Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Po Zjeździe

 

"Gudzki harmonik" odegrał pożegnalną lawonichę i auto­busy wyruszyły do Polski. III Światowy Zjazd Lidzian zakoń­czył się. Mam po nim mieszane uczucia. Każdy Zjazd był inny. Ten również, być może w pewnych momentach rozczarował. W innych pozostawił wiele wzruszających wspomnień, które zapadają gdzieś głęboko w sercu.
Już sam fakt, że dane nam było podziwiać piękne krajobrazy Nowogródczyzny, zwłaszcza te ukwiecone mleczem, niby żół­tym dywanem, łąki pomiędzy Nowogródkiem a Świtezią. Oddychać lidzkim powietrzem, dla wielu z uczestników Zjazdu najdroższym. Słuchać słowików nad Niemnem, a zwłaszcza głęboko w sercu przeżywać patriotyczne koncerty i te "nocne rodaków rozmowy" w hotelu i na kwaterach, wśród lidzkich krewnych i znajomych. Wszystko to będzie wracało do nas miłym wspomnieniem.
Wyjazd na partyzanckie cmentarze: do Surkont i Szczuczyna pozwolił nam odwiedzić tych, którzy fizycznie już nigdy nie będą mogli z nami się spotkać, ale dla wielu osób pozostaną żywi w pamięci. Pozostali tu, by trzymać wieczną wartę. Pozostali tu też po to, by zaświadczyć, że ich ofiara nie była być może nadaremna, że kwitnie tu coś polskiego, w czym należy mieć nadzieję, że w końcu rozwinie się w szerszy proces. Świadczą o tym koncerty "Kresowiaków" i dzieci, uczących się ojczystej, polskiej mowy, w których Polacy w Lidzie pokładają największe nadzieje.
Dobrze, że uczestnikom Zjazdu dano możliwość na własne peregrynacje po Lidzie i okolicach. Czasu wolnego dla siebie było podczas Zjazdu w miarę wiele. Poza tym każdy mógł wybierać sobie imprezy towarzyszące. Ale czegoś brakowało w całości imprezy.
Może wynikało to z pewnych niedociągnięć organizacyj­nych? Czasami wydawało się, że organizatorzy, czyli TKPZL, za bardzo polegali na improwizacji. Niestety, tak wielkie imprezy, bogate w atrakcje, muszą być skropulatniej kont­rolowane, inaczej coś pęka, powstaje bałagan, który w końcu trudno jest opanować. Niedociągnięciem wielkim było spot­kanie z lidzkimi nauczycielami języka polskiego. Do dzisiaj nie wiem, jakie mają problemy w swojej pracy i czego na przykład oczekują ze strony, mającego współdziałać z polskimi or­ganizacjami w Lidzie Klubu Przyjaciół Ziemi Lidzkiej. Spot­kanie to zostało zorganizowane w takich godzinach, gdy większość lidzkich nauczycieli była w pracy i fizyczną niemoż­liwością było ich przybycie, przynajmniej w większej liczbie. W końcu od dawna wiemy, że rozwój polskiej oświaty w Lidzie napotyka na różne problemy i w ogóle nie wygląda różowo, ale o tym trzeba mówić głośno. Statystyki wygłaszane na Walnym Zebraniu, dotyczące rozwoju polskiego szkolnictwa i kultury w Lidzie oraz w okolicach, są imponujące, ale rzeczywistość, niestety, jest bardziej brutalna. Czasami trzeba się zastanowić, czy ilość idzie na co dzień z jakością.
Walne Zebranie. Tu też można byłoby się zastanowić nad jego formułą. Czy tego typu spotkanie ma być tylko zebraniem uczestników Zjazdu, czy też powinno być spotkaniem dawnych i obecnych lidzian? Chyba raczej to drugie. Większość uczest­ników tegorocznego Walnego Zebrania stanowili goście z Pol­ski. Lidę reprezentowali działacze z TKPZL, prezes Towarzyst­wa Białoruskiej Mowy, przedstawiciele władz miejskich i ob­wodowych. Nie wystąpił nikt ze strony ZPB, co jest wielkim zaniedbaniem organizatorów. Przecież w Lidzie działają dwie organizacje, a Zjazd powinien być świętem wszystkich Polaków i na ten czas powinno pochować się wzajemne urazy i ambicje. Nie może być tak, że w Lidzie są lepsi i gorsi Polacy - Polacy są jedni i wszyscy mają coś do powiedzenia.
Wzruszające są rozmowy z ludźmi przypadkowo spotykany­mi na ulicach, którzy wprost łakną kontaktu z polską mową - tych nie było ani na Walnym Zebraniu, niewielu też było na koncertach. Żaden plakat w Lidzie nie zaprosił ich na Zjazd Lidzian, a więc i ich Zjazd. W końcu Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej powinno dbać o rozwój tej kultury przede wszystkim w Lidzie, a nie być jedynie organizacją zajmującą się tylko przygotowaniem kolejnych Zjazdów. TKPZL istnieje głównie dla Polaków w Lidzie. Owszem, wykonano olbrzymią pracę przy organizacji każdego ze Zjazdu. Za to organizatorom należą się serdeczne podziękowania, ale nie tylko na Zjazdach powinna kończyć się nasza praca.
Miejmy nadzieję, że dużą pomocą przy organizacji następ­nych Zjazdów będzie mógł służyć powstający właśnie Klub Przyjaciół Ziemi Lidzkiej, który powinien nie tylko łączyć lidzian w Polsce, ale być także organizacją służebną w stosunku do Polaków w Lidzie. Wszystkich Polaków. Taką też decyzję powzięto na Walnym Zebraniu. Następny Zjazd, już IV, odbędzie się w 1996 r. Ci, którzy krytycznie podchodzą do tej rocznej przerwy, powinni mieć świadomość, że kryzys ekonomi­czny uderza przede wszystkim w organizacje społeczne. Już teraz było to widoczne. W zeszłym roku, na Walnym Zebraniu prowadzono stoisko z pamiątkami i elegancki bufet. W tym roku nie pozwoliły na to ceny na Białorusi. To tylko drobny przykład. Ceny rosną i nie zanosi się, by przy obecnej polityce gospodarczej rządu białoruskiego inflancja i zastój zmniejszyły się. Potrzeba też zastanowić się, jak w przyszłości zorganizować Zjazd, by stał się nieco tańszy, a przez to bardziej dostępny dla szerszego grona uczestników. Wiele osób nie przyjechało do Lidy w tym roku, ponieważ nie było w stanie przekroczyć bariery finansowej. Może mogłyby w tym też pomóc władze miejskie w Lidzie, które tak chętnie ogłaszają się w białoruskiej prasie jako główny współorganizator tegorocznego Zjazdu, obok białoruskich organizacji. Udostępniono nam na Walne Zebranie piękną salę w dawnym budynku Komitetu KPZR, obecnie siedzibie Rady Miejskiej Lidy, za co jesteśmy wdzięczni, ale może przydałoby się coś jeszcze?
Wszyscy wiemy, że Zjazdy Lidzian są wielkim świętem, przede wszystkim polskiej części Lidy. Miłe jest to, że włączyły się w to święto organizacje białoruskie przygotowując wzrusza­jące koncerty; podziękowania w tym miejscu należą się dyrekcji i członkom zespołu folklorystycznego Liceum Muzycznego w Lidzie. Nieładnie jest jednak przypisywać sobie wszystkich zasług przy organizacji Zjazdu. Z artykułu w białoruskiej gazecie "Pogoń" wynikało, że III Zjazd jest dziełem przede wszystkim Towarzystwa Białoruskiej Mowy, władz miejskich Lidy i bliżej w tekście nieokreślonych "organizacji polskich i żydowskich", zwłaszcza, że nowo powstała organizacja żydow­ska w Lidzie nie była nawet zaproszona do udziału w Zjeździe. Organizacje białoruskie, według przedstawiciela TBM, który występował na konferencji prasowej w hotelu "Lida", zaprosiły swoich gości na Zjazd, ale, niestety, nikt nie przyjechał. Na Zjeździe byli Polacy. TKPZL było głównym organizatorem i na barki działaczy tego Towarzystwa spadła największa praca, ale zawsze to miło zebrać podziękowania i brawa, nawet gdy nie są w pełni zasłużone. Cóż, pewnie, podobnie jak na konferencji prasowej, padło stwierdzenie, że w Lidzie nie ma rdzennych Polaków (to skąd się wzięły te polskie organizacje?!), w prasie białoruskiej opublikowane zostanie stwierdzenie, że na Zjazd przyjechali pewnie z Polski "opolaczeni Białorusini", którzy stracili świadomość narodową.
Specjalne i bardzo ciepłe podziękowania należą się Reginie Markiewicz, która w Polsce organizowała z bardzo dużym poświęceniem wyjazd uczestników na Zjazd, cierpliwie udziela­ła rad i informowała wszystkich zainteresowanych. Podzięko­wania należą się również jej gospodarzom z Magdalenki, którzy pozwolili na zorganizowanie w ich mieszkaniu "sztabu zjazdowego". Państwu Eleonorze i Jerzemu Cichockim za udostęp­nienie konta bankowego na wpłaty oraz za pomoc udzielaną Reginie. Wszystkim tym, którzy włączyli się w Polsce w pomoc przy organizacji imprezy, w imieniu TKPZL składamy serdecz­ne Bóg zapłać!
Poświęcali się też członkowie TKPZL: Teresa Siemionowa, zawsze "stojąca na posterunku" w hotelu, służąca radą i pomo­cą, p. Stanisław Uszakiewicz, pilotujący grupy w czasie objazdu po Ziemi Lidzkiej i do Nowogródka, nauczyciele lidzcy na czele z p. Weroniką Kuryło, którzy przygotowali dzieci do koncer­tów, członkowie zespołu "Kresowiacy", dający wiele wzruszeń przy każdym swoim występie oraz członkowie Zarządu TKPZL na czele z prezesem Aleksandrem Kołyszko. Wszyscy ci ludzie poświęcili dużo czasu i pracy, by uczestnicy Zjazdu czuli się dobrze i domowo. Ciepło wspominać będą goście z pewnością również te rodziny lidzkie, które przyjęły do siebie część uczestników na kwatery. W głębokim kryzysie, który dotknął większość mieszkańców Białorusi, jest to z ich strony wielkie poświęcenie. Za ciepło, domową atmosferę, prawdziwie kresową gościnność - dziękujemy Ci, Lido, z całego serca!

Robert Kuwałek

 

Uchwała III Światowego Zjazdu Lidzian, odbytego w dniach 12-18.05.1994 r. w Lidzie
Na wniosek Sekretariatu Zjazdu w składzie: Alojzy Bilor, Halina Wilczyńska, Antonina Wojnarowska
III Światowy Zjazd Lidzian postanawia, co następuje:
1.  Wyraża podziękowanie Panu Merowi m. Lida, Radzie Miejskiej i jej poszczególnym wydziałom za udzieloną pomoc i wsparcie w tworzeniu warunków rozwoju kultury polskiej Ziemi Lidzkiej, jak również przy organizacji III Zjazdu.
2. Wyraża serdeczne podziękowania Zarządowi Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej i działaczom tego Towarzystwa za olbrzymi wysiłek w organizacji III Zjazdu w Lidzie oraz dziękuje za udzieloną pomoc w tym przedsięwzięciu Towarzystwu Białoruskiej Mowy.
3.  Proponuje rozważenie przez Zarząd TKPZL możliwości zorganizowania kolejnego, IV Zjazdu Lidzian w 1995 r., jednak w wypadku zaistnienia jakichkolwiek trudności, Zjazd ten powi­nien się odbyć w 1996 r. (dokładna data pozostaje do ustalenia przez TKPZL).
4.  Ponawia przyjęte na II Zjeździe zalecenia, zobowiązujące wszystkich członków TKPZL do wydajnej pomocy przy renowacji Starego Cmentarza i kaplicy, jako dokumentów polskich korzeni tej ziemi.
5. Powstały Klub Przyjaciół Ziemi Lidzkiej powinien udzielić daleko idącej pomocy przy organizacji IV Zjazdu.
6.  Zobowiązuje się komitet organizacyjny Zjazdu do opub­likowania informacji z odbytego III Zjazdu w Lidzie i niniejszej uchwały w prasie, a przede wszystkim w "Ziemi Lidzkiej", "Kurierze Polonijnym" i "Rocie".
Niniejszą uchwalę podpisali: Alojzy Bilor Halina Wilczyńska Antonina Wojnarowska