Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Listy. Listy. Listy.

Kochani! Z wielkim wzruszeniem przeczyta ł am w "Przekroju" artyku ł pisarki Barbary Wachowicz o pierwszej polskiej organizacji na Bia ł orusi, o Waszym dzia ł aniu po odrodzeniu polsko ś ci w Lidzie. Ja te ż urodzi ł am si ę w Lidzie. M ó j ojciec by ł kapitanem 77 pp. i mieszkali ś my w Lidzie do 1939 r. Jak wybuch ł a wojna, matce dos ł ownie w ostatniej chwili ze mn ą uda ł o si ę uciec przed wywiezieniem na Sybir. Straci ł am wszystko - ojciec zgin ął w obronie Ojczyzny zaraz na pocz ą tku wojny. Mam trzech syn ó w. Bardzo prze ż y ł am ten artyku ł i Wasze pragnienie polsko ś ci. Chcia ł abym zobaczy ć si ę z Wami i moj ą Lid ą .

Ewa Ostrowska-Szczepaniak, Piotrk ó w Trybunalski.

***

Urodzi ł em si ę w Lidzie w 1937 r. M ó j ojciec by ł oficerem wojskowym, pracuj ą c jako naczelnik wi ę zienia w Lidzie. W pierwszych dniach po wkroczeniu wojsk sowieckich ojciec zosta ł aresztowany i wywieziony w nieznanym kierunku. Do chwili obecnej nie mam ż adnych informacji o jego losie. Zim ą , na prze ł omie 1939-40 r. pozosta ł a przy ż yciu rodzina to jest matka, starszy brat, siostra i ja jako 2-letnie dziecko, aby unikn ąć represji i aresztowania ze strony sowiet ó w, ostrze ż eni przez dobrych ludzi, zmuszeni byli ś my ucieka ć w g łą b Polski przez "zielon ą granic ę ". Tragizm tych dni znam jedynie z opowiada ń nie ż yj ą cej matki i starszej siostry. Przez d ł ugie lata pr ó bowali ś my przez Mi ę dzynarodowy Czerwony Krzy ż dowiedzie ć si ę o losach ojca, jednak ż e do chwili obecnej bez ż adnego rezultatu. Mam nadziej ę przyjecha ć do Lidy, mo ż e dowiem si ę co ś o losach mego ojca, a najwa ż niejsze pozna ć miejsce swego urodzenia.

Andrzej Karbownik, Skar ż ysko Kamienna.

***

Pisz ę po powrocie do domu. By ł em w Lidzie tylko 5 dni, ale to byli dni, kt ó re nigdy nie zapomn ę . Lida to miasto mego dzieci ń stwa i pozostanie na zawsze w mojej pami ę ci. Chodzi ł em po Lidzie, jako po ziemi ś wi ę tej, chocia ż wiele miejsc, jak i ulic w og ó le nie poznawa ł em. Przywioz ł em ze sob ą bardzo ż ywe i mocne wspomnienia. Lida teraz wydawa ł a mi si ę miastem op ó szczonym, zaniedbanym i bezpa ń skim. Lida straci ł a po ł ysk i elegancj ę . Lida sta ł a si ę ruska i obca. Czasami mi si ę zdawa ł o, ż e tam cyganie koczuj ą - pe ł no jaki ś bud i szop, gdzie kiedy ś by ł y pi ę kne łą ki, masa kwiat ó w i zieleni. Stan dr ó g i chodnik ó w poni ż ej krytyki, cieszy ł em si ę , ż e chocia ż deszcz nie pada, bo trzeba by buty nosi ć w r ę ku. Sklepy mo ż na policzy ć na palcach, a przecie ż miasto ma ponad sto tysi ę cy mieszka ń c ó w.Towar bardzo marnego gatunku i za ma ł o. Jedyna w ó dka uratowa ł a honor. Przywioz ł em do domu w ó dk ę bia ł orusk ą . W ł a ś nie pr ó bowa ł em z synem i zda ł a egzamin.

Henryk Runc, Londyn.

***

S ł ysza ł em tutaj do ść du ż o o Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. O Zjazdach Lidzian te ż du ż o s ł ysza ł em od znajomych z Londynu. Z Lidy mnie wywie ź li 13 kwietnia 1940 r. na Sybir. Potem z Andersem wyjecha ł em do Palestyny. By ł em tam w Szkole Kadeckiej. Po wojnie wyl ą dowa ł em w Anglii. W Anglii by ł o do ść sporo lidzian. S ł ysza ł em o planowaniu kolejnego Zjazdu Lidzian. Chcia ł bym wiedzie ć o terminach i programie. Mo ż e uda si ę zorganizowa ć grup ę z Anglii. Ojciec m ó j - Julian Dudzicki by ł wice-burmistrzem i radnym miasta Lida. Zmar ł w Londynie w wieku 96 lat. W czerwcu 1995 r. by ł em w Lidzie. Pozna ł em stacj ę kolejow ą . To w ł a ś nie st ą d w towarowych wagonach wywo ż ono nas do nieludzkiej ziemi. By ł em na ulicy Pi ł sudskiego (obecnie Czapajewa). Tu w ł a ś nie by ł nasz dom, dopiero co sko ń czony. Mia ł em ł zy w oczach, bo po domu nie ma ani ś ladu. Na tym miejscu wysokie odrapane bloki mieszkalne. Wypad na cmentarz, zaro ś ni ę ty, obrabowany z nagrobk ó w, kaplica zniszczona, ale wida ć ju ż pocz ą tki prac remontowych. Cz ęść cmentarza lotnik ó w troch ę uporz ą dkowana, ale pomnik jest zniszczony. Nie uda ł o mi si ę odnale źć grob ó w rodzinnych, a by ł o ich czterna ś cie w jednym rz ę dzie. Ca ł y cmentarz jest mocno zaro ś ni ę ty. W Farze poznaj ę obrazy, kl ę kam i gor ą co si ę modl ę . Trafi ł em akurat jak by ł a pierwsza komunia ś w. dla dzieci. W ż adnym z ko ś cio łó w nie s ł ysza ł em ś piewanego "Baranku Bo ż y" tak w ł a ś nie jak tutaj - melodyjnie z wile ń skim akcentem, pe ł nym dramatu, b ł agania i skruchy. Przyst ą pi ł em do komunii ś w. z uczuciem i mokrymi oczyma. Dzi ę kowa ł em Bogu, ż e mog ł em wr ó ci ć do Lidy. W domu zawsze w modlitwach wspomina ł em moich rodzic ó w i kwiat m ł odzie ż y lidzkiej, zamordowanej pod Surkontami razem z mym kuzynem. My ś li moje wracaj ą do dni przedwojennych. W tym ko ś ciele pami ę tam pogrzeb lotnik ó w ś .p. Zas ł awskiego, Oleandra i Kuleszy z katastrofy Karasia na szpital w Nowogr ó dku. Niedaleko od Fary - ko ś ci ół Ks. Pijar ó w. Uczy ł em si ę tam przed wojn ą . Obecnie planetarium. Przywr ó ci ć ko ś ci ół potrzebuj ą wierz ą ce lidzianie. Ze szko ł y pijarskiej do Junackiej Szko ł y Kadet ó w w Palestynie opr ó cz mnie trafili: Janusz G ą siorek, Krzysztof Buczy ń ski, Kocio Michalski, Leszek Brylski, Andrzej Rudkowski. Wszystkich nas wywieziono 13 kwietnia 1940 r. z Lidy. Jechali ś my tym samym wagonem a ż do Pietropaw ł owska. Wyje ż d ż am, jestem przygn ę biony widokiem nie tej Lidy, kt ó r ą przez lata widzia ł em we ś nie i modlitwie.

Tadeusz Dudzicki, Beckenham, Anglia.

***

W 1939 r. mia ł am 15 lat. Gdy zacz ęł a si ę wojna mieszka ł am z rodzicami w Choszcz ó wce pod Warszaw ą . 3 wrze ś nia na polu spad ł str ą cony przez niemieckie samoloty, nasz polski samolot, a w nim pilot. Jego dokumenty zabra ł m ó j ojciec. Nazwisko lotnika by ł o Anatol Piotrowski, urodzony w Lidzie. Nie pami ę tam dok ł adnie kiedy, ale wydaj ę mi si ę , ż e w 1919 r. Mo ż e jeszcze ż yje w Lidzie jego rodzina, kt ó ra nie wie gdzie zgin ął ich Anatol? A mo ż e b ę dzie kto ś z jego rodziny na waszym Zjezdzie? Bardzo mnie ci ąż y ł a zawsze my ś l o przekazaniu wiadomo ś ci rodzinie tego pilota, ale to by ł o w tamtych czasach niemo ż liwe. Mam 68 lat, ju ż od 26 lat mieszkam w Holandii, ale ten wypadek stoi przede mn ą jakby to by ł o wczoraj. Łą cz ę pozdrowienia i pozdrawiam cz ł onk ó w Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. ż ycz ę owocnych obrad na Zjezdzie.

Jadwiga Borowska. Holand.

***

Mi ł ym zaskoczeniem, a jeszcze wi ę ksz ą niespodziank ą by ł a wiadomo ść z Lidy. Za zaproszenie na IV ś wiatowy Zjazd Lidzian serdecznie dzi ę kuj ę . TKPZL sk ł adam serdeczne gratulacje za po ś wi ę cenie i prac ę po ł o ż on ą na niwie jedno ś ci Lidzian. Z do ś wiadczenia dawnych lat wiem, ż e Lidzianie s ą serdeczni i go ś cinni, a tego napewno zaznaj ą uczestnicy zjazdu.

Pomimo, ż e Lid ę opu ś ci ł am w 1941 r. maj ą c 10 lat, ci ą gle ż yj ę stronami urodzenia i najszcz ęś liwszych lat mego dzieci ń stwa. Wydaje si ę , ż e czas powoli zaciera dawne prze ż ycia to jadnak w sercu i pami ę ci tkwi, ż e cz ę sto wracam do tych wspomnie ń . Wojna wydar ł a nas tej ukochanej ziemi. Najpierw do Kazachstanu, a potem dalekim tu ł aczym szlakiem po obcych krajach. Oddala ł si ę powr ó t do Lidy, do kt ó rej stale tak bardzo t ę skni ł am.

Po latach w ę dr ó wek na stale osiedlili ś my si ę w Kanadzie. Przygarn ęł a nas go ś cinnie i sta ł a si ę drug ą Ojczyzn ą . Tu sp ę dzi ł am wi ę ksz ą cz ęść mego ż ycia, nie zatracaj ą c uczu ć do tego co polskie i od wiek ó w tradycyjne. Polsk ę odwiedzi ł am kilka razy, ale nie dane mi by ł o ujrze ć ukochan ą lidzk ą ziemi ę . Oddziela ł a j ą granica nie do przebycia w ó wczas. Wszystko bardziej od ż y ł o, gdy m ó j kuzyn z Gda ń ska przys ł a ł mnie ksi ąż k ę "Lida" autorstwa Aleksandra Jurewicza. Czyta ł am z zainteresowaniem i ł zami wzruszenia. Tak jego, jak i mnie wydarto dzieckiem tej kresowej ziemi. Podzielam uczucia w ł o ż one w t ę ksi ąż k ę i ż a ł uj ę ż e osobi ś cie nie mog ę pogratulowa ć autorowi. Mam autora na filmie. Przyjaci ół ka z Warszawy przys ł a ł a mi kaset ę , z telewizji przegra ł a Zjazd Lidzian 1994 r. Bardzo si ę tym ucieszy ł am, a trudno opisa ć jak g łę boko prze ż ywa ł am ka ż dy moment ogl ą dania. Wczu ł am si ę w niedol ę Polak ó w co tam pozostali i w biedzie z gruz ó w odbudowali Lid ę , dzi ś bardziej nowoczesn ą . Napewno bym nie pozna ł a miasta mego dzieci ń stwa i marze ń . Widocznie los tak chce, abym zachowa ł a Lid ę jaka pozosta ł a w mej pami ę ci przed wojn ą 1939 r.

Gdzie ś w dali Lida, Niemen i lasy,

Pola, maki i b łę kit nieba

Ze mn ą zostan ą po wieczne czasy

W te strony nie wr ó c ę - zap ł aka ć trzeba.

Halina Zwolinska, St. Catharines, Kanada.

***

Dosta ł am od znajomych do przeczytania gazet ę "Ziemi ę Lidzk ą ". Z gazety tej mo ż na nie tylko pozna ć histori ę i dzieje tej ziemi, ale i obecne problemy. Jeste ś cie dziedzicami tej najlepszej cz ęś ci Kultury Polskiej. Z tych ziem kresowych pochodz ą najwi ę ksi polscy poeci, pisarze, my ś liciele i dzia ł acze. Jak to dobrze, ż e powstaj ą polskie szko ł y, jak ą tragedi ą by ł o by zaprzepa ś ci ć to dziedzictwo i nie m ó c czyta ć w oryginale Mickiewicza i S ł owackiego. Dobrze r ó wnie ż , ż e z ruin powstaj ą ko ś cio ł y. Bez wiary ż ycie jest nie do zniesienia, nara ż one jest na pastw ę z ł a, nienawi ś ci, zbrodni. My ś l ę , ż e t ę pojednawcz ą postaci ą w naszych czasach jest obecny "s ł owia ń ski" Papie ż . On g ł osi pojednanie, braterstwo, mi ę dzyludzk ą zgod ę opart ą na prawie i sprawiedliwo ś ci Bo ż ej.

Posy ł am pozdrowienia dla ukochanej Ziemi Grodzie ń skiej i Lidzkiej, z kt ó rej pochodz ę . Symbolicznie ca ł uj ę t ę ziemi ę rodzinn ą , tak obficie zroszon ą m ę cze ń sk ą krwi ą naszych Braci i Si ó str w gro ź nym czasie wojen. Niech B ó g Sprawiedliwy we ź mie Was w swoj ą opiek ę i ta przesmutna Matka Boska Kozielska, kt ó ra by ł a ś wiadkiem naszych cierpie ń broni Was od z ł a wszelkiego.

Semper fidelis - Gra ż yna Zofia Brylska, zes ł anka Sybiru, Manchester, Anglia.

***

Szanowna Redakcjo!

Pisze do Was c ó rka lidzianki Heleny Matusewicz ó wny-Wo ź niak. By ł am wczoraj u mojej mamy i zorganizowa ł y ś my sobie wiecz ó r wspominek. Czyta ł am g ł o ś no artyku ł y z "Ziemi Lidzkiej", kt ó re s ą napisane bardzo ł adnym j ę zykiem, a tre ść ich wywo ł uje uczucia po łą czone z ł ezk ą w oku. Nie jestem osobi ś cie zwi ą zana z tymi wspomnieniami, ale kiedy si ę je czyta ma si ę wra ż enie, ż e si ę w nich ucz ę stniczy, tzn. mo ż na uto ż sami ć si ę z osobami, kt ó re te wspomnienia wyci ą gn ę li ze swoich pami ę tnik ó w. Dlatego uwa ż am, ż e jest to bardzo wa ż ne po tylu latach m ó c wr ó ci ć do czas ó w m ł odo ś ci sp ę dzonych w tak pi ę knym mie ś cie jakim jest LIDA. A ż nie do wiary, ż e tyle cennych pami ą tek dzi ę ki niekt ó rym ludziom potrafi ł y przetrwa ć dziesi ą tki lat, a mianowicie sztandary, zdj ę cia itd.

My ś l ę , ż e gdyby "Ziemia Lidzka" dociera ł a do wi ę kszej rzeszy ludzi - ludzi z tamtych lat, to napewno skarbnica pami ę ci mog ł aby uruchomi ć wiele odkry ć , kt ó re przez lata by ł y tematem tabu lub poprostu zapomniane albo zwyczajnie niechciane. Jestem dumna, ż e moja mama wywodzi si ę z takiego wspania ł ego ś rodowiska, a Pa ń stwu nale ż y si ę cze ść za to co robicie, a ta kontynuacja tego pisma, kt ó re bierze sw ó j pocz ą tek od roku 1936 to co ś wspania ł ego. Przecie ż , my pokolenie powojenne przez blisko 50 lat nie wiedzieli ś my nic o naszych rodzicach, bo to by ł y informacje zamro ż one w 1945 r., ale dzi ę ki Pa ń stwa dzia ł alno ś ci mo ż emy spojrze ć w te lata beztroskiej m ł odo ś ci i pozna ć dalsze losy os ó b, kt ó re przez zawieruch ę wojenn ą zosta ł y ukszta ł towane wielorako. Osobi ś cie czytaj ą c artyku ł y Pan ó w- Siemionowa, Ko ł yszko, Uszakiewicza, tak samo jak Pana Roberta Kuwa ł ka i Pani Haliny Wilczy ń skiej uczymy si ę historii, kt ó ra w tym wydaniu dotychczas nie by ł a nam znana. Jestem ca ł emu zespo ł owi redakcyjnemu wdzi ę czna,

a uwa ż am i ż moja wdzi ę czno ść jest ( cho ć w ten spos ó b wyra ż ona) - wdzi ę czo ś ci ą wszystkich tych, kt ó rzy jako szcz ęś liwcy mogli czyta ć Wasz ą gazet ę . Czy prenumerata "Ziemi Lidzkiej" jest mo ż liwa,bo my z mam ą chcemy j ą czyta ć regularnie. Przecie ż wa ż n ą rzecz ą jest nie zapomina ć swoich korzeni.

Wszystko przemija i wszystko si ę zmienia

A sen si ę ko ń czy i senne marzenia,

Lecz jest co ś w ż yciu co nigdy nie zginie

A tym jest i b ę dzie z m ł odych lat - wspomnienie.

A to mo ż e spe ł ni ć si ę tylko dzi ę ki takim ludziom jak Pa ń stwo. ż ycz ę w imieniu mojej mamy, oraz w ł asnym wytrwa ł o ś ci w swoim dzia ł aniu - dla ca ł ego zespo ł u redakcyjnego. Łą cz ę pozdrowienia.

C ó rka lidzianki Gra ż yna Wojciechowska, Bydgoszcz, 1996 r.

***

Imam Mahmud Taha ż uk

Pienkowskiego 4 m .91

02-679 Warszawa

Poland

06.VIII.1992 r.

Drodzy Bracia w Bogu.

Z okazji powstania Waszego pisma ca ł emu zespo ł owi Redakcji "Ziemi Lidzkiej" Ł ask Allaha, Najwy ż szego, Jedynego ż yczy Naczelny Imam.