Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

W cieniu lidzkiego orła

 

Turyście z Polski, odwiedzająoemu współczesną Bia­łoruś, niejako mimo woli nasuwa się pytanie, jakie są ślady polskiej obecności na tych ziemiach. Co pozostało po kilku wiekach wspólnej historii narodów zamiesz­kujących północno-wschodnią część dawnej Rzeczypospolitej? Pytanie tym bardziej uzasadnione, że wielu twórców polskiej kultury wyrosło w tej krainie.
Na Białorusi zachowało się wielo zabytków, które mają wielką wagę dla dziedzictwa polskiego narodu. Za­bytki te, zarówno dzieła sztuki, jak i pamiątki historyczne, są świadectwem naszych dziejów, naszej kultury. Przyczyniły się one w znacznym stopniu do zachowania tożsamości narodowej społeczeństwa polskiego podzielonego zaborami, w czasie ponad stuletniej niewoli. Dzieje i wydarzenia historyczne, słynne postacie sprawiają, że w wielu miejscach żywa przeszłość nierozerwalnie splata się ze współczesnością. W znacznej części zabytkowych budowli tkwi cząstka trudu ludzi myślących po polsku, ćząsteczka historii mieszkających tu Polaków. Na tych terenach słowa naszego wieszcza zapisane na pierwszej stronie "Pana Tadeusza" można traktować niemalże tak, jak przewodnik dla każdego turysty z polskim rodowodem, turysty, który nie przybył na Białoruś jako obcy.
Duży procent zachowanych na Białorusi zabytków, przede wszystkim powstałych w okresie istnienia Rzeczypospo­litej Obojga Narodów, historycy z Polski zakwalifikowali do dziejów sztuki polskiej (Polska spełniała funkcję pomostu, przez który kultura zachodnioeuropejska dotarła do Białorusi, ponadto fundatorzy, twórcy tych obiektów, nawet jeżeli nie pochodzili z polskich rodów, to byli juz spolonizowani). Przy czym nikogo nie powinno dziwić, iż zarówno białoruscy i litewscy historycy traktują te zabytki jako własne dziedzictwo kultury. Dyskusję na ten temat należy usnąć za zbędną. Ważne jest bowiem, aby wartość dzieł sztuki nie podlegała nacjonalistycznym czy ideologicznym kryteriom oceny. Minione dziesięciolecia znacznie przerzędziły stan liczebny zabytków na Białoru­si. Nawet wysoka ranga artystyczna niektórych obiektów nie była wystarczającym powodem wstrzymania decyzji ich zniszczenia. W owych latach, kiedy przedstawiano naszych rodaków jako "naród panów, wyzyskiwaczy ludzi pracy, wrogów ludu", Polacy nie mogli skutecznie protestować przecinko niszczeniu zabytków i pamiątek narodowych.
Nie przekraczali żadnych granic, ale granice ich przekroczyły i na swojej ojczystej ziemi, na której mieszkali od wielu pokoleń zostali potraktowani jako obcy i obywatele drugiej kategorii. Dziś jeszcze ochrona i zabezpieczenie siadów polskiej obecności na tych ziemiach i jest zadaniem łatwym do wykonania dla miesz­kających na Białorusi Polaków.
Nie posiadają oni bowiem w swoich rękaoh odpowiednich instytucji i placówek naukowych, zajmujących się opracowywaniem zabytków prze­szłości. Można jeszcze wiele uratować przed zniszczeniem, a nawet zrekonstruować część tego, co nie zachowało się do naszych czasów. Polacy mają moralne prawo do objęcia patronatu nad swoimi pamiątkami narodowymi (w tym również cmentarzami). Jednak, jak dotąd, nie posiadamy rejestru tych obiektów. Nawet sta­re cmentarze nie doczekały się jeszcze inwen­taryzacji, nie wspominając już o szlacheckich siedzibach - dworach i zespołach pałacowo-parkowych.
W najlepszej sytuacji znalazły się kościoły katolickie, pozostające pod opieką księży i wiernych, ale i w tym przypadku wskazana jest kompleksowa inwentaryzacja, którą należy traktować jako wstęp do opracowań naukowych i prac konserwatorskich. Posunięcia władz administracyjnych nie były łaskawe dla zabytków przeszłości innej nie rewolucyjna. Równiez miejscowa ludność nie mogła wykazać większego zainteresowania ich przetrwaniem. Stąd tez wiele obiektów, zwłaszcza dworów i cmen­tarzy nie jest wolnych od negatywnej ingerencji w postaci aktów wandalizmu.
Turysta przybywający z Polski zastaje często smutny widok. Oto zapamiętał Białoruś jako "kraj lat dziecinnych" - piękny i wspaniały, który kilkadziesiąt lat temu zmuszony był opuścić. Pozostawił swój dom rodzinny, a sam wyjechał z niewielką cząstką dobytku, nie wiedząc, czy jeszcze kiedyś w życiu będzie mu dane przekroczyć granicę dzielącą narody niczym przepaść. Za ową szczelną granicą, wyz­naczoną przez Stalina, pozostawił coś więcej niż dom i marzenia z dzieciństwa - stracił możliwość opieki nad mogiłami swoich przodków i krewnych. Niewątpliwie wielu ludzi może odnaleźć rodzinne domy i mogiły swoich bliskich zadbane przez pozostałych "na miejscu" krewnych i dawnych sąsiadów. Lecz ilu jest takich "turystów" z Polski, którzy po mogiłach swoich rodziców i dziadków znajdują tylko miejs­ce. To miejsce szczególnie bliskie ich sercu, zagospodarowano jako park, orne pole, plac pod budynkiem, a nawet wysypisko śmieci. Może spotkać rozczarowanie, podobnie jak w Obrynie (dawne województwo i powiat nowogródzki), gdzie niedawno córka ostatnich właścicieli, odwiedzi­ła swój dom rodzinny, który tak się złożyło był pa­łacem. Dziś pozostały tam tylko ruiny, a elewacje bocznej kaplicy straszą, opróżnionymi ze zwłok, pus­tymi niszami. Jedynie po doczesnych szczątkach babci pozostała rozbita trumna (dziadka rozstrzelanego na początku lat czterdziestych, zakopano pod koniusznią).
Niejednokrotnie zmieniano pierwotną funkcję obiek­tu, zamieniając kościoły na muzea, magazyny itp. Cza­sem działo się to nieoficjalnie. Przykładem tu może być kaplica cmentarna w Nowogródku, którą miejscowi chuligani zamienili na miejsce schadzek (jeszcze w połowie września ubiegłego roku wewnątrz tej kaplicy stało łóżko!). Wśród setek zniszczonych nagrobków nie można już odnaleźć grobu matki naszego wieszcza Adama Mickiewicza, podczas gdy grób wnuka Aleksandra Puszkina znajduje się pod opieką miejscowej szkoły.
Innym przykładem jest stary cmentarz katolicki w Lidzie, skazany w latach sześćdziesiątych na likwidację. Miejscowa ludność dokonała ekshumacji zwłok swoich najbliższych. Pozostały natomiast groby "osiero­conych", czyli zmarłych, których krewni nie żyją, bądź wyjechali do Polski. Przy pomocy zorganizowanej grupy wandali w majestacie prawa dokonano barbarzyńskiego zniszczenia miejsca wiecznego spoczynku kilku tysięcy Polaków. Żeliwne krzyże, ścięte z nagrobków, "aby się po gospodarsku nie marnowały", oddano na złom. Obok zachował się niewielki cmentarz wojskowy, otoczony troskliwą opieką miejscowych ludzi, gdzie wyróżnia się dużymi gabarytami Pomnik Polskich Lotni­ków. W górnej części tego pomnika, w formie obelisku niegdyś znajdował się orzeł, któremu odtrącono głowę, oderwano skrzydła, ale szpony pozostały i mocno trzy­mają się cokołu, w czym można dopatrywać się pewnego symbolu trwania polskości na tych ziemiach.

Dariusz Śladecki