Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Polskie zwyczaje wielkanocne

 

W Wielki Czwartek rzesza cała
Do ciemnicy wiedzie Chrysta
Dzwony zmilkły, a nastała
Jakaś cisza uroczysta...
Władysław Syrokomla (1823-1862)

Wielkanoc w tradycji polskiej uważana jest za najweselsze, ale i najmocniej religijnie przeżywane święto kościelne. Związane z nim jest wiele zwyczajów, niekoniecznie wywodzących się z tradycji chrześcijańskiej, ale wrosłych w to święto i w nim do dzisiaj funkcjonujących.
Kulminacyjnym dniem Wielkanocy jest Wielka Niedziela, ale poprzedzający ją Wielki Tydzień to okres przygotowań i oczeki­wania na ten dzień. Siedem dni przed właściwym świętem upływa w całym chrześcijańskim świecie na nabożeństwach, modlitwach, postach, a w dawnej Polsce w sposób szczególny dbano wtedy o chorych i ubogich, udzielając im pociechy i wsparcia. Z tym okresem związane były również różne wróżby ludowe. Dni wielkotygodniowe wróżyły pogodę na cały rok: Jaka będzie Wielka Środa - taka będzie wiosna, jaki Czwartek - takie lato, Wielki Piątek zapowiadał pogodę na żniwa i wykopki, a Sobota wróżyła pogodę na zimę.
W Wielką Środę, po ciemnej jutrzni, podczas której po każdym psalmie gaszono jedną świecę, milkły aż do rezurekcji kościelne dzwony. Po wsiach chodzili chłopcy z kołatkami, którzy ogłaszali wszystkim początek postu. W tym też dniu gospodarze wychodzili z poświęconą w ubiegłym roku wodą, by poświęcić swoje pola.
Od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty milczały dzwo­ny, a używano tylko kołatek, mocno hałasując, co miało symbolizować wypędzenie Judasza. Na pamiątkę tego, że Chrys­tus mył swoim uczniom nogi, w Polsce był zwyczaj, że "biskupi i królowie nasi w Wielki Czwartek starcom umywali nogi. Zygmunt III był pierwszym, który ten obrządek statecznie dopełniał..." (Jędrzej Kitowicz - "Opis obyczajów").
W domach, na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy, spożywano Tajnię - postną kolację. Wielu Polaków po tajni nic już nie jadło, aż do wielkanocnego śniadania.
Wielki Czwartek nosił też nazwę Wielkanocy umarłych, ponieważ już we wczesnosłowiańskich czasach oddawano w ten dzień cześć umarłym. Z tym kultem zmarłych związane jest, zachowane do naszych czasów palenie ogni wielkanocnych, przy których miały się grzać dusze umarłych. Niektórzy tego dnia zostawiali specjalnie resztki jedzenia, wierząc, że karmią się nimi dusze.
Wielki Piątek - to Groby. Zwyczaj przygotowywania grobów Chrystusowych w kościołach przywędrował do Polski praw­dopodobnie z Czech lub Niemiec. Polskie groby zawsze olśniewa­ły cudzoziemców swoim przepychem i okazałością. W niektórych kościołach urządzano nawet ruchome groby.
"Lwy błyskały oczami szklanymi, kolorami iskrzącymi się napuszonymi i światłem z tyłu oświeconymi, wachlowały jęzora­mi z paszczęk wywieszonymi. Morze bałwany swoje miotało, Longin siedzący na koniu zbliżał się do boku Chrystusowego z włócznią." (J. Kitowicz - "Opis obyczajów").
Pojawiały się w przybraniu grobów również elementy naro­dowe. W XVII w. w jednym z kościołów warszawskich grób ułożono z tarcz, szabel i innych militariów. W okresach narodo-
wej niewoli przygotowywano groby-symbole, np. w 1942 roku, w kościele św. Anny w Warszawie, Grób zbudowany był ze zwęglonych belek, kolczastego drutu, surowego czarnego krzyża i chudego, przypominającego więźnia obozu koncentracyjnego - trupa Zbawiciela.
Przy grobach stawiano warty, np. w wiejskich kościołach straż trzymali najbardziej szanowani gospodarze przebrani w po­lskie mundury.
Piękną tradycją było odwiedzanie grobów. W miastach odwiedzano wszystkie kościoły, modlono się, a przy tym należało złożyć datek na biednych. Potem zwyczaj ten nabrał charakteru spotkań towarzyskich. W XIX wieku w kościołach miejskich panie z towarzystwa zbierały datki na ubogich, a przy ich stolikach grupowali się znajomi tylko po to, by pogawędzić. Pieniądze z tych kwest przeznaczano na szpitale, przytułki, sierocińce, a kwota zależała zawsze od urody kwestującej.
Zwyczaj odwiedzania Grobów Chrystusowych przetrwał do dzisiaj. Wielki Piątek w wierzeniach ludowych miał mieć najwięk­szą czarodziejską moc. Gospodarze sadzili wtedy nowe drzewka owocowe, wierząc że będą znakomicie rodziły. Robiono również tego dnia masło, które miało mieć moc leczniczą, uzdrawiającą ludzi i zwierzęta. W Wielki Piątek pieczono również "świecone": żytni i pszenny chleb, placki z serem, jajeczniki. Ten dzień poświęcony był również malowaniu jajek. Przeważnie robiły to młode dziewczęta.
Jajko uważane było za symbol nowego życia. Wiele mitów i legend początek życia na Ziemi wywodzi właśnie od jajka. Zwyczaj ich malowania na Wielkanoc sięga jeszcze czasów wczesnochrześcijańskich.
Właśnie pisankami dziewczęta wykupują się (dyngują) przed oblewaniem w Poniedziałek Wielkanocny. Znana jest powszech­nie zabawa, zwana walatką lub na Wschodzie "kaczaniem", polegająca na tłuczeniu pisanką o pisankę. Kto stłukł pisankę przeciwnika, ten wygrywał cały jego zapas pisanek.
Wielka Sobota to dzień "święconego". Rano odby­wa się przed kościołem świę­cenie ognia, opalano rów­nież drewienka leszczyny złożone na krzyż. Potem gos­podarze, podczas pierwszej orki, popiół z tego stosu roz­sypywali na polu. Leszczy­nowe krzyżyki chroniły przed klęskami pola i domy.
Świecenie ognia oznacza­ło również koniec postu i po­czątek wiosny. Po święceniu ognia następowało święcenie wody, którą następnie skropywano całe gospodarstwo.
Przez cały ten dzień świeci się pokarmy. Tradycja ta ma początek jeszcze w słowiańskich wierzeniach.
Jest to zwyczaj powszechny, umiłowany i bardzo polski. Niegdyś "święcone" było bardzo sute. Ustawiano je na stołach, zastawionych pieczonymi prosiętami, szynkami, plackami i ma­zurkami. Na pańskich stołach królowała dziczyzna, kiełbasy, nadziewane prosięta trzymające w pyskach jajka. Księża objeż­dżali pałace, dwory, zaścianki i wsie - nikt nie szedł ze "święco­nym" do kościoła. Wieś wystawiała do poświęcenia te same pokarmy, jak i dwór, tyle tylko, że uboższe i skromniejsze.
Obecne "święcone" to: chrzan, sól, kiełbasa, babka, barwinek i pisanki - wszystko pomieszczone w małym koszyczku. "Święco­nym" dzielono się z ubogimi i sierotami i nic z niego nie mogło się zmarnować.
Wielka Sobota była i jest również dniem odwiedzania cmen­tarzy, na których porządkuje się groby. Zwyczaj ten zachował się głównie na wsi. Uporządkowane mogiły przystrajane były bazia­mi, symbolizującymi wiosnę i budzące się życie. Na mogiłach pozostawiano również pisanki i figurki baranków, jako symbolu Zmartwychwstania.
Wielką Sobotę kończyła Rezurekcja, nabożeństwo nazwane od łacińskiego wyrazu resurectio - zmartwychwstanie. Gdy odzywały się dzwony na rezurekcję, wszyscy spieszyli do kościo­ła. Kto się spóźnił, nie miał prawa jeść "święconego", a kto w ogóle nie poszedł, ten miał chorować przez cały rok.
Podczas procesji trzykrotnie okrążającej kościół brzmi pieśń Zmartwychwstania: "Wesoły nam dziś dzień nastał". Do XVIII wieku Rezurekcja odbywała się zawsze o godzinie 12 w nocy. Dopiero od czasów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego przeniesiono ją na niedzielny świt.
Po Rezurekcji, gdy spotykali się pod kościołem znajomi i sąsiedzi obowiązywało powitanie "Chrystus zmartwychwstał", które zastępowało normalne "Dzień dobry" lub "Pochwalony". Odpowiadało się tym samym lub "Prawdziwie zmartwychwstał". Formuła ta obowiązywała przede wszystkim na Wschodzie i używana była na terenach, gdzie następował styk katolicyzmu z prawosławiem.
Rezurekcyjne dzwony były uzupełniane salwami armat, strzelb i pistoletów. Po Mszy św. ludzie ścigając się powozami i furmankami (kto pierwszy dojedzie do domu, temu najlepiej urodzi się zboże), wracali, by po Wielkim Poście zasiąść do obfitego Wielkiego Śniadania.
Wielka Niedziela, dzień nieodłącznie związany z obżarstwem. Wielkanoc w Polsce była zawsze świętem poświęconym jedzeniu.
Pierwszy dzień świąt upływał na ogół w ścisłym rodzinnym gronie, dopiero Poniedziałek Wielkanocny był dniem składania wizyt sąsiadom i znajomym.
Właśnie poniedziałek, słynący w całej Polsce z oblewania wodą, był dniem harców i swawoli. Nazywano go Oblewanką, Lejkiem, św. Lejkiem, Meus, Emaus, dyngusem i śmingusem. Zwyczaj ten znany był już w Polsce w XV wieku i był przy tym mocno potępiany przez księży z ambon.
"Którzy zaś przekładali swawolę nad dyskrecją, nie mając do niej żadnej racji oblewali damy wodą prostą, chlustając garn­kami, szklanicami, dużymi sikawkami i prosto w twarz lub od nóg do góry. A gdy się rozswawoliła kompania, panowie i dworzanie, panie, panny nie czekając dnia swego, lali jedni drugich wszelkimi statkami, jakich dopaść mogli, hajducy i loka­je donosili cebrami wody (...). Największa była rozkosz przydy-bać jaką damę w łóżku, to już ta nieboga musiała pływać w wodzie między poduszkami i pierzynami, jak między bał­wanami, przytrzymywana albowiem od silnych mężczyzn, nie mogła się wyrwać od tego potopu." (J. Kitowicz - "Opis obyczajów").
Na wsiach panny wrzucane były nawet do stawu lub do rzeki. Nie broniły się przy tym, wiedząc, że nieoblanie znaczy brak powodzenia u chłopców. Panna, która nie chciała być oblana, musiała się dyngować, czyli wykupić. Robiła to zazwyczaj pisankami, ciastem, a jej ojciec często dawał pieniądze i wódkę. Kobiety natomiast oblewały panów we Wtorek, który niegdyś obchodziło się jako trzeci dzień świąt.
W Poniedziałek dziewczęta chodziły z gaikiem - choinką przystrojoną w kolorowe wstążki, co miało symbolizować powi­tanie nadchodzącego lata.
Tak przez conajmniej trzy dni obchodzono w dawnej Polsce Wielkanoc - święta radości i nadziei. Może teraz jest wszystko skromniejsze lub biedniejsze, lecz duch został ten sam. Święta te dzięki swojemu bogactwu obyczajów na zawsze związały tradycje chrześcijańskie z polską obrzędowością, nadając Wielkanocy w Polsce swoistego kolorytu, wyróżniającego nas pośród innych narodów.

Robert Kuwałek
(opracowane na podstawie: Szymanderska H., Polska Wielkanoc)