Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Tęcza kolorowych pisanek

 

Pani Irena Stasiewicz-Jasiukowa jest znanym histo­rykiem nauki, kierownikiem Komitetu Historii Nauki PAN, autorką i współautorką 20 książek. Na Ziemi Lidzkiej jest osobą bardzo dobrze znaną, jako organizatorka sesji nau­kowych i była mieszkanka Lidy. Natomiast w Warszawie znana jest także z powodu swojej wspaniałej kolekcji pisa­nek. Właśnie o tej kolekcji, w przededniu świąt Wielkiej nocy rozmawiał z p. Ireną nasz redaktor, Aleksander Kołyszko.

A. K.: Jestem oszołomiony. Wokół siebie widzę pisanki. Pani Ireno, czy mogłaby Pani nam opowiedzieć, jak powstała ta wspaniała kolekcja?
I. S.-J.: Moja kolekcja powstała zupełnie przypadkowo. Ponad ćwierć wieku temu mój mąż, a wtedy jeszcze narze­czony, ofiarował mi piękną opolską pisankę. Oczywi­ście, wówczas nie przypuszczałam, że w perspekty­wie powstanie jakaś kolekcja, ale pisanka była bardzo ładna - więc zachowałam ją. Później dokupiło się jeszcze ich kilka. Zebrał się talerzyk, a potem pojawił się ambitny plan. Postano­wiliśmy dotrzeć do twórców ludowych i od nich dostać jakieś pisane jajka. Tak, rok po roku kolekcja rozrastała się i obecnie liczy ponad 600 jaj wykonanych różną techniką. Są to wydmuszki normalnych jaj, czy raj­skich kurek, ale obok nich można znaleźć drewniane, kamienne, z różnych tworzyw sztucznych, np. papier-machee. Ale najważ­niejsze są autentyczne pisanki polskie z róż­nych regionów kraju. Bardzo charaktery­stycznym regionem jest Podlasie, Augustow­skie i Suwalszczyzna, czyli wschód Polski. Pochodzą stamtąd klasyczne pisanki polskie, malowane w naturalnych farbach z łusek ce­buli, kory dębu, buraczków lub kiełków zbóż. Na tym pisze się rozgrzanym woskiem. Potem wosk zdejmuje się i można zanurzyć jeszcze raz. W ten sposób powstają koloro­we pisanki. Na klasycznych pisankach wzo­ry mają motywy ludowe: drzewka, wiatracz­ki, słoneczko, lilijka. Za każdą pisanką stoi żywy człowiek. Pan Roman Sztukowski mieszka w Lipsku nad Biebrzą. Jest stosunkowo młodym mężczyzną, który jako dziecko, bawiąc się niewypa­łem stracił rękę. Dzisiaj jedną ręką potrafi wykonać fantastyczne pisanki. Następnie dużym ośrodkiem, gdzie pisze się pisanki jest okręg opoczyński. Działają tam dwie panie o nazwisku Pacan, które też nawiązują do dawnych tradycji. Jak twierdzą etnografowie, do rzadkości należą figury w kształcie geometrycznym, są to jakby małe ludziki w ludowych strojach. Inną techniką jest technika skrobana lub drapana. Rozpo­wszechniona jest ona na Suwalszczyźnie. W tych stro­nach działają również dwie panie - Izabela Filewicz i Genowefa Aleksjene. Na jajkach barwionych także na­turalnym barwnikiem, nożykiem czy jakąś szpileczką, wyskrobują przepiękne wzory. Pani Filewicz specjali­zuje się we wzorach ludowych z bluzek i ręczników litewskich lub też wystruguje wizerunki Matki Bożej. Mam wykonaną przez nią Matkę Boską Ostrobramską, Częstochowską, Sejneńską. Tę ostatnią zrobiła specjal­nie dla mnie, siedząc w katedrze, w Sejnach. Wyskro­bała ją na jajeczku rajskiej kurki. Z drugiej strony tej pisanki znajduje się litewska Pogoń. Tak stopniowo powstaje u mnie kolekcja wizerunków Matki Bożej. Plastyk z Ciechanowca na Podlasiu wykonał dla mnie wizerunek Matki Boskiej Partyzanckiej. Na jajeczku pokazany jest las, namiot, a nad namiotem, w otocze­niu bagnetów Matka Boska. Na drugiej zaś stronie wy­pisane są nuty ze znanej piosenki „Rozszumiały się wierzby płaczące”. Mam też Matkę Boską Katyńską, Ciechanowiecką. Jest to już duża kolekcja religijna. Bardzo piękne wzory skrobie się na Opolszczyźnie. Takie różne misterne kwiatuszki, przeważnie w kolo­rze czarnym lub brązowym, ale w ostatnich latach wkraczają także farby chemiczne: niebieskie, zielone. To pierwsze jajeczko w mojej kolekcji było właśnie opolskie.
A. K.: Pani Ireno, skąd pochodzą natomiast te jajka z ko­gutkiem?
I. S.-J.: Jest to łowickie, region, gdzie jaja dekoruje się zupeł­nie inaczej. Tu spotykamy tzw. oklejanki. Białe jaja, kurze lub gęsie okleja się wycinankami - kogutkami, kwiatuszkami typowymi dla Ziemi Łowickiej. Kiedy z mężem wędrowalis'my po tym regionie, stwierdzili­śmy, że koguty są tu wyjątkowo piękne. Z kolei na Kurpiach (są Kurpie Zielone i Kurpie Białe), świątecz­ne jaja wykonuje się na zasadzie owijania rdzewiem sitowia i włóczką. Tę technikę nazywa się owijanką. W górach robi się jaja drewniane, które zdobi się tak samo, jak laski góralskie: albo rzeźbi się, albo wybija się koraliki. Skoro jestes'my przy góralskich jajkach, to nie mogę nie wspomnieć o jajkach huculskich. Kie­dyś' były to Kresy RP, dzisiaj na terenie Ukrainy. Mia­nowicie w okolicach Kołomyi, czy Kut wyrabia się również jajka drewniane, ozdobione paciorkami, ale typowe dla tamtych stron są jaja pisane. Zetknęłam się z panią Haliną Ciołkosz-Łupinową, która urodziła się w Kołomyi. Była tam ostatnio i z sentymentu robi przepiękne jaja, takie, jak na Huculszczyźnie. Uważa, że drewniane są mniej szlachetne. Obecnie wkracza zupełnie inna technika. Otóż w okolicach Warszawy, podobnie na Kaszubach, wosk w jakiś sposób nakrapia się na jaja i powstają prawdziwe wzory. Mam też w kolekcji jajo zrobione zupełnie unikalną metodą. Pan technik dentystyczny wykonał fantastyczne wzory na zielonym tle, maszyną do borowania zębów. Obecnie w Polsce jest bardzo dużo jaj artystycznie malowanych. Na przykład nie żyjąca już pani Janina Nowakowa, która z zawodu była historykiem, robiła przepiękne jaja, malowane farbami holenderskimi, a jaja malowała na tematy krakowskie, bo z tego regionu akurat pocho­dziła. Ciekawe, że po wielu latach farby te nie zmieni­ły koloru, a gama jest olbrzymia. Najstarsze jajo, wy­konane przez panią Janinę, znajdujące się w mojej ko­lekcji, pochodzi z 1942 r., gdy malując jaja pani ta jako młoda dziewczyna zarabiała na życie w okupo­wanym Krakowie. Również ta autorka wymalowała jajo pingwina, przywiezione z wyprawy naukowej na Antarktydę. Jaja pingwina są zazwyczaj brzydkie, sza­re, okrągłe, mniejsze niż strusie, ale wymalowane wy­glądają przepięknie...
A. K.: A te postacie historyczne?
I. S.-J.: Jestem z zawodu historykiem nauki i kultury, zajmu­jącym się głównie XVIII w. Ponieważ pisanki kore­spondują się w moim życiu z innymi zajęciami, posta­nowiłam, że jak napiszę jakąś książkę, to jednocze­śnie opisywana postać pojawi się na pisance. W ten sposób mam pisankę z ks. Onufrym Kopczyńskim (pi­jar z XVIII w., twórca pierwszej polskiej gramatyki filozoficznej i narodowej), namalowaną przez państwo Annę i Marka Utkinowych. Oni też zrobili pisankę na strusim jaju, ale jaja strusie są bardzo cenne, więc po­zostało ono w muzeum w Kazimierzu nad Wisłą. Jest też pisanka z podobizną ks. Konarskiego (reformator szkół pijarskich), księciem poetów, biskupem Krasic­kim. Pan Bogucki z Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu wykonał przepiękną, czarno-złotą pisankę z ks. Krzysztofem Klukiem, który był znanym botanikiem. Obecnie na świecie robi się dużo wielkanocnych ja­jek, na których przedstawia się architekturę, fragmen­ty miast. Mam zalążek takiego działu - pisanki z wi­dokiem kolumny Zygmunta w Warszawie, Kazimierz nocą. Mam cały dział kwiatowy. Mam też pisankę z okresu stanu wojennego w Polsce. Jest to pisanka żałob­na, w czarno-białe pasy. Ciekawe są pisanki z okolic Włocławka, które maluje się tak samo, jak izby do­mów na święta. Mieszana metoda jest na Lubelszczyźnie: tam się trochę maluje, trochę pisze tak samo, jak w okolicach Drohiczyna. Tam są pisanki i skrobanki. To byłyby pisanki polskie, czyli najpiękniejsze. Mam też pisanki z innych części Europy, np. z Czech i Mo­raw. Ostatnio dostałam niecodzienną pisankę z Włoch, na której wymalowane są sceny z okresu Bożego Na­rodzenia. Wygląda to na całkowite pomieszanie świąt. W ogóle panuje moda, szczególnie na Zachodzie, że pisanki się wiesza. Np. Francuzi zamawiają dużo pi­sanek w Polsce i proszą, by była przy nich niteczka do wieszania. Mam także pisanki spoza Europy, nawet wykonane przez Indian Kanady. Chińskie i brazylij­skie robione przeważnie są z kamienia, indonezyjskie z papier-machee.
A. K.: Słyszałem, że Pani kolekcja jest największą w Pol­sce.
I. S.-J.: Czy jest największa kolekcja w Polsce? Prywatna z pewnością, ale wydaje mi się, że w muzeach też nie ma większej. Ale ja przecież jestem kolekcjonerem z przypadku. Może dlatego ta kolekcja sprawia mi taką dużą przyjemność, bo wiąże się z moim codziennym życiem, ze sposobem spędzania urlopów moich i męża. Latem bardzo często wędrujemy i odwiedzamy twór­ców ludowych, którzy z reguły są bardzo interesują­cymi ludźmi. Muszę powiedzieć, że mam jajko, które darzę szczególnym sentymentem. Uzyskałam je na Kresach Wschodnich, w Lidzie, gdzie się urodziłam, od pani Grażyny. Jest to drewniane jajeczko, wykona­ne przez artystę plastyka Siergieja i przedstawia na czy­stym drewnie kępę brzóz, gniazdo i do gniazda przy­latujące ptaki. Oczywiście, interpretowałam to w ten sposób, że jest to mój przylot od czasu do czasu w rodzinne strony.
A. K.: Czy miała Pani wystawy swoich pisanek?
I. S.-J.: Oczywiście, nie chowam swojej kolekcji tylko w domu. Miałam już trzy wystawy. Pierwszą w Nałęczowie, w Muzeum Spółdzielczości Ludowej, drugą w Kazimie­rzu, ostatnią, największą w Ciechanowcu, w Muzeum Rolnictwa.
A. K.: Czy zetknęła się Pani z ciekawymi zwyczajami wiel­kanocnymi?
I. S.-J.: Z bardzo ciekawą tradycją zetknęliśmy się w okoli­cach Włocławka, gdzie produkuje się słynny włocław­ski fajans. Na jakiś miesiąc przed świętami kobiety zaczynają malować ściany domów w kwiaty i inne ładne wzory. Nie zapomina się nawet w psich budach i studniach. Gdy wchodzi się do Zalipia, to tak, jakby wchodziło się do jakiegoś barwnego zakątka, bardzo odbiegającego od szarzyzny życia. W pierwszy dzień świąt, przed pójściem na Rezurekcję, pani domu bie­rze sito, czysty, żółty piaseczek i odpowiednimi ru­chami rąk robi wzory dywanu na podwórku lub w kuch­ni, jeżeli jest klepisko. Gdy ludzie wracają z Rezurek­cji, to na dziedzińcu leży piękny dywan. W łowickiem jeszcze dotąd znany jest zwyczaj jeżdżenia z kogut­kiem. Młodzi ludzie wyruszają z takim pięknym ko­gutkiem na taczce i zbierają dary dla kogutka. Poza tym w łowickim gospodarze wybierają się konno w czasie świąt wczesnym rankiem na pole i święcą zbo­że, żeby było wydajne. Z charakterystycznych potraw i ciast najbardziej znany jest oczywiście sękacz na Suwalszczyźnie, gdzie zdobiony jest w leśne kwiaty, zwierzęta i ptaki z lukru. Czasami są to tylko owoce, ale wygląda wspaniale. Widzieliśmy takie sękacze u pani Aleksjene, prawie na granicy z Litwą. Mogę też wspomnieć o jednym zwyczaju wielkanocnym z Zie­mi Lidzkiej, o którym opowiadała mi moja babcia. Na święta farbowano jaja, ale były to tylko kraszanki, to znaczy jaja farbowane w łuskach cebuli, buraczkach i korach drzew. Jajka te musiały przetrwać do Zielonych Świąt. Na Zielone Święta jajka rozbijało się, brało się łuski i drobiło się je i upiększało nimi świeże brzózki na ganku. Było to jakby zakończenie całego okresu wielkanocnego. Nigdzie więcej na terenie Polski nie słyszałam o takim zwyczaju.
A. K.: Dziękuję za bardzo ciekawą opowieść, życzę Pani Wesołego Alleluja i oby ta kolekcja rozrastała się i przynosiła Pani dużo radości.
I. S.-J.: Chciałabym życzyć moim krajanom z Lidy właśnie takich słonecznych świąt Wielkiej Nocy, tak słonecz­nych, jak dzień dzisiejszy. Życzę, by nastrój był jak najlepszy i żeby ktoś po przeczytaniu tej rozmowy też zaczął zbierać pisanki na Ziemi Lidzkiej.
Rozmawiał Aleksander Kotyszko