Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Piękna rocznica

 

17 listopada minęło pięć lat z dnia powstania Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. Każda rocznica zmusza do refleksji i zastanowienia się. Jakie to byli pięć lat, co było zrobione, co udało się, a co - nie. Pierwsze pytanie, jakie powstaje u niektórych czytelników jest: "Dlaczego? Dlaczego w Lidzie powstała jeszcze jedna polska organizacja?" Gdy powstawało nasze Towarzystwo nie myśleliśmy, że trzeba będzie publicznie odpowiadać na te pytanie. Uważaliśmy, że w każdym demokratycznym państwie obywatele mają prawo do zakładania własnych organizacyj, jeżeli tylko ta inicjatywa znajdzie oddźwięk w społeczeństwie, najważniejsze żeby cele tej organizacji byli akceptowane przez te społeczeństwo. W Polsce działają setki partyj i nikt nie stawia pytania "Dlaczego?" A jednak - Dlaczego? Nie można znaleźć jednej odpowiedzi na te pytanie. Każdy może znaleźć swoje własne wytłumaczenie, ale wszystko można ująć w niemożliwość normalnej pracy na rzecz odrodzenia kultury i oświaty polskiej na Ziemi Lidzkiej. Jedni pracowali, drudzy pięknie mówili i korzystali plonami tej pracy. Sporo konfliktów, sprzeczek. Zarząd stosunkiem głosów 12 : 3 nie mógł przyjąć wiążącej decyzji z jednej przyczyny, że przeciw byli prezes, sekretarz i kasjer, którzy mieli poparcie prezesa ZG ZPB. Nie znając sytuacji na Białorusi, ktoś może powiedzieć, że można było zwołać konferencję, zorganizować wybory demokratyczne. Poziom naszej demokracji i kultury prawnej świat doświadczył w listopadzie bieżącego roku.

Przed powstaniem nowej polskiej organizacji byli rozmowy z prezesem Gawinem o rejestracji tej organizacji w ramach Związku Polaków. Niestety on tej propozycji nie poparł, więcej tego członkowie-założyciele TKPZL a także ich bliska rodzina, absolutnie nie zaangażowana w powstanie nowej organizacji, jak w stalinowskie czasy zostali bezprawnie wyrzuceni z szeregów ZPB. Muszę stwierdzić, że za te pięć lat polityka Zarządu Głównego ZPB zupełnie się nie zmieniła. Świadczą o tym chociażby ostatnie wydarzenia z kierownictwem Polskiej Macierzy Szkolnej na Białorusi, którzy też zostali wydaleni ze Związku.

Można było poprostu odejść w stronę i nic nie robić. Ale ludzie chcieli działać, odradzać polską kulturę i oświatę i mieli bogate doświadczenie jak to robić. Na dodatek była poprostu chęć dowieść kto ma rację, a kto nie ma. Dzisiaj z całą świadomością i stanowczością można powiedzieć, że te ludzie dopieli swego. TKPZL jest znane na Białorusi, w Polsce i świecie, o nim pisze się, mówi się, dyskutuje się, oskarża się, w większości przez Związek Polaków lub z jego inspiracji.

Poczynając od zera jesienią 1991 roku dzisiaj my możemy poszczycić się dobrym dorobkiem we wszystkich dziedzinach. Od pierwszego dnia istnienia główna nasza uwaga była skierowana na dzieci i młodzież, na naukę języka ojczystego. Członkowie Towarzystwa byli założycielami pierwszych polskich klas z nauką języka polskiego jako przedmiotu we wszystkich szkołach, gdzie obecnie jest prowadzone takie nauczanie, tzn. nr 10, 16 i 11. Obecnie opiekujemy się szkołą nr 11 i szóstą klasą w szkole nr 16, a także szkołami nr 5, 9, 15, 17 i Domem Twórczoćci, gdzie zorganizowana nauka języka polskiego w kółkach i fakultatywach. Około 200 dzieci uczy język ojczysty w przedszkolach. Nasi nauczyciele Weronika Kuryło, Irena Wojtkiewicz, Lucyna Daszkiewicz, Lilla Gowor, Irena Kołyszko, Kasia Kończewska, Natasza Kuryło, Natasza Dudko, Zofia Straczyńska, Grażyna Kołyszko, Maria Rak z wice-prezes ds. szkolnictwa Janiną Maciuk nie tylko uczą dzieci, lecz także organizują różnorakie imprezy pozaszkolne: konkursy recytatorskie, historyczne, zabawy. Towarzystwo zaprasza dzieci do udziału we wszystkich swoich imprezach i oczywiście wysyła na kolonie żeby mogli lepiej poznać kraj swoich przodków. Za pięć lat wysłaliśmy ponad 600 dzieci na kolonie dzięki naszym przyjaciołom w kraju, a także poważnej selekcji wyjeżdżających. Dla nas jedyną podstawą wysłania dziecka na kolonie jest jego nauka języka polskiego i to już sprawa nauczycieli udowodnić, że ich dzieci są najlepsze i oni potrzebują odpowiednią ilość miejsc. Nie zapominamy także o nauczycielach. Część nauczycieli przeszła różnego rodzaju kursy dokształcające, druga część - to młodzież dopiero po studiach. I pierwsi i drudzy potrzebują wsparcia metodycznego, fachowej porady. Temu celowi służą kursy językowe dla nauczycieli organizowane przy współpracy z Polonijnym Centrum Nauczycieli w Lublinie i Koszalińską Wspólnotą Polską. Przy okazji kształci się nasza młodzież, zwłaszcza ta co zamierza studiować w Polsce. Obecnie dzięki TKPZL na różnych uczelniach w RP studiuje 20 osób. I nie tylko z Ziemi Lidzkiej. W tym roku egzaminy na studia architektoniczne, organizowane przez TKPZL i Towarzystwo Stypendialne im. A.Mickiewicza z Wrocławia, przeszli Swietłana Krepska z Brześcia i Eryk Pudinowski z Brzozówki.

Od samego początku istnienia Towarzystwo wspiera działalność polskiego harcerstwa jako jednej z najlepszych metod wychowania polskiej młodzieży. Pierwsza drużyna harcerska w Lidzie im. W. Pileckiego powstała przy Towarzystwie już w grudniu 1991 r. Za ten czas harcerstwo zrobiło duży krok naprzód, najpierw powstała jeszcze jedna drużyna, gromady zuchowe, i nareszcie w tym roku harcerze zdecydowali się usamodzielnić się - powstało Społeczne Zjednoczenie Harcerstwo Polskie jako niezależna organizacja. I niech powstają nowe inicjatywy - pracy wystarczy wszystkim, oby tylko oni znajdowali wspólny język dla porozumienia się na rzecz budzenia świadomości narodowej Polaków na Ziemi Lidzkiej.

Szerokie pole dla działalności daje nie tylko oświata, ale także kultura w szerokim znaczeniu tego słowa. Polskie tradycje narodowe, pieśni zachowali się w nielicznych rodzinach i u babć i dziadków. Chodzi o to żeby zachować tą bezcenną spuściznę. Zespół "Kresowiacy", działająca przy TKPZL śpiewa w pierwszej kolejności pieśni i pokazuje obrzędy z naszych stron i propaguje pośród jej mieszkańców. Dał ponad 80 koncertów w okolicach Lidy, ale także pokazywał swoją twórczość w Polsce (Warszawa, Lublin, Kraków, Wrocław, Koszalin) i na Litwie (Troki, Ejszyszki). Nie zostają w tyle i dziecięce zespoły. Najstarszym jest "Jutrzenka" (kierowniczka W. Kuryło). Kilka pokoleń młodych Polaków wychowała niestrudzona pani Weronika. Zespół śpiewa w pierwszej kolejności ludowe i patriotyczne piosenki, natomiast zespół "Bajka" (kierownik Ania Komincz) specjalizuje się w piosence dziecinnej i estradowej, jest także zespół harcerski.

Dziękując Towarzystwu Lidzianie mogli podziwiać wiele ciekawych zespołów z Polski. Przypomnę chociażby tourn ? po Białorusi Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego, występy Zespołu Tańca UMCS z Lublina, przyjazdy teatrów - Polskiego Teatru Ludowego i Teatru Studio Medyków z Wilna, Teatru Kresowego z Warszawy. Dużo pracy położyła tu wiceprezes ds. kultury Teresa Siemionowa jak i przy organizowaniu zabaw dla członków Towarzystwa.

Jedną z przyczyn powstania Towarzystwa była ta, że lidzcy księża nie akceptowali ówczesnego prezesa. Nie muszę chyba tutaj tłumaczyć o roli jako odegrał kościół w zachowaniu polskości na Białorusi i jaki to jest autorytet dla nas wszystkich. "Bóg, Honor i Ojczyzna" zawsze było naszym hasłem. Towarzystwo od samego początku istnienia aktywnie współpracuje z kościołem katolickim. W ś.p. księdzu dziekanie Stanisławie Rojku zawsze mieliśmy poparcie i zrozumienie, mogliśmy razem przedyskutować nasze sprawy i otrzymać dobrą radę. TKPZL aktywnie uczestniczyło w wielu imprezach religijnych lub było ich inicjatorem, jak np. pierwsza po wojnie pielgrzymka do Trokiel, uroczyste obchody 50 rocznicy zamordowania księży, pomoc przy powstaniu parafii św. Rodziny. Sprawą, która miała bardzo duże znaczenie dla nas była akcja-modlitwa o zwrot kościoła pijarów. Nie udało się. Jednak wiemy, że nie siedzieliśmy bezczynnie. To tylko najważniejsze nasze sprawy, już nie mówiąc o tym że księża katoliccy są miłymi gośćmi na naszych imprezach.

Jako jeszcze jeden jaskrawy przykład współpracy z kościołem można także wymienić prezentację książki "Wkład pijarów w naukę i kulturę Polski w XVII-XIX ww." wydanej pod redakcją pani profesor dr hab. Ireny Stasiewicz-Jasiukowej, Lidzianki, kierownika Komitetu Historii Nauki i Techniki PAN. Z panią profesor bardzo pięknie współpracuje się, wspólnie udało się zorganizować kilka sesji naukowych na Ziemi Lidzkiej, m. in. poświęconych Stanisławowi Jundziłowi i ogrodom botanicznym, Adamowi Mickiewiczowi, Ignacemu Domeyce. Przy okazji upamiętniania imienia Ignacego Domeyki na Ziemi Lidzkiej została wydana książka o słynnym naukowcu wspólnie z KHiN PAN, w szkole w Krupowie urządzono muzeum, w Zapolu, gdzie jakiś czas mieszkał wystawiono znak pamiątkowy. Udało się także nadać imię Domeyki centralnej ulicy w Krupowie. Inicjatorem upamiętnienia był Stanisław Uszakiewicz.

Dla wielu osób nazwa Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej kojarzy się ze Zjazdami Lidzian. Owszem, byliśmy pierwsi w tej sprawie i później naszą inicjatywę podjęli inne organizacje polskie w Grodnie, Nowogródku, Baranowiczach, Brasławiu. Zjazdy Lidzian to nie tylko duże przeżycie dla ludzi, którzy często po półwieku przyjeżdżają do ojczystego miasta. To także ważne doświadczenia dla nas, organizatorów. Od nich uczymy się kochać swoją ziemię ojczystą, poznajemy bliżej tą wspaniałą Lidę, której często już nie ma. Dla Lidzian obecnie mieszkających w Lidzie Zjazdy są także wydarzeniem kulturalnym. Zawsze jest kilka koncertów polskich, białoruskich, przyjeżdżają goście z Polski (zespół "Raj" z Gdańska), wystawa polskiego malarstwa z Grodzieńszczyzny (II Zjazd), odsłonięcie przedwojennych tablic pamiątkowych w farnym kościele (I Zjazd), poświęcenie tablicy ku czci Lidzian - ofiar II wojny światowej (podczas II Zjazdu), odnowienie sosen przy zamku (podczas I Zjazdu).

Obecnie w Lidzie działa Koło Żołnierzy Armii Krajowej początki którego założyli członkowie naszego Towarzystwa Stanisław Uszakiewicz i Wiktor Nosowicz. Jednak nigdy nie rezygnowaliśmy z pracy z kombatantami. Za 1996 r. Stanisław Uszakiewicz załatwił dokumenty kombatanckie dla ponad 100 osób, byłych żołnierzy AK, ludowców, uczestników wojny obronnej 1939 r. Nie robimy różnicy między kombatantami, pomagamy wszystkim. Dla nas najważniejsze, że człowiek walczył o Polskę. Przyjeżdżają do nas także z sąsiednich rejonów: Iwiejskiego, Werenowskiego, Szczuczyńskiego. W Wiksznianach rej. Iwiejski został wystawiony krzyż na grobie żołnierzy AK. Swego czasu było bardzo dużo artykułów, skalujących żołnierzy AK w prasie lokalnej. Nikt z żołnierzy nie zechciał zabrać głosu w obronie AK tylko członek TKPZL Aleksander Siemionow napisał artykuł przedstawiający inny punkt widzenia, TKPZL organizowało okrągły stół z udziałem Cezarego Chlebowskiego i miejscowych autorów tekstów nt. Armii Krajowej. Sprawozdanie z tego stołu zakończyło tego typu publikacje w lidzkiej prasie.

Towarzystwo działa nie tylko w Lidzie, ale także ma oddziały w Brzozówce i w Krupowie. W tych miejscowościach jest zorganizowana nauka języka polskiego, w Brzozówce uczy się ponad 60 dzieci (nauczycielka p. Halina Teresani), w Krupowie - 40 (nauczycielka Natalia Dudko). Oddziały działają w miarę aktywnie, chociaż trzeba przyznać, że ostatnio zarząd w Lidzie trochę zapomniał o terenie. Jednak nie chcemy wkraczać w te miejscowości, gdzie już istnieją oddziały ZPB.

Czy mieliśmy błędy? Napewno, tak. Nie błądzi ten, kto nic nie robi. Już na pierwszym posiedzeniu Zarządu nowopowstałej organizacji podjęliśmy decyzje, że nie będą podjęte żadne kroki, które mogli szkodzić wszystkim Polakom. Oczywiście to była słuszna decyzja, jednak trzeba było bardziej zdecydowanie walczyć o obronę godności członków TKPZL i organizacji jako całości. Do dziś dnia nie skończona nieogłoszona wojna Związku Polaków przeciwko TKPZL, wojna prowadzona pod hasłami jedności. Tylko nie jedności celów i dążeń, a jednego kierownictwa, jednego rozdzielacza i przydzielacza, jedynego przedstawiciela interesów Polaków na Białorusi. Na wszystkie nasze propozycje spotkania zarządów ZPB i TKPZL w celu omówienia nieporozumień i możliwości współpracy, a było ich kilka, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Ale wciąż czekamy.

Uważam, że Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej zrzeszając ludzi, którzy wiedzą jak i potrafią pracować na rzecz polskości zrobi jeszcze dużo pożytecznego dla Polaków w Lidzie i na Ziemi Lidzkiej. Dziękuję wszystkim kto pomagał urzeczywistnić nasze inicjatywy, dziękuję tym kogo już wymieniłem w tym artykule i tym kogo pominąłem.

Aleksander Kołyszko, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej