Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Lida i powiat Lidzki z przed stu laty

Pamiętnik Mirona Bronisława Narbutta

Szlachta okoliczna

 

Szlachta zaściankowa, albo jak ją powszechnie na Litwie nazywają - okoliczna, gromadną jest w Lidzkim powiecie, w parafiach - Ejszyskiej, Raduńskiej, Lidzkiej, Nackiej i Zabłockiej, oraz i w innych są okolice po kilkadziesiąt, niekiedy, domów jak długie wsie, zamieszkałe przez samą szlachtę, czasem nawet jednego nazwiska, jak na przykład: Jodków, Czaplów, Wilkańców, Gierwielańców, Bołtuciów, Songinów, Poniatowskich i innych. Okolice te niewiele różnią się od zwykłych wiosek chłopskich co do porządku zabudowania: tak samo z jednej strony stoją domy mieszkalne, świeronek i studnia z żorawiem, podwórko ogrodzone, środkiem ulica, a po drugiej stronie - stodołki, stajnie i obory dla bydła i trzody chlewnej. W domach tylko jest różnica: domek szlachcica zwykle ma sień, z której na jedną strone prowadzą drzwi do świetlicy - ­izby o większych oknach, z podłogą drewnianą lub też ceglaną; w świetlicy ściany wybielone, a na nich wizerunki Zbawiciela, Matki Boskiej, Świętych Pat­ronów, a niekiedy portret Kościuszki lub księcia Józefa Poniatowskiego. Przy ścianach stoją: zydelki przykryte kilimkiem, lub kilka krzesełek staroświec­kiej roboty, stoliki proste lub malowane, a czasem z szachownicą do gry w warcaby; na stoliku bywa talia starych zatłuszczonych kart do gry i kilka książek - do nabożeństwa, kantyczki, żywoty świę­tych, a rzadko jaka inna książka z tekstem świato­wym, chyba Stara Kronika, albo Morfeusz wyja­wiacz snów, lub Historia o Meluzynie. Za świetlicą druga izba, alkierzem zwana, gdzie stoją kufry z odzieżą, bielizną, i razem jest ona sypialnią gospodarzy domu. Tu czasem nad łożem pod obrazem Matki Ostrobramskiej zawieszona stara karabela i para pistoletów, albo flinta - jako pamiątki po naddziadach starannie przechowywane. Z drugiej zaś strony sieni, drzwi prowadzą do izby obszernej o małych oknach z glinianym tokiem i piecem bez komina, a tylko z dymnikiem, piekarnią zwanej, gdzie się mieści czeladź; izba ta nie różni się od zwykłej chłopskiej chaty litewskiej. Wprost zaś od wejścia do sieni, bywa spiżarnia, gdzie się mieści warzywo i rozmaite zapasy gospodyni. W pojedynczych szlacheckich dworkach prawie ten

sam porządek w urządzeniu mieszkania, z różnicą tą, że bywa niekiedy oprócz alkierza jeden pokój więcej. W takich dworkach są czasem sady, pod drzewami fruktowemi stoją ule, a na grządkach kwitną: nagietki, stokrotki, piwonie, astry, zieleni się ruta, boże drzewko i mięta pieprzowa.

W takich dworkach mieszka gromada szlachecka: dziadek lub babka, ojciec z dorosłymi synami i córkami i mała dziatwa, wszyscy wspólnie pracują, własnemi rękami uprawiają cząstkę ziemi po praojcach odziedziczoną, która ich żywi i którą kochają. Rzadko szlachcic sprzedaje swoją domową zagrodę, choćby mu za nią i hojnie płacono. Strój zaściankowego szlachcica choćby najuboższego różni się zawsze krojem od chłopskiej siermięgi. Najczęściej noszą kapoty z domowego lub kramnego sukna z potrzebami bawełniczemi i kutasami u fałdów z tyłu na kształt taratatki, lub surduty długie za kolana, kamizelki, chustki kolorowe na szyi i buty. Szlachcianki ubierają się w suknie perkalowe wzorzyste, lub wełniane, czepki i kapelusze. Panny do włosów. W czasie roboty nawet w polu, a osob­liwie w żniwa, szlachcianka zaściankowa zawsze jest w sukience, w obszernym słomianym kapeluszu i w rękawiczkach nicianych. Cała rodzina z patriarchalną uległością posłuszna jest gospodarzowi; zbytek dla niej obcy, potrzeby ograniczone. Przed kilku jeszcze laty wolna od podatku, nie doświadczała nędzy, a nierzadko, rządny i staranny szlachcic miał dobry zapas grosza któren starodawnym obyczajem umieszczał na procencie u jakiego możniejszego obywatela, nie wierząc w banki skarbowe i inne rosyjskie kredytowe instytucje. W takiej rodzinie szlacheckiej zawsze prawie jedność i pokój panują. Prosta a szczera wiara, pobożność i gościnność sta­ropolska i miłość ojczystej ziemi, - to zawsze wy­bitne cechy zaściankowego szlachcica. Do kościoła młodzież najczęściej jedzie konno, starsi męż­czyźni i kobiety w kałamaszkach. Jeśli zaś pieszo idzie szlachcic, zwykle buty niesie na kiju, zbliża­jąc się zaś ku celowi podróży je obuwa, a czyni to przez zamiłowanie oszczędności. Pijaństwo i rozwiązłość rzadko się między szlachtą zdarzają, częściej pieniactwo, które zawziętych i do ubóstwa dopro­wadza. Codzienna strawa szlachecka różni się od chłopskiej większą rozmaitością potraw i lepszą omastą. Na biesiadach i ucztach, weselach, chrzci­nach, stypach itp. - wielka obfitość jadła, mno­gość potraw, a na stole oprócz gorzałki i piwa zjawia się i miodek i kwaśne wino z bliskiego miasteczka, a u dostatniejszych kawa i herbata. Tańce szlachty już nie są skakuchy i miecielice, lecz polonez, an­gles, walc, galopada, czasem mazur i obertas. Oprócz nabożnych pieśni, kiedy w czasie uczty wesoła nastąpi ochota, posłyszeć można z przyjemnością przez mężczyzn śpiewane staropolskie pieśni: "Kurdesz nad Kurdeszami", lub "Siedzi zając pod mie­dzą" i inne, albo panienka zaśpiewa: "Wynijdź, wynijdź piękna z chatki", "Te brzóz kilka", "Czego oczki zapłakała", "Straciwszy szczygła" i tym po­dobne, które dla miłośnika ojczystej przeszłości tak co do melodii, jako i tekstu niepospolity mają urok.

Szlachta zaściankowa lidzka pilnująca domu i roli bardzo rzadko wychylająca się za granicę powiatu, często obcująca z ludem, mówi dość skażo­nym językiem polskim, ma jakieś udzielne sobie właściwe prowincjonalizmy i zwroty mowy, np.: ".Musiabyć w tym lesie wiewiórki jest", "Jak ja w babki pańskiej służył i siedział w stole przy wie­czerzy", lub na zapytanie: "Panie S..., czy są już księża w kościele?" Szlachcic odpowiedział: "Tu są wszystkie narody, ale nie wszystkie obyczaje", to miało oznaczać: że są ludzie różnych stanów lecz duchowieństwa niema; albo na zapytanie jednej obywatelki: "Pani R..., czyś dobrze wydała córkę zamąż i za kogo?", Szlachcianka odpowiada - Łaśnie ja Pani nie mówiła?... Za Mioduszewskiego". - "Czy dobrze?" - "At - dobrze, - nie dobrze da przynajmniej pilnować nie trzeba!"

Po zbiorze z pola, w jesieni po Wszystkich Świętych, szlachta sprawia exekwije za dusze zmarłych swoich krewnych, Exekwije te, w parafiach na­siedlonych przez szlachtę, trwają w kościele prawie codziennie przez cały miesiąc i nie mały probosz­czowi przynoszą dochód. Po exekwijach zwykle za­proszeni goście cały dzień ucztują u gospodarza gwarząc przy kieliszku o cnotach i zaletach zmarłych i wspominając lepsze czasy za których oni żyli.

U szlachty lidzkiej powszechną jest sympatia dla Francji i wiara, że z pomocą tylko Francji Kraj się odzyszcze. Wiara ta i u ludu wieśniaczego jest głęboka, a pochodzi zapewne stąd, że starsi pamię­tają jeszcze Wielką Armię Napoleona I w 1812 roku, dążącą przez Litwę do Rosji, a za zbliżeniem się której żadnego już moskala na Litwie nie było. Pamiętam, kiedym raz wrócił z Sejmików z Wilna, przyszedł do mnie sąsiad szlachcic zaściankowy Bujko i rozpytywał się o nowiny z miasta, a kie­dym mu opowiedział, że wyszedł ukaz aby synowie obywateli mających sto dusz, koniecznie służyli w wojskowej lub cywilnej służbie, Bujko z największą pewnością rzekł do mnie: "czy tak ? - będzie wojna, daję panu słowo!" Pytam się: skąd to wniósł i dla­czego ma być wojna? Odpowiedział: "Francuz tego nie ścierpi". Zamilkłem na ten przekonywający argument.

Prześladowana i uciskana przez rząd zaścian­kowa szlachta kasowaniem jej szlachectwa, zapisywaniem w jednodworcy i braniem w rekruty, po­niewierana i obdzierana przez czynowników, a pa­miętna, z opowiadań dziadów i ojców, dawniejszych swych swobód o równości obywatelskiej, kiedy szlachcic na zagrodzie uważał się za równego wojewodzie, zasklepiła się w sobie i starannie w ser­cach swoich przechowała we wszystkich pokoleniach miłość Ojczyzny i ducha poświęcenia się dla niej, a w obyczajach domowych - narodowe tradycje z dawnej przeszłości. To też pisarze historycznych powieści chcący wiernie malować staropolskość szlachecką, chudopachołków między starszemi z Lidzkiej zaściankowej szlachty najłatwiej spotkaliby typy, któreby z natury tylko odwzorować trzeba było.

Po upadku Rzeczypospolitej i rozbiorze Kraju szlachta lidzka, lubo mało dbała o naukę i oświatę swoich synów, posyłała ich niekiedy jednak do szkół pijarskich już o własnym koszcie, już lokując na różnych funduszach prywatnych (póki te na skarb nie zostały zabrane), już umieszczając za chłopców u księży profesorów lub przy bogatszych paniczach studentach, z którymi się wspólnie uczyli w szkołach. Tacy szlacheccy synowie po ukończeniu szkół powiatowych najczęściej zalegali kancelarie powiatowych juryzdykcji i nieraz dochodzili wyso­kich stopni w czynowniczej hierarchii, nie tracąc jednak nigdy zupełnie cech narodowego polskiego ducha. Inni wstępowali do seminarium świeckich księży lub do nowicyatów zakonnych, albo dzierża­wili mniejsze obywatelskie majątki. Szlachcianki w klasztorach u zakonnic uczyły się robót i wychodziły na panny służące i apteczkowe. Powszechniej zaś nauka szlachcica i szlachcianki zaściankowej ograniczała się na umiejętności -katechizmu, czytać, pi­sać i rachować -nabytej u dyrektora również szlach­cica przez zimę utrzymywanego w domu lub od miejscowego organisty. Znaczna zaś liczba szlachty była nie umiejąca wcale pisać.

Lidzka szlachta dostarczała prawie na całą Litwę ekonomów, namiestników, pisarzy prowentowych. Z jej grona byli organiści, kluczwojci, woź­ni i słudzy sądowi. Rzemiosłem i handlem jak i dawniej szlachcic nigdy prawie się nie zajmował. Do służby wojskowej rosyjskiej również nie wstę­powali, chyba przymusowo, kiedy przeistoczeni byli na jednodworców.

W ostatnich czasach szlachta zaściankowa lidz­ka lepiej niż obywatele, to jest pół-panki, poczuła potrzebę kształcenia naukowo swoich dzieci i z poświęceniem całego mienia posyłała synów nie tylko do szkół lecz i do uniwersytetów, a córki, zwłaszcza ekonomskie, kształciły się w prywatnych pensjach, zostawały guwernantkami, a niekiedy przez zamęście za dostatniego człowieka dźwigały z upadku całą swą podupadłą rodzinę.

W 1831 roku i w ostatniem powstaniu 1863 roku szlachta zaściankowa dostarczała największy kontygens młodzieży do szeregów narodowych i niosła ostatni grosz na ofiarę dla kraju. Stąd też i najbardziej prześladował ją rząd. Palono domostwa, zabierano mienie i całe rodziny szlacheckie pędzo­no po etapie na Sybir lub w głąb Rosji, bez żadnego czasem powodu. Dość było donosu pierwszego żandarma lub policjanta, że broń była przechowywana lub że się w zaścianku kiedyś jaki powstaniec ukrywał. Tak w Lidzkim powiecie, w Dziembrowskiej parafii, zniszczono całą okolicę Szczuków i kilka innych. Na wygnaniu w Rosji, o ile przypatrzyć się mogłem, szlachta zaściankowa odznaczała się pracowitością, uczciwością, miłością do wiary przodków swoich i głęboką wiarą w bliskie zmartwychwstanie i przyszłą pomyślność Ojczyzny. Nie złamana na duchu żadnem prześladowaniem nieraz wzbudzała poszanowanie dla cnot swoich u samych moskali. Tu już częściej szlachcic brał się za rzemiosło, a niekiedy nawet i mały handel prowadził.

W więzieniu w Wilnie, w klasztorze św. Piotra, widziałem szlachcica zaściankowego z pod Lidy Stefana Wilbika. Werbował on szlachtę do oddziału Ludwika Narbutta w Lidzkiem i dostarczał żywności. Ujęty z mandatem Rządu Narodowego przez rosjan osadzony był w więzieniu i oddany pod sąd wojenny. Zachował zupełną spokojność i mocną wolę i nikogo nie skompromitował. U kolegi w więzieniu, któren mi go prezentował, pyta Wilbik: "Powiedz Pan, jaki może być na mnie dekret?" - Mogą powiesić - ten odpowiada. Zamyślił się trochę Wilbik, lecz po chwili spytał: "A czy ja będę w historii?" - Niezawodnie, - historia przekazuje potomności imiona wszystkich co się zasłużyli Ojczyźnie - rzekł tamten. Na to Wilbik z całą energią odpowiedział: "Chwała Bogu - niech wieszają!" Wysłano go potem do ciężkich robót na Syberię.

(cdn.)

"Ziemia Lidzka" nr 4 / 1937 r. Zachowano oryginalną pisownię.