Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 


Więcej niż uczciwość
Wspomnienie o Adeli Aniukiewicz

 

Opowieść tę można by zacząć od słów "dawno, dawno temu", jak to bywa w bajkach, ale nie jest to bajka, chociaż cala ta historia wydaje się mało prawdopodobna.
W miasteczku Nowy Dwór koło Szczuczyna, a dokładniej, za miasteczkiem, przy drodze prowadzącej przez las do wsi Narosze i majątku Michałowo, nie opodal lasu, w małym drewnianym domku mieszkali państwo Aniukiewiczowic. Ziemi mieli niewiele, dlatego też pani Adela dorabiała szyjąc. Dzięki temu szyciu, Adela bywała w Micha­łowie, u państwa Mikulskich. Pamiętam, że moja Ciocia, Helena Mikulska nazywała panią Adelę - Adelcińka, co świadczyło wymownie o stosunkach, jakie je łączyły. Często też w niedzielę, wracając z kościoła, zajeżdżało się do państwa Aniukiewiczów. Pani Adela przebywała często w Michałowie po kilka dni. Maszyna do szycia trajkotała, a w prze­rwach, przy herbatce obie panie ucinały sobie pogawędki. Poza zapłatą w pieniądzach, pani Adela nie wyjeżdżała nigdy z Michałowa z pustą kobiałką, gdyż był to majątek dobrze zagospodarowany i prowadzony, posiadający świetną oborę i duży sad owocowy.
Tak zawiązała się przyjaźń...
W 1939 roku, po wejściu Sowietów, zaprzyjaźniony Żyd z Nowego Dworu uprzedził Mikulskich, że mają być aresztowani. Wobec tego opuścili swój dom z walizkami w rękach. Po drodze, Helena Mikulska zajechała do Adelci, by się pożegnać. Wśród łez, chciała jej coś ofiarować na pamiątkę - nie wiedziały, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczą. Nie miała przy sobie niczego cennego, ale przypomniała sobie, że ma przecież pięknego, srebrnego lisa. Szybko otworzyła walizkę i lis zmienił właś­cicielkę.
Jak się okazało, Aniukiewiczowie też znaleźli się na listach osób przeznaczonych do deportacji na Sybir, chociaż byli jednymi z najbied­niejszych w Nowym Dworze. Zostali wywiezieni zimą 1940 roku. Pan Aniukiewicz zmarł podczas transportu, w wagonie towarowym. "Przyja­ciele ludu" wyrzucili jego zwłoki z wagonu, które na oczach przerażonej i zrozpaczonej żony stoczyły się do rowu pełnego śniegu.
Pani Adela odbyła długą tułaczkę po Kazachstanie. Wycierpiała bardzo wiele: chorowała, głodowała, cierpiała straszną nędzę. Trwało to przeszło pięć lat.
Potem nie wróciła już w swoje rodzinne strony, ale wprost do Polski, gdzie znalazła się w Gorzowie Wielkopolskim. Tam też, w 1946 roku przyjechała pani Helena Mikulska wraz z synem, gdy mąż jej, Michał zmarł zimą 1945 roku w Dajnarowszczyźnie i został pochowany w rodzin­nym grobowcu w Nowym Dworze, czyli ziemi swojej nie opuścił.
W jakiś sposób obydwie panie spotkały się. Pewnego dnia Adela przyszła do Heleny i wręczyła jej zawiniątko. Ta, gdy je rozwinęła, ze zdumieniem stwierdziła, że był w nim lis - piękny, srebrzysty, z puszystym ogonem. Nawet nie było po nim widać ciężkich przeżyć.
Okazało się, że pani Adela darowiznę potraktowała jako coś, co dostała na przechowanie! Zaszyła lisa w poduszkę i przeżywała strach przy częstych rewizjach, że twardy, lisi łepek zostanie wykryty przez NKWD-zistów. W żaden sposób nie chciała zatrzymać lisa. Tłumaczyła, że nie jest on jej potrzebny, że nie będzie go nosiła i że zrobił już swoje - pomógł Jej przetrwać najtrudniejszy czas.
W nocy, gdy leżała zziębnięta i skulona, przytulała się do poduszki. Wiedziała, że on tam jest i wtedy nie czuła się taka samotna. Przypominał Jej, że życie było kiedyś inne, że może być inne, byle się nie załamać. Poza tym postawiła sobie zadanie, że musi go przywieźć z powrotem.
Może wielu osobom to wydarzenie wyda się śmieszne - jeżeli tak, to znaczy, że... - zostawmy to bez komentarza.
Jeżeli zaś kogoś ściśnie za gardło - jak to się mówi, to chyba właściwa reakcja.
Pani Adela, mając przejściami nadszarpnięte zdrowie, zmarła w 1948 roku i została pochowana w Gorzowie Wielkopolskim. Pani Helena przeżyła Ją tylko o rok - zmarła nagle w 1949 roku, a jej mogiła znajduje się w Podkowie Leśnej koło Warszawy.
Może to krótkie wspomnienie, niby mało ważne, a jednak tyle mówiące, skłoni kogoś do zastanowienia się nad tym, co dzieje się teraz - byle mieć, mieć jak najwięcej, brać, co się daje i nie daje, kraść - a słowo Uczciwość - śmiechu warte!

 

Zofia Jamontt