Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Na Ziemi Słonimskiej (notatki z podróży)

 

Wspólnie z Towarzystwem Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej już zwiedzaliśmy Ziemię Lidzką, Oszmiańską oraz Nowogródzką. Tym razem wyruszyliśmy na południe w stronę Słonimia. Jak zawsze wśród uczestników byli ludzie różnego wieku (od 9 do 73 lat). W Bielicy przekraczamy Niemen i już jesteśmy na terenie rejonu zdzięciołskiego. Pod względem ilości cerkwi (11) zajmuje on pierwsze miejsce w obwodzie Grodzieńskim. Kościołów jest tylko 5. Wjeżdżamy do Zdzięcioła i wstajemy na głównym placu z "romantyczną" nazwą - plac 17 września (nie zabrakło innych tradycyjnych dla białoruskich miast nazw - Sowiecka, Czerwonoarmiejska, Komunistyczna, Październikowa). Zdzięcioł jest niedużym miasteczkiem na Ziemi Nowogródzkiej, nie ma kolei i dlatego stać się prawdziwym miastem nie ma szans, chociaż jest to miejscowość dość starożytna. Po raz pierwszy jej nazwę znajdujemy w dokumentach roku 1498. A to znaczy, że w bieżącym roku, miasteczko będzie obchodzić okrągłą datę - 500 lat istnienia. Na rynku zwiedzamy piękny kościół pw. Wniebowzięcia NMP. Jest on zbudowany w 1751r.

W 10 km od Zdzięcioła mijamy wieś Wienzowiec, za którą zaczyna się Ziemia Słonimska, właśnie tutaj przed rokiem 1939 przechodziła granica Nowogródzkiego i Słonimskiego powiatów. Przed południem jesteśmy w starożytnym mieście Słonim. Rzeczą, która łączy Słonim z Lidą jest lew, który znajdujemy w godłach dwóch naszych miast. Słonim zawsze był uważany miastem kościołów i klasztorów. W byłym województwie Nowogródzkim Słonim zajmuje naprawdę wyjątkową pozycję. W 1924 r., gdy władze odrodzonej Polski zastanawiali się nad stolicą województwa, Słonim zasłużono ubiegał się o prawo być ją, ale bezskutecznie. O wszystkim zadecydowało miejsce urodzenia wielkiego Adama i zwyciężył Nowogródek. Obecnie Słonim można powiedzieć nie jest polskim miastem, a raczej miastem białoruskim, bo Polaków mieszka w Słonimiu według ostatniego spisu z 1989r. tylko około 2 tyś., na 50 tyś. mieszkańców. Przypominamy, że w Lidzie mieszka wg. oficjalnych danych 37% Polaków, a w Słonimie tylko około 4%.

Przyjechaliśmy dokładnie na uroczystość pierwszej Komunii Świętej w kościele św. Andrzeja na placu Sapiegi. Uważam, że dzisiaj przemianować plac nie udałoby się, ale dzięki Bogu, że stało się to kilka lat temu. Rezygnuję ze mszy, żeby wykorzystać ten czas na zwiedzanie starego katolickiego cmentarza. Wychodzę z kościoła i pytam pierwszych napotkanych ludzi o cmentarz. Oczywiście pytam po polsku. Niestety, ludzie nie rozumieją słowo "cmentarz", jestem zmuszony przejść na rosyjski i wtedy udaje się dogadać. Jakaś kobieta pokazuje mnie kierunek. Obok cmentarza żołnierze stacjonującej obok jednostki kopią jakiś dół. Przełażę przez ogrodzenie, raczej to, co od niego zostało i nie tracąc czasu dostaję długopis i notes i zaczynam spisywać napisy z pomników. Kątem oka widzę, że coś zaniepokoiło żołnierzy, jeden poszedł w stronę jednostki i wrócił w towarzystwie oficera. Myślę - bać się mnie nie ma czego, nie jestem żadnym polskim szpionem. Oficer popatrzył na mnie, lekceważąco machnął ręką i poszedł z powrotem. Miałem około 40 min. i prawie biegałem po cmentarzu od jednego zabytkowego pomnika do drugiego notując nazwiska ludzi pogrzebanych tu w ub. wieku. A takich znalazłem sporo, jak katolickich, tak i prawosławnych. I co jest ciekawe, że na cmentarzu nie ma podziału na część katolicką i część prawosławną. Oczywiście pomniki z ub. wieku nie mogą wyglądać doskonale, ale trzeba przyznać, że są jeszcze w dobrym stanie. Cmentarz staraniem miejscowych Polaków wygląda dużo lepiej niż nasz lidzki. Ale z jednej strony jest całkowicie nie ogrodzony i przez drogę mieszkają ludzie. Cała żywność chodzi obok grobów. Nie bardzo przyjemnie było patrzeć, jak obok grobu słonimskiego dziekana ks. Henryka Dragiela chodzą kury i kaczki. Za pomnikiem ruskiego pułkownika Riazancewa (zm. 1901r.) leżała świnia, a po ulicy biegała kobieta i głośno krzyczała - "maszka, maszka". Gdy kobieta zobaczyła mnie wśród pomników spytała czy nie widzę tam za białym pomnikiem (grób pułkownika jest z pięknego białego marmuru) świni. Byłem wściekły i na tę świnię, i na jej gospodynię, wypędziłem "maszkę" z cmentarza i zdenerwowany ruszyłem z powrotem. Za sobą jeszcze długo słyszałem krzyki na biedną niewinną "maszkę". 2 lata temu pracowała na tym cmentarzu ekipa inwentaryzacyjna złożona z członków lubelskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna. Kierownik grupy Dariusz Śladecki pisał w numerze 18/19 "Ziemi Lidzkiej" o pracy tej grupy i o samym cmentarzu.

Odwiedziliśmy i drugi słonimski kościół - bernardynek, w centrum miasta. Mile porozmawialiśmy z księdzem proboszczem i siostrą zakonną. Niedaleko zobaczyliśmy olbrzymią synagogę, na pewno jest to jedna z największych synagog, co ocalała na Białorusi po wojnie. Na początku wieku w Słonimiu było aż 7 synagog. Ta pochodzi z XVII wieku. Czym mnie podoba się Słonim, to tym, że jest w tym mieście atmosfera przedwojennego miasta i zachowało się dużo pomników architektury. Oczywiście nie mówię o nowych dzielnicach, one są jednakowe sowieckie, co w Słonimiu, co w Lidzie.

Lecz czas nagli i ruszamy dalej, do naszego celu - Żyrowic. Jest to bardzo blisko Słonimia. Jak i większość uczestników naszej pielgrzymki trafiłem tu po raz pierwszy w życiu. Wiem, że dla prawosławnych jest ono tym samym, co dla Polaków - Częstochowa. Dużo słyszałem, że do Matki Bożej Żyrowickiej pielgrzymują prawosławni z całej Białorusi. Poważnie obawiałem się, że będą problemy z zobaczeniem Matki Bożej. Gdy byłem w marcu w Częstochowie widziałem tłumy ludzi, dziesiątki autokarów z różnych miast Polski. W zwykły dzień miałem duże problemy, żeby przybliżyć się do Matki Bożej. Udało się to dołączając się do grupy Węgrów. Byłem w kaplicy przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej kilka godzin i nie było ani chwili, żeby przed obrazem nikogo nie było i czym bliżej obrazu, tym było tłumniej. Coś podobnego oczekiwałem zobaczyć i tu, w tym świętym miejscu. Wjechaliśmy na plac przed Uspienskim Soborem, plac duży, ale stał tylko jeden autokar, do którego wsiadali ludzie z torbami w ręku. Weszliśmy do Soboru, na prawdę dużego. Właśnie skończyła się Msza św. Ludzi było nie dużo, tyle ile przychodzi do naszej kapliczki przy ulicy Tuchaczewskiego (300-400). Przy Soborze stoi budynek Seminarium Duchownego, gdzie uczy się 200 alumnów oraz klasztor na 100 mnichów i 10 mniszek. Na dziedzińcu spotkaliśmy baciuszkę, przedstawiliśmy się, że jesteśmy z Lidy i że przyjechaliśmy do Matki Bożej i chcielibyśmy coś więcej dowiedzieć. On powiedział, że zaraz znajdzie jakiegoś kleryka, żebym nas oprowadził. Poszedłem razem do Seminarium i dopóki szukano wolnego kleryka uważnie obserwowałem jak wygląda tu życie. Kilka lat temu ks. Roman Dzwonkowski poprosił, żebym opowiedział klerykom Seminarium w Ożarowie o życiu Polaków na Wschodzie. Tam poznałem swego krajana brata Franciszka. Na moją prośbę on pokazał całe seminarium, byłem wszędzie i nawet w pokojach prywatnych. Oczywiście, w Żyrowicach miałem wielką chęć zobaczyć życie seminarium. Niestety nie miałem tu, jak w Ożarowie znajomych. Przyznaczony kleryk wszystko dokładnie opowiedział nam i pokazał. Pomodliliśmy przed obrazem MB. Na podwórku stał kiosk z literaturą prawosławną i rzeczami liturgicznymi. Szukałem literatury z opisem historii obrazu MB, klasztoru i seminarium i byłem zdziwiony, że tu, w miejscu kultu MB nic o nim nie ma. Nie jest tajemnicą, że cały ten kompleks budynków razem z Soborem budowali unici i oni byli gospodarzami. Ale po rozbiorach wiadomo, co carskie władze zrobili z unitami, a cały ich majątek zabrała w swoje ręce prawosławna cerkiew. Ten temat jest naprawdę bardzo drażniący i dlatego staraliśmy się nie podnosić go podczas naszej rozmowy z klerykiem. Ale on sam zaczął mówić o unitach i to tak niepięknie, tak obraźliwie, że musieliśmy bronić swych braci i przypomnieć klerykowi prawdę historyczną. Pomyślałem sobie, dlaczego w seminarium wychowują w takiej nienawiści do gospodarzy prawowitych tego miejsca. Przecież unici nie dobrowolnie porzucili te święte miejsce w ub. wieku, a w wyniku brutalnej przemocy rządu carskiego, który pod tym względem działał ręka w rękę z rosyjską prawosławną cerkwią. I obrażać biskupa Kuncewicza, który był zamordowany przez prawosławnych naprawdę nie do twarzy klerykowi Duchownego Seminarium. Gdy dalej kleryk zaczął mówić nam o 17 września, jak o wyzwoleniu białoruskiej ziemi od polskich okupantów, byliśmy oburzeni. Po gorącej dyskusji na ten temat podziękowaliśmy mu za jego trud i grzecznie rozwitaliśmy się. Jeszcze zdążyłem zobaczyć w centrum wsi pomnik nieznanego żołnierza. Pomnik został postawiony na grobie sowieckiego wopisty, który zginął tu w czerwcu 1941r. i przedstawia figurę sowieckiego żołnierza, nie wiadomo tylko dlaczego obok niego stoi kobieta i to z automatem w ręku, natomiast żołnierz nie ma broni. Zupełnie nie zrozumiałem, co chciał tym powiedzieć autor.

Wracaliśmy ze Słonimia do Lidy mając obrazki i widokówki z obrazem MB i modlitwą. Nie znaleźliśmy tego w Uspienskim Soborze w Żyrowicach, ale w kościele św. Andrzeja, gdzie znajduje się kopia obrazu MB. Oczywiście nie zwiedzaliśmy pomników Lenina w Słonimiu, których w czasach sowieckich było tu aż ... l0 pomników Lenina - na każde 10 tyś. mieszkańców po jednym pomniku. Przypuszczam, że jest to absolutny rekord nie tylko na skalę Białorusi, ale i całego Związku Radzieckiego. Nie było czasu liczyć ile pozostało teraz, ale nie myślę, że ich ilość znacząco zmniejszyła się.

W drodze powrotnej oczywiście przystanęliśmy w Bielicy nad Niemnem i jeszcze długo leciały nad kochanym Niemnem piosenki w wykonaniu zespołu "Kresowiacy".

Aleksander Siemionow