Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Wzruszenie ukradło mi słowa

 

Kiedy po 53 latach beznadziejnej tęsknoty do mojego rodzinnego miasta, przyjechałam na I Świato­wy Zjazd Lidzian do Lidy w 1992 r. byłam niezmiernie szczęśliwa.
Przed Walnym Zebraniem Teresa Siemionowa zwróciła się do mnie z zapytaniem, czy zechcę zabrać głos. Odpowiedziałam - "oczywiście, tak". Przygoto­wałam sobie kilkanaście zdań, w których chciałam wyrazić swoją radość z możliwości wymarzonego pobytu w Lidzie oraz przekazać najserdeczniejsze sło­wa podzięki organizatorom za ich trud.
Zaczęło się zebranie. Z głośników płynie przepiękna melodia poloneza Ogińskiego "Pożegnanie Ojczyzny", a na ekranie ukazują się widoki naszej kochanej, starej i nowej Lidy. Uroczysta atmosfera, podniosły nastrój... I oto na scenę wchodzi sześć pocztów sztandaro­wych, sześć przedwojennych sztandarów. Wśród nich jest nasz sztandar Sodalicji Mariańskiej z naszego Gimnazjum im. Hetmana Karola Chodkiewicza. Niesa­mowite, wzruszające zaskoczenie, zdumienie, czyż to możliwe?!
Łzy zabłysły w oczach, łzy ściskają gardło... I właś­nie słyszę swoje nazwisko - proszą mnie o zabranie głosu. Weszłam na scenę, a głos serca nakazał mi przede wszystkim pokłonić się przed naszym sztan­darem Sodalicji. Padłam więc na kolana i z wielką czcią ucałowałam jego rąbek (tak, jak to czyniłyśmy składa­jąc ślubowanie wstępując do Sodalicji). Zdołałam z wielkim trudem powiedzieć tylko tyle:
"W imieniu wszystkich tych, którzy swoje naj­szczęśliwsze lata przeżyli pod tymi sztandarami, ser­decznie dziękuję Antoniemu Januszkiewiczowi za przechowanie nam tych świętości".
Nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa więcej. Stało się tak, jak to napisała w swoim artykule w "Kurierze Wileńskim" pani Leokadia Komaiszko o I Zjeździe Lidzian: ..."wzruszenie ukradło jej słowa"...
Dlaczego moje wzruszenie było aż tak ogromne? Czym dla nas, uczniów lidzkiego gimnazjum była Sodalicja Mariańska, organizacja pozostająca pod du­chowym przewodnictwem naszego wspaniałego księ­dza prefekta Piotra Bajkiewicza?
Zacznę od początku. Kiedy dnia 1 września 1937 r., na Mszy św. z okazji rozpoczęcia nowego roku szkol­nego, przedstawiano nam nowego prefekta naszego gimnazjum, ks. Piotra Bajkiewicza, część rodziców była bardzo niezadowolona, bo ksiądz jakoś niewyraź­nie mówił, jakby miał jakąś wadę wymowy. Podobno była nawet delegacja u biskupa, żeby Go zmienić. Okazało się, że ks. Piotr był w 1920 r. torturowany przez bolszewików i miał podcięty język. Po jakimś czasie, kiedy już dobrze poznaliśmy naszego prefekta, pokochaliśmy go tak bardzo, że nawet nie zauważaliś­my tej jego wady. Niektórzy już teraz tego nie pamięta­ją.
Ksiądz Piotr Bajkiewicz był człowiekiem niezwyk­łym obdarzony szczególną charyzmą, potrafił oczaro­wać młodzież niezwykle intersująco. Cechowała go olbrzymnia tolerancja i ekumenizm. Zapraszał, a nawet zachęcał, by uczniowie innych wyznań uczestniczyli w naszych lekcjach tak, że często nasi koledzy Żydzi i prawosławni pozostawali z nami na religię i brali udział w naszych dyskusjach religijnych. Wprowadził oprócz zeszytów do religii z normalnymi zapisami, objętymi programem szkolnym, specjalne, ozdobne grube zeszyty, z tak zwanymi "Złotymi myślami". Jedną z nich zacytowała po 54 latach nasza szkolna koleżanka, żyjąca do dzisiaj w Lidzie, Marysia Bukatko-Serafinowicz, pisząc, że zawsze miała w pamięci słowa ks. Bajkiewicza:
Z drogi wytkniętej nigdy nie zbaczaj
Zawsze cierp, kochaj, milcz i przebaczaj,
A gdy cię będą goryczą napawać -
Ucz się za kamień chlebem oddawać.
Ks. Piotr nigdy nikogo do niczego nie zmuszał, a wszyscy postępowali tak jak on sobie tego życzył. Pamiętam, że w każdą sobotę biegałyśmy około 3 km (z koszar 77 p. piech) do kościoła na 6.30 rano na "Godzinki". Nauczył nas śpiewanej Mszy Gregoriańskiej, wiele pięknych pieśni kościelnych, Mszy św. recytowanej po łacinie itp. Ksiądz prefekt sprawił, że Sodalicja Mariańska stała się tak liczną organizacją w naszym gimnazjum. Jak wynika z danych prezentowanych na wystawie w gimnazjum, na zakończenie roku szkolnego 1938/1939 w Sodalicji było aż 166 członków, z tego 60 chłopców.
Mieliśmy właśnie swój piękny sztandar, z którym chodziliśmy na procesję (co widać na zdjęciu załączo­nym do artykułu) i uczestniczyliśmy w uroczystościach kościelnych. Dziewczynki nosiły wtedy specjalne, du­że medaliki na szerokich, błękitnych wstążkach, a chło­pcy takie same, tylko nieco mniejsze, z małą błękitną kokardką przypiętą do klapy mundurka.
Jeździliśmy na wiele wycieczek, np. do Kalwarii Wileńskiej i kilka razy do Wilna, do Ostrej Bramy, na Rossę i zwiedzaliśmy dużo innych zabytków Wilna. Ksiądz prefekt miał aparat fotograficzny i robił nam często zdjęcia (oczywiście rozdawał je bez żadnej opłaty) tak, że w moich przedwojennych lidzkich fotografiach na 107 sztuk aż 47 jest od księdza.
Sodalicja Mariańska stwarzała wśród nas specyficzną więź, znajomości i przyjaźnie nie ograniczały się tylko do jednej, swojej klasy. Organizacja ta po prostu nas zespalała, łączyła wpajając nam zasady umiłowania Boga, Ojczyzny i ludzi.
Iluż to wspaniałych, prawych i szlachetnych ludzi wyrosło z naszej gimnazjalnej Sodalicji? Nie mam możliwości wymienienia wszystkich tych, którzy jak "Sinus" i "Cosinus" - bracia Kalecińscy oddali życie za Ojczyznę, tych, którzy walczyli dzielnie jak Lola Kolendówna, czy Mela Baranowska. A iluż pracowało ofiar­nie, jak prof. dr nauk medycznych Czesław Markiewicz - lekarz oddany dzieciom bez reszty lub ks. prof. Lucjan Namiot, który już 32 lata wykłada w Seminarium Duchownym w Białymstoku, czy też prof. Ryszard Krasnodębski, znany działacz we Wrocławiu.
Sodalicja Mariańska przy Gimnazjum im. Hetmana Karola Chodkiewicza w Lidzie oraz jej duchowy przy­wódca, ks. prefekt Piotr Bajkiewicz na zawsze pozo­staną w naszej pamięci.
PS. Czyż można się dziwić, że "wzruszenie ukradło mi słowa"?
Halina Chlopek-Wilczyńska