Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

"Czy zdajecie sobie sprawę, gdzie jesteście?"
(Polacy w Nowogródku)

Zawsze, gdy przybywam do Lidy, staram się podczas moich pobytów znaleźć chociaż kilka godzin czasu, by trafić do Nowogródka. Lubię wtedy powłóczyć się po uliczkach, zajść na Zamek Mendoga, by chłonąć rozciągające się wokół miasta przepiękne krajobrazy Nowogródczyzny, których nie zapomi­na się nigdy i zawsze znajduję w Nowogródku takie miejsca, których nie udało mi się odkryć wcześniej.
"Przecież to dziura! Po co tam jeździsz?!" - mawiają niektórzy moi znajomi z Lidy. Pominę to, że powiedzenie o Nowogródku "dziura" jest wręcz bluźnierstwem dla tego pięknego, a przy tym niesamowicie zaniedbanego miasta i stwie­rdzę jedynie, że tak mogą mówić tylko ci Polacy, którzy nie czują ducha Nowogródczyzny. Może czasami potrzeba nie pochodzić stąd, by docenić piękno tej ziemi. Przyjechać i raz na zawsze zakochać się w zieloności wzgórz i lasów tego regionu. Lubię moją samotność w Nowogródku.
Tego roku, przebywałem w Nowogródku dwa dni. Zwiedza­łem obydwa nowogródzkie muzea - dom Adama Mickiewicza i Muzeum Historyczno-Krajoznawcze (polecam, ekspozycja tego drugiego muzeum bije na głowę muzeum w Lidzie, która lubi uchodzić za metropolię Nowogródczyzny).
Najważniejsze, przynajmniej dla mnie, było spotkanie z pa­nią Zofią Boradyn, prezeską nowogródzkiego Oddziału ZPB. Uważam, że każda grupa przybywająca z Polski na zwiedzenie miejsc mickiewiczowskich, powinna obowiązkowo spotykać się z miejscowymi Polakami - zarówno w Nowogródku, jak i w Lidzie, czy Baranowiczach. Bez tego każdy taki wyjazd będzie niepełny.
Panią Zofię poznałem kilka lat temu, podczas moich wcześniejszych pobytów w Nowogródku. Spotykaliśmy się również w Lublinie w czasie jednego z kursów polonijnych. Ma pani Zofia dar szczególny - dar wprowadzania w niezapom­nianą atmosferę Nowogródka, zarówno tego dawnego, minio­nego, jak i obecnego, żyjącego resztkami dawnej świetności.
Tak było i w trakcie tego spotkania, gdy czerwcowego wieczoru, pani Zofia zaprosiła naszą grupkę do siedziby nowogródzkiego Oddziału ZPB przy ul. Mińskiej 31 (dawna ul. Korelicka). W drewnianym domu, którego architekturę okreś­liłbym jako dworkową, mieszczą się pod jednym dachem: biblioteka z polskim księgozbiorem, nie do końca jeszcze skatalogowanym, biuro Oddziału ZPB, obszerna salka na zebrania i zajęcia oraz pokoje, służące jako zaplecze, ale może, w przyszłości zostaną wykorzystane jako sale lekcyjne.
Marzeniem pani Zofii jest, by w Nowogródku pow­stała polska szkoła na wysokim poziomie. Wszystko jednak rozbija się z jednej strony o bierność miejscowych Polaków, a z drugiej o niechęć samych władz oświatowych.
"Przychodzi nam pracować w ciężkich warunkach" - mówi pani Boradyn. To prawda, kryzys ekonomiczny na Białorusi paraliżuje przede wszystkim organizacje społeczne. Niezbyt sprzyjające są również warunki polityczne. W Nowogródku udało się stworzyć jedną polską klasę. O ich rodzicach pani Zofia mówi, że to bohaterowie, którzy zdecydowali się, by ich pociechy, wbrew wszelkim naciskom, uczyły się w ojczystym języku. Niestety, nie udało się stworzyć takiej klasy w zeszłym roku, głównie ze względu na niechęć nowogródzkich władz oświatowych, które straszą rodziców, że dzieci po polskiej klasie nie będą miały możliwości kontynuacji nauki, że będą przecią­żone nawałem programu.
"Ale przecież do pierwszych klas wprowadzono język angielski, więc to jakoś dzieciom nie przeszkadza, że uczą się iluś tam języków" - mówi z rozgoryczeniem pani Zofia - "Związek Polaków praktycznie nie ma możliwości wpływu na tę sytuację. Dyrektorzy szkół nie pozwalają wywieszać ogłoszeń o or­ganizacji polskiej klasy w ich szkołach. Rodziców natomiast informuje się, że nie ma odpowiednio przygotowanych nau­czycieli, a gdy byli, to nie ma im z czego płacić".
Obecnie na Białorusi nie ma już limitu ilości uczniów w polskich klasach. Z powodzeniem można stworzyć polską klasę już w chwili, gdy się ma pięciu chętnych uczniów. Problemem jest jeszcze przekonanie do tego rodziców, niejed­nokrotnie obojętnych w ogóle do wszystkiego, co wiąże się z polskością i tradycją.
"Czy zdajecie sobie sprawę z tego, gdzie mieszkacie?!" - pyta ich niejednokrotnie pani Zofia. To samo pytanie zadaje nam, przyjeżdżającym do Nowogródka z Polski: "Czy wiecie, dokąd przyjeżdżacie?"
Pani Zofia wprowadza nas w atmosferę dawnego, minione­go Nowogródka. Jej słowa podparte są starymi fotografiami i pocztówkami, które możemy podziwiać w przygotowanej, w pokoju biurowym, wystawce. Oto przepiękne powiększenia fotografii, przedstawiających nieistniejące już wnętrze kościoła św. Michała (aktualnie w remoncie - świątynia została za­mknięta w 1948 r., potem ją zdewastowano, a oddano wiernym dopiero w 1993 r.). Na innych zdjęciach sceny z życia przed­wojennego Nowogródka.
"Obecny Nowogródek nie jest tym samym miastem, jakim było przed wojną. Odczuć ducha Nowogródka, to wejść na Kopiec Mickiewicza. Przyjeżdżali tutaj prezydenci Rzeczypos­politej, Stanisław Wojciechowski i Ignacy Mościcki. Był też w Nowogródku Józef Piłsudski" - snuje swoją opowieść pani Zofia - "Najpiękniejsze chwile dla miasta przeżywało ono w okresie dziesięciu Dni Mickiewiczowskich, 12-22 IX 1938 r., gdy otwierano tu Muzeum Adama Mickiewicza. Odbyło się wtedy szereg wielkich imprez kulturalnych. Ze swoimi spektak­lami przyjechała wileńska Reduta. Z Baranowicz przybyła Szkoła Muzyczna i Baletu. W Teatrze Miejskim można było usłyszeć najpiękniejsze soprany ówczesnej Polski, które po­czytywały sobie za zaszczyt występu przed nowogródzką pub­licznością. Na Zamku Mendoga odbywały się żywe lekcje historii. Miasto miało swoją atmosferę i wygląd. Przed wojną nawet domy musiały być malowane według ustaleń konser­watora zabytków. Wszystko to skończyło się w 1939 r. Już w latach 1939-1941 Nowogródek stracił swój klimat".
To prawda. Na samej ul. Korelickiej w oczy rzucają się rozwalające szopy i składziki, przez ruiny których można oglądać Górę Zamkową... W Rynku dominuje szarzyzna domów i ludzi - prowincjonalizm wygląda z każdego zaułka.
Pani Zofia z dużym krytycyzmem podchodzi zarówno do obecnych władz miejskich, nie potrafiących, a może nie chcą­cych zadbać o odpowiednią rangę Nowogródka. Równie krytycznie wypowiada się o tych nowogródzianach, którzy wyjechali stąd po wojnie do Polski: "Dlaczego te osoby, które wyjechały z Nowogródka, nie potrafiły przekazać swoim dzie­ciom tego, skąd pochodzą?"
Z drugiej strony zaznacza zaraz, że jest jednak grupa osób zrzeszonych w warszawskim Stowarzyszeniu Nowogródzian, które robią wiele, by pomóc miejscowym Polakom. Ostatnio członkowie tego Stowarzyszenia przywieźli do miejscowego szpitala wspaniały dar - lekarstwa na łączną sumę 240 mln złotych. W zeszłym roku odbył się I Zjazd Nowogródzian. Pomaga również "Wspólnota Polska", dzięki której udało się skompletować stroje ludowe dla miejscowego zespołu. Przy nowogródzkim Oddziale ZPB działa bowiem chór dzieci i doro­słych "Nowogródczyzna". Dzieci wyjeżdżają na wakacje do Polski. Z Polski też udzielana jest nowogródzianom pomoc materialna, głównie w postaci paczek odzieżowych i żywnoś­ciowych.
Problemów jednak jest wiele. Chociażby z siedzibą Oddziału ZPB. Władze miejskie przekazały ją nowogródzkim Polakom we wrześniu 1993 r., ale nie chciały tego budynku odsprzedać im na własność. "Wspólnota Polska" przekazała co prawda 500 mln złotych na remont, ale pracy jest wiele przy tym obiekcie. Przede wszystkim trzeba palić w piecach. W budynku nie ma bieżącej wody i toalety. Ale dzięki temu, że ZPB w Nowogródku ma własną siedzibę, można było zorganizować tutaj i bibliotekę, czynną w środy i piątki. Natomiast w poniedziałki i czwartki odbywa się kurs języka polskiego dla dorosłych, głównie dla rodziców tych dzieci, które uczą się w polskiej klasie. Kursy językowe prowadzi się również dla dzieci w wieku przedszkol­nym. Nauczanie języków polskiego i angielskiego podjęła się dla maluchów pani Irena Syczewska, pracownica Muzeum Adama Mickiewicza. Jednak za wynajmowany budynek trzeba płacić. Każdego miesiąca Oddział ZPB odprowadza do kasy miejskiej 175 tysięcy rubli czynszu. Inflancja na Białorusi rośnie, a z nią rosną opłaty czynszowe.
W Nowogródku, w porównaniu chociażby z Lidą, nie mieszka zbyt wielu Polaków. Całe miasto liczy ok. 30 tys. mieszkańców, z czego Polacy stanowią według oficjalnych danych 7-8 procent. Sam Oddział ZPB liczy ok. 300 członków. Oprócz tego istnieją koła terenowe ZPB w rejonie nowogródz­kim: w Dąbrowicy, polskiej wsi, we Wsielubiu i Bieninie,  jeszcze do niedawna pod nowogródzki Oddział rejonowy ZPB pod­legały także koła terenowe w Worończy i Koreliczach, ale odkąd Korelicze stworzyły samodzielny Oddział ZPB, Worończa podlega temu ostatniemu, podobnie, jak Koło terenowe ZPB w Mirze.
Pani Zofia pragnie uaktywnić miejscowych Polaków. We­dług niej, oni powinni oprowadzać polskie wycieczki po mieście. Z żalem mówi o Barbarze Wachowicz, która w swoich publikacjach zrobiła reklamę miejscowym Białorusinom, zapominając o Polakach.
Nowogródek ma szansę stać się perełką i atrakcją turystycz­ną na Białorusi. Dwa muzea już przyciągają turystów, przyjeż­dżających tu z Polski, Białorusi, a nawet dalszej zagranicy. Warto, by te grupy, oprócz podziwiania miasta i jego pamiątek, spotkały się z miejscowymi Polakami. Ich działalność jest przecież nieodłączną częścią życia społeczno-kulturalnego No­wogródka, zasługującego zarówno na reklamę na Białorusi, jak i w Polsce. Być może wtedy miejscowe władze zaczną do­strzegać, że Nowogródek to nie tylko mieścina, którą raz na rok odwiedzają polscy i białoruscy naukowcy w ramach "Spotkań nad Świtezią", żyjąca w cieniu swoich tradycji, ale przede wszystkim miejsce, którym można pochwalić się przed światem. Może taką szansę na odrodzenie chwały Nowogródka przynie­sie reaktywowanie Szlaku Mickiewiczowskiego, nad czym pracuje już w Grodnie Komitet Mickiewiczowski prof. Borysa Klejna. Wtedy polska społeczność w mieście stanie się wreszcie ambasadorem kulturalnym tych okolic. Odkrywając dawne pamiątki, pamiętajmy również o żywych. Być może władze dostrzegą, że w wielokulturowości kresowego Nowogródka tkwi jego wielka siła i magia.
Robert Kuwalek