Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Od redakcji... Dlaczego jesteśmy z wami?

 

Od chwili, kiedy stało się jasne, że będziemy mieli w Lidzie własną gazetę, zrobiło się wokół tej sprawy sporo nie­potrzebnego szumu. Ciągle ktoś widzi ja­kieś przeszkody, które stoją na drodze w wydawaniu "Ziemi Lidzkiej". Nikt jednak naprawdę nie zadaje sobie pytania, jakie mogą płynąć korzyści z posiadania własnego organu prasowego.


Na szczęście czasy, gdy zatykano nam pięścią usta, mamy już poza sobą. Możemy mówić o naszych problemach głośno, zwracając na siebie uwagę innych. Do tego jednakoż potrzebna jest własna prasa, na łamach, której możemy artykułować nasze potrzeby. Nie wystarczą do tego zwoływane od czasu do czasu konferencje lub walne zebrania członków Oddziału. Żyjemy w czasach, w których rozwijają się przeróżne środki i rodzaje komunikacji społecznej, w tym i prasa. Z wła­sną gazetą możemy docierać tam, gdzie nie każdy może sobie pozwolić na bywa­nie na zebraniach. Posiadanie "Ziemi Lidzkiej" pozwala nam na wyjście do lu­dzi w Lidzie i poza miastem.


Główną jednak zaletą "Ziemi Lidzkiej" jest to, że obrazuje ona nasze osiągnięcia, jest źródłem informacji o tym, co dzieje się w Lidzie i powiecie. Wreszcie dajemy możliwość każdemu, by mógł się wypowiedzieć o swoich problemach na ła­mach naszej wspólnej gazety.


Nie ma w tym nic złego, że na Grodzieńszczyźnie i w ogóle na Białorusi Polacy pragną mieć swoją narodową, nie­zależną prasę. Jest to nasze podstawowe prawo. Im więcej będzie lokalnych tytu­łów i redakcji, tym bogatsze będzie odrodzenie polskości. Jeden tytuł nie po­mieści tego wszystkiego, o czym chcia­łoby się powiedzieć. Myślę, że stać nas na różnorodność. Poza tym, mówiąc o reformach, demokracji nie można ich wprowadzać odgórnie metodami nakazowymi i jedynie słuszną linią organizacji. Praw­da, potrzebna jest nam na Białorusi jedność, ale każdy ma prawo do własnego zdania - nawet wtedy, gdy nie zgadza się ono z wolą większości. Każdy ma również prawo do przedstawienia tego zda­nia na łamach prasy, publicznie, bez obawy, że może być ono wykorzystane potem przeciwko niemu.


Przed wojną każde najmniejsze miasteczko na Grodzieńszczyźnie i Nowogródczyźnie chlubiło się, co najmniej jednym ty­tułem prasowym. W wielu miejscowościach - obok gazet polskich - ukazywały się czasopisma białoruskie i żydowskie i nikt nie miał nic przeciwko temu, że wciąż na rynku wydawniczym pojawiały się nowe tytuły. Było to po prostu nor­malną sytuacją.


Wiemy, jak bardzo potrzebne jest nam polskie słowo. Wszyscy Polacy na Biało­rusi i w ogóle w ZSRR bardzo łakną go i potrzebują, a nade wszystko chłoną. Polska oświata to nie wszystko. Im wię­cej będziemy używać polskiego słowa, tym większe będzie zadowolenie z naszej pracy. Polska książka i prasa są równie ważne jak szkoła i Kościół. Nie możemy się bronić przed tym, czego sami pragniemy.


Z czasem będzie więcej tytułów. Grod­no ma już "Głos znad Niemna", który jest głównym organem prasowym Polaków na Białorusi. Lida ma swoją "Ziemię Lidzką". Polacy z Brześcia już się starają o własną gazetę. Po nas pójdą następni. "Ziemia Lidzka" nie uzurpuje sobie monopolu na prawdę i polskie słowo. Nie należy się jej obawiać. Powinna się ona stać naszą wspólną, lidzką gazetą, o którą będziemy wszyscy dbali. Przecież wszyscy długo czekaliśmy na to, by móc mówić o sobie po polsku.


Redakcja