Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Jeszcze jeden pomnik na Ziemi Lidzkiej

 

3 sierpnia 1997 r. w miasteczku Raduń (obecnie rejon werenowski) odbyło się uroczys­te odsłonięcie pomnika na grobie Żydów, byłych mieszkańców Radunia i okolicznych wsi. Przed wojną Raduń było niedużym sennym miasteczkiem lidzkiego powiatu, w którym mieszkało prawie 1.000 żydów. Byli to w większości ludzie nie bogaci, zajmowali się rzemiosłem i drobnym handlem. I tylko w środy było bardzo gwarno i szumnie - tysięcy wieśniaków przyjeżdżali na wielki bazar.

Żydzi mieszkali obok Polaków. Jak zawsze między sąsiadami, nawet jednej wiary i narodowości bywało rożnie - i dobrze, i źle. Ale generalnie stosunki układały się dobrze. Żydzi i Polacy szanowali jeden drugiego, czasami nawet odznaczali razem swoje święta religijne. Żyda można było spotkać w kościele, a Polaka w synagodze. O tym opowiadała jedna Żydówka z Mińska, która przyjechała na uroczystości. U pani Luby cała rodzina (ojciec, matka, siostra i 5 braci) leżą w Raduniu. Uratowało ją to, że z początkiem nie­miecko-sowieckiej wojny trafiła ona do czerwonej armii. Pracowała w szpitalu w składzie II Frontu Nadbałtyckiego. Została demobilizowana w 1946 r. w stopniu podporucznika. W 1945 r. dowódca dał jej urlop i ona przyjechała do swojej Raduni. Możemy tylko domyślać się co czuła żydowska dziewczyna, stojąc przed grobem całej swojej rodziny. Po wojnie zamieszkała w Mińsku z mężem i często przyjeżdżali razem do Radunia, żeby zmówić modlitwę na grobie i spotkać się ze swoją przedwojenną serdeczną przyjaciółką - Polką. W czasie uroczystości przyjaciółka stała z mężem obok pani Luby i starali się podtrzymać ją na duchu, a łzy spływały im z oczu.

Cała uroczystość odbyła się dzięki jednemu człowiekowi, synowi Ziemi Lidzkiej - Adamowi Rogowskiemu (Abraszkie Kiwies). Urodził się on w Raduniu, tu leży w zbiorowym grobie jego rodzina. Sam mieszka w Izraelu. Adam Rogowski za własne pieniądze postawił nowy marmurowy pomnik na grobie, ogrodził go i uporządkował cały żydowski cmen­tarz.

Na otwarcie licznie przybyli mieszkańcy Radunia, Żydzi z Lidy, Grod­na i Mińska. Rozpoczęła całą uroczystość prezes Żydowskiego Towarzystwa w Li­dzie Tamara Borodacz, która przypomniała, że 55 lat temu znikło żydo­wskie Raduń i wyraziła nadzieję, że cmentarz już nigdy nie będzie zniszczony i tu zawsze będą przychodzić ludzie. O potrzebie zachowania historycznej pamięci mówili także inne goście. Leonid Kusojć - przewodniczący Raduńskiej Rady Wiejskiej:

"Otwieramy nowy pomnik na grobie raduńskich Żydów. Wśród 2.130 leżących tutaj Żydów jest 870 Żydów z Radunia. Pozostałe są z najbliższych miejscowości. Obecnie w Raduniu mieszka tylko jeden Żyd, który ocalał z tej rzezi. Jest to Mejer Hajmowicz, który dotychczas pracuje u nas stolarzem. Cieszę się, że Żydzi pamiętają o swoich przodkach, co zginęli na tej ziemi."

Halina Kiesler, I sekretarz ambasady Izraela na Białorusi: "Dziękuję wszystkim, kto przyszedł dzisiaj na ten cmentarz. Dziękuję Waszemu kierownictwu za pomoc w porządkowaniu cmentarza. Mam nadzieję, że tu zawsze będą przychodzić ludzie. Tu leży kilkaset żydowskich dzieci, które mogły zostać lekarzami, nauczycielami, inżynierami. Ta tragedia nigdy nie powinna się powtórzyć. Jestem bardzo wdzięczna, że Wy, mieszkańcy Radunia, jesteście dzisiaj razem z nami, z Żydami. Myślę, że ta nasza żałoba jest i Waszą żałobą, bo tu leżą Wasi krajanie."

Teresa Siemionowa, wiceprezes ds. kultury TKPZL: "Bracia Żydzi! My Polacy razem z Wami wspominamy dzisiaj o Waszych i Naszych krajanach leżących tutaj. Nasza polska historia jest podobna do historii żydowskiej. Po grobach naszych partyzantów, żołnierzy AK, też długo chodziły krowy, tak samo jak i po tym grobie. Niedaleko stąd w Surkontach, leżą polscy żołnierze. Dzięki takim nieobojętnym ludziom, jak pan Adam Rogowski coraz mniej u nas na Białorusi jest miejsc, gdzie na grobach pasą bydło. Zgadzam się z tym, że dzieci - nasza przyszłość. I to od nas zależy, jak my ich wychowamy. My, rodzice, powinni mówić im o naszej historii, polskiej, żydowskiej czy białoruskiej. Bo jeżeli nie będziemy im o tej historii mówić, to skąd oni będą znać kto mordował, kto zabijał, kto gwałcił. Trzeba tak wychować naszych dzieci, żeby oni nikomu nie pozwalały niszczyć naszych cmentarzy. Polacy w Lidzie powołali pierwszą polską organizację 10 lat temu. Cieszy nas fakt powołania żydowskiego stowarzyszenia, z którym pięknie współpracujemy. Nam nie ma co dzielić. Ziemia Lidzka jest naszym wspólnym domem."

Adam Rogowski, fundator pomnika: "Byłem mieszkańcem Radunia do 1939 r., gdy w wieku 16 lat zostałem aresztowany przez NKWD. Gdy po raz pierwszy po wojnie przyjechałem z Izraela na ziemię ojczystą i przyszedłem na miejsce rzezi raduńskich Żydów, przeżyłem szok. Cmentarz żydowski był kompletnie zniszczony. Wszystkie pomniki były zwalone w jedną kupę. Nie wierzyłem swoim oczom. Nie było pomnika i na grobie wielkiego Chaima. Znałem i pamiętam wszystkich, do jednego, z 800 raduńskich żydów, pamiętam, gdzie każdy z nich mieszkał. Musimy pamiętać i pielęgnować pamięć o tych, co zginęli. Pytałem dzisiejszych mieszkańców Radunia: "Co to jest Chatyń?" i nie wszyscy wiedzieli o tym stra­sznym miejscu. Teraz otrzymałem rehabilitację za bezprawne aresztowanie. Byłem u lidzkiego prokuratora, gdzie mnie zaproponowano kompensację za 5 lat stalinowskich lagrów w wysokości 9000 białoruskich zajączków... (1 USD=30000 b. rub. - przyp. red.)"

Lewin, prezes ogólnobiałoruskiej organizacji żydowskiej:

"Czym mniej kultury u ludzi, tym więcej rozmów, czy potrzebne takie pomniki. Dziękuję przedstawicielom Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej i przedstawicielom Tatarskiego Towarzystwa z Grodna, że w ten uroczysty dzień oni są razem z nami."

Na zakończenie wszyscy modlili się za duszy zmarłych, przeczytano rekquim, który napisała Helena Bondar, dziewczynka z Iwia, która obecnie mieszka w Izraelu. Następnie Asia Saułkina z Michałem Dwilańskim wykonali kompozycję pt. "Płacz Izraela". Po uroczystościach goście zwiedzili muzeum historyczno-krajoznawcze w szkole nr 1, uczcili pamięć lidz­kich Żydów, którzy zginęli w tym samym maju 1942 roku, tylko o 2 dni wcześniej.

Aleksander Siemionow