Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Zostawił (po sobie) pamiątkę

 

Przed II wojną światową, przez dwie kadencje wój­tem gminy Lipniszki byt Stanisław Kowalski. W odległej o siedem kilometrów od Lipniszek wsi Jodańce miał swoje skromne, dwuhektarowe gospodarstwo, otrzymane z rąk polskiego rządu za udział w odzyskaniu niepodległości Pol­ski. Założył rodzinę. Żoną jego była rodowita krakowianka, Anna, z zawodu nauczycielka. Doczekali się trojga dzieci. Starszy syn, Stanisław urodził się w 1924 r., następnie uro­dziła się w 1926 r. córka Marysia. Najmłodszy syn miał na imię Janusz.
Panią Annę Kowalską miejscowa ludność bardzo szano­wała za jej trud w nauczaniu ich dzieci. Ze wspomnień żyją­cych i pamiętających wójta Kowalskiego wynika, że był to czło­wiek o krępej budowie ciała, energiczny i ambitny. Za czasów jego urzędowania, w całej Polsce prowadzona była, zakrojona na szeroką skalę akcja budowy nowoczesnych szkół, fundowanych na wsiach i miasteczkach. Pamiętam tę akcję również i ja, kiedy jako uczeń pierwszej klasy, w 1938 r., brałem udział w zbiórce pieniędzy wśród uczniów na budowę tych szkół pod hasłem: „Złóż 5 groszy na budowę szkół powszechnych”. Za złożoną ofiarę wydawano znaczek z wizerunkiem szkoły, z po­siadania którego, my, uczniowie byliśmy dumni.
Nowowybudowane szkoły w zasadzie były z drewna. Te, które zachowały się przez okres wojenny, do dzisiaj dobrze służą uczniom, a przetrwały one tylko tam, gdzie nie sięgała głupota sowieckiej partyzantki, bo w strefie działań sowieckiej party­zantki wszystkie szkoły, jak i najpiękniejsze, wybudowane w stylu zakopiańskim leśniczówki, zostały przez sowietów wypalone do szczętu. Przykładem takiej przedwojennej szkoły w re­jonie lidzkim może służyć budynek szkolny we wsi Sporkowszczyzna, czy też szkoły w Krasnowcach i Wawiórce.
Wójt Kowalski postanowił zbudować bardziej okazałą, murowaną szkolę tzw. siedmiolatkę dla dzieci z Lipniszek i są­siednich wsi. Wykorzystał do tego celu mocny argument, który miał oddziaływać na władze zwierzchnie. Lipniszki w tym cza­sie były zwyczajnym, niewielkim, ale posiadającym bogatą hi­storię miasteczkiem, więc zasługiwały na okazałą szkołę. Ta­kiej szkoły nie posiadało Iwje, a nawet w Lidzie było ich tylko kilka.
Głównym argumentem wójta Kowalskiego był fakt po­bytu w Lipniszkach Józefa Piłsudskiego, który w 1894 r. wyda­wał tu nielegalnie swojego „Robotnika”. Stanisław Kowalski miał wiele kłopotów, nim zatwierdzono jego pomysł i wyasy­gnowano na ten cel odpowiednie fundusze. Kilkakrotnie mu­siał w tej sprawie odwiedzać Warszawę. Budowę szkoły rozpo­częto w 1937 r., a powinna była zakończyć się w 1939 r. Miała to być szkoła im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Napaść Nie­miec hitlerowskich na Polskę, a następnie zdradziecki najazd Rosji sowieckiej, uniemożliwił Stanisławowi Kowalskiemu dokonanie uroczystego otwarcia nowowybudowanej szkoły, ponieważ z robót pozostały jedynie prace wykończeniowe.
Jako kapitan rezerwy Wojska Polskiego, Stanisław Ko­walski, wychowany był w zasadach i tradycji honoru i szacun­ku nawet dla zwycięzców. Urzędował na swoim stanowisku do ostatniego dnia. Po zajęciu Lipniszek przez czerwonoarmistów nigdzie nie uciekł, a nawet nie ukrywał się. W dniu 21 września 1939 r. wyruszył do gminy, a nawet prawdopodobnie przypiął sobie na piersi krzyż „Virtuti Militari”, aby honorowo i godnie przekazać nowym władzom swój urząd w gminie, dokumenty i pieczęć. Wyszło jednak na to, że okazał się być naiwnym chłopakiem - czerwonoarmiści, a możliwe, że były to już specjalne, wojskowe jednostki NKWD, wychowane w duchu pogardy i barbarzyństwa dla człowieka, nie uznające żadnych zasad honoru, już na niego czekali. Gdy Stanisław Kowalski zjawił się przed gminą, został brutalnie porwany i zaprowadzony do bu­dynku gminy. Traf chciał, że teść Kowalskiego gościł w tym czasie u sekretarza gminy Wisławowicza i znajdował się wtedy koło gminy. Widząc chamskie zachowanie czerwonoarmistów i znając ich „kulturę” z poprzednich wycieczek po naszych stronach, rzucił słowo w obronie wójta, przez co i sam został wepchnięty do pokoju w gminie. Wkrótce dopro­wadzono również i pisa­rza gminy, Aleksandra Kuźmę, ale za nim biegła ośmioletnia córeczka, Helenka i bez przeszkód weszła do pokoju. Wzię­ła ojca za rękę wołając: „Tatusiu idziemy do domu” i skierowała się wraz z ojcem w kierunku drzwi. Stojący obok czerwonoarmista zmieszał się nie wiedząc, co czynić, więc ich wypuścił. Tak więc dziecko uratowało ojcu życie do wiosny 1945 r., ale to już inny temat.
Pozostałych, wójta i teścia sekretarza, szybko wyprowadzono z budynku i pod eskortą czerwonoarmistów skierowano ich za miasteczko w kierunku wygonu (pastwiska), aby ich zamordować. Żydzi pierwsi domy­ślili się o co chodzi i pobiegli za nimi, prosząc o wypuszczenie skazańców. Wójt Kowalski był bardzo porządnym i powszechnie szanowanym człowiekiem. Wobec zaistniałych protestów, kon­wój skierował się w stronę Gieranon i na skraju lasu, pod wsią Poczernia, czerwonoarmiści zamordowali swoje ofiary.
Po kilku dniach, Anna Kowalska zrobiła trumnę, po kry­jomu odkopała zwłoki męża i pogrzebała je na cmentarzu w Lipniszkach. Sama potem przygotowała się do ucieczki i z dzieć­mi skierowała się w stronę niemiecko-sowieckiej granicy, do­póki nie była ona jeszcze szczelnie zamknięta. Chciała się do­stać w swoje rodzinne strony, do Krakowa. Od tego czasu wszel­kie wiadomości o tej rodzinie urwały się.
Mieszkańcom Lipniszek pozostała szkoła jako pamiątka po Stanisławie Kowalskim. Służy im po dziś dzień. Jakość wy­konanych w niej robót jest niezbitą wizytówką uczciwej pracy w zakresie budownictwa. Wszystkie okna i drzwi, podłoga, tynki, dach oraz wiele innych rzeczy służy do dzisiaj. Natomiast wy­budowana już w naszych czasach przybudówka sprawia wiele kłopotów dyrekcji szkoły, w związku z jej częstymi remontami i jest przez to świadectwem partackiej roboty budowlanej.
Obok grobu wójta Kowalskiego, w 1976 r., z lewej stro­ny pochowano księdza magistra Stefana Sieczko. Jego grób znajduje się w należytym porządku. Natomiast grób Stanisława Kowalskiego wydaje się być opuszczony. Tylko bezimienny, żelazny krzyż, ufundowany staraniem rodziny jednej z mieszkanek Lipniszek, pani Marii Zdoniec, świadczy o tym, że ktoś jest tutaj pochowany.
Czyżby wójt Kowalski, jako godny obywatel Lipniszek, nie zasłużył na pamięć o jego miejscu spoczynku. Może obe­cny dyrektor lipniskiej szkoły, Eugeniusz Mohylnicki mógłby coś zadziałać w kwestii ufundowania na krzyżu tabliczki z na­zwiskiem zamordowanego wójta? Przecież wielu ich wyszło z jej murów.
Być może ktoś z czytelników „Ziemi Lidzkiej”, którzy mieszkają w Polsce wie coś więcej o losach rodziny Kowal­skich, może do dzisiaj utrzymują z jej członkami jakieś kontak­ty. Zwracamy się z serdeczną prośbą o napisanie do redakcji w tej sprawie i nadesłanie swoich uwag lub ewentualnych spro­stowań, gdyż zebrane po 55 latach informacje mogą być nieści­słe.

Stanisław Uszakiewicz