Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Armia Krajowa na Ziemi Lidzkiej

Batalion Zaniemeński (lipiec-grudzień 1943) . Część II.

 

W początkach października 1943 r. Batalion Zaniemeński osiągnął stan 442 partyzantów. W ciągu trzeciej dekady września i pierwszej dekady października 1943 r., oddziały 1 i 2 kompanii Batalionu patrolowały tereny od Zblanów poprzez Bielicę, Mociewicze i Orlę, aż po Mosty. Dochodziło do drobnych potyczek z bolszewikami i Niemcami. Po kilku wypadach kompanii "Ragnera" na lewy brzeg Niemna, por. "Lech" zorientował się, ze trudno byłoby przenieść tam na stale działania Batalionu i zorganizować zimową bazę w Puszczy Lipiczańskiej. Bezleśne tereny w rejonie Bielicy, Niecieczy, Żołudka i Orli, mimo sympatii ludności dla polskiej partyzantki, nie nadawały się jako rejon zimo­wania dla półtysięcznego zgrupowania znajdującego się jednocześnie w stanie wojny z Niemcami i partyzantką sowiecką. Istniała obawa ściągnięcia represji na ten obszar. "Lech", w uzgodnieniu z Komendantem Okręgu "Nów", brał pod uwagę możliwość założenia zimowej bazy dla Batalionu Zaniemeńskiego w Puszczy Nackiej (północno-wschodni skraj Puszczy Grodzieńskiej).

W dniu 12.10.1943 r. oddziały 1 i 2 kompanii Batalionu Zaniemeńskiego w sile około 400 żołnierzy wyruszyły na północny zachód, osiągając po trzech dniach marszu lasy Puszczy Nackiej. Po drodze do Batalionu dołączyła 3 kompania "Krysi". Podczas przemarszu oddziały Batalionu stoczyły kilka potyczek z Niemcami i bolszewikami, w których zabiły 4 żandarmów oraz kilkunastu rabusiów z grup przetrwania i partyzantów sowieckich. Podczas przechodze­nia linii kolejowej Lida-Mosty ostrzelano z PTR niemiecki Stutzpunkt ochrony torów. Na szosie Zabłoć - Raduń w zasadzkę zorganizowaną przez jeden z plutonów wpadł samochód, którym jechało 3 niemieckich urzędników i tłumaczka.

Po dotarciu do Puszczy Nackiej oddziały Batalionu zajęły się przygotowywa­niem bazy zimowej. Patrole poszczególnych kompanii rozpoczęły oczyszczanie terenu z band, które niedawno zamordowały tu jednego z członków konspiracji AK spod Zabłocia. Według meldunku Komendanta Okręgu do dnia 23.10.1943 r. zlikwidowano około 30 rabusiów z grup przetrwania i partyzantów sowieckich, w tym niejakiego "Saszkę", dowodzącego dużym oddziałem bolszewickim. Natomiast relacje żołnierzy Batalionu Zaniemeńskiego podają mniejsze rezul­taty akcji patrolowania lasów, określając je na kilku, czy tez kilkunastu ujętych rabusiów. Natomiast z meldunków dowództwa Brygady im. Leninskiego Komsomołu operującej w tym rejonie wiadomo, ze w ciągu 10 dni października wchodzący w jej skład oddział im. Kotowskiego stoczył 4 potyczki z partyzantką polską, tracąc 11 zabitych i 3 rannych, zaś oddział im. Matrosowa strącił 2 zabitych.

Patrole Batalionu kilkakrotnie urządzały tez zasadzki na niemieckie samo­chody na drogach, leżących w bezpośredniej bliskości Puszczy Nackiej, na ogól bez specjalnych rezultatów. Batalion zatrzymał się w rejonie Dubicz, gdzie partyzanci wzięli udział w nabożeństwie.

W dniu 23.10.1943 r. pododdziały Batalionu kwaterowały w osadach w pobliżu Dubicz.1 kompania stała w niedużej osadzie Pasieki, złożonej z kilku gospodarstw. Jeden z jej plutonów powrócił z bezskutecznej zasadzki na niemieckie samochody pod Dubiczami. Na akcję w terenie wyszedł z kolei pluton "Freda" z 2 kompanii, kwaterującej w pobliżu. Kompania "Krysi" obozowała kilka kilometrów dalej. Rankiem 23.10.1943 r. Pasieki zostały zaatakowane przez silną niemiecką ekspedycję przeciwpartyzancką. Jednocześnie pluton "Freda" natknął się na obławę, z która musiał podjąć walkę. Niemieckie uderzenie na Pasieki rozpoczęło się od likwidacji polskiego wartownika. Po chwilowym zaskoczeniu kontratak plutonu ppor. "Bartka" odrzucił przeciw­nika. W dalszej kilkugodzinnej walce uczestniczyły siły 1 i 2 kompanii Batalionu. Niemcy rzucili do akcji w rejonie Dubicz 2 bataliony żandarmerii i policji, w tym 1 batalion z Bezirk Bialystok, oraz przeszkolona do walki z partyzantami jednostkę Jagdkommando. Ze strony niemieckiej padło 18 zabitych i 19 rannych. Straty polskie wynosiły 4 zabitych i 6 rannych. Podczas kontrataku zniszczono niemiecką radiostację polową i zdobyto kilkanaście karabinów.

Batalion por. "Lecha" oderwał się od przeciwnika i poprzez bagna nad Kotrą opuścił teren zagrożony niemiecką operacją przeciwpartyzancką.

Oddziały powróciły na swe stałe tereny działania. Kompania 1 zatrzymała się nad Lebiodą w gminie Żołudek, zaś 2 kompania "Ragnera" dotarła w rejon Bielicy. Po drodze pozostawiono ciężko rannych na placówce w Bieńkiewiczach, gdzie byli operowani przez dr Marie Mejer "Musię" i dr. Sienkiewicza (2 amputacje nóg).

Jeszcze w czasie marszu w Szczuczyńskiem 1 kompania natknęła się 25.10.1943 r. na kwaterującą w kolonii wsi Kościeniewo kompanię UBK. Wskutek otwarcia ognia przez ubezpieczenie UBK poległ żołnierz 1 kompanii.

W ostatnich dniach października 1 i 2 kompania znalazły się z powrotem na terenach nadniemeńskich, zaś 3 kompania "Krysi" na pograniczu Generalnego Komisariatu Białorusi i Generalnego Komisariatu Litwy.

W tym miejscu trzeba omówić działania, jakie miały miejsce nad Niemnem, w okresie, w którym podstawowe siły Batalionu por. "Lecha" operowały w Puszczy Nackiej. Odchodząc znad Niemna por. "Lech" pozostawił na terenie gminy Żołudek pluton wydzielony "Lwa" oraz drużyny "Rysia" i "Cześka" z 2 kompanii "Ragnera" w gminie Bielica. Pododdziały te miały chronić ludność tych obszarów przed rabunkami. Jednocześnie na terenie gminy Bielica znalazła się wówczas około piętnastoosobowa, wspomniana już grupa "Czapajewców", czyli partyzancki oddział Ośrodka "Hart" - włączony do kompanii "Ragnera".

Pluton "Lwa" patrolował teren aż po Orle, wykonując przy tym kilka akcji z zakresu żądań specjalnych. W połowie października drużyna "Rysia" została powiadomiona przez ludność, że w Zblanach przeprawiła się dwudziestoosobowa banda idąca na rabunek wiosek na prawym brzegu Niemna. Urządzono na nią zasadzkę na przeprawie w Zblanach, w którą wpadła podczas powrotu. Odebrano 3 furmanki z łupami, rabusie zostali ostrzelani i obrzuceni granatami. Ich straty są nie znane.

Wkrótce potem drużyny "Rysia" i "Cześka" oraz grupa "Czapajewców" przeprowadziły akcję na niemiecką ekspedycję, która przybyła do wsi Falkowicze. Drużyna "Rysia" i "Czapajewcy" związała Niemców w walce ogniowej, zaś drużyna "Cześka" wykonała manewr oskrzydlający. Niestety, Niemcy zorientowali się w rozwoju sytuacji i zdążyli się wycofać, tracąc kilku zabitych i kilku rannych. Ze strony polskiej był 1 ranny (W. Tatarynowicz "Wiatr"). We wsi spłonęła 1 stodoła.

Przeprowadzono też kilka wypadów na lewy brzeg rzeki, przy czym dochodziło zazwyczaj do potyczek z bolszewikami. Komendant Okręgu "Nów" w meldunku za październik 1943 r. oceniał, że podczas wspomnianych wypadów zabito 6 bolszewików. Ze strony kompanii "Ragnera" padł podczas potyczki w folwarczku Dominikówka (?), w dniu 29.10.1943 r., kpr. NN "Pietka Pulemiotczyk", dowódca drużyny.

Na przełomie października i listopada 1943 r. w Batalionie Zaniemeńskim nastąpiły pewne zmiany organizacyjne. Dowództwo 1 kompanii "szczuczyńskiej" objął por. Zygałło "Zych I", skierowany tu z Ośrodka "Łąka". Jednak ze względu na zły stan zdrowia pełnił tę funkcję zaledwie przez jeden miesiąc. Musiał powrócić do konspiracji, pozostawiając po sobie w kompanii dość dobrą pamięć.

Oddział 314 por. "Krysi", stanowiący dotychczas 3 kompanię Batalionu Zaniemeńskiego, został w listopadzie 1943 r. wyłączony z tej jednostki. Uzyskał status oddziału samodzielnego, stanowiącego zawiązek kolejnego batalionu partyzanckiego. Od grudnia 1943 r. występował jako 4 kompania II batalionu 77 pp AK.

Nazwy i numery przedwojennych pułków WP nadawane były oddziałom partyzanckim zgodnie z rozkazem KG AK. Na mocy tego rozkazu oddziały partyzanckie AK i Kedywu - od plutonu wzwyż - mające pozytywny dorobek bojowy, miały otrzymywać nazwy pułków WP (piechoty lub kawalerii), stacjonujących przed 1939 r. na terenach będących obszarem ich działań. Kilka oddziałów partyzanckich mogło używać nazwy tego samego pułku - z odpowiednia kolejna numeracja kompanijną lub ba­talionową. Batalion Zaniemeński składający się z kompanii "szczuczyńskiej" (dawny oddział 301) i znacznie rozbudowanej kompanii "Ragnera" w gru­dniu 1943 r. otrzymał nazwę I batalionu 77 pp. Wyodrębnienie oddziału "Ragnera", jako osobnego batalionu, nastąpiło dopiero w styczniu-lutym 1944 r.

Istotnym wydarzeniem organizacyjnym było skierowanie na teren Nowo­gródzkiego Okręgu AK zgrupowania Uderzeniowych Batalionów Kadrowych ppor. Bolesława Piaseckiego "Sablewskiego". Oddział UBK w sile kompanii dowodzonej przez ppor. Stanisława Karolkiewicza "Szczęsnego", o stanie 72 żołnierzy, przeszedł granicę pomiędzy Bezirk Białystok i Ostlandem w dniu 22.10.1943 r. Wraz z kompanią szedł Komendant UBK ppor. "Sablewski". Jednostki UBK, wywodzące się z konspiracyjnej organizacji Konfederacja Narodu, akcję partyzancką prowadziły ze zmiennym szczęściem od października 1942 r. Od wiosny 1943 r. działania te uzgodnione były z szefem Kedywu KG AK. Akcja włączania UBK do Armii Krajowej zakończyła się w dniu 15.08.1943 r. Od tego momentu UBK stało się "etatowym" oddziałem partyzanckim Armii Krajowej (otrzymało "etat" na 160 ludzi w lesie). Do sierpnia 1943 r. głównym terenem działań UBK było Podlasie i Bezirk Białystok. Dwukrotnie przeprowadzały tez wypady odwetowe do Prus Wschodnich i trzykrotnie wyprawiały się na Litwę Kowieńską. W okresie oczekiwania na zakończenie akcji scaleniowej z AK i nowy przydział terenu, poniosły w walkach z Niemcami znaczne straty. Ogółem w 1943 r. poległo przeszło 150 partyzantów UBK, w większości na Białostocczyźnie.

We wrześniu 1943 r. oddziały UBK zostały skierowane na teren Nowogródzkiego Okręgu AK. Marsz na wschód podjęto dwoma odrębnymi kolumnami, które miały spotkać się w Puszczy Grodzieńskiej. Niestety, jedna z tych grup, 2 kompania VIII UBK dowodzona przez pchor. Zbigniewa Czarnockiego "Czarnego", licząca około 40 żołnierzy, na trasie swego przemarszu uwikłała się w dniach 19-20.09.1943 r. w serie walk z Niemcami. Mimo przejściowych sukcesów w walkach w Pilsudach, nad Niemnem, na bagnie pod Wiercieliszkami i na uroczysku Głuche Bagno - oddział "Czarnego" został okrążony i zniszczony przez niemiecką ekspedycję przeciwpartyzancką w dniu 29.09.1943 r. we wsi Stryjówka w Puszczy Grodzieńskiej. Poległo 30 partyzantów.

Natomiast pomyślnie dotarła na Nowogródczyznę 1 kompania VIII UBK ppor. "Szczęsnego". W Puszczy Grodzieńskiej do "Szczęsnego" przyłączył się kilkunastoosobowy oddział partyzancki Obwodu Grodno-Prawy Niemen dowodzony przez ppor. Mieczysława Niedzinskiego "Mena", "Rena", "Niemna". "Men" podjął decyzję opuszczenia Grodzieńszczyzny po kilku niepomyślnych akcjach i potyczkach z września 1943 r., które wywołały silne represje niemieckie wobec ludności. Wraz z oddziałem "Mena" odszedł z UBK por. Władysław Zoglo "Zych II", skierowany do tej grupy przez Komendę Obwodu Grodno-Prawy Niemen, niezadowoloną z ich dotychczasowej działalności. Zadrażnienie, jakie powstało pomiędzy Komendą Okręgu Białystok i Komendą Okręgu Nowogródek na tle przejęcia oddziału "Mena"-"Zycha" przez UBK a następnie partyzantkę okręgu "Nów" zostały wyjaśnione dopiero zimą 1944 r. (początkowo Okręg Białystok traktował odejście grupy grodzieńskiej jako działanie czasowe i liczył na jej powrót do macierzystego Obwodu).

W efekcie niepomyślnych walk w Bezirk Białystok zgrupowanie UBK dotarło na teren Nowogródzkiego Okręgu AK w bardzo uszczuplonym składzie.

Kolejna grupa przygotowywana do przesunięcia na Nowogródczyznę, oddział Stanisława Skrzeczki "Mazura", została rozbita przez niemiecką ekspedycję przeciwpartyzancką w dniu 30.11.1943 r. pod Grabowem, pow. Wysokie Mazowieckie. Tym razem straty wynosiły 20 ludzi. Następna grupa kadry UBK dotarła na Nowogródczyznę dopiero w lutym 1944 r., w przerzucie zorganizowanym przez "Start III" rtm. "Borka".

Kompania UBK "Szczęsnego" dotarłszy na Nowogródczyznę, po niefortun­nym spotkaniu z 1 kompanią "szczuczyńską" w Kościeniewie, przeszła na tereny nadniemeńskie, gdzie zatrzymała się na kilkudniowy odpoczynek w folwarczku Borki. Przez kilka dni osłaniał ją ulokowany w pobliżu pluton wydzielony "Lwa". Już w pierwszej dekadzie listopada została użyta do akcji za Niemnem. Kompania UBK "Szczęsnego" została podporządkowana początkowo por. "Lechowi", lecz nie wchodziła w skład Batalionu Zaniemeńskiego. Od początku traktowana była przez Komendę Okręgu "Nów" jako zawiązek kolejnej jednostki batalionowej. Meldunki Komendy Okręgu określają wyraźnie UBK jako osobny zawiązek batalionu (w styczniu 1944 r. UBK otrzymał nazwę III batalionu 77 pp. AK). Przybycie kompanii UBK wzmocniło partyzantkę Okręgu "Nów" o dużą grupę ideowej, ochotniczej kadry, ostrzelanej w dziesiątkach akcji i zahartowanej w czasie blisko rocznej służby w polu. "Uderzeniowcy" dość szybko zaaklimatyzowali się na Nowogródczyźnie, zyskując całkowite zaufanie Komendy Okręgu, która zimą 1944 r. traktowała ich jako swój oddział dyspozycyjny.

W pierwszej dekadzie listopada 1943 r. Batalion Zaniemeński w składzie 1 i 2 kompanii, wzmocniony kompanią UBK, przeprowadził głęboki wypad na lewym brzegu Niemna. Kompania UBK idąc na przeprawę w Piaskowcach stoczyła nocną potyczkę z bolszewikami, których przepędziła. Za Niemnem w ciągu kilku dni dotarła do Nahodorowicz, gdzie świętowała dzień 11 Listopada. Kompania "Ragnera" zapuściła się znacznie dalej na południe, docierając aż w rejon Zdzięcioła. Po drodze miała kilka nocnych pieriestriełek z bolszewikami, w których trudno było stwierdzić straty przeciwnika. Można jednak oceniać, że ginęli w nich pojedynczy bolszewicy. W okolicach Zdzięcioła stoczyła potyczkę z oddziałem policji wspieranym przez tankietkę. Wobec zdecydowanej postawy "Ragnerowców", policjanci pomimo przewagi, jaką dawał im wóz pancerny, pospiesznie wycofali się. Kompania "szczuczyńska" operowała bliżej Niemna. Połączenie obu oddziałów nastąpiło w Giezgałach nad Mołczadzią. Wszystkie trzy kompanie powróciły za Niemen bez strat (było kilku lekko rannych).

Na podstawie niektórych relacji można sądzić, że właśnie podczas tej operacji ppor. "Ragner" uznał, iż tereny na lewym brzegu Niemna nie dadzą się wykorzystać jako "odskocznia" czy też baza dla oddziałów polskich na zimę 1943/44 r. Opanowanie tego terenu, prowadzone w walce z bolszewikami i Niemcami jednocześnie, byłoby zbyt trudne i musiałoby przysporzyć znacznych strat. W dodatku wobec sił bolszewickich zgromadzonych na tym obszarze, oddziały AK i tak nie byłyby bezpieczne.

Spośród innych działań Batalionu Zaniemeńskiego w listopadzie 1943 r., należy wymienić między innymi zasadzkę czternastoosobowej grupy sierż. Zaleskiego "Kota" z kompanii "Ragnera" na szosie Bielica-Lida, założona na cmentarzu koło wsi Barwicze. Zamierzano zaatakować oddział niemiecki ściągający kontyngenty, jednak po dość długim oczekiwaniu "Kot" wydał rozkaz uderzenia na przejeżdżający samochód z żandarmami z Bielicy. Zabito 4 żandarmów, w tym oficera, zdobyto kilka sztuk broni, w tym 1 MP. Akcja nie spowodowała represji, gdyż partyzanci występowali zamaskowani jako "sowieci", co potwierdził jeden pozostały przy życiu ranny żandarm. Podczas akcji patrolu dowodzonego przez Z. Olechnowicza "Zygmę" w Sielcu, stojący na ubezpieczeniu S. Piotrowski "Miś", znajdując się w sytuacji przymusowej, zastrzelił niemieckiego żołnierza z posterunku przy stacji Niemen.

Na drodze Bielica-Sielec patrol 2 kompanii zlikwidował agenta NKWD Kole Urbanowicza, pracownika urzędu gminy w Bielicy i współpracownika policji (gdzie był "wtyczką" wywiadu sowieckiego). W innej akcji zlikwidowano Fiedzię Szczotkę z Jamontów, niebezpiecznego współpracownika sowietów.

Kilka drobnych potyczek z bolszewikami miala tez kompania UBK: pomiędzy Orlą i Mostami patrol "Bojara" schwytał i zlikwidował 2 sowietów w białych, maskujących ubraniach, natomiast drużyna "Gerwazego" zlikwidowała 3 rabusiów, powracających z nocnego wypadu na prawy brzeg Niemna. W plecakach bolszewików znaleziono firanki, sukienki i buciki dziecięce. Wachm. Józef Rakuz "Soroka" z UBK, podczas wykonywania zadania organizacyjnego w pow. Szczuczyńskim, znajdując się w sytuacji przymusowej zastrzelił 2 żandarmów (za co został przedstawiony do odznaczenia KW).

Kompania 1 Batalionu Zaniemeńskiego operowała jesienią 1943 r. głównie w rejonie Żołudka, Orli i Mostów. Patrolowała teren, przepędzając bandy rabunkowe i bolszewików, i podobnie jak kompania "Ragnera", przeprawiała się czasami na lewy brzeg Niemna. Jedna z potyczek z bolszewikami stoczyła w Zaczepiczach. W potyczce w Starzynkach-Szereznie pluton "Jastrzębia" rozbił oddział sowiecki, zabijając 2 bolszewików, przy stracie 1 rannego.

Największą akcją Batalionu Zaniemeńskiego w listopadzie 1943 r. była bitwa stoczona w Mociewiczach. W dniu 19.11.1943 r. por. "Lech" wraz z 1 kompanią "szczuczyńską" i UBK kwaterował w Mociewiczach. W niedalekich Buciłach stał pluton specjalny "Lwa". Kompania "Ragnera" kwaterowała w okolicy Bojarów Smolockich. Z najmniej spodziewanego kierunku, od północy, wkroczyła na tereny nadniemeńskie olbrzymia kolumna partyzantki sowieckiej. Było to Białostockie Zgrupowanie Partyzanckie gen. F. Kapusty, liczące około 1500 ludzi, powracające z nieudanego rajdu na Bezirk Białystok (do Puszczy Grodzieńskiej). Ciągnęło ze sobą dziesiątki, czy nawet setki wozów taborowych i masę zebranych po drodze członków "grup przetrwania", składających się głównie z Żydów. Przechodząc przez polskie wioski partyzanci radzieccy zachowywali się agresywnie, gruntownie je rabowali, dopuszczając się przy tym morderstw na ludziach podejrzanych o sprzyjanie Armii Krajowej. Doszczętnie zrabowali Stankiewicze, zabierając konie i bydło. Następnie rozpostarta szeroko kolumna sowiecka ogarnęła Papierowce, gdzie dopuszczono się rabunków, spalono kilka gospodarstw i zabito parę osób, oraz Buciły, gdzie także rozpoczęto rabunek wioski. Pluton "Lwa", kwaterujący na skraju Bucił, podjął kontrakcję, rozbijając i likwidując bolszewików grabiących wioskę. Zadano im przy tym straty i zdobyto sporo broni, m.in. PTR i granatnik. "Lew" wysłał dwóch kolejnych łączników do Mociewicz, mających powiadomić por. "Lecha" o rozwoju sytuacji. Wydaje się jednak, że dotarli oni nad Niemen w momencie, w którym w Mociewiczach padły już pierwsze strzały. Główna kolumna sowiecka nie wdawała się w walkę z "Lwem" w Buciłach, lecz pospiesznie maszerowała ku przeprawie promowej w Mociewiczach.

Przed południem do Mociewicz wjechał zwiad konny bolszewików. Na wiejskiej drodze Rosjanie napotkali ppor. "Sablewskiego" i jego adiutanta ppor. "Wrońskiego". Ostrzelali ich, raniąc "Wrońskiego". Zostali wyparci na pole i zlikwidowani przez wybiegających z chałup "uderzeniowców" oraz patrol 2 kompanii dowodzony przez kpr. T. Garncarka "Tadka", znajdujący się akurat we wsi. Zdobyto wówczas kilka PPSz i wózek z granatnikiem 38 mm. Po upływie niespełna pól godziny do Mociewicz dotarła główna kolumna rosyjska. Bolszewicy rozpoczęli natarcie na wieś rozpościerając się w kilka ogromnych tyralier, idących przez cały horyzont. W pierwszej linii szły Brygady im. Newskiego i Kalinowskiego oraz oddział "Bojewoj". Stanowiska na wschodnim skraju wsi obsadzała kompania UBK, w centrum kompania "szczuczyńska", zaś na cmentarzu na zachodnim krańcu wioski ulokowany został pluton sierż. S. Podzielińskiego "Sosny" z 1 kompanii "szczuczyńskiej". Początkowo ciężar rosyjskiego natarcia skierował się na centralną i wschodnią cześć wsi. Pomimo silnego ognia, prowadzonego m.in. z 1 ckm i kilkunastu erkaemów, natarcie rosyjskie przesuwające się odkrytym terenem nie słabło. Bolszewicy szli do przodu nie szukając osłon terenowych. Powstało zagrożenie oskrzydlenia oddziałów AK i przyparcia ich do Niemna, znajdującego się za plecami Polaków. Por. "Lech" wydal rozkaz odwrotu. Jako pierwsza wycofała się kompania "szczuczyńska", następnie UBK osłaniane przez ckm "Kropidły" i drużynę A. Gadulskiego "Nasia". Oddziały AK, wycofujące się wzdłuż Niemna w kie­runku wschodnim, jeszcze dość długo ścigane były przez rosyjski pościg. Niestety, w ferworze walki i odwrotu, por. "Lech" nie zawiadomił o wycofywa­niu się plutonu sierż. "Sosny", leżącego na stanowiskach na cmentarzu w zachodniej części wsi. Teraz cały ciężar rosyjskiego natarcia spadł na ten pododdział, który bronił się dość skutecznie, aż do wyczerpania się amunicji. Wycofywał się wąwozem w stronę Niemna, a następnie wzdłuż rzeki na zachód - dosłownie w ostatniej chwili. Strącił przy tym 3 zabitych i 1 jeńca. Mociewicze zostały opanowane przez partyzantów radzieckich. Rozpoczęli oni przeprawę na lewy brzeg Niemna, która prowadzona przy użyciu jednego promu trwała dość długo. Oczekujący na swą kolej na prom bolszewicy obrabowali wioskę ze wszystkiego, co dało się zabrać, oraz rozpoczęli sądy nad mieszkańcami podejrzanymi o sprzyjanie "białym".

Po zmierzchu walka w Mociewiczach rozgorzała na nowo. Do wsi, kierując się na luny płonących gospodarstw podpalonych przez Rosjan i odgłosy strzałów, maszerował idący spod Bojarów Smolockich oddział "Ragnera". Po drodze zlikwidował napotkanych sowietów jadących na 2 furmankach polną drogą wiodącą do Mociewicz, a następnie ubezpieczenie na skraju wsi. Oddział AK uderzył na oczekujące na przeprawę oddziały sowieckie. Zaskoczenie było całkowite, natychmiast wybuchła panika. Tłumy bolszewików rzuciły się ku przeprawie, na której kłębili się ludzie, konie, wozy taborowe. Straty sowieckie musiały być znaczne, strona polska oceniała je w swych raportach na blisko 200 zabitych, potopionych i rannych. Zapewne są to cyfry zawyżone. Dowództwo Białostockiego Zgrupowania Partyzanckiego przyznawało się do kilkunastu zabitych i rannych oraz 36 zaginionych. Wydaje się, że nie zostały tu uwzględnione straty poniesione przez grupy przetrwania i siemiejne otriady włączone w czasie rajdu grodzieńskiego do Zgrupowania. Na lewy brzeg Niemna zdołały się wcześniej przeprawić "regularne" oddziały partyzantki sowieckiej, natomiast członkowie owych grup oczekiwali na samym końcu na swą kolejkę w przeprawie.

W efekcie letnio-jesiennych działań Batalionu Zaniemeńskiego cały obszar rozciągający się wzdłuż prawego brzegu Niemna, od Mostów aż po Honczary, znalazł się pod kontrolą Armii Krajowej. Wyparto stąd partyzantkę sowiecką i bandy komunistyczno-rabunkowe, teren oczyszczono z jaczejek i informatorów sowieckiego wywiadu. Niemcy, po kilku porażkach poniesionych przez żandarmerię i ekspedycje kontyngentowe, obawiali się tu zapuszczać. Ostatnią taką próbę podjęli w początkach grudnia 1943 r. Nocą 08/09.12.1943 r. niemiecka ekspedycja przeciwpartyzancką zaatakowała oddział UBK, kwaterujący w chutorze Burnosy. Po zaciętej walce prowadzonej na bliską odległość obie strony wycofały się. Oddział UBK miał 2 zabitych i 5 rannych (w tym. ppor. "Sablewskiego"), zaś Niemcy stracili około 10 żołnierzy. Tej samej nocy oddział niemiecki usiłował zaatakować folwarczek Czechowszczyzna, w którym kwaterował Kurs Młodszych Dowódców sformowany przez kompanię "Ragnera". Tym razem partyzanci nie dali się zaskoczyć i natychmiast otworzyli silny ogień, co spowodowało wycofanie się przeciwnika.

Do końca 1943 r. oddziały Batalionu Zaniemeńskiego kontynuowały działalność bojową przeciw Niemcom i bolszewikom. Próba pertraktacji, do jakiej doszło w tym czasie z dowództwem partyzantki sowieckiej, była najprawdopodobniej prowokacją. Zresztą i tak kontakt ten nie przyniósłby pozytywnych rezultatów ze względu na nieregularne stanowisko strony rosyjskiej. Wiadomości o wydarzeniach w Puszczy Nalibockiej także wpłynęły na ustalenie się nad Niemnem stanu otwartej walki pomiędzy oddziałami polskimi i partyzantką sowiecka.

- 20.11.1943 r. Wymiana ognia poprzez Niemen z oddziałem "Borba" Brygady im. Kirowa. Uczestniczyła kompania "Ragnera".

- 06.12.1943 r. Potyczka oddziału 1 kompanii z oddziałem "Borba" we wsi Wołczki nad Lebioda.

- 16.12.1943 r. Wymiana ognia pomiędzy oddziałem 2 kompanii i partyzant­ką sowiecką w rejonie Mociewicz.

- Druga polowa grudnia 1943 r. Potyczki 1 kompanii z partyzantką sowiecką we wsiach Długą i Hołuby.

- 29.12.1943 r. Potyczka 1 kompanii z oddziałem Brygady im. Lenina w Bieregowcach.

- Grudzień 1943 r. (brak dokładnej daty). Wypad dwóch drużyn plutonu "Freda" i drużyny "Rysia" z plutonu "Pazurkiewicza" 2 kompanii na wieś Giezgały nad Mołczadzią, w której kwaterował oddział sowiecki. "Ryś" zaatakował wioskę, napędzając bolszewików na zasadzkę przygotowaną przez drużyny "Freda" na przeprawie przez Mołczadź. Padło 6 sowietów, w tym lejtnant.

Wkrótce potem przeprowadzono kolejny wypad na Giezgały. W innym przypadku przeprowadzono wypad na wysokości Dąbrówki. "Ragnerowcy" słysząc z lewego brzegu Niemna odgłosy zabawy i dźwięki harmonii, przeprawili się łodziami - ubezpieczani przez cekaem - po czym udali się do chutoru, w którym bawili się bolszewicy. Rozbito grupę sowiecką, która przyjechała na dwóch furmankach. Pluton "Pazurkiewicza" przeprowadził też wypad na grupę sowiecką w Dziemianowcach.

Kilka drobnych wypadów wykonano na niemieckie patrole, zawsze pozorując działanie partyzantki sowieckiej, w celu uchronienia ludności przed represjami.

- Początek grudnia 1943 r. Część Kursu Młodszych Dowódców zrobiła w okolicy Minojtów zasadzkę na niemiecki patrol z Sielca. Zabito 2 żołnierzy, zdobywając 2 kb. Doszło do utarczki z niemieckim pościgiem, który wyłonił się z niemieckiej kolumny samochodowej ubezpieczanej przez wóz pancerny, nadjeżdżającej od strony mostu na Niemnie.

- 23.12.1943 r. Pchor. "Grodniak" z UBK i pchor. "Dubow" z 1 kompanii wraz z kilkoma żołnierzami natknęli się na niemiecką kolumnę furmanek koło Skrzybowców. Rozbroili Niemców na pierwszej furmance, zdobywając 2 kb, po czym po krótkiej wymianie ognia wycofali się.

- III dekada grudnia 1943 r. Patrol KMD, przeprowadzając rekwizycję we młynie koło Możejkowa, rozbroił 2 napotkanych tam żołnierzy niemieckich.

- Grudzień 1943 r. Na rozkaz kpt. "Sawy" por. "Lech" i ppor. "Ragner" kilkakrotnie wysyłali do Lidy patrole, które wykonywały tam wyroki WSS Okręgu.

Jesienią 1943 r. por. "Lech" i ppor. "Ragner" stanęli przed koniecznością zapewnienia oddziałom przetrwania zimy 1943 na 1944 rok - bez narażania ludności nadniemeńskich wiosek na represje niemieckie. Teren gmin Bielica, Orla i Żołudek, pozbawiony większych lasów, położony pomiędzy szlakami komunikacyjnymi, mogli Niemcy spacyfikować znacznie łatwiej niż Puszczę Lipiczańską czy Puszczę Nalibocką. Tymczasem próby utworzenia polskiej bazy partyzanckiej w Puszczy Lipiczańskiej, a następnie w Puszczy Nackiej, nie przyniosły powodzenia. Liczne wypady na lewy brzeg Niemna wykazały, że obszar ten nie da schronienia partyzantce AK. Zbyt liczna była tam partyzantka sowiecka, z którą w tym czasie nie było żadnej możliwości porozumienia się, czy chociażby zawarcia zawieszenia broni. W oddziałach Batalionu Zaniemeńskiego służyło wówczas około 450 żołnierzy (300 spośród nich przypadało na 2 kom­panię "Ragnera", zaś I50 na 1 kompanię "szczuczyńska"), zaś w UBK 120. Około 600 partyzantów to siła zbyt duża, by można przyczaić się z nią w chutorach przez okres zimowy, a zbyt mała, by obronić teren przed wielką operacją przeciwpartyzancką i pacyfikacyjna. Ppor. "Ragner", mając w oddziale nadmiar żołnierzy, zdecydował się na przeprowadzenie częściowej demobilizacji, kierując na urlopy do domów lub na "meliny" część partyzantów. Nie rozwiązało to jednak problemu, bo do jego kompanii cały czas zgłaszali się ochotnicy. Placówki terenowe przysyłały cale grupy żołnierzy. Był to już czwarty rok wojny, coraz więcej ludzi było zagrożonych dekonspiracja przez agenturę Gestapo i żandarmerii, oraz przez wywiad partyzantki sowieckiej. Organizacja musiała zapewnić im schronienie we własnych oddziałach, bez względu na okoliczności. Rozbudowywana była też 1 kompania "szczuczyńska", nad którą dowództwo objął pod koniec listopada 1943 r. por. Władysław Zoglo "Zych II". Jednocześnie pod rozkazy "Zycha II" przekazano pluton wydzielony "Lwa". Wiadomo było, że w bliskiej przyszłości obie kompanie staną się zawiązkami odrębnych jednostek batalionowych 77 pp. AK.

Zasadniczą zmianę w sytuacji oddziałów por./rtm. "Lecha" przyniosło dopiero okresowe zawieszenie broni zawarte z niemieckimi władzami administracyjnymi i policyjnymi Gebietskommissariatu Lida, podczas pertraktacji prowadzonych w końcu grudnia 1943 r. i na początku stycznia 1944 r.

Kazimierz Krajewski