Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Służyła Bogu i ludziom

 

Kim jest ta zakonnica o miłym wyglądzie i dobrym uśmiechu i dlaczego zaraz nasuwa się pytanie o Jej kanonizację, tzn. umieszczenie Jej w gronie błogosławionych ?

Siostra Ewa w świeckim życiu znana była jako Bogumiła Noiszewska. Urodziła się na Wileńszczyźnie w miejscowości Osaniszki w rodzinie znanego działacza i wybitnego lekarza okulisty Kazimierza Noiszewskiego jako najstarsza spośród jedenaściorga dzieci rodziny Noiszewskich. Od wczesnych lat pomagała matce w wychowywaniu braci i sióstr. Dziadek za udział w powstaniu 1863 r. zesłany został daleko od domu. Po jego śmierci babcia Aleksandra Trajanowska udała się do Tuły, dokąd zabrała małą Bunię (tak nazywano w rodzinie). Tam spędziła dziecięce lata. Dziewczynka znacznie przewyższała swoich rówieśników: wcześnie zaczęła pisać wiersze, dobrze grała na fortepianie. Gimnazjum w Tule ukończyła ze złotym medalem. Potem zdobyła medyczne wykształcenie w Petersburgu i pod wpływem swego kierownika duchownego ks. Zygmunta Łozińskiego (późniejszego biskupa mińskiego) rozpoczyna w swoim środowisku pracę społeczną.

W latach pierwszej wojny światowej pracowała w wojskowych lazaretach. W 1919 roku wstąpiła do Zgromadzenia sióstr niepokalanek. W 20. roku skończyła kursy nauczycielskie i zaczęła pracować łącząc działalność lekarską z wykładami w szkołach klasztornych: w Szymanowie koło Warszawy, w Jazłowcu i Lwowie. Uczennice pamiętają ją jako wychowawczynię wrażliwą, dobrą, mądrą i "ogromnie pokorną". Jako lekarz była niezwykle sumienna, troskliwa, zawsze opanowana i delikatna.

W 1938 r. Siostra Ewa pracowała w Słonimie jako szkolny lekarz i wykładowca w Żeńskim Gimnazjum w klasztorze Niepokalanej Panny Maryi. Polska pisarka Ewa Jabłońska-Deptuła zebrała o Niej ciekawe wspomnienia naszych rodaków. Wszyscy byli Jej wychowankami, dziećmi różnych narodowości. Lubili siostrę Ewę za ciche i łagodne usposobienie i wysoki profesjonalizm. Na zawsze została w ich pamięci człowiekiem miłosiernym.

Koniec 1939 r. naznaczony został rozbojami przeciw religii i prześladowaniami w mieście. Nowa władza pozwoliła Siostrze Ewie pracować w charakterze lekarza. "Niepozorna postać, cichutko przesuwająca się między chorymi", niosła nie tylko pomoc lekarską, ale i religijną. Niedługo trwało polityczne zacisze. Wnet rozpoczął się wywóz zamożnych obywateli, polskiej inteligencji i urzędników na Wschód i Sybir. W czerwcu 1941 r. władza w mieście zmieniła się kolejny raz. Pierwsi pod złowieszczy młot popadli Żydzi. Doznali niemało okrutnej, masowej rzezi niewinnych ludzi. Nieliczni świadkowie tych krwawych wydarzeń opowiadali o zwierzęcości nazistów: strzelaniu do kobiet oczekujących dzieci, rozbijaniu dziecięcych głów o kąty domów, ciskaniu żywych ludzi w płomienie... Kaci byli zadowoleni, kiedy przed rozstrzelaniem ludzie robili ćwiczenia gimnastyczne. Jedno z masowych miejsc rzezi - to łysa Pietralewicka Góra, gdzie przed wojną wydobywano piasek i żwir. Naziści zaganiali gołych ludzi do długiego dołu głębokości około 5-6 metrów i kazali im kłaść się - głowa przy głowie. Z góry strzelali do leżących z kulomiotów. Liczni ranni pod ciężarem ciał dusili się, zachłystywali od krwi, która spływała w dół.

Okrwawione cienie ludzkie, którym udało się wyleźć z jamy, straszyły napotykanych, jak wampiry ze strasznych snów. Nikt nie ważył się im pomagać. Każdy chciał żyć. Niemcy dobijali skazanych już po kilku kilometrach od miejsca rzeźni. Po zniszczeniu Żydów terrorowi podlegali przedstawiciele inteligencji. Ich liczba ogarniała setki i tysiące rozstrzelanych. Trudno uwierzyć, że wszyscy ci ludzie mieli jakiś związek z podziemiem czy partyzantami. Okupanci próbowali zniszczyć najlepszych synów białoruskiej, polskiej i rosyjskiej inteligencji. Ludzi, którzy znaczyli coś w mieście, byli najbardziej narażeni na dostanie się do tego strasznego budynku gestapo przy ul. Więziennej (8 marca), a w następstwie na Pietralewicką Górę.

W takich ciężkich i skomplikowanych czasach niosła swój krzyż Siostra Ewa. W miarę swoich sił pomagała ofiarom "nowego porządku". Często widziano Ją koło więziennej bramy z paczką żywnościową dla uwięzionych. Większość czasu doktor Ewa spędzała poza klasztorem. Okazywała pomoc rodzinom represjonowanych, niezależnie od narodowości i religii. Wśród licznie uratowanych była rodzina stomatologa Kogana, która schowała się na górze, na której mieszkały siostry zakonne. Siostra Ewa tak samo pomagała zawziętym ateistom i komunistom, Żydom, Polakom, Białorusinom. Wszyscy oni znajdowali schronienie w szpitalu klasztornym, pozorując ciężko chorych - bez względu na przekonania religijne i narodowość. Brak konkretnych danych o związkach Siostry Ewy z partyzantami. Jej koleżanki wspominały, że stale przynosiła do klasztoru najświeższe wiadomości zasłyszane gdzieś z podziemnego radia. W mieście byli ludzie gotowi ofiarować swoje życie, by ratować drugiego, ale nikt nie może powiedzieć, ilu było w mieście takich prawych ludzi.

Siostra Ewa dobrze rozumiała, czym może zakończyć się dla Niej miłosierdzie. Niemiecki ksiądz uprzedzał ją o tym, że gestapo śledzi klasztor, gdyż otrzymało wiele donosów na doktor Ewę. Pewnego razu Niemcy wezwali ją do gestapo i uprzedzili, że ukrywa Ona dwie Żydowskie dziewczynki. 18 X 1942r. dr Ewa została aresztowana. Prawdopodobnie przyczyną była recepta, którą u niej znaleźli. Mógł to być też zwyczajny donos. Przypuszczano, że Siostra Ewa wpadła w ręce faszystów z powodu swojej popularności, a takich gestapowcy niszczyli w pierwszej kolejności.

Następnego dnia na Pietralewickiej Górze hitlerowcy rozstrzelali ok. 600 ludzi. Razem z Siostrą Ewą zginęła Siostra Marta (Kazimiera Wołowska) i ksiądz Adam Sztark.

Ubrania zabitych przywieźli do pralni. Jedna z Sióstr poznała rzeczy Siostry Ewy. Po kilku dniach w klasztorze przeprowadzili rewizję i gestapowiec przypadkowo powiedział, że Siostrę Ewę rozstrzelali za związek z partyzantami.

Tak zakończyła się życiowa droga - szlak Bogumiły Noiszewskiej, cudownego człowieka, w którym organicznie złączone było w jedno - służba Bogu i ludziom. Siostra Ewa w dniu swoich ślubów wieczystych w roku 1927 zapisała w małym notesiku taką prośbę modlitewną: "Naucz mnie zgadywać myśli Twoje i pomóc w zbawianiu ludu Twego przez życie ukryte i śmierć męczeńską. Amen".

Opr. na podstawie materiałów nadesłanych przez p. Władysława Leończyka