Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

"Szlakiem Mickiewicza" z Romanem Aftanazym

 

Szczorse

Wielkie dobra Szczorse, położone malowniczo nad Niemnem, były odwiecznym dziedzictwem rodziny Litaworów-Chreptowiczów, nadanym im jeszcze przez wielkich książąt litewskich. Do XVIII w.

miejscowość ta szerzej jednak w Polsce znana nie była. Dopiero gdy Szczorse odziedziczył Joachim Chreptowicz (1729-1812), kanclerz w. litewski, żonaty z Konstancją z Przezdzieckich, jeden z najuczeńszych, najbardziej pracowitych i najbardziej dla kraju użytecznych ludzi doby stanisławowskiej, siedziba jego staje się głośna w całym kraju, zarówno z powodu skarbów kulturalnych, jakie ten światły człowiek zdołał u siebie zgromadzić, jak też z powodu zaprowadzonych w jego dobrach reform społecznych i ekonomicznych. Z czasem, drogą sukcesji i kupna, do rozległych włości szczorsowskich dołączone zostały równie rozległe dobra Wiszniew z szeregiem folwarków, położone w pow. oszmiańskim, Niechniewicze, niegdyś własność Radziwiłłów oraz Bieszenkowicze nad Dźwiną.

Widząc konieczność zaprowadzenia reform społecznych, Joachim Chreptowicz, podobnie jak Brzostowski w Pawłowie, jeszcze przed Sejmem Czteroletnim zniósł w swoich dobrach poddaństwo, przyznając ponad 5.000 "dusz" wolność osobistą. Za wieczystą używalność gruntów rustykalnych żądał od swoich chłopów tylko 1/3 plonu z pól i 1/2 z łąk. Oprócz szarwarków, stróżów i podwód, zniósł wszelką inną obowiązkową robociznę, zastępując ją pracą najemną. Każdy parobek w wieku 18-24 lat obowiązany był służyć we dworze, otrzymując w nagrodę płacę, schludne ubranie i obfite wyżywienie. W intencji dziedzica służba we dworze miała być szkołą gospodarstwa wiejskiego. W celu zapobiegnięcia rozdrobnienia gospodarstw chłopskich, określona została minimalna wielkość nadziału na 1/3 włoki, nie licząc pastwisk. Nadział ów nie mógł być rozdrabniany między synów, lecz musiał być dziedziczony w całości. Chałupnicy, względnie ogrodnicy, nie mający pełnych nadziałów mogli dorabiać pracą we dworze albo w założonej przez kanclerza w Wiszniewie hamerni, czy też odlewni żelaza. Pierwszy na Litwie zaprowadził Chreptowicz płodozmian. Na skutek doskonałej administracji i przebudowy ustroju wsi, postawił wkrótce gospodarstwo na tak wysokim poziomie, że nie tylko własne dochody znacznie powiększył, ale równocześnie podniósł też zamożność swoich dawnych poddanych. Nagminnym zjawiskiem stały się więc ucieczki chłopów do dóbr szczorsowskich z innych folwarków. Gdy zaś po pierwszym rozbiorze posiadłości Chreptowicza Chłopieniecze i Bieszenkowicze znalazły się na granicy państwa i tam właśnie zaczęli uciekać chłopi ze strony rosyjskiej, nastąpiła nawet z tego powodu wymiana not między dworem warszawskim i petersburskim.

Po Powstaniu Kościuszkowskim Joachim Chreptowicz, oddawszy Szczorse z Wiszniewem synowi Adamowi, Bieszenkowicze zaś młodszemu Ireneuszowi, osiadł na stałe w Warszawie, oddając się tam aż do śmierci pracom literackim i naukowym oraz dalszemu kolekcjonowaniu biblioteki i dzieł sztuki. Idąc śladami ojca, także i Adam Chreptowicz (l768-1844), również filantrop i mecenas, żonaty z Marią Granowską, okazał się doskonałym administratorem dóbr i sprawiedliwym panem. Wybudował on w Szczorsach wiejski szpital, założył dla włościan szkoły typu Lancastra, wyposażył biblioteki i utrzymywał je własnym kosztem. W wypadkach nieszczęść i klęsk elementarnych zwalniał chłopów od czynszów, a za gorliwe spełnianie obowiązków hojnie wynagradzał. W dobrach chreptowiczowskich zaczęto wyrabiać doskonałe koła i powrozy, gospodarze zaś wyspecjalizowali się we flisactwie, chowie bydła i stadniny. By jeszcze bardziej podnieść dobrobyt i poziom życia mieszkańców okolicznych wsi, Adam Chreptowicz, angloman jak i jego ojciec, wznosił dla chłopów dworki z ogródkami, a z ogromnych wsi tworzył mniejsze kolonie.

Brał także Adam Chreptowicz żywy udział w życiu publicznym, choć na tym polu nie zawsze oceniano go pozytywnie. W czasie insurekcji kościuszkowskiej był adiutantem gen. Mokronowskiego, po rozbiorach m. in. był wizytatorem szkół, w 1813 r. członkiem komisji gubernialnej, działającej w Wilnie do czasu powrotu władz rosyjskich. W końcu piastował godność prezesa(?) wileńskiego Towarzystwa Dobroczynności i wiceprezesa Towarzystwa Typograficznego. Do Szczors chętnie zapraszał profesorów i młodych pracowników naukowych, aby na miejscu korzystać mogli z bogatych pałacowych zbiorów bibliotecznych i archiwalnych.

Ducha tego nie okazywał jego brat Ireneusz, od 1807 r. żonaty z Karoliną von der Roene, który po bezdzietnym Adamie odziedziczył także i Szczorse. Mieszkając i urzędując dłuższy czas w Rosji, prawie zupełnie się zrusyfikował. Z kolei zaś następny dziedzic Szczors i pozostałych majątków, syn Ireneusza, Michał, ożeniony z Heleną Nesselrode-Ereshoven (ur. 1815), córką kanclerza, pracując jako dyplomata dworu petersburskiego, stał się społeczeństwu polskiemu całkowicie obcy. Umarł w Paryżu w 1892 r. jako osiemdziesięciotrzyletni starzec. Ponieważ na Michale wygasła linia Litaworów-Chreptowiczów po mieczu, na mocy ukazu carskiego z 1893 r. cała jego wielka fortuna wraz z nazwiskiem i tytułem hrabiowskim przeszła na siostrzeńców, Rosjan Butenjewów, synów Marii Chreptowiczówny, żony dyplomaty rosyjskiego Apolinarego Butenjewa, którzy odtąd zaczęli nosić nazwisko podwójne Chreptowicz-Butenjew. Na szczęście Butenjewowie okazali się ludźmi kulturalnymi i nie zaprzepaścili odziedziczonych po Chreptowiczach polskich pamiątek historycznych. Aż do wybuchu wojny w 1914 r. utrzymywali oni także na bardzo wysokim poziomie gospodarstwo w szczorsowskich folwarkach, przyczyniając się do tradycyjnego w tych stronach dobrobytu miejscowej ludności.

Zgromadzone przez Joachima Chreptowicza dobra były tak rozległe, iż wymagały jakiegoś centralnego dla nich zarządu i odpowiedniej rezydencji dziedzica włości. Rezydencja taka wzniesiona została w Szczorsach w latach 1770-1776. Twórcą był budowniczy Stanisława Augusta, włoch z pochodzenia, Józef de Sacco. Współpracowali z nim Francuz Jakub Gabriel oraz drugi Włoch, Carlo Spampani. Późnobarokowy pałac szczorsowski, noszący cechy wykwintnej architektury francuskiej z czasów Ludwika XV, składał się z trzech korpusów: głównego budynku mieszkalnego oraz dwóch skrzydeł bocznych, ustawionych do niego pod kątem prostym. Dawało to kształt otwartej w stronę bramy wjazdowej podkowy.

Siedemnastoosiowy korpus główny był budowlą o planie prostokąta, w zasadzie parterową, wzniesioną na niezbyt wysokiej podmurówce. Tylko na trzech osiach środkowych z jednokondygnacyjnej bryły wyrastał dwukondygnacyjny korpus poprzeczny, od frontu rozczłonkowany korynckimi pilastrami i zwieńczony trójkątnym szczytem, od strony ogrodowej występujący jako mocno zarysowany półkolisty ryzalit. Część ta, podwyższona dodatkowo niskim mezzanino - z umieszczonymi w jego prostokątnych płycinach owalnymi, częściowo ślepymi oknami i na skutek tego dominująca nad całym zespołem, nakryta została dachem krążynowym. Piętrowy pozorny ryzalit od strony zajazdu posiadał drzwi i okna na parterze zamknięte półkoliście, na piętrze zaś wysokie prostokątne porte-fenętry ze skromnymi żeliwnymi balustradkami. Przed 1914 r. na gładkim belkowaniu poniżej szczytu widniał napis: PACI ET LIBERTATI. Niski taras wejściowy, ujęty od strony zewnętrznej ćwierćkolistym murkiem z cokołami przeznaczonymi na wazony, posiadał mocno spłaszczony, dwuspadowy dach, wykonany z żeliwa. Ryzalit ogrodowy, w dolnej kondygnacji pokryty częściowo opaskami, częściowo żłobkowany, w górnej zaś dekorowany pilastrami lub po bokach płycinami, przebity został również na parterze trzema porte-fenętrami o zamknięciu półkolistym, na piętrze zaś prostokątnymi. Z trzech stron, między pierwszym piętrem a mezzaninem, ryzalit obiegał wydatny gzyms profilowany. Przylegający do ryzalitu taras ze schodami do parku nakrywał dach, podobny jak w przypadku tarasu frontowego, ale kształtu półokrągłego.

Elewacje części parterowych pałacu, identyczne od strony zajazdu jak od ogrodu, dzielone pionowo pilastrami otrzymały wysokie i blisko siebie umieszczone okna, wyłącznie zamknięte półkoliście i osadzone w ramach profilowanych gzymsów wgłębnych. Obie części posiadały wysoki dach trójspadowy, z czterema wysokimi otynkowanymi kominami i trzema niewielkimi oknami w każdej z dłuższych połaci, niegdyś z pewnością gontowy, ostatnio kryty blachą. Oba trzynastoosiowo identycznie wyglądające skrzydła, także o rzucie prostokąta, tylko nieznacznie zachodzące na narożniki korpusu głównego były w całości parterowe, kryte gładkim dachem czterospadowym. Jedynie ich oś środkowa zaakcentowana została niewielkim umieszczonym w dachu oknem w oprawie barokowej. Elewacje dłuższe skrzydeł oraz krótsze frontowe pokrywały pasy rustyki. Elewacje krótsze zwrócone do parku miały środkowe okno ujęte w oprawę dwóch kolumienek czy półkolumienek, zamkniętych trójkątnym przyczółkiem. Okna wyłącznie kształtu prostokątnego otrzymały oprawę nieco skromniejszą niż okna korpusu głównego. Frontowe wejście do skrzydeł poprzedzał również taras.

Jako przedłużenie prawego skrzydła pałacu stały rzędem dwie, może późniejsze nieco parterowe oficyny, mieszczące prawdopodobnie administrację dóbr. Wygląd ich nie jest znany. Cofnięte w ten sam sposób budynki usytuowane po lewej stronie dziedzińca tworzyły zamknięty podwórzec gospodarczy ze stajnią koni wyjazdowych, wozownię itd.

Rozciągnięty nieco wzdłuż osi pałacu "cour d'honneur" zamykało od frontu ogrodzenie złożone z żeliwnych sztachet. Przęsła jego wprawione były w nieco wyższe od nich murowane i otynkowane słupy z narożami pokrytymi boniami. Naprzeciw środkowej części pałacu ogrodzenie wygięto ćwierćkolistym łukiem, w którym umieszczona została główna brama wjazdowa. Tworzyły ją dwa potężne filary prostokątne, rozczłonkowane płycinami z narożami boniowanymi i spięte górą żeliwną klamrą z wykutym lub wyciętym w podobnym materiale herbem Odrowąż, umieszczonym na tle rozwiniętych sztandarów. Na filarach ustawiono wykonane także w żeliwie lub brązie bogate panoplie. Po obu stronach środkowych filarów, w odległości kilku metrów od nich stały dwa dalsze podobnie ukształtowane filary, mieszczące furty dla pieszych, zwieńczone również panopliami.

Na temat architektury wnętrz pałacu mamy bardzo niewiele przekazów. Sporządzone już po drugiej wojnie światowej na podstawie zachowanych ruin próba odtworzenia rzutu powiodła się jedynie w odniesieniu do części środkowej i lewej części budowli. Nie ulega wątpliwości, że w części piętrowej na osi mieścił się od frontu wielki kwadratowy hall, zaś od strony ogrodu dwie sale rotundowe, jedna na parterze, druga nad nią w kondygnacji górnej. Dzięki zachowanej przypuszczalnie unikalnej fotografii, niestety nie najlepszej, wiemy, iż jedna z sal rotundowych, prawdopodobnie górna, posiadała ściany stiukowe dzielone pionowo parami pilastrów o stylizowanych głowicach jońskich. Pomiędzy pilastrami występowały ujęte w ramy prostokątne płaszczyzny, zwieńczone przewieszonymi na kółkach wieńcami girlandowymi roślinno-owocowymi. Płaszczyzny owe posiadały zamknięcie półkoliste wypełnione konchami. Aleksander Jelski, który odwiedził Szczorse w 1880 r. podał nawet wymiary sali górnej posiadającej według jego obliczeń promień 20 a wysokość 15 łokci. Po lewej stronie części piętrowej mieścić się mogło sześć pokoi, w tym jedna salka podłużna przylegająca do rotundy. Prawa strona posiadała zapewne układ podobny, ale z dzielącym trakty korytarzem.

Wszyscy niemal odwiedzający Szczorse interesowali się przede wszystkim bogatymi zbiorami pałacu. Na nie więc w relacjach swych kładli główny nacisk, nie dostrzegając prawie szczegółów oprawy architektonicznej. Powstanie swe zbiory zawdzięczały głównie kanclerzowi Joachimowi Chreptowiczowi, który z wielką znajomością, nie szczędząc kosztów i wysiłków gromadził najcenniejsze polskie i obce księgi, dokumenty archiwalne i obrazy. Największą zapewne wartość miała zebrana przez niego biblioteka, do której sporo rzadkich druków udało się Chreptowiczowi nabyć w Galicji po kasacie tamtejszych klasztorów, zarządzonej przez Józefa II. Wiele z tych książek poszło w rozsypkę, a sporo nawet na makulaturę. Znaczną część zdołali jednak wyłowić J. M. Ossoliński, T. Czacki i J. Chreptowicz. O tym, z jakiego klasztoru dana książka pochodziła, informowała odpowiednia na każdej z nich umieszczona notatka.

Drugim ważnym źródłem nabycia była biblioteka Załuskich, która w czasie przewożenia jej z Warszawy przez Grodno do Petersburga, poważnie po drodze została przetrzebiona. Wcześniej jeszcze, w czasie zesłania referendarza koronnego do Kaługi, pomocnik Janockiego, bibliotekarza Załuskich, który zachorował był na oczy, bez jego wiedzy sprzedał sporo książek jakimś dwóm Włochom, a oprócz tego Tadeuszowi Czackiemu i Joachimowi Chreptowiczowi. Wiele cennych wydawnictw, które znalazły się w zbiorach kanclerza, nosiło osobiste notatki Załuskiego, jak np. krakowska edycja z 1578 r. St. Karnkowskiego "Epistolae illustrium virorum" z uwagą właściciela "Raritas infintae in hoc editione" i trzema gwiazdkami, albo dzieło Faustyna Socyna "De origine praedobaptistarum errorum", Lublin 1575, na którym Załuski, także jako na wielkiej rzadkości, położył pięć gwiazdek. Na krakowskim zaś wydaniu "Statutów" Sarnickiego z 1594 r. umieścił sześć gwiazdek i zrobił notatkę: "Non nisi 3 ex. in vita vidi".

Wiele polskich dzieł otrzymał też kanclerz w darze od osób prywatnych. Na przykład Tadeusz Czacki ofiarował mu wśród innych cennych dzieł "Optykę" Vitelona, wydaną w 1572 r. w Bazylei z dopiskiem: "Ex. libris fratrum B.M.V. de Paradiso Sacr. Ordinis Cisterciensis" oraz: "Tę rzadką edycyę Viteliona Polaka, którego Bayle nie widział a Załuski między nadzwyczajne liczył rzadkości, Tadeusz Czacki J. W. Chreptowiczowi K. L. ofiaruje". Druga podarowana dziedzicowi Szczors przez tegoż samego bibliofila książka, to jest "Przestroga pasterska", wydana przez Stanisława Reszkę w Poznaniu w 1585 r. miała adnotacje: "Comparuit Mon. Lauden. T. Bernhardus Jerzycki" i "J. W. K. L. Chreptowiczowi ofiaruje T. Czacki".

Jeśli chodzi o dział obcy, to powstał on w dużej mierze przez nabycie zbiorów po kardynale Józefie Imperialim, zmarłym w 1737 r., który księgozbiór swój zapisał na użytek publiczny, przeznaczając na utrzymanie biblioteki odpowiednie fundusze. Nie wiadomo jakim sposobem znaczna część zbiorów kardynała dostała się do Szczors. W grupie tej zresztą znalazły się także i polonica, jak: Widawskiego "Generalis controvvrsia de Indulgentiis", druk krakowski Łazarza z 1593 r., oprawiony razem z wydaniem dzieła Tomasza More'a w Lowanium z r. 1566. Z tego samego zbioru pochodził "Virydarium poetarum. In laudes Stephani Regis Poloniae" Venetiis 1583. Prócz starych druków gromadził też kanclerz litewski cenniejsze publikacje współczesne i przedruki dzieł dawniejszych. W ten sposób zebrał wybitną kolekcję autorów francuskich i polskich XVIII w., jak też wydania klasyków starożytnych.

Umierając w 1812 r. Joachim Chreptowicz zapisał swą bibliotekę Uniwersytetowi Wileńskiemu. Za jego bowiem głównie staraniem doszła do skutku reforma Akademii Wileńskiej, przekształconej na Szkołę Główną Wielkiego Ks. Litewskiego, dla której zawsze miał wiele sentymentu. Z powodu braku środków na wykupienie zastawionej książnicy, wola testatora nie została spełniona. Spadkobiercy, opierając się na tym, iż w testamencie oficjalnym nie było mowy o fundacji, przewieźli pozostały po kanclerzu księgozbiór, przechowywany dotąd w Warszawie a liczący wówczas ok. 8.000 tomów do Szczors. Został on tam następnie przez syna Joachima, Józefa Chreptowicza, także namiętnego bibliofila, pomnożony do 15.000 tomów.

Za jego czasów biblioteka szczorsowska dostępna była dla wielu pracowników nauki i literatury. Bywały wówczas w Szczorsach gościnnie podejmowane różne znakomite osobistości, a wśród nich Mickiewicz, który spędził tam jesień 1821 r. W Szczorsach powstała wtedy "Grażyna", której bohater na pamiątkę gościny w domu chreptowiczowskim otrzymał imię Litawora. Oprócz Mickiewicza z zasobów biblioteki chętnie udostępnianej korzystali za życia Adama Chreptowicza także Śniadeccy, Fr. Malewski, I. Daniłowicz, J. Lelewel, J. Jaroszewicz, M. Malinowski, A. E. Odyniec oraz filareta Jan Czeczot, który po powrocie z wygnania do 1846 r. pełnił w Szczorsach obowiązki bibliotekarza a i bardzo się do uporządkowania księgozbioru przyczynił. Z powodu intelektualnej atmosfery, która tam panowała, były Szczorse w pierwszej połowie XIX w. nazywane "1itewskimi Puławami".

Od chwili śmierci Adama Chreptowicza (1844), zbiory szczorsowskie przestały się powiększać, przynajmniej w dziale poloników. Z powodu zrusyfikowania się jego następców dłuższy czas nie były też one dostępne dla badaczy polskiej kultury. Dopiero pod koniec XIX w. i w początkach XX w. opinia polska znowu zainteresowała się dziełem Joachima i Józefa Chreptowiczów. Dzięki otrzymaniu od ówczesnych właścicieli zezwolenia, wiele osób mogło znów odwiedzić dawną rezydencję kanclerza, m. in. Aleksander Jelski, który był w Szczorsach w 1880 r. i zostawił z tych odwiedzin obszerną relację, oraz St. Ptaszycki, który ze zbiorami szczorsowskimi zapoznał się w 1898 r. i także na ich temat podał ciekawe informacje. Wreszcie z 1913 r. pochodzą uwagi Pawła Ettingera, dotyczące malowideł M. Bacciarellego i innych zgromadzonych wtedy w pałacu.

Jelski pisze, iż zaniedbany do niedawne pałac został właśnie świeżo odrestaurowany. Umeblowanie posiadał jednak wówczas skromne i mebli antycznych niewiele. Przedmioty starsze i cenniejsze zostały zapewne wcześniej wywiezione do Petersburga. Wszystkie pamiątki historyczne, głównie jednak zbiory biblioteczne, umieszczone były w środkowym korpusie pałacu na piętrze, specjalnie na ten cel przez fundatora i budowniczego przeznaczonym. "Muzeum", jak się Jelski wyraża, zgrupowano w trzech salach. Największa z nich, rotundowa, zapełniona była regałami ułożonymi na galeriach w trzy kondygnacje, do których sięgało się za pomocą wygodnych schodków. W sali tej, dekorowanej wspaniałą sztukaterią stiukową, w "niszach wieńca podstropowego" widniały na płótnie malowane podobizny trzech uczonych papieży: Klemensa IX, Leona X i Klemensa XIV. Ostatniego z wymienionych przedstawił ma1arz w pozie błogosławiącej miejscu. Bariery galerii służyły równocześnie jako pulpity do składania na nich książek. Na parterze książnicy stał obszerny stół do pracy.

Czworoboczna sala, którą Jelski nazywa "północną", o wiele mniejsza i także urządzona galeriami, służyła głównie jako magazyn książek. Natomiast pokój środkowy zapełniony był zbiorem map, obrazów olejnych i sztychów, złożonych podówczas nieporządnie w stosy. Niestety, z pozostawionych przez Jelskiego wzmianek na temat pokoi, w których mieściły się zbiory, nie można zorientować się w ich usytuowaniu. Prawdopodobnie pokój określony jako "środkowy" był górną kondygnacją hallu. W wielkim chaosie znalazł Jelski także i książki, ponieważ z racji przeciekania sufitów przeniesiono je w miejsce zabezpieczone od wilgoci i złożono w stosy. Zaginął też w tym czasie właściwy katalog biblioteki. Jelskiemu udało się odszukać tylko spis książek z 1790 r., obejmujący jedynie pierwsze nabytki. Ilość książek, które autor relacji z grubsza w Szczorsach obejrzał, określił na 20.000 tomów.

Jako rzadkie napotkane tam druki wymienia stare biblie, kroniki Stryjkowskiego, Miechowity i Bielskiego, piękny okaz biblii Ostrogskiej, Statut Zygmunta Augusta z 1551 r. sporządzony na pergaminie, jeden z dwudziestu egzemplarzy, "arcydzieło drukarstwa i ozdób inicjałów" z dedykacją Czackiego świadczącą o tym, iż ofiarował on tę książkę Joachimowi Chreptowiczowi w 1801 r. W całości reprezentowani byli pisarze tzw. "Złotej epoki zygmuntowskiej". Znajdowało się też bardzo dużo broszur polemicznych z XVI w., dzieła Reja, Kochanowskiego, Paprockiego, Górnickiego, jak też znakomity wybór innych pisarzy i poetów XVI i XVII w., komplet do rzadkości należących kalendarzy Duńczewskiego, kalendarzyki wileńskie i warszawskie, mnóstwo broszur z czasów Stanisława Augusta, a zwłaszcza z okresu Sejmu Czteroletniego, zbiór czasopism i in. Według Jelskiego dział obcy - angielski, francuski i niemiecki, zajmował połowę księgozbioru i zawierał głównie materiały z dziedziny historii i filozofii.

O archiwum wspomina Jelski krótko, gdyż nie miał możności zapoznać się z jego zawartością dokładniej, podobnie jak o wielkim zbiorze rycin (ok. 7.000 sztuk), spisanych w katalogu o 120 stronach folio, które jednakże ówczesny właściciel wywiózł już był wraz z innymi dziełami sztuki do swej willi za granicą. Zachwycał się natomiast zbiorem najrzadszych map, mieszczących się w około stu olbrzymich tekach. W końcu zauważa Jelski, że wśród stu kilkudziesięciu malowideł, które Butenjewowie pozostawili na miejscu, wiele było rzeczy "odznaczających się sztuką", lecz najbardziej interesujące wydały mu się portrety rodzinne Chreptowiczów i niektórych królów, jak Zygmunta Augusta oraz królowej Elżbiety, a wśród innych historycznych osobistości - pani de Pompadour. Kilka olejnych portretów rodzinnych było pędzla córki kanclerza, Ewy, późniejszej strarościny mińskiej Brzostowskiej.

Informacje Jelskiego uzupełnia P. Ettinger, według którego w swej galerii obrazów w Warszawie, a potem w Szczorsach wzgl. w Bieszenkowiczach posiadał Joachim Chreptowicz m.in. takie znakomite płótna, jak jego własny portret roboty Grassiego, malowany w latach 1795-96, z którego Jan Damel zrobił w 1806 r. doskonałą kopię; a dalej dzieła mistrzów starszych, jak "Brzeg rzeki" Salomona van Ruisdael, scena rodzajowa Gerrita Berckheyde, ciekawy pejzaż Jana Van Kessel oraz anonimowa martwa natura ze szkoły francuskiej. Guidonowi Reniemu przypisywany był przez tradycję rodzinną obraz "Młodzieńczy Zbawiciel", oprawny w bogatą złoconą barokową ramę, noszący na odwrotnej stronie napis skreślony przypuszczalnie przez kanclerza: "Ten oryginał, malowany przez Guido Reni, dany jest w prezencie przez kardynała Antici przy jego nominacyi Najjaśniejszemu Stanisławowi Augustowi Królowi Polskiemu i po jego zejściu dostał się Joachimowi Chreptowiczowi, podówczas kanclerzowi W.X.L., który go miejscu tutejszemu ofiarował". Ettinger zaprzecza autorstwa Reniego twierdząc, iż kanclerz dał się oszukać, gdyż dzieło to okazało się typowym utworem średniego włoskiego mistrza XVIII w. Prócz wymienionych miały się jeszcze w pałacu szczorsowskim znajdować w chwili wybuchu pierwszej wojny światowej, także dzieła Lampiego, Oleszkiewicza i Rustema oraz Bacciarellego "Sejm Czteroletni", na którym to obrazie sportretować miał artysta wszystkich współczesnych działaczy. Pędzla Bacciarellego były poza tym portrety Joachima Chreptowicza, jego żony Konstancji w stroju westalka, córki Ewy Brzostowskiej z córką Izabelą oraz synowej Karoliny z l808 r.

Bardziej szczegółowe wiadomości dotyczące archiwum szczorsowskiego podaje St. Ptaszycki, wymieniając nawet tytuły szeregu rękopisów. Pisze on jednak, iż archiwum to miało znaczenie przede wszystkim rodzinne. Posiadało wprawdzie dokumenty sięgające XVI w., ale treści ściśle majątkowej. Bogato przedstawiała się natomiast urzędowa i prywatna korespondencja kanclerza Chreptowicza z końca XVII w. Wśród listów wiele nosiło podpis Stanisława Augusta, inne Poczobutta, Malewskiego, Śniadeckiego i Strojnowskiego. Cała korespondencja była porządnie posegregowana przez Jana Czeczotta według osób, od których pisma pochodziły. Ciekawe miały być też listy biskupa Kossakowskiego przeciw biskupowi Massalskiemu.

Wśród wymienionych przez Ptaszyckiego innych pozycji szczególną wartość mieć mogły: czterotomowy rękopis Klemensa Branickiego, zawierający dokumenty prywatne i państwowe z aktami konfederacji krakowskiej i sandomierskiej z pamfletami z lat 1763 do 1771 przeciw Moskalom, miscellanea z końca XVII i początku XVIII w., silva rerum z XVIII w., kopiariusz z XVII w. zawierający akta z 1584-1622 r., diariusz Samuela Maskiewicza, diariusz koronacji Władysława IV spisany przez Marka Radoszewskiego, zbiór dokumentów z XVIII w. do sprawy dysydentów z lat 1626-1644, dwunastotomowe "Geograficzno-statystyczne opisanie parafiów Królewstwa Polskiego w r. 1791 przez K. Perthéesa", materiały do dziejów Sejmu Czteroletniego, A1bertrandiego "Iter italicum et sueticum" z opisem materiałów znalezionych w bibliotekach włoskich i szwedzkich, dokumenty do Konfederacji Targowickiej, Zbiór zleceń Rządu Tymczasowego w Księstwie Litewskim przez Napoleona ustanowionych od 1 lipca 1812 r. do wyjścia Francuzów z Litwy, "Wybór osobliwych i rzadkich manuskryptów w czasie obrad przez Krasickiego, Niemcewicza, Felińskiego, Zabłockiego, Karpińskiego i innych dobrze myślących Polaków pisanych" oraz wiele dalszych.

Za czasów Butenjewych dostali się do biblioteki szczorsowskiej różni spekulanci, którzy ograbili ją z wielu cenniejszych pamiątek przeszłości. W 1914 r. ówczesny właściciel Szczors Konstanty hr. Butenjew-Chreptowicz. wypełniając wolę kanclerza, dział polski biblioteki liczący wtedy 4.500 dzieł przekazał jako depozyt Uniwersytetowi Kijowskiemu pod warunkiem, iż w razie otwarcia wszechnicy wileńskiej cały księgozbiór oddany jej zostanie na własność. Z ramienia Uniwersytetu zabrał książki prof. N. Ernst i przetransportował je do miejsca przeznaczenia. Dział obcy, zawierający ok. 3.000 dzieł, Butenjew zatrzymał sobie. Z chwilą wybuchu wojny w 1914 r. i zagrożenie Szczors przez Niemców, a szczególnie przez działania artyleryjskie, wszystkie cenniejsze zbiory, w tym kolekcje sztychów, map i obrazów, przewiezione zostały do Moskwy. Po wybuchu rewolucji uległy one znacjonalizowaniu, a następnie wcielone zostały do "Muzeum Izjaszcznych Isskustw". Całe archiwum przekazano natomiast w 1925 r. do Biblioteki Publicznej w Leningradzie.

Podobnie jak na temat wnętrz pałacu, mało posiadamy wiadomości dotyczących szczorsowskiego parku, choć uchodził on za jeden z największych i najpiękniejszych ziemi nowogródzkiej. Jego fragment, prawdopodobnie najbardziej malowniczy, znany jest z drzeworytu Pawła Boczkowskiego wykonanego ok. 1878 r. oraz ze zrobionej z tego samego miejsca ok. 1900 r. fotografii. Park zajmował powierzchnię ok. 24 ha. Prawdopodobnie był początkowo nieco mniejszy i, jak architektura pałacu, reprezentować mógł styl francuski. W pierwszej połowie XIX w. został jednak poszerzony i przekomponowany w duchu krajobrazowych parków angielskich.

Główna część ogrodu leżała po stronie zachodniej pałacu. Malowniczość równinnego terenu uzyskano dzięki spiętrzeniu wód przepływającego przez obszar dworski strumyka i utworzeniu kilku różnego kształtu sadzawek. Jedna z głównych alejek parku poprowadzona została brzegiem owych sadzawek. Dużą przestrzeń od tyłu pałacu pozostawiono nie zadrzewioną jako rozległy gazon, co pozwalało oglądać dom z różnych punktów ogrodu. W parku przeważały drzewa liściaste, głównie miejscowych odmian, w tym lipy drobnolistne, a wśród iglastych występowały m. in. modrzewie. Szczególną opieką otaczano "dąb Mickiewicza", pod którym poeta pisać miał swoją Grażynę.

W zachodniej stronie parku stał zasługujący na uwagę budynek, posiadający zarówno znaczenie praktyczne, jak dekoracyjne. Była nim wielka klasycystyczna oranżeria, złożona z trzech korpusów. Korpus środkowy, wysokości półtorej kondygnacji, poprzeczny w stosunku do pozostałych i cofnięty do tyłu, poprzedzał wgłębny częściowo portyk o sześciu toskańskich kolumnach okrągłych i dwóch skrajnych o przekroju kwadratu. Po obu stronach portyku ciągnęły się niższe od niego parterowe skrzydła o mocno wydłużonym planie. Otwartą przestrzeń przed portykiem zajmował trawiasty gazon. Z trzech pozostałych stron budynek oranżerii obejmowały zwarte masywy drzew.

W innej części parku stał pomnik Joachima Chreptowicza z lanego żeliwa, ufundowany przez jego wnuka Karola Brzostowskiego (zm. 1854), syna Michała i Ewy z Chreptowiczów. Miał on kształt żłobkowanej kolumny, stojącej na piedestale kwadratowym. Na jej wierzchołku widniało naturalnej wielkości popiersie kanclerza, wykonane według rysunku Wincentego Smokowskiego. Wysokość kolumny od podstawy do końca popiersia wynosiła 5 łokci. Na kolumnie u góry znajdowała się tarcza herbowa, a u spodu wypukły napis: Joachim Litawor Chreptowicz ur. 1729 umarł 1812, zaś na odwrocie podstawy: Wnuk Brzostowski dla dziada.

Na terenie zabudowań folwarcznych stał niewielki, ciekawy budynek o rzucie koła, wysokości trzech kondygnacji. Kondygnacja dolna była murowana, bez tynków. Dwie górne o ścianach zwężających się stopniowo, całkowicie pokrytych gontami i stanowiących jedna całość, posiadały niewielkie otwory, umieszczone w dwóch rzędach. Budynek ten służący niegdyś jako wędzarnia nakrywał dach w kształcie spłaszczonego stożka.

Fundacji kanclerza Chreptowicza był jeszcze w Szczorsach okazały kościół parafialny, unicki a następnie prawosławny, wybudowany w miejscu starego, zniszczonego w 1758 r. przez pożar. Stawiano go zapewne także według planów Jozefa de Sacco. Dbając o przyozdobienie ufundowanej przez siebie świątyni, Joachim Chreptowicz ofiarował jej dwa wielkie obrazy pędzla Bacciarellego. Jeden z nich, namalowany w końcu lat osiemdziesiątych XVIII w., przedstawiał "Chrystusa dającego błogosławieństwo dzieciom", drugi zaś, z 1805 r., "Św. Izydora". Cenniejsze było malowidło drugie, gdyż na nim w postaci świętego sportretował artysta Joachima Chreptowicza, ubranego w strój włościański, kroczącego za pługiem zaprzęgniętym w parę wołów. Być może, iż postacie chłopięce tulące się do małżonki świętego były aluzją do dwóch synów kanclerza, Adama oraz Ireneusza. Praca oracza miała przypuszczalnie symbolizować owocną działalność Chreptowicza na niwie ojczystej.

Po kasacie kościoła oba płótna przeniesiono do pałacu, gdzie przechowywano je przez czas dłuższy. Po 1863 r. na skutek wytoczonego przez duchowieństwo prawosławne procesu i rozkazu Murawjewa, oba musiały być zwrócone do cerkwi. Z początkiem XX w. obrazy Bacciarellego zostały umiejętnie odrestaurowane w Moskwie. Wisząc później w bocznych nawach cerkwi nie miały jednak dobrego oświetlenia, a nawet zagrożone były przez wilgoć. W czasie wojny l914 r. zdjęte z ram i zwinięte na wałkach ewakuowane zostały do Moskwy, gdzie wraz z innymi płótnami szczorsowskimi wcielono je po rewolucji do Muzeum Sztuk Pięknych. Prócz obrazów w cerkwi przechowywano jeszcze księgę pisanej ręcznie ewangelii słowiańskiej z początku XVI w., ofiarowaną przez Bohdana Chreptowicza, starostę ejszyskiego. Po polsku były w niej zrobione notatki o śmierci Stanisława Augusta, koronacji cesarza Pawła i inne.

Na skutek działań wojennych w 1914 r. dobra szczorsowskie, przez które przechodził front rosyjsko-niemiecki, uległy zupełnemu zniszczeniu, pałac spaleniu, a park w znacznej mierze wycięty. Z tego upadku Szczorse do dawnej świetności już nie powróciły, pałacu w okresie międzywojennym nie odbudowano. Później także i ruiny coraz bardziej "topniały".

 

Worończe

O Worończy, najpiękniejszym dworze województwa nowogródzkiego i jednym z piękniejszych w dawnej Polsce, pisano wprawdzie często, ale zawsze dość lakonicznie i powierzchownie. Najwięcej materiałów, dotyczących przeszłości tej malowniczo wśród sfalowanych wzgórz położonej miejscowości, opartych być może na miejscowym archiwum, znajdujemy w artykule z 1878 r. zamieszczonym w "Kłosach", dowiadujemy się więc z niego, że wojewoda brzeski Stefan Kurcz, przeniósłszy się w 1566 r, ze stron nadbużańskich w strony nowogródzkie, kazał przetrzebić nowo nabyte olbrzymie lasy woronczańskie i założył tam pierwszy dwór. O tym dworze nic jednak nie wiemy, jak też o tym, kiedy dobra przeszły w ręce następnych dziedziców, Niesiołowskich. Stało się to chyba jednak w kilkadziesiąt lat później, gdyż w pierwszej połowie XVIII w. jako dziedzic Worończy występuje już Kazimierz Niesiołowski, po śmierci króla Jana III, marszałek Konfederacji nowogródzkiej, a później wojewoda mścisławski.

W drugiej połowie XVIII w., wraz z dwunastoma innymi folwarkami i kluczami Worończa należała do ostatniego wojewody nowogródzkiego Józefa Niesiołowskiego. Jego syn Ksawery, generał wojsk polskich zamienił jednak ten majątek w pierwszej połowie XIX. w. z generałem Florianem Kobylińskim na dobra w ówczesnym Królestwie. Córka Kobylińskiego, hr. Rostworowska, sprzedała następnie Worończę około 1844 r. Antoniemu Mierzejewskiemu. Drogą wiana Izabeli Mierzejewskiej, która wyszła za mąż za Aleksandra Lubańskiego, właściciela Lubania w pow. wilejskim i Jachimowszczyzny w pow. oszmiańskim, przeszły dobra z kolei w posiadanie rodziny Lubańskich, w której ręku pozostawały aż do 1939 r. Ostatnia dziedziczka, Izabela Lubańska rozstrzelana w Worończy w 1943 r., zginęła tam wraz z rodziną.

Data powstania spalonego w tym samym czasie doszczętnie dworu jest wyjątkowo znana. W miejscu zburzonej przez Szwedów siedziby Kurczów, wzniósł go bowiem w 1787 r. wojewoda Niesiołowski, używając w tym celu drzewa modrzewiowego sprowadzonego z drugiego jego majątku, to jest Myszy, położonego w odległości 40 wiorst. Nie jest rzeczą wykluczoną, że pierwotnie był to budynek znacznie mniejszy, z jednym czterokolumnowym gankiem i trzyokienną nad nim facjatą od frontu. Później dobudowano drugi ganek, nieco węższy, ale także z czterema potężnymi murowanymi, białymi kolumnami i dwuokienną facjatką. Całość została ostatecznie nakryta jednolitym, łamanym gontowym dachem mansardowym z wytwornie zarysowanymi owalnymi w kształcie lukarnami. Nie tynkowane ściany dworu dzielone były drewnianymi pilastrami, umieszczonymi pomiędzy wysokimi oknami, z charakterystyczną osiemnastowieczną stolarszczyzną i okiennicami. W centrum ogrodowej fasady mieścił się obszerny ale niski taras, nakryty późniejszym zapewne dachem. Dom wznosił się na nieznacznym podmurowaniu.

Po obu stronach bardzo rozległego dziedzińca paradnego, równocześnie z dworem wybudowane zostały parterowe, także drewniane podłużne oficyny powiązane stylowo z korpusem głównym. Służyły one jako kuchnie, spiżarnie i mieszkanie dla służby. Po pierwszej wojnie światowej ocalała tylko jedna z nich. Naprzeciw głównej osi dworu wznosiła się okazała, wysoka, murowana brama wjazdowa w stylu barokowym. Składała się ona z czterech masywnych, czworograniastych słupów zwieńczonych gzymsem. Dwa środkowe posiadały wysokość większą, skrajne, o nieco mniejszym przekroju, połączone ze środkowymi murkiem parawanowym, były też znacznie niższe, z furtami dla pieszych. Oba środkowe filary spięto górą za pomocą metalowej klamry ze stylizowaną koroną szlachecką w jej centrum.

Wnętrze dworu zawierało około 20 pokoi i sal. Do XX w. zachował się szereg starych pieców i kominków. Widoczne też jeszcze były ślady kaplicy domowej, gdzie niegdyś regularnie każdego dnia o godzinie 8 rano kapelan odprawiał mszę. Słuchał jej wojewoda Niesiołowski z przyległej sali jadalnej w otoczeniu licznych dworzan. Za jego czasów Worończa była jednym z najżywszych ognisk życia towarzyskiego na Litwie, gdyż stale odbywały się tam liczne zjazdy obywatelskie, narady przedsejmowe, festyny i biesiady myśliwskie, jako że pan włości namiętnie lubił polowanie. Nic też dziwnego, ze największą we dworze była sala jadalna. Wraz z przyległym kredensem zajmowała ona niemal cały środek domu od strony zajazdu, to jest przestrzeń między prawym gankiem paradnym i lewym, służbowym. Nie wiemy oczywiście, jak wyglądała ona za czasów Niesiołowskich. Według stanu sprzed 1914 r. posiadała jeden róg ścięty. Mieściła się tam wnęka zamknięta półkoliście, w której stał potężny kaflowy piec gdański, najprawdopodobniej osiemnastowieczny. Ściany, do wysokości parapetów okiennych wyłożone ciemną boazerią w kolorze drzwi, miały powyżej obicie z tłoczonej w deseń skóry. Posadzka sali składała się z dużych kwadratów, skomponowanych z ukośnie ułożonych klepek dębowego parkietu. Pozbawiony prawie dekoracji sufit nie posiadał już wówczas żyrandoli. Ruchome urządzenie pokoju jadalnego stanowiły dziewiętnastowieczne, rzeźbione w dębie meble, a więc przede wszystkim masywny stół oraz szereg plecionych krzeseł z wysokimi oparciami, dalej bufet w stylu Ludwika Filipa oraz sporych rozmiarów kryta atłasem kanapa, przypominająca kształtem meble z okresu renesansu. Na małych stolikach w stylu Ludwika XVI i późniejszych, umieszczonych między oknami, stały wysokie brązowe kandelabry.

Układ pozostałych pokoi był amfiladowy, ale nieregularny. Z hallu przyległego do ganku "paradnego", z salą jadalną po jego lewej stronie, wchodziło się na prawo do obszernej biblioteki. W starych mahoniowych szafach ustawionych wokół ścian przechowywano spory księgozbiór, który całkowicie przepadł w czasie pierwszej wojny światowej. Inne pokoje zarówno w prawym, jak w lewym skrzydle frontowym, służyły bądź jako mieszkalne, bądź służbowe czy gościnne. Właściwe komnaty reprezentacyjne mieściły się od strony ogrodu. Mniej więcej pośrodku domu usytuowany był tzw. "salon portretowy", urządzony meblami orzechowymi, inkrustowanymi. Stał tam również fortepian. Do pokoju tego wchodziło się z sali jadalnej, zaś przejść stąd można było także dalej do znajdującego się w amfiladzie na prawo salonu "zielonego", na lewo zaś do buduaru, dawnego pokoju mieszkalnego woj. Niesiołowskiego.

Salon "zielony" posiadał chyba najbogatsze wyposażenie. Składało się na nie wzorzyste obicie ścian, sufit ozdobiony sztukaterią oraz brązowym żyrandolem z kryształami, czy wreszcie posadzka w deseń, podobnie jak w pokoju stołowym. W salonie tym stało kilka bardzo interesujących kompletów mebli, utrzymanych w stylu Ludwika XIV, a więc dwie konsole z lustrami, różnego kształtu stoły i stoliki, kanapa, fotele z oparciami medalionowymi, jak też wiele krzeseł. Podłogę zaścielał również jak w salonie duży dywan wschodni. Stylowe urządzenie posiadały także niektóre inne pokoje. Większego jednak zbioru dzieł sztuki za czasów Lubańskich w Worończy nie było, gdyż dwór ten traktowano raczej jako rezydencje letnią. Zbiory, rodzinne, w tym obrazy, brązy, porcelana i in., pozostały w Lubaniu na Wileńszczyźnie.

Oprócz głównego domu mieszkalnego oraz oficyn, połączonych z nim ogrodzeniem tynkowanym na biało, służącym także jako oddzielenie frontowego dziedzińca od parku, znajdował się w Worończy jeszcze jeden ciekawy obiekt zwany "skarbczykiem". Stał on tuż za lewą oficyną. Był to budynek podobnie jak wszystkie inne parterowy, dziewięcioosiowy, z jednoosiowym ryzalitem mieszczącym główne wejście pośrodku. Posiadał ściany tynkowane, dzielone poziomym żłobkowaniem, z wgłębionymi płaszczyznami mieszczącymi otwory okienne. W centrum dwuspadowego dachu gontowego występowała dość wysoka wieża kwadratowa z zegarem. Obie ściany szczytowe "skarbczyka" zaopatrzone zostały w potężne przypory. Dalszym, godnym uwagi obiektem była stara kuźnia, stojąca naprzeciw "Skarbca". Jeszcze ciekawiej prezentował się wszakże młyn nad stawem. Był nim obszerny choć niski budynek, nakryty wysokim czterospadowym dachem i ozdobiony ganeczkiem z dwoma masywnymi kolumnami. Pod dworem istniał labirynt lochów, które łączyły się z innymi podziemnymi korytarzami, wykopanymi pod całym niemal ogrodem.

Park dworski w Worończy odznaczał się również wyjątkową malowniczością. Otaczał on zewsząd siedzibę, choć najciekawsze jego partie znajdowały się od tyłu domu. Pozostawiono tam szeroko otwartą przestrzeń, ujętą z lewej strony starą kilkusetletnią aleją lipową, z drugiej zaś wysokopiennym lasem sosnowym, utrzymanym również jako ogród spacerowy. W podłużnej dolinie, zamkniętej tymi ramami, spiętrzone wody strumyka utworzyły prostokątny staw, zakończony mostkiem i otoczony dokoła ścieżkami. Wśród wspaniałego starodrzewia, przeważnie liściastego, wyróżniał się potężny dąb, którego wiek obliczano na 700 lat. Starannie utrzymane aleje i ścieżki parku obsadzone były w pobliżu domu rabatami kwiatów. Całą siedzibę wkomponowano przed laty w krajobraz lesisto-polny, nad którym dominowały wielokilometrowe sędziwe aleje kasztanowe, wijące się po zboczach dość wysokich wzgórz.

Oprócz dworu, w odległości ok. 1 km od niego znajdował się jeszcze w Worończy wzniesiony na wyniosłym pagórku stylowy, murowany kościół z plebanią, ufundowany w 1809 r. także przez woj. Niesiołowskiego i jego małżonkę z ks. Massalskich. W jego podziemiach spoczywały prochy fundatorów do momentu, gdy Worończa przeszła w obce ręce. Wówczas obie trumny zabrane zostały do innego majątku Niesiołowskich, Serweczy i złożone w tamtejszej kaplicy.

 

Tuhanowicze

Tuhanowicze - miejscowość najbardziej chyba znana spośród innych powiatu nowogródzkiego - była niegdyś gniazdem rodziny ks. Tuhanów. Za Zygmunta I dobra tamtejsze przeszły we władanie Massalskich, którzy dla odróżnienia od innych gałęzi swego rodu, zaczęli używać nazwiska Tuhanowskich. W XVI w. Tuhanowicze przejściowo należały do kilku różnych właścicieli, jak Danejkowie, Tuhanowscy, Norniccy i Kościenniccy, a następnie, na długie lata stały się dziedzictwem Wereszczaków. W końcu w drugiej ćwierci XIX w. córka Józefa Wereszczaki, Zofia, wyszła za mąż za Konstantego Tuhanowskiego (zm. w 1863 r, w wileńskim więzieniu) i w ten sposób dobra znów wróciły w posiadanie dawnych dziedziców. Ostatnią właścicielką była panna Józefa Tuhanowska, która zapisała majątek Mińskiemu Towarzystwu Rolniczemu z obowiązkiem utrzymywania we dworze szkoły rolniczej. Po pierwszej wojnie światowej Tuhanowicze przeszły na rzecz Państwa Polskiego, które p.Tuhanowską jako wielką krzewicielkę kultury polskiej w Nowogródzkiem odznaczyło orderem Polonia Restituta. Zmarła ona w 1930 r.

W dziejach literatury narodowej Tuhanowicze wsławiły się głównie dzięki Mickiewiczowi, który, wprowadzony tam przez Tomasza Zana, często odwiedzał swego kolegę Michała Wereszczakę. Aż do wybuchu pierwszej wojny światowej w stanie nie zmienionym od tamtych czasów przetrwał w Tuhanowiczach stary dwór, park i inne pamiątki związane z pobytem Wieszcza.

Dwór tuhanowicki był dość typową siedzibą szlachecką, szeroko rozsiadłą w rozległym ogrodzie i złożoną z dwóch podstawowych budynków mieszkalnych, to jest właściwego domu i oficyny. Główny dom mieszkalny prezentował się stosunkowo skromnie. Był to bowiem niski, murowany, mocno wydłużony budynek parterowy, nakryty gładkim czterospadowym dachem gontowym. Od zajazdu posiadał niewielki ganek z czterema kolumienkami i półokrągłym oknem w trójkątnym szczycie. Ściany miał gładkie, bielone. Nie wiemy, jak było rozplanowane i urządzone wnętrze, gdyż żaden autor drukowanych wspomnień z pobytu w Tuhanowiczach o tym nie mówi. Ograniczają się oni tylko do wzmianki, ze lewy, narożny pokój od frontu zajmowała niegdyś Maryla Wereszczakówna. Tylko Edward Chłopicki, który zwiedzał Tuhanowicze ok. 1869 r., zwrócił uwagę na kilka zawieszonych na ścianach "ładnych akwarelowych obrazków pejzaży" Wincentego Dmochowskiego. Znajdujący się także w zbiorach tuhanowskich duży olejny obraz tegoż artysty, zatytułowany "Polowanie", uznał jednak za "utwór słaby i niegustowny". Zachwyt jego wzbudziło natomiast "prześliczne płótno" Jean Baptiste Greuze'a - "Psyche i amorek", nabyte z licytacji sapieżyńskiego Dereczyna. Uwagę Chłopickiego zwróciły w końcu dwa ogromne roztruchany, pokryte z wierzchu numizmatami, ustawione na jednym z kominków.

O jakieś sto kroków na prawo, poza szerokim okrągłym trawnikiem, na tle bujnej zieleni drzew stała oficyna dworska tzw. "murowanka". Był nią budynek krótszy od poprzednio wzmiankowanego, stojący na wysokim podmurowaniu i ozdobiony okazalszym gankiem z czterema parami stojącymi kolumnami, wspierającymi obszerny balkon, nad którym znajdowała się facjatka. Budowla posiadała wysoki dach, pierwotnie zapewne łamany oraz opilastrowane narożniki ścian. W całości "Murowanka" prezentowała się daleko okazalej niż główny budynek mieszkalny i nie jest rzeczą wykluczoną, że to ona właśnie była pierwotnym dworem. W czasach późniejszych do lewego końca oficyny dobudowano drewniane nie tynkowane skrzydło, w którym mieściła się kuchnia, pokoje dla służby oraz mała oranżeria.

Z ganeczku "Murowanki" drzwi wejściowe prowadziły do sieni, a stamtąd na prawo do komnaty zajmowanej kiedyś przez Mickiewicza. Była to dość duża izba o trzech oknach, z których dwa wychodziły na gazon, jedno zaś boczne - na główny dom mieszkalny. Można stąd było widzieć okna pokoju Maryli. W "Murowance" tradycyjnie lokowano wszystkich przebywających w Tuhanowiczach gości płci męskiej. Wspomnienia związane z pobytem poety ściągały do dworu Wereszczaków i Tuhanowskich w ciągu XIX i XX w. wielu literatów, poetów, uczonych. Gościli tam m.in. T, Korzon, J. Chełmoński, M. Konopnicka, Z. Kallenbach, E. Orzeszkowa, B. Dybowski i in. Niektórzy z nich uwieczniali swój pobyt w gościnnym domu sentencjami i rysunkami, umieszczanymi na ścianach dawnej komnaty mickiewiczowskiej, gdzie np. wiersz Konopnickiej widniał obok sentencji jakiegoś biskupa. Z lewej strony pół ściany zajmował olbrzymi rysunek węglem z podpisem: "Wojewoda z kozakiem za krzakiem". Aby uczcić pamięć poety, dziedzice Tuhanowicz umieścili przy dawnym oknie panny Wereszczakówny wysoki, czworograniasty słup skośnie ścięty z napisem, który informował, że "Tu mieszkała Maryla, pierwsza miłość Adama Mickiewicza", a przy oficynie drugi napis: "W tej "Murowance" gościł Adam Mickiewicz w latach 1818 -1820".

W głębi parku, zajmującego powierzchnię ok. 5 ha, w odległości ok. 100 metrów od oficyny znajdowała się uwieczniona w "Dziadach" altana, którą tworzyła grupa dwunastu zasadzonych w krąg lip. Drzewa te z czasem osiągnęły olbrzymie rozmiary. Przed 1880 r. szlachta nowogródzka ufundowała marmurowe popiersie wieszcza i ustawiła je pośród altany. Stał on tam ponoć tylko kilka dni, gdyż trafiony przez piorun rozpadł się w kawałki. Ocalał tylko postument. Z kolei po pierwszej wojnie umieszczono w tym miejscu tablicę z cytatem: "Altano, mego szczęścia kolebko i grobie". Dopiero za altaną rozciągał się właściwy park pełen dalszego starodrzewia i rozległych polan, z których otwierały się przepiękne widoki na malowniczą sfalowaną okolicę. Od strony łąk położonych wzdłuż rzeki Serweczy park oddzielała grabowa aleja, z drugiej zaś strony granicę stanowił długi wał. W obrębie ogrodu stała też nieduża kapliczka z grobami rodzinnymi właścicieli Tuhanowicz. Malowniczość parku podkreślały dodatkowo stawy widoczne z okien "Murowanki". Na brzegu jednego z nich rosła rozłożysta lipa i ogromna płacząca wierzba. Do pamiątek związanych z imieniem Mickiewicza zaliczano jeszcze ponad wiekową brzozę oraz ukryty w lesie wśród jaru głaz narzutowy, długości 4,1, wysokości 3, a szerokości 1,9 m zwany "Kamieniem Filaretów", cel częstych spacerów poety. W 1915 r. przez Tuhanowicze przechodził front. Działania wojenne nie oszczędziły więc żadnego budynku. Zostały po nich tylko fundamenty. Mocno ucierpiał także i park z olbrzymimi starymi dębami, lipami, jesionami i klonami. Ocalała wszakże jeszcze na czas jakiś słynna mickiewiczowska altana.