Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

„Między umarłymi przechował się jeden żywy”

Jestem statym czytelnikiem „Ziemi LidzkiejЭ i pragnąłbym poniżej przed­stawić autentyczne wydarzenie, jakie miało miejsce w Lidzie w czasie wojny w 1920 r. Znam je z opowiadań mojego ojca, Jana Krzywca. Mój dziadek pochodził z ziemiańskiej rodziny. Za carskich rządów pełnił funk­cję sędziego. Było to stanowisko wysokiej rangi, przynoszące zaszczyt, a także duże korzyści materialne. Jednakże hulaszczy tryb życia doprowa­dził rodzinę do ubóstwa. Mój ojciec musiał już ciężko pracować, by móc się utrzymać. Postanowił wyjechać do Ameryki, ale na to potrzebna była tzw. „szyfkarta”, która kosztowała 100 rubli, co stanowiło wtedy bardzo dużą sumę. Ojciec ciężko pracował i w końcu wyjechał za ocean. Po pięciu latach powrócił na tyle zasobny, że mógł sobie kupić dom i kawa­łek ziemi, przylegających do cmentarza w Lidzie przy ul. Legionowej 16. Założył rodzinę, żeniąc się z Julią Kuczyńską. Czasy były niespokojne, trwała wojna bolszewicka. Wtedy to właśnie wydarzyła się historia, którą opo­wiadał mi ojciec. Po nawale bolszewików i cofnięciu się wojsk polskich z Wileńszczyzny pod Warszawę (Radzymin), jeden z uczestników walk po­został na skutek nieszczęśliwych wypadków w Lidzie. Musiał się ukrywać przed bolszewikami, którzy zajęli już te tereny. Pewnego dnia monotonię życia mojej rodziny zakłóciło wydarzenie. Do drzwi zapukał ów człowiek, którego wszyscy się przestraszyli. Był brudny, obdarty, wychudzony, w ręku trzymał menażkę zarośniętą trawą. Słaniając się na nogach, poprosił o pomoc. Zdecydował się zapukać do tych właśnie drzwi, bo usłyszał polską mowę dzieci bawiących się na podwórku i wywnioskował, że na pewno tu mieszkają Polacy, katolicy. Cały czas jednak miał nadzieję, że Polacy wrócą tu z frontem, tylko to trochę potrwa i trzeba wytrwać. Oj­ciec ukrył tego oficera w szopie przylegającej do budynku mieszkalnego. Posłanie miał urządzone na rusztowaniu, wysoko pod dachem. W razie rewizji mieli umówiony znak - stukanie w ścianę. Wtedy ukrywający się miał uciekać na cmentarz. Utrzymanie w tajemnicy całej sprawy było jed­nak trudne dla otoczenia i rodziny. Zdarzały się też alarmy całkiem przy­padkowe. Czasem ktoś niechcący stuknął w ścianę i ukrywający się uciekał. Było zbyt niebezpiecznie i nerwowo, dlatego też ojciec postanowił ukryć uciekiniera na cmentarzu, w grobowcu. Ukrywał go tam około dwóch tygodni. Dostarczał jedzenie, wiadomości, dodawał otuchy, cza­sem spędzał tam trochę czasu, nawet parę godzin na rozmowach nocą. W tym czasie wojska bolszewickie zostały odpędzone spod Warszawy i wkrótce tereny Wileńszczyzny (Lida i Wilno) znalazły się w rękach Pola­ków. Nareszcie można było opuścić kryjówkę. Polski oficer wraz z ojcem uporządkowali grobowiec. Już w domu, człowiek ów, gdy ochłonął z przeżył, ugościli się. Nadszedł czas rozstania. Oficer bardzo wdzięczny za pomoc, obiecał mojemu ojcu, że kiedyś powróci do Lidy i odwdzięczy się za okazane mu serce. Faktycznie obietnicy dotrzymał i w nieokreślony czas potem (minęło kilka miesięcy) przyjechał. Sfotografował ten grobo­wiec, cmentarz, dom mojego ojca. Ufundował też tablicę z napisem: „Między umarłymi przechował się jeden żywy”. Mojej rodzinie przywiózł prezenty. Obiecał też, że zabierze jednego syna do Warszawy i da mu wykształcenie. Jednakże w niedługi czas potem zmarł. Kontakt został prze­rwany. W 1938 r. listonosz przyniósł jakiś spadek na siostrę, Janinę Krzywiec. Był dodatek do nazwiska Bonisz Janina Krzywiec. Listonosz orzekł, że to jakaś pomyłka i do realizacji rzekomego spadku nie doszło. Wszyst­kie te fakty z opowiadań mojego ojca i starszego rodzeństwa, którzy prze­nieśli się do Włocławka. Ojciec mój zmarł w 1948 r. Będąc na jego po­grzebie, ukrywałem się z obawy przed represjami jako partyzant AK z IV batalionu 77 p. piech. AK. Opisany przez mnie fakt jest może historią wielu Polaków tamtych czasów i na tyle interesujący, że postanowiłem podzielić się nim z czytelnikami „Ziemi Lidzkiej”.
Walerian Krzywiec pseud. „Siekierka” Warszawa

Kto jest zainteresowany historią swojego rodu, pragnie poznać herb rodowy, prosimy o skontaktowanie się pod adresem: Wacław Dzlezyc Szczuczyn-Nowosiółki ul. Wostocznaja 39 Grodzieński obwód tel. 2-22-10
Proszę również o pomoc w odnalezieniu i zakupie 10 tomów pracy K. Niesieckiego „Herbarz Polski”, wyd. przez I. Bobowicza, Lipsk 1839-1846.

Zmarli
W dniu 8.1.1995 r. zmarł w Pasłęku Józef Raubo. Ur. 1.VII. 1907 r. w Iszczołnie pow. Szczuczyn, w 1928 r. ukończył Państwowe Semi­narium Nauczycielskie w Szczuczynie. Służbę wojskową odbywał w Berezie Kartuzkiej i 77 p. piech. w Lidzie. Do 1939 r. pracował jako nauczyciel w szkołach powiatu szczuczyńskiego: w Wasiliszkach, Domuciowcach i Bartaszach. Po wkroczeniu wojsk sowieckich, do 1941 r. przebywał w Wilnie. W tym czasie, w 1940 r. jego całą rodzinę, która pozostała na terenie pow. szczuczyńskiego, wywieziono na Sy­bir. W okresie okupacji hitlerowskiej prowadził tajne nauczanie. W 1943 r. przystąpił do pracy konspiracyjnej, początkowo jako łącznik, a na­stępnie, od 1944 r. brał udział w pracach komendy obwodu AK w Szczuczynie. W okresie czerwiec 1944 - styczeń 1945 r. pełnił funkcję komendanta obwodu, posługując się pseudonimem „Zenit”. W gru­dniu 1945 r. wyjechał do Polski, gdzie początkowo osiadł w Sokółce, a od września 1946 r w Pasłęku, gdzie początkowo pracował jako nauczyciel, a następnie od 1949 r. jako inspektor oświaty i kierownik wydziału oświaty. Przez władze Polski powojennej odznaczony byl Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Pol­ski, tytułem „Zasłużony nauczyciel PRL”, złotą odznaką ZNP oraz odznaką za tajne nauczanie. Warto nadmienić, że w okresie między­wojennym, Józef Raubo był także korespondentem „Ziemi Lidzkiej”, na łamach której publikował artykuły o charakterze etnograficznym.
Rodzinie i krewnym zmarłego, w imieniu Redakcji składamy szczere wyrazy szacunku i współczucia.

W dniu 30.12.1994 r. zmarł śp. płk w st. spocz. pilot Stefan Witorzeńć, ur. 15.01.1908 r. w Lidzie. Absolwent Szkoły Podchorą­żych Lotnictwa w Dęblinie, wieloletni instruktor Wyższej Szkoły Pilo­tażu. W 1939 r. stanął w obronie powietrznej Szkoły Orląt, walcząc z hitlerowskim najeźdźcą. Uczestnik „Bitwy o Anglię” w 1940 r, do­wódca polskich jednostek myśliwskich RAF w latach 1941-1947. W czasie II wojny światowej zestrzelił 6 niemieckich samolotów. Odznaczony był Orderem Krzyża Srebrnego Virtuti Militari V kl., trzykrotnie Krzyżem Walecznych, Polową Odznaką Pilota, oraz wieloma odzna­czeniami alianckimi. Po wojnie pełnił funkcję Komendanta Centrum Wyszkolenia Lotniczego w latach 1957-1967. Był współorganizato­rem i prezesem Stowarzyszenia Lotników Polskich w Kraju. Ostatnie miejsce spoczynku znalazł z dala od swojej rodzinnej Lidy, ale pośród swoich kolegów - lotników. Pochowano Go w Kwaterze Lotników na Cmentarzu Komunalnym na Powązkach w Warszawie. Ziemia Lidzka, Lidzianie oraz nasza redakcja, składając głębokie wyrazy współ­czucia Rodzinie Pana Pułkownika, żegna jednocześnie Swojego Bo­hatera i Asa Lotnictwa.