Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Wielkanocne zwyczaje ludowe w powiecie szczuczyńskim

 

Wieś w pow. Szczuczyńskim jest bogatą zbiornicą różnych zwyczajów ludowych związanych bądź to ze świętami kościelnymi, bądź to z jakąś uroczystością rodzinną jak - wesele, chrzest, swaty itp.

Wielkanoc również jest świętem obfitym w różne zwyczaje, które wieś wiernie spełnia do dnia dzisiejszego. Jednym z tych, zwyczajów są tak zwane "hłykajniki" albo "włóczebniki".

W pierwszym dniu Wielkanocy t. j. w niedzielę wieczorem zbiera się kilku mężczyzn, najczęściej ze skrzypkiem lub harmonistą na czele i obchodzą swoją oraz sąsiednie wsie i osiedla, gdzie pod oknem każdej chaty śpiewają "Wesoły nam..."

Cały ceremoniał przedstawia się następująco: "Hłykajniki" podchodzą do okna - jeden puka w szybę i pyta: "Panie gospodarzu, czy można dom rozweselić i święte pieśni zaśpiewać?".

Prawie zawsze pada z domu odpowiedź - "można", wów­czas śpiewają "Wesoły nam dziś dzień nastał".

Potym następuje powinszowanie. Treść powinszowań jest różna. Niżej zamieszczoną spisałem we wsi Bartasze, brzmi ona następująco:

"Baranek niewinny, Syn Boga jedyny,

za nas umęczony i do grobu złożowy.

Dziś z grobu wstaje,

całemu światu radość daje.

Oto ten Zbawiciel,

całego światu odkupiciel,

piekło zwojował, niebo zbudował.

Czapeczkę podnoszę, włóczonego proszę.

Proszę dać nie żałować,

co daj Boże - Alleluja.

Inne:

W niedzielę na raneczku słoneczko wschodziło.

Najświętsza M. Panna smutna po niebie chodziła.

Jak Jej nie być smutnej, jednego syneczka miała

i jego Jej Żydzi ukradli.

Żydzi ukradli do grobu składli,

anieli widzieli z grobu podjęli.

Czapeczkę podnoszę - itd.

Jeżeli gospodarz ma córkę, to śpiewają piosenkę dla "panienki":

Dobry wieczór panieneczko.

Prosza odemknąć okieneczko.

Wstawaj rano umywajsia,

W swoim domu hościa spadziawajsia

A ten hościk nieznakomy,

nieznakomy nam - nikomu,

Nietutejszy, zagraniczny,

pod nim konik bardzo śliczny.

Gospodarz, względnie gospodyni wynosi hłykajnikom kilka jajek, kawałek bułki (pieroga), mięsa, kiełbasy, albo kilkanaście groszy.

Uzbierane przez całą noc "włóczone" daje w sumie kilka kop jaj, sporo bulki, mięsiwa i kilka złotych.

Najczęściej hłykajniki kupują wódkę i urządzają libację, dlatego niektórzy księża bardzo ostro występują przeciwko temu zwy­czajowi.

Sam zwyczaj jest bardzo piękny i nic gorszącego w sobie nie ma, jedynie może daje okazję niepowściągliwym jednostkom zaglądnięcia do kieliszka.

Innym bardzo rozpowszechnionym zwyczajem jest "bicie się" jajami. Jeden trzyma jajko noskiem do góry, drugi również noskiem innego jajka uderza. Jajko rozbite zabiera przeciwnik.

Są spryciarze, którzy w skorupie jajka robią mały otwór, zawartość jajka wysysają, a do wewnątrz wlewają roztopioną smołę. Potym używają go do "bicia się". Inni używają jaj gęsich tzw. "znosków". Ale biada temu, kogo przyłapią z falsyfikatem w ręku.

Szerokie ma też zastosowanie taczanie jaj, przodują w tym przeważnie mali chłopcy, lecz nie gardzą tą zabawą i dorośli.

Wieś szczuczyńska jeszcze przez długie lata będzie mocno stała na straży zwyczajów, które już weszły w krew tutejszego chłopa.

(ZL 1939/4-5)

 

"Siomucha"

 

Na wsi szczuczyńskiej Zielone Świątki lud nazywa "Siomucha", a to dlatego, że święto to wypada w siedem tygodni po Wielkanocy.

W wigilię Zielonych Świąt - w sobotę, chłopcy i dziewczęta starają się, aby jak najładniej ozdobić chaty z zewnątrz i wewnątrz.

W tym celu wycina się co roku bardzo dużo młodych brzózek zanieczyszczających uprawne grunta. Brzózka te ustawia się w ką­tach chat, przy gankach, względnie drzwiach wejściowych, oraz ob­sadza się ścieżkę prowadzącą od ganku do ulicy. Gałązkami brzo­zowymi przyozdabiane są w domach sufity i obrazy.

Podłogi, względnie posadzki ceglane albo gliniane przysypywa­ne są tatarakiem krótko pociętym siekiera.

Wieś na Zielone Świątki wygląda naprawdę zielono, a zarazem i pięknie. Ulica jest czysto zamieciona i wysypana żółtym piaskiem. Domy toną w zieleni młodych brzózek wśród których migają jas­krawe stroje dziewcząt i kędzierzawe czupryny chłopców.

Wieczorem rozchodzi się miła woń rozkwitłych bzów, to lekki wiaterek przynosi zapach młodych zbóż, albo traw i kwiatów z pobliskiej łąki. .

Zielone Świątki na wsi zwalniają ludność od pracy aż na cztery dni, podobnie jak Boże Narodzenie i Wielkanoc. Więc starsi gospodarze i gospodynie pierwszy dzień przykładnie spędzają we własnych zagrodach, gwarząc o kłopotach gospodarskich, zaś na drugi dzień świąt udają się do krewnych w gościnę, względnie przyjmują gości. Przy pełnym stole i kieliszku w wypogadzają się twarze, budzi się militarny nastrój (szczególnie w ostatnich latach), zaczyna się mówić nie tylko o koniach i krowach, ale o "Abisyńcach", "Kitajcach", "Italjańcach", a w tym roku najwięcej się mówiło o "Giermańcach". Młodzież też w tych dniach stara się wyszumieć, urządza więc przedstawienia i wieczorynki.

Teraz przejdziemy na pastwisko. Chłopcy, którzy pasą krowy, na pierwszy dzień Zielonych Świąt robią z brzozowych gałązek wianki i wkładają krowom na rogi. Dość oryginalnie wygląda takie stado z zielonymi wieńcami. Pastuch, który pasie krowy kilku gospodarzy, stara się ładniej przyozdobić krowy gospodarzy bogatszych, bo wie, że za to hojniej zostanie obdarowany.

Nie można pominąć jeszcze jednego zwyczaju, a raczej zabobonu, który jest związany na wsi z Zielon mi Świętami. Trudno znaleźć na wsi śmiałka, któryby odważył się przed tym świętem w rzece lub stawie wykąpać się. Wszystkim jest wiadomo, że do Zielonych Świąt w wodzie siedzi diabeł i stara się każdego utopić, kto śmie wejść do wody. Zaś po Zielonych Świętach diabeł przechodzi do trawy i wówczas można śmiało kąpać się.

Powyższe i podobne przesądy prawie z każdym rokiem trącą już na wsi swój ciężar gatunkowy, wpływają na to szkoły i organizacje młodzieżowe. Lecz jeszcze upłynie wiele lat nim zupełnie prysną "przesądy światło ćmiące".

(ZL 1939/6)

Józef Raubo

 

Z okazji Świąt Wielkanocnych składamy naszym Czytelnikom najserdeczniejsze życzenia zdrowia, szczęścia i pomyślności

"Ziemia Lidzka"