Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Boże, cos Polskę...

 

Stary wiarus, żołnierz Września 1939 r. i Armii Krajo­wej, pan Alfons Narkun, mieszkający obecnie w Lidzie, a w czasie wojny w parafii osowskiej (obecnie rejon werenowski), pełnił w AK obowiązki łącznika BIP (Biura Informacji i Propagandy) przy podziemnym piśmie Nowogródzkiego Okręgu AK pt. "Przedświt Polski". Pod­czas spotkania z nim opowiedział mi o pewnym wydarze­niu w parafii podczas okupacji.
Ludność parafii osowskiej, w większości Polacy, czuli się bardzo przygnębieni faktem okupacji niemieckiej, która przyszła na zmianę poprzedniej, sowieckiej. Chociaż nie wywożono już po nocach w wagonach bydlęcych całych rodzin na Wschód, lecz poniewierka została wzmo­cniona karami fizycznymi ze strony Niemców, niejedno­krotnie również śmiercią. Ciążyło to okropnie na duszy narodu i chciało się usłyszeć choć przez kilka chwil słowa otuchy i nadziei.
W tym celu, jak opowiedział pan Narkun, zmówił się z czterema kolegami, że w jedną z niedziel, podczas Mszy św. w kościele odśpiewają "Boże, coś Polskę". By nie ściągnąć na siebie i księdza podejrzeń, że jest to grupowy wyczyn, umówili się, że staną po dwóch w różnych miejscach w kościele.
W umówioną niedzielę uprzedzili proboszcza, ks. Szymkunasa o swoim zamiarze i poprosili go, by po Mszy św., jak najrychlej opuścił kościół, tak, by pieśń zaczęto śpiewać bez jego wiedzy. W momencie, gdy ksiądz odszedł od ołtarza do zakrystii, po kilku minutach, w jednym miejscu w kościele, nieśmiały głos zaintonował "Boże, coś Polskę", który natychmiast został podchwycony przez parę męskich głosów z innego miejsca. I o dziwo! Momen­talnie cały wierny lud podchwycił słowa pieśni i upadł na kolana. Cała świątynia wypełniła się żałobnym błaganiem do Boga o pociechę, o zwrot Ojczyzny. Ksiądz proboszcz też nie opuścił świątyni, ale uklęknął przed ołtarzem i ze wszystkimi ludźmi śpiewał tę pieśń.
Dzisiaj, gdy pan Alfons Narkun wspomina te chwile po tylu latach, po jego policzkach toczą się łzy żalu, łzy honorowo-patriotycznej postawy.

Stanisław Uszakiewicz