Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Lida i powiat Lidzki z przed stu laty

Pamiętnik Mirona Bronisława Narbutta

Dubicze

 

W Lidzkim powiecie, w głębi lasu, nad jezio­rem obszernem przed kilka jeszcze laty stał niewielki drewniany kościół filialny Dubicze, a w nim w wielkim ołtarzu była figura Para Jezusa w sto­jącej postawie z koroną cierniową podobną do fi­gury znajdującej się w Wilnie na Antokolu w dawniejszym kościele o.o. trynitarzy. Podobało się Bogu miejsce to uświęcić szczególniejszymi łaskami zlewanemi na garnący się tu tłumnie i w pokorze żebrzący miłosierdzia lud grzeszny. Ma odpusty, których było kilka do roku, liczne powozy pańskie, bryczki szlacheckie, wózki rozmaitego rodzaju z nabożnymi przybywały i długi rząd pieszych piel­grzymów rozmaitych klas ludzi zdążał w wigilią na uroczyste nieszpory. Maluczka wioska litewska przy kościele z kilkonastu domów złożona i niewielki domek księdza oraz jedyna karczma nie były w stanie pomieścić przybyłych. Stodołki włościańskie i świronki służyły paniom za buduary i salony, a lud wiejski w większej części odpoczywał pod gołem niebem i o świcie śpieszył już do konfesjonałów. Zrana w dzień odpustu przybyli żydzi krama­rze rozwieszali w urządzonych szałasach różne towary: paciorki różnokolorowe, chusteczki jaskrawe, igły, naparstki, rozmaite szychowce, błyskotki, wszystko to nęciło wieśniaczki; każda śpieszyła coś nabyć. W innej znowu stronie sprzedawano płótno domowego wyrobu, grzyby suszone, czapki i buty męskie. Przed kościołem we dwa rzędy siedzący żebracy, wszelkiego rodzaju kalecy, śpiewają roz­maite święte pieśni lub powtarzając raz na zawsze ułożone i zapamiętane supliki wołali o litość do wchodzących i wychodzących z kościoła. I sypały się grosze do rąk ich, a chleb - do torby. Gwar rozmawiających, wołania i śpiewy płaczliwe żebraków, różnobarwne stroje chłopów, żydów, szlachty i panów, wszystko to stanowiło ożywiony obrazek godny pędzla jakiego artysty flamandzkiej szkoły.

Księża spowiadali nie tylko w kościele, lecz i na cmentarzu, a za procesją z trudnością możno było postępować - taki był natłok ludu. Po nieszporach całe te tłumy wracały do domu i na drugi dzień znowu w Dubiczech panowała zwyczajna cisza, aż do następnego odpustu. Miejscowi włościanie byli zamożni, bogobojni i Kraj kochający, trudnili się rolnictwem i rybołówstwem.

W 1863 roku, kiedy się rozwinęło powstanie narodowe, oddział lidzki pod dowództwem Ludwika Narbutta często w lasach Dubickich przybywał i w tych lasach w kwietniu miesiącu 1863 r. miała miej­sce bitwa z rosjanami pod dowództwem Tymofie­jewa, w której, lubo cała partia powstańcza zdołała przejść w inne miejsce, - waleczny jej dowódca z jedenastu bliżej otaczających go żołnierzy ­szlachty lidzianów - polegli. Żołdactwo moskiew­skie obdarło trupów na polu bitwy i przywieziono do Dubicz nagie ich ciała. Ówczesny gen.-gub. wileński generał Nazimow pozwolił uczcić zmarłych pogrzebem w kościele. Nim dostarczono potrzebną do ubrania odzież i zrobiono trumny, ciała te leżały przez trzy dni w przysionku kościelnym. Dwanaście trumien prostych w kościele stanowiły katafalk ry­cerzy, a łzy licznie zebranego ludu wiejskiego i obywatelstwa, tłumione jęki matek, sióstr i sierot poległych, były najwymowniejszą mową na ich pogrzebie. Wszyscy obecni ubiegali się o zaszczyt niesienia tych drogich trumien na miejsce wieczne­go spoczynku i złożono je w jednym wspólnym grobie na cmentarzu przy kościele, a lud grób ten ozdobił najpiękniejszym pomnikiem, bo kopcem własnymi rękami z ojczystej ziemi usypanym. Mogiła nawet obrońców wolności ojczystej straszną była dla wrogów: lud się zgromadzał na nią i mod­lił się. Znieśli więc kościół i nie wahali się święto­kradzko rozrzucić kopiec zrównawszy go z ziemią. Nie zaginęła jednak przez to pamięć wiernych synów kraju, przechowana ona jest w sercach wszystkich uczciwych litwinów i polaków.

(Zachowano oryginalną pisownię).

"Ziemia Lidzka", 9/1937 r.