Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Polska szkoła w Lidzie

 

Już od kilku lat wykładany jest w Lidzie język polski. Wszystko zaczynało się od kółek językowych w Miejskim Domu Pionierów i w poszczególnych szkołach, później nastąpił czas wprowadzania nauki języka polskiego i do szkół jako przedmiotu obowiązkowego. Miało to miejsce w szkołach nr 10 i nr 16. Obecnie nauka języka ojczystego, w tej lub innej formie, prowadzona jest metodą obligatoryjną. Ogólna liczba uczących się języka polskiego w Lidzie wynosi 1058 uczniów.
Dzisiaj stajemy przed nowym problemem, który jest prostym efektem rozwoju polskiej oświaty w mieście i powiecie. Jest to mianowi­cie sprawa organizacji pełnej polskiej szkoły w Lidzie. Powstaje przy tym pytanie: jaka ma być ta nasza szkoła?
Odpowiedzi na to pytanie powinni udzielić nauczyciele-fachowcy oraz rodzice. Mnie osobiście wydaje się, że polska szkoła narodowa powinna być przede wszystkim konkurencyjna wobec obecnie ist­niejących szkół białoruskich i rosyjskich. Poziom wiedzy, jaką będą wynosić z niej absolwenci, powinien być na tyle wysoki, by mogli oni się po jej ukończeniu dostać na studia zarówno w republice, jak i poza jej granicami. Musimy wszakże pamiętać, że Polska nie przyjmie wszyst­kich chętnych od nas na studia.
Kolejnym ważnym problemem jest brak środowiska językowego. Trzeba otwarcie powiedzieć sobie, że w Lidzie pozostało mało rodzin polskich, w których na co dzień rozmawia się po polsku. Wszyscy dobrze wiemy, co znaczy, gdy dziecko przychodzi dobrze przygotowane do nauki: umie już czytać, liczyć, pięknie rozmawiać. Dla polskiej szkoły jest to potrzebne podwójnie, ale niestety, u nas tego jeszcze nie ma. Nie ma jeszcze przyzwyczajenia do rozmów po polsku w domu, na spotkaniach towarzyskich czy też na ulicy. Nawet w szkole początkowej nauczyciel języka polskiego nie może oczekiwać pomocy ze strony rodziców. Prawdopodobnie jednym z rozwiązań tego problemu mogło­by być utworzenie w przedszkolach grup polskojęzycznych.
Istnieje również możliwość opracowania specjalnych polsko-białoruskich programów nauczania. W szkole początkowej w języku polskim można byłoby wykładać język ojczysty, środowisko, rysunki, prace techniczne, wychowanie fizyczne, natomiast w języku białoruskim nauczałoby się matematyki. W starszych klasach nauczaniem w języku polskim objęłoby się takie przedmioty, jak: literatura polska, historia i geografia. Prawdopodobnie potrzeba będzie do tego celu opracować specjalne programy eksperymentalne. Pragniemy podkreślić, że dzisiaj, kiedy język białoruski stal się obowiązkowym językiem państwowym, polskie dzieci powinny go znać bardzo dobrze.
Następna sprawa to lokalizacja tej szkoły. Szkoły w osiedlach z intensywnym budownictwem mieszkaniowym są przepełnione, a zaję­cia prowadzi się na kilka zmian. Dlatego też, by nie komplikować sytuacji jeszcze bardziej, uważam, że taka szkoła powinna być zlokalizowana w centrum miasta, by dzieci ze wszystkich dzielnic mogły wygodnie do niej dojechać, zwłaszcza że sytuacja w szkołach położo­nych w centrum Lidy jest nieco lepsza. Polska szkoła nie powinna być duża na początek maksimum dwie klasy w jednym roku. Będzie to dawało gwarancję stworzenia tak potrzebnego środowiska językowego. Oczywiście optymalnym rozwiązaniem byłoby powstanie polskich szkół w każdym osiedlu, co dawałoby w efekcie 3-4 szkoły polskie w Lidzie, a następnie najzdolniejszych uczniów przenosiłoby się do mniejszej szkoły w centrum miasta. W ten sposób powstałaby polska szkoła elitarna.
Nie mniejszy problem jest z kadrą pedagogiczną. Na dzień dzisiejszy mamy 19 nauczycieli, którzy odbyli specjalistyczne kursy na uniwersytetach w Polsce. Powróciła także pierwsza absolwentka studium nauczycielskiego. W przyszłym roku czekamy na następnych. Nie rezygnujemy również z dokształcania już pracujących nauczycieli. Wspólnie z Polonijnym Centrum Nauczycielskim w Lublinie zaplano­wane jest zorganizowanie specjalistycznych kursów w 1993 r. i praw­dopodobnie chociaż częściowo rozwiąże się ten problem.
Powstanie polskiej szkoły jest sprawą na tyle poważną, że powinno się w nią zaangażować i nasze Towarzystwo, i Miejski Wydział Oświaty, jak również wszyscy nieoboję­tni na tę sprawę Polacy. Pragnę podkreślić, że Towarzyst­wo Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej uczyni wszystko, by w Lidzie powstała polska szkoła, która by odpowiadała zapotrzebowaniom dnia dzisiejszego.
Aleksander Kołyszko prezes TKPZL

PS. Artykuł ten jest swoistą odpowiedzią na tekst autorstwa p. W. Staniewicza, zamieszczony 8 września 1992 r. w "Lidzkiej Gazecie" i przedrukowany przez "Głos znad Niemna" z 1-15 listopada 1992 r., Nr 20 pt. Nauczanie w obcych językach bez ambicji.
Mamy nadzieję, że p. Staniewicz wypowiadał się we własnym imieniu, albowiem znany jest ogólny trend i program rozwoju polskiej oświaty na Biało­rusi, jaki propagowany jest zarówno przez Towarzys­two Kultury Polskiej na Białorusi, jak i przez wspo­magającą "Ziemię Lidzką" Fundację Pomocy Szko­łom Polskim na Wschodzie im. T. Goniewicza. Nie­raz na naszych łamach publikowaliśmy teksty, które zachęcały do pracy nad powołaniem polskojęzycznej szkoły nie tylko w Lidzie, ale i w powiecie lidzkim. Nie po to przecież organizowało się wcześniej kółka językowe, namawiało się rodziców, by posyłali swoje dzieci do pierwszych polskich klas, by teraz stwier­dzić, że są to czyjeś "wygórowane ambicje". Stare przysłowie mówi, że gdy się powiedziało A, należy powiedzieć B. Jeżeli chce się odradzać kulturę polską na Białorusi, należy robić to wielotorowo. Nie wystarczy od czasu do czasu za­śpiewać polską piosenkę czy też zorganizować uroczystości z okazji polskich świąt. Jeżeli się jest świadomym Polakiem i jeszcze chce się uchodzić za takiego, to należy również dbać o to, by samemu używać języka narodowego na co dzień w domu i w szkole i przede wszystkim zapewnić swojemu dziecku nauczanie w tym języku, co wcale nie przeszkadza, że będzie się ono uczyło również języka białoruskiego. Na tym polega przywilej bycia mniejszością narodową, wielokulturowość. Na szczęście czasy pogardliwego nazywania Polaków na Białorusi "paszportowymi Polakami" mijają i chyba to właśnie od samych Polaków i ich ambicji zależy, by się już nie powtórzyły.

Redakcja