Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Młodość Mickiewicza w Nowogródku

 

Kraj lat dziecinnych!... On zawsze zostanie

Święty i czysty, jak pierwsze kochanie,

Niezburzony błędów przypomnieniem,

Niepodkopany nadziei złudzeniem,

Ani zmieniony wypadków strumieniem.

Epilog do "Pana Tadeusza"

 

Cichy, spokojny Nowogródek z melancholijno-pastelowym kolorytem swoich okolic jest najściślej związany z młodością Adama Mickiewicza. Stąd bowiem zakreślił on szeroki swój lot na wyżyny poetyckiego natchnienia. "Dzieciństwo sielskie, anielskie" oraz lata młodzieńcze poety, spędzone wśród "pagórków leśnych i łąk zielonych" wywarły niewątpliwie decydujący wpływ na ukształtowanie się kompleksu uczuciowości przyszłego romantyka, który najczystszych wzruszeń doznał w ciepłej atmosferze domu rodzinnego, w fantastycznym świecie podań i baśni, opowiadanych przez nianię w długie wieczory, w beztroskich zabawach dziecięcych, i wreszcie w pierwszych młodzieńczych porywach miłosnych...

Przedmiotem pierwszej miłości Mickiewicza - jeszcze na parę lat przed poznaniem Maryli - była prosta, rumiana i pospolita dziewczyna z okolic nowogródzkich imieniem Johana. Uczucia, którymi wrażliwy młodzieniec obdarzył tę dziewczynę były wprawdzie sielankowe lecz ... nietrwałe. Dla Joasi też ułożył jedną z pierwszych ballad "To lubię", której pierwotna redakcja zwrotek była następująca:

Może też pamięć o minionej wiośnie

Zimowy wierszyk okrasi,

Chcę coś okropnie, coś pisać miłośnie

O strachach i o Joasi.

 

Za to w Zaosiu o północnym czasie

Kiedy się wszyscy spać kładą,

Ja na dobranoc, żegnając Joasię -

Taką straszyłem balladą.*

Młody filareta wileński na wakacje przyjeżdżał do Nowogródka. Wrażenia swoje z wczasów letnich w tych stronach opisywał w listach do przyjaciół. I tak np. w liście do Jeżowskiego, datowanym w lipcu 1818 r. między innymi pisze: "...Przyjechałem do Nowogródka i bawię się wesoło, piszę listy do was wszystkich wiwlasów... Nie uwierzysz, ile mnie bawi Nowogródek. Mnóstwo oryginałów z szczególniejszymi, a zawsze coraz innymi charakterami daje obfitą materyę do uwag filozoficznych, które pospolicie kończą się śmiechem. Odpakowałem moje papiery, jeszcze nic nie robię, mam albowiem na kilka dni wyjechać, skąd zaraz powracam ."

W czasie wakacji tego roku Mickiewicz poznaje Marylę, dla której imię pierwszej swojej kochanki Joasi wykreśli niebawem nie tylko w strofach ballady, ale i w sercu swoim - na zawsze.

Młody poeta wakacje miewa wesołe i nader urozmaicone. Nie zasklepia się on w samym li tylko Nowogródku. Jeździ po okolicy, odwiedza przyjaciół i znajomych, nie ma nawet dostatecznie czasu na odpisywanie wileńskim towarzyszom. Żartobliwie nazywa ich "pilnymi korespondentami", gdyż zasypują go listami, w których narzekają na opieszałość swego "wiwlasa".

W liście Mickiewicza do Jana Czeczotta z dnia 2 sierpnia 1819 r. czytamy:

"Kochany Janie, przyjacielu ! Gdyby nie twoje gniewliwe i żałobliwe tremy, powiem po prawdzie, że dotychczasbyś listu ode mnie nie odebrał, bo naprzód interesu do ciebie nie miałem, bo po wtóre oświadczeniami przyjaźni zapchać czwiartkę jest dla mnie a zapewne i dla ciebie nudną rzeczą ... potrzecie napisać poetycko - konceptowało, ażeby i siebie i ciebie zabawić, nie zawsze się uda, a zatem nic nie pisałem. Prócz tego dotychczas ani dnia w domu nie przesiedziałem. Pierwsze chwile przeszły na odpoczywaniu, później wyjechałem i jeżdżę codzień w inne strony, bawiąc się, a nawet czasami kochając się po Zanowsku. Teraz nawet piszę w cudzym domu, na cudzym stole, w Miłaszewie. Notabene po stancji, gdzie piszę, przechadza się z piętnaście osób, ja sam przyjechałem tu na imieniny i tylko co nie gotów jestem zaśpiewać Januarius.

...Teraz pracuję nad poezyą ważniejszą. Pewnie nad Demostenesem powiesz? Bynajmniej; to nad kartoflą? Nie zgadłeś! Nad czemże? Oto nad soneciczkami, piosneczkami i trioleciczkami i różnego nazwiskami, a za to wszystko odbieram zapłatę lepszą, niż ty od twojej Antosi.

Ale za to czas dyable prędko mija, w tych dniach zjadę do Szczors powtórnie i tam z parę tygodni na osobności popracuję..."

A w następnym 1iście z sierpnia tego samego roku Mickiewicz odpisuje krótko Jeżowskiemu i Pietraszkiewiczowi: "gniewajcie się, czy nie gniewajcie, w pół godziny wyjeżdżam do Wereszczaków, a od nich do Szczors; po wtóre czas króciutki, piszę do obydwu razem.

Jeżdżenie, polowanie, patrzenie na piękności, słuchanie, granie, działanie, kolbulowanie, śmianie się do rozpuku, całą noc pieśni rewolucyjne, w licznej drużynie - spliny czasem: oto obraz krótki wakacyi - dla wiwlasów nie próżnuję. W Wilnie będę po pierwszym".

Lato 1819 r. - to ostatnie wakacje Mickiewicza w Nowogródku. Po ukończeniu studiów wyjechał do Kowna. Uciążliwa praca nauczycielska, śmierć ukochanej matki i drugi równie bolesny cios - ślub Maryli z Puttkamerem: oto momenty, rozpoczynające "wiek męski, wiek klęski" poety.

W sierpniu 1821 r. Mickiewicz raz jeszcze zawitał do Nowogródka, lecz z jakim smutkiem i bolesnym rozczarowaniem połączony był ten przyjazd w rodzinne strony, niech o tym świadczą szczere zwierzenia samego poety w liście, pisanym w owym czasie z Tuhanowicz do Jana Czeczotta:

"...Jak tylko wyjechałem z Wilna, już żałowałem wyjazdu. Przebyłem drogę nudnie, zajechałem do cudzego domu; pobiegłem na nasz niegdyś dziedziniec. Żal mnie nie pozwolił uważać spustoszenia, które było w koło mnie; oficynkę, w której mieszkaliśmy, znalazłem otwartą, ale ciemną. Postaw się w mojem miejscu. Nikt mnie nie spotkał, nie słyszałem owego: Adam, Adam! Tak mnie żal ścisnął, że długo nie mogłem odetchnąć! Chodziłem po wszystkich kątach, odemknąłem drzwi spiżarni. Wtem z góry schodzi nasza stara służąca, którą po ciemnie ledwie poznałem i tak trudną do poznania: wybladła i nosząca znaki długiej nędzy. Po wrzasku z obopólnego poznania się, płakaliśmy razem. Biedna ta sługa u nas strawiła wiek, teraz bez sposobu do życia; mieszkała długo w tym domku, żyjąc z pracy; teraz jeszcze błąka się po pustkach. Oddałbym jej grosz ostatni, gdybym wtenczas miał przy sobie. Chciałem bawić się u dobrych Terajewiczów, ale nie mieszkałem osobno, musiałem schodzić na śniadania, obiady, wieczerze, siedzieć po godzin kilka, prowadzić obojętne rozmowy. Uciekłem do Ruty, tu ani dnia wytrzymać; w Nowogródku był przynajmniej nasz dawny dziedziniec do spacyeru i blizkie mogiłki.

Widziałem się z kobietami, z ową Johasią, niegdyś dosyć lubianą, lubo pospolitą istotą; postrzegłem ze smutkiem, że wszystkie obudzają wstręt we mnie, i że już o kobietach dla mnie nie myśleć, a zwłaszcza tak blisko Tuhanowicz. Przypomnę jeszcze trochę z podróży. Hryszkiewicz mówił, że Puttkamerowie mieszkają tylko o milę...

O milę tylko! - Chodząc na spacyer, pytałem o każdą dróżkę, gdzie idzie, chcąc trafić na dróżkę do M(aryli) i w tę stronę choć popatrzeć! Ale wytrzymałem pokusę jechania. Jakoż ona tam nie była.

Z Ruty jadę do Tuhanowicz; w bramie samej spotkałem karetę i zaraz poznałem, a raczej uczułem, że tam była M(aryla). Nie wiem, co się ze mną działo. Mijaliśmy się, mignęło coś w bieli. Nie śmiałem odezwać się. Nie wiem zgoła, jak zajechałem. Dowiaduję się, żem się spotykał z M(arylą), o czem w duszy wiedziałem. Dom mieszkalny tu inszy; dawny przestawują, nie mogę poznać, gdzie był kominek, gdzie stało fortepiano.

... Lada dzień według projektu Michała (Wereszczaki) pojedziem w puszczę nad Świteź do małego folwarczku na dni kilka; będziem jeździć po lesie i dumać..."

Zaczęły się dla poety dni smutne i ciężkie. Obarczony troskami i żmudną pracą codzienną skarży w jednym liście do Malewskiego: "Kowno dla mnie staje się domem, Wilno gościną, Nowogródek zagranicą".

Tymczasem ówczesne wypadki wileńskie oderwały Mickiewicza od jego stron rodzinnych, których już nigdy potem nie miał zobaczyć.

Dopiero po długich latach nieukojona tęsknota poety - pielgrzyma do stron ojczystych znalazła swój potężny wyraz w doskonałym pięknie pana tadeuszowych strof.

Na obczyźnie danem mu było tylko marzyć:

 

Te kraje radbym myślami powitał,

Gdziem rzadko płakał, a nigdy nie zgrzytał,

Kraje dzieciństwa, gdzie człowiek po świecie

Biegł, jak po łące, a znał tylko kwiecie

Miłe i piękne; jadowite rzucił,

Ku pożytecznym oka nie odwrócił.

 

*Stanisław Wasylewski. O miłości romantycznej.

(Z. L. 9/1938)

Stanisław Bubień