Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Pismem "Ziemia Lidzka" zainteresowałem całą moją rodzinę i nie tylko. Tak, że to pismo czytają już moi wnukowie. Prawnuk jeszcze nie może czytać. Osobiście muszę przyznać, że cała redakcja jest Przewspaniała. Wszystkie artykuły są bardzo ciekawe. Wspomnienia budzą refleksje, a niekiedy wyciskają nawet łzy. Dlatego też całej redakcji "ZL" składam serdeczne dzięki za tak refleksyjne i historyczne przypomnienia. Daj Bóg Wam i Waszym Rodzinom Dużo Zdrowia i Wszelkiej Pomyślności. Pragnę Was Kochani zapewnić, że zawsze sercem i myślami jestem z Wami w Lidzie. Może zabrzmi to jak farsa, ale zawsze czekam z utęsknieniem na miłą memu sercu Gazetę - przez duże "G" na "Ziemię Lidzką".

Marian Alutorowicz, Wrocław.

 

Byliśmy turystycznie w Nowogródku (gdzie udało się nam kupić benzynę!), a nawet dotarliśmy do Zaosia, podjeżdżając zresztą do niego nie od tej strony, gdzie władze "rzuciły" nową szosę, ale od strony dróg znacznie skromniejszych, tak żeśmy się prawie zakopali w błocie. Ale ja pchałem auto, Nelli dzielnie manewrowała przy kierownicy i udało się nam przejechać. Dla "Domeykologii" moja podróż była bardzo interesująca. Jestem, sądzę pierwszym, który odwiedził wszystkie chyba miejscowości na Białorusi, gdzie członkowie tej rodziny żyli.

Wysyłam dla Państwa, wydaną tutaj we Francji, mapę Białorusi. Jest ona równie niedokładna jak wszelkie inne mapy Białorusi, które znam. Pewne miejscowości figurują na jednych mapach, na innych ich nie ma. Jeżdżąc ostatnio posługiwałem się kilkoma mapami na raz. Będę z niecierpliwością czekał, czy uda się Redakcji znaleźć wśród waszych znajomych w Lidzie, zdjęcie szkoły - dawnego dworu w Zapolu. Byłaby to naprawdę duża rzecz dla "Domeykologii". Gdyby osoba, która by takie zdjęcie miała, zgodziła się je wypożyczyć, przyszlijcie mi je, ja tu zrobię reprodukcję na dobrym sprzęcie, który tu mam i potem odeślę oryginał oraz parę egzemplarzy reprodukcji.

Dobrze, że jest ten kamień postawiony w Zapolu, dobrze że jest to muzeum, ale czy nie dałoby się, może przy jakiejś pomocy finansowej z Polski, ustawić te poprzewracane kamienie nagrobne rodziny Szalewiczów i Kwiatkowskich? Byli to w końcu ostatni właścicieli Zapola i poza fundamentami dawnego dworu, są to naprawdę ostatnie autentyczne ślady przeszłości. Może gdzieś żyją ich potomkowie, ale może nie stać ich na wykonanie tej pracy.

Mariusz Hermanowicz. Francja.

 

Minęło już sporo czasu od ostatniego Zjazdu Lidzian , a ja żyję wspomnieniami i czekam na następny zjazd. Oj długo, długo jeszcze do maja 2000 roku. Chociaż zdaję sobie sprawę, że czas płynie bardzo szybko. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze siły ażeby wziąć udział w następnym zjeździe. Muszę zaznaczyć, że nie tylko ja zaczęłam "obliczać czas" do następnego spotkania. Podziwiam zapał Organizatorów i jestem za to Im bardzo wdzięczna. A jednak tęskni się za miejscem, gdzie spędziło się najmłodsze lata. Dziękuję i mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja do spotkania się w naszej, wspólnej Lidzie. Jest to dla mnie najpiękniejsze miasto świata i bardzo chętnie z przyjemnością spędzam tam te kilka dni. Całuję Was mocno, mocno. Proszę przekazać pozdrowienia dla wszystkich ludzi biorących udział w organizacji tych spotkań.

Czesława Boczkaja. Solec Kujawski.

 

Szanowna Redakcjo ! We wsi Zaborcy parafii Nieciecz w jednej połowie chaty Stanisława Dziaka była świetlica i właśnie tam zbierała się cała młodzież z Zaborców i Falkowicz. Gospodarz chaty uczył młodzież pieśni patriotycznych, uczył wierszy, prowadził z młodzieżą różne szkolenia. Tam młodzież poznawała historię swego kraju. 17 września mój ojciec Michał Nacewicz, gdy dowiedział się o agresji ZSRR na Polskę poszedł do tej świetlicy i po cichu zdjął portret prezydenta Mościckiego oraz Orła Polskiego, wyjął ich z ram i schował pod obrazy, wszystko akuratnie zakleił i powiesił obrazy na ścianę. Gdy ja zacząłem zbierać się do Lidy ojciec opowiedział mi o tym, podkreślając, że nikt o tym nie wie. Dotarłem do Lidy, zanocowałem u rodziny, a rano udałem się na dworzec autobusowy. Na dworcu spotkałem swoją ... matkę chrzestną. Radość, uciecha, razem jedziemy do Zaborców. Na wszystkich świętych z siostrą Stanisławą jedziemy do Niecieczy zapalić znicze na grobach rodzinnych i znajomych, oddać hołd żołnierzom AK. W kościele jest dużo ludzi z Niecieczy, Zaborców, Falkowicz, Dzitryk, Cacek i in., wszyscy nie mieszczą się w kościele. Po Mszy św. procesja idzie na cmentarz. Spotykam znajomych, kolegów i koleżanek. Siostra wraca do domu autobusem, ja natomiast z kolegą szkolnym Kazikiem jedziemy prosto do kuzynki Marii. Witamy się, rozmawiamy. Przechodzę do sedna sprawy - musimy znaleźć to, co schował ojciec we wrześniu 1939 r. Wszyscy są zdziwieni, o niczym nie wiedzą. Zdejmujemy obrazy ze ściany. W pierwszym nie ma nic, w drugim też, w trzecim też nie ma. Co robić? Wreszcie Maria mówi, że może u siostry Heli? Mąż Marii idzie do domu Heli, przynosi 3 obrazy. Zaczynamy szukać. Jest! Jest Orzeł! Jest Polski Orzeł! Odnaleźliśmy tak samo portret prezydenta Mościckiego. Więcej niż pół wieku te rzeczy były schowane. A przecież jeżeliby ich odnaleźli enkawudzisci to rodzina pojechałaby na Sybir.

Eugeniusz Nacewicz. Wrocław.