Polskie pismo historyczno- krajoznawcze
na Białorusi

 

 

Droga do ołtarza Pana

 

Lakoniczne słowa w diecezjalnej gazecie "Słowo Życia" komunikują, że "16 października br. w Katedrze Grodzieńskiej ks. bp Aleksander Kaszkiewicz włożył ręce, wyświęcając czterech nowych prezbiterów. Nowi kapłani pochodzą: z Zabłoci - Witold Czurgan i Oleg Dul, Paweł Zwierzyński z Lidy i Oleg Szpień z Nowogródka."

Siedemnastego października br. Lidzka parafia przy kościele podwyższenia Krzyża Świętego czyli Fara przeżywała doniosłą uroczystość, bo właśnie tu przeddzień wyświęcony nowy kapłan Paweł Zwierzyński sprawował Prymicyjną Ofiarę Mszy Świętej. Dla lidzian ta ofiara miała specjalne znaczenie także w tym, że sprawował ją pierwszy w powojennej historii miasta kapłan, pochodzący z tego miasta. Mury kościoła nie mogli zmieścić wszystkich wiernych, którzy przybyli na uroczystość. Na początku prymicjant został serdecznie powitany przed ołtarzem przez dziatwę, młodzież starszą, parafian i księdza proboszcza Jerzego. Podczas Mszy św. homilię wygłosił proboszcz lidzkiej parafii Świętej Rodziny Józef Gańczyc.

Nieraz ciekawymi ścieżkami prowadzi Bóg młodego człowieka do Swego Ołtarza. Paweł Zwierzyński był jako trzecie i najmłodsze dziecko w rodzinie. Rodzice jego Franciszek i Zygmunt wychowywali swe dzieci w duchu religijnym, ale w czasach panoszącego się wojojuncego komunizmu, zatruwającego ludzkie życie od dzieciństwa, było to nie bardzo łatwe. Rodzice po wybudowaniu własnego mieszkania postanowili nabyć samochód. To pozwoliło im w świąteczne dni nieraz całą rodziną uczestniczyć w nabożeństwach w kościołach poza Lidą i już nielicznych, aby nie narażać dzieci na prześladowanie w szkole. Odwiedzali kościoły w Lipniszkach, Minojtach, Raduniu, Ejszyszkach. Pewnego razu będąc w na Mszy św. w Minojtach Pawełek wszedł chóry i grzecznie się modlił. Chórzystka Rudziewicz zauważyła to i spytała czy chciałby zostać ministrantem.

Gdy parafia trokielska odzyskała swój kościół na pierwszą Mszę św. przyjechał proboszcz subbotnickiej parafii ks. Wincenty Lisowski. Był serdecznie witany przez liczną rzeszę wiernych. Wszyscy nie mogli się zmieścić w ścianach skromnego wiejskiego kościółka. Przybył również Paweł z rodzicami i mimo ogromnego tłoku szczęśliwie dotarł do zakrystii. Gdy spytano czego chce odpowiedział, że chce służyć do Mszy św., ponieważ trochę się zna na tym. Znaleziono komżę i z radością uczestniczył w liturgii. Po nabożeństwie ks. Wincenty dziękując ministrantom za udział w Ofierze Pańskiej zwrócił się do Pawełka ze słowami, że ty to chłopcze na pewno będziesz księdzem. Później Pawełek wiele razy był na nabożeństwach odprawianych w tym kościele przez księdza Lisowskiego, który po ks. Stanisławie Pacynie był jego drugim serdecznym duchowym opiekunem. Jako bardziej doświadczony Paweł był swego rodzaju "szefem" wśród tutejszych ministrantów - Witalia Wielewisa, Aleksandra Brejwo, Jana Sareło, którzy obecnie studiują w Grodzieńskim seminarium diecezjalnym.

Jeszcze chodząc do szkoły paweł początkowo samodzielnie z pomocą emerytowanego nauczyciela Czesława Jarmaka zaczął uczyć język polski, a po zorganizowaniu nauki w Domu Twórczości - w kółku u pani Weroniki Kuryło.

W wychowaniu dzieci wiele znaczy postawa rodziców, a zwłaszcza ojca. Po wojnie we wsi Dylewo koło Owsiadowa, dziś już nie istniejącej na skutek sowietyzacji i kolektywizacji naszego kraju, pracował lekarzem niejaki Kozłow, który był dobrym praktykiem i słynął daleko. Pewnego zimowego dnia 1954 roku do lekarza tego przyjechał ksiądz Stefan Sieczko, proboszcz lipniskiej parafii. Lekarza nie było w domu, przez dłuższy czas czekali na chłodzie i zaszli ogrzać się i zjeść posiłek wzięty ze sobą do sąsiedniej kolonii we wsi Owsiadowo. Właśnie do państwa Zwierzyńskich. Nie przedstawiali się kim są, ale starsza córka rozpoznała, że to proboszcz z Lipniszek. Gospodarza nie było w domu, a w drugim końcu mieszkał brat Antoni. Bracia należeli do protestantów, gdy Antoni wstąpił do mieszkania brata między nim a księdzem zawiązała się ciekawa dyskusja na tematy religijne. Ksiądz jako osoba wykształcona brał górę. Po stronie księdza była również gospodyni z dorosłym synem Zygmuntem, ojcem Pawła. Latem tegoż roku pan Zygmunt pojechał na odpust do Lipniszek, był w spowiedzi. Ksiądz Sieczko go poznał i po nabożeństwie zaprosił na plebanię. Zaproponował mu służbę kościelną zakrystiana, ale pan Zygmunt na razie odmówił. Jednocześnie ksiądz poprosił o pomoc w znalezieniu jakiegoś domku dla kupna na przeniesienie. Chciał w ten sposób pomóc w budowie swego organisty.

I tu znów ciekawostka dla krajoznawców Ziemi Lidzkiej. W byłym majątku Sukurcze koło Krupowa w domu Witolda Pileckiego (50-lecie jego tragicznej śmierci uroczyście obchodzono w ub. roku w Warszawie) mieszkała jakaś Rosjanka, wdowa prawdopodobnie po jakimś kuzynie Pileckich i sprzedawała ten dom. Wiadomość ta została przekazana do Lipniszek. Ponieważ ojciec Zygmunta Jan był zawodowym cieślą i zgodził się razem z synem przenieść ten dom do Lipniszek, gdzie stoi do dnia dzisiejszego, ksiądz Stefan miał możliwość jeszcze lepiej przyjrzeć się p. Zygmuntowi i powtórnie zaproponował pracę zakrystiana.

Skoro ojciec p. Zygmunta był protestantem, a matka gorliwą katoliczką, często powstawały sprzeciwy w zasadach wyznawania chrześcijaństwa, ale matką swą gorliwością przezwyciężała męża i wszystkich siedmioroga dzieci utrzymała przy katolicyzmie. Po naradzie z matką p. Zygmunt został w Lipniszkach przez 3 lata zakrystianem. Z powrotem w rodzinne strony pan Zygmunt założył własną rodzinę, często służył ministrantem w Lidzkiej Farze, walczył o zachowanie kościoła i aż trzy razy jeździł do Moskwy, przez co nie mógł dostać rządowego mieszkania i musiał budować swe własne. Gdy podrósł syn Paweł nieraz we dwójkę byli ministrantami na nabożeństwach odprawianych przez księdza Stanisława Rojka. Ksiądz Rojek stał ostatecznym doradcą Pawła aby stać się robotnikiem Pana.

 

Redakcja "Ziemi Lidzkiej" z całego serca składa młodemu kapłanowi

Stanisław Uszakiewicz