Вярнуцца: Шукевіч Вандалін

W kwestji krajoznawstwa


Аўтар: Szukiewicz Wandalin,
Дадана: 26-07-2011,
Крыніца: Kuryer Litewski № 176-1907.



Poznanie kraju swego pod każdym względem jest najpierwszym obowiązkiem każdego, kto ten kraj miłuje, komu nie jest obojętną jego przeszłość, kto chciałby poznać, w jakim stanie on się obecnie znajduje. To też instytucje naukowe, zawiązane niedawno u nas, przedewszystkiem powinny całą usilność swoją, całą swoją działalność zwrócić ku gromadzeniu wiadomości o wszystkiem, co kraju naszego dotyczy. Czas wielki przystąpić do tego, gdyż pod względem krajoznawstwa zostaliśmy wyprzedzeni dawno przez ludy sąsiednie. A jednak u nas jest co badać, jest nad czem popracować, zająć się z całem zamiłowaniem.

Weźmy np.kraj nasz pod względem przyrodniczym. Gdyby jaki cudzoziemiec zapytał nas, czy mamy jakie bogactwa kopalniane, odpowiedzielibyśmy mu bez wahania, że żadnych. Tak samo odpowiedzielibyśmy ciekawemu geologowi, że kraj nasz w niedawnym stosunkowo czasie, wyłonił się z głębin morza, w jakiem od początku świata był pogrążony, więc jako podstawę swego terenu mamy kredę, przykrytą niezmiernemi masami naniesionych przez prądy żwirów, piasków i gliny. I rzeczywiście, nic innego nawet i mapy geologiczne nam nie ukazują, na najszczegółowszych bowiem olbrzymie przestrzenie Litwy są pokryte jednakim kolorem szarym, oznaczającym napływy diluwjalne, a na tern tle gdzieniegdzie plamki zielone, ukazujące miejsca, gdzie odkryto kredę - i więcej nic. A jednak, twierdzić można napewno, że geologiczne dzieje tej ziemi nie są jeszcze dokładnie znane i niejedna jeszcze tajemnica ukrywa się pod osłoną tych nic nie mówiących napływów. Trzeba tylko rozejrzeć się wokoło, zjednać i zachęcić grono pracowników, zorganizować wyprawy naukowe, a zachód opłaci się sowicie. Są np. w naszym kraju miejscowości spłókane - że się tak wyrażę - przez wody, spływające niegdyś z lodowca. W tych miejscowościach warstwy diluwjalne są bardzo niegrube, a nawet niekiedy całkiem ich niema, tak że starsze pokłady są dostępne na znacznej nawet przestrzeni. Na te więc miejscowości należy zwrócić baczną uwagę i odczytać z nich, co jest do odczytania.

Warto też zwrócić uwagę na okazy paleontologiczne, nader często u nas spotykane, a niestety często niszczone, na różne skamieniny, wymywane przez wody z głębi ziemi. Są to niby rozrzucone czcionki zagadkowego pisma, które, zebrane starannie i określone, mogą przecież coś niecoś opowiedzieć o owej zamierzchłej przeszłości, gdy morskie odmęty, napełnione potworami, przelewały nad naszym krajem swoje fale, lub gdy lasy podzwrotnikowe pokrywały wyłaniające się z wód toni lądy. Niech każdy z członków istniejących u nas instytucyj naukowych zainteresuje się tem i o wszystkiem, co zdobył, co widział, lub o czem posłyszał, złoży na rzecz tejże instytucji lub poda do jej wiadomości, a z czasem stworzy się całość, która da pełny obraz epok, jakie przechodził kraj nasz w swojej ewolucji geologicznej.

Toż samo rzec można i o innych gałęziach przyrodoznawstwa. Botanika wprawdzie zyskała u nas kilku sumiennych pracowników, ąle do pojęcia o całokształcie flory litewskiej jeszcze daleko. I te badania przeto należałoby ująć w jakiś system, uporządkować to, co co jest już zrobione, i stopniowo dopełnić. O faunie nie będę wspomir nał, gdyż mamy już sporo dzieł, traktujących ten przedmiot szczegółowo, z nich, zaś przy dobrych chęciach, łatwo wyłączyć faunę litewską.

Przechodząc do człowieka, zamieszkującego kraje nadniemeńskie niegdyś i dziś winienem zaznaczyć, że wprawdzie badania nad nim były już nieraz prowadzone, lecz zwykle miały cechę dorywczości, więc rezultaty ich dają tylko materjał, który z czasem dopiero może być użytym. Do syntetycznego ujęcia w całość tego materjału. powinny dążyć dalsze badania. Dlatego to należałoby, ażeby jedno lub drugie z Towarzystw, istniejących w Wilnie, zainicjowało ruch w tym kierunku i wzięło w swoje ręce całą sprawę, popierając ją gorąco, a wówczas dopiero będziemy mogli powiedzieć, że dążymy do poznania swego narodu, w jego przeszłości i teźniejszości.

Przede wszystkiem powinniśmy się zwrócić do przeszłości. Ona nam da rozwiązanie niejednej zawiłej dziś dla nas kwestji, da podstawę znajomości dzisiejszych stosunków narodowościowych w tym kraju. Należy przeto zacząć tę rzecz ab ovo, poznać cały ciąg dziejów w zabytkach, jakie każdy wiek tu. pozostawił, a które, całym szeregiem stojąc przed nami, przypominają się naszej pamiąci. Zatroskajmy się o nie, a naprzód dowiedzmy się, ile ich jest, w czem leży ich znaczenie, co one mówią nam o sobie.

Przed niedawnym czasem otrzymałem list od znakomitego naszego antropologa, d-ra Juljana Talko Hryncewicza, mieszkającego obecnie w Troickosawsku za Bajkałem a niezadługo mającego ku pożytkowi nauki naszej osiąść w Wilnie. W tym liście porusza on między innemi kwestję nader ważną dla nauki naszej, a mianowicie potrzebę ułożenia przedewszystkiem mapy zabytków przedhistorycznych, znajdujących się na obszarach dawnej Litwy i Rusi. Praca ta, rozumie się, jest za wielką, na siły pojedynczego człowieka, chyba że kto chciałby wstąprzepić w ślady Pokrowskiego lub Tatura, którzy dla swoich map archeologicznych (wileńskiej i mińskiej gub.) zbierali wiadomości przy pomocy policji i zarządów gminnych. Takie traktowanie sprawy nie przynosi żadnej korzyści dla nauki, to też i wzmiankowane mapy są pozbawione wszelkiej wartości. Więc przedewszystkiem należałoby zaprosić do współpracownictwa nietylko znane siły naukowe, lecz oraz każdego chętnego i rozumiejącego zabytki. W taki sposób, w ciągu lat kilku, zgromadzi się obfity i cenny materjał, z którego umiejętna dłoń ułoży świetną mozajkę mapy na pożytek prawdziwy nauki.

Wiadomo, że dzisiejsi historycy nie poprzestają na kronikarskiem zapisywaniu legend, oraz dyplomatycznych rokowań i wojen, prowadzonych przez władców. Dziś historja stara się przedstawić rozwój kulturalny ludów, więc chcąc mieć pełny obraz tego rozwoju, sięga ido takich źródeł, jakie daje archeologja, widząc w nich piawdę, nie dającą się naginać do celów politycznych, tak jak dajmy na to niejasne bajania kronikarskie. Do naszej historji pierwszy wprowadził tę inowację na szerszą skalę prof. Czerniak, który cały pierwszy tom swych wspaniałych "Dziejów Polski", zapełnił danemi, poczerniętemi z badań archeologicznych, prowadzonych dotychczas na przestrzeni naszej, niegdyś tak obszernej Ojczyzny. O ileżby taka praca była zupełniej szą, gdyby miała pomoc w szczegółowszych badaniach.

O potrzebie stworzenia Muzeum starożytności na zasadach czysto naukowych-nie mam co, zdaje się, i mówić. Każdy rozumie, że bez niego, zarówno jak i bez bogatszej bibljoteki, wszelka praca naukowa jest niemożliwą. To też każdy badacz przeszłości naszej, każdy nawet zbieracz z amatorstwa, powinien zrozumieć, że jego badania lub jego zbiory są dopiero cząstką materjału, potrzebnego do odbudowy całokształtu gmachu przeszłości, jedną croiełką zaledwie, z jakicli ów gmach można złożyć. Więc powinni wszyscy zainteresować się tą sprawą i przylożyc się do wzbogacenia Muzęja, bo tylko zbiorowa praca wydaje rezultaty szerszego pokroju.

Towarzystwa nasze powinny też dążyc do poznania ludu naszego i pod każdym innym względem. Zwłaszcza na dbałość naszą zasługują te cechy jego, te wytwory pracy jego i inwencjj które z biegiem lat córaz to zanikają i całkiem mogą już zniknuc z powierzchni ziemi i z pamiaci potomnych. Dziś wszystko pcha się naprzód, odsuwając to, co z dawniejszego zawadza, lub nie daje się przystosować, to też maluezke a wszystko wymknie się z pod oka najbystrzejszego obserwatora. Mam tu na myśli ludowe budownictwo, zdobnictwo, ubiory etc, a także płody ich ducha, jak: legendy, podania, pieśni, zwyczaje, obrzędy i in., stanowiące materjał folklorystyczny. Jak to wszystko prędko zniku. zwlaszcza w okolicach bliższych środowisk t. zw. cywilizacji, o tem wie każdy, kto przeżył lat kilkanadzicciat i umiał patrzeć na rzeczy otaczające.

Co lat temu, dajmy na to, pięćdziesiąt było powszechnie stosowane lub używane, dziś w zapomnieniu calkowitem, kryje się gdzieś chyba w kątach zapadłych, nie mających często styczności ze światem. W ten sposób budowle wiejskie u nas zatracają swój pierwotny charakter, zwłaszcza w ornamentacjach ganków i okien; dalej ginie zwolna tradycja stawiania krzyżów zdobnych na grobach, znikają barwne paski, strojne niegdyś kostjumy niewiast włościańskich, znika zwyczaj ozdabiania naczyń, narzędzi i innych przedmiotów fantastycznym rysunkiem itd. Dodać tu winienem, że te skromne, wykoślawione nieraz w wykonaniu motywy artyzmu ludowego, nie są znów tak małoważne, ażebyśmy mieli prawo pozwolić im zaginąć na zawsze. Przecież, jak to już zostało dowiedzionem, są to resztki, przeżytki, że tak powiem, powszechnie niegdyś w Polsce i Litwin kwitnącej sztuki stosowanej, która z biegiem czasu, strącona ze swego stanowiska w pałacach i dworach szlacheckich przez modne zagraniczne wzory, ukryła się wstydliwie pod strzechy słomiane chłopskie, lub w cieniu cmentarzy wiejskich. Tak piękny kwiat pańskich ogrodów, gdy ziarno jego nasienia ptak zaniesie na jałową równinę, wyrasta karłowaty, nikły, zaledwo z ogólnych zarysów przypominający swoją, macierz. Lecz artysta potrafi z tych wykoślawionych przeżytków sztuki stosowanej polskiej i litewskiej wskrzesić piękno, prawdziwie swojskie.

Przypatrzmy się wspaniałemu dziełu ś. p. Matlakowskiego - jakie to obfite źródło dla artysty! A czy u nas nie dałoby się nic wydobyć ze skarbnicy ludowej? Sądzę, że owszem, praca sowicie by się opłaciła, rależy tylko przystąpić do niej z gorliwością taką, jakiej dowody dał przed laty nasz znakomity etnograf p. M. Fedorowski, a obecnie niemniej zasłużony na tem polu pracownik p. M. Brensztejn. Pierwszy - jak wiadomo - "podebrał", że się tak wyrażę, całkowicie, lud białoruski, drugi wziął sobie za zadanie zbadać Żmujdź świętą i już liczne prace, rzecz tę traktujące, ukazaiy się w licznych wydawnictwach ( godna ze wszech miar praca o krzyżach i kapliczkach żmujdzkich, została wydrukowana przez Akademję krakowską). Lecz pomimo tak cennych i wyczerpujących do pewnego stopnia prac, daleko jest jeszcze do objęcia całości. Ażeby to osiągnąć, trzeba prawać kolektywnie, dotrzeć do zajtkćw niebadanych jeszcze i zbieszystko co jest do uratowania, nie zwracając na to uwagi, czy rzecz jaka przedstawia się nam wartościowa., lub nie. Gdy się zbierze materjał kompletny, wówczas ci, co się wezmą do opracowania go, potrafią wywiać stąd plewy, a zostawić czyste ziarno.

To samo, co się powiedziało wyżej, da się zastosować i do innych wytworów umysłowości ludu naszego, jak: legendy, podania, zabobony, wierzenia etc, które istnieją tylko dzięki niesłychanemu konserwatyzmowi, a co za tem idzie i ciemnocie ludu, zaś wraz z rozjaśnieniem tych mroków, zalegających głowy, znikną na zawsze. Spieszmy więc i zbierajmy, co się jeszcze zachowało, bo i w tych niedorzecznych na pojzór bajaniach kryje się nieraz, pod osłoną wiekowych naleciałości, jakaś niezmiernie cftnna wieść z czasów bardzo odległych, ze świata nieznanych nam stosunków przeddziejowych. Pracą zbierania takiego materjalu mogłaby się zająć nasza młodzież, młodzież tak ochocza zwykle do czynu.

Młodzież z Królestwa dała nam śliczny przykład, organizując wycieczki krajoznawcze, pod wodzą umiejętnych w ich prowadzeniu uczonych. Wycieczki takie, jakkolwiek nie mogą obiecywać uczestnikom tak silnych wrażeń, jakie daje zagranica, niemniej przeto zadowolą każdego, kto będzie umiał wyciągnąć z nich korzyści, komu nie o zabawę jedynie chodzi, lecz o rozszerzenie swoich wiadomości i o dorzucenie swego ziarenka do miary naszej nauki. Nie zrażajmy się, że kraj nasz biedny - umiejmy tylko patrzeć, a znajdziemy, skarby prawdziwe. Tak, ramię do ramienia! pracujmy wspólnie na każdem polu, a wówczas będziemy mogli być spokojni o przyszłość naszą, bo nikt nam nie będzie śmiał rzucać kłamstwa w oczy, korzystając, że nieświadomi odeprzeć ich nie jesteśmy w stanie. Do pracy więc pod wodzą naszych nowych towarzystw!

 
Top
[Home] [Library] [Maps] [Collections] [Memoirs] [Genealogy] [Ziemia lidzka] [Наша Cлова] [Лідскі летапісец]
Web-master: Leon
© Pawet 1999-2009
PaWetCMS® by NOX