Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Śladami polskości

 

Krajoznawcze wycieczki Towarzystwa Kultury polskiej Ziemi Lidzkiej stały się już dobrą tradycją. Dają one piękną możliwość poznania ojczystego kraju, jego zabytków, ludzi, historii. Tym razem udaliśmy się na wschód, do Puszczy Nalibockiej, która na przestrzeni dziejów była ważnym centrum zmagań naszego narodu za niepodległy byt.

Pierwszym punktem naszej podróży stał się Wołożyn, dziś nieduże rejonowe miasto w dziewięćdziesięciu kilometrach od Lidy na obrzeżach puszczy. W początkach XV w. dobra wołożyńskie sta­nowiły własność na pól mitycznych książąt wołożyńskich, pochodzą­cych jakoby z tego samego rodu co Holszańscy. W drugiej połowie tego wieku był on już dziedzictwem rodziny Monwidów, pierwszych wojewodów wileńskich. Od nich przeszedł we władanie Gasztołdów. Stani­sław Gasztołd, wojewoda trocki i nowogródzki, umarł bezpo­tomnie w 1542 r. i wszystkie jego majętności przeszły na króla Zygmunta Starego, który w 1543 r. darował je synowi Zygmun­towi Augustowi.

Król Zygmunt August zrobił w 1567 r. zamianę z Mikołajem Radziwiłłem, kanclerzem litewskim, biorąc od niego dobra Indurę w Grodzieńskim . W 1614 r. Krzysztof Radziwiłł, kasztelan wileński i het­mań wielki litewski, sprzedał Wołożyn dysydentowi Aleksandrowi Słuszce. Józef Słuszka założył tu w 1681 r. kościół pw. św. Józefa Oblubieńca. Córka Jerzego Bogusława Słuszki, podskarbiego nadwornego litewskiego, Konstancja, wniosła następnie do­bra te mężowi Władysławowi Denhoffowi, wojewodzie pomorskiemu. Jego syn Stanisław Denhoff, hetmań polny i wojewoda połocki, żonaty z kasztelanką krakowską Zofią Sieniawską, umarł w 1728 r. nie pozostawiwszy żad­nego potomka. Bogatą wdowę zaślubił w 1731 r. August ks. Czartoryski, biorąc wraz z jej ręką także ogromne posiadłości ziemskie. Syn ks. Augusta, ks. Adam Czartoryski sprzedał Wołożyn dnia 10 marca 1803 r. Józefowi Ignacemu Tyszkiewiczowi, staroście wielatyckiemu za kwotę 100 000 zł czerwonych. W tym mniej więcej czasie dobra wołożyńskie składały się z miasteczka, 17 fol­warków i 81 wsi, obejmujących przeszło 200 włók ziemi. Po uwłaszczeniu chłopów, którzy otrzymali 16 000 dziesięcin, w ręku Tyszkiewiczów pozostało jeszcze ok. 30000 dziesięcin. Po śmierci Józefa Tyszklewicza Wołożyn objął jego syn Michał (1761 - 1839), pułkownik wojsk polskich i uczestnik kampanii 1812 ă., a następnie wnuk Jan (1801 - 1862) . Jako nie­żonaty, zapisał on Wołożyn swemu bratankowi Janowi Witoldowi Tyszkiewiczowi (1837 - 1892), marszałkowi powiatu wileńs­kiego, ożenionemu z Izabelą Tyszkiewiczówną. Ostatnim właścicielem już tylko samego Wołożyna był jeden z jego synów, Michał Tyszkiewicz (zm. w okresie międzywojennym).

Wkrótce po nabyciu Wołożyna Józef Tysz­kiewicz założył tu wielkopańską rezydencję, utrzymaną w całości w stylu neoklasycznym. Cały ów zespół składał się z kilku budo­wli, przede wszystkim jednak pałacu i niemal identycznie zaprojektowanej oficyny, co w bu­downictwie siedzib ziemiańskich było zjawiskiem bardzo rzadkim. W okresie międzywojennym w pałacu i oficynie mieścił się Korpus Ochrony Pogranicza, w oranżerii natomiast - Starostwo.

W latach 1921 - 1923 Wołożyn, jak i całe pogranicze polsko-sowieckie, stało się obiektem ataków bolszewickich band terrorystycznych. Podczas jednego z wypadów bandy "Muchy" - Kiryła Orłowskiego - został zabity policjant.

Po agresji sowieckiej w 1939 roku powstała tu organizacja niepodległościowa, która jednak przez rok została rozpracowana przez NKWD. Aresztowanych członków osadzono w więzieniu w pałacu Tyszkiewiczów. Po hitlerowskim napadzie więźniów pieszo popędzono w kierunku Mińska. Niedaleko miasta ich posadzono na leśnej polanie i zaczęto rozstrzeliwać. Z 86 więźniów przy życiu zostało zaledwie kilka, którym udało się zbiec.

Obejrzeć jednak zespół pałacowy w całości nam się nie udało. W pałacu obecnie mieści się Rejonowy Urząd Spraw Wewnętrznych, a oficyna natomiast jest schowana za wysokim parkanem jednostki wojskowej.

Z zespołem pałacowym był związa­ny, stojący w rynku, nieopodal dwo­ru, także klasycystyczny kościół oo. Bernardynów pod wezwaniem św. Józefa fundacji Józefa Tyszkiewicza. Powstała w latach 1806 - 1815 świątynia miała rzut szerokiego prostokąta. Jej fasadę zdobiło sześć toskańskich kolumn usta­wionych na wysokich bazach. Dźwigały one belkowanie z fryzem podobnym do fryzu deko­rującego pałac. Portyk kościoła wieńczył trójkąt­ny fronton z Okiem Opatrzności. Między kolumnami w niszach stały cztery rzeźby. Wewnątrz kościoła znajdował się nagrobek fundatora kościoła w postaci leżącego rycerza w pełnym uzbrojeniu. Nagrobek ów został zniszczony w 1864 r., a kościół w dwa lata później zabrano na cerkiew prawosławną. Gdy Jan Tyszkiewicz, uczestnik powstania styczniowego otrzymał zezwolenie na powrót do kraju i zwrócono mu skonfiskowany majątek, natychmiast wszczął starania o zwrot kościoła. Od czynników oficjalnych otrzymał wówczas zapewnienie zwrotu świątyni pod warunkiem, że własnym kosztem wybuduje cerkiew. Została ona wzniesiona, jednak kościół katolicy odzyskali dopiero w roku 1920 (katolicy stanowili wówczas 10 - 15% ludności).

Losy powojenne świątyni są jeszcze straszniejsze - została ona zamieniona przez nowe władze na zakład produkcyjny. Zniszczono cały wystrój wewnętrzny, groby kilku pokoleń właścicieli Wołożyna w podziemiach. Po zwróceniu kościoła wiernym na początku lat dziewięćdziesiątych starsze babcie i dziadkowie na własnych rękach wynieśli z budynku kilka samochodów śmieci. Obecnie kościół jest pięknie odnowiony wewnątrz, czego nie powiesz o wyglądzie zewnętrznym. Od kilku lat jest on w rusztowaniach - białoruskie Ministerstwo Kultury zobowiązało się zrobić remont, lecz kiedy się rozpoczną prace nikt nie wie. Rusztowania wkrótce rozsypią się. Wiernym pomaga niemiecka fundacja "Kościół w potrzebie", jest kapłan z Polski. Powoli odradza się życie religijne, chociaż wciąż większość wiernych stanowią ludzie w starszym wieku.

Po krótkiej modlitwie w kościele wyruszamy w dalszą drogę - na Pierszaje, Iwieniec, Naliboki, ale o tym w następnym numerze.

Aleksander Kołyszko