Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Polacy w Baranowiczach

 

Już od 1989 r. działa prężnie w Baranowiczach Klub Polski. Baranowicze, niegdyś największe miasto w woje­wództwie nowogródzkim, ważny węzeł kolejowy na Kre­sach, siedziba powiatu, jest obecnie centrum rejonu w ob­wodzie brzeskim. Społeczność polska nie jest tam tak liczna, jak w Lidzie, liczy zaledwie ok. 10 tysięcy osób, co stanowi 5 procent całej liczby mieszkańców miasta, ale należy przyznać, że jest dość dobrze zorganizowana i uświadomiona. Wielka zasługa w tym dziele przypada pani Teresie Siliwończyk, która zorganizowała Klub Pol­ski i do dzisiaj dzielnie mu prezesuje.
Organizacja ta praktycznie, samodzielna, ale jako całość jest zbiorowym członkiem Związku Polaków na Białorusi. Dzięki nauczycielce języka polskiego, pani Hali­nie Stawrowolcewej, która przebywała z dziećmi z Barano­wicz i Nowej Myszy na fundacyjnych koloniach letnich w Dąbrowie koło Lublina, dowiadujemy się o pięknej działalności baranowickiego Klubu Polskiego, a rzeczywi­ście tamtejsi Polacy mają się czym pochwalić.
Przy Klubie istnieje społeczna szkoła polska, sobotnio-niedzielna, do której uczęszcza na zajęcia z ojczystego języka 380 dzieci. Na podobnej zasadzie działa również sobnotnio-niedzielne przedszkole polskie, w którym dzieci uczą się języka polskiego poprzez gry i zabawy. Same dzieci, idąc do przedszkola, mówią, że na sobotę i nie­dzielę "idą do Polski". W ogóle, najwięcej nadziei Klub pokłada w kształceniu dzieci, które ojczystej mowy uczą się bardzo chętnie i jak powiedziała nam pani Halina, lepiej mówią po polsku, niż ich rodzice, którzy niejedno­krotnie zatracili prawie zupełnie kontakt z polską kulturą i językiem. Dzieci posiadają na tyle dobrą znajomość języka polskiego, że u wielu nie słyszy się nawet obcego akcentu. Mogłem się o tym przekonać rozmawiając z dwoma dziewczętami, pochodzącymi z Nowej Myszy, spod Baranowicz - Marią Tarasiewicz i Marią Juriewicz. Średnie pokolenie Polaków, nie tylko w Baranowiczach narażone było przez wiele lat na rusyfikację i wynarodo­wienie. Na trwających przy polskości spadały urzędowe szykany. Niezbyt dobrze przyjmowany był język polski we własnym środowisku. Wielu Polaków, by uniknąć kłopotów w pracy, świadomie odchodziło od polskości, a w najlepszym przypadku, zachowało ją jedynie w sferze bardzo wąskich kontaktów rodzinnych. Przez wiele lat tradycję narodową przechowywali ludzie starsi, przeważ­nie dziadkowie, którzy obecnie korzystając z dobro­dziejstw liberalizacji stosunków polityczno-narodowoś-ciowych, mogąc bez skrępowania przekazywać język pol­ski oraz tradycję bez obaw i skrępowania młodszym pokoleniom. Powoli, do polskości zaczyna się również przyzwyczajać i średnie pokolenie, niejednokrotnie pod wpływem własnych dzieci. W Baranowiczach istnieje dla nich Klub Inteligencji Polskiej, grupujący 30 osób, które reguralnie, co czwartek urządzają sobie spotkania. Oprócz tego istnieją dwa chóry - jeden dziecięcy, drugi dorosłych, jest również kółko dramatyczne, które boryka się z brakiem scenariuszy. Ale dzięki istnieniu tych ze­społów, kultura polska dociera do okolicznych wsi, co jest bardzo ważną propagandą polskości w tych rejonach, gdzie Polacy nie mogą ze względu na wiek lub trudności z dojazdem korzystać na codzień z polskich instytucji.
W mieście działa również Kółko Lekarzy Polskich, bardzo cenna i piękna inicjatywa. W każdą niedzielę polscy lekarze z Baranowicz przyjmują wielu starszych ludzi, przyjeżdżających niejednokrotnie z daleka, nie tyl­ko po pomoc medyczną, czy charytatywną, bo i taką działalność prowadzą baranowiccy lekarze, ale również, a może przede wszyskim, by porozmawiać po polsku, opowiedzieć o życiowych problemach.
Klub Polski prowadzi także bibliotekę. Uczęszcza do niej bardzo wiele osób, przez wiele lat spragnionych kon­taktu z polskim słowem. Wie­lu czytelników pochodzi ze wsi. Są to ludzie dorośli, a także i dzieci.
Jednakże Klub boryka się również z wieloma problemami. Najważniejszym z nich jest obecnie budowa Domu Polskiego, która ma być ukończona już na wrzesień tego roku. Pomieści on wszystkie afiliowane przy Klubie organizacje i instytucje. Narazie Klub mieści się w wyna­jętym pomieszczeniu na ul. Komsomolskiej 46 i wraz ze wzrostem cen na Białorusi, rosną także koszty wynajęcia tego domu. Na dzień dzisiej­szy cena wynajmu pomiesz­czenia na Klub wynosi 300 tysięcy rubli. W nowym Domu Polskim, gdy pod ręką będą wszystkie organizacje i gdy będzie on własnością Klubu, koszty te powinny ulec zmianie.
Podstawą działania Klu­bu jest przede wszystkim jednak odrodzenie języka polskiego i tradycji. Działania idące w tym kierunku są na tyle konsekwentne, że za rozmowy po rosyjsku, członkowie Klubu zobowiązani są do płacenia specjalnej kary, wynoszącej 10 rubli. Pienią­dze te przeznaczone są na działalność organizacyjną. Cudzoziemiec, czy gość z Polski, który odważyłby się rozmawiać po rosyjsku w pomieszczeniu klubowym musi płacić w dolarach. Trzeba przyznać, że jest to ostra represja, ale skuteczna. Przydałoby się zastosowanie jej i w innych polskich ośrodkach polskości na Białorusi. Zakończyłoby to może epokę prowadzenia zebrań or­ganizacyjnych w językach mieszanych i zmusiłoby świadomych członków polskich organizacji do konsekwent­nego używania języka narodowego, a nie tylko przy­znawania się do polskiego pochodzenia.
Do 1989 roku polskimi ośrodkami w Baranowiczach i rejonie baranowickim były kościoły. Kościół w Barano­wiczach działał nieprzerwanie od czasu zakończenia woj­ny. Podobnie było w Iszkołdzi, gdzie znajduje się piękny gotycki kościół obronny, pochodzący z końca XV w., jeden z bardzo nielicznych przykładów dawnej tradycji obecności kultury zachodniej na Białorusi, a przede wszy­stkim gotyku, którego obecność na tych terenach możemy podziwiać w zasadzie jedynie już tylko w Wilnie i oczywiś­cie w Iszkołdzi. Gdyby nie bohaterska postawa mieszkańców tej niewielkiej wsi polskiej, nie byłoby i tego kościoła. W latach siedemdziesiątych władze sowieckie bezmyślnie skazały na zagładę ten piękny i rzadki obiekt. W momen­cie, gdy do Iszkołdzi przybyła brygada, która za pomocą buldożerów miała zniszczyć kościół, starsze kobiety poło­żyły się przed kościołem i nie pozwoliły na jego destrukcję. Wobec takiej postawa władze odstąpiły od zniszczenia. Nie ocalał natomiast kościół w Darewie, innej polskiej wsi koło Baranowicz. Został on spalony i obecnie Polacy z Darewa przystąpili do jego odbudowy. Nieczynny przez dłuższy czas był również kościół w Nowej Myszy, ale na szczęście nie został zniesiony i obecnie świątynia ta, od pe­wnego czasu służy kultowi rzymsko-katolickiemu. Społeczność katolicka w Barano­wiczach przystąpiła także do budowy drugiego, nowego kościoła.
Prężnym ośrodkiem pols­kości jest wspomniana już Nowa Mysz, w zasadzie pra­wie w całości polska, duża wieś. Tutaj też, podobnie jak w Branowiczach, najlepiej znają język polski ludzie sta­rsi i dzieci. W miejscowości tej działa Kółko języka pol­skiego.
Należy tutaj zaznaczyć, że władze miejskie w Baranowiczach wprowadziły w niektó­rych szkołach naukę języka polskiego, jako modnego ję­zyka obcego. Na lekcje tego przedmiotu uczęszczają przeważnie uczniowie białoruscy i rosyjscy, a władze oświato­we same dbają o odpowied­nich nauczycieli i pomoce naukowe. Klub Polski nie miesza się do tej inicjatywy, prowadząc własne placówki oświatowe. Może właśnie dzięki takiej pozytywnej konkurencji, oświata polska w Baranowiczach ma większe szansę rozwoju.
Niedawna wizyta prezydenta Lecha Wałęsy w Baranowiczach, aczkolwiek bardzo krótka, powinna zwrócić uwagę na ten ośrodek polskiej kultury na Wschodzie, baczniejszą uwagę rodaków z Kraju. Rzadkie, w przeci­wieństwie chociażby do Lidy, czy do Grodna, są wizyty w Baranowiczach dawnych mieszkańców tego miasta, a jeżeli są, to z pewnością niewiele osób kontaktuje się z Klubem Polskim. Nie słyszałem także, by w Polsce istniała jakaś organizacja, grupująca dawnych mieszkańców Baranowicz, która mogłaby ewentualnie wspomóc baranowickich Polaków. Bardzo aktywną opieką nato­miast otacza miejscową społeczność polską Fundacja Pomocy Szkołom Polskim na Wschodzie im. T. Goniewicza, wspierając Klub Polski podręcznikami, pomocami naukowymi, czy zapraszając dzieci na letni wypoczynek do Polski, tak, jak ma to miejsce w tym roku. Miejmy nadzieję, że znajdą się i inni naśladowcy.

RK