Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

 

Monopol na wandalizm

 

Wśród cywilizowanych narodów świata przyjęto oceniać kulturę innych narodów po ich stosunku do pamięci swych przodków, kulturze pielęgnowania cmentarzy i grobów. Dla nas, Polaków zamieszkałych na Kresach jest to szczególnie ważnym zadaniem. Losy przeszłości dalszej i tej z ostatniej wojny światowej pozostawiły nam liczne groby tych, co złożyli swe życie w ofierze Ojczyźnie. Na Ziemi Lidzkiej też są takie groby, a wśród nich groby żołnierzy AK. Największą naszą nekropolią narodową żołnierzy Armii Krajowej jest cmentarz w Surkontach, gdzie pogrzebany ostatni dowódca Nowogródzkiego Okręgu AK major Jan Kalenkiewicz "Kotwicz" z przeszło 40 swymi podkomendnymi, którzy polegli tu 21 sierpnia 1944 r.

W 1991 roku na miejscu ich wiecznego spoczynku, które za czasów sowieckich zachowywało się w pamięci nielicznych żywych świadków tej tragedii, był zbudowany cmentarz wojskowy. Na poświęceniu i uroczystej Mszy św., odprawionej za dusze poległych przez biskupa polowego Wojska Polskiego Sławoj Leszka Głódzia wielu z nas starszego i młodszego pokolenia było obecnych. Wkrótce w jesienno-wiosennym sezonie pomiędzy krzyżami i murowanym ogrodzeniem cmentarza były wysadzone dekoracyjne drzewka tui. Niestety te murowane ogrodzenie zostało zaprojektowano i zbudowano pod kierownictwem ludzi oderwanych od życia w wiejskich warunkach, ponieważ wysokością tylko 70 cm . Sam cmentarz jest usytuowany na samym wierzchołku polnego pagórka otoczonego dookoła ponad kilometrową otwartą przestrzenią. To powoduje bardzo często mocne podmuchy wiatru i wysychanie gleby, jak się mówi na popiół. Na dodatek obok cmentarza jest ulokowana ferma trzody chlewnej i w pastwiskowym sezonie kilkakrotnie na dzień o ten cmentarz ociera się ponad 200 głów kołchozowych krów, które bardzo często z ciekawością przesuwają swoje pyski nad murkiem oglądając samotnie stojące krzyże z zielenią koło nich, obskubują i kaleczą rosnące poza murkiem drzewka. Wskutek tego z pierwotnego drzewostanu pozostała tylko 1/3, a ostatnie były połamane przez krowy lub uschły od braku wilgoci. Taki stan cmentarza z przetrzebionym drzewostanem trwał ponad pięć lat i jakoś ręce nie dochodziły do jego uzupełnienia ani lidzkiego środowiska akowców, którzy chyba że w pierwszej kolejności powinni byli zatroszczyć się, ani werenowskiego oddziału ZPB na terenie, którego znajduje się cmentarz, ani innych polskich organizacji w Lidzie. Akowców można usprawiedliwić, ponieważ większość z nich jest już w podeszłym wieku, a niektórzy z wielkim trudem mogą wyruszyć poza swoją zagrodę. Cmentarz jest często odwiedzany przez rodaków z Polski oraz zamieszkałych w krajach Zachodniej Europy, a nawet Ameryki, a wśród nich bardzo często są koledzy i krewni tu pogrzebanych. Nie zawsze dopatrzony cmentarz, a szczególnie drzewostan irytował naszych gości. Tak było i podczas zwiedzania cmentarza przez uczestników V Zjazdu Lidzian w maju br. Mieszkanka Warszawy Wanda Bauman ofiarowała ze swej skromnej emerytury trochę pieniędzy na zakup niezbędnych materiałów do zmiany stanu rzeczy. Wykonanie tego zadania z ramienia Zarządu Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej było zlecono autorowi tego artykułu. Od lat dziecinnych lubię kwiaty i drzewa, stale pielęgnuję i mam sporą fachową biblioteczkę. Po podjęciu tego zadania byłem trochę w zakłopotaniu jak zrobić to najlepiej. Pierwszą sprawą było znalezienie sobie dobrego pomocnika. Takim człowiekiem okazał się pan Jan Burnos, który nie należy do żadnej polskiej organizacji, ale jest polskim patriotą i zawsze poprze słuszną sprawę. To w dużej mierze dzięki jemu zostały zachowane od zapomnienia groby żołnierzy AK w Wiksznianach rejonu Iwiejskiego. Po wyjeździe na cmentarz doszliśmy do wniosku, że tu nie mogą być posadzone inne drzewa, lecz tylko tuje ze względu na ich walory: one jak i jodły przez cały rok zachowują przyjemną zieleń, rośnie powoli, nie zaśmieca terenu liśćmi, zasięg korony i korzeni jest niewielki - korzenie nie będą niszczyć ogrodzenia i grobów, a nieduża cień nie będzie sprzyjać zatrzymaniu wilgoci i pleśnieniu i omszeniu krzyży i wykruszeniu betonu, i ostanie - tuje są bardziej odporne na czasową posuchę, czemu świadectwem są rosnące tu drzewka. Jednocześnie doszliśmy do wniosku, że dla dobrego zakorzenienia się i nabrania siły dla rozwoju w istniejących warunkach muszą być zabezpieczone w ciągu roku-dwóch przed dostępem do nich krów przez wzniesienie czasowego ogrodzenia w pewnej odległości od istniejącego murowanego.

Następnie zwiedziliśmy w żyrmuńskim nadleśnictwie w Sokołach szkółkę drzew, aby zbadać, czy są sadzonka potrzebnej wielkości, gdyż dowiedzieliśmy się, że drzewka są przerośnięte i sięgają wysokości do trzech metrów. Ustaliliśmy, że będzie nam pozwolono wykopać na plantacji jak najbardziej odpowiadające nam. W lidzkim nadleśnictwie pan Burnos wykupił metr sześcienny świerkowych żerdzi dla czasowego ogrodzenia oraz zdobyliśmy kolczasty drut na ten cel.

30 października posadziliśmy tuje w Surkontach jak najbardziej po gospodarsku. Każde drzewko zostało przywiązane do opory, aby wiatry nie mogły zbytnio huśtać i ocierać drzewka o kołki. Cmentarz był uprzątnięty od zaschłej trawy, ale przed żadnym grobem nie było żadnego kwiatka. Więc przed każdym krzyżem umieściliśmy gałązkę tui, aby chociażby w tak skromny sposób upiększyć groby żołnierskie w przeddzień Święta Zmarłych.

31 października Konsul Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Grodnie p. Sylwester Szostak z małżonką i redaktorem A. Kusielczukiem z "Głosu znad Niemna" odwiedzili cmentarz, zapalili znicze, oddali hołd poległym. Z wielkim wstydem dla nas Polaków muszę stwierdzić, że to był jedyny wypadek na cały obwód Grodzieński, że ani jeden Polak nie przyszedł na tę uroczystą chwilę, chociaż "Głos znad Niemna" w ciągu dwóch tygodni drukował harmonogram odwiedzin świętych dla Polaków miejsc przez przedstawicieli Konsulatu RP.

Minęło kilka dni i na cmentarzu w Surkontach zjawili się dwaj "patrioci" w osobach pełniącego obowiązki prezesa Lidzkiego Środowiska AK Mariana Bołtrusza z kolegą i zaczęli "naprowadzać" swoje porządki. Sprowadziła ich tu wiadomość, że drzewostan cmentarza został odnowiony z inicjatywy TKPZL, a to jest nie do zniesienia. Więc wszystko trzeba tępić i niszczyć. Więc wykarczowano 15 nowoposadzonych tuj, na ich miejsce wewnątrz i za ogrodzeniem posadzono 16 cieniutkich prawie 3-metrowych klonów, wykopanych gdzieś w leśnej gęstwinie. Mają one bardzo mało szans przeżycia. Wyrzucone do dołu tuje ludność Surkont rozebrała do swych zagród, żałując marnotrawstwa tak pięknych i rzadkich drzew. Na nasze zapytanie jak oceniają ten wyczyn z żalem kiwają głową i wskazują na pięknie uporządkowaną okazałą budowę Centrum Kultury dla zamieszkałych po sąsiednich wsiach Litwinów obok pielaskiego kościoła.

Kilka dni później podczas obchodów Święta Niepodległości w Lidzie organizowanym przez Konsula Generalnego pan Bołtrusz oświadczył prezesowi i członkom zarządu TKPZL, że cmentarze AK na Ziemi Lidzkiej należą do żołnierzy AK i tylko oni mają prawo coś robić na tych cmentarzach oraz dać lub nie dać pozwolenie na przeprowadzenie tych prac.

Jakie refleksje nasuwają się po tym wszystkim? Same smutne i bolesne, a wynikają one często z tego, że na eksponowanych stanowiskach okazują się ludzie mało wykształceni lub analfabeci i aby uzupełnić swój autorytet są gotowi posunąć się do złych czynów, surowo zabronionych przez naszą wiarę katolicką. Postępowanie tych ludzi, będących już na emeryturze, skwaśniałych i skłóconych między sobą, jest godne żalu w ich ślepym zacietrzewieniu nienawiści i głupoty. Mnie się wydaje, że działalność p. Bołtrusza w AK także można postawić pod wielkim znakiem zapytania, ponieważ w naszych stronach nie działały Szare Szeregi do niższego pionu których on mógł należeć w 1944 r., mając 11 lat. Jestem głęboko przekonany, że prawdziwi akowcy z Lidzkiego Środowiska AK, którzy skosztowali partyzanckiego chleba, widzieli krew i zabitych kolegów lub sami odnieśli rany, nigdy nie dopuszczą się takiego bestialskiego czynu i wyciągną odpowiednie wnioski wobec tych "pseudopatriotów".

Troszczyć się o groby naszych narodowych bohaterów jest świętym obowiązkiem każdego uczciwego Polaka i każdy godny czyn w tej sprawie jest chwalebny. Nikt tu nie ma specjalnego monopolu na pielęgnowanie, jak również na wandalizm na tych grobach. Szczególnie bolesnym jest fakt iż czynu tego dokonano w przededniu 80 rocznicy Niepodległości Polski - święta Polaków na całym świecie.

Stanisław Uszakiewicz

Od redakcji: Nie zamierzaliśmy podejmować tego tematu na swoich łamach, jednak ukazanie się kłamliwej informacji na łamach "Głosu znad Niemna", wybielającej ten haniebny czyn i przedstawiający tę sprawę w krzywym zwierciadle, zmusiło nas do przedstawienia całej sprawy. Uważaliśmy i czekaliśmy, że wykonawcy przejawią skruchę i przeproszą za ten wandalizm. Ubolewamy, że ci ludzie nie rozumieją całej hańby tego czynu.