Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Czuję całym sobą tę ziemię...

 

Z Walerym Januszkiewiczem, młodym białoruskim rzeźbiarzem, autorem pomników Adama Mickiewicza w Nowogródku i Lidzie, rozmawia Aleksander Kołyszko

 

- Z Nowogródczyzny pochodzi wiele sławnych postaci. Dlaczego Ciebie zafascynował właśnie Mickiewicz?

- Moje pokolenie mimo że nie zna języka polskiego, zna Mickiewicza. Jego poezję poznawaliśmy w różnych okolicznościach. Ja po raz pierwszy zetknąłem się z nią jeszcze w dzieciństwie - wiersze Mickiewicza czytała mi moja mama. Lecz dopiero później pojąłem jego wielkość. Ziemia nowogródzka rzeczywiście wydała wielu znakomitych ludzi, korzenie Dostojewskiego też sięgają tutaj, ale Mickiewicz jest wielkością numer jeden i jest zwierciadłem tej ziemi. W swoim rodzinnym mieście nie miał jednak pomnika, choć stały w Warszawie, Krakowie i w Paryżu. Postanowiłem więc go zaprojektować. Prace rozpocząłem w 1983 roku, jeszcze jako student trzeciego roku ASP w Mińsku. Cztery lata później władze miejskie Nowogródka zdecydowały się na realizację mojej pracy. Zanim pomnik stanął, upłynęło jednak jeszcze sporo czasu. Wykonałem też popiersie Mickiewicza, które przekazałem w darze Klubowi Miłośników Kultury Polskiej w Lidzie.

- Polacy uważają Mickiewicza za Polaka, Litwini - za Litwina, a Białorusini za Białorusina. Jak ty odbierasz tę postać?

- Ja nie mam takiego dylematu. Gdyby Mickiewicz pisał o Krakowie lub Poznaniu, o ich kulturze i tradycjach, zastanowiłbym się pewnie. Ale on pisa' o tej ziemi, po której ja chodzę, rozpoznają te krajobrazy. Dziady to są nasze wierzenia i tradycje, Grażyna - to nasza historia. I choć pisał je po polsku, przetłumaczone na białoruski są nam bliskie. Mickiewicz jest dla nas naszym poetą narodowym. I nie jest ważne, jak on sam siebie nazywał - Polakiem, Francuzem czy Litwinem. Bo najważniejsze jest, co i jak pisał.

- Wiemy już, że poezja Mickiewicza zafascynowała Cię już w dzieciństwie, a kiedy zacząłeś interesować się rzeźbą?

- Również bardzo wcześnie, bowiem w wieku 12 lat dostałem się do republikańskiej szkoły internatu dla uzdolnionej młodzieży i już wtedy zacząłem zajmować się rzeźbą.

- Czy pomysł na rzeźbę rodzi się w Tobie, czy może potrzebny Ci bodziec zewnętrzny?

- Różnie to bywa. Na przykład sam bardzo chciałem zrobić płaskorzeźbę wielkiego rodaka Michała Kleofansa Ogińskiego. Przezwyciężając liczne trudności, udało mi się do mego projektu przekonać odpowiednie osoby i tablica powędruje do Florencji. Z kolei z projektem pomnika Skoryny stanąłem do konkursu ogłoszonego przez uniwersytety w Krakowie i Padwie. Powiodło mi się, co sprawiło mi ogromną radość, bo bardzo chciałem zrealizować ten projekt. Potem pomnik Skoryny zamówiło u mnie Towarzystwo Białoruskie z Lidy.

- Czy zatem częściej robisz "dla duszy" czy na zamówienie?

-Próbuję to łączyć. Nigdy nie robiłem niczego wbrew sobie. Nawet wtedy, kiedy zamawiano u mnie rzeźbę kogoś, kogo przedtem w ogóle nie znałem (na przykład Ambasadora Rosji w Japonii - Gaszkiewicza, dla Ostrowca). Paderewskiego wykonywałem na zamówienie hrabiego Ksawerego Pusłowskiego z Londynu. O Paderewskim sporo wiedziałem, znałem też jego muzykę, ale nigdy nie przypuszczałem, że będę rzeźbił dla Zamku Królewskiego w Warszawie.

- Tematyka religijna zajmuje w twojej twórczości dużo miejsca. Skąd to się bierze?

- To jest silna wewnętrzna potrzeba. Poza tym sztuka zawsze służyła Kościołowi, gdzie zresztą znajdowała najwdzięczniejszych odbiorców. Inna sprawa to kondycja naszych świątyń. Zdewastowane za czasów sowieckich, wymagają szybkiego odnowienia. Zrobiłem trzy Drogi Krzyżowe. Pierwsza była dla kościoła św. Rocha w Mińsku. Ponieważ jej fotografię zobaczyły dwie Niemki, zamówiły jeszcze jedną Drogę. O miejscu jej usytuowania miałem decydować sam. Więc wybrałem rodzinny Raków. Potem nadeszło zamówienie od biskupa Sochy z Gorzowa dla kościoła w Paradyżu. Zarabiam tylko na zamówieniach z Zachodu, bo wszystko, co wykonuję na Białorusi, jest praktycznie za darmo. Robiłem też pomnik Nazaretanek przy farze w Nowogródku, dużą figurę Matki Bożej dla kościoła św. Stanisława w Mohylewie i wiele mniejszych rzeźb. Obecnie pracuję nad dużym krucyfiksem dla kościoła na Złotej Górce w Mińsku.

- Kiedyś powiedziałeś mi, że Twoja matka chciała wrócić do Polski. Stąd za granicę wyjechało już sporo ludzi. Czy wyobrażasz sobie siebie mieszkającego i tworzącego gdzieś poza Białorusią?

- Wiesz, czuję całym sobą tę ziemię. Tutaj spoczywają moi dziadkowie i pradziadkowie. Dlaczego nie wyjechała wtedy moja matka? Babcia jej powiedziała: "Pojedziecie tylko wtedy jak umrę i pochowacie mnie w tej ziemi". Gdy dzisiaj patrzę na rodzinę w Polsce, odczuwam pewną obcość, dystans. Wielu z mego pokolenia wyemigrowało do Stanów, Australii. Ale ich korzenie są tutaj, a nie na nowej ziemi. Nie stwarza to bazy dla twórczości. Jestem szczęśliwy, że matka nie wyjechała. Ojciec też urodził się na radzieckim terytorium, blisko Rakowa, ale za granicą. Dziad był represjonowany, więc ojciec zjeździł kawał Syberii. Całe szczęście, że wrócił, bo wielu zginęło.

- Wydaje mi się, że białoruska inteligencja w dużym stopniu uległa zachodnim wpływom. Czemu to byś przypisał - czy oddziaływaniu religii katolickiej, czy jakimś innym czynnikom, ideom?

- Widzę to inaczej. Nie jako wpływy Zachodu, lecz jako nagromadzoną w nas przez stulecia kulturę mającą swe korzenie w starożytnej Grecji i Rzymie, w chrześcijaństwie. Naszą mentalnością tkwimy w cywilizacji zachodniej, również nasza kultura zawsze była zachodnia dzięki naszym przodkom. I teraz odradzamy się na nowo, wracając do tego, co Moskwa przez kilkadziesiąt lat niszczyła. Bogactwem tej ziemi była też różnorodność religijna - to, na szczęście, pozostało, i narodowościowa - ale ta została całkowicie zniszczona i nie da się już jej odtworzyć.

- Jako artysta twardo stoisz na tej ziemi, która jest źródłem twej twórczości. A jaki wpływ ma na nią rodzina?

-Jestem szczęśliwy, ponieważ jestem otoczony i rodziną, i przyjaciółmi, na których zawsze mogę liczyć. Nie mógłbym pracować w innym kraju bez oparcia w ludziach i ziemi. W mojej rodzinie jest malarz, grafik, literaturoznawca, fizyk. Kiedyś myśleliśmy o utworzeniu własnej rodzinnej galerii w Rakowie. Ale tak naprawdę nie jest ona dla mnie ważna. Chcę upiększać dom, w którym mieszkam, swoją ojczyznę.