Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Męczennicy

Wspomnienia o aresztowaniach księży Polaków w Lidzie i okolicach przez żandarmerię niemiecką i rozstrzelaniu ich przez Gestapo (c.d.)

 

W Środę Popielcową 10 marca 1943 r., samochodem pod eskortą katów, przewieziono dziewięciu kapłanów Polaków z więzie­nia przy ul. Syrokomli do lasku sosnowego za strzelnicą koszar piechoty i około godziny 17.00 nad piaszczystym dołem rozstrzelano ich w miejs­cu, gdzie wcześniej zamordowano Żydów - mieszkańców lidzkiego getta (6700 osób).

Wspomnienia z przeniesienia zwłok pomordowanych księży
Dawny mieszkaniec kolonii Dajnowo koło Lidy, a obecnie żyjący w Poznaniu, Jerzy Uchto, spisał 13 listopada 1991 r. swoje wspomnienia, dotyczące odnalezienia zwłok zamordowanych księży i zorganizowania godnego pochówku ofiarom hitlerowskiego bestialstwa.
"Mija już pół wieku od chwili zamordowania przez Niemców dziewięciu księży w lesie koło Lidy. Czas zaciera niektóre szczegóły wydarzeń z tamtego okresu, ale ważniejsze fakty pozostają na zawsze w pamięci.
Wiadomość o zamordowaniu księży rozeszła się błyskawicznie nie tylko w Lidzie, ale i po okolicy. Byli to bowiem ludzie, którzy krzewili nie tylko wiarę, ale i głęboki patriotyzm, stąd też byli obdarzeni wielkim szacunkiem społeczeństwa. Poczucie krzywdy za dokonanie zbiorowego mordu przez okupantów na niewinnych ofiarach, jak również po­zbawienie możliwości godziwego pochowania ich zwłok, budziła po­wszechne oburzenie i gorycz spowodowaną bezsilnością.
W kręgach ludzi zaprzyjaźnionych i związanych bliżej z zamor­dowanym ks. Wincentym Łabanem - proboszczem na Słobódce - zrodził się pomysł, by dokonać przeniesienia zwłok zamordowanych księży na inne miejsce. Dziś już nie pamiętam, kto z tą myślą podzielił się z moimi rodzicami, ale decyzję podjęto szybko i jednocześnie. Pozostał jedynie problem - jak i kiedy to zrobić? Było to w owym czasie dość trudne i niebezpieczne zadanie. Podstawowa trudność polegała miedzy innymi na tym, by zachować bezwzględną tajemnicę. Lokalizacja naszego domu sprzyjała wykonaniu tego zadania, gdyż mieszkaliśmy około jednego kilometra od szosy Lida-Grodno, a las oddzielał nas od tej szosy. Do najbliższego sąsiada było 400 m. Przygotowania do przeniesienia zwłok trwały jakiś czas. Mój starszy brat, Dionizy zajął się wykonaniem trumien, bo ze względów oczywistych, nie można było tego zlecić komuś obcemu. Do rzeczy trudnych i kłoptliwych należało także rozpoznanie poszczególnych księży, zakopanych we wspólnym grobie. Zadania tego podjął się jeden z więźniów, który siedział w jednej celi z grupą księży, a potem został zwolniony przez Niemców. Niestety, nie potrafię przypomnieć dzisiaj jego nazwiska. Nie był to żaden znajomy moich rodziców.
Na złożenie zwłok wybrano dwa miejsca. Jedno - dla czterech księży w sadzie przed naszym domem oraz drugie - dla pięciu księży w lesie, kilkaset metrów od domu.
Przeniesienia zwłok na nowe miejsce spoczynku dokonano w nocy z 24 na 25 kwietnia - z Wielkiej Soboty na Wielkanoc 1943 r. Dokonała tego ekipa w składzie: ojciec, Antoni Uchto, brat Dionizy, dwóch młodych i silnych mężczyzn - Kapcewicz z Dajnowa i Korejwo (lub Korewo) z Bielskich oraz wspomniany współwięzień księży, który był chyba najważniejszą osobą przy ekshumacji. Rozpoznanie zwłok było dość trudne. Od chwili śmierci do czasu ekshumacji upłynęło kilka tygodni, a wiosenna, dodatnia temperatura spowodowała pierwsze zmiany zwłok. Spoglądający z góry księżyc niewiele pomagał. W lesie było ciemno. Po odrzuceniu ziemi należało przy świetle jedynie latarki elektrycznej dokonać identyfikacji. Po wydobyciu i rozpoznaniu, wszyst­kich księży załadowano na wóz i przywieziono do naszego domu, do Ustronia koło Dajnowa. Przełożenie zwłok do trumien odbyło się w mieszkaniu przy świetle lampy naftowej. Wszystko odbyło się w ciszy, skupieniu i pośpiechu. Ta noc była bardzo pracowita i za krótka.
W czasie, kiedy inni pojechali po zwłoki do lasu koło koszar dawnego 77 pułku piechoty, ja pozostałem w celu przygotowania grobów. Byłem najmłodszym uczestnikiem wydarzeń - miałem osiemnaście lat. Zacząłem najpierw od wykopania wspólnego grobu dla czterech księży -  koło domu. Teren był piaszczysty, więc praca szła mi dobrze. W pewnym momencie poczułem opór pod łopatą. Nie był to jednak kamień. Po odkopaniu i podważeniu łopatą wydobyłem przedmiot z ziemi. Jakież było moje zdziwnienie, gdy przedmiot okazał się ludzką czaszką. Kto i kiedy został tam pochowany, zostanie na zawsze tajemnicą. Do grobu koło domu włożono do trumny ze zwłokami ks. proboszcza ze Słobódki, Wincentego Łabana, ks. Lucjana Mroczkowskiego oraz dwóch księży najbardziej zaprzyjaźnionych z ks. Łabanem - według opinii wspomnianego współwięźnia - jednym z nich był ksiądz z Niecieczy. Trumny z pozostałymi pięcioma księżmi przewieziono do wspólnego grobu - w głąb lasu.
Blady świt budził się ze snu, gdy bronowałem końmi skrawek zaoranej poprzedniego dnia ziemi, na którym pochowano zamor­dowanych księży, by zatrzeć ślady wykonanego w nocy wykopu.
Uczestnicy tego nietypowego pogrzebu po wspólnym śniadaniu rozeszli się każdy w swoją stronę, zachowując tajemnicę, tak ważną w tych ciężkich, koszmarnych czasach".
Po wojnie, po 1960 r., przewieziono doczesne szczątki kapłanów-męczenników na cmentarz parafii Słobódka, w Nowince pod Lida, pogrzebano i zbudowano betonowy pomnik. W tylnej części dwu­spadowej płyty tegoż pomnika widnieje metalowy krzyż, a na czołowej ścianie pomnika wypisano:
Ś. P.
KSIĘŻA MĘCZENNICY ZAMORDOWANI W LIDZIE 10 MARCA 1943 ROKU REQUIESCAT IN PACE
Napisy na lewej ścianie pomnika:
ŁABAN WINCENTY PROBOSZCZ LIDZKI LAT 45
MROCZKOWSKI LUCJAN WIKARY LIDZKI LAT 34
ŚNIEGOCKI STEFAN WIKARY FARY LIDZKIEJ LAT 29
AUGUSTYNOWICZ ALEKSANDER PROBOSZCZ Z NIECIECZY LAT 53
Napisy na prawej ścianie pomnika:
DOBROWOLSKI STEFAN PROBOSZCZ Z BIELICY LAT 44
BOROWSKI ALFONS PROBOSZCZ Z LACKA LAT 51
CYBULSKI FRANCISZEK PROBOSZCZ Z TRAB LAT 58
OŻAROWSKI JERZY PROBOSZCZ Z LIPNISZEK LAT 31
STRZEŚNIEWSKI WINCENTY PROBOSZCZ Z JURACISZEK LAT 34
Informacja o dalszych losach księży wymienionych we wcześ­niejszej części artykułu, patrz "Ziemia Lidzka" Nr 8/9 z sierpnia 1992 r.
Ks. Stanisław Rójek - obecnie jest dziekanem dekanatu lidzkiego przy kościele farnym p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Lidzie.
Ks. Marian Czabanowski - rektor Kolegium xx Pijarów w lidzie od przed wojny. 29 czerwca 1942 r. aresztowany przez Niemców, w sierpniu tegoż roku został zwolniony z więzienia. Po wojnie aresztowany przez Rosjan, wywieziony w głąb Rosji. Po powrocie z zesłania do Lidy był bardzo schorowany. Pracował jednak w kościele Niepokalanego Poczęcia N.M.P. w Lidzie, na Słobódce. Widziałem jego nogi obrzękłe, zapewne z powodu cukrzycy. W dniu 1 listopada 1972 r., w czasie procesji żałobnej zasłabł w kościele. Po przewiezieniu go do szpitala - zmarł. Pochowany jest na słobódzkim cmentarzu w Nowince.
(cdn.)


Mieczysław Pujdak