Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Witaj, polska szkoło!

 

Czy potrzebna Białorusinom białoruska szkoła, a Rosjanom - rosyjska? Oczywiście, każdy odpowie: "tak!". Powstaje więc pytanie: - a czy gorsi są Polacy?
W listopadzie ub.r. "Głos znad Niemna" przedruko­wał z "Lidzkiej Gazety" artykuł W. Staniewicza, w któ­rym pisał on, że chociaż jest Polakiem nie widzi potrzeby otwarcia w Lidzie polskich klas. Oczywiście, każdy może mieć własne zdanie; natomiast ja całkowicie nie zgadzam się z jego poglądami.
Nie dziwi mnie, że wśród Polaków są osoby, które występują przeciwko idei polskiej oświaty. Znam analo­giczne przypadki, gdy Białorusini występują przeciwko białoruskim szkołom. Jednakże białoruskie placówki od­radzają się; jestem też pewny, że odrodzi się i polska szkoła, bez względu na to, czy to się komuś podoba czy nie.
Pan Staniewicz pisze: "- Pomyślcie sami, rodzice - ci, którzy wyrazili zgodę na ten eksperyment. Ja wam nie odradzam, lecz tylko proszę byście zważyli wszystkie "za" i "przeciw". Prawie trzy lata temu takie same słowa słyszałem na zebraniu rodzicielskim w jednej z lidzkich szkół, kiedy dyrektor właśnie w taki sposób chciał od­radzić rodzicom przyszłych pierwszoklasistów naukę języka polskiego jako przedmiotu.
Przez pół wieku na Białorusi nie było polskiego szkolnictwa, w wyniku czego większość Polaków u nas już nie zna języka ojczystego. Zresztą to samo można powiedzieć o Białorusinach. Dotychczas króluje tu język rosyjski. Czy to jest normalne? Czy może sobie ktoś wyobrazić, że Litwin z Litwinem, Tadżyk z Tadżykiem, lub Gruzin z Gruzinem rozmawiają między sobą w języ­ku rosyjskim? Każdy wie, że praktycznie jest to niemoż­liwe. A u nas? U nas sytuacja jest odwrotna. Jeżeli Białorusin rozmawia w języku białoruskim, a Polak w polskim, ludzi to dziwi, chociaż jest sprawą normalną. Nienormalnym natomiast jest to, że w życiu codziennym posługujemy się nie językiem ojczystym, ale sąsiedniego państwa.
Jaka może być jeszcze dyskusja o tym, czy potrzebne są polskie i białoruskie szkoły? Wydaje mi się, że ci, którzy występują przeciwko tym placówkom oświato­wym chcą, by nadal u nas na Białorusi wszyscy i wszędzie mówili tylko po rosyjsku.
Czasami słyszę argumenty przeciwników polskiej szkoły: dopóki rodzice nie zaczną mówić po polsku w domu, nie warto otwierać dla dzieci polskich klas. W 1992 r. w Republice otwarto setki białoruskich pierwszych klas. Nikt nie orzekał, dopóki rodzice uczniów zaczną w domu rozmawiać po białorusku. Właśnie teraz u nich będzie zachęta, by ze swym dzieckiem rozmawiać w języku ojczystym, chociażby ze względu na to, że należy mu dopomóc w nauce. To samo dotyczy Polaków.
Jestem Polakiem nie z urodzenia, a z wyboru. W pasz­porcie mam wpisaną narodowość rosyjską, chociaż mam rosyjskiej krwi tyle samo co polskiej; płynie we mnie i białoruska krew. Dlatego czuję się spadkobiercą Wiel­kiego Księstwa Litewskiego. W tym państwie była wielka tolerancja, każdy mógł być tym, kim chciał. Tak powinno być i teraz. Nieraz zastanawiam się nad tym, dlaczego tej tolerancji tak nam brakuje. Wtedy dochodzę do wniosku, że to pojęcie było obce i nienawistne dla bolszewików. Im był potrzebny "wróg", którego wszyscy powinni tępić i niszczyć.
Nieraz ze strachem myślę o tym, że mógłbym nie znać języka polskiego, nigdy nie przeczytać w oryginale "Pana Tadeusza", nigdy nie mieć tych uczuć, które przeżywam w miejscach związanych z Wieszczem. Należę do tych, którzy - dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności - zna­leźli drogę do polskości. Natomiast żałuję i współczuję tym Polakom, którzy utracili kontakt z językiem ojczys­tym, z naszą kulturą. Oni naprawdę dużo stracili. Dlatego teraz, gdy jest możliwość nauki języka nie tylko w kółkach fakultatywnych, ale i w pierwszych klasach, jest wielkim grzechem pozbawiać swoje dzieci nauki w języku ojczys­tym. Zastanówcie się, rodzice, czy wybaczą wam to dzieci, gdy wyrosną?
Pamiętny dla mnie jest pewien styczniowy dzień 1986 r., kiedy to w Wilnie odnalazłem jedną z polskich szkół. Przebywałem w niej przez cały dzień, rozmawiałem z dyrektorem, nauczycielami i dziećmi. Wówczas miałem wrażenie, że znajduję się w Polsce. Po powrocie z Litwy zacząłem rozmawiać w języku polskim. Bez tego, bez tej kultury nie wyobrażam sobie życia. Radzę każdemu odbyć taką wizytę w wileńskich szkołach; będzie to dużym przeżyciem dla każdego.
Po powrocie do domu pomyślałem sobie: - A dlaczego Polacy na Białorusi nie mają możliwości uczyć swoje dzieci w języku ojczystym? Napisałem list do KC KPB w tej sprawie. I oto pewnego dnia zaprosili mnie do komitetu miejskiego partii. W gabinecie byli: pierwszy sekretarz KM i sekretarz do spraw ideologii, z którym uprzednio już dyskutowałem na ten temat, oraz sekretarz do spraw ideologii obwodowego komitetu. Odbywała się bardzo ciekawa rozmowa o tym, czy potrzebna jest Polakom na Białorusi polska szkoła. Główny argument tych dygnitarzy był taki: - nikt z Polaków na Grodzieńszczyźnie nie poruszył takiego problemu, po raz pierwszy słyszymy o tym teraz.
Zaproponowałem p. Biriukowej, by przyszła do mego zakładu pracy i zapytała ludzi, czy potrzebna jest ich dzieciom polska szkoła. Co ciekawe - przyszła. W tym celu tam gdzie pracuję zebrano wszystkich ludzi, niezależ­nie od narodowości. Ona zapytała: czy potrzebna jest w Lidzie polska szkoła? Odpowiedzi były różne, co jest rzeczą zrozumiałą.
Teraz mamy już kilka tysięcy dzieci, które umieją czytać i pisać po polsku.
Polacy na Białorusi powinni wiedzieć, że są oni cząstką polskiego narodu. Polskość nie kończy się na słupach granicznych.
Kilka uwag dotyczących koncepcji szkoły polskiej na Białorusi. Nie zgadzam się z propozycją ZPB, zgodnie z którą przedmioty ścisłe w przyszłej polskiej szkole będą wykładane w języku białoruskim. Nic dobrego to nie da. Szkoła powinna być narodowa, to znaczy albo polska, albo białoruska, albo rosyjska. Uważam, że Polacy mają pierwszą i ostatnią szansę na odrodzenie właśnie naszej szkoły, w której dzieci nie tylko nauczą się czytać i pisać po polsku, lecz również myśleć i żyć po polsku.
U przeciwników jest argument: - A dokąd udadzą się absolwenci szkół polskich? Przecież nie ma na Białorusi wyższej uczelni w języku polskim. Takim osobom zadaję pytanie: jak może być polska szkoła wyższa, skoro nie ma polskich szkół średnich? Na razie nie jest ona potrzebna, ale za 10 lat powinna być polska uczelnia. Ustawa o językach zezwala na to.
Polska społeczność na Białorusi - w wyniku wojny - została całkowicie pozbawiona swojej przywódczej elity intelektualnej. Wywieziono ją do Kaługi i na Sybir, zmuszono do wyjazdu do Polski. W powojennej Białorusi zabrakło polskiej elity. We wsiach i miastach trwały robotnicze i chłopskie masy Polaków, czekając na nowych przywódców.
Teraz zaczęła się odradzać polska szkoła i czy to się komuś podoba czy nie, będzie taka szkoła! Jeżeli Biało­rusini naprawdę chcą byśmy byli ich sojusznikami w no­wej, wolnej, niezależnej Białorusi, to powinni w swoim własnym interesie stworzyć wszechstronne warunki dla odrodzenia polskiej inteligencji. Z pomocą władz Biało­rusi powinny powstać polskie ośrodki kultury, biblioteki, teatry, prasa i oczywiście szkoły i uczelnie wyższe. Jeżeli Polacy to wszystko otrzymają nie z Warszawy, ale z Mińs­ka - będą wdzięczni za to Białorusi, będą walczyć o jej wolność i niezależność. Cała Polska będzie popierać Białoruś!
Teraz, kiedy nasi bracia - Białorusini walczą o praw­dziwą niezależność, potrzebują sojuszników. Nie jestem pewien, czy Rosjanie na Białorusi będą sojusznikiem w tej walce o stworzenie prawdziwie niezależnego państwa. Dlatego uważam, że Białorusini - we własnym interesie
- powinni zatroszczyć się o stworzenie tutaj polskich elit, polskiej inteligencji, która powinna kształcić się w wy­ższych uczelniach  nie w Warszawie i Krakowie,  ale w Mińsku i Grodnie. Ta nowa inteligencja będzie na­stawiona probiałorusko. Jeśli nie zrobią tego Białorusini - oddalą od siebie Polaków.


Aleksander Siemionow (Lida)

Nawiązując do listu A. Siemionowa, chciałabym powie­dzieć: ZPB również liczy na to, że w przyszłej polskiej szkole wszystkie przedmioty będą wykładane w języku ojczystym. Język białoruski i literatura w planie nauczania zajmą tam honorowe miejsce. Po skończeniu szkoły pod­stawowej dzieci polskie powinny mieć możliwość kontynuo­wania zajęć w Liceum Polskim, które będzie wszechstronnie przygotowywało dzieci do przyszłej nauki i pracy.


Teresa Kryszyn