Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Nasi na studiach w Polsce

 

W zeszłym roku przyjechałyśmy z Lidy do Lublina. Byłyśmy pierwszymi lidziankami, które dostąpiły zaszczytu studiowania w Polsce po pięćdziesięcioletniej przerwie. Wcześniej jednak, jeszcze przed wyjazdem musiałyśmy przejść rekrutację w Lidzie, a przed komi­sją kwalifikacyjną w Grodnie stanęło nas w końcu dziewięć dziewcząt. Po wstępnych rozmowach postanowiono, że z Lidy i powiatu lidzkiego pojedzie do Polski pięć osób (z Lidy: Elwira i Irena, z Brzozówki: Ludmiła, Danusia i Czesława).Wszystkie jesteśmy Polkami i to głównie decydowało o tym, że wytypowano nas na naukę do Polski.
Do Lublina przyjechałyśmy o piątej rano i do ósmej godziny spałyśmy w autokarze, czekając na dziekana. Następnie skierowano nas do akademika na ul. Zana i wtedy przeżyłyśmy szok, gdy zobaczyłyśmy warunki, w jakich przyszło nam żyć. Po kilku dniach, kiedy urządziłyśmy się na dobre i poznałyśmy się z naszymi sąsiadami, ten szok minął i zaczęłyśmy się powoli przyzwyczajać do tych prawie prymitywnych warunków mieszkania, gdzie na piętro w akademiku przypadała jedna toaleta z kilkoma kabinami, jedna łazienka i jedna kuchnia, a pokoje mieszkalne delikatnie mówiąc były zapuszczone i brakowało w nich kobiecej ręki.
Sam Lublin od początku bardzo nam się spodobał, zwłaszcza Stare Miasto i dawne centrum z wieloma sklepami, zaopatrzonymi o wiele lepiej niż radzieckie, ale w których ceny też są o wiele wyższe niż w Lidzie.
Od pierwszych dni trzeba było także przystosować się do polskich metod nauki, zwłaszcza, że wymagano od nas rozmawiania w poprawnej polszczyźnie, od razu również zaczęto nas nauczać w szybkim tempie tego wszystkiego, czego Polacy z Polski uczą się w ciągu kilkunastu lat w szkole pod­stawowej i średniej.
Spotykaliśmy się jednak na każdym kroku z pomocą i życzliwością miejscowych kolegów. Nie pa­trzyli na to, że pochodzimy ze Związku Radzieckiego, tylko na to, co reprezentujemy jako ludzie. Chociaż bywało z tym różnie...
Rok minął bardzo szybko i nadszedł czas sesji egzaminacyjnej. Zdawałyśmy język polski pisemnie i ustnie, historię Polski i literaturę polską. Wszystkie oczywiście bardzo denerwowałyśmy się - poziom egzaminów był wysoki, bez porównania wyższy niż w ZSRR. Oprócz zwykłej wiedzy podręczni­kowej obowiązywała nas poprawna wymowa polska. Mimo ogromnego strachu, wszystkie nasze lidzianki zdały egzamin bardzo dobrze i dostałyśmy się na właściwe studia.
Elwira, Irena, Danusia i Ludmiła studiują obecnie polonistykę na Uniwersytecie Marii-Curie Skłodowskiej w Lublinie, a Czesia pedagogikę - nauczanie początkowe na uniwersytecie w Łodzi.
Od początku obecnego roku akademickiego minęło pół roku. Zbliża się pierwsza sesja egzaminacyjna w ramach naszych studiów akademickich. Już w cią­gu pierwszych miesięcy stwierdziłyśmy, że zeszło­roczna nauka w studium w porównaniu z normalnymi studiami to była zwykła szkółka. Zgodziłyśmy się z miejscowymi studentami, że filologia polska jest jednym z najcięższych kierunków na uniwersytecie. Stanęłyśmy przed ogromną ilością obowiązkowych lektur, wśród nich bardzo wiele to dzieła literatury staropolskiej, napisane oryginalnym staropolskim językiem, który trudny jest nawet dla miejscowych studentów, mających podstawy wyniesione z polskich szkół średnich.
Wszystkie jesteśmy w różnych grupach, po dwie osoby pośród studentów z Polski. Nasza grupa przyjęła nas bardzo ciepło. Koledzy pomagają nam dużo, ale pomimo tego i tak musimy spędzać więcej czasu od nich w bibliotekach, zwłaszcza że nie dla wszystkich wystarcza książek, a profesorowie nie robią różnicy między nami, a studentami z Polski. Oni mają więcej wiadomości wyniesionych ze szkoły, my natomiast wciąż jeszcze uczymy się języka. Musimy rozumieć zarówno naukową termino­logię, jak również poznać język staropolski i potoczny.
Wciąż nad nami wisi świadomość tego, że egzaminy końcowe po I roku są bardzo trudne nawet dla miejscowych studentów, którzy niejednokrotnie nie zdają ich, będąc lepiej do nich przygotowani niż my. Boimy się, że nasza kariera naukowa w Polsce może się skończyć właśnie po I roku. Na przykład w zeszłym roku ze 130 osób studiujących filologię polską, egzaminy zdało tylko 30 studentów. Zdaje­my sobie doskonale sprawę z tego, że uczelnie w Polsce mają o wiele wyższy poziom niż uczelnie radzieckie, a studia polonistyczne w Lublinie uchodzą za najtrudniejsze w całej Polsce. Nie chcemy jednak zawieść pokładanego w nas zaufania i wiemy, że wszyscy w Lidzie liczą na to, że będziemy sobie bardzo dobrze tutaj radzić i wytrzymamy do końca nauki. W tym roku do Lublina przybyła nowa grupa kandydatów na studia w Pol­sce i wiemy, że nie jest ona ostatnia. Dlatego chcemy poradzić naszym młodszym kolegom, żeby zdecydowali się już teraz, na samym początkuj czy rzeczywiście chcą studiować i czy wytrzymają tempo nauki. Niektórzy bowiem traktują ten wyjazd, jak pięć lat doskonałych wakacji i chcą przede wszystkim zarobić, a nie nauczyć się czegoś pożytecznego, jeśli nie dla nich samych, to z pewnością dla Polaków pozostałych na Białorusi. Jeśli już się zdecydowali, to przede wszystkim muszą się przyłożyć do dokładnego poznania języka polskiego. Niech dużo czytają literatury polskiej, jak najwięcej rozmawia ją ze sobą po polsku. Muszą poznać historię Polski i miejsca swojego zamieszkania na Białorusi.
Życzymy wszystkim, którzy chcą przyjechać na studia do Polski, przede wszystkim tego, by dostali się na uniwersytet, wytrzymali i wrócili.


Elwira Tuliszewska i Irena Kołyszko studentki I roku filologii polskiej na UMCS