Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Historia Lidy (9)
Samoobrona Ziemi Lidzkiej

 

Po zajęciu miasta i okolic, bolszewicy przystąpili do or­ganizacji urzędów i władz cywilnych na swój sposób. Przede wszystkim zreorganizowali miejscowy Komitet Rewolucyjny, w którym główne kierownictwo powierzyli zaufanym przyby­szom, a wspomniani już w poprzednim odcinku, Kolesiński i Siehień wyznaczeni zostali na stanowiska podrzędniejsze. Pierwszy został komisarzem finansów, a drugi komisarzem rolnictwa. Należy jednak zaznaczyć, że mimo zaszłych zmian, w Komitecie Rewolucyjnym w dalszym ciągu wielką rolę odgrywali miejscowi Żydzi - Pod ziemski i Szyfmanowicz, którzy później wraz z Kolesieńskim, przed zajęciem Lidy przez wojska polskie, uciekli do Rosji. Następnie zaczęto organizo­wać władze bezpieczeństwa, sądownictwo, władze więzienne i Komitety Rewolucyjne na prowincji. Jednocześnie zarządzono rejestrację zakładów przemysłowych, składów towarowych, magazynowi sklepów spożywczych. Nałożono na ich właścicieli wysoką kontrybucję - ponad 80 tysięcy marek za rzekomy sabotaż i ukrywanie majątku przed rejestracją. W wyniku powyższych działań życie handlowe w mieście zamarło. Wszyst­kie sklepy i magazyny stały nieczynne. Ludność miasta od­czuwała brak żywności i artykułów pierwszej potrzeby, tym bardziej, że ich dowóz z prowincji został wstrzymany. Władze bolszewickie rekwirowały produkty rolne na rzecz wojska. Niezależnie od tego, na właścicieli folwarków i majątków nakładano wielkie podatki. Wobec niepłacących stosowano ostre represje, sadzano do więzienia. Równocześnie z powy­ższym, rozpoczęto szeroką agitację na rzecz ustroju sowiec­kiego. Urządzano częste mityngi w kinie "Nirwana". Mityngi te cieszyły się jednak małą frekwencją, obecni byli na nich tylko Żydzi i nieliczni chrześcijanie - sympatycy komunizmu.
Narodowo myślący Polacy, obawiając się wykrycia działal­ności swoich organizacji, jak Rada Narodowa, Koło Polek i Koło Młodzieży Polskiej miasta Lidy, w stosunku do bol­szewików zachowywali się ostrożnie. Celem jednak zdobycia potrzebnych informacji o zamiarach wroga, niektórzy Polacy starali się wcisnąć do sowieckich urzędów. W ten sposób udawało się informować Samoobronę o ruchach nieprzyjaciela, a także odwrócić jego uwagę od pozostałych w mieście rodzin, których synowie służyli w Samoobronie.
Podczas pobytu bolszewików w Lidzie zdarzył się godny zanotowania przypadek. Otóż wspomniani już komisarze Dłu-ski i Bogdanowicz, pewnego dnia po kryjomu opuścili swoje oddziały, udając się wraz z kasą intendentury dywizji na polską stronę do wojsk stojących w okolicy Wołkowyska. Na tak ryzykowne przedsięwzięcie komisarze zdecydowali się na skutek poczynionych ułatwień przez członkinie Koła Polek oraz córkę generała Mokrzeckiego, Kamilę Lange. Panie dowiedziawszy się o polskim pochodzeniu komisarzy, a także o ich przychyl­nym ustosunkowaniu się do Polaków, podsunęły im myśl ucieczki od bolszewików, a żona gen. Mokrzeckiego ułatwiła im tę ucieczkę przez wręczenie komisarzom własnoręcznego napi­sanego listu polecającego do męża, który odwołany w końcu grudnia z Lidy, objął dowództwo nad jednym z oddziałów formującej się właśnie Dywizji Litewsko-Białoruskiej. Zdrada tak wysokich dygnitarzy wywołała wielką konsternację wśród pozostałych w Lidzie dowódców bolszewickich, którzy obawia­jąc się osłabienia morale w wojsku, postanowili fakt ten utrzymać w ścisłej tajemnicy. Wzmożono jednak represje wobec ludności polskiej tak, że narodowe organizacje polskie musiały przerwać swoją działalność, a wybitniejsi ich członkowie i przy­wódcy ukryli się na prowincji. Między innymi prezes Rady Narodowej Zdanowicz ukrywał się w majątku Meluzyna, wiceprezes w Dworzyszczach, a były sekretarz i skarbnik Rady, Sopoćko, dowiedziawszy się o mającym nastąpić aresztowaniu, uciekł z Lidy do folwarku Talkuńce, przepływając po drodze Dzitwę w ubraniu (w środku zimy).
Zajęcie Lidy stanowiło tylko jeden mały fragment w głów­nym celu bolszewików, jakim było opanowanie odradzającej się Polski i przeniesienie rewolucji do Europy Zachodniej. Po paru tygodniach wojska czerwonych wznowiły dalszą akcję bojową w Lidzie i powiecie.
Tymczasem 23 XII 1918 r., kiedy podkapitan Piotr Mienicki objął dowództwo nad II Zgrupowaniem Samoobrony, Naczel­ne Dowództwo nakazało koncentrację tegoż Zgrupowania w Wilnie, celem odparcia wraz z innymi, podobnymi oddziałami zbliżających się do miasta wojsk sowieckich. Oddziały Samo­obrony Lidzkiej i Ejszyskiej dostały rozkaz koncentracji w ma­jątku Zapole, 8 km na zachód od Lidy, a następnie miały połączyć się w Górnofelu z Samoobroną Szczuczyńską. W Za-polu, 31 XII skoncentrowały się również oddziały strzelców i ułanów z Bielicy, Apolina i zza Dzitwy. Jednakże rozkaz marszu na Wilno odwołano i wobec braku dalszych instrukcji, dowództwo postanowiło działać na własną rękę. 9 I 1919 r. otrzymano wiadomość o wkroczeniu do Lidy bolszewików, dlatego też podkapitan Mienicki zdecydował się na wymarsz do Górnofela. Wymaszerował tam oddział liczący łącznie 89 ludzi wraz z taborem złożonym z kilkunastu wozów. W Wawiórce żołnierze Samoobrony uczestniczyli w niedzielnej Mszy św., co wywołało wielki efekt propagandowy na mieszkańcach okolicy, zwłaszcza że żołnierze poinformowali ich, że idą walczyć o niepodlegość Polski. W Wawiórce dołączyli do nich miejscowi ochotnicy. Przez Wasiliszki żołnierze Samoobrony przejechali wieczorem 7 I, śpiewając pieśń "Jeszcze Polska nie zginęła", a mieszkańcy miasteczka obawiając się prowokacji, woleli obserwować przemarsz Polaków z okien. 8 I Samoobrona stanęła w Górnofelu i dopiero kilka dni później, na rozkaz Mienickiego odbył się oficjalny wiec w Wasiliszkach, który zorganizowano po niedzielnej Mszy.
Do Górnofela napływali wciąż nowi ochotnicy z Lidy, Ejszyszek, Bieniakoń, Żyrmun i Bielicy. Przybywali tutaj prze­ważnie pieszo, przedzierając się niejednokrotnie przez bolszewi­cki kordon. W Górnofelu, który stał się bazą Samoobrony odbywały się również ćwiczenia i stąd rozsyłano oddziały na propagandowe akcje w okolicy. Cały oddział, po połączeniu się z Samoobroną Szczuczyńską liczył 164 ludzi piechoty i 33 konnych. Dowództwo II Zgrupowania postanowiło zaatako­wać Lidę i po obmyśleniu całej marszruty, postanowiono, że atak nastąpi o godzinie 4 lub 5 rano, by wykorzystać moment zaskoczenia. Podczas marszu, w Ostrowli, oddział podzielono na trzy mniejsze grupy, z których jedna, pd dowództwem ppor. Wacława Szukiewicza ruszyła przez Dolinę i Szejbaki, by zająć majątek Perepczyce i koszary lotnicze, druga, dowodzona przez podkapitana Mienickiego, maszerowała wprost na miasto z ce­lem zajęcia dworca kolejowego, a trzecia, złożona głównie z kawalerii pod dowództwem chór. Stefana Krydla, skierowana została na koszary piechoty, by odciąć nieprzyjaciela od miasta. Głównym zadaniem, które miało zadecydować o powodzeniu całej akcji i wyzwoleniu miasta, miało być zdobycie dwóch armat, znajdujących się według doniesień wywiadu w kosza­rach, względnie w Perepczycach. Przy pomocy tych armat zamierzano zdobyć miasto. Ppor. Szukiewicz miał zaatakować miasto od strony Iwja, czyli od tyłów nieprzyjaciela, a oddział Mienickiego od zachodu.
Szukiewicz zajął Perepczyce i koszary lotnicze bez walki, ponieważ na miejscu okazało się, że bolszewicy opuścili te pozycje i zabierając artylerię oddalili się w niewiadomym kierunku. Pokrzyżowało to całkowicie plany Samoobrony, zwłaszcza, że urwała się łączność pomiędzy poszczególnymi oddziałami, do których jednocześnie dotarła informacja o wejś­ciu do Lidy nowych oddziałów bolszewickich. Wyprawa na Lidę nie powiodła się, a podkapitan Mienicki nakazał odwrót, by nie narażać swoich ludzi na wysokie straty, jakie niechybnie poniosłaby Samoobrona walcząc z 500-osobowym garnizonem bolszewickim w Lidzie. Jednakże przemarsz Polaków pod Lida był demonstracją propagandową dla okolicznych mieszkańców.
(cdn.)


Władysław Naruszewicz