Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Wacław Hebelt

Portrety naszych rodaków

 

Mało kto wie, że w Lidzie żyje obok nas wybitny szachista, mistrz ZSRR w kompozycji szachowej, a który jest prawdziwym patriotą polskim. Myślę tutaj o panu Wacławie Hebelcie, którego kompozycje szachowe ukazują się w miejscowej lidzkiej gazecie od 25 lat. Pan Wacław grał w szachy przez całe życie. Nie zrezygnował z nich nawet w łagrze. Jednakże nie tylko sama gra wpływała na jego losy.
Wacław Hebelt urodził się przed 78 laty w 1913 roku w powiecie grodzieńskim, gdzie jego rodzice posiadali gos­podarstwo rolnicze, z którego się utrzymywali. Ich syn z powodzeniem ukończył gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Grodnie i w 1931 roku rozpoczął studia z zakresu filo­logii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim. By utrzy­mać się na studiach, p. Wacław musiał dorabiać sobie korepetycjami, ponieważ pomoc z domu nie wystarczała na utrzymanie w stolicy. W tym czasie tylko najubożsi studenci zwoknieni byli z opłat za uniwersytet i otrzymywa­li stypendia.
Po ukończeniu nauki akademickiej p. Wacław pracował w latach 1938-39 w gimnazjum w Suwałkach, gdzie zarabiał 200 złotych, sumę jak na tamte czasy sporą, biorąc pod uwagę niskie ceny żywności.
Wybuch wojny zaskoczył go 1 września 1939 roku w pociągu, jadącym z Warszawy do Grodna. W siedemnaście dni później od Wschodu nadeszli bolszewicy, wprowadzając swoje porządki. Od razu trzeba było oddać broń, radioodbiorniki i rowery. Wacław Hebelt zaczął wtedy pracować w swoim zawodzie, w szkole we wsi Łojki w powiecie grodzieńskim. Nowe władze oświatowe wprowadziły w życie nowe przepi­sy, dotyczące szkół polskich. Przede wszystkim zlikwidowano wszystkie wolności. Nikt nie miał prawa mieć swojego zdania. Wokół wciąż ubywało ludzi, którzy podpadali władzom. W 1940 roku aresztowany został brat p. Wacława i przesiedział rok w więzieniu w Grodnie.
Władze zakazały od razu nauczycielom uczęszczania do kościoła, pod karą wy­rzucenia z pracy. Postanowiono także odpowiednio "urobić" nauczycieli, któ­rzy mieli kontrolować swoich uczniów i pilnować, by nie chodzili oni do kościoła, a stali się komsomolcami. W celu odpowiedniego dokształcenia cia­ła pedagogicznego, władze sowieckie zorganizowały specjalny kurs dla nauczycieli w Białymstoku, w trakcie któ­rego nauczano głównie języków białoruskiego, rosyjskiego i historii partii. Można się tylko domyślać, co myśleli polscy nauczyciele, którym na silę władowywano "Krótki kurs WKPb". Wszystko to odbywało się w atmosferze aresztowań i masowych wywózek ludności polskiej na Sybir.
22 czerwca 1941 Niemcy zaatakowały swoich byłych sojuszników. Wieczorem, tego samego dnia byli już w Łojkach i od razu za wsią zostało rozstrzelanych bez powodu dwóch chłopaków.
Okres wojny p. Wacław spędził u brata w folwarku Suchobala, niedaleko wsi Szadińce. Z tej właśnie wsi przyszli do p. Hebelta ludzie i poprosili, by pan nau­czyciel zorganizował dla ich dzieci naukę.
Owa tajna szkółka istniała przez trzy lata, aż do ponownego wkroczenia na te ziemie Armii Czerwonej. W tym czasie, wzorem swojejco brata p. Wacław wstąpił w szeregi Armii Krajowej, przybierając pse­udonim "Jerzy".
W lipcu front przybliżył się do Grodna. Niemcy zgarnęli ze wsi wszystkich mężczyzn i popędzili ze sobą na zachód. W grupie tej znajdował się również p. Wacław. Na noc zamknęli ich w stodole pod strażą i nikt wtedy nie spał, nie wiedząc co ich spotka rano. Na szczęście rankiem nastąpił sowiecki atak i wszyscy zostali uwolnieni. Przy nowych władzach, p. Wacław jako nauczyciel został wyznaczony na dyrektora szkoły, ale jego dyrektorstwo trwało tylko trzy miesiące.
W październiku 1944 roku w Grodnie i okolicy zaczęły się masowe aresztowania Po­laków. NKWD aresztowało również p. Hebelta i po miesięcznym pobycie w grodzieńskim więzieniu został on wysłany do łagru, do Komi