Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Lida sprzed laty
Stosunki narodowościowe i wyznaniowe w Lidzie w latach 1925-1939

 

Mieszkałam w Lidzie od 1923 r. Było to miasto powia­towe, liczące w tym czasie przeszło 20.000 mieszkańców, na których składali się Polacy, wyznania katolickiego, Rosjanie, prawosławni - byli pozostałością po rosyjskich rządach zaborczych oraz część ludności o nieokreślonej narodowości, nazywająca siebie "tutejszymi". Byli to ludzie pochodzący ze wsi, zarówno prawosławni, jak i katolicy. Nie mieli oni poczucia przynależności nawet do narodowości białoruskiej. Świadomość białoruska poja­wiła się dopiero później, prawdopodobnie na skutek skrytej lub jawnej propagandy, prowadzonej głównie przez sąsiednie państwo sowieckie. Pod wpływem tej akcji niektórzy "tutejsi" zaczęli zaliczać siebie do narodowości białoruskiej.
Odrębną grupę narodową stanowili Żydzi, którzy w Lidzie byli bardzo liczni.
Liczby mieszkańców poszczególnej narodowości nie jestem w stanie podać. Mogę jedynie opisać wzajemne stosunki, panujące w wielonarodowościowej Lidzie. Moje spostrzeżenia w pewnym stopniu będą subiektywne, opie­ram je bowiem na własnej obserwacji i odczuciach.
Tak się złożyło, że jako dziewczynka, wraz z ojcem, zamieszkałam w domu, w którym żyło kilka rodzin, różniących się narodowością i wyznaniem, a także o róż­nym poziomie wykształcenia. Gospodarzem był starszy człowiek - Polak, wyznania katolickiego, posiadający oprócz domu ziemię w okolicach Lidy. Zajęty był równo­cześnie rolnictwem i doglądaniem posesji. Nie interesowa­ły go ani sprawy religijne, ani narodowościowe. Całe jego zainteresowanie koncentrowało się tylko na pobieraniu czynszu od lokatorów.
Na parterze domu mieszkały dwie rodziny: polska - katolicka i rosyjska - prawosławna. Na piętrze też było podobnie, jedna rodzina była polska, natomiast druga, "tutejsza", dzisiaj powiedzielibyśmy białoruska, wyzna­nia prawosławnego. Rodziny polskie mówiły oczywiście po polsku, pozostali rozmawiali po rosyjsku lub w mowie "prostej". Pomiędzy sobą, w codziennych rozmowach, mieszkańcy mówili w takim języku, w jakim kto pierwszy rozpoczął konwersację lub odpowiedział na zadane pyta­nie - wszyscy rozumieli się doskonale.
Katolicy i prawosławni, każdy na swój sposób, żyli według własnych tradycji religijnych. Wzajemnie szano­wali się, a nawet w dniach wielkich świąt składali sobie życzenia. Rodzina "tutejszych" używała w domu mowy "prostej", natomiast przy spotkaniu z sąsiadami, czy w czasie załatwiania różnych spraw w urzędach, mówili po polsku. Z biegiem lat, coraz częściej zaczęli również używać w domu języka polskiego. Ludzie szanowali się wzajemnie.
W szkołach wszystkie dzieci były traktowane jed­nakowo. Tam też odbywały się lekcje religii dla różnych wyznań. Dzieci katolickie miały włączone zajęcia z religii do ogólnego planu lekcji, ponieważ stanowiły zwykle większość uczniów w szkołach. Dla innych wyznań lekcje religii odbywały się również w szkołach, z tym że po odbytych zajęciach ogólnych. Na święta i rekolekcje dzieci były zwolnione z nauki. Panowała wzajemna zgoda, poszanowanie, a nawet wspólna przyjaźń.
Żydzi zamieszkiwali przeważnie Śródmieście, co było związane z prowadzeniem przez nich sklepów lub za­kładów rzemieślniczych. Z innymi mieszkańcami łączyły ich prowadzone interesy. Tworzyli grupę ściśle ze sobą związaną tradycją i religią, a także prowadzeniem interesów handlowych i przemysłowych. Ludność chrześci­jańska traktowała Żydów jako grupę narodowościową od wieków mieszkającą w Li­dzie. Czasami miejscowi chuligani, głównie w okresie święta Kuczek (Szałasów) robili Żydom różne psoty. Były to jednak sporadyczne wypadki.
Lidzcy Żydzi ubierali się po europejsku, nie nosili pejsów, za wyjątkiem rabinów - duchownych. Ludność była przyzwyczajona do te­go, że w sobotę wszystkie żydowskie sklepy były pozamykane, a ludność żydows­ka nie wykonywała żadnych prac.
W mieście istniała rów­nież żydowska szkoła, w której dzieci uczone były języka hebrajskiego, ale również polskiego. Realizo­wano w niej ogólny pro­gram, przeznaczony dla wszystkich szkół. Nauczyciele żydowscy opłacani byli przez państwo i odpowiada­li przed państwowymi wła­dzami szkolnymi.
Ludność żydowska w Lidzie z resztą mieszkań­ców miast porozumiewała się w różnych językach. Zależało to od tego, w jakim języku rozmawiał klient. Do kupna zachęcali przez zachwalanie towaru, stosowali również sprzedaż ratalną - handel był całkowicie pro­wadzony przez Żydów. Na­leżał do nich również drob­ny przemysł i część większe­go. Tworzyli grupę ludzi za­możnych, chociaż nie bra­kowało wśród nich również biedaków, z których część popierała komunistyczne hasła.
Kupcy żydowscy dykto­wali również ceny, zawyża­jąc je lub obniżając w zależ­ności od koniunktury i opłacalności. Najczęściej w handlu wykorzystywana była ludność wiejska, co budziło niechęć do Żydów. Nasiliło się to zwłaszcza w latach 1938-1939. Pojawi­ły się wtedy hasła: "Nie ku­puj u Żyda, on ciebie oszuka", "Idź po towar do swo­ich". Zaczęły również powstawać sklepy prowadzone przez chrześcijan. Jednocze­śnie pojawiła się wzajemna niechęć między Żydami i chrześcijanami, która spotęgowała się dodatkowo podczas wojny. Nie dotyczyło to oczywiście wszystkich - były przykłady wzajemnej pomocy, ale jest to odrębny temat.

 Teofania Jureko