Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

Powróćmy do wspomneń
(W przededniu II Światoweqo Zjazdu Lidzian w Lidzie)

 

Minął już rok czasu, kiedy to w Lidzie Towarzystwo Kultury Polskiej zorganizowało I Światowy Zjazd Lidzian. Po Zjeździe, Towarzystwo oraz redakcja "Ziemi Lidzkiej" otrzymały dziesią­tki listów od uczestników tego bezprecedensowego spotkania. Cieszymy się bardzo z każdego nadesłanego do nas listu. W tej bogatej masie korespondencji znajdowały się podziękowania dla organizatorów, za przygotowanie tak wspaniałej imprezy. Oczy­wiście, Zarząd Towarzystwa był bardzo dumny z tego, że udało się nam wszystkim, jako pierwszym na Białorusi, przygotować coś podobnego. Nie była to taka prosta sprawa. I oto otrzymali­śmy wiadomość, że podobne imprezy przygotowują w tym roku Mosty oraz nasz ukochany Nowogródek. Lida jednak pozostanie tym miastem, które uczyniło pierwszy krok. Wracając do wspaniałych chwil z zeszłego roku, pragniemy przedstawić naszym Czytelnikom fragmenty kilku listów, nadesłanych przez uczestników I Zjazdu.
Halina Wilczyńska (Kielce): Minęło już pół roku od naszego pobytu w Lidzie, a ciągle jeszcze przeżywam te niezapomniane, przepiękne chwile. Spotkania z niewidzianymi przez pół wieku koleżankami i kolegami zaowocowały liczną korespondencją, odnowiły się przyjaźnie, wspomnienia. Wszystko to zawdzię­czam Wam, kochani! Brak słów, żeby to wyrazić. Byłam zaskoczona, że organizatorzy Zjazdu są tak młodzi i że chciało się Wam poświęcić tyle czasu i wysiłku, żeby nam, starym, zmęczonym trudami życia, sprawić tyle radości, umożliwiając odwiedzenie krainy szczęśliwego dzieciństwa.
Zjazd był wspaniale zorganizowany. W ogóle brak słów na to, czegoście dokonali. Moi Kochani! Dziękuję, dziękuję i jesz­cze raz dziękuję! Przepraszam, może coś nie tak powiedziałam na spotkaniu w Domu Oficera, ale byłam jak w transie, byłam strasznie wzruszona. Stało się tak, jak powiedziała dziennikarka "Kuriera Wileńskiego", Leokadia Komaiszko: "wzruszenie ukradło mi słowa".
Mam już dużo pamiątek z samego Zjazdu i takich, które nazwałam "Lidzkie Echa". Samych fotografii jest około 80 sztuk, wycinanki z prasy i inne materiały związane z tym niezapomnianym wydarzeniem i kochaną Lida. Zbieram to wszystko, żeby te przepiękne lidzkie wspomnienia ocalić od zapomnienia, a zbiory moje ciągle rosną. Posiadam już cztery artykuły o naszym Zjeździe. Wszystkie wiadomości o Lidzie są dla mnie bardzo ciekawe i miłe. Przez wiele, wiele lat tylko marzyłam i tęskniłam za Lida, nigdy nie myślałam, że zobaczę jeszcze moje miasto. Niedawno przeczytałam książkę Jana Erdmana pt. "Droga do Ostrej Bramy", pozycja niezmiernie interesująca, a już kiedy zaczęłam czytać o ostatnim boju "Kotwicza" i jego chłopaków w Surkontach, to wzruszyłam się do łez. Przed oczami stanął mi cmentarz w Surkontach, gdzie byliśmy podczas Zjazdu. Groby moich gimnazjalnych kolegów, groby synów profesora matematyki, których nazywaliśmy "Si­nus" i "Cosinus", którzy właśnie takie pseudonimy przyjęli w partyzantce. Daj Im Boże wieczne odpoczywanie...
Kochani Organizatorzy Zjazdu, byliście przemili, wspaniali, gościnni i dobrzy - tacy młodzi i tacy piękni. Będę starała się usilnie, żeby w maju 1993 r. być na II Zjeździe Lidzian, ale nie jestem taka pewna, czy zdrowie mi na to pozwoli. Nie tracę jednak nadziei, że znów się spotkamy.
Zaraz po powrocie z Lidy, chciałam Wam jak najserdeczniej podziękować i z wielkiego wzruszenia moje słowa ułożyły się w wiersze. Nie jest to żadna poezja i bardzo długo zastanawia­łam się, czy można to wysłać do Was. Bardzo więc proszę o tolerancyjne podejście do mojej pisaniny, ale to wszystko wypłynęło z głębi mojego serca, dlatego myślę, że nie forma jest tutaj najgłówniejsza, ale treść.

Nie wiem czy to prawda
Czy może tylko śniłam,
Że zaledwie kilka dni temu
Po ulicach Lidy chodziłam.
Minęło już wiele, wiele lat,
Od czasu, gdy właśnie w Lidzie
Przyszłam na ten świat.
Okrutne wyroki wojny
Szczęście dzieciństwa przekreśliły
I z ukochanego miasta
W daleki świat wypędziły.

Do Lidy ciągle tęskniłam
Kościoły, zamek, szkoły wspominałam,
Że kiedyś jeszcze tam pojadę - marzyłam
Niestety żadnej nadziei nie miałam.

Pewnego dnia 89-go roku, w "Przekroju"
Pani Barbara Wachowicz napisała,
Że w Lidzie Organizacja
Miłośników Kultury Polskiej powstała.

Bez chwili namysłu na podany adres
List do Lidy wysłałam
I od przemiłych Tereni i Alka Siemionowych
Upragnioną odpowiedź otrzymałam.

Tak więc po upływie pół wieku
Z Lida kontakt nawiązałam,
A tęsknota wciąż rosła i rosła
Ale już iskierka nadziei zaświtała.

Aż tu nagle jest zaproszenie
Na I Światowy Zjazd Lidzian!!!
Wielkie oszołomienie
Radość i zwątpienie
Czy to naprawdę jest możliwe??!

Pojechałam jak zaczarowana
O  Boże!!! Znów w Lidzie!!!
Dom, w którym się urodziłam
Kościół, gdzie byłam chrzczona
Szkoły, do których chodziłam
I  cała Lida Kochana!!!

A Ludzie jacyż wspaniali
Ileż ogromnej pracy włożyli,
Tak pięknie Zjazd ten zorganizowali
Kraj lat dziecinnych nam przybliżyli.

Sam Prezes Towarzystwa
Sympatyczny Aleksander Kołyszko
Powitalną mowę wygłasza
I serdecznie uśmiechnięty
W progi gościnnego Hotelu zaprasza.

Tu staropolskim zwyczajem
Chlebem i solą nas witają
Całym sercem, uśmiechem szczerym,
I nigdzie na całym świecie
Tak serdecznych przyjaciół,
Jak w Lidzie - nie znajdziecie.

Gdzież są jeszcze tacy ludzie
Jak Pan Antoni Januszkiwicz, który
Przez te straszliwych czasów koszmary
Z narażeniem własnego życia
Przechowywał nasze święte sztandary.

Również jego rodzina cała
W swych pieśniach, tańcach, zwyczajach,
A przede wszystkim w swych sercach
Rdzenną Polskość zachowała.

A Pan Uszakiewicz Stanisław,
Który tak dobrze zna historię swego kraju
I żyjących tu niegdyś sławnych ludzi
A tak pięknie umie to opowiadać,
Że nasz podziw i uznanie wzbudził.

Czyż nie jest wspaniałe jego marzenie,
Aby Białoruś w Szwajcarię Północy zamienić,
By między żyjącymi tu narodami
Wzajemny szacunek, zrozumienie
I tolerancja - zawsze - jak dziś panowały.
***
Piękne wycieczki nam zorganizowano
Po ukochanej naszej krainie:

Surkonty - cmentarz bohaterów,
Gdzie tylu naszych kolegów spoczywa:
"Daj Im, o Panie - wieczne odpoczywanie"
A Pamięć o nich niech będzie zawsze żywa...

Kościół w Wawiórce, Szawry Narbuttów
I Bieniakonie, gdzie duch Maryli panuje,
A Pan Wołosewicz swe piękne wiersze
O  Muzie Wielkiego Wieszcza nam deklaruje.

I wreszcie "Wilno - kochane Wilno...
W otoku Wilii fal..."
Gdzie Święta Matka z Ostrej Bramy
Znów błogosławi swoje dzieci,
Gdy przed Nią kolana zginamy.
***
Wspomnienie - wzruszenie
I szczęście ogarnia nas
Spełnione marzenie
Oczekiwane tak długi czas.
***
W Lidzkim Domu Oficera
Walne zgromadzenie,
A po części oficjalnej
Zaczyna się przedstawienie.

Śliczne małe dzieci
W bialo-czerwone stroje ubrane
Tak pięknie po polsku śpiewają,
Że to jest możliwe,
Aż uwierzyć trudno,
I znów łzy gardło ściskają.

Potem uroczy zespół artystów
"Kresowiacy" - nie byle jacy!
"Wesele Kresowe" przedstawiają,
A kiedy znaną nam "Lawonichę" zagrali
Usta same do śpiewu się składają.
***
Wzruszenie, radość, wzruszenie
Uśmiech i łzy wciąż się przeplatają
Odnawiane przyjaźnie, wymieniane adresy,
A serca wdzięcznością
Dla Organizatorów się przepełniają.
***
Dziękujemy Wam Kochani
Za te dni szczęścia i radości,
Za gorące, serdeczne przyjęcie
Za przybliżenie krainy młodości.

Jak jedna chwilka - sześć dni minęło
I nasze spotkanie na Zjeździe kończymy,
Z wiarą i nadzieją w sercach,
Że za rok znów się zobaczymy.
***
(To wszystko naprawdę się zdarzyło,
Ale było aż tak bardzo piękne,
Że możnaby pomyśleć,
Że się tylko śniło...)

Czerwiec 1992 r.
Halina Chłopkówna Wilczyńska

Janina Chmielewska (Płock): Po powrocie do domu z Lidy, napisałam swoim krewnym i znajomym dokładny opis przeżyć duchowych i wrażeń, jakich doznaliśmy w naszym rodzinnym mieście, w Lidzie. Chciałabym od siebie i mojego brata serdecz­nie podziękować wszystkim organizatorom Zjazdu za wspania­ły, przygotowany i opracowany program, za serdeczność, której doznaliśmy. Gdy odjeżdżaliśmy niejedna łza zabłysła w oku, bo najsmutniejsze są chwile pożegnań. Proszę przekazać podzięko­wania kierowniczce zespołu dziecięcego, który występował na Walnym Zebraniu - dzieci prezentowały się wspaniale. Skrom­nie, lecz dostojnie.
Zespołowi "Kresowiacy" ogromnie dziękuję za śpiewanie bliskich naszemu sercu pieśni i wspaniałe tańce. Było to niezapo­mniane spotkanie mieszkańców Lidy z powracającymi Lidzianami. Mój brat powiedział, że tak patriotycznego wzruszenia dotąd nie przeżył, popłynęły mu łzy z oczu. Jeżeli wyszedł nowy numer "Ziemi Lidzkiej", bardzo proszę o przysłanie. Cudowna gazeta i co najważniejsze, że jest to nasza gazeta.

Zenon Sawicz (Gorzów Wielkopolski): Jeszcze raz dziękuję za tak wspaniale zorganizowany Zjazd i za tyle wzruszających przeżyć. Tym, którzy nie mogli przyjechać, zdałem już sprawo­zdanie. Oni bardzo żałują, że nie udało im się. Jakże jestem wdzięczny, że doprowadziliście do końca ten wspaniały pomysł.

Pragnąłbym przedstawić list naszej Krajanki, której nie udało się przyjechać na Zjazd.
Danuta Letka (Kraków): Na pewno otrzymaliście Państwo już wiele, wiele podziękowań za I Zjazd Lidzian. Ja też, chociaż nie byłam na tym Zjeździe, chciałabym podziękować Towarzystwu Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej za ten Zjazd. Dziękujemy Wam Kochani za Wasz trud, za miłą, wspaniałą atmosferę, za dobre przygotowanie. To nic, że mnie tam nie było, ale była moja siostra i wszystko mi opowiedziała, przywiozła zdjęcia, że prawie wszystko wiem o Zjeździe. Dzięki Warn, Lida znów tak intensywnie wkroczyła w nasze życie. Siostra przysłał mi artykuł z tygodnika "Ład". Była bardzo wzruszona tym artykułem. Najbardziej, wprost do łez, wzruszył mnie fragment, dotyczący Białorusinki, która rozpłakała się z tego powodu, że jej zabrakło przy spotkaniu uczestników Zjazdu, że nie ma osoby, która mogłaby wziąść do domu i gościć podczas trwania Zjazdu. Przecież oszczędziła sobie kłopotów, które koniecznie chciała z nami przeżyć. To jest przecież cudowne, niemożliwe, a jednak możliwe tylko na Białorusi, Dobrej Rusi, Kochanej Rusi. Bardzo proszę o przekazanie tej Białorusince, mojej Krajance jak najlepszych życzeń. Dziękuję drogiej Redakcji za przesłanie mi specjalnego, zjazdowego numeru "Ziemi Lidzkiej", który był, jak i każdy numer "Ziemi Lidzkiej" znakomity, przemawiający wprost do naszych serc, rozrzuconych po całym świecie...
Niestety, stan mojego zdrowia nie pozwolił mi uczestniczyć w I Zjeździe Lidzian, bardzo żałuję. Mają państwo prawo do wielkliej satysfakcji. Wszyscy, z którymi rozmawiałam, ustnie, czy pisemnie, są zachwyceni. Dziękuję w imieniu tych, którzy tak, jak ja, nie mogli być w tym czasie w Lidzie. Teraz mam dużo odnowionych korespondencji z Lidzianami. Dziękujemy bar­dzo, że Polacy w Lidzie o nas pamiętają, że są naszymi braćmi, kochanymi i bliskimi. Mam już dwa pełne albumy o Lidzie, przybywa listów, jakże trudno o odpowiednie słowa, żeby wyrazić swoje uczucia w związku ze Zjazdem. Uczucia wielkie, wzniosłe, niepowtarzalne, piękne...
Ech, moja kochana Lida...! Ileż Ci zawdzięczam! Cieszę się, że jest zaplanowany II Zjazd, znów czeka państwa ogrom pracy.

Niestety, nie mamy możliwości wydrukować wszystkich listów z podziękowaniami, które napłynęły na nasze ręce po Zjeździe. Było ich doprawdy bardzo dużo. Kochani Lidzianie, serdecznie dziękujemy za tak wysoką ocenę wystawioną I Zjaz­dowi. My również cieszymy się, że ta impreza udała się. Jesteśmy pewni, że sam Bóg opiekował się nami i Wami.
Dużo było również artykułów w prasie o tym spotkaniu. Pisała o tym nasza miejscowa "Gazeta Lidzka", obwodowa "Prawda Grodzieńska", wrocławska "Gazeta Robotnicza". Lidzianin, Kazimierz Czaplo opisał Zjazd w "Gońcu Kresowym", a drugi nasz Krajan, Zenon Sawicz napisał artykuł w gorzows­kiej "Gazecie Nowej". Bardzo duży artykuł opublikowała o Zje­ździe "Gazeta Wyborcza", niestety bardzo tendencyjny i niedo­bry. My, jako organizatorzy i uczestnicy Zjazdu byliśmy obra­żeni tym artykułem. Dziękujemy naszej Krajance, Eleonorze Cichockiej za to, że nie przemilczała tego i wysłała na ręce naczelnego redaktora "Gazety Wyborczej", Adama Michnika list, w którym m.in. napisała:
"Panie Redaktorze, już na początku artykułu brak pod­stawowej wiadomości - komu zawdzięczamy ten Zjazd? Kto go zorganizował? Przede wszystkim chcę wyrazić swój podziw dla organizatorów tego Zjazdu dla Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. Organizacja Zjazdu była wspaniała. To jest pierwsza rzecz, którą należy podkreślić i zachwycić się nią. Właśnie, zachwycić się. Młode, niedawno powstałe Towarzyst­wo zrobiło ogromną robotę i wykonało ją celującą. Wszystko było przewidziane, do najdrobniejszych szczegółów, jeżeli chodzi o nas, gości. To nie było spotkanie kombatanckie, Panie redaktorze, ale spotkanie stęsknionych ludzi za miastem swojego dzieciństwa i młodości. Jechaliśmy przepełnieni serdecznymi wspomnieniami, wiedząc, że nie będzie tak, jak zostało w naszej pamięci, że miasto będzie inne, ale my też zmieniliśmy się. Spotkanie, jakie zgotowali nam gospodarze było piękne, tak serdeczne, że od pierwszego dnia pobytu, do chwili odjazdu byliśmy bardzo wzruszeni. Cały ten kilkudniowy pobyt w Lidzie był jednym wzruszeniem i niezapomnianym przeżyciem... Na takie spotkania nie powinni jeździć "drewniani" dziennikarze, bez serca i bez uczucia, bo nic z tych spotkań nie zrozumieją. Niestety!
Wspaniały i serdeczny artykuł napisała o Zjeździe Leokadia Komaiszko w "Kurierze Wileńskim". Przedrukował ten artykuł "Głos znad Niemna", ale też wyrzuciwszy najważniejszą infor­mację - kto był organizatorem Zjazdu. No cóż, trudno.

Aleksander Siemionow