Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Najpiękniejszy dom w Nowogródku

 

Niewiele osób zdążyło przed wojną obejrzeć nowogródzkie muzeum Adama Mickiewicza. Istniało zaledwie, rok. Otwarto je po latach starań Komitetu Mickiewiczowskiego dopiero 11 września 1938 r. W Nowogródku znalazły się wtedy pamiątki po Adamie - fotel, notatki, książki; po jego rodzinie- obrazek ze świętym Antonim i akta sądowe ojca i stryja, a także po Maryli Wereszczakównie - krucyfiks, szal, kufer i lustro. Wszystko zniszczyła wojna niemiecka 22 czerwca 1941 roku.
W stulecie śmierci Mickiewicza, w 1955 roku dworek odbudowano i umieszczono w nim niewielką wystawę fotografii i kopii, głównie darów Muzeum Literatury z Warszawy. Minęło znów trzydzieści lat i okazało się, że stan techniczny domu wymaga pilnego działania. Strona białoruska zwróciła się wtedy do pracującego wówczas w Wilnie polskiego "Budimexu".
"Budimex" opracował za darmo projekt rekonstrukcji dworu. Rozebrano go do fundamentów. Ich zarys pozwolił bowiem na dokładne odtworzenie pierwotnego układu pokoi. Dom wrócił do dziewiętnastowiecznego kształtu, kiedy - jak pisał Ignacy Domeyko - był "najpiękniejszy w całym miasteczku". A właściwie Mickiewiczowie mieszkali w nim stosunkowo krótko, zaledwie kilka lat, do roku 1812, gdy zmarł Mikołaj Mickiewicz. Rodzina wynajęła wtedy dom aptekarzowi Krajewskiemu, a sama zamieszkała w drewnianej oficynie. Później bracia rozjechali się, w Nowogródku pozostał Franciszek, późniejszy powstaniec 1830 roku. Ranny, z resztką oddziału przeszedł do Prus. Jego majątek objęto sekwestrem. Dwór, jako zbyt mały i w fatalnym stanie nawet nie podlegał konfiskacie. Sprzedano go na licytacji. W rękach kolejnych dzierżawców dotrwał do 1937 roku. Raz spłonął, ale solidnie go odbudowano; dwukrotnie gościł tu syn Adama, Władysław Mickiewicz - ostatni raz już w latach dwudziestych i niedługo po jego wizycie powstał właśnie Komitet, który postanowił pomieścić we dworze muzeum poety.
Z tamtych czasów nie przetrwało do dziś prawie nic. Cóż więc dziwnego, że powojenna ekspozycja była dość skromna - choć dzięki Bogu, że była w ogóle! - a i teraz, w zrekonstruowanym dworku nie zanosiło się na wielkie zmiany. Był to jednak już koniec lat osiemdziesiątych i klimat zmienił się na tyle, że odświeżono kontakty z warszawskim Muzeum Literatury. Zaproszono mianowicie do Nowogródka specjalistów z Warszawy na konsultacje. Przyjechali, obejrzeli dwór, poznali ludzi, pobyli trochę na tej ziemi i zrozumieli, że jest po co i dla kogo zrobić tu inną wystawę - w braku autentycznych pamiątek po poecie stworzyć rodzaj scenografii, w której toczyłaby się opowieść o Mickiewiczu w dworku, oddając atmosferę jego czasów.
Białorusini zaakceptowali pomysł natychmiast. Gorzej było z przekonaniem do tego projektu niektórych środowisk w Polsce. Nic zresztą dziwnego. Chodziło bowiem o wypożyczenie z Polski łącznie około dwustu obiektów muzealnych z XVIII i XIX wieku. Depozyt, który - choć formalnie gwarantowany przez rząd Republiki Białoruskiej, nie podlega konfiskacie i gotów jest do wycofania w każdej chwili - oznacza jednak, że z kilku polskich muzeów znów coś ubędzie. Który muzealnik z lekkim sercem wypuści cokolwiek z rąk? Na dodatek - w jakie warunki i na jak długo? Cel byl szlachetny, ale trudno dziwić się oporom, a nawet niechęci tych, dla których pomysł był zbyt szokujący . Zbyt tragiczne były doświadczenia przeszłości, by pogodzić się z myślą, że cokolwiek z ocalonych zabytków mamy teraz wywozić właśnie na Wschód.
Na miejscu, w Nowogródku też nie było łatwo. Długo kompletowano polsko-białoruską ekipę plastyków i konserwatorów - o kłopotach materiałowych już nie wspominając - ale znalazło się w końcu i dwóch znakomitych plastyków z Grodna i młodzi konserwatorzy z Mińska, którzy swoją robotę wykonali wprost rewelacyjnie. Pomógł im w tym brak środków stosowanych na Zachodzie - nie mając dostępu do syntetyków, musieli używać tradycyjnych, naturalnych środków, co konserwowanym meblom wyszło zdecydowanie na zdrowie.
Montaż wystawy był wielką przygodą. Nauczona doświadczeniem polska ekipa przywiozła ze sobą wszystko, od pędzla i kleju włącznie, świadcząc przy okazji na miejscu dodatkowe usługi dla ludności. Przyjechały przede wszystkim obrazy, grafiki, mapy; zasłony i firanki szyte przez specjalistki z Wilanowa, tkaniny robione na zamówienie w Milanówku.
W Nowogródku zapadła cisza, ale po kątach jedni zarzucali warszawiakom, że współpracują z komunistami, inni mruczeli, że Polacy robią tu kawałek Polski i tylko patrzeć jak przywiozą słupy graniczne. Co ważniejsze jednak, dyskutowano o samej koncepcji muzeum. Wnętrze dworu nie jest bowiem dokładną rekonstrukcją, gdyż nie wiadomo, jak wyglądało w czasach Mickiewiczów. Dom choć nie ubogi, zamożnym też nie był - tyle wiemy. Na podstawie wspomnień można było zrekonstruować jedynie gabinet ojca, nowogródzkiego prawnika. Stanęła w nim czarna skórzana sofa, empirowe biurko, biblioteczka z cennymi książkami z początków XIX wieku, na ścianach zawisła broń, osiemnastowieczna makata i obrazy ilustrujące dzieje i sympatie polityczne Mikołaja Mickiewicza - portrety Kościuszki i Napoleona, przemarsz wojsk cesarza przez Nowogródczyznę.
O edukacji i atmosferze, w jakiej wychowywali się synowie Mickiewiczów, opowiada dawny pokój chłopców i pokój gościnny, czyli salon. Znalazły się tam więc nie tylko unikatowe podręczniki z początku XIX wieku, zachowane do dziś w Nowogródku i świadectwo ukończenia przez Adama tamtejszej szkoły ojców dominikanów (,,do nauk pilnie się przykładał i pobożnością, nieskazitelnością obyczajów przyświecał"), ale także "domo­wy" wykład historii Polski - portrety królów i hetmanów, alegoria pierwszego rozbioru Polski, "Bitwa Polaków z Turkami", "Uczta u Radziwiłła". Mieszają się dzieje Europy z historiami i obrazkami z najbliższego sąsiedztwa i z genealogią Mickiewiczów - tak, jak to pewnie opowiadano młodym pokoleniom tworząc niezapomniany klimat, z którego zrodziła się później wizja Soplicowa.
Twórcy wystawy zrealizowali tu literacką, mickiewiczowską wizję średniozamożnego dworu na Litwie. Podobnie przecież wyglądały wnętrza w niedalekich Tuhanowiczach albo w Czombrowie. Na tak zamożny salon z porcelaną z Baranówki i rokokowym ekranem przed kominkiem sami Mickiewiczowie bez wątpienia nie mogliby sobie pozwolić.
Dalszy ciąg opowieści o życiu Mickiewicza przeniesiono do jadalni (okres wileńsko-kowieński, miłość Adama i Maryli) i do dawnej sypialni matki, gdzie znalazła się część dotycząca pobytu w Petersburgu. Zwłaszcza ta ostatnia koncepcja wzbudziła nieco kontrowersji wśród nowogródzkich Polaków, którzy znali rozkład pokoi i byli przywiązani do ich tradycyjnego przeznaczenia. Stanowi to chyba dowód, jak ważnym miejscem jest wciąż dom Mickiewicza.
Odwiedzających jest mnóstwo - z Polski i z Białorusi. Część ekspozycji, z salą koncertową pomieszczono w oficy­nie, połączonej z dworem przejściem podziemnym. Oglądamy po drodze wizerunki pomników Mickiewicza, ilustracje do "Pana Tadeusza", widoki ziemi nowogródzkiej pochodzące z lat trzydziestych naszego wieku, a między nimi, już jako ciekawostkę - dwa tomiki wierszy Stanisława Szuszkiewicza, do niedawna szefa państwa białoruskiego, podarowane niedawno muzeum przez autora. Bywalcy twierdzą, że w bocznej salce jest też zbiór socrealistycznych obrazów z życia Mickiewicza, z czasów jego przyjaźni z Puszkinem - ale przybyszom z Polski zwykle się ich nie pokazuje; może i szkoda, bo są też pewnego rodzaju pamiątką historyczną.
Umowa polsko-białoruska ustala, że eksponaty zostały wypożyczone z Polski na pięć lat; jeśli strona białoruska zechce ją przedłużyć, Polacy nie będą czynić przeszkód. Mówi się też o wspólnym odtworzeniu szlaku mickiewiczows­kiego z Zaosiem, pamiątkami w Tuhanowiczach... W odległej o kilkadziesiąt kilometrów Lidzie powstaje biuro turystyczne, które chce wozić młodzież z Polski śladami Mickiewicza - od Świtezi po Kowno. Jedźmy więc, kto może, skoro "słychać głos z Litwy".

Anna Żukowska-Maziarska