych krajobrazów i grup. W prawem skrzydle
tradycja miejscowa umieszcza historyczny pokój, w którym noc
spędził cesarz Napoleon w odwrocie z pod Moskwy. Świta ce-
sarza nocleg miała na przeciwległem skrzydle i bawiła się uwiecz-
nianiem nazwisk swoich na drzwiach sypialni. Drzwi te pamiąt-
kowe któryś z rządców, czasu nieobecności dziedziców, niedługo
potem, niestety, pobielił, następnie zaś zastąpiono je nowemi.
Portrety Kociełłów: podskarbiego, oraz synów Tadeusza 185), ze-
gary antyki, puhary z cyframi i herbami, cenne obrazy, sztychy,
przechowywane starannie, dawno minione przywodzą na myśl
czasy.

Po śmierci obu braci Kociełłów dziedzictwo nad Bienicą
i Horodziłowem objęła siostra ich jedyna Barbara Andrzejowa
Abramowiczowa 186). Owdowiawszy, rządziła jeszcze całą tą for-
tuną do śmierci swojej, nastąpionej 27 września 1826 r.

185) Odtworzenia tych portretów znajdą miejsce w dalszych częściach
niniejszej pracy.
186) Regestr klejnotów, złota, srebra, wszelakiej argenterji, szat, sukień,
bielizny w różnym gatunku i wszelkiego tego, co się w wyprawie Jaśnie Wiel-
możnej Barbarze Kociełłównie starościance oszmiańskiej, w zamęźciu Jaśnie
Wielmożnemu Andrzejowi Abramowiczowi staroście hubskiemu dostałej, daje.
W 1782 r. sporządzony.
Klejnoty. Kolców potrójnych para jedna, z nich każda mająca w sobie
sztuk większych 5 a mniejszych 23 bryljantowych, których w parze znajduje
się sztuk 56. — Sztuczek mniejszych dwie, każda z tych ma po jednym spo-
 21*


324 

Abramowiczowie mieli czworo dzieci, same córki: Marcjannę,
Marjannę, Annę i Klarę. Klara poślubiła Stanisława Radziszew-
skiego pułkownika wojsk polskich, Anna wyszła za mąż za Jó-

rym a po siedm mniejszych bryljantów, których w parze liczy się sztuk 16.—
Sztuczek tejże wielkości dwie, każda z nich mająca po 11 w sobie bryljantów,
tych liczy się w parze sztuk 22. — Ditto sztuczek 2, w każdej po 9 bryljan-
tów, razem 18. - Aggretka na głowę z emalją zieloną rautami sztuk 29 wy-
sadzona. — Metal na szyję z łańcuszkiem złotym i z parą kolczyków do uszu
przy nim. — Zegarek złoty kameryzowany z emalją na spodzie podobnież ka-
meryzowaną, w kopercie szylkretowej.
Srebro gotonalniowe. Kantyna suknem zielonym ze środka wyklejona
z wierzchu skórą czerwoną powleczona, w angielskiem okuciu z dwoma zam-
kami wnętrznemi, z szufladą w spodzie podwójnemi drzwiczkami zamykającą
się. W niej: pod wierzchem lustro duże w ramach srebrną blachą powleczo-
nych. — Puszka duża z zamkiem wnętrznym zamykająca się. — Puszek mier-
niejszych i mniejszych 4 z 1 zamczystą, wszystkich pięć z nakrywkami. — Czara
z nakryciem wyzłacana wewnątrz jedna z dwoma uszkami. — Imbryków do
kawy większy 1, do mleka 1 z drewnianemi rączkami nr. 2. — Imbryk okrą-
gły nizki do herbaty z rączką drewnianą 1. — Naczynie do zsypania herbaty
z nakrywką 1. — Lichtarzów para jedna, przy nich tacka na szczypce tamże
znajdujące się. Kubeczek mały z nakrywką wyzłacany ze srzodka 1. — Le-
jeczka z uszkiem wyzłacana ze srzodka. — Postumencik z kałamarzem, z pia-
secznikiem, z nakrywkami. — Dzwonek 1, szczotka do sukien w srebro opra-
wna 1. — Szczotka do chędożenia grzebieni takoż w srebro oprawna 1, razem 2.—
Tac 4, jedna większa, dwie mniejsze a czwarta na czterech nóżkach. — Sztuć-
ców para 1, łyżka 1, nożyk maleńki do pudra 1, razem 4. — Poduszka do goto-
walni z zielonego aksamitu z obwódką srebrną. — Szklaneczka kryształowa
z nakrywką srebrną i spodnim postumęcikiem srebrnym. — Nalewka do wody
z miednicą do niej srebrną w spodniej szufladzie, sztuk 2. — Filiżanek por-
eynelowych par 2. — Łyżeczek małych srebrnych 2. — Flaszeczek kryształo-
wych 2 ze śrubkami srebrnemi. — Materac do przykrywania srebra z sukna
zielonego. — Na też kantynę szuflada drewniana stolarskiej roboty.
Suknie i materje. Robrond biały gredyturowy tamburowany 1. — Ro-
broild atłasowy biały 1. — Robrond kitajkowy biały 1. — Robrond czarnej
materyjki czarną frędzlą oszyty 1. — Robrond gredyturowy w orzechowym
kolorze z kwiatami szytemi 1. — Angielka mantynowa w kolorze morderowym
z spódnicą białą kitajkową, para 1. — Angielka błękitna w muszki kitajkowa
z białą spódnicą para 1. — Angielka kitajkowa w kolorze pius z spódnicą
białą, para 1. — Angielka tureckiej materji w kolorze oliwkowym z spódnicą
tejże materji frędzlą oszyte, para 1. — Angielka z tureckiej materji pasy białe
z orzechowemi w kwiaty, para 1. — Lewitka atłasowa w kolorze światło gry-
glin z białą spódnicą atłasową, para 1. — Lewitka gredyturowa w kolorze ka-
parowym z białą spódnicą gredyturowa, para 1. — Polonez z angielskiej ma-
terji w oliwkowym kolorze w pasy ze spódnicą tejże materji, para 1. — Po-
lonez z angielskiej materji do spodnie muślinowych frędzlą oszyty. — Kabat


325

zefa Puzynę pisarza grodzkiego upickiego i przez nią Horodzi-
łów weszedł w dom Puzynów, a zaś Marcjanna i Marjanna po-
ślubiły kolejno Kazimierza Szwykowskiego sekretarza legacji

kitajkowy w pasy zielone z ciemnym, para j. — Kabat atłasowy biało-błę-
kitny 1. — Kabat tureckiej materji biały z falbaną gazową 1. — Szubka pon-
sowa atłasowa z spódnicą do niej białą atłasową i rękawkami białemi mar-
murkami okładana 1. — Szubka atłasowa fijołkowym kolorem ze spódnicą
atłasową białą i rękawkami, piesakami okładana 1. — Spódnica biała sukienna
do niej kurtka zielona piesakami okładana galonowana 1. — Demi salop biały
taftowy na duecie (puchu) gazą oszyty 1. — Demi salop mantynowy letni
gazą garnirowany 1. — Demi salop taftowy na duecie frędzlą oszyty 1. —
Demi salopy z kitajki czarnej gazą oszyte 2. — Atłasu różowego łokci 25. —
Atłasu werdepom w cynki łokci 25. — Kitajki gryglin w cynki i kwiaty łokci
20. — Kitajki popielatej w cynki i kwiaty łokci 20. — Kroazy na ceglastym
dnie zapasami łokci 25. — Kroazy zielonej w pasy gryglin z białemi łokci 25. —
Muślonu tamburowanego w kwiaty sztuka 1.
Futra. Salop atłasowy czarny szlamami lisiemi podszyty 1. — Salop atła-
sowy czarny takoż lisami podszyty używany. — Demi salop atłasowy w cie-
mnym kolorze bielinkami podszyty 1. — Demi salop aksamitny czarny gro-
nostajami okładany bielinkami podszyty 1. Salop atłasowy czarny zajączkami
podszyty 1. — Płaszcz sukienny biały 1.
Muślony. Dezabilów muślinowych w kratki, do nich spodnie i kaftaników
par 2. — Muślonu gładkiego spodnie 2. — Kornetów muślinowych z szeroką
antualazą 12. — Kornetów muślinowych z wazką antualazą 24. — Puderman-
tlów muślinu gładkiego 4. — Gotowalni muślinowych 3. — Nakrycia gotowalni
muślinowe z trzema do nich falbanami 3. — Falban muślinowych do spodnie
12. — Falban muślinowych do kaftaników 12. — Nawleczek na jadwiszkę go-
towalnianą 12. — Mankiecików antualezowych do czterech pudermantlów par
4. — Bieli olenderskiej taleczek 8. — Nici domowych do szycia talek 5. - Je-
dwabi w różnym kolorze łotów 10. — Płótna holenderskiego łokci 10 /2.
Gazy. blondyny. Garnirowanie do sukni gazowe z różowemi wstęgami
i z parą do niej mankietów. — Garnirowanie do sukni gazowe, samo przez
się białe, z mankietami i chusteczką. — Garnirowania dwa gazowe prosto li-
sztofkowe z dwoma parami mankietów. — Mankietów robowych nie uszytych,
w gazie para 1. — Kryz gazowych 2. — Kryzka krepowa 1. — Chustek gazo-
wych na szyję z garnirowaniem 12. — Chustek wybijanych 2. — Chustka je-
dwabna bogata 1. — Chustek wybijanych razem z malowaniem 2,— Gazy na
ugarnirowanie sukien i na zrobienie wyż wspomnianych mankietów robowych,
łokci 6. — Czepków gazowych koroneczką oszytych 4. — Kornetów 2. — Far-
tuchów gazowych 2. — Fartuch krepowy 1. — Mankietów blondynowych po-
trójnych par 3. — Mankietów podwójnych koronką oszytych para 1. — Demi
salop grozbotowy czarny 1. — Kwefik czarny grozbotowy 1, biały grozbo-
towy 1. — Ajustów koronkowych 2. — Koronek holenderskich różnych w szma-
tach sztuk 8, w nich łokci 13. — Falbany blondynowej łokci 3 1/8. — Blondyny
na dwa cale szerokiej sztuk 3, łokci 19. — Blondyny w drugim gatunku sztuk


326

pruskiej króla Stanisława Augusta — i tą rzeczy koleją przeszły
dobra bienickie, znacznie przedażami, taksami i procesami uszczu-
plone, w posesję Szwykowskich.

3, łokci 9 1/2. — Blondyny na cztery palce szerokiej łokci 6. — Blondyny wąz-
kiej w ząbki łokci 15. — Kapelusz słomianny biały z kwiatkami 1. — Kapelusz
słomianny gładki 1. Kapelusz słomianny czarny, gładki 1. — Kapelusz sło-
mianny czarny głęboki 1. — Rękawiczek w różnym kolorze par 60. — Poń-
czoch jedwabnych par 50. — Baldachimek kitajką zieloną powleczony 1. —
Wachlarz biały kościanny złotem nabijany 1. — Kwiatów wielkich 6. — Piór
na głowę 4. — Kwew czarny kitajkowy na rogu gazą oszyty 1. — Sznurówka
gredyturowa czarna 1. — Rogówki dwie płócienne jedna większa druga mniej-
sza. — Gorset atlasowy nowy jeden a używany 1. — Pereł bujniejszych sznu-
rów 12, średnich sznurów 6, drobnych sznurów 3, pereł płaskich sznur 1 —
wszystkiego sznurów 22. — Bisior dętych sznurów 5. — Sprzączki kamienne
podługowate 1, okrągłe kamienne 1, srebrne 1. — Wstąg w różnych kolorach
łokci 158. — Tasiemek płóciennych białych buncik od sztuczek 24. — Tasiemek
popielatych l 1/2 buncika. — Dwa brety kitajki karmazynowej na zasłanie go-
towalni. — Chustka kitajkowa czarna koronką oszyta 1. — Argieni z kordo-
nów 2. - Trzewików bławatnych w różnych kolorach par 22. — Trzewików
czarnych szarszedronowych par 12. — Lustro większe w ramach srebrną bla-
chą powleczone 1. — Lustro małe w ołów oprawne 1 do drogi. — Spódnica
spodnia felbowa 1. — Szpilek białych arkuszów 20. — Szpilek podwójnych
różnych arkuszów 12. — Igiełek papierków 3. — Grzebieni do fryzowania 2
i gęsty jeden. — Worek skórzany do pudru 1 i kutas.
Bielizna. Koszul holenderskich sztuk 12. — Prześcieradeł holenderskich
po dwa brety na kołdrę sztuk 16. — Prześcieradeł na zasłanie pościeli we trzy
brety sztuk 8. — Poszewek holenderskich sztuk 48. — Wałów holenderskich
16. — Chustek holenderskich białych, cienkich sztuk 37. — Chustek holender-
skich grubszych sztuk 23. — Gotowalniczek holenderskich z falbanami 12. —
Gotowalniczek holenderskich do gotowalen muślinowych 6. — Ręczników ho-
lenderskich po trzy łokcie dłużyny sztuk 20. - Spodnie dymowych 12.— Ka-
ftaników dyniowych do tychże spodnie 12. — Kieszonek dymowych par 12.—
Pończoch bawełnicznych par 96. - Bielizny stołowej holenderskiej garni-
turów 6.
Pościel. Pawilon adamaszkowy zielony z galonem złotym, z kapą i płot-
kiem galonowanemi. - Tegoż adamaszku bretów 24, każdy po łokci 4. — Pa-
wilon adamaszkowy karmazynowy używany z płotkiem do drogi. — Łóżka 2
żelazne saskie, opięte na sprzączkach drelichem, z pawilonem kitajkowym kar-
mazynowym i płotkami. - Piernatów atłasem karmazynowym powleczonych
2. - Poduszek atłasowych karmazynowych 6. - Wałów atłasowych karma-
zynowych 2. - Kołder atłasowych karmazynowych 2. - Materaców drylicho-
wych, w koło atłasem karmazynowym oszytych 2. - Łóżka drewniane płótnem
naciągnięte stolarskiej roboty 2 z ramami. - Waliz skórzanych na pościele
2. – Worek skórzanny z młotkiem i krukami 1. - Kufrów skórami obitych 5.


327

Nowy dziedzic Bienicy pochodził z rodu z dawien dawna
na ziemi litewskiej osiadłego, pieczętującego się herbem Ogoń-
czyk, używającego przydomku Powała. Duńczewski w herbarzu
swoim 187) kładzie gniazdo Szwykowskich, dobra Szwyków, na
Podolu pod Białą Cerkwią i stamtąd ród ich cały wyprowadza.
Za dziada miał Kazimierz Szwykowski Leonarda Szwy-
kowskiego, posiadającego dobra dziedziczne w województwie
wileńskiem, nieopodal Olity, za ojca zaś Bernarda Szwykow-
skiego skarbnika smoleńskiego, wojskiego trockiego, starostę
oniskiego, urodzonego w 1728 r., sierpnia 20 dnia »przed samym
wschodem słońca«, ochrzczonego w Olicie, zmarłego w 1799 r.188).
Rodzina była liczną. Bernard Szwykowski189) miał braci ośmiu
i sióstr cztery. Jeden z tych jego braci, Stefan, sędzia grodzki
wileński, starosta oniski, skarbnik województwa Trockiego, oże-
niony z Gąsiecką stolnikówną zakroczymską miał - mówiąc na-
wiasem w swojem dziedzictwie majętność Czabiszki i Pomusze
w województwie wileńskiem, oraz dobra w trockiem. Bernard
Szwykowski, gdy w 1761 r. brał za żonę Annę córkę Kazimierza
Karasia cześnika litewskiego, położyli mu na intercyzie ślubnej,
pisanej w Warszawie, podpisy swoje jako pieczętarze, między in-
nymi August książę Czartoryski, Marja z Sieniawskich ks. Czar-
toryska, Stanisław Ciołek Poniatowski kasztelan krakowski i Sta-

187) Kraków 1757 r. Tom II, str. 122—128.
188) Notacja generalna życia mojego, żony mojej i dziatek moich« — Rę-
kopiśmienny notatnik, prowadzony przez ojca Bernarda Szwykowskiego od
1719—1757 r.
189) Podpis Stefana Szwykowskiego znajdujemy na akcie elekcyjnym Au-
gusta II, jako deputata z województwa wileńskiego (Vol. leg. T. V. str. 423).
W konstytucyj sejmu warszawskiego z 1766 roku czytamy: »Jako urodzeni
Bernard i Anna z Karasiów Szwykowscy małżonkowie w aktualnej zostają po-
sessji dzierżawy Oniszki nazwanej, w województwie trockiem leżącej, tak przy
tejże posessyi pomienionej dzierżawy z folwarkiem Szaki, Pliny et cum corum
attinentiis tychże urodzonych Szwykowskich małżonków zachowanych podług
praw ich ad vitae eorum tempom, authoritate sejmu teraźniejszego mieć chcemy
i deklarujemy. (Vol. leg. VII. f. 549). Był Bernard Szwykowski od 1767 po rok
1775 komissarzem komissji skarbowej W. Ks. Lit. (Vol. leg. VIII. f. 654) i po
raz drugi członkiem komissyi skarbu W. Ks. Lit. od 1784 po 1786 r. (Vol. leg.
IX, str. 36. Wyd. Akad. Um. 1889 r.).


328 

nisław Ciołek Poniatowski stolnik litewski, przyszły król - co już
iedno daje miarę wysokich skoligaceń i powag! zarówno rodziny
pana młodego jak i panny młodej 190). 
Syn Bernarda, Kazimierz Szwykowski był, jak się rzekło,
sekretarzem legacji pruskiej t. j. jakbyśmy dziś powiedzieli: atta-
che ambasady polskiej przy dworze berlińskim i odegrał pewną
polityczną rolę l91).
Po Kazimierzu Szwykowskim 192), dziedzictwo Bienicy suk-
cessją objął syn jego Franciszek z Przeździecką żonaty, a po

190) »Iż co pomieniony W. J. Pan Cześnik (ojciec Karaś) idąc za wolą
i wyrokiem Boskim, od którego wszelkie instynkta do serc ludzkich przez
Ducha Przenajświętszego podane, swój biorą początek i w skutku konkludo-
wać się zwykły, widząc przy tem przerzeczonego W. J. M. Pana Skarbnika
przez niemały czas o pomienioną Jejmość pannę Cześnikównę, córkę swoją,
stateczną konkurencję i staranie i w nim doskonałe upatrzywszy przymioty,
tę ukochaną córkę swoją wspomnianemu W. J. Panu Skarbnikowi in sociam
vitae dać deklaruje«.
191) Król Stanisław August pisał do niego pod datą 18 lutego 1792 r.:
»Monsieur Szwykowski. Plus l’état incertain de la santé du Resident Zabłocki
m'inquiete et plus J'ai lieu de remarquer votre zele pour l'emploi qui vous
est confié. Ayez soin d'aider M-r Zabłocki autant que vous pouvez pendant
sa maladie. Dites lui que M-r le Vice-Chancelier Chreptowicz m'a donné notice
par érit qu'a deux différents titres, l'un de 4.456 flor. l'autre de 3.600 flor.
en somme 8.056 flor. de Pologne sont accordés par la caisse des affaires
étrangeres au dit M-r Zabłocki comme bonification de ses dépences extra-
ordinaires. Vous pouvez lui dire en meme temps que dans les douze die-
tines dont J'ai connaissance jusqu'ici tout est allé a souhait a l'appui de notre
Constitution du 3 de Mai. Soyez assuré de Ma bienveillance. Stanislas Augu-
ste. Roy«. — Dopisek szyfrowany z notą: »Cyfra, którą pisano to co nastę- 
puje, u J. P. Rezydenta Zabłockiego«. Po nad cyframi wytłómaczenie kilku
linij takie: »Marquez nous avec precision si ce que vous tenez du Hetman vous
a été raconté seulement de bouche ou si il vous a montré la copie de la lettre
de l'Impératrice a l'Impereur, dans l'un et l'autre cas demandez lui cela de
ma part en le remerciant beaucoup de la notice qu'il vous a donné et en lui
disant que je regarde cela meme comme une preuve de son affection pour
moi dont je lui tiens grand compte et dont je me flatte qu'il continuera tou-
jours a me donner.... (Oryg. w Bienicy).
192) Żył jeszcze w 1830 r. Powołując się na jego świadectwo, Niełubowicz
autor »Kilku uwag nad dziełem pod tytułem Mémoires de Michel Ogiński etc."
pisze: »Zapytywałem w tej mierze żyjącego jeszcze dziś (pisze się to w roku
1830) pana Szwykowskiego, byłego sekretarza legacji przy księciu Jabłonow-
skim w Berlinie i teraz obywatela i urzędnika gubernji wileńskiej, a ten mi
odpowiedział i t. d.« (Przyjaciel Ludu. Nr. 1 z d. 6 lipca 1844). 


329 

Franciszku syn Konstanty, ożeniony z siostrą zasłużonego pu-
blicysty Józefa Keniga. W posiadaniu Konstantego Szwykow-
skiego do dnia dzisiejszego Bienica pozostaje.
Piękna ta majętność, jak dawniej tak i dziś wzorowo go-
spodarzona, leży jedną ławą u szerokiej drogi, staremi drzewami
ocienionej, wiodącej z Lebiedziewa do Smorgoń. Obecny dziedzic,
łączący w sobie przymioty zawołanego gospodarza i wziętego ho-
meopaty, podtrzymuje we dworze swoim coraz rzadszą u nas
hodowlę koni własnego stada (trzy tylko takie hodowle ma po-
wiat oszmiański: w Wołożynie hr. Tyszkiewicza, w Horodźkach
p. Feldmana i w Bienicy). Miasteczko nieduże. Na wprost wspo-
mnianej cerkwi, z kościoła powstałej, cerkiew druga nowa, wznie-
siona przez samego dzisiejszego Bienicy dziedzica, wiedzionego
nadzieją zachowania w ten sposób pamiątkowej dlań kociełłow-
skiej świątyni. Grunta bienickie, posiadające niemałe, ale wyso-
kie łąki, mają dziś obszaru ogólnego nie więcej nad 1.300 dzie-
sięcin. Wioski okoliczne, zwłaszcza Jakowicze i Siwica, duże
i zamożne. Lud w całej okolicy prawie bez wyjątku pra-
wosławny.


Jawnuć Kociełł	

Stanisław Mikołaj
	 
Andrzej Maciej
dziedzic Czyżyszek 
1512
 
Seweryn 		 Jarosz 
 Właściciel cząstki 
 Bienicy w 1634
 
Władysław Samuel Hieronim 
 dziedzic 
 całej Bienicy
 		 
Gabryel Michał-Kazimierz
dziedzic Strypun podskarbi
1677	 1722
	 
Kazimierz
dziedzic Bienicy
z daru podskarbiego

Tadeusz
starosta oszmiański
1799

Barbara Michał Józef
za Kazimierz 1810
Abramowiczem 1813

 
 Kociełłowie
 bieniccy.
 1634—1813. 



NA ZACHÓD OD OSZMIANY. 

Oszmiana Olechnowiczów. — Oszmiana Irzykowska. — Dziedzictwo Monwidów
Dorohostajskich. — Murowana Oszmiana. — Sapiehowie. — Skarbkowie Wa-
żyńscy. — Taboryszki. — Ukropiszki. — Chorążyszki. 

Szeroki obszar ziemi, leżący między Oszmiana a Miedni-
kami, między Gudohajami a Dziewieniszkami, pocięty szachowni-
cami pomniejszych posiadłości, należał niegdyś, przed laty trzystu
z okładem, może czterystu, do zamożnej, znaczącej wiele podów-
czas, rodziny Monwidów Olechnowiczów Dorohostajskich, pieczę-
tujących się herbem Leliwa.
Niesiecki wyprowadza początek tego wygasłego już dziś
rodu od wojewody wileńskiego Monwida, którego syn Olechno
od dóbr swoich Dorohostaje: Dorohostajskim pisać się począł.
Boniecki l93) zaś, wyprowadza ich od Rimowida, którego syn
Olechno był namiestnikiem grodzieńskim za Kazimierza Jagiel-
lończyka. Syn Olechny, Piotr, był kuchmistrzem litewskim; syn
Piotra Mikołaj, był miecznikiem litewskim, a syn tego Mikołaja
Piotrowicza Olechnowicza, też Mikołaj, wojewoda połocki, od
dóbr swoich Dorohostaje, jął nazywać siebie Dorohostajskim,
albo Olechnowiczem Dorohostajskim 194). 

193) »Poczet rodów«. Str. 218.
194) Nie należy wspomnianego Monwida wojewodę wileńsk., identyfikować
z Monwidem synem Giedymina, urodzonym z Widy, córki żmudzkiego bartnika,
pierwszej żony wielkiego księcia litewskiego. Monwid Giedyminowicz umarł
bezpotomnie w 1340 r. i żadne przeto rody litewskie nie mogą od niego brać
początku. K. Stadnicki. Synowie Giedymina. Lwów 1849. I. 15.


332 

ARMA MAGNIFICI DOMINI,
D. NICULAJ OLECHNOVVITZ MONIVIDI

Herb Dorohostajskich.
Faksymil z dzieła Fr. Modrzewskiego,
drukowanego 1577 w Łosku.

Syn Olechny Piotr kuchmistrz litewski, (wnuk wojewody wi-
leńskiego Monwida) w 1506 r. poselstwo odbył do Moskwy z oznaj-
mieniem o śmierci króla Aleksandra. On to najprawdopodobniej pier-
wsze zawiódł w stronach, o których mowa, dziedzictwo. W archi-
wum domowem Ważyńskich w Taboryszkach, znaleźliśmy bo-
wiem ślad dokumentu, stwierdzającego nabycie przez tegoż Piotra
Olechnowicza, kuchmistrza »kniazia Aleksandra« (Jagiellończyka,
w następstwie króla polskiego) dwóch sianożęci nad rzeką Osz-
mianką położonych — od niejakiego Janka Bohdanowicza. Nadto w wielu dokumen-
tach z początków XVI wieku, znajdujemy wzmiankę o Oszmianie
Olechnowiczów w przeciwieństwie do kilku innych Oszmian, sta-
nowiących podówczas samoistne ziemskie posiadłości. O tym też
czasie całe potomstwo Piotra Olechnowicza nabywa ziemię w pod- 

Zaś wojewodę, o którym mowa, nazywa J. Wolff Moniwidem Koilikino-
wiczem; przyjął on na chrzcie imię Wojciecha (porów. »żuprańy« str. 114)
i pogańskie swe imię potomkom za nazwisko przekazał( J. Wolff Ród Gedy
mina. 1886. 11). Jeżeliby Jednak, jak chce Boniecki, jak chce Wolff, Doroho-
stajscy nic z nim wspólnego nie mieli, a jeno protoplastą ich był Rimowid
skądżeby przyszło Dorohostajskim pisać sie Monwidami? 


333

oszmiańskich stronach i niedużemi władając posiadłościami, są-
siadują ze sobą czterej Dorohostajscy: Jan, Piotr, Stanisław
i Mikołaj miecznik, a jak piszą inni stolnik litewski; jest też
między nimi i Andrzej Olechnowicz z synami dwoma Stanisła-
wem i Szczęsnym (Szczasny) oraz Maciej — obaj ostatni Nie-
sieckiemu i Bonieckiemu nie znani. Ci wszyscy między 1518
a 1560 rokiem zawierają między sobą umowy, rozgraniczają się,
handlują poddanymi chłopami, kłócą się i godzą — i powoli
z tego zamieszania, wywołanego osiedlaniem się Olechnowiczów
na nowych siedzibach, wyłaniać się zaczyna na widownie postać
najwybitniejszego z nich i najzamożniejszego. Jest nim syn Mi-
kołaja miecznika, Mikołaj Monwid Olechnowicz Dorohostajski.
Piszą o nim, że pan to był w ręku i w radzie silny, że gdy
w 1577 r. Tatarzy Litwę naszli, on dognał ich pod własnemi Do-
rohostajami i uderzywszy na nich w ośmdziesiąt tylko koni, siła
ich pobił i wszystek łup im odebrał. W wyprawie moskiewskiej,
pod Połockiem, pod Łukami, pod Pskowem niemały poczet kosz-
tem swym trzymał, dobył w 1580 r. Newla, ubiegł Nieszczerdę
i tysiąc Moskwy na placu położywszy, dwa tysiące wziął w nie-
wolę. Wielki ów wojownik, tytułujący się stolnikiem litewskim,
wojewodą połockim, starostą wołkowyskim, szereszowskim, lepel-
skim i bejsagolskim, zapobiegliwym był o pomnożenie i tak już
pokaźnej fortuny swojej. Liczne czyniąc przykuple, nabył też on
między innemi w 1574 r. od Mikołaja Naruszewicza podskarbiego
W. Ks. Lit. za 600 kop groszy posiadłość ziemską, zwaną Osz-
miana Irzykowska, stanowiącą, by się tak wyrazić, samo jądro ma-
jątków zwanych w następstwie Oszmianą Murowaną. Zaś owa
Oszmiana Irzykowska kupioną była przez Naruszewicza od Woj-
ciecha Stabrowskiego pisarza polnego ziemi Inflanckiej, ożenio-
nego z Zofją Czyżówną 195).
Mikołaj Monwid Dorohostajski w 1597 r. życia dokonał.
Córka jego Rajna, z Rajskiej urodzona, we dwa lata po śmierci
ojca poślubiła Mikołaja Sapiehę. 

195) Najprawdopodobniej Oszmiana ta musiała kiedyś przejść przez ręce
Irzykowiczów (linja Olechnowiczów od Irzyka Olechnowicza dworzanina kró-
lewskiego w 1528 r.) i od nich nazwę swoją wzięła.


334 

Dobra Murowana Oszmiana przeszły sukcesją na syna woje-
wody połockiego, słynnego w następstwie magnata, wojownika
i pisarza Krzysztofa Dorohostajskiego.
Krzysztof Dorohostajski urodził się 2 marca 1662 r.
Ojciec, gorliwy kalwin, który dla wyznania swego w do-
brach swoich Oszmianie Murowanej wystawił zbór kalwiński
i przy nim drukarnię założył, wysłał syna swego Krzysztofa,
po odbyciu nauk domowych, dla lepszego wykształcenia się, za-
granicę. Młody Krzysztof słuchał tedy najprzód wyższych umie-
jętności w Strasburgu, a następnie w Fryburgo-Bryzgowskiej
Akademii, gdzie nawet pozostawił próbki swego talentu w pi-
saniu poezyj łacińskich i greckich. Następnie udał się do Włoch,
bawiąc czas niejaki w Wenecji, gdzie mu Rzeczpospolita nadała
obywatelstwo, w Ferrarze u księcia Alfonsa i w Bononji u hra-
biego Pepoli. Głównie zaś przynęcał go Neapol, słynny podów-
czas z chowu pięknych wierzchowych rumaków i z nauczycieli
wyższej jazdy konnej, jakimi wtedy mianowicie byli P. Carac-
ciolo, Claudio Corte i Piętro Antonio Ferraro, znakomici hippo-
logowie i ujeżdżacze, którzy teoretycznie i praktycznie wykładali
naukę pielęgnowania stadnin i wyższej jazdy wierzchowej. Tu-
taj to u najcelniejszego kalwakatora, czyli ujeżdżacza, Piotra
Antoniego Ferraro, nadwornego koniuszego wicereja neapolitań-
skiego, księcia de Osuńa, czując - jak się sam wyraża — »za
wpojeniem samego przyrodzenia, wielką ochotę do koni i je-
ździeckiego ćwiczenia«, pobierał lekcje i kurs wyższej nauki
kalwakatorskiej, czyli konnej jazdy. Wracając do ojczyzny, nie
pominął dworu cesarskiego, odznaczony za usługi wojenne w Ni-
derlandach, zaszczytnym tytułem barona Cesarstwa.
Po powrocie na Litwę, brał w ostatnich latach panowania
króla Stefana Batorego czynny udział w wojnie moskiewskiej,
walcząc mężnie z nieprzyjacielem przy boku i pod okiem ojca
swego. Pomimo młodego wieku nie minęły go w kraju zaszczyty
i dostojeństwa: albowiem już roku 1588 mianowany stolnikiem
W. Ks. Lit. i starostą wołkowyskim, roku 1590 posunięty na go-
dność krajczego, a roku 1592 podczaszego, został w roku 1596
marszałkiem nadwornym litewskim, wreszcie roku 1598 marszał-


335

kiem wielkim W. Ks. Lit. Roku 1601, w wojnie inflantskiej do-
wodząc oddziałem Litwinów, przyczynił się znacznie do porażki
wojska szwedzkiego pod Kokenhusen, a roku 1611, przy zdo-
byciu Smoleńska, na czele królewskiej chorągwi, pierwszy, sztur-
mując, wdarł się na mury miejskie, przyczem rażony pociskami
moskiewskiemi, odniósł kilka ran ciężkich. Dla poratowania zdro-
wia, znękanego trudami wojennemi, wybrał się Krzysztof Doro-
hostajski w lipcu roku 1615 do słynnych cieplic Warmbrun koło
Hirschberga na Szląsku, odesławszy wprzód żonę z całym swym
dworem na tymczasowy pobyt do Gdańska, jak to widać z pi-
sma jego: »Porządek, według którego aby się małżonka moja
i czeladź przy niej będąca, sprawowała« 196). Nie dojechawszy
jednak do samych cieplic, zakończył swój żywot dnia 3 sierpnia
1615 r. we Wrocławiu, w domu gościnnym »pod Złotem drzewem«.
Kronikarz wrocławski Mikołaj Pol 197), donosząc o tym zgo-
nie, dodaje, iż ciało Krzysztofa Dorohostajskiego nabalsamowane,
w miedzianej trumnie, stało kilka tygodni w luterskiej kaplicy
cmentarnej św. Elżbiety we Wrocławiu, skąd, dnia 17 września
1615 r. przewiezione zostało do dóbr dziedzicznych na Litwę.
Pogrzeb uroczysty zwłok odbył się dopiero w lutym następnego
roku w Oszmianie Murowanej 198).
Pierwszą żoną Krzysztofa Dorohostajskiego była Zofja,
córka Jana Hieronimowicza Chodkiewicza kasztelana wileńskiego,
którą pojął około roku 1590. Po jej śmierci zaślubił około roku
1596 Zofję, córkę Mikołaja Radziwiłła wojewody nowogrodzkiego
i Zofji Chlebowiczówny, wdowę po Jerzym Jurjewiczu Chodkie-
wiczu staroście żmudzkim 199).
 
196) W. A. Maciejowski. Piśmiennictwo polskie. Dodatki str. 277—-283.
197) Jahrbücher der Stadt Breslau, w dziele J. G. Biisching: Zettbiicher der
Schlesier. Breslau 1824. Tom V, str. 127.
198) Kazanie na pogrzeb Krzysztofa Moniwida na Dorohostajach W. Ks.
Lit. najwyższego marszałka, odprawowany w Oszmianie murowanej dnia ...
lutego 1616, spisane od ks. Jana Zygrowiusza, drukowane w Lubczu u Piotra
Blastusa 1616, w 4ce.
199) Artykuł Żegoty Paulego w nr. 3 i 4 »Wiadomości numizmatyczno-
archeologicznych« z 1894 r. Wysokiej uprzejmości Sz. redakcji tego pisma
oraz łaskawemu przyzwoleniu hr. Przeździeckiego zawdzięczam udzielenie mi
kliszy jedynego jaki istnieje wizerunku Krzysztofa Dorohostajskiego.


336 

Krzysztof Dorohostajski, sam wytwornej w naukach bie-
głości, szczególniejszą opieką otaczał założoną przez ojca dru-
karnię w Murowanej Oszmianie. Odkąd i jak długo istniała
drukarnia owa, wiadomości dokładnej nie posiadamy; w każdym
razie najczynniejszą była w pierwszej połowie XVII wieku.
W niej to wytłaczał dzieła swoje przeciw socynjanom skiero-
wane Wojciech Salinarius, kaznodzieja ówczesny przy zborze
kalwińskim w Murowanej Oszmianie. Główne dzieło Salinariusa
»Cenzura«, drukowane w 1615 r. w Murowanej Oszmianie sta-
nowi dziś rzadkość bibliograficzną. Pełny tytuł tych sześciu ksiąg
polemicznych przytaczają: Bandtkie 200) i Baliński 201); podobiznę
karty tytułowej »Cenzury« , w zmniejszonym formacie, kładziemy 
tu zdjętą z egzemplarza znajdującego się w bibljotece ks. Czar-
toryskich w Krakowie. Drugi egzemplarz tegoż dzieła mieliśmy
uprzejmie udzielony sobie z muzeum Ossolińskich we Lwowie.
Krzysztof Dorohostajski zajmuje w literaturze polskiej nie-
poślednie miejsce jako autor »Hippiki«, dzieła w swoim czasie
wielce pożytecznego i cenionego, traktującego o naturze, wła-
snosciach, chowie i ćwiczeniu koni, pisanego stylem jasnym i
czystą polszczyzną. Pierwsze wydanie »Hippiki« wyszło w Kra-
kowie 1603 r. (Folio, kart drukowanych 106, miedziorytów 47,
tablic 26 wyobrażających różne rodzaje koni rysowanych z na-
tury z niepospolitą dokładnością i znajomością anatomiczną;
sztychował te na owe czasy wyborne ilustracje Tomasz Ma-
kowski, nadworny artysta Radziwiłłów, biegły rysownik i ryto-
wnik.) Baliński pisze, że Dorohostajski »Hippikę« swoją w Osz-
mianie Murowanej drukiem odbić kazał. Tak jednak nie jest.
Drugie jej wydanie wyszło w Poznaniu 1620 r., trzecie w Kra-
kowie 1647 r., czwarte w Krakowie 1700 r., piąte tamże około
1730 r., wreszcie szóste też w Krakowie 1861 r.
Idąc antecessorów śladem, Dorohostajski fortunę swoją przy-
kuplami rozmaitemi rozmnożył. Nabył on między innemi w 1698 r.
za 2700 kop groszy od Walentego Kownackiego dobra Merecz

200) J.S Bandtkie. Historja drukarń w Królestwie Polskiem i W. X. Lit.
Kraków 1826 II. 26.
201) M. Baliński i J. Lipiński. Starożytna Polska. Wyd. 1886. IV. 181.


Krzysztof Monwid Drohostajski

według ryciny wykonanej z natury przez Idziego Sadelera
w Pradze Czeskiej 1605 r.
(Ze zbiorów Konst. hr. Przeździeckiego).


CENSURA
211bo
ROZSADKV NA CON-
fefsią ludzi tych: którzy po
fpolitym nazwifkiem rzeczeni bywâio Arriany: a
w rzeczy famey fo Sociniftâmî: nâślâduiąc we
wfzytkim przevrotney opiniiey Fausta
Socina Włochâ. 

KSIĘGI SZÓSTE
Które fe
O Sakrâmenciech od Pana
Christvsa Postanowionych.
21 przytym
Włazanie prawdziwem Centenciey
Ewangelickiey: przećiwnej temu: Pifmy
Świetymi dobrze vtwierdzoney.

Drukowano w Ośmianie Je 113 Pana C.M.
Markalta W.X. Litewskiego

Druki oszmiańskie.
umniejszony taksymil karty tytułowej szóstej księgi »Cenzury« Wojciecha Salinariusa,
drukowanej 1615 r. w Murowanej Oszmianie. 

POWIAT OSZMIAŃSKI
 22


338 

inaczej Taboryszkami zwane, w województwie wileńskiem nad
rzeką Mereczanką sytuowane. Czy należały one kiedy do biskupa
wileńskiego Tabora, wyniesionego na stolicę biskupią w 1494 r.,
słynnego z zatargów swoich z królem Aleksandrem Jagiel-
lończykiem? — o tem źródłowej, pewnej i niewątpliwej wia-
domości nie mamy. Wolimy wierzyć dokumentom, któreśmy
sami mieli pod oczami, a z których okazuje się jawnie, że ma-
jętność Taboryszki powstała z aglomeratu kilku pomniejszych
posiadłości Tatarów, gęsto wzdłuż rzeki Meraczanki, aż pod
Miedniki osiedlonych. Pojedyncze części Taboryszek przecho-
dziły w ciągu XVI wieku kolejno przez ręce Chromszów, knia-
ziów Szachmancerów, Owsianych, Brańskich, aż wreszcie sku-
piwszy się w 1584 r. w rękach Jana Hamszeja 202), przeszły już
jako znaczne fundum w krótkotrwałe władanie Kownackich a
od nich, jak się rzekło wyżej, do marszałka Krzysztofa Doroho-
stajskiego.
Dziedzic Murowanej Oszmiany zlanej w jedną majętność
z Taboryszkami, zostawił po sobie córkę Dorotę wydaną za An-
drzeja Firleja, wojewodę sandomierskiego, oraz syna Władysława,
cześnika litewskiego, który objął całe rozległe Dorohostojskich
dziedzictwo. Na synie tym wygasł po mieczu starożytny ród
Monwidów Dorohostajskich. Cześnik litewski, przybrawszy sobie
w małżeństwo Elżbietę Drucką-Podbereską, zeszedł z tego świata
w 1638 r., osierocając jedną jedyną córkę Zofję 203).
Murowana Oszmiana pod Sapiehami 1649—1678. Tomasz Sa-
pieha, oboźny W. Ks. Lit., urodzony w 1621 r., poślubił w 1647 r.
Zofję Dorohostajską, córkę cześnika litewskiego Władysława i
Ewy Podbereskiej. Zofja z Dorohostajskich Sapieżyna, nie mając
potomstwa, sporządziła w 1649 r. akt darowizny na rzecz mał-
żonka swego oboźnego Tomasza Sapiehy, któremu w razie swej 

202) Prawdopodobnie to ten, o którym Nicsiecki wspomina, urodzony z Do-
rohostajskiej, syn Jerzego Wiesztorta Hamszeja, dziedzic na Berezie i Zdzi-
towie, z kniachinią Przychabską ożeniony.
203) »Naemia slucensis super prematura ex hoc doloris valle obitu Illu-
strissimi Magnif. viri clarissimi D. D. Wladislai Monvid Dorostaiski etc. 1638.
Lubcz, w drukarni Jana Kmity. 4-to, dwa arkusze.


339

śmierci zapisała cały swój fundusz, a mianowicie dobra Oszmianę
Murowaną, Narocz, Pietuchów i Neple, kamienice w Wilnie i
Brześciu, znaczne kapitały oraz prawa swoje do połowy Muśnik
i Kożan-Gorodka jako do spadku po dziadzie Jerzym Samsonie
Podbereskim, ojcu jej matki. Zofja Sapieżyna umarła w 1653 r.
a Tomasz Sapieha, pochowszy ją przykładnie i z żalem srogim
w Maciejowie, udał się — ile że nieustannie wojną się bawił —
do obozu pod Biały Kamień, gdzie w 1654 r. życie zakończył.
Bezpotomny zeszedłszy ze świata, zapisał trzem swym rodzonym
braciom nietylko dziedziczne majątki ale i wziętą po żonie for-
tunę Dorohostajskich.
Trzej bracia Tomasza Sapiehy: Jan Fryderyk pisarz polny
kor., dzielny wojownik, uczestniczący w różnych wojennych ekspe-
dycjach przeciw Tatarom i Kozakom, wzięty do niewoli tatar-
skiej, zaszczycony przez króla mnogiemi urzędami, na krótko
przed śmiercią otrzymujący buławę polną litewską; Krzysztof
starosta oszmiański i trabski, cześnik, stolnik i krajczy litewski,
razy ośmnaście dowodzący wojskiem polskiem, na ciągłych ku
ojczyźnie przysługach prowadzący życie, i Aleksander biskup
wileński, rozdzielili między sobą administrację spadku po bracie
Tomaszu; biskup Aleksander rządził Murowaną Oszmianą i jej
Attynencjami 204).
Dział fortuny po oboźnym pozostałej miał dopiero nastąpić
w 1677 r. a dokonali go synowie Jana Fryderyka Sapiehy wraz
z synem Krzysztofa krajczego. Zjechali się w tym celu do Ma-
dejowa w 1676 r.: Stanisław starosta trabski, krajczyc litewski i
Mikołaj starosta owrucki, pisarzewicz; przyłączyli się do nich
w 1677 r. wrócony z wyprawy wojennej Kazimierz Władysław
i przybyły z zagranicy brat jego Paweł. Dzieła dopełniono. Ka-
zimierz Władysław (urodzony w 1650 r., trzymany do chrztu
przez samego króla Jana Kazimierza) kasztelan trocki, otrzymał
na swoją dolę: dobra Kodeńskie ze wszystkiemi przynależnoś-
ciami, dobra Murowana Oszmianą 205), część majętności Holszan,

204) Porów, niżej wiadomość o Ukropiszkach.
205) »....a że ta majętność Kodeńska, którą iegomość pan Kazimierz
Sapieha, pro sorte sua sobie iure hereditatis w sumie dwóch kroć stu sięcy


340

należność ze sprzedaży Pietuchowa, oraz kapitał 20.083 zł. wy-
noszący. Cała ta scheda oszacowaną została na 265.000 zł. (cyfra
cytowana w dziele »Sapiehowie, materjały historyczno-genealo-
giczne 1894« III. 30, ale bardzo problematyczna, gdyż w 1677 r.
same dobra Kodeńskie ceniono urzędownie 200.000 zł.)
W rok potem — 1678 — Kazimierz Władysław na Kodniu
i Holszanach Sapieha dobra te swoje Murowana Oszmiana ze
wszystkiemi w dzielczym dokumencie z 1677 r. wyrażonemi atty-
nencjami: z Mereczem alias Taboryszki, Olanami, Ukropiszkami etc.
przedał »na wieczne i nigdy nieodzowne czasy« za 78.000 zł.
Hieronimowi Ważyńskiemu staroście tyrkszlańskiemu.

obrał, non correspondet części dziedzica Zurawińskiego, tedy additur iegomości
w województwie wileńskiem w powiecie oszmiańskim maiętność Oszmiańska
vulgo nazwana Murowana, w sumie trzydziestu tysięcy złotych polskich ze
wsiami i folwarkami, tak wolnemi jak y zastawnemi et omnibus adjacentiis in-
tra se liabitis; naprzód miasteczko Oszmiana z zamkiem y folwarkiem przy
zamku będącym, z mieszczanami ich powinnościami wszelakiemi z dawna na-
leżącemi, folwarki, wsi, ziemianie i uroczyszcza do zamku y miasta należące, te
są: wieś Szwaby, Tuminów, Słoboda, Uglejwy, Zagrodniki, Wasiewicze, Kli-
mańce, Jankowicze, wsie do zamku należące; nadto z wsiami Matyniski, Graw-
żyszki, Złociszki, Łazowszczyzna, folwark Merecz nazwany, do którego wieś
Handance, Pieciule, Zagrodniki, Wybrańcy, Grygi, ziemianie Mereccy, wieś
Wozniszki, Adamowszczyzna, Pozniakowszczyzna, Porszolewszczyzna, Maszta-
lerowszczyzna, folwark Olany, do którego należą wsi, wieś Zagrodniki, Gry-
gałajcy, Komolewszczyzna, Piotrowicze, Zarzeczany; folwark Ukropiszki, do
niego wsi Koloczyszki, Ukropiszki, Ponietecza, który folwark ze wsiami u pana
Malewicza w sumie 6200 zł. polskich; majętność Świnki w zastawie u pana
Kozła stolnika Upitskiego, maiętność Wojsławienta u paniey Jchnatowiczowej
podstarościny Oszmiańskiej, folwark y wieś Łokacze u pana Wołoćka pod-
stolego Smoleńskiego w pułtoru tysięcy złotych; inne maiętności do folwarku
Mereckiego, które się wyżey położyły nescitur iakiemi długami są onerowane,
wstęp albo wolne łowienie ryb w iezierze Norockim, według dawnego prawa
y zwyczaju do teyże sukcessyey y części Kodeńskiey y Oszmiańskiey należy—«.
(Dział między Sapiehami w Maciejowie 20 czerwca 1677 r. uskuteczniony.
»Sapiehowie« Tom III, str. 252.)


341

Wiadomość o rodzinie Ważyńskich. 

Jak bujny orzeł śmiele patrzy k’ słońcu,
Wiedzie szlachectwo ku prawemu końcu,
Cnoty, godności, przodków mężnie broni,
Zmazy się chroni.
Boć to ma szlachcic mieć rzemioseł dwoje:
Albo ksiąg patrzeć albo mężnej zbroje.
Jednym ojczyzny ratować w pokoju,
A drugim — w boju.
Strykowski. „Goniec".

Przodkowie starodawnego rodu tego od niepamiętnych cza-
sów pieczętowali się znakiem herbowym nadanym podobno nie-
jakiemu Skubie, prostemu z gminu człowiekowi, jeszcze przez
legendowego Krakusa.
Skuba to ów właśnie, głosi podanie, miał Krakusowi przy-
służyć się znanym fortelem, dzięki któremu okropny smok pod-
wawelski pokonanym został. Krakus w nagrodę fortunnego po-
mysłu nadał Skubie za herb literę »W« od słowa »wąż« albo li
też od słowa »Wawel«, którą to literę po wszystkich tarczach
herbowych Abdanków vel Habdanków widzieć można.
Potomkowie Skuby pisali się »z Góry« a jeden z nich, Jan,
w r. 1109 wysłań był w legacji do Henryka cesarza niemieckiego
przez króla Bolesława Krzywoustego, wojującego wówczas z Niem-
cami. Chodziło posłowi o zawarcie pokoju. Ostro atoli stawiał się
cesarz niemiecki Janowi z Góry, pokój obiecywał, ale nie inaczej,
chyba, żeby Polacy wiecznemi czasy dannikami jego byli i aby
posłowi zaimponować, skarb mu swój prezentował, to przydaw-
szy: Hic perdomabit Polonos, co znaczy: skarb ten Polskę mi
podbije. Aliści ani buta cesarska, ani pogróżki nie ustraszyły
polskiego posła; chcąc ukrócić pańską fantazję, sygnet swój
z palca zdarłszy, w skarbiec cisnął, mówiąc: Aurum auro addi-
mus - »złoto do złota przydajemy«, jakby znać dając: Próżno
tych mężów złotem straszyć, których ręka szablą, serce męztwem
uzbrojone. Dorozumiał się sensu tego cesarz Henryk i chcąc py-
szałkowatość swoją pokryć, rzekł z niemiecka: Hab Dank! albo:


342 

»dziękujęć«. Od czasu tego potomkowie Jana z Góry zwać się
poczęli Skarbkami a herb Skuby nazwę »Abdank« otrzymał.
Rozrodziwszy się Skarbkowie, dla wyróżnienia się między
sobą, od różnych miejscowości lub też dóbr posiadanych nazwi-
ska swoje kształtować poczęli. Jeden ze Skarbków, Jakób, nie
wiedzieć kiedy przeniósłszy się z Królestwa Polskiego do Litwy,
posiadał w województwie połockiem dobra Ważyn, od którego
Skarbkiem-Ważyńskim zwać się począł. Dla starożytności rodu
i defektu pism, trudno dziś cobądź stanowić zarówno o przod-
kach owego Jakóba jak i o nim samym. Z testamentu tylko syna
jego Macieja, pisanego w 1598 roku okazuje się, że Jakób ów
miał dwóch synów: wspomnianego Macieja i Bartosza 206).
Pokolenie II. Bartosz Ważyński, żołnierz w Infłanciech sła-
wny, o którym Naruszewicz wspomina, wielokrotne ojczyźnie od-
dawszy usługi, przeciwko Szwedom walcząc, ważnego posterunku,
Liflandji bronił, gdy zaś Chodkiewicz za wolą królewską wyszedł
z Inflant przeciwko rokoszanom, został się Bartosz Ważyński
w tej prowincji dla strzeżenia nieustannie napastowanych zam-
ków. Zygmunt III szczególniejsze miał dla niego względy i łaski,
to też dzielny ów na kresach północnych rycerz, z szafunku mo-
narszego, w nagrodę wierności swej i zasług, dóbr ziemskich nie
mało, w tejże liflandzkiej ziemi sytuowanych, darem wieczystym
otrzymał. W 1595 otrzymuje on za konsensem. królewskim dobra
Ludy, Waydower i Tawerg po Siekluckich; w 1597 na zalecenie
Jana Zamojskiego kanclerza i za zasługi rycerskie konferuje mu
król majętność Ludę z attynencjami w derpskim powiecie leżącą,
a po mężnej przez Bartosza Ważyńskiego obronie Dorpatu do-
bywanego przez Szwedów pod wodzą Mansfelda, król w 1606 r.
konfiskuje majątki zdrajcy Wrangla, który się był zniósł z nie-
przyjacielem i dobra te Ważyńskiemu, naonczas derpskiemu pod-
komorzemu, przywilejem lenności oddaje. W rok potem i na re-
sztę dóbr Wrangla w derpskim powiecie otrzymuje dzielny Jmć
pan Bartosz królewski przywilej lenności. W r. 1609 spadają nań,

206) Okolski (1640) o rozrodzeniu się Skarbków Ważyńskich w wojewódz-
twie połockiem wspomina: Wazenscii in palatinatu Plocemi Skarbkones ab op-
pido Wazyn denominati.


343 

również za przywilejem lennym królewskim, dobra Weselhoff
alias Wojnar-Mujża, w r. 1611 za rekomendacją Jana Karola
Chodkiewicza hetmana, dobra Elstwer i Brankiel, w r. 1614 bie-
rze lennością dobra Jungfer-Mujża i zasiada na urzędach naj-
pierw pisarza ziemskiego derpskiego, następnie podkomorzego
derpskiego; w r. 1615 konsens królewski daje mu po Grelichach
majętności pod samą Rygą sytuowane, w r. 1616 otrzymuje kró-
lewski konsens ad cedendum od Kralewskich i Ciażmowskich na
dobra Uzeldemensel i Zemer-Mujża; w r. 1620 powiększają te
liczne lenne posiadłości Ważyńskiego dobra Bok i Illo oraz ka-
mienica w Dorpacie, wzięta po Choroszewskich a Remes-Mujża
po Jakóbie Binsdorfie, wreszcie w r. 1626 otrzymuje z ręki kró-
lewskiej w dożywocie dobra Cwelwel-Mujża w powiecie uberpol-
skim. Naruszewicz 207) potwierdza, iż Bartosz Ważyński miał so-
bie oddaną komendę zamku derpskiego, zaś listy króla Zygmunta
III pisane do niego w 1615, 1619, 1620 i 1621 r. znajdowały się
do niedawna w archiwum rodzinnem Ważyńskich. Również w cza-
sie działalności Bartosza Ważyńskiego, jako komisarza traktu-
jącego o pokój ze Szwedami, o czem też Naruszewicz wspomina,
znosił się z nim listownie król Zygmunt, listy te atoli królew-
skie z roku 1620, 1622 i 1623 z archiwum Ważyńskich zginęły.
Znakomite ojczyźnie swojej oddawszy usługi, z małżonką swoją
Krystyną Rybińską pięciu synów spłodziwszy, umarł Bartosz
Ważyński w leciech podeszłych. Że dziedzicem on był Ważyna,
świadczy wspomniany testament brata jego Macieja z 1598 r.
Pokolenie III. Syn Macieja Paweł, z Orzechowskiej urodzony,
posiadał na Żmudzi dobra Siemiany i bezpotomnie zszedł z tego
świata. Jan i Stanisław, synowie Bartosza, czy jakie potomstwo
płci męskiej zostawili i czy jakie mieli posesje, o tem żadna nie
pozostała wiadomość. Stanisław z bratem Hieronimem i Wojcie-
chem bierze udział w kupli dóbr Koźliszek w powiecie bracław-
skim trzymanych w zastawie przez Bartosza i Macieja Ważyń-
skich. Wojciech, również jak i ojciec dziełami rycerskiemi wsła-
wiony, obejmuje za konsensem króla Władysława IV (1633), po

207) Historja Jana Karola Chodkiewicza. I. 261.


344 

zejściu z tego świata matki swojej, wspomniane inflanckie do-
bra. Miał on konferowane sobie ciwunowstwo Małych Dyrwian
z dobrami do tego ciwunowstwa należącemi, na niego też prze-
szły po stryjecznym bracie dobra żmudzkie Siemiany i Krzywi-
cze, na których w 1658 r. Wojciech Ważyński starosta taurogski
żonie swej Annie Pacównie 208) testamentem dożywocie zabezpie-
czył. Piastując urząd dworzanina pokojowego królewskiego, bez-
potomnie zeszedł z tego świata w 1659 r. Czwarty syn Bartosza
takoż Bartosz (Bartłomiej), zostawszy księdzem świeckim był
kanonikiem, dziekanem i kantorem kapituły wileńskiej. Piąty syn
Bartosza Hieronim, wszedłszy w związki małżeńskie z Adelgundą
Taubianką wdową po Włodzimierzu Gadonie, otrzymał od króla
Władysława 1641 przywilej na starostwo tyrkszlańskie, a od
króla Jana Kazimierza w 1658 przywilej na starostwo wiekszniań-
skie. W powtórnem małżeństwie miał za sobą Barbarę Szwery-
nównę i stale w dobrach żmudzkich Siemianach, po bracie wzię-
tych, przebywał. W r. 1678 Hieronim Ważyński nabył od Sa-
piehy, częścią w wileńskim a częścią w oszmiańskim powiecie
leżące, dobra Oszmianę Murowaną ze wszystkiemi attynencjami.
W akcie sprzedażnym czytamy:
»Ja, Kazimierz Władysław Janowicz na Kodniu y Olszanach
Sapieha czynię wiadomo y zeznawam tym listem dobrowolnym
wieczysto przedażnym zapisem moim komuby o tem teraz y na
potomne czasy wiedzieć należało: iż mając ia w spokojnym dzier-
żeniu y possesyey moiey majętność Oszmianę Murowaną na-
zwaną w Woiewództwie Wileńskiem y powiecie Oszmiańskim
będącą, niegdy od zeszłey Wielmożney Jmć Pani Zophiey Mon-
widowny na Dorohostaiach Tomaszowey Sapieżyney Obozney
W. X. Lit: sławney Pamięci Jmć. Panu Tomaszowi Sapieże
Oboźnemu W. X. Lit: Panu małżonkowi Jmci. przy innych do-
brach prawem wieczystym zapisaną..... nikomu pierwszym ani
poslednieyszym Prawem ani sumami nie obciążoną excepto niżej

208) Córka Bonifacego Paca oboźnego W. Ks. Lit. po śmierci Wojciecha
Ważyńskiego wyszła powtórnie za mąż za Florjana Eperyjasza wojskiego
żmudzkiego. J. Wolff »Pacowie« str. 232.


345 

wyrażonych folwarków w zastawie u niżey mianowanych osób
będących, nikomu inszemu nie zawiedzioną ani obciążoną, tę
maiętność Oszmianę Murowaną z zamkiem murowanym, przez
Moskwę zruinowaną y folwarkiem przy nim będącym, miastecz-
kiem Oszmianą y folwarkami Mereczem alias Taborzyszkami
y Olanami, także folwarkami Ukropiszki w zastawie u Jmć
Pana Maleiewicza we złotych 600, folwarkiem Woycławięta w za-
stawie u zeszłego Jmć Pana Inatowicza Podstarościego Oszmiań-
skiego y sukcessorów onego w sumie pieniędzy 12.000 zł. polskich,
wsią Świnką nazwaną w zastawie u Jmć P. Kozła starosty dzisień-
skiego, w sumie 7.000 zł. będącemi, z budynkami dwornemi y gu-
miennemi, z gruntami wszelkiemi, z zasiewem zboża wszelakiego,
ze wsiami do tey Murowaney Oszmiany i folwarków wyżej spe-
cifikowanych należytemi, na osobliwym inwentarzu ode mnie im
danym opisanemi z mieszczany, z ziemiany, z boiarami, podda-
nemi oyczystemi y zachożemi teraz zostającemi i rozeszłemi, z ich
żonami, dziećmi męzkiego i białogłowskiego rodzaiu, służbą, ro-
botą, powinnością, czynszami, ciachłem, danią miodową, z grun-
tami wszelakiemi oromemi y nie oromemi, prostemi zagrodami,
sadami, łąkami, sianożęciami murożnemi y błotnemi, zaroślami,
gaiami, dąbrowami, lasami, borami, drzewem bartnem, z pszczo-
łami w puszczy y w domach poddanych będącemi, z rzekami, iezio-
rami, łąkami, zatokami, sadzawkami, stawami, młynami, karcz-
mami y ze wszystkiemi pożytkami y przynależnościami, z wolnym
odiskiwaniem precz rozeszłych chłopów poddanych..... excepto
folwarku nazwanego Łokacze y poddanych do nich należących,
także gruntów sianożęci y innych należytości, tak jako się ten
folwark zdawna w sobie ma y teraz w possesyi Jmć Pana Wo-
łodżka Podstolego Smoleńskiego zostaie, które do moiey wolney
dispozycyi wyimuję y zostawuję także i poddanego nazwiskiem
Jendrzeyka Dziemenkiewicza alias kredensarza z Olan będącego,
sobie od tey przedaży czasy wiecznemi excipuje, - przedałem
na wieczne i nigdy nieodzowne czasy Wielmożnemu Jmć Panu
Hieronimowi Ważyńskiemu, staroście Tyrkszlewskiemu 209) za pe- 

209) Powinno być »tyrkszlańskiemu«. Tego rodzaju niedokładności w ów-
czesnych, nawet urzędowych, aktach zawsze mnóstwo.


346 

wną sumę pieniędzy za siedmdziesiąt ośm tysięcy zł. polskich, to
jest do ręku moich wyliczonych y oddanych piędziesiąt y trzy
tysiące złotych a na zniesienie y oddanie sum zastawnych Jmc
Panu Staroście Tyrkszlewskim sumy pieniędzy dwadzieścia pięć
tysięcy złotych zostających. Ma, wolen y mocen będzie Jchm. Pan
starosta Tyrkszlewski Jeym. Pani małżonka, potomkowie y suc-
cessorowie Jchmć. od dnia i daty tego wieczystego zapisu prze-
dażnego moiego, pomienioną maiętnością Oszmianą Murowaną
wszystką ogółem y po części, folwarkami ziemianami, boiarami,
tatarami, poddanemi wieczystemi i zachożemi, wsiami, ziemią
wszelką pod niemi będącą, służbą, płata y powinnością ich, jako
swoią własnością, według woli i upodobania swego rządzić, są-
dzić, pożytki przymnażać, dać, darować, przedać, zamienić, za-
stawić, zapisać, a ja sam przez się, bracią, krewnych, powinnych
y succesorów moich y przez żadną osobę żadney y naymniey-
szey przeszkody y trudności w dzierżeniu y spokoynym wie-
czystym używaniu Jmći czynić nie mam y mocy mieć nie będę......
I na to daię ten móy list dobrowolny, wieczysty zapis za pieczę-
ciami y z podpisy ręki mey y Jchmośc Panów przyiaciół moich
ode mnie na to ustnie y oczywisto uproszonych. Pisań w Wilnie
roku 1678 mca. Julij 30 dnia. Kazimierz Władysław Sapieha mp.
Oczywisto według prawa proszony pieczętarz od J. P. Ka-
zimierza Władysława Sapiehy do tegom się listu wieczystey
przedaży podpisał: Jan Michał Zegrza Wołmiński skarbnik upit-
ski mp. Ustnie proszony pieczętarz od Jmc P. Kazimierza Sa-
piehy do tego listu podpisuię się: Alexander z Łaszczów Łaszcz
ręką swą. Ustnie proszony pieczętarz od Jmć P. Kazimierza Sa-
piehy do tego listu podpisuię się: Szuyski Jerzy Konstanty cze-
śnik Wtwa Brzeskiego«.
Pokolenie IV. Po ustałem życiu Hieronima, synowie jego ro-
bią w 1692 r. dział między sobą. Aleksander Nestor otrzymuje
mocą tego działu dobra na Żmudzi Szegaudzie alias Wysoki
Dwór z attynencjami i Feliksburg w Kurlandji; przypada mu
również w dziale opieka nad siostrami Jagnieszką, Johanną,
Konstancją i Epifanją, »które — jak pisze we wspomnianym dziel-
czym dokumencie - mając w opiece swej, mam do dojścia lat


347 

każdej i pójścia za mąż lub do zakonu, którą do czego Bóg po-
woła, na przystojnej prowizji i ochędóstwie w szatach, chować,
za mąż lub do zakonu powydawać, wszelkim dostatkiem i ko-
sztem swoim z tych majętności, którem wziął na część swoją«.
Hieronim Sebastjan bierze Olany, folwark Węsławienta, wieś
nad Wilją Świnka oraz Siemiany na Żmudzi. Wreszcie Michał
otrzymuje Murowaną Oszmianę z Ukropiszkami i Merecz-Tabo-
ryszki. Na rzecz Aleksandra zrzeka się matka Barbara Hiero-
nimowa w r. 1684 praw swych do starostwa tyrkszlańskiego za
przywilejem króla Jana III. Aleksander Nestor, jako pułkownik
telszewskiego powiatu, odbywa w 1698 r. pospolite ruszenie,
a w 1717 daje pod wody pod amunicję z pod Memla do Mita wy
przewożoną. Ożeniony był z Joanną Terlikowską. Drugi syn
Hieronima, Hieronim Sebastjan, pokojowy JK. Mości, następnie
pułkownik piechoty W. Ks. Lit., za żonę miał Elżbietę de Neuf-
ville, francuzkę rodem, z którą żadnego potomstwa nie miał a po
jej śmierci do zakonu Bazylianów wstąpił i w celi zakonnej ży-
cia dokonał. Trzeci syn Hieronima Michał Eljasz, też dworzanin
pokojowy królewski, ciwunem był wiekszniańskim, trzymał w za-
stawie folwark Giedrojcie w powiecie wileńskim, w Murowanej
Oszmianie rezydował i ożeniwszy się z Danowską, synów miał
czterech a mianowicie: Marcina, Benedykta, Michała i Kazi-
mierza.
Pokolenie V. Synowie Michała Eljasza rozdzielają w 1738 r.
między siebie fortunę w spadku po rodzicu wziętą. Kazimierzowi
dostają się Ukropiszki; Benedyktowi Judejki i Orwidyszki na
Żmudzi oraz dwie kamienice w Wilnie; Michałowi Merecz-Tabo-
ryszki; Marcinowi Murowana Oszmianą. Kazimierz Ważyński,
ożeniony z Wiktorją Wialbutówną, był sędzią grodzkim oszmiań-
skim i objął w spadku po stryju Olany, wyprowadzając linję
Ważyńskich Olańską. Benedykt Ważyński, skarby W. Ks. Lit,
starosta tyrkszlański, pułkownik ks. Żmudzkiego, chorąży pety-
horski królewicza Augusta, rotmistrz telszewski, ożeniony z Gór-
ską, wybrany został przez obywatelstwo ks. Żmudzkiego w 1748 r.
posłem na sejm i zostawiwszy po sobie synów siedmiu, początek
dał linji Ważyńskich lidzkiej. Trzeci syn Michała Eljasza, Mar-


348 

cin, był podstarostą, wojskim, a w ostatku podkomorzym oszmiań-
skim i z Marjanną Nagurską dawszy życie dwóm synom, wy-
wiódł trzecią linję Ważyńskich rodu, linję Taboryską. Czwarty
syn Michała Eljasza, Michał, w roku 1738 skarbny W. Ks. Lit.
i horodniczy województwa wileńskiego, po dokonanym z braćmi
dziale osiadł w Taboryszkach i byłą skromną attynencję Muro-
wanej Oszmiany w pokaźną dźwignął rezydencję.
Mąż to był rzadkich obywatelskich cnót, szerokiej skali umy-
słu, jednającego serca charakteru. Faworyt króla Augusta III,
otrzymał z jego ręki w 1746 r. wysoki urząd pisarza wielkiego
W. Ks. Lit. oraz starostwa krośnieńskie i kiernowskie, które uczy-
niły go panem znacznej fortuny, a fortunę tę potrafił Jmć Pan
pisarz obrócić i ludziom na pożytek i Bogu Najwyższemu na
chwałę. Na lat kilkanaście przed 1770 r. (ściślejszego daty ozna-
czenia nie znaleźliśmy w żadnym dokumencie) fundował w Ta-
boryszkach po dziś dzień istniejący kościół i w 1769 r. kupiwszy
od Antoniego i Anny z Dołmackich Gabryałowiczów krajczyców
województwa wileńskiego Merecz - Ościkowszczyznę ze wsiami:
Juszki, Kiwańce, Podstawki, Agliniszki, przy kościele taboryskim
Karmelitów osadził i zapis dla nich (22.000 zł.) w 1770 r. uczy-
nił, lokując ów kapitał, sposobem zastawy, na świeżo nabytej
Ościkowszczyźnie 210).
We cztery lata po objęciu Taboryszek przez Michała Wa-
ryńskiego stanął we dworze rum świeżo erygowany pod drani-
cowym dachem. Wchodziło się doń sienią dużą, z której w prawo
prowadziły drzwi do izby stołowej, gdzie na ścianie za sto-
łem, między oknami, wisiał obraz Marji Panny Częstochowskiej,
opięty zasłonką muślinową, wstęgą czerwoną ściągniętą; obrazek
św. Bobolego niewielki, papierowy, ozdabiał uszak drzwi prze-
ciwległych. Pokój stołowy miał okien cztery szklonych w drzewo,
stały w nim trzy stoły, dookoła ścian zedle oraz jedenaście róż- 

210) Karmelici uważając siebie za zastawnych tej majętności posessorów,
inkomodowah w następstwie Ważyńskich, spadkobierców Michała, wtrącając
się w administrację i gospodarkę Ościkowszczyzny. Z pod tej kurateli oswo-
bodził majątek dopiero w 1810 r. Antoni Ważyński podkomorzy oszmiański,
wypłacając Karmelitom nie już 22.000, ale okrągłą cyfrą 30.000 zł.


349
 
nych stołków z poręczami i tyleż bez poręczy, na orzechowy ko-
lor malowanych. Przy drzwiach po prawej stronie piec zielony,
z dużym pobielanym kominkiem, przy drzwiach zaś po lewej
kredens stolarskiej roboty z szufladami, na nim lichtarze cynowe
ze szczypcami żelaznemi, na kominku, ku ozdobie, dzbanek far-
furowy. Tu i ówdzie dzbanki i baryłki. Z izby tej wchodziło się
prosto do sypialni; tuż obok pokoik nieduży o jednem oknie na
podwórze wychodzącem, z umeblowaniem czarną skórą obitem,
ćwieczkami mosiężnemi nabijanem. Znów pokój o jednem oknie
ze stołem pośrodku na czerwono malowanym; u ściany tapczan
za gościnne służący łoże. Do sieni przylegała spiżareńka pełna
samołówek na szczury, generalny skład tygielków, kubełków i bla-
szanek. Z sieni wychodziło się na galerję: bierwionami oparka-
nioną, dachem przykrytą, w której końcu tajemniczo ukryty —
pokoik sekretny. Wracając do sieni, napotykało się u drzwi
wielkie magle, oraz kubły i cebry dowodzące, iż w sieniach
właśnie odbywało się pranie. Na wprost stołowej - piekarnia
duża o czterech oknach, z wielkim glinianym piecem, pełna dzież,
rażek, garnków, dzbanów; przy samych drzwiach kunica żelazna
do ściany przybita dla chłopstwa ekscesantów. U piekarni ko-
mora o jednem oknie; tuż zaraz alkierz. Od rumu w lewo wzno-
sił się budynek nowy, słomą kryty, przeznaczony dla rezydencji
administratora. W rumie pańskim, zarówno jak w tej budowli,
podłoga wszędzie gliną wyrównowana, takież same piece z zie-
lonych kafli, takież kominki, takież stoły, takież ławy, jeno że
pan administrator węższem nieco oknem na świat wyzierał, niż
sam dziedzic. Dalsze zabudowania gospodarskie stanowiły: chlew
wielki, chlew mały, obora, chlewek dla owiec, chlewek dla świń,
stajnie, osobna dla klaczy, osobna dla koni i trzecia zapaśna.
Skarbiec miał dwa piętra, szerokie schody i ganek dookoła piętra
górnego; w dolnej jego części stały kufy i beczki pełne wódki
oraz wina i miody. Nie brakło też i dwóch armatek małych spi-
żowych na drewnianych lawetach czerwono malowanych, żelazem
okutych; wiwatowe, groźne tylko hukiem moździerzyki. Od skarbca
w stronę gumna piwnica z ankarkami i baryłkami, zamczysta co
się zowie; w niej beczek piwnych dziewięć i kuf niezliczona ilość.


350 

Opodal świren o sześciu w dole zasiekach a w nim znów spię-
trzone i baryłki puste i pasy rzemienne od szorów i krosna
i skórki baranie na kożuchy i zydle żelazne i koła do kolasy
i wiadra dębowe i skór jałowiczych tuzinów kilka i flaszki gli-
nianne i talki lnu i krobki; na górze zasieków pięć. Od rumu
po prawej ręce kuchnia pod dachem dranicowym, za nią jeszcze
jedna piekarnia obszerna o kilku izbach, przy której stajenka
dla źrebców, szczelnie opierzona. Przed piekarnią chlewek dla
owiec; dalej spichlerz w dwa piętra z przyświrnem, u zewnętrz-
nych ścian którego kolumny gontów. W spichlerzu tym zasie-
ków ośm i znowu skład przeróżnych różności, wśród których
niebrak nawet sprężyn żelaznych o siedmiu zębach na bobry;
tam też pytel, tam generalny skład wszelkich skór, wszelkich za-
pasów lnu, wełny, konopi i gospodarskich narzędzi: tam wiszą
głowizny, kumpie, połcie słoniny, schaby, półgęski, kiełbasy i wę-
dzonki. Na gumnisku dwa gumna i osiecie, w dali długa szopa
słomą kryta, pod którą brusowanych bierwion zapas sześciu kop,
przy końcu zaś szopy pod ogrodami, studnia na krynicy pod da-
chem; za tą studnią sadzawka, dalej młyn, browar, a w browa-
rze łaźnia. Po lewej stronie stawy dwa, a w jednym z nich skrzy-
nia w wodę wpuszczona dla chowania ryb na potrzeby pańskie.
Trzeci staw po prawej stronie drogi wiodącej ze dworu do wsi.
Wszystkie te trzy stawy jałowe a jeden z drugim korespondują.
Czwarty staw na rzece Mereczy, z którego woda ma swój dukt
na młyn i walusz. In super jeszcze stawów trzy zarosłych. —
Wysiewało się podówczas (w 1741 r.) w Taboryszkach beczek
żyta dwadzieścia siedm, stało na stajni koni dziewięć przeważnie
rasy żmudzkiej, ozdobę dworskiego ptactwa stanowiły — paw'
i pawica. 
Michał Skarbek -Ważyński w bezżeństwie żył i w 1773 r.
umarł, zapisawszy testamentem »mając ze zrządzenia boskiego,
osobliwą miłość i afekt ku synowcowi swemu Antoniemu«, temuż
Antoniemu, sędziemu grodzkiemu oszmiańskiemu, dobra swoje
Merecz-Taboryszki ze wsiami Słoboda, Małyniszki, Taboryszki,
Wydrańce, Sejluki, Złociszki, Grygi, Pobień, Ancule, Łukszyszki
oraz całą swoją ruchomość. W roku następnym Antoni, dziedzic


351

po ojcu Murowanej Oszmiany, wszedł we władanie Taboryszek
jako też i niezliczonej ilości makat, żupanów, pasów, kontuszów,
kierei, tabakierek, karabel, janczarek, relikwiarzy, lasek, czapek,
futer, cynowych i miedzianych naczyń oraz biblioteki całej dzieł
polskich, łacińskich i francuskich, po pisarzu wielkim pozo-
stałych.
Pokolenie VI. Benedykt, starosta tyrkszlański 211), siedmiu
miał synów: Onufrego prezydenta ziemskiego telszewskiego, Mi-
chała szambelana, Pawła, sędziego grodzkiego telszewskiego, Fe-
liksa starostę tyrkszlańskiego, ciwuna retowskiego, obranego de-
putatem na trybunał główny W. Ks. Lit. w 1791 r., Ignacego, Jó-
zefa i Antoniego piastującego w 1795 r. skarbnikowstwo W. Ks.
Lit. — o których, że w lidzkim powiecie i na Żmudzi osiadłszy,
wywiedli linję Ważyńskich, dóbr w Oszmiańskiem nie mającą,
gołosłowną tylko wzmiankę na tem miejscu się kładzie. O Anto-
nim skarbnym W. Ks. Lit, dziedzicu dóbr Hołdy w powiecie
lidzkim i Będry w trockim, wspominają często w 1761 r. »Gazety
Wileńskie«, zaliczając go do najdystyngowańszych sfer ówcze-
snego towarzystwa wileńskiego. Feliks, generalny komendant siły
zbrojnej powiatu telszewskiego w 1792 r., oprócz wspomnianych
dóbr po bracie Antonim w spadku wziętych, posiadał Pobolwiany
w księstwie Żmudzkiem.
Marcin Skarbek-Ważyński (linja Taboryska) miał synów
dwóch: Antoniego i Ignacego, którzy w 1788 r. spadek ojcowski
między siebie rozdzielili. Antoni, urodzony 1741 r. w Murowanej
Oszmianie i tamże ochrzczony, sędzia grodzki, następnie podko-

211) Akt ostatniej elekcji dn. 6 września 1764 r. podpisali jako deputo-
wani powiatu oszmiańskiego, między innymi: Michał Brzostowski koniuszy
W. Ks. Lit., Marcin Teodor Oskierka starosta miadziolski jako dyrektor Koła
rycerskiego powiatu oszmiańskiego do sejmików poselskich na sejmie elek-
cyjnym, Tadeusz Kociełł starosta markowski, Wiktor Lachowicki Czechowicz
podstoli oszmiański, Antoni Huturowicz podstarosta sądowy oszmianski, An-
drzej Sawicz Zabłocki łowczy pow. oszmiańskiego, Józef Skarbek Ważyński
koniuszy pow. oszmiańskiego, Ignacy Wołodźko strażnik oszmianski, Kon-
stanty Chomiński starosta hubski, Stanisław Sulistrowski starosta iżycki,
Aloizy Sulistrowski, Tadeusz Sulistrowski, Adam Jankowski regent pow.
oszmiańskiego, Benedykt Skarbek Ważyński sędzia oszmianski. Vol. leg. VII 230


352

morzy oszmiański, bezżenny, otrzymawszy, jak się wyżej rzekło,
w spadku po stryju Taboryszki, zrzekł się na brata Ignacego
wszelkich praw swoich do ojcowizny 212). On to nabył od Rome-
rów w r. 1787 graniczącą z Taboryszkami posiadłość Kierde-
jowce w powiecie wileńskim za 68.340 zł. i część Miednik w 1781 r.
od Kozła Paklewskiego. Pochowany leży pod wielkim ołtarzem
w kościele taboryskim. Ignacy, szambelan królewski, ożeniony
z Barbarą Łopacińską, był komisarzem cywilno-wojskowym osz-
miańskim, był deputatem na trybunał gł. litewski, był sędzią
ziemskim, był wreszcie chorążym oszmiańskim 213). W jego ręku
skupiły się w jedną dużą całość: Murowana Oszmiana z attynen-
cjami i po bracie wzięte Taboryszki wraz z przykuplami Anto-
niego. Sam szambelan Ignacy dokupił w 1786 r. od Jankowskich
Piktuszę, od Bortkiewiczów 1787 r. Bortkiewicze, od Gołginów
za 2200 zł. Gołgieniszki, w 1785 r. od Adama Krepsztula skarb-
nika oszmiańskiego Pogiry, następnie Jurszany i kilka innych
jeszcze pomniejszych sched w powiecie wileńskim. Murowana
Oszmiana we władaniu szambelana Ignacego miała w 1796 r.
z wioskami i folwarkami dymów 135, dusz męskich 444, żeńskich
490, lasu włók 8, sianożęci włók 15, ogółem ziemi wszystkiej
włók 158, morgów 16. Dwór leżał podobnie jak dziś tuż u drogi
wiodącej do Oszmiany, zdobny murowanym w dwa piętra pała-
cem. Za rzeką wznosił się kościół drewniany pod wezwaniem 

212) Obrany 24 kwietnia 1794 r. w Wilnie członkiem deputacji skarbu
publicznego wespół z Radziwiłłem kasztelanem wileńskim, Tomaszem Wawrze-
ckim, Janem Nepomucenem Horainem, Florjanem Syruciem sędzią kowieńskim
i innymi. Gas. wol. Warszawska. Nr. 5 z dn. 10 maja 1794 r.
213) R. 1786. Pod marszałkowstwem Marcina Oskierki obrano w Oszmianie
na podkomorzego Józefa Ważyńskiego, na chorążego Ambrożego Koziełła, na
prezydenta ziemskiego Franciszka Poźniaka, na sędziów ziemskich Antoniego
Ważyńskiego, Ign. Chomińskiego i Wikt. Czechowicza, na stolnika Ign. Poź-
niaka, napodstolego Macieja Czechowicza, na miecznika Mik. Jankowskiego etc.
R. 1797. Urzędnicy i obywatele powiatu oszmiańskiego, w terminie podług
uniwersału przez Jakóba Bułhakowa, tajnego konsyliarza, litewskiego guber-
natora publikowanego, zgromadziwszy się do Oszmiany dnia 20 kwietnia na
obrady sejmikowe, powołali »za powszechną obywatelską zgodą« na urząd
marszałka Franciszka Poźniaka, na funkcję podkomorzego Anioniego Ważyń-
skiego; dnia zaś następnego obrano na chorążego powiatu Ignacego Ważyń-
skiego. (Porów. Kalendarze wileńskie z owych lat.)


353 

św. Trójcy; pod miasteczko podchodziły poletki folwarków Mia-
dziowszczyzna i obu Piktusz Wielkiej i Małej.
Kazimierz Ważyński miał synów trzech: Józefa, Benedykta
i Porfirego. Benedykt prawa swoje na Ukropiszki w 1757 r.
przelewa na brata swego Józefa, obaj spłacają trzeciego brata
Porfirego, na Józefa przechodzą po Hieronimie Sebastjanie spad-
kowo dobra Olańskie i tym rzeczy porządkiem staje się Józef
właścicielem Ukropiszek i Olan. Ukropiszki przedaje 1761 r.
Nagurskiemu i na stałą rezydencję przenosi się do Olan. Oże-
niony w 1762 r. ze Swadkowską 214), różne krajowe odbywa posługi
jako pisarz grodzki oszmiański, jako poseł na sejm elekcyjny
króla Stanisława Augusta, jako deputat, wreszcie jako podko-
morzy oszmiański; w dożywociu miał starostwo kierniowskie
w wojedwództwie wileńskiem. Umierając w 1793 r. zapisuje
w testamencie majętność swoją dziedziczną Olany z attynencjami
oraz osobistą dokupię majętność Swadkowicze w województwie
mścisławskiem dwóm synom swoim, którzy mogą je rozdzielić
między siebie, za radą atoli i pomocą stryja swego Antoniego,
sędziego grodzkiego, »którego równie jak ojca słuchać mają .
Benedykt rotmistrzem był powiatu oszmiańskiego; Porfiry przez 

214) Jaką rzeczy koleją małżeństwo to doszło do skutku, czytamy w Pa-
miętnikach« Matuszewicza: Była w Wilnie Dąbrowska z domu Bułharynówna,
która w pierwszem małżeństwie była za Swadkowskim i z nim miała dwie
córki: starszej już był rok trzynasty, i jak Swadkowski, stryj tej panny, wy-
grał z Szemetem sprawę, tak na tę pannę najmniej posagu przychodziło na
półtora kroć sto tysięcy złotych. Panienka przytem nie szpetna; wielu zatem,
po wygranej sprawie, zaczęła mieć konkurentów. Ja sekretnie starałem się,
aby ta panienka poszła za Judyckiego, deputata trockiego, i gdy juz Judycki
i od matki i od córki otrzymał deklarację, szło tylko o to, aby wyjechawszy
z Wilna i w województwo mścisławskie zajechawszy, ślub wziął Judycki. Ale
domyślił sie marszałek trybunalski i biskup wileński, który najprzód wydał
inhibicje, aby sie nikt nie ważył dawać ślubu Judyckiemu ze Swadkowską a
potem zaprosiwszy Brzostowski, pisarz litewski, do siebie Dąbrowska i córkę
jej Swadkowską na obiad, na którym obiedzie i biskup wileński znajdował sie,
tak i łagodnie i mocno nastąpili na Dąbrowską i na córkę jej, Swadkowską,
że musiały dać deklarację Ważyńskiemu, koniuszemu oszmianskiemu, którą
deklaracje skoro otrzymano, zaraz biskup wileński ogłosił, że daje —
zaraz go podpisany dał. A tak w tymże czasie Swadkowskiej z Ważyńskim
ślub dano«. »Pamiętniki« wyd. 1876. III. 200. 

POWIAT OSZMIAŃSKI
 23


354

zakonną Bazyljanina celę doszedł do stolicy biskupiej; biskupem
był chełmskim i bełskim 215).
Pokolenie VII. Jedynym przedstawicielem taboryskiej linji
Ważyńskich został Marcin, urodzony w 1796, zmarły w 1873 r.,
syn Ignacego. W 1815 r. poślubił Teklę Umiastowską i wziąwszy
po niej 320.000 zł. w posagu, stosując się do przepisów statutu
litewskiego, zapisał jej sowitą (podwójną) oprawę w sumie 665.000 zł.
czyli 99.000 rubli, opartych na Taboryszkach, Kierdejowcach, Ości-
kowszczyźnie, Batajkowszczyźnie i innych licznych swoich dóbr
attynencjach. Zamożny to był wielce pan, a jako podkomorzy
oszmiański wpływowy niemało. Do rąk jego wróciły w 1815 r.
Ukropiszki i w tymże roku przeszły doń Wialbutów i Giedejki.
Przymnożył podkomorzy Ważyński fortuny ale też i znaczną
jej część, niezależnym od niego zbiegiem okoliczności, miał
w rychle utracić. Podkomorzyna Tekla Ważyńska, na szeroką
żyjąc skalę, nagromadziła długów tyle, że mąż jej, dla zaspoko-
jenia licznych kredytorów, uczuł się zniewolonym oddać część
ziemskich swoich posiadłości pod taksę exdywizorską. Nastąpiła
ona między 1829—1831 r. Murowaną Oszmianę w 1814 r. liczącą
759 dusz obojga płci, wzięli Korewowie. Władał nią marszałek
trocki Ksawery Korewa,. następnie Mikołaj Korewa, który zo-
stawił Murowaną Oszmianę w spadku synowcom swoim. Ci to

215) Mąż zacny i prawy, prezydował w komissyi porządkowej chełmskiej.
»Przegląd archeologiczny lwowski« ogłosił drukiem jego »Djarjusz«. Gdy król
Stanisław August bawił gościną u ks. Panie Kochanku w Nieświeżu i gdy
przedstawiały mu się tam delegacje dyssydentów, wystąpił naonczas ksiądz
Ważyński, opat Bazyljanów żyłarzewskich w djecezji łuckiej, a później biskup
chełmski, »mąż obznajomiony gruntownie z historją kościelną narodów, pisma
świętego i wszystkich soborów i miał w łacińskim języku dwugodzinną mowę«.
W pierwszej jej części mówił mocno przeciw różnowiercom, ale w drugiej
części mowy swojej gruntownemi argumentami z Pisma i historji kościoła
dowiódł, jak szkodliwem jest dla wiary katolickiej prześladowanie różnowier-
ców i jak szkodliwy wpływ ma to prześladowanie na polityczne interesa kraju.
Skonkludował nareszcie, że pomyślność, bezpieczeństwo kraju i rząd doskonały
wzmacnia się przez tolerancję różnych wyznań i ofiarowanie różnowiercom
opieki krajowej. Po tej mowie księdza opata Ważyńskiego zaciętość fana-
tyczna tak biskupów katolickich jako i cywilnych obywateli nieco zwolniała«.
(Pamiętnik o ks. Karolu Radziwille według rękopisu ze zbiorów W. hr. Bawo-
rowskiego. Lwów 1864.)


355 

właśnie Korewowie, herbu Dębno, właścicielami są dziś staro-
dawnej Murowanej Oszmiany. Z tejże exdywizji dóbr Marcina
Ważyńskiego Wialbutów odszedł do Śniadeckich i do dziś dnia
w ręku ich pozostaje, Giedejki przeszły do Czernickich, których
po dziś dzień są własnością; sąd exdywizorski oderwał nadto od
ogólnej masy dóbr Marcina Ważyńskiego folwarki Grzymałowsz-
czyznę, Bortkiewicze, Gołgieniszki, obie Piktusze i wieś Żurawy.
Linja lidzka Ważyńskich skupiła się w osobie jedynego
syna Feliksa Ważyńskiego, Antoniego, urodzonego 1788 r. Był
on marszałkiem powiatu lidzkiego i dziedzicem dóbr Hołdy w po-
wiecie lidzkim (dusz 257), Pobolwiany w Szawelskiem oraz wzię-
tych po żonie Laskowiczównie majętności Iszczołda w powiecie
lidzkim (dusz 366) oraz Nowosiady w Nowogródzkiem.
Dwaj synowie Józefa (linja Olańska), Michał i Józefat, roz-
dzielili między siebie ojcowiznę. Olany wziął Michał, starosta
kiernowski, z Wołłowiczówną ożeniony. Józefat, mąż Komarówny,
był podkomorzym oszmiańskim.
Pokolenie VIII. Linja taboryska: jedyny syn Marcina Edward
Skarbek-Ważyński urodzony 1816 r., dziedzic Taboryszek, oże-
niony z Hrebnicką, zmarły w 1867 r. Linja lidzka: jedyny syn
Antoniego Bolesław, urodzony 1827 r., właściciel dóbr w powie-
cie lidzkim. Linja olańska: dwaj synowie Michała: Bartłomiej,
zmarły w młodym wieku bezpotomnie i Porfiry dziedzic Olan.
Pokolenie IX. Linja taboryska: jedyny syn Edwarda Karol,
ożeniony z Marją Rastoy, właściciel Taboryszek, zmarły w 1887 r.
Linja olańska: syn Porfirego Leon, ożeniony z Olimpją Szwy-
kowską, dziedzic Olan.
Pokolenie X. Linja taboryska: jedyny syn Karola Józef, uro-
dzony 1879 r., dziedzic Taboryszek. Linja olańska: syn Leona
Władysław, ożeniony z Wandą Górską.
Pokolenie XI Linja olańska: syn Władysława Konstanty.




 23*


356 

Murowana Oszmiana, Ukropiszki i Oszmiana Dziagirdow-
Ska 216), następnie Chorążyszkami przezwana, wraz z mnogiemi
wsiami i attynencjami przez czas tedy krótszy lub dłuższy, rzec
można, w ciągu trzech stuleci, należały do dziedzictwa Ważyń-
skich. Gdy wciągnąć nadto w rachubę Wialbutów i Giedejki
z pomniejszemi ich dependencjami, które na początku bieżącego
stulecia stanowiły również posiadłość Ważyńskich, śmiało twier-
dzić można, że cały, duży trójkąt ziemi, którego jeden bok sta-
nowi trakt z Oszmiany do Wilna idący, którego bok przeciw-
legły stanowi gościniec z Oszmiany przez Graużyszki biegnący
ku Klewicy a bok trzeci opiera się o zachodnią granicę powiatu,
należał przez czas dłuższy lub krótszy a i dziś jeszcze w pewnej
części należy do Ważyńskich. Losy tych wszystkich majętności
biegną albo z sobą równolegle, albo rozchodzą się na czas pe-
wien, aby znów złączyć się z sobą w ręku którego ze Skarbków-
Ważyńskich.
Do skreślonych powyżej dziejów Murowanej Oszmiany,
dziś znacznie zeszczuplonej dokonaną przez Korewów parcela-
cją wielu sched do niej należących, dołączamy na tem miejscu
szczegółowszy nieco rys dziejów dwóch główniejszych Murowanej
Oszmiany attynencyj — Ukropiszek i Chorążyszek.
W miejscowości dającej się ściśle określić a zwanej już wów-
czas Ukropiszki, siedzieli jako właściciele ziemscy w XV wieku
Narwojszowie a ślad ich bytności przechował się w aktach pro-
cesu, wytoczonego przez dwóch braci Narwojszów o część ukro-
piskich gruntów, nadanych im przez w. ks. litewskiego Witolda,
brata Jagiełły. Spór rozstrzyga król Aleksander Jagiellończyk
(1501—1506 r.), przyznając Narwojszom rację i prawa ich na
Ukropiszki potwierdzając. Wówczas to sąsiadują z Ukropiszkami 

216) Kilka, jak widzieliśmy, miejscowości nosi nazwę wspólną: Oszmiana.
Najpierw miasteczko samo powiatowe, powtóre oto Oszmiana (vel Oszmianka)
Olechnowiczów lub Irzykowska, następnie zwana Murowaną, potrzecie nie-
wielka majętność dziś zwana Sylwerstowszczyzna, a niegdyś zwana Oszmiana
Sylwestrowską; poczwarte Oszmiana Dziagirdcwska przezwana Chorążyszkami;
popiąte Oszmiana Naruszewiczowska, dziś Daukszyszki pod Łubianką- po-
szóste Oszmiana Stara, gdzie do dziśdnia stoją mury franciszkańskiego
kościoła.


357 

posiadłości ziemskie wielmożnego magnata Mikołaja Monwida Do-
rohostajskiego wojewody połockiego, więcej na północ powiatu
posunięte 217). Narwojszowie temuż Dorohostajskiemu Ukropiszki
swoje sprzedają. Włada niemi Dorohostajski niedługo, albowiem
już w 1577 r. znajdujemy Ukropiszki w posiadaniu Piotra syna
Stanisława Drowinickiego-Sakowicza pisarza ziemskiego oszmiań-
skiego, który procesuje się z sąsiadami o tę majętność swoją »za
dorohoiu welikoiu wilenskoiu kotoraia idet z Wilni do Oszmeny,
jeduczy z Wilni po lewey ruci«.
Jakie w następstwie losu koleje przechodziły Ukropiszki,
dokładnie powiedzieć nie umiemy, wiemy tyle tylko, że zlały się
z dobrami Murowana Oszmiana, we władaniu Dorohostajskich
zostającemi i, przeszedłszy wspomnianą wyżej koleją w dom Sa-
pieżyński, są w 1655 r. dziedziczną własnością Aleksandra na
Maciejowie Sapiehy biskupa wileńskiego. W tymże 1655 r. od-
daje on Ukropiszki wraz ze wsiami Ponetecz i Kołociszki, odzie-
dziczonemi po bracie Tomaszu Sapiezie oboźnym W. Ks. Lit. w za-
staw za sumę 5.000 zł. niejakiemu Protasewiczowi. Stał tam dom
stary słomą kryty, gumno, obora, był ogród owocowy, była opo-
dal karczma »przy gościńcu oszmiańskim«, oczywiście na tem
samem miejscu, gdzie i dziś karczma stoi ukropiska; wysiewało
się żyta beczek wileńskich 35, pszenicy beczek 3, jęczmienia be-
czek 6. Niewiedzie się zastawnikowi Jmć panu Protasewiczowi.
Wzięty zostaje do niewoli moskiewskiej (oczywiście czasu zdo-
bywania Wilna przez w. ks. moskiewskiego, wezwanego w gra-
nice Rzeczypospolitej przez Chmielnickiego za panowania Jana
Kazimierza) i tam czas niemały pozostając, żadnego rzecz prosta,
z tej zastawy pożytku niema. To też, kiedy w 1670 r. Jmp. Pro-
tasewicz wypuszczony zostaje na swobodę i do Ukropiszek, sro-
dze spustoszonych, wraca, dobrotliwy biskup Sapieha, wynagra-
dzając niejako straty i alteracje poniesione, dodaje mu do ukro-
piskiej zastawy Tołminów.
W ośm lat potem odbywa się ważna dla całej okolicy tran-
zakcja. Dziedzic dóbr Murowana Oszmiana z mnogiemi atty-

217) Porów, przypisek o Suchodołach str. 101.


358 

nencjami Kazimierz Sapieha przedaje w 1678 r. wszystkie te do-
bra swoje w oszmiańskim powiecie sytuowane Hieronimowi Wa-
żyńskiemu, który natychmiast spłaca zastawę Ukropiszek ówcze-
snemu ich zastawnikowi i wchodzi w posessję tej Murowanej
Oszmiany attynencji.
Z działu między synami Hieronima Ważyńskiego, w 1692 r.
uczynionego, otrzymują Ukropiszki w liczbie innych posiadłości
dwaj bracia Hieronim i Michał Ważyńscy pokojowi dworzanie
J. Kr. Mości, ci zaś również dział między sobą czynią, mocą któ-
rego Ukropiszki przypadają na dolę Michała Ważyńskiego i prze-
chodząc z ojca na syna, z dziedzicznego władania w dziedziczne
władanie, dostają się z biegiem lat i okoliczności, o których na-
pomknęło się na innem miejscu, w ręce Kazimierza Ważyńskiego
starosty poniańskiego, ożenionego z Wiktorją Wialbutówną (trzy-
mającego w zastawie Wialbutów).
Był to już rok 1738. Przy Ukropiszkach szły podówczas
wsie Uglewy, Tołminów, Ponetecz, Kołociszki, Wołoycie, zaścia-
nek Św.-Duchski (pod samą Oszmianą) i zaścianek Borkiszki.
Kazimierz Ważyński zostawia po sobie dwóch synów a ci, nie-
chcąc dzielić ojcowizny, urządzają się w ten prosty sposób, że
Benedykt prawa swoje do połowy Ukropiszek na brata Józefa
przelewa (1757). Był atoli i brat trzeci, skromny Bazyljanin, Por-
firy, późniejszy biskup, któremu ojciec Kazimierz był »nie więcej
jak tylko 3.000 zł.« zapisał. To też przy dziale majętności ziem-
skich nie wciągnięto w rachubę brata Porfirego, Józef Ważyński
atoli stawszy się całych Ukropiszek właścicielem, czuł się w obo-
wiązku sumę należną bratu wypłacić, nie czekając nawet upo-
mnienia sie o nią. Zdziwił się niepomału brat Porfiry otrzymu-
jąc, jakby z nieba nań spadłe, owych 3.000 zł. i zdziwieniu swemu
w odpowiednim kwicie folgę daje, z wdzięcznością wspominając
rodzica, co »uspakajając mnie Xiędza Porfirego Ważyńskiego ze
wszystkich dóbr i sum pro sorte mea przychodzących« taki mu
oto pośmiertny prezent uczynił. Tenże Józef, człek jak widać
zacny i obowiązkowy, wyposażył z własnej braterskiej inklinacji
siostrę Giertrudę, wydaną za Snarskiego stolnika rzeczyckiego,
i w świętej zgodzie z sąsiadami i rodzeństwem trwając, przy-


359 

kładnie rezydował w Ukropiszkach swoich, odbudowanych pięk-
nie po pożarze 1749 r. podczas którego nietylko budowle, ale co
ważniejsza, znaczna część dokumentów tam przechowywanych
zgorzała.
Co mogło go skłonić do pozbycia się tej dziedzicznej ma-
jętności? Odpowiedzi na to nie mamy, dość że w 1761 roku prze-
daje za 130.000 zł. »w srebrnej dobrej staropolskiej niebrakownej
monecie« Ukropiszki Jakubowi Nagurskiemu staroście powę-
skiemu i takim to rzeczy składem Ukropiszki owe, mające już te-
raz pod sobą wsie Ponetecz, Szwaby, Tołminów, Uglewy, Koło-
ciszki, Wołojcie alias Burbiszki, oraz zaścianki Św.-Duchski i Gra-
biszki (w następstwie i do dziś dnia Grabliszki zwany), prze-
trwawszy w ręku Ważyńskich od 1678 do 1761 r., to jest przez
lat 83, z rąk im się wymknęły. Miały do nich wrócić dopiero
w lat kilkanaście potem.
Nastały w Ukropiszkach rządy Nagurskich.
Wspomniany Jakób Nagurski starosta powęski, w następ-
stwie ciwun birżański, w lat parę po nabyciu Ukropiszek, kupuje
od Antoniego Despot-Zenowicza wojskiego połockiego dobra Cho-
rążyszki za 57.000 zł. i zostawszy pokaźnym w oszmiańszczy-
znie dziedzicem - nieustanne z sąsiadami swymi prowadzi,
a zwłaszcza wszczyna zatargi. Długą-by tych procederów dało
się listę ułożyć.
Poprzestaniemy na zaznaczeniu charakterystycznej kłótni
między Jmć Panem Nagurskim Jakóbem a Jankowskimi dziedzi-
cami sąsiadujących z Ukropiszkami Polan, o zaścianek Gra-
biszki (w następstwie Grabliszki i tak po dziśdzień zwany). Za-
ścianek ów, mający włókę i ćwierć obszaru, znajduje się dziś mię-
dzy polami folwarku Jagiełłowszczyzna Ważyńskich a gruntami
folwarku Legowszczyzna Jankowskich. Zabudowania stały na
nim niegdyś. Otóż tedy o ową włókę ziemi szedł z dawien dawna
między Ukropiszkami a Polanami dyferencyjny proceder. W roku
pańskim 1768 wszczęli go tym razem a po raz niewiedzieć już
który — Jankowscy. Krewkiej natury Jmćpan Mikołaj Jankow-
ski dziedzic Polan ówczesny »czyniąc na kontempt praw pospo-
litych i konstytucyj sejmowych de securitate bonorum terrestrinm,


360 

roku terazniejszego 1768, ze dnia dziewiatego na dzien dziesiaty
miesiaca Nowembra, nocna pora, sine ulla ratione, zebraną vio-
lenter niemala gromada varias conditionis ludzi i ze spędzonym
poddaństwem polanskim, z różnym orezem do boju, wiolencji
i ekspulsji przysposobionym, najechawszy zascianek Grabiszki,
budynek w tymże zascianku porąbać kazał i zrujnował przez co
gwałt, wiolencje i jawna ekspulsje spokojnego i nigdy nienaru-
szonego dzierzenia uczynił«. Podniosło to oczywiscie na nogi
Jmćpana Nagurskiego. »Jenerala« posłał na miejsce a generał
skonstatowawszy straszna Grabiszek dezolacje, protokól spisał
odpowiedni, zaznaczajac w nim wyraźnie, według urzedowej for-
mułki, że: »gdym sie pytał tak u okolicznych sasiadów, jakoteż
u ludzi których w tych Grabiszkach zastałem, przez kogoby ta-
kowa gwałtowna wiolencja i jawna ekspulsja, oraz zrujnowanie
budynku popelnione były, wszyscy mi jednostajnie czynili relacje,
iż przez JmćPana Mikołaja Jankowskiego regentowicza grodz-
kiego powiatu oszmiańskiego«. Jmć Pan Nagurski cisnał tedy do
Polan pozew siarczysty. Stało w nim czarno na białem, że wy
Waszmość Panowie Jankowscy (Polany, niedzielone wówczas, na-
leżały prawnie do pieciu braci Jankowskich) »niesłusznie urościw-
szy zawiedzionego apetytu do cudzych gruntów pretekst, mniej
dbajac na rygor prawa pospolitego o gwaltownikach, wiolato-
rach i ekspulsorach przypisanego, zgromadziwszy, ze wsi polan-
skich, chlopów i innych ludzi swywolne kupy różnej kondycji,
do wiolencji i ekspulsji dobrze przysposobionych, sam zas WJm.
pan Mikołaj Jankowski armata manu et tumultuario ausu, na fol-
wark Grabiszki, w wieczystej possesji Jmć pana Nagurskiego
z dawna zostający, naszedłszy, bez żadnego pretekstu ściany
wszystkie, węgły i krokwie i drzwi porąbaliscie, dach i budynek
z gruntu violenter zrujnowaliście, gwałt prawu pospolitemu po-
pełniliście i żałującego delatora ze spokojnego dzierżenia wybi-
jając, jawną ekspulsję uczyniliście! Zanim jednak do sądu przy-
szło upłyneło akurat miesięcy dziewięć. Przez ten czas obie po-
waśnione strony swiadczyły sobie jak kto chciał i mógl wza-
jemne sasiedzkie przysługi: tłukł Jmć Pan Nagurski chłopów po-
lańskich, wiozących drzewo gościńcem mimo Ukropiszek, tłukli


361 

chłopi polańscy chłopów ukropiskich i zanim do sądu o wiolencje
Grabliszek przyszlo, cztery nowe procesy z tego zarzewia uro-
sły. Sąd obszernie i fundamentalnie rozpatrzył wywody stron
obu. Jankowscy nie zapierając się wcale uczynionego gwałtu,
bronili sie tem, że zaścianek Grabliszki nigdy przenigdy atty-
nencji Ukropiszek nie stanowil i nie stanowi, że zaścianek ów
przeciwnie do gruntów polafiskich należeć powinien. Nagurski
istotnie, z praw swoich do Grabliszek wylegitymować się nie
mógł. Słowem jawna i oczywista - dyfferencja. Sąd pozbawiony
dowodów niezbitych i przekonywajacych, wydaje dnia 17 czerwca
1769 r. dekret inkwizycyjny, polecajacy dwóm urzednikom a mia-
nowicie Ignacemu Wołodźce ex parte Nagurskiego i Andrzejowi
Zabłockiemu ze strony Jankowskich udać się na miejsce awan-
tury i tam wysłuchać samych stron, oraz odebrać swiadectwa od
ludzi wiarygodnych, szlacheckiego stanu, rzeczy świadomych. Na
zasadzie takiej to inkwizycji, wizji i werefikacji zapaść ma na-
stępnie ostateczny wyrok. Wołodźko i Zabłocki naznaczają dla
zjechania się do Grabliszek dzień 3 pazdziernika 1771 r. i wzy
wają urzędowemi listami szlachtę okoliczną na swiadków. Nad-
chodzi dzień 3 października; szlachta-swiadkowie stają do in-
kwizycji, nie przybywają tylko - sami panowie urzędnicy. Tedy
szlachta-swiadkowie odpowiedni spisują protokół jako «aż do za-
chodu słońca przybycia WW. PP. Urzędników oczekiwaliśmy się«. Tak
a niedoczekawszy zjechania Jchmościów nietylko na dniu trze-
cim, lecz i na dniu czwartym Oktobra, rozjechaliśmy się
spełzł na niczem i zakonczył się proceder o Grabliszki. Wzna-
wiali go nastepnie róznemi czasy i Nagurscy i, objąłszy po
nich Ukropiszki, Ważyńscy a zawsze sprawa cała dla braku jaw-
nych a niezbitych dowodów nie osiągała żadnego pozytywnego
rezultatu, wznawiajac tylko odieczną dyferencyjną kłótnię. Zni-
kły z widowni zaścianka zabudowania wszelkie; włoka ziemi, po
rosła w części lasem, leżała odłogiem, las rozkradli chłopi z wio-
sek sąsiednich i sprawdzało się w Grabliszkach owych raz jesz-
cze łacińskie przysłowie, że duobus litigantibus tertius gaudel. Aż
wreszcie po latach eta dwudziestu z okładem waśni i zatargów,
spór o Grabliszki, z sasiedzkiego między sobą porozumienia, do-


362

browolnie zakończyli w 1890 r. właścicielka Ukropiszek i właści-
ciel Polan, rozdzieliwszy między siebie sporną włókę ziemi
grabliskiej.
W roku 1802 umiera bezpotomnie w Wiedniu Kajetan Na-
gurski chorąży powiatu szawelskiego 218), pan, rzec można, olbrzy-
miej fortuny, dziedzic licznych majętności, głównie na Żmudzi
sytuowanych i testamentem tamże w Wiedniu 12 kwietnia 1802 r.
sporządzonym, dobra swoje wszystkie, obciążone zapisami wyno-
szącemi przeszło miljon złotych, oraz długami niemniej pokaź-
nemi, zapisał rodzonej siostrze swojej Joannie z Nagurskich Żu-
kowskiej podkomorzynie mścisławskiej, oraz rodzonej siostrze-
nicy swojej Katarzynie z Hołyńskich Bułharynowej podkomo-
rzynie wołkowyskiej. Po zgonie Kajetana Nagurskiego podko-
morzyna Żukowska, chcąc uczynić podział spadłego na nią i Buł-
harynową majątku, jakoteż uprzątnąć wszelkie pochodzące z tego
źródła sprzeczki, wydała mężowi swojemu plenipotencję, mocą
której podkomorzy Żukowski zawarł z Bułharynową wieczysto-
dzielczy dokument, skutkiem którego majętność Ukropiszki z Cho-
rążyszkami stała się własnością Bułharynowej. Bułharynową we
dwa lata potem, w 1804 r. sprzedała te dobra swoje podkoniu-
szemu Pawłowi Bułharynowi 219), a ten nacieszywszy się niemi
rychło, znowu we dwa lata potem (1806) resztę schedy nabytej
od Bułharynowej, w której się zawierała majętność Ukropiszki
z Chorążyszkami, przedał wiecznością Kazimierzowi i Joannie
Żukowskim. Tak więc znowu Ukropiszki z Chorążyszkami prze-
szedłszy tylko przez ręce Bułharynów, powróciły w dom sukce-
sorów Kajetana Nagurskiego a po śmierci Kazimierza Żukow-
skiego syn jego Antoni, stawszy się jedynym wszystkich dóbr
Żukowskich dziedzicem, w rzędzie innych majątków, władał też
i bezsprzecznie Ukropiszkami. 

218) Kajetan Nagurski - umierając, dał wolność wszystkim poddanym swoim
włościanom. W Ukropiszkach rozeszli się wszyscy, porzuciwszy domy, tak że
ze stu chat zaledwie 17 zostało we wsi Tołminowie. (J. Karczewski. Pamiętnik).
219) Za Ukropiszki łącznie z Chorążyszkami płacono wówczas, w 1804 r.
Rocznej dzierżawy 525 czerwonych złotych i złotych polskich jedenaście «w zło-
Cie holenderskim obrączkowem«.


363 

Majątek to był zniszczony srodze i sił roboczych niemal że
całkowicie pozbawiony. Chorąży Nagurski czasu swego nad Ukro-
piszkami aktoratu, dał był wolność poddanym swoim ukropiskim
i ci opuściwszy dawne swoje siedliska, wyszli, i domy swoje pust-
kami zostawili. Przyszła na domiar wojna 1812 r. Spalono dwór
cały i karczmy; ostały się tylko niektóre budowle w Chorążysz-
kach. Dookoła zgliszcz — ziemia leżała odłogiem. Antoni Żukow-
ski wytęża wszystkie usiłowania, aby z ostatecznego upadku ma-
jętność swoją podźwignąć. Młyn i karczmę w Chorążyszkach
puszcza w zastaw Jędrzejowi Śniadeckiemu profesorowi uniwer-
sytetu wileńskiego; długów część spłaca sumami uzyskanemi ze
sprzedaży niektórych żmudzkich folwarków, bije się jak ryba
o lód i interesa majątkowe w opłakanym zostawując stanie —
umiera. Pozostała po nim wdowa (w następstwie secundo voto hr.
Tyszkiewiczowa) nie waha się pozbyć majętności »zupełnie spa-
lonej, leżącej prawie odłogiem, bez pożytku i żadnej intraty«.
Łącznie tedy z opiekunami dzieci swoich małoletnich wydaje by-
łemu marszałkowi telszewskiemu Włodzimierzowi Gadonowi ple-
nipotencyjny dokument, na mocy którego Gadon w imieniu Ka-
tarzyny primo voto Żukowskiej, secundo voto Tyszkiewiczowej,
oraz jej potomstwa, majętność Ukropiszki z folwarkiem Chorą-
żyszki w powiecie oszmiańskim leżącą, »ostatecznie przez wojnę
i nadaną wolność włościanom zrujnowaną« sprzedaje w 1815 r.
marszałkowi Marcinowi Ważyńskiemu za sumę 6.000 czerwonych
złotych (18.000 rs.).
Takich to okoliczności zbiegiem Ukropiszki, z rąk Ważyń-
skich w 1761 r. wypuszczone, wróciły znowu w 1815 r. w ich wła-
danie i dotąd posiadłość ich stanowią. 

Wspominana tylekrotnie powyżej attynencja Ukropiszek:
Chorążyszki, dawniej Oszmianą Dziagirdowską zwane, stanowiły
w 1577 r. samoistną własność ziemską i należały do Piotra Dro-
winickiego-Sakowicza pisarza ziemskiego oszmiańskiego. U 1602
roku przechodzi Oszmianą Dziagirdowską do rąk Malejewiczow
(lub jak piszą w niektórych dokumentach: Malewiczów) i jeden


364

z nich, mniej więcej w pierwszej połowie XVII wieku żyjący, Ma-
lewicz chorąży parnawski, tej swojej Oszmianie Dziagirdowskiej
daje nazwę Chorążyszki. Czas jakiś są one w posiadaniu Chrzą-
stowskich 220), aby w 1683 r. przejść znowu w ręce Malewiczów.
(Józef Chrząstowski pisarz ziemski żmudzki przedaje je Gabrje-
lowi Malewiczowi).
U drogi podówczas prowadzącej do dworu chorążyskiego
wznosiły się wielkie wrota na słupach dębowych gontami pod-
bite, dźwigające na sobie salę, wkoło tarcicami opierzoną, wy-
moszczoną deskami. Tuż za parkanem dwór cały okalającym
przepływała Oszmianka a nad rzeką »po zabrzeżu«, z obu stron
stały dęby wielkie, na których ule stawiano. Na rzece - jak
po dziś dzień - stał młyn o dwóch kołach. Wysiewano beczek
żyta 31, jęczmienia »solanek« 16, owsa »solanek« 30.
Po Malewiczach w spadku biorą Chorążyszki Ankudowicze
a jeden z Ankudowiczów sprzedaje je Michałowi Naramowskiemu
chorążemu wendeńskiemu. W 1753 r. Samuel Naramowicz Nara-
mowski starosta dworczański darowuje je siestrzanowi swojemu
Antoniemu Deszpot-Zenowiczowi staroście sznitowskiemu a ten
po dziesięciu latach, w 1763 r. odprzedaje Chorążyszki właścicie-
lowi podówczas Ukropiszek Jakóbowi Nagurskiemu ciwunowi
birżańskiemu. Były podówczas Chorążyszki puszczone przez Ze-
nowicza w zastaw za 36.000 zł. Benedyktowi Chodźkiewiczowi
krajczemu mścisławskiemu, który w nich rezydował.
Od tej pory Chorążyszki, z Ukropiszkami złączone, wspólne
przechodzą losu koleje i przeszedłszy przez Nagurskich, Bułha-
rynów i Żukowskich ręce, dostają się w aktorstwo Ważyńskich,
do których od 1815 r. po dziś dzień należą. 

220) 1649 r. Stefanowa Chrząstowska ciwunowa birżańska, instygato-
rowa W Ks. Lit. oddaje Chorążyszki w zastaw Gabrjelowi Kimbarowi skarb-
nemu W. Ks. Lit. (Inwentarza kopja w Bołtupiu)

Jakć Jan 
Marszałek królewski
Anna Zofia za
za Jerzym Mikoł. Wrelewskim
Ostykiem
Olbrycht 
Krzysztof Piotr 
podsędek
grodzieński
N. N. 
Jakób
stolnik
grodzieński
Karol 
starosta
grodzieński

Ignacy 
Jan 
Aleksander
pułkownik
4 Bohdan
Dani
Bazyli
łowczy lit.
Marcin marszałek litewski
Anna za Bohdan
Andrz.
Sanguszką
Piotr
Bohdan referendarz w. lit.
Teodor podskarbi w.
Jerzy arcybiskup jj
Jan 
Adam podkomorzy
Jan 
Michał pisarz ziem. nowogródzki
Marcin Samuel 
Jerzy wojewoda no
f Eljasz A Boh(lan A M|.chał A Adam j Adam a
podkomorzy
nowogródzki
AChryzostom A Władysław
strażnik
mozyrski
A Antoni A Teodor
Jezuita
Michał A koniuszy mozyrski
A Fabjan A Dominik
chorąży
lepelski
stolnik
nowogródzki
i Michał
Jerzy A Bohdf
starosta hajewski
Marcjan A
starosta
werbelski
A Jan kasztelan nowogródzki
A Joachim kanclerz w. lit.
A Kazimierz ^
sędzia
lepelski
Michał
chorąży
lepelski
A Adam A Ireneusz kawaler maltański
4 Michał wielki szambelan rossyjski
A Konstanty A Aloi2y marszałek ^^

A Jakób
A Bohdan
Jan A marszałek
I królewski
Anna A Zofia A za
za Jerzym Mikoł. Wrelewskim
Ostykiem
Olbrycht A
zysztof A Piotr A
podsędek
grodzieński
N. N. A
Jakób
stolnik
grodzieński
Karol A
starosta
grodzieński
Marcin
Bazyli A Marcin marszałek litewski
łowczy lit.
A Anna za A Bohdan
Andrz.
Sanguszką
A Piotr
A Bohdan referendarz w. lit.
Daniel
Teodor A podskarbi w. lit.
Jerzy A arcybiskup połocki
Jan A
Adam A podkomorzy nowogródzki
Bazyli A
A Mikołaj
Jan A
podstarosta
łucki
Melecjusz A
biskup
włodzimierski
i brzeski
Aleksander Ą Nadzieja A za A Anna
Hrynkiem Wołłowiczem
A Bazyli A Piotr
Jan A
Michał A pisarz ziem. nowogródzki
Samuel A
Jerzy A wojewoda nowogródzki
A Eljasz A Bohd
podkomorzy
nowogródzki
AChryzostom A Władysław
strażnik
mozyrski
A Antoni A Teodor
Jezuita
„ an AMlchat A Adai" A Adam A Jerzy A Bohdan A Jan
podkomorzy | stolnik starosta hajewski
nowogródzki
Eustachy
podkomorzy
nowogródzki
A Stanisław podwojewodzy nowogródzki

i Michał
Marcjan ?
starosta
werbelski
Michał A koniuszy mozyr
I
siu
Ignacy A
Jan A
Aleksander A
pułkownik
± Jan kasztelan nowogródzki
A JWhim kanclerz w. lit.
A Ludwik
A Zofja za Dominikiem Sawaniewskim wojskim litewskim
t Fabjan i Dominik
chorąży
lepelski
4 Kazimierz
sędzia
lepelski
4 Michał
chorąży
lepelski
A Adam * Ireneusz kawaler maltański
4 Michał wielki szambelan rossyjski
A Konstanty A Aloizy marszałek witebski




SKARBKOWIE - WAŻYŃSCY Z PAMIĘTNIKA

1809—1814.

Ojciec p. Olgi Salmonowiczowej 221), Ksawery Marszycki, zo-
stawił po sobie rękopiśmiennych »Pamiętników« sporych tomów
cztery i pamiętnikowe to silva rerum przechowuje się po dziś
dzień, jako pamiątka rodzinna, w Remikiszkach.
Dzięki uprzejmości p. Salmonowiczowej sposobność miałem
pamiętniki te przejrzeć i niemogąc obszerniejszych dać z nich
wyjątków, pozwalam sobie na tem miejscu powtórzyć kilka uryw-
ków, wyłuszczywszy je nieco ze stylowych szorstkości i niedo-
kładności. Marszycki Ksawery, pochodzący z dobrej szlacheckiej
rodziny, z dawien na Wołyniu osiadłej, wiek swój niemal cały
spędził w kijowskich stronach, przeto też i wspomnieniami swemi
okolic oszmiańskich nigdzie nie dotyka. Jeżeli przeto, wyciągom
niektórym z jego raptularza miejsce tu daję, niech mię wytłu-
maczy najpierw ta okoliczność, że pamiętniki Marszyckiego
w oszmiańskim znalazły się powiecie, a powtóre, że zbierając
materjały do dziejów ziemi i ludzi, żal mi było, po drodze, opu-
ścić nietknąwszy i takiego ich zbiornika, do którego, prawdopo-
dobnie nierychło kto zajrzy z szerszego ogółu, nie zajrzy być
może nigdy już więcej.
Autor pamiętnika, urodzony w 1789 r. rozpoczął karjerę
swoją od służby przy boku hr. Samoiłowa naczelnika milicji gu- 

221) Patrz wyżej str. 235.


366 

bernii kijowskiej. Skłoniły go ku temu namowy wuja Kajetana
Proskury, byłego posła na sejm ekstraordynaryjny oraz więźnia
w fortecy smoleńskiej, który oswobodzony za wstawieniem się
tegoż właśnie hr. Samoiłowa, siostrzeńca ks. Potiemkina, wdzięcz-
ność dozgonną dobroczyńcy swemu dochował. Działo się to
w 1807 r. i od daty tej, pamiętnej dla 18-letniego młodzieńca, roz-
poczyna się pamiętnik, to jest właśnie w epoce, na której urywają
się nieocenione »Pamiętniki Seglasa«. Burzliwe to były czasy.
Napoleon, pokonawszy Prusaków pod Jena, stanął w Berlinie
i rychło potem w Warszawie. Utworzyło się Ks. Warszawskie,
aby przewegietowawszy spokojnie lat parę, stać się widownią
nowej wojny, tym razem wojsk Ks. Warszawskiego z - Austry-
jakami. Kompanja 1809 r. zaelektryzowała kraju pas szeroki. Kto
żyw i zdrów z młodzieży wyrywał się do szeregów dowodzonych
przez ks. Józefa, okrytych raszyńską chwałą; prądowi temu uległ
i Marszycki. Przedostaje się potajemnie, bez wielkiego ambarasu,
przez rossyjską granicę (Rossja podówczas w aljansie ścisłym
była z rządem Napoleona), wstępuje w kadry armji z Austryja-
kami walczącej, jest obecnym przy zdobyciu Krakowa i czas tam
dłuższy przebywa. Z wojskiem wraca do Warszawy, aby w rok
potem wziąć urlop i korzystając z amnestji cesarza Aleksandra,
jechać w rodzinne strony i dziedziczny majątek objąć w posia-
danie. Po upływie urlopu wraca raz jeszcze do szeregów wojsk
w Warszawie konsystujących, lecz rychło bierze dymissję i na
wsi osiada. Nastaje rok 1812. Po przebyciu tej strasznej burzy,
udaje się Marszycki w 1814 r. na stały pobyt do Krzemieńca,
dokąd go ożywiony tam podówczas ruch umysłowy pociąga.
W lat parę potem, znów w wiejskiem zasklepia się zaciszu, aby
na szerszą widownię wypłynąć - w Kijowie, gdzie współoby-
watele konferują mu urząd kuratora tamtejszych gimnazjów.
Zostaje radcą stanu i gorliwie przez lat kilka spełnia obowiązki
swoje. Poczem, około 1850 roku porzuca Kijów na zawsze i pod
wiejską przesiedla się strzechę. Pamiętniki, obejmujące okres
czasu od 1807 do 1850 r. cenne zawierają szczegóły, dotyczące
raz krzemienieckiego ruchu edukacyjnego, powtóre życia publicz-
nego i społecznego w Kijowie między 1825 a 1848 rokiem. Prze-


367

ładowane osobistemi autora poglądami na najrozmaitsze kwestje,
mniej, niżby się zdawać mogło, zawierają faktycznego materjału;
do tego, pisane, zwłaszcza w początkowych latach stylem nie-
zmiernie zawiłym, na powtórzenie in extenso nie zasługują. Wsze-
lako tych oto kilka bezpośrednich i na gorąco zanotowanych
wrażeń, odnoszących się do ciekawej zawsze napoleonowskiej
epoki, znajdzie, być może, jeżeli nie chętnego to cierpliwego czy-
telnika.

I.

Rok 1809. Przez granicę. — W szeregach. — Kraków zdobyty. — Załoga krakowska. — Obchód
imienin Napoleona. — »Krakowiacy i Górale«. — Popłoch w teatrze. — Przytomność ks. Józefa. —
Dąbrowski; jego odpowiedź. — Pokój Schönbrunski. — Kiryssjery. — Zamurowana w Lu-
blinie. — Zimowe leże w Końskich. — Do Warszawy.

Matka i za siebie i w zastępstwie zmarłego ojca podwójnem
mnie błogosławieństwem udarowawszy, na pole bojów wyprawiła. Trzy konie
wierzchowe i rynsztunek wojenny, w którym szabla »augustówka«, po ojcu
moim, pierwsze trzyma miejsce, oto i wszystko, co z całej, przypadłej na mnie
spuścizny zabrałem. Majątek mój nieruchomy — jeżeliby życiem usługę
ojczyźnie przypłacić przyszło — braciom moim legowałem.
Zostawała mi jeszcze trudność ostatnia; przekroczenie granicy z całym
moim acz niewielkim taborem. Za najdogodniejszy ku temu punkt wybrałem
włość stolnika litewskiego Józefa ks. Czartoryskiego, a rządca oleksińskiego
klucza, mając polecenie od czcigodnego właściciela, tak mi wszystko ułatwił,
że manowcami do miasta Brodów szczęśliwie się dostałem. Ani ja tego
słowy ani pismem oddać zdołam, jakie sprawił na mnie wrażenie widok, który
raz pierwszy w życiu mojem ujrzałem..... Oddział to był ułanów, na dziar-
skich koniach, z komendy majora Piotra Strzyżewskiego wysłany od wielkiej
armji w stopięćdziesiąt żołnierza. Nadpłynęła już doń była młodzież z Rossji;
między innymi stali już w szeregach pojedynczo lub z oddziałami przybyli:
Marcin Tarnowski, Rzyszczewski, Augustyn Trujewski. Jakoż żołdactwo
austrjackie, pod dowództwem Bikinga, zmusił Strzyżewski do kapitulacji. Po-
nieważ sformowanie nowych pułków dla naszej armji nie mogło jeszcze tak
rychło nastąpić, udałem się więc do generała Zajączka, któremu polecił mię
Kajetan Proskura (mój teraz opiekun po śmierci ojca). Stara przyjaźń łączyła
go z Zajączkiem z owych jeszcze lat, kiedy ten był adjutantem przy hetmanie
Branickim. Miałem też od Eustachego ks. Sanguszki pismo instancjonalne do
księcia wodza Poniatowskiego. Kiedym ks. Sanguszkę przed moim za granicę
wyjazdem na Wołyniu odwiedził, oświadczył mi się on z rychłem do armji
przybyciem. »Bogdajby na prostego żołnierza! — rzekł — krwi i życia żal mi
nie będzie«. Powtórzyłem teraz te słowa niejednemu z moich kolegów. Dziwnie
ujmująca powierzchowność generała Zajączka; dobry to taktyk, choć w roz-


368

prawach bojowych niezawsze pomyślność mu sprzyja; w tej oto nawet kam-
panji, bitwa pod Jodlińskiem, w której on dowodził, była jedną z mniej ko-
rzystnych dla naszego oręża.
Od czasu umieszczenia się mego przy Zajączku, nigdziesmy się z nieprzy-
jacielem nie spotkali; upadł on całkiem na duchu; odebrały mu go do reszty
głośne powodzenia i zwycięztwa Napoleona nad austrjakami odniesione. Arcy-
książe Ferdynand cofnął się dając nam wolny przystęp i wstęp do Krakowa.
Przez trzy dni stała armja nasza pod murami tego miasta, władze bo-
wiem tameczne odciągały ile mogły otworzenie bram, wiedząc o umowie wojsk
polskich z rossyjskiemi, że na stanowisko zajęte przez jedno z nich, drugie
wejść nie będzie miało prawa. Tedy, podczas gdyśmy stali przed zamkniętą
Florjanska bramą, powozami do miasta od strony przedmieścia Kazimierza
wprowadzano dońców i innych żołnierzy rossyjskich. Gdy o tej zdradzie naczel-
nikowi naszemu doniesiono, kazał natychmiast wchodzić do miasta. Jakoż
kiedyśmy w mury miasta wkraczali, zaszedł nam drogę niewielki oddział żoł-
nierzy rossyjskich, snadź że tylu ich tylko uśpiano dostawić. Książe wódz nie
wchodząc w żadne traktowania z oficerem na czele tego oddziału będącym,
trąciwszy go z lekka końcem pałasza po giwerze, uprzątnął całą zawadę, gdyż
się ten oddział natychmiast rozstąpił, dając wolne przejście naszej armji. Przy-
jęli nas z uniesieniem poczciwi Krakowianie. Wraz prawie po wejściu naszem
do Krakowa nastąpiło zawieszenie broni i przerwane boje rzuciły nas w ciężką
do zniesienia nieczynność...
Dzień imienin Napoleona z wielką obchodziliśmy tu uroczystością. Obrzęd
religijny odbywał się w kościele katedralnym; kazanie kanonika czarodziejski,
że tak powiem, miało wpływ na licznie zgromadzonych słuchaczach. Daną
była wspaniała uczta w budowie, o której już wspomniałem, Sukiennicami
zwanej, gdzie się wygodnie do sześciu tysięcy ludzi mieścić może. Przybył i
młody książę Suworow na wspomnianą uroczystość. Ma on zastąpić generała
Siwersa, który bardziej rozjątrzać niż łagodzić umie dwa wojska wspólnie tu
kunsystujące (polskie i rossyjskie). Zwyczajem powszechnym, tam gdzie władza
Napoleona dosięga, wszędzie mieszkance w dniu imienin cesarza mieszkania
swoje wieczorem iluminują. Generał Siwers kazał mieszkania swego nie-
oświecać i naraził się na to, że czerń przebiegająca ulice miasta i wybijająca
kamieniami okna nieoświecone, nie przepuściła też i oknom mieszkania Si-
wersa. O Suworowie młodym mówią, że, podobnie jak z twarzy, wcale ojca
swego nie przypomina; ma to być uczynny, ludzki i dobry człowiek.
W tych właśnie czasach ujrzał Kraków od lat tylu niewidywaną scenę
narodową. Przybyli aktorowie z Warszawy a z nimi i pełen zasług około
utrzymania ojczystego teatru, Wojciech Bogusławski. Już po kilkakroć okryła
publiczność tutejsza gorącemi oklaskami przedstawienia sceniczne, a ulubiona
opera »Krakowiacy i Górale« z uniesieniem przez widzów przyjętą została.
Kiedyśmy się raz pierwszy do tutejszego teatru zgromadzali, obiegały wieści,
że budowa jego jest tak wątłą, że grozi zawaleniem się. Gdy tak przygotowane
umysły, trzebaż, że podczas drugiego aktu odgrywającej się sztuki usłyszano
łoskot łamiącego się dzrzewa. W jednej chwili cała masa widzów po lożach
i na parterze rzuciła się ku wyjściu i byłoby się wielkie stało nieszczęście,
gdyby nie przytomność umysłu obecnego na przedstawieniu ks. Poniatowskiego.


369 

Rozkazawszy grać muzyce, jej odezwaniem się jak dotknięciem czarodziejskiej
laski powstrzymał tłoczących się i spokojność wróciła. Łoskot zaś, co taką
rozniósł trwogę, pochodził od ławki, co się była na galerji pod zbytnią liczbą
osób załamała, a książę Poniatowski, wódz głośny z tylu zwycięztw, stał się
i tu zbawiennym wodzem.
Między dwoma starszymi generałami Zajączkiem i Dąbrowskim a księ-
ciem Poniatowskim dostrzegają uważniejsi małych niechęci, nie szkodzący
jednak wcale sprawom publicznym. I w istocie, Zajączek i Dąbrowski mają
za sobą kilkanaście lat chlubnych trudów obozowych, podczas gdy ks. Ponia-
towski, za czasów pruskich, w majętnościach swoich bezczynne wiódł życie.
Pomimo więc jego nieskazitelności i męztwa okazanego za byłej Rzeczypospo-
litej, naczelne nad wojskami dowództwo musiało raczej przypaść Zajączkowi
i Dąbrowskiemu nie zaś jemu. To wyniesienie ks. Poniatowskiego przypisują
jedni intrygom pani Vauban, rodem francuzki, niegdyś kochanki a teraz
znacznie w lata posuniętej jego przyjaciółki; drudzy, z którymi zdanie podzie-
lam, przypisują nominację księcia Poniatowskiego własnej woli Cesarza Na-
poleona, garnącego do swego boku arystokrację, jak gdyby wielkość jego
tego jeszcze potrzebowała blasku. Któżby nie cenił zasług Zajączka a jeszcze
bardziej Dąbrowskiego! Zarzucają atoli słusznie Dąbrowskiemu zbytnią po-
błażliwość na nadużycia, do których, i bez pobłażania swoich naczelników,
wojskowi są aż nadto skłonni. Sam byłem świadkiem jak szlachcic pewien
z Ukrainy tu z wołami przybyły, skargę zaniósł do generała Dąbrowskiego,
że mu kilka wołów wojskowi zabrali. »To nie moi podwładni być muszą —
rzekł mu generał — bo moi nie częściami zabierają, jeno wszystko«. Od-
powiedź podobała się niektórym moim kolegom, mnie zaś zgorszyła, boć
przecie było to jawne naruszenie własności cudzej.
Rozkaz dzienny, przy odgłosie dział, obwieścił nam o zawarciu pokoju
wiedeńskiego, inaczej Schönbrunskim zwanego (10. 22 października 1809).
Rossja za udawane sprzymierzeństwo z Napoleonem otrzymała obwód Tarno-
polski z czterystu tysiącami ludności. Pobyt mój przy generale Zajączku
skazujący mnie na ciągłą bezczynność, nie odpowiadał ani chęciom ani
zamiarom moim. Przemieszczam się przeto do nowosformowanego 14-go
pułku kiryssjerów pod dowództwem Stanisława Małachowskiego i wyjeżdżam
do miasta Końskich, gdzie tenże pułk ma dla siebie wyznaczone kwatery.
Otrzymawszy kiryssjerską nominację, przed wyruszeniem w drogę,
obliczyłem się z zasobami i brak pieniędzy dotkliwie poczuwszy, postarałem się
o kilkunastodniowy urlop, aby do rodziny po zasiłek podskoczyć. Przybywszy
na granicę Rossji, nie poważyłem się jej jednak przekroczyć, boć przecie nie-
dawno bez pasportu ją przebyłem. Tedym użył pomocy usłużnych żydków,
którzy mi i wiadomości i pieniądze od rodziny przywieźli.
Droga powrotna wypadła mi na Lublin.....Kiedy dywizja generała
Zajączka przyjść miała do tego miasta na zimowe leże, wysłany tam został
major Zabłocki dla upatrzenia budowli dogodnej na łazaret wojskowy. Władza
miejska przeznaczyła na ten cel gmach dogodny, bo klasztor PP. Wizytek —
brakowało atoli miejsca dla składania trupów, które według ustaw wojskowych,
dopiero po upływie dni kilku od śmierci, grzebane być mają. Major Zabłocki
dostrzegłszy niewielką budowlę jakby przyczepioną do klasztoru, zażądał aby
POWIAT OSZMIAŃSKI. 24
 

370

mu wydana została na trupiarnię ową i prosił o pozwolenie obejrzenia jej
wewnątrz. Przełożona klasztoru żywo oparła się temu, co zwróciło uwagę Za-
błockiego. Jednocześnie spostrzegł major, że wejście do rzeczonej budowli
od środka klasztoru - zamurowane. Nie wahał się więc dłużej i przywo-
ławszy żołnierzy, mur wybić rozkazał. Gdy otwór po kilku uderzeniach uczy-
niono, wysunęła sie z wnętrza dziwnego tego budynku — naga niewiasta, na
widok której cofnęli się najnieustraszeńsi żołnierze. Ta nieszczęśliwa, za-
czerpnąwszy świeżego powietrza, wpadła w stan konwulsyjny, oprócz bowiem
przez mały otwór w kształcie okienka, powietrze świeże nie dochodziło do
niej. Wezwani na ratunek lekarze polecili przenieść ją natychmiast gdziebądź
z murów klasztornych, a gdy wieść o niebywałem tem zdarzeniu rozbiegła
się po mieście, znalazło się natychmiast wielu, którzy ofiarowali się dać jej
opiekę i wygodę. Badania, z całą łatwością, wykryły rychło prawdę. Nieszczę-
śliwa zwała się Fremiota (?) Grabowska i za przekroczenie ślubu czystości ska-
zaną została przez konsystorz dwoma jednozgodnemi dekretami na zamuro-
wanie żywcem i w tym oto rozbitym przez żołnierzy grobie już od lat ośm-
nastu powolnej oczekiwała śmierci. Dalsze śledztwo wykryło, że Grabowska
już w drugim roku swej niewoli dostała pomieszania zmysłów i pobożne
okrucieństwo wywierało już srogość swoją jedynie na jej ciało mogące teraz,
dla braku uczucia moralnego, silniej jeszcze opierać się katuszom. Przeciw
wyrzutom oburzonej opinji publicznej zasłaniała się przełożona wyrokiem
konsystorskim, to jest rozkazem wyższej, bo biskupiej hierarchji kościelnej.
Zresztą przez czas niewoli Grabowskiej zmieniły się w klasztorze Wizytek
dwie przełożone i zamurowaną, jak sprzęt martwy, jedna drugiej przekazywała.
Przeniesieniem Wizytek z wy godnego ich klasztoru do najniewy godniej -
szego jaki jest w Lublinie, to jest do klasztoru Karmelitanek skończyła się
ta tragiczna historja.
Późna jesień i początek zimy zeszły na nudnym kwaterunku w Koń-
skich, wśród uciążliwej bezczynności. Jedynym epizodem urozmaicającym jako
tako ów gnuśny postój, był przegląd pułku dopełniony przez przybyłego do
Końskich generała Rożnieckiego, który atoli serc sobie nie zjednał, docinając
ostro i oficerom i żołnierzom. Nareszcie ruszono się w dalszy pochód — ku
Warszawie.

II.

1810, 1811, 1812. Uroczystości warszawskie. — Rankor ks. Józefa. — Sprawa Siemianowskiego. -
Osiński. — Niemcewicz — Kożmian. — Molski. — Lipiński. - Przyjazd generała Bukshew-
dena. — Opowiadania starych. — Wstąpienie do massonów. — „Junta ogrodu Krasińskich". —
Pani W. z Walewic. — Przeciwnicy Napoleona. — Zamach w Schönbrun. — Małżeństwo ce-
sarza. — Komentarze. — Polacy w Hiszpanii. - Teatr warszawski. — Wężyk i jego tragedja. —
Król Saski w Warszawie. — Dymissja Poniatowskiego. - Odjazd króla do Irezna. — Urlop.—
Wesele siostry. — Chadżkiewicz. — Wycieczka do Odessy. — Powrót. — Okolice Warszawy, —
Echa śmierci ks. d'Enghien. — Brodziński. — Oczekiwania wojny. — Zawiedzione nadzieje. —
Dymissja. — Książeczka Schillera i kula z pod Novi. — Wyjazd z Warszawy. — Puławy. —
W rodzinnych stronach. — Kontrakty Kijowskie. — Hetman Branicki. - 1812. — Śmierć Czac-
kiego. — Konjunktury polityczne. - Po katastrofie. — Do Krzemieńca.
Pułk kiryssjerów, w którego szeregach znajdował się autor pamiętnika,
po kilku dniach wolnego marszu przybył z Końskich do Warszawy. Kazano


371

zatrzymać się w Królikarni i tam opatrzyć się nieco, aby w należytej posta-
wie i prestancji uroczysty wjazd do stolicy odprawić. Wjechało wojsko do
miasta pod łukiem wspaniałej bramy tryumfalnej, na której widniał napis:
»Tędy z pod Wiednia powracał Jan Trzeci«.
Dni następnych — pisze Marszycki — raczono nas rozmaitemi festy-
nami. W teatrze narodowym odegrany został zastosowany do okoliczności
dramat pod tytułem: Rzym oswobodzony». Prolog wypowiedziała pierwsza
podówczas artystka sceny warszawskiej — Ledóchowska. Parter cały zajęty
był przez wojskowych; z lóż na nich sypały się kwiaty i wieńce wawrzynowe,
z rąk płci pięknej gęsto lecące. Następnie w salach teatralnych, ozdobionych
trofeami, daną była dla wojska wspaniała uczta, podczas której generałom,
oficerom i prostym żołnierzom usługiwały damy z najpierwszych w stolicy
rodzin. Towarzystwo Przyjaciół Nauk uroczystą sessją w kaplicy pałacu Sa-
skiego odbytą, uczciło wracające rycerstwo. Znany z kwiecistej wymowy Stan.
Potocki odczytał pochwałę poległych wojowników; Szaniawski hołd złożył cie-
niom Cypryjana Godebskiego, pułkownika 8-go pułku piechoty, poległego na
polu bitwy; Niemcewicz uczcił zgon Ignacego Potockiego, który obywatel-
skiemi zasługami dorównał rycerskiej swej waleczności; Osiński odczytał odę
na pochwałę rycerstwa naszego. Obecny temu obchodowi rezydent francuski
generał Serra improwizował wiersz łaciński, może nie nazbyt odpowiedni
w ustach dyplomaty, ale pełny szczerego zapału. Wódz naczelny, ks. Józef
Poniatowski, chociaż mógł opuścić Kraków i przybyć do stolicy, aby ucze-
stniczyć w uroczystościach narodowych, nie uczynił jednak tego, chcąc tem-
jaskrawiej ujawnić urazę swoją do mieszkańców Warszawy. Przybył tu do-
piero po festynach. Gdy bowiem ks. Józef po bitwie Raszyńskiej, pomimo iż
utrzymał się na placu, kapitulował i cofnąwszy się na Pragę stolicę nieprzy-
jacielowi oddał — posądzono go o zdradę, aż dopiero uwolniły go od tych
podejrzeń czyny wojenne, co nieśmiertelną tego nieskażonego wodza okryły
sławą. Niedziw, że go początkowo posądzano; był ci przecie synowcem znie-
wieściałego, marnego, ostatniego króla naszego!
Pomnąc na to, że towarzystwo stanowiące szkołę świata dla młodego
człowieka, jest mu wielce potrzebnem, bo daje mu polor i chroni od puszcze-
nia się na życie nierządne, postarałem się o wstęp do pierwszych tu domów.
Stanisław Potocki, jako naczelny urzędnik magistratury cywilnej, będąc pre-
zesem rady ministrów, daje świetne w każdym prawie tygodniu u siebie wie-
czory, na których bywam, równie też i na pokojach księcia wodza. Do zabra-
nia obszerniejszych znajomości posłużyła mi uczta, którąśmy w imieniu woj-
ska dawali, a która się od nas tak słusznie, po tylu festynach doznanych, na-
leżała. Odbyła się ona przed przybyciem księcia wodza i przewodniczył jej
generał Dąbrowski a miała miejsce w pałacu zwanym Brylowskim.
Między znakomitemi osobami poznałem bliżej, acz na czas bardzo krótki
przed jego śmiercią, męża głośnej sławy, Stanisława Małachowskiego. Jego
krewny a mój dowódca pułkowy wstęp mi do jego domu ułatwił. Nachylony
wiekiem a piastujący do dni swych ostatka urząd prezesa senatu, pomimo
steranego tylu nieszczęściami zdrowia, zachował jednak rzeźwą swobodę umy-
słu, cechę właściwą ludziom niepokalanej cnoty. Po niedługiej chorobie, syt
sławy żyć przestał dnia 24 grudnia 1810 roku — zasłużywszy sobie w naro-
 24*


372

dzie przynależną nazwę polskiego Arystydesa. Oddział naszego pułku pełnił
przy obrzędzie pogrzebowym ostatnią posługę.
W domu pewnej pięknej młodej damy, nie obojętnej mu wcale, poznał
autor Pamiętnika« rozgłośnej podówczas sławy Ludwika Osińskiego i chwali
przedewszystkiem jego »dar przyjemnej rozmowności« oraz wspomina o nie-
zwykłem Osińskiego — lenistwie. Pani M... owa właśnie przyjaciółka Mar-
szyckiego, pilną była czytelniczką nielicznych, wychodzących wówczas w War-
szawie czasopism. Jej to przysłał raz Osiński najświeższy numer redago-
wanego przez siebie »Pamiętnika z następującym, własnoręcznie skreślonym
na okładce czworo wierszem :
Ledwie Jej sen z oczu znika.
Ledwie swą nóżkę wazką
Przepasała podwiązką —
A już woła „Pamiętnika!"
»Przyznam się — dodaje Marszycki — że gdyby to który z młodych
poetów, nieżennych, do pani M... podobnie się odezwał, nie mógłbym nie czuć
tej zazdrości, jaka towarzyszy, bodaj nawet czy nie zawsze, miłości i dlatego
to i sławny tragik Racine w »Berenice napisał: „Si Titus est jaloux, Titus est
amoureux"...
Obcuje też Marszycki z Niemcewiczem, dla którego bezgraniczny ma
szacunek. »Szczycimy się tu i Koźmianem — pisze — który, choć niewiele do-
tąd napisał, jednak jego »ody«, mianowicie na pokój Schönbrunski, próbują
w poecie niepospolitej zdatności. Trudno i Molskiemu odmówić talentu, lecz
jego służebna czołobitność dla każdego pojawiającego się na horyzoncie bó-
stwa politycznego, ujmę czyni jego osobistej zacności. Słusznie też któryś
z naszych dowcipnisiów wyraził się o nim:
Oto Molski — w ręku oda
Dla Jezusa, dla Heroda
A w zapasie wierszów trzysta
Dla przyszłego Anty-Chrysta.
Wspomnę jeszcze o Lipińskim, jako przeciwstawieństwie do Molskiego,
któremu ustępując w talencie poetyckim, przewyższa go zaletami serca nie kie-
rującego się żadną rachubą, żadnemi osobistemi widokami. Rzecz o poemacie
Sielskim, wypracowana przez Lipińskiego, stanowi cale nowy przedmiot w li-
teraturze naszej; kilka jego pieśni przetłumaczonych z »Jerozolimy wyzwolo-
nej, nie ustępują przekładom Piotra Kochanowskiego; tłumaczenia »Bukolik«
Wirgilego należą do małej liczby dobrych naszych przekładów klasyków ła-
cińskich. Adam ks. Czartoryski zachęcał Lipińskiego do dalszej w tym kie-
runku pracy, ale poeta, powołany do usług krajowych, zostawszy za Ks. War-
szawskiego członkiem izby wojskowej a następnie sekretarzem w instytucji
edukacyjnej, literacką swą działalność przerwać był zmuszonym.
Przyjazd tem dniami przez nasza stolicę rossyjskiego generała Buks-
hewdena i ta cześć, którą on tu odbierał, nie będąc osobą dyplomatyczną, za-
jęła moją ciekawość, a dowiedziawszy sie o przyczynie, sądzę, iż godzi się


373

przekazać ją czasom późniejszym. Kiedy Suworow zajął Warszawę, był podów-
czas przy nim Bukshewden na stanowisku adjutanta. Ignacy Potocki zdołał
u Suworowa wyjednać ten warunek, aby przez czas pobytu w Warszawie woj-
sko rossyjskie nie plądrowało miasta i krzywdy żadnej mieszkańcom nie czy-
niło. Atoli dnia pewnego Suworow, podchmieliwszy sobie, o uroczy stem przy-
rzeczeniu zapomniał i otworzywszy okno krzyknął do stojącej tam warty,
aby — pohulała sobie! W tejże chwili, stojący obok Suworowa Bukshewden,
dobywa z kieszeni kieskę pełną pieniędzy, rzuca ją żołnierzom i — zamyka
okno. Tem szlachetnem i przytomnem znalezieniem się uratował Bukshewden
stolicę od wielkiej klęski a Suworowa i wojsko jego od hańby.
W tych dniach przyjęty zostałem do bractwa Massonów, inaczej Wol-
nymi mularzami zwanych; nie bez wiadomości o tem Towarzystwie, wprzódy
powziętej, do onego się wciągnąłem. Jednocześnie, acz o wiele ode mnie wie-
kiem starszy, wstąpił do tego bractwa Eustachy ks. Sanguszko, lecz co naj-
dziwniejsza, w tejże porze przyjęto do loży massońskiej (prawdopodobnie
zjednoczonych braci Polaków«) księdza Czarneckiego, rektora Pijarów tutej-
szych. Ktoby to przed laty pomyślał, że do tego bractwa, za anti-religijne
lnianego, i księża kiedyś należeć będą! Między przybranymi braćmi znalazłem
też wielu legionistów.
Mamy tu zagorzałych szperaczów w polityce, znanych pod nazwiskiem
»Junty ogrodu Krasińskich«. Prócz ściągania wszelkich wiadomości politycz-
nych, oddają się oni jeszcze kombinacjom, które z takowych wypaść mogą.
Schodzą się nigdzie więcej tylko w ogrodzie przy pałacu Krasińskich i pod
otwartem niebem, jak za czasów greckich akademij, perorują i o tem co było
i o tem co nastąpić może, a pomysłami swemi jak teleskopem Herszla obie-
gają wciąż firmament polityczny, śledząc mniejszych i większych wydarzeń
obroty; słońcem dla nich jest Napoleon; — i słusznie, bo jeśli równych mu
niełatwo znaleść w wiekach starożytnych, to któż się z nim ze współczesnych
mierzyć odważy! Członkowie »Junty« są cesarza zdeklarowanymi chwalcami,
lecz po wzięciu na się cesarskiej purpury, wiele on w oczach ich stracił. Słu-
cham ja ich rozmów pilnie, często żwawych, często zaciętych i trzeba oddać
sprawiedliwość, że każdy z nich wnika bacznie i w materję wszelką polityczną
i w każdą sprawę nas bliżej i najbliżej dotyczącą. Wielu członków Junty«
są massonami.
Przeciwnicy Napoleona powstają zwłaszcza przeciw jego miłostkom, któ-
rych on sobie nigdy nie odmawia. Dzisiejszą heureuse sultane jest jedna z ro-
daczek naszych, pani W. Poznał on ją w czasie pierwszej swej tu bytności,
gdy pokonawszy Prusaków, Księstwo Warszawskie utworzył. Ona to w roku
przeszłym, gdy cesarz toczył leniwe układy z Austrją, słodziła mu nudy w pa-
łacu Schönbrunnskim, przeplatając je chwilami rozkoszy uwieńczonej już dzi-
siaj żyjącym owocem. Widzieliśmy niedawno jak o mil sześć od Warszawy,
do włości Walewic, jeździł tutejszy rezydent francuskiego dworu, aby assy-
stować przy chrzcie małego Napoleonka.
Co do nas, pod względem Napoleona, jeżeli wielkie jego myśli naszemi
małemi pościgać jesteśmy zdolni, to zwłaszcza postępowanie jego z Hiszpanją
naganiać by nam wolno. My na tej iberyjskiej ziemi hojnym krwi przelewem
najmniej pożądane zbieramy laury.


374

Dla uczenia Ledóchowskiej ofiarował na jej benefis Franciszek Wężyk
tragedję oryginalną pod tytułem »Gliński«, aby po raz pierwszy odegraną
była. Na takowe przedstawienie zebrała się temi dniami liczna liczba widzów,
zwabiona nadto i muzyką sławnego Dziuranowskiego. Egzekwował on wła-
sną kompozycję osnutą na ulubionej naszej melodji. Dziuranowski ma na-
zwisko przepolszczone, lecz rodził się w Warszawie i tu ów sławny skrzypek
początkowo kształcił się w muzyce; dotąd jest w orkiestrze teatralnej waltor-
nistą. Znajomi Dziuranowskiego przypisują mu dziwactw bez miary. Nieba-
wem zapewne mieć będziemy rozbiór krytyczny tragedji nowoodegranej »Gliń-
ski, słyszałem jednak przyjaciół autora radzących mu, aby jej jeszcze nie
oddawał do druku, lecz wpierw niektóre uchybienia w wersyfikacji poprawił.
Będąc w liczbie widzów i pilnych słuchaczów w czasie odegrywania tej tra-
gedji, prócz uwagi na aktorów, zwracałem ją jeszcze na obecnego w teatrze
autora, Franciszka Wężyka. Jakże wydatnemi były jego uczucia radości, kiedy
się oklaski widzów odzywały! — Obiecują nam jeszcze nową tragedję z dzie-
jów narodowych wziętą o zaślubieniu przez króla Zygmunta Augusta wdowy
po Gasztoldzie. Wymieniają nawet dwóch poetów pracujących nad tym jednym
przedmiotem: Hofmana i Felińskiego. Pierwszy całkiem nieznany a drugiego
czytałem niektóre poetyckie płody...
Zapowiedziany przyjazd panującego nam króla Saskiego nastąpił wraz
z jego rodziną, składającą się z królowej i infantki. Mają oni tu gościć przez
niedziel kilka.
Pułk kiryssjerów przeznaczony na służbę wewnątrz pałacu, pułki zaś
lekkiej kawalerji na eskortę dla króla w czasie jego rozjazdów. Trzymałem
już wartę z oddziałem moich podkomendnych; służba to nie ciężka — w sali
pałacowej. W razie przechodu przez nią osoby królewskiej, oddajemy mu cześć
honorową; taka zaś jest regularność w życiu naszego monarchy, że dosyć jest
pójrzeć na zegar, by, widząc skazówki na godzinie ósmej z rana, być już pe-
wnym, że król do kaplicy pałacowej na mszę przechodzić będzie. Następnie
wiemy prawie co do minuty, kiedy się nam uszykować należy. W kilka dni
po przybyciu króla do stolicy, byliśmy mu prezentowani przez księcia wodza
Poniatowskiego wraz z oficerami innych pułków tu kwaterujących. Oddzielnie
nastąpiła prezentacja królowej w jej apartamentach a zaś królewna, do której
także mieliśmy się udać, oświadczyła przez wysłanego szambelana swe po-
dziękowanie i prezentacji nie przyjęła, najprawdopodobniej przez skromność
stanowi panieńskiemu właściwą.
Miewamy co tygodnia każdej niedzieli pokoje na dworze królewskim.
Bywają one na przemian z tańcami i bez tańców. Kiedy i królowa udział w tań-
cach bierze, natenczas — o czem uprzednio uwiadomieni jesteśmy — i nam
się honor tańczenia z nią dostaje. Jeden z moich kolegów 222) drogo ten honor
przepłacił, nie zachowawszy różnicy, której tańcząc z królową przekroczyć
nie wolno, aby w obrotach tańców skocznych zostawiać ją własnym jej ru-
chom. Oprócz nagany, którą mój koleżka, tańczyć od serca przywykły, od
księcia wodza otrzymał, zabroniono mu nadal bywać na pokojach królewskich.

222) Ignacy Wężyk, brat poety. Por. I. Fałkowskiego. Obrazy z życia kilku ostatnich
pokoleń«. Poznań 1882. II. str. 177.


375

Etykieta dworu saskiego przechodzi podobno etykietę wszystkich in-
nych dworów monarszych i nacechowana odwieczną staroświecczj zna. Ale to
przedmiot podrzędny... Król nasz cnotliwy, pod którego słodkiem panowa-
niem w stanie tak kwitnącym jest Saksonia, chowa i dla Polaków ojcowską
przychylność. Narzucił mu Napoleon to królowanie i z trudnością wydoływa
on wszystkim potrzebom obu krajów; ciężą mu nawet te podwójne rządy, do
czego sam niejako się przyznał w poufałej odpowiedzi, danej naszemu wo-
dzowi. Gdy bowiem prosił go raz książę Poniatowski o dymissję: »Nie od-
mówię ci jej Mości Książe — rzekł król — lecz wtenczas dopiero, gdy wyro-
bisz mi nawzajem u Napoleona, że mnie on od rządów Księstwa Warszaw-
skiego uwolni«.
Zamiar ks. wodza opuszczenia swego stanowiska rozmaitym podlega
tłumaczeniom. Jedni mówią, że wypływa z niesnasek między nim a genera-
łami Zajączkiem i Dąbrowskim wynikłych, drudzy posądzają ks. wodza, że
nie syt honorów i nagród; może też dostrzega on w obrotach politycznych
gasnącą dla nas nadzieję... Po odbytym przeglądzie zebranego tu wojska,
król wraz z rodziną odjechał do Drezna i my wróciliśmy do dawnego trybu
życia«. 
Podczas gdy się to dzieje, gruchnęła wieść, że rząd rossyjski zamyśla
konfiskować majątki tych, którzy samowolnie wyszli za granicę i w obcem
wojsku służą. Wieść okazała się prawdziwą. Wprawdzie ogłoszoną została
amnestja cesarza Aleksandra, ale stanowiąca, że kto po dzień 9-ty czerwca
1810 r. w granice Rossyi nie wróci, tego zapowiedziana kara doścignie. Mar-
szycki, wraz z wielu kolegami swymi, prosi rezydenta francuskiego generała
Serra o wstawiennictwo do cesarza Aleksandra, aby amnestyjny termin prze-
dłużyć raczył; zabiegi stoli francuskiego reprezentanta nie odnoszą żadnego
skutku — niema rady — aby nie stracić na zawsze spadłej po zmarłym ro-
dzicu ojcowizny, wracać trzeba. To też, ze ściśniętem sercem bierze Marszycki
urlop i do rodzinnych stron śpieszy. Wracający Wołyniacy udali się najpierw
do Żytomierza »i tam z nas każdy rad hierad musiał wysłuchać cierpkich
upomnień naczelnika gubernii oraz jego zapowiedzi, że odtąd rząd baczniej
zważać będzie, aby nikt nie śmiał samowolnie, bez paszportu, przekraczać
granicy«.
W domu trafia Marszycki na ślub siostry swojej, wychodzącej za mąż
za Józefa hr. Dunina Wąsowicza (brata tego właśnie Wąsowicza, który w parę
lat potem miał służyć Napoleonowi za przewodnika od Smorgoń do granicy
państwa, czasu pamiętnego odwrotu armii i odjazdu cesarza).
»Między uczestnikami weselnego obrzędu — pisze autor pamiętnika —
znajdował się i ów sławny Chadźkiewicz, były legjonista a jednak patrjota
niewielki, oddany szczególnie passji gry w karty, obieżyświat, pół świata zna-
jący. Przesiadywał on czas jakiś przed śmiercią Szczęsnego Potockiego w Tul-
czynie i grywając tam z Potockim w marjasza, niemało się obłowił. Oskuby-
wał on również synów wojewody, panów wielkiej fortuny i namiętnie kar-
ciarstwu oddanych. Odpowiedź zaś swoją, daną Szczęsnemu Potockiemu, sam
mi opowiadał. Kiedy raz stary wojewoda, w towarzystwie innych magnatów,
uskarżał się na straty, na które go upadek Polski naraził, odezwał się Chadź-
kiewicz, że i on postradał też niemało.


376

— Przebóg! — spytał wojewoda — a Waść co też takiego stracić
mogłeś?
— Alboż to ja — Chadźkiewicz na to — małą poniosłem szkodę, kiedy
mi w rewolucji Kościuszkowskiej najlepszych do gry w faraona powywieszano
poniterów!
Potocki nie przedłużał dalej rozmowy o tym drażliwym przedmiocie.
Innym razem, w Berdyczewie, Chadźkiewicz ciągnąc bank dla licznie
zebranych na jarmarku właścicieli ziemskich, odezwał się do nich, że on jest
panem z panów a oni panami — z chłopów. Łatwo sobie wyobrazić oburzenie.
Pohamował je Chadźkiewicz jednem słowem.
— A no tak — rzekł — ja ogrywając was, panów, jestem przez to samo
panem z panów, a wy zaś, dochody swoje ciągnąc jeno z chłopów, jesteście
oczywiście panami z chłopów!
Po odbytem siostry weselu jedzie Marszycki do Odessy, gdzie dziełami
ks. Richelieux zachwyca się szczerze, poczem znów natura wilka do lasu wy-
ciąga i po ekspiracji urlopu, z powrotem udaje się do Warszawy pełnić dalej
wojskową służbę. Pościga go choroba, po której następuje dłuższa rekonwa-
lescencja. Używa jej nasz kirassjer dla zwiedzenia okolic Warszawy. Jest kil-
kakrotnie w Wilanowie, ogląda szczegółowo Łazienki, powtarzając przed po-
mnikiem Sobieskiego znany dwuwiersz:

Sto tysięcy kosztuje; jabym trzykroć łożył,
Aby Jaś nam zmartwychwstał a Staś się położył.
Przypomina księcia de Lille pretendenta do korony francuzkiej, który
wówczas bawił w Łazienkach niedługo. »W tym to właśnie pałacu — pisze —
opłakiwał ks. de Lille 223) śmierć ks. d'Enghien, ostatniego potomka Kondeu-
szów rodu. Utrzymują niektórzy, że nie polityce Napoleona ale zbiegowi
nazwyczajnych zdarzeń śmierć tragiczną tego księcia przypisać należy« — i po-
wtarza wersję oficjalną o zamachu na życie Napoleona, którego spisku prze-
wódcą miał być rozstrzelany książę. Zwiedza Modlin, gdzie pomiędzy bracią
orężną spotyka kapitana Rychlewskiego, który będąc sam miłośnikiem litera-
tury, szczególnemi obdarzał względami młodziutkiego oficera swego, Brodziń-
skiego, objawiającego zdolność do poezji«. Do Warszawy tymczasem wra-
cają z Paryża Zajączek i ks. Józef. Liczono, że przywiozą pewne wiadomości
o nadczekiwanej wojnie z Rossją. Tymczasem umieli oni tylko rozpowiadać
o festynach odbywających się nieustannie w Paryżu a o wojnie - ani słowa
Zdawało sie ze świat zapadł w pokojową długoletnią ciszę. Postanawia przeto
Marszycki służbę wojskową opuścić. Żegna sie - na zawsze - z mundurem
swoim pałasz jedynie jako pamiątkę zostawując przy sobie. Z nim razem
determinuje się na ten krok wiele kolegów.
»Kiedyśmy sie - pisze - po otrzymaniu dymissji u księcia wodza 
stawili uprzejmie on nas serdecznemi pożegnał słowy, oddając sprawiedliwość
okazanej przez nas gotowości służenia ojczyźnie. Równie uprzejmie i ser-
decznie pozegnali nas też generałowie Zajączek i Dąbrowski. Ten ostatni,

223) Ludwik XVIII, przebywający jako wygnaniec od 1801 r. w Warszawie


377

bardziej popularny, dłuższą nas zatrzymał rozmową: »Polacy — mówił —
ochoczo stają w zbrojnych szeregach w imię ojczystej sprawy, ale gnuśnieć
w pokoju i najemnymi być żołnierzami — niecierpią. Schiller ciężko się
myli, opisując wojnę trzydziestoletnią, że w czasie onej bili się i Polacy jako
najemnicy; Kroatów on za nas brał i dlatego tak grubego fałszu się dopuścił«.
Przeciągając rzecz o Schillerze, opowiedział nam generał zdarzenie, jakie miał
we Włoszech. »Na placu, przed batalją pod Novi — mówił — usiadłszy pod
drzewem, czytałem wspomnianą historję Schillera, a gdy się kanonada za-
częła, wsunąwszy książkę w zanadro, pośpieszyłem na front mego oddziału.
Wkrótce karabinowa kula w pierś mnie ugodziła i byłby to strzał śmiertelny
gdyby kula, przeszywszy książkę, nie była przez to impetu swego straciła.
Tak oto winienem Schillerowi moje ocalenie; miarkuję też zarazem, że z książki
jego nawet kula fałsz wspomniany wybić chciała«.
W przejeździe z Warszawy na Wołyń zatrzymuje się nasz autor w Pu-
ławach, gdzie na oglądaniu tamtejszych osobliwości i w wy sokiem tamtejszem
towarzystwie upływa mu przyjemnie dni kilka. W rodzinnych stronach
zastał on to samo niecierpliwe wyczekiwanie wojny, te same co i w War-
szawie nadzieje i rozczarowania. Te same prądy dają się też odczuwać pod-
czas kijowskich słynnych kontraktów. Z Kijowa jedzie Marszycki do Białej
Cerkwi.
»Pośrednictwu, któremu winienem zabranie znajomości z wielu niemi
współobywatelami zawdzięczam też i wstęp do domu Branickich, stale w Białej
Cerkwi mieszkających. Jeszcze dziad mój po matce, a ojciec Kajetana Pro-
skury, bywał swojego czasu w dobrej z hetmanem Branickim zażyłości i w są-
siedzkich, dalekich od uniżoności stosunkach; zażyłość tę z domem Branic-
kich przekazał był synowi swojemu. Wprowadził mię też do domu hetma-
nowstwa wuj mój Kajetan, a kwapiłem się tam dlatego, że przyjaźń samej
Branickiej, jako damy petersburskiego dworu, z rodziną cesarską i rossyjskimi
magnatami, żądność moją politycznych wiadomości zaspokoić mogła.
Całą fortuną rządziła Branicka sama, mąż jej nie zajmował się niczem,
rad wielce swej swobodzie. Temu to zapewne trybowi jego życia, bez trosk
i zajęć żadnych płynącego, przypisać należy, żem go zastał nic a nic nie
zmienionym od czasu pierwszego spotkania się mojego z nim w Humaniu
przed sześciu laty. Nie omyliłem się przypuszczając, że dom Branickich sta-
nowi ognisko, do którego zbiegają się najszybciej wiadomości polityczne;
mówią tu z pewnością, że się w ciągu bieżącego roku wojna między Francją
a Rossją zdeklarować powinna. Stary hetman, gdy sobie raz podchmielił — bo
jak dawniej tak i teraz od kufla nie stroni — rozprawiał głośno i wygadał
się o odebranej od generała Zajączka, adjutanta jego za czasów Rzeczypospo-
litej, korespondencji. Obiecuje mu on w niej protekcję na wypadek jeśliby
wojska Napoleona zajęły Rossję. — »Odpisałem mu — prawił podpiły hetman —
że ja drwię z jego protekcji. Bóg i moja determinacja mi wystarczą!«
W słowach tych, aczkolwiek w pustej przechwałce, maluje się odwaga oso-
bista starca, na której mu w młodych latach nie zbywało. W pamięci wielu
jest jeszcze jego rozprawa z Casanową, włochem, człowiekiem nizkiego sto-
pnia, któregoby w Warszawie hajducy hetmańscy rozszarpać mogli, a on


378 

jednak stanął mu na placu, lekko go w rękę zranił, a sam ciężko postrze-
lony został.
Rozgadawszy się hetman o Zajączku rzekł: I ten obwinia mnie, żem
stał na czele targowickiej konfederacji! Któżby sam sobie chciał być wro-
giem? U djabła, myliłem się jak wielu innych, którzy może i dotychczas sądzą,
że nam z Rossją trzymać należy. A jednak szkaradnie oni nas oszukali, a po
Potockim, czulszym moim koledze, już dawno podzwoniono». A gdy mu
obecny Piotr Potocki dał do rozumienia, że i między Rossjanami znajdują się
ludzie i uczciwi i zacni: »Na Boga, mości starosto, — zakrzyknął hetman —
chociaż jesteś dyplomat, nie zaprzeczysz chyba, że nas dyplomatyka jak dud-
ków zawsze wyprowadzała w pole, ale gdybyż na to, na którembyśmy się
z nią naszemi szablami zmierzyć mogli! Ot na przykład, co nam przyszło
z dyplomatycznych negocjacyj w Stambule? Widziałem, mości starosto, obraz
twego poselskiego wjazdu do stolicy tych niewieściuchów Turków, malowany
podobno przez naszego Szmuglewicza«.... A gdy starosta potwierdził: Wam
młodszym — dodał hetman — jeszcze się cackami wolno bawić, ale nam już
nie do świata!«
Poczem opowiedział nam hetman jako raz, odebrawszy niedawno z kon-
traktów kijowskich sporą baryłkę ostryg, zajadali je wespół z przyjacielem
nieodstępnym Kordybanowskim. Popijali szampanem; hetman po ósmej bu-
telce był nietylko żyw ale i zdrów, natomiast zaś Kordybanowski ledwie przy
pomocy kozaka hetmańskiego mógł się za drzwi wytoczyć. Hetman jada i
pije potężnie. Oprócz zwykłych dziennych pokarmów, nie obejdzie się aby
przebudziwszy się w nocy, kilku potraw, czy to rybnych czy mięsnych, nie
spożył i onych niejedną czasem butelką wina nie zakropił.
Biało-Cerkiewskie starostwo darowane zostało hetmanowi Branickiemu —
na wieczność. Nie miał on z niego żadnych korzyści, bo dochody starostwa
onego pobierał Mniszech, dożywotni dziedzic. Branicki wiecznie potrze-
bujący pieniędzy postanowił wyzbyć się nieintratnego starostwa chociażby za
połowę ceny. Podwinął się kupiec w osobie Fryderyka Moszyńskiego i temu
decydował się hetman odstąpić Białą Cerkiew, oszacowaną na 20 miljonów —
za dwa miljony. Tranzakcja już była spisaną, gdy zły jakiś duch pod-
szepnął Moszyńskiemu, by zapytał kto koszta papieru opłaci? A były one
wówczas bajecznie nieznaczne. Popędliwy Branicki urażony chciwością Mo-
szyńskiego, tranzakcję na kawałki podarł. Mniszech w ciągu tegoż jeszcze
roku umarł i Branicki starostwo, które miał zmarnować, we władanie objął.
Pomimo odrazy jaką w każdym Branicki wzbudzać musiał, towarzystwo
jego, dla licznych zwłaszcza opowiadań, wiele dla nas szczególniej, młodszych,
miało powabu. Towarzyszom kawalerji narodowej oddając wielkie pochwały,
kładł hetman nacisk na ich wielką drażliwość na punkcie honoru. Jednego
z nich — opowiadał hetman — musiałem ze służby wojskowej wygnać, gdy
go koledzy oskarżyli, że służyć z nim nie chcą, albowiem na jakieś tam bie-
siadzie przez noc całą w pysk był bity. Niedowierzając temu wezwałem do
siebie oskarżonego, a ujrzawszy tęgiego chłopa o sążnistych barkach i su-
miastym wąsie, pomyślałem sobie: kalumnja to być musi. Powtórzyłem mu
jednak doniesienie kolegów, jakoby w pysk miał być bity przez noc całą.
A on mi na to: »Noc nocy nie równa! cóż mi to za noc o św. Janie!« 


379 

Hojność Branickiego o mało że na szwank nie naraziła całej jego for-
tuny. Ile było wiosek tyle było trzyletnich dzierżawców, a niemało i zastaw-
ników; pospłacała ich wszystkich jego żona, zastawiwszy w Holandji brylanty
swoje otrzymane niegdyś w darze od cesarzowej Katarzyny. Hetman zapa-
lonym jest myśliwym; aczkolwiek w lata dobrze już posunięty, czasu naj-
ostrzejszej nawet zimy, nie da się młodym prześcignąć w tej zabawie. Odbywają
się też w Białej Cerkwi wspaniałe polowania. Nie braknie olbrzymich sieci
opasujących całe knieje, koryt i beczek z wodą przewożonych z miejsca na
miejsce dla pojenia niezliczonych psów, koszów zawieszonych na czterech po-
wozowych resorach, pełnych jadła i napoju dla uczestników polowania i t. p.
Zapraszał nas hetman nieraz na łowy. Razu pewnego, ubiwszy starego
wilka, trąbi; ukazuje się dojeżdżacz Maciej, podaje mu kordelas i hetman
własnoręcznie dokonywa tradycyjnego dokłucia zdychającego wilka. Przy
nastąpionem tegoż dnia śniadaniu, woła hetman owego dojeżdżacza i dla
facecji pyta: »Mój Macieju, a jakżeś ty to poznał, że to ja trąbię?« Maciej,
chociaż dworak, nie zająknąwszy się na to: »Bo, z przeproszeniem JW. Pana,
nikt tak kiepsko nie trąbi«. Wszyscy w śmiech a Maciej dostał dukata«.
W dalszych tomach swego pamiętnika notuje Marszycki, że słyszał od
naocznych świadków o dziwnym spokoju umysłu, z jakim stary hetman Bra-
nicki umierał. Przeżywszy długie lata, nie zawsze a może i nigdy przykładnie,
nie czuł umierający ani zgryzot ani obawy; gdy obecny doktor oświadczył
mu, że lada chwila z życiem rozstać się będzie musiał:
— Nie troszcz się — rzekł hetman — niech mi się śmierć choć w zie-
lonej sukni i białych rękawiczkach przedstawi — chętnie jej rękę podam i
pójdziemy z sobą tam, dokąd i wy prędzej czy później pójdziecie.
I z temi nieomal słowy na ustach, skonał.
Nastał rok 1812-ty. W niebywałej katastrofie runęły i wszystkie na-
dzieje w Napoleonie pokładane. Marszycki powtarza zasłyszany z ust Stani-
sława Wąsowicza, brata swego szwagra, ordynansowego oficera przy cesarzu,
szczegół o tem, jakoby Napoleon opuszczając w Smorgoniach armję swoją,
miał temuż Wąsowiczowi polecić, aby zabił go w razie nie dającego się od-
wrócić niebezpieczeństwa 224).
Śmierć Tadeusza Czackiego zamknęła jakby bolesnym epilogiem ten
okres klęsk powszechnych. Umarł ów niepospolity człowiek w Dubnie, nie
mając więcej nad lat czterdzieści kilka, wyznaczywszy na następstwo w wizy-
towaniu szkół w gub. kijowskiej Adama hr. Rzewuskiego.
Uwagę ogółu pochłaniać znów zaczęły wypadki rozgrywające się na wi-
downi europejskiej, ów »początek końca« wielkiej epopeji. »Przejazd nieda-
wnemi czasy przez nasze okolice — pisze Marszycki — siostry Cesarza Ale-
ksandra, zatrzymanie się jej w Białej Cerkwi i wyjazd stamtąd do Wiednia
w towarzystwie Branickiej uważano powszechnie za krok dany w celu odcią-
gnięcia Austryi od aljansu z Napoleonem. Jakoż zerwanie nastąpiło niebawem.
Napoleon miał już teraz przeciw sobie całą Europę. Branicka, wracając z Wie-
dnia, odwiedziła ks. wojewodę Sanguszkę i wymagała od niego aby zmusił
powagą ojcowską syna swego Eustachego Sanguszkę do powrotu. Jeżeli ks.

224) Porów, relację Bourgoing'a na str. 45.


380 

Eustachy — mówiła Branicka — dłużej przy Napoleonie pozostanie, ściągnie
wiele nieprzyjemności na cały dom Sanguszków. Przestrogi te widocznie za-
wierały w sobie wiele ostrej i głęboko poruszającej prawdy. Pod wrażeniem
ich ks. wojewoda tegoż dnia jeszcze, tknięty apopleksją, rozstał się z życiem.
Rychło potem (1814 r.) Marszycki, »aby się choć w części martwemu
wydrzeć odrętwieniu«, wypuściwszy majątek w dzierżawę, przenosi się na
stałe do Krzemieńca, by korzystać z tamtejszego towarzystwa, na wyższym
stopniu umysłowości stojącego, oraz z zasobów bibljotecznych, nagromadzonych
tam staraniem Czackiego.
Na tym życia swego epizodzie zamyka on część pierwszą swego pa-
miętnika, my zaś zaczerpnięty z niego, i tak już przydługi, szereg notat.


DOPEŁNIENIA.

Do stronicy 7.
W 1791 r. uchwałą sejmu czteroletniego zostały niektóre pa-
rafje powiatu oszmiańskiego przydzielone do powiatu zawilej-
skiego. (Województwo wileńskie miało wówczas 7 powiatów: wi-
leński, oszmiański, zawilejski, lidzki, ejszyski, Wiłkomirski, bra-
sławski). W rozkładzie miast przeznaczonych dla sejmików, uło-
żonym na sessji sejmowej d. 2 listopada 1791 r. czytamy: »Powiat
oszmiański podzielony na dwa powiaty, oszmiański i zawilejski,
będzie miał za granicę przedzielającą jeden od drugiego rzekę
Wilję, a odtąd powiat oszmiański będzie się składał z parafiów
(parafij): wołożyńskiej, pierszajskiej, trabskiej, holszańskiej, lebie-
dzieskiej, horodziłowskiej, markowskiej, oborskiej, oszmiańskiej,
iwiejskiej, dudzkiej (Dudy), lipniskiej, zygmunciskiej, gieranoń-
skiej, dziewieniskiej, hermaniskiej, trokielskiej, surwiliskiej, graj-
zyskiej (Graużyszki), krewskiej, ostrowieckiej (Ostrowiec), sol-
skiej, smorgońskiej, sobotnickiej, żuprańskiej, nalibodzkiej, za-
brzeskiej, łoskiej, chozowskiej i Wiśniewskiej. Sejmikować zaś
będzie ten powiat w Oszmianie na zamku i na sejmy dwóch po-
słów wybierać.
Vol. leg. IX. str. 331. Wydanie Akademii Umiejętności. 1889.

Do stronicy 13.
W 1402 r. Krzyżacy pod dowództwem wielkiego komtura
Wilhelma z Helfensteinu »puściwszy się ku Miednikom, znaleźli
już je spalone przez samych mieszkańców, a przeto zwrócili się


382 

w okolice Oszmiany i Salsenik (Solecznik), szerząc wszędzie łu-
pieztwa i pożogi«.
Ig. Daniłowicz. Skarbiec dyplomatów. Wilno 1860. I. 333.
Do stronicy 14.
Gdy dnia 31 sierpnia 1432 r. Świdrygiełło, zmierzając do
Brześcia, biesiadował z żoną i dworem całym w Oszmianie, na-
padł na niego z nienacka, o świcie, nowoobrany wielkim księ-
ciem Zygmunt Starodubowski, z książętami Holszańskim, Symeo-
nem Langweniem i Aleksandrem Włodzimierzowiczem kijowskim,
oraz z wielu przedniejszymi panami litewskimi (Gasztold) wcią-
gniętymi do spisku. Świdrygiełło, ostrzeżony, zaledwie miał czas
wespół ze starostą wileńskim Gedygołdem umknąć w czternaście
koni do Połocka. Bitwa zaś pod Oszmianą stoczoną została te-
goż roku dnia 8 grudnia. Leżał pod Oszmianą Świdrygiełło obo-
zem, nadczekując pomocy z Inflant, aby zwiekszonemi siłami
uderzyć na Wilno. Wielki książę Zygmunt, rzuciwszy się na
niego, rozgromił go i 10.000 trupa na placu położył. Świdrygiełło
(aczkolwiek przypisywał sobie zwycięstwo), pierzchnąć musiał
z placu bitwy i ratował się ucieczką do Pskowa. W. książę Zyg-
munt Kiejstutowicz, z placu bitwy pod Oszmianą, dnia 9 grudnia
1432 r. list do Wielkiego mistrza krzyżackiego wysłał, donosząc
o odniesionem zupełnem zwycięstwie i stanął obozem w zdobytej
Oszmianie. W tejże Oszmianie, dni kilka pierwej, 30 listopada
obozował mistrz inflancki Rutenberg, sojusznik Świdrygiełły
i z Oszmiany wysyłał listy do Wielkiego mistrza krzyżackiego,
zachęcające do dania jaknajsilniejszej pomocy Świdrygielle, o któ-
rego przewadze na Litwie przesadne daje wiadomości.
Ign. Daniłowicz. Skarbiec dyplomatów. Wilno I860 II. str.
137—138. 145—146.

Do wspomnień dziejowych, związanych z Oszmianą, należy
też uroczysty przejazd w 1495 r. z Moskwy do Wilna córki wiel-
kiego księcia moskiewskiego Iwana Wasilewicza, Heleny, przy-
rzeczonej w zamęście Aleksandrowi Jagiellończykowi, ówcze-
snemu w. księciu litewskiemu. Wspaniały orszak przeprowadza-
jący dostojną oblubienicę powitał w Markowie, wysłany z sześć-


383 

dziesięciu ludźmi przez ks. Aleksandra, marszałek Stanisław Stro-
miłło w towarzystwie księcia Konstantego Ostrogskiego, oraz
książąt Iwana i Wasila Glińskich. Przywiózł on od Aleksandra
wóz szkarłatem obity a wewnątrz zielonym aksamitem, z sześcią
takiemiż węzgłowiami. Zaprzężono doń sześć siwych ogierów
w aksamitnych szkarłatnych szlejach z wyzłacanemi kółkami
i spinkami. Prosił marszałek, aby księżniczka do tego przesiadła
się powozu; lecz ona niechciała i aż do samego Wilna we wła-
snym jechała powozie.
W Krewię spotkały księżniczkę: Anna Martynowa i Anna
Bohdanowa, które nie przywiózłszy darów, oddały tylko czoło-
bitność w izbie na stacji i jadły razem z księżniczką. Nazajutrz
puściła się księżniczka w dalszą podróż z Krewa do Oszmiany,
posadziwszy obok siebie w powozie panią Martynowa. Z Osz-
miany zaś do Miednik jechała w powozie pani Bohdanowa.
O trzy wiorsty przed Wilnem spotkał swoją narzeczoną ks.
Aleksander, konno, na dzielnym dżanecie. Zatrzymał się powóz,
rzucono na drogę postaw sukna czerwonego, na sukno rozścielono
złoty adamaszek, księżniczka wysiadła, a ks. Aleksander zesko-
czywszy z konia, podał jej rękę, powitał, przytulił do siebie i po-
prosił napowrót wrócić do powozu. Sam dosiadłszy rumaka, obok
karocy jechał ku miastu.
W. księżniczka Helena przybyła do Wilna 15 lutego 1495 r.
Ślub odbył się tegoż dnia w kościele św. Stanisława według
obrządku rzymskiego i greckiego.
Obszerne opisanie podróży W. księżniczki Heleny oraz jej
zaślubin, w »Starożytnej Bibliotece Rossyjskiej«, Mo-
skwa 1790. Tom XIV. str. 1—21. W skróceniu u Dani-
łowicza: »Skarbiec dypl.« II. str. 239.

Do stronicy 60.
O. Józefat Brażyc, Bazyljanin, przechowywał w zakonnej
celi swojej obraz N. Maryi Panny, a wiele łask i cudów od niego
doznając, osobliwszem czcił ów obraz nabożeństwem. O. Brażyc
oddał Bogu ducha w Witebsku d. 12 lutego 1683 r. Umierając
podarował wspomniany obraz krewnemu swojemu Mikołajowi
Pieślakowi, pilnie upominając go i prosząc, aby obraz w posza-


384

nowaniu i czci chował. Pieślak, nietylko ostatniej woli zakonnika
czynił zadość, ale w 1691 r. kościół w Boninach wystawił -
w puszczy, na miejscu ukazanem mu przez samą Matkę Boską -
i w kościele tym obraz Brażyca umieścił. Odtąd obraz N. Maryi
Panny Boruńskiej wsławiać się począł niezliczonemi cudami.
Stebelski. Chronologja. Wyd. II. Lwów 1867, stf. 230. Leon
Kiszka. Morze łask. 1712. Rękopis Olszewskiego. Na te
źródła powołuje się ks. Sadok Barącz. »Cudowne obrazy
Matki Najświętszej w Polsce«. Lwów 1891. str. 35.

Do stronicy 61.
Podanie historyczne opowiada, że Michał Wiśniowiecki het-
man (por. str. 314), przewiózł podczas krajowych zaburzeń 1702
roku kopję obrazu N. Maryi Panny Boruńskiej, oraz krzyże z bo-
ruńskiego kościoła, salwując je, podobno, od Szwedów, do dzi-
siejszej gubernii suwalskiej i tam w kaplicy nad jeziorem Duś
umieścił. Kopja owa i rzeczone krzyże znajdują się w tejże ka-
plicy i dziś jeszcze. Wiadomość o tem przechowała się w aktach
kościelnych w Metelach (powiat sejneński), z których dosłowny
odpis - dostarczony nam łaskawie przez p. Jana Odyńca, ale
już po zamknięciu druku niniejszego tomu - zamieszczony zo-
stanie w dopełnieniach do części drugiej »Powiatu Oszmiań-
skiego«.

Do stronicy 70.
List cesarza Rudolfa II, pisany w języku łacińskim do Wo-
lana a datowany d. 26 stycznia 1587 r. z Pragi czeskiej, wydru-
kowany in extenso w »Wizerunkach i roztrząsaniach naukowych».
Wilno 1840. Tom XVII. str. 99. - Tamże czytamy: »Król Zyg-
munt August, za wierne jego (Wolana) zasługi dał prawem dzie-
dzicznym jemu i jego sukcessorom, przez swój przywilej z 2
czerwca 1568 r., dwie wsie: Czereszczenięta i Gierbienięta z za-
ściankami, poddanymi i gruntami należącemi do nich, nazwane
Wolanowem. W tymże roku 1568 d. 15 sierpnia Jan Wołmiński
podkomorzy upitski, starosta krewski, za rozkazem królewskim
podał te wsie do dziedzicznej posessji Wolanowi.
»Wizerunki i roztrząsania. 1840. XVII. 99-104.


385 

Do stronicy 71.
Do 1569 r. miały wartość nierówną sobie: grosz polski i grosz
litewski. Z jednej grzywny, trzymającej 6 łutów srebra i 10 łutów
miedzi, bito między 1546 a 1568 rokiem 96 sztuk groszy litew-
skich. Szło tych groszy na jeden złoty sztuk 30 a wartość jednego
grosza litewskiego równała się dziewięciu (właściwie 9 12/52) gro-
szom naszym dzisiejszym. W czasie, o którym mowa, wzrastała
stopniowo ilość groszy wchodzących do złotego; szło ich na je-
den złoty zrazu 30, potem 50, wreszcie 52. Grosz litewski dzielił
się na 10 denarów, zwanych pieniążkami, noszących też popu-
larną nazwę »białych«. Liczono grosze na kopy (per sexagas), po
sześćdziesiąt sztuk groszy w kopie. Grosz litewski równał się l l/4
grosza polskiego, czyli 4 grosze litewskie równały się 5 groszom
polskim; a zaś kopa groszy litewskich 75 groszom polskim.
W 1569 r. zrównano stopę menniczą litewską ze stopą men-
niczą polską. Odtąd całe Państwo miało jednakową stopę men-
niczą, ale stopa owa doznawała u nas wielorakich i częstych od-
mian. W 1766 r. postanowiono wybijać z jednej grzywny srebra
80 sztuk złotych polskich. Ów właśnie złoty polski z 1766 r. rów-
nał się wartością dzisiejszej złotówce. Otóż okazuje się, że np.
w 1505 r. miał tak zwany »złoty polski« wartość 16 złotych i 7
groszy z roku 1766, a zaś w 1650 r. tak zwany »złoty polski« 
miał już wartość tylko 3 złotych z roku 1766. W 1620 r. grosz
polski (zrównany z litewskim) miał wartość, nie 9 groszy na-
szych dzisiejszych jak to bywało w XVI wieku, lecz miał war-
tość tylko 4 groszy naszych dzisiejszych. W 1650 r. grosz polski
zawierał 5 1/3 grana srebra a zaś złoty polski 160 granów
srebra.

Czacki. O litewskich i polskich prawach. Warszawa 1800. I.
str. 111—178. Zagórski. Monety dawnej Polski. War-
szawa 1845. str. 11.

Do stronicy 87.
Karpuciszki należały do Paszkowskich poczem, w 1832 r.
do podolskiego vice-gubernatora Hiersa, ożenionego z Pasz-
kowską.
POWIAT OSZMIAŃSKI.
 25


386

Rękopis biblioteki Jagiellońskiej nr. 3513. List Miładowskiego
do Jędrzeja Śniadeckiego.

Do stronicy 100.
W archiwum bienickiem przechowała się plika »pisanej ga-
zety nadchodzącej między 1765 a 1791 r. co dni kilka, czasem
dzień po dniu, z Warszawy do Bienicy. Są to odpisy z gazet
miejscowych, dostarczane Tadeuszowi Kociełłowi przez specjal-
nego korespondenta, utrzymywanego w stolicy. Pod datą 15
sierpnia 1790 r. czytamy tam następującą wiadomość »z Wilna«:
»Po dwunasto-niedzielnej chorobie Wielmożna Jejmość Pani Jó-
zefa z Koziełłów Jankowska sędzina ziemska powiatu oszmiań-
skiego, mimo wszelką usilność doktorów, przygotowana najprzy-
kładniej po chrześcijańsku do przyjęcia wyroku woli Boskiej, na
dniu 31 lipca z tego świata zeszła, a na dniu 7 praesentis, po co-
dziennych prawie do czasu pogrzebu u ks. ks. Franciszkanów
egzekwijach i po publicznym od tychże ks. ks. Franciszkanów
do ks. ks. Bernardynów przez prowadzącego JW. księdza Zień-
kowicza biskupa arjopolitańskiego kondukcie — w tutejszem
mieście w kościele tychże ks. ks. Bernardynów została pogrze-
bioną«.
Koziełłowie herbu własnego, ród dawnej dobrej szlachty,
liczne różnemi czasy piastowali urzęda, jako to: Fabjan podstoli
z czasem chorąży oszmiański; Jan miecznik oszmiański; Jerzy
chorąży oszmiański, żonaty z Anną Kociełłówną marszałkówną
oszmiańską, po którym trzy córki wzięły w spadku dobra: Ko-
bylnik, Olszew (który przez Annę za Ludwikiem Chomińskim
marszałkiem oszmiańskim, następnie od 1737 r. pisarzem wielkim
litewskim, przeszedł w posiadanie Chomińskich) Bolkowszczyzna,
Stracz, Żary, Świrki, Komorowszczyzna i Jazno. Józefa Kozieł-
łówna Jankowska była córką Ambrożego Koziełła chorążego
oszmiańskiego, starosty dziśnieńskiego.
Ks. J. Kociełł. »Domy Wielkiego Ks. Lit.« 1817. Niesiecki.
J. Wolff. »Senatorowie«. 

»W okolicy Lobau, nasz szwadron pod dowództwem kapi-
tana Jankowskiego zaalarmował dragonów rossyjskich tak da-


387 

lecę, że ks. Trubecki jenerał, w kilka lat później mi się przyznał —
pisze generał Józef Załuski - że nieubrany ledwie nie popadł
w ręce naszych i że się ze swoją komendą tylko nagłą ucieczką
ratował. Jakoż widzieliśmy wkrótce nasz 1 szwadron pędzący
przed sobą zgraję dragonów, na których część naszego pułku
wpadłszy z boku, znacznie ich poraziła«.
Tenże epizod bitwy pod Bautzen (1813) opisuje pułkownik
Mikułowski jak następuje: »Na drugi dzień, pod Reichenbach,
idąc na czele całej armji pod dowództwem jenerała Lefvre des
Nouettes, cztery razy czy pięć szarżowaliśmy na różne pułki
kawalerji rossyjskiej a zawsze zwycięsko. Tam Jankowski idący
z jednym szwadronem na przodzie dywizji, gdy ta zaatakowaną
została przez masę kawalerji nieprzyjacielskiej, w momencie kry-
tycznym, bo na przechodzie szerokich rowów, rzucił się oślep
na jej linję, zmieszał jej środek i dał czas dywizji uformowania
się i przypuszczenia szarży w porządku«.
»W odwrocie z pod Lipska ku Hanau — opowiada Joachim
Hempel — byłem w szwadronie służbowym cesarza pod komendą
Jankowskiego; uszedłszy kilka mil, pokazuje się na naszej pra-
wej stronie, za rzeką, na wzgórzach piechota w dość znacznej
liczbie uformowana i rozpoczęła ogień karabinowy do nas. Ce-
sarz zatrzymuje kolumnę, wysyła kompanję saperów gwardji
dla zreperowania mostu; sapery rozebrawszy kilka domów, na-
prawili most. Cesarz niespokojny czy to nie jest jaki znaczny
korpus, poleca Jankowskiemu przejść rzekę i wziąć niewolnika;
ten wypełnia rozkaz, lubo trudne zadanie atakować piechotę
kawalerją za rzeką; Jankowski przechodzi most elastyczny, który
się uginał pod nami, zatrzymuje się w wiosce pod górą, a mnie
(Hemplowi) poleca z jednym plutonem przejść wąwozem w bok,
tak, żebym z flanku wpadł na piechotę i koniecznie przyprowa-
dził niewolnika (język); co szczęśliwie wykonałem, bo tak nie-
spodzianie na nich napadłem, żem porwał między konie dwóch
piechurów i cofnąłem się pod ogniem karabinowym, nie straciw-
szy tylko dwa konie i dwóch ludzi zostało rannych; a nawet
ludzi, co mieli konie zabite, uprowadziłem. Cesarz, dowiedziaw-
szy się od jeńców, że to tylko był jeden batalion posunięty na


388 

przód, dał rozkaz do dalszego marszu, a Jankowskiego sam
ozdobił krzyżem oficerskim legji honorowej« *).
J. Załuski. Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim
gwardji Napoleona I. Kraków 1865. 318—319.

Do stronicy 124.
Michał Łaniewski Wołłk chorąży starodubowski umarł w Żu-
pranach w 1745 r. Tam odbył się pogrzeb jego i tam on pocho-
wany. Jednocześnie z pogrzebem Wołłka odbył się w Żupranach
ślub najstarszej siostry Stanisława Bohusza Siestrzeńcewicza,
późniejszego arcybiskupa mohilewskiego i metropolity. Na ten
ślub przybył z Kiejdan do Żupran, liczący wówczas lat czterna-
ście, przyszły metropolita i tamże w Żupranach na zjeździe fa-
milijnym postanowiono wysłać go do Niemiec dla dalszego kształ-
cenia się.

Al. W. Darowski. Młodość Stanisława Bohusza. Rocznik dla
archeologów, numizmatyków i bibliogr. polskich, wyd.
St. Krzyżanowskiego. Kraków 1873. str. 3.

Do stronicy 133.
Dominik ks. Radziwiłł, odznaczywszy się najchlubniej w bi-
twach pod Witebskiem, gdzie go kula karabinowa w piersi ra-
niła, pod Smoleńskiem, pod Możajskiem i pod Woronowem, po
raz ostatni okrył się sławą szarżując na czele pułku pod Hanau.
Kula armatnia rozerwała mu wtedy czapkę. Książe przybył dn.
10 listopada 1813 r. do miasteczka Lauterecken (kanton Laute-
recken, departament du Mont Tonnerre) i stanął tam kwaterą
w oberży pod »Złotą koroną«. Nazajutrz tamże życie zakończył
nagle, apopleksją tknięty. Obszerną wiadomość o ks. Dominiku
i o śmierci jego podaje:

*) Wincenty Dobiecki, również naoczny świadek bitwy pod Lipskiem, 
rzecz wystawia w następujący sposób: »Rano dnia 19-go, jak tylko brzask
przeszliśmy spokojnie most na Bistrze, ale zatrzymał nas wkrótce ogień kar-
aczowy, z drugle] strony rzeki (Elstry?) na szosę wymierzony, gdzie Au-
strjacy nas uległszy, «terma armatami nas razili. Gdy cesarz nadjechał ze
służbowym naszym szwadronem Jankowskiego, dał mu rozkaz do wzięcia tych
armat; uskutecznił on to dokładnie, bo przeprawiwszy się przez rzekę niespo-
dzianie napadł na piechoty 300, która miała broń w kozłach, zabrał ich i ar-
maty, zaś armaty i broń w rzece potopił, a piechotę rozpuścił«.


389 

J. Załuski. Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim
gwardji Napoleona I. Kraków 1865. str. 114—122.

Do stronicy 168.
Adam Korsak posiadał wcale nie przeciętne uzdolnienie
literackie. Spotkaliśmy się np. z jego artykułem zatytułowanym
»Coś z moich wspomnień«, datowanym z Graużyszek a zamie-
szczonym w Pamiętnikach umysłowych wydawanych w Wilnie
przez Kirkora (1845. II. str. 198). Ładna to i rzewna fantazja na
temat szkolnych czasów autora, na temat rojeń młodzieńczych.
»Żyliśmy - pisze ów gospodarz, na wsi teraz, w Graużyszkach
swoich zagrzebany - w świecie ksiąg; czytaliśmy Gesnera, wie-
rzyliśmy w Gesnera, biegliśmy za nim myślą w spokojną wiej-
ską ustroń, nad brzeg kwiecisty strumienia, powitać tam jego
piękniejszą nad kwiaty pasterkę«... »Nie był-że z nas kto w my-
śli swojej Byronem? Nie odbierał-że jak Sarbiewski lauru na
Kapitolium? Nie zasiadał-że rektorskiego krzesła jak Jan Za-
mojski w Padwie?...« Gdzieżeś ty sielanko Gesnera, gdzieżeś ty
kapitoliński trjumfie — w Graużyszkach! Sądzę że nawet bu-
kolicznej, pastuszej fletni nie zdarzyło się p. Korsakowi usły-
szeć z okna wiejskiego, podoszmiańskiego swego dworu. Toć
przecie lat już kilkanaście przedtem pisał tuż w pobliskiem Boł-
tupiu Jędrzej Śniadecki: »U nas w Litwie ponura cichość na po-
lach i w lesie, cichość zupełna po wioskach, cichość nawet w karcz-
mach; bo, co jest rzecz niepojęta, u nas nie śpiewają nawet pi-
jani. A jeżeli kiedy zaśpiewają kobiety przy żniwie lub na we-
selu, muzyka ta jest smutna, prawdziwie żałobna i nudnie je-
dnostajna. Panowie właściciele i dzierżawcy, komisarze i ekono-
mowie, panowie sprawnicy i assessorowie niższego sądu, księża
plebani i wikarjusze, panowie arendarze nakoniec! W. Panowie
Dobrodzieje zawsze mają do czynienia z wiejskim naszym ludem,
więc musicie to lepiej wiedzieć; powiedźcie mi też z łaski swojej,
dlaczego i za co lud nasz nie śpiewa?«

Do stronicy 252.
Księżniczka Stefanja Radziwiłłówna, córka ks. Dominika
i Teofili Morawskiej (rozwiedzionej z Józefem hr. Starzeńskim,


390 

zmarłej w 1828 r.) przyszła na świat 9 grudnia 1809 r.; poślu-
biła 14 kwietnia 1828 r. księcia Ludwika Sayn-Wittgenstein-Sayn
(Fürst zu Sayn-Wittgenstein-Sayn); umarła 26 lipca 1832 r. Mąż
jej, ks. Ludwik umarł w 1866 r. i objął po nim dziedzictwo
wszystkich dóbr syn, książę Piotr, urodzony 10 maja 1831 r. Ks.
Piotr Sayn-Wittgenstein-Sayn zeszedł ze świata bezpotomnie dn.
20 sierpnia 1887 r. i całą fortunę swoją zapisał testamentowie
siostrze swojej Marji Antoninie Karolinie żyjącej od 1847 r. w za-
męźciu z Klodoweuszem księciem Hohenlohe-Schillingsfürst dzi-
siejszym kanclerzem państwa Niemieckiego. Sąd okręgowy wi-
leński w lutym 1888 r. uznał testament ks. Piotra za nieważny
ze względu na cudzoziemskie pochodzenie spadkobierczyni, księ-
żnej Hohenlohe. Izba sądowa zatwierdziła testament, ale pole-
ciła, aby wszystkie ziemskie posiadłości (poradziwiłłowskie) le-
żące w obrębie granic Rossji, otrzymane w spadku przez księ-
żnę Hohenlohe, zostały sprzedane. Obszerniejsza wiadomość
o tym milionowym spadku, oraz o dalszych dziejach dóbr da-
nych w 1828 r. w posagu córce ks. Dominika Radziwiłła, znaj-
dzie się w dalszej części pracy niniejszej, w rozdziale: »Naliboki«.

Do stronicy 327.
Podobno prototypem Horeszki, ojca Ewy, w »Panu Tadeu-
szu« Mickiewicza miał być któryś Szwykowski, wojewoda. Całą
zaś osnowę swego poematu miał podobno wziąć Mickiewicz z gło-
śnej swojego czasu historji odmówienia przez tegoż Szwykow-
skiego ręki córki swojej - Wąsowiczowi. Ztąd też, jakoby, zna-
lazło się w »Panu Tadeuszu« wyrażenie »Jacek wąsal« czyniące 
aluzję do nazwiska odrzuconego konkurenta, Wąsowicza. Wia-
domość tę - żadnemi zresztą dowodami nie popartą - miał hr.
Konstanty Przeździecki z ust hr. Potockiej (matki hr. Mikołaja)
z domu Szwykowskiej.
Zaś za wzór dla »hrabiego; - miał służyć Mickiewiczowi -
Karol hr. Przeździecki, dziedzic Smorgoń, pułkownik w armji
Napoleona w 1812 r., następnie pułkownik w korpusie Giełguda,
zmarły w Królewcu 1832 r. O tem mówił podobno sam Mickie-
wicz przyjacielowi swemu Jundziłłowi w Szwajcarji, a córka


391 

Jundziłła, p. Daszkiewiczowa, powtórzyła to własnemi usty hr.
Konstantemu Przeździeckiemu.

Do stronicy 338.
Obok okazu druków w Oszmianie Murowanej wytłaczanych,
kładziemy faksymil karty tytułowej książki odbitej w Łosku.
Drukarnię w Łosku (o której na innem miejscu obszerniejszą
damy wiadomość), założył Jan Kiszka krajczy W. Ks. Lit. potem
kasztelan wileński, wpierw ewangelik-reformowany, a następnie
arjanin. Istniała ona mniej więccej od 1570 do 1587 r., poczem,
należy przypuścić, przeniesioną została do Wilna. Wytłaczano
w niej przeważnie dzieła socyan, jako to Szymona Budnego,
Marcina Czechowicza, Paleologa; drukowano też w Łosku dzieła
Wolana. Zawiadywał drukarnią łoską, której druki nie ustępo-
wały nawet ówczesnym krakowskim, najpierw Daniel z Łęczycy
a następnie przybyły z Wieliczki Jan Karcan. Faksymil karty
tytułowej polskiego przekładu głośnego dzieła Andrzeja Frycza
Modrzewskiego "O poprawie Rzeczypospolitej", zamieszczony 
przed stronicą 338, odbity został w zmniejszeniu z egzemplarza
znajdującego się w bibliotece ks. Czartoryskich w Krakowie.
 

 
 
 
 
 
Top
[Home] [Library] [Maps] [Collections] [Memoirs] [Genealogy] [Ziemia lidzka] [Наша Cлова] [Лідскі летапісец]
Web-master: Leon
© Pawet 1999-2009
PaWetCMS® by NOX
  Лучшая цена на товары для новорожденных екатеринбург недорого.