Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Wrażenia ze zjazdu

Minął miesiąc od naszego pobytu w Lidzie, ciągle przeżywamy te piękne niezapomniane chwile, spotkania z koleżankami i kolega­mi, z towarzyszami doli i przeżyć w AK, sprzed 50 lat, kiedy las byl domem. Odnowiliśmy przyjaźnie, a wspomnień było bez liku. Tak, to wszystko zawdzięczamy Wam, kochani i drodzy organizatorzy, zważywszy to, że jesteście młodzi, mili, sympatyczni, że tyle poświęciliście czasu i włożyliście taki ogrom dobrych chęci i trudu w zorganizowanie II Światowego Zjazdu Lidzian. Tyk sprawiliś­cie, nam, starszym ludziom, radości, umożliwiając odwiedzenie naszej Lidy z lat szkolnych.
Zjazd i jego organizacja były wspaniale. Dokonaliście wiele i należy Wam się podziękowanie, staropolskie "Bóg Wam zapłać".Tyle wspomnień łączy się w jedno: "buda", profesorowie, Suwalska, zwana przez sztubaków "deptakiem".
Nie byliśmy z mężem na I Zjeździe - mieliśmy zaproszenie, lecz zdrowie nie pozwoliło nam przybyć. O ile wszystko będzie się pomyślnie układało, na III Zjazd na pewno przyjedziemy, zgodnie z ustalonym na zebraniu terminem: 21-26 V 1994 r.
Bardzo dobrze zorganizowano wycieczkę w okolice Lidy - Wawiórka, Surkoty, Nieciecz, Bielica - tyle wspomnień i wzruszeń, bliskich naszym sercom.
W Surkotach spoczywa ś.p. ppłk Maciej Kalenkiewicz "Kot­wicz", ostatni dowódca Zgrupowania Nadniemieńskiego AK i Jego żołnierze. Między innymi polegli tam dwaj synowie naszego profesora Kalecińskiego, Jurek i Zygmunt, pseudonimy AK "Si­nus" i "Cosinus", których znałam jako uczniów w Szkole Po­wszechnej O.O. Pijarów.
Inni uczestnicy tej wielkiej pielgrzymki po cmentarzach Wawiórki i Niecieczy ze łzami w oczach odczywali nazwiska swoich poległycxh kolegów, bliskich, sąsiadów. Były to przeżycia wzru­szające i smutne.
W Niecieczy leży wśród wielu, 8 żołnierzy poległych 15 V1944 r. pod Żołudkiem wraz z dowódcą drużyny Wiesławem Nowociniem "Jastrzębcem". Pamiętam ten pogrzeb - mogiła była pokryta gałązkami kwitnących śliw.
Mieliśmy również okazję popatrzeć na spokojnie płynący Niemen. Liryczny nastrój zmienił nieco posiłek: wspaniałe szasz­łyki, ucha, kwas chlebowy i razowy lidzki chleb.
Rozproszeni po całym świecie Lidzkinie mogą się spotykać i wspominać "kraj lat dziecinnych" na zjazdach, a również na lamach "Ziemi Lidzkiej", pisma, którym kieruje p. red. Robert Kuwałek, a wspópracują p.p. Aleksander Kołyszko i Aleksander Siemionow. Życząc dalszych sukcesów w tej niełatwej pracy, pozostaję z wyrazami szacunku i uznania.
Janina Burakowa Nysa

Materiały z II Zjazdu Lidzian

Sprawozdanie Komisji Wniosków II Zjazdu Lidzian w Lidzie, 26 maja 1993 r.
Komisja Wniosków w składzie:
pp. Gracjan Burak, Jan Bodzicz, Zbigniew Domisiewicz, Helena Grzejda, Bohdan Jawgiel, Romuald Dembiński, Czesław Markiewicz przedstawia do zaakceptowania następujące propozycje:
1). Powołanie Klubu Przyjaciół Ziemi Lidzkiej z siedzibą w Warszawie. Proponuje się pana Janusza Marcinowicza jako organizatora.
2). Wyraża się serdeczne podziękowanie za olbrzymi wysiłek organizacyjny II Zjazdu Lidzian.
3). Proponuje się organizację III Zjazdu Lidzian na okres w dniach 21-26 V 1994 r.
4). Zobowiązać Komitet Organizacyjny do wysłania telegramu do pani Ambasador RP w Mińsku, prof. Elżbieta Smułkowa o następującej treści: "Uczestnicy II Światowego Zjazdu Lidzian przesyłają serdeczne pozdrowienia za trud i wysiłek Ambasady RP w krzewieniu kultury polskiej na terenie Republiki Białoruskiej". Podpisano - 210 uczestników".
5). Zobowiązać Komitet Organizacyjny do wysłania telegramu do pana Przewodniczącego Rady Najwyższej Republiki Białoruskiej w Mińsku - Stanisława Szuszkiewicza o następującej treści:
"Uczesnicy II Światowego Zjazdu Lidzian w Lidzie przesyłają na Pana ręce podziękowania i życzenia dalszych sukcesów i osiągnięć w rozwoju Republiki Białoruskiej".
6). Proponuje się zobowiązać wszystkich członków do współpracy i pomocy w renowacji Starego Cmentarza i kaplicy, jako dokumentów polskich korzeni tej ziemi.
7). Prosimy Kuratorium Okręgu Szkolnego rejonu lidzkiego o umożliwienie prowadzenia nauki języka polskiego przez nauczycieli z wydzieleniem etatów godzinowych.
8). Jako dawni mieszkańcy i obecni lidzianie zwracamy się do władz kościelnych i cerkiewnych o rozwój i współpracę ruchu ekumenicznego dla dobra całej społeczności wierzących naszej ziemi.
9). Jako mieszkańcy wspólnej, naszej ziemi wyciągamy przyjazną dłoń do naszych prawosławnych w sprawie budowy nowej świątyni, gdzie znajduje się jeden Bóg wszystkich chrześcijan.
10). Uczestnicy Zjazdu wyrażają podziękowanie Wydziałowi Kultury miasta Lidy za pomoc i wsparcie w tworzeniu społeczności Ziemi Lidzkiej.
11). Uczestnicy II Zjazdu zobowiązują Komitet Organizacyjny do opublikowania drukiem protokołu z Walnego Zebrania II Zjazdu i protokołu Komisji Wniosków w prasie:
a). Ziemia Lidzka, Kurier Polonijny
b). Lidskaja Gazieta, Narodnaja Gazieta
c). Rota.

 

Lida po polsku...

 

Lida w maju zatopiona jest w zieleni ogrodów, zwłaszcza na Słobódce, czy w Wismontach. W tym roku zieleń ta bardzo intensywna, była przykurzona, a spowodowały to upał i susza. Żar lejący się z nieba nie przeszkodził jednak w przyjeździe grupy ok. 200 osób, spragnionych powrotu do "kraju lat dziecinnych". Wydaje się, że zjazdy dawnych i obecnych mieszkańców Lidy na trwałe zapisują się w życie kulturalne miasta. Główna zasługa przypada w tym przypadku organizatorom - działaczom i członkom Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej, którzy poświęcając swój czas, i nie łudźmy się pieniądze, starali się zorganizować całą imprezę tak, aby goście czuli się w Lidzie rodzinnie i ciepło.
W dniu 21 maja kilka autobusów zajechało pod hotel "Lida", miejsce zakwaterowania większości uczestników Zjazdu. Tu właśnie znajduje się "sztab" Zjazdu - Biuro Organizacyjne, w którym członkowie Towarzystwa pełnili na zmianę, codzienne dyżury, służąc gościom informacją i pomocą. Tu też można było zapoznać się z listą uczestników, by ewentualnie odnaleźć swoich przyjaciół i znajomych lub zwyczajnie przyjść i porozmawiać.
Gości przed hotelem, również już tradycyjnie, chlebem i solą witała p.Weronika Kuryło, otoczona wianuszkiem swoich uczniów. Dziewczęta, ubrane na ludowo, wręczały pachnące piwonie, a wzruszenie przyjezdnych było tak ogromne, że zapomniano o trudach podróży. Lidzcy Polacy, licznie zgromadzeni przed hotelem, wypatrywali swoich krewnych i znajomych. Powitaniom nie było końca. Tego oficjalnego dokonali prezes Towarzystwa, Aleksander Kołyszko i pani Weronika.
Jeszcze tego samego wieczora ludzie rozeszli się po mieście w poszukiwaniu wspomnień i znajomych miejsc. Nikt nie zważał na zmęczenie. Każdy pragnął znaleźć chwilę dla swoich wzruszeń, zwłaszcza że program był bardzo bogaty i napięty.
Następnego dnia, w Domu Oficera, przed którym do dziś straszy "złocisty" Wódz Rewolucji, wybuchł festiwal polskości. Wcześniej uczestnicy Zjazdu mogli spotkać się z mieszkańcami Lidy na spotkaniach: kombatanckim, lekarzy, nauczycieli, poli­tyków oraz koleżeńskich spotkaniach absolwentów lidzkich po­wojennych szkół - Gimnazjum im. Hetmana Karola Chodkiewicza i Gimnazjum Handlowego O.O.Pijarów. Z relacji organizato­rów wiem, że prawie nikt nie przybył na spotkanie z polskimi nauczycielami. Czyżby w tak dużej grupie nie było nikogo, kto mógłby pomóc polskiej oświacie na Ziemi Lidzkiej lub nie interesowałby się jej rozwojem ? Na szczęście honor Polski ratował p. Józef Adamski, prezes Fundacji Pomocy Szkołom Polskim na Wschodzie im. T. Goniewicza, który przed spotkaniem z lidzkimi nauczycielami, zdążył odwiedzić or­ganizacje polskie w Grodnie i Baranowiczach.
Wieczorne Walne Zebranie w Domu Oficera, mimo awarii rzutnika, było pełne wzruszających momentów. Prowadzili je Regina Markiewicz, nauczycielka z Lidy i Janusz Marcinowicz, warszawiak z lidzkim rodowodem, który wraz ze swoją żoną, Lucyną Siliwończyk-Marcinowiczową, zbierali w Polsce zgłoszenia uczestnictwa na Zjazd oraz organizowali wszystko od strony administ­racyjnej, łącznie z rezerwacją wagonów w pociągu Warszawa-Grodno. W trakcie oficjalnej części wprowadzono na scenę, tak, jak w zeszłym roku, sztandary przedwojen­nych lidzkich organizacji. Rozpoczęły się obrady. Od­czytano telegramy z pozdrowieniami od tych, którzy na Zjazd nie mogli przyjechać, m. in. od prezesa Związku Polaków na Białorusi, Tadeusza Gawina. Na zebraniu obecni byli zaproszeni także członkowie Zarządu lidzkiego Oddziału ZPB.
Bardzo wzruszającą chwilą było również przybycie starszej pani, która sama dokonała podczas okupacji ekshumacji, rozstrzelanych lidzkich księży, a po wojnie, zadbała, by godnie spoczęli na słobódzkim cmentarzu. Sama nie kryła wzruszenia podczas spotkania z dawnymi lidzianami, a oni nie kryli łez i wdzięczności, którą okazali tej bohaterskiej kobiecie, śpiewając jej "Sto lat". Podczas Zebrania głos zabierali goście i gospodarze, także przed­stawiciele władz miejskich i organizacji białoruskich. Nie bardzo natomiast udała się dyskusja. Czyżby nie było wspólnych problemów do poruszenia?
W przerwie, w hallu można było pokrzepić się lidzkim piwem i mołdawskim koniakiem, zjeść ciastko lub doko­nać drobnych zakupów słodyczy, w zorganizowanym ele­gancko bufecie. W drugiej części hallu prowadzone było stoisko z pamiątkami z Lidy: własnej produkcji pocztówkami, a raczej fotografiami, drobnymi upominkami, książ­kami i kasetami video z nagraną relacją z I Zjazdu. Można było nabyć także i "Ziemię Lidzką", poprzednie oraz najnowszy numer 11, wydrukowany na dzień przed Zjaz­dem. Razem z Aleksandrem Siemionowem sprzedawaliś­my, obok naszej gazety, również "Rotę". Przy okazji była możliwość poznania się i krótkiego porozmawiania z czy­telnikami "Ziemi".
Po przerwie odbył się koncert pt. "Lida śpiewa po polsku". Kolejne porcje wzruszenia, ale i zarazem dobrej zabawy. Występowały dzieci z Kółka Języka Polskiego, prowadzonego przez p. Weronikę Kuryło. Młodzi artyści zebrali ogromne brawa za przepięknie przygotowany i wykonany program słowno-muzyczny. Można powie­dzieć, że stały się gwiazdami wieczoru. Występował rów­nież, zaproszony do udziału w koncercie, zespół "Lidzianie", działający przy lidzkim Oddziale ZPB. Może niepo­trzebne było tylko, trochę prowokacyjne pod adresem TKPZL przemówienie p. Kazimierza Chodera, prezesa Oddziału, a zarazem kierownika zespołu. Koncert nie jest najlepszym miejscem do prowadzenia polityki. Jednak sam występ "Lidzian", prezentujących piosenki wojskowe i pieśni narodowe, świadczył o ich dobrym przygotowa­niu.
Publiczność rozbawił, znany już wielu dawnym lidzianom, zespół folklorystyczny "Gudzki Garmonik". Profesjonal­ne wykonanie folkloru lidzkiego szło tu w parze z dosko­nałą zabawą artystów i publiczności, którą zaproszono na scenę do tańca.
Na koniec, z pięknym "Weselem lidzkim" wystąpił zespół "Kresowiacy" prowadzony przez Annę Komincz i Stani­sława Januszkiewicza. Występ wzruszający, zarazem bar­dzo autentyczny. Była to piękna prezentacja polskiego obyczaju narodowego w Ziemi Lidzkiej. Towarzystwo powinno być dumne z posiadania takiego zespołu, a lidzianie w Polsce mogliby pokusić się o zaproszenie "Kresowiaków" na występy w Kraju, zwłaszcza w tych mias­tach, gdzie żyje wiele osób pochodzących z Lidy i Nowogródczyzny. Wysoki poziom artystyczny, który prezen­tują zarówno śpiewacy, tancerze i orkiestra, warty jest zaprezentowania szerszej publiczności. Natomiast koncer­ty "Kresowiaków" na Ziemi Lidzkiej mogą być doskona­łą propagandą polskości na lidzkiej wsi, której wciąż brakuje kontaktu z żywą kulturą polską, głównie w tych miejscowościach, gdzie dominuje ludność polska, a nie ma nawet kościoła.
Następnego dnia, 23 V, była niedziela. Uczestnicy Zjazdu modlili się w lidzkich kościołach - parafialnym na Słobódce, gdzie podczas Mszy św. na organach grał i pięknie śpiewał dawny organista z kościoła farnego, p. Stanisław Mackało oraz po południu, w lidzkiej Farze. Po Mszy na Słobódce można było zwiedzić plac budowy nowego kościoła parafialnego. Natomiast podczas Mszy św. w kościele farnym odsłonięto i poświęcono tablicę pamiątkową, poświęconą wszystkim lidzianom, którzy oddali swoje życie za wolność Ziemi Lidzkiej w latach wojny 1939-1945, walcząc z bronią w ręku lub ginąc na zesłaniu w sowieckich i niemieckich obozach i więzie­niach.
Po obydwu mszach, dawni lidzianie spotkali się z obec­nymi mieszkańcami miasta. Wielu z nich, niejednokrotnie po raz pierwszy po blisko 50 latach spotkało swoich dawnych znajomych i sąsiadów. Spotkań takich nie bra­kowało również wśród uczestników Zjazdu. W tym miejs­cu nasuwa mi się jedna uwaga, za którą niektórzy mogą mnie skrytykować. W tym roku zdecydowana większość przyjezdnych mieszkała w hotelu. Bardzo niewiele osób zdecydowało się na zamieszkanie wśród lidzkich rodzin, które oczekiwały na gości z Polski. Wiele osób przybyłych do Lidy ma z pewnością w mieście krewnych i znajomych, pragnących spotkać się z nimi. Czyż nie lepiej byłoby (sądzę, że i taniej) skorzystać z gościny lidzkich Polaków. Jest to ważne dla obydwu zainteresowanych stron. Proszę nie zapominać, że Polacy w Lidzie przez wiele oddzieleni byli od ojczystej mowy i tradycji, a obecne kontakty są niezmiernie ważne dla ich podtrzymania i pomocne w odrodzeniu polskiej kultury. Nie można zamykać się tylko w swoim kręgu, nawet jeśli jest to tylko krąg własnych wspomnień. Zjazd nie jest tylko spotkaniem towarzyskim, ale przede wszystkim ważną imprezą, która powinna przynieść lidzkim Polakom pewne korzyści kulturowe i spo­łeczne, chociażby warto byłoby zastanowić się nad pomocą polskiej oświacie na Ziemi Lidzkiej, zespołom artystycznym, a nawet nad współpracą gospodarczą. Są z pewnością w Lidzie osoby i rodziny wymagające pomocy charytatywnej, ale tego, niestety, z okien hotelu nie widać. Mam nadzieję, że tymi problemami zajmie się Klub Przyjaciół Ziemi Lidzkiej, który powinien jak najszybciej rozpocząć swoją działalność. Wiele zależy również od inwencji poszczególnych gości zjazdowych. Wystarczy się tylko rozejrzeć wokoło, a nie tylko czekać na propozycje organizatorów. Bardzo ważna jest także wspópraca z TKPZL, które boryka się z wieloma problemami.
Wieczorem, w restauracji hotelowej, odbyła się uroczysta kolacja, połączona z zabawą taneczną i małym koncertem. Do tańca przy­grywali członkowie zespołu "Kresowiacy". Na sali znaleźli się również zaproszeni goście: lidzcy księża z obydwu kościołów (nie było tylko ks. dziekana Rójka, który wyjechał w tym czasie do Polski), przed­stawiciele ambasady RP w Mińsku, prezes Zarządu Krajowego Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna, biorący udział od początku trwania Zjazdu, p. Aleksander Dawidowicz oraz p. Tamara Koszczer-Baradacz, reprezentująca społeczność żydowską w Lidzie. Hu­mory dopisywały wszystkim, czego dowodem był tłum tańczących na parkiecie.
W poniedziałek 24 maja, zaraz po śniadaniu wszyscy udali się na Stary Cmentarz przy ul. Grażyny, gdzie porządkowano groby, głów­nie w najstarszej części, wokół kaplicy. Wiele osób miało możność odwiedzenia i uporządkowania mogił swoich bliskich. Potem, po raz pierwszy po wojnie, przed wejściem do zdewastowanej kaplicy, od­prawiona została Msza św. żałobna za zmarłych i poległych mieszkań­ców Lidy i Ziemi Lidzkiej. Odprawiali ją księża z obydwu parafii. Modlący się podawali również intencje za poległych podczas wojny kolegów z oddziałów partyzanckich, zamordowanych i deportowa­nych - tych, którzy nigdy nie będą mogli przybyć już do Lidy lub pozostali tu na zawsze, na wiejskich cmentarzach i w bezimiennych mogiłach, rozsianych po lidzkich i nadniemeńskich polach i lasach. Wspominano poległych dowódców AK: "Kotwicza", "Krysię" i "Ragnera", a także poległych żołnierzy - kolegów ze szkoły i partyzantki.
Może następnym razem udałoby się wyremontować cmentarną kaplicę i taką Mszę św. odprawić już w niej. Czynny obiekt sakralny, do którego uczęszczaliby wierni, stanowiłby również gwarancję opieki nad wciąż zaniedbanym cmentarzem.
Po obiedzie wycieczka w okolice Lidy. Najpierw, nim wyjechaliś­my z miasta, nastąpiło złożenie wieńca pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Potem droga za Lidę. Pierwszy przystanek, to parafialny cmentarz na Słobódce, gdzie znajduje się zbiorowy grób rozstrzelanych w 1943 r. księży z Lidy i dekanatu lidzkiego. Po krótkiej modlitwie i złożeniu kwiatów, p. Mieczysław Pujdak, znający osobiście zamordowanych kapłanów, opowiedział o ich tragi­cznych dziejach. Na cmentarzu tym znajdują się również groby i innych lidzkich księży, przeniesione ze Starego Cmentarza, m. in. ks. Klemensa Czabanowskiego. Myślę, że następnym razem i tam zostaną złożone kwiaty.
Ze słobódzkiego cmentarza kawalkada autobusów i towa­rzyszący nam od początku trwania Zjazdu, mikrobus warszaws­kiej ekipy telewizyjnej, wyruszyły do lasu Zosin, za koszarami 77 p. piech., gdzie 8 V1942 r. hitlerowcy rozstrzelali ponad 7 tysięcy lidzkich Żydów, w tym wielu znajomych uczestników Zjazdu. Przy pomniku, upamiętniającym to straszliwe zdarzenie i miejsce, złożono kwiaty i zapalono świece. Ruszaliśmy poza Lidę. W autobusie naszą pilotką była Teresa Siemionowa, doskonale opowiadająca o mijanych miejscowościach. Pomocą służyli rów­nież jadący w autobusie dawni mie szkańcy Lidy. Trzeba przyznać, że atmosfera była bardzo miła, a obecność dawnych żołnierzy z oddziałów AK, sprzyjała rozlicznym wspomnieniom walk z okupantami. Przez Krupowo, Bolciszki, Pielasę dotarliś­my do Surkont. W Pielasie, litewskiej, dobrze zagospodarowanej wsi, był krótki postój pod kościołem parafialnym. Od razu rzuciła się w oczy gospodarność Litwinów, kościół ozdobiony emblematami i flagami narodowymi (dziwne, że Białorusini nie protestują w tym przypadku, tak, jak oburzają się na Polaków, gdy ci wieszają w kościołach na Białorusi polskie flagi?), w po­bliżu kościoła nowa plebania, Dom Ludowy i litewska szkoła. Podobno białoruscy Litwini mają bardzo mocne wsparcie ze strony władz litewskich w Wilnie, chociaż ich wsi jest dużo mniej, niż polskich. Może Wilno lepiej wie, jak zajmować się własnymi rodakami za granicą, niż Warszawa, gdzie odnosi się wrażenie, że niewiele osób ma rzeczywiste rozeznanie o po­trzebach Polaków na Wschodzie.
Surkonty - miejsce śmierci ostatniego dowódcy Okręgu Nowo­gródzkiego AK, ppłk Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza" i jego żołnierzy. Zadbany cmentarz z rzędem wojskowych krzyży oraz pomnikiem. Przy nim grupa mieszkańców Surkont i Bolciszek, którzy opiekują się tą kwaterą. Panowie z telewizji, korzystając z okazji, nagrali wywiad z p. Eleonorą Cichocką, która jako jedyna przeżyła tę bitwę i rzeź rannych dokonaną przez NKWD. Szkoda tylko, że niektórym uczestnikom tego wyjazdu tak bardzo spieszyło się w dalszą drogę.
Następny przystanek to Wawiórka. Krótkie postoje pod kościołem i przy cmentarzu. Tu również jest kolejna kwatera partyzancka - dawna mogiła "Ponurego" i jego chłopców. On od kilku lat spoczywa na Wykusie, w Górach Świętokrzyskich, oni pozostali w rodzinnej ziemi. Po drodze nasz autobus roz­śpiewał się.
Im bliżej następego postoju - Niecieczy, dawnej kwatery oddziału "Ragnera", tym więcej wspomnień z okresu wojny. Za starym, drewnianym kościołem w Niecieczy, na wiejskim cmentarzu, pomnik i groby partyzantów. Jego wystawienie wzbudziło wiele kontrowersji wśród Białorusinów, głównie tych, którzy współpracowali z sowiecką partyzantką, a przeciw której niejed­nokrotnie przychodziło występować żołnierzom "Ragnera", zwłaszcza gdy oddziały sowieckie urządzały grabieżcze wyprawy na polskie wsie. "Ragner" dla wielu jest legendą, dla innych przykrym wspomnieniem. Nie ulega jednak wątpliwości, że był dzielnym żołnierzem i dowódcą. Nie zrezygnował z walki i nie odszedł znad Niemna po ponownym wkroczeniu tu w 1944 r. bolszewików. Do dzisiaj nie jest znane miejsce jego pochówku, ale istnieje pamięć oraz legenda, nadająca mu cech kresowego bohatera.
Zbliżamy się do Niemna, gdzie czekają nas wieczorne atrak­cje po trudnym, upalnym dniu - ognisko, szaszłyki, kiełbaski, zupa-ucha i beczka piwa, która po otwarciu szybko robi się pusta. Są również tańce i wspaniały "Gudzki Garmonik", który bawi się z nami. Zmęczeni mogą zasiąść na krzesełkach lub na trawie i cieszyć swoje oczy wstęgą Niemna i ciemnego boru po drugiej stronie brzegu. Ten widok ma w sobie coś romantycz­nego i mistycznego zarazem. Powolny Niemen i zieleń lasów ... Niestety, chmary komarów rozpraszają romantyzm miejsca. By się przed nimi uchronić, jedynym ratunkiem był taniec. Do Lidy wracamy późną nocą.
Nazajutrz kolejny trudny dzień. Jedna grupa, pod opieką Aleksandra Siemionowa wyjechała do Wilna, większość jednak wybiera się do Nowogródka i nad Świteź.
W drodze do miejsc rodzinnych Mickiewicza zwiedzamy hutę szkła "Niemen" w Brzozówce, ale z fabrycznego muzeum musieliśmy zrezygnować, bo nie stawiła się osoba, która się nami opiekuje. W autobusie, opowieści o dziejach Nowogródka snuje w bardzo ciekawy sposób p. dr Gracjan Burak, rodem właśnie z tego miasta. Na miejscu spacer po ulicach i zwiedzanie zamku Mendoga oraz najważniejszy punkt programu - Muzeum Ada­ma Mickiewicza. Pięknie odbudowane przez "Budimex" i wypo­sażone w większość eksponatów przez warszawskie Muzeum Literatury. Chociaż cały Nowogródek jest uroczy, to jednak dom Mickiewiczów, jego otoczenie, są chyba najlepiej zagos­podarowanymi miejscami w mieście. Gdyby tak odnowić jeszcze Rynek i boczne, stare uliczki, Nowogródek miałby szansę stać się turystyczną i architektoniczną perłą Białorusi.
Po obiedzie - nad Świtezią. Przeźroczysta woda, spokój, Płużyński Bór. Gdyby nie obecność kąpiących się, chciałoby się napić tej wody. Pozostaje tylko moczenie nóg i wspomnienia uczestników Zjazdu o przedwojennych obozach harcerskich, ich wspaniałej atmosferze oraz o bogactwie nowogródzkiej przyro­dy.
Ostatnia noc w Lidzie pożegnała Zjazd deszczem i chłodem poranka. Rano przed hotelem, na przekór pogodzie, gorące, wzruszające pożegnanie i w drogę, do Grodna. Koszmar za­tłoczonej "tamożni" na grodzieńskim dworcu kolejowym, gdzie dostęp do odrobiny wolnej powierzchni trzeba walczyć z hand­larzami oraz nieprzyjemni celnicy, reprezentujący Republikę Białoruską, a pracujący jeszcze po sowiecku, zostają nam zrekompensowane wygodą zarezerwowanych do samej War­szawy wagonów. Ostatnie pożegnania na grodzieńskim dworcu i zostają nam wspomnienia z II Zjazdu. Ludzie wymieniają adresy, podsumowują to, co przeżyli, umawiają się na następny raz.
Ważnym osiągnięciem II Zjazdu jest powołanie grupy inic­jatywnej Klubu Przyjaciół Ziemi Lidzkiej, organizacji, która, miejmy nadzieję, odciąży chociażby częściowo TKPZL w przygotowaniu następnych spotkań. Dobrze byłoby, by organizacje - ta w Lidzie i ta w Warszawie - zajęły się nie tylko zjazdami, które są ważne, ale na nich nie może kończyć się polskość w Lidzie. Zjazdy powinny być świętem i podsumowaniem dorobku poważnej i trudnej pracy, przede wszystkim organiczej. Nie pozwólmy, by lidzkie spotkania spowszedniały. W innym wypadku utracą swój sens.
***
Poniżej zamieszczamy Sprawozdanie Komisji Wniosków II Zjazdu Lidzian. Liczymy, że pojawią się od naszych czytelników jeszcze inne propozycje, wychodzące poza ustalenia zjazdowe.


Robert Kuwałek

 

 

Klub Miłośników Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej w Lidzie - czyli jak to było przed pięcioma laty...

 

Warto czasami przejrzeć domowe archiwum, tak, jak to zrobił nasz redaktor, Aleksander Siemionow. Wśród wielu listów, pism i dokumentów odnalazł bardzo ciekawą rzecz, którą chcielibyśmy zaprezentować naszym czytelnikom. Jest ona świadectwem czasów, w jakich przychodziło lidzkim Pola­kom rozpoczynać pracę nad rozwojem polskiej kultury. Jedno­cześnie możemy przekonać się, jak wiele rzeczy udało się stworzyć od 1988 r. i jak wiele rzeczy uległo niesamowitym zmianom. Był Klub Miłośników Kultury Polskiej, potem Polskie Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adama Mickiewicza, lidzki Oddział Związku Polaków na Białorusi, wreszcie Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej.
Przed pięcioma laty lidzcy Polacy nie mieli prawie nic, poza Klubem. Nikt nie wspominał nawet, że w szkołach będzie możliwość uczenia dzieci języka polskiego. Pierwsze prace prowadzono ostrożnie. Grupa zapaleńców musiała wiele się natrudzić, by przekonać tych przestraszonych i niedowiarków, którzy uważali, że odradzać polskość w Lidzie i w ogóle na Białorusi jest tym samym, czym byłoby "wskrzeszanie trupa z grobu". Widać jednak, że cuda zdarzają się... Zapraszamy do lektury i zadumy nad tym dokumentem

"PLAN PRACY KLUBU MIŁOŚNIKÓW KULTURY POLSKIEJ m. LIDY na 1988 r."
10 styczeń - Pierwsza znajomość z Warszawą
24 styczeń - Historia Nadniemeńskiego Kraju
7 luty - Mikołaj Kopernik - genialny polski astronom. W 515 rocznicę urodzin
21  Juty - Fryderyk Chopin - znamienity kompozytor światowy
6  marzec - Tadeusz Kościuszko - bohater polskiego narodu
20  marzec - Wieczorek zapoznawczy
3  kwiecień -  Jerzy Petersburski - król tanga
17 kwiecień - Pomniki architektury w Polsce
1 maja - Stanisław Moniuszko - poeta organów
17 maja - Henryk Sienkiewicz
29 maja - Polskie pieśni i tańce ludowe
12 czerwiec - Wieczór poświęcony Elizie Orzeszkowej
26 czerwiec - Jan Matejko - jeden z najznamienitszych malarzy XIX w.
10 lipiec - Henryk Wieniawski - wirtuoz skrzypiec
22 lipiec - Wieczór poświęcony wybitnemu pedagogowi-pisarzowi Januszowi Korczakowi. W 110 rocznicę urodzin.
7 sierpień - Kraków - perła polskiej architektury
21 sierpień - Bolesław Prus
4 wrzesień - Polskie kino
18 wrzesień - Julian Tuwim - znamienity poeta XX w.
2 październik - muzyka Karola Szymanowslciego
16 październik - Stefan Żeromski
30 październik - Pierwsza laureatka nagrody Nobla wśród kobiet - Maria Skłodowska-Curie
13 listopad - Udział Polaków w Rewolucji Październikowej i umocnieniu władzy sowieckiej.
27 listopad - Czesław Niemen - nasz krajan
11 grudzień - Wróblewski i Dąbrowski
25 grudzień - Uroczysty wieczór poświęcony 190 rocznicy urodzin Adama Mickiewicza.