Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Zwiedzamy ziemię ojczystą

 

We wrześniu odbyła się piąta autokarowa wycieczka Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. Tym razem wybraliśmy się do zachodniej części Ziemi Lidzkiej, do dzisiejszego rejonu szczuczyńskiego. Pierwszą miejscowością na naszym szlaku była mała wieś Iszczołna. Podjechaliśmy do zabytkowego kościoła pw. św. Trójcy fundacji rodziny Wahlów, zbudowany w 1758 r., nieprzerwanie czynny. Każdy miłośnik historii Ziemi Lidzkiej wie, że właśnie w tym kościele w 1863 r. proboszcz ks. Adam Falkowski odczytał manifest Rządu Narodowego i z tego powodu był więziony i w tym samym roku rozstrzelany w Lidzie. Pisaliśmy o tym dzielnym księdzu na naszych łamach. W okresie przedwojennym działała tu słynna szkoła dla dziewcząt, która też jest upamiętniona w kościele tablicą - "Nic dla siebie - wszystko dla Ojczyzny" Na pamiątkę X-lecia szkoły w Iszczołnie 1924 - 1934. W hołdzie założycielki Marii Laskowiczównie.

Wzdzięczni uczniowie."

Po obejrzeniu wspaniałego barokowego kościoła i rozmowie z księdzem wyszliśmy na kościelny dziedziniec. Wokół kościoła zachowało się kilka starych grobów: Rafała Grabowskiego Podkomorzego powiatu prużańskiego (1778 - 1857), Józefa Laskowicza (1858-1937), Stefanii z Januszkiewiczów Olszańskiej (zm.1852), Michała Krydela (zm.1893), rodziny Skarbek-Ważyńskich, Józefy z Pietluckich Kostrowickiej (zm. 1880). Nieoczekiwanie natrafiliśmy na .... zegar słoneczny, co jest dużą rzadkością na naszych terenach.

Następnym naszym przystankiem stało miasteczko Szczuczyn, które dzisiaj jest centrum rejonowym. Cała nasza grupa poszła na Mszę św. do kościoła św. Teresy, a ja postarałem się wykorzystać ten czas na zobaczenia czegoś ciekawego. Znalazłem budynek przedwojennego gimnazjum. Jakże tragiczne jest to miejsce dla nas Polaków, właśnie obok tego budynku w kwietniu 1944 r. rozgorzała się dramatyczna bitwa oddziału AK z niemieckim garnizonem. Akcja AK była tym razem nie udana, 22 akowce zostały zabite, albo dobite po skończeniu walk, jeszcze 19 trafiło do niewoli. Zawieźli ich do lidzkiego więzienia, a potem wszyscy skatowani zostali publicznie powieszeni w Mińsku. Dalej poszedłem na pobliski cmentarz. Ucieszyło mi to, że na grobach akowców leżą kwiaty i stoją zniczy, że pamięć o żołnierzach AK jest żywa. O tym świadczy i tablica pamiątkowa w kościele szczuczyńskim. Na cmentarzu znalazłem kilka grobów godnych uwagi. Grób Aleksandra Żochowskiego, doktora medycyny ( zm. 1874), obok leży Feliks Żochowski, student korpusu inżynierów w Petersburgu (zm.1867). Na obu dość dużych pomnikach są złamane krzyży. A tak samo grób Michała Iwanowskiego, też doktora medycyny (zm. 1889), na tym grobie stoi duży krzyż w bardzo dobrym stanie. Zainteresowali mnie groby i około cerkwi prawosławnej. Tam leżą prawosławni księża - Josif Dawidowicz (zm. 1903), Piotr Ogicki (zm. 1951) z żoną i Dmitrij Ogicki - profesor teologii (zm. 1994). Msza św. w cerkwi skończył się i z cerkwi wyszła maleńka grupka wiernych, wkrótce skończyło się i nabożeństwo katolickie. Tych tłumów ludzi żadna cerkiew na pewno nie zmieściłaby. Wniosek nasuwa się sam. Przejechał przepełniony autobus z idiotycznym napisem na boku - "Puść znajet każdyj grażdanin, pożarnyj nomier 01" , nic mądrzejszego wymyślić nie mogli. Jak i w każdym innym mieście te same nazwy ulic - sowieckaj, komsomolskaja,17-września. Ale jest i ciekawostka - główny plac miasta z tradycyjnym Leninem nosi nazwę - Swobody (plac Wolności). Nazwa placu i ten standardowy pomnik bardzo do siebie nie pasują. Obok Domu kultury, który jest jak na warunki szczuczyńskie olbrzymi, naszą uwagę zwrócił wspaniały pomnik białoruskiej poetce - Ałoizie Paszkiewicz. Jest to trzeci pomnik poetki na Ziemi Lidzkiej, gdzie ona i urodziła się w rodzinie katolickiej. Zauważyłem, że i mieszkańcom Szczuczyna ten pomnik bardzo się podoba i często tu robią zdjęcia, czego nie można powiedzieć o pomniku Lenina. Ludzie przechodzą obojętnie, nie rzucą nawet okiem na ten pomnik "kultury". Podjechaliśmy pod pałac Druckich-Lubeckich, obecnie tu mieści się tak zwany dom oficerów. Weszliśmy do pałacu, z tapczanu podniósł się żołnierz, lecz gdy ujrzał cywili usiadł z powrotem i ziewając spytał - "Czego chcecie?" Odpowiedziałem mu grzecznie, że jesteśmy tutaj z wycieczką i chcielibyśmy zobaczyć pałac. On zdziwił się i spytał - "Jaki pałac?" Biedny żołnierzyku, on nawet nie domyślał się, że pilnuję prawdziwego pałacu, dla niego ten budynek był i zostanie domem oficerów. W końcu powiedział, że zwiedzać nie można. Trudno...

Ze Szczuczyna jedziemy do Różanki, żeby zobaczyć tam kościół i nie zostaliśmy zawiedzieni. Tamtejszy kościół jest wart obejrzenia. Kościół p.w. św. Piotra i Pawła był pierwszą neogotycką budowlą na obszarze obecnej Białorusi. W głównym ołtarzu - obraz Matki Bożej Ostrobramskiej.

Obejrzeliśmy i cmentarz, pośrodku którego stoi kościół, co też jest rzadkością. A może dzięki temu ten cmentarz jest zachowany w bardzo dobrym stanie. Wśród starych grobów są i nowe. Godne uwagi są groby - Aleksandra Moraczewskiego zm. 1906 r., Józefa Moraczewskiego byłego marszałka powiatu lidzkiego zm. 1892 r., Zofii z Stemporzeckich Burzyńskiej kolegialnej radczyni zm. 1889 r., Jana Makarewicza zm. 1900 r., Feliksa Żukowskiego zm. 1860 r. Odnalazłem i grób Leonarda Paprockiego żołnierza AK, który zginął w 1944 r., napis na grobie - "poległ za wiarę i ojczyznę". Oczywiście pomnik jest niedawno postawiony, na pewno przez rodzinę z Polski. Jak że dużo jest pomników akowcom na Ziemi Lidzkiej i Nowogródzkiej, na których napisano - tragicznie zginął i niestety większość tych chłopców już nie doczeka się nowych pomników ze słowami: "żołnierz AK, poległ za wiarę i ojczyznę". Prawie obok pomnika tego młodego akowca widzę pomnik drugiemu polskiemu chłopcu, w sowieckim mundurze wojskowym i takie same słowa jak na grobach poległych akowców - tragicznie zginął. Takich grobów u nas też dużo i wszyscy znają, że w nich leżą nasi polscy chłopcy, którzy zginęli za cudze imperialne interesy w dalekim Afganistanie. Obok kościoła stoi wielki krzyż misyjny, może 13 metrowy, przynajmniej takiego wysokiego krzyża ja nie widziałem na Ziemi Lidzkiej.

Następną miejscowością na naszej drodze stała nieduża wieś - Lack, gdzie zobaczyliśmy wspaniały i duży kościół św. Stanisława ufundowany w 1424 r., obeny pochodzi z początku naszego wiek i był zawsze czynny. Oglądamy w kościele tablicę pamiątkową ze słowami - Kazimierz Skinder inżynier-technolog zm. 1898 r., Maria ze Skinderśw Szalewiczowa zm. 1878 r. i podpis: "Potomkowie fundatorom kościoła Lacka. Pamiątka od siostry Wandy i brata Tytusa. 1901 r. Obok kościoła groby Antoniego Skindera zm.1872 r., Marii z Siekluckich Moraczewskiej i Leona Moraczewskiego, obaj zmarli w 1912 r., Tekli z Borodziczów Moraczewskiej zm. 1890 r., Wandalina Żukowskiego zm. 1897 r., Karoliny Żukowskiej zm.1881 r. A obok kościoła stoi wspaniała rzeźba Matki Boskiej, obok której każdy zrobił sobie zdjęcie.

Nie mogliśmy pominąć wieś Jewłasze, gdzie zginął legendarny Jan Piwnik "Ponury". Na pomniku napis - "Polskim żołnierzom i oficerom poległym w walce z niemiecko-faszystowskimi zaborcami w latach II wojny światowej na terenie rejonu szczuczyńskiego". Podobny tekst jest także napisany po białorusku. Jeden z miejscowych chłopów opowiada nam o tym ostatnim boju Ponurego i o tym jak władze miejscowe sprzeciwili się prawdziwemu napisu na pomniku i ten nadpis był dwukrotnie zmieniany. U dołu pomnika ktoś z Polaków wypisał czarną farbą - Polak, Patriota, Ponury.

Dalej był Dziembrów i bardzo stary kościół p.w. św. Trójcy, wybudowany w 1674 r., zamknięty w latach 40-tych, odzyskany w 1990 r. Niestety nie udało się zobaczyć wnętrze kościoła. Obok kilka starych grobów: Marii z Jordanów Czeczotowej zm. 1852 r., Kornelii i Stanisława Jordanów, oba zmarli w 1838 r., Antoniego Wróblewskiego zm. 1857 r.

Ostryna spotkała nas pomnikiem Lenina i dość sympatyczną kolorową cerkwią w centrum wsi. Udało się odnaleźć i nowo wybudowany kościół na krańcach miasteczka. Niestety nikogo na plebani nie było i nie udało się zobaczyć wnętrz kościoła. W centrum miasteczka zachowało się kilka pożydowskich domków.

W Gołowiczpolu (dawna Liebiodka Iwanowskich) zobaczyliśmy jeden z najpiękniejszy na Ziemi Lidzkiej pałacyków zbudowany w 1909 r., z elementami pseudogotyku, który należał przed 1939 r. do rodziny Iwanowskich. Ostatnim właścicielem był Stanisław Iwanowski. Wspomnienia z młodości spędzonej w majątku Lebiodka opisał syn Stanisława - Kazimierz Iwanowski, w wydanej w 1995 r. książce "Wspomnienia z kresowej młodości". W Lebiodce urodził się brat Stanisława - Wacław Iwanowski, białoruski działacz polityczny i państwowy. Przed I wojną światową organizował on białoruskie towarzystwa oświatowe w Petersburgu oraz wydawał czasopisma i książki w języku białoruskim. W 1918 r. został członkiem rządu Białoruskiej Republiki Ludowej jako minister oświaty. W latach 1922-39 wykładał na Politechnice Warszawskiej. W 1942 r. został mianowany przez Niemców burmistrzem Mińska. W 1943 r. był przewodniczącym białoruskiej Rady Zaufania przy niemieckim Generalnym Komisariacie Białorusi, który był namiastką białoruskiego rządu. Zginął w tym samym roku z rąk NKWD. Jest to rodzina ciekawa także tym, że Stanisław czuł się polskim patriotą, Wacława - białoruskim, a ich trzeci brat Jerzy - litewskim. W budynku mieści się teraz ośrodek dla upośledzonych dzieci. Za pałacykiem znajduję się zachowany częściowo park. Jeżeliby pałacyk znów stał czyjąś własnością to oczywiście stałby się prawdziwą perełką.

Następnym był dworek w Kościeniewie, a na końcu zrobiliśmy przystanek w Górnofelu, gdzie byliśmy u dworku dawnego majątku ziemskiego. Właśnie tu była baza i ośrodek formowania Samoobrony Ziemi Lidzkiej, tworzonej z miejscowych ochotników w końcu 1918 r. przeciwko bolszewikom. Dwór wzniesiony na początku wieku służy obecnie jako siedziba miejscowego sowchozu, jest wyremontowany i wygląda jak zwyczajne sowieckie budownictwo z gwiazdą we frontonie, tylna część jest natomiast w stanie fatalnym. Zachował się nieduży park, w którego drzewostanie są gatunki rzadkie i egzotyczne.

Niestety wszystko ma koniec jak i ten ciekawy dzień, z którego pozostało wiele wrażeń, jednak na Ziemi Lidzkiej pozostało jeszcze dużo miejsc do zwiedzenia. Z niecierpliwością będziemy czekać na następną wycieczkę.

Aleksander Siemionow