Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Samobrona Ziemi Lidzkiej

 

We wrześniu 1915 roku, po ponad 120 latach rosyjskiej niewoli, ludność ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego była świadkiem odwrotu wojsk carskich przed napierającymi na nie Niemcami. W drugim roku I wojny światowej, podczas której stanęły przeciwko sobie armie państw, które pod koniec XVIII wieku rozebrały pomiędzy siebie ziemie I Rzeczypospolitej, Rosjanie zostali zmuszeni do opuszczenia prowincji zachodnich Imperium: Królestwa Polskiego i części ziem Wielkiego Księst­wa. Pod okupacją niemiecką znalazła się Litwa wraz z Wileńszczyzną i tereny obecnej Białorusi aż do Mińska, który do 1917 roku pozostał jednak w rękach rosyjskich.
Na terenach okupowanych Niemcy utworzyli Ober-Ost, w ramach którego cały powiat lidzki wszedł w skład gubernator­stwa wileńskiego. Główny komendant Ober-Ostu, gen. Hofman
rezydujący w Wilnie, rozpoczął rządy silnej ręki nad okupowanymi te­renami. Niebawem rozpoczęła się rabunkowa gospodarka niemiecka. Ludność ogołocona z inwentarza żywego i zboża przez odstępujące wojs­ka rosyjskie, musiała te­raz Niemcom oddać re­sztki zapasów. W lasach zakładano tartaki i wy­wożono masowo drewno do Niemiec. W kościołach rekwirowano dzwo­ny, które następnie przetapiano na armaty. Na wsi gospodarzom i właścicielom majątków konfiskowano konie i bydło.
Ale obok tych negatywnych skutków okupacji, jakimi było ogólne zubożenie, a w miastach nawet głód i epidemie, rozwijało się bujnie życie kulturalno-społeczne. Jak grzyby po deszczu, przy majątkach i parafiach powstawały polskie szkółki, w mias­tach pod pozorem pomocy charytatywnej działały polskie or­ganizacje kulturalno-oświatowe. Niemcy, w przeciwieństwie do Rosjan, tolerowali te poczynania.
Nastał rok 1918, w którym nadużycia władz niemieckich sięgnęły szczytu. Pomimo, że Niemcy nazwali Wilno "perłą w sławnym Królestwie Polskim", ludność polska ponosiła naj­większy ciężar okupacji. Władze niemieckie popierały przy tym bardzo silnie młody narodowy ruch litewski, zezwalając na działanie Taryby, czyli Litewskiej Rady Narodowej, która w ma­rcu 1918 roku ogłosiła niepodległość Litwy. Niemcy rozgościli się na ziemiach litewsko-białoruskich jak u siebie w domu. Ludność ponosząca koszty okupacji sądziła, że pobyt żołnierzy cesarza Wilhelma potrwa jeszcze długie lata na tych terenach. Jednakże w początkach listopada 1918 r. zaczęto obserwować oznaki świadczące o rozkładzie armii niemieckiej. Docierały
wieści o klęsce Niemców we Francji, o rewolucji w Berlinie i ucieczce cesarza do Holandii, wreszcie o buncie całych oddziałów niemieckich.
11 listopada Niemcy podpisały zawieszenie broni na froncie zachodnim, wybijała się na niepodległość centralna Polska. Jednak ani w Wilnie, ani w Lidzie nic nie wskazywało na to, by Prusacy chcieli szybko opuścić te tereny. Dopiero naciski ze strony Koalicji zmusiły ich do przygotowań do odwrotu.
Wśród Polaków ożywiły się nadzieje na rychłe wyzwolenie. Nie czekając na pomoc z Królestwa Polskiego, aktywniejsi przedstawiciele ludności polskiej z Wileńszczyzny, Mińszczyzny, Grodzieńszczyzny i Nowogródczyzny podjęli się trudnego zada­nia wyzwolenia własnymi siłami tych ziem spod obcego panowa­nia. W ten sposób, prawie niezależnie od siebie, powstały
złożone z ochotników sa­moobrony: Wileńska, Grodzieńska, Mińska i Kowieńska. Miały one za zadanie bronić tutejszą ludność przed bandy­tyzmem i anarchią, a w stosownej chwili wy­stąpić przeciwko Niem­com i bolszewikom. Ich powstanie było koniecz­nością podyktowaną niespokojnym czasem. Nie było dnia, by nie dochodziło do rabunkowych napadów na wsie, zaścianki, czy dwory. Niemcy wobec takiej sytuacji, niechętnie, ale tolerowali powstawa­nie tych polskich oddziałów, które oficjalnie występowały jako milicja porządkowa, szkoląca w konspiracji normalne oddziały wojskowe.
Sami okupanci od pewnego czasu pozostawali w kontakcie z bolszewikami, którym zamierzali przekazać okupowane przez siebie tereny. Nie spodziewali się jednak, że ich plany zostaną pokrzyżowane przez zorganizowanych w Samoobronę Polaków.
Komendantem Samoobrony Litewsko-Białoruskiej został mianowany z nominacji Józefa Piłsudskiego gen. Władysław Wejtko, który jednocześnie dowodził I Grupą Samoobrony Ziemi Wileńskiej ze sztabem w Podbrodziu. Obejmowało ono miasto Wilno oraz powiaty wileński i święciański. II Grupą, organizującą się w powiatach lidzkim, oszmiańskim i trockim dowodził gen. Adam Mokrzecki, pochodzący z Dzitryk nad Dzitwą. Sztab tej Grupy kwaterował w Lidzie. Obydwa zgrupo­wania podporządkowane zostały Sztabowi Głównemu Samo­obrony w Wilnie. Siły Samoobrony liczyły wówczas ok. 150 oficerów, 220 podoficerów, 4200 szeregowców oraz 900 koni. Nie należy jednak zapominać, że siły te były rozproszone na dość dużym obszarze.
W miastach i miasteczkach zakładano biura werbunkowe, formowano drużyny piechoty i oddziały konne. Potajemnie, przede wszystkim od Niemców, skupowano broń, w majątkach rekwirowano konie i furaż. Jednakże brak większych środków pieniężnych uniemożliwił dostateczne wyposażenie w broń wielu ochotników, którzy zgłaszali się do biur werbunkowych.
W tym czasie Niemcy oficjalnie wypłacali litewskiej Tarybie po 100 tys. marek tygodniowo na organizację Samoobrony Litewskiej, która w rzeczywistości nie istniała. Polakom jednak odmówiono takiej subwencji, pomimo próśb, jakie składali na ręce gen. Hofmana. Jedyna pomoc, jaką otrzymała Samoobro­na, pochodziła z ofiarności społeczeństwa polskiego. Nieliczne środki finansowe docierały rzadko z Warszawy.
Powiat lidzki podczas okupacji niemieckiej podzielony został na trzy mniejsze powiaty: lidzki z siedzibą w Lidzie (Kreisamt Lida), raduński z siedzibą w majątku Horodno oraz powiat Planty, który obejmował Szczuczyn. W tych trzech powiatach powstawały trzy Samoobrony: Lidzka, której organizatorem był ppor. Wacław Szukiewicz, Szczuczyńska, którą dowodził por. jazdy Bolesław Lisowski, i Ejszyska, organizowana przez pod-kapitana Kazimierza Ilcewicza. Początkowo Niemcy sprzeciwia­li się tworzeniu na tym terenie jakichkolwiek polskich oddziałów, ale gdy w wyniku rewolucji w Berlinie, zaczęły i tutaj powstawać w oddziałach niemieckich rady żołnierskie oraz uległa rozluźnieniu dyscyplina, organizatorzy polskiej Samoobrony zaktywizowali swoją działalność w terenie, zdobywając pieniądze i broń oraz ujawniając oddziały.
Równocześnie powstawały polskie oddziały cywilne. Kiedy do Lidy dotarła wiadomość o tym, że Niemcy zamierzają opuścić Ziemię Wileńską, w mieście zawrzało. Każda grupa narodowościowa starała się stworzyć swoją organizację, która po odejściu Niemców miałaby największy wpływ na bieg spraw politycznych w mieście.
Najaktywniejszą działalność w tym kierunku wykazali Polacy. Dzięki inicjatywie wielu jednostek i budzeniu się aspiracji niepodległościowych wśród polskiej ludności, w Lidzie powsta­ły: Rada Narodowa Ziemi Lidzkiej, Koło Polek, Koło Młodzie­ży Polskiej i Związek Robotniczy.
Sama Samoobrona Ziemi Lidzkiej zaczęła powstawać nieofi­cjalnie już pod koniec października 1918 roku, kiedy to powrócił z Rosji ppor. Wacław Szukiewicz. Początkowo tworzył on potajemnie, w obawie przed reakcją Niemców, Oddział Wojska Polskiego. Poprosił m.in. przebywającego wtedy w Lidzie gen. Adama Mokrzeckiego o przyjęcie honorowego dowództwa i wsparcie akcji wojskowej, na co generał się zgodził.
W połowie listopada 1918 r. organizację jako Samoobronę ujawniono przed Niemcami. Władze okupacyjne nie zgodziły się bowiem na powstanie normalnych oddziałów wojskowych, natomiast cele Samoobrony (obrona ludności przed bandytyz­mem) były dla nich do przyjęcia. Niemcy przekazali na ręce ppor. Szukiewicza 80 karabinów i zezwolili na sformowanie milicji powiatowej pod nazwą "Kreismilitz". Wtedy rozpoczął się jawny werbunek ochotników i ich szkolenie. Sztab Samo­obrony został ulokowany w domu Edwarda Januszkiewicza, położonym na rogu ulic 17-go Kwietnia i Poleskiej (dom nr 19/15), natomiast w sąsiednim, znajdującym się w ogrodzie zorganizowano koszary. Pomiędzy tymi domami odbywały się ćwiczenia ochotników, prowadzone przez podporuczników Mi­chała Pacewicza i Zenona Bogatkę oraz syna gen. Mokrzec­kiego, podchorążego Justyna Mokrzeckiego. Wciąż napływali ochotnicy z miasta i powiatu, powiększała się również kadra oficerska (ppor. Erazm Rudziecki, Władysław  Laskowicz, Amb­roży Kostrowicki, Zygmunt Tumielewicz i inni).
W początkach grudnia 1918 r. Samoobrona Lidzka liczyła ponad 60 ludzi. By ułatwić jej zaprowiantowame i wykorzystać do obrony wsi przed grabieżami, podzielono ją na plutony i rozmieszczono na terenie całego powiatu. Sztab i pluton w sile 12 ludzi, dowodzony przez ppor. Bogatkę, pozostały w Lidzie, drugi 15-osobowy pluton, dowodzony przez ppor. Pacewicza zakwaterował się w Niecieczy koło Bielicy, 10-osobowy pluton por. Wyspiańskiego stanął nad Dzitwą, w okolicach Giejsztow-tów, a pluton kawalerii (16 ludzi) chorążego Stefana Krydla rozlokował się w majątku Apolin.
Równocześnie organizowała się Samoobrona Szczuczyńska, której twórcami byli por. Bolesław Lisowski, por. Bronisław Sikorski, podporucznicy Adam Brochocki i Aleksander Klukowski. W połowie grudnia 1918 roku ppor. jazdy Stanisław Brochocki rozpoczął formowanie oddziału konnego. W tym czasie Samoobrona Szczuczyńska liczyła już ponad 70 ludzi. 27 listopada 1918 r. Oddział wyruszył w okolice Szczuczyna, by zamanifestować obecność polskiej siły zbrojnej. Druga wypra­wa, w okolice Piask i Mikołajewszczyzny miała już na celu walkę z bandytyzmem. Trzecią, zorganizowaną razem z Niemcami, wysłano za Niemen, by rozbić grasujące tam bandy. W trakcie rajdu oddziału kawalerii, pierwszych od ponad 100 lat polskich ułanów przyjmowano z życzliwością w Iszczołnie i Żołudku. Należy tu wspomnieć, że obydwie Samoobrony: Lidzka i Szczu­czyńska działały przez cały czas we wzajemnym porozumieniu.
Najpóźniej organizowała się Samoobrona Ejszyska, której dowódcą i organizatorem był podkapitan Kazimierz Ilcewicz. Poszczególne plutony zaczęto formować dopiero od początku grudnia 1918 r. Tworzyli je głównie ochotnicy z Radunia i Ejszyszek. Przyczyną tego opóźnienia było prolitewskie na­stawienie Niemców, ale w końcu okupant zgodził się na zorganizowanie polskiego oddziału.
Pomocnicy podkapitana Ilcewicza, podporucznicy: Jan Nienartowicz, Michał Boynacki i Wincenty Walicki, prowadzili w terenie szeroką akcję propagandową i werbunkową, na którą odpowiedzieli masowo napływający ochotnicy z Ejszyszek, oko­licznych zaścianków, folwarków i wsi, należących do parafii ejszyskiej, raduńskiej, butrymańskiej i nackiej. Przeważała mło­dzież nieobyta z wojskiem, ale było też sporo żołnierzy z dawnej rosyjskiej armii. Pod koniec grudnia, w majątku Horodno koło Radunia stacjonowało już 60 ludzi, zgrupowanych w plutonach. Utrzymywało ich miejscowe społeczeństwo, którego główną reprezentacją był Komitet Obywatelski, wspomagający Samo­obronę. Na jego czele stanął dziekan ejszyski, ks. Bolesław Moczulski. Za pieniądze dostarczone przez Komitet kupowano broń. Z chwilą wycofania się z tych terenów Niemców, Samoobrona przejęła od nich 100 karabinów i 10 tys. sztuk nabojów oraz centralę telefoniczną. Po przejęciu władzy po Niemcach, Samoobrona Ejszyska przystąpiła do walki z bandytyzmem, przyczyniając się do uspokojenia powiatu raduńskiego.


(cdn.)


Władysław Naruszewicz, Robert Kuwałek