Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Pani Regina

 

Powoli niesie swoje srebrzyste wody Niemen. Po wodzie pływają kaczki. Na urwistym brzegu stoi chatka, obok rosną białe brzozy. Na piachu, nad wodą dziewczynka pasąca krowy, rysuje coś na piachu gałązką. Te malownicze okolice całkowicie odpowiadają swojej nazwie - Bór, a ta mała dziewczynka, to Regina.
Dzisiaj stoję przed uroczym obrazem, ukazującym tę scenę, zaczarowany jego ciepłem i pięknem. Pani Regina Nesen stoi obok i opowiada. Dom pani Reginy w Brzozówce przypomina małe muzeum, wszędzie można oglądać obrazy. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem u znajomych w Brzozówce wesołe, pełne życia obrazy, a były to "Trzej Królowie" i "Jezus nauczający z łodzi", od razu chciałem poznać autorkę i opowiedzieć ludziom jej twórczości.
Pani Regina urodziła się nad Niemnem, we wsi Bór. Wyszła za mąż w 1949 roku i wtedy przeniosła się do Brzozówld, gdzie mieszka do dzisiaj. Pracowała tam w hucie, w szlifierni. Tam poznała malarza, który uczył się zawodu w Czechach. Malarz ten nauczył ją rysunku na szkle.
P. Kiedy zaczęła Pani malować?
O. W zasadzie zaczęło się, gdy tylko się urodziłam. Rysowałam zawsze, odkąd pamiętam. Rysowałam to, co mi się podobało. Mój tatuś był krawcem. Pracował do późna w nocy, a ja siedziałam przy nim i malowałam. Najpierw oglądałam kalen­darze, a w nich byli jacyś święci. Jeden z nich był myśliwym i zobaczył na polowaniu jelenia, który miał krzyżyk między rogami. Spodobało mi się to i namalowałam obrazek. Rysowa­łam wszędzie, gdzie się tylko dało. Na piasku, nad brzegiem Niemna, gdy pasłam krowy i w domu i nawet na kartkach zeszytu panienki. Potem te kartki przykleiłam koło swojego łóżka. W domu było nas pięć sióstr i oprócz mnie rysowała trochę tylko starsza. Gdy chodziłam do szkoły, to na lekcjach rysunków, pani pokazywała wszystkim uczniom moje rysunki na wzór. Pamię­tam, jak raz narysowałam Matkę Boską Gromniczną. Wtedy właśnie nauczycielka pokazała ten obrazek klasie.
Pani podczas lekcji rysunków czytała nam jakiś tekst lub opowiadała jakąś historię, a my robiliśmy do tego ilustracje. Pamiętam, gdy rysowałam pod taką opowieść historię biednej dziewczyny. Bardzo się wtedy wzruszyłam. Do polskiej szkoły chodziłam przez trzy lata, do rosyjskiej przez rok. Wszyscy moi koledzy przychodzili do mnie i prosili, żebym dla nich rysowała. Nauczyciel sprawdzał zeszyty, a ja wtedy wszystkim rysowałam. Nie miałam czasu rysować dla siebie. Rysowałam również w wolnym czasie i w hucie. Przed wojną prenumerowaliśmy czasopisma katolickie. Gdy tylko przychodziliśmy z poczty w Gonczarach, oglądaliśmy je, a ja później rysowałam. Gdybym się dalej uczyła rysunku, czy malarstwa, to rysowałabym lepiej, a tak wszystko co maluję, to tak od siebie.
P. To co widzę u Pani w domu, jest namalowane bardzo ciekawie, po swojemu. Nie pomyli się Pani obraza z dziełami innego malarza.
O. Wolę malować to, co sama wymyślę, ale przychodzą ludzie i proszą, żeby namalować to i to. Maluję bardzo dużo na zamówienie. Niestety nie mam dużo czasu, a i ze wzrokiem mam kłopoty. Potrzebne są mi okulary. W hucie robi­łam początkowo rysunek na szkle, na przykład portrety. Praca była ciekawa. Najwięcej tych portretów zamawiali wojskowi dla swoich naczelników. Robiliśmy też wazy wysadzane diamen­tami dla Chruszczowa i dla Breżniewa. Stały potem w muzeum. Teraz ich nie widziałam. Może je powyrzucali? Szkoda, że się nie uczyłam w tym kierunku. Gdyby nie wojna, może byłoby inaczej. Po wojnie też było ciężkie życie. Dobrze, że dostałam pracę w hucie. Przeszła młodość. Później mąż, dzieci, dom.
P. Właśnie, jak na Pani twórczość patrzą w domu?
O. Starszy syn sam trochę malował. Czasami nawet jakieś widoki. Synowa również, ale zarzucili to. Nie mają za dużo czasu na przyjemności, ponieważ ciężko pracują.
P. Od kogo ma Pani zamówienia na swoje obrazy? Czy tylko od zwykłych lodzi?
O. Ostatnio, na Wielkanoc malowałam obraz "Trzy Krzyże" dla kościoła w Minojtach. Przyszła do mnie siostra i powiedziała, że ma to być jakaś zielona góra. Przychodzili ludzie, podpowiadali, ale ja wciąż nie miałam pomysłu. Wreszcie ktoś podpowiedział dobrze i wtedy namalowałam obraz. Bardzo się spodobał księdzu. Dla kościoła w Minojtach, oprócz tego obrazu namalo­wałam również szereg obrazów na Boże Ciało - Serce Pana Jezusa, Matkę Boską. Pomalowałam również figurkę w kościele i namalowałam obraz - Ciemnicę. Pracowałam również dla cerkwi w Gonczarach, dla której wykonałam malowidła na chorągiew i Ukrzyżowanie. Zamawiali u mnie obrazy ludzie z różnych stron. Miałam zamówienia z Lidy, Baranowicz, Słucka, Nowogródka, oczywiście z Brzozówki, a nawet z Mosk­wy i z Polski.
P. Co Pani lubi najbardziej w swojej twórczości?
O. Zawsze lubię wesołe kolory, na przykład żeby ludzie na obrazach ubrani byli jaskrawo. Lubię również malować wschody i zachody słońca. Kiedyś malowałam białe wazony, ale to mi się za bardzo nie podobało. Często maluję również kwiaty. Ostatnio jednak jest coraz ciężej. W sklepach brakuje farb. Czasami przez tydzień nic nie robię. Ale mam nadzieję, że będzie lepiej.

 

Aleksander Kolyszko