Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Wiejskie losy

 

Przy wiejskiej szosie biegnącej z Lidy do Lipniszek, wśród sosnowych borów i gajów, w ustronnym i cichym miejscu znajdowała się wieś Ćwiermy. Przy drodze rosła wielowiekowa sosna, a przy niej stał krzyż, pozostający w wielkim poważaniu i szacunku wśród miejscowej ludności. Gdy krzyż był już nadgryziony zębem czasu, niektórzy z wiernych odłupywali drzazgi z drzewa krzyża i zabierali do siebie, do domów.
W 1935 r. zbudowano w tym miejscu kapliczkę i wieś z czasem stała się miejscem pielgrzymek wiernych z sąsiednich parafii. Zamieszczone poniżej zdjęcia krzyża i kapliczki pochodzą z 1939 r. Na odwrotnej stronie fotografii przedstawiającej kapliczkę umieszczono następujący tekst:
"Przy gościńcu z Lidy, 12 kilometrów od Lipniszek, od dawnych czasów, pod lasem stal krzyż drewniany przy sośnie. Krzyż ten ma wielką cześć u ludzi. Po burzy krzyż został obalony".
Mieszkaniec wsi Ćwiermy Stefan Walak (zmarł w 1987 r.), po swoim i żony Marianny uzdrowieniu postawił nowy krzyż i umieścił na nim figurę Zbawiciela. Pragnąc uszanować przywiązanie miejscowych ludzi do tego krzyża, proboszcz fary lidzkiej ks. Hipolit Bojaruniec przy pomocy ofiarnych parafian zbudował drewnianą kaplicę i poświęcił ją w 1935 r. W głównym ołtarzu ustawiono krzyż obleczony w miedzianą szatę. Kilka razy do roku odprawia się w tym miejscu mszę św., a w dzień Zielonych Świątek każdego roku przybywają do krzyża w Ćwiermach liczne pielgrzymki.
"Uwielbiamy Cię Chryste i błogosławimy Tobie, iż przez Krzyż Twój Święty świat odkupić raczył".
Przybywały tu pielgrzymki z parafii: lidzkiej, trokielskiej, berdowskiej i wielu innych w powiecie lidzkim i nie tylko. Niestety, nie sądzone było długo służyć ludziom tej uroczej, wiejskiej kapliczce. Nastały czasy programowego, rządowego ateizmu. Miejscowym wła­dzom była ta świątynka niczym sól w oku i na początku lat sześć­dziesiątych postanowiono ją zburzyć. Do sprawy tej zabrał się dyrektor miejscowego sowchozu w Dworzyszczach. Sprowadzono specjalnie trak­tor, z którego linę zaczepiono na dachu kaplicy. Traktorzysta, biedak, nie chciał wykonywać tej niewdzięcznej pracy, wręcz zbrodni, i specjalnie w silniku maszyny dokonał usterki, tak by nie ruszyła z miejsca. Posłano po sowchozowego mechanika i w końcu traktor uruchomiono, a kaplica runęła na ziemię. Przedtem pozwolono jednak wynieść wiernym krzyż z głównego ołtarza, który już raz, w 1920 r., doznał zniewagi i profanacji, gdy przejeżdżający obok niego czerwonoarmista porąbał go szablą.
Obecnie krzyż znajduje się w trokielskim kościele, z prawej stro­ny głównego ołtarza. W kościele tym stoi ró­wnież ławka kolatorska dziedziców Zachwatowiczów, którzy przed wojną dali ze swoich la­sów drewno na budowę kaplicy. Sosna, widoczna na fotografii za kap­licą, rośnie w tym sa­mym miejscu do dzi­siaj, otoczona młodym lasem. Z daleka widać, że jest to bardzo stare drzewo, będące zapew­ne świadkiem burzli­wych dziejów tej okolicy (w obwodzie ma 3,5 metra, a jego średnica wynosi przeszło 1 metr).
Los tego ciekawego drzewa był podobny do losu mieszkających tu ludzi. Patrząc na nie, ma się wrażenie, że przed sobą, w uścisku pnia i konarów, trzyma mniejszą sosenkę, niczym matka lub babcia otula i opłakuje swoją jedyną pociechę. Konary mają tak dziwaczne kształty i są tak niesamowicie splątane, że od razu widać, jak wiele burz i wiatrów targało nimi niemiłosiernie, a sosna bezskutecznie walczyła o swoje życie. Dzisiaj tylko jedna gałąź, na której zieleni się jeszcze igliwie, świadczy o tym, że owa sosna wciąż żyje - pozostałe konary są uschnięte, uległy wyczerpaniu w wielowiekowych zmaganiach z bezlitosną przyrodą i złym człowiekiem. Nieraz targała się na nią ręka złego człowieka, bo właśnie obok sowieccy geodeci postawili znak triangulacyjny, a że drzewo przeszkadzało im, więc próbowali je ściąć. Gdy tylko zaczęli je piłować, okazało się, że używana przez nich piła jest za mała, a z drzewa, jak mówią miejscowi ludzie, miała spłynąć smoła przypominająca swoją konsystencją krew. Geodeci mieli się przestraszyć i zaniechać powalania drzewa. Innym razem ktoś palił koło sosny ognisko i płomienie osmoliły pień.
Podobnie i los ludzi, mieszkańców tej niegdyś spokojnej i uroczej miejscowości, zmienił się nie do pozazdroszczenia. Wielu ją opuściło, przenosząc się do Lidy lub do innych miast i wsi. W Ćwiermach pozostali tylko starzy ludzie. W życie wsi, niczym nieproszony gość, wtargnęło miasto. Początkowo z jednej strony wsi oddano pod działki letniskowe kawał ziemi. W tym roku pod działki poszła urodzajna ziemia z drugiej strony wsi i obecnie sięgają one prawie do tego miejsca, gdzie stała kaplica. Powoli owo uświęcone miejsce przeobraża się z tego powodu w wysypisko śmieci, które znoszą tu nieświadomi dzialkowicze. Teraz miejscowa ludność nie ma ani dogodnego pastwiska dla bydła, ani ziemi pod własne przyzagrodowe działki, na których zazwyczaj sadzi się ziemniaki, a jeszcze do tego wszystkiego dochodzą spaliny z samo­chodów należących do dojeżdżających tutaj letników. Na to wszystko skarżą się bardzo starsi ludzie, nie mogąc uczynić nic, by poprawić swój los.

 

Stanisław Uszakiewicz