Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Postacie z przeszłości Ziemi Lidzkiej

 

Zachęcamy Państwa do współpracy przy redagowaniu nowego cyklu artykułów na lamach "Ziemi Lidzkiej". Pragnęlibyśmy przybliżyć w nim ludzi, niejednokrotnie szerzej nieznanych, a zasłużonych w dawnej i tej niedawnej przeszłości Lidy i Ziemi Lidzkiej. Być może wielu ze starszych czytelników naszego czasopisma pamięta swoich nauczycieli, księży, społeczników, którzy swoją postawą i działaniem świecili przykładem w gronie rodziny, społeczności miejskiej i wiejskiej na Ziemi Lidzkiej. Warto, by nie pozostali zapomnieni przez czas i ludzi, zwłaszcza ci, których groby rozsiane są na Nowogródczyźnie lub ci, którzy odeszli w samotności już w Polsce, czy też na obczyźnie. Liczymy na państwa pomoc. Nie pozwólmy, by nasze wspólne dzieje pozostawały nieznane. Dzisiaj prezentujemy Państwu pierwszy artykuł z tego cyklu.

Redakcja


Nie tylko ziemianin
(Wspomnienie o doktorze Aleksandrze Mikulskim)

 

Dla wielu osób czytających słowo - "ziemianin" - brzmi ono obco, dziwnie, a nawet może budzić niechęć, "zawdzięczając" to sowieckiej i PRL-owskiej propagandzie. Zapewniam jednak młodych czytelników, a także tych w średnim wieku, którzy nie pamiętają przedwojennych czasów, że byli to normalni ludzie. Na temat ziemiaństwa, jako grupy społecznej, chociażby w celu zadośćuczynienia za obelgi i kłamstwa oraz pokazania praw­dziwego obrazu tej społeczności, powinien ukazać się osobny artykuł. W tej chwili prześlizgnęłam się tylko po temacie, a szczegółowo pragnę przypomnieć postać doktora Aleksandra Mikulskiego, pochodzącego właśnie z ziemiańskiej rodziny.
Jego przodkowie piastowali różne urzędy, np. jego imiennik, żyjący w XVIII w., był chorążym słonimskim, a Andrzej Mikulski sędzią grodzkim. Majątkiem rodowym Mikulskich było Głębokie w parafii Nowy Dwór koło Ostryny, w Ziemi Gro­dzieńskiej (przdwojenny i obecny powiat szczuczyński, wcześniej jeszcze lidzki - przyp. red.). Na cmentarzu w Nowym Dworze znajdują się groby rodzinne: Kamilli z Ordów Mikulskiej, zmarłej w 1871 r., babki doktora, jego ojca Stefana Mikulskiego, zmarłego w 1893 r., matki, Joanny z Żórawskich Mikulskiej, która zmarła w wieku 100 lat w 1939 r. Tu znajduje się również grób jego brata, Michała Mikulskiego, zmarłego w 1945 r., który za życia gospodarował w wydzielonym z Głębokiego majątkiem Michałowo, pięknie położonym wśród lasów o dźwięcznych nazwach: Omszar, Starzyny i Kuliga. Na cmentarzu tym spoczy­wa również siostra doktora, która nie opuściła Głębokiego po wojnie i dzięki dobrym ludziom mieszkała tam do śmierci do 1955 r. Była to Kamilla Mikulska.
Doktor Mikulski pochodził z licznej rodziny, miał dwóch braci i cztery siostry. Oprócz wspomnianego Michała, był również Bolesław - zapalony myśliwy, który zginął, wywiezio­ny do Kazachstanu. Siostry Helena i Maria zmarły jeszcze przed wojną, Kamilla po wojnie w rodzinnym Głębokim, natomiast czwarta, Joanna była zakonnicą w zgromadzeniu szarytek. Zmarła w Warszawie w 1972 r., pozostawiając po sobie pamięć osoby bez reszty oddanej Bogu i ludziom, zwłaszcza chorym, co było zgodne z jej powołaniem zakonnym.
Dr Aleksander Mikulski, pomimo że miał możliwości urzą­dzenia się w mieście, powrócił po ukończeniu medycyny do Głębokiego. Wybudował sobie nowy dom, bliżej stawu i drogi - stary dwór był rozległy, ale mało funkcjonalny. Urządził w nim gabinet przyjęć i rozpoczął działalność. Był lekarzem z powoła­nia, szczególnie wrażliwym na choroby dzieci, co było spowodowane utratą syna, Wicia, który zmarł w wieku 13 lat; szkarlatyna była w tym czasie chorobą rzadko uleczalną. Był też znany z tego, że za swoje porady nie przyjmował pieniędzy, a niejedno­krotnie dodawał też za darmo lekarstwa. Starał się też prowadzić wśród okolicznej ludności pracę uświadamiającą w zakresie higieny. Często sam zaglądał do wiejskich domów, aby zbadać stan zdrowotny dzieci, czyli przeprowadzał coś w rodzaju obecnych badań okresowych, częstował swoich małych pacjen­tów cukierkami i... tranem. Głębokie i okoliczne wsie miały w Nim nie tylko lekarza, ale i przyjaciela oraz opiekuna.
Podczas wojny znalazł się w Warszawie, u córki. Przeżył Powstanie Warszawskie w 1944 r. Była to jeszcze jedna piękna karta z życia tej rodziny. Jego wnuk Andrzej brał udział w walkach na Starym Mieście. Sam doktor opatrywał rannych, pracował w polowym szpitalu. Słów brakuje na opisanie, jakie panowały tam warunki - brak środków opatrunkowych, znie­czulających, dezynfekcyjnych, nawet wody. Do tego dochodziła rozpacz, bezsilność, że nieraz nie dało się uratować tych wspa­niałych ludzi, podczas gdyby przebywali w normalnych szpita­lach, z pewnością przeżyliby.
Zapowiedziane nadzieje, że stojąca za Wisłą armia Berlinga przyjdzie z pomocą nie ziściły się. Ustalona była już nawet godzina natarcia, ale sowieccy "sojusznicy" aresztowali gen. Berlinga i cała sprawa upadła.
Doktor Mikulski przeżył Powstanie, wiele razy znajdował się o krok od śmierci. Odnalazł wnuka, Andrzeja Walińskiego i wraz z niedobitkami ludności, po upadku Powstania, zostali wygnani do obozu przejściowego w Pruszkowie. Tutaj ślad po nim urywa się - może trafił do Oświęcimia? W każdym razie, obaj z 18-letnim wnukiem nie przeżyli.
Myślę, że nieraz, w gehennie powstania warszaw­skiego, wśród huku bomb, wystrzałów, walącego się gruzu, myślami uciekał do pogrążonego w zieleni i ciszy Głębokiego.

Zofia Jamontt