Вярнуцца: Шчучын

Szczuczyn w czasie wojny światowej (1915-1920 r.)


Аўтар: Niziński M.,
Дадана: 20-03-2014,
Крыніца: Niziński M. Szczuczyn w czasie wojny światowej (1915-1920 r.) // Orli Lot №8-9, październik-listopad 1929. S. 174-181.



Materjał zebrano na podstawie notatek, udzielonych łaskawie przez kso prob. R. Świrkowskiego, "Kroniki szkolnej", pożyczonej przez ks. J. Moroza i wspomnień uczniów.

Okupacja niemiecka (1915-1918)

W końcu lata 1915 roku Niemcy przybliżali się w stronę Szczuczyna. Rosjanie próbowali stawić im opór na drugiej już swojej linji obronnej, która od strony południowo-zachodniej przechodziła przez wsie Mikielewszczyznę, Dowklewszczyznę, Malewicze, Wierzbiłki i inne. Bój z tej strony trwał w końcu sierpnia i pierwszych dniach września. Dnia 1 września pociski trafiały już w miasteczko Rożankę, kościół drżał cały, a szyby z okien kościelnych powylatywały. 5 września zrana Niemcy zajęli miasteczko Rożankę. Bronili się Rosjanie i koło Lacka, a na terenie gminy Dziembrów bitwa trwała trzy dni. Większa bitwa w okolicy Szczuczyna była i pod Bartaszami (7 km od Szczuczyna). Było to tak blisko miasteczka, że huk wyraźnie słychać było w Szczuczynie, domy się trzęsły a szyby w oknach brzęczały. Mieszkańcy chowali się do piwnic pod pałacem księżny M. Drucko-Lubeckiej. Rosjanie przygotowywali się do obrony: pozrywali mosty w okolicy, pokopali głębokie rowy, porobili okopy, ale pobici pod Bartaszami musieli uciekać, a Niemcy, goniąc ich z tyłu, przyspieszali jeszcze tę ucieczkę. Dnia 5 września 1915 r. o godz. 11 rano, wyparłwszy 1-szy syberyjski korpus wojsk rosyjskich, wkroczyli Niemcy do Szczuczyna.

Niedowierzając ustępującemu nieprzyjacielowi i ludności byli z początku bardzo ostrożni; obawiali się nawet pić wodę ze studzien, kazali najpierw próbować ją ludności; później dopiero zakwaterowali się na dobre. Rozpoczęły się ciężkie dni okupacji niemieckiej. W Szczuczynie, który włączono do powiatu (Kreis) Szczuczyn-Planty, umieścili oni Zarząd powiatu, Inspektorat szkolny i komendę etapową. Naczelnikiem powiatu mianowano kpt. Lindemana i inspektorem szkolnym Schulzego. Po gminach usunięto (tylko nieco później) polskich wójtów, naznaczając niemieckich urzędników, t. zw. Amtsvorsteherów, sołtysów i policję po wsiach, składającą się w przeważającej swej części z żydów.

Wtrącali się Niemcy do wszystkiego, przedewszystkiem do stosunków narodowościowych: w czerwcu pierwszego roku pobytu u nas przeprowadzili spis ludności, każąc wszystkim zapisywać się jako Białorusinom, wyjątek pozwolili zrobić dla księdza i paru obywateli Szczuczyna, ktorych zapisano jako Polaków. [...] Niemcy pozostali ... przy swem zdaniu, że w tych stronach wogóle Polaków niema.

W szkolnictwie popierali Niemcy również Białorusinów i podczas gdy ludność polska, dzięki staraniom Komitetu Obywatelskiego, którego skład poniżej podamy, z trudem tworzyła polskie szkolnictwo, okupanci otworzyli szkoły dla Białorusinów we wsiach z przeważającą ilością prawosławnych, jak np. w Baliczach, Sucharach, Rafałowszczyźnie. Chcąc wykorzystać naszą siłę roboczą nakazywali Niemcy siłą wywozić stąd robotników do Niemiec. Na wsi można się było wykupić od tego, o ile dało się sołtysowi 5 czy 10 rubli, lub pomagało jemu w pracy jego osobistej.

Zapędzali też Niemcy do zbierania na polach kamieni, do budowania szos, poprawiania dróg, i tu, trzeba im przyznać, zostawili po sobie trwałe pamiątki: wieża zegarowa na rynku w Szczuczynie, istniejąca i teraz, tramwaj konny i. zw. "lorka", kursujący ze Szczuczyna do stacji kolejowej Rożanka - to ich dzieło. Drogę Szczuczyn-Rożanka okopano głębokiemi rowami i wysadzono brzozami.

Położenie ludności .było mimo to bardzo ciężkie. Nadomiar złego szerzył się w zastraszający sposób bandytyzm i ukazało się widmo cholery w 1915 r., oraz epidemja dyzenterii w 1916 r. Niemało też kłopotu sprawiało Polakom przejście na inną monetę, bo Niemcy, czując się na kresach zupełnie pewni wprowadzili tu swoje "ober-osty". Położenie ludności pogarszał jeszcze katastrofalny wprost brak żywności, spowodowany częściowo tern, że lata 1915-16 były nieurodzajne, ale w większej części tern, że okupanci zabierali zboże, nabiał, bydło, a kartofle wykopywali poprostu nocami z pola. Po wsiach pilnował dostawy sołtys, a żandarmi niemieccy nahajkami przymuszali do posłuszeństwa. Lasy nasze wyrąbywano i niszczono, miedź rekwirowano, to też nic dziwnego, że po paroletniej takiej gospodarce zniecierpliwiona ludność knuła spiski przeciwko ciemiężcom. Opiszemy tego rodzaju zdarzenie we wsi Dołdze, pow. Lidzkiego. Wieśniacy rzucili się razu pewnego na jednego Niemca, temu udało się jednak zbiec i zaalarmować swoich kolegów. Wskazał im dom, z którego miano zorganizować napad i choć dom ten był pusty, wywalono drzwi i zrabowano wszyściutko z izby. Właściciel mieszkania nic nie odzyskał z zabranych rzeczy, jeszcze czas jakiś przesiedział niewinnie w więzieniu. Ci bowiem, którzy napadali na znienawidzonych Niemców kryli się po lasach, w jamach. Niemcom udało się wysłać od siebie jednego zaufanego, ktory udawał Polaka i ten wyszpiegował kryjówkę napastników. Wieśniacy zwierzyli mu się ze swoich zamiarów, mówiąc, że szykują się do bicia Niemców. Szpieg ten zwołał wtedy Niemców, aresztował gospodarza, zapowiadającego walkę z okupantami, wyłapał wszystkich opornych, ukrywających się w lesie i oddał ich pod sąd. Rewolucyjnego gospodarza rozstrzelano, a skoro tłum zaczął szemrać, że to za ostra kara, tłum rozpędzono nahajkami. Pozostałych aresztowanych wtedy Polaków przetrzymano w więzieniu 4 lata, gdzie niektórzy umarli.

Wobec przeważającej siły Niemców byliśmy więc właściwie bezbronni. Cierpieliśmy niedostatki, zastępowaliśmy brakujące produkty czemkolwiek innem. Na tle braku żywności zaczęło się rozwijać i paskarstwo. Ażeby temu zapobiec (funt soli kosztował w Szczuczynie np. 50 kop.), utworzono w naszem miasteczku Komitet Obywatelski, który iptensywnie pracował od r. 1915-17. W skład jego wchodzili: ks. R. Swirkowski, proboszcz, p. Maksymiljan Jungnikiel, burmistrz Szczuczyna i p. Paweł Mikołajczyk. Dzięki Komitetowi obniżono ceny na artykuły pierwszej potrzeby, sprowadzając je z Grodna, dzięki niemu otworzono 15 grudnia 1915 r. polską szkołę w Szczuczynie. Podobne komitety powstały i w miasteczkach sąsiednich (w Rożance w październiku 1915 r.), a wszędzie dbały one przedewszystkiem o zaopatrzenie ludności w żywność i o polskie szkolnictwo. Stopniowo też otwierano polskie szkoły w Rożance, w Ciernikach W., w Wierzbiłkach, Rakowiczach i innych. Szkołę w Szczuczynie częściowo zabezpieczał Komitet, częściowo fundusze zbierano od uczniów, jako opłatę w sumie 3 rb. je,dnorazowo. Gospodarzem odpowiedzialnym za szkołę był ks. prob. Swirkowski; szkoła mieściła się w lokalu obecnej szkoły powszechnej, liczyła cztery oddziały, przeszło 100 dzieci przy dwóch siłach nauczycielskich. Religję wykładał sam ks. proboszcz. Niemcy i do szkolnictwa wtrącali się bardzo do r. 1918. Zmusili do wprowadzenia np. języka niemieckiego, przydzielając swojego nauczyciela. Dopiero w r. 1918, czując się już mniej pewnie, przestali zwracac uwagę na szkoły, tak, że udało się wtedy wyrugować język niemiecki, znieść przymusowe konferencje nauczycielskiej prowa­dzone pod ich nadzorem. Celem utrzymania porządku wówczas w r. 1918 powołano do życia Komitety parafjalnej pochodzące z wyboru.

Najazd bolszewicki i walki Polaków (1918-1920).

Wobec wycofywania się Niemców w listopadzie 1918 r. zaszła potrzeba zorganizowania własnych rządów i miejscowej samoobrony. Na powiat Szczuczyn-Planty utworzono więc Radę Powiatową, w skład której wchodziło kilkunastu członków (18-tu), przedstawicieli gmin, wybranych przez komitety parafjalne. Siedzibą Rady był Szczuczyn, prezydjum jej stanowili: dr. Julian Moraczewski, prezes, ks. Jan Moroz, proboszcz parafji Rożankowskiej, wiceprezes, ks. Romuald Swirkowski, prob. par. Szczuczyńskiej, sekretarz, p. B. Lisowski, jako członek zarządu i inni. Rada pracowała przedewszystkiem w kierunku politycznym, opierając się skutecznie agitacji białoruskiej i litewskiej "Taryby" , popieranej przez Niemców; zaraz też zajęła się zorganizowaniem miejscowej siły zbrojnej, na którą Niemcy zgodzili się pod nazwą "samoobrony".

Rada opodatkowała właścicieli ziemskich, przyjmowała ofiary dobrowolne i od powstałej już wówczas Rady żołnierskiej niemieckiej otrzymała nawet 27.000 mk. Jako uzbrojenie służyły ochotnikom początkowo dubeltówki, później udało się Radzie uzyskać od Niemców 60 karabinów francuskich. Ochotnicy napływali licznie, tak, że w krótkim czasie zdołała ona umundurować i uzbroić oddział w ilości 150 ludzi i 30 kawalerji pod dowództwem polskich oficerów, w znacznej części dowborczyków.

Rok 1919. Oddział ten 14 stycznia złożył przysięgę w miejscowym kościele w Szczuczynie na wierność Rzeczplt. Polskiej, poczem nawiązał stosunki z formacjami polskiemi w Lidzie i Grodnie, porozstawiał pikiety i czuwał nad bezpieczeństwem mieszkańców. Niemcy, spostrzegłszy tak znaczną siłę zbrojną polską, byli mocno zaniepokojeni, ale rozbroić jej nie mieli już odwagi. Tymczasem wycofał się ze Szczuczyna zarząd niemiecki i władzę nad powiatem zdał nie Komitetowi białoruskiemu, ani litewskiej "Tarybie", jak to byłby najchętniej uczynił, ale Radzie powiatowej. Do wiadomości mieszkańców Szczuczyna doszła w tym czasie wieść, że Wilno, po krótkim oporze zostało zajęte przez bolszewików, a nawet że bolszewicy zajęli i Lidę, a oddział lidzki cofnął się za rzekę Lebiodę. Oddział samoobrony szczuczyńskiej ruszył w stronę Wasiliszek, piechota zatrzymała się w Gornofelu, a część kawalerji w liczbie 17, jako posterunek czołowy w folwarku Lebiodce-Kwinty. Na ten to posterunek w Lebiodce napadli zdradziecko w nocy dnia 16 stycznia bolszewicy i ośmiu z nich zamordowali, dwóch zranili, trzech wzięli do niewoli, a tylko czterem Polakom udało się uciec. Sześciu poległych pochowano wówczas w Szczuczynie. Oto ich nazwiska: Stefan Krydel, podch. Szkop, szer. Mejłun, szer. Szalewicz, Julian Libich (lat 21), Edward Wojciechowski (31); dwóch pozostałych zabitych znaleziono później w błotach i pogrzeb ich odbył się już w Wasiliszkach. Z tych, którzy zostali pochowani w Szczuczynie, przewiezono zwłoki Szkopa i Mejłuna do Lidy, Szalewicza do Wilna. To były pierwsze straty oddziału szczuczyńskiego. Nazajutrz po tym napadzie w Lebiodce nastąpiło połącienie oddziału szczuczyńskiego i lidzkiego z oddziałem wileńskim który pozostawał pod dowodztwem Dąbrowskiego który, maszerując z Landwarowa do Grodna zawrócił do Szczuczyna. Dąbrowski posiadał siłę około 200 ludzi; zamiar jego odebrania Lidy nie doszedł do skutku, zawrócił więc w stronę Orli, by przeprawić się przez Niemen i rozpocząć partyzantkę. Działo się to w dniach 25-27 stycznia 1919 r. Nad Niemnem zatrzymał się parę dni, robiąc mosty [1]. Dnie były mroźne, żołnierze polscy niezupełnie dobrze odziani, poodmrażali sobie nogi i uszy. Sytuacja była trudna: Polacy znajdowali się między wojskami bolszewickiemi a niemieckiemi, które zachowywały się nieprzyjaźnie względem nas. Z Orli posunęli się Polacy w kierunku Brześcia, na jeziornicę, Rożanę, Prużany. W potyczce z bolszewikami pod jeziornicą i między jeziornicą a Rożanami zabrano po kilku nieprzyjaciół do niewoli, zdobywając przytem w pierwszej potyczce jeden kulomiot. Po 2 godzinach ataku na Rożanę zdobyto znowu 1 kulomiot i kilku wzięto do niewoli. Tutaj ze strony polskiej ranionych zostało trzech żołnierzy i zabite cztery konie. Po zdobyciu Prużan spotkała Polaków niespodzianka ze strony Niemców, którzy przygotowali się do ataku na nas, tak, że musieliśmy się bronić i przeciwko nim.

Po odpoczynku w Prużanach oddział nasz, liczący 28 ludzi i 1 kulomiot ruszył na Berezę- Kartuską, gdzie zdobył znowu 2 kulomioty i 100 bolszewików wziął do niewoli, podczas gdy reszta około 300 uciekła nawet boso, bo atak był w nocy. Następnie pociągiem pancernym wysłano oddział samoobrony na By toń, Pińsk, gdzie zdobyto 6 armat, dalej na Baranowicze i Brześć Litewski. Poczem oddział szczuczyński złączył się z regularną armją gen. Listowskiego.

W czasie tych walk miasteczko i cały powiat pozostawały bez siły zbrojnej, a tu od strony Lidy posuwają się bolszewicy. Wypadło to właśnie na drugi dzień po przeprawie Dąbrowskiego przez Niemen dnia, 28 stycznia 1919, kiedy w okolicy Szczuczyna zjawiły się znowu ochotnicze oddziały niemieckie, pytając z ciekawością gdzie się podziały "die polnischen Banditen". Niemcy weszli z bolszewikami w zmowę i utworzyli między Rożanką a szosą Szczuczyn-Grodno-Lida pas neutralny; zachowywali się oni znów butnie, zajęli np. w Rożance lokal szkoły powsz.; w korytarzu złożyli amunicję, a że nauczycielka i dzieci zmuszone były zimową porą wchodzić przez okno, to ich to nie wzruszało. Jednak w połowie lutego Niemcy ostatecznie opuścili Szczuczyn, cofając się na Grodno, a bolszewicy podchodzili od strony Lidy. Pułk. Januszajtis formował wówczas w Łapach dywizję litewsko- białoruską, której przednie straże zbliżały się do Niemna, a po pertraktacjach z Niemcami zajęły sąsiednie Mosty, Kamionkę i Skidel. Z Mostów nieliczny polski oddział posunął się konno do wsi Mikielewszczyzna, a z Kamionki w stronę Szczuczyna. Tymczasem bolszewicy zajęli linję Szczuczyn-Turja-Dziembrów, a 13 lutego 1919 r. wkroczył do naszego miasteczka pułk piechoty, mianujący się siedleckim. Rozpoczęła się ożywiona, obustronna działalność wywiadowcza, która trwała do 24 lutego. Kiedy bolszewikom przybyły jeszcze dwa pułki piechoty do pomocy i nieco jazdy, obsadzili oni Rożankę i pobliskie wioski. Z Rożanki posunęli się bolszewicy do Mikielewszczyzny, gdzie 24 lutego nastąpiła potyczka z oddziałem polskim. Ale już 28 lutego posunęły się w tę stronę nieliczne oddziały piechoty i kawalerji polskiej; wywiązała się gorąca bitwa na linji Potoka-Stara Rożanka-Podborze trwająca około 4 godziny. Brawurowe natarcie mniej licznych Polaków przełamało front bolszewicki, w czem pomogła i jedna stara armata, którą udało się podwieźć Polakom torem kolejowym. Bolszewicy uciekli w panice w stronę Szczuczyna, pozostawiając na polu swoją broń, amunicję, karabiny maszynowe, kuchnie polowe, czapki i buty, bo wypadało im często przeskakiwać przez płoty. Oparli się oni dopiero we wsi Hołownicze (2 km od Szczuczyna, a 6 km od Rożanki), gdzie spotkali posiłki, dążące im na pomoc. W bitwie tej padło około 30 bolszewików, tyleż dostało się do niewoli, wielu z nich poddało się dobrowolnie. Ze strony polskiej padło czterech, z których dwóch we dworze Rożanka i tam ich pochowano, a dwóch w Podborzu, gdzie są pochowani pod krzyżem przydrożnym. Bez boju opuścili pózniej Polacy jednak Rożankę, gdyż nieprzyjaciel otrzymał posiłki. Stali tam oni do 3 marca, zaś w dniu tym, po przeprowadzeniu ścisłej rewizji na plebanji, ustąpIli bolszewicy z Rożanki, cofając się na Szczuczyn, a tegoo samego dnia zajął Rożankę 4-ty szwadron 4 pułku pod dowództwem rotmistrza Michała Nowickiego i oddział piechoty suwalskiego pułku. Dnia 4 marca 1919 r wkroczył do Szczuczyna suwalski pułk, a 8 czy też 9 marca nastąpiła 7-godzinna bitwa z bolszewikami pod W. Możejkowem na rzece Lebiodce, pod Szpilkami i Kowczykami, poczem bolszewicy pobici cofnęli się do Lidy. Padli wówczas ze strony polskiej ułan z Płocka Stanisław Załuski, lat 29, z 3 szwadranu 4 pułku ułanów pod W. Możejkowem i Oswald Lange lat 33 z 1 bat. 9 p. art. pol. pod Kowczykami. 10 marca zostali oni pochowani na mIejscowym cmentarzu przez prob. szczuczyńskiego ks. Swirkowskiego przy udziale wojska.

Dnia 17 marca po gorącej walce wzięto Lidę, na Wielkanoc - Wilno. Cały powiat został oswobodzony.

W samym Szczuczynie, przez który z konieczności odbywał się przemarsz wojsk, dopóki pociągi na Lidę nie mogły kursować, zaszła Rotrzeba uruchomienia gospody żołnierskiej, którą kierował ks. prob. Swirkowski przy pomocy siostry swojej i p. N. Jungnikielówny. Gospoda mieściła się przy rynku (w domu obecnym Zuka) i przetrwała do maja 1919 r., poczem ją zwinięto, gdy z chwilą zdobycia Lidy ustał przemarsz wojsk przez Szczuczyn.

Z ramienia władz aprowizacyjnych organizuje ks. proboszcz w Szczuczynie Tymczasowy Komitet żywnościowy, Kooperatywę Spożywców i Komitet Opieki nad dziećmi gminy szczuczyńskiej, który pracował łącznie z ameryk. Komitetem Pomocy Polsce. Za czasów Zarządu Cywilnego Ziem wschodnich przystąpiono do wyborów do sejmu wileńskiego, przeprowadzono wybory do samorządu gminnego, uporządkowano linje telefoniczne, rozstawiono posterunki milicji. Powiat lidzki na zjeździe w Lidzie w sierpniu 1919 r. wypowiedział się za przynależnością do Polski.

Zorganizowano szkolnictwo polskie, chętnie zakładano kółka rolnicze, kółka młodzieży, jednem słowem pracowano z zapałem dla Polski, aż tu latem 1920 r. nadeszła wieść, że bolszewicy zdobywszy Wilno, szybko posuwają się w kierunku Niemna. Ludność miasteczek tłumnie zaczęła uciekać na zachód; wojsko polskie opuściło już Szczuczyn, uchodząc naszym szerokim gościńcem w stronę Grodna; po wsiach cicho szeptano o najeździe bolszewickim, z trwogą oczekiwano jakichś strasznych wieści. Po przejściu ostatnich oddziałów woisk polskich, zapanowała złowroga cisza. A nazajutrz ściągnęła już na Szczuczyn i okolice przednia straż kozacka.

"Jakiś nieznany, brodaty wojak w kudłatej czapce, o twarzy dzikiej i srogiej, pędząc na małym, krępym koniku, przypadł do mnie, pytając: "A nie widał ty malczik Polaków?" - tak opowiada obecny uczeń naszego Seminarium, mieszkający w wiosce Turji (1 km od Szczuczyna). "Wkrótce zobaczyłem więcej takich brodatych ludzi. Była to przednia straż - Kozacy. Po nich przeciągnęła piechota. Całą noc nie spaliśmy, bo cały czas szło wojsko, żądając od nas po chatach żywności. Nieprzyzwyczajony do obcego języka, byłem jak odurzony, tern bardziej, gdy posłyszałem złowrogie pogróżki: "Na Arszawu pajdiom". Po piechurach zjawili się jeźdzcy, źle ubrani, na małych, niezgrabnych konikach, po nich tabory. Całemi dniami słychać było na naszym gościńcu turkot, turkot i turkot... Tabory zdawały się ciągnąć bez końca. A po nich dopiero artylerja... Przez trzy tygodnie posuwali się bolszewicy na "Arszawu". Zabierano ze sobą ludność cywilną, a ci rzadko kiedy powracali. Tak zginął leśnik ze Szczuczyna, p. Bekiesz i pisarz gminny, pan Michałowski, Kulczyński, Woronik i inni z Rożanki. Zrabowane bydło pędzili przed sobą całemi stadami, w najlepszym razie płacąc za nie bezwartościowemi papierkami sowieckiemi".

Po gminach zdążyli zaprowadzić swoje porządki, "Rewkomy", od sołtysów żądali podpisów za przyłączeniem do Rosji, doszczętnie zabierali zbiory, kartofle podbierali nocami.

Po "cudzie nad Wisłą" wycofali się w panicznym strachu ze Szczuczyna na połnoc i władzę administracyjną objęli Polacy, zgodnie z uchwałą ludności, która to uchwała wypowiedziana została przez delegatów na sejmie wileńskim.

Skończyły się smutne czasy wojenne; na drogach, na cmentarzach, pod krzyżami przydrożnemi spoczywają kości naszych bohaterów. Czasem jakaś litościwsza ręka ozdobi je kwiatami, czasem leżą tak w zapomnieniu, czekając na swoją kolejkę uporządkowania.

Młodzież seminarjalna (przedtem jeszcze i niektórzy z mieszkańców miasteczka) nie zapomnieli o tych, ktorzy walczyli za Polskę i przez dłuższy czas pielęgnowali groby, własnoręcznie stawiając im krzyże brzozowe i ogrodzenia i chroniąc nazwiska ich od zapomnienia przez wymalowanie tychże na tabliczkach nowych zamiast zniszczonych i startych dawnych. Dnia 4 listopada 1928 r. po dokonaniu ekshumacji i złożeniu zwłok do wspólnej mogiły na końcu cmentarza, po własnoręczne m uporządkowaniu tej mogiły i obsadzeniu jej kwiatami, po oczyszczeniu główniejszych alei cmentarza i wreszcie po wzniesieniu na własnych barkach ogromnego krzyża dębowego młodzież seminarjalna uczestniczyła w obchodzie, urządzonym na cześć poległych przez władzę i miejscowe społeczeństwo.

Odtąd ponad cmentarzem naszym wznosi się ogromny krzyż na wspólnej, dużej mogile, krzyż kryjący ogrom cierpienia Polaków w zdobywaniu Niepodległej Ojczyzny.



[1] Szczegóły czerpano z listu ś. p. Kazimierza Jungnikiela, ochotnika oddziału samoobrony szczuczyńskiej, poległego w walce z bolszewikami. podczas odwrotu w 1920 r.

 
Top
[Home] [Library] [Maps] [Collections] [Memoirs] [Genealogy] [Ziemia lidzka] [Наша Cлова] [Лідскі летапісец]
Web-master: Leon
© Pawet 1999-2009
PaWetCMS® by NOX