Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Jeszcze jeden naukowiec

 

W „Ziemi Lidzkiej” Nr 15 z miesiąca grudnia 1994 r. były zamieszczone wspomnienia o inź. Wacławie Szukiewiczu. Warto wiedzieć, że z tej samej rodziny pochodzi też dr Alina Surmacka Szcześniak zamieszkująca w USA. Jej osiągnięcia w dziedzinie ba­dania tekstury żywności tj. właściwości fizycznych produktów spożywczych - miękki, twardy; chrupki, soczysty itd. - zapewniły Jej, światową sławę. W Stanach Zjednoczonych, przy nasyceniu ryn­ku towarami konsument wybiera, a konkurencja jest duża. Zwy­cięża produkt o przystępnej cenie i wysokiej jakości aromatu, bar­wy, smaku i tekstury.
Dr Alina S. Szcześniak urodziła się w Warszawie, afe ochrzczona została w Krupie, przez sentyment Jej matki Zo­fii Szukiewiczówny - siostry Wa­cława - do ziemi rodzimej. Wa­kacje zwykle spędzała u bab­ci Marii Szukiewiczowej i dziadka Ludwika w majątku Krupa, z którego pozostał jedynie staw, a na miejscowym cmentarzu groby rodzinne. Surmacki, nieprzeciętny człowiek; wielki patriota. Brał udział w kampanii 1920 r, a po klęsce w 1939 roku zaraz przystąpił do konspiracji. Mając stopień ppłk został Szefem Sztabu Komendy Głównej TAPP. Niestety w lipcu 1940 r. został aresztowany, przeżył obóz w Oświę­cimiu, a zginął rozstrzelany w masowej egzekucji więźniów Pa­wiaka 28 maja 1942 r. w lesie Sękocinskim pod Warszawą. Jego działalność jest opisana w publikacjach omawiających walkę podziemną z okupantem niemieckim. Był znanym i cenionym inżynierem geodetą, prezesem Polskiego Związku Inżynierów Mierniczych i Vice prezesem Międzynarodowej Federacji Mierniczych. Powróćmy do Jego córki, która po beztroskim dzieciństwie, już jako nastolatka doznała wszelkich okrucieństw wojny. Wrzesień 1939 r. zastał rodzinę Surmackich w Krupie. Nie mogli wrócić do oblężonej i jeszcze walczącej Warszawy. Wkroczenie wojsk so­wieckich zmieniło sytuację, więc wyjechali do Wilna. Po kilku miesącach starań udało im się przedostać do dómu. Okres okupacji w Warszawie był koszmarny, łapanki na wywóz do Niemiec na roboty i do obozów zagłady, dramatyczne wydarzenia związane z aresztowaniem i rozstrzelaniem ojca. PowstanieWarszawskie 1 sierp­nia 1944 r., w czasie którego już w pierwszym tygodniu dziełnica, gdzie mieszkała z matką i babcią została zajęta przez Niemców podczas gdy w innych rejonach Warszawy walki trwały do 2 paź­dziernika 1944 r. Mieszkańcy zajmowanych dzielnic byli deporto­wani do obozu w Pruszkowie a następnie wywożeni do Niemiec na roboty. Nie pozwałano im zabierać rzeczy, a domy podpalano. Los ten nie ominął dr Aliny i Jej rodziny. 86-letnia Maria Szukiewiczowa nie doszła do Pruszkowa - upadła na ulicy i zmarła. Chciały się zatrzymać przy babci, ale własowiec strzelił nad ich głowami przynaglając do dalszego marszu. Trafiły w końcu do obozu pracy w Wittembergii, gdzie zostały zatrudnione w fabryce, gdzie pracowały na dzienną i nocną zmianę 12 godzin na dobę, przy mar­nym wyżywieniu. W kwietniu 1945 r. zostały oswobodzone przez armię amerykańską. Na zaproszenie brata matki, Wacława Szukiewicza wyjechały do USA.
Przeżycia wojenne nie załamały dr A. S. Szcześniak i już w 1948 roku uzyskała dyplom w Bryn Mawr College, a w maju 1952 obroniła swą pracę doktorską z zakresu technologii żywności w Masschusetts Institute of Technology. Przez ponad 30 lat pracowa­ła w dużym koncernie spożywczym w USA, General Foods. Zajmowała się podstawowymi i wdrożonymi badaniami ze specjali­zacją w teksturze, którą to wiedzę zorganizowała w obecnie już uznaną gałąź nauki o żywności. Jako autorytet w tej dziedzinie od lat zapraszana jest do wykładów na Uniwersytetach w wielu kra­jach m, in. w Anglii, Szwecji, Brazylii, Finlandii, Meksyku oraz do udziału w sympozjach naukowych. Do Polski przyjeżdża ha zapro­szenie Akademii Rolniczej w Poznaniu, dopiero od 1992 roku. Wydała ponad 60 prac naukowych, ma 12 patentów.
W 1985 roku otrzymała za osiągnięcia naukowe nagrodę Nicholas Apperta, co w dziedzinie technologii żywności prawie równa się Nagrodzie Nobla.
Wśród 53 osób odznaczonych tą nagrodą na świecie jest je­dyną kobietą! I jeszcze ciekawo­stka, że w tej liczbie są trzy oso­by urodzone w Polsce, w tym dr Alina.
Chociaż prawie 50 lat spędzi­ła w USA świetnie mówi pp polsku, nawet bez „zachodniego akcentu”. Dużo zawdzięcza swej matce Zofii, osobie bardzo dzielnej, mądrej, która miała wyjątkowo ciepły stosunek do ludzi. Dr Alina odziedziczyła to po niej i teraz będąc na emeryturze, cho­ciaż nie zaprzestała działalności naukowej, zaangażowała się rów­nież w ruch hospicyjny. Jest to ruch, który ma na celu otaczanie opieką ludzi nieuleczalnie chorych, by w końcowym okresie cho­roby zapewnić im spokojne i godne rozstanie się z tym światem. Chodzi o to by przez cierpienie nie zatracić wiary w to, że życie nasze nie kończy się na tej ziemi, że śmierć to przejście do wiecz­ności, a jeśli z Bogiem to nie ma czego się bać. Istnieją również hospicja prowadzone przez siostry zakonne, pod patronatem Ko­ścioła. Ruch ten powstał w Anglii, w latach czterdziestych, potem rozwinął się w USA i innych krajach. Pierwsza grupa hospicyjna powstała w Polsce w 1981 roku w Krakowie i z nią to właśnie związana jest dr A. S. Szcześniak. Jako osoba głęboko wierząca, jest zaprzeczeniem powiedzenia, które często u nas się słyszy, że „religia - to dla ciemnoty”. Założyła w USA organizację pomaga­jącą ruchowi hospicyjnemu w Polsce, a szczególnie budowie szpi­tala hosptcyjnego w Krakowie. Kto wie może kiedyś swoją działal­nością obejmie także swe rodzinne strony? Wszędzie są ludzie potrzebujący tego rodzaju pomocy. Lida może być dumna ze swej rodaczki pochodzącej z Krupy.
Na zakończenie trochę informacji o życiu prywatnym dr Aliny S. Szcześniak. W 1949 roku wyszła zamąż za Władysława Szcześniaka, który - urodzony w USA - prawo skończył w Polsce, uzyskał również dyplom prawa międzynarodowego. Zaangażo­wany w walkę podziemną w Warszawie, trafił też do Oświęcimia - przeżył dzięki amerykańskiej metryce urodzenia, następnie w USA był prezesem Rady Polonii w stanie Massachusets, redaktorem Ku­riera Codziennego w Bostonie, pracownikiem Radia Wolna Euro­pa i właścicielem biura podróży. Był bardzo czynny w kołach polonijnych i Stronnictwie Narodowym na obczyźnie. Zmarł w 1984 roku. Pozostał syn Andrzej, który też jest prawnikiem. Mimo mło­dego wieku ma już swoją kancelarię adwokacką i coraz większą klientelę. Mówi świetnie po polsku, co niestety nie zawsze można powiedzieć o Polakach tam urodzonych. Ma synka Michała i córecz­kę Lizę Annę, które babcia uwielbia i chętnie spędza z nimi ciągle nieliczne wolne chwile, mając nadzieję, że życie złoży się im nie tak burzliwie jak jej.

Zofia Jamontt