Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Ziemia Lidzka z Romanem Aftanazym

Kościeniew

 

Pierwszymi znanymi dziedzicami dóbr Kościeniew byli Aleksandrowiczowie h. Kosy. Do najwybitniejszych postaci tego rodu, obok Fran­ciszka, kasztelana lidzkiego (zm. pod koniec XVIII w.), należy Michał Aleksandrowicz, pi­sarz grodzki i starosta, a w 1706 r. marszałek lidzki, poseł na kilka sejmów, według słów Uruskiego "mąż zacny i tak uznanej prawości, że nie było opieki w powiecie, do której by nie należał". Gdy Szwedzi nałożyli na powiat kontrybucje, a zubożeni na skutek spustoszeń wojennych ziemianie nie byli w możności jej zapłacić, dostarczył gotówkę ze swej własnej szkatuły, mimo że i jego majętności zostały zde­wastowane. Z czasem Aleksandrowiczowie stra­cili na znaczeniu, a ich obszerne włości ulęgły rozdrobnieniu, przechodząc m.in. jako wiano do innych rodzin. Tak stało się tez z Kościeniewem, który N. Aleksandrowiczówna, poślubiwszy Ignacego Kostrowickiego, wniosła mu w posagu. Odtąd aż do 1939 r. majątek pozostawał w ręku męskiej linii tej rodziny, pieczętującej się herbem Baybuza alias Wąż odmienio­ny.

Nie wiadomo, kiedy Kostrowiccy osiedlili się w ziemi lidzkiej. Według tradycji rodzinnej, ród ów już w XVI w. miał tam posiadać dobra ziemskie. W XVII w. występują Kostrowiccy na niezbyt znaczących urzędach, głównie w woj. mińskim i mścisławskim, jak np. Jan Kostrowicki, strażnik mścisławski 1681, pisarz grodzki 1685, Michał, cześnik miński 1740, al­bo wreszcie Samuel, pisarz lidzki i łowczy 1765, żonaty z Barbarą Sieklucką. Ostatni z wymienionych miał trzech synów: Kazimie­rza, Onufrego, szambelana króla Stanisława Augusta oraz Ignacego (ur. ok. 1760 r.), późniejszego generała artylerii, żonatego właśnie z Aleksandrowiczówną. Po rozbiorach i woj­nach napoleońskich generał przeniósł się na stale do Wiednia. W Kościeniewie pozostał je­go syn Samuel ( 1788 -1859), żonaty z Anną Zaleską. Po śmierci ojca także i on wyemigrował do Wiednia, gdzie na świat przyszły jego córki Melania1 i Julia, oraz syn Lucjan, który kształcił się w słynnej Akademii Wojskowej w St. Cyr2.

Lucjan Kostrowicki ( 1816 -1867), zmu­szony powrócić do kraju, ożenił się z Józefą Sieklucką, podkomorzanką lidzką i miał z nią czworo dzieci: Wincentego, Samuela, Marcina i Annę. Mieszkał jednak nie w Kościeniewie, lecz w Papierni. Do rodziny Kostrowickich należały jeszcze wówczas klucze: Papiernia, będąca ich główną siedzibą, wraz z folwarkami i la­sami licząca około 3000 ha, Wiewiórka o powie­rzchni 6000 ha, Kowale z 3000 ha oraz Kościeniew, którego ogólny obszar zamykał się cyfrą ok. 3750 ha. Wcześniej odszedł już od Kos­trowickich Mały Możejków jako wiano Kazi­miery Kostrowickiej, która poślubiła Aleksan­dra Brochockiego. W sumie w pierwszej połowie XIX w. dziedzictwo Kostrowickich wynosiło jeszcze około 17 000 ha. Wkrótce jednak większość folwarków została sprzedana, a uzys­kane pieniądze przekazano do Wiednia, naj­pierw na żądanie Samuela, który sprzedał Wie­wiórkę i Kowale, później zaś Melanii Kostro­wickiej, na której potrzeby wyzbyto się Papierni. Przy Lucjanie Kostrowickim pozostał więc w końcu tylko Kościeniew. Z dzieci Lucjana syn Wincenty obrał karierę wojskową rosyjską, Samuel skończył architekturę w Dorpacie, gdzie został później naczelnym architektem, Marcin zaś elektrotechnikę. Po śmierci Lucja­na w Kościeniewie na krótko osiadł Marcin Kostrowicki (1855 -1905), ale niebawem wraz z żoną z ks. Massalskich przeniósł się do War­szawy. Następnym właścicielem Kościeniewa był jego starszy syn Stanisław (1881-1918), a po nim młodszy syn Lucjan (ur.1889), ostatni właściciel tych dóbr do 1939 r. W 1914 r. składały się one z ośrodka oraz czterech folwarków o łącznej powierzchni 1600 ha ziemi i 1340 ha lasów.

Według przekazywanej z pokolenia na poko­lenie tradycji rodzinnej, Aleksandrowiczowie posiadali w Kościeniewie obszerny, przypusz­czalnie piętrowy dwór modrzewiowy, który ulec miał zniszczeniu już w czasie wojen szwe­dzkich, gdyż właśnie wówczas stoczona została w okolicy bitwa. Po pałacu Aleksandrowiczów nic więc nie pozostało. Z ocalałych z pożaru belek miala być jednak wybudowana stojąca do drugiej wojny światowej oficyna. Nie jest rzeczą jasną, jaką rolę spełniał za Aleksandrowiczów jedyny, częściowo do 1939 r. zachowany budynek murowany datowany na wiek XVII, którego wszystkie elementy drewniane także zresztą spłonęły równocześnie z pałacem. Z przeznaczeniem na siedzibę właścicieli, po stracie Papierni, został on odbudowany dopiero pod koniec XIX w. Według legend miejsco­wych, budowali go masoni, miał wiec być w swoim czasie miejscem zbiórki ich łoży. Według innego domniemania, Aleksandrowiczo­wie wznieśli ów dom na mieszkalny, podczas gdy starszy, drewniany, służyć miał odtąd jako oficyna.

Budynek ten stal prostopadle do dawnego pałacu i w jego pobliżu. Wznosił się na planie bardzo szerokiego prostokąta długości 24 m. Z powodu nachylenia terenu w jednej ze ścian bocznych mieścił się wjazd do szerokiego korytarza piwnicznego, z drugiej zaś, przeciwległej, znajdowało się wejście do parterowych pomieszczeń mieszkalnych. Piwnice były duże położone po obu stronach korytarza, o sklepieniach beczkowych albo łukowych. Podpiwniczenie sięgało zresztą poza budynek, w stronę dawnego domu mieszkalnego. Wysokość piwnic również była znaczna. Posiadały one małe, wysoko umieszczone okienka, a niektóre także kolumny wspierające sklepienia. Część piwnic miała dwie kondygnacje. Nad piwnicami znajdowały się pomieszczenia mieszkalne, usytuowane na dwóch poziomach. Trakt od strony parku był położony około 1 metra niżej od traktu frontowego. Ściany domu wykonane były z dużych, gładzonych z jednej strony kamieni, oblicowanych od wnętrza cegłą. Grubość ścian przekraczała 1 metr. Wysokie i wąskie okna, po odbudowie domu mające formę nowoczesną, mieściły się od wnętrza w głębokich niszach. Pokoje z gładko ostatnio tynkowanymi sufitami były wysokie. W amfiladzie frontowej wysokość ich dochodziła do trzech i pól metra, zaś w ogrodowej do czterech i pól. W ścianach znajdowało się dużo przewodów, które nie wykazywały śladów sadzy. Mogły więc być one pozostałością dawnego ogrzewania centralnego gorącym powietrzem. Przypuszczenie to potwierdzały resztki wielkiego pieca, znalezione w jednej z piwnic. Odbudowany dom nakryty został łamanym dachem gontowym o łagodnym spadzie górnej jego połaci, a bardziej stromej połaci dolnej. Na osi od strony podjazdu dodany został ganek z czterema filarami, wspierającymi trójkątny szczyt, od tylu obszerny taras, a po bokach dwa dalsze małe ganki.

Wewnętrzny układ dworu przedstawiał się w ten sposób, że na prawo od dość przestronnej sieni mieściła się sala jadalna, a za nią jeszcze dwa małe pokoje. W lewej części frontowego traktu znajdowały się cztery pokoje mieszkalne. Wszystkie one łącznie z sienią tworzyły jeden nieprzerwany ciąg amfiladowy. Większość z nich miala poza tym drzwi wiodące na kory­tarz, do którego schodziło się w dół po szeregu stopni. Z sieni na wprost, także po stopniach, było wejście do wielkiego salonu o podstawie kwadratu, zajmującego cały środek traktu ogro­dowego. Na prawo od salonu mieściły się dwa pokoje gościnne, a za nimi kredens, kuchnia etc., na lewo zaś biblioteka i dalsze pokoje mie­szkalne. Architektura wszystkich pomieszczeń niczym szczególnym się nie odznaczała.

Do pierwszej wojny światowej zarówno dwór, jak oficyna miały bogate urządzenie ru­chome. Do najcenniejszych przedmiotów należały meble zabytkowe, częściowo przywiezione z Wiednia3. Wyróżniał się wśród nich m.in. fotel wykonany z rzeźbionego dębu, tak szero­ki, że mogły się w nim zmieścić dwie osoby. Miał on oparcie ujęte w dwie toczone i rzeźbione kolumienki z wezgłowiem, na którego szczycie widniała tarcza z herbem Kostrowic­kich i dziewięciopałkowa korona. Oparcie dla pleców oraz siedzenie fotela pokrywał tłoczony aksamit, zaś poręcze i przednie nogi były kształtnie wygięte. Wszystkie nogi łączyło rzeźbione wiązanie. Na tylnej stronie oparcia, w miejscu poduszki znajdowała się misternie rzeźbiona druga tarcza podbita zielono wyprawioną skó­rą. Na uwagę zasługiwała dalej trzyszufladkowa komódka o ładnie wygiętym froncie, inkrusto­wana różnobarwnym drewnem oraz brązem, kanapa mahoniowa o bardzo grubych bocznych oparciach i wysokim oparciu tylnym, której masywne nogi zakończone były brązowymi po­lerowanymi łapami lwimi, a siedzenie i oparcie pokryte pasiastą szaro-bordową tkaniną, stolik do robótek kobiecych, mahoniowy z wąskimi hebanowymi wstawkami, duży okrągły stół czeczotkowy o zgrabnie wygiętych i zwężających się ku dołowi nogach połączonych blatem mniejszym, z fornirem na blatach ułożonym promieniście o barwie złotej, a obramowaniu czarnym, krzesełka hebanowe o filigranowych kształtach oparcia i nóżek, ozdobionych inkrus­tacja z masy perłowej i mosiądzu, stolik jesio­nowy z toczonymi nóżkami i blatem wykona­nym z pięciu tafelek różnokolorowego marmu­ru, przy czym całość blatu ujęta była w jesiono­wą inkrustowaną ramę, a nóżki połączone wiązaniem w formie lir, oraz wiele innych.

Było tez w Kościeniewie kilka interesujących zegarów, a wśród nich ścienny, ośmiograniasty o wymiarach 90 x 90 cm. Miał on tarczę białą ujętą w hebanową oszkloną ramę z wstaw­kami z masy perłowej i mosiądzu. Na białym tle widniało dwanaście małych tarcz okolonych złoto-granatowymi rameczkami, mieszczącymi rzymskie cyfry mosiężne oznaczające godziny. Wskazówki były metalowe koloru hartowanej stali. Zegar ten wybijał godziny w bardzo nis­kim tonie, przypominającym dźwięk zegarów wieżowych. Inny zegar, stojący na konsoli, sporządzony był z alabastru ozdobionego złoconym brązem. Przedstawiał on umieszczony na podstawie prostokątnej stolik. Na frontowej ścianie tego stolika mieściła się tarcza ujęta w brązową ramkę. Na stoliku stała lampka oli­wna, wykonana ze złoconego brązu raz zro­biona z tego samego materiału otwarta książka. Na postumencie stał jeszcze złocony fotel, na którym spoczywała postać niewieścia; lekko podparta, ubrana w strój grecki, czytająca książkę. Wszystkie wstawki zegara były misternie rzeźbione. Całość przykrywał szklany klosz. Oprócz tych dwóch, szczególnie ciekawych, były we dworze jeszcze dwa inne, a więc zegar biurkowy, cały ze złoconego drobno rzeźbionego brązu, wsparty na czterech nóżkach, z białą tarczą i złoconymi wskazówkami oraz zegar szafkowy, czarno lakierowany, z nakrywą w for­mie wygiętego dachu wspartego na dwóch ko­lumienkach z brązowymi kapitelami. Wśród innych przedmiotów do cenniejszych zaliczano duże mosiężne lichtarze, rzeźbione delikatnie, o wysmukłej linii, oraz inne, w postaci nagich Egipcjanek, stojących na czarnej marmurowej podstawie4.

W odbudowanym dworze znalazły się też serwisy porcelanowe i jeden z fajansu angiel­skiego z początku XVIII w., kryształy stołowe i srebro, a z ciekawostek puzderka damskie. Jedno z nich, mahoniowe, z wieczkiem inkrus­towanym złotem, przetrwało wszystkie zawie­ruchy wojenne. Na umieszczonej pośrodku tar­czy herbowej znajdował się napis "Maria Kost­rowicka 1782 Juni 15".

Do 1914 r. dwór Kościeniewski zdobiło też sporo obrazów olejnych, jak np. kopie malowideł z kaplicy Sykstyńskiej wykonane przez Me­lanię Kostrowicką, wśród których wyróżniało się studium głowy św. Piotra, a poza tym kolek­cja oryginalnych pasteli, akwarel i sztychów. Do najcenniejszych pamiątek należały jednak portrety rodzinne, w tym wizerunek Gabriela Kostrowickiego, strażnika mścisławskiego, przedstawionego jako rycerza w zbroi, z pod­goloną głową. Do tej najlepszej grupy należały też cztery portrety kobiece: młodej, przystojnej osoby w stroju wieczorowym, wydekoltowanej, z naszyjnikiem i kolczykami ze szlachetnych kamieni oraz drugi, osoby starszej w stroju mniszki i w piusce na głowie, w łańcuchu z krzyżykiem na szyi. Oba płótna przedstawiały Melanię Kostrowicką. Na portrecie trzecim widniała młoda dama, sportretowana z profilu, w sukni ciemnoliliowej w pasy, siedząca przy stoliku z podnoszonym wiekiem i widocznym tamburkiem służącym do wykonywania haftu. Była to siostra Melanii, Julia Kostrowicka. W końcu czwarty portret kobiecy, już nie ro­dzinny, przedstawiał słynną tancerkę Fanny Elsner z filuternym uśmieszkiem, dla żartu na­malowaną w stroju zakonnym, jako św. Franciszkę. Wszystkie te obrazy posiadały duże wy­miary i przez wileńskich badaczy sztuki uznane zostały za dzieła dobrych mistrzów. Dwa z nich, to jest Melanii Kostrowickiej w młodym wieku oraz jej siostry Julii, były przypuszczal­nie tego samego pędzla. W grupie portretów rodzinnych wyróżniała się jeszcze podobizna Samuela Kostrowickiego, ojca Melanii, Julii i Lucjana, wykonana węglem. Inne, mniej­szych wymiarów portrety olejne, pochodzące z różnych epok, wyobrażały głównie męskich przedstawicieli rodziny Kostrowickich. W gru­pie tej znajdował się m.in. wizerunek Bazylego Kostrowickiego, pułkownika chorągwi husars­kiej za królów Michała Korybuta Wisniowiec­kiego i Jana III, szambelana Onufrego Kost­rowickiego w mundurze z ciemnoamaranto­wym kołnierzem, gen. Ignacego Kostrowickie­go, Lucjana Kostrowickiego, Marii z Zaleskich Kostrowickiej i kilku innych osób. Były tez w zbiorach liczne miniatury, wykonane przy­puszczalnie przez Melanię Kostrowicką, przedstawiające ks. Reichstadtu jak też nie roz­poznane osoby dworu wiedeńskiego z pierwszej polowy XIX w. Liczne były tez sztychy z XVIII i XIX w., głównie widoki Włoch i Ty­rolu oraz angielskie z pierwszej polowy XIX w. ze scenami z Hamleta.

Ponieważ siedziba Kostrowickich w Kościeniewie - poza wartością zabytkową - pod względem estetycznym, zwłaszcza od strony zewnętrznej, nie przedstawiała się zbyt interesująco, wśród budowli zespołu dworskiego pier­wsze miejsce zajmował tzw. "biały domek". Miał on charakter typowego, niewielkiego, pol­skiego dworu klasycystycznego. Kiedy ów mu­rowany z cegły, parterowy, dziewięcioosiowy budynek został wzniesiony, także dokładnie nie wiadomo. Zapewne pochodził już z czasów Ko­strowickich, czyli z drugiej polowy XVIII w. Miał on elewacje tynkowane na biało oraz wy­soki, czterospadowy dach gontowy. Główne wejście, umieszczone niesymetrycznie, zdobił portyk o dwóch kolumienkach wspierających półbeczkowaty dach. W szczycie portyku widniało okno termalne z promienistym układem szczelin.

W sieni "Białego domku", na wprost drzwi wejściowych mieścił się ogromny kominek, za­mykany żelaznymi drzwiami. Jego komin zwężający się stopniowo ku górze, wyprowadzony był wysoko ponad kalenicę domu. Na strychu miał drzwiczki mniejsze, służące do zawiesza­nia wędlin. Wszystkie pokoje mieszczące się po obu stronach sieni, w tym jadalny, gabinet oraz dwa salony, miały obicie z deseniowego materiału. Te reprezentacyjne pokoje zdobiły i ogrzewały piece z pięknych kolorowych kafli, przypuszczalnie siedemnastowiecznych, pochodzących najprawdopodobniej z dawnego dworu Aleksandrowiczów. W gabinecie kafle te miały ornament roślinny w kolorze czerwonym na bladoniebieskim lub bladozielonym tle, w buduarze zaś użyto kafli koloru kremowego, również z ornamentacją roślinną oraz białymi i niebieskimi postaciami i kwiatami. Posadzki we wszystkich pokojach były z miękkiego, la­kierowanego drewna. Jedynie salony wyposażone zostały w parkiety ułożone we wzory geo­metryczne w kwadratowych ramach. Z ruin da­wnego pałacu Aleksandrowiczów pochodziły jeszcze części metalowe, jak kraty i drzwiczki do pieców. W okresie, gdy Kostrowiccy przebywali w Papierni lub w Wiedniu, "Biały domek" służył jako mieszkanie rządców majątku. Być może, iż wyłącznie w tym celu został nawet zbudowany, gdyż znajdował się bliżej zabudowań folwarcznych niż pałacu.

Za pozostałość dawnego dworu Aleksand­rowiczów, niewiele w ciągu wieków zmienioną, uchodziła okazałą brama wjazdowa. Wznosiła się ona u wylotu długiej kasztanowej alei, a ra­czej traktu, przechodzącego zygzakiem przez sadybę i dalej biegnącego groblą nad stawem, obsadzoną starymi wierzbami i olchami. Trakt ten łączył ze sobą dwa miasteczka, Szczuczyn z Wasiliszkami. Brama składała się z dwóch potężnych murowanych i otynkowanych fila­rów o przekroju kwadratu, prawie potrójnej wysokości wzrostu człowieka. Oba filary wieńczyły bogato profilowane gzymsy. Nakrywał je czterospadowy dach łupkowy, zakończony ig­licami. W płycinach filarów, znajdujących się mniej więcej w połowie ich wysokości, widniały tarcze z herbem Baybuza, umieszczone tam za­pewne w momencie przebudowy bramy w du­chu klasycystycznym. Wrota wykonane były ostatnio z drewna.

Cześć parku Kościeniewskiego, z kolistym nie zadrzewionym gazonem, obejmowała przestrzeń przed głównym domem mieszkalnym. Obok bramy wjazdowej znajdowały się szklar­nie z inspektami. Większa cześć ogrodu o cha­rakterze krajobrazowym ciągnęła się jednak po­za domem. Główną jej ozdobą była blisko kilo­metrowej długości aleja lipowa. Poszczególne jej drzewa osiągały wysokość do 50 m. Rosły one tak blisko siebie, że korony ich zrastały się i splątały ze sobą. Wiek alei na podstawie słoi powalonych drzew obliczano na 340 lat. Z jed­nej strony przylegał do alei okolony starodrzewem sad owocowy, z drugiej zaś właściwy park, a raczej zamieniony na ogród spacerowy naturalny las z rosnącymi w nim głównie wiązami, lipami, klonami i jesionami, wiekiem dorównującymi prawdopodobnie drzewom alei. Na skraju parku rosło też kilka sędziwych dębów, starszych jeszcze od alei, tworzących naturalną altanę.

 

Przypisy:

1. Obu swym córkom Samuel Kostrowicki dal staran­ne wykształcenie, w tym znajomość języków obcych, his­torii, literatury, muzyki i malarstwa. Zostały one nawet przyjęte na dwór austriacki, gdzie znalazły się w otoczeniu Marii Ludwiki, żony Napoleona I, która po jego upadku, wraz z synem ks. Reichstadtu, znanym jako "Orlątko", powróciła do Wiednia. W wieku lat 18, w nie wyjaśnionych ostatecznie okolicznościach, Melania Kostrowicka zaszła w ciążę i została usunięta do Włoch, gdzie na świat przyszedł syn, którego imienia wszakże nie znamy. Miał się on wychowywać pod opieką Watykanu, ale oczywiście na koszt matki i jej rodziny. Melania wróciła jednak na stale do Wiednia, gdzie zamieszkała w odziedziczonym później po swym ojcu pałacu. Pod koniec życia chodziła w habicie zakonnym, przypuszczalnie była więc tercjarką. Opierając się na pełnej tajemniczości "sadze rodu Kostrowickich", Anatol Stern (Poezja zbuntowana, Warszawa 1964) snuje przypuszczenie, że słynny poeta francuski pol­skiego pochodzenia, Guillaume Kostrowicki-Apollinaire, był synem owego syna Melanii oraz Angeliki Kostrowickiej, córki Michała, pochodzącego z innej linii tej rodziny. Michał i Angelika Kostrowiccy mieszkali w Rzymie w cza­sie, gdy przebywał tam syn Melanii. W ten sposób Apol­linaire okazałby się wnukiem "Orlątka" i Melanii Kost­rowickiej, prawnukiem zaś Napoleona I.

 

2. Na temat Lucjana Kostsowickiego "saga rodu" mó­wi, że był on wyjątkowo zdolnym uczniem szkoły wojs­kowej. W czasie wizyty cara rosyjskiego w Paryżu został mu więc z wielkimi pochwałami przedstawiony. Car potraktował go jednak jako zbiega i zażądał odesłania piechotą, etapami, pod eskortą do kraju. Tam musiał się stale meldować u władz policyjnych, a odwiedziny rodziców w Wiedniu zostały mu zakazane. Prowadząc tak skrępowany żywot, stał się wkrótce odludkiem i dziwakiem.

 

3. Stryj ostatniego właściciela Kościeniewa - Marcin Kostrowicki, odwiedził Melanię Kostrowicką w Wiedniu pod koniec jej życia. Mieszkała wówczas we wspaniale urządzonym pałacu i obdarowała go kilkoma portretami własnymi, kilkoma swego ojca Samuela, siostry Julii oraz generała Ignacego, jak też jednego ze starszych przodków. Prócz portretów Marcin Kostrowicki otrzymał też kufry, zawierające masę korespondencji, dokumentów oraz kilka tek ze sztychami, rysunkami i akwarelami obok dość dużej ilości obrazów olejnych, pozwijanych na drewniane wałki. Na odwrocie ich miał widnieć napis: "Ks. Reichstadt" lub "Król rzymski". W kufrach znajdowały się też stare koro­nki, szale i pantofelki. Portrety i obrazy po przywiezieniu do Kościeniewa zawieszone zostały na ścianach dworu, zaś dla kufrów wykonano specjalny skład na strychu domu. Ale tylko te przedmioty Melania Kostrowicka przekazać miala rodzinie, która dla niej wyzbyła się poważnej części swych dóbr. Pałac i pozostały majątek zapisała ona bowiem na "świętopietrze".

 

4. Do ciekawostek, a równocześnie cennych pamiątek rodzinnych należał też misterny wyrób rzemieślniczy w postaci klocka z drzewa mahoniowego o wymiarze 35 x 12 x 10 cm z łagodnie zaokrąglonymi narożnikami. W jednym jego wydrążeniu mieściło się lustro ujęte w me­talową ramę, a w innych dwa grzebienie z kości, dwie brzy­twy, szczoteczka, flakonik na perfumy oraz małe puzderko na złote, pięknie cyzelowane szpilki do krawata. Pod spo­dem było jeszcze miejsce na dwa srebrne kubeczki z po­krywkami oraz dwa również srebrne pudełeczka. Na po­krywie tego przyboru znajdowała się obramowana mosiądzem herbowa tarcza Kostrowickich. Całość zamykało się za pomocą wmontowanego w drzewo zameczka.