Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Czyja własność
(problemy ze zwrotem kościoła pijarów w Lidzie)


Od kilku miesięcy mieszkańcy Lidy, a zwłaszcza katolicy, ponownie rozpoczęli aktywną akcję sta­rań o zwrot kościoła pijarów. Sprawa ta jest o tyle bolesna, że o świątynię tę trwają dosłownie walki od kilku już lat i jak dotąd nie widać rozwiązania problemu.
Władze miejskie Lidy sprawiają wrażenie, jakby ko­niecznie chciały rozegrać w tym względzie jakąś swoistą walkę polityczno-wyznaniową, co ciekawsze, targując obiektem, który nie stanowi ani własności państwa biało­ruskiego, ani własności władz samorządowych. Gdy na początku XIX w. pijarzy wybudowali okazały kościół przy ówczesnej ulicy Wileńskiej, obiekt ten stanowił własność ich i wiernych kościoła rzymskokatolickiego. Aż do 1863 r. nie kwestionowały tego nawet władze carskie, które przejęły obiekt dopiero po powstaniu styczniowym, co jednoznacznie zostało potraktowane jako grabieżcza konfiskata, zemsta za powstanie. Do 1919 r. kościół p.w. św. Józefa Kalasantego, po odpowiednich przeróbkach, służył prawosławnym w Lidzie, by potem wrócić, zgodnie z ustawą z 1922 r. w ręce prawowitych właścicieli, czyli katolickiego zakonu pijarów. W ich rękach pozostawał do 1958 r., kiedy to na mocy bolszewickich przepisów został odebrany zarówno księżom, jak i wiernym. Nigdy nie stanowił mienia sowieckiego - dla władz był po prostu mieniem zawłaszczonym, czyli mówiąc wprost zagrabio­nym. I teraz władze miejskie Lidy usiłują zarządzać wbrew prawu i zdrowemu rozsądkowi, tym obiektem, prowadząc politykę, przypominającą rzymską zasadę "dziel i rządź". Lidzcy decydenci głusi i ślepi są na rozliczne petycje katolików, zbiorowe nabożeństwa pod kościołem, który nadal funkcjonuje jako nieuczęszczane przez prawie niko­go planetarium. Prokurator miejski, p. Aleksander Żurawski, zareagował w rozmowie z prezesem TKPZL Alek­sandrem Kołyszką na te demonstracje wiary stwierdze­niem, że akcja modlitwy przed kościołem jest nielegalna.
Dziwne, że legalne dla niego jest zamknięcie kościoła w 1958 r., gdzie tu rozsądek i konsekwencja? Ludzie nie przejmują się wynurzeniami p. Żurawskiego - modlitwy pod kościołem nie ustają i nie ustaną dopóki władze nie zwrócą kościoła prawowitym właścicielom, czyli katoli­kom.
Sprawa ta jest oczywista dla wszystkich. Zwrotu kościoła katolikom nie kwestionuje nawet sam dyrektor planetarium, który w swoim artykule w "Lidskoj Gaziecie" z 18.1.1994 r. sam stwierdził, że "Kościół pijarów - to jest kościół pijarów, a nie planetarium lub budynek, w którym znajduje się ta instytucja kulturalna, nie mająca nic do czynienia z kościołem pijarów".
Cóż, bolszewizm ma się mocno w Lidzie, zwłaszcza w kręgach władzy, której wydaje się, że nadal wszystko jej wolno. Gorzej będzie, gdy ludzie staną się jeszcze bardziej stanowczy. Czy tylko wtedy nie będzie dla lidzkich bonzów za późno? Czasy się zmieniły, nie każdy już boi się pałki, czy idioty na stanowisku.

Redakcja
P.S. Poniżej publikujemy list otwarty Towarzystwa Kultury Ziemi Lidzkiej w sprawie zwrotu wiernym koś­cioła pijarskiego, licząc na włączenie się naszych Czytel­ników do tej akcji. Jednocześnie informujemy, że do Lidy dotarły już pierwsze listy z Polski w tej sprawie (czyt. poniżej list p. Jerzego Młyńczyka z Warszawy).
Warszawa, 10 I 1994


Do Pana Mera miasta Lidy

W imię przyjaźni dwóch bratnich narodów słowiańskich Białorusi i Polski - proszę Pana o zwrot kościoła pijarskiego zakonowi pijarów. Jestem wychowankiem o.o. pijarów, gdzie zdałem matursę w Rakowicach koło Krakowa. Uważam, że planetarium można urządzić gdzie indziej. Ks. Stanisław Kalasanty Rójek - proboszcz fary jest obywatelem godnym poparcia władz. Z góry dziękuję Panu Merowi za pozytywne załatwienie mojej prośby.
Z poważaniem Jerzy Młyńczyk
ul. Nowy Świat 26/5 00-373 Warszawa

 

List otwarty

Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej


Miasto Lida na Grodzieńszczyźnie w Republice Biało­ruś liczy obecnie 100 tysięcy mieszkańców. Na jego terenie są dwa kościoły parafialne: w starej części grodu fara, w której duszpasterstwo prowadzą pijarzy i kościół na Słobódce, gdzie duszpasterzują salezjanie. Do każdej z tych parafii obrządku rzymskokatolickiego przynależą jeszcze mieszkańcy licznych wiosek i osiedli kołchozowych otaczających Lidę. Społeczność prawosławna buduje dla swoich potrzeb religijnych nową świątynię - dotychczasowa, mała cerkiewka na cmentarzu okazała się nie wystarczająca.
Jest jeszcze na terenie miasta kościół, który do 1958 roku, jak w okresie międzywojennym i wcześniej, dobrze służył katolikom. Kościół nosił wezwanie św. Józefa Kalasancjusza i za dobrych czasów był kościołem szkolnym. W przylegających do niego budynkach kolegium mieściły się prowadzone przez pijarów szkoły dla dzieci i młodzieży. Po zajęciu przez władze państwowe (w 1958 r.) w budynku klasztornym sąsiadującym z kościołem urządzono muzeum, drewniany, wolno stojący budynek szkolny wyeksploatowa­ny przez lokatorów niedawno został zburzony. W kościele urządzone zostało planetarium. Przyprowadzanym tu w grupach dzieciom szkolnym na sklepieniu kopuły, imitują­cym nieboskłon, demonstrowano regularny bieg Słońca, Księżyca i gwiazd... Nad gzymsem odgraniczającym kopułę zarysowana była panorama nowoczesnej Lidy.
"Nowe", które przyszło w parze z niezależną Republiką Białoruś w 1991 roku, to inicjatywa prywaciarzy degradują­ca i planetarium i kościół do rangi wideokina, w którym zaczęto wyświetlać na przemian filmy pornograficzne i reli­gijne. Opinia publiczna jest jednak rzetelniejsza: bojkotuje i potępia takie "nowości". Po tych próbach przekształceń budynek kościelny stoi praktycznie nieużywany i rzadko zwiedzany.
Od sierpnia 1993 r. pijarzy z wiernymi w kościele farnym wzmożyli modlitwę w intencji przywrócenia obiek­tów sakralnych do właściwych im celów, gdyż wzrasta pobożność ludzi, a miejsc kultu jest ciągle mało; w farze lidzkiej podczas wszystkich niedzielnych mszy św. jest tłoczno i duszno.
Od 7 do 9 września obydwie parafie lidzkie przeżyły nawiedzenie kopii słynącego łaskami obrazu Matki Bożej z sanktuarium w Budsławiu. Wieczorem 8.IX., w dzień powszedni, głównymi ulicami miasta (w tym ulicą Lenina) przeszła w procesji z obrazem dwudziestotysięczna rzesza wiernych. Miasto było odświętnie udekorowane emblema­tami religijnymi, ludzie modlili się nieustannie w domach i w świątyniach. Okazywano przy tej okazji wdzięczność władzom lokalnym, które temu publicznemu wyrazowi wiary sprzyjały i zapewniły bezpieczeństwo podczas proce­sji. Ludzie umocnieni w wierze i ośmieleni w wyznawaniu jej publicznie pewniej zwrócili oczy na niespełniającą swojego zadania świątynię pijarów. Zwłaszcza w miesiącu paździer­niku gromadzili się coraz liczniej wśród kolumn przy klasycystycznej świątyni na modlitwę różańcową. Tak zostało do tej pory. Na drzwiach zamkniętego kościoła wierni zawieszają obraz, a obok plakaty w języku polskim i białoruskim apelujące o zwrot kościoła. W górze, na zwieńczeniu kolumn, po staremu, napis w języku rosyjskim głosi, że jest to dalej "Planetarium", a władze miasta także nadal w starym stylu są nieprzejednane i ujawniają niezado­wolenie, że ludzie upominają się o godne warunki dla spotkania z Bogiem.
Czyżby schorowany i posunięty w latach dziekan lidzki i proboszcz fary ks. Stanisław Kalasanaty Rójek Sch.P., który poniósł wiele ofiar, dużo wycierpiał dzielnie broniąc z wiernymi tej fary, by nie była przez komunistów zrównana z ziemią w celu zbudowania na jej miejscu posągu Lenina, nie miał doczekać powrotu do pijarskich własności, a wierni, by dalej mieli modlić się w warunkach z zamierzchłych czasów?
Apelujemy do wszystkich, którym zależy na przywróce­niu prawdy historycznej o wsparcie moralne wiernych na Ziemi Lidzkiej. Prosimy o listy w tej sprawie do Mera miasta Lidy i Towarzystwa.

Aleksander Kofyszko
Prezes TKPZL
231300 LIDA - Białoruś
ul. Goworowa 25a

 

Prawda zwycięży

Szanowna Redakcjo, przeczytałem w "Głosie znad Niemna" apel TKPZL w sprawie zwrotu świątyni pijarów wiernym. Chciałbym napisać kilka słów na ten temat.
Gdy miałem 16 lat zanotowałem w swoim dzienniku: "7 września 1952 r., niedziela, Szczuczyn. O wpół do pierwszej poszliśmy z Kiarszysem do kościoła. O Boże, ile ludu zbiera się w kościele. Wygląda na to, że ich (sowietów) propaganda nie daje rady odrzucić ludzi od kościoła, żeby naród odwrócił się od religii katolickiej. Odwrotnie, w tak dzikich warunkach lud nie może i nie powinien odwracać się od Kościoła. Komuniści myślą, że jeżeli zamkną kościoły, posadzą do więzienia księży, wymuszą straszliwe podatki (20-40 tys. rubli), w ten sposób zmuszą Polaków wyprzeć się swej wiary. Nie, nie zmuszą!!!"
W kilka lat po tej notatce, miejscowe władze zarządziły, żeby ksiądz Jerzy Pietrasz, pijar, wyjechał ze Szczuczyna. Kościół św. Teresy został zamknięty. Przez trzydzieści długich lat szczuczyńscy katolicy, w każdą niedzielę, a w maju i w czerwcu, codziennie, w chłód i spiekotę zbierali się na modlitwę na cmentrzu parafialnym, na grobach poległych w czasie akcji w 1944 r. AK-owców. Kościół stopniowo stawał się ruiną.
Tak oto relacjonował jego stan pierwszy proboszcz kościoła, ks. Kazimierz Wójcik, udzielając wywiadu korespondentowi "Niedzieli": "Walka i upór parafian doprowadziły do szczęś­liwego końca: w 1988 r. odzyskano kościół. Był on w straszliwym stanie, zniszczony, zdewastowany. Przez dziurawy dach 15 lat woda zalewała sufit. Zniknęły obrazy, żyrandole, wybite były witraże, zniszczone organy. W głównym ołtarzu zostano rozbity, słynący łaskami krzyż kartuski. Barbarzyńcy nie mogąc go zdjąć, wjechali do kościoła traktorem, przewiązali liną i znisz­czyli...".
Ale krzyże wciąż wieńczyły kopułę kościoła i raziły oczy miejscowych komunistów. Trzeba było terminowo zlikwidować te niedociągnięcie, nie czekając na całkowite zniszczenie kościo­ła. Została opracowana operacja nocna. Wszystkie nieczyste sprawy robione są w nocy. "Specjaliści" mieli do dyspozycji wojskowe ZIS-y (ciężkie samochody), stalowe liny. Rwały się te liny, a krzyże trwały w miejscu. Czy to była wola Boża, czy też nasi przodkowie przewidywali możliwość nadejścia takich ban­dytów...?
Na początku lat 80-tych, widząc, że kościół niszczeje, nie wytrzymałem i napisałem list do obwodowej gazety "Grodzeńska Prawda". Taki list nie mógł oczywiście ukazać się na łamach prasy, więc redakcja odesłała go do... rady rejonowej w Szczuczynie, do głównego inspiratora walki z kościołem. Odpowiedź brzmiała: "Będą przedsięwzięte odpowiednie kroki...". Wkrótce na kościele pojawiła się tablica - "Pomnik architektury XIX w., kościół św. Teresy. Znajduje się pod ochroną państwa". Bluźnierstwo! Odpadał tynk, pojedyncze cegły, przeciekał dach i znajdował się pod ochroną państwa... Władze snują nowe plany - zorganizować w kościele muzeum. Już trzeci rok trwała "pierestrojka", a wiernych wciąż prześladowano.
Powróćmy jeszcze raz do "Niedzieli": "Nowa możliwość modlitwy pojawiła się, gdy parafianie mogli słuchać polskiej mszy św., transmitowanej z kościoła św. Krzyża w Warszawie.
Zdecydowali wówczas, że właściwym miejscem modlitwy jest plac kościelny. Potajemnie zrobili dwumetrowy, dębowy krzyż. Pewnej niedzieli, gdy po przeciwnej stronie ulicy biły dzwony w cerkwi, weszli na plac kościelny, wbili krzyż, umieścili pod deskami radio, wzmacniacze i uczestniczyli we mszy św. Wśród władz miejskich wybuchła wielka panika: milicja szukała księ­dza, pytała, kto pozwolił na odprawienie mszy. Był to rok 1988. Założony przez parafian komitet, starający się o odzyskanie kościoła, został ukarany grzywną 50 rubli za nielegalne wejście na plac kościelny".
Wybacz im Boże, wybaczcie im ludzie, bo nie wiedzieli co czynią. Niech widzą odrodzone krzyże i witraże, niech słyszą grę nowych dzwonów i organów. Niech patrzą, jak codziennie setki naszych dzieci biegną do byłej szkoły pijarów na naukę religii w kilku odnowionych pokojach. Kompletnie zdewastowany budynek szkoły i klasztoru został przekazany wiernym przez jednostkę "bohaterskiej" armii sowieckiej. Przypomina mi się artykuł znanego dzisiaj Pawła Jakubowicza w "Narodnoj Gazetie", gdzie proponował on wiernym budowę nowych klubów, sal sportowych, archiwów itd., w zamian za zwrot świątyń. Wygląda na to, że władze Lidy chcą działać według rady pana Jakubowicza.
Uważam, że zdrowy rozsądek zwycięży i wśród lidzkich władz oraz, że słuszne potrzeby wiernych zostaną wreszcie wysłuchane i zrozumiane.
Życzę Wam, Lidzianie powodzenia w odzyskaniu świątyni. Niech pomoże Wam Bóg i każdy Człowiek.


Henryk Jurewicz Szczuczyn (tłum. i oprac. A. Kołyszko)